Issuu on Google+

PATTI CALLAHAN HENRY

DUŻA CZCIONKA

Marzenia

Kate

Inspirowana prawdziwą historią

Każda kobieta pragnie być kochaną.

Wzruszająca i piękna opowieść MARY ALICE MONROE ZACZYTAJ SIĘ


allahan_Marzenia_Kate.indd 2

2013-07-11 10:37:35


allahan_Marzenia_Kate.indd 3

Patti Callahan Henry

Marzenia Kate tłumaczenie Lucyna Wierzbowska

2013-07-11 10:37:35


Tytuł oryginału And Then I Found You Text Copyright © 2013 by Patti Callahan Henry Published by arrangement with St. Martin’s Press, LLC. All rights reserved Copyright © for the translation by Lucyna Wierzbowska Fotografia na pierwszej stronie okładki © Prochkailo/Shutterstock.com Opieka redakcyjna Adriana Celińska Aleksandra Kamińska Ewa Polańska Opracowanie tekstu Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny Daniel Malak Łamanie Piotr Poniedziałek ISBN 978-83-240-2440-7

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2013 Druk: Drukarnia Colonel, Kraków

allahan_Marzenia_Kate.indd 4

2013-07-11 10:37:35


Prolog Bluffton, Karolina Południowa

D

wudziesty marca obfitował we wszystko, co pierwsze. Dla trzynastoletniej Katie Vaughn okazał się on dniem, który nadał bieg każdemu kolejnemu dniu w jej życiu, początkiem wszystkiego, co stało się później. Było około dwunastej, trwała właśnie przerwa, a Katie zwisała do góry nogami z drabinki. Jej bladą twarz pokrywała siateczka piegów, a rdzawe włosy nurzały się w kałuży – obrzydliwej zupie z błota i limonkowo zielonej mazi powstałej ze świeżo skoszonej trawy. Katie nie zwracała na to uwagi. Wiedziała, jak zwisać do góry nogami, rozhuśtać się wystarczająco mocno, aby chwycić szczebelek drabinki,

allahan_Marzenia_Kate.indd 13

13

2013-07-11 10:37:35


obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i wylądować na stabilnym gruncie półtora metra dalej. Katie się popisywała i była tego świadoma, zresztą usłyszała od mamy, że jeśli jest w czymś dobra, powinna to robić. Tamtego dnia  – pierwszego dnia wiosny  – nikt inny nie zbliżyłby się do drabinek ze względu na te muliste kałuże. Ale jeśli chodzi o zręczność, Katie nie miała sobie równych w całej szkole Wesley Prep. Chwyciła szczebelek i wylądowała na trawie, uśmiechając się nieśmiało. Jack Adams odwrócił się w jej stronę, aby ten uśmiech odwzajemnić i – psiakrew! – właśnie w tej chwili poczuła, że jej stopa ślizga się po mokrej ziemi. W mgnieniu oka straciła równowagę i wylądowała w błocie z rozłożonymi nogami, a jej włosy rozsypały się wokół niczym wodorosty. – Cholera. Czasami dzieci mówią to, co czują, a nie to, czego ich nauczono, i to był właśnie jeden z tych niefortunnych momentów w życiu Katie Vaughn. Zakazane słowo padło z jej ust, zanim zdążyła się zorientować. Przeklęła wtedy po raz pierwszy w życiu, a przekleństwo smakowało jak cierpki sok z cytryny w pierwszym kontakcie z  językiem. Wrażenie to było całkiem przyjemne, dopóki nie spojrzała w górę i nie zobaczyła dyrektora, który spoglądał na nią ze zmarszczonymi brwiami.

allahan_Marzenia_Kate.indd 14

14

2013-07-11 10:37:35


– Czyżbyś przeklęła na terenie mojej szkoły, młoda damo? – zapytał pan Proctor. Katie popatrzyła mu prosto w oczy. Właśnie zrobiła jedną niewłaściwą rzecz i nie miała zamiaru jeszcze na dokładkę kłamać. – Tak, proszę pana – odparła. – Proszę ze mną. Zadzwonimy do twojej mamy – powiedział dyrektor, wypowiadając kolejne słowa w taki sposób, jakby oddzielała je kropka. Odszedł, licząc oczywiście na to, że Katie pójdzie za nim. Katie zerknęła na Jacka i wzruszyła obłoconymi ramionami. Mogłaby przysiąc, że Jack się śmiał. Gdy dyrektor odesłał ją do domu, aby „oczyściła ubranie i mowę”, usiadła w alkowie w swojej sypialni i nie ruszała się stamtąd aż do wieczora. Mały pokoik z pomalowanym na biało łóżkiem był jej kryjówką. Za sprawą tapety w pnące róże wyglądał jak sztuczny, wiecznie kwitnący ogród. Zniszczone meble z ciemnego drewna pomalowano na blady róż, który miał pasować do koloru tapety, ale okazał się niewypałem. Podobnie chyba zresztą było z tą sytuacją w szkole, kiedy próbowała zaimponować Jackowi, a  wpadła w błoto. Kompletny niewypał. Siedziała tak przy oknie i czekała, sama nie wiedząc na co, dopóki Jack zaczął rzucać żołędziami w szybę. Katie otworzyła okno.

allahan_Marzenia_Kate.indd 15

15

2013-07-11 10:37:35


– Hej – zawołała, a okno zakołysało się na zardzewiałych zawiasach. – Chodź tutaj – powiedział, rozglądając się wokół jak chłopiec, który obawia się, że zostanie przyłapany. – Masz szlaban? – Nie mam – odparła. – Moja mama wie, że czasem człowiek nie ma wyjścia i po prostu musi przekląć. Jack zachichotał i rzucił szyszką w stronę podwórka za domem. Był chłopcem, który przywykł do tego, aby ciągle czymś rzucać. – To wyjdź. Tak, to było właśnie to, na co czekała  – spacer w świetle księżyca z Jackiem Adamsem. Katie zerkała na księżyc każdej nocy, aby się upewnić, że wciąż jeszcze wisi jej nad głową przytrzymywany od góry przez niewidzialne siły, tak jak gdyby księżyc mógł być gdzie indziej niż na niebie. Chciała mieć pewność, że zgodnie z tym, co mówił dziadek, luna podąża za nią krok w krok. I jeszcze nigdy się nie zawiodła. Wiosna w Bluffton w Karolinie Południowej aż puchła od nowych perspektyw. Wybiegając na zewnątrz, Katie czuła w  sobie puls ziemi. Wraz z  Jackiem podreptali kamienną ścieżką prowadzącą nad May River, jej ukochaną rzekę, która płynęła szerokim korytem pośród tak wielkiej obfitości przyrody, że Katie wierzyła, iż cały świat musiał zrodzić się w jej dorzeczu.

allahan_Marzenia_Kate.indd 16

16

2013-07-11 10:37:35


Naukowcy nie mieli racji co do miejsca, w  którym wszystko się zaczęło, gdyż to May River stanowiła prawdziwy rajski ogród. Jack wziął Katie za rękę, oplatając jej palce swoimi palcami jak opornik porastający treliaż nad gankiem przed domem. Siedzieli w milczeniu na niszczejącej dębowej kłodzie, aż w końcu Jack powiedział: – Nie mogę uwierzyć, że nie masz szlabanu. Mój tata kazałby mi wybrać któryś z moich pasków, gdyby pan Proctor złapał mnie na czymś takim. – Jesteś chłopakiem i nie możesz przeklinać przy koleżankach. Wydaje mi się jednak, że powód, dla którego mówisz daną rzecz, jest ważniejszy niż sam fakt, że ją mówisz. Gdybym odezwała się w ten sposób do moich głupich młodszych sióstr lub nauczyciela, mama zamknęłaby mnie w pokoju na tydzień. Ale przeklęłam, bo upadłam i wylądowałam prawie w samym wnętrzu ziemi. Jack zachichotał. – Uwielbiam, gdy o czymś opowiadasz. Jesteś zabawna, Katie. I wtedy zrobił to, czego pragnęła najbardziej w życiu – pocałował ją w usta nad jej ukochaną rzeką, gdy na niebie jaśniał księżyc. Trwało to sekundę – musnął ją ustami i szybko się odsunął, zanim zdążyła w pełni odwzajemnić pocałunek. Odwrócił głowę w przeciwną stronę.

allahan_Marzenia_Kate.indd 17

17

2013-07-11 10:37:35


– Chyba najpierw powinienem zapytać  – powiedział. – Teraz mnie zapytaj. Popatrzył na nią z uśmiechem. Drugi pocałunek okazał się jeszcze lepszy niż pierwszy. Katie uznała, że właśnie ten był prawdziwym pierwszym pocałunkiem, ponieważ trwał wystarczająco długo, aby mogła poczuć lemoniadę na ustach Jacka. Siedzieli w milczeniu. Świerszcze grały im pieśni pochwalne, a przynajmniej tak uważała Katie. Jack włożył palec w dziurę w kłodzie i wyciągnął stamtąd trochę ziemi, którą strzepnął na trawę. – A więc teraz jesteś moją dziewczyną? Katie popatrzyła na niego, robiąc – jak miała nadzieję – uroczo zdziwioną minkę. – Oczywiście. – Wiesz, dzisiaj jest pierwszy dzień wiosny – powiedział Jack – a moja szalona mama uważa, że obietnicy złożonej pierwszego dnia wiosny nie można nigdy, przenigdy złamać. – Nic dzisiaj nikomu nie obiecywałam – odparła Katie – więc mnie to nie dotyczy. Jeszcze... – Mnie też nie. – Lepiej pójdę już na kolację, bo naprawdę dostanę szlaban – stwierdziła Katie. Doszli do rozwidlenia, trzymając się za ręce. Do ich domów wiodły ścieżki biegnące w przeciwnych

allahan_Marzenia_Kate.indd 18

18

2013-07-11 10:37:35


kierunkach. Jack popatrzył w  stronę domu Katie, którego jeszcze nie było widać na horyzoncie, jak gdyby jej rodzice mogli obserwować wszystko, co wydarzyło się nad rzeką. – Już dalej sobie poradzę – powiedziała Katie, wiedząc, że nie chce jeszcze wracać do domu. – Jesteś pewna? – zapytał. – Tak – odparła i pocałowała go w biegu, a potem pochyliła się w taki sposób, że ich przednie zęby zderzyły się ze sobą. Pobiegła ścieżką w górę i kiedy wiedziała, że już jej nie widzi, zatrzymała się i skręciła w prawo, w kierunku swojej ulubionej wierzby – tej o pniu grubym jak trzech mężczyzn. Chowała się zarówno pod nią, jak i w niej. Prawdziwa forteca. Siadając na ziemi pod jej opiekuńczymi konarami, mówiła na głos: – Dzisiaj po raz pierwszy przeklęłam. Dzisiaj po raz pierwszy się całowałam. Dzisiaj jest pierwszy dzień wiosny i  zaraz złożę swoją pierwszą obietnicę: nigdy, przenigdy nie pokocham nikogo poza Jonathonem Grayem Adamsem, moim Jackiem. Niektórzy ludzie wypowiadają życzenia, patrząc w  gwiazdy lub zdmuchując świeczki na torcie urodzinowym, a Katie Vaughn złożyła swoją obietnicę pierwszego dnia wiosny, gdy na niebie widać było połowę tarczy księżyca, i w tamtej chwili nic nie miało większego znaczenia niż to przyrzeczenie – przyrzeczenie, którego nie mogła złamać i nigdy nie złamała.

allahan_Marzenia_Kate.indd 19

2013-07-11 10:37:35


allahan_Marzenia_Kate.indd 20

2013-07-11 10:37:35


allahan_Marzenia_Kate.indd 21

„A gdy zapadnie zmrok, spojrzę na księżyc blady na niebie, lecz zamiast niego zobaczę ciebie”. Sammy Fain i Irving Kahal, 1938

2013-07-11 10:37:35


allahan_Marzenia_Kate.indd 22

2013-07-11 10:37:35


rozdział 

Bluffton, Karolina Południowa 2010

N

ieotwarty list leżał na brzegu stołu niby skrzydło gotowe do lotu. Trzydziestopięcioletnia Katie Vaughn, na którą teraz mówiono „Kate”, chciała otworzyć kopertę, ale wciąż jeszcze się wstrzymywała. Pierwszy dzień wiosny w dalszym ciągu oznaczał dla niej coś więcej niż kwitnące żonkile. Był to dzień wszystkiego, co pierwsze. Kate miała pewien rytuał, święty rytuał. Każdego roku dokładała wszelkich starań, aby zrobić wtedy coś, czego nigdy wcześniej nie robiła, coś, co tchnęłoby w ten dzień powiew nowości Sześć lat temu otworzyła butik. Rok wcześniej przebiegła z siostrą maraton. Nie można też zapomnieć

allahan_Marzenia_Kate.indd 23

23

2013-07-11 10:37:36


o wycieczce do Charleston z Norah. Cztery lata temu, gdy Rowan po raz pierwszy odwiedził ją w Karolinie Południowej, pływała z nim o północy w najciemniejszych wodach. Pierwszego dnia wiosny mogła zrobić, powiedzieć lub zobaczyć cokolwiek, pod warunkiem że robiła, mówiła i widziała to po raz pierwszy. W tym roku rodzice Kate, Nicole i Stuart, mieli poznać rodziców Rowana. Po czterech latach związku Kate i Rowan w końcu znaleźli termin, kiedy ich rodzice nie tylko chcieli, ale też mogli się ze sobą spotkać. Próbowali już wcześniej, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie: odwołany lot, groźba huraganu, atak grypy lub, w większości przypadków, nadmiar obowiązków w pracy. Urlop stał się prawdziwą udręką – kogo odwiedzą Kate i Rowan? Kate nie była pewna, czy jest gotowa na to spotkanie, ale wiedziała, że życie płynie swoim rytmem, bez jej przyzwolenia. I tak nadszedł już czas. Po czterech latach związku ich rodzice powinni się spotkać. A przynajmniej tak jej mówiono. Brzęczący dźwięk dzwonka przeszył ciszę panującą w lofcie Kate, a z interkomu dobiegł głos jej mamy. – Wpuść mnie, kochanie. Loft Kate znajdował się na pierwszym piętrze historycznego budynku, tuż nad jej butikiem. Mieszkanie zajmowało całe piętro, a okna wychodziły na

allahan_Marzenia_Kate.indd 24

24

2013-07-11 10:37:36


ulicę wysadzaną dębami, biegnącą wzdłuż Broad River, nad którą bujnie rozwijała się roślinność. Kiedy drzwi windy się otworzyły, Kate ujrzała swoją mamę Nicole z papierosem w dłoni, który chwiał się leciutko jak baletnica na równoważni. – Mamo – powiedziała Kate, łapiąc się z obrzydzeniem za nos. – Nie tutaj. No co ty? – Oj, kochanie. – Nicole zbliżyła się do Kate i pocałowała ją w policzek z papierosem chwiejącym się raz w jedną, raz w drugą stronę. Następnie spokojnym krokiem podeszła do zlewu kuchennego, zaciągając się głęboko, zgasiła żar wodą z kranu i wyrzuciła sprawcę zamieszania do kosza. Miała na sobie białe lniane spodnie i pastelową koszulę z kołnierzykiem przypinanym na guziki. Nosiła ten zestaw niemal każdego dnia, pozwalając sobie jedynie na drobne wariacje w odcieniach koszul, aż do Święta Pracy, kiedy to przywdziewała stroje w kolorze khaki lub uprasowane ubrania z denimu. („Nigdy dżins – mawiała. – Tylko chłopcy noszą dżinsy, dla dziewcząt jest denim”). Miała krótkie rude włosy, które rozwichrzyła za pomocą żelu. Kate wiedziała, że chodziło jej o naturalny efekt, ale fryzura wyglądała po prostu niechlujnie. – Zajrzałam do twojego sklepu, szukając czegoś na dzisiejszy wieczór, i pomyślałam, że wpadnę się przywitać.

allahan_Marzenia_Kate.indd 25

25

2013-07-11 10:37:36


– Znalazłaś coś? – zapytała Kate, choć wiedziała, jaka będzie odpowiedź. – Próbowałam, ale masz tam takie modne rzeczy, za które trzeba słono zapłacić. Nawet gdyby coś mi się spodobało, nie mogłabym sobie na to pozwolić. – To dobrze, że nic ci się nie spodobało. Na pewno masz coś w szafie na tę okazję. To nie będzie nic szczególnego. – Wolałabym zrobić dobre wrażenie. – Nicole zerknęła na nieotwarty list i popukała palcem w brzeg koperty. – Chciałam też sprawdzić, czy u ciebie wszystko w porządku, bo wiem, jaki dziś dzień, i rozumiem, że jest ci... trudno. Tak, bliscy i  przyjaciele Kate usilnie starali się znaleźć idealne słowo na określenie tego dnia oraz wszystkiego, co się z  nim wiązało, i  wyraz „trudno” był tak dobry jak każdy inny. Kate posłała mamie uśmiech. – Dzięki, mamo. W tym roku jest w porządku, naprawdę. – Aj tam – powiedziała Nicole. – Miłość i tylko miłość. – Nie rozumiem. – Tylko miłość wszystko naprawi. Kate zachichotała. – Jesteś zabawna. Nigdy nie powiedziałam, że go kocham.

allahan_Marzenia_Kate.indd 26

26

2013-07-11 10:37:36


– Dobry Boże, spotykasz się z nim od czterech lat i po prostu to widzę. A poza tym nigdy nie przedstawiałaś nam niczyich rodziców. Już czas, kruszynko. Już czas, aby się dziko i szaleńczo zakochać. Kate podniosła się z miejsca. – Tara i Molly mogą być na dole w każdej chwili, a ja mam jeszcze milion rzeczy do zrobienia przed kolacją, więc chodź się przytulić i biegnij do domu wybrać sobie jakiś strój, dobrze? Zanim się rozstały, porozmawiały jeszcze o sprawach organizacyjnych związanych z  kolacją. Choć Kate nalegała, aby rodzice nie zadawali sobie żadnego trudu, Nicole przeforsowała pomysł, że przyniesie przystawkę i ulubioną whisky męża na wypadek, gdyby Rowan nie miał jej w domu. – Przecież tata przeżyje wieczór bez whisky. – Może i tak, ale nie taki wieczór – odparła Nicole i przytuliła córkę. Kate zauważyła ciemną smugę szminki na jej zębach i pomachała palcem w powietrzu, jakby sama pozbywała się niechcianych śladów. Nicole bez słowa wytarła szminkę. Bezgłośny język matki i córki. Uściskały się na pożegnanie, a  Kate zastygła na chwilę przed zamkniętymi drzwiami windy wdzięczna, że matka wpadła w odwiedziny, bez względu na to, jakiej wymówki użyła. Nikt w jej zżytej rodzinie nie

allahan_Marzenia_Kate.indd 27

27

2013-07-11 10:37:36


za bardzo wiedział, co powiedzieć i jak się zachować tego dnia. Wszyscy – mama, tata i siostry: Tara oraz Molly – chwytali się najróżniejszych sposobów. Udawali, że zapomnieli. Wysyłali kartki. Dzwonili. Wpadali w odwiedziny. Wpadali w odwiedziny dziesiątki razy. Któregoś dnia młodsza siostra Kate Molly przyniosła jej do domu diadem i  położyła go na blacie w kuchni, gdzie tkwił przez cały rok jak pomnik, dopóki Rowan nie zapytał, dla kogo jest ta lśniąca korona. Schowała wtedy diadem do pudła, w którym przechowywała wszystkie pozostałe pamiątki. Kate była najstarszą z  trzech sióstr i  zawsze zdumiewała rodziców znacznie bardziej niż Tara i Molly. Daleko jej było do pilnej tradycjonalistki, więc nie wpisywała się w podstawowe wartości rodziny Vaughnów. Piętnaście lat temu, gdy wciąż jeszcze mówiono na nią „Katie”, bliscy błagali, aby nie wyjeżdżała do położonej na dalekim południu Arizony, która ich skromnym zdaniem znajdowała się zdecydowanie zbyt blisko granicy z Meksykiem. Prosili, aby nie opuszczała Karoliny Południowej, i powtarzali to, co i tak już wiedziała. Jack ostrzegał, że jeżeli wyjedzie, ich związek może nie przetrwać próby czasu. Ale Katie postawiła na swoim. W wieku dwudziestu lat nie spodziewała się, że mogłaby stracić cokolwiek czy kogokolwiek wartościowego: miłość, pewność, a już na pewno nie Jacka Adamsa. Pomysł zamieszkania na

allahan_Marzenia_Kate.indd 28

28

2013-07-11 10:37:36


pustyni i pomagania młodym kobietom wydał jej się tak cudowny i przerażający zarazem, że nie wyobrażała sobie, aby nie wyniknęło z niego tylko to, co najlepsze. Młodziutka Katie nie przewidziała – nie mogła przewidzieć – jak wiele przekreśli tą jedną decyzją, która wydawała się taka właściwa. Być może ta rzekoma magia związana z dwudziestym marca rzeczywiście działała, gdyż od momentu złożenia obietnicy pod wierzbą Katie nigdy nie pokochała żadnego mężczyzny całym sercem. W rozmowach z Norah, swoją najlepszą przyjaciółką, mawiała często żartem, że tamtego dnia, kiedy po raz pierwszy w życiu się całowała, powinna zrobić jeszcze jedną rzecz: zmusić Jacka do tego, aby również obiecał jej dozgonną miłość. Okazało się bowiem, że jednostronne zobowiązanie to za mało. – A może chodzi o to, że taka miłość zdarza się tylko raz w życiu – mówiła przyjaciółce. – Tylko raz, a potem stajesz się bardziej rozważna. Jednak Norah zupełnie się z tym nie zgadzała. Ale ona miała duszę romantyczki, podczas gdy Kate była realistką. A przynajmniej tak twierdziła. A teraz u jej boku stał Rowan.

Kate była pewna, że w oczekiwaniu na nią Tara i Molly będą krążyć między wieszakami i prosić o otwarcie

allahan_Marzenia_Kate.indd 29

29

2013-07-11 10:37:36


kolejnych pudeł na zapleczu. Największa korzyść płynąca z  faktu, że twoja siostra ma sklep odzieżowy? Pierwsza możesz wybrać sobie ubrania z  nowej dostawy. Kate była jednak w błędzie. Tara i Molly siedziały na taboretach za ladą z nieodłącznymi kubkami starbucksa w dłoniach i rozmawiały z Norah. – Katie-karmelek – powiedziała Molly. – Katie-guzdrałka – powiedziała Tara. Kate zachichotała i wskazała palcem na imitację zegara dworcowego rodem z Paryża. – Dwie minuty. Dopiero za dwie minuty byłabym naprawdę spóźniona. – Widzę, że nasze definicje słowa „spóźniony” są zupełnie różne – stwierdziła Molly. – Czy chociaż dzisiaj mogłybyśmy zrobić sobie przerwę od wytykania moich wad? – zapytała Kate, starając się posłać siostrze uśmiech. Cała Molly  – wiedziała, co wbija się najgłębiej i boli co najmocniej. Czasami po prostu musiała użyć tej swojej supermocy. Norah – zawsze w roli rozjemcy, zawsze świadoma narastającego napięcia między siostrami – szybko wtrąciła się do rozmowy i zmieniła temat. – Rozmawiałyśmy o  dzisiejszym wieczorze i  zastanawiałyśmy się, dlaczego my, najważniejsze osoby w twoim życiu, nie zostałyśmy zaproszone.

allahan_Marzenia_Kate.indd 30

30

2013-07-11 10:37:36


Norah stawała też między Molly a Tarą. Była światłem, świecą, prawdziwą latarnią. Kate i Norah przyjaźniły się od trzeciej klasy i zawsze kiedy Kate czuła się zagubiona, patrzyła na Norah dokładnie tak jak wtedy, gdy zapytała: – Jesteście pewne, że chciałybyście przez całą kolację siedzieć przy jednym stole z państwem Vaughnów i państwem Irvingów? Trzy kobiety popatrzyły po sobie, po czym zachichotały. – No nie – powiedziała Tara, podnosząc się z taboretu. Norah uśmiechnęła się do Kate i mrugnęła porozumiewawczo. Norah zawsze przyciągała spojrzenia, ale udawała, że tego nie zauważa. Chodziło o jej urodę, owszem – miała ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, długie brązowe włosy i  niesamowicie ciemne oczy pełne mistycznej głębi – ale spojrzenia kierowano głównie na jej lewy policzek, gdzie widniała głęboka zabliźniona rana zadana kleszczami przy narodzinach. Można było odnieść wrażenie, że Norah płakała tak często, iż jej łzy wyżłobiły prawie półtoracentymetrowy rowek pod okiem. Wielokrotnie mówiono jej o metodach, laserach i operacjach, które mogłyby usunąć ten problem, ale ona tylko wzruszała ramionami i kiwała głową. „Tak, może kiedyś się na to zdecyduję”. Ale „kiedyś” raczej nie miało

allahan_Marzenia_Kate.indd 31

31

2013-07-11 10:37:36


dla niej znaczenia. Liczył się tylko dzień dzisiejszy, dzień, który trwał. – Czyli jesteśmy tutaj po to, aby wybrać ci strój na wieczór – powiedziała Tara i wciągnęła policzki, biorąc łyk kawy, której – jak sama mówiła – zawsze rozpaczliwie potrzebowała ze względu na nieodłączne towarzystwo swoich dziesięcio- cztero- i dwulatka, plączących się jej pod nogami, włażących jej na głowę i do łóżka. Kate zachichotała. – Nic z tych rzeczy. Mam wszystko pod kontrolą. Wybieramy się na lunch, i to wszystko. Molly jęknęła. – No, nie bądź taka. Lozelwijmy się nieco. – Nie ma takiego słowa, Molly. – Kate pocałowała w czoło swoją malutką siostrzyczkę, która nie była już dzieckiem, lecz dwudziestosiedmioletnią kobietą. – Rozerwijmy się, ale w taki sposób, aby tego nigdy nie zapomnieć. – Molly wyciągnęła ręce przed siebie.  – Moja propozycja: popłyńmy kajakami do Goat Island i do zmierzchu pijmy bimber. Ich wspólny śmiech był świętością. Kate potrząsnęła głową. – Jeśli chodzi o kajaki, to bardzo chętnie, ale ponieważ chcę choć odrobinę przypominać istotę ludzką przed Irvingami, będę musiała zrezygnować z bimbru.

allahan_Marzenia_Kate.indd 32

32

2013-07-11 10:37:36


Drzwi do butiku były otwarte. Podpierał je betonowy posąg ogrodowy przedstawiający małą dziewczynkę, która lekko unosi spódniczkę. Śpiewały ptaki, a liście palm szeleściły na lekkim wietrze, przywodząc na myśl odgłosy długo oczekiwanego deszczu. – Boże, uwielbiam wiosnę  – powiedziała Tara, podnosząc się z miejsca. – Mam wtedy wrażenie, że wszystko, absolutnie wszystko mogłoby się wydarzyć.  – Szeroko rozłożyła ramiona. W  dłoni wciąż trzymała kubek kawy, prawdziwie nieodzowny dodatek. Norah zerknęła na Kate, która próbowała odwzajemnić uśmiech. Tak, wszystko mogłoby się wydarzyć. I w zasadzie wszystko się wydarzyło. – Gdzie są dziś dzieciaki? – zapytała Kate. – Najdroższy mężulek wziął dzień wolnego. Wiedział, że chcę ci dziś potowarzyszyć – odparła Tara. – To nie było konieczne, ale dzięki – powiedziała Kate, po czym objęła siostrę ramieniem, w pełni oddając istotę tego dnia, w którym to, co bliskie, i to, co dalekie, splatało się w tańcu przeciwieństw. – Chodźmy więc. – Molly zeskoczyła z taboretu. – Szkoda, że nie możesz iść  – powiedziała Kate do Norah. – Mało brakowało, a poprosiłabym Charliego, aby mnie zastąpił – odrzekła Norah, uśmiechając się do przyjaciółki.

allahan_Marzenia_Kate.indd 33

33

2013-07-11 10:37:36


– Twój mąż jest zbyt atrakcyjny; nie ufałabym klientkom Katie-karmelka – stwierdziła Molly. Norah zachichotała. – Racja. Prosiłam też Lidę, ale znów boli ją brzuch. Cierpi z  powodu tego tajemniczego wirusa, który atakuje ją co kilka tygodni. – Jasne – powiedziała Tara, przewracając oczami. – Wirusa, który siedzi na dnie cholernej butelki tequili. – Przestań – powiedziała Kate. – Daję słowo, Kate, przygarniasz ludzi, tak jak inni przygarniają zwierzęta. Myślę, że powinnaś zająć się raczej bezdomnymi kotami. – Molly stuknęła Kate w ramię swoim smukłym palcem. Kate była poirytowana niekończącymi się uwagami na ten temat, ale mimo wszystko uśmiechnęła się do siostry. – Wiem. I wiedziała. Lida była jedną z dziewcząt, którym pomagała na pustyni w  Arizonie. Dziś miała dwadzieścia sześć lat i całymi tygodniami, a nawet miesiącami radziła sobie całkiem nieźle, ale w pewnym momencie znów osuwała się w owo ciemne miejsce, którego nie mógł sobie wyobrazić ani zrozumieć nikt, kto nigdy nie przeszedł przez takie piekło jak ona. Ostatnią rzeczą, na którą Kate miała siły tego ranka, było ponowne przeżywanie bólu popychającego Lidę do czynów, których Molly i Tara nie potrafiły pojąć.

allahan_Marzenia_Kate.indd 34

34

2013-07-11 10:37:36


Kate wiedziała wszystko o robieniu rzeczy, o które nigdy by siebie nie podejrzewała. Wyjaśnienia zwykle niewiele dawały.

Kate poznała Rowana Irvinga, gdy kupowała towar do Mimsy Clothing. Uśmiechnął się do niej w taki sposób, że kąciki ust same uniosły jej się do góry. To było to, na co czekała: drzwi otwarte na oścież. Przechodząc przez próg, mogła jednocześnie odciąć się od wszystkiego, co zostawało za nią. Minęło dziewięć lat, od kiedy po raz ostatni otworzyła przed kimś serce, i nadszedł czas, aby spróbować ponownie. Kiedy poznała Rowana, postanowiła, że zapomni o bólu z przeszłości. Pora ruszyć dalej – powiedziała sobie. Gdzieś w głębi będzie pamiętała o tym, co się stało, ale świat nigdy tego nie dostrzeże. Zacznie wszystko od nowa właśnie tutaj, właśnie teraz. Przeszłość nie będzie stanowić fundamentu przyszłości. Rowan miał brązowe oczy i długie, ciemne rzęsy, a z jego kwadratowej twarzy emanował spokój. Kate pomyślała, że ten mężczyzna jest w stanie unieść na swych barkach ciężar jej świata, nie chwiejąc się przy tym ani odrobinę. Siedzieli naprzeciwko siebie przy barowym stoliku, śmiali się z osób biorących udział w karaoke. – Śpiewasz? – zapytał w pewnym momencie Rowan.

allahan_Marzenia_Kate.indd 35

35

2013-07-11 10:37:36


Kate już chciała odpowiedzieć w  sposób zgodny z  jej dawnymi przyzwyczajeniami, czyli: „Nie, coś ty, nigdy nie weszłabym na tę scenę”, ale nagle przypomniała sobie: zaczynam od nowa, zaczynam od nowa. Jego oczy śmiały się do niej. Nigdy wcześniej nie spotkała nikogo, kto miałby tak niesamowicie roześmiane oczy. – Tak – powiedziała. – Staram się. – No to dalej! – odparł, wskazując palcem na scenę. – Idziesz ze mną? – Nie, nie bawię się w karaoke. – Dzisiaj się bawisz – powiedziała, rozkoszując się tą nową wersją samej siebie, która flirtowała, podejmowała ryzyko i próbowała namówić obcego mężczyznę na wspólny występ, a wszystko to w taki sposób, jakby próbowała nowego smaku lodów. – Nie ma mowy – odparł. Pochyliła się w jego stronę, gdacząc jak kurczak. Krzesło, na którym siedział, zaczęło się kołysać, gdy przechylił się do tyłu, śmiejąc się w głos. Uderzył rękoma w stół. – To wyzwanie? – Sprawdzam tylko, czy jesteś godny mojej uwagi. – Rzucając rękawicę. Podniosła się z miejsca. – Na to wygląda.

allahan_Marzenia_Kate.indd 36

36

2013-07-11 10:37:36


– Nie masz pojęcia, jakie to będzie straszne wykonanie. – Wstał i złapał ją za rękę, kierując się w stronę sceny. – Im gorsze wykonanie, tym lepiej. Tak to już jest w barach z karaoke. – W  takim razie to będzie najlepsza część tego wieczoru. Kate przekartkowała książeczkę z  piosenkami. Gdy zaczynali od Paradise by the Dashboard Light Meata Loafa, wokół kłębiły się tłumy ludzi, a kiedy kończyli, wykonując Brown Eyed Girl Vana Morrisona, bar świecił pustkami. Wyszli na zewnątrz, gdy bliżej było do poranka niż środka nocy. – Mogę do ciebie kiedyś zadzwonić?  – zapytał Rowan. – Mieszkam w Karolinie Południowej. To naprawdę... daleko. Uśmiechnął się szeroko. – Ale zadzwonić można. – Nie da się ukryć. – Kate zapisała swój numer telefonu, a potem poszła w swoją stronę, nie dotykając Rowana Irvinga nawet opuszkiem palca. A teraz są już razem od czterech lat. Oboje uwielbiają rzeki, stale zmieniający się krajobraz oraz otwartą przestrzeń, i stało się to solidnym fundamentem wszystkiego, co wydarzyło się później. Gdyby

allahan_Marzenia_Kate.indd 37

37

2013-07-11 10:37:36


Kate sporządziła listę – czego nigdy nie zrobiła – okazałoby się, że Rowan ma wszystkie cechy idealnego partnera. Jej pragnieniem było to, aby te fakty przesunęły się o  jedyne trzydzieści centymetrów z  głowy w kierunku serca i zagościły tam na dobre wraz z głęboką miłością, a nie tylko podziwem i otuchą. Rowan był z  Filadelfii, ale kiedy związek na odległość stał się bardziej irytujący niż romantyczny, przeniósł się do Bluffton. Mówił, że dostał interesującą propozycję zawodową – miał pracować jako architekt krajobrazu dla jednej z najbardziej prestiżowych firm w Low Country – ale oboje wiedzieli, że to miłość przywiodła go do Karoliny Południowej i to miłość kazała mu tu zostać. Nie zamieszkali razem, nie rozmawiali nawet o zaręczynach, lecz Kate czuła, że wkrótce trzeba będzie złożyć poważniejsze zobowiązanie, a  w  tę piękną perspektywę wpisany był strach.

Spotkanie państwa Irvingów i państwa Vaughnów przebiegło lepiej, niż się spodziewała, poza momentem kiedy pan Irving, ubrany w  starannie wyprasowany garnitur w  prążki oraz elegancką apaszkę, zapytał, dlaczego rodzice mówią do córki „Katie”, a pozostałe osoby zwracają się do niej „Kate”.

allahan_Marzenia_Kate.indd 38

38

2013-07-11 10:37:36


– Katie chciała po prostu odciąć się od starej wersji siebie – powiedział Stuart, ojciec Kate, i lekceważąco machnął ręką. – Z jakiego powodu? – zapytała pani Irving, skręcając w dłoniach chusteczkę. Kate zachichotała, a w jej śmiechu dały się słyszeć fałszywe dźwięki. – Nie chciałam się od niczego odcinać. Po prostu któregoś dnia doszłam do wniosku, że zdrobnienie „Katie” jest zbyt cukierkowate. To wszystko. – Aha. – Pani Irving zaczęła bawić się perłami na szyi i starała się uśmiechnąć, ale Kate widziała, że myśli sobie: „Kłamczucha”. Poza tą czterozdaniową rozmową wszystko poszło dobrze. Tata Kate nie wypił zbyt dużo whisky. Mama nie zapaliła nawet jednego papierosa. Rowan nie spalił steku, którym chciał zachwycić jej rodzinę. Nikt nie wspominał ani o przyszłości, ani o przeszłości. A zatem pełny sukces. Wieczór dobiegał końca, w kuchni parzyła się kawa. Rowan mieszkał w dwupokojowym domku gościnnym zbudowanym na tyłach dużo większego budynku w historycznej dzielnicy Bluffton. Jako architekt krajobrazu mógł tam przebywać nieodpłatnie w zamian za to, że zajmował się podwórzem i ogrodem wokół domu. Jego jaskinia była zagracona skórzanymi meblami i  stanowiła dokładne przeciwieństwo

allahan_Marzenia_Kate.indd 39

39

2013-07-11 10:37:36


mieszkania Kate, gdzie królowały beż i  lniane narzuty. Kate zastanawiała się, jak ona i Rowan zdołają połączyć nie tylko swoje drogi życiowe, ale i gusta. Okna jego mieszkania wychodziły na bukszpanowy labirynt z wielką fontanną w środku. Gdy cała rodzina wyszła na zewnątrz, Kate wymknęła się do sypialni Rowana, aby złapać oddech. Usiadła na brzegu łóżka, stawiając kieliszek z winem na stoliku nocnym. Wciąż jeszcze nie powiedziała Rowanowi tego, co powinien wiedzieć na temat jej życia, i wiedziała, że oto nadszedł właściwy czas. Po wyjściu rodziców wyjawi mu wszystko, co kładzie się cieniem na ich wspólnej przyszłości. Jakiej przyszłości? Kate położyła się na boku, zatapiając głowę w poduszce Rowana. Jak może wyglądać ich wspólna przyszłość? Nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Życie każdego z nich było jak sterta gruzu i Kate nie była pewna, czy kiedykolwiek uda im się coś z tego wspólnie zbudować. Chciała chcieć, ale czy to mogło wystarczyć? Dixie, ruchliwy i nierozgarnięty golden retriever Rowana, niespodziewanie wpadł do pokoju. Kiedy zobaczył Kate na brzegu łóżka, pomyślał, że nadszedł czas na zabawę. Skoczył w jej stronę, potrącając kieliszek, którego zawartość rozlała się na oliwkową narzutę i bladozieloną sukienkę Kate.

allahan_Marzenia_Kate.indd 40

40

2013-07-11 10:37:36


– Dixie! – krzyknęła Kate i pobiegła do łazienki po ręcznik. Ścierając rozlane wino, przegoniła psa z łóżka i zauważyła czerwoną strużkę, która wpływała do górnej szuflady stolika. Szybko pociągnęła za uchwyt, aby wepchnąć do środka ręcznik, gdy zobaczyła małe białe pudełeczko, na które skapnęły dwie krwistoczerwone krople wina. Otworzyła je na kilka milimetrów i jej oczom ukazał się pierścionek – zaręczynowy pierścionek z okrągłym, połyskującym oczkiem. Odsunęła się gwałtownie. – Kate – zawołał Rowan z korytarza. Szybko zamknęła szufladę. – Tu jestem – krzyknęła. – Dixie wylał moje wino. Cała piątka stanęła w  drzwiach sypialni, a  Kate skuliła się z zażenowania. – Przepraszam. Weszłam tutaj, bo chciałam skorzystać z toalety, a Dixie na mnie skoczył i... Oczy wszystkich zwróciły się w  kierunku łóżka, które oczywiście niewiele miało wspólnego z toaletą. – Napijmy się kawy – powiedziała Kate, zaganiając grupkę z powrotem do jaskini. – Kto ma ochotę na deser? – zapytał Rowan, zwracając się do gości, którzy przez chwilę stali naprzeciwko siebie, nim ruszyli za Kate. Kate czuła narastającą panikę – brakowało jej powietrza, w brzuchu bzyczały roje pszczół. Zawsze tak

allahan_Marzenia_Kate.indd 41

41

2013-07-11 10:37:36


się działo. Gdy tylko pomyślała, że mogłaby kogoś pokochać, że mogłaby zaprosić jakiegoś mężczyznę do swojego życia, zaczynała panikować. Niczego nie chciała bardziej niż tego, aby ten strach minął. Uśmiechnęła się mimo dręczącego ją niepokoju. – Jestem wykończona. Chyba powinnam po prostu wrócić do domu i położyć się spać – skłamała. Rowan popatrzył na nią spod przymrużonych powiek, wiedząc, że jej głos nie brzmi naturalnie. – Okej – powiedział, przeciągając ostatnią sylabę. Po pożegnaniach i uściskach, gdy Rowan i Kate zostali sami w jaskini, z jego ust padło pytanie, na które Kate nie potrafiła odpowiedzieć: „Co się z tobą dzieje?”.

Po powrocie do domu Kate oparła się o miękkie wezgłowie swojego łóżka, zamknęła oczy i  wzięła długi, głęboki oddech. Co jest z  tobą nie tak? Rowan wprawdzie nie zadał jej takiego pytania, ale zbliżył się do tego wystarczająco, aby ją sprowokować. Każda inna dziewczyna nie posiadałaby się ze szczęścia na widok pierścionka zaręczynowego. Co jest z tobą nie tak? Odpowiedź na to pytanie była niczym księżyc: niedostępna, zimna, odległa. Wsunęła się pod nakrycie, podciągając białą kołdrę pod brodę. Być może poradziłaby sobie z  tą

allahan_Marzenia_Kate.indd 42

42

2013-07-11 10:37:36


nierozwiązywalną jak na razie zagadką, gdyby zdobyła się na odwagę, aby w końcu raz na zawsze rozmówić się z Jackiem. Nie. Zobaczyć Jacka. Nie. Gdy wszystkie błędy zostały popełnione i wszystkie sprawy dobiegły końca, dziewczyna nie wraca do chłopaka, aby cofnąć to, czego cofnąć już się nie da.

allahan_Marzenia_Kate.indd 43

2013-07-11 10:37:36


Życie trzydziestopięcioletniej Kate z pozoru jest godne pozazdroszczenia. Ma wspaniałego chłopaka, świetnie prosperujący butik, cudowną, kochającą rodzinę. W sercu kryje jednak bolesną tajemnicę. Trzynaście lat wcześniej Kate urodziła córkę, którą oddała do adopcji. Nim ułoży sobie życie u boku Rowana, musi zmierzyć się z przeszłością. Chce porozmawiać z Jake’m, jej pierwszą miłością i ojcem jej dziecka.

Czy to spotkanie pozwoli Kate odzyskać spokój ducha?

Cena detal. 14,90 zł


Marzenia Kate_Patti Callahan Henry