Issuu on Google+


paul auster j.m. coetzee Tu i teraz

Listy (2008–2011) Przekład

Katarzyna Janusik

Wydawnictwo Znak Kraków 2014


14–15 lipca 2008 Drogi Paulu! Rozmyślam ostatnio o przyjaźniach: jak się zawiązują i z ja­ kiego powodu trwają (przynajmniej niektóre) tak długo, dużo dłużej niż relacje oparte na namiętności, choć przyjaźń bywa często (i niesłusznie) uważana jedynie za ich imitację. Chcia­ łem napisać do Ciebie na ten temat list, który zaczynałby się obserwacją, że wziąwszy pod uwagę ogromną rolę przyjaźni w  życiu społecznym i  naszym własnym, szczególnie w  dzie­ ciństwie, zaskakujące jest, jak niewiele na ten temat napisano. Lecz wtedy zadałem sobie pytanie, czy aby na pewno. Za­ nim więc usiadłem do listu, poszedłem do biblioteki. Jakże bardzo się myliłem! W katalogu znalazłem książki w całości poświęcone temu zagadnieniu, dziesiątki książek, wiele z nich wydanych niedawno. Lecz gdy poszedłem krok dalej i zacząłem je przeglądać, odzyskałem przynajmniej część szacunku dla sie­ bie. Do pewnego stopnia miałem rację – w książkach owych niewiele jest naprawdę interesujących obserwacji. Przyjaźnie zdają się pozostawać zagadką: wiemy, że są ważne, lecz domy­ ślamy się jedynie, czemu ludzie je nawiązują i w nich trwają. 5


(Co rozumiem przez brak interesujących obserwacji? Po­ równajmy przyjaźń z miłością. Można o niej powiedzieć setki ciekawych rzeczy. Na przykład: mężczyźni zakochują się w ko­ bietach, które przypominają ich matki, a raczej w takich, które zarazem je przypominają i ich nie przypominają, które jedno­ cześnie są i nie są ich matkami. Prawda? Może tak, może nie. Interesujące? Zdecydowanie. A teraz przejdźmy do przyjaźni. Kogo mężczyźni wybierają na przyjaciół? W książkach wyczy­ tałem, że wybierają innych mężczyzn, zazwyczaj w podobnym wieku i o zbliżonych zainteresowaniach. Prawda? Być może. Interesujące? Zdecydowanie nie). Pozwól, że przedstawię Ci na temat przyjaźni tych kilka spostrzeżeń, które poczyniłem w czasie odwiedzania bibliotek i które uważam za ciekawe. Punkt 1. Według Arystotelesa człowiek nie może zaprzyjaź­ nić się z rzeczami nieożywionymi (Etyka, rozdział 8). Oczywiś­ cie, że nie! Czy ktoś kiedykolwiek twierdził inaczej? Ale samo spostrzeżenie jest zajmujące: nagle zdajemy sobie sprawę, skąd czerpała inspirację współczesna filozofia lingwistyczna. Dwa tysiące czterysta lat temu Arystoteles zademonstrował, że to, co wygląda jak postulat filozoficzny, może być po prostu re­ gułą gramatyczną. Stwierdził, że w zdaniu „Jestem przyjacie­ lem X” X musi być rzeczownikiem żywotnym. Punkt 2. Charles Lamb twierdzi, że można mieć przyja­ ciół, których nie chce się widywać. Prawda, i w dodatku in­ teresujące – kolejny aspekt, w którym przyjaźń różni się od relacji erotycznych. Punkt 3. Przyjaciele, a przynajmniej przyjaźniący się męż­ czyźni w kulturze Zachodu, nie rozmawiają o tym, co do sie­ bie czują. W przeciwieństwie do rozwodzących się nad tym 6


kochanków. Jak dotąd mało interesujące. Ale kiedy przyjaciel umiera, następuje wybuch emocji: „Niestety, za późno!” (Mon­ taigne o La Boétie, Milton o Edwardzie Kingu). (Pytanie: czy miłość jest gadatliwa, bo pożądanie jest z natury ambiwalent­ne – Sonety Szekspira – podczas gdy przyjaźń jest małomówna, bo jest jednoznaczna, pozbawiona sprzeczności?) Na koniec uwaga Christophera Tietjensa z powieści Forda Madoxa Forda Parade’s End (Koniec parady): mężczyzna idzie z  kobietą do łóżka, by móc z  nią porozmawiać. Wniosek: uczynienie kobiety kochanką jest jedynie pierwszym krokiem, drugim, tym ważniejszym, jest zaprzyjaźnienie się z nią. Ale przyjaźń z kobietą, z którą nie poszło się do łóżka, jest prak­ tycznie niemożliwa, gdyż atmosfera gęsta jest od niedopo­ wiedzeń. Jeśli naprawdę tak trudno powiedzieć cokolwiek interesu­ jącego na temat przyjaźni, można uczynić kolejną obserwację: że w przeciwieństwie do miłości i polityki, które nigdy nie są tym, czym się wydają, przyjaźń jest dokładnie tym, czym się wydaje. Jest transparentna. Najciekawsze obserwacje na temat przyjaźni pochodzą ze starożytności. Dlaczego? Gdyż w tamtych czasach ludzie nie uważali, że postawy filozoficzne z samej swej natury są scep­ tyczne, dlatego też nie zakładali, że przyjaźń musi być czymś innym, niż się wydaje, albo odwrotnie, nie wnioskowali, że skoro przyjaźń jest tym, czym się wydaje, to nie może być tematem rozważań filozoficznych. Z serdecznymi pozdrowieniami John

7


Brooklyn, 29 lipca 2008 Drogi Johnie! Od wielu lat zastanawiam się nad tym pytaniem. Choć nie wypracowałem dotąd żadnego spójnego poglądu na temat przy­ jaźni, być może Twój list (który rozpętał we mnie burzę my­ śli i wspomnień) jest dobrym pretekstem, by podjąć taką próbę. Przede wszystkim ograniczę się do męskiej przyjaźni: mię­ dzy mężczyznami i między chłopcami. 1) Tak, istnieją przyjaźnie transparentne i jednoznaczne (używając Twoich słów), ale z mojego doświadczenia wynika, że nie ma ich wiele. Co, być może, jest związane z innym uży­ tym przez Ciebie określeniem: małomówność. Masz rację, że przyjaźniący się mężczyźni (przynajmniej na Zachodzie) „nie mają zwyczaju rozmawiać o tym, co do siebie czują”. Poszedł­ bym krok dalej i stwierdziłbym, że mężczyźni po prostu nie mają zwyczaju mówić, co czują, kropka. A jeśli nie wiesz, jak czuje się Twój przyjaciel tudzież co czuje, czy możesz z peł­ nym przekonaniem powiedzieć, że go znasz? A jednak przy­ jaźnie trwają, często przez wiele dekad, w tej wieloznacznej przestrzeni niewiedzy. Przynajmniej w trzech moich powieściach otwarcie poja­ wia się kwestia męskiej przyjaźni, a nawet w pewnym sensie jest ich głównym tematem: w Zamkniętym pokoju, Lewiatanie i Nocy wyroczni. W każdej z nich ta ziemia niczyja niewiedzy rozciągająca się między przyjaciółmi staje się sceną, na któ­ rej rozgrywają się dramaty. Przykład z mojego własnego życia. Jeden z moich przyja­ ciół, którego znam dwadzieścia pięć lat i z którym zbudowałem 8


bodajże najbliższą przyjaźń w okresie dorosłości, jest czło­ wiekiem niezwykle małomównym. Jest starszy ode mnie (o je­ denaście lat), ale mamy ze sobą wiele wspólnego: obaj jesteśmy pisarzami, mamy podobną obsesję na punkcie sportu, żyjemy w długoletnich małżeństwach z niezwykłymi kobie­ tami oraz, co najważniejsze, ale najtrudniejsze do ubrania w słowa, łączy nas nie wypowiedziane przekonanie, jak na­ leży żyć, pewna etyka wieku męskiego. A jednak, choć bar­ dzo mi na nim zależy i oddałbym mu ostatnią koszulę, nasze rozmowy, bez wyjątku, są nijakie i bezbarwne, zupełnie ba­ nalne. Komunikujemy się za pomocą krótkich burknięć, uży­ wamy skrótowego języka, całkowicie niezrozumiałego dla osób z zewnątrz. A jeśli chodzi o jego i moją pracę (siłę napę­ dową naszych egzystencji) – rzadko kiedy o niej wspominamy. By zademonstrować Ci, jak skrytym człowiekiem jest mój przyjaciel, przytoczę pewną anegdotę. Kilka lat temu miały zostać wydrukowane egzemplarze okazowe jego najnowszej powieści. Powiedziałem mu, że nie mogę się doczekać, żeby ją przeczytać (czasami przesyłamy sobie gotowe maszynopisy, czasami czekamy na egzemplarze okazowe), a on odparł, że niedługo powinienem spodziewać się egzemplarza. Przyszedł pocztą w następnym tygodniu. Otworzyłem paczkę, przekartko­ wałem książkę i odkryłem, że jest mi dedykowana. Oczywiście byłem głęboko wzruszony, ale rzecz w tym, że mój przyjaciel nie wspomniał ani słowem o dedykacji. Nawet najmniejszej wskazówki, porozumiewawczego mrugnięcia, nic. Co próbuję powiedzieć? Że jednocześnie znam tego czło­ wieka i nie znam. Że jest moim przyjacielem, najdroższym przy­ jacielem, pomimo tej niewiedzy. Gdyby jutro obrabował bank, na pewno byłbym w szoku. Jednak gdybym odkrył, że zdradza 9


swoją żonę, że trzyma w jakimś mieszkaniu młodą kochankę, byłbym rozczarowany, ale nie zszokowany. Wszystko jest możliwe, a mężczyźni mają tajemnice nawet przed swoimi najbliższymi przyjaciółmi. W przypadku niewier­ ności mojego przyjaciela byłbym rozczarowany (bo zawiódł swoją żonę, którą bardzo lubię), ale czułbym się także zra­ niony (bo mi się nie zwierzył, co oznaczałoby, że nasza przy­ jaźń nie jest tak bliska, jak mi się wydawało). (Nagłe olśnienie. Najlepsze i najbardziej trwałe przyjaźnie oparte są na podziwie. To uczucie jest podstawą, która niero­ zerwalnie łączy ludzi. Można podziwiać kogoś za to, co robi, kim jest, jaką ścieżką idzie przez życie. Podziw uszlachetnia go w naszych oczach i wynosi na pozycję, którą uważamy za lepszą niż nasza. A jeśli ta osoba również nas podziwia – czyli uszlachetnia i wynosi na pozycję, którą uważa za lepszą niż własna – wtedy znajdujemy się w sytuacji absolutnej równości. Obydwaj dajemy więcej, niż otrzymujemy, obydwaj otrzymu­ jemy więcej, niż dajemy. Z notatnika Jouberta (1809): „Należy nie tylko pielęgnować przyjaciół, ale także pielęgnować przy­ jaźnie w sobie. Trzeba o nie dbać, opiekować się nimi i pod­ lewać”. I znów Joubert: „Zawsze tracimy przyjaźń tych, którzy tracą nasz szacunek”). 2) Chłopcy. Dzieciństwo jest najintensywniejszym okresem w naszym życiu, gdyż większość rzeczy robimy wtedy po raz pierwszy. Nie mam w tym temacie wiele do zaoferowania, je­ dynie wspomnienie, które jednak podkreśla nieskończoną war­ tość, jaką ma dla nas przyjaźń, gdy jesteśmy młodzi, nawet bardzo młodzi. Miałem pięć lat. Mój pierwszy przyjaciel, Billy, wkroczył w moje życie w sposób, którego w tej chwili nie po­ trafię sobie przypomnieć. Pamiętam go jako lekko dziwaczną 10


i wesołą postać z ogromnym talentem do psot (którego mi zu­ pełnie brakowało). Miał poważną wadę wymowy i słowa, które wypowiadał, były tak poprzekręcane, tak zniekształcone przez ślinotok, że nikt go nie rozumiał poza małym Paulem, który peł­ nił rolę tłumacza. Większość czasu spędzaliśmy, przemierzając naszą podmiejską dzielnicę New Jersey w poszukiwaniu mar­ twych zwierząt – głównie ptaków, ale od czasu do czasu także żab i wiewiórek – którym urządzaliśmy pogrzeby na klombie koło mojego domu. Dostojne rytuały, własnoręcznie zrobione drewniane krzyże, żadnego śmiechu. Billy nie cierpiał dziew­ czyn, odmawiał malowania obrazków, które przedstawiały żeń­ skie postaci, a ponieważ jego ulubionym kolorem był zielony, był przekonany, że w żyłach jego pluszowego misia płynie zie­ lona krew. Oto właśnie Billy. A potem, gdy mieliśmy po sześć i pół albo siedem lat, przeprowadził się z rodziną do innego miasta. To złamało mi serce, nastąpiły tygodnie, czy nawet miesiące tęsknoty za utraconym przyjacielem. W końcu moja mama ugięła się i pozwoliła mi na bardzo drogi telefon do no­ wego domu Billy’ego. Treść naszej rozmowy dawno wyleciała mi z głowy, ale towarzyszące jej emocje pamiętam równie do­ brze jak to, co jadłem na śniadanie dzisiejszego ranka. Czu­ łem się dokładnie tak jak później, gdy jako nastolatek rozma­ wiałem przez telefon z dziewczyną, w której się zakochałem. W swoim liście czynisz rozróżnienie przyjaźń – miłość. Gdy jesteśmy mali, zanim rozpoczniemy życie erotyczne, nie ma żadnej różnicy. Przyjaźń i miłość to jedno i to samo. 3) Przyjaźń i miłość to nie jedno i to samo. Mężczyźni i ko­ biety. Różnica między małżeństwem a przyjaźnią. Ostatni już cytat z Jouberta (1801): „Nie wybieraj na żonę kobiety, której nie wybrałbyś na przyjaciela, gdyby była mężczyzną”. 11


To nieco absurdalne stwierdzenie (jak kobieta może być mężczyzną?), ale łatwo pojąć, o co chodzi, i w gruncie rzeczy jest ono podobne do Twojej uwagi o Końcu parady Forda Ma­ doxa Forda i żartobliwego przekornego stwierdzenia, że „męż­ czyzna idzie z kobietą do łóżka, by móc z nią porozmawiać”. Małżeństwo to nade wszystko rozmowa i jeśli mąż i żona nie znajdą sposobu, by zostać przyjaciółmi, ma niewielkie szanse na przetrwanie. Przyjaźń jest częścią składową mał­ żeństwa, ale jest ono także nieprzerwanie ewoluującą po­ tyczką słowną, dziełem w toku, niewyczerpaną potrzebą, by sięgać w głąb drugiej osoby i tworzyć siebie na nowo w re­ lacji do niej, podczas gdy przyjaźń jest czysta i prostolinijna (oczywiście przyjaźń pozamałżeńska), zazwyczaj bardziej sta­ tyczna, grzeczniejsza, bardziej powierzchowna. Pragniemy przy­ jaźni, gdyż jesteśmy istotami społecznymi, urodzonymi przez takie same istoty, i naszym przeznaczeniem jest żyć wśród nich aż do śmierci, a jednak pomyśl o kłótniach, które czasem wy­ buchają w najlepszych nawet małżeństwach, o tych namięt­ nych różnicach zdań, pochopnych obelgach, zatrzaskiwanych drzwiach i tłuczonych talerzach – to oczywiste, że na takie za­ chowanie nie ma miejsca w uporządkowanej przestrzeni przy­ jaźni. Przyjaźń to dobre maniery, szlachetność, stabilność uczuć. Przyjaciele, którzy na siebie krzyczą, rzadko długo pozostają przyjaciółmi. Mężowie i żony, którzy na siebie krzyczą, za­ zwyczaj pozostają małżeństwem – często nawet szczęśliwym. Czy przyjaźń między mężczyzną i kobietą jest możliwa? Sądzę, że tak. Pod warunkiem że żadna ze stron nie czuje pociągu fizycznego. Bowiem gdy w  grę zaczyna wchodzić seks, nic nie da się przewidzieć. 4) Ciąg dalszy nastąpi. Należałoby przedyskutować inne aspekty przyjaźni: a) przyjaźnie, które umierają; b) przyjaźnie 12


między ludźmi, których nie łączą wspólne zainteresowania (w pracy, w szkole, na wojnie); c) kręgi przyjaźni: najbliżsi, nieco mniej bliscy, ale bardzo lubiani, ci, którzy mieszkają da­ leko, miłe znajomości itd.; d) wszystkie inne kwestie, o których wspominasz w swoim liście, a które pominąłem. Z najcieplejszymi myślami z gorącego Nowego Jorku Paul

12 września 2008 Drogi Paulu! Oto odpowiedź na Twój list z 29 lipca – przepraszam Cię za zwłokę. Dorothy wyjechała do Europy na konferencje naukowe (do Szwecji i Wielkiej Brytanii). Druga część jej wyjazdu okazała się koszmarem: dostała zapalenia oskrzeli i musiała odwołać podróż po Wielkiej Brytanii, a  do tego wczoraj upadła i  te­ raz ma trudności z poruszaniem się. Ma wrócić do A ­ ustralii w przyszłym tygodniu. Z dobrych wiadomości – wybierze się ze mną do Esto­ ril [Portugalia]. Oboje nie możemy się doczekać wyjazdu, no i spotkania z Tobą i Siri. Pozdrowienia John

13


11 września 2008 Drogi Paulu! Napisałeś, że „najlepsze i  najbardziej trwałe przyjaźnie oparte są na podziwie”. Byłbym ostrożny z przyjmowaniem tego za zasadę ogólną – wydaje się, że stwierdzenie to bardziej dotyczy mężczyzn niż ko­ biet – ale rozumiem uczucia, w których ma źródło. Platon pisze, że pragnienie, by być szanowanym przez innych, jest bodźcem do dążenia do doskonałości. W czasach wciąż zdominowa­ nych przez Darwina, Nietzschego i Freuda istnieje tendencja, by ograniczać to pragnienie do czegoś mniej idealistycznego – dążenia do władzy na przykład lub do przekazania swoich ge­ nów. Ale uznanie pragnienia szacunku za jedną z głównych sił napędowych duszy pozwala, moim zdaniem, na wysnucie pew­ nych cennych wniosków. Na przykład wyjaśnia, dlaczego sport – który nie ma sobie równych wśród innych aktywności w świecie – jest tak ważny dla ludzi, a w szczególności dla mężczyzn. Biegają szybciej i mocniej kopią piłkę nie dlatego, że mają nadzieję, iż ładne dziewczęta z dobrymi genami będą chciały zostać ich part­ nerkami, ale dlatego, że pragną, by ich koledzy, inni mężczyźni, z którymi wiąże ich wzajemny szacunek, ich podziwiali. To samo można, mutatis mutandis, powiedzieć o innych sferach aktywności. Zgadzam się też, że trudno uważać kogoś za przyjaciela, gdy on / ona straci szacunek w naszych oczach. Co, być może, wy­ jaśnia funkcjonowanie kodeksów honorowych w najbardziej nawet niemoralnych gangach kryminalnych: mogą one trwać tak długo, jak długo ich członkowie będą przestrzegać zasad i nie stracą szacunku w oczach pozostałych. 14


Piszesz także o  przyjaźniach z  czasów dzieciństwa. Ostat­ nio uderzyło mnie, z jaką łatwością my, rodzice, a zwłaszcza rodzice małych dzieci, wyrażamy opinię o ich przyjaciołach – akceptujemy ich bądź uznajemy za „złe towarzystwo”. Gdy­ bym znów został rodzicem, byłbym z tym dużo ostrożniejszy. Nie jest uczciwe wobec dziecka zmuszanie go, by zgadło, co w jego nowym przyjacielu nie podoba się rodzicom. Zazwy­ czaj są to rzeczy zupełnie poza rozumieniem dziecka: snobizm klasowy na przykład albo plotki na temat rodziny. Czasami dokładnie ta cecha, która czyni przyjaciela atrakcyjnym – na przykład lepsza orientacja w kwestiach związanych z sek­ sem – jest dla rodzica nie do przyjęcia. Jeśli zaś chodzi o przyjaźnie między mężczyznami i kobie­ tami, dziwi mnie, że w  dzisiejszych czasach zostają oni za­ zwyczaj najpierw kochankami, a później przyjaciółmi, a nie odwrotnie. Jeśli ta generalizacja jest prawdziwa, czy należy postrzegać przyjaźń między mężczyzną i  kobietą jako w  ja­ kiś sposób lepszą niż miłość erotyczna, jako poziom, na który awansuje się po zbliżeniu seksualnym? Na pewno istnieją lu­ dzie, którzy tak myślą: nie da się przewidzieć rozwoju miłości erotycznej, mówią, nie jest ona trwała, łatwo może zmienić się w swoje przeciwieństwo. Tymczasem przyjaźń jest stabilna i nie przemija, i może inspirować przyjaciół do stania się lep­ szymi ludźmi (jak sam to opisałeś). Uważam jednak, że powinniśmy ostrożnie podejść do tego twierdzenia i wynikających z niego konsekwencji. Istnieje na przykład popularne przekonanie, że nie jest dobrze, gdy męż­ czyzna i kobieta, którzy przyjaźnią się od dawna („tylko” przy­ jaźnią), wkroczą w obszar miłości fizycznej. Zgodnie z owym przekonaniem pójście do łóżka z prawdziwym przyjacielem jest 15


banalne, brakuje bowiem tajemniczości, której wymaga mi­ łość erotyczna. Czy to prawda? Wszakże pokusa kazirodztwa między bratem i siostrą polega dokładnie na tym, by porzu­ cić to, co zbyt dobrze znane, na rzecz tajemnicy niepoznanego. Dawniej kazirodztwo było ważnym tematem w literaturze (Musil, Nabokov), dziś jednak chyba nie jest. Zastanawiam się czemu. Być może dlatego, że postrzeganie seksu jako doświad­ czenia quasi-religijnego – a w związku z tym kazirodztwa jako wyzwania rzuconego bogom – już dawno przestało być aktualne. Pozdrowienia John

Brooklyn, 22 września 2008 Drogi Johnie! Przekaż, proszę, Dorothy, by bardziej na siebie uważała. Zapalenie oskrzeli samo w sobie jest nieszczęściem, ale upa­ dek to już straszna rzecz. Wierzę (mam nadzieję), że niczego sobie nie złamała. Jesteśmy z Siri bardzo szczęśliwi, że wy­ biera się w październiku do Portugalii. Ostatnio podróżowałem i za kilka dni znów ruszam w drogę. Nie mam w tej chwili czasu na porządną odpowiedź, ale obie­ cuję, że napiszę ją, gdy wrócę w połowie października. To zaskakujące, że wspominasz w liście o kazirodztwie mię­ dzy bratem i siostrą. Temat ten pojawia się w mojej najnowszej 16


książce (i zostaje rozwinięty) – i rzeczywiście, tak jak piszesz, seks jest dla obojga bohaterów quasi-religijnym doświad­ czeniem. Czy to oznacza, że jestem koszmarnie przestarzały? Zapewne. Jeśli zaś chodzi o podziw, odnosiłem się do przyjaźni między mężczyznami. Ale więcej na ten temat, gdy wrócę… Z uściskiem dłoni Paul

28 października 2008 Drogi Johnie! Planowałem odpisać Ci wcześniej, ale dopadła mnie ja­ kaś parszywa infekcja przewodu pokarmowego i dziś dopiero wstałem z łóżka. Na szczęście udało mi się przetrwać w zdrowiu siedemna­ ście gorączkowych dni podróży i rozchorowałem się dopiero ostatniego wieczoru, po spełnieniu wszystkich obowiązków. Można się było tego oczywiście spodziewać. Człowiek żywi się adrenaliną, a gdy jej poziom opada, zaczyna rozumieć, że zbyt wiele od siebie wymagał. Nie mogę się doczekać wypo­ czynku w Portugalii, czasu ciszy i uspokojenia, niemalże jak na wakacjach. W swoim ostatnim liście wspominasz o „sporcie, który nie ma sobie równych wśród innych aktywności w świecie…”, co 17


przypomniało mi nasze krótkie wymiany zdań na ten temat podczas podróży samochodem po Francji zeszłego lata. Miał­ byś ochotę zatrzymać się na chwilę przy tym temacie? Prze­ czytałem Twoje Uwagi o  rugby sprzed trzydziestu lat. Pro­ wokacyjne i mocno uargumentowane, lecz jeśli masz ochotę powrócić do tego obszaru, chętnie udam się tam z Tobą. (Moim własnym małym wkładem w ten temat jest Najlepszy substytut dla wojny w Prozie zebranej, tekst napisany dekadę temu dla „New York Times Magazine” do numeru poświęconego ty­ siącleciu. Moje zlecenie: napisać – krótko – o najlepszej grze ostatniego tysiąca lat. Wybrałem piłkę nożną). Możliwe tematy do dyskusji: 1) sport i agresja; 2) uprawia­ nie sportu kontra jego oglądanie; 3) fenomenologia – i tajem­ nice – bycia fanem; 4) sporty indywidualne (tenis, golf, pływa­ nie, łucznictwo, boks, lekkoatletyka) kontra sporty zespołowe; 5) powolny i nieunikniony upadek boksu (Zjawisko równoległe: ogólna obojętność wobec rekordów lekkoatletycznych. Czter­ dzieści, pięćdziesiąt lat temu cały świat czekał z niecierpliwoś­ cią na pierwszy skok wzwyż powyżej siedmiu stóp, na pierwszy skok o tyczce ponad szesnaście stóp, najnowsze wyniki poniżej czterech minut na milę. Skąd więc obecny brak zainteresowa­ nia?); 6) sport jako dramat, narracja, suspens; 7) sporty ogra­ niczone czasowo (football, koszykówka, rugby) kontra sporty bez ograniczeń czasowych (baseball, krykiet); 8) sport i ko­ mercja; 9) sport i nacjonalizm; 10) Homo ludens. Przesyłam ciepłe pozdrowienia Paul

18


6 grudnia 2008 Droga Siri!* Jak się masz? Ja dochodzę do siebie po grypie, która do­ padła jurorów w Portugalii. Nie był to dobry czas. Mam na­ dzieję, że Wam udało się w porę uciec. Nie muszę Ci mówić, jak cudownie było móc spędzić tyle czasu z Tobą i Paulem. Załączam list zawierający olśniewające przemyślenia, które obiecałem Wam podczas ostatnich dni w Cascais. Bardzo proszę, wydrukuj go i przekaż Paulowi. Jestem gorącym zwolennikiem staroświeckich listów ze znaczkami, ale tym razem czuję, że tak długo byłem odłączony od świata, że potrzebuję energii Internetu. Całuję John

L I S T D O P. A. Drogi Paulu! Pod koniec 2008 roku coś wydarzyło się w  świecie wiel­ kiej finansjery i w rezultacie, jak nas poinformowano, więk­ szość z nas jest w tej chwili uboższa (w sensie finansowym) niż kilka miesięcy temu. Nie powiedziano nam, co dokładnie się *  E-mail do Siri Hustvedt, żony Austera.

19


wydarzyło, i być może nie wiadomo – jest to temat zaciętych dyskusji wśród ekspertów. Ale nikt nie wątpi, że coś się stało. Pytanie brzmi: czym jest to coś, co się wydarzyło? Czy to coś realnego, czy jeden z tych wytworów wyobraźni, które mają realne konsekwencje, jak objawienie Matki Boskiej, które za­ mieniło Lourdes w tętniące życiem centrum turystyczne? Pozwól, że przedstawię listę realnych wydarzeń, z powodu któ­ rych możemy pewnego dnia – jako naród, społeczeństwo, a nie pojedyncze osoby rozsiane po świecie – obudzić się uboższymi. Plaga szarańczy może splądrować nasze plony. Może nastać trwająca latami susza. Zaraza może zdziesiątkować nasze stada. Trzęsienie ziemi może zniszczyć drogi i  mosty, fabryki i domy. Na kraj nasz może napaść obce wojsko, złupić miasta, wy­ wieźć bogactwa i zapasy żywności i zrobić z nas niewolników. Możemy zostać wciągnięci w niekończącą się wojnę poza gra­ nicami kraju, na którą będziemy musieli wysłać tysiące młodych, silnych mężczyzn, a pieniądze przeznaczać na zakup uzbrojenia. Obca marynarka może przejąć kontrolę nad morzami, co uniemożliwi naszym koloniom przesyłanie drogą morską żyw­ ności i metali szlachetnych. Dzięki Bogu, żadne takie nieszczęście nie spotkało nas w  2008  roku. Nasze miasta stoją, gospodarstwa produkują żywność, a sklepy pełne są różnych dóbr. Co więc sprawiło, że staliśmy się ubożsi? W odpowiedzi słyszymy, że zmieniły się pewne liczby. Daw­ niej były duże, a obecnie są małe i w konsekwencji zbiednieliśmy. 20


Ale liczby 0, 1, 2..., 9 są tylko znakami, tak samo jak litery a, b, c..., z. Nie jest więc możliwe, by spadek liczb sam w  sobie nas zubożył. Musi chodzi o  coś, co liczby te oznaczają. Co takiego oznaczają wszakże te nowe, mniejsze liczby, że staliśmy się ubożsi? Odpowiedź brzmi: kolejny zestaw liczb. Wszystkiemu winne liczby oznaczają inne liczby, a te znów ko­ lejne, w nieskończoność. Gdzie kończy się ta regresja znaczeń? Gdzie jest rzecz sama w sobie, którą oznaczają: plaga szarańczy czy najazd obcych wojsk? Nigdzie w polu widzenia. Świat jest taki sam jak przed­ tem. Nie zmieniło się nic poza liczbami. Jeśli tak naprawdę nic się nie wydarzyło, jeśli liczby nie oznaczają żadnej rzeczywistości, wręcz przeciwnie, odnoszą się wyłącznie do innych liczb, to dlaczego, pytam, musimy przy­ jąć wyrok, że jesteśmy teraz ubożsi, i tak się zachowywać? Dla­ czego nie odrzucić po prostu tego konkretnego zestawu liczb, które sprawiają, że jesteśmy nieszczęśliwi, i w żaden sposób nie odzwierciedlają rzeczywistości, i nie wymyślić dla siebie no­ wych liczb, być może takich, które wykażą, że jesteśmy bogatsi niż wcześniej, choć może lepiej wymyślić takie, które właściwie odzwierciedlą naszą sytuację: nasze pełne spichlerze i solidne dachy, rozległe tereny pełne fabryk i gospodarstw? W odpowiedzi na tę propozycję (tę „naiwną” propozycję) spotykam się z pełnym politowania kręceniem głowami. Liczby, przed którymi stoimy, które odziedziczyliśmy, mówią mi lu­ dzie, prawdziwie odzwierciedlają naszą sytuację. Wewnętrzna logika zmian w tych liczbach, od wartości wyższych do niż­ szych, która nastąpiła od początku do końca 2008 roku, opi­ suje prawdziwe zubożenie, które miało miejsce. 21


Jesteśmy więc w impasie. Z jednej strony ludzie tacy jak ja nie wierzą, że wydarzyło się coś realnego, i domagają się niezbi­ tego dowodu. Z drugiej strony ci, którzy wiedzą, powtarzają: „Widocznie nie macie pojęcia, jak działa system”. W siódmej księdze Państwa Platon proponuje, byśmy wy­ obrazili sobie społeczeństwo, w którym ludzie siedzą całymi dniami w ciemnej jaskini i wpatrują się w ściany, na których widać migoczące cienie. Nikt z nich nigdy nie był na zewnątrz, nikt nie miał styczności z czymkolwiek innym poza cieniami na ścianach. I wszyscy zgodnie akceptują, że to, co na nich wi­ dzą, jest wszystkim, co jest. Pewnego dnia jeden z nich wstaje i chwiejnym krokiem wy­ chodzi na zewnątrz. Jego nieprzyzwyczajone do światła oczy zostają oślepione, ale udaje mu się dostrzec drzewa, kwiaty i mnóstwo innych form, które w żaden sposób nie przypomi­ nają cieni, do których przywykł. Wraca do swoich braci, osłaniając oczy. „Miejsce, w któ­ rym żyjemy, jest tylko jaskinią”, mówi, „poza nią jest świat ze­ wnętrzny, który wygląda zupełnie inaczej. Tam toczy się praw­ dziwe życie”. Jego współplemieńcy chichoczą. „Biedny głupcze”, odpo­ wiadają, „nie potrafisz nawet rozpoznać sennych majaków? To jest prawdziwe” (i wskazują na ściany). Wszystko to można znaleźć u Platona (427–348 p.n.e.), łącznie ze szczegółowym opisem pochylonych ramion, migo­ czących ścian i krótkowzroczności. Z pozdrowieniami John

22


PS  Jestem świadom, że proponując, byśmy wymyślili nowy, „dobry” zestaw liczb w miejsce starych, „złych” liczb i byśmy za­ instalowali te nowe liczby na wszystkich komputerach świata, postuluję, byśmy porzucili stary i zły system ekonomiczny na rzecz nowego i lepszego – innymi słowy, postuluję inaugura­ cję ogólnoświatowej sprawiedliwości ekonomicznej. Jest to projekt, którego nasi obecni rządzący nie chcą i nie potrafią zrealizować.

9 grudnia 2008 Drogi Johnie! Twój „List do P.A.” pojawił się właśnie na ekranie kompu­ tera Siri i dostałam do rąk wydruk. Nie wiem, kiedy został napisany i wysłany, więc jeśli moja odpowiedź jest opóźniona o wiele dni lub tygodni, proszę o wybaczenie. Zanim odniosę się do Platońskiej jaskini i całkowitego upadku cywilizacji, jaką znamy, chciałem powiedzieć Tobie i Dorothy, jak ogromną przyjemnością była możliwość spot­ kania z Wami w Portugalii. Słońce, rozmowy, posiłki, powolne tempo życia – wszystko godne zapamiętania. Tak, musieliśmy obejrzeć kilka koszmarnych filmów, ale możliwość zobaczenia jednego genialnego była wystarczającym zadośćuczynieniem za nasze cierpienia.

23



Paul Auster, John Maxwell Coetzee, "Tu i teraz. Listy 2008–2011"