Page 1


WSZYSTKO W PORZĄDKU Układamy sobie życie

Szymon Hołownia Marcin Prokop

Wydawnictwo Znak Kraków 2013


sp i s tre ś c i

13

WSTĘP

17

PRZEDPOKÓJ

18

8 pomysłów z dziedziny troski o świat, co do których żałuję, że nie są moje 8 zmian, które wprowadziłbym, obejmując władzę absolutną 3 frazy, których gdy nie usłyszę, spotkanie autorskie uznaję za niezaliczone 5 technologicznych paradoksów, które żywią się zawartością naszych portfeli 4 wyspy, które już namierzyłem i muszę je jeszcze odwiedzić przed śmiercią 9 wynalazków, na które czekam z rosnącą niecierpliwością 4 ulubione, tradycyjne źródła, z których czerpię wiedzę o świecie, gdy wyłączą mi internet i nie dowiozą mi do kiosków tygodników

24 29 32 37 43 50


55

SALON

56

100

8 ludzi, przez których chciałbym zostać gdzieś zaproszony 7 tematów rozmowy, które sprawią, że staniesz się towarzyskim trupem 4 przetestowane i atestowane sposoby na to, jak stać się brylującą gwiazdą towarzyskiej rozmowy, gdy zasadniczo nie ma się warunków, by nią być 5 miejsc, gdzie można odnaleźć prawdziwą sztukę 8 niekoniecznie powszechnie znanych obrazów, których reprodukcje wyciąłem, wydarłem, oprawiłem i mam (bo na znanych się nie znam), i nie będę ich tu szeroko komentował, bo nie chcę się zbłaźnić 11 momentów, kiedy artyści stawali się groźniejsi niż bomby 10 rzeczy, które powinien umieć prawdziwy mężczyzna

109

BIBLIOTEKA

110

15 najdziwniejszych tytułów książek spośród tych, które mam na półce (niektóre mają tylko dziwne tytuły, a co do innych wciąż się zastanawiam, po jaką choinkę je w ogóle kupiłem) 5 literackich i humanitarnych powodów, dla których nigdy nie napisałem i raczej już nie napiszę powieści 10 powodów, dla których warto potraktować gry wideo serio i nie odpędzać dziecka od komputera do lekcji, chyba że po to, aby samemu do niego usiąść 4 teksty i 3 wiersze, które znam na pamięć i wywołują we mnie wspomnienia, refleksje albo zachwyt 4 najbardziej frapujące współczesne legendy (tzw. mity miejskie) o tematyce religijnej, o jakich słyszałem 9 internetowych memów, które więcej mówią nam o współczesnym świecie niż tysiąc książek 6 książek, które przy których łkam, bo nie zdążyłem ich napisać, a teraz czuję, że chciałem

65 72

79 84

87

118 123

129 133 136 143


150

4 najgłupsze mity miejskie o tematyce niereligijnej, o jakich słyszałem

155

STUDIO DŹWIĘKOWE

156

169 176

6 muzyków, którzy stworzyliby supergrupę marzeń, gdyby przy wskrzeszaniu niektórych pomógł nam John Bashobora 11 przebojów zaangażowanych religijnie i nie, które wycisnęły na mnie nieodwracalne piętno i których wyliczenie bez wątpienia sprawi, że Marcin Prokop nadal będzie patrzył na mnie z wyższością i politowaniem 6 artystów, których nigdy nie polubi Szymon Hołownia 11 płyt, bez których nie byłbym sobą

189

POKÓJ TELEWIZYJNY

190

6 wynalazków, które mogłyby przełamać kryzys w telewizji 6 pomysłów scjentologów i pseudokabalistów oraz przekonanych o swych mesjańskich charyzmatach gwiazdorów, o które jestem zazdrosny, że sam na nie nie wpadłem (na skutek czego nie mam dziś kabzy nabitej tak suto jak kolega Prokop) 15 prawd, półprawd i gówno prawd o telewizji 10 powodów, dla których warto poświęcić dziesiątej muzie więcej niż 10 minut 11 seriali, bez których telewizor byłby tylko zbędną dekoracją w salonie 3 (prawie 4) drogie memu sercu sceny z seriali polskich i zagranicznych, przy których kwilę (i) lub jestem pobudzony 5 sposobów na zostanie medialnym ekspertem od wszystkiego 5 najbardziej absurdalnych newsów z okolic religii, na jakie udało mi się trafić w latach 2012 i 2013

161

194

199 204 211 223

227 231


237

KUCHNIA

238 244

6 niedocenionych wkładów Polski w kulturę kulinarną świata 3 rzeczy, które należy zrobić między 22.00 a 23.00

249

KARTKI NA LODÓWCE

250

9 banałów codzienności, które wyprowadzają mnie z równowagi, czyli mazgajstwa zgryźliwego tetryka 3 największe obciachy obserwowane obecnie we współżyciu społecznym 8 istotnych wydarzeń w historii świata, które miały miejsce 3 września 6 prostych trików, które sprawiają, że kreatywne myślenie przestaje być bolesne 9, a w zasadzie 20, powszechnie nieznanych zmarłych, o których chciałbym głośno powiedzieć, że byli 6 ludzkich dokonań, które zasłużyły na specjalne nagrody, a ich twórcy imponują mi bardziej niż fizyka kwantowa 11 haseł wynotowanych z murów (ale nie tylko, bo i z różnych tablic na przykład też), które zafrapowały mnie i wprawiły w zadumę

259 263 266 272 279 282

285

SYPIALNIA Nie przeszkadzać

287

POKÓJ ZWIERZEŃ

288

5 sposobów na radzenie sobie z kryzysem wieku średniego, kiedy świat wmawia nam, że właśnie go przechodzimy 3 największe traumy religijne, jakich doświadczyłem 15 darmowych rzeczy, które warto zrobić przed śmiercią, żeby potem nie żałować, że zrobili je inni 3 słowa i 6 fraz, które tkwią mi w pamięci i budzą nieustannie niepokój

292 296 304


309 312

5 zdań wynotowanych w podróży (z których każde wbiło mnie w podłogę) 9 sytuacji z eventowego frontu, które będę opowiadał wnukom jako doświadczony weteran

323

KAPLICA

324

357 364

3 zakony, do których na pewno bym wstąpił, ale nie zdążyłem, bo mi je zamknęli 8 najbardziej skutecznych powszechnie znanych świętych ze wskazaniem na obszary ich odpowiedzialności 10 bogów, którzy zawiedli 6 osób, które chciałbym zapytać o kwestie religijne 5 najciekawszych nieznanych powszechnie świętych (i prawie świętych), o jakich ostatnio usłyszałem 4 najlepsze adresy w Moskwie, gdy idzie o kupowanie ikon 5 ulubionych królów z różnych dynastii

369

KUFER NA STRYCHU

370

17 zapoznanych detali, bez wiedzy o których z pewnością mógłbym żyć, ale już nie chcę, cały podekscytowany, jakie to generalne wnioski kiedyś z nich wyciągnę 11 medialnych bytów, za którymi uroniłem niejedną łzę 3 przedmioty, którym naprawdę bardzo chciałbym przyjrzeć się z bliska 11 wykonów (chociaż moja mama nienawidzi tego słowa), dla których warto byłoby się cofnąć w czasie 9 (pozabiblijnych) zdarzeń, o których gdy tylko usłyszałem, od razu pomyślałem, że chciałbym im się przyjrzeć bliżej 8 gadżetów, jakie zmieniły moje życie oraz życie niektórych osób, które weszły do pokoju w niewłaściwym momencie 5 groupies, które bardzo chciałbym poznać, Szymon nawrócić, a nasz wydawca wyciąć z tej książki w imię ochrony przyzwoitych czytelników przed zgorszeniem

326 330 338 348

374 380 384 392 406

411


419

GARAŻ

420 428 432

7 samochodów z piekła rodem, dla których nie ma zbawienia 10 samochodów skrzywdzonych przez niefortunne nazwy 10 najmądrzejszych rzeczy, które możesz zrobić, podróżując samolotem (zdaniem pasażera, który rocznie wylatuje jakieś dwieście tysięcy mil i jest pełen pokory wobec tych, co wylatują trzysta albo sześćset)

442

ŁAZIENKA W remoncie

445

PIWNICA

446 452

460

10 rzeczy, których boję się bardziej niż horrorów 5 niezawodnych sposobów na pozbycie się strachu i uniknięcie niebezpieczeństwa 3 kraje, do których nie pojadę nigdy w życiu, bo nie chcę wydać ani centa na to, by je wspierać 10 postaci, bez których nie byłoby Nergala

471

SIŁOWNIA

472 476 479

5 dowodów na wyższość muzyki nad sportem 5 dowodów na wyższość sportu nad zdrowym rozsądkiem 3 skrzętnie wyłuskane spośród setek innych sposoby modlitwy, których jeszcze nie próbowałeś, a gdy spróbujesz – kapcie ci spadną, zaczniesz latać na bosaka i prosić o jeszcze 5 organów, na których gra popkultura 3 wypracowane albo zasłyszane sposoby, jak skutecznie modlić się o cud

457

486 492

497

BIBLIOGRAFIA

504

Źródła ilustracji


WSTĘP

13


WST Ę P

14

Koło biurka Andy’ego Warhola zawsze stało pudełko. Warhol wrzucał do niego wszystko, co choć na chwilę przykuło jego uwagę. Pod koniec każdego miesiąca zaklejał pudełko, oznaczał datą i odstawiał na półkę. Pozostawił po sobie ponad sześćset takich pudełek wypełnionych skarbami: zdjęciami, artykułami wyciętymi z gazet, kawałkami urodzinowych tortów, rysunkami, zmumifikowanymi stopami, książkami o wrestlingu etc. Obaj doskonale go rozumiemy. Gdy człowiek żyje z  tego, że przetwarza w głowie otaczającą go rzeczywistość, nigdy nie może być pewien, które z intelektualnych, wizualnych czy smakowych pobudzeń mu się przyda, gdy będzie przyprawiał kolejną porcję kręconej od lat słownej waty. Poza tym obu nas trapi schorzenie felietonisty: felieton stoi konkretnym przykładem, jedną nową myślą, wokół niej się kręci. I czasem masz tak, że w miesiącu trafia ci się dziesięć sytuacji, z których będziesz mógł zrobić zgrabny tekścik, a czasem przez parę tygodni jest kompletna posucha. Jest więc jasne, co robić – zapasy. Człowiek kolekcjonuje więc przez całe życie: daty, fakty, nazwiska, ciekawe zdania, szczegóły z biografii, sceny z filmów, frazy z piosenek, notatki ze spotkań, zatrute strzały z Papui, T-shirty z nazwami zespołów zakupione na koncertach i druciane pingwiny z Zambii. W tym zbieractwie jest wyrachowanie żurnalisty, ale też hołd oddany światu, który potrafi być fascynujący, gdy widzi się, jakimi drogami wędruje ludzka myśl, jak ludzie układają swoje losy, jak w tym wszystkim objawia się też Opatrzność (dla Hołowni) albo geniusz wielkiego Morrisseya (dla Prokopa). Po prawie dwudziestu latach wytężonej publicystycznej pracy (choć na nieco różnych frontach) obaj mamy w  tych naszych szpargalarniach niezły bajzel. Pora zatem na małe sprzątanie. Spróbowaliśmy więc z grubsza przebrać i ułożyć w jakimś porządku wierzchnią warstwę odłożonych w naszych


pudłach płochych myśli, z których żadna nie wystarczy na osobną książkę, ale szkoda, by się zmarnowały. Obaj od wielu lat zachwycamy się też robiącymi od lat sześćdziesiątych furorę na Zachodzie książkami i  teleturniejami pełnymi triviów, kompletnie nieprzydatnych informacji z miliona różnych dziedzin. Można powiedzieć, że to informacyjne śmieci, produkt uboczny ery, w której informowani jesteśmy non stop, tak że nie jesteśmy już w stanie tego strawić. Po co więc spożywać kolejne? Bo detal bywa śmieszny, czasem absurdalny, czasem wzruszający, a czasem dający do myślenia. Na pewno zaś będzie stanowił miłe urozmaicenie, lekką przekąskę w ciągu ciężkostrawnej, a czasem błyskawicznie przeczyszczającej diety serwowanej przez tak zwane wielkie media. Każdy z nas w pudełkach ma też sporo rzeczy naprawdę dla siebie istotnych, nie wszystko więc, co udało nam się ułożyć na kolejnych stronach, będzie radośnie błahe. Zanim ta książka trafiła do druku, spoczęło na niej sokole oko naszej redaktorki Eli Kot, która po lekturze skonstatowała z pieszczotliwym sarkazmem, że nasze nowe dzieło przypomina jej połączenie wielkich domowych porządków oraz garażowej wyprzedaży odkurzonych skarbów. Stąd pomysł, aby rozdziały książki miały charakter wycieczki przez kolejne domowe pomieszczenia. Zapraszamy cię więc, Czytelniku, nie tylko na pachnące płynem do podłóg i wielkim światem salony, ale również do mrocznej piwniczki, skąd czasami dochodzi potępieńcze wycie. Tyle tytułem zachęty. Niestety, do czego przyznajemy się z  trudem, nasza książka ma również wady. Największą jest to, że tak mało się w  niej mieści. Górne pięć procent przebrane, ale dziewięćdziesiąt pięć już przebiera nogami, by znaleźć się w kolejnych tomach. O ile ktoś w ogóle na tej naszej pierwszej wyprzedaży garażowej zechce nas od efektów pierwszych porządków uwolnić. W mitologii rzymskiej Trivia była boginką, którą spotykało się na skrzyżowaniu trzech dróg. My w takie gusła nie wierzymy (obaj z różnych względów), ale proszę – jaki cudowny przykładzik, z  pozoru informacyjny drobiazg, na którym można jednak zbudować romantyczne zakończenie tego wstępu: każdy z nas przychodzi z innej strony: Prokop, Hołownia i ty, Czytelniku. Wymieńmy się tym, co widzieliśmy po drodze. Możemy, ale nie musimy iść dalej razem.

W XXI wieku młodzież nie buszuje już w zbożu, lecz na wysypisku informacji.

WST Ę P

15


PR ZED POKÓJ


8

pomysłów z dziedziny troski o świat, co do których żałuję, że nie są moje


1__ Spodnie ewangelizacyjne W firmie c28.com, założonej przez nawróconego z „Forbesa” na Biblię biznesmena, kupiłem sporo chrześcijańskich gadżetów, z  którymi tak koszmarna bieda jest na europejskim rynku. W  Stanach sklepy sprzedające T-shirty z  napisem „PRAY”, „Jedi for Jesus”,albo „You Need Jesus, Bro”, bluzy, obrączki, okulary, nalepki można znaleźć w wielu galeriach handlowych i nikogo to nie razi ani nie wywołuje publicznych debat o  konieczności defideizacji państwa, cywilizacji i generalnie wszechświata. Gdy kupujesz na c28.com (nazwa wzięta z odpowiedniego wersetu Listu do Kolosan, przypominającego, że chrześcijanin nie jest z tego świata – „Not Of This World”, NOTW to logo i slogan firmy), możesz zdecydować, PR Z E D na jaką akcję ewangelizacyjną firma przeznaczy część zysku z twoich zaP OKÓJ kupów. Możesz też poprosić zespół sklepu o modlitwę. Jednym z moich nabytków w c28.com były spodnie do ciągania się w  nich po domu w  leniwe poranki, do zastosowania też w  charakterze 19 piżamy. Ładne, miękkie, w kratę, z napisem „FORGIVEN” („ten, któremu wybaczono”). Pewnego bardzo ciężkiego dnia bardzo ciężkiego tygodnia w  bardzo ciężkim miesiącu, pakując rzeczy do prania, zwróciłem uwagę na niezauważoną dotąd metkę przyczepioną do inkryminowanych portek, tam gdzie zwykle znajduje się instrukcja prania. Chciało mi się wyć, nie miałem siły na nic, z  modlitwą włącznie. Zacząłem czytać: „Jesteś zniechęcony? Cierpisz? Przyjmij Jezusa do swojego serca. Odwróć się od zła. On ci wybaczy, nie ma znaczenia, jaki jest twój grzech. On jest twoim schronieniem i On cię poprowadzi. Stworzył cię i bardzo cię kocha! Bądź posłuszny. Módl się. Ufaj”. Starotestamentowego Balaama pouczyła oślica, mnie – przemądrzałemu katopublicyście – kerygmat ogłosiły spodnie.

2__slaveryfootprint.org Na witrynie internetowej (znakomita grafika) wypełniasz kwestionariusz dotyczący swoich nawyków, przyzwyczajeń, rzeczy i natychmiast otrzymujesz informację, ilu niewolników pracuje każdego dnia na świecie na to,


byś mógł żyć tak, jak żyjesz, i mieć to, co masz. Na mnie pracuje trzydzieści siedem osób. Globalne korporacje stają na rzęsach, by wcisnąć nam kit, że przecież lepiej, żeby człowiek pracował za dziesięć dolarów miesięcznie niż za darmo. Szczelnie zaciągnęły one między bogatą Północą a  biednym Południem zasłonę milczenia. Slaveryfootprint tę zasłonę zrywa, pokazując, ile osób w  południowo-wschodniej Azji płaci życiem i  zdrowiem za twój koktajl z krewetek, ile indyjskich dzieciaków ma totalnie przerąbane życie przez twój T-shirt czy dywan. Komplet z  witryną tworzy smartfonowa aplikacja Made in the Free World, dzięki której na bieżąco możesz sprawdzać w sklepach, czy producenci zachowują się etycznie, sam przeprowadzać w  tej sprawie własne dochodzenia, zdobywać „punkty wolnego świata”, którymi można później wspierać różne kampanie. Są emocje, jest konkretne działanie, jest budoPR Z E D - wanie więzi. Dobro czyniący czad.

P OKÓJ 20

3__ thelotteryoflife.co.uk Inny superpomysł na obudzenie wyobraźni. Wchodzisz na stronę, masz przed sobą „koło fortuny”, widzisz, jakie są szanse, że urodzisz się w danym zakątku Ziemi, gdybyś miał urodzić się dzisiaj. Podajesz swoje imię, kręcisz kołem i rzeczywiście po chwili się rodzisz. Masz na ekranie kwilącego bobasa z Turcji albo z Indii, z Kenii albo z Paragwaju. Bobas ma twoje imię, ma nazwisko. Dowiadujesz się, co go – według statystyk – czeka. Jakiego wieku ma szansę dożyć, z jakimi zagrożeniami będzie musiał się zmierzyć. Możesz wesprzeć to swoje alter ego, angażując się finansowo albo organizacyjnie w  jeden z  podanych obok projektów, by nieco ułatwić mu życie. Można dyskutować, czy UNICEF (i  wszystkie oenzetowskie agendy) to rzeczywiście najlepszy z  możliwych „przekaźnik” naszych ewentualnych odruchów serca, ale każdy, kto ma trochę oleju w  głowie i  umie w internecie znaleźć fajną pralkę, znajdzie i sensowną organizację, w której każdy jego dolar coś realnie w czyimś życiu zmieni (ja polecam moją www.fundacjakasisi. pl, rzecz oczywista).


Jedź przez życie tak, żeby jak najmniej wylewać.

4__ 5__ i 6__ Dwa fajne pomysły na „A” i jeden na „T” A glass of water Ekologiczna aplikacja stworzona przez szwedzki oddział Toyoty. Telefon, reagując na dynamikę zmiany prędkości auta, pokazuje, jak zachowywałaby się stojąca na desce rozdzielczej szklanka wody. Wyzwanie polega, rzecz jasna, na tym, żeby nie uronić ani kropli, a jazda bez nagłych przyspieszeń i hamowań może pomóc oszczędzić nawet do dziesięciu procent paliwa.

A blind call Organizacja działająca na rzecz niewidomych Brailleliga zaproponowa- PR Z E D ła Belgom, żeby do swoich telefonów wpisali numer, pod którym zbiera P OKÓJ pieniądze na swoją działalność. Trik polegał na tym, by oznaczyć ów kontakt jako „A Blind Call” albo jeszcze lepiej: „Aaa Blind call”. To gra słów, bo „blind” to po angielsku niewidomy, ale idiom „a blind call” to określenie 21 połączenia realizowanego przypadkiem, gdy nie zablokujemy telefonu w torbie czy kieszeni, coś tam niechcący przyciśniemy i pierwszy zapisany w naszej książce odbiorca ma okazję słyszeć przez pięć minut, jak gadamy, szuramy, albo – o zgrozo – robimy inne rzeczy. Dzięki pomysłowi Brailleligi każde z  takich przypadkowych połączeń warte było 75 eurocentów przeznaczonych na dobry cel, a  nie uciekających w  powietrze (do kabzy operatora). Wiele osób wybierało numer specjalnie, by pomóc niewidomym, ale też uhonorować pomysłowych ludzi, którzy niczego specjalnego nie stworzyli, znaleźli tylko w otaczającym nas świecie miejsce, skąd bezsensownie ucieka energia, i skierowali ją na właściwe tory.

Thirsty black boy Belgowie w ogóle mają pomysły nie z tej ziemi: jedna z ich największych stacji radiowych Studio Brussel zorganizowała kiedyś akcję mającą wesprzeć zbiórkę środków na dostęp do


świeżej wody. Co 15 sekund gdzieś na świecie umiera dziecko, które nie miało dostępu do wody w ogóle albo woda przez nie wypita była jedną wielką hodowlą bakterii. Poproszono o pomoc chłopca, który przez cały dzień pojawiał się nagle w programach największej telewizji we Flandrii, wypijając wodę stojącą zwykle w szklankach przed prezenterami, i uciekał. O sprawie natychmiast zaczął dyskutować internet, wszyscy zaczęli dopytywać się, o co chodzi, a nagrodą za pomysłowość twórców kampanii było zebrane w ciągu sześciu dni prawie 3,5 miliona euro.

7__ Crossed legs strike Nie powiem, żebym nie wstydził się o tym pisać, ale coś mnie jednak do głębi poruszyło w newsie, który w 2006 roku poszedł w świat z kolumbijskiego miasta Pereira, uważanego podówczas za jedno z  najniebezpieczniejszych miejsc w kraju. Narzeczone i żony miejscowych gangstePR Z E D - rów stwierdziły, że nie będą angażować się z nimi w cielesne uniesienia P OKÓJ do momentu, w  którym wreszcie nie zapanuje spokój. La huelga de las piernas cruzadas, dosłownie: „strajk skrzyżowanych nóg”, został ogłoszony w  miejscowych mediach i  wsparty piosenką, jaką wyrapowały niewiasty, tłumaczące swym mężczyznom, że nie uśmiecha im się wczesne 22 wdowieństwo oraz że przemoc wcale nie jest sexy. Okazało się, iż panie właściwie zidentyfikowały motywacyjne mechanizmy panów, w mieście zapanował spokój, którego nie mogły dotąd doprosić się policje, aktywiści ani kaznodzieje. Choć o  „seksualnym strajku” pisał już w  komedii Lizystrata Arystofanes, a  po narzędzie to sięgały kobiety w  Kenii, Togo, a  nawet w  Neapolu (chodziło o to, żeby faceci zmuszeni do spania na sofie zrobili coś wreszcie z urywającymi ludziom w sylwestra kończyny fajerwerkami), metoda największą popularnością cieszy się chyba jednak w Kolumbii. �ródła podają, że w 1997 roku głównodowodzący rządowych wojsk oficjalnie apelował do partnerek guerilleros, żeby odciąwszy swym panom dostęp do źródełka rozkoszy, zmusiły ich w  ten sposób do podpisania zawieszenia broni. W 2011 roku trzysta Kolumbijek z Barbacoas przez prawie cztery miesiące prowadziło podobny protest w intencji budowy drogi do ich położonego na kompletnym wygwizdowie miasteczka. On również zakończył się sukcesem. Wnioski dla wciąż kulejącego polskiego programu budowy dróg wydają się oczywiste.


8__Wielki automat Coca-Coli Koncern mający ludzkie odruchy w ramach ich promowania wystawił kiedyś (z  okazji Dnia Przyjaźni) w  argentyńskich sklepach automaty, z  których do każdej kupionej butelki napoju dodawano jedną gratis. Szkopuł w tym, że aby się do nich dostać, trzeba było dosięgnąć przycisków umieszczonych na wysokości trzech i  pół metra. Sytuacja niewykonalna bez pomocy drugiego człowieka – i o to właśnie chodziło w tej akcji: przypomnieć zabieganemu i zatomizowanemu społeczeństwu, że fundamentem istnienia ludzkości nie jest siedemdziesiąt pięć centów, ale współdziałanie.

9__ Krawaty zamiast bomb czyli Les Sapeurs Odkąd wpadł mi w ręce album The Gentlemen of Bacongo włoskiego fotografa Daniele Tamagniego − zakochałem się w nich dosłownie od pierwszego wejrzenia. Szukam teraz okazji, by zabrać się najbliższym transportem do PR Z E D stolicy Kongo – Brazzaville i spotkać ich na żywo. P OKÓJ The Sape, znani także jako Sapeurs (SAPE: Society for The Advancement of People of Elegance, czyli Towarzystwo Popierania Eleganckich Ludzi) działają w obu Kongach. Żyją na biednych przedmieściach, a ze złem i ohydą 23 tego świata walczą, ubierając się i zachowując jak paryscy dżentelmeni z początków XX wieku albo chicagowska elita lat trzydziestych. Wysiłek finansowy, organizacyjny i talent, jaki wkładają w skomponowanie stroju surrealistycznego jak na dyktowane przez otoczenie warunki, jest nie tylko aktem artystycznym, jest deklaracją światopoglądową. Absurdalnie ładne ciuchy w Europie bywają znakiem pychy, w Kongo są pacyfistyczną formą wyrażenia sprzeciwu wobec świata opartego na przemocy, wyzysku, nierównościach i chamstwie. To przecież jeden z najbardziej udręczonych rejonów Afryki. Sapeurs ludziom, którzy na co dzień oglądają brud i krew, chcą pokazać inny punkt odniesienia, nie pozwalają im zapomnieć, że człowiek jest stworzony do piękna. Członków stowarzyszenia obowiązuje też rygorystyczna etykieta: precyzyjnie opisany sposób zachowania, chodzenia, rozmowy, wszystko podporządkowane jest jednemu celowi: cierpliwemu aplikowaniu szalejącemu w  drgawkach światu zastrzyków z  elegancji (więcej o  nich pisałem na stacja7.pl).


8

zmian, które wprowadziłbym, obejmując władzę absolutną


Poglądy polityczne? Miałbym nawet czasem ochotę zgodzić się z niektórymi ideami tych, którzy noszą serce bardziej po prawej niż po lewej stronie. Konserwatyści mają sporo racji, kiedy twierdzą, że rzeczywistość ma swój porządek, który niekoniecznie powinien reagować na krótkotrwałe trendy społeczne, ideologiczne mody czy ludzkie uprzedzenia i obsesje. Dopóki jednak ich najgłośniejszą reprezentacją będą publicyści promujący infantylnie rozumiany patriotyzm, przypominający gorliwe uczucie przedszkolaka do swojej pani, łysogłowi troglodyci każący wyp***dalać tym, z którymi się nie zgadzają, oraz posłanka Pawłowicz przekonująca, że częścią prawicowej tożsamości jest zbrzydzenie nagością, będę się wstydził do tego przyznać. „Bóg, honor, Ojczyzna”? W  dzisiejszych czasach to hasło skompromitowane przez tych, którzy bez opamiętania wycierają nim sobie umorusane hipokryzją gęby, a  nierzadko również inne części ciała. Jestem więc sierotą polityczną bez partii, na którą chciałbym głosować, a tym bardziej – do niej należeć.

PR Z E D P OKÓJ 25


PR Z E D P OKÓJ 26

Gospodarka? Teoretyczne przygotowanie mam – w pocie czoła skończyłem ekonomię. Niestety, moja kariera w świecie wielkiej finansjery zakończyła się, gdy w banku, gdzie dostałem pierwszą pracę, udowodniłem, że kserokopiarka może służyć również za niszczarkę do dokumentów. Zamknąłem też szafy pancerne, przy okazji zmieniając do nich szyfry, a dyrektora marketingu, który odważył się mnie zatrudnić, zaatakowałem wiecznym piórem, niszcząc jego ukochaną błękitną koszulę. Nie zawracałbym więc nikomu głowy moimi pomysłami na naprawę świata, gdybym nie znał wyników badań, według których w amerykańskich wyborach zawsze wygrywa ten wyższy. Mówiąc krótko – chcę czy nie chcę, jestem skazany na władzę. 1__ Nakazałbym maksymalne uproszczenie systemu podatkowego. Bo z doświadczenia własnego oraz przyjaciół prowadzących działalność gospodarczą wiem, że wysokość podatków nie boli tak dotkliwie jak niezmierzona głębia chaosu przepisów z nimi związanych. Nikt w naszym pięknym kraju nie może być pewien, czy nie popełnia wykroczeń albo i grubych przestępstw podatkowych, chociażby – jak się niedawno okazało – korzystając ze służbowego komputera.


2__ W szkołach uczy się czytania ze zrozumieniem, co jest oczywiście chwalebne, ale jak pokazują zatrważające skądinąd badania – dla sześćdziesięciu procent dorosłych Polaków zupełnie nieprzydatne – uczniowie nie czytają niczego. Wprowadziłbym więc do szkół obowiązkowe zajęcia z rozumnego i krytycznego korzystania z telewizji, internetu oraz przyjmowania na klatę komunikatu reklamowego. Choć wiem, że jako politykowi mogłoby mi przestać zależeć na tym, żeby naród rozumiał, co mu się z telewizora wciska.

3__ A właśnie – wybory. Wiem, że dokonuję zamachu na istotę demokracji, ale ograniczyłbym bierne prawo wyborcze. Cieszyliby się nim wyłącznie ci przedstawiciele narodu, którzy zdaliby test świadczący o  tym, że są w stanie zrozumieć zdanie wielokrotnie złożone, że wiedzą, czym różni PR Z E D się stopa procentowa od niewidzialnej ręki rynku, oraz zdają sobie spraP OKÓJ wę z tego, że jedynym wartym uwagi szczegółem w debacie Janusza Palikota, Beaty Kempy i Stefana Niesiołowskiego jest obuwie Moniki Olejnik.

4__ Wracamy do szkoły. Dodatkowe, obowiązkowe zajęcia z kindersztuby. Nie chodzi o nauczenie młodzieży, jak jeść bezę i którym narzędziem dobrać się do ostrygi, ale o najprostsze rzeczy – kto i w jakich okolicznościach wita się pierwszy, co wypada robić w przedziale PKP i w  czym niekoniecznie warto przychodzić na proszoną kolację. Dobre maniery… przepraszam – jakiekolwiek maniery to również język, którym porozumiewamy się ze światem.

5__ Ujednoliciłbym przepisy drogowe na całym świecie – sorry, Anglicy – niekoniecznie na polską modłę. Wprowadziłbym też obowiązkowe kursy doszkalające dla młodych kierowców Chilijski dyktator Augusto Pinochet – dla jednych bohater, dla innych ludobójca.

27


przyłapanych na ulicznych szarżach bez głowy. Zamiast mandatu: dwadzieścia dodatkowych godzin jazdy pod surowym okiem instruktora.

6__ Nakazałbym mediom informacyjnym parytet przekazywania dobrych wiadomości w minimum trzydziestu procentach wszystkich newsów. Ustawowo. Bo skoro można radiostacje zmusić do tego, żeby grały polską muzykę, to można i dzienniki, żeby przestały straszyć. Bo świat nie jest AŻ taki zły.

7__ Zalegalizowałbym niektóre z substancji odurzających obecnie uznawanych za nielegalne, ale ich obrót poddałbym ścisłej kontroli państwa. Nie chodzi o to, że marihuana to samo dobro, wręcz przeciwnie – ale myślę, PR Z E D - że lepiej dorosłym, którzy mają na to ochotę, pozwolić w wyznaczonych P OKÓJ miejscach korzystać z jej właściwości pod kontrolą odpowiednich służb, niż przymykać oko na dilerów sprzedających dzieciakom jakieś świństwa o niezidentyfikowanym składzie i pochodzeniu. Zgadzam się z twierdzeniem, że państwo, które nie reguluje tych kwestii, poza wprowadzaniem 28 opresji, tak naprawdę chroni monopol narkotykowych karteli.

8__ Zakazałbym kierowcom TIR-ów wyprzedzania na autostradach, pozostawiając do tego celu jedynie specjalnie wyznaczone odcinki. Obecnie jazda po rodzimych drogach ekspresowych przypomina grę w rosyjską ruletkę: „Wyskoczy nagle na lewy pas czy nie wyskoczy?". Poza tym kompletnie nie rozumiem, jaki jest sens niebezpiecznych i blokujących ruch autostradowych wyścigów ciężarówek, skoro i tak ich maksymalna prędkość wynosi 90 km/h, a większość z nich porusza się właśnie w takim tempie? Niemen miał rację, śpiewając „Dziwny jest ten świat".

9__ Poza tym, oczywiście, wolność i sprawiedliwość dla wszystkich. A teraz już czas się obudzić.


10

rzeczy, które powinien umieć prawdziwy mężczyzna


Mówią, że mamy kryzys męskości. Wydaje mi się jednak, że przede wszystkim mamy na temat męskości spór kompetencyjny. Kiedyś bowiem o tym, kto jest najbardziej męskim mężczyzną, decydowali – nie zgadniecie – sami mężczy�ni, a  stosowane kryteria obudowywali utrwalanymi przez wieki rytuałami. Przewodnikiem stada był brodaty grubas, zdolny gołą pięścią powalić łosia (Alces alces), a  gryzonie i  owady uśmiercający samym oddechem. W  miarę upływu wieków broda, pielęgnowana wprawną ręką cyrulika, nabierała bardziej cywilizowanych kształtów, a  wspomniany macho w pięści zaciskał coraz to nowe symbole męskości (miecz, berło, karabin, portfel), ale starego porządku nikt nie kwestionował. XX wiek wszystko to postawił na głowie. Najpierw nastąpiła demokratyzacja męskości. Nie trzeba już było trzymać pod butem rodziny oraz kilku wiosek wraz z inwentarzem, by poczuć się facetem. Wystarczyło

SA L ON

101


SA L ON

102

zbudować dom, spłodzić syna i posadzić drzewo. Ale i te kryteria wydają się dziś już mocno przeterminowane. Domy budują deweloperzy, a czapkowanie w banku o kredyt nie wydaje się szczególnie męskie. Większość z nas mieszka w miastach, więc z posadzeniem drzewa kłopot. Natomiast spłodzenie syna już za chwilę nie będzie żadną sztuką, bo eugenika pozwoli rodzicom na większe sztuczki niż wybór płci dziecka. Wracając do sporu kompetencyjnego – mamy dziś tyle pomysłów na męskość, ile grup społecznych. Inaczej widzą rolę współczesnego mężczyzny konserwatyści, inaczej arcyliberalni zwolennicy trzeciej czy może już czwartej fali feminizmu. Życie mi jeszcze miłe, a  lakier na samochodzie dość nowy, więc w rozsądzanie tych sporów nie będę się pakował. Zamiast tego proponuję kilka własnych teorii na temat tego, co prawdziwy mężczyzna u progu XXI wieku, w  środku Europy, w  klimacie umiarkowanym, umieć powinien.


1__ Coś naprawić Mój ojciec był typem złotej rączki, a to zwykle występuje w rodzinach naprzemiennie, więc ja jestem tym upośledzonym. Ale najważniejsza jest motywacja. Ponieważ jestem umiarkowanie rozrzutny, a wszyscy fachowcy kosztują i w  dodatku nigdy nie przychodzą na umówione spotkania, ostatnio odkryłem zasady działania niektórych narzędzi i nawet bohatersko wykonałem kilka prac domowych. Ze skutkiem mocno dyskusyjnym, bo ściana, którą próbowałem zaszpachlować, wygładzić i pomalować wygląda gorzej po mojej interwencji niż przed. Ale dobre intencje też się liczą. Za to swoją aktualną żonę poderwałem na koło. Pojechaliśmy autem w góry na romantyczny weekend i w drodze powrotnej, gdzieś za Katowicami, auto wpadło w  dziurę. Strzeliła opona. Późna noc, śnieżyca, samochód jest pożyczony, a  ja nie dość, że nie mam latarki, to jeszcze padam na twarz ze zmęczenia po całym dniu zjeżdżania z górki. Mimo to bez wahania otwieram drzwi i rzucam się w nienasyconą paszczę nocy! Na czuja wykręcam te śruby, lewarkiem posługuję się na pamięć, ale wreszcie udaje mi się osiągnąć wulkanizacyjny sukces. I kiedy taki spocony, zlany deszczem, upaprany smarem i  wychłostany wichurą, wracam do wnętrza samochodu, słyszę od mojej towarzyszki słowa, które jednoznacznie świadczą o tym, że właśnie postanowiła mieć ze mną dzieci. Reszta jest historią.

2__ Rozróżniać kolory Brutalna, podwórkowa mądrość głosi, że faceci widzą tylko trzy kolory: fajny, pedalski i chujowy. Ale wystarczy włożyć trochę wysiłku, by dostrzec różnicę pomiędzy bordowym a beżowym albo błysnąć uwagą: „Kochanie, ten łososiowy beret idealnie kontrastuje z blaskiem twych amarantowych oczu!”. Wszystkie kobiety stają się wobec takich komplementów całkowicie bezbronne, albowiem są jak Linia Maginota – nie zostały zaprojektowane do działań wojennych na własnym terytorium. Zresztą dobrze jest znać kolory, żeby potrafić…

3__ Wybrać krawat Lubię krawaty. Myślę, że to taki rodzaj wąsów, czyli maski, którą zakładasz, by ukryć swe prawdziwe intencje albo po prostu schronić się przed złym światem. Nie Bonifacy Krzysztof Prokop, czarodziej lutownicy, gwiazda teletechniki, złota rączka. Syn nie poszedł w jego ślady.

SA L ON

103


SA L ON

10 4

David Bowie z okresu, kiedy twierdził, że nazywa się Ziggy Stardust i jest kosmitą, który spadł na Ziemię. Ja uwierzyłem.


wiem tylko, czy jak ktoś ma i wąsy, i krawat, to chowa się za podwójną gardą, czy może, w myśl zasady, że dwa minusy dają plus, jest metaforycznie nagi. Ja w każdym razie dopiero w krawacie czuję się ubrany. Zresztą David Bowie uznał krawat za godny zamieszczenia w tytule płyty, a jak Bowie coś pobłogosławi, to rzecz się staje cool na wieki (nie dotyczy jednoczęściowych, srebrnych, wyzywająco obcisłych kombinezonów męskich, wpuszczanych w żółte koturny na trzydziestocentymetrowym obcasie). Krawaty ogarniam mistrzowsko, gorzej z  koszulami, bo takich, które mógłbym kupić, po prostu nie produkują. Najczęściej więc zamawiam przez internet. Jest taka strona: znajduję odpowiedni wzór, podaję namiary i  czekam na paczkę. Pamiętam, że za pierwszym razem kiedy wypełniałem ankietę i  podałem wymiary, oddzwoniła do mnie pani, żeby się upewnić, czy się nie pomyliłem, bo to, co wyczytała, nie zgadzało jej się z wyniesioną ze szkół wiedzą na temat proporcji ludzkiego ciała.

4__ Gotować Żyjemy w świecie, w którym jedzenie przestało służyć dostarczaniu organizmowi niezbędnego paliwa. Żyjemy w  czasach filozofii gotowania, choreografii spożywania, baletu trawienia i  poezji wydalania. Terror chochli i  rondla sprawił, że jedzenie dla zaspokojenia głodu uchodzi za godną nagany ekstrawagancję. Kto nie umie gotować, ten nie nadaje się do śpiewania piosenek, grania w filmach, prowadzenia biznesu ani nawet do rządzenia krajem. Nie przyrządzasz posiłków? Nie idę z  tobą do łóżka. Przyznaję, w kuchni bywam rzadkim gościem, ale jest potrawa, która zawsze mi rewelacyjnie wychodzi. Posiadłem sekret wybitnie pysznego, skończenie doskonałego ciasta naleśnikowego. Potrafiłbym wykonać je bezbłędnie nawet w zamieci śnieżnej, po omacku, na poboczu trasy katowickiej. Smażąc naleśniki, jestem w stanie, jak Borys Szyc w Hamlecie, grać klasykę i  jednocześnie puszczać oko do publiczności, improwizując na temat. Przemycam do mych naleśników zaskakujące ingrediencje, stosuję nieortodoksyjne metody, śmiałymi posunięciami bezczelnie obalam naleśnikowe prawa Newtona. Czasami coś z tego wychodzi – zdarzyło mi się robić już naleśniki na serku mascarpone albo ciasto z dodatkiem musu malinowego. Kiedyś wpadłem na pomysł usmażenia naleśników z  ciasta zmieszanego z czekoladą, ale chyba wyprzedziłem swój czas. Ich wygląd nie wzbudzał zaufania i kiedy leżały w kupce na talerzu, wszyscy starali się omijać te ciemniejsze.

SA L ON

105


5__ Wybrać wino A już na pewno powinien podjąć wyzwanie. Ja tak robię. Nie mam ulubionego gatunku, ale próbuję udawać, że się znam, bo dobrze jest znać się na winie. To imponuje w towarzystwie i zapewnia erotyczne sukcesy w  każdym wieku, czego przykładem choćby pewien znany aktor. Kiedy w restauracji dostaję kartę win, cmokam ze znawstwem i z przyjemnością czytam te ładnie brzmiące nazwy, po czym wybieram najtańsze. I zazwyczaj dobrze trafiam. W myśl zasady, którą sprzedał mi kiedyś pewien włoski producent gronowego trunku: „Dobre wino poznaje się nie po tym, ile kosztuje, ale po tym, że jest wypite”.

6__ Uprawiać sport SA L ON

10 6

Pojedli, popili, to teraz trzeba spalić trochę kalorii. Na szczęście w naszej kulturze kultowi jedzenia towarzyszy idolatria tężyzny fizycznej. Ja również staram się nie dopuścić do tego, by stawy mi zardzewiały. Niestety, nigdy nie byłem typem sportowca i w żadnej z uprawianych dyscyplin nie jestem na tyle dobry, żeby mnie podejrzewać o kartę stałego klienta w tej samej aptece, w której zakupy robił Lance Armstrong.

7__ Podtrzymać konwersację Przyznaję, mam do tego naturalny dar, czasem przybierający formę niekontrolowanego słowotoku, za który w dodatku nieźle mi płacą. Ale by podtrzymać konwersację poza telewizyjnym studiem, gdzie obowiązują specyficzne reguły, nie trzeba nikogo zagadywać na śmierć. Przeciwnie – wystarczy pozwolić mu się wygadać, wyżalić, pochwalić, a potem dać do zrozumienia, że my mamy dokładnie tak samo. W granicach zdrowego rozsądku oczywiście, bo jeśli, drodzy panowie, przypadkiem będziecie świadkami lub biernymi uczestnikami kobiecej rozmowy o  niedolach połogu, nie próbujcie sugerować, że wiecie, o  czym mowa. Lepiej z  szacunkiem pomilczeć. I przede wszystkim…

8__ Słuchać To droga do sukcesu zawodowego, rodzinnego i towarzyskiego. Tak już jesteśmy skonstruowani, że wsłuchujemy się zwykle przede wszystkim w  nasz głos wewnętrzny (nie mylić ze stanem, w  którym słyszy się głosy – wtedy niezwłocznie należy skonsultować się z  lekarzem lub farmaceutą), zaś komunikaty dobiegające do nas z  zewnątrz bezlitośnie, choć


Jedna z pierwszych (i ostatnich) prób zespołu Kabina Miłości. W składzie bracia Prokop i automat perkusyjny.

najczęściej bezwiednie, odsiewamy. Czyli: niewiele z tego, co do nas mówią, naprawdę do nas dociera. Wystarczy więc włożyć odrobinę wysiłku w usłyszenie drugiego człowieka, by uzyskać nieco przewagi nad innymi uczestnikami gry w życie. A przy okazji, jeśli kogoś to interesuje, zostać kosiarzem biustonoszy. Piotr Najsztub, człowiek o  niekomercyjnej przecież urodzie, zapytany kiedyś przeze mnie, na czym polega tajemnica jego legendarnie licznych, miłosnych podbojów, odpowiedział krótko: „W towarzystwie kobiety nic nie robię, tylko słucham”.

9__ Grać na instrumencie Zespoły muzyczne zakłada się na złość starym oraz żeby zaimponować dziewczynom. Na to drugie miałem kilka innych patentów (potrafiłem na przykład połknąć sznurowadło, a potem wyjąć je nosem), a  rodziców nie lubię martwić. Wychodzi więc na to, że kiedy uczyłem się grać na gitarze, byłem kiepsko zmotywowany, bo przestałem. Chyba też okazałem się zwyczajnie mało zdolny, ale to przecież żadna przeszkoda w drodze na szczyty list przebojów. Wystarczy włączyć radio.

10__ Trzymać nerwy na wodzy Mam to szczęście, że z natury jestem szalenie spokojny. Żona twierdzi, że wręcz patologicznie spokojny, więc czasem próbuje mnie z tej mojej strefy komfortu wywabić lub – częściej – wypłoszyć. Bo ona jest choleryczką, raptuską oraz domową terrorystką i kiedy coś ją gryzie, lubi to z siebie wyrzucić. Mój głęboki, niezmącony, turkusowo-błękitny spokój uważa natomiast za rodzaj zblazowania człowieka, który sądzi, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania, którego nic nie dziwi ani nie wzrusza. Zna mnie dobrze ta moja żona.

SA L ON

107


108


BIBLIO TEK A 109


15

najdziwniejszych tytułów książek spośród tych, które mam na półce (niektóre mają tylko dziwne tytuły, a co do innych wciąż się zastanawiam, po jaką choinkę je w ogóle kupiłem)


1__ The Stray Shopping Carts of Eastern North America („Zabłąkane wózki sklepowe Ameryki Północno-Wschodniej”), Julian Montague Pierwsza na świecie próba stworzenia klasyfikacji porzuconych wózków sklepowych, wsparta precyzyjną dokumentacją fotograficzną. Autor, tropiąc i klasyfikując wózki w  krzakach, na parkingach, na przedmieściach, a nawet nad wodospadem Niagara, powoduje, że – jak słusznie podpowiada wydawca – czytelnik nieuchronnie zaczyna widzieć w nich istoty ludzkie, czasem wzruszające swym zgrzybiałym stanem, czasem komiczne, czasem bohatersko radzące sobie z  przemocą, której doświadczyły, oraz opuszczeniem.

2__ Polskie Koleje Państwowe jako środek transportu wojsk Układu Warszawskiego. Technika w służbie doktryny, Zbigniew Tucholski Bi BL iO Może jednak było warto, skoro teraz przynajmniej już dwie osoby znają historię żeberka wyciągowego na stacji Chryzanów i nie pozwolą jej ulecieć w zapomnienie? Kto wiedziałby, jak wysadzić zwrotnicę? Jak skomponować pociąg sanitarny? W chwilach obniżonego nastroju recytuję sobie litanijnie (jak w poemacie Moskwa – Pietuszki) wymieniane w  książce nazwy stacji na szlakach: Okuniew – Michałów, Zielonka – Pustelnik, Głomno – Molwity. I  przypomina mi się wiersz Czesława Miłosza Oset, pokrzywa („Oset, pokrzywa, łopuch, belladonna / Mają przyszłość. Ich są pustkowia / I zardzewiałe tory, niebo, cisza”...).

3__ Sexually I’m More Of a Switzerland („Pod względem seksualnym pochodzę raczej ze Szwajcarii”) Wybór ogłoszeń towarzyskich dla intelektualistów z  „London Review of Books”. Tom drugi, tom pierwszy nosił tytuł They Call Me Naughty Lola. Przykłady z  zawartości: „Wycałowałam zbyt wiele żab, szukając swojego księcia. Kobieta, lat 32, emerytowana (wbrew własnej woli) specjalistka od biologii płazów”. „Gdybym była hamburgerem, prawdopodobnie serwowano by mnie bez dodatków. Czy lubisz hamburgery bez dodatków?”. „Casanova zaczynał jako bibliotekarz, ja zaczynam jako kurator w muzeum, co jest mniej więcej tym samym, tyle że zamiast książek są stare kości. Poza

TEKA 111


tym w muzeach są strefy do piknikowania, a  do bibliotek nie można wnosić jedzenia. I mamy takie śmieszne mapy do kolorowania w miarę zwiedzania wystawy. I punkty informacyjne dla niepełnosprawnych. Mężczyzna, lat 24. Kurator. I potencjalny Casanova”.

4__ Knitting With Dog Hair. Better a sweater from a  dog you know and love than from a  sheep you’ll never meet („Dzianiny z  psiego włosia. Lepszy sweter od psa, którego znasz i kochasz, niż od owcy, której nigdy nie spoBi BL iO - tkasz”), Kendall Crolius TEKA

Rękawiczki z malamuta? Berecik z beagla? Wyczesywanie liniejącego pupila to nie udręka, to pomysł na biznes.

112

5__ Ruhnama, Turkmenbasza (Saparmyrat Nyýazow) Opus vitae nieżyjącego już dyktatora Turkmenistanu, Turkmenbaszy. Historia narodu oraz przeżycia osobiste. Autor dowodzi, że wkładem Turkmenów w dzieje świata było wynalezienie furmanki. W stolicy Turkmenistanu Aszchabadzie działa specjalny uniwersytet zajmujący się wyłącznie studiami nad Ruhnamą. Mam wersję anglojęzyczną, podobno istnieje też wersja polska, wydrukowana w ponad tysiącu egzemplarzy jako „wpisowe” pewnej polskiej firmy, która liczyła na suty kontrakcik paliwowy. Z kontrakciku nic nie wyszło, dzieło w polszczyźnie pozostanie już na zawsze.

6__ Rain Later, Good („Deszcz później, dobra”), Peter Collyer Ilustrowana historia jednej z brytyjskich świętości narodowych – rybackiej prognozy pogody, nadawanej przez radio BBC (obecnie w  BBC 4) od 1925 roku. Cztery razy w ciągu doby (o 00.48, 05.20, 12.01, 17.54) monotonny głos recytuje nazwy trzydziestu dwóch stref, na które podzielono przybrzeżne wody Atlantyku i  Morza Północnego, podając poszczególne parametry pogody skrótowo, zawsze według tego samego schematu


(kierunek i siła wiatru, opady, widoczność) i na tyle wolno, by każdy mógł je sobie zapisać. Słuchanie rybackiej prognozy, zwłaszcza tej dwanaście minut przed pierwszą w  nocy, gdy recytacja spikera brzmi jak nadawana z zaświatów litana-kołysanka, to naprawdę misteryjne przeżycie. Nic dziwnego, że gdy BBC napomknęło o  tym, że może w czasach prognoz dostępnych online można by zrezygnować z  wersji radiowej, kraj stanął na krawędzi powstania. O prognozie kręcono filmy, wiersz poświęcił jej Seamus Heaney, śpiewali o niej Blur i Radiohead. Peter Collyer odwiedził wszystkie trzydzieści dwa żeglugowe akweny, opisuje (i maluje), co kryje się za znanymi każdemu Wyspiarzowi od Bi BL iO dzieciństwa nazwami: Fitzroy, Tyne, Dogger, Viking, Sole, Fastnet, MaTEKA lin... Album przedmową opatrzył książę Kentu.

7__ Fenactil. Nootropil. Exkluziv. 1991–1994 „Hamburgery też się mogą w końcu przejeść. Ktoś to będzie musiał znowu zburzyć...” – takim proroctwem kończy się wstęp do zbioru artykułów i ilustracji z trzech częstochowskich zinów, czyli pseudopodziemnych artystowskich gazetek wydawanych zwykle na kserografie tuż przed rewolucją 1989 i tuż po niej. Tworzący je wówczas półbogowie mojego dzieciństwa dziś albo przegrali już ostatnią bitwę z  używkami, albo ugrzęźli na etatach w  hurtowniach mebli, sprasowani przez komercyjną rzeczywistość. Na parkingu życia, pełnym czołgów i porsche cayenne, nie ma już miejsca dla ułanów. Czytanie purnonsensowych komiksów o  „Wilqu” nie zastąpi mi dziś wszystkiego. Mój Panie, jakże wielka łza kręci mi się w oku, gdy myślę o tych czasach bezkarnego porąbania, o tym niepodległościowym epizodzie sprzed dyktatury założenia, że we wszystkim musi chodzić o coś. Z rozkoszą delektuję się kompletnie bezsensowną poezją (w stylu kultowego wiersza Pawła Paulusa Mazura Zawał: „Siedzą górnicy w kopalni / siedzą, bo są niejadalni”), absurdalnymi manifestami wymierzonymi w  Kielce albo w Mazowsze („Aniele Boży strzeż duszy i ciała mego / i zachowaj mnie od imperializmu kieleckiego"; „nienawidzę twoich równin / w których nigdy śnieg

113


nie taje. / Wstrętnym jest mi i twój naród i powietrze i zwyczaje / Polskie domy, polskie izby, złoty wiek przypominacie / bowiem ludzie z bydlętami gnieżdżą się we wspólnej chacie. / Drzemać zwykliście za stołem, półprzytomnie, podchmieleni / wykąpani w win czerwieni, pijanice zatraceni...” – to akurat fragmencik z Henryka Desportes, nadwornego poety Henryka Walezego). W Białymstoku świat moich ówczesnych idoli kręcił się wokół pisma „Kartki”. To dzięki „Kartkom”, dzięki Robertowi Tyszkiewiczowi (dziś poseł PO), Bogdanowi Dudce, Jurkowi Nachile (który nauczył mnie dziennikarstwa), Arturowi Janowi Szczęsnemu dowiedziałem się o  istnieniu mistrza krótkiej formy Wojciecha Marii Koronkiewicza, Jana Kamińskiego (mojego późniejszego mistrza i  polonisty) czy Kobasa Laksy, zakochałem się w  twórczości Nataszy Goerke (Księga pasztetów, Fractale), do której napisałem kiedyś list do Hamburga, a otrzymaną odpowiedź hołubiłem jak relikwię. Byłem wyznawcą rubryki satyrycznej „Chata Polska”, w  której publikowali wyimaginowani Bi BL iO - autorzy, tacy jak Akacjusz Boruch, Wasyl Hołoborodko czy Ołena Pokabatko. Fragmenty ich poezji znam na pamięć do dziś: „Uch, gdzie hrypci pohrybani / TEKA kruhom słonko niżnej dani / polem diedy kołybaci / szczo wiernuwszy popod chaci / kali zorka ułybajet / czarnej smerti nebo krajet / czerniejet dudka li martwa ptica / czerniejet lico, na nim czernica / ja neznakomy i sam czerneju...”. Była tam 1 14 też rubryka kulinarna i porady towarzyskie. Z pokoleniem „swobodnego wytrysku wyobraźni”, odreagowującym komunistyczny zamordyzm, a  niezanurzonym jeszcze w  bezpłodności kapitalistycznego banału, minęliśmy się o  parę lat. Ostatecznie dozwolili mi jednak wspiąć się na swój olimp – częściowo to właśnie z tego środowiska pochodzili twórcy kręconego w Białymstoku w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych filmu fabularnego o  Bogdanie Piaseckim (reżyserowali, zdaje się, Jerzy �ińczuk i Cezariusz Andrejczuk, scenariusz pisał chyba Janek Kamiński, występował między innymi Adam Dzienis), w którym wcieliłem się w tytułowego bohatera. Rola niewielka, niema – miałem iść ulicą z książkami, następnie dać się zaciągnąć do jakiejś piwnicy i pobić. Snułem się po planie z męczeńskim wzrokiem cały dzień, wystarczyło paliwa, by później przez rok emablować dziewczyny. „Kartki” próbowano później reanimować, ale zgasłej za młodu piękności nie ma co wyciągać z  grobu, nie odnajdzie się w  tych czasach. Zresztą – z  kim? Jurek Nachiło nie żyje, Wojciech Maria zdradził pisanie i picie bez celu – został uznanym lokalnym felietonistą, tudzież sommelierem, Janek Kamiński pisze, ale u siebie, pod granicą, w Jaryłówce.


W jednym z reanimowanych numerów „Kartek” Artur Jan Szczęsny wspomina, jak pewnego dnia stanął na jego progu Robert Tyszkiewicz, oświadczając: „Zasługujemy na odrobinę normalności”. Na co Szczęsny: „Znaczy kolaboracja?”, „Romantyzm, taki pozytywny” – miał odpowiedzieć Tyszkiewicz. Zrozumiałem, że dzieciństwo właśnie mi się skończyło.

8__ Dorsz. Ryba, która zmieniła świat, Mark Kurlansky, tłum. Jan Jackowicz To, że Ameryki wcale nie odkrył Kolumb, lecz rybacy szukający dorsza, przeczuwałem. Nie miałem jednak pojęcia o  wzajemnych relacjach morszczuka i dorsza oraz co to jest sztokfisz, że dorsz pływa z otwartą paszczą i łyka wszystko, co mu w nią wpadnie, a jego wysuszone mięso to osiemdziesięcioprocentowy białkowy koncentrat. Studium uświadamia o wielkiej i wciąż niedocenianej kulturowej roli dorsza, pokazuje go też jako fundament nowożytnej światowej ekonomii. Książka, w  której czytelnik natrafi między Bi BL iO innymi na rozdziały „Kilka świeżych myśli o dziewięciu milionach jaj” oraz TEKA „Prawidłowy sposób moczenia dorsza”, zainteresuje każdego.

9__ The Oromo Democracy. An Indigenous African Political System („Demokracja ludu Oromo. Rdzenny afrykański system polityczny”), Asmarom Legesse Lud Oromo, zamieszkujący środkowo-wschodnią Afrykę (Etiopia, Somalia, Kenia) od tysięcy lat, to z pewnością fascynujący temat na doktorat z kulturoznawstwa. Jego system wewnętrznego zarządzania, w  którym – na mocy napisanej w V wieku konstytucji – liderów wybierano na osiem lat (a w połowie kadencji musieli uzyskać wotum zaufania), prawo stanowiło i weryfikowało zgromadzenie narodowe, stosowano cywilną kontrolę nad wojskiem etc., to gratka dla tych, co chcieliby habilitować się z politologii. Jednak wciąż nie jest jeszcze dla mnie jasne, dlaczego w księgarni na lotnisku w Addis Abebie postanowiłem zainwestować 180 birra, by się tego wszystkiego dowiedzieć.

10__ The Portrait of The Leader, Mieko Nishimizu Zbiór urzędowych dekretów czwartego króla Bhutanu, między innymi z lat Drewnianego Szczura (1984), Ognistego Królika (1987), Żelaznej Owcy, (1991), Wodnej Małpy (1992), Drewnianego Psa (1994), podzielonych na

115


sekcje tematyczne i opatrzonych komentarzem redaktora tomu. Jest tu też dekret abdykacyjny króla, który wprowadził w  kraju demokrację (dokładnie – przekształcił monarchię z  absolutnej w  konstytucyjną), nakazał wybory do parlamentu, wymyślił dwie partie i ich nazwy, wszystko puścił w ruch, a następnie przekazał koronę synowi, a sam resztę życia postanowił spędzić na refleksji i na rozwoju duchowym.

11__ O języku, Karol Marks, Fryderyk Engels Nie wiedziałem, że Engels znał niemiecki, angielski, francuski, hiszpański, włoski, rosyjski, łacinę, grekę, duński, polski i ruBi BL iO - muński. A teraz już wiem.

TEKA 1 16

12__ Walki uliczne, Stefan Rowecki Przedwojenny podręcznik tłumienia rozruchów miejskich przeznaczony dla wojskowych. Zwraca uwagę na niedocenienie roli dorożki jako szybkiego i niepozornego środka komunikacji między pacyfikującymi miasto oddziałami.

13__ In China My Name Is... („W Chinach nazywam się...”), Valerie Blanco i Ellen Feberwee Nabytek z  Hongkongu. Zdjęcia i  jednozdaniowe autoportrety kilkudziesięciu mieszkańców Szanghaju. W  Chinach wielu ludzi decyduje się obok chińskich przybrać sobie również angielskie imiona, by mieć łatwiejszy kontakt ze światem, który w  języku mandarynów nigdy się nie połapie. Apple nazwała się tak, bo lubi kolor zielony oraz łatwo się czerwieni, Bonn – bo jest fanem niemieckiej piłki, a Celery (Seler) uznała, że to pokorne warzywo.

14__ The History of The Snowman („Historia bałwana”), Bob Eckstein Wyczerpująca historia kulturowa i polityczna bałwana, przez którego wywoływano wojny, który występował w komsomolskiej propagandzie


i zrobił karierę w reklamie. Kompendium bałwanologii ogólnej. Nie miałem pojęcia, że: na świecie nakręcono dotąd dwadzieścia dwa anglojęzyczne filmy ze słowem „bałwan” w tytule (w sześciu z nich bałwan był mordercą), że średnio do ulepienia bałwana potrzeba dziesięciu miliardów płatków śniegu, że cztery firmy na świecie sprzedają profesjonalne zestawy do lepienia bałwana, że słowo „bałwan” jest codziennie wpisywane do przeglądarek internetowych około tysiąca czterystu razy.

15__ The Big Book of Lesbian Horse Stories, Alisa Surkis, Monica Nolan Wstydzę się. Przysięgam, że nawet nie zajrzałem do środka. Że to tylko tytuł.

Bi BL iO TEKA 1 17


Wszystko w porządku. Układamy sobie życie_ Szymon Hołownia, Marcin Prokop  

Hołownia i Prokop są przyjaciółmi, ale żyją na dwóch różnych planetach. Tym razem postanowili nieco na nich posprzątać, posegregować odkurzo...

Advertisement