Page 1


Znak Horyzont Krak贸w 2015


Być albo nie być

Antoine Cierplikowski uwielbiał zaskakiwać swoich rozmówców interpretacją najsłynniejszego fragmentu Hamleta Williama Szekspira. W ostatnim wywiadzie, udzielonym kilka tygodni przed śmiercią, w wieku dziewięćdziesięciu jeden lat, pewnym, mocnym głosem recytuje: To be or not to be: that is the question. Przed laty zachwycał w ten sposób swoich gości na przyjęciach, które organizował w Hollywood. Był wtedy u szczytu sławy. Król, cesarz, dyktator, kreator, guru, monsieur Antoine, Antoine de Paris, Antoine – tak o nim mówiono. Świat mody drżał w oczekiwaniu na to, co znowu wymyśli, do jakiej nowej fryzury trzeba będzie dostosować kolejną kolekcję. Jaki kolor włosów okaże się przebojem w następnym sezonie? Zakochane klientki czekały w radosnym podnieceniu. Projektanci mody zgrzytali zębami ze złości, że od fryzjera zależy to, co za chwilę stworzą. Miał rzesze wiernych wyznawczyń i równie dużo zaciętych wrogów. Jak każdy, komu udało się wybić ponad przeciętność, budził skrajne emocje. Od uwielbienia po nienawiść. Swoim talentem wyprzedzał epokę, w której żył. Skala osiągniętego sukcesu zadziwia do dziś. Jego bogactwo budziło zawiść. Niezwykłą pewnością siebie nieustannie prowokował krytyków. Ale ani wielbiciele, ani zawistnicy nie mogli pomyśleć nawet, że ten niezwykły człowiek i wszystko, czego dokonał, zniknie w mroku zapomnienia. Od czasu do czasu ktoś go tam odnajduje zdziwiony, że Antoine w ogóle istniał, że był Polakiem, chłopcem z Sieradza, który na początku XX wieku swoim nieprzeciętnym talentem zdobył najpierw Paryż, ówczesną stolicę światowej mody, a później cały świat.


14

Król fryzjerów, fryzjer królów

Jego nazwisko nie jest dzisiaj wymieniane, kiedy mówi się o osobach mających największy wpływ na kreowanie wyglądu współczesnej kobiety. Tymczasem on w tym procesie uczestniczył, stojąc w pierwszym szeregu u  boku Coco Chanel, Heleny Rubinstein czy Eugène’a  Schuellera, twórcy L’Oréal. To on wyniósł rzemiosło fryzjerskie do rangi sztuki, dyktował kobietom na całym świecie, jak mają obcinać i czesać włosy, na jaki kolor je farbować. Tworzył perfumy i kosmetyki, projektował torebki i kapelusze, kostiumy i peruki, kolekcjonował dzieła sztuki współczesnych mu artystów, przyjaźnił się z wielkimi gwiazdami. Sympatią darzyły go przede wszystkim piękne panie, ale także Picasso, Jean Cocteau i Salvador Dali. Potrafił skupić wokół siebie ludzi z różnych światów, pozornie obcych, a w jego salonie przy rue Cambon 5, stateczne damy spotykały się z o wiele mniej statecznymi dziewczętami z półświatka i wspólnie cierpliwie oczekiwały na mistrza Antoine’a. On pierwszy spojrzał na kobiece włosy tak, jak rzeźbiarz patrzy na kamienną bryłę. Był przede wszystkim artystą, kreatorem fryzur, dyktował nowe trendy i zawsze umiał nakłonić swoje klientki do pozornie szalonych pomysłów. Rola kobiet w jego życiu jest nieoceniona. To one nosiły na swych głowach jego dzieła. Dzieła ulotne, których – niestety – nie można postawić w muzeach, by zachwycały kolejne pokolenia. Jego salon fryzjerski usytuowany był przez dziesięciolecia pod numerem 5 przy rue Cambon. Nieopodal, pod numerem 31, mieści się do dziś butik Chanel, cel pielgrzymek fashion victims z całego świata. Po Antoinie nie ma tam śladu. Paryż zapomniał, bo to miasto kapryśne, w którym życie toczy się w zawrotnym tempie. Na miejscu opuszczonym przez wielkiego mistrza pojawiło się wielu innych. Większość była zresztą jego uczniami. Paryż zapomniał, bo Antoine, obrażony na to niestałe w uczuciach miasto, wrócił po siedemdziesięciu latach do rodzinnego Sieradza. Zmarł z dala od miejsc, które znał na pamięć. Z dala od rue Cambon, gdzie pracował przez sześćdziesiąt lat. Z  dala od domów, które sobie wymarzył i wybudował. Z dala od starych przyjaciół i znajomych. Jego oszałamiająca kariera rozpłynęła się. W podejrzanych okolicznościach zniknęła wielka fortuna, rozproszono pamiątki, zaginęły dzieła sztuki, i po tym niesamowitym człowieku zostało tak zadziwiająco niewiele. Antoine nie był bez winy. Zaciekle bronił swojego życia prywatnego, skrywając pod maską szalonego ekscentryka prawdę o uczuciach, które Antoine odpoczywa w swojej słynnej kryształowej trumnie. Stanie się ona jednym  z głównych symboli jego ekstrawagancji.


16

Król fryzjerów, fryzjer królów

nim targały. Kochał mężczyzn, ale wybrał udawanie przed światem, że było inaczej. Każdego dnia wprawiał się w odgrywaniu swojej roli. Uważał, że życie to teatr i żeby przetrwać w świecie hipokrytów i blichtru, trzeba grać. Dla każdego miał inną wersję wydarzeń, jakby stworzoną specjalnie na potrzeby danego słuchacza. Ściśle kontrolował to, co o nim pisano. Chcąc odwrócić uwagę od prawdziwego Antoine’a, skupiał uwagę wszystkich na dziwaku, śpiącym w szklanej trumnie. Potrafił doskonale manipulować ludźmi, co, niestety, nie zawsze dobrze się kończyło. Zbudował imperium na skalę światową, w którym był władcą absolutnym. Ciężko jest patrzeć na pozostałe po nim ruiny. Być albo nie być – oto jest pytanie.


Kurtyna w górę

Urodził się w Wigilię 1884 roku, co zapewne miało niemałe znaczenie w bardzo religijnej rodzinie Cierplikowskich. To dziecko od początku było przeznaczone do wielkości. Był synem szewca Antoniego Cierplikowskiego i krawcowej Joanny z domu Majchrzak. W księgach parafialnych pojawiają się różne formy imienia matki – Joanna lub Anna, a nawet Janina (pod takim imieniem została pochowana na sieradzkim cmentarzu). Miał jeszcze starsze rodzeństwo: Rafała (ur. 1875), Józefę (ur. 1877), Władysława (ur. 1880), Salomeę (ur. 1882) i młodszego brata Hieronima (ur. 1887). W  księgach parafialnych, pisanych w  języku rosyjskim, aż do 1911 roku nazwisko rodzinne zapisywane jest w formie Cierpikoski1 lub Cierpikowski2. Pierwszy jako Cierplikowski podpisuje się Rafał, gdy rodzą się jego dzieci. Pod wpisem o ślubie z 1901 roku jest jeszcze Cierpikowskim. Natomiast Antoni figuruje jako Cierplikowski w angielskich dokumentach z 1909 roku. Prawdopodobnie litery „l” i „w” pojawiły się, gdy wyjeżdżał do Paryża, na skutek błędu urzędnika. Jego wpis do ksiąg nie ma bowiem polskiej wersji nazwiska umieszczanej w  nawiasie, jak to było w  przypadku pozostałych członków rodziny. Możliwe również, że to sam Antoni zmienił nazwisko, aby nie miało nic wspólnego z cierpieniem, a przypominało o tak potrzebnej w życiu cierpliwości. Ówczesny Sieradz był niedużym, raczej biednym miasteczkiem, położonym w zaborze rosyjskim, a dom rodzinny Antoniego, typowy dla dziewiętnastowiecznych małych miasteczek niski parterowiec z krzywym dachem, dzisiaj już nieistniejący, stał przy ulicy Dominikańskiej. Cierplikowscy nie opływali w dostatki, ale ciężko pracujący rodzice potrafili


18

Król fryzjerów, fryzjer królów

zadbać o potrzeby rodziny. Joanna Cierplikowska, opisywana po wielu latach przez sławnego syna jako niebieskooka Madonna o  żelaznej woli, musiała zapanować nad sześciorgiem dzieci i trzymać je w ryzach, zwłaszcza chłopców. Wielką tragedią była dla niej utrata najstarszej córeczki Józefy, która zmarła w wieku dziewięciu lat w 1886 roku. Była już wtedy wielkim wsparciem dla matki, pomagając w opiece nad młodszym rodzeństwem. Państwo Cierplikowscy wiedzieli, że należało przede wszystkim zapewnić dzieciom odpowiednią przyszłość. Dla uważnej matki dość szybko stało się jasne, że Antek jest dzieckiem niezwykle uzdolnionym i należy pomóc mu w rozwijaniu talentu. Jej relacja z synem była bardzo bliska, a on po latach przyznawał, że na zawsze zachował wpajane przez nią wartości. Nie istnieją natomiast żadne szczegółowe przekazy na temat ojca poza dość krótkimi i suchymi wzmiankami. Antoine przyrównywał ojca do niedostępnego bóstwa, zajętego własnymi sprawami, o autorytarnym sposobie bycia, wywołującego lęk u przewrażliwionego dziecka. Szukał zawsze schronienia w ramionach matki czy w fałdach jej spódnicy. Była najbliższą mu osobą. Mimo że ojciec żył do 1936 roku (zmarł 19 marca), a syn kilkakrotnie odwiedzał w tym czasie Polskę, również Sieradz, to Cierplikowski senior raczej nie powracał w jego wspomnieniach. Nieco zbyt wrażliwy chłopiec nie odstawał specjalnie od rówieśników, nie izolował się, przeciwnie, chętnie uczestniczył we wszystkich zabawach na podwórku. Jak inni chłopcy biegał z procą za wronami, kąpał się w pobliskiej rzece, gonił wystraszone kury, a od czasu do czasu czujny kogut napędzał mu strachu i matka musiała wybawiać go z opresji. Niektóre z nawiązanych wówczas relacji koleżeńskich przetrwały wiele lat i były bliższe niż te rodzinne. Rodzeństwo wyczuwało w Antku dziwaka i zazdrościło mu względów matki, co czasem dosadnie dawano mu odczuć. Później, mimo że był tak sławny, bracia i siostra nawet nieco się go wstydzili z powodu docierających do nich plotek o jego seksualnych preferencjach. Antoni stał się Antoine’em, ale Sieradz pozostał Sieradzem. Ten nastolatek o  zbyt delikatnej naturze, łatwo ulegający emocjom rzeczywiście był dość dziwny. Jego ulubionym miejscem był sieradzki kościół, gdzie przeżywał niemal mistyczne uniesienia. Upajał się wonią białych lilii i dźwiękami wydobywającymi się spod palców młodego organisty. Wtedy zapewne nie domyślał się ich tajemnej symboliki, którą kilka lat później odkrył w Paryżu. Lilie i ich zapach będzie kochał przez całe życie. Zawsze i wszędzie będą mu towarzyszyły.


Kurtyna w górę

19

W 1931 roku w prasie francuskiej ukazał się fragment poetyckiej biografii Antoine’a, napisanej przez jego przyjaciela, pisarza, dziennikarza, librecistę Léona Guillot de Saixa. Miała ona nosić tytuł: Całkiem nagi, nigdy jednak nie powstała. Opublikowany fragment zawierał bardzo poetyckie nawiązanie do przeżyć z dzieciństwa. Pojawiał się w nich tajemniczy przyjaciel, być może ów organista, wspominany później również w oficjalnej biografii jako niewidzialny młody bóg. Tekst był bardzo egzaltowany i doskonale oddawał odczucia Antka, wierzącego w swoją wyjątkowość. Złote i drgające światło wlewa rozproszoną jasność w zimną grotę cienia. Tak słabe, jak dziecko śpiące w małym wiejskim łóżku, pachnącym jeszcze żywicą pobliskiego lasu. To światło dodaje tajemniczości sekretom pokoju, w którym odpoczywa małe stworzenie, równe w prawach i zaletach wszystkim innym stworzeniom, bo jest samo dla siebie całym światem. Śni. Przypomina sobie z pewnością inne życie. Uśmiecha się do złotych aniołów. Otwiera oczy, jego sen trwa: Różowe anioły wieszają girlandy z gwiazd i słońc z płomieni na zakrzywionych gałęziach, błyszczących od mrozu i zgiętych pod ciężarem całej tej miniaturowej kreacji. Rozkłada ramiona i łączy nogi. Pierś napięta, zęby zaciśnięte w rozkosznym oczekiwaniu na czarne gwoździe, wbijane w wątłe nadgarstki i kostki mocnymi uderzeniami młota. Uderzenia są jeszcze silniejsze niż te słyszane w sąsiednim zakładzie szewca, które wyznaczały rytm jego dnia od rana do wieczora. A przed ostatecznym uderzeniem lancy jego bok drżał jak pierś spłoszonego ptaka. Umiera, zmartwychstaje. Przechodzi przez mury. Idzie przez wieś. Jego stopy nie dotykają ziemi. Idzie prosto przed siebie… Nie zatrzymuje go żaden głaz, żadne drzewo. Wspina się na wzgórze i zdziwiony dostrzega zebrany tłum: „Jacyż mali są ci ludzie!”. Rozkłada ramiona, rośnie, wznosi się powoli jak para, jak chmura. Jego płaszcz wzdyma się i drga. Bardziej świeże powietrze wypełnia jego płuca i rozwiewa mu włosy. Wznosi się, unoszony przez niewidzialną siłę. Jego przezroczyste ciało błyszczy jak róża w słońcu. Stojąc wciąż przed ołtarzem z szeroko otwartymi niebieskimi oczyma, dziecko obserwuje to cudowne wniebowstąpienie. Promień odrywa się od niego. Oto znów jest na ziemi. Wychodzi z kościoła. Wchodzi na niewysoki murek otaczający świątynię. I z tego piedestału ruchoma statua kontempluje horyzont. Jego profil,


20

Król fryzjerów, fryzjer królów

czysty i zdecydowany, zwraca się ku temu, co przyjdzie. Czuje się teraz cały przeniesiony na nieznany teren, na którym, jak pracowita mrówka, spożytkuje całą swoją energię. W tym momencie jego sen staje się niespokojny… Widzi, jak chwyta go potwór. To stara panna, córka miejscowego profesora. Jej przejrzałe dziewictwo pożałowało widocznie utraconego macierzyństwa i  w  jakimś bezmyślnym szale chwyciła chłopca w ramiona. Jakież było jego przerażenie na widok tej twarzy przesadnie umalowanej, z powiekami ciężkimi od khola, rzęsami przytłoczonymi tuszem, ustami jak zranionymi szminką, zmarszczkami zagipsowanymi pudrem i suchymi policzkami wysmarowanymi różem. Dziecko krzyknęło rozdzierająco. Stara panna, zdegustowana i zaskoczona, puściła chłopca. Wstrząsany rozpaczliwym płaczem, spada ze swego wzniesienia, woląc umrzeć, upadając, niż zostać choć chwilę dłużej przed tą obrzydliwą twarzą, uczynioną jeszcze bardziej obrzydliwą przez nadmiar sztuczności. Upadek mógłby się skończyć dla niego fatalnie. Zamknął oczy. Ale młody bóg upadający czuje się podtrzymywany przez mocne ramiona, chroniące go przed roztrzaskaniem sobie czaszki o ostre kamienie. Anioł musiał przyjść mu na ratunek. Przytula się do szerokiej piersi. Nie śmie otworzyć oczu, taką odczuwa przyjemność, czując się tulony. Prawie mdleje ze szczęścia. […] Łza jeszcze drga w kąciku oka jak kropla rosy na płatku głogu. Już się nie buntuje. Już się nie boi… Uśmiecha się ufnie do swego wybawcy. To piękny, młody człowiek o ciemnych oczach, który jest tak niezależny, jak on sam, lecz tak czuły, tak wzruszający w swej sile. Dziecko całuje go żarliwie…3

Po latach w swojej autobiografii wyraźnie idealizował okres dzieciństwa, zwłaszcza Joanna Cierplikowska wspominana była z wielkim uczuciem. Dawała mu zapewne poczucie bezpieczeństwa, którego nigdy później już nie zaznał. W jego oczach pozostała piękną kobietą. Wspominał ją zawsze, gdy czesał księżną Windsoru, bo Wallis miała podobne włosy do włosów jego matki. Był przekonany, że dzięki matce osiągnął później wszystko, o czym marzył. To właśnie ona zauważyła niezwykłe zdolności syna. Podkradał jej skrawki materiału, gdy szyła, i formował z nich kwiaty albo gałązki bzu. Te zrobione przez dziecko ozdoby były tak ładne, że nie karciła


Kurtyna w górę

21

syna, lecz zanosiła je do miejscowego kościoła, by przyozdobić nimi ołtarz. Chłopiec był dumny i wzruszony, gdy widział je podczas mszy. Nadmiernie wrażliwy, reagował zbyt emocjonalnie, gdy słyszał śpiew kościelnego chóru czy dostrzegał coś pięknego. Nieważne, czy był to polny kwiat, czy bardzo eleganckie wnętrze. Matka upewniała się wtedy, że nie może dopuścić, by skończył jako rolnik lub zwykły robotnik. Czasami jego artystyczne wizje sprawiały jej niemało kłopotów, jak wtedy, gdy postanowił utrwalić niesforne włosy Salomei miodem. W efekcie przerażona dziewczynka zmuszona była uciekać przed osami. Musiało minąć jeszcze kilkanaście lat, by Antoine dopracował swoją metodę utrwalania włosów lakierem. Jasne było dla wszystkich, że Antek nie jest podobny do reszty rodzeństwa. Był też inaczej traktowany przez rodziców. Mógł liczyć na bezgraniczną wyrozumiałość Joanny Cierplikowskiej, która pokładała w tym niezwykłym dziecku wszystkie swoje matczyne nadzieje. Mógł też liczyć na dużo surowsze traktowanie ze strony ojca, patrzącego na zbyt delikatnego chłopca z lekkim rozczarowaniem. Rodzeństwo miało mu za złe tę zbyt czułą uwagę matki. Antkowi każdy wybryk uchodził na sucho i chłopiec upewniał się coraz bardziej, że może sobie pozwolić na dużo więcej, a jego urok uchroni go przed konsekwencjami ewentualnych błędów. Bezwarunkowa miłość matki oraz jej ciągły zachwyt nad zdolnościami syna sprawiły, że rosło w nim poczucie własnej wartości i przekonanie o tym, iż jest przeznaczony do wyższych celów niż jego bracia i siostra. Gdy oni szli przetartymi szlakami, on rozbudzał w sobie ambicje i apetyt na lepsze i piękniejsze życie niż to, które wiedli jego rodzice. Wiara we własne możliwości była jego największą zaletą na drodze do światowej kariery, ale czasem zamieniała się w przeświadczenie o nieomylności, które wiodło go na manowce. Wyjątkowe zdolności manualne nie przydały mu się w szkole. Nie garnął się zbytnio do nauki, więc kiedy ją ukończył, wylądował u sieradzkiego felczera, który zajmował się po trosze wszystkim. Rwał zęby, leczył kurzajki, przeprowadzał operacje katarakty, a także strzygł i golił. Do tych ostatnich czynności Antek szybko się przyuczył. Szło mu całkiem sprawnie, chwalono jego precyzję i delikatność. W Sieradzu doświadczył też pierwszej bolesnej straty. Jego bardzo bliski przyjaciel, zapewne także pierwsza fascynacja uczuciowa, towarzysz romantycznych spacerów nad brzegiem rzeki, z którym recytował wiersze Puszkina, zmarł na zapalenie płuc po nieszczęśliwym wypadku. Załamał się pod nim lód na Warcie. Dla Antka ta śmierć była wielkim ciosem,


22

Król fryzjerów, fryzjer królów

na tyle poważnym, że matka zdecydowała o natychmiastowej zmianie otoczenia, aby wyrwać syna z marazmu i rozpaczy, w jakie popadł. Być może skłonność do zbyt bliskich relacji z mężczyznami stawała się widoczna w prowincjonalnym Sieradzu końca XIX wieku. Zanim w 1945 roku Antoine ustalił na potrzeby oficjalnej biografii jedynie słuszną wersję swego wyjazdu, kilkakrotnie wspominał w wywiadach o ludzkiej zawiści, złych językach, raniących słowach. Prawdopodobnie nie tylko talent sprawił, że musiał opuścić rodzinny dom. Na szczęście bardzo szybko stało się jasne, że naprawdę marnuje się w Sieradzu, więc rodzice postanowili wysłać go w świat, czyli do niedalekiej Łodzi, gdzie wujostwo Lewandowscy, bezdzietni krewni Cierplikowskich, mieli dość dobrze prosperujący zakład fryzjerski. Wkrótce okazało się, że Antek często musiał zastępować wuja Pawła, mającego wielką słabość do alkoholu i nie zawsze wywiązującego się z podjętych zobowiązań polegających między innymi na czesaniu bardziej zamożnych klientek w ich domach. Antoine różnie – zależnie od kaprysu – relacjonował, skąd wziął się pomysł na wyjazd do stolicy Francji. Nie były to jednak kłamstwa, lecz raczej lekkie koloryzowanie. Według jednej z wersji pewnego wrześniowego poranka 1901 roku w zastępstwie wuja uczesał w jej domu panią Stanisławową Ginsberg, żonę znanego przedsiębiorcy i zarządcy Towarzystwa Akcyjnego „Zawiercie”. Usłyszał wtedy słowa szczerego zachwytu i zdecydowaną opinię, że dla takiego talentu fryzjerskiego najlepszym miejscem jest Paryż. Innym razem opowiadał o klientce znającej dobrze stolicę Francji, która przypadkiem trafiła do salonu Lewandowskich tuż przed niezwykle ważną dla niej uroczystością. Podczas czesania czytała gazetę, a gdy podniosła głowę i spojrzała w lustro, najpierw oniemiała z zachwytu, nie wierząc, że czeszący ją młody chłopak mógł zrobić coś tak pięknego z jej włosami, po czym zawyrokowała, że czeka go kariera w Paryżu. Czasem obie wersje stawały się jedną historią o dwóch damach, które zachwyciły się zdolnościami Antka i przepowiedziały mu wielki paryski sukces. Zakiełkowało w nim pragnienie, żeby wyjechać do tego miasta, znanego mu z opowieści i żurnali mody. Decyzja zapadła bardzo szybko, wyjazd miał się odbyć w grudniu. Został przyspieszony zapewne dlatego, że zbliżał się termin poboru do carskiego wojska, a to mogło oznaczać koniec marzeń o wielkiej karierze. Czy na decyzję o wysłaniu siedemnastoletniego syna za granicę mogło mieć wpływ przeczucie o jego seksualnej odmienności, trudno jest dzisiaj


Kurtyna w górę

23

jednoznacznie stwierdzić. Jednak brak czułych wzmianek o ojcu w wywiadach i w książkach może świadczyć o tym, że wyjazd z kraju nie był całkiem dobrowolny. W jednym z bardzo szczerych wywiadów, udzielonym w 1938 roku, pierwszy i ostatni raz wspomniał o wyjeździe z kraju jako o ucieczce: Nikt mnie w  Łodzi nie lubił, nazywano mnie z  widoczną ironią „wielki pan Antoni”. A tak ustosunkowano się do mnie, ponieważ nie znosiłem szablonu, nie mogłem naśladować w pracy innych i dążyłem do pracy oryginalnej i indywidualnej. Zazdrościli mi koledzy; wyśmiewali moje starania i wysiłki, drwili z moich pomysłów, zdaniem ich ekstrawaganckich. – Pracowałem wówczas przy zbiegu ulic Piotrkowskiej i Cegielnianej, a marzyłem o tym, aby móc otworzyć sobie własne przedsiębiorstwo i dokonywać eksperymentów, na które mi żaden szef nie pozwalał. To były jednak mrzonki, których nie udało się realizować bez grosza w kieszeni, bez czyjejkolwiek pomocy i bez zrozumienia ludzi. Wierzyłem mimo to, że nadejdzie kiedyś dzień, gdy spełnią się moje życzenia i tęsknoty. Nie zrażały mnie uszczypliwości kolegów, drwiny pracodawców nie osłabiały moich nadziei. Aż nadeszła chwila, kiedy dziewiętnastoletni praktykant fryzjerski rodem z Sieradza opuścił Łódź na zawsze. Uciekłem z zadymionego i dusznego miasta, uciekłem z kraju ojczystego daleko w świat, do Paryża…4

Trzeba było pokonać niemałe trudności, by wydostać się z Sieradza, położonego w zaborze rosyjskim, najpierw do Niemiec, a później do Paryża. Podobna historia przydarzyła się w  tym czasie Maxowi Factorowi, który również przez Niemcy udał się w podróż do Ameryki. Dwóch chłopców z nieistniejącej na mapie Polski, urodzonych niedaleko od siebie – Maksymilian Faktorowicz pochodził prawdopodobnie ze Zduńskiej Woli – w pogoni za marzeniami wyruszyło w świat, aby wkrótce stać się mistrzami w swoich dziedzinach. Jedyne zdjęcie nastoletniego Antoniego pochodzi właśnie z tego okresu. Zostało zrobione zapewne tuż przed wyjazdem, na pamiątkę. Antek jest na nim w  towarzystwie młodego mężczyzny i  kobiety. Prawdopodobnie jest to jego starszy brat Rafał i siostra Salomea. Wszyscy troje, odświętnie ubrani, patrzą prosto w obiektyw. Antek ma biały kwiat w klapie surduta. Jest bardzo podobny do siedzącej na krześle tuż przed nim kobiety – mają takie same falujące, gęste włosy i jasne spojrzenia.


Kurtyna w górę

25

Pani Cierplikowska wyprawiła syna najlepiej, jak mogła. Ciepło ubrany w płaszcz z karakułowym kołnierzem – w podszewce zaszyto pieniądze na czarną godzinę – na szyi zawiązał niebieski szalik, na którym Salomea wyhaftowała jego inicjały. Na głowie miał karakułową czapkę. Niósł skromną walizkę i torbę z ostatnim w życiu posiłkiem przygotowanym przez matkę. Wiedzieli oboje, że prawdopodobnie nigdy się już nie zobaczą. Syn opuszczał kraj pod fałszywym pretekstem krótkiej wizyty u krewnych w Niemczech, ale tak naprawdę uciekał. Powrót nie był możliwy bez poważnych konsekwencji ze strony rosyjskich władz. Miał zaledwie siedemnaście lat, ale – mimo rozstania z rodziną – odczuwał ogromne podekscytowanie i chciał jak najszybciej dotrzeć do Paryża. W drodze poradził sobie doskonale, choć cały czas bał się, żeby go nie zawrócono. Okazało się jednak, że pieniądze były kluczem otwierającym wszystkie drzwi, a odpowiednia suma włożona w ręce celników czyniła go niewidzialnym.

 Jedyne zdjęcie nastoletniego Antoniego (stoi z lewej), wykonane jeszcze przed jego wyjazdem z kraju.Tego młodego Polaka już wkrótce będzie znał cały świat.


Paryski debiut

Ambitny i bardzo zdolny chłopiec nie mógł trafić lepiej, aby zrealizować postawione sobie cele. Paryż końca 1901 roku rozkwitał pełnią belle époque. Nie tak dawno mieszkańcy i turyści świętowali nadejście nowego tysiąclecia. W 1900 roku odbyła się Wystawa Powszechna i igrzyska olimpijskie, otwarto też pierwszą linię metra. Nie było bardziej zwariowanego miejsca na świecie, tak pełnego kontrastów, gdzie nędza dzielnic robotniczych sąsiadowała z luksusem eleganckiego centrum, niedawno stworzonego prawie od podstaw przez barona Haussmanna. Tu można było zrobić wielką karierę albo stoczyć się na samo dno, jeśli zbyt mocno zachłysnęło się urokami wielkiego miasta. Ale Paryż był przede wszystkim gościnny i od lat przyjmował utalentowanych ludzi z całego świata, marzących o odmienieniu swojego losu na lepsze. Miasto od razu oczarowało Antka, już sam dworzec był piękniejszy od jakiejkolwiek widzianej wcześniej budowli. Patrzył ze zdumieniem na szerokie perony, rzęsiście oświetlone i pełne ludzi. To, co ofiarowywał mu Paryż jako obserwatorowi, było niezwykle obiecujące. Pokochał miasto, które z czasem okazało się jego przeznaczeniem, miłością od pierwszego wejrzenia. Miałem dziwne wrażenie bycia w domu. Ludzie z różnych zakątków świata odczuwali to samo, kiedy tylko przybyli do Paryża, i nikt nie był w stanie wytłumaczyć mi, dlaczego tak się czuliśmy5.

Antek chciał przede wszystkim pracować i doskonalić swoje umiejętności. O zabawie nawet nie myślał. Paryż zachwycił go od razu architekturą, nieco przeraził tłumami i oszołomił językiem, którego nie rozumiał,


28

Król fryzjerów, fryzjer królów

ale odbierał jak śpiew ptaków. Od początku wiedział, że znalazł się we właściwym miejscu, mimo że czuł się zagubiony, gdy około północy wysiadł z pociągu na Gare du Nord. Odwagi dodawały mu adresy spisane na kartce przez rodzinę i znajomych w Polsce. Były jego kołem ratunkowym, chroniącym przed utonięciem w otchłani wielkiej metropolii. Miał się od razu pod nie kierować, a tam mieli czekać zapewne życzliwi Polacy, którym już się tutaj powiodło, by z kolei móc wesprzeć rodaka w potrzebie. Na razie wolał jednak nie błądzić po tym pięknym, ale obcym mieście w nocy, spędził ją więc na dworcowej ławce, a z samego rana ruszył na poszukiwania, które zawiodły go prosto na Montmartre. Na szczycie tego wzgórza, pod Sacré-Cœur, postawiłem mój bagaż na ziemi i usiadłem. Tam po raz pierwszy spojrzałem w dół na Paryż, czarujące niebiesko-srebrne miasto, które kocham bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce na świecie6.

Szybko zweryfikował prowincjonalne opowieści o tym, jak łatwo i szybko robi się karierę w Paryżu. Oba adresy okazały się zupełnie nieprzydatne. Nie było żadnego brata – bogatego przedsiębiorcy jak zapewniał go jeden z łódzkich kolegów, ani znanego fryzjera z salonem, gdzie miał dostać pracę. Podpowiedziano mu jedynie, żeby spróbował szczęścia u Decoux, w bardzo znanym zakładzie, którego właściciel był cenionym i szanowanym w branży fryzjerem, specjalistą od peruk i tresek z prawdziwych włosów. Monsieur Decoux, jak wówczas wszyscy jego koledzy z paryskiego cechu fryzjerów, trzymał się ściśle zasad przyuczania do zawodu. Należało zacząć od samego dołu. Antoine, z właściwą sobie egzaltacją, wspominał później ten okres jako prawdziwą katorgę, gdy zamknięty w ciemnej i wilgotnej piwnicy zajmował się pracą nad perukami, nie mając kontaktu z klientelą. Sytuacja, w jakiej się znalazł, nie była czymś wyjątkowym. Tak zaczynali wszyscy przyszli fryzjerzy. Antoni nie miał wykształcenia ani umiejętności technicznych, nie znał języka, zatem jego talent musiał chwilowo poczekać. Ponadto patroni salonów, zwłaszcza ci najbardziej znani, nie chcieli dzielić się z uczniami swoją wiedzą. Uczyli tego, co konieczne, ale każdy z nich miał swoje sekrety, których nikomu nie zdradzał. Antoine będzie w przyszłości robił inaczej. Jego pracownicy byli przez niego szanowani, a uczniom chętnie przekazywał swoje umiejętności, wprowadzał ich w meandry zawodu bez cienia zazdrości, choć niekoniecznie wychodziło mu to na dobre.


Paryski debiut

29

Upokorzenia doznane przez trzy lata terminowania musiały być bolesne, bo mówił o tych czasach niewiele, nieco złośliwie umniejszając rangę salonu, który był przecież w Paryżu bardzo popularny. Modelki dumnie prezentujące wymyślne fryzury Decoux często pojawiały się w pismach poświęconych modzie, a nawet na pocztówkach. Nie wspominał nigdy ludzi, którzy nauczyli go zawodu, chcąc podkreślić, że wszystko zawdzięczał tylko sobie. Musiał jednak spotkać na swej drodze świetnych specjalistów, których potem świadomie zepchnął w zapomnienie. Antek Cierplikowski początkowo klepał biedę jak większość cudzoziemców przybywających do miasta świateł w  poszukiwaniu szczęścia. Mieszkał w podrzędnym hoteliku, jakich mnóstwo można tam znaleźć do dziś. Jedynym pocieszeniem stało się to, że właścicielami byli Polacy, którzy od czasu do czasu zapraszali go do siebie na talerz rosołu. Musiał to być trudny okras w życiu młodego adepta fryzjerskiego fachu. Chcąc zapomnieć o głodzie, wyruszał na długie piesze wycieczki po mieście. Miał osiemnaście lat, pracował bardzo ciężko, zarabiał niewiele. Paryż nie był, niestety, tak gościnny dla biednych, jak potrafił być dla bogaczy. Ale czasem promień słońca przebijał się przez ciemne chmury i nagle zdarzało mu się doświadczyć czystej przyjemności przebywania w  tym niezwykłym miejscu. Pewna klientka dała mu bilet na przedstawienie Madame Sans-Gêne, z wielką aktorką Réjane w roli głównej. Był pod wrażeniem tego, co zobaczył, bo nic go tak nie zachwycało, jak prawdziwie utalentowani ludzie. Odtąd, jeśli tylko mógł sobie na to pozwolić, kupował bilety na spektakle w Comédie-Française. Po pewnym czasie poznał starszego, bardzo eleganckiego i samotnego mężczyznę, mieszkającego w tym samym co on budynku. Połączyła ich przyjaźń, a z czasem i bliższa zażyłość. Początkowo zerkał nieśmiało w jego stronę, nie marząc nawet o rozmowie z kimś tak eleganckim. Pewnego dnia mężczyzna sam zagadnął Antka, wykazując żywe zainteresowanie wszystkim, co robił. Osamotniony w wielkim mieście chłopak pragnął czyjejś troski i uwagi. Lubili spędzać razem czas, zwiedzając Luwr, gdzie Antoni odkrył sztukę antyczną i  zafascynował się greckimi rzeźbami. Z jego relacji z tamtych chwil, zawartej po latach w autobiografii J’ai coiffé le monde entier (Czesałem cały świat) – przebija niekłamany zachwyt tym, co zobaczył: W Luwrze uczyłem się imion pięknych greckich efebów. Przesuwałem moje czułe palce po zaokrągleniach ciał z brązu i kamienia7.


30

Król fryzjerów, fryzjer królów

Wtedy też zapragnął być rzeźbiarzem, prawdziwym artystą, który czuje materię pod palcami i potrafi ją zmieniać w coś pięknego, jeśli tylko zechce. Świadomość, że można podporządkować sobie kamień i stworzyć z niego dzieło sztuki, które trwa całe wieki, uwieczniając nazwisko twórcy, bardzo go oszołomiła. Tego chciał dla siebie. Wieczności dzięki sztuce. Towarzysz Antka wspierał jego dążenia. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że właśnie ten tajemniczy, starszy przyjaciel był jego pierwszą wielką miłością. Sielanka zakończyła się niespodziewanym zniknięciem przyjaciela i listem z Warszawy, zawiadamiającym o jego śmierci na gruźlicę. Antek był tak wstrząśnięty kolejną tragedią, która znowu odbierała mu bratnią duszę, że echa tych przeżyć pobrzmiewać będą jeszcze pół wieku później, gdy po raz pierwszy opowie o nich pisarce Jean Durtal. Przyznał wtedy, że przez wiele lat nie mógł otrząsnąć się z bolesnych wspomnień i ogromnego żalu z powodu tej straty, która wpłynęła na całe jego życie osobiste. Od tego momentu rozpoczęło się jego obsesyjne zainteresowanie śmiercią, przybierające z  czasem coraz bardziej dziwaczne formy. Przejmującym wyrazem przemyśleń Antoine’a o sensie życia będzie wiersz Gloria Soli! (Chwała samotności). Wyrazi w nim cały swój strach przed cierpieniem, zwłaszcza tym, które może go czekać z powodu innych ludzi. Utwór, podpisany tylko inicjałami A.C., znajdzie się w antologii poezji z 1916 roku, z komentarzem, że został napisany po bardzo bolesnej stracie ukochanej istoty, a zrozpaczonemu poecie pozostało tylko poszukiwanie ideału piękna. Co jeszcze, oprócz śmierci przyjaciela, wydarzyło się przed 1907 rokiem, że tak bardzo bał się zranienia, śmieszności i odrzucenia, nigdy nie ujawnił. Postanowił, że nikt nigdy nie pozna jego najskrytszych myśli i prawdziwych uczuć. Wydaje się, że był temu postanowieniu wierny do samego końca. Wynikało to w dużym stopniu ze wzmagającego się megalomańskiego przekonania, że niewiele było wokół niego osób mogących w pełni zrozumieć złożoność jego duszy i dorównać mu talentem.


Spis treści

Prolog .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .     7 Być albo nie być .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .     13 Kurtyna w górę .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    17 Paryski debiut .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    27 W roli małego Rosjanina .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .     31 Marie-Berthe wchodzi na scenę .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .     35 W świetle reflektorów .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .     43 Życie jak rewia .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .     57 La Garçonne .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .      61 Wymagająca publiczność .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    89 W antrakcie .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    107 Aplauz i krytyka .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    157 New York, New York .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    175 Bez maski .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    195 Powrót na scene .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .     211 Kurtyna w dół .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    243 Epilog .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    257 Aneks .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    263 Słynne klientki Antoine’a .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    375 Od autorki .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    379 Dziękuję .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .     381 Przypisy .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .   383 Indeks nazwisk .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    389 Źródła ilustracji .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .   405 Bibliografia .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    407


Antoine Cierplikowski. Król fryzjerów, fryzjer królów  

Jego klientkami były królowe i księżniczki. Jednak to on wydawał im rozkazy. A one to kochały. "Zanim pani do mnie przyszła, była pani brzy...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you