Page 1


Szanowni Państwo Przekazuję w Wasze ręce magazyn VIA CINEMA. To pomysł na dyskusję na temat przyszłości produkcji filmowej. To czasopismo branżowe, które poruszać będzie problematykę ważną dla każdego, kto związany jest z filmem. Pismo to w szczególności ma koncentrować się na naszym regionie. Mam nadzieję, że będziemy w nim stawiać pytania i prezentować opinie a także będziemy szukać rozwiązań dla rozwoju rynku filmowego na Śląsku. Pierwszy numer to między innymi próba odpowiedzi na pytanie czy na takie pismo jest miejsce na rynku i czy jest ono w ogóle potrzebne. Umieściliśmy w nim zbiór wywiadów prezentujących wizję lokalnego rynku filmowego oczami naszych rozmówców. Wywiady umieszczone razem tworzą pewien obraz i mam nadzieję, że prowokują do kolejnych pytań i podjęcia dyskusji o przyszłości filmu na Śląsku. Dziś zapraszam do udziału w drugiej edycji Festiwalu Dzień Filmowca. Dziękuję za pozytywny odbiór idei. Wierzę, że ta impreza na stałe wpisze się w kalendarz wydarzeń, a za rok będziemy mogli zaproponować jeszcze ciekawszy program. Zapraszam również do współtworzenia Stowarzyszenia Filmowców Śląskich, bowiem w mojej opinii ma ono szanse stać się inicjatywą, dzięki której będziemy mogli świadomie wyrażać swoje zdanie na temat przyszłości śląskiej branży filmowej. Z poważaniem Paweł Płonka Prezes Stowarzyszenia Filmowców Śląskich

Reklama

2


Dzień Filmowca po raz drugi Idea Dnia Filmowca powstaje w sytuacji kiedy produkcja filmowa na Śląsku wprawdzie utrzymuje się na pewnym poziomie, ale niestety nie rozwija się. Prawdą jest, że większość polskich produkcji realizowanych jest w Warszawie. Także w stolicy znajduje się główna instytucja finansująca większość polskich produkcji. Dzień Filmowca to przedsięwzięcie, które ma za zadanie zwrócić uwagę na filmowy potencjał Śląska. Prezentuje twórców, zaplecze techniczne oraz lokacje. Wyznacza kierunki rozwoju tej branży. W ten sposób powstaje przestrzeń, w której będzie stymulowany rynek filmowy a dotychczas niewykorzystane możliwości śląskiej branży zostaną zamienione choćby ideą współdziałania. Celem nadrzędnym natomiast jest stworzenie nowej platformy do rozmów i rozwoju śląskiej produkcji filmowej. Maj 2014 r. – II Dzień Filmowca W ubiegłym roku pierwszy Dzień Filmowca powstawał w bardzo dużym tempie – od pomysłu do realizacji festiwalu organizatorzy mieli tylko 2,5 miesiąca. W tym czasie stworzono miejsce gdzie śląskie środowisko filmowe może się spotykać, wzajemnie poznać i integrować. Dzień Filmowca jest świętem śląskich filmowców. To promocja filmowego Śląska, jego ludzi, możliwości sprzętowych i związanych z lokacjami. To także cykl projekcji, warsztatów i paneli zogniskowanych na twórczość i produkcję ściśle regionalną. Podczas pierwszego Dnia Filmowca odbyły się spotkania z Lechem Majewskim oraz twórcami filmu „Młyn i Krzyż”, Zbigniewem Zamachowskim oraz najbardziej znaną kolorystką w Polsce Ewą Chudzik. Różnorodna tematyka paneli warsztatów przyciągnęła ogromną publiczność. Dziś nadszedł czas na drugą edycję Dnia Filmowca. Najważniejszym miejscem na nim jest panel „Produkcja na Śląsku dziś i jutro” na którym wracamy do tych pytań, które dla ludzi z branży są najważniejsze: Jak ma wyglądać nasza wspólna przyszłość?

Reklama

3


FILM JEST POTĘGĄ LECH MAJEWSKI Jaki potencjał ma według Pana śląski rynek filmowy? Mam w Katowicach stałą ekipę, z którą współpracuję. Jestem lokalnym patriotą, więc staram się pracować tutejszymi siłami. Mało tego, uważam że są świetni. Pracowałem z różnymi ekipami na świecie i sądzę, że filmowcy ze Śląska są na pewno jednymi z najlepszych. Jak wyglądała kondycja filmowego Śląska, kiedy zaczynał Pan swoją pracę na planie? Kiedy rozpoczynałem swoją przygodę z filmem, w Katowicach było kilka ośrodków filmowych. Telewizja miała swoją wytwórnię na terenach dzisiejszego Śląskiego Centrum Targowego, działały również Hala Parkowa oraz wytwórnia Poltel. Kazimierz Kutz w swoim złotym okresie – gdy realizował „Sól ziemi czarnej” i „Perłę w koronie” – miał zespół filmowy właśnie tam, gdzie jest teraz szkoła filmowa w Katowicach. Katowice były dość aktywnym miejscem, prawdziwą alternatywą dla Warszawy. Teraz tej alternatywy już nie ma, poza skromnymi funduszami Silesia Film Commission. Inna rzecz – kilka lat temu, aby zrobić film, trzeba było mieć taśmę 35 mm, ciężki sprzęt, a obróbka taśmy w laboratorium była bardzo droga. Dziś prawie każdy ma kamerę cyfrową 4K i za niewielkie pieniądze może zrobić niezły film. Turystyczną kamerą SonyPD100 udało mi się zrealizować film fabularny pt. „Ogród rozkoszy ziemskich”, dzięki czemu

4

udowodniłem sobie, że w dzisiejszych czasach pieniądze nie grają już tak dużej roli przy robieniu kameralnych, realistycznych, współczesnych filmów. Jak ocenia Pan możliwości filmowego Śląska pod względem twórców, ekip, zaplecza technicznego i lokacji? Katowice są zagłębiem wybitnych kompozytorów i muzyków, chociażby śp. Henryk Mikołaj Górecki czy śp. Wojciech Kilar, z którymi udało mi się współpracować. Nie ma orkiestry na świecie, i biorę pod uwagę tylko te największe, w której nie byłoby absolwenta tutejszych uczelni muzycznych. To jest pewnego rodzaju fenomen. Mało kto sobie zdaje z tego sprawę. Może wynikiem tego jest nadmiar orkiestr w regionie. Natomiast w śląskim przemyśle filmowym każdy sobie rzepkę skrobie – filmowcy i usługodawcy działają nieskoordynowanie, przy minimalnej pomocy ze środków instytucjonalnych. Jest właściwie jedno źródło finansowania: Silesia Film, która ma, no powiedzmy sobie, bardzo skromny budżet, bo dla włodarzy regionu ważniejsze są stadiony dla piłkarzy, którzy od dziesięcioleci udowadniają, że nie potrafią kopać piłki. I jak nawet kwalifikują się do jakiegoś europejskiego pucharu, to zaraz odpadają. Jednocześnie wiemy, że Śląsk jest fantastycznym regionem, ma wspaniałe lokacje, oryginalną architekturę, gwarę, i co chwilę przyjeżdża ekipa z Warszawy, aby zrobić tutaj film. Kiedy pokazywałem w Teatr im. St. I. Witkiewicza „Angelusa”, młody góral powiedział do mnie: „Tylko Śląsk i Podhale mają swoją odrębność... o żeby tak zrobić taki film jak »Angelus« o Podhalu, a nie tylko ta cepelia i cepelia”. No i coś w tym jest. Mam przyjaciela, Lorenzo, włoskiego fotografa, który fotografował pokazy mody w Mediolanie, jego zdjęcia były w „Vogue’u”. Ni z tego, ni z owego, Lorenzo przyjechał na Śląsk i spędził trzy tygodnie z rodziną górniczą w Rudzie Śląskiej. Wstawał o świcie, zjeżdżał na dół do kopalni i robił zdjęcia. Był zachwycony. Gdy go spotkałem później w Wenecji, powiedział: „Po raz pierwszy na Śląsku dotknąłem prawdziwego życia”. Niesamowite: facet, który


jeździł ferrari i miał atelier w Rzymie, po trzech tygodniach z rodziną górników w Rudzie Śląskiej stwierdza, że był to pierwszy raz, kiedy naprawdę żył. Jest tu w Katowicach na Śląsku coś niezwykłego. Rozmawiałem o tym z Góreckim: tutaj jest pewna wartość energetyczna. Opowiadał mi anegdotę o tym, jak dostał zamówienie na napisanie utworu dla nowojorskiego baletu. Poleciał do Nowego Jorku, mieszkał w luksusowym hotelu Plaza, wynajęto dla niego apartament z fortepianem Steinwaya i widokiem na Central Park. Codziennie szedł na spacer. „Piękny ten park – stwierdził – chodziłem po nim, wracałem i ani jedna nuta mi do głowy nie przyszła, a gdy wróciłem do Katowic, to rach-ciach, od razu usiadłem i napisałem cały balet”. A moja teoria jest taka – siedzimy na węglu, prawda? A czym jest węgiel? To gigantyczna koncentracja energii słonecznej. To zmiażdżone i sprasowane na kamień rośliny, które przez miliony lat chłonęły promienie słoneczne i poprzez zjawisko fotosyntezy skondensowały ją w energię. Węgiel to sprasowana energia słoneczna, a ponieważ w przeciwieństwie do słońca jest czarny, to nazwałem go „negatywem słońca”.

nikt nie jest tym zainteresowany, poza jedną Silesia Film. Przeznaczamy wielkie pieniądze na budowę stadionów, a nie ma pieniędzy na kulturę – to jest skandal. To jest brak wizji, żeby nie widzieć, jaką potęgą może być kino, jak ten region można świetnie pokazać i ile można ugrać, inwestując w film. Film ciągle jest najbardziej oglądaną i najbardziej wpływową sztuką na świecie. A tutaj jest ona niedoceniona, zaniedbana. Tak jak doceniono muzykę, tak nie doceniony jest, po macoszemu traktowany, film. I przez miasto, i przez województwo. Perspektyw w związku z tym nie ma. Młodzi ludzie będą kończyć szkołę katowicką i uciekać do Warszawy, bo tutaj nikt nie dostanie pracy... Film jest potęgą. Teraz ukończyłem za skromne pieniądze film „Psie Pole”, tu w Katowicach, i będzie on oglądany na całym świecie. A podczas kwietniowej premiery we Włoszech widzowie pytali: gdzie jest to piękne miasto?

Wywiad przeprowadzono 13 maja 2014 w Politechnice Śląskiej © Karolina Szlama, Paweł Płonka

Jaką przyszłość widzi Pan dla branży filmowej na Śląsku? Wszystko zawiera się w jednym stwierdzeniu: dopóki będzie tak nędznie, jak jest, to nie widzę tutaj specjalnych możliwości rozwoju rynku filmowego na Śląsku. W tej chwili Reklama

5


Z NADZIEJĄ PATRZĘ W PRZYSZŁOŚĆ Rozmowa z Mariuszem Wróblem

Jaki potencjał ma obecnie śląski rynek filmowy? Jeśli „rynek” rozumiemy jako możliwość zbytu produkcji filmowej, to uważam, że w obecnych realiach jego potencjał jest niewielki. Natomiast odczuwalne jest zapotrzebowanie na produkcje adresowane do młodzieży i dzieci. Wraz z nowymi formami finansowania produkcji filmowej pojawiają się nowe formy dystrybucji filmów, zwłaszcza krótkometrażowych, dokumentalnych i edukacyjnych. W dzisiejszych czasach, aby przeciętny film fabularny był rentowny lub przynajmniej zwracał część kosztów poniesionych na jego produkcję, powinien być sprzedawany co najmniej na poziomie ogólnokrajowym. Jeśli będziemy w regionie stawiać na edukację, kulturę, naukę i biznes, to potencjał śląskiego rynku filmowego będzie wzrastał. Jak Pana zdaniem wygląda aktualna sytuacja branży filmowej na Śląsku? Branża istnieje, ale jest dość mocno zatomizowana. Nie dostrzegam pomiędzy poszczególnymi podmiotami jakiejś szczególnej współpracy, pomimo tego, że jednak na Śląsku kręci się wiele filmów – nie tylko fabularnych, ale przede wszystkim krótkometrażowych, dokumentalnych, animowanych, reklamowych, korporacyjnych, offowych, teledysków, czy etiud studenckich. Do tej pory brakowało jakiegoś impulsu integracyjnego dla śląskiego środowiska filmowego. Trochę mnie martwią lokalne antagonizmy branżowe. Nie służą one wzmacnianiu naszej konkurencyjności wobec innych regionów. Jak ocenia Pan filmowe możliwości Śląska pod względem twórców, ekipy filmowej, zaplecza technicznego i lokacji filmowych? To niewątpliwy atut naszego regionu, śmiem nawet twierdzić, że na skalę co najmniej ogólnopolską. Nie tylko nie brakuje nam wybitnych twórców uznanych w Europie, ale mamy u nas – do tej pory niedoceniany – bardzo bogaty amatorski ruch artystyczny na wysokim poziomie. To z niego rekrutowani są statyści i aktorzy naturszczycy oraz ci, którzy potem zdobywają szlify w prestiżowych uczelniach artystycznych. W naszym regionie, jak w żadnym innym, istnieje wielu kolekcjonerów i hobbystów, którzy są prawdziwym zagłębiem skarbów dla scenografów i rekwizytorów. To samo dotyczy specjalistów: operatorów, oświetleniowców, techników, informatyków. W kontekście

6

lokacji filmowych żaden inny region nie oferuje takiej różnorodności krajobrazu i zabudowań w promieniu zaledwie godziny jazdy samochodem. Mamy w regionie doświadczonych producentów audiowizualnych. W zasadzie większość profesjonalnego sprzętu audiowizualnego niezbędnego do produkcji filmowej można tutaj wypożyczyć. Zabezpieczenie logistyczne większości produkcji filmowych nie stanowi u nas dużego problemu. Do tego dochodzi znaczne wsparcie instytucjonalne i samorządowe. Jak ocenia Pan poziom wsparcia władz lokalnych i instytucji dla śląskich twórców filmowych? Na tego typu wsparcie patrzę głównie z perspektywy instytucji, którą kieruję. Jest ona jednym z elementów publicznego wsparcia. Dotyczy ono produkcji filmowej w regionie, zarówno dla producentów śląskich, jak i spoza regionu. Tutaj celami są: promocja walorów regionu poprzez produkcje filmowe, popularyzacja ważnych tematów związanych regionem czy inicjowanie debaty społecznej w kontekście regionu. Każdego roku jednak samo wsparcie publiczne dla produkcji w regionie wzrasta, w tym dla twórców śląskich. Na poziomie województwa istnieje Śląski Fundusz Filmowy, z którego większość środków finansowych co roku pochodzi z wojewódzkiego budżetu. Jako instytucja zarządzająca nim każdego roku wprowadzamy w jego funkcjonowaniu zmiany usprawniające korzystanie z zasobów ŚFF. Ponadto uruchamiamy nowe narzędzia


finansowe, jak np. tegoroczna ścieżka crowdfundingowa, planowany na jesień fundusz buforowy czy przyszłorocz na promesa. W strukturach naszej instytucji działa Silesia Film Commission, która świadczy usługi nie tylko dla producentów z zewnątrz, ale także pomaga rodzimym producentom i studentom. Angażujemy się w liczne festiwale i przeglądy, projekty typu The 48 Hour Film Project, aby pośrednio stworzyć warunki dla śląskich filmowców do uczestnictwa w tej prestiżowej rywalizacji. Co roku organizujemy i stale rozwijamy jedyny w Europie festiwal dla producentów filmowych REGIOFUN, który jest okazją nie tylko do wymiany doświadczeń branżowych i podnoszenia kwalifikacji, ale również skonfrontowania swoich planów z wieloma zagranicznymi funduszami filmowymi w jednym miejscu. Poprzez wdrażane projekty edukacyjne i wydawnicze wpływamy na wzrost świadomości filmowej w samym regionie. Także nasze zaangażowanie w organizację Dnia Filmowca jest formą wsparcia publicznego dla śląskiego środowiska. Ponadto, widoczny jest wzrost zaangażowania śląskich gmin zarówno w finansowanie produkcji filmowej, jak i wkład w logistykę, upraszczanie procedur. Niektóre miasta jeden tylko film są w stanie dofinansować w kwocie zbliżonej do rocznego budżetu Śląskiego Funduszu Filmowego. Nie do przeceniania jest działalność śląskich uczelni wyższych w tym zakresie. Do tego dochodzi panregionalna polityka województw małopolskiego i śląskiego, która stwarza szanse na zacieśnienie współpracy w kontekście jeszcze lepszego wykorzystania zasobów Polski południowej. Jaką przyszłość widzi Pan dla branży filmowej na Śląsku?Daleko mi do jasnowidztwa. Niemniej widzę wiele pozytyw-

nych okoliczności, które pozwalają mi z nadzieją patrzeć w przyszłość. Wierzę, że wszystkie nasze atuty zostaną wykorzystane i będziemy w regionie produkować więcej filmów, także przy udziale śląskich filmowców. Jak już wspominałem, wierzę, że uczynimy wszystko, aby nasz region przyciągał wielu filmowców, dla których realizacja filmów właśnie tutaj będzie stanowiła nobilitację. Jak ocenia Pan ideę nowo powstałego Stowarzyszenia Filmowców Śląskich? Czym powinno się zajmować oraz jakie działania prowadzić? Bardzo pozytywnie odebrałem powstanie SFŚ. Myślę, że jego głównym zadaniem powinna być konsolidacja branży, jej integracja, specjalizacja pozwalająca na wzajemną współpracę i uzupełnianie oferty, a nie konkurowanie na gruncie regionalnym. Sprzyjałoby to zwiększeniu możliwości koprodukcji w regionie dużych projektów filmowych przy udziale polskich i zagranicznych producentów, a z drugiej strony dostępne dziś narzędzia wsparcia publicznego dla tego sektora, stałyby się bardziej efektowne. Taki partner dla SILESIA FILM jest nieoceniony. Wspólnymi siłami łatwiej i szybciej można wypracować pożądane rozwiązania i otworzyć się na potrzeby producentów, którzy chcieliby w naszym regionie produkować najlepsze filmy.

Reklama

7


JEST POTENCJAŁ, SĄ MOŻLIWOŚCI KRYSTYNA DOKTOROWICZ

Jaki potencjał ma obecnie śląski rynek filmowy? Można mówić o bardzo dużym potencjale, ponieważ na Śląsku działa sporo znakomitych twórców filmowych z dużym dorobkiem. Nasi reżyserowie i operatorzy liczą się nawet na arenie międzynarodowej. Na Śląsku znajdują się również takie ważne dla filmu instytucje jak nasz Wydział Radia i Telewizji czy samorządowa Instytucja Silesia Film. Wiele jest również organizacji społecznych albo środowiskowych, które skupiają się wokół produkcji filmowej. Rośnie także gałąź niezależnych małych i średnich firm, które mają bardzo duże znaczenie w produkcji. Już po raz drugi organizowany jest Festiwal Dzień Filmowca i to też ma znaczenie, bo ważne jest, aby środowisko się znało, a filmowcy mieli możliwość wymieniać poglądy. Temu rynkowi trzeba jednak pomóc poprzez tworzenie pewnych struktur korzystnych zarówno po stronie kapitału ludzkiego, talentów, jak i po stronie finansowo-organizacyjnej. Celem tych działań jest osiąganie zysku z produkcji filmowej, bo przecież film to biznes. Co Pani sądzi o emigracjach śląskich filmowców do Warszawy? Jest to sprawa wieloaspektowa, związana m.in. z wyludnieniem śląskich miast oraz faktem, że większość produkcji filmowych, takich na których się zarabia, z których się żyje, jest kręcona właśnie w stolicy. To problem, że nasi absolwenci zaraz po zakończeniu edukacji wyjeżdżają do Warszawy w poszukiwaniu pracy. Gdyby na powrót powołano do życia to, co kiedyś świetnie funkcjonowało na Śląsku, czyli wytwórnie filmowo-telewizyjną, pojawiłoby się wiele możliwości realizowania nowych produkcji. Istnienie centrum filmowego poza Warszawą jest potrzebne, pozwala bowiem na transfer pieniędzy do regionów. Do tego jednak potrzebna jest struktura, która pozwoliłaby na organizowanie takich produkcji. Niestety, Silesia Film jest za mała i z powodów formalnoprawnych nie mogłaby się zająć dużymi produkcjami. Jest to też kwestia partnerstwa publiczno-prywatnego, które w Polsce ma niestety bardzo złe konotacje. Z drugiej jednak strony sporo twórców już tutaj osiadło i na szczęście nie chcą się przenosić do Warszawy. Trzeba wykorzystywać, że część produkcji robią tutaj, to dobra podstawa do tworzenia zagłębia produkcyjnego, które mogłoby uszczknąć kawałek tego tortu Warszawie. Taka inicjatywa musiałaby być dużym przedsięwzięciem, które wymagałoby silnej akceptacji i dążeń środowiska, sporego kapitału oraz przychylności władz lokalnych.

8

Jak według Pani śląskie produkcje wypadają na antenie polskiej i zagranicznej? Świetnie radzą sobie filmy dokumentalne. Obserwuję twórczość np. Wioletty Kozyry czy Dagmary Drzazgi. Są to naprawdę znakomite filmy. Film Kozyry o Mikołaju Góreckim to produkt eksportowy najwyżej jakości. Filmy fabularne też zasługują na pochwały. Pamiętam premierę filmu Maćka Pieprzycy pt. „Chce się żyć”, podczas której na scenę wywołano całą ekipę i muszę przyznać, że to było miłe uczucie, jak zobaczyłam samych znajomych. Cieszę się, że nasz reżyser do współpracy wybrał śląskich filmowców, szczególnie gdy mówimy o filmie nagradzanym międzynarodowo! Wspomnieć warto też o Lechu Majewskim i jego kinie artystycznym; co prawda zatrudnia aktorów europejskich, ale przecież „Młyn i krzyż” był kręcony tutaj. Widzę, że twórcy, którzy mieszkają w Katowicach i robią filmy fabularne, po prostu znają ludzi stąd i mają do nich zaufanie. Magda Piekorz zawsze współpracuje z Marcelem Sławińskim, z plastykami i scenografami z katowickiej Akademii Sztuk Pięknych. Za naszym środowiskiem filmowym stoją konkretni, utalentowani ludzie. Filmy, które robią, uznawane są za granicą. To przecież nie jest tak, że my się tutaj bawimy w film i coś tam robimy, tylko ten potencjał naprawdę istnieje. Jak ocenia Pani poziom wsparcia lokalnych władz dla śląskich twórców filmowych? Obecnie pieniądze na produkcję filmową płyną z różnych stron, np. miasto Katowice przekazuje takie środki, ale w sumie nie do końca wiemy, na jakich zasadach się to odbywa. Dlatego rzeczywiście czasem środowisko jest zdziwione wynikami takich postępowań. Konkursy te powinny być jeszcze bardziej transparentne, a już na pewno powinno być ich więcej. Pieniądze ze Śląskiego Funduszu Filmowego również nie są wystarczające. Wiele innych województw lub miast dysponuje większymi środkami. Jeżeli


te fundusze wynosiłyby około 10 milionów złotych, to byłaby szansa na realizację ciekawych projektów wraz z ich dystrybucją. Obecnie przewodniczę radzie Fundacji Młodych Twórców dla młodzieży szkolnej oraz studenckiej i okazuje się, że ci ludzie tworzą wiele znakomitych rzeczy. Jury konkursowe czasem jest zdumione poziomem młodych. Najbardziej potrzebują teraz innych ludzi, którzy dadzą im szansę. Zawód filmowca wymaga współpracy, dużego spektrum różnych innych twórców i wielkiego zaplecza finansowo-organizacyjnego. Komercyjne produkcje z zasady oparte są na dobrym wyniku finansowym. Natomiast na wysublimowane kino, niekoniecznie artystyczne i niszowe, muszą znaleźć się dotacje. Cieszy mnie to, że nawet w przypadkach tych bardziej ambitnych produkcji, jaką był film „Jesteś Bogiem”, udało się odnieść sukces kasowy. Gdybym kierowała Instytutem Filmowym, to dawałabym więcej pieniędzy na mniej projektów. Mniejsze projekty powinny być finansowane przede wszystkim regionalnie i to powinny być dużo większe pieniądze niż są w tej chwili. Instytut działa już prawie 10 lat i można już ocenić jego działalność. Uważam też, że w wielu przypadkach w naszym województwie wyrzuciliśmy pieniędzy do śmieci. Zamiast nietrafionych inwestycji środki te mogły wesprzeć choćby śląską produkcję filmową. Dzisiaj to kultura nakręca ekonomię. Martwi mnie to, że nawet bardzo uznani twórcy mają problem z pozyskaniem pieniędzy na swoje filmy. Przykładem może być projekt Adama Sikory i Ingmara

Villqista „Miłość w mieście ogrodów”. Dość niechętnie w kwestii dofinansowania patrzy na ten pomysł Polski Instytut Sztuki Filmowej, a to przecież są twórcy, którzy stoją za znakomicie ocenioną „Ewą”. Film ten ma już część zdjęć zrobionych i bardzo martwi mnie przerwa w realizacji, bo w tym obrazie Katowice miałyby szansę na zupełnie nowe spojrzenie. Jak ocenia Pani ideę nowo powstałego Stowarzyszenia Filmowców Śląskich? Czym powinno się zajmować oraz jakie działania prowadzić? Powinno tłumaczyć i zachęcać. Stworzyć mechanizmy współfinansowania oraz przekonywać, że przy takich mechanizmach nie ma strat i są same wartości dodane. To powinna też być promocja, tylko rozumiana nie w sposób prymitywny – czyli tak, że ktoś pokaże Spodek, Rondo Sztuki i tak dalej. Widziałam niedawno film promocyjny województwa śląskiego – bardzo ładny, piękne obrazki, taka reklamówka. Ale jak potem ktoś przyjedzie i zobaczy w rzeczywistości, to się zdziwi. Bo nie jest tak, że tu wszystko błyszczy. Nie o to chodzi, żeby pokazywać ciągle te same miejsca, tylko żeby pokazać, że tu się robi sztukę i ta sztuka ściąga z rynku ludzi bezrobotnych. Warto też pomyśleć o stworzeniu platformy dystrybucji. Dziękuję za rozmowę.

Reklama

9


Warto inwestować w filmowców RADEK MARKIEWICZ

Jaki potencjał według Pana ma śląski rynek filmowy? Moim zdaniem duży. Działają tutaj ludzie z doświadczeniem, którzy dysponują bardzo dobrym sprzętem, są świetne lokacje i konkurencyjne ceny. Sama radość. Jak wyglądała kondycja filmowego rynku śląskiego, kiedy zaczynał Pan swoją pracę na planie? Pod koniec lat 90. Pracowało się znacznie łatwiej, bo kondycja całej gospodarki była dużo lepsza w porównaniu z dzisiejszą. Jak według Pana aktualnie wygląda sytuacja branży filmowej na Śląsku? Raczej nieciekawie. Co sądzi Pan o emigracjach śląskich filmowców do Warszawy? To normalne zjawisko. W stolicy są lepsze możliwości rozwoju. Bardziej martwi mnie emigracja z kraju. Sam o tym myślę, niestety... Co według Pana może wpłynąć na rozwój śląskiej rodzimej produkcji? Pieniądze. Duże. Duże domy produkcyjne. Poza tym – wsparcie branży filmowej przez władze regionu i miast. Jest fundusz filmowy, są jakieś dofinansowania... Ale w porównaniu z innymi regionami ta pomoc na Śląsku nie wygląda najlepiej. Jak według Pana śląskie produkcje wypadają na arenie krajowej i zagranicznej? Nieźle. Ale jest ich coraz mniej. Jakie perspektywy według Pana ma student i absolwent szkoły filmowej, pozostając na Śląsku? Bardzo marne. Wiem, bo sam nim jestem.

10

Jaką przyszłość widzi Pan dla branży filmowej na Śląsku? Jeśli nie pojawią się duże domy produkcyjne, to będzie kiepsko. Jak ocenia Pan ideę nowo powstałego Stowarzyszenia Filmowców Śląskich. Czy w Pana opinie powinno zająć się Stowarzyszenie Filmowców Śląskich, jakie działania powinno prowadzić? Walka ze „zgniłym” systemem – uświadamianie ludziom, że warto inwestować nie tylko w nowe drogi i centra handlowe, ale również w lokalnych filmowców, bo za chwilę ich tu w ogóle nie będzie. A Śląsk stanie się, co najwyżej, zagłębiem taniej, filmowej siły roboczej.


Kręci się Filmy obecnie realizowane na Śląsku „Skaza niewinnych” To dramat obyczajowy Radosława Markiewicza opowiadający o Adamie, który przez 18 lat odsiadywał wyrok za zabójstwo ojca. Po wyjściu na wolność trafia do Barki, wspólnoty, w której przebywa jego młodszy, niepełnosprawny brat. Wyruszają w podróż, która nauczy ich jak być razem. Film oparty jest na prawdziwych historiach więźniów, odsiadujących długoletnie wyroki. W rolach głównych zobaczymy śląskiego aktora Kamila Katolika oraz amatora – Patryka Laksę, chorującego na porażenie mózgowe. Patryk jest głównym twórcą kabaretu Drzewo a Gada. Zdjęcia próbne odbyły się w lipcu 2013 r. Praca na planie rozpocznie się jesienią. Akcja filmu będzie się rozgrywać na Śląsku, w Bieszczadach oraz Strzelcach Opolskich. Producent filmu stara się o dofinansowanie ze Śląskiego Funduszu Filmowego. „Skaza niewinnych” jest kolejnym projektem reżysera Radosława Markiewicza nagradzanego między innymi na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz Era Nowa Horyzonty.

materiały 24MEDIA

REŻYSERIA i SCENARIUSZ: R. Markiewicz ZDJĘCIA: P. Płonka PRODUCENT: 24MEDIA, Kataraman, GFM

„Zbliżenia” To współczesny dramat psychologiczny opowiadający o sile rodzinnych więzi. Głównymi bohaterkami opowieści Magdaleny Piekorz i Wojciecha Kuczoka są tym razem matka i jej dorosła córka Marta. Młoda kobieta jest rzeźbiarką, ma kochającego męża Jacka i piękne mieszkanie z pracownią, a jednak nie potrafi być w pełni szczęśliwa. Długie lata, jakie spędziła z mamą pod jednym dachem, w domu z ogrodem, i świadomość, że mama wszystko jej poświęciła, sprawiają, że nie potrafi rozpocząć życia na własny rachunek. I mimo że każda wizyta u mamy kończy się praktycznie awanturą, Marta za każdym razem wraca pod rodzinny dach. Kobiety nie umieją żyć bez siebie, a każda większa rozłąka łączy się z cierpieniem. Tej sytuacji próbuje sprostać Jacek, który chce stworzyć z Martą prawdziwy dom... REŻYSERIA: M. Piekorz, SCENARIUSZ: M. Piekorz, W. Kuczok ZDJĘCIA: M. Koszałka PRODUCENT: Studio Filmowe „TOR”

Studio Filmowe „TOR”/ fot. Adam Golec

„Klub Włóczykijów” To komedia o Kornelu Kiwajło, który spędza wakacje jak większość dzisiejszych trzynastolatków – przed ekranem komputera, przeżywając wirtualne przygody w świecie gier komputerowych. Jednak nieoczekiwane pojawienie się zwariowanego wujka Dionizego, poszukiwacza skarbów, wprowadza zamęt w to poukładane życie i wciąga go w prawdziwą wakacyjną przygodę. Zanim ma czas się dobrze nad tym zastanowić, razem z wujkiem rusza w podróż, której nigdy nie zapomni – by odnaleźć skarb ukryty w czasie drugiej wojny światowej przez dziadka Hieronima. REŻYSERIA: T. Szafrański SCENARIUSZ inspirowany książką E. Niziurskiego: T. Szafrański ZDJĘCIA: M. Grabowski PRODUCENT: Domino Film/M. Domin

fot. Piotr Pizoń

11


VIA CINEMA  

Magazyn Stowarzyszenia Filmowców Śląskich

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you