Issuu on Google+

Inspirują mnie mocne, samodzielne i niezależne kobiety takie jak bohaterka książki, ale wolność i miłość mają swoją cenę, którą trzeba zap łacić. — K����z��� H�����


Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 2

2013-12-12 12:29:14


Karen Mack, Jennifer Kaufman

Kochanka Freuda

tłumaczenie Adriana Sokołowska-Ostapko

KRAKÓW 2 0 14

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 3

2013-12-12 12:29:14


Tytuł oryginału Freud’s Mistress Copyright © 2013 by Karen Mack and Jennifer Kaufman Copyright © for the translation by Adriana Sokołowska-Ostapko Projekt okładki Aleksandra Nałęcz-Jawecka, to/studio Fotografia na pierwszej stronie okładki © Małgorzata Maj/arcangel-images.com Opieka redakcyjna Julita Cisowska Alicja Gałandzij Ewa Polańska Opracowanie tekstu i przygotowanie do druku Pracownia 12A ISBN 978-83-240-2492-6

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2014 Druk: Drukarnia Abedik S.A., Poznań

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 4

2013-12-12 12:29:14


Rozdział 4

– Minno, kochanie, usiądziesz obok Sigmunda  – poleciła Martha, wskazując dwa puste krzesła na drugim końcu stołu. – Gdzie się podziewają dzieci? Doprawdy, czy tak trudno dopilnować, żeby wszyscy zebrali się na czas? Minna rozejrzała się po ponurej jadalni. Nigdy jej się nie podobały tapety z pąsowym wypukłym wzorem i przytłaczające aksamitne kotary stwarzające w pokoju duszną, pogrzebową atmosferę. Gdyby to od niej zależało, pomyślała, zrezygnowałaby z zasłon, kazałaby także inaczej wykończyć mahoniowy stół polakierowany na kolor wołowiny. Jednak te wszystkie elementy wystroju jadalni, łącznie z bogato zdobionym palisandrowym kredensem, należały do kanonu obowiązującego w każdym przyzwoitym domu. Jedyny powiew oryginalności stanowiła kanapa umieszczona z niejasnych powodów na samym końcu pokoju i z każdej strony otoczona perskimi dywanami. Jej przeznaczenie pozostawało zagadką. – Mogłabyś zapalić świece, kochana? – poprosiła Martha, poprawiając kwiaty w wazonie.

39

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 39

2013-12-12 12:29:15


Zniknęła w kuchni, podczas gdy dzieci niespiesznie weszły do pokoju i zajęły swoje miejsca – Oliver obok Sophie, naprzeciwko nich Martin i dziesięcioletnia Mathilda. Mathilda była najstarsza i, jak wszyscy twierdzili, najładniejsza. Nie minęły dwie minuty, a zaczęła dyrygować młodszym rodzeństwem. – Wytrzyj nos, Oliverze. Gdzie się podziały twoje maniery? To odrażające. Sophie, pospiesz się! Najmłodsze dziecko, Anna, zostało na górze w pokoju dziecięcym z  panią Josefine, a  sześcioletni Ernst miał zajęcia logopedyczne, o czym poinformował Minnę Martin. Ernst seplenił jeszcze mocniej niż jego siostra Sophie i ponieważ od kilku lat jego wymowa nie stawała się ani odrobinę bardziej zrozumiała, wysłano go do specjalisty. Wszystkie dzieci wyglądały na czyste i zadbane: dziewczynki w  schludnych warkoczykach i  obszytych koronką fartuszkach, chłopcy w świeżo wyprasowanych lnianych marynarskich koszulach i pumpach. Minna próbowała z nimi porozmawiać, ale były tak bardzo ożywione i nieprawdopodobnie ruchliwe, że co chwilę traciła wątek toczącej się w zawrotnym tempie dziecięcej dyskusji, zwłaszcza gdy mali domownicy zaczynali mówić wszyscy na raz. Wrzawa wokół stołu narastała, Martha zaś krążyła między jadalnią i kuchnią, aby dopilnować bułeczek i pieczeni, przynieść jednemu dziecku szklankę wody, drugiemu serwetkę, zdjąć czyjś łokieć albo nogę z poręczy krzesła albo schylić się w pewnym momencie i podnieść jakiś kłaczek z podłogi. – Co, do licha... – wymamrotała sama do siebie, po czym westchnęła i usiadła sztywno na krześle. Minna przygładziła białą jedwabną, wysoką pod szyję bluzkę i przyszło jej do głowy, że w jadalni panował niedzielny nastrój. Wcześniej zdjęła żakiet podróżnej garsonki i  rozpuściła upięte

40

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 40

2013-12-12 12:29:15


w kok włosy, ale teraz, patrząc na odświętnie zastawiony stół, poczuła się ubrana nie dość elegancko jak na tę okazję. Koronkowy obrus, srebrne świeczniki, chińska porcelana, wazony z kwiatami. Martha poprawiła leżące przed nią sztućce i utkwiła spojrzenie w drzwiach. – Wykład Sigmunda zapewne znów się przedłużył... nie umiem tego zrozumieć... rozmawia bez końca ze studentami, chociaż wie, że my tu na niego czekamy... a może pojechał dłuższą drogą, przez Ring... na pewno się przeziębi. Z kuchni wyszła służąca, niosąc wazę z dymiącą zupą, i w tej samej chwili w dwuskrzydłowych drzwiach pojawił się Sigmund. Choć oczywiście widywali się już wiele razy wcześniej, Minna poczuła się tak, jak gdyby ujrzała go po raz pierwszy. Wszedł do pokoju i uśmiechnął się do niej osobliwie. Wydał się jej przystojniejszy, niż pamiętała, tęższy i bardziej elegancki. Prawdę mówiąc, był nienagannie ubrany, miał na sobie trzyczęściowy wełniany garnitur w wąskie prążki i czarny jedwabny fular zawiązany pod szyją. Wzdłuż kamizelki biegł prosty złoty, należący niegdyś do ojca Minny łańcuszek, którego jeden koniec przewleczony był przez dziurkę od guzika w  kamizelce, drugi zaś krył się w  kieszeni razem z przymocowanym do ostatniego ogniwa zegarkiem. W prawej dłoni Sigmund trzymał niewielki bibelot, odlaną z brązu antyczną figurkę, w  lewej zaś cygaro. Jego gęste ciemne włosy przetykane były na skroniach siwizną. No i jeszcze oczy. Uważne. Ciemne. Przenikliwe. Minna wróciła myślami do ich pierwszego spotkania, kiedy był zaledwie nowym zalotnikiem Marthy. Stał w salonie ich wiedeńskiego domu, biedny Żyd mieszkający w  nieodpowiedniej dzielnicy i wywodzący się z rodziny, która nie miała pożądanej pozycji społecznej ani majątku. Patrzył na Marthę, a Minna patrzyła na

41

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 41

2013-12-12 12:29:15


niego. Panował zmierzch, pora gdy dzień i noc zlewają się ze sobą, kolory płowieją i pogrążają się w mroku. Martha poznała go miesiąc wcześniej, ale to pod koniec tej właśnie wizyty wszystko zostało przypieczętowane. Siostra Minny opowiadała o nim z niemal szczenięcym zachwytem. Jej entuzjazmu nie podzielała jednak matka, kobieta pochodząca z dystyngowanego rodu niemieckich Żydów, która uważała, że młody lekarz nie jest wart jej córki. Mimo to dwa miesiące później zakochani potajemnie się zaręczyli. Minna pamiętała, że szalone zauroczenie Sigmunda Marthą i jego determinacja w walce o rękę wybranki wydawały się jej nie do końca prawdziwe. Jak gdyby oboje grali rolę zakochanych, a zaloty w większej części odbywały się nie w rzeczywistości, ale w ich umysłach. To, co się działo między nimi, było zaskakujące, przynajmniej dla Minny. Podczas tych pierwszych wizyt Martha prawie się nie odzywała. Wydawała się łagodną, delikatną istotką przepełnioną nadzieją. Minna również była inna niż w późniejszych latach. Wysoka, chuda, kanciasta, ze splątanymi włosami. Za bardzo narwana, za bardzo rozgadana i stanowczo za bystra. W tamtym czasie Sigmund dostał dokładnie to, czego pragnął: staroświecki ideał ukochanej, nie kobietę, która ma własne zdanie i podejmuje dyskusje na poważne tematy. Już od początku podział ról był jasny i Minna zawsze o tym pamiętała. Ona była tą mądrą, a Martha tą pożądaną. Teraz zaś patrzyła na Marthę i Sigmunda, którzy byli małżeństwem, mieli sześcioro dzieci... i byli małżeństwem. Stał przez chwilę i przyglądał się Minnie. Nie odwróciła wzroku i w jego oczach wyczytała to samo, co widziała w nich od lat i co wydawało jej się więcej niż zwykłym uznaniem. Następnie przeszedł przez pokój, aby usiąść na wolnym krześle obok miejsca przeznaczonego dla niej, po czym postawił antyczną figurkę na stole przed sobą i zgasił cygaro w niewielkiej mosiężnej popielniczce.

42

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 42

2013-12-12 12:29:15


– Moja droga Minno – zaczął – czemuż zawdzięczamy tę miłą niespodziankę? – Temuż, iż utraciłam posadę – uśmiechnęła się skromnie. – Kolejny raz. Roześmiał się, ale jej żart sprawił, że wydała się cała prawda na temat jej sytuacji, czego w danych okolicznościach wolała uniknąć. Zarumieniła się lekko, gdy pochyliła się nad stołem, żeby zapalić świece. – Wyrzucili ciocię Minnę?  – spytał Martin, wytrzeszczając oczy z niedowierzaniem. – Martin, uważaj, co mówisz. Cóż to za słownictwo?  – zganiła syna Martha. – Kolejny raz? Wcześniej też ciocię odprawili?  – wtrącił się siedmioletni Oliver, któremu Sigmund nadał imię na cześć jednego ze swoich bohaterów, słynnego purytanina Olivera Cromwella. – Czego się napijesz, Minno? – spytała Martha. – Chininy? Piwa? Wina? Sigmundzie, czym poczęstujemy Minnę? – Ale czemu mieliby odprawić ciocię Minnę?  – chciał wiedzieć Oliver. – Co ciocia zrobiła? – dociekał Martin. – Koniec tych pytań – ucięła Martha. – Proszę jeść zupę. Masz ochotę na wino, kochana? Jak wspaniale, że ciocia Minna jest z nami, prawda? – Tak – potwierdził Sigmund, wstając przez grzeczność, gdy Minna w końcu usiadła na krześle obok niego. – Cóż za szczęście, że zatrzymała się u  nas. Powiedz  – Sigmund spojrzał wprost na nią – dlaczego spotkał nas ten zaszczyt? – Zatrzymała się u  was, ponieważ nie mogła dłużej wytrzymać u pewnej miłościwej pani, która miała w sobie tyle miłości

43

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 43

2013-12-12 12:29:15


bliźniego, ile pierwszy lepszy drapieżnik, jeżeli nie oceniam teraz zbyt surowo drapieżników. Tak, poproszę wino. Ich spojrzenia skrzyżowały się na parę sekund i w jego oczach Minna dojrzała coś na kształt podziwu. Następnie Sigmund odwrócił wzrok, rozsiadł się wygodniej na krześle i skrzyżował ręce, zupełnie tak samo jak lata temu, pomyślała Minna, gdy ona i  Martha spotykały się z  nim i  jego przyjaciółmi w  kawiarni. Specjalizował się już wtedy w neurologii i mieszkał w ciasnej kawalerce na terenie Szpitala Ogólnego w  Wiedniu. Narzeczony Minny, Ignaz Schönberg, jeden z  najbliższych przyjaciół Sigmunda, również należał do tego kameralnego grona. Był sanskrytologiem i studentem filozofii, a jego częste dygresje na temat starożytnego hinduskiego języka Sigmund uznawał za zwykłe dyrdymały. – Widzicie, tytuł tego utworu brzmi Turanga Litia. To dwa osobne słowa. Turanga i litia. Turanga znaczy „czas”. A litia – „zabawa”. „Czas zabawy”. To oczywiście o wiele bardziej skomplikowane, niż się wydaje... Można by to bowiem interpretować jako... – tłumaczył Ignaz z przejęciem. – Tak, z pewnością można by to również i tak interpretować – przerwał mu Sigmund kpiącym tonem.  – Mógłbyś mi podać tamtą gazetę? Obaj mężczyźni zwykle spotykali się każdego popołudnia, a Martha i Minna często dotrzymywały im towarzystwa. Wszyscy oni mieli akurat tyle pieniędzy, żeby każdemu starczyło na jedną filiżankę kawy, przy której siedzieli potem przez kilka godzin. Martha większość czasu jedynie przysłuchiwała się rozmowie, Minna jednak nie krępowała się włączać do dyskusji o poezji, sensie życia, interpretacjach Goethego i Szekspira, polityce i przybierającej na sile fali antysemityzmu w Wiedniu.

44

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 44

2013-12-12 12:29:15


Pewnego razu sprzeczali się na temat teorii Darwina w sposób typowy dla studentów, którzy pragną zaimponować wiedzą innym. Freud pożyczył Minnie swój cenny egzemplarz O powstawaniu gatunków. Ignaz już wcześniej przeczytał tę pracę, Martha zaś w ogóle nie wykazała nią zainteresowania. – Ludzie pochodzący od małp. Cóż za niedorzeczność! – zawyrokował Ignaz. Biedny Ignaz. – Raczej krótkowzroczność, ale z twojej strony! Może uważasz również, że Ziemia jest płaska? – odparowała Minna. – Chyba nie zdawałeś sobie sprawy, że zaręczyłeś się z Katarzyną – zauważył z ironicznym uśmieszkiem Freud, który rozsiadł się wygodnie na krześle i skrzyżował ręce zupełnie tak samo jak teraz, przy obiedzie. – Z Katarzyną? – Martha spojrzała pytająco na Minnę. – Owszem. Twój ukochany Sigmund właśnie przyrównał mnie do złośnicy. – Bez urazy, moja droga – odparł Freud. – Wiesz, jak bardzo lubię tę konkretną złośnicę, pomimo jej skandalicznego sposobu bycia. – Bez urazy – potwierdziła Minna, w skrytości ducha ciesząc się z tego, że porównano ją z Szekspirowską bohaterką. – Moim zdaniem to postać o wyjątkowo wrednym charakterze i ciętym języku – stwierdził Ignaz. – Ach, ale na tym właśnie polega cały jej urok – odrzekł Freud, po czym wyrecytował obszerny fragment Poskromienia złośnicy. Minna wciąż miała przed oczami tamtą scenę, widziała go, jak siedząc w  kawiarni, rzuca wyzwanie wszystkim i  wszystkiemu, z podniesioną głową i wysuniętym do przodu podbródkiem, jak gdyby stawał w obronie własnego geniuszu, który ktoś ośmielił się

45

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 45

2013-12-12 12:29:15


zakwestionować. Już wtedy był niecierpliwy, miał ekscentryczne poglądy na przeróżne sprawy i zachowywał się tak, jak gdyby był najmądrzejszą osobą spośród wszystkich zebranych. Początkowo Minna siedziała w milczeniu i pozwalała mu zdominować dyskusję. Jednak po pewnym czasie wciągał ją do rozmowy i kończyło się na tym, że we dwójkę prowadzili dialog. Prawdę mówiąc, od wielu lat pisywali do siebie. Zaczęli ze sobą korespondować, rzecz osobliwa, wkrótce po tym, gdy ożenił się z Marthą. Z początku poruszali jedynie zagadnienia związane z literaturą. W dzieciństwie Sigmund, który wychował się z sześcioma siostrami pod czujnym okiem apodyktycznej matki, dużo czytał, aby uciec od ubóstwa i chaosu panującego w życiu domowym. Pisując z nim, Minna czerpała radość z tego, że ktoś wreszcie uważa ją za partnerkę do intelektualnych rozważań, a nie dziwaczkę. Pamiętała te ich pierwsze listy, w których omawiali twórczość angielskich poetów jezior: Wordswortha i  Coleridge’a. Później przyszedł czas na klasycznych myślicieli. Sigmund snuł wywody na temat Homera i Dantego, popisując się znajomością greki i łaciny. Minna śmiało wchodziła z nim w polemikę, czytała bowiem tłumaczenia na język niemiecki i podawała w wątpliwość niektóre jego interpretacje. Obydwoje uwielbiali Dickensa oraz rosyjskich powieściopisarzy Tołstoja i Dostojewskiego. Przepadali również za Szekspirem, którego Sigmund, co z dumą podkreślał, zaczął czytać w wieku ośmiu lat. Uwielbiał poezje Schillera i Goethego, potrafił cytować długie ustępy z ich dzieł. Fascynował się również starożytnością, wymarłymi cywilizacjami, bogami, religiami oraz mitami, między innymi historią Edypa, do której wciąż powracał i która stała się kanwą tragedii Król Edyp Sofoklesa przetłumaczonej przez Sigmunda z greki na język niemiecki podczas egzaminu kończącego

46

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 46

2013-12-12 12:29:15


naukę w gimnazjum. Wszystkie te rozważania przeplatane były narzekaniami Sigmunda na praktykę lekarską, współpracowników, nieustanne choroby dzieci i nieudane próby rzucenia palenia. Jego listy cechowały w tych momentach nadmierna egzaltacja, dramatyzm i rozczulanie się nad sobą. „Znów rzuciłem palenie... to prawdziwa udręka... zupełnie nie jestem w stanie pracować... życie stało się nieznośne...” „To twoja pięta Achillesa”, odpisywała mu Minna, po czym dopytywała o jego najnowsze badania. Przesyłał jej kilkustronicowe szczegółowe opisy „przełomowych” technik psychoanalitycznych, między innymi własne teorie na temat histerii i wynalezionej przez niego kuracji, którą określił mianem „terapii rozmową”. Chwalił Minnę, stwierdzając, że jest uważnym i spostrzegawczym czytelnikiem jego prac. Ona z kolei już dawno nauczyła się być ostrożna w swoich sądach, ponieważ Sigmunda łatwo było sprowokować do ataku i równie łatwo urazić. W przeszłości Minna wielokrotnie próbowała włączyć Marthę w tę listowną wymianę myśli, jednak bezskutecznie. Czasami odnosiła wrażenie – choć nie było to może zbyt miłe z jej strony, ale trudno – że Martha nie prowadziła nie tylko bogatego, lecz wręcz żadnego życia wewnętrznego. Praktycznie przestała czytać powieści czy choćby gazety i w dalszym ciągu uważała, iż Szekspira, nawet w tłumaczeniu, nie sposób zrozumieć. Wyjątek stanowiły jego sonety, które bardzo lubiła. Być może przypominały jej wczesny okres czteroletniego narzeczeństwa, kiedy to Freud regularnie wysyłał jej fragmenty tych właśnie poezji. W tamtym czasie podobała jej się twórczość kilku pisarzy, zwłaszcza Dickensa, ale zainteresowanie nimi zgasło po narodzinach dzieci. Martha weszła z salonu do jadalni, niosąc karafkę z czerwonym winem i zatrzymała się, gdy zauważyła, że chłopcy odeszli

47

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 47

2013-12-12 12:29:15


od stołu i wcisnęli się za kanapę, gdzie kłócili się o coś, co przypominało zabawkowego żołnierzyka. – Oliverze, Martinie, wracajcie do stołu! Sigmundzie, gdzie jest to bordo, które stało na górnej półce, pamiętasz, to od pacjenta, który nie miał czym ci zapłacić? Znalazłam tylko wino stołowe. Wzruszył ramionami, w skupieniu przyglądając się statuetce z  brązu. Lewa ręka figurki była wzniesiona, przygotowana do rzutu włócznią (której brakowało), a  jej napierśnik zdobiła wyryta głowa Meduzy. Sigmund miał dziwny zwyczaj przynoszenia do jadalni ulubionych antyków i stawiania ich przed sobą na stole, jak gdyby milczące posążki były jego wymyślonymi przyjaciółmi. Dzięki Bogu nie mówi do nich, pomyślała Minna. – Pierwszy wiek? – spytała. – Drugi, cesarstwo rzymskie. Atena, bogini mądrości i wojny – odpowiedział. – Cesarstwo rzymskie, nie Grecja? – Słusznie. Kopia greckiego oryginału z piątego wieku przed naszą erą – wyjaśnił, odchylając się w bok, gdy Martha stanęła między nimi, aby nalać Minnie kieliszek wina. – Ciociu Minno – zagadnął Oliver. – Chciałaby ciocia posłuchać, czego się dzisiaj nauczyłem? Nie czekając na odpowiedź, chłopiec zaczął przytaczać szczegółowe informacje na temat Dunaju, łącznie z nazwami państw, przez które rzeka przepływa. – Modry Dunaj, który tak naprawdę wcale nie jest modry. Raczej brunatnożółty. To najdłuższa po Wołdze rzeka w Europie, ma dwa tysiące osiemset pięćdziesiąt kilometrów. Jej źródło znajduje się w Schwarzwaldzie, płynie na wchód przez Niemcy, cesarstwo Habsburgów, Rumunię i Bułgarię.

48

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 48

2013-12-12 12:29:16


– Wspaniale, Oliverze – powiedziała Minna, pozwalając rozwiniętemu nad wiek dziecku ciągnąć wywód naszpikowany nazwami geograficznymi i liczbami. Słuchała uważnie Olivera, który wymieniał kolejne miasta, i zastanawiała się, do czego jej siedmioletni siostrzeniec zmierza. Pozostali domownicy najwyraźniej nie byli zainteresowani monologiem chłopca, Minna jednak przysłuchiwała się mu z  rosnącą fascynacją. Coś jej mówiło, że Oliver mógłby tak opowiadać bez końca. – Niektórzy myślą, że powinno się go zastrzelić  – mruknął pod nosem w pewnym momencie Martin. – Naprawdę potrafi działać na nerwy. Oliver zignorował uwagę brata i  z  przejęciem kontynuował tyradę, pozostając w  błogiej nieświadomości tego, na czym polega różnica między wykładem wyczerpującym temat a wykładem wyczerpującym słuchaczy. Tymczasem lodowce się topiły, a pnie drzew powiększały o kolejne słoje. W końcu Martha przerwała mu. – Miałam dzisiaj przeprawę z jedną ze służących – oznajmiła. – Pamiętasz siostrę pani Josefine? Tę o  ciemnych włosach? Przyszła dzisiaj do pracy na próbę i pierwsze, co zrobiła, to upuściła jeden z naszych najlepszych kryształowych kielichów. Nie wspomnę już o tym, jak ścierała kurze. Zupełnie nieudolnie, musiałam prosić pokojówkę, żeby wszystko po niej poprawiła. Po prostu tragedia. Mój Boże, nie trzeba być geniuszem, by zrozumieć, że brudny dom to siedlisko chorób: cholera, tyfus, dyfteryt. Prawda, Minno? Minna przez uprzejmość przytaknęła skinieniem głowy, na jej twarzy odmalował się jednak ledwo dostrzegalny grymas, ponieważ obawiała się tego, co prawdopodobnie miało za chwilę nastąpić.

49

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 49

2013-12-12 12:29:16


– Och, tak – ciągnęła Martha – w kurzu domowym znajdują się drobiny błota ulicznego, końskich odchodów, rybich wnętrzności, pluskiew, rozkładających się zwierząt, śmieci oraz – nie słuchaj tego, Sophie – robactwa. Martha niepotrzebnie się martwiła. Nikt prócz Minny jej nie słuchał. Nikt nigdy nie słuchał, gdy zaczynała rozprawiać o brudzie. Minna czuła się w obowiązku okazać choć odrobinę zainteresowania, ale było to doprawdy męczące, a do tego żenujące. Oliver dalej kłócił się z Martinem, dziewczynki zaś nachyliły do siebie głowy i omawiały jakieś sekrety. Freud spojrzał na Minnę, w jego oczach czaiło się wyraźne rozdrażnienie, i w tym momencie służąca wniosła duszone mięso z kulkami ziemniaczanymi i kapustą. – Sigmundzie, domyślam się, że twoja praktyka rozwija się pomyślnie – ośmieliła się zauważyć Minna, pragnąc zmienić temat. – Rzekłbym nawet, że bardzo pomyślnie. Chociaż pacjentów nigdy za wiele... – A praca na uniwersytecie? Martha wspominała, że sale wykładowe są zawsze pełne. Czy pan profesor nie miałby nic przeciwko temu, gdybym czasami dołączyła do grona słuchaczy? – Och, nie, nie, nie. Sigmund nie jest profesorem... – wtrąciła Martha. – Dziękuję, Martho. Dziękuję, że nie omieszkałaś wszystkim o tym przypomnieć. – Freud spojrzał gniewnie na żonę. O Boże, pomyślała Minna. Dlaczego siostra poruszyła tę kwestię? Wiedziała, że to bardzo delikatny temat. Od dziesięciu lat Freud nosił tytuł privatdozenta Uniwersytetu Wiedeńskiego – nieodpłatnie wykładał neurologię – odmawiano mu jednak przyznania profesury. Kilka razy wysuwano jego kandydaturę na stanowisko profesora, Ministerstwo Edukacji konsekwentnie ją jednak odrzucało, on zaś, w przeciwieństwie do wielu kolegów po fachu,

50

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 50

2013-12-12 12:29:16


wzbraniał się przed skorzystaniem z protekcji wpływowych polityków, którzy mogliby mu pomóc w  zdobyciu upragnionego tytułu. W rezultacie rok po roku przyglądał się, jak jego koledzy awansują, podczas gdy sam pozostawał na niższej rangą pozycji. – Był na liście – tłumaczyła Martha. – Biorąc pod uwagę staż pracy, tytuł przysługiwał właśnie jemu. – To prawda. Przypomnijmy sobie, jak to było dokładnie. Pominięto mnie dwa lata temu, pominięto mnie rok temu, potem zaś, no tak, znów mnie pominięto. Chciałabyś dodać coś jeszcze, Martho? – Owszem – ciągnęła pani Freud, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z tego, że doprowadza męża do wściekłości. – Może gdybyś postarał się być bardziej życzliwy... – Nie potrafiła czy też nie chciała zaniechać tematu. – Według ciebie wszystko przez moje złe maniery? – Nie, nie według mnie. – W takim razie według kogo? Kto tak uważa? – Ludzie. – Aha, ludzie, tak? – zapytał szyderczo, odkładając z brzękiem widelec i odsuwając krzesło od stołu. – Jacy ludzie? Ci ze szpitala? Z uniwersytetu? Czy może panie z twojego kółka krawieckiego? – Nic nie można na to poradzić? – spytała Minna, na próżno usiłując ostudzić sprzeczkę, która rozgorzała na dobre. – Oczywiście, że można. Sigmund musiałby złagodzić swoje obyczaje. Minna posłała siostrze spojrzenie. Dobry Boże, czy ona naprawdę nie wie, kiedy przestać? Nawet Oliver rozumiał, że są chwile, w których najlepiej się nie odzywać. Dzieci siedziały przy stole i milczały jak zaklęte. – Doprawdy, Martho. Opowiadasz rzeczy niesłychane. Moje obyczaje nie mają z tym nic wspólnego. Im się nie podobają moje

51

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 51

2013-12-12 12:29:16


teorie. Prawdę mówiąc, nie rozumieją nic z mojej pracy. Prędzej czy później będą musieli docenić jej wartość naukową... Na razie jednak... kto wie... poza tym wszyscy tam są antysemitami. – Znowu to samo. Widzisz, nic nigdy nie jest naszą winą, winni są zawsze antysemici. To jego argument na wszystko – westchnęła Martha, po czym zwróciła się do męża: – Mógłbyś przecież załagodzić jakoś różnice zdań... – Na przykład jak...? – Mógłbyś... złożyć im wizytę... albo wysłać kwiaty. – Naprawdę to właśnie mi proponujesz? Naturalnie skorzystam z twojej rady, moja droga. Wszystkim im wyślę kwiaty. Cóż za genialne rozwiązanie!  – roześmiał się szyderczo.  – Widzisz – dodał, zwracając się do Minny, jak gdyby w jadalni znajdowali się tylko oni dwoje – dlatego nie rozmawiam z nią o swojej pracy. Zapanowała cisza. Po chwili Martha wydała długie melodramatyczne westchnienie, które Minna zapamiętała z dzieciństwa i które oznaczało, że jej siostra ustępuje, ale bynajmniej się nie poddaje. Martha tymczasem sięgnęła po lnianą ściereczkę i dzbanuszek z wrzątkiem, który zawsze stał obok jej nakrycia, po czym zaczęła energicznie zmywać plamę sosu pieczeniowego spływającego z widelca Sophie na stół. Minna przyglądała się w milczeniu siostrze szorującej biały obrus. Najwyższy czas zmienić temat, ponieważ oczywiste było, że nastąpił nie trwały pokój, a jedynie chwilowe zawieszenie broni. – Martho  – zagadnęła Minna, przybierając beztroski ton  – zdaje się, że wspominałaś coś o wierszu, który napisał Martin. – Och, tak – potwierdziła siostra, odkładając ścierkę i masując ramię, jak gdyby było obolałe. – Martinie, może przeczytałbyś teraz swój wiersz?

52

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 52

2013-12-12 12:29:16


Martin wyjął z  kieszeni niewielką kartkę, uroczyście wstał i  zwrócił się w  stronę Minny, najwyraźniej odgrywając wyćwiczoną wcześniej rolę, która przypadła mu podczas „ceremonii powitalnej”. – Wiersz nosi tytuł Jak lis kusił gęś – wyrecytował. – Pokaż to – Oliver uśmiechnął się z wyższością, po czym wyrwał Martinowi kartkę z dłoni. – Boże! Robisz okropne błędy. Jak można źle napisać „zwierzęta”? Oliver zerwał się z krzesła, Martin zaś rzucił się za nim, usiłując odzyskać swoje dzieło. Chłopcy gonili się wokół stołu, dopóki Oliver, podekscytowany i rozbawiony jednocześnie, nie zmiął wiersza w kulkę i nie rzucił go na drugą stronę pokoju. Minna zauważyła, że policzki Martina płonęły ze wstydu. On i Oliver zawsze się kłócili. Kiedy Ernst był w pobliżu, Oliver, niezwykle uzdolniony, ale nieprzystosowany społecznie miłośnik matematyki i przedmiotów wymagających abstrakcyjnego myślenia, trzymał się na uboczu. Teraz jednak, pod nieobecność trzeciego brata pełniącego funkcję bufora, zainteresował się Martinem, instynktownie wiedząc, jak doprowadzić go do szaleństwa. – Dość tego, chłopcy! Przestańcie natychmiast!  – zawołała Martha, wstając gwałtownie i trzymając się za lewą rękę, która jeszcze przed chwilą drżała, teraz jednak opadła bezwładnie. Martha upuściła łyżkę na podłogę i złapała się za ramię. – Co ci jest? Co się dzieje? – spytała zaniepokojona Minna. – To tylko ta nieposłuszna ręka. – O czym ty mówisz? Kiedy to się zaczęło? – Zaraz po urodzeniu Anny. Ręka czasami odmawia mi posłuszeństwa. Zażywam salicyl. Sigmund uważa, że to pewien rodzaj kurczu pisarskiego. – Cóż to takiego? – zdumiała się Minna.

53

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 53

2013-12-12 12:29:16


– To zaburzenie ruchowe, dobrze mówię? – spytała Martha, zwracając się do męża. – Być może... – stwierdził beznamiętnie. – Chłopcy, siadajcie! – Bolą mnie również zęby. – O mój Boże – wybąkała Minna, nie wiedząc, co powiedzieć. Chłopcy podbiegli do krzeseł i przysunęli się do stołu, Oliver uśmiechnął się zadowolony z siebie. Freud otworzył zegarek kieszonkowy, po czym odchrząknął. – Niestety muszę was opuścić. Za chwilę przyjmuję pacjenta – oświadczył. – A  strudel?  – spytała Martha, która w  dalszym ciągu trzymała się za rękę. – Może później. Odsunął krzesło i delikatnie dotknął ramienia Minny: – Zapraszam na moje wykłady, kiedy tylko będziesz miała ochotę. – Z największą przyjemnością – odpowiedziała Minna, której pochlebiło zaproszenie. I w tym momencie poczuła w brzuchu ukłucie, którego nie potrafiła wytłumaczyć.

Mack_Kaufman_Kochanka_Freuda.indd 54

2013-12-12 12:29:16


Wilson_Robokalipsa.indd 2

2011-08-10 17:22:05


Zaskakująca opowieść o pożądaniu i sile miłości, barwnie opisująca Wiedeń na przełomie wieków i fascynujące życie Zygmunta Freuda. — L�s� S�� Doskonale oddana atmosfera Wiednia końca wieku i domu Freudów, gdzie zakazana miłość zmaga się z poczuciem obowiązku. Fascynująca lektura… — Ew� S��c�����, autorka Katarzyny Wielkiej Kiedy inteligentna i niepokorna Minna nagle traci pracę, ma tylko jedno wyjście: zamieszkać z siostrą i jej mężem Zygmuntem Freudem. Wkrótce odkrywa, że rozmowy z kontrowersyjnym psychoanalitykiem są nie tylko fascynującą intelektualną przygodą, ale też budzą w niej pożądanie i namiętność, jakich dotąd nie zaznała. Kochanka Freuda to porywająca opowieść o niezwykłej kobiecie, fascynującej epoce i człowieku legendzie.

CENA : 34,90 ZŁ


Kochanka Freuda_Karen Mack , Jennifer Kaufman