Issuu on Google+

Z ak och

an a


Ala

Makota Z ak och

Krak贸w 2011

an a


Siódmą część opowieści o  życiu codziennym Ali dedykuję wszystkim moim czytelnikom, a przede wszystkim: Pauli, Bożence i  Bociance z  Targówka, Poznaniance, Gosiaczkowi, Motylkowi, Tomikowi z  Rzeszowa, Cedrze, Skarpetce Idze z Warszawy, Totosi, Pumie z Bielska, Frytce, Piggy, Magdzie, Beacie, Klimzie, Klimatologowi, Leili, Kropelce, Ewce-Ewce, Martuli, Sylwii i  Paci, Agusi, Martynie, Viki-Agnieszce, Emili, Justynie-P, Marshalli, Szelce, Blue, Pippi-Annie, Pałce, Knopersowi, Alexandrze, Rzeżuchowi, Mgiełce, Izie-Rybie, Xeni i Majce, Adze, Bzyczce, Bobrowi, M@rtusi, Kamili-Milce, Monice, Hu, Kaśce i  Ane, Misheli, Marci, Jusi, Celinie, Natalii, Tysi, Oli, Kocie, Ance, Supergirl, Biedronce, Melli, Pati, Kociarze, Gussi, Karolinie, Kasi, Marcysi, Asiuli, Wisience, Krokodylowi, Rafie, Majce, P@olci, Annie Marii, Magdzie, Natapie, Marcinowi, Agnieszce, Rowerowi, Sebastianowi, A. Jolie, Kai, Kristofowi, Mańkowi, Magosi, SuperPeperowi, Mai i Hance.


SIERPIEŃ

Straszliwa wizyta w  Pizza Hut zaowocowała zasadniczym wnioskiem: Korespondencja nie jest właściwym sposobem nawiązywania znajomości – ani klasyczna, papierowa, czego najlepszym dowodem moje ostatnie doświadczenie, ani internetowa, bo przecież nawet mój własny tata wpada na net, tzn. na czaty, i od czasu do czasu podszywa się. Potem był wniosek bardziej radykalny: net byłby jeszcze gorszy niż zwykły list, bo za łatwo się pisze i  za łatwo ufa. Nawet jeśli teoretycznie można człowieka zobaczyć, to i tak nie wiadomo, czy to on. Zresztą nie wiem. Może to jest ekstremalna nieufność? Nie ulega jednak wątpliwości, że na jakiś, pewnie niedługi, czas rezygnuję z prób poszerzenia grona moich znajomych tudzież poznania kogoś, kogo mogłabym przymusić, żeby się mną zachwycił i w wyniku tego zakochał. Czyli że ogłoszenia towarzyskie wypadają. No i  jeszcze przypomniało mi się, jak w  „Gotowych na wszystko” Lynette, mama bliźniaków, podszyła się pod 16-letnią fajną dziewczynę, by dowiedzieć się, co jej syn myśli, 7


o czym gada przez net. I dostała od swojego syna jakiś mocno namiętny wiersz… No, już wyobraźnia podsuwa mi kolorowe obrazy – co by było, gdyby okazało się, że na przykład mój wysoce nijaki brat Jacek podszywał się? I występował w necie jako przystojny (hłe, hłe, hłe), bystry (hi, hi, hi), czuły (bua…, bua…, bua…), inteligentny (no chyba umrę ze śmiechu), ambitny (tarzam się ze śmiechu), muzykalny, niezwykły, elokwentny, dbający o siebie i co tam jeszcze? I ja, nieopatrznie, bym na nie odpowiedziała?! I masz, sytuacja jak z filmu. Nie. Ogłoszenia nie będzie.

Ogłoszenie matrymonialne jest jak kaktus, który wygląda jak róża. B. T. Hayes

Pozostaje ogląd naoczny. Może te wnioski mi pomogą, nie wiem, ale ile razy znowu mnie najdzie chęć na spotykanie się z kimkolwiek bez wcześniejszego oglądu naocznego, to sobie otworzę tę właśnie stronę w notatniczku i mi minie. Z nadzieją, że tak będzie, idę spać!

Mama szaleje – Co robisz, Halinko? – zagaił tata, brnąc przez przedpokój zawalony zaskakującą ilością ubrań, butów mamy, kremów etc. – Pakuję się  – uprzejmie wyjaśniła mama. – Jadę do Hiszpanii na wakacje, razem z Jolą. (To mama Moniki). Mama już wcześniej coś napomykała, że marzy, że chciałaby, że wreszcie musi zadbać o  siebie… Ale że wymyśliła sobie wyjazd?! I ma zamiar ot tak wziąć urlop i pojechać? To mnie z lekka zdziwiło. Siedziałam sobie potulnie w pokoju i udawałam, że mnie nie ma, wpatrując się jednocześnie w szafirowo-lazurowy kostium kąpielowy, który sobie zakupiła mama. – Z tą feministką! – zniesmaczył się tata. Nawet chyba poczerwieniał, bo głos mu zadrżał skrywanym zdenerwowaniem. 8


– Tak – lakonicznie potwierdziła mama. Wychyliłam się z mojego zakątka. Podniosłam na nią wzrok. Stała spokojnie, w ręce trzymała zieloną sukienkę, uśmiechała się i wyglądała na bardzo zadowoloną. – Jedziemy odpocząć. Costa Brava była najtańsza. – A dom…?! A my…? Jedziecie wy dwie? Jak ty to sobie wyobrażasz?! – tata zaatakował. – Co wy…? – zdziwiła się mama. – Prosto sobie wyobrażam! Zapłaciłyśmy za wycieczkę, wsiadamy i jedziemy! Wzruszyła ramionami, odłożyła zieloną sukienkę, popatrzyła tacie prosto w oczy i zaserwowała mu minę będącą jednym wielkim znakiem zapytania. Następnie bardzo spokojnie, głosem stonowanym, tonem wręcz czułym rzekła: – Jacek na wakacjach z Moniką, Agnieszka z małą na wsi, Ala skoczy sobie do Justyny do Żyrardowa, a ty…? Ty rób sobie, co chcesz! Za swoje jadę i nic ci do tego! – Nawet mnie nie raczyłaś poinformować! – wrzasnął tata. Oj, nie udało mu się zachować takiego spokoju, jaki cechował wypowiedź mamy. A  może nawet nie chciał mówić tak jak mama? – Jak to?! – domagał się odpowiedzi. – Jak to? Właśnie cię informuję… – spokojnie powiedziała mama i rozmowę uznała za zakończoną.

Najczęstsze małżeństwo – ich czworo: on, ona, jej wyobraźnia o nim, jego wyobraźnia o niej. Claude Roy

Tata wymknął się z domu. Na noc nie wrócił.

Mama się usprawiedliwia Następnego dnia mama pogładziła mnie po ręce i  powiedziała: – Wiesz, Alu, ja naprawdę muszę wypocząć! – I pojechała na miejsce zbiórki. Po jej wyjściu w kuchni na stole znalazłam kartkę z adresem jej hotelu. 9


później Siedzę sama w domu. Jest mi i przykro, i pusto.

Tata się stara – Alu… Jak chcesz, to pojedziemy do Konstancina po południu… – powiedział, gdy już dotarł do domu. Wyglądał jak zmięta gazeta, ni mniej, ni więcej. Dom, tata i ja. Biedny tata, gotowy jest pojechać ze mną na spacer, bo nie ma z kim. I to jest maksimum, jakie tata potrafi wymyślić. Nie, nie zaproponował mi kasy na kino, nie wymyślił, że może kupić jakiś fajny film, nie wymyślił, że możemy pospacerować w  Galeriach, gdzie mógłby kupić mi coś fajnego, tata po długich przemyśleniach wpadł na genialny pomysł: prozdrowotne konstancińskie tężnie w ramach spaceru. Tak jakby nie umiał wymyślić, że spacery z ojcem to nie jest to, o czym wakacyjnie marzę. Biedny tata – pomyślałam. – Nie dość, że upokorzony przez mamę, to na dodatek zmarnowany przez życie… Ale co ja w tym wszystkim robię?! Oczywiście, obśmiałam ten jego Konstancin.

później Moje genialne myśli nie doprowadziły mnie nigdzie poza dobrze mi już znane manowce. Wymyśliłam tylko, że jeżeli wszyscy się wynoszą z domu, to ja też muszę. Wzięłam telefon, zadzwoniłam do cioci Justyny. Jutro wsiadam w  pociąg, ląduję w  Żyrardowie i  tym sposobem uwalniam się nie tylko od problemowej rodziny, ale też od niedostępnego Toma…

Utracona szansa – Wiesz, Alu, jak byłaś na zakupach, to zajrzał ten nowy sąsiad z drugiego i zapytał, czy ktoś mógłby mu światło zapalać w mieszkaniu tak raz na dwa dni, bo podobno tu kradną! 10


Ostatnio sąsiad z czwartego, wyobraź sobie co za bezmyślny człowiek, zostawił rower PRZED mieszkaniem, na korytarzu. No i co się stało? – Tata zadał mi to pytanie, bo myślał, że znam odpowiedź. Ale ja… już byłam uniesiona wizją przypadkowego poznania mieszkania Toma… Serce mi zamarło. Cała krew odpłynęła mi z serca, z mózgu, z  rąk i  nie mogłam nic, po prostu nic zrobić. Słowa uleciały mi z mózgu, oniemiałam na moment, popatrzyłam na tatę z wdzięcznością, ale on, nie mogąc doczekać się mojej odpowiedzi, kontynuował: – Powiedziałem, że nie za bardzo, bo córka wyjeżdża, żona za granicą, a ja sam jeszcze nie wiem, co będę robił przez te dwa, trzy tygodnie. Ma człowiek tupet, nie? Wcale go nie znamy i miałbym sobie na głowę brać cudze mieszkanie! Wpadłam do mojego pokoju i z wściekłością chwyciłam poduszkę. Zaciskałam ją w dłoniach tak mocno, jak mocno bym krzyczała, gdybym mogła. Przez te pieprzone, nikomu niepotrzebne zakupy utraciłam taką okazję! I ten tata! Który odmówił pomocy sąsiadowi, bo mu się po prostu nie chce brać na głowę zapalania światła raz na dwa dni! To jest – nie – do – uwierzenia. Okazja sama przyszła, zastukała, zadzwoniła dzwonkiem, ale mój ojciec otworzył jej drzwi, po to tylko, by ją wypchnąć!!! Po prostu nie da się tego zrozumieć. Postanowiłam ukarać tatę. Za karę zjadłam wszystkie słodycze, jakie znalazłam w  kuchni. I  chałwę, którą tata uwielbia, i  czekoladę mleczną z  orzechami, i  dwa Twixy, jednego Liona i  jednego Marsa. Całe zapasy, które znalazłam w  szafce ze słodyczami. Żeby kara była dotkliwsza, powinnam też wypić cały słoik kawy rozpuszczalnej i popić ją pięcioma piwami. Ale ani na kawę, ani na piwa się nie zdobyłam. Już po słodkospożywczym ukaraniu taty dostałam lekkich mdłości. A potem… 11


Potem siadłam przy oknie i  po mniej więcej pięciu minutach zobaczyłam podjeżdżającą taksówkę, Toma w  wersji letnio-sportowej, z  porządną walizką, pakującego się do tej taksówki i odjeżdżającego… Wieczorem tacie zebrało się na zwierzenia. Pewnie z braku towarzystwa mówił do mnie. Siedzieliśmy przed telewizorem, ja zdegustowana, tata też, tyle że z  innych powodów. Tata z piwem, a ja z colą. – Wiesz, Alu… Ja to nie wiem, o co mamie chodzi… Przecież ja jestem taki sam jak kiedyś. A poza tym to przecież ona chciała, żebym robił karierę naukową. No to robiłem.

Wielu mężczyzn ma bardzo subtelny sposób krytykowania swoich żon. Wszędzie opowiadają, że to ona zrobiła go tym, czym jest. Jean Desmarte

Dość bezskutecznie… – pomyślało mi się. Bo co to za kariera magister wykładowca? Ani kariera, ani pieniądze, jak kiedyś powiedziała Agnieszka. Tata wcale nie czekał na moją odpowiedź. Uniósł szklankę z  piwem do góry, przypatrywał się mu, apatycznie odstawił ją, wziął pilota, zaczął latać po kanałach, aż wreszcie znalazł. Na Discovery był program o  paniach ćwiczących sumo. Były olbrzymie i  wygrywały każdą walkę z  mężczyznami. Gdy panie już rozgromiły wszystkich panów, tata z  westchnieniem przełączył program na coś równie dołującego. Siedzieliśmy, coś tam oglądaliśmy i smutno sączyliśmy napoje.

Powiedz mi, kim jesteś, a powiem ci, kim mogłeś zostać. Adam Zagajewski

12


W Żyrardowie Ciocia, jak zwykle, przywitała mnie nie dość że całusami, to jeszcze talerzem pierogów z jagodami. Do pierogów jogurt grecki, zamiast śmietany, żeby było dietetycznie – tak powiedziała ciocia. Jak dotąd nigdy nie obiła mi się o uszy taka dietetyczna dieta pierogowa, ale może jestem niedoinformowana. W końcu ciocia wie, co robi, odchudzając się pierogami… Pierogi OK. Dostałam do dyspozycji pokój Piotrka i tym sposobem zamiast nudzić się na balkonie na Ursynowie, nudzę się w ogrodzie w Żyrardowie… Bo jakoś wszystkich moich rówieśników jakby wymiotło… Gdzie nie spojrzeć – wszędzie nuda. Wszechobecna, leniwa, deprymująca nuda.

Poezja z nudy płynąca Spotkaniem jest twój głos, ciało, nieobecność twoja Spotykam się z tobą codziennie w myśli niespokojnej Wiesz o tym?

Życie a książki Z tych wszechobecnych, wszechstronnych, wszechogarniających, wszechdominujących nudów zapoznałam się z: „Kuchnią francuską” – spodobał mi się przepis na „Beurre de ketchup”, tzn. na masło ketchupowe  – do masła dodać ketchupu i mamy „Beurre de ketchup”, czytaj ber de keczup. „W poszukiwaniu miłości” – Lea zakochuje się w Brunie, on w niej, chcą ze sobą sypiać, ale jakoś tak i chcą, i nie chcą – zupełnie jak Milka z Jaśkiem, teoretycznie ona chce, praktycznie on chce, ale praktycznie ona nie wie, czy jest gotowa, a on teoretycznie nie jest gotowy, no i jajo. „Niepokoje serca” – dalej i w tę, i w tamtą. „Romans naszej mamy” – bo mi się pierwsze zdanie spodobało: Nasza mama całowała się z mężczyzną. 13


„Był sobie chłopiec” – bo spodobało mi się ostatnie zdanie: I teraz już Will wiedział na pewno, że z Marcusem wszystko będzie dobrze. Bo grunt, żeby się dobrze kończyło. Ciocia poczuła się odpowiedzialna za zapewnienie mi rozrywki. Zrobiła to w zupełnie nieprzemyślany sposób. Siedziałam sobie spokojnie na leżaczku w ogródku, a tu ciocia z koszyczkiem, tup, tup, jak nie przymierzając różowy kapturek, bo miała na głowie różową chustkę. A w koszyczku… Oj, nie, nie, żadnych smakołyków, nawet jednego pieroga nie było. W koszyczku czekały na mnie lektury… A wśród nich straszyły takie hity jak „Krzyżacy”, „Ogniem i  mieczem”, kurs obsługi Excela, taniec towarzyski z  płytą i wiele, wiele innych cudowności. Jedyne, co nadawało się do otworzenia to „Maksimum osiągnięć” Briana Tracy’ego. I naprawdę, tę książkę otworzyłam, co w mojej żyrardowskiej nudzie już uznałam za maksymalne osiągnięcie.

Wakacyjna jałowość Po dwóch takich tygodniach, intelektualnie wymęczona, bo jałowość też męczy, utuczona pierogami cioci, powróciłam do Warszawy.

Wrócił! Jest! Tomek! I  ten fakt nie wymaga żadnego, ale to żadnego komentarza! Jest. Jest obok, jest zrelaksowany, opalony, jakiś jeszcze pewniejszy. Od razu widać, że on nie był na wakacjach w Żyrardowie. I chyba zapuszcza brodę, bo wyglądał z lekka brudno. Ale to nieważne. Tylko tyle, że utył troszeczkę i opalił się tak, że cała drżę, gdy go widzę. Jest. Jest. Jest. I na razie to mi musi wystarczyć! 14


Solidne i stabilne Pierwsze, co zrobiłam, to pojechałam do Śródmieścia, na Bracką. Przecież adres z  wizytówki Tomka znam na pamięć. Stałam i stałam, schowana za filary przy Smyku. Nie wyszedł. Wreszcie, gdy się ośmieliłam, przeszłam się, szukając tabliczki Consulting and HR. Znalazłam. Drugie piętro. Tabliczka mosiężna, zero nowoczesności, solidna jak szwajcarski bank, taka budząca respekt swoją przypuszczalną wagą i  wyglądem. Litery na tabliczce wyryte, pokryte złotem, to znaczy w kolorze złotym. Zobaczyłam jeszcze tylko, gdzie parkuje samochód. Tylko tyle. I aż tyle. Nawet nie wie, że ja w takim celu jestem w stanie jechać do Śródmieścia… Co prawda to tylko czternaście minut metrem, ale zawsze… Nie zna mnie, ale to się przecież może zmienić… Inaczej: To się zmieni. I te czternaście minut metrem będziemy pokonywać razem… On i ja. Tylko że on jeszcze tego nie wie.

Agnieszka a wieś – Alka, jakie my mamy cholerne szczęście, że mieszkamy w Warszawie! To był podstawowy wniosek Agnieszki po czterotygodniowym pobycie na wsi. – Na początku mi się podobało, przez cały pierwszy dzień, wiesz, cisza, łąki, szumią drzewka, słońce w liściach, dojrzewają wiśnie, kwiatki kwitną, rosną sobie pomidory, koty łażą gdzie i jak chcą, jakieś brudne krowy, głupie kury… takie to przaśne, że aż urocze… Ale tylko przez pierwszy dzień. Bo po 15


trzech dniach… Codziennie ta cisza, słyszałaś kiedyś ciszę?! Codziennie te same drzewa przed oknem, co nie zerkniesz, to ono tam jest, nie przesunie się w prawo ani w lewo, nic się nie zmienia, żadnego życia. To tak jakbyś u nas cały czas patrzyła na samochody wrośnięte w ulicę, wyobrażasz sobie? Sklepik mniejszy niż nasz kiosk Ruchu, w telewizji trzy programy, trzy!!! Po tygodniu już miałam tego tak dosyć, że najchętniej, gdybym umiała, to te krowy sama umyłabym, drzewa wyrąbała i kabel z telewizją z Warszawy przeciągnęła! Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wróciłam do tego bloku!

Jak to się robi – Życie mnie ciągle zaskakuje! – wrzasnęła w telefon Milka. – Wyobraź sobie, na obozie w Bieszczadach okazało się, że takiemu Jarkowi ojciec zapakował prezerwatywy do plecaka i instrukcję stosowania! Ci starzy są pieprznięci, no mówię, pieprznięci, oni myślą, że w naszym wieku nie wiemy, jak to się robi! – A wiemy? – spytałam. – No… powinniśmy, nie?! Inteligentnie zamilkłam. A potem Milka przyszła i obejrzałyśmy sobie program Ewy Drzyzgi. Fajne, że byli tam tacy młodzie ludzie jak my. A najbardziej mi się podobało, że byli tak samo niedoinformowani jak my!

Mama (niestety) odmłodniała – Tam było bosko, po prostu bosko  – zachłystywała się mama, a tatę trafiał coraz regularniejszy szlag. – A ta kuchnia! Kalmary! Paella! Gazpacho! – I do taty: – Co ty wiesz o świecie! Nawet nie wiesz, co tracisz! A najgorsze było zakończenie: – Nawet nie wiesz, co ja przez ciebie straciłam… – powiedziała mama, popatrzyła na tatę, jakby doprawdy nie rozumiała, co ten facet robi w jej kuchni, i wyszła. 16


Są osoby, którym sposobność do kłótni nastręcza nawet rozmowa o pogodzie. Feliks Chwalibóg

później Tata znowu przy compie. Ale nie muzyka tym razem. Czat, wiem, Wirtualna Polska, bo zajrzałam i poznaję po grafice! Mama tymczasem w najlepsze obdzwania cały świat, opowiadając o małżach, kalmarach, paellach i innych cudownościach. Gdy tak sobie podsłuchuję, to widzę, że mamie najbardziej podoba się klimat Hiszpanii, potem kuchnia, potem imprezowa natura Hiszpanów. Ani słowem nie wspomniała o zabytkach!

Monika mnie odpytuje – Nie minęło ci przez wakacje? – Żart… – zbyłam ją z wyższością. – Czas nic nie zmienił? – Wzmocnił. – Wzmocnił? – Wzmocnił… bo wiesz, jak ja sobie wyobrażę siebie w jego ramionach… Widziałaś, jakie Tomek ma ramiona? – Przeciętne… jak ramiona, u góry szersze, w dół węższe! – Nic nie rozumiesz. To są takie ramiona, w  których się można zatopić! – krzyknęłam. – Zniknąć, odlecieć! – No trudno, jeżeli on nie chce cię wziąć w swe ramionach, to… – Uśmiechnęła się cynicznie i ruszyła do wyjścia. Poszłam za nią. – Niedługo zaczynamy…  – szepnęła jeszcze tylko przez uchylone drzwi i wyszła. Po chwili wsadziła głowę. – Wiesz, że po tej Hiszpanii skóra mojej mamy suchutko się pergaminuje? Pamiętaj, unikaj słońca! – I na dobre znikła. 17


Chyba chciała mi powiedzieć, że słońce źle podziałało na skórę cioci Joli. Popatrzyłam na mamę – mama ma nadwagę i  pewnie dlatego jej skóra wcale się na tym ich słońcu nie spergaminowała. A tata słucha: „Żółtych kalendarzy”. O rany!!!

Krótka wizyta u Hrabiniów Na mój widok, nie wiem dlaczego, Mąż, zamiast miłego „dzień dobry”, powiedział „zjadłbym coś”! I zapatrzył się na mnie! Poczułam się nietypowo. Czyli, mówiąc po polsku, głupio. No nie wiem, może mi się utyło na pierogach cioci, może wyglądałam atrakcyjnie, ale bez przesady! Żeby mój widok wywoływał skojarzenia kulinarne??? Zdegustowałam się.

Agnieszka, już chyba zwyczajowo, ma dość! Wpadła do nas razem z Napoleonką, wózek, jak zwykle, zawadza w przedpokoju, ale to nieważne. Agnieszka: – Alka, żebyś ty wiedziała, jak można mieć dość! Ja: – Czego masz tak dość?! Agnieszka: – Tego bycia kimś innym! Ja: – Przecież jesteś sobą! Agnieszka: – Ale nikt mi nie powiedział, że jak będę mamą, to już nie będę tą samą sobą, tylko jakąś inną sobą! Nie wiem, czy rozumiesz, ale to tak jakby to była – nie ja! Tylko ktoś taki jak ja, ale nie ja! Wcale mnie nie zachwyca spędzanie godzin na ławce, zmienianie pieluch, nie wiem, ile razy, ze dwadzieścia dziennie?!, 18


pranie kaftaników, i to, że na pół sekundy nie mogę się oderwać od wózka! Teraz ja i wózek – to jedno! Rozumiesz?! Robert ciągle w robocie, a ja już mam dość rozmów z innymi młodymi mamami! Dość! Chcę jeszcze jakoś inaczej pożyć, a tu co?!

później No i bądź tu mądry. Agnieszce jest źle, Robertowi jest źle, bo go robota ogłupia, sam to mówi, mamie jest źle i zrywa się do Hiszpanii, tacie jest źle i szuka towarzystwa na necie, mnie jest źle, bo on… Bądź tu mądry!

Telefon od Moniki – Przemyśl to jeszcze raz. Dalej się w  Tomaszu kochasz? Warto coś robić? – Nie wiem, czy warto coś robić. Ale wiesz, on i ja… – Nie mylisz się? – wyraźnie chciała się upewnić. – Nie – zakończyłam stanowczo.

Człowiek rzadko myli się dwa razy – na ogół trzy albo więcej. John Perry Barlow

Zestresowałam brata Jacek: – Czego ty chcesz od Moniki? Mam dość! Ona więcej czasu spędza na rozmowach z  tobą niż ze mną! Co ty sobie wyobrażasz?! – Był tak wściekły, że aż zaczął się jąkać. – O co chodzi?! – Nie wiem – odpowiedziałam. – Może jej się podobam?! Może mnie lubi?! Mój tępy brat, zamiast zrozumieć wysoce wyrafinowany dowcip, zbladł i wybiegł z mieszkania. Chwyciłam słuchawkę, żeby ostrzec Monikę. Odpowiednio nastawiona, na pewno sobie z nim poradzi. 19


chana! o k a z u c Ċ o k w a Al Nastolatka + MiïoĂÊ = Emocje wymykajÈce siÚ spod kontroli, nagïy przyrost wÈtpliwoĂci, setki uporczywych myĂli bïÈkajÈcych siÚ w gïowie i… mnóóóóóóóstwo kïopotów!

Czy Ala spotkaïa swojÈ jedynÈ, wymarzonÈ miïoĂÊ?

cena: 25,90 zï DoïÈcz do Ali na:


Ala Makota. Zakochana 2