Page 1


Copyright © by Adam Szczuciński Copyright © by Fundacja Zeszytów Literackich Warszawa 2008 ISBN 978-83-60046-87-6


Adam Szczuciński

Włoskie miniatury

PODRÓŻE ZESZYTÓW LITERACKICH


FLORENCJA


SA N M I C H E L E

Jasz czurka migo cąca wśród blusz czów i cierni przywio dła mnie do cie bie na wyspę umarłych... RY S Z A R D K RY N I C K I

Vaporetto nie było zatłoczone. Postawny franciszkanin w okularach z ciężką walizką, kilka kobiet z kwiatami (wdowy?), Amerykanie udający się na Murano po weneckie szkło i my — turyści odwiedzający cimite ro przed południem. Z daleka widać było cyprysy wystające ponad krawędź muru otaczającego wyspę. Niezwykłość zarówno tego obrazu, jak i utajonego sposobu, w jaki ceglany mur wyrasta wprost z zielonej wody laguny, podkreślało jeszcze wspomnienie reprodukcji starej fotografii, na której skuty lodem basen między Madonna dell’Orto a Fondamente Nove przemierzali w pośpiechu ludzie w grubych płaszczach, czapkach i rękawiczkach, a w tyle — za martwą przestrzenią wody lub lodu — widniała sylwetka kościoła San Michele in Isola oraz cyprysy — tym razem z ciekawością przyglądające się sponad muru scenom rozgrywającym się na lagunie. Na pierwszym planie, bliżej nas, chłopiec (przypuszczalnie on jeden miał szansę dotrwać do naszych dni) powstrzymywany dłonią ojca przed kolejnym krokiem, którego lód w tym miejscu mógłby już nie wytrzymać. W pobliżu kobieta — idąca samotnie, z opuszczoną głową — próbuje odczytać ze śladów na świeżym śniegu przyszłość swego nienarodzonego jeszcze dziecka. Zdjęcie przypominało obra➢ 7 ➢


W Ł O S K I E M I N I AT U RY

zy Guardiego: podobne zarysy postaci — ciemne plamy z falującymi brzegami płaszczy, z tym że tłem był nie pożar miasta, lecz cmentarz. Zbliżaliśmy się, pozostawiając za sobą Fondamente Nove — ostatni przystanek, z którego można jeszcze zawrócić. Niedaleko znajdują się Fondamenta dei Mendicanti i szpital. Koci spacer przy murze szpitala opisał w Znaku wodnym Brodski: „Gdyby ktoś w tym momencie zwrócił się do mnie, zamiauczałbym”. Brodskiego sympatia do kotów nie mogła nie przeobrazić się podczas pobytów w Wenecji w sympatię dla skrzydlatych lwów, w dodatku oczytanych. Stąd lew św. Marka (ta „sprawniejsza fizycznie i kulturalniejsza wersja Pegaza”) widnieje na okładce tomu A Part of Spe ech. Na Burano widziałem perskiego kota wylegującego się na przycumowanej do brzegu łodzi. Był ogolony — puszyste pozostały mu tylko łapki, ogon i pyszczek. Po krótkiej drzemce zgrabnie zeskoczył na nabrzeże i odszedł, zwiewnie machając puszystym ogonem. Brodski jako kot byłby prawdopodobnie kotem zwykłym, nie persem, tutejszym, jednakże nietracącym nic ze swej wrodzonej kociej elegancji i tajemniczości, kotem ze starej fotografii (wprawdzie lodowa atmosfera nie jest przyjazna kotom, wiemy jednak, że poeta odwiedzał Wenecję właśnie zimą). Fotografia Brodskiego: cztery linie prawie doskonale równoległe — cztery linie zmarszczek na czole, znak niezaliczany do rubryki „szczególne”, a mimo to od razu zauważalny. System nacięć na skórze odzwierciedlający to, co jest głębiej, pod czaszką i oponami; jakby szlaki nerwowe nie chciały korzystać z receptorów i same szukały kontaktu ze światem. Odciski myśli. Czoła chlubią się swoimi zmarszczkami, pewnie dlatego bywają takie wysokie. A jeżeli w ogóle można kogoś rozpoznać po krajobrazie czoła, to właśnie Brodskiego — poetę o twarzy z marmuru, co wcale nie oznacza, iż bez wyrazu, wręcz przeciwnie. „Dziwna to rzecz — twarze poetów”, pisał. Rzeczywiście — dziwna. W zatopionym w półmroku kościele rozlegał się stukot maszyny do pisania, paliły się świece. To tylko zakonnik pracujący jak zwykle w zakrystii. Na zewnątrz powietrze oddychało kurzem, remontowano krużganki. Dostałem nową mapę cmenta➢ 8 ➢


WENECJA


W Ł O S K I E M I N I AT U RY

rza, mniejszą niż poprzednio, za to z dokładnym adresem (nawet internetowym) oraz z niezrozumiałym dla mnie zdaniem po włosku, które zawierało słowa: „pro gramma LIFE”. Trudno o lepszą reklamę cmentarza. Drogę i tak znałem na pamięć — kwatera XV, gdzie Pound i zaraz Brodski. Było południe, pora, kiedy jaszczurki polują. Na białym nagrobku napis cyrylicą i po angielsku: Joseph Brodsky oraz daty: 24 V 1940–28 I 1996. W rozmowie z Wołkowem Brodski, wspominając Achmatową, mówił: „Pamiętała, kiedy kto umarł i kiedy się urodził. Pewne daty były dla niej ważne. Osobiście, nigdy nie przypisywałem podobnym sprawom jakiegokolwiek znaczenia. Pamiętam, że dwa albo trzy razy poważne nieprzyjemności w moim życiu zaczynały się z końcem stycznia. Ale był to czysty zbieg okoliczności...”. Muszle, kasztan, rozgwiazda. I trzy koty przyklejone do kamiennego łuku nagrobka: jeden czarny, smukły, o białym pyszczku i żółtych oczach, które błyszczą w weneckim cieniu oraz dwie białe kotki — jedna w różowym koszyku, a druga z ogonem faliście opadającym. Najbardziej niezwykłe koty Wenecji. Zabawki, przyjaciele, stróże tajemnicy, wiedzy o tym, co jest potem. Czyje dłonie przymocowały te koty do grobu? Zresztą, to nieważne. Brodski wie, zna te dłonie. Na tylnej ścianie nagrobka, u dołu napis: „Le tum non omnia finit”. W kubeczku obok drobne monety: głównie liry i ruble — na wszelki wypadek. I cisza. Tylko powroty jaszczurek i szyszki na pustej ścieżce. 2000

➢ 10 ➢


RO M A

„Rzym podbił świat, i nie było świata, tylko rzymski; ludy i państwa ciągnęły rydwan jego tryumfów, a bogi narodów zabitych, sprowadzone jeńcem do Rzymu, stawały w jego Panteonie, jako pośmiertne upiory”. To słowa Józefa Kremera z jego Dzie jów artystycznej fantazji. Chętnie wracam do fragmentów dotyczących Wiecznego Miasta. Kremer pięknie opisał skarby Kaplicy Sykstyńskiej. W mojej pamięci pozostało tylko uczucie zagubienia, natrętny szum. Okrzyki zakazujące robienia zdjęć. Goethe w Po dró ży wło skiej pisał: „Jestem tak zafascynowany Michałem Aniołem, że nawet przyroda przestała mnie pociągać, skoro nie mogę jej oglądać jego genialnymi oczami”. Kaplicę odwiedzał często. Pewnego razu zdrzemnął się nawet na tronie papieskim. W muzeum w Tunisie widziałem mozaikę przedstawiającą Wergiliusza na tronie w otoczeniu muz. Na jego kolanach rękopis Ene idy. Ale ja najwyżej stawiam krótki poemat Katullusa Do Aliu sza o przyjaź ni, miło ści i smutku. Znam go w wybornym przekładzie Zygmunta Kubiaka. Dwa tysiące lat temu Katullus pisał z Werony: „Wiesz, ja tu nawet książek niewiele mam. Wszystko w Rzymie zostało. Tam jest mój dom, tam życie moje upływa”. To w Rzymie poeta poznał Klodię (w wierszach nazywał ją Lesbią), która „z głębi zaklętej nocy przybiegła niespodziewana, z objęć swego męża wydarte niosąc pieszczoty”. Była piękna i pełna tajemnic. Szybko znudziła się młodym poetą. On nie umiał o niej zapomnieć, cierpiał z powodu jej zdrad. O miłości mówił wprost, dosadnie. Ale potrafił też two➢ 16 ➢


RO M A

rzyć delikatne obrazy, rysunki o miękkiej kresce — Gilbert Highet przyrównał je potem do płócien Vermeera: „Tam ona, jasna bogini, lekką stopą stanęła / Na progu starym, wytartym, i sandał cicho zaskrzypiał...”. Pewnego razu zobaczyłem dwie kobiety przechodzące przez bramę. Wyglądały jak siostry, syreny. Były lekkie, o miękkich ciałach, fascynujące. Obejrzałem się za nimi, ale już zniknęły. Wędruję ulicami Rzymu. Na Campo de’ Fiori przywiódł mnie piękny zapach dochodzący z piekarni, która mieści się przy placu. Zapiekany ser i pomidory. Na targu „kosze oliwek i cytryn”, baśniowe ryby-miecze. Gdy targ się kończy, grubawy dozorca sprząta resztki, zepsute owoce, wnętrzności ryb. Układa to wszystko przed czerwonym straganem. Stos śmieci prawdopodobnie ktoś później wywiezie. Moim ulubionym miejscem w Rzymie jest Kapitol, Piazza del Campidoglio. W muzeum Marco Aurelio na koniu, popiersia filozofów. I niezrównane słowa Jana Kotta o kapitolińskim placu: „Ma proporcje na miarę ludzką. Żeby po nim chodzić, oglądać przyjaciół, nawzajem być przez nich oglądanym. Place włoskie odziedziczyły po antyku proporcje towarzyskie. Są salonem miasta [...]. [Kapitol] ma w sobie słodycz i mądrość”. To na ten plac przychodził Josif Brodski, by zobaczyć spiżowego jeźdźca. Pamiętam rzymską fotografię poety z Koloseum w tle. Wyglądał na niej jak gladiator. Chyba trochę nim był. Jestem na Forum. W ciężkim powietrzu pot i światło. Pod stopą chrzęści żwir. Gdzieś tutaj rozszarpano starego Galbę — cesarza, który się nie sprawdził. Podobno wypadł z lektyki — tak szybko uciekali tragarze. Świątynie puste, kamień na kamieniu. Jakbym zszedł do Hadesu. Nie. Za jasno. Na Palatynie miękka trawa. Tu mieszkał Katullus. Widać stąd Circo Massimo, widać kopuły Rzymu. Ponad ścieżkami parku kurz faluje, drży. W hotelu problemy z wodą, może z powodu upału. Albo awaria, to się przecież zdarza. W wierszu Zbigniewa Herberta „boski” Klaudiusz mówi: „zbudowałem akwedukty / odtąd zmywanie krwi / stało się w Rzymie łatwiejsze”. Na ulicy krzyki, klaksony wyją, jakby błagały o litość. Na Kapitolu przypominam sobie krótki wiersz Marcina Wyrembelskiego zatytułowany Rzym: ➢ 17 ➢


W Ł O S K I E M I N I AT U RY

Kapitol Kapitel Kapitulacja i Imperium Trąbiących Samochodów Co zostało z potęgi Rzymu? Już nie centrum świata, już nie jego stolica. Przyglądam się współczesnym rzymianom. Mężczyźni w garniturach spieszący do biur, szpitali, gabinetów. Wyprostowani. Kobiety obwieszone złotem. Rzymskie bóstwa na wysokich obcasach. Na Schodach Hiszpańskich spotykamy greckie znajome (kto by wtedy myślał o Keatsie?). Pada. Chowamy się w kawiarni przy Piazza Navona. Do hotelu wracamy piechotą. Całkiem przemoczeni, zziębnięci. W restauracji na dole gospodarz wita nas uprzejmym „dobry wieczór”. Ale jedzenie podłe. Kelner wygląda jak cesarz August. Jesteśmy w Rzymie.

➢ 18 ➢


SPOLETO

Jedziemy z Emanuelą zobaczyć audytorium zaprojektowane przez Renza Piano. Na ulicach Rzymu antywojenne odezwy. Nie oszczędzono nawet lwów strzegących wejścia na Kapitol. Na dworcu widziałem zapłakaną kobietę — miała twarz Ewy z fresku Masaccia. Audytorium bardzo nam się podoba. Gubię się trochę wśród czerwonych korytarzy prowadzących do sal koncertowych. Miałbym ochotę nakręcić tu film. Nie wiem o czym, ale byłyby w nim sceny pogoni, ucieczki. Wśród rzeźb, obrazów i dźwięku harf. Wieczorem umówione spotkanie przed Panteonem. Na placu poruszenie. Młoda para i goście weselni. Przez chwilę się zastanawiam, czy nie przyłączyć się do orszaku. Czytam powieść. Czekam na Emanuelę. W oknie na drugim piętrze młody mężczyzna prezentuje skąpo owłosiony tors. Sprzedawcy kwiatów omijają mnie z daleka. Zaczynam czuć się w Rzymie dobrze. Najwyższy czas, by ruszyć dalej. Wybrałem się do Spoleto. Most-akwedukt jest zachwycający. Na wzgórzu wśród drzew ktoś śpiewał. Głos płynął w dolinie. Po chwili dołączył się drugi — kobiecy. Śpiew był piękny, powietrze wibrowało. W takiej chwili opuszczają nas marzenia. Widziałem, co trzeba. Katedrę i twierdzę, Łuk Druzusa. Zatrzymaliśmy się w pobliżu kościoła San Pietro. Fasadę zdobią groźnie wyglądające zwierzęta, sceny walki, tortur. O kościele pisał Jan Kott: „W środku jest pusty, jakby był wyjedzony przez mrówki. Obszedłem go dokoła. Z tyłu mieszkają ludzie. W tej ➢ 23 ➢


W Ł O S K I E M I N I AT U RY

ogromnej masie kamienia wydłubali sobie małe dziurki. Wszędzie suszy się bielizna, na małych balkonach pełno jest kwiatów. Ciągle mnie tutaj uderza to zadomowienie się w kościele. We wszystkich zabytkach, w przeszłości”. Wieczór w dolinie. Dobre duchy przychodzą zobaczyć najbliższych. „A ona te same miała włosy i oczy co wczoraj — pisze Propercjusz. — I tylko brzeg jej sukni opalony był. Pierścień na palcu tknięty płomieniem”. Wśród chmur gaśnie purpura. Poruszają się kamienne zwierzęta, pies goni własny ogon. Przypominam sobie fresk Piera della Francesca. Chrystus jest wielki. Wychodzi z grobu, jakby przechodził przez płot. Więc to będzie tak, tak lekko?

➢ 24 ➢


K A RT K A Z W E N E C J I . B RO D S K I

Wyspa Burano słynie z wyrobu koronek. W dodatku każdy dom w miasteczku pomalowano na inny kolor. Mają tam jeszcze krzywą wieżę. Jest też targ rybny — gdy przychodzę, jest już pusty. Pozostał tylko zapach, krew na stołach. Przychodzę tu dla krajobrazu. Rozpościera się stąd jeden z najpiękniejszych widoków świata: senne, zamglone miasto rozłożone na śliskiej lagunie jak na szezlongu. Wenecja — miasto pomyślane przez bogów. Jak mawiał Brodski — ukochana osoba oka, miasto spojrzenia. Uwieczniana na obrazach, fotografiach i akwatintach ciągle najlepiej prezentuje się w rzeczywistości. Jest piękna, choć może już nie tak młodzieńczo śliczna z ciemnymi włosami rozwianymi na wietrze. Przypomina raczej smutną kobietę — elegancką i wytworną — lecz z podkrążonymi oczami. Czytam wiersze Brodskiego. Myślę o nim zawsze, gdy odwiedzam lagunę. Dostałem niedawno w prezencie Roz mo wy z Jo sifem Brodskim Solomona Wołkowa — wydanie rosyjskie zakupione na Litiejnym Prospekcie. W rozmowie zatytułowanej Wło chy i in ne po dró że poeta wspomina swe zauroczenie Wenecją, pierwsze lektury, fotografie, pocztówki w sepii. Pisał później w Znaku wodnym: „[Miasto] było czarno-białe, jak przystało czemuś, co wyłania się z literatury albo z zimy; arystokratyczne, mrocznawe, chłodne, o przyćmionych światłach [...], z udrapowanymi w stylu Belliniego / Tiepola / Tycjana kobiecymi ciałami zamiast obłoków”. ➢ 29 ➢


W Ł O S K I E M I N I AT U RY

Chodzę po Wenecji jak włoski detektyw, komisarz. W pen sio ne Akademia zapytałem nawet portiera, czy to może tu zatrzymywał się Brodski. Portier nigdy o nim nie słyszał. Śladów pozostało niewiele lub to ja tropię niewprawnie. Na nagrobku Josifa Brodskiego na weneckiej wyspie umarłych wyryty jest napis: „Le tum non omnia finit”. To chyba z Propercjusza. W podziwianej przez Brodskiego elegii Spo tkanie we śnie znajdujemy słowa: „To, co mówią o duszach, to nie jest baśń: ze stosów / Umyka blady cień; śmierć nie kończy wszystkiego”. Czasami widzę go, jak wchodzi po schodach. Te schody skrzypią. Poręcz wije się, ucieka. On oddycha ciężko. Potem wszystko znika. Czytam wiersze.

➢ 30 ➢


P L AC Ś W. M A R K A , W E N E C J A


SIENA

W Sienie odnalazłem hotel Herberta. Tre Donzelle. Żałowałem potem, że nie zostałem w nim na noc. Ceny podobne jak w stolicy, a być może ominęłoby mnie towarzystwo koszmarnych ściennych arcydzieł, z którymi musiałem oswoić się, mieszkając w Rzymie. Ściany hotelu położonego w pobliżu Termini okupowały kunsztowne dekoracje w kształcie końskich łbów — zwierzęta miały bujne grzywy, misternie posplatane jak u dziewcząt w żeńskim liceum. Na korytarzach zamiast okien widniały wielobarwne obrazki przedstawiające nadmorskie pejzaże. Przypuszczam, że to właśnie te oglądane przeze mnie codziennie rękodzieła były przyczyną mych sennych widziadeł, moich rzymskich palio: wielogodzinnych ucieczek przed rozpędzonym stadem dzikich koni po piaszczystym, rozległym płaskowyżu. „Sienę porównują do gwiazdy, bo rozłożyła się na pagórkach, poprzerywanych parowami, jakby na promieniach” — pisał Kazimierz Chłędowski, rozpoczynając swoją książkę poświęconą miastu założonemu podobno przez synów Remusa. Siena jest bliska polskiemu czytelnikowi. Pisali o niej najwięksi: Herbert, Miłosz, Herling-Grudziński. Sieneńskie campo w kształcie muszli jest „niby koncha złocista, znaleziona na brzegu morza przez dżina, niby muszla, z której u Botticellego rodzi się Wenus” (Iwaszkiewicz). Bliski jest mi również fragment No tatników Alberta Camusa wybrany przez Joannę Guze: „Kiedy będę stary, niech mi będzie dane znaleźć się po raz ostatni na tej drodze do Sieny, z niczym nieporównywalnej, ➢ 47 ➢


W Ł O S K I E M I N I AT U RY

i umrzeć tam w rowie, i niech dokoła mnie będzie tylko dobroć nieznanych Włochów, których kocham”. Camus i Siena. Dziś ten związek wydaje mi się oczywisty. Niedawno w czasie wielkiego upału czytałem Ob ce go. W nocy musiałem schodzić piętro niżej, bo na poddaszu nie dało się wytrzymać, wentylator nie pomagał. Wraz z Mersaultem szedłem w kondukcie ścieżką upału. Wcześniej siedzieliśmy razem w pobielonej wapnem sali, czuwaliśmy, a naprzeciwko nas siedzieli pensjonariusze przytułku i mnie również wydawało się, że przyszli tu po to, by nas osądzić. Później, w więzieniu (tu chociaż było trochę chłodniej), przytykałem twarz do twardej ściany, do muru, podobnie jak to robiłem w Sienie, próbując wyczytać z tkanki kamienia przeszłość miasta. Tak, widzę teraz Sienę, jej wąskie zaułki, podcienia, korytarze. Kamienna Siena to więzienie, z którego nie można się wydostać. Przechodnie są jak strażnicy, wyznawcy tajnej sekty kultywującej przeszłość, dawne dzieje miasta. W tym mieście powinny umierać zegary. Wędrowałem po Sienie trochę na oślep, zdany na los, przypadek. W niedokończonej katedrze podziwiałem piękną Eleonorę Portugalską na fresku Pinturicchia. Na posadzce kościoła sceny z Biblii, sybille. Rzeź niewiniątek przywodziła mi na myśl lekcje łaciny. Wieczorem razem z Asią odpoczywałem na campo. Czas się zatrzymał i oddychaliśmy tylko siłą woli. Co pewien czas pojawiał się kelner i budził nas z odrętwienia. Byłem szczęśliwy, że tym razem nie będę musiał kłaść się spać samotnie, że tej nocy nie będę spał, jak pisał Camus, „w jednym łóżku ze śmiercią”.

➢ 48 ➢


TOLEDO

Pamiętasz Toledo? Szedłeś rozgrzanym asfaltem, w powietrzu unosił się nieznany zapach, który nie przywoływał ani złych, ani dobrych wspomnień. Gdy ulica ostro skręciła w lewo, zobaczyłeś bramę, most, drugą bramę, bryłę miasta na wzgórzu. Wysoko po lewej stronie widniały ruiny zamku — architektonicznie nieciekawe, brzydkie, jak mityczna budowla z powieści Kafki, która, jak pamiętam, zwykle nie podobała się przybyszom (naszemu geometrze też nie przypadła do gustu, choć stała się przecież przedmiotem jego marzeń i dążeń). El Greco w swoich widokach Toledo odrealniał kompozycję miasta, umieszczał na płótnie budynki, których nigdy w mieście nie było, wieże kościołów malował niczym figury szachowe — za każdym razem w innym miejscu, na innym polu szachownicy. Tak pamiętam to miasto, bez szczegółów, raczej sam zarys ścian, ostre krawędzie i półokręgi, wieże przebijające chmury. El Greco pracował wcześniej w Wenecji, ale to w Toledo osiadł na stałe, tu powstały jego najlepsze obrazy, tu żył, tutaj umarł. Jego Po grzeb hrabie go Orgaza w kościele Santo Tomé przyciąga tłumy podróżnych. Przyglądałem się malowidłu, myśląc o Picassie. Skarby Toledo zebrane są jednak w katedralnej zakrystii. W trzech niewielkich salach można zobaczyć dzieła Rafaela, Tycjana, Caravaggia, Rubensa, Velázqueza, Goyi. Spośród obrazów El Greca przyciągają wzrok portrety apostołów (mężczyźni o twarzach jak płomień świecy) oraz umieszczone w centralnym miejscu zakrystii Ob nażanie z szat: prowadzony ➢ 49 ➢


W Ł O S K I E M I N I AT U RY

przez żołnierzy Chrystus kroczy w purpurze, podczas gdy sumienny rzemieślnik wyznacza już na krzyżu miejsca, gdzie zostaną wbite gwoździe. Toledo kojarzyło mi się zawsze z czymś tajemnym i złowieszczym. To tutaj rozgrywa się akcja opowiadania Poego The Pit and the Pen du lum. Bohater opowieści został skazany przez inkwizycję na śmierć. W czasie ogłaszania wyroku zdaje mu się, że widzi przyjazne twarze — głowy aniołów przeistaczają się jednak w płonące żagwie. Wyrok jest okrutny: czarna studnia albo groźne ostrze, które z każdym ruchem zbliża się do skóry, do tętnic. Nasz bohater powoli traci zmysły. W ostatniej chwili ratuje go dzielna ręka generała Lasalle’a. Nigdy nie miałem złudzeń. Zło istnieje. Widział je nie tylko Karamazow. Czasami można je zobaczyć jakby odbite w tafli jeziora, w lustrze. Trzeba nauczyć się żyć na skraju czeluści jak bohater Poego. Krater przyciąga swym łagodnym mrokiem, kusi obietnicą snu, zapomnienia. Nikt jednak nie wie, co będzie nam wybaczone.

➢ 50 ➢


SPIS RZECZY

I San Michele / 7 Taormina. Ślady / 11 Syrakuzy / 14 Roma / 16 Tybr / 19 Modlitwy dla spadających z dachu / 20 Spoleto / 23 II „Aloes” Jana Kotta / 27 Kartka z Wenecji. Brodski / 29 Odmiana / 31 Mein Kampf / 33 Most Westchnień / 35 Caffè Florian / 37 Ars moriendi / 40 Cięższy rapier / 42 III Siena / 47 Toledo / 49 Ból / 52 Sny florenckie / 54 U świętej Finy / 56 Pienza / 58 W Mediolanie / 62 Kamienie / 64 Kartagina / 66 Pchła z Carcassonne / 68


IV Powrót / 73 Palermo / 76 Segesta / 79 Dedal / 81 Chusteczka umarłych / 83 Mesyna / 85 Segowia / 87 Scilla i syreny / 89 V Spacer / 95 Paestum / 97 Neapol / 99 Poggioreale / 104 Dragonea / 106 Eurydyka / 110 Indeks osób / 113 Indeks miejsc / 117


Adam Szczuciński, Włoskie miniatury  

Wydawca: Zeszyty Literackie Seria "Podróże" pod redakcją Marka Zagańczyka

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you