Issuu on Google+

HENRYK KRZOSEK

HISTORIA BEZDOMNEGO ALKOHOLIKA

Bóg znalazł mnie na ulicy

Wydawnictwo Znak Kraków 2014

I

Dzieciństwo i młodość

Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli.  Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. ( J 1, 9–13)

S

koro ma to być historia mojego życia, to muszę zacząć od Szczecina, rodzinnego miasta, w którym spędziłem pierwsze 35 lat – wyłączając z tego siedem lat pobytu w więzieniach. Później na długie lata wyjechałem do Niemiec, by na początku 2006 roku wrócić do kraju. Nie jest mi łatwo – mam obecnie ponad sześćdziesiąt lat – odtworzyć w pamięci swoje dzieciństwo. Jeżeli nawet wychwytuję z przeszłości pewne momenty, 9

HENRYK KRZOSEK



BÓG ZNALAZŁ MNIE NA ULICY...

to zadziwia mnie fakt, że nie ma w tym nic z radości, która powinna cechować ten beztroski okres. Z wczesnego dzieciństwa przypominają mi się tylko nieliczne epizody. Przypominam sobie, że długi czas, prawdopodobnie dwa lata, przebywałem na wsi u swoich dziadków ze strony mamy. Pamiętam to z trzech powodów. Po pierwsze – dziadek był bardzo srogi i kazał mi każdego dnia jeść zupę mleczną z kaszą – bez cukru. Po drugie – wujek Janek, brat mamy, był dla mnie bardzo dobry i wszędzie mnie zabierał. Bardzo go kochałem. Po trzecie – na wsi złamałem sobie obojczyk i przez jakiś czas rękę miałem usztywnioną małymi deseczkami. Obojczyk zrósł się prawidłowo. Osiągnąłem wiek szkolny i kiedy wakacje się skończyły, musiałem wrócić do Szczecina, do rodziców i... do szkoły. Przypominam sobie pierwsze podręczniki, które dostałem jakiś czas przed rozpoczęciem nauki. Przeglądałem je pilnie razem ze starszą siostrą Krystyną. Byłem ciekawy, czego będę się uczył. Nie pamiętam, aby przez pierwsze trzy lata szkoły wydarzyło się coś szczególnego. Może oprócz tego, że bardzo bałem się „przeroślaków” (tak ich nazywaliśmy), to znaczy tych uczniów, którzy przewyższali mnie wiekiem, nie mówiąc już o wzroście – w niektórych przypadkach była to spora różnica. Z różnych przyczyn nie skończyli oni jeszcze szkoły podstawowej. Z jednej strony powodem mogła być wojna, której skutki ciągle 10

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ

były odczuwalne, a z drugiej zaludnianie zachodnich miast (w tym Szczecina) przez ludność ze wschodu Polski, pochodzącą przede wszystkim z wiosek, do których powojenna oświata jeszcze nie dotarła. Od czwartej klasy zaczęła się wędrówka pod górę. Naukę traktowałem jako niepotrzebne obciążenie, natomiast wagary wnosiły do mojego życia dreszcz emocji. Na dobre zastopowałem w piątej klasie, którą powtarzałem trzy razy. Nie potrafiłem się uczyć. Nic mi nie wchodziło do głowy. Pewnego razu nauczyciel matematyki, który już trzy lata próbował nauczyć mnie podstawowych rachunków, stracił wszelką nadzieję i cierpliwość i na korytarzu szkoły wykrzyczał: „Krzosek, z ciebie nic nigdy nie będzie”. Skoro tak wielki autorytet wydał o mnie wyrok, to zrozumiałem jedno – nie ma sensu dalej się męczyć i chodzić do szkoły. Wziąłem teczkę z książkami i wyrzuciłem do śmietnika. Moja edukacja w szkole podstawowej została zakończona. A w rodzinie nikt się nawet nie zorientował. Ze względu na alkoholizm ojca wszyscy przeżywaliśmy w domu tragedię. Każdy z nas (mama, dwie siostry i ja) inaczej. Nie mam wątpliwości, że to miało wielki wpływ na dalsze nasze życie. Nie wiem dlaczego, ale kiedy tato się upił, miał w zwyczaju docierać tylko do drzwi mieszkania. A kiedy tam już dotarł, siadał na schodach przy drzwiach i zasypiał. Robił to w taki sposób, że kiedy chciałem po szkole wrócić do 11

HENRYK KRZOSEK



BÓG ZNALAZŁ MNIE NA ULICY...

domu, blokował sobą drzwi wejściowe. Bardzo się bałem takich momentów. Byłem za słaby, aby odciągnąć go od wejścia, wstydziłem się też tego, że ktoś z sąsiadów zobaczy mnie w takiej sytuacji. Uciekałem więc na ulicę i pełen strachu wracałem dopiero wieczorem do domu. Podczas całego dnia myślałem jednak: „On tam leży”. Kiedy już byłem w domu, szedłem do łóżka spać, a strach przybierał nową postać – z „on tam leży” rodziło się w mojej głowie „wszyscy go widzieli”. Sąsiedzi, koledzy z podwórka i ze szkoły. Jutro się z nimi spotkam. Kim jestem w ich oczach? Synem odrażającego alkoholika. To tylko fragment mojego dzieciństwa. Problemów, przed którymi stawałem jako dziecko, było o wiele więcej. Nie miałem spokojnych dni. Nie miałem też spokojnych nocy. Doświadczenia, które zbierałem podczas dnia, zaczęły się przeradzać w nocne koszmary. Bardzo bałem się ciemności. Wszystko to spowodowane było tym, że od jakiegoś czasu miałem w nocy przywidzenia. Kiedy budziłem się w ciemności i otwierałem oczy, na ścianach pokoju widziałem przerażające maski. Powykrzywiane twarze. One żyły! Poruszały się. Każda z nich przybliżała się do mnie. Czasami były to zwierzęta. Zamykałem oczy. Chciałem szybko zasnąć, ale ci nieproszeni goście cały czas wracali i zatruwali moją wyobraźnię. Bałem się dnia. Bałem się nocy. Czy mama coś z tego rozumiała? Czy coś ją zaniepokoiło? Jej troska o nasze utrzymanie powodowała, że nie miała dla nas czasu. 12

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ

Pracowała od rana do późnego wieczora, byśmy mieli co jeść i w co się ubrać. Pamiętam kilka wizyt z mamą u psychiatry. Nawet w szpitalu psychiatrycznym. Brałem też jakieś lekarstwa. Nie pamiętam, w jakim byłem stanie i jaki był wynik tych wizyt, ale wiedziałem, że coś było ze mną nie tak. Sytuacja rodziców – ojciec pogrążony w nałogu, mama pogrążona w walce o byt – dawała mi możliwość korzystania z „wolności”. Bez odpowiedniej troski ze strony rodziców robiłem, co chciałem. Żyłem w swoim świecie, pełnym strachów, porażek, ale też marzeń, że kiedyś to się zmieni. Jednak przyszłość pokazała, że zamiast być lepiej, tak, jak sobie marzyłem, było coraz gorzej.

Syn buntu I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, według sposobu Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu. (Ef 2, 1–2)

Mając takie zaplecze rodzinne, już w młodości zetknąłem się ze światem przestępczym. Imponowało mi to środowisko. Podziwiałem odwagę młodych złodziejaszków 13

HENRYK KRZOSEK



BÓG ZNALAZŁ MNIE NA ULICY...

i chciałem być odważny co najmniej tak jak oni. Myślałem, że w ten sposób zwrócę na siebie uwagę kolegów i zostanę przez nich zaakceptowany. Sądzę, że to mi się udało. Brawurowa odwaga doprowadziła do tego, że coraz częściej zatrzymywała mnie milicja. Pewnego dnia miarka się przebrała i zatrzymano mnie na dłużej. Za napad rabunkowy trafiłem do zakładu karnego. Kiedy koledzy cieszyli się wolnością, ja przebywałem pod kluczem. Tak bardzo chciałem być kimś w ich oczach. Niestety, moje notowania gwałtownie spadły, bo dałem się złapać. Miałem niespełna osiemnaście lat i poznawałem świat przestępczy za kratami. Jeszcze na wolności nasłuchałem się różnych opowieści o życiu po tamtej stronie muru. Teraz na własnej skórze miałem się przekonać o tym, ile w tych opowieściach było prawdy. Ogolono mi głowę, dostałem więzienne ubranie, które na mnie nie pasowało ani wzdłuż, ani wszerz, a do tego buty z drewnianą podeszwą. Mój wygląd przyciągał wzrok innych współwięźniów. Bardzo chciałem być niezauważony, ale te buty robiły tyle hałasu. Bałem się! Jak zostanę potraktowany przez tych, którzy już znali życie więzienne? Czy przyjmą mnie do grona grypsujących? (Grypsujący to ci, którzy swoją postawą przeciwstawiają się jakiejkolwiek resocjalizacji. To ci, którzy mają swoje ustalone zasady postępowania, swój język – tak zwaną grypserę. Nie idą na kompromis ani ze służbą więzienną, ani z wymiarem sprawiedliwości). Ja, który tak bardzo potrzebowałem 14

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ

dowartościowania, uważałem, że moje miejsce jest właśnie w tej grupie, bo pozostali to – delikatnie mówiąc – mięczaki, ludzie niegodni nawet podania ręki. (Jeżeli grypsujący podał rękę niegrypsującemu, to automatycznie zostawał wykluczony z grona tej arystokracji więziennej, jaką stanowili grypsujący). Bałem się, że przez ten śmieszny i żałosny wygląd nie zostanę zaakceptowany jako nadający się do tej elity, a tylko tam widziałem swoje miejsce. Miałem szczęście, bo w tym samym zakładzie kilku moich kolegów odsiadywało teraz wyroki i oni potwierdzili moją wartość. W ten sposób osiągnąłem to, czego chciałem. Byłem kimś. Byłem grypsującym. Niestety, za przynależność do tej grupy musiałem słono zapłacić. Przede wszystkim musiałem wykreślić ze swojego umysłu takie pojęcia, jak miłość, prawda, uczciwość, uczuciowość, miłosierdzie, szczęście. W zamian wtłoczono we mnie: nienawiść (przede wszystkim do służby więziennej i wymiaru sprawiedliwości), bunt, cwaniactwo, kłamstwo, pogardę dla ludzi (szczególnie tych słabszych). Właśnie tak, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, budowałem w sobie innego rodzaju więzienie. Wznosiłem wewnętrzne mury, które trzymały mnie w zamknięciu jeszcze przez wiele lat po odbyciu kary. Po dziewięciu miesiącach śledztwa, rozpraw i moich matactw przed sądem zapadł wyrok. Zostałem skazany za napad z rabunkiem na dwa i pół roku pozbawienia wolności. Przez te dziewięć miesięcy w areszcie nauczyłem 15

HENRYK KRZOSEK



BÓG ZNALAZŁ MNIE NA ULICY...

się więziennych niepisanych zasad postępowania. Zasad, które pozwalały mi żyć aktywnie w więziennej monotonii. Potrafiłem chytrze omijać regulamin więzienny, tak że już nie musiałem wstydzić się swojego ubioru. Wiedziałem, co trzeba zrobić, aby mieć czyste i dopasowane ubranie. Będąc całkowicie zdrowym, potrafiłem załatwić sobie dietę obiadową przysługującą wyłącznie chorym. Gdy inni jedli śmierdzącą kapustę, ja delektowałem się porcją mięsa. Byłem kimś. Wkrótce po wyroku skazującym zostałem przewieziony do Zakładu Karnego w Potulicach koło Bydgoszczy. Umiejętność kombinowania, którą nabyłem w areszcie, pomogła mi szybko przystosować się do nowych warunków. Kiedy zostałem skierowany do pracy przy produkcji tapczanów, potrafiłem urządzić się tak, żeby się nie napracować, a mieć zawsze wyrobioną normę. Nie będę tu wchodził w szczegóły, jak to robiłem, nie o to przecież chodzi. Ale jedno muszę napisać. W więziennych warunkach odbywa się wewnętrzny tajny handel. W okresie kiedy przebywałem za kratami, liczyły się trzy rzeczy: pieniądze, papierosy i herbata. Jeżeli ktoś miał chociażby jedną z tych trzech rzeczy, mógł brać udział w handlu. Ja prawie zawsze miałem gdzieś ukryte pieniądze i herbatę. Papierosy mogłem mieć w szafce oficjalnie, musiałem tylko uważać, żeby nie było ich za dużo. Tęskniłem bardzo za wolnością. W nocy, gdy inni współwięźniowie spali „spokojnym” więziennym snem, 16

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ

ja w wyobraźni budowałem nowe, szczęśliwe życie. Chciałem się dobrze przygotować na chwilę, gdy więzienna brama się przede mną otworzy. Podczas takich nocy moja wyobraźnia pracowała bardzo intensywnie. Budowałem w myślach świetlaną, szczęśliwą przyszłość. Wydawało mi się, że w końcu mam wspaniały plan. Zasypiałem z nadzieją, ale kiedy rano słychać było dzwonek na pobudkę, już tego nie było! Co się stało? Kto mi ukradł nadzieję? Dlaczego została wymazana z mojej pamięci, a to, co w niej zostało, jest takie śmieszne i nierealne? Szamotałem się. Z jednej strony twarde więzienne życie, a z drugiej ukryte pragnienie bycia szczęśliwym. Kochać i być kochanym. Byłem młody. Zaczynałem myśleć. Gdzieś z oddali docierały do mnie sygnały, że muszę wziąć się za siebie. Ale jak to zrobić? Kto może mnie tego nauczyć? Zostałem wezwany na rozmowę do wychowawcy. „Musisz skończyć szkołę” – powiedział. Miałem dziewiętnaście lat, a nie skończyłem nawet szkoły podstawowej. Tak, chcę iść do szkoły! Nie do końca dlatego, że chciałem się uczyć. Wiedziałem jednak, że prędzej czy później będę musiał skończyć podstawówkę. Jeżeli nie teraz, to po wyjściu na wolność czeka mnie szkoła wieczorowa. Zdecydowałem, że lepiej teraz. Tym bardziej że lekcje w więziennej szkole otwierały przede mną nowe możliwości kontaktów z więźniami z innych oddziałów, a to 17

HENRYK KRZOSEK



BÓG ZNALAZŁ MNIE NA ULICY...

wpływało na korzyści materialne (handel) i wnosiło coś nowego do więziennej monotonii. A więc: „Witaj szkoło!”. Niedługo później zacząłem odkrywać w sobie coraz większe pragnienie nauki. Moja motywacja zaczęła się zmieniać. To już nie była wyłącznie okazja do handlu, ale chęć ukończenia szkoły z dobrymi ocenami. Pierwszy sukces osiągnąłem, mając dwadzieścia lat. Skończyłem szkołę podstawową. Być może to wyznanie wywoła uśmiech na twarzy czytelników, ale dla mnie to było wielkie osiągnięcie. Ukończyłem szkołę jako najlepszy uczeń! Kiedy dostałem świadectwo z ocenami, w rubryce „matematyka” widniała piątka, a ja przypomniałem sobie swojego matematyka z piątej klasy. „Panie matematyk – pomyślałem – może w rachunkach był pan bezbłędny, ale w ocenianiu ludzi pomylił się pan. Wielki błąd!” Wkrótce potem wyszedłem na wolność. Byłem pełen optymizmu. Miałem przecież w ręku świadectwo, a na nim widniały tylko bardzo dobre i dobre oceny. Żadnej trójki! Okrutne życie za kratami miałem już za sobą. Ale co teraz? Moje myślenie było konkretne. Muszę znaleźć pracę. Następnie poznać jakąś dziewczynę, w której się zakocham, a ona zakocha się we mnie. Będę kochał, a co jeszcze ważniejsze – będę kochany! O, jak wiele bym za to dał! Niestety, zderzyłem się z okrutną rzeczywistością. 18

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ

Już pierwsza próba podjęcia pracy pokazała mi, że muszę ponosić konsekwencje swego postępowania i że nie jest to łatwe. Co z tego, że miałem świadectwo ukończenia szkoły z dobrymi ocenami. Pierwsze pytanie, jakie mi postawiono w zakładzie, w którym chciałem pracować, brzmiało: „Dlaczego tak późno pan ukończył szkołę?”. Chciałem zostawić to świadectwo i uciec z tego biura. Zostałem jednak jeszcze chwilę i zacząłem wymyślać różne kłamstwa. To wystarczyło. Pożegnano mnie uprzejmie. Podejmowałem decyzję, że „jutro coś zrobię”. Kiedy przychodziło to „jutro”, nie robiłem nic. Bałem się pójść do urzędu, bałem się rozmawiać z ludźmi. Jedyne otoczenie, w którym czułem się w miarę dobrze, to było grono dawnych kolegów oraz tych nowych, poznanych w niedawnej przeszłości za kratami. Tylko w takim środowisku czułem się w dowartościowany. Ale znowu musiałem za to słono zapłacić – robić to, co było akceptowane przez kolegów. Wrócił alkohol i życie z prawem na bakier. Co robić? Jak się z tego wyrwać? Kto mi w tym pomoże? Nie mogłem liczyć na rodziców. Mój ojciec codziennie był pijany, a mama ciągle pracowała. Siostry? Czy one rozumiały coś z tego, co przeżywałem? Przecież ja sam nic nie rozumiałem. Wtedy po raz pierwszy postanowiłem popełnić samobójstwo. Zażyłem dużą ilość lekarstw, tak dużą, że organizm już więcej nie chciał przyjąć. Sądziłem, że to koniec. Leżałem na kanapie 19

HENRYK KRZOSEK



BÓG ZNALAZŁ MNIE NA ULICY...

i czekałem na śmierć. Byłem dumny z tego, że ja umieram, a nikt tego nie zauważa. Myślałem: „Dopiero po wszystkim otworzą wam się oczy, ale mnie już nie będzie”. Nie wiem, czy straciłem przytomność, czy zasnąłem. Kiedy się obudziłem, ze zdumieniem zauważyłem, że moje ciało zamiast umrzeć, wraca do życia. Po tym wszystkim niezbyt długo cieszyłem się wolnością. Znowu dałem się złapać. To już nie były przelewki. Kolejny raz popełniłem przestępstwo tego samego rodzaju, więc w świetle prawa byłem recydywistą i nie mogłem liczyć na łagodność sądu. Nie pomyliłem się – pięć lat pozbawienia wolności. Kiedy po ogłoszeniu tego okrutnego wyroku wróciłem do celi, nie wiedziałem, co zrobić. Chciałem płakać, ale nie wolno mi było pokazać przed innymi, że jestem mięczakiem. Starałem się udawać, że jest mi wszystko jedno. Sprawiałem wrażenie obojętnego, ale w środku wyłem z rozpaczy. Wiedziałem, że teraz czeka mnie pięć lat ciężkiego więzienia. Przede mną był już nie ośrodek karny dla małolatów, czyli zakład o złagodzonym rygorze. Do tej grupy już się nie kwalifikowałem, ponieważ skończyłem dwadzieścia dwa lata, a do tego byłem recydywistą. Wkrótce znalazłem się w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Nowogardzie. Przez pięć następnych lat miałem żyć wśród ludzi różnego pokroju, których łączyła jedna cecha – wszyscy byli przestępcami. Nie wierzę, że byli zdeprawowani do końca. Na pewno w tym gronie 20

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ

można było znaleźć ludzi dobrych, którzy przez swoje niewłaściwe decyzje weszli na drogę przestępstwa. Jedno jest pewne: wszyscy byli skazani za ciężkie przestępstwa dokonane z premedytacją. Afery pieniężne, gwałty, morderstwa, napady rabunkowe, różnego rodzaju zboczenia, kradzieże. Teraz to było moje nowe środowisko, gdzie miałem nabrać życiowej mądrości, dzięki której po odbyciu kary już więcej tu nie wrócę. Co za paradoks! Kiedy się dowiedziałem, że w zakładzie można skończyć szkołę zawodową, szybko się na to zdecydowałem. Miałem dosyć słuchania kryminalnych historii współwięźniów, chociaż – muszę przyznać – niektóre były bardzo ciekawe i wzbudzały we mnie dreszcz emocji. Chciałem się uczyć i być dobrym uczniem. Znowu pojawił się cel. Zdobyć zawód, który umożliwi mi start po odbyciu wyroku. Żywiłem również nadzieję na to, że skończenie szkoły pozwoli mi szybciej ubiegać się o przedterminowe warunkowe zwolnienie. Może jednak nie będę musiał spędzić tych całych pięciu lat za kratami? Wziąłem się ostro do pracy i po dwóch latach ukończyłem szkołę z wyróżnieniem, a w nagrodę otrzymałem książkę Taki był początek wojny, której autorem był rosyjski generał Iwan Bagramian, weteran drugiej wojny światowej. Na stronie tytułowej tej książki była dedykacja dla mnie. Więc ktoś mnie docenił! Byłem bardzo dumny, kiedy wracałem do celi z książką. Byłem 21

HENRYK KRZOSEK



BÓG ZNALAZŁ MNIE NA ULICY...

bardzo dumny, kiedy po pięciu latach z książką i świadectwem ukończenia szkoły zawodowej opuszczałem mury więzienia! Niestety, ukończenie szkoły z wyróżnieniem nie wpłynęło na przedterminowe zwolnienie. Cały czas byłem zbuntowanym, grypsującym więźniem, a to wpływało na decyzję sądu. Dwa razy zwracałem się z prośbą o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Pierwszy raz po odbyciu dwóch trzecich kary, kiedy do końca wyroku zostało już tylko piętnaście miesięcy. Drugi raz – trzy miesiące przed końcem kary. Wtedy usłyszałem okrutną prawdę o sobie. Sąd orzekł, że ja, Henryk Krzosek, nie rokuję żadnej nadziei na poprawę. W oczach wymiaru sprawiedliwości przez te pięć lat nie stałem się lepszy. Może w tamtym czasie to właśnie była prawda o mnie? Sam myślałem o sobie dokładnie to samo, chociaż bardzo chciałem być prawym człowiekiem. Chciałem się uczyć, uczciwie pracować, założyć rodzinę. Wyobrażałem sobie, że kiedy będę miał własną rodzinę, nigdy nie będę dla swoich dzieci taki jak mój ojciec dla mnie. Ale ciągle był we mnie bunt. Wszystkich obwiniałem za to, co mnie spotkało. Chciałem się zemścić, chociaż zupełnie nie wiedziałem na kim. Już wtedy miałem na ręce wytatuowane słowa: „Urodziłem się po to, by tworzyć piekło na ziemi”. Wkrótce okazało się, że tworzyłem piekło sobie i najbliższym mi osobom. 22

DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ

Wreszcie nadszedł upragniony dzień. Dostałem nowe cywilne ubranie, o które zatroszczyła się moja mama. Marynarka była trochę przyduża i głupio kolorowa, ale poza tym wszystko było OK. Przy bramie więziennej, jeszcze od wewnętrznej strony, dostałem swój dowód osobisty, trochę pieniędzy. I słowa, których nie zapomnę. „Do następnego razu, ale lepiej tutaj nie wracaj”. Brama z trzaskiem się zamknęła. Teraz byłem po drugiej stronie, po stronie wolności. Całkiem sam, z kolejnym więziennym doświadczeniem. Nie wiedziałem, na jakich wartościach będę budował przyszłość, nie myślałem o tym, co jest moim celem. Niestety, razem ze mną na wolność nie wyszło planowanie przyszłości. Liczyło się tylko tu i teraz. Po co miałem wybiegać w przód? Nie zdawałem sobie sprawy, że każda moja decyzja tu i teraz będzie miała kiedyś konsekwencje. W młodości często wybierałem bardzo źle, dlatego aż siedem lat spędziłem w odosobnieniu. A co się ze mną działo po tych wszystkich latach więziennej resocjalizacji? W młodości nikt mnie nie nauczył tego, jak odnaleźć swoją drogę. Dopiero wiele lat później znalazłem wyjaśnienie. W Biblii jest napisane: „Jest droga, co komuś zdaje się słuszna, a w końcu prowadzi do zguby” (Prz 16, 25). Ale Jezus Chrystus miał dla mnie swoją odpowiedź: „Ja jestem drogą”.

23

Spis treści

Wstęp I. II. III. IV. V. VI. VII. VIII.

........................................

5

Dzieciństwo i młodość . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Moje noclegownie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Bóg wkracza do akcji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Nowy początek. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Rozwój ducha . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Konkretne znaki. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Powrót do rodziny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Biblia – instrukcja obsługi życia . . . . . . . . . . . . . . .

9 52 83 108 127 153 173 201

Zakończenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 239


Henryk Krzosek, "Bóg znalazł mnie na ulicy i co z tego wynikło. Historia bezdomnego alkoholika"