Page 1


PODRÓŻ

albo

Rzeź niewiniątek Pamiętnik pół wieku trwającej znajomości z polską, czeską i niemiecką historią 1939–1995 pióra

Charlesa Merrilla

poświęcony Jamesowi Merrillowi i Jackowi Woźniakowskiemu przekład Andrzej Pawelec słowo wstępne Czesław Miłosz posłowie Julie Boudreaux Alicja Derkowska

Wydawnictwo Znak • Kraków 2018


Tytuł oryginału The Journey. Massacre of the Innocents Copyright © Julie Boudreaux Projekt okładki Michał Pawłowski Grafika wykorzystana na okładce Arka, Krzysztof Skórczewski Opieka redakcyjna Marta Anna Zabłocka Łamanie ABRAND, Sebastian Stachowski Irena Jagocha Copyright © for the translation by Andrzej Pawelec Copyright © for the translation by Mieczysław Godyń © Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018 W posłowiu wykorzystano przemowy wygłoszone podczas Memorial for Charles E. Merrill, Jr., January 6, 2018 przez Marian Wright Edelman, Amy Merrill, Bernata Rosnera, Billa Whartona oraz Henryka Woźniakowskiego. Wybór ilustracji na podstawie wyboru Charlesa Merrilla z wyd. 2004, uzupełniony przez redakcję. Wydawca dołożył wszelkich starań, by skontaktować się z właścicielami praw autorskich do fotografii wykorzystanych w niniejszej książce przed oddaniem jej do druku. Ewentualnych pominiętych dysponentow praw wydawca prosi o kontakt. ISBN 978-83-240-5426-8

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie III, Kraków 2018. Printed in EU


Berlin 1939, 1960

PODRÓŻ CZYM JEST PODRÓŻ?

„Autorzy amerykańscy opisali w szczegółach 165 sposobów spółkowania, lecz wykazują mniejszą inwencję, gdy idzie o analizę egzystencji jednostki w zmieniających się dekoracjach historii” – stwierdzenie Czesława Miłosza, które słyszałem w połowie lat pięćdziesiątych. Mówiąc najprościej, ta książka to spojrzenie jednego człowieka w przeciągu ponad półwiecza, w zmieniających się dekoracjach Historii – na sprawy Europy Wschodniej, a zwłaszcza Polski i Czechosłowacji. Latem 1939 roku razem z moim najlepszym przyjacielem wynajęliśmy w Paryżu auto, żeby pojechać do Berlina i Warszawy. Skończyłem właśnie pierwszy rok studiów na Harvardzie, gdzie uczęszczałem na znakomite wykłady poświęcone faszyzmowi i komunizmowi; teraz chciałem przekonać się na własne oczy, jak wygląda świat Hitlera. Ponieważ mój ojciec był bogatym bankierem – dzielił przesądy swojej klasy i epoki – chciałem też zobaczyć ostateczny rezultat tego automatycznego antysemityzmu, który był czymś naturalnym wśród gości bywających w jego pięknym domu w Southampton na Long Island. Następnym przystankiem miał być kraj, w którym dotąd nie postawił stopy żaden z członków naszej rodziny – co oznaczało zignorowanie gniewnych ostrzeżeń, że postępuję absolutnie nieodpowiedzialnie, i zamanifestowanie poczucia niezależności osiemnastolatka. Znałem już Trylogię Sienkiewicza: brałem udział w bitwach naszych z Tatarami, Szwedami i Turkami (pół wieku temu chłopcy

13


Czym jest Podróż?

wszystkich narodowości czytali o wiele więcej niż dzisiaj), a na Harvardzie podsunięto mi takich żydowskich pisarzy jak Izrael Singer (Bracia Aszkenazy, o Łodzi) i Szalom Asz (Trzy miasta), którzy z kolei skłonili mnie do spoglądania z większym dystansem na Polskę i Polaków. Głównym celem tej przygody miał być jednak Berlin z wszystkimi atrybutami tyranii: hitlerowskie pozdrowienia, buciory, swastyki; milczący, stojący w bezruchu w tasiemcowej kolejce przed ambasadą amerykańską Żydzi. Po dniach spędzonych w Berlinie pobyt w Warszawie był czymś szczególnym. Cały świat, z moją ojczyzną włącznie, był pełen ludzi rozprawiających – rozsądnie, gniewnie, trwożliwie – o niemieckiej agresji, ale tylko Polacy będą walczyć. Na ulicach mijali mnie kawalerzyści powiewający biało-czerwonymi proporczykami na lancach. Wszystkie racjonalne argumenty, kwestionujące skuteczność w walce tych wojaków z lancami na pięknych rumakach, były nieważne. Chodziło o coś zupełnie innego. Potem był Wiedeń i żółta wśród setki zielonych ławka w deszczowym Stadtparku, na której siedziało czterech milczących Żydów, co przypomniało osiemnastolatkowi o tygodniu spędzonym w stanie Missisipi (gdzie jego ojciec miał plantację bawełny na trzech tysiącach akrów i gdzie też były osobne ławki dla Murzynów). A jeszcze później Praga z esesmanami w czarnych mundurach, których obraz powróci do niego po pięćdziesięciu latach na widok nastoletnich żołnierzy izraelskich patrolujących arabską dzielnicę Jerozolimy. Przez dwa lata wojny sam byłem żołnierzem, brałem udział w inwazji na południowe Włochy (moja wojna była jednak niczym przy tym, co musieli przejść polscy żołnierze). Po wojnie uczyłem w Austrii w ramach programu Fulbrighta, później mieszkałem z żoną i pięciorgiem dzieci w Paryżu, gdzie – jak wszyscy Amerykanie – napisałem powieść. Tu spotkałem Czesława Miłosza, którego Zniewolony umysł był dla mnie kopalnią wiedzy na temat realiów komunizmu. Niebawem jego dom w Brie-Comte Robert – w małej wiosce na wschód od Paryża – stał się celem moich pielgrzymek. Słuchałem tam opowieści gospodarza o wszechobecnych, ale często niewidzialnych mackach Systemu i o tym, jak wbrew okolicznościom udawało się ocalić własne człowieczeństwo. To właśnie te rozmowy skłoniły mnie do odwiedzenia Warszawy w 1957 roku

14


Czym jest Podróż?

(po prawie dwudziestu latach) przed powrotem do Stanów i do podjęcia decyzji o założeniu własnej szkoły. Wizyty w miastach Polski i Czech były zawsze krótkimi odwiedzinami gościa, może nawet turysty. Niemniej jednak podczas dobrego tuzina pobytów od 1945 roku mogłem odwołać się do wymiaru czasu, uświadamiając sobie zmiany we własnej percepcji, tym bardziej że zacząłem postrzegać tło lokalne również oczami poznanych tu przyjaciół, a potem również ich dzieci. W jaki sposób prawie totalna władza policyjna dławiła – za gotycką, barokową i secesyjną fasadą – miasto tak piękne jak Praga? Pod jakimi względami – i dlaczego – komunizm był bardziej znośny w Warszawie i Krakowie? Jakie były symptomy ewolucji komunizmu od nastroju „a jutro cały świat” do defensywnego, coraz bardziej zbiurokratyzowanego i skorumpowanego paraliżu? A gdy nadeszło upragnione, wymarzone wyzwolenie, czemu rzeczywistość okazała się tak odmienna od oczekiwań? Coraz bardziej zaczęła mnie intrygować kwestia przetrwania. Jak pod taką presją ludzie potrafili mimo wszystko zachować poczucie tożsamości, wytrwać przy swoich zasadach? Dwóch przyjaciół dało mi osobisty przykład, co to oznaczało. J a c e k W o ź n i a k o w s k i : redaktor-profesor-historyk z Krakowa, wzór polskiego intelektualisty, ostrożny – bez wątpienia – lecz obdarzony taką siłą moralną, że policyjni cenzorzy woleli trzymać się na dystans. J i ø i K o ø i n e k , którego poznałem jako trzynastolatka wymieniającego suweniry z obcokrajowcami pod hotelem „Palace” w Ołomuńcu – nauczyciel rysunku technicznego (koniec końców, nie istnieje marksistowski sposób projektowania sieci centralnego ogrzewania). Mimo swych schludnych sklepów, kasztanowców, łabędzi i habsburskiego parku miejskiego otoczonego rzędami pelargonii, Ołomuniec był bardziej niebezpiecznym miejscem niż Kraków. Scena była tylko z konieczności mniejsza, lecz stawka równie wysoka. W jaki sposób ludziom udawało się przeciwstawić zewnętrznym siłom konformizmu i bezwładu, by wykształcić w sobie trzeźwą ocenę, poczucie realizmu, samodyscyplinę, które trzeba przekazać swoim dzieciom? Innym tematem książki stało się poszukiwanie historycznych i kulturowych korzeni oraz analogii do tego współczesnego drama-

15


Czym jest Podróż?

tu. Jacy są bohaterowie tego wątku? Józef II, metodyczny brat niemądrej Marii Antoniny i (nie doceniany) mentor wszystkich autorytarnych reformatorów naszego stulecia: Atatürka, szacha Iranu, Nehru, Lenina. Franciszek Józef i jego „kumpel” Ronald Reagan – ojcowie swego ludu, Masaryk – reformator moralny, Piłsudski – siła żywiołu. Naprawdę, miałem wiele trudności z powstrzymywaniem tych skojarzeń. Polscy ziemianie na Ukrainie, stawiający kamienice w stylu włoskim w Lublinie i Lwowie – łaskawi i okrutni – przywoływali na myśl plantatorów bawełny z Missisipi. Opowieści o czeskich i węgierskich donosicielach przypominały o Amerykanach spotykanych w Arabii Saudyjskiej i Iranie pod rządami szacha, którzy gotowi byli zgodzić się na wszystko, czego tylko od nich zażądano. Dyskusja na temat socjalizmu i terroru policyjnego w Polsce przywodziła na myśl obrazy widziane w Nikaragui i Brazylii, wskazywała na ich związki z amerykańską polityką imperialną. „Kiedy sobie uświadamiam, że Bóg jest sprawiedliwy, i że Jego cierpliwość musi się kiedyś wyczerpać, drżę o swój kraj” – te słowa dotyczące niewolnictwa wypowiedział pod koniec życia Thomas Jefferson. Te szlachetne słowa winny być mottem każdego uczciwego historyka, po obu stronach wszak obowiązują te same standardy moralne. Historiografia musi się zasadzać na dążeniu do sprawiedliwości, na odmowie tuszowania niesprawiedliwości za pomocą wiarygodnych słów. Zrzucanie napalmu na wietnamskie wioski przez amerykańskich pilotów nie różni się wiele od mordowania żydowskich dzieci przez Niemców. Cynizm i hipokryzja amerykańskiej polityki w Ameryce Łacińskiej są zadziwiająco podobne do postępowania Rosjan w Europie Wschodniej. Odór strachu unoszący się nad państwami komunistycznymi – który nie docierał do nozdrzy uniwersyteckich marksistów – przypomina nam o woni kapitalizmu: czy wyrzucą mnie z pracy? czy moja firma zbankrutuje? Historyk jest wrogiem patrioty. Albo próbuje opowiedzieć prawdę o swojej drużynie, tak jak ją widzi, albo jest po prostu najemnikiem, współsprawcą. Jego niewygodne fakty, nieoczekiwane statystyki i grubiańskie dowcipy mogą wystarczająco poirytować czytelnika, by zmusić go do nieprzyjemnych myśli. Taki cel posta-

16


Czym jest Podróż?

wił sobie autor niniejszego dzieła: stary człowiek mamroczący coś do siebie podczas pieszych wędrówek Krakowskim Przedmieściem, ulicą Nerudovą czy Floriańską; uśmiechający się do dziecka, które bawi się z psem; przystający na chwilę, by przyjrzeć się detalom pięknego portalu, który mijał już wiele razy; odwracający głowę za ładną dziewczyną z gołymi nogami i w kwiecistej spódnicy; głęboko wdzięczny za piękno, serdeczność i przyjaźń, które znalazł w tych miastach – tak odległych od jego domu. Moim najważniejszym nauczycielem w tej części świata był Jacek Woźniakowski; jednym z powodów napisania tej książki była chęć wyrażenia wdzięczności za to wszystko, czego mnie nauczył, oraz okazania szacunku dla jego intelektualnej i moralnej prawości. Chciałbym też dedykować tę książkę mojemu bratu, Jamesowi, który zmarł w lutym tego roku i który – jako „Mozart amerykańskiej poezji” (moje ulubione określenie) – posiadał ten sam rodzaj arystokratycznego humoru i wiedzy, okazywał identyczną pogardę dla konformizmu, wulgarności i pretensjonalności. W każdym rozdziale dołączyłem do tekstu kilka cytatów – od Audena i Brechta po wiersz poetki z Bośni przełożony przez moją dawną uczennicę – żeby oświetlić scenę pod innym kątem i bardziej intensywnie. Żaden inny język nie opisuje pełniej cierpień naszej epoki – zmarnowanego życia, lęku, mdłości wywołanych dietą kłamstw – niż język polski. Nauczyłem się wiele od piszących w tym języku poetów, w większości nie znanych żadnemu amerykańskiemu czytelnikowi. Są wśród nich: Miłosz, Ważyk, Herbert, Zagajewski, Różewicz, Kamieńska, Szymborska i przede wszystkim Stanisław Barańczak – obecny zarówno swoimi wierszami, jak i wspaniałym plonem tłumaczeń poezji polskiej na angielski. Na koniec chciałbym wyrazić swoją wdzięczność Wydawnictwu Znak oraz tłumaczowi za danie mi szansy odpłacenia choć w części – przez czytelników tej książki – za to wszystko, co dane mi było poznać i przeżyć podczas moich wizyt w Polsce. A więc za: jej architekturę – kościoły mariackie w Toruniu i Gdańsku, rynek w Zamościu i Krakowie, ratusz w Poznaniu, pełną splendoru ulicę Złotą w Lublinie; życie toczące się na ulicach Warszawy i Krakowa, po których spacerowałem, mając lat 18 i 74, i stosy

17


Czym jest Podróż?

faktów oraz refleksji, które wtedy nagromadziłem; brzmienie pięknego języka, którego nigdy nie zdołałem się nauczyć; uprzejmość przypadkowo spotkanych ludzi; a przede wszystkim za nie kończące się rozmowy, które prowadziłem z moimi przyjaciółmi przez wiele, wiele długich lat. Charles Merrill Boston, luty 1996

18


Berlin 1939, 1960

PODRÓŻ Rozdział pierwszy

B E R L I N 1 9 3 9, 1 9 6 0 Zaprawdę, świat, w którym żyję, jest ponury. Niewinne słowo jest głupotą. Gładka brew Oznaką niewrażliwości. Śmiejący się Po prostu nie otrzymał jeszcze straszliwej nowiny. A jednak wiemy dobrze: Nawet nienawiść do podłości Wykrzywia twarz. Nawet gniew na niesprawiedliwość Prowadzi do chrypki. Cóż, my, Którzy chcieliśmy przygotować grunt pod dobroć Sami nie mogliśmy być dobrzy. Brecht

Die Amerikaner lieben die Deutschen, aber nicht die Nazis. Jak często, w jak wielu wariantach padała w tamtych latach ta prosta odpowiedź? Chłopak na jakiejś stacji benzynowej przy granicy z Luksemburgiem, gdzie spędziliśmy noc, zadał sakramentalne pytanie. Udzieliłem mu standardowej odpowiedzi – moja pierwsza lekcja w stosunkach międzynarodowych. Potem zatrzymaliśmy się w pensjonacie w Berlinie. Właścicielka, zachwycona tak dobrze ułożonymi młodymi gośćmi jak Bruce i ja, rozpromieniona pokazała nam w gazecie zdjęcie Hermanna Goeringa otoczonego wianuszkiem swojej uroczej rodziny. – Jakie ładne. Byliśmy w samym sercu krainy Oz, w dzielnicy willowej, i rozglądając się za tanią restauracją, niecierpliwie czekaliśmy, w jaki sposób po raz pierwszy objawi się Imperium Zła. I oto – obok czarnej gwiazdy Dawida – żółta wizytówka dentysty na furtce przed domem: „Dr Oskar Nehemiasz Weintraub, Zahnarzt”. Tak, wszystko się zgadzało. Nawet środkowe imię z Biblii.

23


POZNAWANIE NIEMIEC

No i, ma się rozumieć, każde spotkanie rozpoczynało się i kończyło obowiązkowym Heil Hitler. W oczach osiemnastolatka ze Stanów było to żałośnie komiczne: od hajtla gospodyni domowej na zakupach, po całkowicie formalne pozdrowienie z salwą obcasów prawdziwego wyznawcy – czy mówił to, całując mamusię na dzień dobry? Sto razy w ciągu dnia przypominano ci, gdzie i kim jesteś. Jeśli ten gest napawał cię obrzydzeniem, za każdym razem rzucano ci w twarz twoją własną bezradność. Ale było to też źródłem łobuzerskiej frajdy dla młodego obcokrajowca, który chroniony magiczną tarczą swojego paszportu, mógł wejść do sklepu, trzymając odważnie ręce w kieszeniach, powiedzieć Guten Tag i rzucić wyzwanie całemu systemowi. Mundury we wszelkich kombinacjach brązu, czerni, szarości i letniej bieli; swastyki na flagach i opaskach; marszowy krok, do którego para czarnych oficerek zmuszała każdego umundurowanego mężczyznę – ich Niemcy otaczały nas ze wszystkich stron. Zatrzymaliśmy się przy jednej z małych ceremonii – nietrudno było na nie trafić – żeby obejrzeć paradę tercetu żołnierzy składających wieńce na płycie. To było ekscytujące, prawie jak wizyta na planie filmowym. Nie oszczędzano na niczym, żeby tylko dochować wierności realiom. Bruce i ja znaleźliśmy się w Berlinie w wyniku złożonego rozumowania. Jako liberalni intelektualiści – cóż, że młodociani – czuliśmy się osobiście zagrożeni przez nazistów. Milczący konformizm naszego życia w Akademii Deerfield pod rządami jej uprzejmego despotycznego władcy, Franka Boydena, czy bojowy duch podczas szkolnych zajęć sportowych mogły przypominać Niemcy. Rodzicami naszego kolegi Fritza byli żydowscy muzycy ze świata Monachium, Wiednia, Pragi i Zurychu; podczas niedzielnych obiadów, na które zapraszali nas do swojego domu w Northampton, słuchaliśmy ich opowieści. Ich świat, wyłączając Zurych, legł w gruzach, i każde kolejne odwiedzane przez nas miasto przypominało nam o tej stracie. Berlin, choć nie tak bezpośrednio, był też związany z domem ojca na Long Island. „Sad” był najpiękniejszą rezydencją, jaką poznałem w życiu. Adamaszkowe zasłony, wypolerowane antyki, srebro i porcelana obok wina sauternes i reńskiego, służąca Emma układająca gladiole w kolorze pomidorowym w wielkiej chińskiej wazie, ogromnie rozległe trawniki, jabłonie, aromat bukszpanu

24


Berlin 1939, 1960

– doskonała elegancja, zdecydowanie ponad miarę całkiem zwyczajnych ludzi, którzy tam mieszkali. Porzucenie tej scenerii dla Berlina – w drodze do Warszawy – tak jak kolegowanie z Żydami na Harvardzie i nazywanie siebie ateistycznym socjalistą było z mojej strony nieszkodliwym wyzwaniem, przejawem kompleksu Edypa, a dla ojca źródłem irytacji. Charles E. Merrill był osobą panującą. Kiedy przybył do Amherst College z małego miasteczka na Florydzie – 165 cm wzrostu, puste kieszenie, południowy akcent, towarzystwo mamy – był nic nie znaczącym młodzieńcem, który utrzymywał się z handlu starą odzieżą i z zarządzania pensjonatem. Po dwóch latach, niezdolny pogodzić się z własną biedą w tak szanującej się instytucji, porzucił szkołę. Ale to zbyt odległa przeszłość. Agresywny, nie oszczędzający się młody człowiek, który potrafił być uroczy, umiał przeprowadzić jasną, błyskawiczną analizę skomplikowanych problemów finansowych i podejmować stanowcze decyzje. Nie rozpamiętując błędów, zrobił karierę na Wall Street i został milionerem przed trzydziestką. Jego żona Hellen uczyniła z „Sadu” sprawnie funkcjonujący mechanizm, nie sprawiający mu żadnych problemów, więc mógł oddawać się przyjmowaniu eleganckich gości, którzy grali w brydża, w golfa i śmiali się z jego anegdot. W West Palm Beach, skąd pochodził, ojciec był półprofesjonalnym baseballistą; ani mój brat, ani ja nie potrafiliśmy łapać, rzucać czy odbijać piłki. To kalectwo pomogło Jamesowi zostać poetą, a mnie demokratą. Czasem w puste popołudnia zaglądałem do sypialni ojca, zaintrygowany dwoma tabu – symbolami jego władzy: zwitkiem dwudziestodolarówek wielkości pięści na komodzie i monstrualnym, automatycznym koltem kaliber 45 w szufladzie stolika przy łóżku. Moja pasja obserwowania Władzy we wszystkich jej przejawach, przy próbach maskowania się i samoułudy – a także poznawania jej ograniczeń, byłem tam wszak, kiedy ojciec umierał – wiązała się z tym pięknym domem i jego panem. Wrogiem numer jeden gości „Sadu” był prezydent Roosevelt, gdyż zagrażał ich fortunom i ich statusowi, lecz ta ich nienawiść – co nieuniknione – brała się po części z nienawiści, jaką czuli do Żydów. Wszyscy oni, rzecz jasna, mieli żydowskich „przyjaciół” i lubili opowiadać historyjki o tym, jak tych przyjaciół poniżano, gdy pukali zbyt natarczywie do niewłaściwych drzwi. Nowy Jork zapełnił się

25


POZNAWANIE NIEMIEC

wtedy wygnanymi przez Hitlera z Europy Żydami, którzy pracowali w suterenach domów towarowych albo zajmowali największe apartamenty w hotelu „Carlyle”. Psychiatrzy w definicji naszego lekarza domowego: „Mośki o brudnych myślach”. Po konformizmie szkoły w Deerfield Harvard okazał się szokiem. Zbyt wielu moich kolegów było bystrzejszych, bardziej radykalnych ode mnie, a ostrość ich sądów sprawiała, że czułem się przy nich ostrożny i lękliwy. Tak jak pierwsze zetknięcie z Freudem otwiera przed studentem drzwi do magicznego realizmu seksu, tak mój pierwszy kurs na temat faszyzmu i komunizmu dał mi klucz do politycznej analizy „Sadu”. Nie nazwałbym bywalców przyjęć w „Sadzie” sympatykami nazizmu, którymi byli podobni im ludzie w Londynie i Paryżu. Ojciec czuł instynktowną niechęć do Niemców – pozostałość z 1918 roku, kiedy odbywał w Teksasie szkolenie pilota bojowego – żywił natomiast szczery szacunek dla Anglików i Francuzów. Hitler był prostakiem, może trochę jak Roosevelt – ale mimo skamłania, ta niemiecka zgraja nie była zapędzona do rogu na tyle, by musiała pójść za nim tak radykalną drogą. Czułem się jednak zobowiązany, żeby zobaczyć na własne oczy, dokąd prowadzi przesąd, który wszyscy wokół mieli we krwi. *** W lipcu 1939 roku znaleźliśmy się w Berlinie. Powody, dla których Bruce zdecydował się na tę przygodę, były odmienne od moich. Jego ojciec był pionierem nowej Madison Avenue1 – tak jak mój nowej Wall Street, odbudowując po krachu firmę Merrill Lynch i S-ka na większą skalę, stosując jawną księgowość i demokratyczny, masowy marketing. Pan Barton zrewolucjonizował reklamę, tak aby kreowała i lansowała pragnienia – napisał nawet książkę, w której przedstawił Jezusa w roli komiwojażera Pana Boga – aż zdobył wystarczającą fortunę i pozycję, żeby rozpocząć karierę polityczną; został republikańskim kongresmanem we wschodnim Manhattanie. Jego poglądy ekonomiczne były tak samo konserwatywne jak mojego ojca, ponieważ jednak w jego okręgu mieszkało wielu 1

26

Siedziba licznych biur reklamy i synonim tej branży.


Berlin 1939, 1960

Żydów, pan Barton ku swojemu zdziwieniu stał się żarliwym obrońcą interesów wygnańców z Europy Hitlera. Wyjazd Bruce’a z przyjacielem do Berlina i Warszawy stanowił dowód, iż jego cała rodzina przejęła się tą straszliwą tragedią. Formalnym powodem, dla którego ja pojechałem do Berlina, było otrzymanie zgody gestapo na odwiedziny Pragi. To miasto było dla mnie tragicznym symbolem – zdradzone przez sojuszników po to, żeby Zachód, wraz ze mną, mógł zachować pokój przez parę miesięcy dłużej. Słyszałem, jak prezydent Beneš przemawiał w Bostonie. Wpatrywałem się w zdjęcia wież i wieżyczek Pragi, jej zamek wznoszący się wysoko nad Wełtawą. A więc pierwsza rzecz: trzeba pójść do ambasady amerykańskiej po list dla gestapo. Oficer, którego tam spotkaliśmy, nie emanował życzliwością: „Narobicie sobie tylko masę niepotrzebnych kłopotów, a potem będziecie chcieli, żeby was z nich wyciągać”. Przed ambasadą ciągnęła się w nieskończoność nieruchoma kolejka Żydów zamierzających złożyć podanie o wizę imigracyjną, której termin mógł przypaść, powiedzmy, w 1984 roku. Po drugiej stronie ulicy, na dużym, drewnianym pudle wyprostowany strażnik Arbeitsfrontu w brunatnej koszuli trzymał szpadel i obserwował kolejkę. Co chwila obracał głowę na boki, jak nakręcona maszyna. Miał Żydów na oku. Nigdzie mu nie uciekną. W Londynie Bruce dostał skądś adres żydowskiego krawca. Mieliśmy go odszukać – może moglibyśmy mu pomóc. Odnaleźliśmy dom i nazwisko w spisie przed wejściem: Teich, Schneider (krawiec). Herr Teich z żoną i synem w naszym wieku mieszkali w zupełnie pustym mieszkaniu. Sprzedali wszystkie meble, żeby kupić wizę kubańską, ale okazało się, że wiza była fałszywa – świstek, kawałek papieru. Teraz nie mieli nic. Rozmawialiśmy naszym łamanym niemieckim – ich syn znał zaledwie kilka angielskich słów – szepcząc, w pokoju bowiem mógł być podsłuch. (Czy naziści – tak jak później komuniści – mieli ochotę i środki, żeby umieszczać mikrofony w każdym pokoju i słuchać wszystkich rozmów w Berlinie, Warszawie i Pradze?) – Dostanę się do Anglii i wstąpię do armii angielskiej. Czy Frau Teich poczęstowała nas kawą? Nie pamiętam. Czy powinniśmy byli zaproponować jej pieniądze? Nie byłem wtedy przyzwyczajony do tego gestu. Prócz tego już codziennie badaliśmy

27


POZNAWANIE NIEMIEC

z Bruce’em nasze rachunki i czeki, żeby sprawdzić, czy wystarczy nam gotówki na podróż do Bukaresztu, Pragi i powrót do Paryża. Byli skazani. Nie mieli żadnych szans. Chłopak nigdy nie dotrze do Anglii. Nawet my to rozumieliśmy. Z czasem, podróżując, poznałem pół tuzina miast w komunistycznej Polsce i Czechosłowacji, ale nigdy nie natknąłem się na taki widok jak ta kolejka Żydów – też skazanych – rozciągnięta dookoła ambasady amerykańskiej i nigdy nie byłem świadkiem tragedii osobistej, choć wiedziałem, że takich nie brakowało, równie beznadziejnej jak przypadek rodziny Teichów. Niech sobie ma to miasto dziesięć milionów dusz, Jeden mieszka w pałacu, drugi pod mostem – cóż: Nie ma tu miejsca dla nas, skarbie, nie ma tu miejsca dla nas. Odwiedziłem komitet; poprosili wpierw, żebym siadł, A potem – żebym znów zajrzał, najlepiej za parę lat; Lecz dokąd pójdziemy dzisiaj, skarbie, lecz dokąd pójdziemy dzisiaj?... Pudla w kurteczce z zapinką widziałem właśnie w tych dniach, Kota, któremu ktoś otwarł drzwi, by go wpuścić pod dach; To nie byli niemieccy Żydzi, skarbie, to nie byli niemieccy Żydzi. W. H. Auden, Blues uchodźców (tłum. S. Barańczak)

Jaka jest różnica między nazistami a komunistami? Jacek Woźniakowski, mój przyjaciel z Krakowa, wskazał na obłudę: „Naziści powiedzieli, że nas zniszczą, i zrobili wszystko w tym kierunku. Komuniści oświadczyli, że przychodzą jako przyjaciele, a zachowywali się podobnie”. Jeśli pominiemy całą symbolikę i retorykę, to dojdziemy do wniosku, że naziści starali się zniszczyć „element obcy”, podczas gdy najgorsze zbrodnie komunistów były wymierzone we własnych obywateli i własne grupy społeczne. Jeśli nie byłeś Żydem, Cyganem, homoseksualistą, komunistą, abstrakcjonistą, Polakiem, nieugiętym chrześcijaninem, otępiałym starcem albo umysłowo chorym (których tamtej jesieni – dla oszczędności – po cichu usypiano) czy pozbawioną biustu feministką w kolorowych pończochach i rogowych okula-

28


Berlin 1939, 1960

rach – i jeszcze wykazywałeś roztropność w słowach i uczynkach – to antyinteligenckość nazistów stwarzała ci szansę na spokój. Karol Marks, w odróżnieniu od zaczadzonych mitologią ojców faszyzmu, był intelektualistą. Setki godzin spędzone na lekturze w bibliotece British Museum stanowiły spadek, który jego spadkobiercy powielali w nieskończoność. Głównym celem komunistów było wytępienie nie tyle elementów wrogich klasowo, ile heretyków. To stwierdzenie jest, oczywiście, fałszywe: pięć milionów opornych chłopów, nazywanych kułakami, którzy zginęli podczas kolektywizacji Ukrainy, stanowiło taką klasę. Wystarczyło mieć rodziców inteligentów. Wystarczyło być – jak zwykle – Żydem, choć atakowanie Żydów było przejawem antysemityzmu, faszyzmu; należało ich karać jako syjonistów. Niemniej jednak przy kolejnych zmianach linii partii wyszukiwano jednego dnia rewizjonistów, drugiego dogmatyków; łapano tych, którzy opowiadali dowcipy o wąsach albo nie chwalili wierszy o „Orle Kaukazu”; prześladowano tych, którzy nie rozumieli, że wczorajszą prawdę trzeba po cichu dostosować do dzisiejszej rzeczywistości; słowem, heretyk stawał się zdrajcą i musiała go spotkać zasłużona kara. Im wyżej ktoś się wspiął, tym groźniej jawiły się potencjalne odchylenia. Niemieccy urzędnicy celni na granicy z Luksemburgiem przepuścili z dobroduszną pogardą książkę Freuda Mojżesz a monoteizm, przewożoną przez Bruce’a. Komunista z elementarnym poczuciem odpowiedzialności na pewno by ją skonfiskował. Czy śmierć z głodu i wyczerpania w Workucie albo w Karagandzie była lepsza czy gorsza od śmierci w komorze gazowej Oświęcimia albo Majdanka? Czy intelektualista z Harvardu, Oksfordu, Sorbony, który przymykał oczy na tę pierwszą, był bardziej czy mniej winny od gościa w domu ojca, który przymykał oczy na tę drugą? Razem z Bruce’em znaleźliśmy właściwe biuro w centrali gestapo, gdzie otrzymaliśmy list do ich ekspozytury wiedeńskiej z poleceniem wydania nam trzydniowej wizy na odwiedziny Pragi. Pamiętam plakat, na którym uprzejmy policjant pomaga starszej pani i parce blondynków przejść przez ulicę, a w tle jego kolega dmie w gwizdek, żeby zatrzymać podejrzanego, chudego, ciemnowłosego wyrostka, uciekającego z pakunkiem pod pachą. Potem wsiedliśmy do naszego renault i wyruszyliśmy do Gdańska.

29


SPIS TREŚCI

Czesław Miłosz, Słowo Wstępne.................................................. 7 Czym jest Podróż?........................................................................ 13 Podziękowania............................................................................ 19

Część pierwsza POZNAWANIE NIEMIEC . ............................................... 21 Berlin 1939, 1960.................................................................. Danzig/Gdańsk 1939, 1968.................................................... Norymberga 1939, 1945........................................................ Wojna I, 1941–1943............................................................... Wojna II, 1944–1945..............................................................

23 30 39 45 59

Część druga POLSKA .................................................................................. 75 Warszawa I, 1939–1945......................................................... 77 Warszawa II, 1957.................................................................. 89 Warszawa III, 1960, 1964, 1968............................................106 Warszawa IV, 1978, 1985.......................................................120 Warszawa V, 1989, 1990, 1991...............................................132 Lublin 1960, 1985..................................................................143 Kraków I, 1939, 1960, 1964, 1968, 1978..............................160 Kraków II, 1985, 1989, 1990, 1991.......................................174

431


Spis treści

Część trzecia WŁOŚCI HABSBURGÓW .................................................189 K.U.K. – CK Monarchia.........................................................191 Ołomuniec I, 1960, 1964, 1978, 1983...................................202 Budapeszt 1937, 1939, 1964, 1990........................................220 Ołomuniec II, 1990, 1991......................................................228 Praga I, 1939, 1949................................................................239 Praga II, 1968, 1974, 1978.....................................................253 Praga III, 1983, 1985.............................................................266 Praga IV, listopad 1989, 1990, 1991.......................................281 Wiedeń I, 1937, 1939, 1951...................................................292 Wiedeń II, 1952, 1960, 1964, 1968, (Graz) 1978, 1991.........310

Część czwarta 1993 .........................................................................................323 Lwów.....................................................................................325 Oświęcim...............................................................................349

Część piąta WIOSNA 1995 ........................................................................21 Posłanie..................................................................................375 Osiem lat później....................................................................394 Autor o sobie . ............................................................................409 Epilog (2018) .............................................................................412 Spis ilustracji...............................................................................430


Podróż albo rzeź niewiniątek  

Uniwersalna opowieść o złowrogich reżimach, potrzebie wolności i trwania przy humanistycznych wartościach – na przekór historii. Latem 1939...

Podróż albo rzeź niewiniątek  

Uniwersalna opowieść o złowrogich reżimach, potrzebie wolności i trwania przy humanistycznych wartościach – na przekór historii. Latem 1939...