Page 1

Szkoła Podstawowa Nr 114 z Oddziałami Integracyjnymi im. Jędrzeja Cierniaka w Warszawie

Nasze sukcesy


Szkoła Podstawowa Nr 114 z Oddziałami Integracyjnymi im. Jędrzeja Cierniaka w Warszawie

Nasze sukcesy Prace uczniów powstałe w roku szkolnym 2009/2010

Warszawa 2010


To pierwsza tego typu publikacja. KsiąŜka ta powstała jako efekt całorocznej pracy uczniów naszej szkoły, a takŜe nauczycieli, rodziców, jak teŜ wszystkich tych, którzy wspierają nasze dzieci w ich twórczych działaniach. Zebranie i ujednolicenie wszelkich wytworów naszych uczniów okazało się być niełatwym zadaniem, gdyŜ niezwykle róŜnorodna jest działalność twórcza dzieci. W niniejszej publikacji znalazły się wypowiedzi literackie takie jak: wiersze, opowiadania, recenzje, ale równieŜ prace plastyczne. Warto dać dzieciom szansę wypowiedzenia się we własnej formie, treści i stylu. Potrzeba być uwaŜnym odbiorcą, aby dostrzec prawdziwą wartość utajoną w niekiedy niezgrabnym zapisie. Działaniem zamierzonym było pozostawienie większości prac w niezmiennej formie, by oddać ich autentyczność i oryginalny styl. Niektóre prace brały udział w róŜnorodnych konkursach, za co teŜ zostały nagrodzone. Postanowiliśmy jednak zamieścić w tym zbiorze takŜe inne, a zarazem ciekawe wytwory naszych dzieci. Z pewnością ksiąŜka ta nie gromadzi ich wszystkich pomysłów twórczych. ZaleŜało nam jednak, aby uwiecznić to, co powstało, a z czego wszyscy powinniśmy być dumni. KaŜdy przejaw aktywnej działalności dzieci powinien spotkać się ze wsparciem ze strony nas – dorosłych. KaŜdy przejaw twórczości dziecka to jego mały sukces. Wychodząc naprzeciw tej potrzebie oddajemy w ręce rodziców, nauczycieli i samych dzieci niniejszą ksiąŜkę, która jest uwieńczeniem tego wszystkiego, co zrodziło się w trakcie roku szkolnego. Ośmieliliśmy się dać temu nazwę „Nasze sukcesy”.

Publikacja powstała z inicjatywy Rady Rodziców i Szkolnego Zespołu Wspierania Uczniów Uzdolnionych i Rozwijających Zainteresowania

Opracowanie: Agnieszka Białach Współpraca: Maria Lech Kamila Kamińska


Niezwykłe baloniki Inspiracją do napisania prac stał się happening zorganizowany w szkole 20 XI w ramach programu UNICEF Szkoła z prawami dziecka ROZDZIAŁ I

A tak to się zaczęło

Jestem małym niebieskim balonikiem, który razem ze swoim rodzeństwem mieszkał w foliowym woreczku, na sklepowej półce. Pewnego jesiennego dnia jakaś miła pani kupiła nas, włoŜyła do torby. A potem zasnąłem…. Obudziły mnie śmiechy i rozmowy dzieci. Rozejrzałem się dokoła, było bardzo kolorowo. Wszyscy moi bracia i siostry nabrali pięknych owalnych kształtów. Po chwili zorientowałem się, Ŝe ja teŜ jestem taki okrąglutki. - Ale wrzeszczą – mruknął mój zielony brat. - Głowa boli – dodała Ŝółta balonikowa siostra. - Hm… gdzie balonik ma głowę? – zastanawiałem się. Nagle dzieci uciszyły się, a jakaś dorosła osoba zaczęła coś opowiadać, pokazywać obrazki. UwaŜnie słuchałem, ale nie bardzo rozumiałem o czym mówiła. Słyszałem dziwne słowa: prawa dziecka, jakaś konwencja… Po chwili mała pyzata dziewczynka złapała mnie w ręce. Miała duŜe oczy, rumieńce na buzi, a kiedy uśmiechnęła się zauwaŜyłem, Ŝe nie ma przedniego zęba. Nagle grubym flamastrem zaczęła coś gryzmolić na moim brzuszku. AŜ jęknąłem ze strachu. Zamknąłem oczy, myślałem, Ŝe juŜ po mnie… Gdy je otworzyłem zobaczyłem piękne rozświetlone słońcem niebo. Frunąłem coraz wyŜej i wyŜej, poczułem się jak ptak. Obok mnie frunęli moi balonikowi bracia i siostry. Kiedy spojrzałem w dół zobaczyłem dzieci. Wśród nich była teŜ ta mała szczerbata-pyzata. Machała rękami i wołała do mnie: - Leć baloniku daleko! Pomachałem do niej wstąŜeczką i odfrunąłem. Leciałem coraz dalej i dalej…. Małgorzata Gorzelak, wychowawca klasy II b

ROZDZIAŁ II W pewnej chwili zobaczyłem dwóch chłopców: małego i duŜego. Większy coś mówił, wymachiwał rękami i miał bardzo groźną minę. Mniejszy patrzył na niego, marszczył czoło tak jak gdyby miał jakiś problem. ZbliŜyłem się do nich, aby posłuchać o czym mówią. - Nie bądź tchórzem – mówił większy – chcesz naleŜeć do naszej druŜyny?


- No tak… ale… – cicho powiedział mniejszy. - Albo przyniesiesz, albo moŜesz bawić tylko z maluchami – syczał groźnie większy, a potem z drwiną dodał – Maciusiu. I odszedł. Uf… odetchnąłem z ulgą. Wiatr dmuchnął, a ja sfrunąłem w dół i lekko upadłem na trawę. Maciek podszedł do mnie, wziął w ręce. Patrzył na mnie zdziwiony, ale jego buzia zaczęła powoli się rozjaśniać. - Masz….pra-wo….do…wła-snego ……zda-nia – czytał powoli chłopiec. No tak, mam prawo do własnego zdania. Nie muszę robić czegoś, czego według mnie nie powinienem. Nie potrzebuję kolegów, którzy namawiają mnie do złego. Jak dobrze baloniku, Ŝe do mnie przyleciałeś! Dziękuję… Małgorzata Gorzelak, wychowawca klasy II b

ROZDZIAŁ III A tymczasem zielony balonik leciał nad lasami i rzekami. Nagle spojrzał w dół i zobaczył, Ŝe na wielkim placu stoi duŜo ludzi. ObniŜył lot i zobaczył dzieci rozmawiające z jakimś waŜnym panem. ZniŜył się bardziej i usłyszał jak dzieci mówią do tego pana „burmistrzu”. A potem usłyszał jak dzieci proszą burmistrza o to, Ŝeby zrobił na osiedlu plac zabaw dla dzieci. Pan burmistrz tłumaczył dzieciom, Ŝe niestety nie moŜe zbudować placu zabaw, bo są inne waŜne inwestycje. Wtedy zielony balonik opadł mu pod nogi. Pan burmistrz podniósł go i przeczytał: „DZIECI MAJĄ PRAWO DO ZABAWY”. Zamyślił się i po chwili powiedział, Ŝe skoro nawet baloniki pomagają dzieciom to zbuduje ten plac zabaw. Zielony balonik ucieszył się i wesoło poszybował dalej. Weronika SkarŜyńska, klasa II b

ROZDZIAŁ IV A tymczasem czerwony balonik szybował wyŜej i wyŜej ku słońcu. Niebo wyglądało bajecznie, kolorowo. Nagle zaczął wiać silny wiatr, czerwony balonik zaczął tracić z oczu inne balony. Chciał z całych sił zostać z nimi, lecz wiatr był silniejszy. Przelatywał nad niejednym miastem, miasteczkiem i wsią. Podziwiał piękne ogrody, zieleń miejską i zapragnął znaleźć się w takim miejscu. Nieoczekiwanie zaczął lecieć coraz niŜej i niŜej, i niŜej… Wylądował na czymś kłującym, dlatego bał się ruszyć. Zobaczył obok krzewu stoi ławka, a na niej siedzi chłopiec, a obok jakaś pani. Chłopiec był szczupły, miał rude włosy oraz mnóstwo piegów na twarzy. Dziecko było smutne. Balonik nie był pewien czy widział łzy w niebieskich oczach rudzielca. Chłopczyk starał się przytulić do pani, lecz ta go odpychała.


- Mamo – odezwał się chłopiec - bardzo cię przepraszam, Ŝe byłem niegrzeczny. Postaram się, naprawdę się postaram… - Tyle razy obiecywałeś mi, Ŝe będziesz słuchać moich poleceń, lecz do tej pory nie mogę się doczekać spełnienia twojej obietnicy – kontynuowała dalej mama – Nie chcę mieć takiego syna, nie rozmawiam z tobą. Na szczupłej twarzy chłopca pojawił się jeszcze większy smutek, spuścił głowę. Obok balonika na drzewie usiadł ptak i zaczął głośno śpiewać. Dziecko podniosło głowę, a jego wzrok spoczął na baloniku. Z uśmiechem podszedł do róŜanego krzewu, na którym znalazł się czerwony balonik. Chłopiec wziął go w ręce i zaczął czytać: - MASZ PRAWO DO MIŁOŚCI – czytał – MASZ PRAWO WYRAśAĆ SWOJE MYŚLI I UCZUCIA. Mama bardzo się zdumiała, gdy usłyszała słowa wypowiedziane przez syna i powiedziała: - Dobrze zacznę traktować cię w inny sposób, będę słuchać co do mnie mówisz, troszczyć się o ciebie. Lecz ty równieŜ będziesz się starał. Kobieta przytuliła do siebie syna, który przytulając się do mamy puścił wstąŜkę balonika. Chłopiec zobaczył jak balonik oddala się od niego i pomyślał: - Jakie miałem ogromne szczęście, Ŝe odwiedził mnie ten balonik. Niech leci, moŜe znajdzie jakieś inne dziecko, któremu pomoŜe. Paulina Sprycha, klasa II b

ROZDZIAŁ V A tymczasem granatowy balonik poszybował najwyŜej i najdalej z całego balonikowego rodzeństwa. Ten podniebny posłaniec pragnął dotrzeć do najdalszych części świata, zobaczyć jak Ŝyją dzieci na innych kontynentach. Uświadomić im jakie mają prawa. Wędrując nad Afryką zauwaŜył, Ŝe są tam kraje jak np. Uganda, w którym wiele dzieci nie moŜe się uczyć, bo brakuje tam pieniędzy na budowę szkół. Brakuje teŜ nauczycieli. Wielu ludzi w tym kraju nie potrafi czytać ani pisać. Balonik powiedział im o tym, Ŝe mają PRAWO DO EDUKACJI, a obowiązkiem ludzi z krajów lepiej rozwiniętych jest im w tym pomóc. W swojej podróŜy widział teŜ kraje, gdzie dzieci zmuszane są do cięŜkiej pracy, często ponad ich siły. Aby zarobić na jedzenie pracują w kamieniołomach, kopalniach i gospodarstwach. Przypomniał im, Ŝe mają PRAWO DO ZABAWY oraz PRAWO DO ODPOCZYNKU, a zapewnienie im wyŜywienia to obowiązek rodziców i opiekunów. Ze smutkiem spostrzegł jak wiele dzieci na wszystkich kontynentach jest krzywdzonych i poniŜanych przez dorosłych. Opowiedział o bardzo waŜnym dla nich prawie jakim jest OCHRONA PRZED PRZEMOCĄ. Zwiedziwszy całą Ziemię nasz granatowy balonik wzbił się jeszcze wyŜej i wyŜej w stronę słońca z nadzieją, Ŝe świat dorosłych zrozumie to kolorowe


balonikowe przesłanie i Ŝe wszystkie dzieci będą miały prawo do prawdziwego i szczęśliwego dzieciństwa. Jaś Andrzejewski, klasa II b

ROZDZIAŁ VI A tymczasem róŜowy balonik upadł obok krzaków i usłyszał rozmowę dwóch dziewczynek – Oli i Izy. - Przyjdziesz do mnie dzisiaj po południu Olu? - Nie mogę, bo muszę się przygotować do jutrzejszych lekcji, posprzątać swój pokój, iść na lekcję tańca i na lekcję gry na fortepianie. Chciałabym teŜ odpocząć… Nagle zawiał wiatr i róŜowy balonik wpadł w ręce Oli. - MASZ PRAWO DO ODPOCZYNKU – przeczytała Ola. Właśnie! Dziękuję ci baloniku, tak naprawdę nie lubię gry na fortepianie i muszę o tym powiedzieć rodzicom. Wiktoria Ludwig, klasa II b

ROZDZIAŁ VII A tymczasem fioletowy balonik cieszył się , Ŝe juŜ nie słyszy wrzasków dzieci. Nagle zawiał silny wiatr. Balonik wpadł do klasy w szkole. W sali siedziała tylko jedna dziewczynka- Ala. Miała rude warkoczyki i piegi na nosie. Nagle do klasy wbiegła grupka dzieci. Zaczęli krzyczeć: - Rudzielec! Wiewióra! Piegus! Ala rozpłakała się, a dzieci krzyczały jeszcze głośniej: - Beksa! Mazgaj! Dziewczynka zacisnęła mocno oczy, Ŝeby łzy nie wypływały, ale one płynęły po policzkach jedna za drugą. Po chwili hałas ucichł. Ala zobaczyła turlający się po podłodze fioletowy balonik. Przeczytała napis: MASZ PRAWO DO IMIENIA I NAZWISKA. - Mam na imię Ala, a nie Rudzielec. Nie muszę zgadzać się na to, aby inni mnie przezywali. Uśmiechnęła się. Mateusz Redo, klasa II b

ROZDZIAŁ VIII A tymczasem pomarańczowy balonik porwany wiatrem poleciał do góry. Po długim locie wylądował na balkonie i przyglądał się co się dzieje za oknem w pokoju. A tam, tato szarpał swoje dziecko i krzyczał na nie. Mama stała obok i teŜ krzyczała. Małe dziecko stało przestraszone i płakało. Balonik zdenerwował się jak nigdy dotąd i uderzył z całej siły w szybę. Odbił się i upadł na balkon. ZauwaŜył go tato. Wyszedł na balkon, wziął go do ręki i przeczytał


napisane na nim zdanie: MASZ PRAWO DO WYCHOWANIA BEZ PRZEMOCY. Zdziwił się i zastanowił. A potem zaniósł balonik do pokoju pokazał swojej Ŝonie. Obojgu zrobiło się bardzo wstyd. PrzecieŜ chcą jak najlepiej wychować swoje dziecko. Są dorośli. A potem cała trójka usiadła i balonik słuchał jak rozmawiają. A kiedy odfruwał, wszyscy siedzieli przytuleni. Krzyś BoŜym, klasa II b

ROZDZIAŁ IX A tymczasem Ŝółty balonik, a właściwie balonikowa siostra, leciała nad placem zabaw. Postanowiła się tam zatrzymać. Na placu zabaw bawiła się grupka dzieci. Lepili babki z piasku. Obok stała smutna dziewczynka. Dzieci nie bawiły się z nią. MoŜe zapomniały zaprosić ją do wspólnej zabawy, a moŜe nie chciały? Balonikowa siostra upadła obok dziewczynki. A ta bardzo się ucieszyła widząc ją. Podniosła z ziemi i literując przeczytała napis na jej Ŝółtym brzuszku: MASZ PRAWO DO ZABAWY. - No tak – pomyślała i zaczęła podrzucać balonik. Po chwili podeszły do niej dzieci i zapytały czy mogą się z nią pobawić. Bez chwili namysłu zgodziła się i wnet cały plac rozbrzmiewał śmiechem bawiących się wspólne wszystkich dzieci. Marta Jagielska, klasa II b

ROZDZIAŁ X A tymczasem błękitny balonik leciał nad dachami domów. Oglądał świat jakiego jeszcze nie widział. - Ach jaki świat jest piękny – pomyślał. Po jakimś czasie, powoli zaczął opadać w dół. Rozejrzał się i stwierdził, Ŝe jestem na boisku szkolnym, z którego wyruszył w swoją wielką podróŜ. Po chwili podbiegły dzieci. Zaczęły mu się przyglądać i czytały to co miał napisane na brzuszku: - MASZ PRAWO DO MARZEŃ. Potem słyszał jak rozmawiają o róŜnych waŜnych sprawach. Nagle powiał wiatr i uniósł balonik do góry. I wtedy zaczęła się zabawa! Wesoło podskakiwał z rąk do rąk. Zabawa była wspaniała, miło jest widzieć roześmiane i szczęśliwe buzie dzieci. Agata Milewska, klasa II b


Okładka i fragment ksiąŜki „Poprawa Romana”, autor: Patrycja Gawrysiak, klasa III d


Okładka i fragmenty ksiąŜki „Wesołe cyferki”, autor: Paulina Snopek, klasa I a


Okładka i fragment ksiąŜki „Zaczarowany patyk”, autor: Julia Snopek klasa I a


Wycinanka ludowa, wyk. Weronika Pych, klasa I a

Wycinanka ludowa, wyk. Julia Grabowska, klasa I b


Wycinanka Ludowa, autor: Amelia Gruza, klasa 0 d

Wycinanka Ludowa, autorzy: Wiktoria Ludwig, Kamila Pytka, klasa II b


Historia niebieskiego balonika Jestem niebieskim balonikiem. Podczas Dnia Ochrony Praw Dziecka zostałem wraz z moimi przyjaciółmi wypuszczony przez dzieci ze Szkoły Podstawowej Nr 114. Mnie wypuścił w powietrze chłopiec, który ma na imię Karol i jest uczniem klasy trzeciej. Razem z innymi balonikami wznosiliśmy się do góry coraz wyŜej i wyŜej. Z góry widzieliśmy domy, pola i lasy. Było nam bardzo przyjemnie, kiedy to delikatny wietrzyk niósł nas wysoko nad ziemią. Wtem słońce skryło się za wielką, ciemną chmurą. Troszkę się przeraziliśmy gdyŜ ta chmura zaczęła ciskać pioruny. Wiatr wiał teraz coraz szybciej i szybciej, a z nieba zaczął padać ulewny deszcz. Pod wpływem deszczu musieliśmy zniŜyć swój lot i teraz lecieliśmy tuŜ nad ziemią. Niestety na ziemi rośnie duŜo krzewów i nasze tasiemki wplątały się w gałązki tych krzewów. Wiatr, który bardzo wiał rzucał nami we wszystkie strony. Byliśmy bardzo wyczerpani tą ulewą. Po jakimś czasie pogoda zaczęła się poprawić deszcz przestał padać i wiatr ucichł, ale my nadał byliśmy uwięzieni na krzaku dzikiej róŜy. JuŜ zaczynaliśmy się martwić, Ŝe na nim pozostaniemy, gdy zdarzyło się coś niespodziewanego. OtóŜ obok naszego krzaczka przechodziła dziewczynka, która spostrzegła baloniki zaplątane w gałązki. Postanowiła, Ŝe pozbiera wszystkie baloniki i zaniesie do swojej szkoły. Mnie równieŜ zabrała ze sobą, a Ŝe byłem niebieściutki jak niebo postanowiła, Ŝe mnie zachowa dla siebie. W klasie dzieci odczytały zapisane na balonikach prawa dziecka oraz imiona dzieci, które te prawa zapisały. Zastanawiały się teŜ jak wyglądają. Dzieci z tej szkoły umieściły baloniki na honorowym miejscu, Ŝeby przypominały o prawach dzieci na całe kuli ziemskiej. Karol Piotrowski, klasa III a


Historia kropli wody Jestem kropelką wody. Wraz z innymi kroplami mieszkam w chmurce. Pewnego dnia chmurka zrobiła się strasznie cięŜka i spadłam na ziemie. Szybko wsiąkłam i znalazłam się w podziemnym źródełku. Źródełko było bardzo zimne i czyste. Przepływałam przez róŜne skałki i kamyczki. Nagle, jakaś siła wypchnęła mnie w górę i znalazłam się w górskim strumyku. śwawo płynęłam pośród górskich szlaków. Wpadłam do Dunajca, potem do Wisły i zamierzałam odbyć podróŜ przez Polskę do morza. Wtem coś mnie wessało. Okazało się, Ŝe jestem w wielkiej rurze, która płynęłam przez oczyszczalnie. W pewnym momencie wprost z kranu wpadłam do butelki. Dziewczynka zakręciła korek w butelce, w której byłam uwięziona, wsadziłam butelkę do plecaka, zrobiło się ciemno i nie wiedziałam co się ze mną dalej stanie. Po jakimś czasie ujrzałam światło, znalazłam się na kocyku na plaŜy! Przez ścianki butelki tęsknie patrzyłam na Bałtyk. Jak się tam dostać? - myślałam. Dziewczynka wylała mnie razem z innymi kropelkami do kolorowego kubeczka. JuŜ myślałam, Ŝe zostanę połknięta, lecz nad kubeczkiem zaczęła krąŜyć osa. Przestraszona dziewczynka szybko machała rękoma, potrąciła kubek, który potoczył się do morza. Byłam wolna! Płynęłam w dal ku następnym przygodom. Ewa Bułatowicz, klasa III a


Kosmiczna podróŜ Pewnego wieczoru wyszłam na spacer. Miałam zebrać kilka kasztanów, a moŜe całą siatkę. Ubrałam ciepłą kurtkę, szalik, czapkę, rękawiczki i buty. Wyszłam na dwór z niewielką reklamówką na kasztany. Szłam małą dróŜką prowadzącą do centrum parku. Jest! - wykrzyknęłam znajdując pierwszego kasztana i szłam dalej. Po chwili znalazłam drugiego, trzeciego, czwartego, piątego i szóstego kasztana! Bardzo się zdziwiłam, Ŝe znalazłam ich aŜ tyle, poniewaŜ myślałam, Ŝe dzieci juŜ wszystkie wyzbierały. Kasztany były dziwnie ustawione, jakby ktoś je dla mnie zostawił. Gdy szłam zbierając jeden za drugim, zauwaŜyłam, Ŝe chyba dokądś prowadzą. Nagle upadłam! Siatka z kasztanami wypadła mi z reki, a ja poczułam, Ŝe się unoszę. Nic nie widziałam, nie mogłam otworzyć oczu. Znów znienacka oślepił mnie blask. Był okropnie jaskrawy. Gdy odzyskałam wzrok ujrzałam ciemne pomieszczenie, a przede mną stał zielony stworek, który miał antenki zamiast uszu! Stworek wziął mnie za rękę i zaprowadził na jakieś schody. Okropnie się przestraszyłam. Uspokajałam się myślą, Ŝe to tylko sen, z którego nie mogę się obudzić. Szłam za stworkiem ciemnym korytarzem. W końcu znalazłam się przed Ŝelaznymi i ogromnymi drzwiami. Otworzyły się. Trzęsąc się ze strachu, powoli weszłam do pomieszczenia i o mało nie zemdlałam z zachwytu. W pomieszczeniu znajdowały się konsole. Wszystkie błyszczały, a na nich było pełno małych kolorowych guziczków. Było tam przepięknie! Przy konsolach było duŜo krzesełek. Na tych krzesełkach siedziały ufoludki. Tylko dwa krzesełka były puste. Wtem usłyszałam dziwny głos: Witaj, jestem ufoludkiem i mam na imię Marski, a ty jak się nazywasz? Nazywam się Ewa - wyjąkałam. Chodź, zabieramy Cię na naszą planetę Uflandię i oprowadzimy cię po niej, zgoda? Zgoda - odpowiedziałam i podekscytowana usadowiłam się na krzesełku, a obok mnie na drugim usiadł Marski. Zapięłam pas, który był przyczepiony do krzesełka i statek ruszył. W czasie lotu widziałam kilka planet naszego Układu


Słonecznego. Zatrzymaliśmy się i wysiedliśmy ze statku. Uflandia była przepiękna. Razem z Marsikiem zwiedzałam jego dom, który kształtem przypominał rakietę. Z zewnątrz był niebiesko - zielonkawy, a w środku jego sufit był granatowy z małymi świecącymi gwiazdkami, przez co wyglądał jak kosmos. Razem poszliśmy do cyrku, później do Z00, w którym pierwszy raz w Ŝyciu widziałam latające owce, następnie poszliśmy do parku. W parku w Uflandii teŜ są kasztany, podobne do tych na Ziemi. RóŜnią się jednak barwą. W Uflandii kasztany są we wszystkich kolorach tęczy. Uflandia była bardzo podobna do Ziemi, tylko tu było bardziej kolorowo i parę rzeczy się róŜniło od tych na Ziemi, np. domy. Na pamiątkę pobytu w Uflandii wzięłam ze sobą kilka kolorowych kasztanów, a od Marsika dostałam jego zdjęcie. Weszliśmy razem na statek i Marsik zawiózł mnie z powrotem do domu. Po chwili byliśmy w parku na Ziemi. śegnaj Maksiku! - poŜegnałam się z nim. śegnaj Ewo! odpowiedział Marsik, wszedł na statek i odleciał. Wpatrywałam się w niebo dopóki mały punkcik nie zniknął mi z oczu. Ruszyłam do domu. Poszłam do swojego pokoju i długo wspominałam tę kosmiczna podróŜ oglądając kolorowe kasztany i zdjęcie Marsika. Nigdy nie zapomnę tej niesamowitej przygody.

Ewa Bułatowicz, klasa III a


Leśna przygoda Rósł piękny, olbrzymi las. Zielono w nim było, cieniście i bezpiecznie, toteŜ zwierzęta z dalekich stron wędrowały, Ŝeby w nim zamieszkać. śyły tu chmary wesołego ptactwa, Ŝyły teŜ sarny, dziki, jelenie. Zwierzęta miały w lesie swoje domy i kryjówki i czuły się nich bezpieczne. Las dawał im poŜywienie i ochłodę przed gorącym słońcem. Pewnego dnia do lasu przyjechali ludzie. Na polanie rozłoŜyli koce i kosze pełne jedzenia. Zwierzęta patrzyły z daleka zaciekawione, ale bały się podejść do ludzi. Gdy zrobiło się ciemno ludzie wsiedli do auta i odjechali, ale pozostawili po sobie resztki jedzenia, papierki, puszki i szklane butelki. Następnego dnia promienie słoneczne spadające na butelkę spowodowały poŜar. Wiejący wiatr przeniósł ogień na rosnące w lesie drzewa. PrzeraŜone zwierzęta uciekały w popłochu ze swoich domów i kryjówek. Duszący i czarny dym spowodował, Ŝe przestraszone nie potrafiły znaleźć drogi ucieczki z płonącego lasu. Przechodzący nieopodal ludzie zauwaŜyli poŜar. Wezwali straŜ poŜarną, która długo walczyła z szalejącym ogniem. Po ugaszeniu poŜaru okazało się, Ŝe wiele zwierząt straciło Ŝycie. Jedne zostały spalone, inne udusił dym. Zwierzęta straciły przez poŜar swoje domy i kryjówki a ptaki gniazda, które uwiły na gałęziach drzew. Z pięknego, olbrzymiego lasu pozostała spalona trawa i zczerniałe kawałki drzew. JuŜ nie było w nim zielono, cieniście i bezpiecznie a zwierzęta nie mogły tu zamieszkać. Dlatego na nas, ludziach spoczywa obowiązek dbania o lasy, które są naturalnym środowiskiem Ŝycia dla wielu zwierząt i ptak6w. Nie moŜemy palić w lesie ognisk, papierosów, wyrzucać do niego śmieci, plastykowych i szklanych butelek, puszek oraz niepotrzebnych sprzętów. O lasy musimy dbać takŜe dla naszego dobra, poniewaŜ lasy to zielone płuca Ziemi, bez nich Ŝycie na Ziemi zginie. Krzysztof Chmielewski, klasa III a


Moja wymarzona wycieczka rowerowa Razem z rodzicami wybrałam się na wycieczkę rowerową Sprawdziliśmy stan techniczny rowerów, przygotowaliśmy jedzenie i wyruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy górskim wąwozem. Słońce mocno grzało. Widać było Ŝe pogoda zrobiła się juŜ wiosenna. Wokoło rosły łany krokusów, niezapominajek i dmuchawców. PrzejaŜdŜka była długa i przyjemna. Gdy rodzice ujrzeli małą piękną polane, zatrzymaliśmy się. Zsiedliśmy z rowerów i zaczęliśmy rozkładać zestaw piknikowy, składający się z kosza z pysznościami oraz koca. Usadowiliśmy się na skraju polanki i zaczęliśmy zajadać, podziwiając piękno przyrody. Wtem usłyszeliśmy szmery.

Gdy nasłuchiwaliśmy nagle z lasu

wyszły trzy sarenki. Byliśmy bardzo cicho, aby ich nie spłoszyć. Zwierzęta podeszły bliŜej. Przyglądały się nam z zaciekawieniem. Miały brązowe, lśniące futerka. Były przepiękne. Przez chwilę pasły się spokojnie na tej polance. Gdy zniknęły w cieniu drzew zaczęliśmy się pakować. Wracając pojechaliśmy na pyszne lody śmietankowo – brzoskwiniowe. Nigdy nie zapomnę tej wycieczki. Ewa Bułatowicz, klasa III a


Taniec leśnych duchów Rósł piękny olbrzymi las. Zielono w nim było cieniście i bezpiecznie, toteŜ zwierzęta z dalekich stron wędrowały, Ŝeby w nim zamieszkać. śyły tu chmary wesołego ptactwa, Ŝyły teŜ sarny, dziki, jelenie. Las był pełen zieleni, a zwierzęta miały jedzenia do syta. Na jednej z leśnych polan harcerze postanowili zbudować swój obóz. Praca była cięŜka i męcząca. Po całym dniu pracy, wszyscy usiedli przy ognisku. Był piękny, ciepły czerwcowy wieczór. Wszyscy śpiewali piosenki oraz piekli kiełbaski i ziemniaki. Mateusz, zmęczony po całym dniu zasnął przy ognisku, oparty o konar drzewa. Nagle delikatny wietrzyk musnął policzek Mateusza. Powoli otworzył oczy. Wokoło gęsty las rozświetlała księŜycowa łuna. Obok niego spał pod drzewem skulony w kłębek Maciek. Chłopiec usiadł i rozejrzał się wokoło. Nie dostrzegł nic niepokojącego dlatego ukrył się z powrotem pod konarem. JuŜ miał zamknąć oczy, gdy coś bardzo szybko przebiegło miedzy drzewami naprzeciw niego. Dostrzegł tylko ciemną sylwetkę. Nie była większa od dorosłego człowieka. Mateusz przez dłuŜszy czas przyglądał się temu miejscu. Zastanowiło go, co to moŜe być. Na pewno nie człowiek. Nie mogąc znaleźć rozsądnej odpowiedzi zlekcewaŜył sprawę. JuŜ miał zasnąć, gdy kolejna istota przemknęła w ciemnościach. Chłopiec poderwał się. Po chwili jeszcze dwie postacie pojawiły się i równie szybko znikły. - Co jest? - pomyślał. NałoŜył ciepłą bluzę, wziął latarkę i poszedł w tamtym kierunku. Odkrył ścieŜkę wydeptana przez zwierzęta. W blasku księŜyca na wąskim pasie gołej ziemi zobaczył dziwne wgłębienia, niepodobne do znanych mu tropów. Przyjrzał się im ze zdumieniem odkrył, Ŝe to ślady ludzkie. Palce i część stopy. Ślady zmierzały w głąb lasu, tam - gdzie nie dociera blask księŜyca. PodąŜył za nimi. Szedł spokojnie przez leśną gęstwinę. Co jakiś czas spoglądał za siebie, czy aby


jedna z tych dziwnych istot nie zbliŜa się. Ślady pojawiały się w dość duŜych odstępach. Było to zastanawiające, gdyŜ nikt o wzroście człowieka nie byłby w stanie wykonać tak długich kroków. Chyba, Ŝe skacząc niczym baletnica, ale kto by zdołał wykonać na raz tyle skoków? Nikt. Nagle Mateusz poczuł dotknięcie na prawej kostce. Spojrzał. Jego nogę oplatał cienki korzeń drzewa podobny do weta. Z kaŜdą sekundą ucisk stawał się coraz silniejszy. Chłopiec noŜykiem, który miał przy pasku próbował odciąć korzeń owijający się wokół jego nogi. W końcu udało się. Korzeń znikł. W tej samej chwili do uszu Mateusza dobiegł dziwny dźwięk. Była to melodia. Bardzo cicha, dochodząca z głębi ciemnego lasu. Przypominała szmer. Chłopiec poczuł ogromną chęć pójścia tam, skąd dochodziła. Nie dlatego, by sprawdzić co to jest, ale po prostu dotrzeć tam, skąd dochodziła. Ruszył w głąb ciemnego lasu. Teraz juŜ nie szedł po dziwnych śladach. W głębi czuł, Ŝe tajemnicze istoty podąŜały za nim w stronę melodii. Ni stad ni zowąd wokół jego pasa owinął się kolejny korzeń, tym razem grubszy. Jednocześnie gałąź wytrąciła mu z ręki noŜyk. Mateuszowi przeszła przez głowę myśl, Ŝe drzewa chcą go powstrzymać od pójścia dalej w głąb, do źródła melodii. Lecz ona go wołała i musiał za nią iść. Złapał korzeń, mocno, obiema rekami. Po chwili nie było po nim śladu. Im dalej szedł, tym tajemnicze dźwięki stawały się coraz głośniejsze. Z czasem przestały być szmerem.

Przekształciły się w prawdziwy śpiew, nie wiadomo przez kogo

wykonywany. Pieśń oczarowała Mateusza. Wypuścił z ręki latarkę, którą oświetlał drogę. Latarka upadła na ziemię i zgasła. Mimo to szedł dalej. Nic nie było w stanie go zatrzymać.. W końcu dotarł do skraju rozległej doliny. To, co zobaczył, zdumiało go całkowicie. Na środku zielonej polany paliło się wielkie ognisko. Płomienie dorównywały wysokością drzewom. Nad nimi wisiał wielki, okrągły księŜyc. Dookoła ognia krąŜyły ciemne istoty, które Mateusz widział wcześniej. Były ich dziesiątki. Poruszały się z gracją, zgodnie z rytmem pieśni. Mateusz nie mógł dostrzec źródła ognia. - A moŜe to ogień śpiewa - pomyślał.


Nagle pieśń ustala. Mateusz poczuł się, jakby wyrwano go z bardzo głębokiego snu. Spojrzał na ognisko. Postacie stary wokół niego i wpatrywały się w ogień. Teraz chłopiec mógł się im spokojnie przyjrzeć. Wyglądem przypominały piękne nimfy. Przyglądając się im, chłopiec przypominał sobie liczne opowieści i bajki o dzieciach lasu oraz elfach. KaŜda z tych istot miała coś z obecnych na polanie postaci. Czym mogły być? Gdy nad tym się zastanowił, przypomniał sobie o jeszcze innej legendarnej postaci - duchu leśnym. Raz w Ŝyciu słyszał tę opowieść i niewiele z niej pamiętał, poza opisem zjawy. Wedle niej była to kobieta o sile męŜczyzny. Cechowała ją ogromna szybkość i bezszelestne ruchy. Wszystko idealnie pasowało do stworzeń wokół ogniska. Nagle znów rozbrzmiał śpiew, lecz odmienny od poprzedniego. Przypominał zawodzenie. Niskie tony zawodzenia dudniły w uszach Mateusza. W końcu nie wytrzymał i upadł, uderzając twarzą o ziemię. Obudził go szelest i potworny bó1 głowy. Prawa strona twarzy była opuchnięta i lekko zakrwawiona. Gdy z trudem podniósł powieki, zobaczył falującą koronę liści na tle rozjaśnionego nieba. Poderwał się nie zwaŜając na bó1. Stał pod tym samym drzewem, pod którym połoŜył się poprzedniego wieczoru. Obok spokojnie spał Maciek. Przed oczyma przemknęły mu wydarzenia minionej nocy. Jaki to był dziwny sen – pomyślał. Po chwili uświadomił sobie, Ŝe to wszystko - taniec duchów, śpiew ognia działo się naprawdę. Dobrze je pamiętał, więc nie mógł być to nocny koszmar. Ruszył w stronę ścieŜki. Choć przyglądał się uwaŜnie, nie znalazł Ŝadnych ś1adów. Pewnie zostały zatarte. NiezraŜony ruszył w stronę, gdzie poprowadziły go w nocy. Szedł pewnie. Pamiętał, Ŝe wówczas przez cały czas podąŜał prosto. Pamiętał równieŜ o atakujących go drzewach i co jakiś czas rozglądał się. Za dnia las wyglądał o wiele bezpieczniej, ale i tak budził grozę. Idąc rozmyślał co mogło wydarzyć się po tym, gdy stracił przytomność. Zapewne duchy odstawiły go na miejsce i zatarły ślady. Najwidoczniej nie chciały, aby ktokolwiek poznał ich zwyczaje. Do polany dotarł bez przeszkód. Na samym jej środku widniał krąg szarej ziemi. Mateusz ostroŜnie zszedł do niego i przyjrzał


się uwaŜnie. Początkowo nie znalazł nic co mogło świadczyć o tym, Ŝe w tym miejscu, poprzedniej nocy paliło się ognisko. Po chwili jednak dostrzegł małe wgłębienia na skraju kręgu. ZbliŜył się do nich. Jego oczom ukazał się odcisk przedniej części stopy. No i ten ból twarzy. Teraz miał całkowitą pewność, Ŝe nocne wydarzenia nie były snem. Zatarł ślady i ruszył z powrotem. Gdy wracał towarzyszył mu szelest liści na drzewach, chociaŜ powietrze stało bez ruchu. Szelest był głośny jak krzyki oburzonych ludzi. W pewnym momencie chłopiec stanął. Spojrzał na korony drzew. - Nie wrzeszczcie. Nikomu nie powiem - rzekł i poszedł.

Mateusz Jaranowski, klasa III a


Leśna przygoda Pewnego lata, kiedy byłam u dziadków na wakacjach, dziadek, moja siostra cioteczna Dominika i ja postanowiliśmy wybrać się na grzyby. Wstaliśmy wczesnym rankiem, wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy do lasu połoŜonego niedaleko wioski. Pobliski las jest bardzo duŜy, rosną w nim drzewa liściaste i iglaste, są jeŜyny, maliny i jagody. W kilku miejscach są porozstawiane drewniane budki z sianem. Dziadek powiedział nam, Ŝe są to paśniki, do których zimą zwierzęta przychodzą się najeść. W lesie było bardzo cicho, ćwierkały tylko ptaszki i w oddali słychać było stukanie dzięcioła. Poszukując grzybów dziadek udzielał nam wskazówek gdzie je znaleźć. Dowiedziałyśmy się, Ŝe grzyby rosną najczęściej w pobliŜu drzew i są ukryte pod liśćmi. Chodząc tak po lesie poczułyśmy zmęczenie, rozbolały nas nogi, więc postanowiłyśmy usiąść gdzieś i odpocząć. Dominika znalazła małe wniesienie, na którym przysiadła, a ja usiadłam na pniu drzewa. Po chwili Dominika zaczęła się strasznie wiercić i drapać. ZauwaŜyłyśmy, Ŝe po mojej kuzynce chodzą małe robaczki. Zaczęłyśmy krzyczeć·, wtedy przybiegł dziadek i pomógł nam postrącać robaczki z Dominiki. Okazało się, Ŝe te robaczki to mrówki. Ja miałam na głowie chusteczkę. Dziadek zdjął mi ją i połoŜył na mrowisku. Mrówki szybciutko chodziły po niej, a po chwili dziadek wziął chusteczkę, otrzepał ją i dał nam powąchać. Poczułyśmy piękny zapach. WłoŜyłam chusteczkę do kieszeni, dziadek zabrał koszyk z grzybami i wróciliśmy do domu. Gdy byliśmy juŜ na miejscu opowiedzieliśmy wszystkim co się nam przytrafiło. Cała rodzina śmiała się z Dominiki, a jej mama powiedziała, Ŝe ma córkę gapę. Ja przypomniałam sobie o chusteczce, wyjęłam ją z kieszeni i dałam wszystkim do powąchania. Całej rodzinie podobał się ten zapach. Nasza wycieczka do lasu była bardzo wesoła i ciekawa. Na pewno pozostanie na długo w naszej pamięci. Wiktoria Kossewska, klasa III a


PoŜar w lesie Rósł piękny, olbrzymi las. Zielono w nim było, cieniście i bezpiecznie, toteŜ zwierzęta z dalekich stron wędrowały, Ŝeby w nim zamieszkać. śyły tu chmary wesołego ptactwa, Ŝyły teŜ sarny, dziki, jelenie. Pewnego razu do lasu przyszli ludzie. Byli to bardzo źle wychowani, poniewaŜ łamali gałęzie drzew i rzucali wszędzie śmieci. Jeden z nich rzucił na ziemię szklaną butelkę. Po trzech godzinach ludzie poszli, ale po sobie nie posprzątali. Słońce mocno grzało, a szklana butelka zapaliła się i wywołała poŜar. Dorosłe osobniki zwierząt uciekły, lecz stare i młode nie zdąŜyły uciec i spaliły się. Krasnoludki mieszkające w lesie próbowały ugasiły ogień, ale były za małe aby ugasić taki wielki poŜar. Wtedy olbrzymi grzyb Pantaleon powiedział: „Nie martwcie się, przyjaciele!” Machnął kilka razy kapeluszem i po chwili rozszalała się burza. Ale ogień był ogromny i ulewa nie dawała sobie rady z takim wielkim Ŝywiołem. Wtedy Pantalon rozpętał taką burze, Ŝe po godzinie poŜar został ugaszony, bo na pomoc przyjechała teŜ straŜ poŜarna. Niestety, las został spalony. Ludzie odszukali tych chuliganów, których Śmieci były przyczyną poŜaru i surowo ich ukarali. Wielu krasnoludków zostało poparzonych. Najstarszy wiekiem krasnal powiedział: „Bardzo ci dziękujemy Pantaleonie za uratowanie Ŝycia.” Pantaleon odpowiedział: „To był dar dla was za wierną przyjaźń.” Pokiwał kapeluszem na wszystkie strony i wyrosły drzewa. Potem uronił kilka łez, z których wyrosły nowe grzyby. Zwierzęta wróciły do lasu. Następnego dnia las znowu tętnił Ŝyciem. I wszystko było jak dawniej. Marcin Nasiadka, klasa III a


Zuzia i pies We wsi, za małym miasteczkiem, przy piaszczystej drodze stał stary dom. Mieszkał w nim pewien staruszek. Mieszkaniec domu nie chciał, aby ktokolwiek kręcił się w jego pobliŜu. DuŜy i groźny pies słuŜył człowiekowi aby odstraszać mieszkańców miasteczka. Niektórzy ludzie z miasteczka przychodzili w odwiedziny do staruszka, ale szybko się zniechęcili, poniewaŜ gdy tylko ujrzeli psa ogarnął ich strach. Pewnego dnia, do miasteczka przeprowadziła się rodzina z małą dziewczynką. Dziewczynka nazywała się Zuzia. Od czasu zamieszkania w nowym miejscu, poznała duŜo przyjaciół. Minęła wiosna, za nią lato, aŜ w końcu nadeszła jesień, a wraz z nią Halloween. To święto jest zwykle obchodzone w Ameryce, ale w tym miasteczku takŜe. Wieczorem, w Halloween, Zuzia przebrała się za czarodziejkę i zaczęła prosić sąsiadów o cukierki. Gdy obeszła juŜ wszystkie domy, mimo ostrzeŜeń kolegów wykazała się duŜą odwagą i poszła za miasto. Zobaczyła dom. Pobiegła w jego kierunku i zapukała do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Czekała jeszcze chwile, gdy nagle poczuła coś na nodze. Odwróciła się i zobaczyła psa. Przestraszyła się, ale pies o dziwo nic jej nie zrobił. Nie warknął nawet, choć wszystkich innych odstraszał, tak jak staruszek mu kazał. Dziewczynka zaczęła go głaskać. Od tej pory przychodziła codziennie wieczorem, by staruszek jej nie zobaczył. Wtedy głaskała psa, bawiła się z nim i dawała smakołyki. Kochała go w przeciwieństwie do jego właściciela. W pewien wietrzny dzień przyszła jak zwykle, otworzyła furtkę, weszła do ogrodu podeszła do psa i zaczęła go głaskać. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Stał w nich starszy pan z groźną miną i ruszył w stronę dziecka, widząc, Ŝe głaszcze ono psa, a ten zadowolony merda ogonem. Na szczęście Zuzi udało się uciec, ale stary człowiek przywiązał psa łańcuchem do budy


chcąc, aby pies nauczył się tego, Ŝe ma wyganiać wszystkich ludzi. Zabezpieczył takŜe furtkę, i przez to Zuzia nie mogła juŜ wchodzić do pieska, do ogrodu. Minęło kilka miesięcy. Dziewczynka tęskniła bardzo za psem, a pies za dziewczynką. Pewnego dnia, piesek poczuł się taki samotny, Ŝe udało mu się zerwać łańcuch i jednym susem przeskoczył przez płot. Zaczął biec w kierunku miasta, a dalej poprowadził go węch. Trafił to domu dziewczynki. Zaczął drapać drzwi pazurami. Tata Zuzi obudził się, słysząc hałas. Zszedł na dół poniewaŜ dom był dwupiętrowy. Mama takŜe się obudziła i zeszła na dół. Otworzyli drzwi i zobaczyli psa. Zuzię obudził krzyk mamy widzącej w swoim domu ogromne zwierze. Dziecko zeszło do rodziców i zobaczyło swojego ulubieńca. Zuzanna opowiedziała o tym jak przychodziła do psa i o staruszku, który ją na tych wizytach przyłapał. Rodzice zgodzili się zatrzymać psa do rana. Następnego dnia wszyscy razem poszli do starszego pana. Staruszek nie chciał rozmawiać, ale w końcu dał się namówić. Zrozumiał, Ŝe źle traktował psa, nastawiając go przeciwko ludziom. Mama i tata Zuzi zgodzili się, aby pies zamieszkał u nich. Staruszek po wielu prośbach teŜ się zgodził. Dziewczynka nareszcie miała własnego psa. Od razu pojechała z rodzicami po zakupy dla pieska. Nazwała go Bari. Stał się jej najlepszym przyjacielem na całe Ŝycie. Staruszek nadal mieszkał w starym domu przy piaszczystej drodze, lecz jedna rzecz się zmieniła. Jego serce. Nie było juŜ skamieniałe tak jak wcześniej. Stało się dobre. JuŜ nikogo nie wyganiał ze swojego domu, wręcz przeciwnie polubił towarzystwo innych ludzi. Zuzia z Barim bardzo często go odwiedzała.

Ewa Bułatowicz, klasa III a


Za czasów Mieszka I Czasy, w których Ŝyjemy są bardzo ciekawe. Przeszłość naszego kraju jest równieŜ interesująca i warta poznania. Pewnego dnia udałam się wehikułem czasu na podgrodzie zamieszkane przez poddanych księcia Mieszka I. Wylądowałam przed małą chatą. Zapukałam. Drzwi otworzyła mi młoda kobieta. Powitała mnie serdecznie i wpuściła do środka. W chacie było duŜo półek, na których stary piękne dzbany, miski i wazony. Znajdował się tam takŜe piec, ale nie elektryczny tylko starodawny. ZauwaŜyłam teŜ jakby, małą piaskownice, ale w niej znajdowała się glina. Odnalazłam teŜ wzrokiem krzesło oraz koło garncarskie. W tej chacie mieszkali garncarze. Kobieta, która otworzyła mi drzwi miała na imię Diana, jej mąŜ Karol, a ich córka była w moim wieku i miała na imię Jagódka. Pozwolili mi ulepić coś z gliny. Zabrałam się do tego z ochotą. Postanowiłam uformować wazonik. Jagódka powiedziała mi jak to zrobić. Na początek nabrałam łopatą trochę gliny. Zaniosłam ją na koło garncarskie, usiadłam na krześle, zaczęłam formować wazon rękami, a nogami kręciłam kołem. Początkowo nieźle mi to szło, ale później wazon się przekrzywił. Próbowałam naprawić swój błąd, ale było juŜ za późno. Cały wazon wylądował na mojej twarzy! Jednak przy drugiej próbie wyszedł mi zgrabny wazonik. Diana włoŜyła go do pieca. Gdy się wypalił, ozdobiłam go. KaŜdy wziął swój gliniany przedmiot i poszliśmy na targ. Było tam

mnóstwo

ludzi

wymieniających

towary.

Rodzina

rozeszła

się

w poszukiwaniu ładnych rzeczy, więc i ja to uczyniłam. Zobaczyłam pana stawiającego właśnie swój stolik. Wymieniliśmy się. Ja dostałam piękne, małe, owalne lusterko z delikatnymi, błękitnymi ramkami, a on mój wazonik. Wraz z lusterkiem wracałam do domu garncarzy. Nadchodził wieczór. W domu juŜ na mnie czekali. Diana miała nowe czerwone korale, Jagódka róŜową haftowaną chusteczkę, a Karol do domu przyniósł kurczaka, którego właśnie wyjmował z pieca. Ktoś zapukał do drzwi. Był to ich sąsiad piekarz. Przyniósł do domu


pachnący, świeŜy chleb. Zasiedliśmy do kolacji. Jedzenie było pyszne. Sąsiad rodziny garncarzy opowiadał mi o swojej pracy - wypiekaniu chlebów, bułeczek i rogalików - oraz ogrodzie i księciu, do którego kuchni co dzień rano dostarczał chleb. Po wieczerzy pora była wracać do domu. PoŜegnałam się i wsiadłam do mojego wehikułu. Tego dnia dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. śycie poddanych księcia Mieszka było interesujące, ale nasze jest ciekawsze. Nigdy nie zapomnę tej przygody, a nawet jeśli, przypomni mi o niej moje lusterko. Ewa Bułatowicz, klasa III a


Eko-maskotka lalka o imieniu „Śmieciuszka”, wyk. Magdalena Wyrobek, Klaudia Nowicka, Karolina Karkowska, Paulina Gryz, klasa III d


Eko-maskotka sowa „Pan Sówson”, wyk. Tymoteusz Tymków, Alicja Kapuścińska, Maja Tkaczyk, Radosław Relidzyński, klasa III d

Eko-maskotka myszka „Mini”, wyk. Natalia Czapska, Karolina Skórska, Dawid Walewski, klasa III d, Daniel Czerniejewski, klasa III a


Eko-maskotka „Kotek Leszek”, wyk. Patrycja Gawrysiak, Natalia Kulpińska, Maja Kowalczyk, Karolina Binka, Katarzyna Dolecka, Aleksandra Larwa , klasa III d

Eko-maskotka „Wombat”, wyk. Zuzanna Mielniczuk, Marta Chacińska, Wiktoria Markowska, Anna Jakubiak, klasa III


Eko-maskotka czołg „Śmieć 2000”, wyk. Adam Bielecki, Piotr Wierzejski, Tomasz Kowalski, Adrian Bartosiak, Krystian Gogolewski, klasa III d

Eko-maskotka laleczka „Lola”, wyk. Daria Raczkowska, klasa II d, Natalia Wójcik, Aleksandra Jaszczak, klasa III a


Puszka mała Pewna, jedna puszka mała Strasznie dziś narozrabiała. Widziała gdzieś wysypiska, A trafiła do schroniska

Tam zwierzęta rozgadane Mówiły coś o tapczanie. Myśli sobie puszeczka - Pójdę spać do łóŜeczka.

Na tapczanie pełno dzieci. Mówią-Idź na wysypisko śmieci! Wszystko znów od nowa leci, A puszka juŜ nie lubi dzieci. Karolina Bińka, klasa III d

Sprzątamy świat Wiosna piękna jest z natury, Lecz dzień staje się ponury, Gdy na dworze mnóstwo śmieci. Dzieci, dzieci, Weźcie siatek kilka, Pozbierajcie śmieci, A na koniec krzyczcie dzieci: - Ziemia wolna jest od śmieci!!! Lena Rudnicka, klasa III d


Papierki po cukierkach Dzieci lubią jeść cukierki. Po cukierkach są papierki. Trzeba je wyrzucić sprawnie, aby wokół było ładnie. Karolina Bińka, klasa III d

Góra śmieci Była sobie góra śmieci. To jest pewnie sprawka dzieci. Trzeba zanieść gdzieś te śmieci, bo się staną straszne rzeczy. Karolina Bińka, klasa III d

Segregacja śmieci Pod Twoim oknem Na klatce schodowej Stoją pojemniki: śółte i czerwone, Czasem teŜ białe, A czasem niebieskie. Wrzucamy do nich plastik, Szkło i tekturę, Bo tak recykling Ratuje naturę. Lena Rudnicka, klasa III d


Las Ten las jest jak wielki śmieć, A ja śmieciom mówię – precz! Śmieci mu zatkały nos, Starszy pan gładzi wąs. Las chce snuć swe opowieści, Lecz dokładnej nie zna treści. Treść mu zakrył wielki śmieć, No i wszystkim mówi –Cześć! Dzieci pozbierały śmieci, Las snuje swe opowieści I dokładnie zna juŜ treści, KaŜdemu dziś mówi –cześć! A my krzyczmy –Śmieci precz!!!

Morał z tej historii Brzmi jak następuje: Zbierajcie śmieci – - To naturę ratuje. Lena Rudnicka, klasa III d


Tęcza Jest coś takiego na świecie, Jak tęcza. Jeden jej kolor spokoju doda, Drugi radością się cieszy. Lecz są i takie kolory na świecie, Które pałają zazdrością, wściekłością I tych się musimy wystrzegać! Bo kaŜdy człowiek ma serce dobre, Które ze złem powinno wygrywać. Nie zawsze niestety tak jest. Wiadomo, to przecieŜ Ŝycie. Jednak na świecie teŜ wiele jest dobra Tylko musimy je odkryć. To bardzo trudne zadanie, Ale razem na pewno odnajdziemy rozwiązanie! Ewa Bułatowicz, klasa III a


Jesień w lesie Jesień kolorowa w lesie się chowa tam, gdzie drzewa, gdzie kasztanowce tam, gdzie kasztany i gdzie jałowce . Tak po prostu idzie po lesie i ludziom grzybki niesie. Tam prawdziwek, tam kozaczek a dla ciebie jest maślaczek. Dla rodziców lemoniada i miłego listopada ! Karolina Tatarczuk, klasa III a


Nic tu nie moŜna robić W tym domu to nic robić nie moŜna. Ani jeść ryb z roŜna, Ani grać w piłkę noŜną, Ani powiedzieć coś głośno. Nie moŜna chodzić po dachu, Bo mamie narobi to strachu. Grać w rzutki teŜ się tu nie da, Bo za głośno stukają, Gdy się tylko leciutko odbijają. Nie moŜna teŜ jeździć na hulajnodze, Bo potem tata na mnie patrzy srodze. Odbijać balony, Bo jak wrzucę na głowę komuś niechcący, To, to się źle skończy. I tego wszystkiego nie moŜna robić w duŜym pokoju. A ja tam bardzo przebywać lubię i robić Te wszystkie ciekawe rzeczy, Bo w moim pokoju jest strasznie samotnie! Ech, co za Ŝycie! Niech to gęś kopnie! Ewa Bułatowicz, klasa III a


Okładka ksiąŜki „Leśni przyjaciele”, autor: Magdalena Wyrobek, klasa III d

Okładka ksiąŜki „Wiersze ekologiczne”, autor: Zuzanna Mielniczuk, klasa III c


Okładka ksiąŜki „JakŜe piękna jest przyroda polska”, autor: Anna Adamczuk, klasa III a

Okładka ksiąŜki „śycie lasu”, autor: Karolina Bińka, klasa III d


Okładka i fragment ksiąŜki „Trudna Decyzja”, autor: Aleksandra Larwa, klasa III d


Okładka ksiąŜki „Dziubek na gigancie”, autor: Krzysztof Kazała, klasa VI d

Okładka ksiąŜki „Po przygodę”, autor: Krzysztof Kazała, klasa VI d


Projekt okładki do ksiąŜki, autor: Johana Sawanaka, klasa III a

Projekt okładki do ksiąŜki, autor: Karolina Tatarczuk, klasa III a

Projekt okładki do ksiąŜki, autor: Klaudia Basta, klasa III a


Okładka ksiąŜki „Przygody Miki”, autorzy: Paulina Zboina, klasa IV b, Konrad Zboina, klasa I b

Fragmenty ksiąŜki „ Od deski do deski”, autorzy: Alicja Wielgopolan, Ewa Bułatowicz, klasa III a


„4½ przyjaciela i skandal na święcie szkoły” Joachim Friedrich Kalle to zwykły chłopiec, który załoŜył „Biuro Detektywistyczne Kalle i Spółka”, do którego naleŜą Friedhelm, Stefka oraz Karsten zwany przez przyjaciół Rzodkiewką. PoniewaŜ Kalle ogląda duŜo kryminałów, bardzo przejął się nowiną, Ŝe niedługo jest święto szkoły. Wychowawca spółki Kalle`go, pan Siegfried Schlütter (zwany przez uczniów „Big Siggi”), wybiera się ze swoją klasą do lasu, aby go uprzątnąć ze śmieci na święto szkoły. Według Kalle’go gleba lasu

jest zanieczyszczona pod wpływem śmieci.

Chłopiec próbuje dowieść, Ŝe nauczyciele na swoich działkach teŜ mogą mieć skaŜoną ziemię. Najbardziej podejrzewa nauczycieli, którzy są pewni, Ŝe miejsce, w którym mieszkają jest zupełnie czyste. Na początku Kalle nie chciał powiedzieć przyjaciołom, jaki jest jego plan, więc koledzy uznali, Ŝe to NA PEWNO zły znak. Polecam tę ksiąŜkę, poniewaŜ jest ciekawa. Jeśli chcesz dowiedzieć się o tym, co przeŜywali Kalle, Friedhelm, Stefka i Rzodkiewka, musisz KONIECZNIE przeczytać ksiąŜkę ,,4 1/2 przyjaciela i skandal na święcie szkoły”.

Alicja Wielgopolan klasa III a


„Malutka Czarownica” Otfried Preussler Bohaterką ksiąŜki jest tytułowa Malutka Czarownica. Bohaterka ma przyjaciela kruka Abrakrasa. Pewnego wieczoru, w Noc Walpurgii, Malutka Czarownica postanawia wybrać się na święto, chociaŜ starsze Czarownice surowo jej tego zabraniały, poniewaŜ uwaŜały, Ŝe jest jeszcze za młoda by świętować. Czarownica poleciała na miotle na górę Blocksperg, gdzie odbywało się święto. Niestety czarownice ją przyłapały i zaprowadziły do NajwaŜniejszej Czarownicy, która ukarała Malutką Czarownicę zabierając jej miotłę. Przez to bohaterka musiała wracać do domu na piechotę przez trzy dni i trzy noce. NajwaŜniejsza Czarownica oznajmiła Malutkiej Czarownicy, Ŝe dzień przed następną Nocą Walpurgii ma stawić się na egzamin z magii oraz przez kolejny rok ma stać się dobrą czarownicą. Czy Malutka Czarownica da sobie radę z egzaminem? Czy zostanie dobrą czarownicą? Czy wszystko się dobrze skończy? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w ksiąŜce pt. ,,Malutka Czarownica”. Koniecznie sięgnijcie po tę ciekawą ksiąŜkę i odkryjcie przygody Malutkiej Czarownicy! Ewa Bułatowicz klasa III a


„Mikołajek i inne chłopaki” Sempe i Gościnny „Mikołajek i inne chłopaki ” to kolejna część z serii ksiąŜek o zwariowanym chłopcu- Mikołajku. W tej ksiąŜce są opisane jego przygody, np. przygoda z zabawą w camping. Chłopcy mieli namiot z kocy, patyki jako śledzie, udawane jedzenie (z wyjątkiem Ŝarłocznego Alcista, który zawsze ma przy sobie kanapkę lub słodką bułeczkę). Wszystko to przemieniło się we wspaniałą zabawę za pomocą wyobraźni i niesamowitej fantazji Mikołajka i jego kolegów. Mogą przeczytać tę ksiąŜkę wszystkie osoby, które lubią się pośmiać. Koniecznie przeczytajcie i sięgnijcie po następne części z tej serii! Zapewniam, Ŝe nie będą one gorsze od tej! Alicja Wielgopolan klasa III a


„Wakacje z duchami” Adam Bahdaj Ostatnio czytałam ksiąŜkę pt. " Wakacje z duchami". Przewracając juŜ pierwsze strony ksiąŜki, bardzo zainteresowałam się przygodami bohaterów i od razu się w niej zakochałam. KsiąŜka ta opowiada o trójce chłopców, którzy spędzali wakacje u cioci jednego z nich, w leśniczówce. W pierwszych dniach wakacji chłopcy zakładają klub detektywów i zyskują pierwsze prawdziwe zadanie. Okazuje się, Ŝe na pobliskim zamku straszy. Chłopcy postanawiają odkryć tajemniczą zagadkę duchów. Zadania, które wykonują są trudne i czasami chłopcy są przeraŜeni, ale dzięki odwadze nie dają za wygraną. Polecam tę ksiąŜkę WSZYSTKIM, bez wyjątku!!!!! Koniecznie musicie poznać Perełkę, Paragona oraz MandŜarego i razem z nimi przeŜyć niesamowite przygody !!! Ewa Bułatowicz, klasa III a


Wycieczka do Gazety Wyborczej Dnia 28 września moja klasa spotkała się o godz. 7:50 przed szkołą, Ŝeby potem pojechać do siedziby ,,Gazety Wyborczej''. Kiedy byliśmy juŜ na miejscu, wyszedł do nas pan, który był naszym przewodnikiem po całym budynku. Zaprowadził on nas do sali, w której mieliśmy obejrzeć film na temat ,,Jak powstaje Gazeta Wyborcza”. Następnie usiedliśmy na wyznaczonych miejscach i rozpoczęła się projekcja, w czasie której z

zainteresowaniem

śledziliśmy jak redagowana jest gazeta i przez kogo. Film był bardzo ciekawy i pouczający. Po projekcji wyszliśmy z sali, a przewodnik prowadząc nas opowiadał o róŜnych ciekawych rzeczach. Potem weszliśmy do działu, w którym robione są zdjęcia do gazety. Dowiedzieliśmy się jakie zdjęcia moŜna wstawić do pisma, a jakich nie. Następnie udaliśmy się do działu, w którym powstaje ,,Gazeta Wyborcza”. Tam na kartkach zaznaczone były błędy i poprawki. Puste kartki oznaczały, Ŝe będą tam jakieś reklamy. Wszystko oglądaliśmy z zainteresowaniem. To bardzo ciekawe miejsce. Na koniec kaŜdy z nas został obdarowany przez przewodnika kompletem pięciu ksiąŜek. Była to seria ładnie wydanych przewodników pt. „Rośliny i zwierzęta”. Piękne, kolorowe rysunki i ciekawy sposób opisu zachęcają do czytania. Format kieszonkowy, umoŜliwia nam zabranie ksiąŜki ze sobą wszędzie. Po wyjściu z budynku udaliśmy się na przystanek autobusowy, skąd wróciliśmy do szkoły. Następnie poŜegnaliśmy się z panią i rozeszliśmy do domów. Wycieczka bardzo mi się podobała. Była ciekawa, wszyscy wrócili do szkoły zadowoleni.

Natalia Goluch, klasa VI d


Wyjazd patriotyczny do Gryfina Uczniowie z klas szóstych: Małgorzata Kudelska, Karolina Przywoźna, Izabela Podgrudna, Michał Gorzelak, Krzysztof Niedbalski, uczestniczyli z pocztem sztandarowym szkoły w patriotycznym trzydniowym wyjeździe do Gryfina n/Odrą. Celem wyjazdu był udział reprezentacji naszej szkoły i innych uczniów z Dzielnicy

Targówek w uroczystościach z okazji 350. rocznicy

przemarszu wojsk Hetmana Stefana Czarnieckiego. Obchody odbyły się w Gryfinie 30 listopada 2009 r.

Wyjazd widziany oczami naszego ucznia: 29 listopada 2009 r. wyruszyliśmy o godzinie 7:00 spod Urzędu Dzielnicy Targówek w Warszawie. Po kilku godzinach dojechaliśmy do Torunia. Tam oglądaliśmy seans filmowym w Planetarium oraz kupiliśmy pierniki. Po wizycie w Planetarium pojechaliśmy na kolację, a następnie do motelu Saga w Gryfinie. Następnego dnia obudziliśmy się o 7:00. Pojechaliśmy do Gimnazjum im. Olimpijczyków Polskich w Gryfinie. Wszystkich zgromadzonych

powitał

Przewodniczący

Rady

Miasta.

Wysłuchaliśmy

przemówień oraz wykładu historycznego. Po wykładzie pojechaliśmy do kościoła w Gryfinie gdzie było uroczyste odsłonięcie tablicy Hetmana Stefana Czarnieckiego. W uroczystości tej brały udział sekcje Pocztów Sztandarowych szkół dzielnicy Targówek. Liturgii przewodniczył Arcybiskup Andrzej Dzięga, Metropolita Szczecińsko - Kamieński. Wieczorem zwiedzaliśmy Szczecin. Noc spędziliśmy w schronisku młodzieŜowym. Pierwszego grudnia wyjechaliśmy do Warszawy. Po drodze zwiedziliśmy Katedrę Gnieźnieńską oraz jej podziemia. W Gnieźnie zjedliśmy obiad i ruszyliśmy dalej. Około godziny 23:00 dotarliśmy do Warszawy.


Wycieczka podobała mi się, choć była bardzo męcząca, gdyŜ duŜo czasu spędziliśmy w autokarze. Dzięki niej miałem okazję zobaczyć miejsca, w których do tej pory nie byłem oraz zdobyć więcej informacji o postaci historycznej Hetmanie Stefanie Czarnieckim. Michał Gorzelak, klasa VI d


Mój przyjaciel Pimpek Rozdział 1 Początek znajomości i … Cześć jestem chomikiem i nazywam się Pimpek. Nie wiem czy wszystkie chomiki tak się nazywają ale mnie nadano właśnie takie imię, a stało się to tak… Mieszkałem sobie razem z moimi siostrami i braćmi w wielkim akwarium, które znajdowało się w sklepie zoologicznym. Mieliśmy tam kilka kolorowych domków, w których mieszkaliśmy. Było bardzo ciasno, ale teŜ bardzo cieplutko. śyliśmy tak sobie leniwie do dnia , kiedy w sklepie pojawiła się dziewczynka ze swoją mamą i stanęły obok naszego akwarium. Proszę bardzo nie pytać mnie dlaczego, ale zaraz teŜ sobie pomyślałem, Ŝe coś się wydarzy. Nie musiałem wcale długo czekać, bo dosłownie za małą krótką chwileczkę, pan, który codziennie przynosił nam jedzenie wyjął mnie z akwarium i jednocześnie usłyszałem: - Czy to na pewno ma być ten? - Tak, mamusiu, ten i Ŝaden inny! Proszę Cię bardzo, kup mi go, kup! – Dlaczego ona tak dziwnie wrzeszczy? Czy ona ma tak zawsze? – Jak się później dowiedziałem zawsze w ten sposób okazywała radości i im bardziej dziko wrzeszczała tym się bardziej się cieszyła. - Dobrze – odpowiedziała ta większa pani, ale pamiętaj musisz się nim zajmować, dawać mu jedzenie i wodę oraz sprzątać klatkę. To będzie twój obowiązek. -Dobrze, mamusiu, dodrze, tak będę właśnie się nim zajmować, tylko proszę cię juŜ go kupmy i zawieźmy do domu. Do jakiego domu ? – pomyślałem, przecieŜ ja właśnie jestem w domu. Oooo, wystraszyłem się nie na Ŝarty! Co teraz będzie??? Uwierzcie mi, gdyby chomiki mogły płakać, chyba właśnie bym to zrobił. Potem juŜ tylko nastąpiły chwile, które były raz wesołe, raz smutne ale od tego właśnie momentu zaczęło się Ŝycie, o którym jeszcze nie marzyłem ….. Ten krótki moment, kiedy sprzedawca włoŜył mnie do kartonika z dziurkami nie wspominam zbyt miło. Było tam jakoś dziwnie, nic nie widziałem, przez te dziurki, trzęsło strasznie i jeszcze straszniejsze było to, Ŝe nie wiedziałem co będzie dalej. Było mi bardzo smutno, poczułem się bardzo, ale to bardzo samotny. Nie pamiętam za dobrze co było dalej, aŜ do chwili, kiedy znalazłem się w duŜej klatce, a dziewczynka wrzeszcząca dziko powiedziała : To jest twój nowy domek, prawda, Ŝe śliczny. Zobaczysz będę się tobą zajmować i będzie ci dobrze z nami. Wiem, Ŝe mi nie uwierzycie, ale mówiła to tak spokojnie i czule, Ŝe ja uwierzyłem jej zaraz.


W moim nowy domku, wszystko było duŜe – trzy piętra do zamieszkania (szkoda, Ŝe jestem sam, bo tu zmieściło by się naprawdę sporo chomiczków), ogromna karuzela – Karuzela !!! – juhu – ale fajnie, wskoczyłem, na nią szybciutko i zacząłem biec i biec, ale fajnie. O jak się cieszyłem, juŜ nie było mi smutno. Dziewczynka, codziennie przynosiła mi ziarenka, wodę i mój nowy rarytasek – marcheweczkę. Rozdział 2 … początek marzeń o wolności … Pewnego dnia, poczułem się jednak bardzo samotny – taki jeden malutki w wielkiej klatce. I właśnie w tej chwili po raz pierwszy pomyłam o ucieczce. Ale jak to zrobić? Zacząłem kombinować. Chyba nie ma innej moŜliwości, jak przecisnąć się przez dwa szczebelki. Tak teŜ próbowałem zrobić, ale nie dało rady. Zacząłem więc inaczej. Podciągnąłem się trochę wyŜej, tam była trochę większa szpara, najpierw spróbowałem włoŜyć głowę – przeszła. Reszta była juŜ prosta, byłem wolny – dobrze, ale co dalej. Wtedy teŜ, przypomniałem sobie opowieści mojej mamy i o tym o czym od tamtej pory marzyłem: o wysokiej trawie, kłosach, i zboŜu, o głębokich korytarzach i norach, w których mieszkają chomiki. Całą wiosnę i lato zbierają pokarm w swoje policzki z pól i przenoszą je do spiŜarni. Dzięki niemu mogą przeŜyć całą zimę. Zapragnąłem się tam znaleźć. Pobiegłem prosto i zobaczyłem panią, która na mój widok zaczęła krzyczeć i wskoczyła na stołek. Przez ten krzyk zapomniałem przez chwilę po co tu stałem i o swoim planie ucieczki. Ze strachu schowałem się za szafkę. Było tam ciemno i nie przypominało to mojego domku-pola. Spędziłem tam kilka dni i strasznie zgłodniałem. Chodziłem tak sobie bez celu po tym nowym korytarzu, który w niczym nie przypominał korytarza z opowieści May i nie było tam Ŝadnych spiŜarni. Po chwili poczułem swój ulubiony zapach – marchewka. Pomyślałem – jestem w domu, znaleźli mnie. Potem było juŜ jak we śnie, jakaś pani złapała mnie, a po chwili znalazłem się w mojej pięknej wielkiej klatce z wielką karuzelą i suchutkim siankiem. Nawet nie wiecie jak się za nim stęskniłem i za dziewczynką teŜ. Siedziała potem długo obok mojej klatki i mówiła: - AleŜ martwiłam się o ciebie. Dwa dni cię szukałam, juŜ myślałem, Ŝe uciekłeś z domu i nigdy cię nie znajdę. Proszę cię, więcej mi tak nie rób. Zrobiło mi się wtedy tak milutko, Ŝe nie umiem wam tego opowiedzieć. Postanowiłem juŜ nigdy nie uciekać. Niestety nie udało mi się to, bo po jakimś czasie dziewczynka, która zajmowała się mną przeniosła klatkę w inne miejsce, a ja poczułem świeŜe powietrze i zapach młodej trawy. Obudziła się we mnie moja chomicza natura. Ale o tym opowiem wam w nowym rozdziale. Iga Jakoniuk, klasa IV a


Pamiątka z wakacji Jestem szarym nadmorskim kamieniem, twardym i często niechcący kopanym przez ludzi. Myślałem, Ŝe w moim kamiennym Ŝyciu nie wydarzy się nic, co mogłoby je zmienić. Pewnego dnia wiał tak silny wiatr, Ŝe przeturlał mnie na sam brzeg wydmy. Wystarczył tylko centymetr, abym spadł na plaŜę. Nadchodził wieczór. Zasnąłem. Kiedy słońce wstało, leŜałem na mokrym piasku. Co chwila morska fala moczyła mnie i odpływała. To była całkiem śmieszna zabawa. Próbowałem uciekać, ale fala wygrywała. Pomyślałem, Ŝe na pierwszej fali przeturlam się do morza, a druga juŜ mnie nigdzie nie popchnie, poniewaŜ będę pływał po wodzie. Ale zacząłem się topić. Na szczęście fala dopchnęła mnie z powrotem do brzegu. W tym czasie po plaŜy biegł jakiś chłopiec. Zatrzymał się, gdy mnie zobaczył i wziął do ręki. Nie wiedziałem, co się dzieje i co się ze mną stanie. Po długim biegu plaŜą chłopiec wsiadł do zaparkowanego nieopodal samochodu. Jechaliśmy długo i nagle przeczytałem na ulicy tabliczkę z napisem: Warszawa. W swoim domu chłopiec połoŜył mnie na półce obok innych skarbów. Były tam rozmaite rzeczy: breloczki, muszelki, pocztówki, zdjęcia, szklane kulki i ja, kamyczek. Zrobiło mi się trochę smutno, Ŝe ja taki szary, a one kolorowe. Ale zapytano mnie, jak się nazywam. Powiedziałem: Kamyczek. Wszyscy się ze mną przywitali i okazało się, Ŝe ten chłopiec, który mnie tu połoŜył jest kolekcjonerem pamiątek. Teraz wszystko jasne! Jestem wyjątkowym kamieniem!

Adam Gołaszewski, klasa IV c


Wakacyjna miłość Karol, jest juŜ prawie dorosły, ma przecieŜ 16 lat. Zaczęły się wakacje. Miał zupełnie inne plany, ale nieoczekiwany wyjazd taty zupełnie je pokrzyŜował. Rodzice zadecydowali, Ŝe Karol musi jechać do cioci nad morze. Z ciocią mieszkały jej dwie córki : Kasia i Iwona. Siostry interesowały się tylko modą, ciuszkami i muzyką. Karol zastanawiał się, jak długo jest w stanie wytrzymać w towarzystwie kuzynek. Dziewczyny, bardzo ucieszyły się z jego przyjazdu, a Karol tylko utwierdził się w przekonaniu, Ŝe od ostatniego spotkania w ubiegłym roku, nic nie zmieniło się. Dni płynęły leniwie, chodził na plaŜę z siostrami, kąpał się i musiał wysłuchiwać ich ciągłego paplania. Od pierwszych dni wakacji, czekał juŜ na ich zakończenie. Pewnego dnia na morzu pojawiła się mała Ŝaglówka, która szybko płynęła w stronę brzegu. Kasia i Iwona pomachały w stronę Ŝeglarza. Łódź przybiła do brzegu, a marynarz okazał się być dziewczyną.

Mirka jak przedstawiły ją

siostry, była ich koleŜanką ze szkoły. Wyglądała powaŜniej od dziewczyn, a jej strój bardziej przypominał chłopięcy niŜ dziewczęcy. Zaprosiła całe towarzystwo na krótki rejs, w czasie którego okazała się być dobrym Ŝeglarzem a przy tym małomównym. CóŜ za odmiana. Od tego dnia Karol wpraszał się na rejsy, odpoczywając od kuzynek. Tak naprawdę dopiero teraz miał okazję poczuć smak Ŝeglowania, a biegłość Mirki w sztuce Ŝeglarskiej bardzo mu imponowała. Był takŜe pod duŜym wraŜeniem postawy Mirki, gdy pewnego razu na morzu rozpętała się burza. Zachowanie Mirki, pozwoliło im na bezpieczny powrót do brzegu. Z Mirką zaczął spędzać coraz więcej czasu. Wspólne wycieczki i długie rozmowy pozwoliły Karolowi bliŜej poznać Mirkę, była nie tylko świetną Ŝeglarką ale i mądrą dziewczyną. Karol dostrzegł nawet, Ŝe

Mirka

jest

ładna,

a

przecieŜ

dotychczas

tego

nie

zauwaŜał.

Zostali przyjaciółmi, a po pewnym czasie Karol i Mirka poczuli, Ŝe jest to moŜe


nawet coś więcej. śadne z nich nie chciałoby się do tego przyznać przed drugim. I oto nagle nadszedł koniec wakacji. PoŜegnanie było jakieś drętwe. Cześć! Do zobaczenia! Uścisk dłoni. Po powrocie do domu, Karol czuł jakąś tęsknotę za tym co przeŜył w wakacje. Intensywne zajęcia w szkole, nie uwalniały go od wspominania. Uzmysłowił sobie wreszcie, Ŝe tak naprawdę tęskni za Mirką, bo w tych wakacyjnych wspomnieniach, to ona była najwaŜniejsza. Zrozumiał, Ŝe to co go spotkało, to prawdziwe uczucie, które nazwać moŜe jedynie miłością. Maciej Dregiel, klasa VI d


Prawdziwa miłość Przykładem prawdziwej miłości są moi dziadkowie, Lidia i Witold. Poznali

się

prawie

sześćdziesiąt

lat

temu

w

Zawodowej

Szkole

Zegarmistrzowskiej w Warszawie. Dziadek juŜ pierwszego dnia zwrócił uwagę na szczupłą dziewczynę z długim, grubym, blond warkoczem. Po kilku dniach zorientował się, Ŝe ta dziewczyna, o imieniu Lidka podoba się równieŜ innym kolegom. Pomimo ciągłych starań Witka, Lidzia nie wykazywała szczególnego zainteresowania jego osobą. Jej szczerość i sympatia powodowały, Ŝe była lubiana zarówno przez kolegów jak i koleŜanki. Po zajęciach często spędzali razem czas. Oczywiście dziadek zawsze był w pobliŜu. W tych czasach, kiedy to Warszawa nadal była odbudowywana po wojnie, kierownicy zakładów pracy zatrudniali młodzieŜ bezpośrednio po ukończeniu szkoły. W tej sytuacji szczęście Witkowi równieŜ sprzyjało. Sześć osób z ich szkoły dostało zatrudnienie w nowo powstałym Zakładzie Mechaniki Precyzyjnej w Błoniu. Wśród nich był on i Lidzia, chociaŜ na róŜnych wydziałach. NajwaŜniejsze dla niego było to, Ŝe codziennie będzie mógł się z nią widywać, a nawet razem dojeŜdŜać. Niestety po roku dziadek dostał wezwanie do wojska. Przez te trzydzieści miesięcy w Podoficerskiej Szkole Lotniczej często towarzyszyła mu myśl, czy po powrocie ma szanse być razem z osobą, o której nie moŜe przestać myśleć. Po zakończeniu słuŜby wojskowej kontynuował pracę w zakładzie w Błoniu. Wróciły codzienne wspólne dojazdy. Coraz częściej spędzali razem czas. Lidka zaczęła się zastanawiać dlaczego to właśnie on, chociaŜ wcale nie jest tak towarzyski i przystojny, jak niektórzy inni koledzy. Miał w sobie to coś, co spowodowało, Ŝe po kilku latach jego starań, pewnego dnia usłyszał słowo „tak”.


Szczęśliwi narzeczeni w Wielkanocny Poniedziałek, w obecności księdza złoŜyli sobie przysięgę. Po roku przyszła na świat córka, a po trzech latach druga. Lidzia zwolniła się z pracy i zajęła wychowywaniem dzieci. Witek nadal dojeŜdŜał do Błonia. Z powodu znacznej odległości podróŜ zajmowała duŜo czasu, a to wiązało się z późnymi powrotami do domu. Aby móc więcej „chwil” poświęcić rodzinie, kochający tata znalazł pracę w Warszawie. Niedługo będzie pięćdziesiąt lat jak są ze sobą na dobre i złe. Nie zawsze było łatwo. Oprócz dni pięknych i słonecznych pojawiały się zimne i deszczowe. Pomimo róŜnych spojrzeń i poglądów na pewne sprawy zawsze znajdują kompromis. Dziś chociaŜ są w podeszłym wieku wiedzą, Ŝe mogą w kaŜdej sytuacji liczyć na wzajemne wsparcie i pomoc. Gdy wspominają szkolne lata, śmieją się z tamtych dni. Paulina Lipińska, klasa VI d


Śpiący Królewicz Dawno temu, za sześcioma górami, pięcioma rzekami i dwoma lasami, w pięknym ale trochę starym zamku, Ŝyła szczęśliwa para królewska: Król i Królowa (a jakŜeby inaczej?). Od swoich kolegów i koleŜanek po fachu róŜnili się tym właśnie, Ŝe byli szczęśliwi, a takŜe mieli dwóch synów – Księcia i Królewicza. Obaj chłopcy byli bardzo przystojni i bardzo zdolni – starszy, siedemnastoletni KsiąŜę, miał niespotykany talent rzeźbiarski. Cały pałac był zaśmiecony jego dziełami, głównie przedstawiającymi jego dziewczynę, Czerwonego Kapturka. Ośmioletni Królewicz był wirtuozem skrzypiec. Miał swojego prywatnego nauczyciela gry na tym właśnie instrumencie. Mistrz – bo tak nauczyciel miał na imię - na początku przychodził do chłopca cztery razy w tygodniu, ale ostatnio ograniczył swoje wizyty do trzech razy, czasami dwóch. Król uwaŜał, Ŝe staruszek jest juŜ po prostu zmęczony Ŝyciem i nieustannym poprawianiem swojego podopiecznego, ale Królowa miała inne zdanie na ten temat. - On nie moŜe znieść tego, Ŝe w grze na skrzypcach jest ktoś lepszy od niego. Pokonuje go nie starość tylko zwykła zazdrość – mawiała i czule całowała Królewicza w czubek głowy. CóŜ, i Król i Królowa mieli trochę racji. Mistrz miał juŜ grubo ponad 60 lat na karku, a od dziesiątych urodzin zgarniał pierwsze nagrody w corocznym Festiwalu Muzycznym. I między innymi dlatego chodził taki przygaszony – nie dość, Ŝe pod nosem rośnie mu konkurencja; on ją uczył grać! Najgorsze było to, Ŝe wcale się przy tym nie męczył – Królewicz w lot się wszystkiego uczył. Potrafił grać nie tylko klasykę, ale teŜ najnowsze hity światowych gwiazd. W trochę juŜ łysej głowie Mistrza powoli układał się plan, który tylko czekał na właściwą okazję do spełnienia. PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ - Skarbie, gdzie biegniesz? – Królowa wychyliła głowę ze swojej komnaty i spojrzała na potarganego Królewicza. – Nie zjadłeś jeszcze śniadania, ja sama dopiero co wstałam! - Idę na chwilę do ogrodu – powiedział Królewicz poprawiając modnie obcięte włosy. – Mistrz miał mi pokazać te skrzypce, które dla mnie zamówiliście. - No tak, rzeczywiście! – złapała się za głowę Królowa. – Całkiem zapomniałam. Idź, tylko wróć za kwadrans. Na śniadanie będą kanapki z Nutellą! - Ok! – za Królewiczem zamknęły się drzwi od zamku. Królowa pokręciła głową i wróciła do porannej toalety. Po dwudziestu minutach zeszła do Jadalni starannie ubrana i w pełnym makijaŜu, czego Król nigdy nie rozumiał. Jak dla niego, jedzenie zupy z umalowanymi ustami przekraczało ludzkie moŜliwości.


- Gdzie dzieci? – spytała Królowa odsuwając krzesło od niezbyt duŜego stołu. - KsiąŜę wysyła Kapturkowi zdjęcia swoich nowych rzeźb, które ją przedstawiają, potem miał z nią jeszcze na ten temat zamienić parę słów na GG, o ile się orientuję, ale nie mam zielonego pojęcia, co się dzieje z Królewiczem. PrzecieŜ juŜ dawno… - Co?! Jeszcze nie wrócił? – wypowiedź Króla została brutalnie przerwana. – Pozwoliłam mu wyjść tylko na kwadrans! Co on sobie wyobraŜa? Dostanie szlaban na komputer! Zabiorę mu nuty! Połamię skrzypce! - Znajdź go najpierw, potem będziesz go karać. MoŜe złamał nogę i nie moŜe wstać? Ale Królowa juŜ nie słyszała swojego męŜa, była zła na syna. PrzecieŜ jej obiecał, Ŝe wróci na śniadanie! Wybiegła do ogrodu penetrując kaŜdy krzak, kaŜdą ścieŜkę, kaŜde drzewo. Po paru minutach szukania usłyszała krzyk Księcia: - Mamo! Choć do nas! Jesteśmy w Alejce! Królowa skierowała swoje kroki w stronę, z której dochodziły głosy męŜa i syna. Wiedziała, Ŝe „jej chłopcy” znaleźli zgubę. Królewicz leŜał nieprzytomny na ścieŜce pod wierzbą płaczącą. Na jego brzuchu leŜały skrzypce i Ŝółta chryzantema, w tym królestwie symbol cięŜkiej choroby. Z palców lewej ręki ściekała błękitna krew – królewska. Na prawej ręce leŜał smyczek; wokół rzeźbionego w drewnie pręta była owinięta kartka. Król schylił się po zapisany ostrymi literami papier. - „Słodkich snów, Królewiczu. Wiecznych snów…” – odczytał z niemałym trudem. - O BoŜe – szepnęła Królowa. – Nie Ŝyje… - z królewskiego oka popłynęła łza. - Spokojnie, mamo. Młodemu nic nie jest. Oddycha. Z tego co wiem, trupy raczej tej czynności nie wykonują – KsiąŜę objął matkę ramieniem, w które ona natychmiast zaczęła płakać. - „Do rodziców Królewicza – jest sposób na przywrócenie świadomości Waszemu synowi: mieszka w królestwie jasnowłosa dziewczyna, która od pewnego czasu jest zakochana w Królewiczu. Musi ona zagrać na tych skrzypcach ulubioną piosenkę Królewicza oraz zrobić to, co zazwyczaj robili męŜczyźni, gdy chcieli zbudzić jakąś pannę. P.S. – Dziewczyna kompletnie nie ma słuchu muzycznego… Powodzenia!”. Uff! – sapnął Król – Nareszcie udało mi się odczytać te hieroglify. Co to w ogóle jest za pismo? Nawet KsiąŜę pisze ładniej! - Dzięki tata. Na ciebie zawsze moŜna liczyć! - Nie kłóćcie się! – krzyknęła Królowa. – Zanieście Królewicza i skrzypce do jego komnaty. PołóŜcie go na łóŜku, przykryjcie i zamknijcie okna. Ja zajmę się resztą. Jak powiedziała, tak zrobiła. Następnego dnia we wszystkich gazetach oraz na stronie internetowej królestwa znalazła się taka informacja: „Dziewczynki


w wieku około trzynastu lat proszone są o przyjście do zamku królewskiego dzisiaj, tj. 15 lutego, o godz. 16.00. Wymagania: jasne włosy i brak słuchu muzycznego”. O szesnastej korytarz miedzy Salą Tronową a wejściem głównym pękał w szwach. Kandydatki po kolei wchodziły do Sali i najczęściej wychodziły stamtąd po trzydziestu sekundach. Mistrz, który został wezwany do zamku na rozkaz pary królewskiej, za pomocą szybkiego testu sprawdzał słuch muzyczny dziewcząt. Na nieszczęście dla rodziców Królewicza prawie wszystkie miały idealny słuch. Dziewczynę opisaną na karteczce udało się znaleźć dopiero po trzech dniach, czyli we wtorek. Cała ludność w królestwie była ciekawa, czy młodszej siostrze Kopciuszka (jak się później okazało), uda się nauczyć „Pokonania wilka” – arcytrudnego utworu, stworzonego przez Leśniczego, który po przygodzie w domku babci Czerwonego Kapturka porzucił leśnictwo na rzecz muzyki. Niestety Gerda nie miała nawet połowy przeciętnego słuchu muzycznego, dlatego rodzina królewska, Mistrz oraz wszyscy mieszkańcy krainy trzymali za nią kciuki i prosili opatrzność o cud. Cud nadszedł, ale dopiero po siedmiu tygodniach. Gerda, co prawda, słuchu muzycznego nie miała, ale posiadała za to fenomenalną pamięć. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Był juŜ środek sierpnia, a pierwszego września Królewicz miał urodziny. Królowa bała się, Ŝe kiedy jej syn skończy czternaście lat, będzie spał do końca świata i Ŝadna siła go juŜ nie obudzi. Nadszedł dzień próby. Gerda wystrojona, uczesana i umalowana przez Królową, stanęła przy łóŜku Królewicza. Przy drzwiach komnaty stanął Król i jego Ŝona, KsiąŜę, Czerwony Kapturek i Mistrz z chytrym uśmieszkiem na ustach. Nie wierzył w to, Ŝe Gerdzie uda się zagrać „Pokonanie…”. Poczekamy, zobaczymy. Gerda stanęła wyprostowana, parę razy odetchnęła głęboko, spojrzała na Królewicza. „Jak on pięknie wygląda, gdy śpi!” pomyślała, podniosła do ramienia skrzypce, potem smyczek. Dotknęła strun dłońmi w cieniutkich rękawiczkach i zaczęła grać. Większość osób przezornie zatkała uszy rękami, ale nie było takiej potrzeby, ze skrzypiec wychodziły zaskakująco piękne dźwięki. „NiemoŜliwe…” przemknęło przez myśl Mistrzowi. Chciał uciekać, ale coś kazało mu zostać i patrzeć, co się będzie dalej działo. - Playback – szepnął KsiąŜę na ucho Kapturkowi, ale ta tylko kopnęła go w kostkę. Gerda grała dalej. Po paru minutach czuła, Ŝe zaraz odpadną jej palce, ale wtedy usłyszała zduszony przez wzruszenie szept Króla: - Budzi się… Dziewczyna grała coraz ciszej i wolniej. W końcu muzyka ucichła. Gerda powoli pochyliła się nad łóŜkiem Królewicza i ułoŜyła skrzypce w nogach królewskiego łoŜa. Wyjęła zza pasa przewiązanego w talii duŜy mniszek lekarski i włoŜyła do rąk chłopaka. - Co teraz? – spojrzała pytająco na najbliŜszych śpiącego. Bezradnie wzruszyli ramionami.


- MoŜe go po prostu… pocałuj? – rozległ się nieśmiały głos Czerwonego Kapturka. - Warto spróbować – potwierdziła Królowa. - No co wy, nie wygłupiajcie się! – chciał krzyknąć Mistrz, ale Gerda juŜ pochylała się nad śpiącym, w którym była tak zakochana. Pocałowała go w czoło. Wszyscy wstrzymali oddech i… nic. Zdumiona dziewczyna wyprostowała się. Mistrz uśmiechnął się z triumfem, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi. „Dobra. Drugie podejście”, pomyślała Gerda, tym razem całując policzek. Znowu nic. - W usta! Pocałuj w usta! – krzyknęła Królowa w stronę Gerdy. - Mogę…? - Jasne, Ŝe tak! No juŜ, dalej! Do trzech razy sztuka! Wdech, wydech, wdech, wydech. Dziewczyna ponownie pochyliła się nad Królewiczem. Pocałować go w usta… Gerdzie zakręciło się w głowie. Niby o tym marzyła, ale… - Koniec. Raz kozie śmierć! – szepnęła do siebie i przycisnęła swoje wargi do warg Królewicza. Były suche i miękkie. Czas się dla niej zatrzymał. Chciała, Ŝeby ta chwila trwała wiecznie. - Ruszył ręką! – doszedł do niej pisk Królowej. Gerda oderwała swoje usta od ust Królewicza i wyprostowała się. W tym samym momencie chłopak otworzył oczy i podparł się na łokciu. Rozejrzał się po komnacie. - Co ja tu robię? – spytał sennym głosem. Królowa podbiegła do niego, by opowiedzieć mu całą historię. Od czasu do czasu ktoś coś wtrącał, dopowiadał, lub poprawiał wersję Królowej. - Obudziłem się dzięki Gerdzie? - Tak, kochanie. Och, jak to dobrze, Ŝe nic ci nie jest. Na pewno chce ci się pić i jeść. Przynieść ci coś skarbie? - Tak mamo, poproszę, ale najpierw wtrąćcie Mistrza do lochu. To on mi to zrobił. Przyniósł skrzypce z zatrutymi strunami. Dobrze, Ŝe grałaś w rękawiczkach – Królewicz uśmiechnął się do Gerdy. Dziewczyna czuła, jak uginają się pod nią kolana. Jak ona ten uśmiech uwielbiała… – Gdybyś ich nie załoŜyła, to nie wiem co by ci się stało… - StraŜe, wtrącić Mistrza do lochu! – zarządził Król. – A Gerdzie juŜ chyba podziękujemy… - Nie wygłupiaj się tato. UwaŜam, Ŝe powinniśmy wydać przyjęcie, na jej cześć – powiedział KsiąŜę. - Mój brat wyjątkowo ma rację – Królewicz złapał Gerdę za rękę. – Co ty na to, Gerdo? Dziewczyna zarumieniła się. - A ja na to jak na lato. - W takim razie zaczynamy przygotowania! – krzyknęła szczęśliwa Królowa i wybiegła z komnaty syna pociągając męŜa za sobą.


Ogólnie wszystko dobrze się skończyło. Mistrz został wtrącony do lochu, ale Królowa wypuściła go po dwóch tygodniach, bo, jak powiedziała, nie ma serca nikogo więzić. Dała jednak Mistrzowi doŜywotni zakaz startowania w Festiwalu. KsiąŜę na przyjęciu na cześć Gerdy wystawił swoje rzeźby, zauwaŜył je jakiś łowca talentów i teraz KsiąŜę jest światowej sławy rzeźbiarzem. Jeździ, gdzie tylko się da i wystawia swoje prace w przeróŜnych galeriach. Czerwony Kapturek, rzecz jasna, jeździ razem z nim. Gerda zaprzyjaźniła się z Kapturkiem i zaczęła chodzić z Królewiczem. Król i Królowa patrzyli szczęśliwi na tę parę, widząc w niej przyszłych następców tronu. Na przyjęciu i ja byłam, Sprite’a i Colę piłam. A takiej pysznej pizzy i lodów jak w krainie Króla i Królowej, nie robią nigdzie indziej. Nigdzie indziej nie ma teŜ na dyskotekach takiej świetnej muzyki, przystojnych chłopaków i ładnych dziewczyn, moŜecie mi wierzyć. Co prawda nie ma tego miejsca na mapie, ale szalenie łatwo się tam dostać. Grunt to wyobraźnia… Paula Jaszczak, klasa VI a


Czerwony robaczek Na małej, lekko zabłoconej polance mieszkała sobie rodzinka robaków: mama wraz z piątką marudnych dzieci. Mały Antoś, który miał juŜ za sobą dwa dni Ŝycia; Anka, niesforna dama opiekująca się młodymi bliźniakami: Alkiem i Stefkiem; Olek- najstarszy z rodzeństwa. KaŜdy wiedział, Ŝe Olek jest inny. Wszystkie robaki miały kolor kremowy, a on był wiśniowy. Czasem wydawałoby się nawet, Ŝe fioletowy. Myślicie pewnie, Ŝe to jakiś super bohater, Ŝe urodził się taki by czynić cuda. Nie. Ten kolor miał od dwóch miesięcy, kiedy to został przytrzaśnięty drzwiami. Inne robaki śmiały się z niego. Mimo jego wieku bezustannie mu dokuczały. Olek na próŜno starał się im udowodnić, Ŝe jest normalnym i przyjacielskim robakiem. Pewnego dnia do jego pokoju wpełzła mama. Miała na sobie fartuch, z którego kieszeni wystawała łyŜka do zupy. - Mój kochany. Właśnie się dowiedziałam, Ŝe wujek Albert klei sobie nowy domek. Prosiłabym cię, Ŝebyś zaniósł mu tę świeŜutką glinę. Przy okazji trochę byś mu pomógł. Tyle czekał na ten remont… - Jasne! - Olek nie zwlekając juŜ ani chwili dłuŜej, skoczył ku mamie, która dała mu małą paczuszkę. Zawsze, gdy dawała mu jakieś zadanie, cieszył się, Ŝe będzie się mógł wykazać. - Tylko pamiętaj, Ŝe masz pełzać pod ziemią. Broń cię Panie BoŜe, wychodzić na powierzchnię! Wiesz, kto moŜe grasować w pobliskim lesie, prawda!? Olek tylko pokiwał głową i juŜ go nie było. Chwilę później pełzł juŜ pod ziemią w kierunku domu wujka, podśpiewując sobie róŜne melodie. Po godzinie drogi przekopując się na jego ścieŜkę pojawił się Alfred - jego najlepszy i jedyny przyjaciel. On jako zawsze wspierał Olka i bawił się z nim. Za to, Ŝe się z Olkiem kolegował jemu teŜ dokuczano. Przyjaciele często rozmawiali o ich beznadziejnym Ŝyciu. Tym razem teŜ nie było inaczej. - Hejka! Co u ciebie!?- rozmowę rozpoczął Alfred.- U mnie beznadziejnie. Klara razem z Agatą obrzuciły mnie Ŝwirem! - U mnie tak sobie. Idę do wujka. Mam mu pomóc przy przemeblowaniu. Postanowiłem dać z siebie wszystko. MoŜe jak mama mnie pochwali, to te maluchy dadzą sobie spokój. A poza tym chciałbym być taki jak tata. - Twój tata?- Alfred był nieco zdziwiony.- Twój tata został przynętą! - Wiem, wiem…- tu Olek nieco się zawstydził.- Ale za to złapał szczupaka! - Fakt! Masz całkowitą rację! Był cudownym robakiem!- Albert w gruncie rzeczy nie popierał Olka w jego przemyśleniach, ale nie chciał mu zrobić przykrości. Rozmowę przerwały im straszne grzmoty. - Dobrze, ja idę! Obiecałem mamie, Ŝe kupię jej nową sukienkę z tego sklepu obok jeziora. Pa! - Alfred powoli się odwrócił i popełzał na wschód. Olek nadal kierował się w przeciwną stronę.


Po około czterdziestu minutach grzmoty ucichły. Wokół wyczuć moŜna było przyjemny zapach wilgoci. Zaczynało być zimno i mokro. DŜdŜownice kochają takie warunki. Tak więc Olek nie mógł się powstrzymać, by nie wyjść na powierzchnię, wykąpać się w ogromnej kałuŜy i nurzać się w blasku lśniącej tęczy. Jednak Olek cały czas słyszał powtarzające się słowa: „Pod Ŝadnym pozorem, nie wychodź na powierzchnię!”. Stał ogłupiały w podziemnym korytarzu. W pewnym momencie jak zahipnotyzowany zaczął przekopywać się przez górną ścianę. Nie minęło kilka minut, a Olek znalazł się z miękkiej, pachnącej trawie. Poczuł się cudownie. Powoli przemieszczał się, oglądając otaczający go świat, gdy nagle usłyszał znajomy dźwięk. Nie był to jednak dźwięk kojarzący się z dobrymi rzeczami. Robaczek zbladł i gwałtownie się odwrócił. Uśmiech znikł mu z twarzy. Jego najgorsze obawy się potwierdziły. W kierunku Olka leciał czarno - biały ptak. Miał juŜ otwarty dziób, gotowy na to, by połknąć fioletowe ohydztwo. Olek zaczął pełznąć tak szybko, jak mógł. Musiał uciekać. Nie zdąŜyłby wykopać dziury w ziemi, więc schował się pod pierwszą lepszą rośliną, jaką napotkał. Wiedział juŜ, Ŝe to koniec, poniewaŜ czym dla ptaka jest taka mała, giętka, delikatna zieleń. Jaskółka leciała jak meteor. Przeszywała powietrze jak strzała. Olek przypomniał jeszcze sobie słowa matki, pomodlił się i… usłyszał okropny pisk. Robaczek zdziwiony wychylił się zza liścia i ujrzał oddalającego się pokracznego ptaka. Dopiero teraz Olek zdał sobie sprawę, Ŝe znajduję się pod pokrzywą. Wytarł pot z czoła i popełzał dalej. Ku własnemu zdziwieniu postanowił nie wracać pod ziemię, tylko przespacerować się po łagodnej trawie okrytej kroplami deszczu. Nie wiedział jednak, Ŝe jaskółka, która go zaatakowała postanowiła nie dawać za wygraną. Usiadła na gałęzi jednego z drzew i śledziła kaŜdy ruch robaczka. Przyciągnął ją jego niesamowity kolor. Miała nadzieję, Ŝe jeŜeli będzie śledziła tę przekąskę, to ona zaprowadzi ją do całego talerza przekąsek. Po kilku godzinach drogi Olek ujrzał czubek glinianego domku wujka Alberta. Ucieszony i zmęczony zaczął głośno śpiewać piosenki. Jaskółka juŜ wiedziała, co się kroi. Przekonana, Ŝe w domku jest cała rodzina robaczków, poleciała tam czym prędzej. Olek przez śpiewaną przez siebie piosenkę nie usłyszał hałasu i krzyków w domku wujka. Bez wahania wszedł do środka, gdyŜ nowy domek nie miał jeszcze drzwi. W pokoju było cicho i ciemno. Wpełzł do kuchni nadal nucąc pod nosem Ŝwawą melodię. Nagle świst i wielka czarnobiała plama. Ptak zaczął krąŜyć po całym pomieszczeniu, aby w końcu wylądować w rogu pokoju. Olek ujrzał tam pobladłego wujka. Trzeba było szybko działać. Dziób ptaka znajdował się coraz bliŜej robaka. Wtedy Olek dostał olśnienia. Szybko wyjął kulkę gliny, która przez te kilka godzin zdołała dobrze zaschnąć. Dokładnie wycelował i rzucił ją prosto do dzioba ptaszyska. Ten zaczął się dławić i wyleciał przez dziurę w suficie. - Olek! Witaj, moŜe chcesz herbaty!? - wujek zawsze robił z siebie niezwycięŜonego. Teraz teŜ udawał, Ŝe nic się nie stało. Jednak postanowił powiedzieć swojej siostrze, a matce Olka o bohaterstwie jej syna.


Ta opowiedziała wszystko swoim dzieciom, a one swoim kolegom. Tak oto, gdy Olek wrócił do ich wioski wszystkie robaki rzuciły się na niego przytulając go i mu gratulując. To samo spotkało Alfreda, gdy oszołomiony przypełznął ze sklepu z czerwoną sukienką dla mamy. Od tego dnia „beznadziejne” Ŝycie dwóch przyjaciół znacząco się zmieniło. Marysia Szcześniak, klasa VI a


Wycieczka do lodziarni – bajka z morałem Krzysio dzisiaj w szkole lekcje sobie skrócił: -Pójdę do lodziarni, później tutaj wrócę! Tak pomyślał i tak zrobił, do lodziarni poszedł. Wybrał lody truskawkowe z waniliowym sosem.

Szybko jednak mu zniknęły kulki lodów z roŜka, Więc powiedział: - Co tam szkodzi! Pojem jeszcze troszkę! Nagle spojrzał na zegarek, objadając się lodami: -Jak ja teraz się pokaŜę naszej miłej pani?!...

Kiedy tata wszedł do domu, jakieŜ były krzyki! Krzysio w nerwach je obiadek: przypaloną grykę. Tata mówi wnet do Krzysia: - Uciekłeś ze szkoły! -Byłem głodny… – Kłamie Krzysio tacie prosto w oczy.

Wy juŜ chyba wiecie: wagary nie Ŝarty! Krzysio od tej pory jest wręcz punktualny! Adam Gołaszewski, klasa IV c


O nauce Jesteś tak wysportowany, A w nauce dajesz plamy. Tomek Kossewski, klasa VI d

Nauka W szkolnych ławkach Ŝarty i zabawa, Po wielu latach na Ŝyciu się odkłada. Radosław Bińka, klasa VI d

Szkoła W szkole bardzo lubię przerwę na niej pały nie oberwę. Tomek Kossewski, klasa VI d

O przyjaźni Prawdziwych przyjaciół moŜna poznać w biedzie, Tych fałszywych za wielu, gdy zbyt dobrze się wiedzie. Radosław Bińka, klasa VI d


Chłodna fraszka Jesienią idąc przez las widzisz drzewa szare lecz gdy przyjdzie zima będzie zimno stale. Michał Gorzelak, klasa VI d

Nie do pary Spotkał się duŜy i mały, Miłość ta raczej nie do pary. Weronika Nowakowska klasa, VI d

Fraszka na kalesony Gdy zima zapada to się kalesony zakłada, a kto nie zakłada na choroby zapada. Michał Gorzelak, klasa VI d

Jesień Jesień złotem błyszczy w oddali: Do Was mówię i Ci duzi i Ci mali. Lecz później niebo srebrem się odzieje i nagość na drzewach śnieg przyodzieje. Ola Kowalska, klasa VI d


Fraszka na przerwę Uczniu uczony i Ty szalony jeŜeli nie chcesz być przewrócony, to przerwę spędź na konwersacji, na ławce siedząc lub bułkę jedząc. Michał Gorzelak klasa VI d

Niemieckie piątki Mówisz ,Ŝe piątki dostajesz. To czemu do następnej klasy nie zdajesz. Weronika Nowakowska klasa VI d

Głupi Powiedzcie mi moi mili, co głupi myśli w tej chwili? Lecz głupi myśli o głupotach stale, więc nie przejmujcie się moim pytaniem wcale. Ola Kowalska, klasa VI d


Lekcja Siedzisz w ławce, oczy szeroko otwierasz Czy nimi swą naukę pobierasz? Tomek Kossewski, klasa VI d

Do imprezowiczów Ona ciągle imprezuje, A po nocach matmę kuje. Radek Bińka, klasa VI d

Gaduła Na lekcji gada Na przerwie krzyczy Ale niemową jest przy tablicy . Tomek Kossewski, klasa VI d

Plotki Moja droga pani Gdy plotkujesz kogoś to rani. Joanna Wachnik, klasa VI d


Pod ręką Chcąc wszystko pod ręką mieć, nie moŜna zbyt duŜo chcieć. Dominika Szatańska, klasa VI d

Przenośnia Powiedz mi mój miły, z ilu drzew cię maszyny zrobiły? Papier uŜywamy codziennie, A lasów jest coraz mniej. Nie niszczcie papieru bez potrzeby, A na sercu lepiej się wam uleŜy. Paulina Lipińska, klasa VI d

Lustro Raz cię lustro zasmuci Raz zauroczy Niełatwo z sobą samym Zostać w cztery oczy. Dominika Szatańska, klasa VI d

Na dobre uczynki Jakiś drobiazg co się mieni Twego Ŝycia nie odmieni. Zrób coś dla innych i dla siebie MoŜe znajdziesz się teŜ w niebie. Joanna Wachnik, klasa VI d


Dywan SkarŜył mi się jeden z dywanów, Ŝe go kości rano zarywają, Ŝe ludzie chodzą po nim bez potrzeby. Czy dywan nie leŜy tylko dla ozdoby? Z opowieści morał taki: nie chodźcie po dywanach dzieciaki. Bowiem dywany kości zarywać juŜ nie będą i z portfela pieniądze wolniej ubywać będą. Paulina Lipińska, klasa VI d

O Rzymie Jako wszytki narody Rzymowi słuŜyły, Póki mu dostawało i szczęścia, i siły, TakŜe teŜ, skoro mu się powinęła noga, Ze wszystkiego nań świata uderzyła trwoga. Fortunniejszy był język, bo ten i dziś miły: Tak zawŜdy trwalszy owoc dowcipu niŜ siły. Dominika Szatańska, klasa VId


Na deszcz Wszystko na ziemi , śyje dzięki tobie , Docenia cię kaŜdy, Kto tylko się dowie, Ile znaczysz ? Twa KaŜda kropka, Chodź tak malutka, Daje tyle dobra, Co wesoła mrówka, Malutka kropla, Malutka mrówka, Pracują od wieków , Nie zmęczone wcale , Dla dobra ludzkości , Chodź dwie takie małe. Michał Wójcik, klasa VI d

Chleb Gdy głodny o chleb cię prosi, Ty odmawiasz. A gdy ciebie głód ponosi, Dla twej osoby juŜ nic nie ma, z tego pysznego chleba. Arkadiusz Nurzyński, klasa VI d


Barwy świata Gdy świat był kolorowy, ludzie szukali ponurej pogody. Lecz gdy świat spochmurniał nagle, ludzie mówili pięknej pogody pragnę. Katarzyna Granecka, klasa VI d

Piękny świat Dwaj rycerze walczyli ze sobą ponad trzy wieki, lecz gdy śmierć nadeszła, zobaczyli jaki świat jest piękny. Katarzyna Granecka, klasa VI d

Na Ŝycie Trzeba uczyć się póki na to pora , PoniewaŜ gdy będzie za późno , mina nie będzie juŜ tak wesoła . Katarzyna Mirkowska, klasa VI d

Wolność słowa Tobie wolno mówić, ile ci się chce, gaworzyć, A mnie do ciebie nie wolno nawet ust otworzyć. Katarzyna Mirkowska, klasa VI d


Pasterze, którzy sobie przypomnieli Kiedy pasterze wrócili z Betlejem To czuli tak wielką radość, Która wypełniała całe serca. Kiedy pasterze wrócili z Golgoty To czuli tak okropną rozpacz Po odejściu Pana Bo jak tu wspomnieć Boga, Którego słyszeli, gdy płakał niemowlęco. Bo jak tu wspomnieć Boga, Gdy wkładano go w grób zimny. Łzy Tylko one mogły powstrzymać ich, przed wymierzeniem sprawiedliwości tylko łzy. My, co w dzisiejszym świecie „ po kolana siedzimy” Przy choince świątecznej Przed szklanym ekranem Bardzo się dziwimy Co się z nimi stało Z nimi, z grupami pasterskimi Czy wszystko co widzieli Zostało zapomniane? PrzecieŜ my dobrze wiemy, śe anioł i nas wołał. Lecz my śpimy, Udajemy,


śe całego zła na świecie nie widzimy. Stoimy i patrzymy Głosu Boga Nie słyszymy. Budzimy się dopiero Kilka dni przed Wigilią. Przypominamy sobie O stajence, o Ŝłóbku O Maryi i Jezusie. BoŜe Narodzenie to czas zgody i radości. „Nie lękajcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką”Mówił anioł Lecz z nowym rokiem Znowu w podróŜ odejdziemy Do problemów, Do sensacji, Do zwykłych ludzkich relacji. Paulina Lipińska, klasa VI d


Wspomnienie Tańczące niedźwiedzie, malowane obrazy, pamiętam jak przez mgłę. Piosnka, którą śpiewał Ktoś w pewien Grudniowy dzień. Ktoś mnie tuli. Jak bezpiecznie i ciepło. Konie pędzą poprzez burzę srebrną. Ludzie tańczą w mej pamięci. Gdzieś daleko, dawno temu, zapadł, zmierzch. To wszystko. To właśnie, pamiętać chcę. Piosnkę, którą śpiewał Ktoś w pewien, Grudniowy dzień. Weronika Nowakowska, klasa VI d


OKRUCHY…

cisza jest jak marzenie nigdy niewypowiedziane Ada Wielgopolan, klasa VI a

nieodłączne i tak samo kruche - miłość, Ŝycie, śmierć trzy róŜne rzeczy tak sobie bliskie Paula Jaszczak, klasa VI a

uśmiech przypomina malutki promyk słońca nić porozumienia między ludźmi Ada Wielgopolan, klasa VI a


zakochanie to smutna radość, wesoły smutek i jasny promień słońca w duszy Paula Jaszczak, klasa VI a

Myśli są jak krople wody, po chwili odpływają Marta Pałgan, klasa VI a

Pokochałam złodzieja, który ukradł mi serce Boję się, Bo … nie chcę odzyskać swojej własności. Paula Jaszczak, klasa VI a


Pamiętnik z Powstania Warszawskiego 25 lipca, wtorek Dziś mój brat Janek doniósł mi o podjęciu przez Komitet Główny AK decyzji o wybuchu powstania. Jeszcze nie ustalono terminu. Niemcy się ewakuują! Wygląda na to, Ŝe ogarnia ich panika. 27 lipca, czwartek Niestety Niemcy szybko poradzili sobie z ogarniającą ich paniką. Ku naszemu zmartwieniu wróciły oddziały niemieckiej policji i SS. W związku z tym podobno ustalono początek powstania na 28 lub 29 lipca. Niemcy czując zagroŜenie wzywają dziś do robót fortyfikacyjnych nad Wisłą mieszkańców w wieku od 17 do 65 lat. 28 lipca, piątek Warszawiacy nie przystąpili do zadań wyznaczonych przez Niemców. W mieście rośnie więc napięcie. Brat mówi, Ŝe wszyscy oczekują na reakcję Niemców. 31 lipca, poniedziałek Od wczoraj pojawia się na Śródmieściu konspiracyjna dotąd prasa. Roznoszą ją całkiem jawnie! Mówi się, Ŝe Armia Czerwona wkracza juŜ na Pragę. 1 sierpnia, wtorek Łączniczki rano roznoszą powiadomienia o powstaniu, ustalono rozpoczęcie na dziś: Godzina „W” – godzina 17.00! Rozmawiałam z „Magdą”. Podobno przeniosła rozkaz o wybuchu powstania tuŜ pod nosem Niemców w drewnianej zabawce! Początek walk!! W końcu nasze kochane miasto będzie wolne! 3 sierpnia, czwartek Wczoraj Polacy zdobyli Starówkę i dwa czołgi. Zdobyto teŜ Śródmieście, Stare Miasto, Wolę, Powiśle, a takŜe część Ochoty, Mokotowa i śoliborza! To wielki sukces, wszyscy bardzo się cieszą! Na mieście pojawiają się biało-czerwone


flagi. Chłopaki sami zawiesili jedną na naszym dachu! Jednak duŜo budynków zostało jeszcze w rękach Niemców. Wczoraj w szpitalu polowym zmarła „Danusia”…

4 sierpnia, piątek Kolejna śmierć bliskiej nam osoby. Ginie Krzysztof Kamil Baczyński. Jesteśmy z tego powodu bardzo przygnębieni. Janek znał „Krzysia” z tajnych kompletów. 5 sierpnia, sobota W nocy były pierwsze zrzuty lotnicze. Chłopaki opowiadają natomiast straszne rzeczy! Dziś na Woli Niemcy dokonali masowej rzezi ludności. Mówi się, Ŝe zginęło nawet ponad 40 tysięcy mieszkańców! Mordowali męŜczyzn, kobiety i dzieci! Podobno uŜywali teŜ Polaków jako „Ŝywe tarcze”! Niektórym udało się uciec. 8 sierpnia, wtorek Dziś wysłuchaliśmy pierwszej audycji radia powstańczego „Błyskawica”. Dzięki niej będzie moŜna dowiedzieć się o wiele więcej – co się dzieje w Warszawie, a takŜe w całym kraju. Niestety wczoraj mimo cięŜkiej walki Starówka została odcięta od Śródmieścia. 11 sierpnia, piątek Niemcy cały czas atakują Starówkę! Padła teŜ Ochota i Wola. Jedyne pozytywne zdarzenie dzisiejszego dnia to udane zrzuty. Walczący na Starówce będą mieli więcej tak potrzebnej broni i amunicji. 13 sierpnia, niedziela Dzisiaj wybuchł czołg-pułapka na ul. Kilińskiego. Straszne! Zginęło bardzo duŜo Polaków. Niestety zginął tam teŜ najlepszy przyjaciel mojego brata – Franciszek. Dziś przez cały czas przebywam z Jankiem, chcę Go wesprzeć, bardzo to przeŜywa. Niewiele brakowało, a byłby tam dziś razem z Frankiem… Podobno odbył się dziś pierwszy pokaz kroniki powstańczej w kinie „Palladium”. TeŜ chciałabym obejrzeć naszych w akcji. MoŜe zobaczyłabym jakąś znajomą twarz. O tylu przyjaciołach nic nie wiem… 15 sierpnia, wtorek Dziś Matki Boskiej Zielnej. Tak wiele dni jest teraz podobnych do siebie! Ale dzisiejszy był wyjątkowy. Byliśmy na mszy świętej. Czuło się atmosferę dnia świątecznego. Święto Matki Boskiej, Polskiego śołnierza i Cudu nad Wisłą. Tak bardzo czekamy na kolejny cud!


17 sierpnia, czwartek Zginął dziś druh Banaś. Był taki dzielny! Jak i wiele innych naszych dzieciaków codziennie naraŜających swoje Ŝycie. Ale to dobrze, Ŝe zorganizowano Harcerską Pocztę Polową. Działa ona juŜ od ponad tygodnia. Jest tak potrzebna! Podobno pierwszego dnia dostarczono 900 sztuk listów. A teraz to nawet od 3 do 6 tysięcy dziennie! Mówił mi harcerz, który ostatnio przyniósł mi list od mojej koleŜanki Zośki. Zosieńka pisze, Ŝe u niej dobrze, wszyscy Ŝyją. Tak się o nich martwiłam! Ich dom cały zburzony. Podobno teraz ukrywa się z rodziną na Bródnie u ciotki. Tęsknię za nią. 20 sierpnia, niedziela Powstańcy zdobywają budynek PAST-y. Wszyscy się cieszą! To było dla nas tak waŜne! 21 sierpnia, poniedziałek Powstaje druga kronika powstańcza. Janek mówił, Ŝe są w niej teŜ zdjęcia z wczorajszego ataku na PAST-ę. 26 sierpnia, sobota Janka juŜ nie ma od dwóch dni! Umieram z nerwów! Mówią, ze kanałami ze Starówki ewakuuje się na śoliborz część rannych powstańców i cywili. Nasze kochane Stare Miasto jeszcze się trzyma. 28 sierpnia, poniedziałek Dzięki Bogu! Janek wrócił!!! Jest lekko ranny, ale ponoć to nic powaŜnego. Tak mówi. Trafił na „krowę”. Zasypało ich w piwnicy na południu dzielnicy, jak roznosili jęczmień. Miał szczęście. Wielu tam spłonęło… 2 września, sobota Niestety Stare Miasto upada. Całą noc trwa ewakuacja załogi i rannych do Śródmieścia. Jest u nas garstka ludzi. Z Freta i Długiej. Opowiadają, Ŝe Niemcy wymordowali wielu słabych i chorych. Spalili szpitale. Głód strasznie doskwiera. KaŜda skórka od chleba jest na wagę złota. Łączniczki roznoszą bochenki chleba, ale niestety nie starcza ich dla wszystkich. Najgorsze jest pragnienie. Mówią, Ŝe upadła dziś raŜona pociskiem z czołgu Kolumna Zygmunta. To podobno symbol, Ŝe Warszawa tak samo upadnie. Nie mogę ich słuchać.


6 września, środa Niemcy zdobywają Powiśle. Wszyscy jesteśmy przygnębieni. Dookoła same zgliszcza. 9 września, sobota Trwa chwilowe zawieszenie broni. Podobno na czas ewakuacji mieszkańców. Wczoraj przez dwie godziny, od 12.00 do 14.00, kilka tysięcy cywilów opuszcza Warszawę. Dziś od 6.00 do 8.00 to samo. My zostajemy. Janek uwaŜa, Ŝe bardziej się tu przydamy. 13 września, środa Wojska Sowieckie pojawiły się na Pradze! Dziś więc Niemcy w obawie przed utratą miasta wysadzili mosty. W całej Warszawie panuje głód i przygnębienie. Brakuje poŜywienia. Niemcy odcięli nam dostęp do prądu i wody. Zaczęliśmy więc kopać w podwórku studnię, aby się czegoś napić. 18 września, poniedziałek Od kilku dni oddziały Armii Wojska Polskiego przeprawiają się przez Wisłę, aby wesprzeć naszych powstańców. W końcu jakaś pomoc! Lecz czy nie jest juŜ na to za późno? Koło południa nastąpił największy ze zrzutów. Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy! Wspólnie naliczyliśmy ponad setkę amerykańskich „latających fortec”. Dostaliśmy broń, amunicję, Ŝywość i zaopatrzenie medyczne. Niestety w nasze ręce wpada tylko niewielka część tych produktów. Reszta spadła na tereny zajmowane przez Niemców. Obszar broniony przez powstańców staje się coraz mniejszy z kaŜdym dniem. Boję się! 27 września, środa Tyle dni spędzonych w ukryciu! Jest coraz gorzej. Rozpoczęła się kapitulacja Mokotowa. Mówią, Ŝe Niemcy mimo wcześniejszych ustaleń mordują powstańców! Okropne! Co z nami będzie? 30 września, sobota Dziś skapitulował śoliborz. Niemcy zgodzili się na zawieszenie broni w dniach 1-2 października. Wtedy będzie się mogła ewakuować ludność cywilna. 2 października, poniedziałek Po dwóch dniach ewakuacji w Śródmieściu i tak zostaje jeszcze ponad 80% ludności cywilnej. Janek mówił, Ŝe dziś przez cały dzień trwały pertraktacje polsko-niemieckie.


Wieczorem podpisano umowę kapitulacyjną. Koniec. Nie udało się. Nie ma naszej kochanej Warszawy. Tylko kamień na kamieniu. Serce pęka.

4 października, środa Od wczoraj ludność masowo opuszcza Warszawę. Dziś po raz ostatni słyszeliśmy jak nadaje radiostacja „Błyskawica”. O godz. 19.30 słyszymy wszyscy na poŜegnanie „Warszawiankę”. Łzy same płyną do oczu… Teraz razem z innymi mieszkańcami docieramy do obozu przejściowego w Pruszkowie. Stąd część z nas zostanie wywieziona na roboty na teren III Rzeszy. Inni gnani są przez Niemców do Radomia, Krakowa. My idziemy do Częstochowy. Byleby nas juŜ nie rozdzielili. Janek jest bardzo słaby. Te rany tak źle się goją! Nie mamy nic. Wszystko, co mieliśmy i kochaliśmy zostało w Warszawie. Nie mam nawet Ŝadnego zdjęcia rodziców. Wszystko spłonęło. Mamie małej Misi Niemiec wyrwał z ręki ostatni tobołek, w którym zawinęła kilka rzeczy dla dziecka. Nie wiem, co z nami będzie…

27 września 2009, niedziela Pracę napisałam na podstawie danych historycznych udostępnionych przez Muzeum Powstania Warszawskiego, na podstawie obejrzanych w Muzeum eksponatów i kronik powstańczych z kina „Palladium”, a takŜe korzystając ze wspomnień rodzinnych. To moja babcia była 3-letnią Misią, która po upadku powstania trafiła do Częstochowy. Jej ojciec, a mój pradziadek zginął w trzecim dniu powstania broniąc barykady na Woli. RównieŜ czołg-pułapka naznaczony jest krwią mojej rodziny… Większość zdjęć pochodzi z ksiąŜki „Dni powstania. Kronika fotograficzna walczącej Warszawy” Stanisława Kopfa, jak równieŜ z „Przewodnika po Muzeum Powstania Warszawskiego”. Zdjęcie obok przedstawia moich pradziadków – Janinę i Tadeusza Leszczyńskich w dniu ich ślubu. Zdjęcie to pochodzi ze zbiorów mojej babci, Marii Tomczyńskiej – po wojnie kilka zdjęć dostała od dalszej rodziny. Karolina Przywoźna, klasa VI a


„… Tylko guziki nieugięte przetrwały śmierć świadkowie zbrodni …” Pomimo moich trzynastu lat dociera do mnie prawda o „smoleńskim lesie” Oprawcy z NKWD, juŜ po zakończeniu wojny, aby zatrzeć wszelkie ślady zbrodni, zniszczyli przy pomocy specjalnych maszyn nawet zwłoki w mogiłach katyńskich. Tylko strzępy mundurów i właśnie owe guziki przetrwały w ziemi do naszych dni jako świadkowie toŜsamości ofiar. Jest na nich przecieŜ orzeł w koronie. „… przeleciał ptak przepływa obłok upada liść kiełkuje ślaz i cisza jest na wysokościach i dymi mgłą smoleński las …” Przez długie dziesięciolecia kazali nam milczeć, choć wszyscy znali prawdę.

Po 10 kwietnia 2010 roku zasłona opadła, juŜ nikt na świecie nie wątpi, co kryje katyński las.

Refleksje po smoleńskiej katastrofie… , autor: Krzysztof Niedbalski, klasa VI d


Refleksje po smoleńskiej katastrofie … Wiersz Zbigniewa Herberta pt. „Guziki” jest wspomnieniem wydarzeń, które miały miejsce w Katyniu w kwietniu 1940 roku. Wtedy na rozkaz Józefa Stalina Ŝołnierze NKWD dokonali mordu na polskich oficerach wziętych do niewoli we wrześniu 1939r. Autor uwaŜa, Ŝe guziki znajdujące się przy mundurach, nie są pospolite, gdyŜ znajduje się na nich symbol Polski – orzeł. Są świadkami zaistniałych wydarzeń. Tylko te metalowe krąŜki pozostały po dzielnych ludziach, dla których walka o wolną ojczyznę była najwaŜniejsza. Przez wiele lat były one jedynym pomnikiem na grobie tych osób. Chciałyby zmartwychwstać za swoich właścicieli, lecz nie mogą, poniewaŜ są tajemnicą ukrywaną w ziemi. Od tego okropnego zdarzenia kilkadziesiąt razy zmieniały się pory roku, przelatywały ptaki, rosły rośliny, spadały liście. Dla uczczenia tej wielkiej tragedii, nad całym tym terenem na wysokościach panuje cisza. Atmosferę smutku i przygnębienia stwarza mgła unosząca się nad smoleńskim lasem. Z uwagi na ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w czasie mgły nad smoleńskim lasem, wiersz „Guziki” napisany kiedyś przez Zbigniewa Herberta stał się nadal aktualny. Wśród osób, które zginęły podczas tragicznego lotu samolotem 10 kwietnia 2010 roku znajdowali się równieŜ ci, przy których mundurach przyszyte były takie same guziki. Paulina Lipińska, klasa VI d


Wiersz Zbigniewa Herberta „Guziki” nawiązuje do zbrodni katyńskiej z 1940 r. Tytułowe guziki z mundurów oraz płaszczy straceńców są jakby jedynym świadkiem tamtych tragicznych wydarzeń. Zwrot „z głębin wychodzą na powierzchnię jedyny pomnik na ich grobie” to przenośnia mówiąca według mnie o stopniowym odkrywaniu prawdy o zbrodni w smoleńskim lesie. Przez długie lata przemilczenia i ukrywania tego faktu przed ludzkością, to jedyne tytułowe „guziki” były pomnikiem na miejscu mordu. Tego miejsca nasiąkniętego polską krwią nie moŜna było upamiętnić, a zamordowanym tam oddać naleŜytego hołdu. Płynął czas, toczyło się Ŝycie, a zbrodnia katyńska była ciągle utajona przed światem. Guziki niczym głos zabitych tysięcy Polaków trwały tylko przez lata nieugięte, jakby czekając na odkrycie prawdy, jakby dając świadectwo temu, co widziały. No i nadeszła chwila, kiedy ich głos ktoś usłyszał. Później tych osób było coraz więcej i coraz głośniej brzmiał ich głos. Byli nieugięci niczym te guziki i swymi działaniami sprawili, Ŝe straszna historia wydostała się z głębin na powierzchnię. Dnia 10 kwietnia 2010 roku poprzez tragiczne wydarzenia, których miejscem stał się ponownie smoleński las prawda o wydarzeniach sprzed 70 lat wypłynęła na powierzchnię niemal całego ziemskiego globu.

Radosław Bińka, klasa VI d


Wiersz „Guziki” przypomina o tragedii jaka dotknęła wielu polskich oficerów i wojskowych w Katyniu. Autor pokazuje, Ŝe pomimo śmierci, bólu i nieszczęść tych ludzi, Ŝycie toczy się dalej. Zamordowani Ŝołnierze leŜą tam nadal, a nikt nie wie o ich ciałach i zbrodni, jaka została popełniona w Smoleńskim Lesie. Nie ma Ŝadnych pamiątek i nikt głośno, o tym nie mówił. Sami Ŝołnierze ginąc nie wierzyli, Ŝe prawda zostanie ujawniona. Jedyną rzeczą, jaka po nich pozostała są guziki. To one stały się jedynymi świadkami tej tragedii i tylko one, gdyby mogły przemówić, opowiedziałyby prawdę. Według mnie celem wiersza było ujawnienie tragedii sprzed lat. W chwili obecnej ten wiersz ma juŜ inny sens i przesłanie po katastrofie z 10 kwietnia 2010 roku. Wszyscy juŜ wiedzą czym był Katyń, lecz o smoleńskim lesie cały świat dowiedział się dopiero niedawno, a my jako Polacy na pewno nigdy o nim nie zapomnimy. Mateusz Damaziak, klasa VI d


Magia ciszy Na granicy ludzkiej świadomości, pomiędzy jawą a snem, kołyszą się światy pełne magii i niezwykłych ludzi, obdarzonych niecodziennymi umiejętnościami. Nie kaŜdy moŜe je odwiedzić. Co dwieście lat rodzi się dziecko, mogące podróŜować między światami. Z początku przez przypadek, potem świadomie moŜe zmieniać wymiary i stanąć na granicy snu i rzeczywistości. Niestety, PodróŜnicy lub Przybysze, jak ich nazywano, bywali niebezpieczni dla innych wymiarów. Zakłócali naturalny porządek, ulegając impulsom albo umyślnie zapobiegali poszczególnym wydarzeniom. Dlatego pewien czarnoksięŜnik - jasnowidz, wiele lat temu ograniczył moŜliwości PodróŜników. Od tej pory kaŜdy młody PodróŜnik mógł odwiedzić dany wymiar - jeden, jedyny, wybrany przez los - zaledwie dwa razy, przy czym jego czas kończył się w dniu jego szesnastych urodzin. Przedtem dziecko miewało wizje, sny i słyszało nierzadko rozmowy z tamtego świata. Wystarczyło skończyć szesnaście lat, aby wszystko to zniknęło. Zrzucano to na karb dorastania. Kolejny PodróŜnik miał przyjść na świat drugiego lutego tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku. Słońce złośliwie świeciło prosto w okna pokoju Kai. Dziewczyna nakryła się kołdrą i przez chwilę zamierzała nie wstawać. Był drugi dzień ferii, jej dwunaste urodziny. Dopiero o ósmej postanowiła wstać i ubrać się. Przechodząc obok okna, wyjrzała na zewnątrz. Świat był pokryty puszystym śniegiem, nieskazitelnie białym, rozświetlonym słońcem. To dodatkowo zirytowało Kaję. Mama kazała jej obiecać, Ŝe przesiedzi cały dzień w domu, po czym pobiegła do pracy. Ona i tata mieli wrócić wieczorem. Kaja ubrała się, uczesała, umyła zęby, po czym usiadła do komputera. Zamierzała znaleźć swoją ulubioną piosenkę, ale niestety w chwili kliknięcia myszki zadzwonił telefon. Kaja szarpnęła ręką, odruchowo chcąc odebrać, przy czym kursor myszki natrafił na piosenkę obok. Wstała i chciała sięgnąć po telefon, ale w tym momencie rozległa się piosenka, właściwie sama melodia. Spokojne dźwięki pianina nie wiadomo dlaczego, bardzo wystraszyły Kaję. Podbiegła do komputera, ale zamiast wyłączyć ten dziwny utwór, usiadła na fotelu. Poczuła nagłą senność, zmęczenie i znuŜenie. Powieki same się jej zamknęły, a głowa opadła na biurko bezwładnie. Kaja miała wraŜenie, Ŝe śpi i co chwilka się budzi. Raz słyszała wciąŜ dzwoniący telefon, a raz czyjeś rozmowy, czyjś śmiech... Na tle zarówno sygnału komórki, jak i rozmowy, trwała melodia z komputera. W pewnym momencie zaczęła się nasilać, była coraz głośniejsza i Kai wydało się, Ŝe tonie w tych dźwiękach. ZdąŜyła pomyśleć o wzywaniu pomocy, kiedy się obudziła, a przynajmniej tak się jej wydawało. Usiadła na betonowym chodniku. Znajdowała się na ulicy, obok jakiegoś ogródka. W głębi ogródka stał malutki domek, z którego akurat ktoś wyszedł


i zajął się podlewaniem roślin. Kaja nareszcie zrozumiała, co się jej wydawało dziwne. W jej uszach cały czas dźwięczała jakaś muzyka. Skupiła się na zidentyfikowaniu jej, lecz po chwili zrezygnowała. Z kaŜdej strony napływała inna muzyka, choć kaŜda wspaniała. Klasyczne melodie przeplatały się z nowoczesnymi hitami, wolne piosenki z szybkimi. Tony były czyste i idealne. - Dziewczynko, wszystko w porządku? - usłyszała nad sobą czyjś głos i podniosła głowę. Nad nią stała kobieta w wieku lat około dwudziestu pięciu, w spódnicy koloru Ŝółtego i białej bluzce. W ręku miała zieloną konewkę. Jej głos miał piękną barwę i był niesłychanie melodyjny. - Tak, tak - odpowiedziała Kaja bez namysłu. Zrozumiała, jak dziwnie musi to wyglądać. Obca dziewczynka, siedząca wprost na ulicy! Wstała i otrzepała dŜinsy. - Widziałam, jak się pojawiasz - kobieta w Ŝółtej spódnicy zniŜyła głos - musisz być PodróŜniczką! - PodróŜniczką? - Tak … - kobieta opowiedziała jej, jak czarnoksięŜnik rzucił klątwę na PodróŜników, po czym dodała - CzarnoksięŜnicy to w ogóle nic dobrego! - Dlaczego? - Widzisz, kilkanaście dni temu był tutaj pewien czarnoksięŜnik z uczniem. Ten uczeń niechcący rzucił zaklęcie i wszystko zniszczył, zakłócił cały porządek! - Chodzi o to, Ŝe cały czas gra muzyka? - Tak! Dotychczas teŜ grała, ale kaŜdy mógł odpocząć od niej w Kręgu Ciszy. To był taki duŜy park z pałacem w centrum. Wiesz, jak tam było dobrze? Trawa najzieleńsza na całym świecie, słońce zawsze grzało, drzewa miały wiecznie owoce, ławeczki stały tam, gdzie były najpotrzebniejsze... Ech, ale ten młody uczeń czarnoksięŜnika niechcący rzucił klątwę na Krąg Ciszy. Powiedziano, Ŝe moŜe się do niego dostać tylko PodróŜnik, urodzony drugiego lutego. Tyle przynajmniej wiedział czarnoksięŜnik, który nie umiał zdjąć uroku. - Chwileczkę! Ja się urodziłam drugiego lutego! Mam dzisiaj urodziny! - Wszystkiego najlepszego... - Nazywam się Kaja - przedstawiła się dziewczynka. - Ja jestem Anna. - Czy moŜesz mi powiedzieć, jak się dostać do tego Kręgu Ciszy? - Tak, oczywiście. Musisz iść tą ulicą do końca i będziesz na miejscu - Anna westchnęła i pomasowała sobie uszy - ta muzyka działa mi juŜ na nerwy. - PrzecieŜ jest przepiękna!- zawołała Kaja, nie rozumiejąc słów kobiety. - Ciekawe, czy i tobie podobałaby się aŜ tak, gdybyś jej słuchała na okrągło, przez dwa tygodnie! - Anna z niezadowoleniem podniosła konewkę i energicznie zaczęła polewać kwiatki. Kaja uznała, Ŝe lepiej zostawić ją w spokoju i poszła dalej ulicą. Ulica okazała się być dłuŜsza, niŜ się jej początkowo wydawało, szła i szła. Na delikatnym wietrze poruszały się listki


i wydawały miły delikatny szelest, ludzie poruszali się z gracją i nawet odgłos ich kroków miał piękny rytm. Po jakiejś półgodzinie zgodziła się z Anną nieustająca muzyka moŜe działać na nerwy. Piosenkarze przekrzykiwali się, melodie płynęły bez końca i Kaja zaczęła marzyć o jakimś spokojnym, cichym kąciku.. Nawet najdłuŜsza ulica musi się kiedyś skończyć. Wreszcie Kaja stanęła przed Kręgiem Ciszy. Zobaczyła dokładnie to, co opisywała jej Anna: zieloną, miękką trawę, ławeczki, drzewa, krzaki i wznoszący się nad tym wszystkim pałac z białego marmuru. Jednak park i pałac były otoczone półprzezroczystą, róŜowawą barierą z - jakby się wydawało - światła. Przeszła przez nią. Jej skóra odnotowała dziwne uczucie, jakby prześlizgnęła się przez cienką taflę wody. Jednak nic się nie stało. Poza tym, Ŝe Kai nagle zrobiło się gorąco. Słońce praŜyło w Kręgu Ciszy bardzo mocno. Dziewczynka postanowiła pójść do pałacu i poszukać jakiegoś sposobu na odczarowanie Kręgu. Kiedy szła, zdała sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy. W Kręgu było absolutnie cicho, nawet ptak nie śpiewał, nawet drzewa nie szumiały, chociaŜ przecieŜ wiał lekki wiaterek. Kaja miała wraŜenie, Ŝe jest pod wodą, albo uwięziona w ogromnej wacie. W gruncie rzeczy było to miłe uczucie, zwłaszcza po tamtej muzyce. Pałac był biały i wysoki. Kilka wieŜyczek wyglądało jak korona, zwłaszcza, Ŝe ich dachy lśniły złoto w słońcu. Kaja przeszła przez srebrny most zwodzony, który był spuszczony i znalazła się na chłodnym dziedzińcu z marmuru. Przeszła dalej i wybrała pierwsze lepsze drzwiczki. Pałac był w środku urządzony z przepychem, na ścianach wisiały gobeliny i obrazy w ramach, na podłogach leŜały dywany. Meble były ciemne, drewniane, pięknie rzeźbione. Kaja minęła ogromne okno z atłasową zasłoną i postanowiła wspiąć się na wieŜę. Los mieszkańców świata, który dopiero poznała, stał się dla niej bardzo waŜny. Zresztą, nie zastanawiała się nad tym. Robiła to automatycznie, jakby wiedziała, Ŝe „tak ma być i juŜ”. Na szczycie wieŜyczki znalazła grubą księgę, otwartą na stronie z kilkoma linijkami tekstu. Po obu stronach księgi znajdowały się dwie gablotki. W pierwszej była rzeźba nuty, zrobiona z kamieni szlachetnych. Kaja zdołała rozpoznać rubin, szmaragd, diament, opal, turkus, brylant oraz koral. Nutka była wykonana przepięknie, świeciła kosztownymi klejnotami na odległość. W drugiej gablotce leŜała tylko drewniana róŜa, wykonana w dodatku niestarannie, jakby w pośpiechu. Drewno było tu i ówdzie starte, rzeźba zrobiona topornie, krawędzie wydawały się nierówne. Kaja podeszła do księgi i przeczytała tekst. Przybyszu, przed Tobą, w gablotach znajdują się dwa symbole. Wybierz któryś z nich, a zaleŜnie od tego potoczą się dalsze losy tego świata o nazwie Pięciolinia. Pamiętaj, Ŝe Twoja decyzja będzie nieodwracalna. Aby wybrać, wyjmij dany symbol z gabloty. Podpowiedź: jeden z tych symboli ma przedstawiać to, co dla mieszkańców tej krainy jest najwaŜniejsze.


Kaja odłoŜyła ksiąŜkę i popatrzyła na gablotki. Wzrok przyciągała raczej lśniąca nuta, ale czy nuty były tym, czego potrzebowali mieszkańcy tego świata? Przekręciła kartkę i przeczytała: RóŜa, uznawana za symbol ciszy i milczenia w krainie Pięciolinii. W innych światach często symbolizująca miłość i piękno... Kaja odłoŜyła ksiąŜkę i zamyśliła się. Oczywiście, muzyka była najwaŜniejsza, ale w końcu... Mieszkańcy Pięciolinii cierpieli, bo nie mieli ciszy. JeŜeli róŜa jest znakiem ciszy... Kaja nagle przypomniała sobie swoją koleŜankę z poprzedniej szkoły. Lubiła ją dlatego, Ŝe w jej towarzystwie moŜna było milczeć, moŜna było się śmiać, płakać, cieszyć i smucić. Ale to właśnie milczenie było najwaŜniejsze, dobrze się czuły w swoim towarzystwie nawet jeśli nie padło Ŝadne słowo. Nie sztuka płakać czy śmiać się z przyjacielem. Sztuką jest z nim pomilczeć. Kaja pomyślała o koleŜankach z jej klasy. Bez przerwy paplały, były zbyt głośne i hałaśliwe. śadna z nich nie umiała usiedzieć cicho choćby kilka chwil. Kaja wyciągnęła dłoń w kierunku róŜy. Wyjęła ją z gablotki i usłyszała trzask na zewnątrz. Rzuciła się do okna. RóŜowawa bariera znikała, rozpływała się w powietrzu, a ludzie setkami wbiegali do ogrodu. Cieszyli się. Kaja widziała uśmiechy na ich twarzach. Pomimo setek, a moŜe i tysięcy ludzi, w parku i pałacu było cicho, nie słychać było nawet stukotu butów albo głośniejszego oddechu. Kaja opuściła wzrok na róŜę i aŜ otworzyła usta ze zdumienia. RóŜa była ze szczerego złota, a jej krawędzie były tak cieniutkie i tak misterne... Kaja gwałtownie poderwała głowę. Muzyka z komputera akurat się skończyła. Dziewczyna wstała i rozejrzała się. Wszystko było jak dawniej. Jednak w tym momencie do pokoju wpadła mama. - Cześć, kochanie! Wyszłam wcześniej z pracy, pomyślałam, Ŝe moŜe razem będziemy świętować twoje urodziny. Proszę, wszystkiego najlepszego! wręczyła córce zapakowane pudełeczko. Kaja rozwiązała wstąŜkę i uśmiechnęła się szeroko, po czym wyjęła prezent z pudełka. Była to złota zawieszka na łańcuszek w kształcie róŜyczki, malutkiego kwiatka. - Pomyślałam sobie, Ŝe moŜe będziesz nosiła na jakieś szczególne okazje... - Dziękuję, mamo, śliczna. - Odpowiada ci? Taka ze złota? - Tak, mamo. Widzisz, milczenie jest złotem, mowa srebrem - powiedziała Kaja pozornie bez związku, po czym rzuciła się mamie na szyję. - O tak - roześmiała się mama - a cisza to jest poezja dla moich uszu po całym dniu spędzonym w biurze. Kaja mocno objęła mamę i długo siedziały bez słów, pogrąŜone kaŜda w swoich cichych myślach. Adrianna Wielgopolan, klasa VI a


Okładka i ilustracja ksiąŜki „Lustrzane zwierciadło”, autor: Aleksandra Kowalska, klasa VI d


Lustrzane zwierciadło ( fragment)

1. Nowe Ŝycie Obudziło mnie głośne trzaskanie. Wydawało mi się, Ŝe moŜe dobiega ono z kuchni, ale nie miałam tego najmniejszego zamiaru sprawdzać. Na budziku dochodziła właśnie godzina piąta. Tak wcześnie, a ja juŜ wstałam?! Zwykle wstaję w weekendy około dziesiątej lub dziewiątej. Dzisiaj miał to być mój najgorszy dzień, poniewaŜ wyprowadzałam się z mojego domu. Czułam się tak, jakbym zostawiła za sobą całe Ŝycie. Mieszkałam w Londynie od urodzenia. Czułam się okropnie, bo zostawiałam moją kochaną przyjaciółkę Sarę i resztę bliskich koleŜanek. Plusem przeprowadzki było to, Ŝe miałam dostać większy pokój i własnego laptopa, ale to zupełnie nie poprawiało mego fatalnego nastroju. Miałam ochotę krzyczeć, kopać, zrobić cokolwiek, Ŝeby móc tu zostać. Wkładając kapcie na nogi rozmyślałam o tym wszystkim, ale zrobiło mi się od tego jeszcze gorzej. Znacznie gorzej. Przeprowadzałam się do Nowego Jorku, z czego nie byłam zadowolona, ale moi rodzice podjęli taką decyzję i muszę się do tego zastosować. Udawać zadowoloną, Ŝeby byli szczęśliwi i nie mieli wyrzutów sumienia. Zeszłam z łóŜka i powędrowałam Ŝółwim tempem do salonu. Zastałam tam mamę krzątającą się przy półce z ksiąŜkami, mamroczącą coś o wyrzuceniu kilku niepotrzebnych rzeczy. Zerknęła na mnie przez ramię i uśmiechnęła się promiennie. Odpowiedziałam jej wymuszonym grymasem przypominającym uśmiech. Miałam nadzieję, Ŝe nie wyglądał sztucznie. - Carly, kochanie wyspałaś się? - Spytała rozpromieniona. - Eh...Chyba tak- wybąkałam. - To wspaniale. Śniadanie stoi na stole w kuchni. Później się przebierz i umyj, a potem ruszamy - zawołała moja uradowana mama. - Dobrze - mruknęłam. Głodna nie byłam w ogóle, więc zjadłam tylko cztery łyŜki płatków śniadaniowych, mimo Ŝe to moje ulubione śniadanie. Nie miałam ochoty. Na nic nie miałam ochoty. Powędrowałam do łazienki, po czym umyłam się pospiesznie. Ubrałam się w dŜinsy, mój ulubiony podkoszulek oraz bluzę z kapturem. Zdjęłam wszystkie zdjęcia z półki i schowałam je do niebieskiego pudła. Na jednym ze zdjęć widniałam ja wraz z Sarą... W oczach stanęły mi łzy. Szybko je starłam wierzchem dłoni i powróciłam do poprzedniego zajęcia. Usłyszałam, jak ktoś przekręca gałkę w moich drzwiach. - Carly, pakuj się, jedziemy - powiadomił mnie tata. - Okej, okej, juŜ idę - mruknęłam cicho, bez entuzjazmu. Chwyciłam za moją torbę, do której włoŜyłam ulubionego misia w białym sweterku i niebieskiej spódniczce. Pogłaskałam go po kokardce na głowie i zeszłam niezdarnie po schodach. Kiedy dotarłam do drzwi wyjściowych, westchnęłam cięŜko


i wybiegłam szybko na zewnątrz, Ŝeby dłuŜej i bardziej nie cierpieć. Usadowiłam się na tylnym siedzeniu samochodu i zapięłam pas. Wyruszyliśmy. I tak kończyło się moje stare i szczęśliwe Ŝycie, a zaczynało zupełnie nowe... Nie byłam pewna, czy uda mi się zmierzyć z nieznanym...

2. Koszmar Kiedy się obudziłam, byliśmy juŜ na miejscu. Zerknęłam na zegarek. Było wpół do pierwszej. Dobry BoŜe! Spałam trzy bite godziny nie licząc podróŜy statkiem. Dom był wyjątkowo piękny. Przynajmniej to na pociechę, pomyślałam. Wygramoliłam się niezdarnie z samochodu i zatrzasnęłam drzwiczki trochę mocniej niŜ powinnam. Posiadłość miała kremowe ściany i piękny ogród. Ba. Był przecudowny. Obok ogródka, na trawniku stała bujana ławka, o której często wspominała mama. Cały dom (i zapewne wnętrze) zaprojektowała przyjaciółka mamy, ciocia Sophie. Minąwszy wszystko, przeszłam na tył domu. Stanęłam jak wryta. - Niezły mi "domek"- wykrztusiłam, bo na więcej nie było mnie stać. - Tak, jest przepiękny - szepnęła mama. Jej głos był przesycony zachwytem. - Okej, chcę zobaczyć mój pokój - oznajmiłam. - No dobrze, chodźmy - powiedział tata. Weszłam na górę po schodach. Ech... Znowu pokój na górze, pomyślałam zawiedziona. Otworzyłam niechętnie drzwi i … było super. Ciemnofioletowe ściany z białymi szablonami w formie zawijanych wzorków kontrastowały z perłowymi firankami ozdobionymi czarnym brokatem. Na białym biurku stał mój nowy laptop, a purpurowy skórzany fotel zachwycał swym majestatem. BladoróŜowe deski podłogi przykryte były fioletowo-czarnym dywanem ze wzorkami. Pod boczną ścianą umieszczono białą toaletkę. ZauwaŜyłam jeszcze plazmowy telewizor i łóŜko o białej, lekko zaróŜowionej ramie, przykryte ciemnofioletową pościelą. Kurczę, co to miało być?! - Co to jest?! Mój pokój?! - Wykrztusiłam z wybałuszonymi oczami. - No, nie podoba ci się? - Mama wyraźnie posmutniała. - Nie, nie, jest świetny, tylko czy aby nie przesadziliście? - Spytałam. Jako osoba, która nie lubi zbyt wielu ozdóbek i ekstrawaganckich rzeczy, byłam tym szczerze zdziwiona, choć nie powiem - pokój był bardzo ładny i duŜy. Doszłam jednak do wniosku, Ŝe mogłam znieść tak szczegółowo wystylizowany pokój, poniewaŜ był on w moich ulubionych kolorach. - Pomyśleliśmy, Ŝe ci się spodoba - szepnęła nieco bardziej szczęśliwa mama. - No, bo jest ładny - zapewniłam rodziców z entuzjazmem. Mama wyraźnie się rozchmurzyła. - Chcesz zostać w pokoju, czy wolisz obejrzeć resztę domu? - Spytał mnie tata.


- Chyba zostanę - oznajmiłam. - W takim razie nie będziemy ci przeszkadzać - powiedziała mama, pociągając tatę za rękę. Westchnęłam cięŜko i podeszłam do biurka. Do oczu napłynęły mi łzy. JuŜ tęskniłam za Sarą. Szybko je wytarłam palcami. Rozejrzałam się po pokoju. Pomieszczenie naprawdę robiło wraŜenie. Ciemny fiolet na ścianach sprawiał wraŜenie, Ŝe pokój zmniejszał się optycznie, ale nie zaliczało się to do jego wad. W jednym z rogów dostrzegłam bladoróŜową skrzynię ze srebrnymi sprzączkami. Zaciekawiona, zrobiłam kilka kroków w jej kierunku, Ŝeby przyjrzeć się z bliska. Na wieku mebla widniały srebrne ozdobne napisy, jakby odrobinę starte. Nareszcie coś starego, a nie nowego jak wszystko tutaj, pomyślałam. Chwyciłam za klamrę wieka i pociągnęłam ją do góry. Otworzyło się bez problemu. W środku skrzyni znajdowały się moje największe "skarby": kula z baletnicą w środku, mała pozytywka, ulubiony notes z owieczką, pozłacana ksiąŜka, którą dostałam w prezencie od babci Renaty (nigdy jej nie czytałam) i srebrna bransoletka z kryształową gwiazdką, do której co roku miały być przyczepiane nowe zawieszki. Była taka śliczna... Zawsze trzymałam je w ukryciu, bo nie znosiłam się chwalić. U innych osób teŜ nienawidziłam tej negatywnej cechy charakteru. Tylko Sara i rodzice wiedzieli o istnieniu tych rzeczy. Moja przyjaciółka odkryła je "przypadkiem", a przed rodzicami nie miałam Ŝadnych tajemnic. Jeszcze raz przejechałam wzrokiem po moich rzeczach, a na dłuŜej zatrzymałam się na mojej bransoletce, którą dostałam od rodziców na dwunaste urodziny, czyli miesiąc temu. Zamknęłam skrzynię jednym ruchem dłoni i podeszłam do kalendarza wiszącego nad biurkiem. Dwudziesty kwietnia... Tak, to pechowy dzień (przynajmniej dla mnie). Ech... Jutro do szkoły, pomyślałam naburmuszona. Zerknęłam w stronę łóŜka. Zrobiłam kilka kroków w jego stronę. Podskoczyłam lekko w górę i spadłam na miękką pościel. Była bardzo delikatna i aksamitna w dotyku. Wzięłam jedną poduszkę i wtuliłam w nią głowę. Przymknęłam znuŜone powieki i zaczęłam rozmyślać nad jutrzejszym dniem. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięczny głos mamy: - Obiad, Carly! - Zawołała. Podniosłam głowę do góry i ześlizgnęłam się z łóŜka. Zeszłam na dół po schodach. Bez problemu znalazłam jadalnię, a juŜ myślałam, Ŝe będę potrzebować mapy. Na stole czekała pizza i wielobarwny deser, zapewne z galaretki owocowej. Moi rodzice siedzieli juŜ przy stole i czekali na mnie. Dosiadłam się do nich i bez słów zaczęłam jeść. Byłam strasznie głodna. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo. - To jak, podoba ci się dom? - Spytał mnie tata, popijając herbatę. - PrzecieŜ nie obejrzałam jeszcze całego - zaprotestowałam. - Ale ogród i mój pokój jest świetny. Szczególnie podoba mi się ta stara skrzynia w moim pokoju- potwierdziłam entuzjastycznie. - Rzeczywiście, jest piękna - wtrąciła mama. - Dostaliśmy ją od babci


Renaty w prezencie - wyznała. - Podziękuję jej osobiście - powiedziałam. - Jutro twój pierwszy dzień w nowej szkole. - Zmienił temat tata. - Poradzisz sobie - dodał z przekonaniem w głosie. Zrobiłam kwaśną minę. Nie uszło to mamy uwadze. Spojrzała na mnie z zainteresowaniem. - Co jest Carly? - Zmartwiła się. - Boję się - wyznałam. Oboje spojrzeli na mnie zdziwieni. - Ale czego, kochanie? PrzecieŜ nigdy nie miałaś problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, a nauczyciele na pewno będą mili i wyrozumiali - stwierdził tata. - Nie boję się nauczycieli. Będę się wstydzić. Tyle nowych osób. Jak jest kilka, albo wszyscy się nie znają, to wtedy jest o wiele łatwiej? Poza tym nie ma Sary i Ginger, i... - Wiem, Ŝe tęsknisz za Sarą i koleŜankami, ale tutaj teŜ znajdziesz nowych przyjaciół - zapewniła mnie gorliwie mama. - Tak. MoŜe - odparłam bez przekonania. Po kolacji obejrzałam resztę okazałego domu z rodzicami. Potem poszłam do pokoju i włączyłam na chwilę laptopa, ale jakoś nie miałam ochoty na gry komputerowe. Podeszłam po chwili do toaletki. Spojrzałam na nią krzywo. - A niby, po co mi ona? - Szepnęłam do siebie. Nie lubiłam się malować, zresztą w moim wieku to chyba normalne. Nawet za czesaniem nie przepadałam. Zawsze rozczesywałam moje długie, czarne loki i zakładałam jakąś opaskę, których miałam mnóstwo. Strojenie się teŜ nie było moją mocną strona. Bardzo podobały mi się moje ubrania i z chęcią eksperymentowałam, ale u mnie nigdy nie było mowy o jakiejkolwiek biŜuterii. Do szkoły zwykle zakładałam dŜinsy rurki, T-shirt z kolorowym nadrukiem, ukochane trampki i bluzę z kapturem. Broń BoŜe jakiejkolwiek spódnicy. Nienawidziłam spódnic. Taki był mój styl. Jednak, gdy zdarzały się specjalne okazje do akcji wkraczała mama, kompletując mi elegancki zestaw składający się z szykownej spódnicy, zwykle białej koszuli i lakierowanych baletek. Wzdrygałam się zawsze na samą myśl o tym, Ŝe miałabym coś takiego załoŜyć. Nie chciałam jednak robić mamie przykrości, więc zakładałam go, nigdy nie patrząc wtedy w lustro. Rozmyślając o tym, wskoczyłam do łóŜka i przymknęłam powieki. Aleksandra Kowalska, klasa VI d


Autorzy zamieszczonych prac: Adamczuk Anna Andrzejewski Jaś Bartosiak Adrian Basta Klaudia Bielecki Adam Bińka Karolina Bińka Radosław BoŜym Krzyś Bułatowicz Ewa Chacińska Marta Chmielewski Krzysztof Czapska Natalia Czerniejewski Daniel Dolecka Katarzyna Dregiel Maciej Gawrysiak Patrycja Gogolewski Krystian Goluch Natalia Gołaszewski Adam Gorzelak Michał Grabowska Julia Granecka Katarzyna Gruza Amelia Gryz Paulina Jagielska Marta Jakoniuk Iga Jakubiak Anna Jaranowski Mateusz Jaszczak Aleksandra Jaszczak Paula Kapuścińska Alicja Karkowska Karolina Kazała Krzysztof Kossewski Tomek Kossewska Wiktoria Kowalska Aleksandra Kowalski Tomasz Kulpińska Natalia Larwa Aleksandra

Lipińska Paulina Ludwig Wiktoria Markowska Wiktoria Mielniczuk Zuzanna Milewska Agata Mirkowska Katarzyna Nasiadka Marcin Niedbalski Krzysztof Nowakowska Weronika Nowicka Klaudia Nurzyński Arkadiusz Pałgan Marta Piotrowski Karol Przywoźna Karolina Pych Weronika Pytka Kamila Raczkowska Daria Redo Mateusz Relidzyński Radosław Rudnicka Lena Sawanaka Johana SkarŜyńska Weronika Skórska Karolina Snopek Julia Snopek Paulina Sprycha Paulina Szatańska Dominika Szcześniak Marysia Tatarczuk Karolina Tkaczyk Maja Tymoteusz Tymków Wachnik Joanna Walewski Dawid Wielgopolan Adrianna Wierzejski Piotr Wójcik Natalia Wyrobek Magdalena Zboina Konrad Zboina Paulina

100


101


Nasze sukcesy  

Prace uczniów SP 114 powstałe w roku szkolnym 2009/2010

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you