Page 1


Milewski_Transsyberyjska.indd 2

2014-01-10 14:29:56




Piotr Milewski

transsyberyjska Drogą żelazną przez Rosję i dalej

Kraków 2014

Milewski_Transsyberyjska.indd 3

2014-01-10 14:29:56


Copyright © Piotr Milewski Projekt okładki Mariusz Banachowicz Fotografia na pierwszej stronie okładki archiwum autora Opieka redakcyjna Julita Cisowska Bogna Rosińska Opracowanie tekstu i przygotowanie do druku Pracownia 12A ISBN 978-83-240-2503-9

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2014 Druk: Rzeszowskie Zakłady Graficzne S.A.

Milewski_Transsyberyjska.indd 4

2014-01-10 14:29:57


28 godzin 11 minut. Prolog 1

 – Pościel! – z zamyślenia wyrwała mnie ubrana w mundur prowodnica, kierowniczka wagonu. Rzuciła na łóżko pakunek w przezroczystej folii: prześcieradło i ręcznik, i poczłapała dalej. Pociąg wytoczył się z podziemi i głośno dudniąc, przejechał nad podeszczową Wisłą. Nie zdążyliśmy się jeszcze rozpędzić. Czas, zamiast przyśpieszyć, zwolnił. Byłem w przedziale sam. Może to poranna szarość, a może przeskok z otwartej przestrzeni w zamknięty kosmos wąskich korytarzy spowodowały, że poczułem się nieswojo. Samotny, zagubiony, mały. Czy taka będzie ta podróż? Za oknem wyłaniały się miasteczka i nim zdążyłem się im przyjrzeć, rozpływały się w gęstej, mlecznobiałej mgle. Mińsk Mazowiecki, Mrozy, Siedlce. Łuków, Międzyrzec Podlaski, Biała Podlaska. Terespol.

13

Milewski_Transsyberyjska.indd 13

2014-01-10 14:29:57


28 godzin 11 minut. Prolog

Białoruski pogranicznik wziął ode mnie paszport i kazał spojrzeć sobie w oczy. Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, marszcząc brwi, i porównywał mnie żywego z fotografią. W końcu podziękował i wyszedł z wagonu. Po kilku minutach wrócił i bez słowa oddał dokument. Zdawało mi się, że nawet się uśmiechnął. Pociąg ruszył i  wjechaliśmy do Białorusi. Niewielkie grupki ludzi maszerowały wzdłuż torów. Mężczyźni w średnim wieku chowali dłonie w kieszeniach dżinsowych kurtek. Szli powoli, tak jakby spacerowali dla zabicia czasu, nie patrząc w naszą stronę. A my, nie mieszając się w tutejsze sprawy, nie pozostawialiśmy po sobie śladu. Na przygranicznych terenach świat kończy się dla jednych, a dla innych dopiero zaczyna. To ziemia niczyja, w czasach pokoju pozostawiona sobie samej, zaniedbana i zapomniana. Ożywa tylko w czasie wyborów, rocznic i wojen. A jednak jest ważna dla obu stron. Dlaczego? Bo na niej zaczyna się inny świat. Świat wspomnień przodków. Niby znany, a jednak obcy. Brześć. Brama między Wschodem a Zachodem. Budynek dworca zdobiły plansze zapowiadające wzrost dobrobytu i szczęścia obywateli. Zdziwiłem się, że na peronach nikogo nie było, jakbyśmy stanęli tu przez pomyłkę lub z powodu awarii. Nagle do wagonu wpadła tęga kobieta.  – Kureczka, piwko, piwko, kureczka – wykrzykiwała gard­ łowym głosem, zaglądając do każdego przedziału. Ktoś zażyczył sobie piwa.  – Dziesięć rubli – zasyczała.  – Drogo – wyszeptał klient.

14

Milewski_Transsyberyjska.indd 14

2014-01-10 14:29:57


28 godzin 11 minut. Prolog

 – Jakie tam drogo. W sklepie jest po sześć, więc powinnam brać dwanaście, a i tak liczę taniej. Bierz pan resztę, inni czekają. Dopiero gdy wysiadła, pojawili się kolejni sprzedawcy. Nie wpuszczono ich jednak do środka. Biegali wzdłuż wagonów, stukając w szyby i unosząc do okien torebki z warzywami, owocami i drożdżówkami. Czasem ktoś coś kupił, ale chętnych nie było wielu. Pociąg zaskrzypiał, podskoczył i potoczył się kilkaset metrów do tyłu, aż zatrzymał się na bocznym torze. Odczepiono elektrowóz. Metalowe dźwigi unosiły wagony. Wytaczano podwozia. Brygadzista o oszpeconej ospą twarzy sterował dźwigiem i pokrzykiwał na załogę. Dwóch mechaników ustawiało nowe koła. Trzech pozostałych przyglądało się skomplikowanej operacji, klnąc na pogodę i plując na ziemię. Wyglądało na to, że robota jeszcze trochę potrwa, ale kwadrans później wtoczyliśmy się znowu na peron. Przyłączono dodatkowe wagony. Na wschód ruszyliśmy w nowym takcie, zmieniła się partytura, stężało dwumiarowe metrum, ucichły skoczne ćwierćnuty, jechaliśmy w rytmie półnut. Późnym popołudniem szary pejzaż rozświetlały żółte nitki piaszczystych dróg. Wiły się przez łąki, na których pasły się stada krów, owiec i kóz. Spinały pofałdowaną krainę niczym pajęcza sieć, po czym znikały w sosnowo-brzozowych borach. Przecinaliśmy białoruskie równiny w pełnym pędzie. Słupki wskazujące odległość do stolicy kraju rozmazywały się biało-czerwoną łuną. Wytężałem wzrok i mrużyłem oczy, by

15

Milewski_Transsyberyjska.indd 15

2014-01-10 14:29:57


28 godzin 11 minut. Prolog

odczytać z nich liczby. Na próżno. Czarne znaki rozpływały się w podskakujące chochliki. Był początek maja. Na polach ledwie co zazieleniła się ozimina, a wokół sterczały wciąż bezlistne drzewa. Mijaliśmy wioski z domami o spadzistych dachach krytych eternitem lub blachą. Zatrzymywaliśmy się w miasteczkach zbudowanych wzdłuż ulic o pobielonych krawężnikach. Gromadki dzieci opatulonych w ciepłe płaszcze pozdrawiały nas, machając rękami. Było w tym białoruskim krajobrazie coś niezwykłego: spokój i bezruch. Nadstawiałem ucha, by wśród stukotu kół wyłowić jakiekolwiek dźwięki. Bezskutecznie. Na zewnątrz panowała cisza. Jakby zatrzymało się tu życie. Zdawało mi się, że sunę wzdłuż dekoracji filmowych, wśród których gdzieniegdzie kręcą się jeszcze statyści. Do snu usypiał mnie turkot kół pociągu, który cichł i gasł niczym muzyczne diminuendo.

2

Pierwsza noc minęła spokojnie. Nikt nie pukał do drzwi, nie zakłócał spokoju. Za oknem powoli się rozjaśniało. Znak przy torach wskazywał dwudziesty ósmy kilometr do Petersburga. W smolistoczarnych ścieżkach wydeptanych wzdłuż torów połyskiwały kałuże. Stosy śmieci kłębiły się na stłamszonej zimą i padającą mżawką trawie. Budynki kolejowe i hale fabryczne straszyły brzydotą i bałaganem. Podwórza przed domami były zagracone, tak jakby ich właściciele gromadzili wszystko na czarną godzinę, a potem o tym zapominali.

16

Milewski_Transsyberyjska.indd 16

2014-01-10 14:29:57


28 godzin 11 minut. Prolog

Spośród wraków pralek, dziurawych miednic, misek i garnków wyrastały chwasty. Na kopcu przed osiedlem rdzewiały dwa działa przeciwlotnicze o lufach skierowanych na zachód. Jak wszystko, co najpierw budzi ciekawość i zachwyt, a potem się nudzi, opatrzyły się już miejscowym, którzy mijali je obojętnie. Nawet umorusane błotem dzieciaki nie zwracały na nie uwagi i bawiły się u stóp pagórka. Na peronie stacji Dietskoje Sieło babuszki rozmawiały, kiwając głowami w kolorowych chustach. Dwaj rośli młodzieńcy w marynarskich mundurach czekali na osobowy do dawnej stolicy. Prowodnica cicho zapukała do przedziału.  – Zbliżamy się do Pitera – wyszeptała tak delikatnie, że aż obejrzałem się, czy to wciąż ta sama osoba, po czym zwróciła mi bilet i zabrała pościel. Cieszyła się, że zbliża się do końca podróży i wróci do domu. Jeszcze przez jakiś czas jechaliśmy wzdłuż ciągnących się kilometrami monochromatycznych osiedli na przedmieściach. Na zewnątrz było mokro i szaro.

Milewski_Transsyberyjska.indd 17

2014-01-10 14:29:57


Zerowy kilometr 1

Już jako mały chłopiec kochałem podróże koleją. Coroczne eskapady nocnymi pociągami sprawiły, że w wieku siedmiu lat zaliczałem się do grona doświadczonych pasażerów. W wagonie sypialnym rozciągałem się w sztywnej pościeli pachnącej osiedlowym maglem i miło drapiącej skórę. Rozlegał się gwizd, pociąg ruszał. W chwili gdy wokół słychać było już tylko regularne oddechy śpiących, czułem, że jestem bezpieczny i niewidzialny. Nos przystawiałem do zimnej szyby, a tory przed oczyma rozmazywały się i niknęły w ciemnościach, by powrócić na krótko na kolejnych przystankach. Lokomotywy sunące w przeciwnym kierunku mijały nas niczym zjawy. W oddali, jak ślepia potworów, czerwieniły się światła semaforów. Na postojach z megafonów rozbrzmiewały obco brzmiące nazwy, a echo niosło je w nieznane. W świetle dworcowych latarni podróżni przypominali przybyszy z obcych planet. Zdawało mi się, że odbywam podróż w kosmos.

18

Milewski_Transsyberyjska.indd 18

2014-01-10 14:29:57


Zerow y kilometr

Pociąg trząsł się, podskakiwał, a turkot działał lepiej niż kołysanki. Próbowałem powstrzymywać zamykające się powieki, lecz zwykle wkrótce zasypiałem. Gdy budziłem się o świcie, krajobraz za oknem tracił tajemniczość i odzyskiwał realność, a mnie rozpierała radość, że jestem już blisko celu. Sama kolej wtedy mnie nie interesowała. Była po prostu środkiem transportu. Jednym z wielu. W świat dróg żelaznych wprowadził mnie kolega dopiero kilka lat później. Miał na imię Grzegorz i był największym pasjonatem kolei, jakiego spotkałem. W głowie miał całą siatkę połączeń, wszystkie linie, ślepe odnogi i bocznice, które wraz z kolejnymi wycieczkami zakreślał w myślach jako zaliczone. Na mapie własnych przejazdów brakowało mu kilkunastu odcinków i wciąż powtarzał, że musi się śpieszyć, bo nieuczęszczane linie likwidowane są jedna po drugiej. Rozkład jazdy znał na pamięć. Jak modlitwę recytował godziny odjazdów i przyjazdów pociągów, miejsca przesiadek, symbole lokomotyw i numery składów. Prawie nigdy się nie mylił. Był jak czarnoksiężnik czytający zadrukowaną drobnym maczkiem tajemną księgę. Po cichu podziwiałem go, choć był ode mnie młodszy. To właśnie w domu Grześka wypatrzyłem album o drogach żelaznych. Było to kolorowe wydawnictwo w twardych, laminowanych okładkach. Pociągi na fotografiach sunęły wśród stepów, górskich wąwozów, po mostach nad przepaściami. Z kominów parowozów buchały białe obłoki, spalinowozy puszczały ciemne smugi dymu. Duże zdjęcie w jednym z rozdziałów przedstawiało ciemnozieloną lokomotywę jadącą nasypem. U podnóża ścieliła się trawiasta równina, w tle zachodziło słońce. Pociąg rzucał długi cień. Tory nie miały końca,

19

Milewski_Transsyberyjska.indd 19

2014-01-10 14:29:57


Zerow y kilometr

po prostu rozmazywały się na horyzoncie, zupełnie jakby maszyna miała unieść się tam w powietrze i polecieć do nieba. Tytuł rozdziału brzmiał: Kolej transsyberyjska. Tak po raz pierwszy się z nią zetknąłem. Rosja, Syberia, Władywostok. Słowa te brzmiały wówczas niczym zaklęcia. Odtąd rosyjskie drogi żelazne nie pozwalały mi o sobie zapomnieć. Co rusz przypominały się na lekcjach historii i literatury. Dostojewski rozpoczynał Idiotę opisem wjazdu pociągu do Petersburga. W Doktorze Żywago Pasternaka syn i ojciec jechali pociągiem po magistrali transsyberyjskiej. Kapuściński poświęcił Transsibowi rozdział w Imperium, a Cendrars jeden ze swoich najpiękniejszych poematów. Pewnego dnia natrafiłem na niecodzienny tekst w czasopiśmie o intrygującej nazwie „Żurnał Obszczepoleznych Swiedienij” („Żurnal Wieści Pożytecznych”). Pochodził z kwietnia 1835 roku* i nosił zabawny tytuł: Myśli ruskiego chłopa-woźnicy o żeliwnych drogach i poruszanych parą pojazdach między Sankt Petersburgiem a Moskwą. Jego treść okazała się równie ciekawa jak tytuł. Ruski chłop-woźnica pisał: Doszły nas słuchy, że niektórzy nasi bogaci panowie, znęceni zamorskimi pomysłami, chcą położyć żeliwne szyny między Petersburgiem, Moskwą i Niżnym, po których będą   * Wszystkie daty w książce podano według starego porządku (kalendarza juliańskiego). Rosja wprowadziła datowanie zgodnie z nowym porządkiem (kalendarzem gregoriańskim) 14 lutego 1918 roku. Od 1800 roku do 28 lutego 1900 kalendarz gregoriański wyprzedza juliański o dwanaście dni, a od 1 marca 1900 roku o trzynaście dni.

20

Milewski_Transsyberyjska.indd 20

2014-01-10 14:29:57


Zerow y kilometr

chodziły pojazdy, poruszane niewidzialną siłą, przy pomocy pary. Choćżem człek ciemny, niewykształcony, ale żyję już pół wieku i Bóg dał mi przemierzyć rodzoną krainę, być nieraz w cudzoziemskiej dzielnicy, na jarmarku w Lipowcu i do woli naoglądać się obcego i nasłuchać zagranicznych plotek. Serce ściska, że wszczyna się na Rusi niesłychaną sprawę: chcę przemówić na chłopski rozum, może inteligentni ludzie posłuchają mojego chłopskiego gadania! (…) W samej Anglii, jak niosą słuchy, nie wszystkie pomysły są zgodne z wolą ludu. Mówi się, że odkąd zalęgło się tam w fabrykach zbyt wiele maszyn, robotnicy stracili środki na codzienne utrzymanie i tak rozrosła się bieda, że parafie są zmuszone zbierać pieniądze, by nakarmić biednych. Nie daj Bóg nam tego dożyć! Dopóki Pan nas strzeże, a car miłuje, i mamy ręce i konie, nie pójdziemy nucić żałobnych pieśni pod oknami. Ale rosyjskie zamieci nie oszczędzą cudzoziemskich pomysłów, zasypią kolej śniegiem, a dla żartu, zapewne, zamrożą i parę. No i skąd wziąć taką ilość opału, by nigdy nie zgasł ogień pod „turkotającymi samowarami”. Aliści wydawać jeszcze pieniądze na zakup węgla za granicą po to, żeby zabrać powszedni chleb prawosławnym? Wstyd i grzech!*

* Wykaz źródeł wszystkich cytatów znajduje się w bibliografii na końcu książki.

21

Milewski_Transsyberyjska.indd 21

2014-01-10 14:29:57


Zerow y kilometr

Zafrapowały mnie lamenty elokwentnego chłopa, jego proroctwa pełne pesymizmu i buty, powstałe zanim w wyobraźni decydentów zaświtał pomysł połączenia drogą żelazną Rosji europejskiej z Pacyfikiem. Wiedziałem, że jego apel okazał się nieskuteczny, jednak to dzięki niemu zdałem sobie sprawę, jak długa i kręta prowadziła droga, zanim z Petersburga wyruszyły pierwsze pociągi ku dalekiej Azji, i jak wiele musiało się wydarzyć, nim diabelski wynalazek – maszyny buchające parą, gwiżdżące i ryczące niczym Jeźdźcy Apokalipsy – utorował sobie drogę na rosyjskie równiny. Anonimowy myśliciel, za którym krył się zapewne przedstawiciel interesu zagrożonego wprowadzeniem kolei, miast zniechęcić mnie do podróży, jeszcze bardziej zaostrzył mój apetyt. Tego dnia zdecydowałem, że muszę odwiedzić miejsca, o których wspominał chłop-woźnica, i naocznie przekonać się, jak potoczyły się dalsze losy dróg żelaznych.  … i teraz dojeżdżałem do Piotrowego grodu. W końcu tam wszystko miało swój początek. Tak zaczęła się ta podróż. Podróż w przestrzeni i w czasie.

2

Pociąg wtoczył się w długą paszczę dworca i powoli zatrzymał na peronie. Pokonując trzy metalowe schodki, z wąskiego przedziału przeskoczyłem do przestronnej hali o wysokim suficie i szerokich schodach. Przez olbrzymie okna wpadało światło. Jego smugi odbijały się od białych

22

Milewski_Transsyberyjska.indd 22

2014-01-10 14:29:57


Zerow y kilometr

posadzek i ścian. Lampy zwisające pod sufitem dodatkowo ocieplały przestrzeń. Dworzec Witebski, zwany niegdyś Carskosielskim, był pierwszą stacją kolejową wybudowaną w całym Imperium. Stąd wyruszał pociąg najstarszej rosyjskiej linii ze stolicy do rezydencji władców w Carskim Siole. Spacerując wewnątrz odrestaurowanego gmachu, z trudem mogłem sobie wyobrazić, że pierwotny budynek sklecony został latem 1837 roku z drewna, a mimo to szybko stał się symbolem technicznego postępu i jedną z głównych atrakcji miasta. Dziś o tych czasach przypominała replika pierwszego parowozu. Wyglądała następująco: na dwóch olbrzymich i czterech mniejszych kołach spoczywał obity drewnianymi listwami potężny kocioł. Otaczała go drewniana rama, po której poruszać mógł się maszynista. Z grzbietu kotła wyrastały różnej grubości rury. Cały pojazd miał długość sześciu kroków dorosłego mężczyzny i wyglądał jak nienaturalnych rozmiarów zabawka. Wczesnym przedpołudniem dworzec był prawie pusty. Parę osób, które wysiadły wraz ze mną, przemknęło przez halę i zniknęło w strugach deszczu. Minęli mnie senny bagażowy, zgarbiony zawiadowca i podśpiewująca kierowniczka wagonu. Poszedłem w końcu i ja, bo choć wewnątrz gmachu było przytulniej niż na ulicy, musiałem znaleźć miejsce na nocleg. Kamienne schodki pod szyldem z napisem „Kantor” prowadziły do niewielkiego pomieszczenia w suterenie. Stawiając ostatni krok, poślizgnąłem się na mokrym linoleum przed rzędem czterech kas schowanych za okratowanymi oknami.

23

Milewski_Transsyberyjska.indd 23

2014-01-10 14:29:57


Zerow y kilometr

Jedynie dzięki rozpaczliwym wymachiwaniom rąk udało mi się zachować równowagę. Stojący w rozkroku strażnik błys­ kawicznie skierował karabin w moją stronę. Zza zasłaniającej twarz kominiarki wpatrywała się we mnie para błękitnych oczu. Zamarłem ze strachu.  – Jaka waluta?  –  Euro.  – Numer trzy – upewniwszy się, że nie zamierzam napaść na kasę, miękkim ruchem dłoni wskazał właściwe okienko. Schowałem ruble za pazuchę i czym prędzej wyszedłem na zewnątrz. Skierowałem się do pobliskiej stacji metra, skąd próbowałem dodzwonić się do hoteli i zarezerwować pokój. Wykręcając kolejne numery, obserwowałem, jak para milicjantów wyłapuje podejrzanych osobników spośród pasażerów wychodzących na powierzchnię. Mundurowi odciągali pechowców na bok i przeglądali ich dokumenty. W pierwszej chwili ten widok skojarzył mi się z fabryką konserw rybnych, w której kontrolerzy jakości selekcjonują sardynki sunące na taśmie produkcyjnej, nie dopuszczając do zapuszkowania tych, które nie spełniają norm. Tyle że, pomijając już samą złowrogość broni przewieszonej przez ramiona żandarmów, selekcja dotyczyła żywych ludzi i – o czym przekonywałem się z każdą minutą – następowała według pewnego klucza. Wychwytywano osoby o ciemniejszej karnacji, skośnych oczach, kruczoczarnych włosach, ubrane kolorowo bądź też po prostu biedniej niż reszta. Te, które można podejrzewać, że nie pochodzą stąd. Młodzi mundurowi pracowali systematycznie, choć bez nadgorliwości. Nie wyglądali na zachwyconych swymi

24

Milewski_Transsyberyjska.indd 24

2014-01-10 14:29:57


Zerow y kilometr

obowiązkami. Ich twarze nie wyrażały emocji, raczej chłodną obojętność. Nie rysowała się na nich nienawiść. Nie byli brutalni, po prostu wykonywali swoją pracę i zazwyczaj puszczali kontrolowanych wolno. Nagle wzięli jakiegoś szczupłego mężczyznę z obu stron pod ręce i wyprowadzili go do radiowozu. Wszystko stało się tak spokojnie, bez szamotaniny i krzyków, że pogrążony w rozmowie z kolejnym hotelarzem, prawie tę scenę przeoczyłem. Milicjanci nie wrócili już na swoje miejsce. Może skończyli zmianę lub wykonali dzienną normę. Przez okna w pomieszczeniu wpadało coraz mniej światła. Automat telefoniczny pożerał monety, a ja wciąż pozostawałem bez dachu nad głową. W końcu udało mi się skontaktować z hostelem na ulicy Sowieckiej. Bez zastanowienia zarezerwowałem ostatnie wolne łóżko. Na miejscu natychmiast zapadłem w kamienny sen. Śnił mi się pędzący prosto przed siebie pociąg. W uszach dudnił mi stukot jego kół…

3

O poranku przywitało mnie szare niebo. Sunące nad głową chmury wyglądały tak niewyraźnie, że trudno było odgadnąć, czy lada moment lunie ulewny deszcz, czy wprost przeciwnie – rozpogodzi się.  – Może będzie padać, a może nie – odpowiedziała recepcjonistka na pytanie o prognozę pogody. Petersburg atakował wilgocią. W pałacach i ogrodach, których utrzymanie kosztowało w północnym klimacie wiele

25

Milewski_Transsyberyjska.indd 25

2014-01-10 14:29:57


Zerow y kilometr

wysiłku, a pięknem w pełnym rozkwicie nacieszyć się można było tylko w czasie krótkiego lata, na szerokich alejach i wyspach gorzki zapach morza mieszał się ze zbutwiałą wonią kanałów. Zbudowane na osuszonych bagnach zatoki miasto dwóch wielkich rewolucji w krótkim czasie odcisnęło piętno na historii Rosji i całego kontynentu, a nawet świata. Napisać, że sprawcą tego był Piotr Wielki albo że to przewidział, byłoby sporą przesadą, ale że on to rozpoczął, jest faktem niezaprzeczalnym. Newskim Prospektem przeprawiłem się na drugi brzeg Newy. Przede mną stał niewielki ceglany budynek. Ze względu na rozmiary i kształt bardziej przypominał domek letniskowy niż rezydencję władcy. Łatwo go było przeoczyć, bo zwarta, reprezentacyjna zabudowa na przeciwległym nabrzeżu znacznie silniej przykuwała uwagę. Piotr I rozpoczął budowę nowej stolicy w maju 1703 roku od postawienia twierdzy, a na własne potrzeby wybudował w zaledwie trzy dni niedużą chatkę. Był to pierwszy budynek mieszkalny w nowo powstającym grodzie. Car polecił zbudować swoją siedzibę z sosnowych belek i pomalować tak, by z zewnątrz wyglądała na ceglaną. Z wielkimi oknami i dachem krytym drewnianym gontem przypominać miała na zewnątrz hanzeatyckie domki, we wnętrzu zaś tradycyjną rosyjską chatę. Jak na potrzeby wielkiego władcy wystrój był nadzwyczaj skromny. Na sześćdziesięciu metrach kwadratowych mieściły się: pokój do pracy, jadalnia i sypialnia. Ściany przykryto białym płótnem. Piotr, choć oczyma wyobraźni sięgał bardzo daleko, preferował nieduże

26

Milewski_Transsyberyjska.indd 26

2014-01-10 14:29:57


Zerow y kilometr

pomieszczenia. Sufit wisiał więc ledwie dwa i pół metra nad podłogą. Nie zainstalowano ogrzewania i car zatrzymywał się tutaj podczas letnich wizyt w mieście. Po dwudziestu latach kapryśny klimat zaczął podgryzać zręby konstrukcji i imperator nakazał przykryć domek dodatkowym dachem. Potem w całości obudowano go murowanym pawilonem. Dzięki temu przetrwał do dziś jako jedyna drewniana budowla z pionierskich czasów. Marzeniem cara było jednak, by wszystkie domy w mieście były murowane. Dokładnie tak jak w ukochanej przez niego Holandii. Miasto nazwał car również z holenderska – Sankt Pieter Burkh, na cześć świętego Piotra. Jak pewnie każdy człowiek opanowany idée fixe, w imię realizacji swoich marzeń Piotr Wielki potrafił ograniczyć swe potrzeby do minimum. Co innego budowa stolicy. Car nie szczędził sił ani środków. Eksploatował poddanych, nakładając na nich nowe podatki, aż dopiął swego. Sześciokątna twierdza Pietropawłowska z kamiennymi bastionami wyglądała majestatycznie. Z pewnością obroniłaby gród, gdyby okazało się to konieczne. Po długim marszu murami fortecy usiadłem na ławce przed soborem Świętych Piotra i Pawła. Alejką kuśtykali weterani wojenni, wspierając się na laskach i ramionach uczynnych wnuczków. Niecodziennej procesji towarzyszył metaliczny brzęk, który rósł w miarę, jak grupa staruszków zbliżała się do świątyni. Medale na odprasowanych mundurach brzęczały przy każdym kroku, zagłuszając stukot obcasów i układając się w melodię o kilku tempach i rytmach, zależnych od sprawności odznaczonego i liczby jego zasług. Władza miała

27

Milewski_Transsyberyjska.indd 27

2014-01-10 14:29:58


Zerow y kilometr

świadomość, że są to zdyscyplinowani wyborcy, więc dopóki dawali radę maszerować w pochodach, rozwijano przed nimi czerwony dywan, a oni przechadzali się po nim niczym zmartwychwstańcy, dosztukowując co roku kolejne ordery; zapraszano ich na bankiety, na których opowiadali wciąż te same historie. Kult bohaterstwa, który uosabiali, był więc z jednej strony wciąż żywy, jak to zwykle bywa w krajach okrutnie doświadczonych wojenną pożogą, ale na co dzień miasto tętniło życiem, oddychało wiosną, handlowało, rosło, martwiło się o zaciągnięte kredyty i pogodę w weekend. Weterani próbowali obronić się przed zapomnieniem i bezsilnością, lecz z roku na rok znajdowali coraz mniejszy posłuch. Patrząc, jak na moich oczach rozpływają się teraz w mroku świątyni, nie mogłem opędzić się od myśli o dinozaurach człapiących powoli ku nieuchronnej zagładzie. Do tego uroczystego obrazu nie pasował widok beznogiego żołnierza na wózku inwalidzkim żebrzącego o jałmużnę przy wejściu do cerkwi Świętej Katarzyny na Wyspie Wasiljewskiej, dokąd trafiłem trochę później. Jego piersi nie zdobiły żadne odznaczenia. Przepasany wojskowym płaszczem, odkrywał bladożółte protezy przytwierdzone do kikutów nóg. Miał twarz przetrawioną zwątpieniem i smutkiem. I nawet grymas, który rozjaśnił ją, gdy zaczął się do niego łasić bezpański kundel, tylko przypominał uśmiech. Zniknął zresztą błyskawicznie przed grupką przechodniów nadchodzących deptakiem. Pieszcząca psa przybłędę dłoń wyprostowała się w proszalnym geście.

28

Milewski_Transsyberyjska.indd 28

2014-01-10 14:29:58


Peters Pe te ersbu rs sbu burg rg – Mos oskw kw wa – Ir rku kuck ck – Wáa áady d wo dy wost stok st ok.. ok Po odr d óĪ na ajjdá dáuĪ u sz uĪ szą ą li l nią niią ko kole lejo jową jo w Ğw wą wiiat a a, a tam ta m gd dzi zie e di diab abeá ab eá mów wi do obr b an anoc oc.. oc Bezk Bezk Be zkre resn re snee ro sn rosy syyjs jskiie sttep jski epy, y bieedn y, dnee syybe b ry r js j ki kiee wi w os oski k, ki maje ma j st je stat a yc at yczn znee je zn j ziiorro Ba B jk kaá aá. Piotrr Mi Piot Mile lews wski ki zab abie iera ra nas w fas ascy cyynu nują j cą pod ją dró óĪ, któ tóra r oka ra kazu zu zuje ujee siĊ tak kĪe podr po dróĪ óĪą ą w cz czas asie ie.. Sk Skom ompl plik ikow owan ana a historia budowy kolei áąc ączy zy siĊĊ tu z za zask skak akuj ując ącym ym obr braz azem em wspóáczesnej Rosji – spa padk dkob obie ierc rczy zyni ni nieegd gdyĞ y yĞ potĊ po tĊĪn Īneg ego o im impe peri rium um,, ty tygl gla a ku kult ltur urow oweg ego. o. Podlane wódką i serdecznoĞcią rozmowy ze wspóápasaĪerami oraz prawdziwy kalejdoskop postaci:: ko komb mbat atan anci ci na ob obch chod odac ach h Dn Dnia ia Zwy wyci ciĊs Ċstw tw wa, dzik dz ikie ie dzi ziec ecii na nad d Ba Bajk jkaá aáem em,, má máod oda a Bu Buri riat atka ka sza zama mank nka a cz czyy ko kont ntuz uzjo jowa wa any mara ma rato toĔc Ĕczy zyk k do dora rabi biaj ając ącyy ja jako ko str trip ipti tize zerr w kl klub ubie ie noc ocny nym. m. *** „Ta ks „Ta ksią iąĪk Īka a w id idea ealn lnym ym ryt ytmi mie, e, koá oáys yszą zącc ja jak k po poci ciąg ąg,, op opow owia iada da dzi ziej ejee ko ole leii tran tr anss ssyb yber eryj yjsk skie iejj i za zara raze zem m po poka kazu zuje je wsp spóá óácz czes esną ną Ros osjĊ jĊ.. Pr Przy zypo pomi mina na,, jak ja k Īe Īela lazn znee dr drog ogii zm zmie ieni niaá aáyy Ğw Ğwia iatt po poĞr Ğród ód pro rote test stów ów rów ówni niee si siln lnyc ych, h, jak akie iee wywo wy woáu áuje je dzi ziĞĞ in inte tern rnet et,, a ta takĪ kĪee uĞ uĞwi wiad adam amia ia,, Īe imp mper eriu ium m ca cars rski kiee wc wcią iąĪĪ wpáy wp áywa wa na lu ludz dzii od War arsz szaw awyy po Wáa áady dywo wost stok ok”. ”. MAX CEGIELSKI, pisarz, dziennikarz TVP Kultura i Radia Roxy

PIOTR MILEWSKI urodzi urod zi”” si siʩʩ w 19 1975 75 rok oku u w Ch Che” e”mi mie, e, a wy wych chow owa” a” w Opo polu lu.. Dz Dzie iewi wiʩʙ ʩʙ latt sp la spʩd ʩdzi zi”” w Ja Japo poni nii.i. Wʩd ʩdro rowi wiec ec,, pisa pi sarz rz,, fo foto togr graf af..

Cena 37,90 zł

Piotr Milewski, "Transsyberyjska. Drogą żelazną przez Rosję i dalej"  

Petersburg – Moskwa – Irkuck – Władywostok. Podróż najdłuższą linią kolejową świata, tam gdzie diabeł mówi dobranoc. Bezkresne buriackie s...