Page 1

KATARZYNA MICHALAK

BEZDOMNA


Michalak_Bezdomna.indd 2

2013-04-17 10:49:32


Katarzyna Michalak

Bezdomna

K R A KĂ“W 2 0 1 3

Michalak_Bezdomna.indd 3

2013-04-17 10:49:32


Copyright © by Katarzyna Lesiecka 2013 Projekt okładki Olga Reszelska Fotografie na pierwszej stronie okładki © Alexey Tkachenko/iStockphoto.com © jonnysek/Fotolia.com Opieka redakcyjna Ewa Bolińska-Gostkowska Adiustacja Barbara Gąsiorowska Korekta Katarzyna Onderka Opracowanie typograficzne Irena Jagocha Łamanie Piotr Poniedziałek ISBN 978-83-240-2402-5

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2013 Druk: CPI Moravia Books s.r.o.

Michalak_Bezdomna.indd 4

2013-04-17 10:49:32


Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. Może się bowiem okazać, że znalazł się na dnie przez nieszczęście, chorobę lub ludzką podłość, zaś dla ciebie Los – jako lekcję pokory – szykuje podobną niespodziankę.

Michalak_Bezdomna.indd 7

2013-04-17 10:49:32


Michalak_Bezdomna.indd 8

2013-04-17 10:49:32


Drzwi śmietnika zamknęły się za nią z trzaskiem. Kiedy była już w środku, w ciasnym pomieszczeniu zastawionym przepełnionymi pojemnikami, włożyła klucz do zamka i przekręciła. Nikt nie powinien jej przeszkodzić aż do rana. Bądź co bądź była prawie północ. O tej porze w Wigilię żaden normalny człowiek nie robi porządków, no nie? Tylko ona, Kinga, zrobi dziś porządek ze swoim życiem. Usiadła w kącie śmietnika, niewidoczna z ulicy, i owinęła się ciaśniej kurtką, bo mróz sięgnął chyba minus dziesięciu stopni. Kurtka była porządna, watowana. Kinga prychnęła na wspomnienie tego, jak ją zdobyła: najpierw pobiła się o nią ze Smutaską, a potem klęła ofiarodawcę, który – niech go szlag! – wrzucił do pojemnika PCK rzecz upapraną gównem. Smutaska potem kpiła z Kingi w żywe oczy, gdy ta, niemal płacząc, prała łach w fontannie przy Pałacu Kultury. 

Michalak_Bezdomna.indd 9

9

2013-04-17 10:49:32


Ta głupia kurtka stała się symbolem całego jej życia – niby porządne i godne zazdrości, a w rzeczywistości całe w gównie. Pora kończyć ten show. Sięgnęła do kieszeni, namacała paczuszkę i uśmiechnęła się do siebie. Doktorki z psychiatryka hojnie faszerowały pacjentów psychotropami. Tak hojnie, że niemal każdy miał uciułany zapasik na czarną godzinę. Kinga na początku naśmiewała się z kumpelek wariatek chwalących się potajemnie, ile która nazbierała i gdzie która garść leków ukryła, żeby personel szpitala nie znalazł tabletek szczęścia, po czym... sama zaczęła zbierać, czekając na wypis. Tak uzbierała dwadzieścia. Dziś w nocy będzie jak znalazł. Rozwiązała marynarski worek, z którym nie rozstawała się ani na moment – miała w nim cały dobytek, dosłownie i w przenośni – zanurzyła w nim rękę aż do ramienia i oto jest, tadam!, zdobycz ostatnich dni: flaszka wódki. Będzie imprezka. Ostatnia imprezka w życiu Kingi Król. W słabym świetle latarni, które z trudem docierało w ten kąt śmietnika, sięgnęła po karton z makulaturą – po raz pierwszy stos gazet nie wywołał w Kindze radosnego podniecenia, nie zastanawiała się, ile zapłacą za niego w skupie i co ona sobie za to kupi – przewróciła karton do góry nogami, żeby mieć elegancki stolik, rozłożyła kolorowe czasopismo, jest i obrusik!, i z worka wyciągnęła 

Michalak_Bezdomna.indd 10

10

2013-04-17 10:49:32


kieliszek. Co za parodia! Tej nocy będzie popijać wódkę z kryształowego kielonka! Gdyby ktoś z bezdomnej braci ją widział... normalnie nie miałaby potem życia. Ale nad ranem nie będzie już żyć, więc olać i kielonek, i bezdomną brać. Robiło się coraz zimniej. Co za niedopowiedzenie... Już było cholernie zimno! I o to chodzi! Jeśli prochy z wódką nie dadzą rady, mróz zrobi resztę. Byle upić się i zasnąć. Zgrabiałymi palcami odkręciła korek, nalała pełen kieliszek i chichocząc niczym upiór, uniosła go do ust. Stop! Jeszcze toast! – Za... – Imię, które miała wypowiedzieć, uwięzło Kindze w ustach. Gardło zacisnęło się tak, że z trudem wciągnęła powietrze. Siedziała chwilę, czując na policzkach palące łzy, po czym otarła je wierzchem dłoni odzianej w rękawiczkę bez palców i wychyliwszy wódkę jednym haustem, wychrypiała do siebie: – Niech cię szlag, Kingo Król. Będziesz się smażyć w piekle za to, co zrobiłaś. Wysypała na „stolik” małe białe tabletki i zaczęła łykać jedną po drugiej, w pełni świadomie, ciskając przekleństwa i przepijając wódką. Powoli robiło się cieplej. Powoli świat zewnętrzny tracił swą obcość, stając się miejscem pięknym, spokojnym, przytulnym... 

Michalak_Bezdomna.indd 11

11

2013-04-17 10:49:33


Stolik z prochami zaczął się oddalać. Poderwała głowę. Jeszcze nie czas! Za wcześnie! Za mało łyknęła i za mało wypiła! Obudzi się nad ranem zarzygana po pachy i wszystko na nic! Kolejna „odratowana samobójczyni”! A ona miała skończyć ze sobą skutecznie! Sięgnęła po następne tabletki, ale „stolik” odjechał. – Skup się, durna pało – wybełkotała, unosząc do ust butelkę wódki. – Ależ cię nienawidzę... Znów próbowała wziąć w palce białe drażetki. Nic z tego. Rozpłakała się ponownie. Żałośnie, jak mały, głupi bachor. Jej umysł, jak na ironię, stał się ostry niczym brzytwa, ale ciało odmawiało posłuszeństwa. – Przecież musisz się zabić! Musisz!!! Jeśli dziś ci się nie uda... jeśli zmarnujesz te prochy... Jak zdobędziesz nowe? Padła twarzą na pudło i nagle proszki znalazły się tuż-tuż, w zasięgu języka. Ha! Zwycięstwo! Zagarnęła je i już miała przełknąć, gdy... jęk, cichy, ale pełen rozpaczy jęk sprawił, że zamarła z wywalonym językiem i przyklejonymi doń tabletkami. Dziecko! – to była pierwsza myśl. Próbowała unieść głowę, ale... nie mogła. Chciała wypluć prochy i rozejrzeć się w poszukiwaniu źródła tego jęku, ale też nie była w stanie. Musi 

Michalak_Bezdomna.indd 12

12

2013-04-17 10:49:33


popić i dopiero wtedy... Jęk rozbrzmiał blisko. Tuż obok ucha Kingi. Łypnęła w jego stronę okiem. Kot! To tylko kot. Dzięki Ci, Panie Boże... Dla kota nie zrezygnuje ze swych planów. Nie przedłuży swej nędznej egzystencji nawet o minutę. Jakimś cudem uniosła butelkę z wódką do ust i przełknęła oporne proszki. No. Teraz może odpocząć. Może spokojnie rozliczyć się z życiem, Bogiem, Szatanem i... tamtym bydlakiem, a potem odejść. Na swoich warunkach. Tylko tyle godności ludzkiej w niej zostało: odejść jak człowiek, nie jak byle gówno. Dotknięcie ciepłego, szorstkiego języka wstrząsnęło nią niczym uderzenie w twarz. – Odejdź – wymamrotała, cofając dłoń. Uniosła na milimetr powieki i spiorunowała kota wzrokiem. Był brzydki i chudy, taki jak ona. I tak jak ona sam. Niech go szlag. Lizał ją po ręce raz po raz. A ona nie była już w stanie jej cofnąć. Wskoczył na ramię kobiety i zaczął ją szturchać zimnym nosem w policzek. Miauczał przy tym żałośnie, jakby prosił o zlitowanie. Nagle Kingę olśniło – w zwolnionym tempie, ale jednak: zamknęła się z tym kotem w śmietniku! Musiał przemknąć do środka razem z nią i... zostanie tu razem z nią. Aż do śmierci. 

Michalak_Bezdomna.indd 13

13

2013-04-17 10:49:33


No i co z tego? To chyba dobrze? Ona nie będzie zdychać w samotności, a kot... jakoś sobie poradzi. Przecież ktoś tu w końcu zajrzy. A jeśli nie? Z własnym życiem może robić, co jej się podoba, ale kot nie był niczemu winien. Nie zasłużył na śmierć. Ona, Kinga, owszem. Zwierzę myślało chyba podobnie, a może całkiem inaczej, bo nie ustawało w wysiłkach ocucenia kobiety. Lizało ją teraz po policzku, czole, włosach, powiekach. Normalnie stawało się coraz bardziej upierdliwe! – Idź sobie – próbowała mu jeszcze perswadować, ale... dokąd miał iść? Był tak samo bezdomny jak ona. Do tego zamknęła go, idiotka, w śmietniku. – Jeeezu – z drętwiejących ust wydobył się jęk tak samo żałosny jak pomiaukiwanie kota. Wypuści go – postanowiła. – Wypuści tę kocią mendę, a potem zaśnie spokojnie i bez wyrzutów sumienia, że pociągnęła za sobą w śmierć niewinną istotę. Próbowała wstać, ale... ciało odmówiło posłuszeństwa. Właśnie w tym momencie gdy Kinga chciała być jeszcze chwilę przytomna, zaczęły działać leki i alkohol. Kot zeskoczył na pudło. Jego chudy pyszczek znalazł się tuż przy twarzy kobiety. Uniosła powieki i napotkała błyszczące 

Michalak_Bezdomna.indd 14

14

2013-04-17 10:49:33


kocie oczy. Jakże ludzkie w przerażeniu i błaganiu... Kiedyś widziała takie spojrzenie. W lustrze. Ale nikt jej nie pomógł. Przeciwnie: zaszczuli prawie na śmierć. Nie zrobi kotu tego, co zrobiono jej. – Poczekaj. Poczekaj – wyszeptała. – Ja za chwilę... za chwilę... Kot patrzył na nią jeszcze parę sekund, po czym przytulił pyszczek do jej policzka. Ten dotyk... ta pieszczota... Kinga załkała. Chciała dotknąć kota, pogłaskać, poczuć pod palcami uderzenia serca żywej, małej istoty, lecz zamiast tego odpływała coraz bardziej. Desperackim ruchem wpakowała sobie palec do gardła i zwymiotowała wszystko, co miała w żołądku. Długie chwile łapała oddech. Każda sekunda wypełniona była bólem. Ciało trzęsło się i sztywniało na przemian. Powietrze wciągane do płuc parzyło. Czuła, że umiera i... próbowała żyć. Dla niego. Dla kota. Zwierzę było blisko. Lizało ją po ręce, miaucząc cichutko. Kinga próbowała unieść głowę, by łatwiej jej było oddychać, ale... płakała tylko razem z kotem. Wszystko na próżno. Zmarnowała ostatnią szansę. Torsje znów podeszły do gardła. Zachłysnęła się. Szarpnęła w tył. W końcu usiadła. Jak długo tak trwała na granicy świadomości? Kwadrans? Pół godziny? Godzinę? 

Michalak_Bezdomna.indd 15

15

2013-04-17 10:49:33


Było tak zimno... Kot wspiął się na jej kolana. Ręce wreszcie zaczęły słuchać. Objęła zwierzę ramionami i przytuliła mocno. Sztywnymi od mrozu palcami odpięła jeden guzik. Kot wpełzł pod kurtkę i zaczął mruczeć. Słuchała tego mruczenia, czuła bicie małego serduszka na piersi i... jakież to było kojące... Nadpływał sen. Spokojny, cichy, łagodny sen. Nareszcie... Zamek w drzwiach szczęknął, metal zazgrzytał. Ktoś wszedł do śmietnika i... – Uciekaj – szepnęła, a może tylko się Kindze wydawało, że szepcze. Kot miauknął przeciągle. Ktoś krzyknął. – O Boże, przestraszyłeś mnie! Co tu robisz, burasku? Chcesz wyjść? To chodź, zmykaj, nim cię dozorca przegoni. Kinga westchnęła z ulgą. Kot jest uratowany. Ona sama mogła zdychać. – Chcesz tutaj zostać? Twoja wola... Nie! On nie chce tu zostać! – chciała krzyknąć Kinga. – Zabierz go ze sobą, kretynko! Tamta, bo była to kobieta, skierowała się do wyjścia. Tego Kinga znieść nie mogła. Zebrała resztki sił i podniosła się na chwiejnych nogach, tuląc kota w ramionach. Kobieta stanęła jak wryta, odwróciła się powoli i ponownie krzyknęła 

Michalak_Bezdomna.indd 16

16

2013-04-17 10:49:33


z zaskoczenia i strachu. W następnej chwili na jej twarzy odmalowało się obrzydzenie, nad którym nie zdołała zapanować. – A ty tu czego? – sarknęła, ostentacyjnie wkładając rękę do kieszeni. – Nie mam drobnych. Kinga zrobiła krok naprzód. – Ja nic nie chcę. Proszę tylko zabrać stąd kota – powiedziała cicho, ale wyraźnie, wyciągając przed siebie ręce. Kot zawisł między dwiema kobietami. Tamta stała bez ruchu, patrząc na Kingę wielkimi oczami. W ciemnościach śmietnika wypindrzonej na Wigilię lasce Kinga musiała zdawać się upiorem. – Nic nie chcę. Tylko wypuść kota – powtórzyła Kinga, czując, że jej czas się kończy. Była coraz bliżej utraty przytomności. A te dwie mendy – wypindrzona laska i zawszony kot – nie dadzą jej spokojnie umrzeć. Wszystko nie tak. I to przez tego pieprzonego kota, niech to szlag, wszystko nie tak! A wyzwolenie było już tak blisko... Stawiając kroki jak lunatyczka, chciała minąć tamtą i wyjść na zewnątrz, ale gdy znalazła się w świetle latarni, tamta krzyknęła cicho i złapała Kingę za ramię. I natychmiast cofnęła dłoń. – Ja... ja cię znam! 

Michalak_Bezdomna.indd 17

17

2013-04-17 10:49:33


Kinga spojrzała na nią beznamiętnie. Oczywiście, że mnie znasz. Choć nie wiesz skąd. Może kiedyś ci to zdradzę. A może nie. Ale klucze do tego śmietnika mam od ciebie. Nie powiedziała tego na głos. Nie rzekła nic. Bo jakie znaczenie miała teraz krzywda wyrządzona Kindze przez tę laskę i pewnego zdradliwego skurwiela dawno temu? Młoda kobieta wahała się krótką chwilę, by zacząć: – Może... może wstąpiłaby pani do mnie na kolację? Przygotowałam jedno nakrycie dla zbłąkanego wędrowca. Ja... zapraszam. Was oboje, oczywiście. – Na znak dobrej woli pogłaskała główkę zwierzęcia. Zamruczało w odpowiedzi. Kinga spojrzała na tamtą jak na wariatkę. – Zapraszasz? Mnie? Na wigilię? – Po prostu nie mieściło się jej to w głowie! Była brudna i wstrętna, śmierdziała wymiocinami i wódką, a ta wymuskana lalunia, ot tak, zaprasza bezdomną na wigilijną wieczerzę? – Co na to rodzinka? – ostatnie pytanie zadała na głos. – Ja... pokłóciłam się z rodziną i... to pierwsza taka samotna wigilia. Trudno... trudno mi to znieść. Zapraszam was oboje – kobieta powtórzyła to niemal z rozpaczą. Kinga powoli skinęła głową. 

Michalak_Bezdomna.indd 18

18

2013-04-17 10:49:33


Jeszcze zdąży się zabić. Najpierw jednak znajdzie buremu kotu dobry dom. No i zdradzi gospodyni, skąd się znają. Taaak, taka opowieść wigilijna. Akurat pod choinkę. Z najserdeczniejszymi życzeniami od Kingi Król... Dobrze, że miała poczucie humoru i teraz, zamiast zapłakać nad ironią losu, mogła się uśmiechnąć. Tamta wzięła to za dobry znak. – Proszę, proszę, chodźcie. Będziecie moimi honorowymi gośćmi. Poszła przodem, oglądając się co chwila, czy okutana w chustę i brudną kurtkę kobieta i wychudzony kot o zaropiałych oczach na pewno podążają za nią. Była coraz bardziej zachwycona tym spotkaniem i własnym altruizmem. Oto ona, Joanna Reszka, otwiera drzwi swego domu w ten wigilijny wieczór dla bezdomnej i jej kota! Nigdy wcześniej nakrycie dla zbłąkanego wędrowca – tradycja tak pilnowana przez mamę Aśki, jak wyśmiewana przez jej (byłego) faceta – nie było potrzebne, aż do dzisiaj. Dziś nakarmi głodnych, napoi spragnionych, nagich odzieje – bo Bezdomna nie zasiądzie chyba do wigilii w tej śmierdzącej kurtce? – i takie tam: pukajcie, a będzie wam otworzone. Zupełnie przy okazji redaktor Reszka będzie miała genialny materiał na felieton. Po świętach jak znalazł. Szkoda, że nie trafiła na Bezdomną 

Michalak_Bezdomna.indd 19

19

2013-04-17 10:49:33


przed świętami, wtedy felieton poszedłby w wydaniu specjalnym w nakładzie wprost kosmicznym. Może zatrzyma ten temat do następnych świąt i wtedy ogłosi miastu i światu – na własnym przykładzie – jak trzeba otwierać serca na bliźnich w ten wigilijny czas? Już widząc swoje nazwisko pod artykułem i siebie odbierającą Złoty Laur, nagrodę dla najlepszego dziennikarza, przeszła przez wypucowaną do połysku klatkę schodową, otworzyła drzwi do swego apartamentu i szerokim gestem zaprosiła Bezdomną, ściskającą w objęciach kota, do środka. Kinga weszła niepewnie do przedpokoju, lśniącego taką czystością i tak bezosobowego, jakby to był hotel, a nie mieszkanie trzydziestoletniej dziennikarki, i delikatnie postawiła kota na ziemi. Zwierzak, równie ostrożny co ona, na sztywnych łapach skręcił do kuchni i tyle go widziały. – Może się przedstawimy i przełamiemy pierwsze lody? – Właścicielka mieszkania wyciągnęła rękę. – Jestem Aśka Reszka, dziennikarka, freelancerka. Obecnie piszę dla kilku kolorowych tygodników, wiesz, takie tam... Bezdomna podała dłoń, odruchowo wycierając ją najpierw o kurtkę. – Kinga Król. Aśka uścisnęła rękę swego gościa, podziwiając w duchu własną otwartość i odwagę: dotknijcie 

Michalak_Bezdomna.indd 20

20

2013-04-17 10:49:33


skóry bezdomnego, to sami wpadniecie w podziw. Wszy, świerzb, liszaje, kto wie, co taki kloszard u siebie wyhodował! O dziwo, Kinga dłoń miała czystą, a skórę miękką. Tylko wierzch dłoni był spierzchnięty od mrozu. Aśka stwierdziła to naocznie, oglądając rękę dziewczyny. Ta po dłuższej chwili wyrwała dłoń. – Czego szukasz? Trądu? – prychnęła. – Wyobraź sobie, że codziennie się myję. Częściej niż co poniektórzy mający własne łazienki. – W Wiśle? – chlapnęła Aśka, nim zdążyła ugryźć się w język, ale osoba Bezdomnej w tym nieskazitelnie czystym mieszkaniu po prostu ją fascynowała, odbierając zdolność logicznego myślenia. – Taaa... Szczególnie teraz aura zachęca do kąpieli w Wiśle. Tylko przerębel oddechem wytopię i mogę się chlapać do woli. – Kinga patrzyła na kobietę z mieszaniną pobłażliwości i gniewu. Owszem, ona sama wyglądała parszywie, szczególnie dziś: pijana i naćpana, owszem, cuchnęła trochę wódką i wymiocinami, ale umysł miała nie gorszy niż ta zarozumiała laska, no i nadal, mimo wszystko, była nie eksponatem w zoo ani plugawym detalem miejskiej architektury, ale człowiekiem, któremu należała się choć odrobina szacunku. „Gówno prawda. Po tym, co zrobiłaś, nie jesteś człowiekiem i nie masz prawa do szacunku” – upomniała się w myślach i natychmiast zmalała, 

Michalak_Bezdomna.indd 21

21

2013-04-17 10:49:33


spokorniała. Powróciło śmiertelnie zmęczenie, senność wywołana prochami i wódką i poczucie totalnej beznadziei. Co z tego, że dziś zje kolację przy normalnym stole z normalną ludzką istotą. „– Jesteś poza marginesem życia i lepiej o tym nie zapominaj...” Aśka, zmieszana własną głupotą i odpowiedzią Bezdomnej, stała pośrodku korytarza, bezwiednie pocierając ręką o rękę. – Może, na dobry początek, weźmiesz kąpiel? – zaproponowała wreszcie. – Nie uważam, że jesteś brudna, oczywiście, nie zrozum mnie źle, ale po przebywaniu na takim mrozie gorąca kąpiel w pachnącej pianie jest kusząca, czyż nie? Sama bym się zanurzyła po szyję, gdybym nie musiała zająć się kolacją. Co ty na to, Kinga? – Dość późna ta kolacja – zauważyła zapytana wypranym z uczuć głosem. Prawdę mówiąc, było jej wszystko jedno: kąpiel, kolacja, wigilia, śmietnik, bury kot. Marzyła jedynie o starym materacu, ukrytym w jej tylko znanym miejscu, gdzie mogła zwinąć się w kłębek i spać spokojnie aż do rana. Tutaj będzie musiała wykąpać się, zasiąść do stołu, zmówić modlitwę, skonsumować dwanaście potraw, konwersować z gospodynią... W tym momencie zapragnęła zrobić w tył zwrot i po prostu wyjść na ulicę, skąd przyszła, ale Aśka już odkręcała wodę w łazience, 

Michalak_Bezdomna.indd 22

22

2013-04-17 10:49:33


nucąc Wśród nocnej ciszy. W tę noc nawet bezdomna była coś winna bliźniemu. Weszła do łazienki, urządzonej w chłodnym minimalistycznym stylu, i zaczęła ściągać z siebie ciuchy. Warstwę po warstwie: chusta, kurtka, bezrękawnik o kilka numerów za duży jak na tak drobną kobietę, sweter rozciągnięty do granic możliwości, jedna sportowa bluza, druga... Asia patrzyła na rosnącą stertę na początku ze zgrozą, potem ze zrozumieniem. Żeby spać w taki mróz na dworcu, trzeba mieć na sobie wszystko, co się posiada. – Upiorę ci je, dobrze? Kinga, stojąc pośrodku łazienki w przepoconym podkoszulku i majtkach, otworzyła szeroko oczy, a potem wzruszyła ramionami. – Nie martw się, nastawię suszenie i jutro rano będą jak nowe. Na razie pożyczę ci swoje. Wejdź do wanny. – Zanurzyła rękę w pianie. – Woda jest w sam raz. Ja znikam. Częstuj się płynem do kąpieli, szamponami, pilingami, czym tam sobie chcesz. Dziś, co moje, jest też twoje. Mamy Wigilię! – wykrzyknęła i wybiegła z łazienki, zamykając za sobą drzwi. Kinga pokręciła głową. Jak samotna musiała się czuć ta cała Joanna Reszka, dziennikarka i freelancerka, by tak cieszyć się z towarzystwa zupełnie obcej osoby. 

Michalak_Bezdomna.indd 23

23

2013-04-17 10:49:33


– Niezupełnie obcej – mruknęła. – Dzieliłyśmy męża. I łóżko, bo pieprzyliście się też w mojej sypialni. Ale będziesz miała minę, gdy ci to powiem. Weszła do wanny, zanurzyła się po szyję w gorącej, cudnie pachnącej kąpieli i... rozpłakała się. Szlochała, wgryzając zęby w ręcznik, by nikt, nawet kot, jej nie słyszał. Łzy płynęły dotąd, aż ich zabrakło. Akurat w tym momencie gdy po raz ostatni Kinga otarła oczy, tamta zapukała do drzwi. – Mogę wejść? Znalazłam nową szczoteczkę do zębów! – Wsunęła głowę do środka i pokazała opakowanie rozradowana jak dziecko. – Mam też to – z dumą podała Kindze prostą, elegancką sukienkę i czystą bawełnianą piżamę. – I... to – nieco zawstydzona wyciągnęła zza pleców koronkowe majteczki. – Z czasów gdy byłam szczupła jak ty. Powinny pasować. „Jeszcze podpaską się ze mną podziel!” – prychnęła Kinga w duchu, ale nie powiedziała nic. Uśmiech znikł z twarzy Aśki. Zastąpiło go rozczarowanie. Dawała Bezdomnej wszystko, co miała najlepszego, a ona... nawet nie podziękuje. Zupełnie, jakby nic to dla niej nie znaczyło. Kinga zrozumiała. – Bardzo ci dziękuję. Są śliczne. Jesteś niesamowicie szczodra – rzekła cicho. O to chodziło. Aśka rozpromieniła się natychmiast. Położyła dary na półce i ze słowami: 

Michalak_Bezdomna.indd 24

24

2013-04-17 10:49:33


– Wychodź! Wychodź! Zaraz kolacja! Wigilijna wieczerza! – wróciła do kuchni. Kinga zacisnęła powieki. Może da radę. Może wytrzyma jeszcze godzinę. Może po tej godzinie tamta zrozumie, że jedyne, czego bezdomnej tak naprawdę potrzeba, to sen. Sen w miękkim, ciepłym łóżku. Czysta poduszka, czysta kołdra... Boże mój, jak ja o tym marzę. Gdyby nie ty, koci przybłędo, już bym spała. I nie obudziła się więcej. Wciągnęła koronkowe majteczki, włożyła sukienkę, podpięła włosy, stanęła przed lustrem i z trudem spojrzała sobie w twarz. W tym momencie nikt by nie powiedział, że od roku błąka się po dworcach i parkach. Ta w lustrze była zwyczajną, niebrzydką, trzydziestoletnią kobietą. Taką jak miliony zwyczajnych kobiet. Ale żadna z nich nie zrobiła tego co Kinga i nie została za to słusznie ukarana. – Udawaj Kopciuszka przez tę jedną noc – zaszeptała do swego odbicia. – Jutro włożysz swoją obsraną kurtkę i wrócisz na ulicę. Masz to jak w banku. Nagle ugięły się pod nią nogi. Zmęczenie wzięło górę nad siłą woli. Kłębowisko ciuchów było tak znajome. Kinga zwinęła się na nim niczym kot i zamknęła oczy. 

Michalak_Bezdomna.indd 25

25

2013-04-17 10:49:33


Tylko na chwilę. Sekundę odpocznę i... Jedną sekundę... Gdy Aśka, przedtem zapukawszy, weszła do łazienki, Kinga sprawiała wrażenie martwej. Spała tak głęboko, że nie obudziła się, gdy tamta uniosła ją pod ramiona i zaciągnęła – klnąc i posapując – do sypialni. Przez chwilę patrzyła na wyciągniętą w poprzek łóżka Bezdomną, po czym wróciła po piżamę, ściągnęła ze śpiącej sukienkę, nałożyła na chude ciało koszulę i spodnie, ułożyła śpiącą wzdłuż łóżka i... otuliła czule kołdrą. Tak jak zrobiłaby to jej mama. – Śpij – pogłaskała Kingę po policzku. – Wigilię powtórzymy, gdy się obudzisz. Rozczulona bezbronnością młodej kobiety i swoim dobrym sercem Aśka wyszła na palcach z pokoju i zamknęła za sobą drzwi. W drodze do kuchni natknęła się na kota. Miauknął cicho. – Zapomniałam o tobie, biedaku. To co, najpierw podzielimy się opłatkiem, potem poczęstuję cię rybką, a na koniec kąpiel? Kot otarł się o nogi kobiety i tanecznym krokiem – jak to koty – przeszedł do salonu, wskoczył na krzesło i sięgnął łapką do złotej bombki, bujającej się na miniaturowej choince kupionej w Tesco, brzydkiej i sztucznej, ale tylko takie mieli tuż przed zamknięciem hipermarketu. 

Michalak_Bezdomna.indd 26

26

2013-04-17 10:49:33


Joasia z uroczystą miną przełamała opłatek, wyszeptała życzenia, wsunęła zwierzakowi kawałek do pyszczka, nałożyła mu na talerzyk śledzia z puszki i przez chwilę patrzyła, jak kot z apetytem wcina. Potem oparła czoło na skrzyżowanych ramionach i rozszlochała się równie żałośnie jak Kinga, płacząc dotąd, aż i jej zabrakło łez.

Michalak_Bezdomna.indd 27

2013-04-17 10:49:33


ZAWSZE WARTO WYSŁUCHAĆ HISTORII DRUGIEGO CZŁOWIEKA DO KOŃCA.

W TEN SPOSÓB MOŻNA URATOWAĆ KOMUŚ ŻYCIE. Kinga straciła już wszystko: dom, rodzinę, dziecko i poczucie godności. Wtedy w jej życiu pojawia się Aśka. Kobieta, która kiedyś zrujnowała jej małżeństwo, teraz wyciąga do Kingi pomocną dłoń. Czy to wyrzut sumienia, ludzki gest, a może jakiś ukryty plan? Aśka nie zna jeszcze historii dawnej rywalki – historii tak bolesnej i wstrząsającej, że aż trudno to sobie wyobrazić. Czy Aśka zdobędzie zaufanie Bezdomnej? Odkryje, dlaczego Kinga tak sobą gardzi, tak bardzo cierpi? Co zrobi, gdy pozna jej prawdę? Czy w Aśce zwycięży wścibska dziennikarka, czy wrażliwa, czuła na krzywdę innych kobieta?

Bezdomna to książka pełna dramatyzmu, skrajnych emocji, tajemnic, skomplikowanych relacji rodzinnych i niespodziewanych przyjaźni. To historia, która może toczyć się obok ciebie. To opowieść, której musisz wysłuchać do końca.

Cena 32, 90 zł


Bezdomna  

Katarzyna Michalak: Bezdomna To historia, która może toczyć się obok ciebie Zawsze warto wysłuchać historii drugiego człowieka do końca. W...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you