Page 1

Czekoladowy piesek

y w o d a l o k e z C

piesek


Czekoladowy piesek tłumaczyła Małgorzata Bortnowska

KRAKÓW 2014


1 Amy poruszyła się na fotelu. Czok znów wetknął jej nos w ucho. – Oj, Czokuś, daj spokój. – Odchyliła się, chichocząc. – Masz zimny nos, wiesz? Jechali samochodem już strasznie długo, co najmniej cztery godziny. Było tak ciepło, że chłodny nos Czoka wydawał się wręcz lodowaty. Odkąd wyruszyli spod domu, Czokuś co parę minut lizał Amy po ramieniu albo dotykał nosem jej ucha. Czok nie znosił, gdy go zamykano w  psiej klatce w  bagażniku samochodu.

7


Nie rozumiał, czemu nie może siedzieć obok Amy i Lary na tylnym siedzeniu. Uważał, że tam jest jego miejsce – pomiędzy dziewczynkami, które wtedy mogły go rozpieszczać na całego. Spoglądał żałośnie spoza prętów klatki czekoladowo-brązowymi oczami, brudząc śliną podkoszulek Amy. – Fuj, Czok! – Amy przesunęła się, żeby uniknąć zmoczenia szyi, i zajrzała do Czoka przez pręty. – Wiem, że się nudzisz, ale p r o s z ę c i ę, przestań mnie lizać. Jego oczy były teraz okrągłe i smętne jak czekoladowe draże. Amy nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. Wsunęła dwa palce pomiędzy pręty i podrapała psa za uszami. Westchnął z  lubością, opierając głowę o  bok klatki, i  przymknął oczy, drżąc ze szczęścia. Miejsce za uszami było najlepsze.

8


Gdy się go tam porządnie podrapało, często kładł się na podłodze z wszystkimi czterema łapami do góry. Teraz osuwał się stopniowo na dno klatki z  długim westchnieniem. Amy wydobyła rękę spomiędzy prętów. Zasnął, pomyślała, i  zamrugała oczami, gdyż świat wokół nagle pozieleniał. Drzewa utworzyły łuk nad szosą, stykając się gałęziami, tak że samochód pędził jakby przez zielony tunel usiany plamkami światła. Amy zastanawiała się, czy ktoś poza nią to zauważył. Tato patrzył wprost przed siebie. To pewnie dobrze, skoro siedzi za kierownicą, pomyślała sennie dziewczynka. Był środek popołudnia, a wydawało się, że jadą już cały dzień. Siostrzyczka Amy, Lara, wyglądała tak, jakby się miała zaraz wtopić w swój różowy fotelik. Mama wachlowała

9


się papierowym wachlarzem, który Amy zrobiła w szkole. Dziewczynka oparła głowę o szybę i westchnęła. Było jej gorąco i  prawie drzemała, tak jak Czok. Do tego fotel uwierał ją w nogi. Odetchnęła głęboko. Już miała spytać Mamę, czy jeszcze daleko, lecz pochwyciła spojrzenie Taty w lusterku wstecznym i  zrezygnowała z  pytania. Wszyscy mieli skwaszone miny, chciało im się narzekać. Mama była w takim nastroju od tygodnia. Dzidziuś miał się pojawić na świecie już w  przyszłym miesiącu, ale Amy czuła, że ma dosyć tego czekania. Mama była przez to tak zmęczona, ciągle w marnym humorze. Zamiast Amy pytanie zadała Lara. – Mamo, dojeżdżamy już? – Nie.  – Głos Mamy był napięty i  zmęczony. Siedziała w  niewygodnej pozycji,

10


jakby też lepiła się od potu, podobnie jak Amy. A Mama była przecież cztery razy większa. Wręcz ogromna. – Gdy dotrzemy, zobaczymy morze, prawda, Laro? – westchnęła Mama. – Chyba że coś nam je zasłoni  – mruknęła Lara.  – Na przykład mur. Albo drzewa. Lub domy. – Lara, przestań – odezwał się stanowczo Tato. – Jeszcze tylko dziesięć minut. – To samo mówiłeś ostatnim razem.  – Amy nie mogła się powstrzymać. Czy Tato myślał, że one nic nie zauważają? Wciąż powtarzał, że za dziesięć minut dojadą na miejsce. – Och! Widzieliście? Drogowskaz do Sandmouth! Jeszcze pięć mil, jedynie pięć mil! – No i proszę. Dziesięć minut. – Tato był zadowolony z siebie. – Tak jak mówiłem.

11


– Jest różowy! – Amy wpatrywała się w domek letniskowy, przed którym się zatrzymali. Mama skinęła głową trochę niepewnie. – Powiedzieli, że nazywa się Chatka pod Krewetką… ale nie miałam pojęcia, że będzie różowy jak krewetka. Jest dosyć jaskrawy… – Podoba mi się – uśmiechnęła się Amy. Domek był tego samego koloru co różowe karmelki w kształcie krewetek, jedne z cukierków za pensa w  sklepie ze słodyczami, do którego chodziły czasami po szkole. Uwielbiała je. Zawsze musiała schować jednego dla Czoka, bo oczywiście wiedziałby, że je jadła  – miał węch jak pies policyjny. Gdyby nie dała mu słodkiej krewetki, siedziałby i wył, dopóki by go nie przeprosiła.

12


Amy musiała bardzo uważać, czym go karmi. Czok nie tylko miał oczy jak czekoladowe draże, ale też chętnie pożarłby pół ich paczki, a psy nie powinny jeść czekolady, bo im szkodzi. Czok, zdaje się, sądził inaczej. Dla Amy było to zrozumiałe – w  końcu nazwali go Czekolada, dlaczego więc miałby jej nie jadać? W ostatnie święta Bożego Narodzenia Mama i Amy musiały skorzystać z pogotowia weterynaryjnego. Otóż zeszły rano na dół i odkryły, że Czok zjadł wszystkie czekoladowe ozdoby z choinki. Razem z folią, bo chyba nie zdjął jej i  nie wrzucił do kosza. Musiał się wspiąć na oparcie sofy, żeby dosięgnąć tych wyżej powieszonych, zgadywała Amy. Weterynarz uznał, że Czokowi nic nie będzie, najwyżej trochę zwymiotuje, gdyż czekolada mleczna nie jest

13


tak szkodliwa dla psa jak gorzka. Ale Czokowi nawet się nie odbiło. Gdy wracali od weterynarza, dąsał się jak zwykle (w samochodzie od razu przywarował i  próbował zagłębić pazury w  podłogę swojej klatki, chociaż się ześlizgiwały). Kiedy zaś weszli do domu, przemknął obok Mamy, która usiłowała zagrodzić mu drogę do kuchni (wolała uchronić zadbane kafelki podłogi przed zabrudzeniem w razie wymiotów u Czoka) – i śmignął z powrotem do jadalni, żeby sprawdzić, czy na choince zostały jeszcze jakieś czekoladki. Niestety, już ich nie było, toteż zadowolił się miętowym cukierkiem. Teraz skowyczał w  swojej klatce. Wiedział, że już stanęli, i  miał dość swojego więzienia. – Lepiej go wypuśćmy.  – Tato odpiął pas bezpieczeństwa i  próbował się prze-

14


ciągnąć. – Biedny pies jęczy, jakby mu się zaplątały łapy. Dziewczynki, może weźcie go, żeby się wybiegał wokół tamtej łączki? Potem, gdy się wypakujemy, można go będzie zabrać na porządny spacer. Muszę iść odebrać klucze z sąsiedniego domku. – Możemy pójść na plażę? – spytała Amy z nadzieją, ale Tato już się oddalił. Plaża była blisko – wystarczyło zejść kamiennymi schodami po przeciwnej stronie drogi. Amy słyszała szum morza i  widziała je z dala. Było niemal niebieskie. Nie błękitne jak na pocztówkach, na których woda ma kolor lśniącego drogocennego klejnotu. Nie, morze było raczej zielonkawe, brązowawe, niebieskawe, i wznosiło się w górę i w dół jak dywan przy trzepaniu. Chciała pobiec i stanąć na brzegu, zanurzyć w wodzie palce nóg. Przysięgłaby, że Czok

15


pragnął tego samego. Uszy powiewały mu pod wpływem pachnącej morską wodą bryziy. Wpatrywał się w dziewczynkę z nadzieją. Zawsze, gdy szli do parku, próbował wskoczyć do kaczego stawku, a  teraz miał przed sobą największy stawek, jaki kiedykolwiek widział. Amy przykucnęła przy nim. – Nie, nie ma tam gigantycznych kaczek – mruknęła, przesuwając palcami po jego kędzierzawych uszach. – Ale przypuszczam, że mogą być ryby – dodała z powątpiewaniem. – Aha, i mewy. Wyglądają na wredne, więc lepiej zostawić je w spokoju. Czok drżał podekscytowany. Przeszedł dobrą tresurę  – Tato zabrał go do szkoły dla psów – więc siedział na pozór spokojnie, ale wychylał się do przodu, omal się nie przewracając. Nos wyciągnął w  kierunku

16


schodów. A do tego Lara zeskakiwała z chodnika i na niego wskakiwała, próbując zobaczyć więcej morza. Moja mała siostrzyczka nie przeszła takiej tresury jak Czok, pomyślała Amy, uśmiechając się do siebie. To jej przydałaby się smycz, nie Czokowi. Tato już wracał, niosąc pęk kluczy i  folder. Mama opierała się o  maskę samochodu, popijając wodę. Obróciła się, by spojrzeć na morze. – Czyż nie jest piękne? – szepnęła. – Później zejdziemy tam na spacer, moje małe. Najpierw się rozgośćmy. Tato otworzył drzwi i dziewczynki wbiegły do środka. Domek był niezwykły – choćby dlatego, że różnił się od ich domu. Ich dom przypominał wszystkie inne na ulicy – pomalowany na biało bliźniak z kwadratowym ogródkiem z  przodu i  długim,

17


wąskim pasem zieleni z tyłu. Za płotem z tyłu domu był kolejny ogród, i wszystkie wyglądały tak podobnie, jakby się odbijały w lustrze. Gdy Amy wybierała się na podwieczorek do którejś z mieszkających w pobliżu przyjaciółek, mogła bez trudu zgadywać, jak wygląda jej dom. Czasem schody były po przeciwnej stronie korytarza i już to wyglądało dziwnie. Tutaj wszystko było inne. Chatka pod Krewetką tkwiła ściśnięta między dwoma domkami zupełnie do niej niepodobnymi. Wewnątrz było dosyć przestronnie, a tył domu był trochę szerszy, zupełnie jak w  norce. Tu i  tam otwierały się korytarze. Dziewczynki wpadły do jadalni, gdzie stały rozłożyste, zapadające się sofy, a w miejscu kominka – piecyk. Dalej była kuchnia z  długim drewnianym stołem, a  na końcu mała oszklona weranda

18


zastawiona wiklinowymi krzesłami. Była tam też ogromna zielistka, która wyglądała, jakby chciała zająć całą przestrzeń, jak w dżungli. Kręcone drewniane schody prowadziły na górę do sypialni. Jedna z nich była dla rodziców  – wielka, z  ogromnym łożem  – Mama będzie uszczęśliwiona. Mówiła, że teraz potrzebuje dla siebie półtora łóżka. Dalej był śliczny biało-niebieski pokój z pasiastą tapetą i ozdobnymi kołdrami z łatek. – Możesz wziąć ten pokój  – powiedziała szybko Amy do Lary, chociaż traciła widok na morze. Wyglądało cudownie w wysokim oknie, wydawało się bardziej niebieskie. Późne popołudniowe słońce rozwinęło na falach złocistą ścieżkę. Szerokie parapety też były

19


ładne. Może jednak w drugim pokoju będzie jeszcze lepszy widok. Tu było zbyt słodko. Mama z  trudem wdrapała się po schodach za nimi, niosąc naręcze pluszaków Lary. – Dziewczynki, to wasz wspólny pokój. Mówiliśmy wam, nie pamiętacie? Późno zamówiliśmy domek, trudno wszystko ogarnąć przy tej ciąży. Nie byłam pewna, czy wyjadę, poza tym Czoka nie wszędzie by przyjęli… Domek j e s t dość mały, ale poradzimy sobie. Amy gapiła się na Mamę z  otwartymi ustami. – Jeden pokój? To znaczy, że mam mieszkać z Larą? – Zamawiam to łóżko! – Lara wskoczyła na łóżko koło okna, chwytając po drodze

20


z objęć Mamy lalkę syrenkę. Usiadła ze skrzyżowanymi nogami, ściskając lalkę, i  zerknęła na Amy z  chytrym uśmieszkiem. – Ale… Mamo…  – Amy przełknęła ślinę. Przypomniała sobie teraz, że Mama o  tym mówiła, chociaż parę tygodni temu ten temat jakoś jej umknął. Tak się cieszyła z  wyjazdu na wakacje, że zapomniała, iż to oznaczało cały tydzień z Larą we wspólnej sypialni. – Ona mówi przez sen! Mama westchnęła i ostrożnie usadowiła się na drugim łóżku. Na łóżku Amy. – Wiem. Na szczęście robi to rzadko. – I chodzi przez sen! – Amy padła na łóżko obok Mamy. – Obudzę się w nocy, a ona będzie stała koło mnie jak duch. Dostaję gęsiej skórki, kiedy to robi!

21


Amy ibLara sÈ siostrami ibbardzo siÚ kochajÈ. Ich przyjaěñ zostaje wystawiona na próbÚ, gdy dziewczynkom przychodzi zamieszkaÊ wbjednym pokoju. OdtÈd Amy bÚdzie musiaïa radziÊ sobie zbzazdroĂciÈ obukochanego pieska Czoko, ulubione ksiÈĝki i zabawki. Czy siostry w koñcu siÚ pogodzÈ?

Cena 14,90 zï

Czekoladowy piesek_Holly Webb  

Amy i Lara są siostrami i bardzo się kochają. Ich przyjaźń zostaje wystawiona na próbę, gdy dziewczynkom przychodzi zamieszkać w jednym poko...