Issuu on Google+

Holly Webb

I SKRZYNIA CZARÓW

I SKRZYNIA CZARÓW


Holly Webb

I SKRZYNIA CZARÓW

tłumaczenie Jędrzej Kogut

KRAKÓW 2014


1 – Uwielbiam wakacje! – wyszeptała Emilka, po czym zrzuciła japonki i wystawiła stopy w stronę słońca. – No… – westchnął jej młodszy brat Robert i dźgnął przechodzącą koło jego nogi mrówkę. Ta zdziwiona zatrzymała się na chwilę, a  potem uciekła drobnymi kroczkami. Emilka włożyła źdźbło trawy do książki jako zakładkę, po czym obróciła się, żeby spojrzeć na młodszego brata. – Ty nie lubisz wakacji?

7


– Są trochę nudne. Nie mam co robić… – odpowiedział i wzruszył ramionami. – Otóż to! Dlatego są takie fajne. Nie trzeba wstawać do szkoły, nie trzeba się spieszyć… – Ty i tak nigdy się nie spieszysz! – prychnął. – Gdyby Lilia z Laurą nie wyganiały cię z  domu, codziennie byś się spóźniała do szkoły. – Może – przyznała Em i oparła się na dłoniach. Siostry dobrze sobie radziły z  poganianiem jej, to prawda. Po prostu nie znosiła rano wstawać. Lubiła większość zajęć w szkole, ale wakacyjna odmiana bardzo jej pasowała. Późne chodzenie spać, pobudka inna niż krzyki Mamy stojącej na schodkach prowadzących do pokoju na strychu. Tego poranka spała aż do chwili,

8


gdy słońce rozświetliło cały jej pokój. Obudziła ją delikatna złota poświata. Idealnie… A przed nią jeszcze sześć takich tygodni. – Już zdążyłeś się znudzić? Wakacje ledwo się zaczęły. Jak się będziesz czuł pod koniec sierpnia? – spytała. – Do tego czasu to pewnie umrę z  nudów… – wymamrotał przygnębiony. – Zawsze mógłbyś odwiedzić, no wiesz, odwiedzić swój dom – zasugerowała Emilka. – Świat wróżek. To na pewno nie jest nudne. – Zacznę od początku. Nie ma mowy! – powiedział Robert i popatrzył na nią rozzłoszczony. – Mama i Tata by mnie zabili. Przepraszam, ale niczego się do tej pory nie nauczyłaś? Zresztą, to nie jest mój dom. Nigdy tam nie mieszkałem. Żadne z  nas tam nie mieszkało.

9


– Racja. – Emilka kiwnęła głową. – Nie pomyślałam o tym. No to do którego świata tak naprawdę należysz? Do tego czy tamtego? – spytała i  zaczęła żuć źdźbło trawy. – Nie wiem – przyznał Robert. – Zawsze mieszkałem tutaj. Tamto miejsce co najwyżej odwiedzałem. – Nie czujesz się jakoś inaczej, kiedy tam jesteś? Nie zastanawiasz się, czy to nie tam powinieneś żyć? – dociekała. – Chodzi mi o to, że wtedy możesz naprawdę być sobą. Rzuciła zazdrosne spojrzenie na jego ramiona, przypominając sobie widok miękkich brązowoszarych skrzydeł. To ich najbardziej zazdrościła całemu rodzeństwu. Latanie musiało być niesamowite, to prawda, ale przede wszystkim chodziło o wygląd. Delikatne barwy, niesamowite

10


kształty i to, jak wystrzeliwały z pleców – niczym magiczne wodospady. Parę tygodni temu Emilka dowiedziała się, że jest adoptowana. Tata znalazł ją porzuconą nad brzegiem rzeki i przyniósł do domu. Dowiedzieć się nagle, że rodzina nie jest z  tobą w  ogóle spokrewniona i że nikt nie wie, kim są twoi biologiczni rodzice ani skąd pochodzisz, to i tak dużo. A to był dopiero początek. W tej rodzinie to nie Emilka się wyróżniała. Jej rodzice, młodszy brat i starsze siostry bliźniaczki – wszyscy byli wróżkami. Udającymi ludzi wróżkami. Ich uroczy, stary dom, który znała od zawsze, stanowił tak naprawdę twierdzę wróżek, pełną magicznych ukrytych przejść. Pewna ciekawska wróżka wodna podglądała domowników przez lustro na piętrze, zupełnie jakby

11


zerkała do pokoju przez dziurkę od klucza. I  jakby tego wszystkiego było mało, nawet ich pies nie mógł być zwyczajnym zwierzakiem. Sporo informacji do przetrawienia. Może nigdy się do tego wszystkiego nie przyzwyczai? Przynajmniej ma już za sobą etap niedowierzania i  paniki. Teraz wszystko ją fascynowało. – Chciałabym tam wrócić – westchnęła, zwracając się do Roberta – porządnie pozwiedzać, a nie wpaść tylko dlatego, że stało się coś złego. Chcę zobaczyć tamten świat. Tę niesamowitą rzekę i las. Chciałabym spokojnie popatrzeć, a nie w trakcie pościgu. Chcę się poprzyglądać. Spotkać się z ludźmi, którzy tam mieszkają. – Prawdopodobnie i  tak widziałaś już więcej od mnie – zauważył Robert. – Nawet

12


jeśli wybieraliśmy się tam w  odwiedziny, to zawsze z Mamą i Tatą. Wszyscy wystrojeni, bo zazwyczaj chodziło o  jakąś ważną okazję, coś w  rodzaju oficjalnej wizyty. W odróżnieniu od ciebie nie spotkałem mieszkańców ani tym bardziej z nimi nie porozmawiałem. – Ci, z  którymi rozmawiałam, chcieli mnie porwać – zaprotestowała Emilka. – A  za drugim razem ścigały mnie ogromne wygłodniałe psy. Chciałabym się prześlizgnąć przez któreś drzwi, ale chyba się boję. Gdy Emilka otrząsnęła się z  pierwszego zdumienia, postanowiła przekupić Tatę herbatą i  babeczkami czekoladowymi, żeby wytłumaczył jej różne rzeczy dotyczące domu i  świata za magicznymi drzwiami. Oczywiście nie dowiedziała się

13


wszystkiego. W końcu nie da się opisać całego świata w  czasie potrzebnym na wypicie jednego kubka herbaty. Ale przynajmniej miała już jakieś ogólne pojęcie. Tata wyjaśnił, że jest strażnikiem odpowiedzialnym za magiczne drzwi. To on upewniał się, że światy wróżek i ludzi pozostają oddzielone. Kiedyś nie strzeżono przejść ani nie zamykano ich na stałe. Niektórzy mieszkańcy świata wróżek próbowali wtedy skusić ludzi do przejścia na drugą stronę. W ludziach – a w szczególności w dzieciach – było coś, dzięki czemu wróżki się nie starzały. Pewien rodzaj energii, której działania Emilka do końca nie rozumiała. Wiedziała tylko, że taka istnieje. Po tym jak poznała prawdę o  swojej rodzinie przez całkowity przypadek, w  przypływie złości i  smutku przeszła

14


przez jedne z  drzwi. Wybiegła po schodach na górne piętro, żeby ukryć się w pokoju. Niestety, fioletowe drzwi, które na ogół prowadziły do jej sypialni, tym razem otwarły się na inne miejsce – piękny, a zarazem niebezpieczny świat wróżek, które chciały ją porwać. Jedna z wróżek, Anstis, próbowała skusić ją miską przepysznie wyglądających owoców. Te były przepełnione zaklęciami – po zjedzeniu jednego Emilce już nigdy nie smakowałoby ludzkie jedzenie. Mogłaby wrócić do swojego świata, ale szybko umarłaby z tęsknoty za światem wróżek. Tata powiedział jej, że Anstis jest jedną z Pań dworu, które w ostatnich latach rosły w siłę. Królowa wróżek umarła i od tego czasu król rządził samodzielnie. Panie ciągle walczyły o  wpływy na jego

15


dworze. Najbardziej zależało im na namówieniu króla do ponownego ożenku z jedną z nich. – Jeślibyśmy tam wrócili… – zaczęła Emilka. – Ale tam nie wrócimy – uciął Robert. – Wiem! Ale jeślibyśmy wrócili… Myślisz, że mogłabym się przebrać? Tak, żeby nikt mnie nie poznał? – No nie wiem – odparł z zadumą. – Może tak, może nie. Zresztą twój wygląd nie ma znaczenia, i  tak wyczuliby, że jesteś człowiekiem. Zwłaszcza że jesteś kimś więcej. Dzięki swojej magii. Nie sądzę, żeby mogli cię z  kimkolwiek pomylić – dodał, marszcząc brwi. Emilka pochyliła głowę, żeby nie zdradzić się ze swoim uroczym, pełnym zadowolenia uśmiechem. Nie mogła go

16


powstrzymać. Wszystko przez to, że Robert wspomniał o  jej magii. W  odróżnieniu od Lilii, Laury czy brata nie potrafiła tak naprawdę czarować. Ponieważ jej rodzina cały czas ukrywała swoje prawdziwe pochodzenie, więc rodzeństwo i  tak nie mogło korzystać z  magii. Co najwyżej od czasu do czasu wplatało ją tu i ówdzie. Emilka nie miała co do tego wątpliwości. Lilia i Laura musiały pomagać sobie czarami przy układaniu włosów. To jedyne wytłumaczenie tego, że zawsze wyglądały tak doskonale. Rodzice wyczuliby mocniejsze zaklęcia, a to oznaczało kłopoty. Mimo wszystko ta drobinka magii to więcej, niż Emilka kiedykolwiek sobie wyobrażała. Gdy o tym pomyślała, prawie zachłysnęła się powietrzem. Nie urodziła się z tą mocą jak rodzeństwo, ale chyba troszkę jej

17


pożyczyła… Razem z Robertem doszła do wniosku, że to dzięki dorastaniu w domu, w którym magia wylewała się z każdego kąta. Czasem zastanawiała się, jak mogła przez dziesięć lat nie zorientować się, że żyje w twierdzy wróżek? Potem zdała sobie sprawę, że po prostu wszystkie magiczne elementy uznawała za coś normalnego. Ruchome obrazy w szybach to tylko sny na jawie. Drzwi do pokoi jej sióstr nie zmieniały barw – to po prostu kwestia dziwnego światła. Żadna tam magia. A jednak. I dodatkowa cząsteczka mocy znajdowała się teraz w  niej. Dwie wizyty w tamtym świecie tylko ją wzmocniły. Pierwszy raz znalazła się tam przez przypadek – po prostu przez pomyłkę przeszła przez niewłaściwe drzwi. Za to drugi raz nie miał nic wspólnego z przypadkiem.

18


Gdy Emilka, Lilia i Laura uciekały przed Anstis, pomogła im wróżka wodna. Wskazała drogę powrotną do świata ludzi. Musiała jednak zapłacić za tę pomoc bardzo wysoką cenę. Została wygnana z  okolic rzeki i  dodatkowo ustalono nagrodę za jej głowę. Emilka użyła swojej mocy do przedostania się z  powrotem do tamtego świata i uratowania wróżki wodnej przed psami gończymi myśliwych. W ten sposób odwdzięczyła się za pomoc w swojej ucieczce. Sasza już opadała z sił i lada chwila mogła zginąć. Ta odrobinka mocy pozwoliła jej przeżyć. Wszystko to równocześnie przerażało i ekscytowało Emilię. Nie do końca jeszcze docierały do niej wydarzenia ostatnich tygodni. – Naprawdę się nudzisz? – spytała Roberta, starając się nie zdradzać emocji.

19


Emilka Piórko jest przybraną córką rodziny wróżek. Od dziecka mieszka w domu pełnym tajemnych przejść do zaczarowanej krainy. Nagle Emilka odkrywa, że dzięki wizytom w świecie wróżek sama może mieć magiczne zdolności. Tymczasem niepokoi się, bo nowy chłopak jej starszej siostry nie wygląda na godnego zaufania. Laurze może grozić poważne niebezpieczeństwo!

Poznaj niezwykłe przygody Emilki Piórko!

Cena 17,90 zï MAGAZYN


Holly Webb, "Emilka Piórko i skrzynia czarów"