Page 1


francis fukuyama

koniec historii I OSTATNI CZŁOWIEK

Wstęp Piotr Kłodkowski Przełożyli Tomasz Bieroń i Marek Wichrowski

Wydawnictwo Znak • Kraków 2017


Spis treści

Piotr Kłodkowski, Liberalna demokracja –

zwieńczenie ideologicznej ewolucji czy projekt uniwersalnej utopii?

7

Podziękowania 25 Zamiast wstępu

27

Część I

Stare pytanie na nowo postawione 1.  Pesymizm naszych czasów

45

2.  Kolosy na glinianych nogach (I) 59

3. Kolosy na glinianych nogach (II),

czyli plantacje ananasów na Księżycu

4.  Światowa rewolucja liberalna

72

92

Część II

Wiek starczy ludzkości

5.  Idea historii powszechnej 6.  Mechanizm potrzeb

111

134

7.  Nie ma barbarzyńców u bram…

150

9.  Zwycięstwo magnetowidu

170

8.  Niekończąca się akumulacja

5

159


SPIS TREŚCI

10.  W krainie oświaty

11.  Odpowiedź na wcześniejsze pytanie

12.  Nie ma demokracji bez demokratów

187

212

219

Część III

Walka o uznanie

13.  Początek: bój na śmierć i życie o czysty prestiż 235 14.  Pierwszy człowiek

249

16.  Bestia o czerwonych policzkach

275

15.  Wakacje w Bułgarii

263

17.  Wzrost i upadek thymos 288 18.  Hegemonia i poddaństwo

19.  Uniwersalne państwo homogeniczne

303 313

Część IV

Przeskakiwanie posągu rodyjskiego 20.  Najzimniejszy z zimnych potworów

21.  Tymotejskie pochodzenie pracy

22.  Imperia niezadowolenia, imperia uległości 23.  Nierealność realizmu 24.  Siła bezsilnych

25.  Interes narodowy

26.  W stronę unii pokojowej

327

344

360 373 385

402 416

Część V

Ostatni człowiek

27.  W królestwie wolności

429

29.  Wolni i nierówni

463

28.  Ludzie bez piersi

445

30.  Absolutne uprawnienia i względne obowiązki 473

31.  Potężne wojny ducha

480

Bibliografia

495

Indeks nazwisk

511


Rozdział 1

Pesymizm naszych czasów

Immanuel Kant, myśliciel umiarkowany i stateczny, z­ upełnie poważnie mógł w swej epoce głosić, iż wojna służy celom stawianym przez Opatrzność. Jednak po Hiroszimie wszelką wojnę traktujemy już co najwyżej jako zło konieczne. Tak szacowny filozof, jakim był św. Tomasz z Akwinu, mógł otwarcie wyznawać, że tyrani służą Opatrzności, ponieważ bez nich nie byłoby męczenników. Jednak po Oświęcimiu każdy, kto odważyłby się wystąpić z tezą Akwinaty, zostałby oskarżony o bluźnierstwo. Czyż po tak strasznych doświadczeniach historycznych, których doznaliśmy w samym sercu nowoczesnego, oświeconego i technologicznego świata, ktokolwiek jest zdolny czy to do wiary w Boga, który jest koniecznym postępem, czy w Boga manifestującego swą potęgę poprzez działającą zawsze celowo Opatrzność? EMILE FACKENHEIM, God’s Presence in History1

Wydarzenia XX wieku skłoniły nas do przyjęcia głęboko ­pesymistycznej wizji historii. Rzecz jasna, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy prywatnie pozostawali optymistami, przynajmniej w zakresie przewidywań dotyczących 1. Emile Fackenheim, God’s Presence in History: Jewish Affirmations and Philosophical Reflections, New York University Press, New York 1970, s. 5–6.

45


KONIEC HISTORII I OSTATNI CZŁOWIEK

naszej osobistej pomyślności i szczęścia. Tradycja amerykańska od dawien dawna sprzyja postawom optymistycznym w ocenie przyszłych losów indywidualnych. Zarazem jednak, kiedy stawiamy ogólne pytania dotyczące istnienia postępu w historii, wtedy przyjmujemy postawę mocno pesymistyczną. Najwybitniejsi, a zarazem ostrożni w swych ocenach myśliciele naszych czasów nie widzą powodów, by sądzić, że świat zmierza ku instytucjom politycznym, które Zachód uważa za godziwe i ludzkie, czyli ku demokracji liberalnej, nie wierzą także w istnienie historii rozumianej jako sensowny proces, ciąg zmian ogarniających całość społecznych zdarzeń. Przyszłość najpewniej – zdają się mówić doświadczenia XX wieku – przyniesie nowe i niewyobrażalne zło: poczynając od fanatycznych dyktatur, ludobójstwa i banalizacji życia związanej z nowoczesnym konsumeryzmem, a na wojnie nuklearnej i efekcie cieplarnianym kończąc. Pesymizm naszych czasów silnie kontrastuje z optymizmem poprzedniego stulecia. Chociaż wiek XIX rozpoczął się od wojen i rewolucji, to równocześnie był to okres bezprecedensowego wzrostu ­dobrobytu. Na szczególną uwagę zasługują dwie przesłanki owego optymizmu. Po pierwsze, żywiona powszechnie wiara w polepszenie losu ­człowieka na skutek likwidacji chorób i nędzy. Wroga nam przyroda zostanie opanowana i dzięki nowoczesnej technice służyć będzie powszechnemu szczęściu. Po drugie zaś, demokratyczna metoda sprawowania władzy ogarnie coraz to większe obszary świata. „Duch roku 1776” oraz idee rewolucji francuskiej zwyciężą nad tyranami i różnego autoramentu autokratami oraz zabobonnymi kapłanami. Ślepe i bierne posłuszeństwo wobec władcy ustąpi pola racjonalnemu samorządzeniu – władzy równych wobec prawa i wolnych obywateli, którzy nie czują się niczyimi poddanymi. W świetle zarysowanej wizji dziejowej ewolucji nawet tak krwawe wojny jak napoleońskie postrzegano jako społecznie postępowe, gdyż powodowały rozprzestrzenianie się republikańskiej formy rządów. Zbudowano wiele mniej lub bardziej poważnych teorii wyjaśniających, dlaczego historia jest spójnym procesem zmian ukierunkowanych, a jej meandry wiodą niechybnie ku dobrom świata nowoczesnego. W 1880 roku Robert Mackenzie mógł napisać: 46


PESYMIZM NASZYCH CZASÓW

Historia człowieka jest historią postępu wyznaczanego przez akumulację wiedzy i mądrości, nieustanne przechodzenie z niższego na wyższy poziom inteligencji i dobrobytu. Kolejne generacje wzbogacają i pomnażają nowymi zwycięstwami otrzymane w spadku dobra, po czym przekazują je dalej swym następcom […] Rozwój dobrobytu człowieka, wydarty egoistycznym manipulacjom książąt, pozostawiony jest dziś dobroczynnej regulacji wielkich praw opatrznościowych2.

W słynnym jedenastym wydaniu Encyclopaedia Britannica pod hasłem „tortury” czytamy: „Temat ten w Europie ma charakter wyłącznie historyczny”3. W przededniu pierwszej wojny światowej dziennikarz Norman Angell opublikował książkę zatytułowaną The Great Illusion (Wielkie złudzenie), w której bronił tezy, iż wolny rynek odebrał wszelki sens walce o terytoria i z wojny uczynił środek ekonomicznie nieracjonalny4. Radykalny pesymizm XX wieku częściowo usprawiedliwia zawód, jakiego doznała ubiegłowieczna wiara w uniwersalny postęp. Przełomowe znaczenie dla utraty dobrego samopoczucia Europy miał wybuch pierwszej wojny światowej. W jej następstwie upadł wprawdzie dawny porządek polityczny uosabiany przez monarchie niemiecką, austro-węgierską i rosyjską, ale zarazem wojna pozostawiła głębokie ślady w mentalności społeczeństw. Czteroletnia wojna pozycyjna w okopach, kiedy nierzadko w ciągu kilku dni na paru zaledwie jardach zrytej pociskami ziemi ginęły dziesiątki tysięcy, zadała kłam – jak pisał Paul Fussell – mitowi postępu, który sto lat panował nad europejską umysłowością5. Systematyczna i irracjonalna rzeź wystawiła 2. Robert Mackenzie, The Nineteenth Century – A History, w: Robin George Collingwood, The Idea of History, Oxford University Press, New York 1956, s. 146. 3. Encyclopaedia Britannica, London 1911, t. 27, s. 72. 4. Norman Angell, The Great Illusion: A Study of the Relation of Military Power to National Advantage, Heinemann, London 1914. 5. Paul Fussell, The Great War and Modern Memory, Oxford Unwersity Press, New York 1975.

47


KONIEC HISTORII I OSTATNI CZŁOWIEK

na trudną próbę cnoty lojalności, pracowitości, wytrwałości i ­patriotyzmu. Świat burżuazji, który te szczytne wartości stworzył, został skompromitowany6. Jeden z bohaterskich żołnierzy portretowanych w powieści E ­ richa Marii Remarque’a Na Zachodzie bez zmian, Paul, wyjaśnia: „Mieli być dla nas, osiemnastolatków, pośrednikami i przewodnikami do świata dorosłych, do świata pracy, obowiązku, kultury i postępu, do przyszłości. […] Ale pierwszy trup, którego ujrzeliśmy, zniweczył to przekonanie”7. Wszelkie wysiłki zmierzające do zbudowania wielkich schematów historiozoficznych stanęły pod znakiem zapytania w obliczu odkrycia, iż postęp gospodarczy Europy wieść może ku nieusprawiedliwionej moralnie i nonsensownej wojnie. Znany brytyjski historyk, H.A.L. Fisher, w 1934 roku wypowiedział taką oto tezę: „Mądrzejsi ode mnie i bardziej oczytani dostrzegali w historii spełnianie się z góry ustalonej intrygi, rytmu czy uniwersalnego schematu. Nigdy nie zaobserwowałem występowania podobnych regularności. Widzę tylko ciąg zjawisk, następujących po sobie niczym fala po fali”8. Pierwsza wojna światowa okazała się jedynie skromną zapowiedzią, przedsmakiem zła, które miało wkrótce wkroczyć na scenę dziejową. O ile nowożytna nauka zdołała stworzyć broń o niespotykanej wcześniej sile rażenia, taką jak karabin maszynowy czy bombowiec, o tyle współczesna polityka narodziła państwo dysponujące bezprecedensowym zakresem władzy, monstrum określane nowym mianem totalitaryzmu. Wspierane przez potężne policje, masowe partie p ­ olityczne i radykalne ideologie pragnące narzucić kontrolę nad wszystkimi aspektami ludzkiego życia państwa te zmierzały otwarcie do dominacji nad światem. Ludobójstwo, jakiego dopuściły się hitlerowskie Niemcy i stalinowska 6. Tezę taką znajdujemy w: Modris Eksteins, Rites of Spring: The Great War and the Birth of Modern Age, Houghton Mifflin, Boston 1989, s. 176–191. Patrz także: Fussell (1975), s. 18–27. 7. Erich Maria Remarque, Na Zachodzie bez zmian, przeł. Stefan Napierski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974, s. 15. 8. Cyt. za: Eksteins (1989), s. 291.

48


PESYMIZM NASZYCH CZASÓW

Rosja, nie ­miało odpowiedników w historii, i to właśnie świat nowoczesny w dużej mierze umożliwił jego realizację9. Faktem pozostaje, że w przeszłości także istniały krwawe dyktatury, ale dopiero Hitler i Stalin uczynili nowoczesne technologie i system polityczny narzędziami zła. W czasach dawnych, „tradycyjnych” tyranii próba eliminacji całych grup społecznych, takich jak europejscy Żydzi czy kułacy w Związku Radzieckim, byłaby nierealizowalna technicznie. To właśnie zaawansowana technika i organizacja społeczeństwa, stworzone przez wiek XIX, umożliwiły dokonanie zbrodni na taką skalę. Wojny wyzwalane przez ideologie totalitarne stanowiły nowy typ w dziejach wojskowości, okreś­lany terminem „wojen totalnych”, a charakteryzujący się masowym zabijaniem ludności cywilnej i całkowitym niszczeniem potencjału gospodarczego przeciwnika. By obronić się przed owymi totalitarnymi monstrami, liberalne demokracje zmuszone były do częściowego przejęcia ich strategii. Stąd akcje militarne w rodzaju bombardowania Drezna i Hiroszimy, które w poprzednich stuleciach nazwane zostałyby ludobójstwem. XIX-wieczne teorie postępu łączyły zło z zacofaniem rozwoju społecznego. O ile stalinizm zgodnie z tą teorią rozwinął skrzydła w skrajnie zacofanej, semieuropejskiej Rosji, o tyle holocaust miał miejsce w kraju o wysoko rozwiniętej gospodarce przemysłowej budowanej przez jedno z najbardziej kulturalnych i najlepiej wykształconych społeczeństw Europy. Dokonanie w Niemczech tak potwornych zbrodni uzasadniało hipotezę, iż podobne wypadki zdarzyć się mogą w każdym rozwiniętym kraju świata. Jeśli zaś rozwój gospodarczy, wykształcenie i wysoka kultura nie są zdolne powstrzymać na przykład nazizmu, to do czego służy postęp historyczny?10 9. Koncepcję taką znajdujemy w: Jean-François Revel, But We Follow the Worse…, „The National Interest”, 18, zima 1989–1990, s. 99–103. 10. Por. odpowiedź Gertrudy Himmelfarb na mój artykuł w: Irena Lasota (red.), Czy koniec historii?, „Konfrontacje”, 13, Pomost, Warszawa 1991, s. 59–63, oraz Leszek Kołakowski, Uncertainties of a Democratic Age, „Journal of Democracy”, 1990, t. 1, 1, s. 47–50.

49


KONIEC HISTORII I OSTATNI CZŁOWIEK

XX-wieczne wydarzenia historyczne stanowiły skuteczny argument na podważenie wizji opisującej postęp w kategoriach r­ozwoju nauki i techniki. Wszak zdolność techniki do polepszania losu człowieka w ogromnym stopniu zależy od tego, czy równolegle następuje postęp moralny w nim samym. Wykluczenie paralelności postępu technicznego z jednej i moralnego z drugiej strony oznacza, że zaawansowana technologia zostanie wprzęgnięta do realizacji nagannych moralnie celów, a zatem człowiekowi będzie g o r z e j niż w dawnych czasach. ­Totalne wojny XX wieku nie byłyby możliwe bez podstawowych osiągnięć rewolucji przemysłowej: żelaza i stali, silnika spalinowego i samolotu. Od momentu zniszczenia Hiroszimy ludzkość żyje w cieniu najstraszliwszego militarnego wynalazku – broni nuklearnej. Osiągnięty dzięki współczesnej nauce wspaniały wzrost ekonomiczny ma także złą stronę – zagraża środowisku naturalnemu na ogromnych obszarach planety i może doprowadzić do globalnej katastrofy ekologicznej. Powiada się często, iż informatyczna technologia przekształca świat w globalną wioskę, a nieprzerwana wymiana informacji służy lansowaniu ideałów demokratycznych, czego przykładem mogą być emitowane na cały świat bezpośrednie relacje CNN z wydarzeń na placu Tienanmen w 1989 roku czy też z rewolucji w ­Europie Wschodniej. Technologie komunikacyjne same w sobie są jednak aksjologicznie neutralne. Reakcyjne idee ajatollaha Chomeiniego, które poprzedziły rewolucję 1978 roku, przedostawały się początkowo do Iranu nagrane na kasetach magnetofonowych, które trafiły pod strzechy dzięki modernizacji kraju w okresie rządów szacha. Gdyby telewizja wraz z ciągłą wymianą informacji dostępne były w latach trzydziestych, wówczas nazistowscy propagandyści, tacy jak Leni Riefenstahl i Joseph Goebbels, z pewnością skorzystaliby z możliwości rozpowszechniania faszyzmu i zwalczania demokratycznych ideałów. Traumatyczne wydarzenia historii współczesnej stały się tłem potężnego kryzysu intelektualnego. O postępie dziejowym można mówić tylko wtedy, gdy znamy kierunek, w jakim podąża ludzkość. 50


PESYMIZM NASZYCH CZASÓW

Dla większości XIX-wiecznych Europejczyków postępem było dążenie ku demokracji. W naszym stuleciu nie ma w tej kwestii powszechnej zgody. Liberalnej demokracji rękawicę rzucił zarówno faszyzm, jak i komunizm – dwie ideologie proponujące radykalnie odmienne wizje dobrego społeczeństwa. Z drugiej strony, obywatele państw Zachodu zaczęli wątpić, czy liberalna demokracja rzeczywiście jest marzeniem wszystkich ludów, może przekonanie to jest wyrazem jakiegoś wąskiego etnocentryzmu. Europejczycy przez wieki zmagali się ze światem zewnętrznym, najpierw jako kolonizatorzy, a później, w okresie zimnej wojny, jako obrońcy ludów zniewolonych po drugiej stronie żelaznej kurtyny, aby w końcu zakwestionować uniwersalność własnych ideałów. Samobójcza autodestrukcja europejskiego systemu państw w dwóch wojnach światowych zadała kłam poglądowi głoszącemu wyższość zachodniego racjonalizmu. Dominujący w XIX wieku podział na człowieka cywilizowanego z jednej i barbarzyńcę z drugiej strony stał się trudniejszy do przeprowadzenia w epoce po nazistowskich obozach śmierci. Zdawało się, że zamiast dawnej historii zmierzającej do jednego celu pojawił się obecnie proces, który ma tyle różnych celów, ile jest ludów czy cywilizacji. Demokracja nie jest w tym procesie uprzywilejowana, lecz stanowi system równorzędny z innymi. W dzisiejszych czasach nasz pesymizm ujawnił się szczególnie silnie w niemal powszechnie żywionym przekonaniu, że komunizm będzie trwał wiecznie. W latach siedemdziesiątych Henry Kissinger, wówczas sekretarz stanu, przestrzegał rodaków: „Po raz pierwszy w dziejach stoimy w obliczu brutalnej rzeczywistości – wyzwanie rzucone przez komunistów ma charakter trwały. […] Winniśmy przyjąć ten fakt jako oczywisty i prowadzić naszą politykę zagraniczną konsekwentnie, bez chowania głowy w piasek. […] Stan ten nie ulegnie nigdy zmianie”11. Kissinger uważał za utopijne wszelkie próby zreformowania podstawowych struktur politycznych i społecznych wrogiego 11. Henry Kissinger, The Permanent Challenge of Peace: US Policy Toward the Soviet Union, w: tenże, American Foreign Policy, Norton, New York 1977, s. 302.

51


KONIEC HISTORII I OSTATNI CZŁOWIEK

ZSRR. Dojrzałość polityczna oznacza zgodę na świat taki, jaki jest, a nie jaki być powinien, co w praktyce prowadzić winno do porozumień z Rosją Breżniewa. Konflikt pomiędzy komunizmem i demokracją ulegnie pewnemu złagodzeniu, ale groźba apokaliptycznej wojny istnieć będzie zawsze. Wielu podzielało pogląd Kissingera. Właściwie każdy, kto ­naukowo zajmował się polityką zagraniczną, wierzył w trwałość komunizmu, którego globalnego upadku w latach osiemdziesiątych prawie nikt nie przewidywał. Takie błędne rozumowanie nie wynikało bynajmniej z tego, że ideologia uniemożliwiła „obiektywne” spojrzenie na zdarzenia. Uważali tak bowiem członkowie ugrupowań prawicowych, centrowych i lewicowych, dziennikarze i poważni naukowcy, politycy ze Wschodu i Zachodu12. Źródła owej ślepoty tkwią głębiej niż partykularyzmy partyjne i są konsekwencją niespotykanego pesymizmu historiozoficznego, zrodzonego z wydarzeń tego stulecia. Względnie niedawno, bo w 1983 roku, Jean-François Revel powiedział: „Niewykluczone, że demokracja to tylko historyczny przypadek, krótkie interludium, o którym szybko zapomnimy […]”13. Prawica zawsze dostrzegała ekonomiczną ruinę komunizmu i świadoma była braku społecznego poparcia dla tego systemu. Zarazem jednak w ­ ielu myślicieli prawicowych podkreślało, że totalitaryzm leninowski jest skuteczną receptą na osiągnięcie politycznej potęgi przez kraj zacofany: drobna grupa biurokratycznych dyktatorów zdolna jest sięgnąć po nowoczesne technologie i zbudować struktury organizacyjne, które pozwolą rządzić dużymi populacjami przez czas w zasadzie nieograniczony. Totalitaryzm odnosi sukcesy nie poprzez zastraszanie ludności, ale dzięki zmuszaniu jej do internalizacji nowych wartości objawianych przez komunistycznych 12. Dotyczy to także mnie. W 1984 roku pisałem: „Amerykańskich obserwatorów radzieckiej rzeczywistości łączy względnie konsekwentne niedocenianie dyna­ mizmu i sprawności ZSRR oraz zbytnie wyolbrzymianie trudności wewnętrznych”. Por. Robert Byrnes (red.), After Brezhnev, „The American Spectator”, kwiecień 1984, t. 17, 4, s. 35–37. 13. Jean-François Revel, How Democracies Perish, Harper and Row, New York 1983, s. 3.

52


PESYMIZM NASZYCH CZASÓW

władców. W słynnym artykule z 1979 roku ­Jeanne Kirkpatrick wprowadziła ważne rozróżnienie pojęciowe, dzieląc ­systemy na tradycyjne, autorytarne reżimy prawicy oraz radykalne totalitaryzmy lewicy. Podczas gdy te pierwsze „nie naruszają istniejącego status quo w zakresie rozdziału majątku, władzy i statusu ­społecznego” oraz „czczą tradycyjnych bogów i przestrzegają tradycyjnych tabu”, te drugie „rozciągają kontrolę nad całym społeczeństwem” oraz „pogwałcają” zinternalizowane wartości i obyczaje. W przeciwieństwie do autorytarnych, państwa totalitarne rządzą metodami tak bezwzględnymi, że reformy i zmiany są z zasady wykluczone. Dlatego też „historia XX stulecia nie daje żadnych podstaw do oczekiwań, że ulegną przeobrażeniu radykalne reżimy totalitarne”14. Przekonaniu o dynamizmie państw totalitarnych towarzyszył dojmujący brak ufności w demokrację. Kirkpatrick wyraziła go, stwierdzając, że tylko kilka państw Trzeciego Świata zdolnych będzie do przyjęcia systemu demokratycznego (oczywiście na zmianę w krajach komunistycznych nie ma co liczyć). Z kolei Revel przekonywał o utracie instynktu samozachowawczego i woli obrony przez państwa demokratyczne w Europie i Ameryce Północnej. Kirkpatrick, wymieniając warunki społeczne, ekonomiczne i kulturowe, jakie muszą zostać spełnione, aby rozwinęła się demokracja, krytykowała zarazem, jako typowo amerykańskie, przekonanie, iż możliwa jest demokratyzacja państwa w dowolnym miejscu i czasie. Idea, że w Trzecim Świecie wykształci się kiedykolwiek silny ośrodek demokracji, jest iluzją, gdyż obszar ten podzielony jest na sfery wpływów autorytaryzmu prawicowego i totalitaryzmu lewicowego. Revel powtórzył w znacznie mocniejszej wersji krytykę Tocqueville’a, który przypisywał demokracjom niezdolność do prowadzenia dalekosiężnej i wiarygodnej polityki zagranicznej15. Niekończące się dyskusje, różnice 14. Jeanne Kirkpatrick, Dictatorships and Double Standards, „Commentary”, listopad 1979, 68, s. 34–45. 15. Por. celną krytyką Revela napisaną jeszcze przed pierestrojką i głasnostią, w: Stephen Sestanovich, Anxiety and Ideology, „University of Chicago Law Review”, wiosna 1985, t. 52, 2, s. 3–16.

53


KONIEC HISTORII I OSTATNI CZŁOWIEK

zdań, wątpliwości, autokrytycyzm – oto czynniki odpowiedzialne za hamowanie z­dolności systemu demokratycznego do działania, a zarazem stanowiące o jego istocie. Dlatego „stosunkowo niegroźne przyczyny społecznego niezadowolenia mogą podważyć, sparaliżować i zachwiać krajem d ­ emokratycznym bardziej niż głód i ubóstwo państwem komunistycznym, gdzie przecież mieszkańcy nie mają rzeczywistych uprawnień i możliwości uzyskania zadośćuczynienia za wyrządzone im krzywdy. Społeczeństwa, do których istoty należy permanentna krytyka, najlepiej spełniają potrzeby obywateli, ale zarazem są najbardziej podatne na zniszczenie”16. Lewica doszła inną drogą do podobnych wniosków. W latach osiemdziesiątych „postępowcy” na ogół stracili przekonanie, że radziecki komunizm jest przyszłością świata, w co po drugiej wojnie światowej wierzyło wielu lewicowych myślicieli. Marksizm-leninizm przestał być uważany przez lewicę za orientację, która mogła rozwinąć się w państwach Zachodu, zarazem jednak ta sama lewica uznała komunizm za rozwiązanie właściwe dla odległych kulturowo i geograficznie obszarów. Utrzymywano, że model radziecki nie pasuje do charakteru państw takich jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, odpowiada jednak Rosjanom z ich wielowiekową tradycją autokracji i centralizmu, już nie wspominając o Chińczykach, którym pomógł wyzwolić się spod obcej dominacji i upokarzającego zacofania. Komunizm pomógł Kubie i Nikaragui wyzwolić się spod jarzma amerykańskiego imperializmu, w Wietnamie zaś był właściwie częścią tradycji narodowej. Lewicowi myśliciele stali na stanowisku, że radykalne reżimy socjalistyczne mogą się uprawomocnić w Trzecim

16. Revel (1983), s. 17. Trudno określić, w jakim stopniu wierzył w swe radykalne sformułowania na temat siły i słabości dwóch systemów – demokratycznego i totalitarnego. Większość jego uwag ma retoryczne oblicze, a celem ich było swoiste przebudzenie demokratów z letargu przez uświadomienie im zagrożenia radzieckiego. Gdyby wierzył w taką niedołężność demokracji, jaką jej czasami przypisywał, nie napisałby przecież tekstu How Democracies Perish.

54


PESYMIZM NASZYCH CZASÓW

Świecie, nawet bez wolnych wyborów i swobody wypowiedzi. Podstawę owej legitymizacji upatrywali w przeprowadzeniu reformy rolnej, ­likwidacji analfabetyzmu oraz zapewnieniu bezpłatnej opieki lekarskiej. Nic dziwnego, że niektórzy spośród tak rozumujących myślicieli lewicy przewidywali nastanie rewolucyjnej destabilizacji w bloku radzieckim lub w Chinach. Wiara w legitymizację oraz trwałość bloku radzieckiego przybrała w ostatnich latach zimnej wojny wiele dziwacznych form. Jeden ze znanych sowietologów twierdził na przykład, że system osiągnął ­pewien poziom „pluralizmu instytucjonalnego”, a „kierownictwo ZSRR zdaje się bardziej przybliżać kraj do proponowanych przez amerykańskie nauki polityczne wzorców pluralizmu, niż czynią to same Stany ­Zjednoczone […]”17. Społeczeństwo radzieckie okresu sprzed Gorbaczowa nie było „bierne i bezwolne, lecz aktywne i uczestniczące, w pełnym znaczeniu tych słów”. Co więcej, „uczestniczyło” w polityce w większym stopniu niż społeczeństwo amerykańskie18. Podobnie pisano o krajach Europy Wschodniej, w których, mimo oczywistego faktu narzucenia systemu z zewnątrz, wielu uczonych dostrzegało niezwykłą stabilność społeczną. W 1987 roku inny specjalista przekonywał: „Jeśli porównamy państwa Europy Wschodniej z wieloma innymi – na przykład latynoskimi – wówczas te pierwsze wydawać się 17. Jerry Hough, The Soviet Union and Social Science Theory, Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts, 1977, s. 8. Dalej czytamy: „Są oczywiście naukowcy, którzy twierdzą, że nie istnieje coś takiego jak uczestnictwo ludności ZSRR w polityce […] a samo słowo «pluralizm» w swym ścisłym sensie nie może być użyte do opisu tego kraju […] tego typu poglądy nie są warte nawet poważnej odpowiedzi”. 18. Tamże, s. 5. Por. także klasyczną pracę. Merle Fainsod pt. How the Soviet Union is Governed (Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts, 1979, s. 363–380), gdzie znajduje się długi opis Breżniewowskicj Rady Najwyższej, której autor broni jako forum artykulacji różnych interesów społecznych. Dzieło brzmi kuriozalnie w świetle decyzji nowego Zjazdu Deputowanych Ludowych i po XIX konferencji partyjnej w 1988 roku, kiedy pod wpływem Gorbaczowa wybrano nową Radę Najwyższą, nie wspominając już o działaniach różnych rad najwyższych w latach dziewięćdziesiątych.

55


KONIEC HISTORII I OSTATNI CZŁOWIEK

nam będą uosobieniem stabilizacji”. Następnie ów autor przystąpił do krytyki tradycyjnych wyobrażeń na temat „«bezprawnej» władzy partii […] narzu­canej k­ oniecznie wrogiemu i niewierzącemu w ­oficjalną ­ideologię ­społeczeństwu”19. ­Niektóre z tych wizji opierały się na prostym rzutowaniu w przyszłość zdarzeń mających miejsce w niedalekiej przeszłości, pozostałe koncentrowały się jednak na problemie legitymizacji komunizmu w krajach Wschodu. Przy wszystkich niezaprzeczalnych problemach społecznych komunistyczni władcy zawarli ze swymi poddanymi swoistą „umowę społeczną”, której symbolem jest ironiczne powiedzenie: „Oni udają, że płacą, a my, że pracujemy”20. Pozbawione wewnętrznej dynamiki nieproduktywne reżimy sprawowały władzę za umiarkowanym przyzwoleniem ­obywateli, zapewniały bowiem bezpieczeństwo i stabilizację21. Politolog Samuel Huntington w 1968 roku pisał: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Związek Radziecki mają odmienne formy sprawowania władzy, ale w każdym z nich rządzi rząd. W każdym występuje też pewna polityczna wspólnota i powszechny konsens co do prawomocności systemu politycznego. Obywatele i ich przywódcy mają podobne zdanie na temat racji stanu oraz tradycji i zasad, na których opiera się wspólnota polityczna22.

19. James McAdams, Crisis in the Soviet Empire: Three Ambiguities in Search of a Prediction, „Comparative Politics”, październik 1987, t. 20, s. 107–118. 20. O sowieckiej umowie społecznej patrz: Peter Hauslohner, Gorbachev’s Social Contract, „Soviet Economy”, 1987, 3, s. 54–89. 21. Por. na przykład koncepcję T.H. Rigby’ego, który twierdzi, że kraje komunistyczne uprawomocniły się na podstawie tzw. racjonalności celu: Thomas Henry Rigby, Ferenc Feher (red.), Political Legitimacy in Communist States. Introduction: Political Legitimacy, Weber and Communist Mono-organizational Systems, St. Martin’s Press, New York 1982. 22. Samuel Huntington, Political Order in Changing Societies, Yale University Press, New Haven 1968, s. l. Por. także wnioski w dziele: Timothy J. Colton, The Dilemma of Reform in the Soviet Union, Council of Foreign Relations, New York 1986, s. 119–122.

56


PESYMIZM NASZYCH CZASÓW

Huntington nie darzył komunizmu szczególną sympatią – wniosek o uzyskaniu przez ten ustrój względnego poparcia społecznego opierał na danych historycznych. Współczesny pesymizm co do postępu dziejowego jest wynikiem dwóch różnych, ale przebiegających równolegle kryzysów – sfery politycznej i zachodniego racjonalizmu. Pierwszy przejawił się śmiercią dziesiątek milionów i narzuceniem brutalnych form niewolnictwa setkom milionów ludzi; drugi pozbawił liberalną demokrację argumentów potrzebnych do samoobrony. Obydwa kryzysy są współzależne i nie należy traktować ich odrębnie. Brak konsensu intelektualnego wpłynął na wzrost ideologizacji wojen i rewolucji, w których strony konfliktu wysuwały programy znacznie skrajniejsze od podobnych z przeszłości. Straszliwe okrucieństwa, dokonywane podczas rewolucji chińskiej, rosyj­skiej oraz przez nazistów w okresie drugiej wojny światowej, przypominały wojny religijne XVI stulecia. Celem ataku nie były już terytoria i zasoby przeciwnika, lecz systemy wartości i sposoby życia całych narodów. Z kolei przemoc towarzysząca ożywianym przez ideologie konfliktom podważała wiarę w siebie liberalnej demokracji. Otoczona przez totalitaryzm i autorytaryzm, zaczynała wątpić w uniwersalność liberalnego pojęcia uprawnień. A jednak, wbrew wszelkim oczekiwaniom i tendencjom pierwszej połowy XX wieku, w jego drugiej części historia rozwinęła się w nieprzewidzianym kierunku. Lata dziewięćdziesiąte nie tylko nie objawiły światu nowych niebezpieczeństw, ale w pewnych dziedzinach przyniosły zmianę na lepsze. Główną niespodzianką, rzecz jasna, był niemal całkowity upadek komunizmu w latach osiemdziesiątych, lecz owa szokująca zmiana była tylko częścią pewnego szerszego schematu historycznego, który ukształtował się po zakończeniu drugiej wojny światowej. Autory­ tarne dyktatury dowolnego autoramentu, niezależnie od ich położenia na skali lewica–prawica, zaczęły się rozsypywać23. W kilku przypadkach 23. Ogólny opis tego procesu por.: Dankwart A. Rustow, Democracy: A Global Revolution?, „Foreign Affairs”, 1990, t. 69, 4, s. 75–90.

57


KONIEC HISTORII I OSTATNI CZŁOWIEK

rozpad autorytarnych reżimów doprowadził do ustanowienia kwitnących i silnych demokracji liberalnych. W innych bądź nastąpił okres destabilizacji, bądź też miejsce starej władzy zajęła nowa dyktatura. Kiedy demokracje zaczęły jednak ostatecznie zwyciężać, wszelkiej maści autorytaryści na całym świecie popadli w bardzo poważny kryzys. Ostatnie dekady XX wieku ujawniły niesłychaną wręcz słabość owych monstrualnych tworów, które z takim rozgłosem powołano do życia w pierwszej połowie stulecia. Ich nieprzewidziana i ogólna słabość przekonuje nas, iż należy jeszcze raz przemyśleć lekcje historii i odpowiedzieć na pytanie, czy historiozoficzny pesymizm jest uzasadniony.


Koniec historii i ostatni człowiek  

Książka, która wywołała jeden z najgłośniejszych sporów intelektualnych końca XX wieku Ta książka wywołała jeden z najgłośniejszych sporów...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you