Issuu on Google+

Miłość i inne rozstania Fritz i Alice nie mogą bez siebie żyć. Ze sobą tym bardziej. Schodzą się i rozchodzą. Choć różnice się przyciągają, brak podobieństw wszystko komplikuje. W zasadzie nie powinni mieć ze sobą nic wspólnego, nie powinni się nawet spotkać. David Foenkinos z czułością i ironią miesza namiętność i wyrachowanie, powagę i groteskę, szczerość i oszustwo. Z tych składników powstaje jedyna w swoim rodzaju słodko-gorzka opowieść o miłości.

David Foenkinos to Haruki Murakami i Woody Allen w jednej osobie.

Angielskie poczucie humoru i czeska ironia podane z francuską zmysłowością. Bardzo trudno napisać o relacjach damsko-męskich coś oryginalnego. Foenkinosowi bez wątpienia się udało. Ewa Bukowska Ta książka jest jak francuska kuchnia – wszystko jest smaczne i świetnie podane. Z niecierpliwością czekam na deser, czyli następną książkę Davida Foenkinosa. Marek Bukowski

Piękna historia przypadkowego pocałunku. Milion sprzedanych egzemplarzy we Francji. To niezwykła książka o miłości, delikatności uczuć, umiejętności kochania. Powieść nie tylko dla kobiet, ale dla każdego, kto poszukuje idealnej miłości. Kamilla Baar Kolejna powieść Davida Foenkinosa, Potencjał erotyczny mojej żony, ukaże się w Znaku w sierpniu 2013 roku.

Można kogoś bardzo kochać, ale nie móc z nim być. Można się rozstawać, ale dalej bezgranicznie kochać. Nasze rozstania to opowieść, w której nie ma ani jednego przypadkowego zdania i żadnego fałszywego dźwięku. Gorąco polecam! Marzena Rogalska

Cena detal. 29,90 zł

FOENKINOS Nasze rozstania

W Znaku ukazała się także:

David Foenkinos

urodził się w 1974 roku w Paryżu. Nauczyciel gry na gitarze, który został pisarzem, bo nie skompletował zespołu muzycznego. Do szesnastego roku życia nie przeczytał podobno żadnej książki, jednak jego erudycja literacka świadczy o czym innym. W 2002 wydał swoją pierwszą powieść, teraz ma ich na koncie już jedenaście, większość z  nich to bestsellery. Laureat wielu prestiżowych nagród, zakochany w  Polsce i  Polakach. Tworzy scenariusze filmowe, ostatnio sam wyreżyserował Delikatność, która stała się hitem we Francji i  została wysoko oceniona w kręgach filmowych.

Nasze rozstania


David

FOENKINOS Nasze rozstania Przekład Agnieszka Rasińska-Bóbr

Wydawnictwo Znak • Kraków 2013


• Część pierwsza •


•1• Mam wrażenie, że śmierć bez przerwy śledzi mnie swoim spojrzeniem. Każdy mój gest jest analizowany przez siłę wyższą, która decyduje o  mojej przyszłości jako rozkładających się zwłok. Tak jest od najmłodszych lat. Żyję, nieustannie myśląc o tym, że pewnego dnia przestanę żyć. Wyzwala to wiele pozytywnych doznań, chociażby daje smakować każdą przeżywaną chwilę: jestem w  stanie odnaleźć coś sympatycznego nawet w  najbardziej beznadziejnych momentach. Na przykład jadąc metrem w  ścisku, zlany potem, mogę całkiem śmiało pomyśleć sobie: „Mimo wszystko co za szczęście, że żyję”. Podobnie jest ze związkami uczuciowymi. 9


Patrzę, jak kocham, czując się w obowiązku nie zmarnować bicia serca. Kiedy budzę się obok kobiety, wpatruję się w jej ucho, staram się utrwalić w pamięci jego niepowtarzalność. Wiem, że pewnego dnia będę nieruchomo leżał w obliczu śmierci i pozostaną mi jedynie wspomnienia minionej zmysłowości.

•2• Na świecie żyją trzy miliardy kobiet. A  zatem mam prawo zadać sobie pytanie: dlaczego właśnie Alice? Zwłaszcza wtedy, gdy się kłócimy. Dlaczego właśnie ona pośród tych wszystkich Chinek i Rosjanek? Dlaczego to ona jest w moim życiu, dlaczego to ona mnie podnieca i doprowadza do rozpaczy? Myślę sobie, że niewątpliwie istnieje Australijka, z którą byłbym bardzo szczęśliwy. Z  pewnością zdarzają się łagodne i kochające Australijki (ideałem byłaby Australijka urodzona w  Szwajcarii). Ale miałoby to negatywne strony: trzeba by spędzić cały dzień w  samolocie, żeby odwiedzić rodzinę żony, co 10


za horror! Nienawidzę samolotów; ostatecznie mógłbym je znieść, gdyby w  niebie położono szyny. W sumie sądzę, że jestem szczęśliwy. – Alice, mogłem trafić na dziewczynę znacznie gorszą od ciebie. – Męczysz mnie, Fritz*. Naprawdę mnie męczysz. – No to dobranoc. Pamiętam tę rozmowę. Pamiętam także, że położyłem się obok Alice. W ciszy tej nocy wydawaliśmy się tacy szczęśliwi. Mieliśmy wtedy zaledwie po dwadzieścia parę lat. Próbowałem jednocześnie uprawiać sport, żeby mieć piękny tors, i przeczytać dzieła wszystkie Schopenhauera, żeby wyrobić sobie jasny pogląd na to, czym jest gorycz. Kilka osób nie całkiem bezinteresownie przyznało, że ta mieszanka daje mi * Tak, wiem, dziwnie nazywać się Fritz. Zwłaszcza gdy nie jest się Niemcem. Mój ojciec był wielbicielem powieści Mars Fritza Zorna. W związku z tym pozostaje mi tylko cieszyć się, że noszę imię zmarłego na raka w wieku trzydziestu dwóch lat autora, który mówił: „Uważam, że każdy, kto przez całe życie był grzeczny i miły, nie zasługuje na nic innego niż rak”.

11


pewną elegancję. Mogłem wręcz liczyć, że zostanę nowoczesnym bohaterem. Jedyną przeszkodę na drodze do potencjalnego bohaterstwa stanowiła bezsenność. Nie można ocalić ludzkości bez ośmiu godzin snu na dobę. Żaden bohater nie ma problemów ze snem, nawet jeżeli śpi z otwartymi oczami. Jest panem nocy, podczas gdy ja liczę wszystkie barany na świecie; żaden nigdy nie przeskoczył mi nad głową. Wypadałoby, żeby któremuś skok się nie udał. Człowiek, na którego spada wełnista masa, z całą pewnością zasypia. Z biegiem lat nauczyłem się cierpliwości. W nocy wstaję i całymi godzinami czytam. Często słowa dają mi schronienie aż do świtu, a litery zlewają się z marzeniami na granicy snu. Alice zawsze ubierała się za szybko. Błagałem, żeby dała mi chwilę, abym mógł spojrzeć na jej majtki. – Ale ja się spóźnię! – krzyczała. Powinno się zabronić kobietom krzyczeć. Zwłaszcza rano, gdy walczę jeszcze z sobą w nadziei na erotyczny sen. Rozważałem nawet przestawienie budzika na wcześniejszą godzinę. Nie miałem nic przeciwko skróceniu snu o  parę 12


minut, by móc przez ten czas podziwiać uda mojej narzeczonej. Zostawiała mnie w łóżku samego i byłem szczęśliwy, znajdując czasem kilka włosów na dowód jej krótkiego w nim pobytu. Kiedyś powiedziałem coś na temat pozostawianych przez nią śladów. Odpowiedziała: – W takim razie byłabym bardzo złą kochanką. Takie właśnie odpowiedzi przyprawiają mnie, choć nie wiem dlaczego, o mocniejsze bicie serca. Zgodnie z logiką miłosną widzimy w tej drugiej osobie Alberta Einsteina. Alice wypowiadała zdania, które uznawałem za wspaniałe, podczas gdy dla innych mężczyzn byłyby pozbawione wartości: – Zimno mi, ale wolę spać nago. – Moglibyśmy może któregoś dnia pójść do kina. – Zawsze w lodówce powinieneś mieć żółty ser. – Przypomina mi to sen, który mi się śnił, ale już go nie pamiętam. – Powinnam mimo wszystko pójść w którąś niedzielę na mszę. – Żałuję, że to zrobiłam. Czy jeszcze mnie kochasz? 13


– Woody Allen kręci też filmy, które nie są śmieszne. I tak dalej. Jeżeli te zdania nie robią na was żadnego wrażenia, to dlatego, że nie jesteście zakochani w Alice. Wychodziła, a  wtedy ja z  kolei się ubierałem. Gdy zamykała za sobą drzwi, był to znak, że dzień może się otworzyć. Byłem wtedy studentem, do tego stopnia wahałem się nad wyborem kierunku studiów, że chodziłem na zajęcia z  tak różnych dziedzin jak historia sztuki i fizyka molekularna. Chciałem poznać wszystkich możliwych Robertów: Musila, Schumanna, Bressona czy Zimmermanna. Wmawiałem bliskim, że moje pozorne błąkanie się jest owocem wyrafinowanej strategii zawodowej. Strategii, którą ujawnię we właściwym czasie. To była jedna z  metod, które stosowałem w  życiu: zawsze uspokajać innych, wmawiając im, że moje działania mają racjonalne podstawy. Ale czy to moja wina, że wszystko mnie interesowało? Dlaczego zawsze trzeba dokonywać wyboru? Życie było ciągiem ograniczeń. Trzeba być wiernym, 14


trzeba być za lewicą, trzeba jeść obiad o trzynastej. A ja chciałem mieć kochankę, która głosuje na prawicę, i zabierać ją na obiad o piętnastej. Może to właśnie pociągało mnie w  Alice. Od pierwszego spojrzenia poczułem, że nasza relacja wykroczy poza utarte szlaki. A właściwie nie. To nie było moje pierwsze odczucie. Na początku był pewien gest. Przypomniało mi to Nieśmiertelność Milana Kundery, książkę, której bohaterka rodzi się z gestu. Alice mogłaby pojawić się w powieści wielkiego czeskiego pisarza, ale wybrała moje życie. W sobotni wieczór zaproszono nas na imprezę. Okoliczności nie miały w sobie nic niezwykłego, a często właśnie to jest najlepszym sposobem, aby coś niezwykłego nas spotkało. Znaleźliśmy się tam przypadkiem, idąc za przyjaciółmi przyjaciół, i ten piękny łańcuch przyjaźni pozwolił nam odnaleźć miłość. Mam tu na myśli prawdziwą miłość, tę, która przenosi nas do kategorii istot śmiesznych. Było chyba po trzeciej w nocy. Mimo że dokładnie pamiętam szczegóły naszego spotkania, przyznaję, że nie potrafię precyzyjnie określić czasu. 15


Nadchodzi chwila, w której godziny się już nie liczą. Tłoczyliśmy się w kuchni w poszukiwaniu alkoholu. W takich przypadkach zawsze znajdzie się komik, który stara się dominować nad resztą towarzystwa, i czasem wystarczy, by mówił nieco głośniej niż inni. Niezależnie od tego, gdzie jesteśmy, zawsze toczy się walka o miejsce w hierarchii. Tamtego komika otoczyła rozweselona grupka utwierdzająca go w mniemaniu, że jest niesłychanie zabawny. Poznaliśmy się z Alice w tym roześmianym kręgu. Staliśmy naprzeciwko siebie. Śmiech unosił się nad naszymi głowami, zniekształcony przez mglistą atmosferę. Słychać było chi, chi, chi i cha, cha, cha. Twarz Alice była bardzo blisko mojej, gdy wykonała ten niesamowity gest. Wolno podniosła dłoń, pogłaskała się po nosie, a potem po lewym uchu. Chyłkiem, jakby kradła własną twarz. Trudno dokładnie opisać, co zrobiła z palcami, ale połączenie tych dwóch pieszczot stanowiło gest, który uderzył mnie z wielką siłą. I zaraz potem zobaczyłem, że na mnie patrzy. Wydawała się niemal zmieszana i posłała mi uśmiech. Ten uśmiech nie był przeznaczony dla roześmianego kręgu. Był przeznaczony dla mnie. Ponieważ natychmiast 16


odpowiedziałem jej uśmiechem, utworzyliśmy krąg, do którego należeliśmy tylko we dwoje. Nasz uśmiechnięty krąg był niezależnym podzbiorem roześmianego kręgu, prywatnym odstępstwem. Gdy komik opadł z  sił, publiczność się rozpierzchła. Po takiej ilości śmiechu wydawało się to niemal smutne. Wreszcie byliśmy sami. – Bardzo mi się podobał twój gest przed chwilą – powiedziałem. – Tak? Jaki gest?  – spytała nieco rozczarowującym, trochę ochrypłym głosem, ale pewnie było to spowodowane tytoniem i alkoholem. – Kiedy bardzo szybko dotknęłaś nosa, a potem ucha. Musnęłaś dwie części twarzy, wyglądało to na jakiś tajny kod. – Upiłeś się? – Nie, jestem trzeźwy. Trzeba być trzeźwym, żeby uchwycić taki gest. – Nie pamiętam go. – Czekaj, pokażę ci. To była okazja, żeby wziąć ją za rękę. Łatwo dała się prowadzić. Jej palce znowu musnęły twarz. Natychmiast zrozumiałem, że będzie to 17


zaledwie wulgarny pastisz. W  tym geście całe ulotne piękno kryło się w czubkach palców. Nigdy nie da się go powtórzyć. Później Alice tyle razy na próżno usiłowała odtworzyć tę jedyną chwilę. Zapewne po to, żeby sprawić mi przyjemność. Ale także, aby odnaleźć błysk tego magicznego momentu. Bo wiedziała, że podbiła mnie właśnie tym gestem. A ja wiedziałem, że podbiłem ją swoim uwielbieniem dla tego gestu. – Jak ma na imię autorka tego gestu? – spytałem. – Alice. – Alice… Alice to niezłe imię. Krótkie, ale niezłe. – Uważasz, że jest zbyt krótkie? – Nie, w porządku. Najważniejsze, żeby nie mieć krótkich włosów. – Zawsze taki jesteś? – Będziesz miała masę czasu, żeby się przekonać, jaki jestem. – A jak ty masz na imię? –… Nie wiem dlaczego, ale potrzebowałem dłuższej chwili na odpowiedź. W tym momencie nie 18


chciałem mieć na imię Fritz. Myślę, że nie miałem ochoty zamykać się w literach, nie chciałem określać niczego, co przeżywaliśmy, chciałem dać nam jeszcze możliwość pozostania nieznajomymi. Potem nigdy nie będziemy już mogli się cofnąć do tego momentu, gdy się jeszcze nie znaliśmy. To była ostatnia chwila naszej anonimowej relacji i raz, i dwa, i trzy: – Mam na imię Fritz. W żaden sposób nie skomentowała mojego imienia. Choćby z tego względu nie było wykluczone, że pewnego dnia ją poślubię* albo jeszcze lepiej: że kupimy razem psa.

•3• Alice jest młodą dziewczyną z  dobrej rodziny. Lepiej przyznam się bez bicia: to bezsprzecznie mnie podnieca. Fizycznie posiada wszystkie charakterystyczne cechy potulnej córeczki. * Oczywiście nie wiedziałem wtedy jeszcze, jak bardzo dramatyczna będzie nasza historia.

19


Gładkie włosy, nieraz z  opaską, i  taki grzeczny sposób mówienia „tak”. Uwielbiałem te dobre maniery, w  jej sposobie życia odnajdywałem tyle rzeczy, których mi brakowało. Trzeba powiedzieć, że byłem wychowywany (to zbyt mocne słowo) przez rodziców przejętych ideami sześćdziesiątego ósmego roku. Nie możecie sobie nawet wyobrazić, jaką traumą są dla dziecka wakacje w Indiach. To tylko szczegół, o którym wspominam mimochodem. Teraz rzadko się z nimi widuję: żyją na szczycie góry gdzieś w  cieniu wąsów José Bovégo. Albo podróżują na drugi koniec świata biedy. Uczestniczą we wszystkich manifestacjach alterglobalistów. Czasem myślałem, że jestem dla nich mniej ważny niż ziarnko brazylijskiego ryżu sprzedawane zgodnie z  zasadami zrównoważonego handlu. Z mojego punktu widzenia bilans nie był zrównoważony, ale udało mi się jakoś zbudować własną osobowość, czerpiąc z ich wartości, nie skupiając się zbyt mocno na ich brakach. Nie mogę powiedzieć, żeby brakowało mi miłości; po prostu musiałem się nią dzielić ze wszystkimi potrzebującymi na tej ziemi. W  sercu 20


moich rodziców było nas wielu i  zawsze towarzyszyło mi to uczucie: nie oschłości, ale pewnej ciasnoty. Klasyczny stereotyp: syn hippisów z córką mieszczuchów. Nic na to nie poradzę, wszyscy jesteśmy stereotypami. Przeważnie wychowanie to tylko codzienny trening skłaniający nas do tego, żeby nie upodabniać się do rodziców. O ile Alice zachowała wiele z ich zasad, o tyle nigdy do końca nie dopasowała się do ich świata. Szanuje go, nigdy nie próbuje naruszyć najmniejszej reguły. Odwiedza ich co niedziela, to równie niezmienny rytuał jak dzień wolny od pracy. Ale żyje jak osoba wolna i z dużą skutecznością stara się, by nie przytłoczyły jej rodzinne nakazy. Innymi słowy jest gotowa zapalić skręta, słuchać alternatywnego rocka, czytać markiza de Sade, a  przede wszystkim mnie kochać. Tak, myślę, że kochanie mnie ma w sobie coś z nieświadomego buntu. Doskonale wiem, że nie mam zadatków na idealnego zięcia. Marzyłem jednak o tym, żeby poznać jej rodziców. Mimo że wiedziałem, iż są sztywni, w moim przekonaniu byli 21


wzorem stabilności. A tak bardzo brakowało mi codziennego życia w  naoliwionych trybach zasad. Gdy Alice wychodziła w  każdą niedzielę, żeby się z nimi spotkać, pytałem: – Kiedy mi ich przedstawisz? – Niedługo. – Tak jakbyś się wstydziła. Powiedziałaś im przynajmniej o mnie? – Tak… właściwie poniekąd… – To znaczy? – No więc kiedyś opowiadałam im o tobie… wspomniałam o twoich rozlicznych studiach… – I co? – Widziałam po oczach ojca, że wcale go to nie bawi. Więc wolałam powiedzieć, że jesteś moim kolegą. Dobrym kolegą. – Dobrym kolegą? – Fritz! Chyba możesz to zrozumieć! –  O  ile dobrze zrozumiałem, żeby poznać twoich rodziców, trzeba skończyć ENA*. * École nationale d’administration – Państwowa Szkoła Administracji, jedna z najbardziej prestiżowych szkół wyższych we Francji (przyp. tłum.).

22


– Ależ nie… ale… lepiej poczekać… aż dostaniesz prawdziwą pracę. Byłem zbulwersowany, widząc, jak bardzo się mnie wstydzi. Oczywiście w  moim zdenerwowaniu było nieco złej woli, bo rozumiałem jej podejście. Ale przecież mogła dać mi szansę. Byłem rzecz jasna roztrzepanym, ale poważnym chłopcem. Alice mogła podkreślić ten aspekt w rozmowie z ojcem, ale wolała ograniczyć się do moich studiów. A więc, żeby ich poznać, musiałem znaleźć pracę. Na szczęście niedługo znajdę posadę znakomicie odpowiadającą mojej szerokiej wiedzy. Będę zarabiał pensję i  dostawał bony na obiady, i zacznę żyć w świecie dorosłych.

•4• Z pewnością uprawiałem w młodości za mało sportu, aby znosić zmienne porywy serca. Tak bardzo męczą te wieczne przeskoki od szczęścia do nieszczęścia. Z Alice chwile euforii, kiedy chciałem zabrać ją na weekend na Księżyc, nieustannie przeplatały się z momentami międzygwiezdnej 23


agresji, kiedy to najchętniej zakopałbym ją w samym sercu Ziemi. Myślę, że ona odczuwała dokładnie to samo. Zwykle taka łagodna i szepcząca, była w stanie nagle krzyknąć, wlać ostre dźwięki do moich zakochanych uszu. Kręciliśmy się na karuzeli tonów. I nawet przychodziło mi na myśl, że miłość przede wszystkim ogłusza. Któregoś wieczoru zapytałem, dlaczego ma taką minę. Tak, miała trochę dziwną minę, jak ktoś, kto zapomniał parasola. Nic nie irytowało jej bardziej od pytań o humor. – Przestań mi się tak przyglądać! Przestań wszystko analizować! Mam tego dość! Ale nie mogłem przestać i zaczynałem od nowa: – Dlaczego doprowadzasz się do takiego stanu? Wystarczy, jeśli powiem, że tego zdania nie powinienem był wypowiadać. Nigdy nie należy pytać kobiety o jakiekolwiek racjonalne wyjaśnienie jej zachowania. Wyszła nagle zaczerpnąć powietrza. Często myślę o tym wyrażeniu „zaczerpnąć powietrza”. Oznacza ono, że idzie się gdzie indziej, żeby je znaleźć. Oznacza dosłownie: w miejscu, w którym jestem, duszę się. 24


Psuliśmy chwile szczęścia, przez całe dni zachowywaliśmy się dziecinnie, marzyliśmy o  tym, żeby się przestać kochać, a  jednak tkwiliśmy w miejscu, fizycznie niezdolni do ucieczki z zamkniętego świata naszego związku. – Jak udało nam się tak nisko upaść? – spytałem któregoś dnia, kiedy byłem znużony kochaniem jej. – To wina naszego Anioła Stróża. Za dużo wypił tamtego wieczoru. Może kobietą twojego życia była ta, która stała tuż koło mnie. Pamiętasz ją? – To prawda, że była niezła… – Tak, doskonała dla ciebie. Łagodna i przygaszona. Z pewnością zawsze by się z tobą zgadzała. Jestem pewna, że to ona. Anioł przesunął się o kilka milimetrów. Z tego biorą się wszystkie nasze kłótnie. Ze śmiesznego kąta nachylenia łuku, z którego strzała chybiła. Pomyślałem: następnym razem, gdy się zakocham, wezmę także numer od dziewczyny stojącej obok (nigdy nie wiadomo: może moim przeznaczeniem jest poznawanie wyłącznie tych, które są tuż obok kobiet mojego życia). 25


Przypomnieliśmy sobie nasz pierwszy wieczór. Nostalgia zawsze jest dobrym schronieniem. Pochylała ku mnie główkę, była moim zepsutym zegarem, nieskończonością w  zasięgu moich warg. Kto wie, dlaczego tak się nakręcaliśmy, może tylko dla dziecinnej i pierwotnej przyjemności godzenia się. Podróż poza granice łagodności jest dla śmieszności adrenaliną. Szepnąłem więc: – Tak bym chciał, żebyśmy już byli starzy i mieszkali w Szwajcarii. – Tak, najdroższy. – Nie ruszalibyśmy się już wiele. Nie moglibyśmy się kłócić. I  wieczorem wkładalibyśmy sztuczne szczęki do jednej szklanki. Nasze zęby byłyby razem szczęśliwsze. Wyobrażałem sobie życie naszych zębów. Kiedyś porównaliśmy je (każdy robi to, co lubi) i  okazało się, że mamy wiele punktów wspólnych. Na przykład identyczną rysę na lewej górnej trójce. Czyżby istniała mistyka zębów? Może to one decydują o naszej miłości? Wtedy dentyści byliby osobami, które rozpaczliwie szukają bratniej duszy. 26


Spis treści Część pierwsza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

7

Część druga  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 61 Część trzecia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 143 Część czwarta . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 209 Epilog  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 241


Miłość i inne rozstania Fritz i Alice nie mogą bez siebie żyć. Ze sobą tym bardziej. Schodzą się i rozchodzą. Choć różnice się przyciągają, brak podobieństw wszystko komplikuje. W zasadzie nie powinni mieć ze sobą nic wspólnego, nie powinni się nawet spotkać. David Foenkinos z czułością i ironią miesza namiętność i wyrachowanie, powagę i groteskę, szczerość i oszustwo. Z tych składników powstaje jedyna w swoim rodzaju słodko-gorzka opowieść o miłości.

David Foenkinos to Haruki Murakami i Woody Allen w jednej osobie.

Angielskie poczucie humoru i czeska ironia podane z francuską zmysłowością. Bardzo trudno napisać o relacjach damsko-męskich coś oryginalnego. Foenkinosowi bez wątpienia się udało. Ewa Bukowska Ta książka jest jak francuska kuchnia – wszystko jest smaczne i świetnie podane. Z niecierpliwością czekam na deser, czyli następną książkę Davida Foenkinosa. Marek Bukowski

Piękna historia przypadkowego pocałunku. Milion sprzedanych egzemplarzy we Francji. To niezwykła książka o miłości, delikatności uczuć, umiejętności kochania. Powieść nie tylko dla kobiet, ale dla każdego, kto poszukuje idealnej miłości. Kamilla Baar Kolejna powieść Davida Foenkinosa, Potencjał erotyczny mojej żony, ukaże się w Znaku w sierpniu 2013 roku.

Można kogoś bardzo kochać, ale nie móc z nim być. Można się rozstawać, ale dalej bezgranicznie kochać. Nasze rozstania to opowieść, w której nie ma ani jednego przypadkowego zdania i żadnego fałszywego dźwięku. Gorąco polecam! Marzena Rogalska

Cena detal. 29,90 zł

FOENKINOS Nasze rozstania

W Znaku ukazała się także:

David Foenkinos

urodził się w 1974 roku w Paryżu. Nauczyciel gry na gitarze, który został pisarzem, bo nie skompletował zespołu muzycznego. Do szesnastego roku życia nie przeczytał podobno żadnej książki, jednak jego erudycja literacka świadczy o czym innym. W 2002 wydał swoją pierwszą powieść, teraz ma ich na koncie już jedenaście, większość z  nich to bestsellery. Laureat wielu prestiżowych nagród, zakochany w  Polsce i  Polakach. Tworzy scenariusze filmowe, ostatnio sam wyreżyserował Delikatność, która stała się hitem we Francji i  została wysoko oceniona w kręgach filmowych.

Nasze rozstania


Nasze rozstania