Page 1


Diane Ducret Emmanuel Hecht prezentują

OSTATNIE DNI

DYKTATORÓW PR ZEKŁ AD

A NNA M ARIA N OWAK Znak Horyzont KRAKÓW 2014


Spis treści

Wstęp gdy już wybije ich godzina   7 Rozdział 1 druga śmierć duce   13 Rozdział 2 samobójstwo hitlera  23 Rozdział 3 cztery śmierci marszałka pÉtaina   37 Rozdział 4 przeklęta kanapa. pięciodniowa agonia józefa stalina   47 Rozdział 5 trujillo, cezar tropików  59 Rozdział 6 ngÔ ĐÌnh diÊ·m. odejście prezydenta – patrioty „na swój sposób”    71 Rozdział 7 Łagodna śmierć „papy doca”   81 Rozdział 8 niekończąca się agonia generała franco   91 Rozdział 9 długa śmierć mao   101 Rozdział 10 ostatnie dni huariego bumediEna   111 Rozdział 11 sześć śmierci pol pota   121


Rozdział 12 reza II, ostatni szach   133 Rozdział 13 idi amin dada. upadek czarnego ubu   145 Rozdział 14 długa noc tita  155 Rozdział 15 nagły zgon leonida iljicza   167 Rozdział 16 marcos na wylocie  179 Rozdział 17 sielskie ostatnie chwile „najwyższego stroessnera”   189 Rozdział 18 krwawe boże narodzenie ceauŞescu   199 Rozdział 19 seks, narkotyki i noriega   209 Rozdział 20 mobutu, ucieczka „wielkiego lamparta”   219 Rozdział 21 ostatni bój saddama husajna   231 Rozdział 22 czy ktoś uratuje ibn alego?   241 Rozdział 23 kaddafi, czyli dokądże pędzisz, beduinie?   251 Rozdział 24 kim dzong il, chluba swego ojca   261 Notki biograficzne autorów   271 Indeks osób  275


Wstęp

Gdy już wybije ich godzina


T

a książka dotyka bieżących problemów, ponieważ światem nadal rządzą szaleńcy, a liczne narody wciąż żyją pod ich jarzmem. W obecnym stanie rzeczy zuchwałością byłoby ogłaszać zniknięcie despotów. W Korei Północnej właśnie przejął rządy trzeci nieprzewidywalny przedstawiciel rodu Kimów. W Birmie junta nadal więzi niezłomną Aung San Suu Kyi*. Nie mówiąc już o świecie arabskim, któremu przyglądamy się z lękiem i ostrożnością. Nawet kiedy udaje się tam obalić dyktaturę, dokonuje się to za niewiarygodnie wysoką cenę ludzkiego cierpienia, a przyszłość i tak pozostaje niepewna. Jeśli zaś chodzi o Afrykę, która pod wieloma względami zapowiada się na kontynent przyszłości, problemem także pozostają liczne dyktatury: bezwzględne, nie cofające się przed niczym. Nie można też nie wspomnieć o autorytarnych reżimach, które – choć nie są tyraniami w ścisłym tego słowa znaczeniu – opierają się na przymusie, pozbawiając obywateli podstawowych wolności. Po raz pierwszy grupa doświadczonych historyków i dziennikarzy połączyła siły oraz pióra, by opisać rzeczywistość, która odcisnęła tak silne piętno na naszej codzienności. Do zadania podeszli z entuzjazmem, zespoleni głębokim przekonaniem, że tylko znajomość przeszłości pozwala zrozumieć teraźniejszość. Badacze przeszłości mogli wreszcie odrzucić schematy nakazujące przedstawiać ostatnie chwile dyktatorów jako wzniosłe sceny upadku kolosów, by odsłonić całą ich nagość i smutną trywialność. Komentatorzy współczesności zaś mogli przypomnieć, że totalitaryzm opiera się na fundamentach zbudowanych z wielu elementów; wystarczy zmiana kontekstu lub interesów, by cała – wydawać by się mogło, niezniszczalna – konstrukcja zaczęła się chwiać. Tak narodziła * W 2011 roku Aung San Suu Kyi opuściła areszt domowy. W tym samym czasie po 50 la-

tach rządów junta wojskowa oddała władzę i rozpoczęły się procesy demokratyzacji kraju. W ich rezultacie Aung San Suu Kyi 1 kwietnia 2012 roku została wybrana do birmańskiego parlamentu (przyp. red.).


10

christian makarian

się oryginalna książka, która przedstawia historię w żywy i przystępny sposób. Śmierć tyrana jest nie tylko faktem historycznym, ale także pewnym znacznikiem na osi czasu, wymagającym głębszej refleksji. To także konkretne wydarzenie, które żyje w pamięci zbiorowej, tworząc wspólny punkt odniesienia. Przeglądając tę niezwykłą galerię, odkrywamy, że koniec dyktatora to zarazem apogeum jego pychy. W najlepszym razie społeczność międzynarodowa wstrzymuje dech, uciemiężony naród z udawaną lub prawdziwą nadzieją czeka na kolejne biuletyny o stanie zdrowia tyrana, a jego zausznicy – wietrząc rychłe wyrównywanie rachunków – przygotowują się do nieuchronnego upadku bądź w pośpiechu mianują następcę. Najgorszy zaś – i niestety najczęstszy – scenariusz oznacza, że ostatnim chwilom despoty towarzyszy eksplozja przemocy. Kult jednostki zmienia się w ofiarę z krwi, oprawcy przeradzają się w fanatyków, powstańcy z kolei w bezwzględnych bandytów, a śmierć reżimu pociąga za sobą chaos i grozę. Stosunkowo rzadko po śmierci lub wygnaniu tyrana naród spontanicznie i w zgodzie rozpoczyna odbudowę kraju. Dopiero pod koniec drugiej fazy – często bardzo skomplikowanego okresu przejściowego – meandry władzy prostują się i nadchodzi pozorna równowaga. Mimo to nie wolno zapominać, że dyktatury zostawiają po sobie głębokie rany. Dotyczy to zarówno narodu, jak i pojedynczych obywateli. Ofiary zdeprawowanego narcyza długo nie mogą się otrząsnąć ze skutków wymuszonego posłuszeństwa; musi zostać spełnionych wiele warunków, by rany się zabliźniły. Czyż można bowiem założyć, że reżim kończy się z chwilą, gdy satrapa wyzionie ducha albo ucieknie, ratując własną skórę? Zaledwie garstce słabowitych generałów udało się przerwać rozkład władzy i w sprzyjającym momencie uruchomić mechanizmy demokratycznej rekonstrukcji. Zawsze jednak koniec odchodzącego w niesławie tyrana albo jego ucieczka na emigrację zostają przyjęte z ogromną ulgą i otwierają nową, pełną nadziei kartę historii. Zniknięcie postaci budzącej strach zawsze będzie miało wymiar uniwersalny. W każdym narodzie żyje głęboko zakorzenione wspomnienie dyktatury; lęk, który nigdy nie zgaśnie. Nawet stare demokracje pamiętają owe bolesne czasy, gdy trzeba było walczyć o wolność. Dlatego obalenie dyktatury – w każdym miejscu i czasie – przypomina o głęboko ludzkim dążeniu do wolności i wywołuje spontaniczny odruch solidarności.


wstęp. gdy już wybije ich godzina

11

To pierwsza dobra wiadomość. Ten widok wszystkich nas raduje. Chętnie przyglądamy się upadkowi znienawidzonego reżimu, młodym wylegającym na ulice, eksplozji nadziei. Demokracja naprawdę stanowi autentyczne pragnienie ­narodów. Równocześnie jednak – jakby dla wzmocnienia poczucia wolności, upewnienia się, że nie jest efemerydą – zostają obnażone okrucieństwa władzy i najgorsze postępki kliki, której w końcu udało się pozbyć. Na światło dzienne wychodzą obsesje obalonego władcy: kolekcje zegarków albo niezliczone pary butów, których nawet nie włożył na nogi, czy brylantowe kolie jego żony. Wszystko to dobitnie ukazuje prostactwo władzy absolutnej, bezsens gromadzenia bogactw. Chciwość i pazerność idą w parze z paranoją i przerostem poczucia własnej wartości. W telewizji nagle pojawiają się obrazy przedstawiające codzienność potwora. Sumy, jakie przywłaszczył sobie Ibn Ali, przechodzą wszelkie wyobrażenie. ­Podobnie jak złoty pistolet ­Kaddafiego rodem ze starych filmów o Jamesie Bondzie. Ktoś powie: „A Francisco Paulino Hermenegildo Teodulo Franco y Bahamonde?”. ­Owszem, unikał orgii, a co rano padał na klęczki, by modlić się za Hiszpanię, ale za to sam podpisał więcej wyroków śmierci niż wszyscy władcy, począwszy od Filipa II. Nieumiarkowanie to znak szczególny tyrana. Druga dobra wiadomość: odkrycie, że kiedy dyktatorom odbierze się możliwość narzucania innym swoich obsesji, stają się nikim. Ich słabość najlepiej opisuje myśl Chamforta: „Sądzą, że dzierżą władzę, a to ona trzyma ich w garści”. Śmierć despoty zwykle odsłania jego godną pożałowania banalność; niegodziwość świadczącą, że w głębi duszy czuł się samozwańcem; podłość i nerwice obce zrównoważonemu człowiekowi. Ten żałosny charakter tyranii dostrzegła już starożytna filozofia, a Szekspir po mistrzowsku opisał w Makbecie. Trzecia dobra wiadomość ma gorzki smak, który pozostaje w ustach świadków egzekucji potwora. Szybka śmierć Saddama Husajna na szubienicy czy lincz na Kaddafim nie dały poczucia zwycięstwa w imię ludzkości. Niska zemsta rodzi niesmak, pobrzmiewa w niej echo przemocy zaszczepionej przez ­reżim totalitarny. Z drugiej strony trzeba przyznać, że dyktatura czasem wywołuje nieoczekiwane skutki uboczne. Ilekroć bowiem mierzymy się z absurdem w najczystszej postaci, muszą temu towarzyszyć zabawne, często humorystyczne epizody,


12

christian makarian

które tylko podkreślają szaleństwo systemu. Zdarza się wręcz, że sam dyktator rozśmiesza innych, jakby humor potwora stanowił kolejny przywilej egzekwowany ze szkodą dla narodu. Przypomina się tu scena, w której Idi Amin Dada triumfalnie siedzi na tarczy, niesionej przez angielskich dyplomatów ubranych wyłącznie w przepaski i hełmy tropikalne. Nie wspominając już o bon motach Mao czy Stalina. Rechocze ten, kto już przywykł do zabijania albo chce uchodzić za dowcipnego. Śmiech patologiczny. W jednym z najbardziej przenikliwych opisów, jakie zna historia literatury, Gabriel Garcia Márquez porównuje upadły reżim do trupa przeżartego gangreną. Przytłaczający, napęczniały, zaraża zgnilizną powietrze i każdego, kto je wdycha. To błyskotliwe porównanie bodaj najtrafniej i najbardziej przejmująco ukazuje koniec dyktatorów. W Jesieni patriarchy wybitny kolumbijski autor miesza burleskę z barbarzyństwem, pokazuje, że wszystkie potworności, wymuszenia, zabójstwa oraz wykorzystywanie seksualne kończą się przeraźliwą samotnością. Caudillo Garcii Márqueza jest zarazem groteskowy, okrutny i odrażający. Nie zna już nawet swojego wieku: „gdzieś między sto siedem a dwieście trzydzieści dwa”. Znakomite podsumowanie historii kontynentu południowoamerykańskiego. Celność obserwacji i nowatorskie podejście sprawiły, że to wybitne dzieło stało się przełomem w literaturze. Temu mariażowi reportażu i historii można wróżyć znakomitą przyszłość. Świadczy o tym chociażby wysyp podobnych tekstów. Wynalazcy bądź dziedzice dwudziestowiecznych systemów totalitarnych – barbarzyńcy przedstawieni w niniejszej książce – obejmują trzy pokolenia. Większość to „sławy”, nazwiska rozpoznawane także dziś: Hitler, Stalin, Mao czy Franco. Pozostali jednak – Trujillo, Papa Doc, Marcos czy Stroessner – odeszli już w niepamięć. Konający despota wykorzystuje ostatnią chwilę, by dokonać jeszcze jednego aktu okrucieństwa lub zatruć kłamstwem. Podobnie jak zewnętrzne oznaki bogactwa czy utwierdzanie swojej pozycji – bilet wstępu do galerii przeklętych – odejście z tego świata bywa również apogeum jego legendy. Myli się ten, kto sądzi, że ten ponury scenariusz należy do przeszłości. Christian Makarian


Rozdział 1

Druga śmierć duce


Przywódca faszystowskich Włoch Benito Mussolini. Zdjęcie zamieszczone w prasie z okazji sześćdziesiątej rocznicy jego urodzin.


B

enito Mussolini zginął 28 kwietnia 1945 roku wraz z kochanką ­Clarą ­Petacci. Śmierć nastąpiła w tajemniczych okolicznościach. Jednak Duce wcześniej już raz umarł: kiedy latem 1943 roku Wielka Rada Faszystowska zdjęła go z urzędu. Wtedy przynajmniej znał swoich zabójców.

29 kwietnia 1945 roku, trzecia nad ranem, Mediolan. Na placu Loreto grupa mężczyzn pospiesznie zrzuca z samochodu nieporęczne paki. To włoscy partyzanci pozbywają się zwłok Benita Mussoliniego, jego kochanki Clary Petacci, jej brata Marcella oraz bodaj piętnastu najwyższych rangą przegranych urzędników Włoskiej Republiki Socjalnej. Na bruku leżą najwierniejsi z wiernych, wyznawcy faszyzmu pamiętający jego socjalistyczne, rewolucyjne i nacjonalistyczne początki. Wśród nich Alessandro Pavolini, pisarz i dziennikarz, członek Czarnych Koszul, uczestnik marszu na Rzym 28 października 1922 roku, były minister kultury ludowej, współzałożyciel siejących grozę Czarnych Brygad; Nicola Bombacci, najstarszy towarzysz broni, współzałożyciel Włoskiej Partii Komunistycznej (PCI, 1921 rok) i przyjaciel Lenina; Fernando Mezzasoma, wicedyrektor Szkoły Mistyki Faszystowskiej… Partyzanci starannie wybrali miejsce. Na tym samym placu 10 sierpnia 1944 roku legion Ettore Muti, oddział Czarnych Brygad do zadań specjalnych, rozstrzelał kilkanaścioro więźniów politycznych w odwecie za atak na furgonetkę Wehrmachtu. Również w Mediolanie dwadzieścia sześć lat wcześniej, 21 marca 1919 roku przy Piazza San Sepolcro, powstała pierwsza wiązka (fascio), podstawowa komórka ruchu faszystowskiego. Ta makabryczna scena rozgrywająca się u schyłku II wojny światowej, najkrwawszego konfliktu w dziejach świata, stanowi więc niejako zamknięcie nawiasu historii faszyzmu. Następnego dnia w berlińskim bunkrze życie odbierze sobie Hitler, aby nie wpaść w ręce bolszewików, sprawdziwszy ­najpierw truciznę na swojej suce Blondi.


16

Emmanuel Hecht

O świcie 29 kwietnia 1945 roku po ulicach stolicy Lombardii krążyły samochody, przez głośniki obwieszczając radosną nowinę. Czy „najbardziej znienawidzony” człowiek Włoch – jeszcze nie tak dawno „najbardziej uwielbiany”, ale kto by pamiętał o takich drobiazgach – naprawdę nie żyje? Mediolańczycy chcieli się upewnić. Zbiegli się na plac. Ciekawość błyskawicznie ustąpiła miejsca najprymitywniejszym instynktom. Zmarłych zbezczeszczono. Ludzie kopali ich, pluli na nich, sikali, symulowali kopulację. Partyzanci, którzy pilnowali zwłok, otoczyli je i strzelali w powietrze. Strażacy potężnymi strumieniami wody powstrzymywali rozhisteryzowaną gawiedź. Potem obmyli ubłocone ciała i wystawili je na widok publiczny – powieszone głowami w dół na stacji benzynowej. Ktoś pożyczył od jakiejś starszej pani szpilkę, by spiąć poły spódnicy Clary i zasłonić przed wzrokiem gapiów jej nagi wzgórek łonowy. Ksiądz paskiem obwiązał spódnicę wokół nóg nieboszczki, by przywrócić jej choć odrobinę godności. Trochę po wpół do drugiej ciała zdjęto i przewieziono na sekcję do Instytutu Medycyny Sądowej przy Uniwersytecie Mediolańskim. Owego 29 kwietnia Mussolini umarł naprawdę i ostatecznie. Po raz drugi. Jego pierwsza śmierć – polityczna – nastąpiła 25 lipca 1943 roku, kiedy Wielka Rada Faszystowska postanowiła usunąć go ze stanowiska premiera, a król poparł tę decyzję, aresztował Duce i wyznaczył na jego następcę marszałka Badoglio. Rok w ogóle fatalnie się zaczął dla Benita. Najpierw 23 stycznia Anglicy zdobyli Trypolis. Marzenie o podboju Afryki legło w gruzach. Z kolei w kraju dygnitarze coraz mocniej naciskali, by zawrzeć z aliantami odrębny traktat pokojowy i zerwać z samobójczą polityką Rzeszy. „Cavaliere” daremnie próbował zreformować rząd i odzyskać kontrolę nad partią. Spory nie ustawały. Przeciwnie, nasilały się wraz z pogarszaniem się sytuacji na froncie. 10 lipca oddziały Montgomery’ego i Pattona dokonały desantu na Sycylię. Krążyły plotki o spisku. Mussolini wiedział o nich, ale się nimi nie przejmował. Przed wejściem na salę, w której obradowała zwołana przez niego Wielka Rada Faszystowska, „Papagallo” (Papuga), zwierzył się sekretarzowi: „Jesteśmy w pułapce. Wejdźmy w nią”. Tego samego ranka żona, w gorącej wodzie kąpana Rachela, radziła mu, żeby „wszystkich ich aresztował”. Nie posłuchał, ale na wszelki wypadek wzmocnił ochronę. Tradycyjną – zbyt „grzeczną” – gwardię honorową zastąpiły


1. druga śmierć duce

17

Czarne Koszule i „brygada specjalna”, odpowiadająca za bezpieczeństwo Duce. Milicjanci mieli przy sobie granaty, z których w każdej chwili mogli wyciągnąć zawleczki. Początek obrad. Mussolini pierwszy zabiera głos. Przez dwie godziny podkreśla swoje dokonania, tłumaczy słuszność walki u boku Rzeszy i potępia „kapitulantów”. A oni wstępują po nim na trybunę… ­Najostrzej przemawia przewodniczący Izby: „Zdradziłeś naród włoski w dniu, gdy Włochy zaczęły się germanizować. Prowadziłeś nas niczym owieczki drepczące za Hitlerem. ­Porzuciłeś drogę autentycznej i lojalnej współpracy z Anglią, a potem wydałeś na pastwę losu, angażując się w niehonorową wojnę sprzeczną z interesami i pragnieniami narodu włoskiego”. Gwałtowność diatryby oburza Duce mniej niż fakt, że wśród spiskowców widzi swojego zięcia, męża Eddy, hrabiego Ciano, któremu sam powierzył stanowisko ministra spraw zagranicznych! Zwolennicy Mussoliniego są w mniejszości, ale on chyba wciąż nie uświadamia sobie powagi sytuacji. Czy na pewno nie rozważa aresztowania buntowników następnego ranka, co rozsądnie proponuje Galbiati, szef milicji, „twardogłowy”? Ironia historii: to Duce zostanie aresztowany, gdy będzie wychodził z willi Savoia, gdzie król właśnie podpisał jego dymisję. Dowódca karabinierów, odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo, każe mu wsiąść do karetki z przyciemnionymi szybami. Kierunek: jedne koszary, potem drugie, następnie Ponza, wyspa na południe od Lacjum. „Kondotier z Predappio” (jego rodzinna miejscowość) ostatnie osiemnaście miesięcy życia spędzi na przeprowadzkach. Pod przymusem. 25 lipca wieczorem radio podaje informację o usunięciu z urzędu – Włosi używają określenia „defenestracja” – wodza. W Rzymie i Mediolanie uradowani mieszkańcy wylegają na ulice. Obalają symbole reżimu, cesarskie orły i popiersia Duce. Wielu Włochów jednak czuje się osieroconych. Filary reżimu: milicja, Czarne Koszule i przywódcy faszystowscy zachowują bierność. Wystarczył jeden cios, a dyktatura się rozsypała. Wódz, cierpiący na bóle żołądka tak silne, że obawia się raka, świętuje sześćdziesiąte urodziny w opuszczeniu. Marzy już tylko o jednym: spokojnej emeryturze w zamku Rocca Delle Caminate w rodzinnej Romanii. Tego też mu odmówią. Kiedy prasa ujawnia jego romans z Clarą, Mussolini, który panicznie boi się wybuchu zazdrości Racheli, zostaje przeniesiony na Maddalenę, wyspę u północno-wschodnich wybrzeży Sardynii. Tu on, zagorzały ateista, zabija czas dyskusjami


18

Emmanuel Hecht

z proboszczem oraz lekturą dzieł zebranych Nietzschego, prezentem urodzinowym od Führera. Trzy tygodnie później trafia do Abruzji, gdzie mieszka w hotelu u podnóży Gran Sasso d’Italia, na wysokości dwóch tysięcy metrów. Prowadzi doń jedynie uciążliwa droga i naziemna kolejka linowa. Władze widocznie zakładały, że nikomu nie będzie się chciało fatygować do tego orlego gniazda. Tymczasem znalazł się jeden śmiałek: oficer SS Otto Skorzeny, specjalista od operacji dywersyjnych. On właśnie 12 września 1943 roku przeprowadza ze swoimi ludźmi tyleż efektowną, co skuteczną akcję, uwalniając Duce. Przyjaźń Hitlera nie jest całkiem bezinteresowna. Dowiedziawszy się o zawieszeniu broni, które marszałek Badoglio podpisał z Anglikami i Amerykanami, wściekły Hitler wysyła znad granicy austriackiej do Rzymu dwadzieścia dywizji, co spotyka się z natychmiastową reakcją włoskiego rządu i rodziny królewskiej przebywającej w Brindisi. Führer widzi tylko jeden sposób, by zatrzymać aliantów na Półwyspie Apenińskim: utworzenie na północy satelitarnego państewka Rzeszy pod rządami Benita Mussoliniego. Były więzień owinięty w zbyt obszerny płaszcz, w za dużym kapeluszu spadającym na twarz znika w czeluściach samolotu, który ma go zawieźć do Monachium. Czy ten blady, zarośnięty, ledwo żywy człowiek w ogóle ma jeszcze apetyt na władzę? Zdaniem włoskiego historyka Renzo De Felice, były „Cavaliere” uważa, że faszyzm umarł, a jego własny los został przypieczętowany. Panicznie boi się już tylko jednego: że alianci będą go pokazywać niczym jarmarczną atrakcję. Z Hitlerem jednak się nie dyskutuje: albo Włoch zgodzi się stanąć na czele marionetkowego państwa, albo niemieckie dywizje zetrą z powierzchni ziemi Mediolan, Genuę i Turyn. Stając się władcą „marchii”, Mussolini musiał sobie przypomnieć zdanie z ­Historii literatury włoskiej Giovanniego Paniniego: „Przyjaciele to nic innego jak wrogowie, z którymi zawarliśmy rozejm, choć nie zamierzają przestrzegać jego warunków”. Tak czy inaczej w Gargano nad jeziorem Garda zostaje ogłoszone powstanie Włoskiej Republiki Socjalnej, ostatniego awatara faszyzmu częściej znanego jako Republika Saló. Włochy oficjalnie rozdarto na pół. Do koszmaru wojennego teraz dołączyło jeszcze piekło wojny domowej. Ochotników dziwnie brakuje, więc poczciwy, wierny Pavolini kleci rząd z polityków drugiego garnituru. Program, znany jako Manifest z Werony, łączy elementy korporacjonizmu, nacjonalizmu i antykapitalizmu. Mussolini


1. druga śmierć duce

19

pierwszy raz w życiu czuje się tak samotny. I śledzony na każdym kroku. Gdziekolwiek się ruszy, depcze mu po piętach esesman – rzekomo w trosce o jego bezpieczeństwo. Jedyną pociechę stanowi obecność Clary Petacci, na rozkaz Niemców uwolnionej z Novary i umieszczonej w sąsiednim miasteczku. „­Nigdy go nie opuszczę. ­Cokolwiek się stanie” – deklaruje Clara w liście do siostry, ­aktoreczki, która uciekła ostatnim samolotem do Madrytu. Kochankowie spotykają się w największej tajemnicy: Rachela czuwa. U Mussoliniego życie rodzinne i polityczne splata się w nierozerwalną całość. Zimą 1943 roku musi poświęcić zięcia. Wybaczył mu wcześniejszą zdradę – w przeciwieństwie do Hitlera i wysoko postawionych działaczy faszystowskich, którzy domagają się głowy Ciana. Córce Eddzie, która przybyła ratować męża przed plutonem ­egzekucyjnym, tłumaczy, że „rzymscy ojcowie dla ojczyzny bez wahania poświęcali własnych synów”. Ciano ginie od strzału w plecy 11 stycznia 1944 roku. Aż do końca będzie odgrywał nonszalanckiego dandysa – pozę, której tak nie znosiła Rachela. Hrabina Ciano udaje się do szwajcarskiego klasztoru, by tam pogrążyć się w żałobie. Nad znienawidzonym jeziorem – nie znosi dużych zbiorników wodnych; nieodmiennie wywołują u niego melancholię – Duce szacuje rozmiary klęski: nieubłagany pochód aliantów, którzy 4 czerwca 1944 roku, dwa dni przed desantem w Normandii, wyzwolili Rzym; rosnąca siła partyzantki, do której co dzień dołączają kolejni żołnierze i oficerowie; odmowa Hitlera, który nie zgodził się wyposażyć Włoskiej Republiki Socjalnej w uzbrojenie godne prawdziwej armii. Zraniony, żali się swojej rodaczce z Romanii, dziennikarce Maddalenie Mollier: „Tak, droga pani, moja gwiazda zgasła. Czekam na ostatni akt ­tragedii i – porzucony przez wszystkich – nie jestem już aktorem, a jedynie ostatnim widzem”. Tanie efekciarstwo, ocenia Pierre Milza. Zdaniem tego ­historyka, aktor zawsze pozostaje aktorem, może tylko zmienić rolę, dopasowując ją do okoliczności. Nawet jeśli „wślizguje się w togę Cezara, która dawno stała się dla niego za duża”. 18 kwietnia „mąż opatrznościowy” wreszcie opuszcza przeklęte jezioro Garda i udaje się do Mediolanu. Tam urządza sobie kwaterę w budynku prefektury. Wciąż waha się, który scenariusz wybrać: ewakuacja do kryjówki gdzieś w niedostępnych Alpach czy próby negocjacji z ruchem oporu. A ponieważ ten


20

Emmanuel Hecht

żąda bezwarunkowej kapitulacji, decyzja zapada szybko. 27 kwietnia w eskorcie dwustu żołnierzy niemieckiej obrony przeciwlotniczej Duce wyrusza do Como. Podróżuje wozem pancernym. Dochodzi siódma rano, gdy konwój zatrzymuje grupa partyzantów z 52 Brygady Garibaldiego pod dowództwem florenckiego hrabiego, antyfaszysty Piera Belliniego Delle Stelle – nazywanego przez swych towarzyszy broni „Pedrem”. Znakomicie uzbrojeni Niemcy mogli otworzyć ogień. Tymczasem, niewiarygodne, posłusznie wykonują rozkaz. Po latach wojny dało o sobie znać znużenie? Chcieli po prostu cali i zdrowi wrócić do kraju? Po sześciogodzinnych negocjacjach konwój uzyskuje zgodę na dalszą podróż pod warunkiem, że zgodzi się na rewizję przy następnej kontroli w Dongo. Podporucznik SS ­Birzer – w relacjach nieoczekiwanie awansował na majora – proponuje, aby Duce przebrał się w mundur Luftwaffe, założył ciemne okulary i wziął do ręki karabin maszynowy. Mussolini jednak pozostaje głuchy na jego apele. Dongo stanie się dla niego tym, czym Varennes dla Ludwika XVI. Rozpoznany i aresztowany trafia do ratusza. Alianci zamierzają przejąć tę nieoczekiwaną zdobycz wojenną i postawić byłego dyktatora przed sądem. Wśród partyzantów nie ma zgodności. Część niby akceptuje l­inię aliantów, ale większość prze do natychmiastowej egzekucji. W nocy z 27 na 28 kwietnia 1945 roku sześciu bądź siedmiu ­partigiani, przedstawicieli trzech partii lewicowych: PCI, Włoskiej Partii Socjalistycznej (PSI) oraz Partii Czynu (PdA), wśród których znajdują się Luigi Longo, przyszły pierwszy sekretarz PCI, i Sandro Pertini, socjalista, przyszły prezydent Republiki Włoskiej, głosuje za wyrokiem śmierci. Czarną robotę ma wykonać Walter Audisio alias Valerio. W tym samym czasie dowódca 52 Brygady, który nie wie jeszcze, że decyzja już zapadła, przenosi Duce i Clarę (zdążyła właśnie do niego dołączyć) z kryjówki do kryjówki w obawie, by nie wpadli w ręce samozwańczego „trybunału ludowego”. Ostatnim schronieniem byłego przywódcy Włoch staje się gospodarstwo zaufanych rolników w osadzie Giulino Di Mezzegra. 28 kwietnia późnym rankiem, po ostrym starciu z prefektem Dongo i dowódcą 52 Brygady gwałtownie sprzeciwiającym się egzekucji, Valerio zjawia się na farmie. Od tego momentu relacje się różnią. Zgodnie z wersją Valeria – długo uważaną za oficjalną – Benita i Clarę zaprowadzono pod ścianę sąsiedniego domu i tam rozstrzelano. W 1993 roku pojawiła się sensacyjna teza, że pułkownikiem Valerio wcale nie


1. druga śmierć duce

21

był Walter Audisio, ale sam Luigi Longo! Druga wersja, jeszcze bardziej nieprawdopodobna, głosi, że kochanków zlikwidowali agenci brytyjskiego wywiadu, by odzyskać kompromitujące listy Winstona Churchilla, w których premier Wielkiej Brytanii proponował Mussoliniemu zawarcie przymierza przeciwko ZSRR. Ta hipoteza wzbudziła zainteresowanie, ponieważ nie sformułował jej pierwszy lepszy autor, ale wybitny znawca historii włoskiego faszyzmu Renzo De Felice. Niestety, zmarł, nie zdążywszy przedstawić dowodów na jej poparcie. Oczywiście, krąży też wiele innych tekstów i spekulacji. Jest ich tak dużo, zwłaszcza we Włoszech, że Pierre Milza poświęcił im książkę. Jedno nie ulega wątpliwości: zwłoki Benita Mussoliniego i Clary Petacci przez dwie godziny leżały na deszczu. Następnie przewieziono je samochodem do Dongo i wrzucono do furgonetki wraz z ciałami pozostałych przywódców faszystowskich. W niedzielę 29 kwietnia o wpół do drugiej w nocy konwój wyruszył w stronę Mediolanu. Emmanuel Hecht

Wybrana bibliografia Renzo De Felice, Brève histoire du fascisme, Paris: Seuil, 2009. Anfuso Filippo, Du palais de Venise au lac de Garde, Paris: Calmann-Lévy, 1949. Emilio Gentile, Qu’est-ce que le fascisme?, Paris: Gallimard, 2004. Pierre Milza, Mussolini, Paris: Fayard, 1999. Pierre Milza, Les derniers jours de Mussolini, Paris: Fayard, 2010. Filmografia Francuski Instytut Audiowizualny udostępnia na swojej stronie internetowej (www.ina.fr) liczne kroniki filmowe poświęcone śmierci Mussoliniego.


Ostatnie dni dyktatorów_ Diane Ducret, Emmanuel Hecht  

„Po fakcie człowiek żałuje tylko, że był za dobry” – wycedził Adolf Hitler, gdy z Ewą Braun ślubowali sobie nie tyle dozgonną miłość, co wsp...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you