Issuu on Google+

Cena detal. 39,90 zł ISBN 978‑83‑240‑2238‑0 www.znak.com.pl

TADEUSZ LUBELSKI

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL TADEUSZ LUBELSKI

Powstała w 1951 roku filmowa adaptacja Popiołu i diamentu nie dość zadowala socrealistyczną krytykę, ale jednak spełnia oczekiwania peerelowskich władz. Jak pisze prasa, za dużo w grze Aleksandry Śląskiej (kreującej postać Krystyny) „zbędnego liryzmu, a za mało powagi świadomej swych celów, przyszłej − liczymy na to − towa‑ rzyszki”. W postać Chełmickiego wciela się udanie Tadeusz Janczar, reżyseruje − Antoni Bohdziewicz… Książka nie tylko bada niezwykłe losy trzynastu niezrealizowanych projektów filmowych, stara się także zrekonstruować kinowe dzieła. Styl Tadeusza Lubelskiego przeobraża się, by odzwierciedlić głos krytyka, który mógłby opublikować recenzję konkretnego filmu. Który z filmów Andrzeja Wajdy okazałby się najważniejszy w jego dorobku: Jesteśmy sami na świecie? Przedwiośnie? A może Powołanie? Czy film Stanisława Barei o Agencie 005 w Warszawie byłby pierw‑ szym szydzącym z PRL‑u dziełem tego reżysera? Czy polsko‑francuski film Wojciecha Hasa Osioł grający na lirze pod‑ biłby Europę? Historia niebyła kina PRL to wspaniały wykład o skomplikowanej pol‑ skiej historii, kulturze PRL‑u i niezrealizowanych twórczych planach największych polskich reżyserów. — Tadeusz Lubelski specjalizuje się w historii filmu. Jest dyrektorem Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ, przewodniczącym Komitetu Nauk o Sztuce Polskiej Akademii Nauk, członkiem Europejskiej Akademii Filmowej. Stale współpracuje z „Kwartalnikiem Filmowym” i „Kinem”. Opublikował m.in. książki: Poetyka powieści i filmów Tadeusza Konwickiego (1984), Strategie autorskie w polskim filmie fabularnym 1945–1961 (1992), Nowa Fala. O pewnej przygodzie kina francuskiego (2000), Encyklopedia kina (red., 2003), Wajda (2006). W roku 2009 ukazał się jego podręcznik Historia kina polskiego. Twórcy, filmy, konteksty.

H I S TO R I A N I E B Y Ł A K I N A P R L

Zbigniew Cybulski nie zagrał Maćka Chełmickiego. Ten świetny aktor ciągle czeka na właściwą rolę…


! KINO PRL.indb 2

2012-05-14 08:02:52


Tadeusz Lubelski

HISTORIA NIEBYŁ A KINA PRL Wydawnictwo Znak Kraków 2012

! KINO PRL.indb 3

2012-05-14 08:02:52


! KINO PRL.indb 2

2012-05-14 08:02:52


Spis treści

9 Podziękowania

Wstęp 11 Pokusa historii alternatywnej Rozdział I. Doktor Korczak 19 Film o doktorze Korczaku 35 Waldy Jerzorff , Pomniejszanie wielkiego człowieka, „Przekrój”, styczeń 1947 Rozdział II. Po wojnie 43 Popiół i diament – kolejne podejścia 65 Mirena Erz, U źródeł przełomu, „Trybuna Ludu”, maj 1951 Rozdział III. Sprawa Szymka Bielasa 73 Życie codzienne proletariuszy we wczesnym PRL-u 86 Paweł Rzeżyjski, Sprawa pozytywnego bohatera, „Życie Literackie”, listopad 1954 Rozdział IV. Morze Sargassa 93 Legenda Morza Sargassa 107 Jacek Aleksandriewicz, Dalsze dzieje armii, „Trybuna Ludu”, październik 1957

Rozdział V. Jesteśmy sami na świecie 115 Odkrywanie zagadkowego pokolenia 128 Teodor Krzysztof Poeltitz, Wizyta w rezerwacie, „Świat”, wrzesień 1958

Rozdział VI. Przedwiośnie 135 Baryka na każdy sezon 154 Michał Bolesławek, Polskość jako spektakl, „Film”, kwiecień 1967

! KINO PRL.indb 6

2012-05-14 08:02:52


Rozdział VII. Nasz człowiek w Warszawie 161 Agent W25 – niedoszły warszawski James Bond 174 Bernard Hadekort, Humorek i humor, „Ekran”, luty 1968 Rozdział VIII. 622 upadki Bunga 181 622 upadki Bunga, pierwsza adaptacja filmowa Witkacego 196 Żak Munty Zygłuński, Lenica wraca z dziwnością istnienia, „Polityka”, maj 1974

Rozdział IX. Różowy horyzont 203 Za księdzem Moczygembą do Panny Marii 215 Marek Farszałła, Grzechotnik w rosole, „Literatura”, styczeń 1977

Rozdział X. Powołanie 221 Sezon kleryków 234 Maks T. Krzyrzętof, Obywatel ksiądz, „Kino”, październik 1980

Rozdział XI. Porwanie króla 241 „Czas nam wyliźć z tego błota” 257 Rena Z. Błowobokżycka, Przeciw mąceniu w głowach, „Rzeczywistość”, listopad 1981 Rozdział XII. Osioł grający na lirze 265 Osioł nie zagra na lirze 281 Lew Tadeusz Soboski, Sen ludzkości, „Kino”, kwiecień 1983

Rozdział XIII. Choroba więzienna 289 „My, internowani, nocą wywlekani…” 300 Janina Bożecka, Kto się boi Sławomira Mrożka?, „Film”, kwiecień 1993 305 Indeks nazwisk 314 Indeks filmów

! KINO PRL.indb 7

2012-05-14 08:02:52


Wstęp: pokusa historii alternatywnej

1. Niniejsza książka wynikła z dwu inspiracji. Pierwszą była rozprawa niemieckiego historyka Alexandra Demandta (ur. 1937) Historia niebyła, wydana u nas w 1999 roku w piwowskiej serii „plus minus nieskończoność”. Mimo popularnego podtytułu Co by było, gdyby…?1 i niepoważnej aury, jaką on wywoływał, była to precyzyjnie przygotowana i napisana ogromnie serio (ale z polotem) rozprawa profesora historii, podsuwającego swojej dyscyplinie nowy, ekscytujący obszar badawczy. W punkcie wyjścia autor konstatował, że we współczesnych naukach historycznych wszelkie domniemania na temat wydarzeń, do których nie doszło, otaczane są pogardą. „Rozważanie niezrealizowanych możliwości, wysuwanie hipotez alternatywnych do tego, co wydarzyło się rzeczywiście, wydaje się zbędną grą myśli, niepoważnym spekulowaniem”. Demandt zgromadził jednak liczne argumenty na rzecz przydatności stawiania takich pytań i hipotez. Poszerza się zakres wiedzy, można lepiej rozumieć motywy podjętych decyzji, ma się lepszy dostęp do powiązań i zależności między faktami, znajduje się dodatkowe uzasadnienia dla sądów wartościujących, obejmuje się myślą horyzont oczekiwań osób działających, a dzięki temu łatwiej ocenić prawdopodobień1. Alexander Demandt, Historia niebyła. Co by stwo realizacji wszelkich zamierzeń2. było, gdyby…?, tłum. Maria Skalska, Warszawa Historia niebyła stanowiła rezultat se1999. W oryginale pełny tytuł brzmiał: Ungeminarium, jakie autor prowadził na schehene Geschichte. Ein Traktat über die Frage: was wäre geschehen, wenn…?, czyli „Historia nieWolnym Uniwersytecie Berlińskim była. Traktat wokół pytania: Co by było, gdyby…?”. Pierwsze wydanie ukazało się w Getyndze w 1984 roku. 2.

! KINO PRL.indb 11

Por. tamże, s. 11–34.

WSTĘP: POKUSA HISTORII ALTERNATYWNEJ

11

2012-05-14 08:02:53


w semestrze zimowym roku akademickiego 1983/1984. Seminarzyści opracowywali konkretne przypadki, na przykład „Co by się stało, gdyby Poncjusz Piłat w roku 33 ułaskawił Jezusa?” albo „Hitler zmarł w 1938 roku?”; profesor wybrał potem najciekawsze odpowiedzi, uszeregował je w porządku chronologicznym i opatrzył własnym komentarzem. Zafascynowała mnie ta książka i potraktowałem ją jak wyzwanie. Byłem przekonany, że do dyscypliny, jaką uprawiam – historii filmu – propozycje metodologiczne niemieckiego uczonego pasują idealnie. Początkowo jednak nie wiedziałem, jak połączyć to, co rzeczywiste, z tym, do czego nie doszło, jak wyważyć proporcje między wydarzeniami dającymi się udokumentować a całą sferą wypadków, które ostatecznie się nie dokonały (bo czyste zmyślanie w tej dziedzinie odrzuciłem jako nieciekawe). Wtedy przypomniał mi się tom Stanisława Lema Doskonała próżnia (1971), skomponowany z recenzji nieistniejących książek. To była moja druga inspiracja. Oczywiście – pamiętam o zachowaniu proporcji. Sama myśl o ustawieniu moich pisarskich możliwości w jednej linii z wyobraźnią autora Solaris byłaby nie tyle nawet zarozumiałością, ile szaleństwem. Kiedy jednak przeczytałem na nowo Doskonałą próżnię, zorientowałem się, jak produktywnym pomysłem może się okazać napisanie recenzji utworu, który nie powstał, jak rozległy materiał można uwzględnić tą drogą. Tym samym znalazłem metodę: udokumentowany szkic historyczny na temat faktu, który mógł zajść, a nawet wiele wskazywało na to, że zajdzie, ostatecznie jednak nie nastąpił – to miał być punkt wyjścia. Polem odpowiedzi na pytanie: „Co by było, gdyby ów fakt jednak zaszedł?”, terenem fantazjowania na jego temat miała być recenzja. 2. Wśród mnóstwa fantastycznych pomysłów wykorzystanych przez Stanisława Lema we wspomnianej książce było też napisanie przezeń recenzji Doskonałej próżni i potraktowanie jej jako wstępu. Ten wstęp był zarazem krótkim traktatem na temat metody. Zaczynał się od zdania: „Pisanie recenzji z nie istniejących książek nie jest wynalazkiem Lema; nie tylko u pisarza współczesnego – J.L. Borgesa – znajdujemy takie próby (np. jako Omówienie dzieła Herberta Quaine w tomie Labirynty), koncept sięga dalej – i nawet Rabelais nie był pierwszym, który go użył”3. Dziś roi się od przykładów uprawiania historii alternatywnej, jakby autorzy zbiorowo dali się uwieść melodii wygrywanej na flecie – nie wiem, czy przez François Rabelais’go, ale że przez J.L. Borgesa – to wielce prawdopodobne. 3. 12

! KINO PRL.indb 12

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

Stanisław Lem, Doskonała próżnia. Wielkość urojona, Kraków 1974, s. 7.

2012-05-14 08:02:53


Najchętniej przywoływaną tezą współczesnej metodologii historii jest hasło Haydena White’a, że pisanie historii jest narracją4. W arcyciekawym tomie noszącym podtytuł Całkiem inna historia Polski czołowi reprezentanci tej dyscypliny z pasją oddają się rozważaniom, co by było, gdyby… Jerzy Strzelczyk dowodzi zatem, że gdyby Mieszko nie przyjął chrześcijaństwa w 966 roku, przyjąłby je później zapewne w obrządku wschodnim i wyrastające w Polsce eparchie podlegałyby patriarsze Carogrodu; Andrzej Chwalba przekonuje, że rezygnacja z powstania kościuszkowskiego w 1794 roku zapobiegłaby trzeciemu rozbiorowi Polski; Włodzimierz Borodziej argumentuje, że gdyby Polacy wygrali powstanie warszawskie w 1944 roku, po wojnie powstałyby i koegzystowały przez wiele lat dwa państwa polskie, RP i PRL-u (zapewne jednak nie dłużej niż do 1980 roku, kiedy PRL przebudziłby się i „na salę BHP w lubelskiej Fabryce Samochodów Małolitrażowych” wszedłby „elektryk Lech Łęsawa”5). Równolegle z historykami fantazjują pisarze. Jeszcze przed czterdziestu laty, w Muzie dalekich podróży (1970) Teodora Parnickiego, fikcyjni dyskutanci, awatary dziejopisów, rozważali jedynie możliwe konsekwencje zwycięstwa Polaków w powstaniu listopadowym. Przez kilkaset stron ciągną się tam więc domysły i debaty na temat wydarzeń politycznych i artystycznych w dziewiętnastowiecznej Polsce, przy czym jednym z constans jest fakt, że Adam Mickiewicz nie napisał Pana Tadeusza, za to został mężem stanu, „a to w charakterze faktycznie dyktatora, choć formalnie ministra tylko oświaty i wyznań w rządzie jego królewskiej polskiej oraz wielkoksiążęcej krakowskiej mości Kazimierza Leopolda”6. Dziś prozaicy idą dalej: akcja tysiącstronicowego Lodu (2007) Jacka Dukaja toczy się w 1924 roku w Królestwie Polskim, nadal zamrożonym pod władzą cara, skoro dziesięć lat wcześniej pierwsza wojna światowa nie wybuchła. W ślad za pisarzami fantazjują autorzy komiksów. Na przykład w komiksie Burza (2003), autorstwa Macieja Parowskiego (tekst) i Krzysztofa Gawronkiewicza (rysunki), Polska przy pomocy Anglii i Francji odniosła błyskawiczne zwycięstwo nad wojskami hitlerowskimi. 4. Przypomnę zdanie otwierające jeden z najsławniejszych esejów amerykańskiego histoWiosną 1940 roku Adolf Hitler został ryka: „Każde przedstawienie zjawiska historyczskazany przez sąd w Norymberdze nego cechuje nieusuwalna względność”. Hayden White, Fabularyzacja historyczna a problem na zesłanie na Wyspę św. Heleny. prawdy, tłum. Ewa Domańska, w: tenże, Poetyka W tym samym czasie Józef Lejtes na pisarstwa historycznego, red. Ewa Domańska ulicach Warszawy rozpoczyna zdjęi Marek Wilczyński, Kraków 2000, s. 211. cia do komedii według scenariusza 5. Gdyby… Całkiem inna historia Polski, red. Elżbieta Olczak i Joanna Sabak, Warszawa 2008, Witolda Gombrowicza, rozgrywającej s. 143; por. także s. 5–16, 97–106, 129–144.

6.

Teodor Parnicki, Muza dalekich podróży, Warszawa 1983, s. 371. WSTĘP: POKUSA HISTORII ALTERNATYWNEJ

! KINO PRL.indb 13

13

2012-05-14 08:02:53


się kilka miesięcy wcześniej w okupowanej przez Niemców stolicy. „Para zakochanych – młoda warszawianka grana przez Ingrid Bergman i żydowski chłopak, dzięki pomocy żołnierza polskiej armii podziemnej i dobrej Niemki, w postać której wciela się Marlena Dietrich, ucieka porwanym japońskim myśliwcem do Londynu”7. Na takim tle książka, którą Czytelnik trzyma w ręce, stanowi jedynie skromną, w fantazjowaniu szalenie ograniczoną, historycznofilmową próbę zastosowania metody historii alternatywnej do innego opowiedzenia dziejów polskiego filmu fabularnego po 1945 roku. 3. Do uprawiania historii filmu taka perspektywa nadaje się szczególnie. Na całym świecie przez biurka producentów, a zwłaszcza redaktorów wytwórni, przewijają się setki scenariuszy, scenopisów, treatmentów, innymi słowy – pomysłów na filmy, które na razie jeszcze nie zostały zrealizowane. Tylko niewielka część z nich staje się gotowymi utworami ekranowymi. Toteż historia kina pełna jest opowieści o filmach niedokończonych, odwołanych, przerwanych na wstępie lub w połowie, o scenariuszach, z których powinien był powstać film, ale nie powstał nigdy albo powstał całkiem inny, bo skrypt trafił do rąk niewłaściwego reżysera. Wybrana grupa tych niezaistniałych utworów, których losy ważyły się przez lata, przeszła do legendy: Don Kichot Orsona Wellesa, Napoleon Stanleya Kubricka, Podróż G. Mastorny Federico Felliniego, W poszukiwaniu straconego czasu Luchino Viscontiego. Temu ostatniemu nieurzeczywistnionemu dziełu francuska badaczka Florence Colombani przed kilkoma laty poświęciła nawet całą książkę8. Wśród tych światowych legend jest też kilka przedsięwzięć nie zrealizowanych przez polskich reżyserów, zwłaszcza najbardziej znane – Osioł grający na lirze Wojciecha Hasa i Przedwiośnie Andrzeja Wajdy. Pomyślałem, że warto je opisać. Postanowiłem ograniczyć się do okresu Polski Ludowej, czyli lat 1945–1989, ponieważ wtedy – obok wszystkich występujących od dawna na całym świecie przyczyn losowych i ekonomicznych – o niedoprowadzaniu projektów filmów do fazy zaistnienia decydowały też względy 7. Justyna Czaja, Historia Polski w komikpolityczno-cenzuralne, a to przecież sowych kadrach, Poznań 2010, s. 198. ciekawe szczególnie. Historia niebyła 8. Florence Colombani, Proust – Visconti. Histoire d’une affinité élective, Paris 2006. kina PRL składa się więc z trzynastu Warto wspomnieć, że i polska autorka Joanna opowieści o filmach, które powinny Wojnicka poświęciła temu tematowi szkic

14

! KINO PRL.indb 14

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

Proust według Viscontiego, opublikowany w stałym cyklu „Niezrealizowane filmy” (!) w czasopiśmie „EKRANy”. Zob. „EKRANy” 2011, nr 3–4, s. 90–93.

2012-05-14 08:02:53


były powstać w Polsce w tamtych czasach i były przygotowane do realizacji, ostatecznie jednak nie doczekały się jej. W jednym rozdziale (ostatnim) zajmuję się wprawdzie filmem przygotowywanym do produkcji kilka lat później, przyjmuję jednak, że i ten film mógł powstać przed 1989 rokiem. Czy we wszystkich omówionych tu przypadkach o niezrealizowaniu filmu zadecydowały względy polityczno-cenzuralne? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Zapewne nie tylko one. W kilku wypadkach rozstrzygające okazały się inne względy, jak przedwczesna śmierć reżysera. Zawsze jednak okoliczności polityczne odgrywały w procesie decyzyjnym jakąś rolę. Za wybór trzynastu tematów oczywiście odpowiadam sam. Starałem się skompletować projekty najciekawsze – niekoniecznie nawet takie, jakie mogły doprowadzić do powstania najwartościowszych filmów; czasem (jak w przypadku adaptacji Popiołu i diamentu, omówionej w rozdziale drugim) mogło być odwrotnie – wyprodukowanie filmu uniemożliwiłoby potem powstanie arcydzieła. Szukałem raczej projektów, których urzeczywistnienie mogło wpłynąć decydująco na przebieg historii kina polskiego. Brałem pod uwagę i inne, między innymi: adaptację Podróży Stanisława Dygata, do której przymierzał się Jerzy Kawalerowicz; Człowieka, który zakpił sobie z III Rzeszy Jerzego Lipmana i Jerzego Stefana Stawińskiego; Piękne uśmiechy dnia Kazimierza Brandysa, przygotowane w 1968 roku dla Andrzeja Wajdy; Wielkie księstwo P. według powieści Mariana Grześczaka Odyseja, Odyseja, które mogło być pierwszym polskim filmem o wypadkach poznańskich 1956 roku, gdyby zrobił je w latach siedemdziesiątych Janusz Morgenstern; komediowy scenariusz Janusza Głowackiego i Marka Piwowskiego Ja się do polityki nie mieszam. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na wybór, z którego zdaje sprawę Spis treści. Co do recenzji, zależało mi na ich wiarygodności, toteż wystrzegałem się – jak tylko mogłem – tonacji parodystycznej. Starałem się – na ile umiałem – zaproponować trzynaście tekstów, które naprawdę mogły powstać w okresie domniemanej premiery każdego z filmów, a przy tym – wyjść spod piór krytyków, którzy najlepiej by się nadawali do napisania tych recenzji. Mam cichą nadzieję, że Historia niebyła kina PRL okaże się ciekawą lekturą. Byłbym szczęśliwy, gdyby zawarte w niej przypomnienie niezrealizowanych niegdyś projektów przyczyniło się w jakimś stopniu do urzeczywistnienia po latach przynajmniej jednego z nich (choć oczywiście nie byłoby to już to samo). Odpowiedź na pytanie, co wynika z układającej się w tej książce alternatywnej historii kina polskiego, pozostawiam Czytelnikom. Sam podpowiadam refleksję Alexandra Demandta: „Dla każdego zdarzenia da się pomyśleć,

WSTĘP: POKUSA HISTORII ALTERNATYWNEJ

! KINO PRL.indb 15

15

2012-05-14 08:02:53


co prawda z różnym stopniem prawdopodobieństwa, inny możliwy wariant – bardziej czy mniej pomyślny. Gdy jednak rozważyć rzecz całościowo, bilans okaże się przypuszczalnie zrównoważony. Historia traktuje nas, ludzi, tak dobrze albo tak źle, jak na to zasługujemy”9. 9. Alexander Demandt, Historia niebyła, dz. cyt., s. 33–34.

16

! KINO PRL.indb 16

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

2012-05-14 08:02:53


Rozdział I Doktor Korczak

! KINO PRL.indb 17

2012-05-14 08:02:53


! KINO PRL.indb 18

2012-05-14 08:02:54


Film o doktorze Korczaku

Po zakończonej wojnie ludzie byli spragnieni kina. Przede wszystkim jako rozrywki, jako okazji do wieczornego wyjścia z domu i przeżycia w grupie zbiorowych emocji. Ale kino – w tamtych przedtelewizyjnych czasach – było też potrzebne jako rejestracja świata, jako niepowtarzalna szansa zobaczenia, a przez to – i zrozumienia, co się właściwie stało; w ciągu kilku minionych lat każdy miał przecież dostęp jedynie do bardzo ograniczonego zasobu informacji. Z obu powyższych, wzajemnie się uzupełniających powodów polska publiczność wyczekiwała nowych filmów rodzimej produkcji. Przed wojną polskie filmy były przecież uwielbiane; teraz, wobec kiepskiego importu obrazów z Zachodu (w 1946 roku wprowadzono na nasze ekrany zaledwie trzy filmy amerykańskie – tak mało nie tylko ze względów ideologicznych, ale i finansowych), tym bardziej brakowało obrazów z kraju. Zarazem powszechne – i w znacznym stopniu uzasadnione – było poczucie niepowtarzalności najnowszego polskiego doświadczenia, które mogło być wyrażone tylko przez artystów stąd. Tymczasem do końca 1946 roku nie wprowadzono na ekrany żadnego nowego polskiego filmu fabularnego. Kierownictwo upaństwowionej kinematografii, mimo szumnych obietnic, niepewne w gruncie rzeczy, jak godzić wymagania polityczne władzy z wyolbrzymionymi oczekiwaniami widowni, stosowało kunktatorską taktykę odkładania decyzji w sprawie proponowanych scenariuszy1. Można było tego żałować, 1. Tło i przyczyny tej sytuacji omawiam tym bardziej że do współpracy z kinem w swojej książce Historia kina polskiego. Twórcy, filmy, konteksty, Katowice 2009, zwłaszcza na s. 123–134. DOKTOR KORCZAK

! KINO PRL.indb 19

19

2012-05-14 08:02:54


garnęli się – obok niewielu ocalałych branżowców – uzdolnieni artyści, dla których byłoby to nowe doświadczenie. Na podstawie zachowanych dokumentów można odtworzyć ogromnie ambitny plan otwarcia, który powinien był zaowocować serią dzieł rzeczywiście wartościowych. Projektowane filmy miały szansę nie tylko realizować zapowiadaną „misję wychowawczą uspołecznionej sztuki filmowej”, ale zdać sprawę z niezwykłego doświadczenia Polaków. Całkowicie spełniały te warunki projekty trzech pierwszych pełnometrażowych filmów fabularnych, które mogły zostać skierowane do produkcji w ciągu pierwszego powojennego sezonu. Pierwszym z nich, szczególnie obiecującym, był ukończony już wiosną 1945 roku scenariusz Robinsona warszawskiego wspólnego autorstwa Jerzego Andrzejewskiego i Czesława Miłosza (będzie o nim jeszcze mowa w rozdziale drugim). Drugim – projekt filmu biograficznego o Januszu Korczaku zaproponowany przez Ludwika Starskiego. Trzecim – utrwalający w symultanicznym skrócie samopoczucie Polaków w chwili zakończenia wojny scenariusz Ewy Szelburg-Zarembiny zatytułowany Dwie godziny. Pierwszy z tych fi lmów, w reżyserii Jerzego Zarzyckiego, i trzeci – Stanisława Wohla i Józefa Wyszomirskiego, w końcu powstały, choć z paroletnim opóźnieniem i w wariancie daleko odbiegającym od pierwotnych intencji scenarzystów2. Zgłoszony przez Starskiego projekt filmu o Korczaku nie doczekał się realizacji w PRL-u. Jego pokłosiem był film powstały w Niemczech prawie trzydzieści lat po wojnie, przy czym nazwisko inicjatora nie znalazło się nawet w czołówce. Od tego pomysłu wypada więc rozpocząć książkę. Projekt Ludwika Starskiego Wiadomość o nim pojawia się w dwóch miejscach nieocenionej rozprawy świadka epoki, a zarazem historyka polskiej produkcji filmowej, Edwarda Zajička. W rozdziale o uruchamianiu kinematografii powojennej czytamy: „(…) było wiadomo, że pomiędzy ulicami Narutowicza i Targową w Łodzi3 2. Dzieje powstania obu utworów przedstawikrążą projekty i scenariusze, niewy- łem w swojej książce Strategie autorskie w polskim filmie fabularnym lat 1945–1961, wyd. 2, Krachodzące poza fazę recenzji, zaleceń ków 2000 (analiza Robinsona warszawskiego na i przeróbek. Tak było na przykład ze s. 83–89, Dwu godzin – s. 66–72). złożonym przez Ludwika Starskiego 3. Przy ulicy Targowej 61/63 – tam, gdzie dziś mieści się szkoła fi lmowa – znajdowała się sie14 września 1945 roku projektem filmu dziba Przedsiębiorstwa Państwowego Film Polo Januszu Korczaku…”. Sto kilkadzie- ski; kamienica przy Narutowicza 67 była prawsiąt stron dalej autor dopowiada, że dziwym domem filmowców, gdzie znalazło

20

! KINO PRL.indb 20

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

schronienie wielu przedstawicieli tego zawodu, por. wspomnienia Allana Starskiego w książce Starski. Droga do Oskara, red. Stanisław Zawiśliński, Warszawa 1998, s. 76–77.

2012-05-14 08:02:54


projekt został złożony „na ręce ówczesnego szefa programowego Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego kapitana Jerzego Bossaka. Od tego czasu – sądząc z oficjalnych wypowiedzi – propozycja ta należała do najbardziej prestiżowych i hołubionych inicjatyw tematycznych polskiej kinematografii”4. Zaintrygowany szczegółowością tej relacji, poprosiłem o komentarz samego autora, który odpowiedział w dwóch obszernych listach. Jak mi wyjaśnił, w ówczesnym zwyczaju środowiskowym udokumentowane „zgłoszenie projektu” oznaczało „zaklepanie tematu” do wyłącznej dyspozycji (choć nie było równoznaczne z blokadą bezterminową). „Projekt” był więc prawdopodobnie szkicem konspektu, na którego złożenie skrupulatny scenarzysta wziął pokwitowanie (i tylko ono, z datą dzienną, znalazło się w pliku dokumentów, jakie Allan Starski po śmierci ojca wręczył Zajičkowi). Sam Edward Zajiček pamięta, że projekt był jednym ze stałych tematów rozmów podczas częstych partii gry w kierki, jakie rozgrywali wówczas przy Narutowicza z Ludwikiem Starskim, Ludwikiem Perskim i Jerzym Bossakiem. Bossak, pierwszy dyrektor artystyczno-programowy przedsiębiorstwa Film Polski w organizacji, „tłumaczył Starskiemu, że co prawda jego propozycja pełnometrażowego filmu jest pierwszą, jaka została zarejestrowana w jego biurze, ale będzie trzeba cudu, aby film szybko powstał. Temat bowiem spodobał się bardzo Aleksandrowi Fordowi, który zarezerwował go dla siebie”5. Było oczywiste, że temat musiał spodobać się Fordowi (właśc. Mosze Lifszyc, 1908–1980). Rozwój dziecka w kontekście pedagogiki – tym przecież zajmował się w swoich najbardziej udanych filmach przedwojennych, Legionie ulicy (1932), a zwłaszcza w dokumencie Droga młodych (1936), nawiązującym nawet wprost do doświadczeń korczakowskich. Opowieść o Korczaku – ogromnie lubianym polskim pisarzu, a równocześnie „żydowskim świętym”, jak zaczęto o nim mówić natychmiast po jego śmierci – była jednym z najoczywistszych zobowiązań powojennej kinematografii. Równocześnie jednak projekt zgłoszony przez Starskiego krył w sobie kilka pułapek, toteż nie tylko ze względu na nadmiar dyrektorskich obowiązków Ford się do niego nie palił. Po pierwsze, sama postać Korczaka – mimo oczywistej niezwykłości biografii, zwielokrotnionej przez decyzję wspólnego z dziećmi marszu ku śmierci 5 sierpnia 1942 roku – nie miała wtedy jednoznacznej aprobaty komunistycznej władzy. Korczak był kimś niezależnym, osobnym, poza podziałami. Skoro jego metody pedagogiczne już przed wojną miały wielu przeciwników, tym bardziej teraz liczne elementy jego sys4. Edward Zajiček, Poza ekranem. Polska kinetemu – odgradzanie wychowanków matografia w latach 1896–2005, Warszawa 2009, s. 90, 229. 5.

List Edwarda Zajička z 22 lutego 2011 roku. DOKTOR KORCZAK

! KINO PRL.indb 21

21

2012-05-14 08:02:54


od świata zewnętrznego, nastawianie ich na samorządność, skłonność do mistycyzmu – były narażone na krytykę6. Po drugie, Ford, który przeżył wojnę w Związku Radzieckim i jak wielu ocalałych Żydów miał poczucie długu wobec ofiar Zagłady, marzył o filmie z dominującym akcentem wojowniczym, zdobywczym, takim jak powstanie w getcie warszawskim. Tymczasem trudno było wyobrazić sobie fabułę, w której obrębie biografia Korczaka dałaby się z takim tematem pogodzić (Żydowska Organizacja Bojowa została powołana do życia w październiku 1942 roku, zatem parę miesięcy po śmierci doktora). Po trzecie, Starski był przedstawicielem przedwojennej branży; nie było politycznie słuszne, żeby otwierać powojenną kinematografię od tak ważnego tematu w ujęciu branżowca (choć wkrótce to on zostanie współscenarzystą Ulicy Granicznej Forda, 1948). Ale to właśnie Starski (właśc. Ludwik Kałuszyner, 1903–1984), bardziej niż ktokolwiek inny w ówczesnym środowisku filmowym, gwarantował profesjonalizm scenariusza. Obdarzony legendarnym poczuciem humoru, był wprawdzie przede wszystkim mistrzem dialogu komediowego i tekstów piosenek (wystarczy wymienić kilka jego przebojów: Już taki jestem zimny drań z Pieśniarza Warszawy, 1934; Umówiłem się z nią na dziewiątą z Piętro wyżej, 1937, czy Ach, jak przyjemnie z Zapomnianej melodii, 1938), ale miał też na swoim koncie parę scenariuszy melodramatów, jak Moi rodzice rozwodzą się (1938) czy O czym się nie mówi (1939, oba w reżyserii Mieczysława Krawicza). Cały splot ówczesnej polityki Filmu Polskiego zadecydował o tym, że zaufano doświadczeniu Starskiego w pisaniu scenariuszy lekkich filmów gatunkowych, natomiast złożony przezeń pomysł poważnego utworu biograficznego uznano za niepewny. Prosta odpowiedź na pytanie, dlaczego Starski w sezonie 1945/1946 nie napisał scenariusza filmu o Korczaku (choć powinien był, skoro złożył projekt i kierownictwo kinematografii musiało go uznać za priorytetowy), brzmi bowiem: nie napisał, ponieważ przygotował w tym czasie inny scenariusz, który u niego zamówiono. Napisał mianowicie Zakazane piosenki, które – jak wiadomo – miały być pierwotnie średniometrażowym dokumentem fabularyzowanym, rejestrującym śpiewane w ciągu sześciu lat okupacji piosenki podtrzymujące ducha oporu przeciw okupantowi. Taki film został jesienią 1945 roku nakręcony, postanowiono jednak nie wprowadzać go na ekrany, za to – skoro wszystkim ówczesnym projektom filmów fabularnych towarzy- 6. Przykładem takiego stanowiska był opubliszyły wątpliwości – właśnie Zakazane kowany w 1948 roku przez marksistowską „Kuźnicę” obszerny dwuczęściowy szkic, w którym piosenki powiększyć do rozmiarów przeciwwagą dla „wątpliwych” metod Korczaka był dla autorki system pedagogiczny Makarenki; por. Irena Chmieleńska, Janusz Korczak, „Kuźnica” 1948, nr 40–41. 22

! KINO PRL.indb 22

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

2012-05-14 08:02:54


pełnometrażowego filmu fabularnego, który miał się stać pierwszą powojenną rodzimą premierą7. O zawodowej sprawności Starskiego świadczy tempo, w jakim wykonał zlecenie: obszerny, 166-stronicowy, zapięty na ostatni guzik scenopis filmu jest opatrzony datą „1945”8. Potem jeszcze, w wyniku zarzutów, jakie wysunięto przeciw premierowej wersji filmu, scenarzysta musiał napisać wariant ostateczny, w oparciu o który powstał film dziś nam znany. Gdyby jednak kierownictwo świeżo powołanego (dekretem z 13 listopada 1945 roku) Przedsiębiorstwa Państwowego Film Polski bardziej dbało o jakość przyszłych dzieł i poważniej traktowało składane obietnice, gdyby na jego decyzjach ważył raczej głos jakiegoś światłego doradcy niż strach przed ocenami polityków, to kierowanie filmów do produkcji przebiegałoby inaczej. Zakazane piosenki Leonarda Buczkowskiego powinny były pozostać czterdziestominutowym dokumentem fabularyzowanym i wejść na ekrany – poprzedzane na przykład przez półgodzinny plakat agitacyjny Antoniego Bohdziewicza 2 razy 2 = 4 – w grudniu 1945 roku, co stanowiłoby wspaniały prezent dla widowni na pierwszą powojenną Gwiazdkę. Natomiast dwiema pierwszymi prestiżowymi produkcjami fabularnymi powinny były stać się: Robinson warszawski, do którego zdjęcia Jerzy Zarzycki mógł nakręcić jesienią 1945 roku (zburzona Warszawa stanowiła gotową dekorację) oraz Doktor Korczak, do którego realizacji Aleksander Ford powinien był przystąpić wiosną roku 1946. Można wyobrazić sobie ten film, mając przed oczami Ulicę Graniczną, znając życiorys Korczaka i zakładając, że Starski – jako profesjonalista – starałby się przestrzegać zasad wypracowanych w obrębie klasycznego przedwojennego filmu biograficznego, którego mistrzem był William Dieterle. Pewnie więc – pisząc scenariusz – przywoływałby w pamięci słynny niegdyś film Pasteur (The Story of Louis Pasteur, 1936), będący biografią uczonego, o którym sam Korczak napisał przecież książkę (Uparty chłopiec, 1937). Inaczej niż autor Króla Maciusia I, nie cofałby się pewnie do dzieciństwa swojego bohatera. Konwencja hollywoodzkiego biopicu zakładała trzymanie się kluczowych okresów życia głównej postaci, kiedy – przezwyciężając przeszkody (zwłaszcza: wrogość konserwatywnego otoczenia) – osiąga ona sukces, oraz traktowanie bohatera jako absolutnego autorytetu, którego racji widz ma być całkowicie pewny, w czym finałowy triumf tylko go utwierdza. Tragicznie zakończona biografia doktora Henryka Goldszmita (przypomnę, że Janusz Korczak to jego pseudonim 7. Por. na ten temat Edward Zajiček, Poza ekraliteracki) wprowadzała do tej formuły nem, dz. cyt., s. 92. poprawkę: końcowym triumfem miała 8. Ludwik Starski, Zakazane piosenki, scenopis, Wytwórnia Filmowa Wojska Polskiego, Łódź 1945, w zbiorach Instytutu Sztuki PAN w Warszawie, nr inwentarza 153.

! KINO PRL.indb 23

DOKTOR KORCZAK

23

2012-05-14 08:02:55


być wierność pedagoga, który do samego końca nie opuścił swoich dwustu wychowanków. Wierność wzmocniona legendą niezłomnego marszu ku śmierci: w równych rzędach, odświętnie, ze sztandarem. Właśnie od zwrócenia uwagi na legendę rozpoczęła Hanna Mortkowicz-Olczakowa, córka przedwojennego wydawcy książek Korczaka, pierwszą poświęconą mu książkę biograficzną: Legenda urodziła się rankiem w środę dn. 5 sierpnia 1942 roku. Rosła gwałtownie w przeciągu paru godzin na przestrzeni kilku ulic warszawskiego getta. (…) wejście ostatniego z chłopców i dziewczynek po pochyłej desce do zachlorowanego wagonu i następnie zasunięcie i zaplombowanie drzwi zakończyło ten czas, podległy jeszcze obserwacji tych, co pozostali i przeżyli. Nie wiemy już nic o dystansie ani przebiegu dalszej tak krótkiej, a niepowrotnej podróży, wiedząc o niej właściwie wszystko. Tych szczegółów, których nikt nie podpatrzył ani nie dosłyszał, domyśliła się zresztą właśnie legenda. Legenda objęła od tej chwili niepodzielną władzę nad tą sprawą. Odbiwszy się od zamkniętych drzwi wagonu śmierci, rozniosła się po całym świecie echem i żałobnym lamentem9. Co ciekawe, mimo że główny zrąb ogromnego Korczakowskiego archiwum spłonął, sporo materiałów zachowało się przecież i już autorka tej pierwszej biografii obficie cytowała słynny Pamiętnik Korczaka. Powstały i na bieżąco przepisywany w getcie w ciągu kilku ostatnich miesięcy życia pisarza, ocalał cudem, z czego szczegółowo zdawał sprawę w nocie do pierwszego wydania Igor Newerly: Jest to pierwodruk z jedynego, jaki ocalał, maszynopisu doręczonego mi, zgodnie z wolą Korczaka, w parę dni po wywiezieniu go z dziećmi Domu Sierot do Treblinki. Mieszkania swego na Żoliborzu nie uważałem podówczas za dość bezpieczne do przechowania tak cennego dokumentu. Zwróciłem się więc do Maryny Falskiej z prośbą o ukrycie w Naszym Domu na Bielanach i zdążyłem jej przekazać Pamiętnik przed moim aresztowaniem. Z polecenia Falskiej pracownik Naszego Domu, Władysław Cichosz, zamurował maszynopis na strychu sierocińca. Po wojnie, gdy internat został przejęty przez Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, Cichosz wydobył zamurowane papiery i ponieważ Falska już nie żyła, wręczył prezesowi Towarzystwa, Stanisławowi Żemisowi. Ten z kolei oddał mi 9. Hanna Mortkowicz-Olczakowa, Janusz Korje po moim powrocie z obozów czak, Kraków 1949, s. 7–8. koncentracyjnych10. 10. Igor Newerly, Nota wstępna do Pamiętnika, w: Janusz Korczak, Wybór pism, t. 4, Warszawa 1958, s. 503. 24

! KINO PRL.indb 24

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

2012-05-14 08:02:55


Chociaż więc został opublikowany dopiero w 1958 roku, Pamiętnik – podstawowe źródło wiedzy o biografii pisarza – znany był już wcześniej. Zapewne też Ludwik Starski – gdyby przystąpił pod koniec 1945 roku do pisania swego scenariusza – nawiązałby kontakt z wieloletnim asystentem Korczaka Igorem Newerlym i zapoznałby się z tekstem Pamiętnika, jak uczyniła to w tym okresie Mortkowicz-Olczakowa. Ponieważ zaś ostatni zapis został tam dokonany 4 sierpnia 1942 roku, czyli w przeddzień wywiezienia autora do Treblinki, końcowy heroiczny marsz wraz z dziećmi i Stefanią Wilczyńską zostałby zapewne odtworzony w scenariuszu na podstawie legendy. Autorka najnowszej i najobszerniejszej biografii Korczaka, córka pierwszej monografistki Joanna Olczak-Ronikier, konfrontuje z sobą wiele różnych relacji z tego wydarzenia, dodając: „Krąży opowieść, że Doktor tuż przed wejściem do pociągu został rozpoznany przez Niemców i że proponowano mu ocalenie pod warunkiem, że zostawi dzieci. Odmówił. Ta odmowa uznawana jest za wyraz ostatecznego heroizmu”11. Już Henryk Grynberg – jak przypomina dalej autorka – oburzał się na tę heroizację, uznając samo przypuszczenie, że Korczak mógłby opuścić dzieci w drodze do komór gazowych i żyć jakby nigdy nic, za „największą zniewagę dla jego szlachetnej duszy”12. Można jednak przyjąć za pewnik, że – w ramach obowiązkowej tonacji heroicznej filmu biograficznego, jaki mógłby powstać tuż po wojnie – motyw odmowy udzielonej przed samym wejściem do wagonu stanowiłby punkt kulminacyjny fabuły. Piszę to tym śmielej, że scenariusz, jaki stworzyłby wówczas Starski, można odtworzyć ze znaczną dokładnością. Wynika to z dalszych, dramatycznych losów projektu. Scenariusz odrzucony przez „Atze” Braunera Ludwik Starski nie wracał do swego projektu tak długo, aż z inicjatywą filmu o Korczaku nie wystąpił jego krajan Artur Brauner działający w tym czasie w Berlinie Zachodnim. Brauner (ur. 1918) w latach swojej młodości przeżytej w Łodzi był aktywnym uczestnikiem życia kulturalnego: grał na skrzypcach, śpiewał, zaraził się pasją kinofilską, rozczytywał się w Korczaku. Zdołał uciec z łódzkiego getta i w Niemczech zaczął nowe życie; już w 1946 roku założył do dziś prosperującą własną wytwórnię CCC-Film-Kunst. Pomysł nakręcenia w Warszawie wymarzonego filmu o Korczaku wydał mu się realny po październikowym otwarciu polskiej kultury. Mimo niepowodzenia nakręconego dlań przez Forda filmu Ósmy dzień 11. Joanna Olczak-Ronikier, Korczak. Próba biotygodnia (1958), którego w Polsce nie grafii, Warszawa 2011, s. 431. 12. Henryk Grynberg, Prawda nieartystyczna,

Berlin 1984, s. 122, cyt. za: tamże. DOKTOR KORCZAK

! KINO PRL.indb 25

25

2012-05-14 08:02:55


wprowadzono wtedy na ekrany, a i na Zachodzie zrobił plajtę, pełen energii producent namówił polskiego reżysera na kolejną przygodę. Chciałem swoim filmem spowodować, żeby Janusz Korczak nie został zapomniany – pisał Brauner w tomie wspomnień „Raz mi się udało. Odsłonięta przysłona życia”. – W historii jest niewiele postaci, które można by do niego porównać. Dla mnie to najbardziej ludzki, najszczerszy i najdzielniejszy człowiek ze wszystkich, jacy żyli na tym świecie. Nasze czasy potrzebują takich prawdziwych bohaterów. On więcej dla nas zrobił niż wszyscy bohaterowie wojenni wypełniający nasze podręczniki historii. Kiedy jednak w 1959 roku zabrałem się do pracy nad projektem o Korczaku, nie mogłem mieć pojęcia, że doprowadzenie go do końca zajmie mi szesnaście lat13. Za namową Forda, pamiętającego o projekcie sprzed lat, Brauner zamówił napisanie scenariusza u Starskiego. Starski wywiązał się z zadania, a za otrzymane honorarium kupił w Berlinie Zachodnim nowego peugeota 404, którego na początku lat sześćdziesiątych zazdrościło mu podobno całe warszawskie środowisko filmowe14. Brauner nie był jednak zadowolony ze skryptu Starskiego; w swojej książce nie wymienił nawet jego nazwiska, ograniczając się do zdań: „Ford polecił mi swego rodaka do napisania scenariusza, ale próba się nie powiodła. Potem złożyliśmy zamówienie u drugiego polskiego autora, również bez powodzenia”15. Tym samym inicjator wypadał z gry. Ford nie poczuwał się do lojalności wobec Starskiego16; sam zresztą wycofał się 13. Artur „Atze” Brauner, Mich gibt’s nur einmal. z projektu na kilka lat, zaangażowany Rückblende eines Lebens, Berlin, München 1976, s. 210–211. Serdecznie dziękuję panu profesorowi w realizację Krzyżaków (1960). Przez Edwardowi Zajičkowi za udostępnienie mi tej ten czas niedający za wygraną Brauner książki. zamawiał kolejne scenariusze – 14. Edward Zajiček, Poza ekranem, dz. cyt., s. 222, 229. u Howarda Fasta, Bena Barzmana, 15. Artur „Atze” Brauner, Mich gibt’s nur einmal, Arnošta Lustiga, tak iż w końcu na dz. cyt. s. 211. Tym drugim autorem był Bohdan słynnym blacie okalającym jego ga- Czeszko. binet zebrała się piramida złożona 16. Antagonizm między tymi dwoma filmowcami nie był tajemnicą w środowisku. Podobno Starski z dwunastu Korczakowskich skryp- przez wiele lat usiłował dowiedzieć się przy okatów o łącznej wartości trzystu pięć- zji zebrań Komisji Ocen Scenariuszy (tylko wtedy dziesięciu tysięcy marek. Ostatnim się spotykali), dlaczego na festiwal w Mar del Plata w 1954 roku pojechał właśnie Ford zamiast kandydatem, którego berliński pro- twórców Przygody na Mariensztacie (czyli Starducent próbował zaangażować, był skiego i Buczkowskiego), która była zaproszona

26

! KINO PRL.indb 26

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

do konkursu; reżyser Krzyżaków miał odpowiadać nieodmiennie: „Lutek, czy ty zawsze musisz żartować?”; Edward Zajiček, Poza ekranem, dz. cyt., s. 223.

2012-05-14 08:02:55


Erich Maria Remarque, ale żądana przez autora Łuku Triumfalnego kwota dwustu tysięcy marek była zdecydowanie za wysoka17. Z takim scenariuszowym kapitałem Brauner wrócił do idei koprodukcji z Polską. W lutym 1965 roku została podpisana umowa między jego firmą a Filmem Polskim na wspólną realizację filmu Dr Korczak w reżyserii Aleksandra Forda. Scenariusz Starskiego został wprawdzie uwzględniony w umowie, realnie jednak producent nie brał go już pod uwagę. W tej fazie pracy Brauner stawiał na scenariusz Alexandra Ramatiego (1920–2006), żyjącego w Szwajcarii amerykańskiego pisarza i reżysera, rodem z Brześcia nad Bugiem. To kolejne warianty jego skryptu, opatrzonego w pewnym momencie niezbyt fortunnym tytułem Bunt potępionych (Dr Korczak pozostawał podtytułem), wysyłane były ze Szwajcarii via Berlin Zachodni do Zespołu „Studio”, gdzie tłumaczono je na polski i kierowano do kolejnych recenzentów. Ford liczył się z ich uwagami i stale dyskutował z Braunerem, który z kolei był gotów do ciągłego ulepszania swego ukochanego projektu18. Nie rezygnował też całkowicie ze scenariuszy, za które raz zapłacił; niby odrzucone, bywały wykorzystywane w kolejnych wariantach. Wszystko wskazuje na to, że gdyby do koprodukcji w końcu doszło, jej podstawą byłby scenariusz będący kontaminacją dwu wersji: tekstu Ramatiego i późniejszego wariantu zaproponowanego na zamówienie Braunera przez copywritera z Los Angeles Ladislasa Fodora19. Do realizacji jednak nie doszło z nowych, politycznych przyczyn. Brauner tak to wspominał: Na początku 1968 roku nareszcie byliśmy gotowi. Ekipa była ustalona, aktorzy obsadzeni. Reżyser dostał pierwszą połowę gaży, kostiumy były gotowe, negatyw wysłany. Na szczęście udało się po wojnie ocalić część warszawskiego getta od wyburzenia, mogliśmy więc kręcić na oryginalnym miejscu wydarzeń. Właśnie spakowałem walizki na wyjazd do Polski, kiedy dostałem teleks: „Umowa unieważniona, nie otrzymali17. Artur „Atze” Brauner, Mich gibt’s nur einmal, śmy scenariusza w terminie”20. dz. cyt., s. 211–212. 18. Por. list Edwarda Zajička z 20 marca 2011

roku, a także jego cytowaną już książkę Poza ekranem, s. 229–231. 19. Dr Korczak, ostateczna wersja scenariusza, przekład z angielskiego odredagowany według zmienionej wersji w języku niemieckim pana Fodora, Zespół Realizatorów Filmowych „Studio”, grudzień 1966, w zbiorach Filmoteki Narodowej, teczka S-11131.

Jak komentuje w swojej książce Zajiček, ostateczna wersja skryptu rzeczywiście dotarła wówczas do Warszawy dzień po ustalonej poprzednio dacie, ale w normalnych okolicznościach dzień zwłoki nie

20. Artur „Atze” Brauner, Mich gibt’s nur einmal, dz. cyt., s. 213. DOKTOR KORCZAK

! KINO PRL.indb 27

27

2012-05-14 08:02:55


doprowadziłby przecież do zerwania produkcji. Sama data jednak zadecydowała: to był 13 marca 1968 roku, szczyt kampanii antysemickiej w Polsce21. By zdać sprawę z tonu ówczesnej propagandy, dość zacytować relację tygodnika „Ekran”: Scenariusz Doktora Korczaka daleko odbiega od naszych pojęć o męczeństwie Żydów podczas czarnych dni okupacji, o bohaterstwie Polaków, którzy ryzykując życiem, nieśli pomoc swym braciom żydowskim. (…) Walka narodu polskiego o wyzwolenie była również walką Żydów polskich, walka i męczeństwo Żydów polskich było męczeństwem i walką całego naszego narodu. Ale film traktuje Korczaka w izolacji od tej prawdy historycznej; niedwuznacznie obciąża naród polski winą za jego śmierć. Chodziło w tej grze i o to, by wręcz rękami reżyserów polskich przeszmuglować na teren Polski filmy wredne, bo wybielające hitlerowskich ludobójców. (…) Realizacja Doktora Korczaka została na szczęście w czas przerwana. Domyślać się można istnienia mechanizmu sprzężenia zwrotnego między NRF i propagandą syjonistyczną. Świadczy o tym osoba producenta zachodnioniemieckiego pana Braunera22. Wcześniej jednak, wśród opinii o przewidywanym początkowo do realizacji scenopisie Alexandra Ramatiego, natknąłem się w Filmotece na ślad wiodący ku rekonstrukcji pierwotnego projektu filmu. Maria Jarochowska, pisarka często wtedy oceniająca skrypty, tak zaczęła recenzję, datowaną na 28 maja 1966 roku: Swego czasu czytałam scenariusz Ludwika Starskiego o Januszu Korczaku. Doceniałam w pełni doniosłość i potrzebę stworzenia filmu o tej niezwykłej osobowości, jaką był Stary Doktór. Scenariusz p. Starskiego, oparty na gruntownej znajomości życia Korczaka i jego twórczości, posiadał poważne walory, miałam jednak co do niego sporo zastrzeżeń. Do najważniejszych zaliczam nieco spaczony obraz psychiki Korczaka, który miejscami sprawiał wrażenie bezradnego staruszka, niezupełnie zdającego sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, to znów mistyka, człowieka głęboko religijnego, poddającego się z pokorą woli bożej. Druga moja zasadnicza wątpliwość dotyczyła pewnych cech ckliwości i staroświeckiego sentymentalizmu, którymi przesycone były niektóre partie scenariusza. Nie wiem, w jakim stopniu p. Starski brał udział w opracowaniu scenopisu. W każdym razie zo21. Cyt. za: Edward Zajiček, Poza ekranem, stał on stworzony w ścisłym oparciu dz. cyt., s. 228. 22. Michał Gardowski, Komu przyniosło to splen-

dor?, „Ekran” 1968, nr 16, s. 10. 28

! KINO PRL.indb 28

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

2012-05-14 08:02:55


o scenariusz L. Starskiego. I – co rzecz najważniejsza – w scenopisie słabości scenariusza zostały tak poprawione, iż prawie nie mam obecnie zastrzeżeń wobec tego utworu23. Zatem, jak wynika z uwag recenzentki – choć scenariusza Ludwika Starskiego nie udało mi się znaleźć (szukałem wszędzie, gdzie można się go było spodziewać) – zachowany scenopis Aleksandra Ramatiego pozwala (skoro „został stworzony w ścisłym oparciu”) odtworzyć tamten tekst. A scenariusz Starskiego z końca lat pięćdziesiątych zapewne niewiele odbiegał od tego, który ten sam autor napisałby zaraz po wojnie. Czas akcji scenopisu zamykał się w okresie wojny. Treścią pierwszej sceny była leśna wycieczka, podczas której Doktor obiecywał podopiecznym wspólną wyprawę „pociągiem ku słońcu”. Zabawę dzieci przerywał „przerażający odgłos wybuchu”. Zaczynała się wojna. Na tle archiwalnych zdjęć bombardowanego pociągu pojawiały się napisy czołowe24. Akcja chronologicznie posuwała się do przodu, a wiele jej motywów zostało zaczerpniętych z udokumentowanych wydarzeń okupacyjnych: wrześniowe audycje Korczaka w radiu25, jego słynna interwencja u hitlerowskich władz administracyjnych w pałacu Blanka po konfiskacie przez żandarmów – w czasie przeprowadzki Domu Sierot do getta w listopadzie 1940 roku – worków z kartoflami (zakończona kilkumiesięcznym uwięzieniem Doktora na Pawiaku)26 czy samobójstwo Adama Czerniakowa w jego gabinecie (w scenopisie to Korczak, wraz z pracownicą Judenratu, odkrywa jego zwłoki, s. 61). Na tym tle raziły niektóre odstępstwa od przekazów dokumentalnych: noszenie opaski przez Korczaka czy jego ucieczka przed hitlerowcami po godzinie policyjnej; w rzeczywistości Doktor nie podporządkowywał się takim za23. Maria Jarochowska, Recenzja scenopisu kazom: opaski nie nosił, a na wypapt. „Bunt potępionych” (Dr Korczak) Aleksandry dek późnych spotkań z żandarmami [sic! – recenzentka pomyliła płeć autora , przyp. miał wypróbowaną metodę udawaT.L.] Ramati, w zbiorach Filmoteki Narodowej, teczka S-11132, s. 1–2. nia pijanego27. Jednym z motywów 24. Aleksander Ramati, Bunt potępionych (Dr Korprzewodnich scenopisu było pisanie czak), scenopis, tłum. z niemieckiego, Warszawa, przez Korczaka pamiętnika; tekst był 12 maja 1966, w zbiorach Filmoteki Narodowej, na ogół fikcyjny, za to głosowi z off u teczka S-11132, s. 1–3. Cytaty z tego maszynopisu. 25. Jak wynika z najnowszej biografi i pisarza, to towarzyszyły archiwalne zdjęcia podczas wystąpienia Korczaka radiostacja umilkgetta (tego chwytu użyje kilka lat ła: „Głos Doktora zamilkł w pół słowa 23 wrześpóźniej Ford w swoim filmie o Starym nia, w sobotę, kiedy bomby uderzyły w warszawską elektrownię i radiostacja przestała działać”. Doktorze). Chronologiczny bieg akcji Joanna Olczak-Ronikier, Korczak, dz. cyt., s. 335. 26. Por. tamże, s. 350–352. 27. Tamże, s. 341. DOKTOR KORCZAK

! KINO PRL.indb 29

29

2012-05-14 08:02:55


zakłócały jedna futurospekcja i cztery retrospekcje. Dwie z tych ostatnich dotyczyły przedwojennej działalności pedagogicznej bohatera: pierwsza pokazywała posiedzenie „Sądu Republiki Dziecięcej” (s. 9–19) w chrześcijańskim Naszym Domu przy Cedrowej (jednym z dwu, którymi opiekował się Korczak); druga przedstawiała redagowanie „Małego Przeglądu” (s. 42; z recenzji Marii Jarochowskiej wynika, że u Starskiego retrospekcji było więcej). W centrum fabuły scenopisu zostały też jednak umieszczone dwie postaci fikcyjne, których działania krzyżowały się decydująco z okupacyjnym losem filmowego Korczaka: Erwin i Jakub, dwaj byli wychowankowie Doktora, których spotkanie przed laty było tematem owej pierwszej, sądowej retrospekcji. Erwin Schneider, który jako chłopiec miał kompleks swojej niemieckości, przybywał teraz do Warszawy jako hitlerowski oficer. I taki wariant losu dawnego pensjonariusza sierocińca był możliwy: „Niech pan sobie przypomni, jak uczył mnie pan, że nie powinienem się wstydzić tego, że jestem Niemcem. Nauczyłem się być dumnym z tego. Zawdzięczam to naszemu Führerowi” (s. 20). To Erwin, zachowując dla Korczaka dozgonną wdzięczność („był pan jedynym człowiekiem, który odniósł się do mnie z przyjaźnią”, s. 38), stawał się jego niemieckim pomocnikiem: to on wydobywał go z gestapowskiego więzienia (podobnie zresztą jak Jakuba), to on zjednywał u samego generała Stroopa końcową ofertę uwolnienia. Jeszcze istotniejszy wątek wprowadzał Jakub, reprezentujący typ żydowskiego buntownika. Nie był już instytucjonalnie związany z sierocińcem; odwiedzał go tylko jako ukochany Esterki, postaci luźno opartej na prototypie Estery Winogronówny, młodej wychowawczyni, która wpadła w łapance niedługo przed eksterminacją sierocińca28. Jakub jest konsekwentnym oponentem Korczaka; zarzuca mu łatwowierność i pasywność. Takie ustawienie wątku jest historycznie uzasadnione, lecz jego rozwiązanie dramaturgiczne sprawia, że to Jakub staje się autorytetem. Doktor niemal do końca wierzy w obietnice Niemców. Dopiero Jakub, który dzięki podziemnym kontaktom wie więcej, w scenie z końcowego okresu pobytu w getcie w lipcu 1942 roku uświadamia mu: „Mówię panu, co robią z nami w Treblince i na Majdanku. Poczekaj chwilę, Tamaro, muszę znowu pomóc ślepemu, by przejrzał” (s. 66). Następstwem jest wspomniana futurospekcja, zdumiewająca przedsenna wizja Doktora: wyobrażenie letniej wycieczki koleją wraz z dziećmi przeobraża się w prorocze widzenie zagazowania w Treblince (s. 69–72). Paradoks scenopisu polega na tym, że w konsekwencji to Jakub staje się głównym bohaterem jego drugiej połowy. Za pośrednictwem Esterki składa

30

! KINO PRL.indb 30

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

28. Por. tamże, s. 418.

2012-05-14 08:02:55


on Doktorowi propozycję uratowania dzieci: część pochowano by u rodzin, część przystąpiłaby do oddziałów bojowych. Doktor waha się i to wahanie jest treścią ostatniego zapisu w jego pamiętniku (s. 83). Nie dowiemy się jednak, co postanowił, bo Esterka wpada w łapance i nie może – jak było umówione – zjawić się o świcie po Korczaka, panią Stefę i dzieci. Odtąd Jakub staje się centrum fabuły. To on, żeby odbić Esterkę, inicjuje wcześniejszy wybuch powstania w getcie („Zaczęlibyśmy tak czy owak w tych dniach” – tłumaczy kolegom, s. 89). Kiedy oboje z dziewczyną przychodzą do sierocińca, budynek jest już pusty; Esterka ratuje tylko pamiętnik Doktora. Następuje cięcie i dalszy ciąg akcji toczy się już w chwili, kiedy powstanie dogorywa. W rzeczywistości historycznej minęło osiem miesięcy; scenopis nie dookreśla upływu czasu. Kiedy Jakub i Esterka ponownie trafiają do sierocińca, jest on terenem walki. W sypialni dziewcząt znajdują ukrywającego się Szmulika, który w ostatniej chwili uciekł z transportu. To z jego punktu widzenia przeprowadzona jest trzecia retrospekcja: opowieść o marszu Doktora wraz z dziećmi do pociągu śmierci; urywa się ona wraz z ucieczką Szmulika z wagonu (s. 109–118). Jakub i Esterka przyjmują uratowanego chłopca do powstańczego oddziału. W toku dalszych walk biorą do niewoli dowódcę niemieckiego czołgu. Z nim razem schodzą do kanałów (gdzie Esterka rzuca do wody broń, by móc nieść nad głową pamiętnik Doktora). Kiedy ich sytuacja wydaje się beznadziejna, a Jakub już ma zastrzelić jeńca, ten zaczyna nagle wygłaszać tekst modlitwy korczakowskich dzieci: „Dziękuję ci, dobry Boże, za zielone łąki, złociste pola i niebieskie rzeki…” itd. (s. 129). Okazuje się, że to Erwin. To on opowiada o ostatnich chwilach Doktora przedstawionych w czwartej retrospekcji: od samego generała Stroopa zdołał uzyskać rozkaz jego uwolnienia, dzięki czemu inny hitlerowski oficer w ostatniej chwili zatrzymuje Korczaka: „Pan nie musi wsiadać do wagonu. Pan jest wolny”. Dowiedziawszy się jednak, że uwolnienie może dotyczyć tylko jego samego, Korczak wsiada wraz z dziećmi, mówiąc do nich: „Obiecałem wam podróż pociągiem. Czy nie dotrzymałem słowa?” (s. 133). Akcja toczy się jeszcze dalej po tej opowieści. Uciekinierzy znajdują wyjście z kanału. Erwin zostaje przez pomyłkę zastrzelony przez swoich, ale Esterce, Jakubowi i Szmulikowi udaje się uratować. W finale „cała trójka zmierza do opiekuńczego lasu”, Esterka trzyma w ręku pamiętnik Doktora (s. 138). Najbardziej krytyczny z recenzentów scenopisu, Adam Ważyk, twierdził słusznie, że jego autor „chciał za wiele spraw załatwić w jednym filmie”. Skoro film miał być poświęcony Korczakowi, zarówno tytuł Bunt potępionych, jak

DOKTOR KORCZAK

! KINO PRL.indb 31

31

2012-05-14 08:02:55


cały w ogóle wątek powstania w getcie był tu nieodpowiedni. Film powinien kończyć się ujęciem pociągu oddalającego się do Treblinki29. W 1966 roku ta krytyczna opinia została wzięta pod uwagę. W drugiej połowie lat czterdziestych zapewne ten sam Ważyk nie głosiłby jej jednak, przeciwnie, gotów byłby zachęcać scenarzystę do wzmocnienia bojowego wątku. Dopisanie do tematu Korczaka wątku powstania w getcie niewątpliwie dobrze by też wtedy przyjął Aleksander Ford. Dwie premiery Nie było mu jednak dane nakręcenie tego filmu w Polsce. Andrzej Wajda dobrze zapamiętał przejmującą scenę rozbierania ustawionych już dekoracji do filmu o doktorze Korczaku – w popłochu, żeby nie został żaden ślad – jaką zobaczył w warszawskiej wytwórni w marcu 1968 roku. „Nie widziałem wcześniej czegoś podobnego i mam nadzieję, że nie zobaczę do końca życia”30. Po ówczesnej kampanii antysemickiej Ford wyjechał z kraju i nigdy do niego nie wrócił. Film zatytułowany Jest pan wolny, doktorze Korczak (Sie sind frei, Doktor Korczak, 1974; inny tytuł: Der Märtyrer, Męczennik) zrealizował ostatecznie z Braunerem w Niemczech, w koprodukcji z Izraelem. Prawem paradoksu scena deportacji dzieci do obozu zagłady została nakręcona w Berlinie, na zrujnowanym Görlitzer Bahnhof. Uroczysta premiera odbyła się w Tel Awiwie pod patronatem Goldy Meir31. Operatorem był ten sam Jerzy Lipman, który miał robić zdjęcia i w Warszawie. Wystąpili aktorzy niemieccy i izraelscy; postać doktora Korczaka zagrał, z dużym taktem, wybitny aktor brytyjski Leo Genn (ćwierć wieku wcześniej nominowany do Oscara za rolę Petroniusza w Quo vadis Mervyna LeRoya, 1951). Jak głosiła czołówka, scenariusz napisał Joseph Gross „na podstawie scenariuszy Alexandra Ramatiego, Bena Barzmana i innych”. Rzeczywiście, łatwo było rozpoznać motywy z wcześniejszych skryptów, co skądinąd zrozumiałe w utworze biograficznym. Akcja ograniczała się do ostatnich dni Korczakowskiego sierocińca. Już w drugiej scenie hitlerowski dygnitarz wyznaczał datę rozpoczęcia wywózek na 22 lipca 1942 roku. Film zaczynał się symbolicznym obrazem drogi do Treblinki ocalonego 29. Adam Ważyk, Recenzja scenopisu „Bunt potęchłopca z sierocińca, Michaela (przy- pionych” (Dr Korczak), 30 maja 1966, w zbiorach Filmoteki Narodowej, teczka S-11132. pominającego postać Szmulika ze 30. Wypowiedź reżysera w fi lmie Stanisława scenopisu Ramatiego); kończył zaś – Janickiego Kochany i nienawidzony. Dramat zatrzaśnięciem drzwi wagonu za życia i śmierci twórcy „Krzyżaków” (2002); por. także: Andrzej Wajda, Był urodzonym filmowcem, Doktorem i dziećmi. Miał kilka scen w: Zdjęcia: Jerzy Lipman, red. Tadeusz Lubelski, Warszawa 2005, s. 14. 31. Artur „Atze” Brauner, Mich gibt’s nur einmal, 32

! KINO PRL.indb 32

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

dz. cyt., s. 216.

2012-05-14 08:02:56


niezapomnianych, jak zaaranżowana przez Korczaka w przeddzień wywózki zabawa z dziećmi w pociąg czy intymna rozmowa ze Stefą (bardzo dobra izraelska aktorka Erna Porath), jakiej w poprzednich wariantach brakowało. Generalnie jednak film był pozbawiony artystycznej siły i przeszedł w gruncie rzeczy bez echa. Zapewne ograniczone powodzenie utworu Forda, a także powracający jak wyrzut sumienia obraz rozbieranych dekoracji z 1968 roku – to były przyczyny, dla których realizacją filmu o Korczaku zajął się w końcu Andrzej Wajda. Od dawna uważał, że polski reżyser powinien pokazać światu tę niezwykłą postać, unikając jednak konwencji hollywoodzkiego filmu biograficznego. Toteż niewiele wyszło z ciągnących się przez całe lata osiemdziesiąte pertraktacji, jakie reżyser prowadził w tej sprawie najpierw z Amerykanami, potem z izraelskim producentem Menachemem Golanem. Projekt amerykański był zresztą zaawansowany. Wajda, któremu nie podobał się zakupiony już scenariusz Johna Brileya (scenarzysty Gandhiego Richarda Attenborough, 1982), zachęcił producenta do zamówienia nowego skryptu u Agnieszki Holland. Żyjąca wtedy w Paryżu reżyserka napisała scenariusz dużego, dwuipółgodzinnego filmu32. Na zagraniu tytułowej roli zależało Richardowi Dreyfussowi, który przyjechał nawet do Paryża, żeby przekonać do siebie reżysera. Ostatecznie jednak – tak jak niegdyś planował Ford – Wajda zrobił film w całości w Warszawie, w Studiu „Perspektywa”, ze współproducenckim udziałem Reginy Ziegler z Berlina Zachodniego, która odkupiła scenariusz Holland od amerykańskiego producenta. Korczak (1990) był pierwszym ważnym filmem polskim nakręconym w całości po transformacji ustrojowej (zdjęcia rozpoczęły się we wrześniu 1989)33. Film, który powstał – choć zrealizowany w skromniejszych warunkach niż pierwotnie przewidywane – był godnym zwieńczeniem wieloletnich prób. Akcja, poza dwiema pierwszymi sekwencjami (scena otwarcia – dyrektor warszawskiego radia rezygnował z radiowych felietonów Starego Doktora mimo ich ogromnej popularności34 – stanowiła jakby zapowiedź końca), toczyła się w okresie drugiej wojny światowej, podobnie więc jak w poprzednich wersjach obejmowała końcowy okres życiory32. Ta rozszerzona w stosunku do późniejszego su bohatera. Zarówno od strony litefi lmu wersja stała się podstawą wydania książkorackiej, jak obrazowej (czarno-białe wego: Agnieszka Holland, Korczak, Warszawa 1991. zdjęcia Robby’ego Müllera) Korczak 33. Szerzej o genezie i recepcji utworu – Wajdy dawał wrażenie pełnej wiaw książce Wajda. Filmy, t. 2, Warszawa 1996, s. 228–247. rygodności, a siłę tytułowej postaci 34. Przyczyny tego niesławnego zdarzenia, które miało miejsce w lutym 1936 roku, do dziś nie zostały wyjaśnione; por. Joanna Olczak-Ronikier, Korczak, dz. cyt., s. 326.

! KINO PRL.indb 33

DOKTOR KORCZAK

33

2012-05-14 08:02:56


zapewniała kreacja Wojciecha Pszoniaka. Wrażenie to w pełni potwierdzał pierwotny odbiór filmu, przyjętego entuzjastycznie zarówno podczas krakowskiej premiery 6 maja 1990 roku, jak pięć dni później na pozakonkursowym pokazie podczas festiwalu w Cannes. Ogromnie zaszkodziła filmowi późniejsza wroga kampania we francuskiej prasie, wywołana przez Claude’a Lanzmanna, po ukończeniu Shoah (1985) traktującego temat Holokaustu jako własną domenę. Skądinąd kampania ta wynikła z odbiorczego nieporozumienia, związanego z odczytaniem końcowej, wizyjnej sceny (ostatni wagon odłącza się od pociągu i staje, otwierają się drzwi, dzieci z Doktorem wysiadają, idą radośnie przez pole) jako symptomu zawłaszczenia przez katolicyzm żydowskiej Zagłady. Tymczasem w pierwotnym scenariuszu scena ta była wyobrażeniem legendy. Bezpośrednio poprzedzała ją rozmowa Szlomy z Igorem (Newerlym) w obozie koncentracyjnym, przerwana przez chłopa z sąsiedniej pryczy: „Mówicie o Korczaku? To nieprawda, że on nie żyje! Ja nie widziałem, ale mój sąsiad widział… Korczak z dziećmi był w ostatnim wagonie… I za Białą Podlaską ten wagon nagle się odczepił”35. Wystarczyło więc dołączyć w filmie tę poprzedzającą scenę… Dziś Korczak Wajdy to już klasyka. Trudno jednak odżałować tamten pierwszy, zrodzony na gorąco projekt, który mógł odegrać decydującą rolę w zapoznaniu świata z postacią doktora Henryka Goldszmita, czyli Janusza Korczaka; a może także – wpłynąć na stosunek Polaków do Żydów w okresie tużpowojennym. 35. Agnieszka Holland, Korczak, dz. cyt., s. 149. Pomysł wziął się z wydanej w 1966 roku książki biograficznej Igora Newerlego, gdzie autor przytaczał podobną rozmowę w obozie na Majdanku jako przykład uporczywej legendy, zgodnie z którą Korczak przeżył wraz z sierotami; por. Igor Newerly, Żywe wiązanie, Warszawa 1978, s. 295.

34

! KINO PRL.indb 34

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

2012-05-14 08:02:56


Pomniejszanie wielkiego człowieka Waldy Jerzorff, „Przekrój”, styczeń 1947

Czekaliśmy na to prawie dwa lata. Przez ten czas dochodziły wieści, jak wspaniałe atelier wybudowano w Łodzi, jak drogie urządzenia techniczne doń sprowadzono, jak kochany „Film Polski” wybiera i przebiera w scenariuszach, które na lewo i prawo pochopnie zamawia, jakie – innymi słowy – setki milionów złotych kosztują nas te przygotowania. A przez nasze ekrany przelatywały tylko różne Mściwe jastrzębie i przepływały Nasze okręty, świadcząc o tym, że w tym czasie pozostałe państwa setki milionów – i to w innej nieco walucie! – zarabiają na opowiadaniu o swoich wojennych przewagach. A to my przecież – wciórności! – powinniśmy opowiadać światu o naszych doświadczeniach, bo żaden inny kraj na świecie tyle co my w tym czasie nie przeżył. Aliści ruszyło się coś nareszcie! Dopiero co, przed Świętami, obejrzeliśmy Robinsona warszawskiego. Historia niesamowita, ale temat zmarnowany! Wiem coś o tym, bo to mnie przecież Szpilman swoje niezwykłe wojenne losy opowiedział – on bowiem grać powinien, nie pisać, każdy do czego innego przez Bozię został powołany. Ja zaś, jak czytelnicy naszego tygodnika może pamiętają, starałem się jego gehennę opisać najprościej, bo to zwykle znaczy też – najprawdziwiej. Tymczasem filmowcy opowiedzieli tę historię z grandilokwencją, za główny środek dźwiękowego oddziaływania huk obierając, zamiast ciszy. Na szczęście pomogła trochę kolęda Stille Nacht, a także w głównej roli niezawodny Kurnakowicz, choć – klnę się na ogon mego cocker-spaniela Afiego – do Szpilmana zupełnie nie

DOKTOR KORCZAK

! KINO PRL.indb 35

35

2012-05-14 08:02:56


był podobny. Teraz dostajemy drugą już okazję przekonania się, jak „Film Polski” wywiązuje się ze swoich zadań. Okazję nie byle jaką! Możemy bowiem obejrzeć film o człowieku, który bardziej niż ktokolwiek inny na naszą wieczną pamięć o swoich wojennych dokonaniach zasłużył. Jego dokonania nie na polach bitew miały miejsce, nie wynalazł ów skromny człowiek nowej broni ani nie odcyfrował żadnego szyfru. Okazał się niezwyciężony na innym polu: pozostał do końca wierny sobie! Jeden jedyny raz miałem okazję zetknąć się fizycznie z Januszem Korczakiem. Był chyba rok 1936, a może jeszcze końcówka 1935; Jerzy Hulewicz, mój szef w „Kurierze Porannym”, wysyłał mnie często po rękopisy do autorów. Tego dnia dostałem polecenie wyjątkowe: miałem biec do radia, by spotkać się tam ze swoim idolem, samym Tadeuszem Boyem-Żeleńskim. Gawędziliśmy właśnie o pułapkach, jakie na mistrza przekładu zastawia składnia Prousta, kiedy ze studia wyszedł niepozorny łysy pan z rudą bródką, odziany w dodatku w dość niechlujny zielony chałat. Jakże się zdumiałem, kiedy mój mistrz ukłonił się temu człowiekowi z niepasującą do niego rewerencją. „– Nie poznaje pan? – spytał. – To doktor Henryk Goldszmit. Janusz Korczak. Jakiż to utalentowany człowiek! Widział pan w Ateneum jego Senat szaleńców? Gdyby chciał, byłby najlepszym dramaturgiem w tym kraju. Ale i w radiu robi furorę!”. Ach, młodości durna i bynajmniej nie chmurna! Ach, tępa szczeniacka wyniosłości! Nie podszedłem wtedy do starszego pana w chałacie, choć kręcił się jeszcze przez chwilę po korytarzu radia. Straciłem jedyną w życiu okazję rozmowy z człowiekiem, który – tak, tak, wiem co mówię – okazał się świętym. Nie uchylam się od pochwalenia „Filmu Poskiego” w punkcie, w którym na pochwałę zasługuje. Pomysł był przedni! Tak, o doktorze Korczaku należy dziś światu opowiadać, bo to najlepszy ambasador naszego doświadczenia. Kiedy czytam anglosaskie brednie, że trzeba nam ulitować się nad biednymi Niemcami i przyjąć naród niemiecki do grona miłujących pokój, zaiste krew mnie zalewa i myślę ze zgrozą: świat gotów jest zapomnieć! A przecież – jak powiada klasyk – „trzeba brać tak za tak, nie za nie, bez światłocienia”. Dziś ważniejsze jest niż kiedykolwiek, żeby pokazać światu człowieka, który bezbłędnie umiał odróżnić dobro od zła. I w dodatku własnym życiem poświadczył tę umiejętność! Kiedy więc zaraz na początku filmu zobaczyłem, jak z głębi lasu wychodzi do bawiących się dzieci doktor Korczak jak żywy, jakbym go spotkał znowu na korytarzu Polskiego Radia w takim samym jak wówczas chałacie, pomyślałem: jest

36

! KINO PRL.indb 36

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

2012-05-14 08:02:56


dobrze! Może do końca będzie prawdziwie? Oto więc drugi punkt, za który „Filmowi Polskiem” należy się pochwała: obsada roli tytułowej. Władysław Godik jest nie tylko bardzo dobrym aktorem, ale los dał mu uderzające podobieństwo fizyczne do wielkiej postaci. No, może głos ma zanadto skrzeczący, bo Stary Doktor czarował w swoich audycjach – aksamitnym. Ale z twarzy, postawy, ruchów – Korczak jak żywy! Najwidoczniej jednak temat i aktor nie wystarczą. Żeby skutecznie zdać światu sprawę z naszej niepowtarzalnej niedawnej przeszłości, potrzeba jeszcze zawodowstwa technicznego i sprawności artystycznej. I w jednym, i w drugim film Aleksandra Forda pozostawia wiele do życzenia. Niektóre zdjęcia – na przykład końcowej sceny przejścia żydowskich powstańców kanałami – były tak ciemne, że siedząc w jednym z dalszych rzędów (a uczono mnie, że to są w kinie miejsca najbardziej odpowiednie), ledwie co mogłem dojrzeć. Ponadto kolor taśmy zmieniał się co pewien czas, a bez widocznego powodu, z szarobiałego na burobiały i odwrotnie. Dźwięk czasem był ostry i wyraźny, jak przy taktach Horst Wessel Lied towarzyszących obrazowi wkroczenia hitlerowców do Warszawy. Częściej tak zamazany, że nawet ja, który o specyfice instrumentów mógłbym napisać podręcznik, podczas słuchania występu orkiestry ulicznej, grającej w ghetcie Eine kleine Nachtmusik Mozarta, miałem kłopot z odróżnieniem altówki od kontrabasu. Gdyby jednak takie tylko były udręki widza, tłumaczylibyśmy sobie, że wkrótce się to zmieni wraz z nadgonieniem naszych paroletnich strat cywilizacyjnych! Gorzej, że i artystyczny profesjonalizm twórców Doktora Korczaka szwankuje. Nie powiem, w porównaniu z naszymi przedwojennymi kiczami widoczny jest niejaki postęp. Parę razy tylko – na przykład kiedy śmierci na tyfus małego Mońka towarzyszyły rzewne tony skrzypiec – miałem wrażenie powrotu do naszych starych szmirzydeł. Ale kiedy chwilę wcześniej, przy sąsiednim łóżku Szmulik zwierzał się Doktorowi: „– Mamusia śmiercią tatusia tak się martwiła, że z tego zmartwienia umarła. Ja też chciałem umrzeć, ale jestem jeszcze za mały” – poczułem, że scenarzysta Ludwik Starski od czasu Jadzi zrobił pewien krok do przodu. Wiarygodna jest także scena odważnej interwencji Korczaka w hitlerowskiej komendanturze w pałacu Blanka. Oficer z hakenkreuzem najpierw, słysząc bezbłędną niemczyznę swego gościa, traktuje go nawet przyjaźnie, dopiero kiedy dowiaduje się, że rozmawia z Żydem, wychodzi z niego łotr i cham. Często w minionych latach tak przebiegały nasze kontakty

DOKTOR KORCZAK

! KINO PRL.indb 37

37

2012-05-14 08:02:56


z nieprawymi potomkami Bacha i Beethovena. Kiedy pewien żandarm usiłował mi raz wmówić, że jestem Niemcem, zaprzeczyłem stanowczo. „– Jak to Polak? – spytał. – Z pana nazwiskiem i wymową?” „– Ależ ja dużo lepiej mówię po francusku i angielsku” – odrzekłem z takim przekonaniem, że od razu mnie puścił. Toteż nie brak wiarygodności zarzucam filmowi Forda, ale niedomaganie istotniejsze – fałsz podstawowej linii dramaturgicznej. Co się będziemy czarować! Rozegraliśmy tę wojnę zgodnie z naszymi odwiecznymi tradycjami, to znaczy jak najlekkomyślniej, w wyniku czego nasza stolica zmieniła się w monumentalną, największą w dziejach kupę gruzów. Nie wypada nam więc dzisiaj szczycić się naszą hurradzielnością, bo okazało się raz jeszcze, że nie ona jest naszą siłą. Nasza przewaga jest wyłącznie moralna. Dlatego właśnie Doktor Korczak jest tak trafnie obranym bohaterem filmowym, że on tę moralną przewagę idealnie ucieleśnia. Tymczasem przewodnia linia fabularna filmu Starskiego i Forda tę najoczywistszą przewagę głównego bohatera podważa! Twórcy dają Korczakowi do towarzystwa parę młodych i zdrowych, dawnych wychowanków jego sierocińca, którzy ze sceny na scenę stają się coraz bardziej ludźmi czynu. Chcą koniecznie walczyć, nie mając szans na wygraną, a zatem marzą o tym – ileż razy to słyszeliśmy w naszej historii! – by „polec z honorem”. A że w dodatku owi Jakub i Esterka są piękni i zakochani – o czym kreujący ich Józef Kostecki i Zofia Mrozowska przekonują nas bez trudu – to oni oczywiście, z minuty na minutę coraz bardziej, zyskują w oczach widza przewagę nad dalekim od wszelkiej wojowniczości, schorowanym i zrzędliwym Starym Doktorem. Otóż takie pokierowanie emocjami widza jest niewybaczalnym błędem twórców fi lmu! Ich zadaniem było wszelkimi sposobami powiększyć i wzmocnić racje głównego bohatera, bo ten bohater jest najwspanialszym nosicielem pewnej cnoty, której nam Polakom brakuje najbardziej: zwykłej przyzwoitości. Tymczasem twórcy go pomniejszyli! W ich filmie ludzka przyzwoitość Korczaka, a także jego niezawodnej pomocnicy pani Stefy, blednie wobec bez porównania efektowniejszej zadziorności pary młodych. Grający dwoje doświadczonych pedagogów aktorzy – Władysław Godik-Korczak i Zofia Małynicz-Stefa – niewiele mogli zdziałać wobec tak niesprzyjającego ich postaciom ustawienia scenariusza i reżyserii. Nietrudno wydobyć z pamięci przykłady wybitnych filmów historycznych, których bohaterowie też nie byli piękni ani silni fizycznie, a jednak w pełni przekonywali widza do swojej wewnętrznej mocy. Taki był

38

! KINO PRL.indb 38

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL

2012-05-14 08:02:56


niezapomniany Rembrandt kreowany przez Karola Laughtona w przedwojennej Damie z portretu, a całkiem niedawno cudownego przykładu takiej roli dostarczył Jan Ludwik Barrault jako mim w Komediantach. Zapewne, o sile bohaterów decydowały w obu wypadkach i bogactwo postaci prototypowych, i aktorstwo wykonawców, przede wszystkim jednak zaważyły na niej umiejętności profesjonalne twórców filmów. W najnowszym produkcie „Filmu Polskiego” tego właśnie profesjonalizmu zabrakło. Niesamowita, kluczowa scena Doktora Korczaka – wejście bohatera wraz z dziećmi do wagonu śmierci – jest sama w sobie tak wstrząsająca, że wystarczyło wyreżyserować ją porządnie, żeby widzom na całym świecie ciarki chodziły po plecach. W naszym filmie to hitlerowiec Erwin opowiada tę scenę Esterce i Jakubowi, a wyreżyserowana jest ona tak, że widz bardziej martwi się o dalsze losy tych dwojga powstańców niż o Doktora i jego sierociniec. Otrzymaliśmy więc utwór, który powinien wstrząsnąć światem, ale w osiągniętym kształcie artystycznym – powali na kolana co najwyżej Andrychów i Białystok. Doktor Korczak, Polska 1946, reż. Aleksander Ford

DOKTOR KORCZAK

! KINO PRL.indb 39

39

2012-05-14 08:02:56


Cena detal. 39,90 zł ISBN 978‑83‑240‑2238‑0 www.znak.com.pl

TADEUSZ LUBELSKI

HISTORIA NIEBYŁA KINA PRL TADEUSZ LUBELSKI

Powstała w 1951 roku filmowa adaptacja Popiołu i diamentu nie dość zadowala socrealistyczną krytykę, ale spełnia oczekiwania peerelow‑ skich władz. W postać Chełmickiego wciela się udanie Tadeusz Janczar, reżyseruje − Antoni Bohdziewicz… Książka nie tylko bada niezwykłe losy trzynastu niezrealizowanych projektów filmowych, stara się także zrekonstruować kinowe dzieła. Styl Tadeusza Lubelskiego przeobraża się, by odzwierciedlić głos krytyka, który mógłby opublikować recenzję konkretnego filmu. Czy film Stanisława Barei o Agencie 005 w Warszawie byłby pierw‑ szym szydzącym z PRL‑u dziełem tego reżysera? Czy polsko‑francuski film Wojciecha Hasa Osioł grający na lirze pod‑ biłby Europę? Historia niebyła kina PRL to wspaniały wykład o skomplikowanej pol‑ skiej historii, kulturze PRL‑u i niezrealizowanych twórczych planach największych polskich reżyserów. — Tadeusz Lubelski specjalizuje się w historii filmu. Jest dyrektorem Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ, przewodniczącym Komitetu Nauk o Sztuce Polskiej Akademii Nauk, członkiem Europejskiej Akademii Filmowej. Stale współpracuje z „Kwartalnikiem Filmowym” i „Kinem”. Opublikował m.in. książki: Poetyka powieści i filmów Tadeusza Konwickiego (1984), Strategie autorskie w polskim filmie fabularnym 1945–1961 (1992), Nowa Fala. O pewnej przygodzie kina francuskiego (2000), Encyklopedia kina (red., 2003), Wajda (2006). W roku 2009 ukazał się jego podręcznik Historia kina polskiego. Twórcy, filmy, konteksty.

H I S TO R I A N I E B Y Ł A K I N A P R L

Zbigniew Cybulski nie zagrał Maćka Chełmickiego. Ten świetny aktor ciągle czeka na właściwą rolę…


Historia niebyła kina PRL