Issuu on Google+

JEDNA Z NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK ROKU WEDŁUG „NEW YORK TIMESA”, „WASHINGTON POST” I „USA TODAY”.

TOM PERROTTA „Ta książka to, mówiąc najprościej, najlepszy odcinek Strefy mroku, którego nigdy nie obejrzałeś”. STEPHEN KING, „NEW YORK TIMES BOOK REVIEW”

NOW Y SE R IA L W C I Ą Ż T U J E S T E Ś M Y.

pozostawieni


Perrotta_Pozostawieni.indd 2

2014-06-02 16:42:41


TOM PERROTTA

P O Z O S TAW I E N I tłumaczenie Anna Gralak

Kraków 2014

Perrotta_Pozostawieni.indd 3

2014-06-02 16:42:41


Tytuł oryginału The Leftovers Copyright © 2011 by Tom Perrotta Copyright © for the translation by Anna Gralak Projekt okładki Copyright © 2014 Home Box Office, Inc. All Rights Reserved. HBO® are service marks of Home Box Office, Inc. Opieka redakcyjna Julita Cisowska Alicja Gałandzij Ewa Polańska Opracowanie tekstu i przygotowanie do druku Pracownia 12A ISBN 978-83-240-2550-3

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2014 Druk: Drukarnia Abedik S.A., Poznań

Perrotta_Pozostawieni.indd 4

2014-06-02 16:42:41


D Z IE Ń PA MI Ę C I B O H AT E R Ó W

TO BYŁ DOBRY DZIEŃ NA PARADĘ, SŁONECZNY i zaskakująco ciepły,

niebo przypominało to oglądane na obrazkach w szkółce niedzielnej. Jeszcze nie tak dawno temu ludzie czuliby potrzebę nerwowego żartowania z takiej pogody – „Hej – mówiliby – może ten efekt cieplarniany nie jest jednak aż taki zły!” – ale dziś nikt za bardzo nie przejmował się dziurą w warstwie ozonowej ani tragizmem świata pozbawionego niedźwiedzi polarnych. Prawie chciało się śmiać na wspomnienie energii zmarnowanej na zamartwianie się czymś tak odległym i niepewnym, katastrofą ekologiczną, która mogła, ale wcale nie musiała nastąpić gdzieś w dalekiej przyszłości, długo po tym, jak ty, twoje dzieci i dzieci twoich dzieci spędzicie już czas przydzielony wam na ziemi i przeniesiecie się tam, gdzie przenoszą się ludzie, kiedy jest już po wszystkim. Mimo niepokoju, który nękał go przez cały ranek, burmistrz Kevin Garvey poczuł niespodziewaną nostalgię, idąc wzdłuż Washington Boulevard w stronę parkingu przy liceum, gdzie mieli się zgromadzić uczestnicy marszu. Do wyznaczonej pory zostało pół godziny, platformy ustawiły się w kolejce, gotowe do drogi, orkiestra szykowała się do bitwy, szpikując powietrze fałszywą uwerturą

Perrotta_Pozostawieni.indd 19

2014-06-02 16:42:42


POZOSTAWIENI

pobekiwań instrumentów dętych, i niemrawego bębnienia werbli. Kevin urodził się i wychował w Mapleton, i teraz, chcąc nie chcąc, pomyślał o paradach 4 Lipca organizowanych w czasach, kiedy wszystko miało jeszcze sens, a pół miasteczka zbierało się wzdłuż Main Street, podczas gdy druga połowa – zawodnicy z małej ligi, skauci obu płci, utykający weterani z VFW i idące za nimi kobiety z oddziałów pomocniczych – kroczyli środkiem ulicy, machając do gapiów, trochę zdziwieni ich widokiem, jakby to był raczej zwariowany zbieg okoliczności, a nie święto narodowe. Wszystko – przynajmniej we wspomnieniach Kevina – wydawało się niesamowicie głośne, gorączkowe i niewinne: wozy strażackie, instrumenty dęte, stepujące Irlandki, dziewczyny w kostiumach z cekinami wywijające pałkami tamburmajorów, a pewnego roku nawet szwadron facetów w fezach pędzący przezabawnymi maleńkimi samochodzikami. Potem były mecze softballu i grillowanie, seria krzepiących rytuałów zakończonych wielkim pokazem fajerwerków nad jeziorem Fielding, setki urzeczonych twarzy zwracały się w górę, wzdychając i głośno podziwiając syczące koła ogniste i powoli rozkwitające gwiazdy, które rozświetlały ciemność, przypominając każdemu, kim jest, gdzie jego miejsce i dlaczego właśnie tak jest dobrze. Kevin obawiał się, że dzisiejsze święto – a konkretnie pierwszy Dzień Pamięci i Zadumy nad Utraconymi Bohaterami – będzie wyglądało zupełnie inaczej. Wyczuł ponurą atmosferę, gdy tylko dotarł do liceum: niewidzialna mgiełka stęchłego smutku i chronicznego zdumienia zagęszczała powietrze, zmuszając ludzi do mówienia ciszej i poruszania się z większą nieśmiałością niż na zwyczajnej dużej imprezie na świeżym powietrzu. Z drugiej strony frekwencja go zaskoczyła i jednocześnie ucieszyła, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę chłodne przyjęcie, z jakim spotkała się propozycja zorganizowania parady. Niektórzy przeciwnicy uważali, że to nieodpowiednia pora („Zbyt szybko!” – powtarzali uparcie), a inni sugerowali, że świecki sposób upamiętnienia 14 października jest niewłaściwy i najpewniej

Perrotta_Pozostawieni.indd 20

2014-06-02 16:42:42


21

bluźnierczy. Z czasem obiekcje ucichły – albo dlatego, że organizatorzy odwalili kawał dobrej roboty i przekonali sceptyków, albo dlatego, że ludzie po prostu lubią parady, bez względu na okazję. W każdym razie do udziału w marszu zgłosiło się tylu mieszkańców Mapleton, że Kevin zastanawiał się, czy ktokolwiek zostanie, żeby ich oklaskiwać na chodnikach, gdy będą zmierzali po Main Street w stronę Greenway Park. Wahał się przez chwilę, stojąc tuż za policyjnymi barykadami i zbierając siły na dzień, który – wiedział o tym – okaże się długi i męczący. Gdziekolwiek spojrzał, widział załamanych ludzi i wciąż świeże oznaki cierpienia. Pomachał do Marthy Reeder, niegdyś gadatliwej damy, która pracowała w okienku na poczcie. Uśmiechnęła się smutno i odwróciła, żeby mógł zobaczyć jej własnoręcznie zrobiony transparent. Przykleiła do niego duże zdjęcie swojej trzyletniej wnuczki, poważnego dziecka z kręconymi włosami i w lekko przekrzywionych okularach. „ASHLEY – głosił napis poniżej – MÓJ ANIOŁEK”. Obok Marthy stał Stan Washburn – emerytowany gliniarz i były trener Kevina – przysadzisty facet bez szyi, ubrany w opiętą na imponującym brzuchu piwnym koszulkę z napisem zachęcającym: „Spytaj mnie o brata”. Nagle Kevin poczuł, że najchętniej by stamtąd uciekł, pobiegł do domu i spędził popołudnie, podnosząc ciężary albo grabiąc liście – zadowoliłoby go każde samotne zajęcie niewymagające myślenia – ale szybko mu przeszło, jak czkawka albo żenująca fantazja erotyczna. Wydając z siebie ciche westchnienie sumiennego człowieka, zaczął brnąć przez tłum, ściskając ludziom dłonie i głośno witając się ze znajomymi, jak najlepiej odgrywając rolę małomiasteczkowego polityka. Kevin, była gwiazda drużyny futbolowej liceum w Mapleton i prominentny lokalny biznesmen, odziedziczył i rozwinął rodzinną sieć supermarketów z alkoholem, trzykrotnie powiększając dochód w ciągu piętnastu lat – był w mieście osobą popularną i bardzo znaną, ale nigdy nie przyszło mu do głowy startować

Perrotta_Pozostawieni.indd 21

2014-06-02 16:42:42


POZOSTAWIENI

w wyborach. Rok temu zupełnie niespodziewanie pokazano mu jednak petycję, podpisaną przez dwustu mieszkańców miasta, z których wielu doskonale znał: „My, niżej podpisani, rozpaczliwie potrzebujemy przywódcy w tych trudnych czasach. Czy pomożesz nam odzyskać nasze miasto?”. Wzruszony tym apelem – i ponieważ sam czuł się trochę zagubiony: kilka miesięcy wcześniej sprzedał firmę za małą fortunę i jeszcze nie wymyślił, co robić dalej – przyjął nominację na stanowisko burmistrza z ramienia nowego ugrupowania o nazwie Partia Nadziei. Kevin zwyciężył przytłaczającą większością głosów, pozbawiając stanowiska Ricka Malverna (piastującego urząd od trzech kadencji), który stracił zaufanie wyborców, gdy usiłował spalić własny dom, nazywając to aktem „rytualnego oczyszczenia”. Nie udało mu się – mimo jego gorzkich protestów straż pożarna uparła się, żeby dogasić ogień – i teraz mieszkał w namiocie na własnym podwórku na tle zwęglonych ruin pięciopokojowego wiktoriańskiego kolosa. Co jakiś czas, kiedy Kevin szedł wcześnie rano pobiegać, natykał się na wychodzącego z namiotu byłego rywala – raz nawet gołego do pasa, w samych bokserkach – i speszeni mężczyźni wymieniali pozdrowienie, które pobrzmiewało w ulicznej ciszy: „Hej”, „Cześć” albo „Jak leci?”. Po prostu chcieli pokazać, że nie chowają do siebie urazy. Kevin nie lubił uścisków dłoni i poklepywania po plecach, nieodłącznych elementów swojej nowej pracy, ale czuł się w obowiązku podtrzymywać kontakt z wyborcami, nawet ze zrzędami i malkontentami, którzy nieuchronnie pojawiali się na publicznych spotkaniach. Pierwszy zaczepił go na parkingu Ralph Sorrento, opryskliwy hydraulik z Sycamore Road, który brutalnie przecisnął się przez gromadkę smutnych kobiet w identycznych różowych koszulkach i stanął Kevinowi na drodze. – Pan burmistrz – powiedział, przeciągając samogłoski i uśmiechając się szyderczo, jakby z nazwą tej funkcji nieodłącznie wiązał

Perrotta_Pozostawieni.indd 22

2014-06-02 16:42:42


23

się jakiś absurd. – Miałem nadzieję, że cię tu spotkam. Nie odpowiadasz na moje mejle. – Dzień dobry, Ralph. Sorrento splótł ręce na piersi i przyglądał się Kevinowi z rozbawieniem, spod którego niepokojąco przebijała pogarda. Był dużym, masywnym, obciętym na jeża mężczyzną ze szczeciniastą bródką, ubranym w poplamione tłuszczem spodnie z obniżonym krokiem i ocieplaną bluzę z kapturem. Nawet o tej porze – nie minęła jeszcze jedenasta – Kevin wyczuwał piwo w wydychanym przez niego powietrzu i widział, że facet szuka kłopotów. – Żeby nie było wątpliwości – oznajmił Sorrento podniesionym głosem. – Nie zamierzam wykładać tej pieprzonej forsy. Miał na myśli studolarowy mandat wlepiony za strzelanie do sfory bezpańskich psów, które zapuściły się na jego podwórko. Beagle zginął na miejscu, ale mieszaniec owczarka z labradorem pokuśtykał z kulą w tylnej łapie i zostawiwszy krwawy ślad ciągnący się przez trzy przecznice, padł na chodniku niedaleko Akademii Małych Latorośli przy Oak Street. Normalnie policja niezbyt się przejmowała zastrzelonymi psami – zabijano je z przygnębiającą regularnością – ale świadkiem agonii zwierzęcia była grupka latorośli. Skargi rodziców i opiekunów doprowadziły do wszczęcia sprawy sądowej przeciwko Sorrentowi. – Uważaj, co mówisz – ostrzegł go Kevin, mając nieprzyjemną świadomość, że ludzie zaczynają im się przyglądać. Sorrento dźgnął go w żebra palcem wskazującym. – Mam dość kundli srających mi na trawnik. – Nikt nie lubi bezpańskich psów – przyznał Kevin. – Ale następnym razem wezwij rakarzy, dobrze? – Rakarze – Sorrento powtórzył te słowa z pogardliwym śmiechem. Jeszcze raz dźgnął Kevina, tym razem w mostek, wbijając koniuszek palca w kość. – Gówno by zdziałali.

Perrotta_Pozostawieni.indd 23

2014-06-02 16:42:42


POZOSTAWIENI

– Mają za mało ludzi. – Kevin zmusił się do uprzejmego uśmiechu. – Robią, co mogą. Jak my wszyscy. Na pewno to rozumiesz. Sorrento zmniejszył nacisk na mostek Kevina, jakby chciał pokazać, że rzeczywiście rozumie. Pochylił się w jego stronę. Oddech miał kwaśny, a głos niski i poufały. – Wyświadcz mi przysługę, dobra? Powiedz gliniarzom, że jeśli chcą pieniędzy, będą musieli sami po nie przyjść. Będę na nich czekał z obrzynem. Szeroko się uśmiechnął, starając się wyglądać jak bandzior, ale Kevin zauważył ból w jego oczach, szkliste, błagalne spojrzenie ukryte za przechwałkami. O ile dobrze pamiętał, Sorrento stracił córkę, pucołowatą dziewięcio- albo dziesięcioletnią dziewczynkę. Miała na imię Tiffany, Britney albo jakoś tak. – Przekażę. – Kevin delikatnie poklepał go po ramieniu. – A teraz może pójdziesz do domu i trochę odpoczniesz. Sorrento strącił jego rękę. – Nie dotykaj mnie, kurwa. – Przepraszam. – Po prostu im powiedz, co mówiłem, dobra? Kevin obiecał powiedzieć, a potem pospiesznie odszedł, starając się nie zwracać uwagi na grudę strachu, która nagle powstała w jego żołądku. W przeciwieństwie do niektórych sąsiednich miast w Mapleton nigdy nie zabito gliniarza, ale Kevin czuł, że Ralph Sorrento co najmniej o tym fantazjuje. Jego plan nie wydawał się szczególnie oryginalny – policjanci mieli większe zmartwienia niż niezapłacona grzywna za okrucieństwo wobec zwierząt – ale gdyby gość naprawdę chciał się przyłożyć, istniało wiele sposobów na sprowokowanie konfrontacji. Kevin pomyślał, że musi o tym powiedzieć komendantowi, dopilnować, żeby funkcjonariusze wiedzieli, z czym mają do czynienia. Pochłonięty tymi myślami Kevin nie zauważył, że idzie prosto na wielebnego Matta Jamisona, dawniej z kościoła Biblii Syjonu. Spostrzegł to dopiero wtedy, gdy już było za późno na unik. Pozostało

Perrotta_Pozostawieni.indd 24

2014-06-02 16:42:42


25

mu jedynie unieść obie ręce w daremnej próbie odepchnięcia plotkarskiego szmatławca, którego wielebny podsunął mu pod nos. – Weź – powiedział wielebny. – Jak przeczytasz, szczęka ci opadnie. Nie widząc taktownego wyjścia z sytuacji, Kevin z ociąganiem przyjął biuletyn opatrzony empatycznym, lecz niezgrabnym tytułem: „14 PAŹDZIERNIKA NIE BYŁO PORWANIA KOŚCIOŁA!!!”. Na pierwszej stronie zobaczył zdjęcie doktor Hillary Edgers, uwielbianej lekarki, która zniknęła przed trzema laty razem z osiemdziesięcioma siedmioma mieszkańcami miasta i milionami ludzi na całym świecie. „PRAWDA O LATACH NAUKI BISEKSUALNEJ LEKARKI W COLLEGE’U!” – zapowiadał nagłówek. Fragment wyróżniony w artykule poniżej brzmiał następująco: „Była współlokatorka wyznaje: »Nikt nie miał wątpliwości, że ona jest lesbijką«”. Kevin znał i podziwiał doktor Edgers, jej synowie bliźniacy byli rówieśnikami jego córki. Pani doktor przez dwa wieczory w tygodniu pracowała jako wolontariuszka w darmowej klinice dla ubogich dzieci z miasta i dawała wykłady w PTA poświęcone takim sprawom jak „długofalowe skutki wstrząśnienia mózgu u młodych sportowców” czy „rozpoznawanie zaburzeń odżywiania”. Ludzie bez przerwy zagadywali ją na boisku albo w supermarkecie, licząc na bezpłatną poradę lekarską, ale ona chyba nigdy nie miała im tego za złe i ani trochę jej to nie drażniło. – Jezu, Matt. Czy to konieczne? Wielebny Jamison wydał się zdumiony pytaniem. Był zadbanym jasnowłosym mężczyzną koło czterdziestki, ale w ciągu dwóch ostatnich lat jego twarz zwiotczała i napuchła, jakby starzał się w przyspieszonym tempie. – Ci ludzie nie byli bohaterami. Musimy przestać traktować ich tak, jakby nimi byli. Ta cała parada... – Ona miała dzieci. Nie muszą czytać o tym, z kim sypiała na studiach. – Ale to prawda. Nie możemy się ukrywać przed prawdą.

Perrotta_Pozostawieni.indd 25

2014-06-02 16:42:42


„Tom Perrotta jest jak Balzac z amerykańskich przedmieść”. „CHICAGO SUN TIMES” „Perrotta łączy absurdalne okoliczności i pełnych autentyzmu bohaterów, by uzyskać tętniący życiem opis tego, w co wierzymy, co się dla nas najbardziej liczy i w jaki sposób udaje nam się iść dalej”. „SEATTLE TIMES” „Najlepsza książka o wniebowzięciu od czasu Nowego Testamentu”. „ENTERTAINMENT WEEKLY” Co się stanie, gdy nagle znikną tysiące ludzi? Znikną tak po prostu, nie wydarzy się katastrofa, nie będzie żadnego wypadku ani mordercy szaleńca? Jak poradzą sobie z tym ci, którzy pozostali? Trzy lata po tajemniczym zniknięciu dwóch procent ludzkości mieszkańcy Mapleton muszą odnaleźć się w świecie pogrążonym w żałobie. Pogodzić się z utratą ukochanych, sąsiadów, przyjaciół. Nowy burmistrz Kevin Garvey próbuje tchnąć w nich ducha walki i nową nadzieję, choć jego własna rodzina rozpadła się pod wpływem tragicznych zdarzeń. Jego żona złożyła śluby milczenia i dołączyła do sekty religijnych fanatyków, syn rzucił studia i podąża za samozwańczym prorokiem, a córka w niczym już nie przypomina dawnej pilnej uczennicy. „Choć ton tej powieści przypomina częściej komedię niż tragedię, jest ona przepełniona empatią i nigdy nie dzieli bohaterów na »tych złych« i »tych dobrych«, lecz pokazuje jedynie ich człowieczeństwo – zwykłych ludzi radzących sobie w niezwykłej sytuacji”. „KIRKUS REVIEWS” Tom Perrotta jest jednym z  najbardziej cenionych i  kontrowersyjnych amerykańskich pisarzy. W 2006 roku otrzymał nominację do Oscara za scenariusz na podstawie swojej powieści Małe dzieci. Cena 34,90 zł POZOSTAWIENI, NOWY SERIAL PRODUKCJI HBO®. Cover Art © 2014 Home Box Office, Inc. Wszelkie prawa zastrzeżone. HBO® jest zastrzeżonym znakiem towarowym Home Box Office, Inc.


Pozostawieni_Tom Perrotta