Page 1


Na okładce: Saul Steinberg, View of the World from 9th Avenue, 1976 Kolekcja prywatna © The Saul Steinberg Foundation /Artists Rights Society (ARS), New York

© by The Czeslaw Milosz Estate © by Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2010

ISBN 978-83-60046-98-2 Zrealizowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


CZESŁAW MIŁOSZ

Rosja. Widzenia transoceaniczne Tom I. Dostojewski — nasz współczesny

Teksty wybrały Barbara Toruńczyk i Monika Wójciak opracowała i ułożyła w tom Barbara Toruńczyk wstępem opatrzyła Clare Cavanagh

Zeszyty Literackie


Chcę nie poezji, ale dykcji nowej. Bo tylko ona pozwoli wyrazić Tę nową czułość, a w niej ocalenie Od prawa, które nie jest naszym prawem, Od konieczności, która nie jest nasza, Choćbyśmy nasze nadali jej imię. Czesław Miłosz, Traktat poetycki (941–946)


Wstęp Clare Cavanagh Miłosz i Rosja Dostojewskiego

W eseju o ojcu Józefa Conrada Czesław Miłosz cytuje słowa, które jego słynny rodak wypowiedział o wschodnim sąsiedzie Polski: „ich mentalność i ich uczuciowość zawsze były dla mnie odrażające, ze względu na dziedziczną skłonność i moje osobiste usposobienie” (Apollo Nałęcz Korzeniowski, w: Prywatne obowiązki). Trudno byłoby znaleźć równie jednoznaczne stwierdzenie u Miłosza. „Bardzo lubię Rosjan i lubię mówić po rosyjsku, ale nie lubię samej Rosji, Rosji imperialnej”, wyjaśnia w rozmowie, którą przeprowadziła z poetą pod koniec jego życia Cynthia Haven. „Moja orientacja jest bardzo pokrewna orientacji filozofów ro syj skich — wy zna je Mi łosz Alek san drowi Fiu towi w Autoportrecie przekornym — (...) Bardzo mi przykro, bo ja żadnym rusofilem nie jestem”. ,,Zapewne jestem bardzo typowym Polakiem — mówi w wywiadzie udzielonym Wiktorowi Sokołowowi niedługo po ogłoszeniu werdyktu o przyznaniu mu Nagrody Nobla — bo lubię Rosjan, a nie lubię Rosji... cóż poradzić?”. Bardzo typowym Polakiem? Raczej nie, i to nie tylko dlatego, że jego pisma o Rosji i jej pisarzach liczą setki stron: stąd po części pokrewieństwo Miłosza ze Stanisławem Brzozowskim, którego podziw do literatury rosyjskiej poeta podziela, acz w formie bardziej umiarkowanej. Jak pisze, „Żaden inny pisarz w Polsce, i to po dziś dzień, nie ośmielił się sięgnąć do tej wstydliwej sfery (...) w treść reguły narzucającej przekonanie, że wejście w «rosyjski świat», zgoda na ten świat, jest tożsama z upadkiem moralnym, wiecznym zatraceniem duszy” (Człowiek wśród skor5


Czesław Miłosz / Rosja. Widzenia transoceaniczne

pionów). Sam Miłosz wchodzi do tego świata tylko częściowo — ale nawet takie częściowe wejście w istotny sposób kształtuje jego myślenie w okresie powojennym. Brodski, Puszkin, Pasternak, Mandelsztamowie, Szestow, Rozanow, Sołowjow — i oczywiście Dostojewski: wszyscy oni przewijają się w jego tekstach prozatorskich powstałych podczas długoletniego pobytu w Ameryce. Właściwie Miłosz utrzymywał się w Stanach Zjednoczonych w dużej części z wykładania o wielkich pisarzach rosyjskich, czy, ściślej rzecz ujmując, o wielkim pisarzu rosyjskim, który najbardziej nienawidził rodaków Miłosza: kiedy w zakończeniu Idioty Dostojewski chce skazać Agłaję Iwanownę Jepanczyn na męki w najniższym kręgu piekła, wydaje ją za Polaka. Nowy zawód Miłosza był w pewnej mierze dziełem przypadku. Jak wiedzą wszyscy, którzy tak jak ja uczą „drugorzędnych języków słowiańskich”, imperializm rosyjski, którym Miłosz gardził, wciąż ma mocną pozycję na amerykańskich wydziałach slawistyki. Z typową dla siebie przenikliwością Miłosz tak się wyraża o źródłach tego rusocentrycznego kształtu programu studiów slawistycznych: „Sputnik wystrzelony z zacofanej Syldawii (...) na paru kontynentach rozrzucił dzieła rosyjskich pisarzy”, pisze w eseju o Dostojewskim (s. 90). Amerykańska slawistyka to w istocie twór zimnej wojny, jej zadaniem miało być szerzenie wiedzy o postępującym „czerwonym zagrożeniu”, w wymiarze ideologicznym stanowiącym dla Zachodu groźbę równie silną jak w wymiarze militarnym. Moje studia nad poezją rosyjską wspierał finansowo amerykański Departament Stanu, który sekretnie dotował też trzytomową edycję poezji Mandelsztama, podstawę mojej rozprawy doktorskiej, a także samą rozprawę, ponieważ poezja Mandelsztama służyła rzekomo jakiemuś celowi strategicznemu — do dziś zresztą nie umiem zgadnąć jakiemu. Jako wybitny intelektualista z Europy Wschodniej i autor Zniewolonego umysłu Miłosz stał się dla skonsternowanych Amerykanów de facto objaśniaczem nieprzeniknionej zagadki Sowietów, czego dowodzą jego eseje o Sołżenicynie, Amalriku, Siniawskim i Pasternaku, pomieszczone w następnym tomie niniejszej książki. Tak jak niegdysiejszy student prawa przekształcił się w Nowym Świecie w profesora 6


Wstęp / Clare Cavanagh, Miłosz i Rosja Dostojewskiego

literatury, tak dzięki polityce zimnowojennej polski poeta stał się, chcąc nie chcąc, sowietologiem numer jeden. To nadal jednak nie tłumaczy zaabsorbowania Miłosza pisarzem, do którego nawiązują liczne spośród wymienionych esejów. Dlaczego właśnie Dostojewski? Zmarł profesor, który uczył Dostojewskiego w Berkeley, jak opowiada Miłosz Fiutowi, i Miłosza poproszono, żeby zajął jego miejsce, ponieważ kursy poświęcone polskiej poezji przyciągały w najlepszym razie garstkę słuchaczy. Ale tym zbiegiem okoliczności nie sposób wyjaśnić wszystkiego. „Gdyby mi zaproponowano, żebym dał kurs o Tołstoju, powiedziałbym: nie”, mówi Miłosz. Tołstoj a Dostojewski: by przywołać słynną frazę George’a Steinera, roussowski z ducha wyznawca wiary we wrodzoną ludzką dobroć contra prorok grzesznego wszechświata. Jeżeli spojrzeć na wybór z tej perspektywy, decyzja Miłosza nie jest zaskakująca: pytanie unde malum stanowi siłę napędową twórczości i Dostojewskiego, i jego samego. Jednak we wczesnych utworach Miłosza nic nie zapowiada takiego wyboru. Jest on autorem wspaniałego eseju o Wojnie i pokoju Tołstoja i konsekwencjach wojny totalnej, zamieszczonego w Legendach nowoczesności (Przeżycie wojenne). Dostojewski z kolei pojawia się sporadycznie w prozie międzywojnia, czasów okupacji i lat powojennych, po czym w latach siedemdziesiątych wyrasta nagle na intelektualny probierz. Miłosz rozważał nawet napisanie o nim książki — ten niezrealizowany projekt miał, jak się dowiadujemy, zawierać rozdział pod tytułem Sartre jako bohater Dostojewskiego (Dostojewski i Sartre, s. 144) — a eseje rozproszone Miłosza zdradzają znajomość nie tylko twórczości Dostojewskiego, lecz także dzieł jego najwybitniejszych interpretatorów, od Iwanowa, Szestowa, Rozanowa i Bachtina po Edwarda Wasiolka i Josepha Franka. Młody Miłosz, rzecz jasna, czytał Dostojewskiego wraz z książkami jego współczesnych oraz jego rewolucyjnej dziatwy: „Jako młody chłopak czytałem Lidię Sejfulinę, Borysa Pilniaka, wszystkich tych pisarzy. Ilię Erenburga”, powiedział w rozmowie z Brodskim. XIX-wieczny autor satyryczny Michaił Sałtykow-Szczedrin należał do najlepiej znanych pisarzy w rodzinie Miłosza, w której język rosyjski, z jego „słodko-brutalnymi odcieniami”, był „mową humoru”, jak wspomina poeta w Rodzinnej Europie. 7


Czesław Miłosz / Rosja. Widzenia transoceaniczne

Ojciec Miłosza, urodzony w imperium rosyjskim, musiał posługiwać się rosyjskim w szkole, syn zaś nauczył się tego języka „drogą osmozy”, jeżdżąc jako dziecko po Rosji wojennej, a później rewolucyjnej, towarzysząc ojcu inżynierowi (Rosyjski [język], s. 42). (Mnie powiedział, że przyswoił sobie ruszczyznę od żołnierzy radzieckich stacjonujących podczas rewolucji w tym samym hotelu co jego rodzina. Może była to wersja dalsza od prawdy, za to lepsza jako opowieść, o czym Miłosz niewątpliwie wiedział). Znajomość tego języka co najmniej raz okazała się dla niego niebezpieczna. „Skąd ty umiesz po rosyjsku? Szpion! [szpieg]”, oskarżyli go uzbrojeni żołnierze radzieccy w 1945 roku (Rosyjski [język], s. 44). Niebezpieczeństwo polityczne splata się z groźbą czysto lingwistyczną w powtarzanym kilkakrotnie poglądzie Miłosza, że język rosyjski ze swoim silnym akcentem grozi „zmiażdżeniem” polszczyzny, która ma słaby akcent stały: „Układ akcentów i samogłosek w pierwszym to ponurość, ciemność i siła, w drugim lekkość, jasność i słabość” (Rosja, s. 28). Oto jak filologia odwzorowuje geopolitykę. Stąd opór Miłosza przed „niebezpiecznym” naśladownictwem poezji rosyjskiej — choć przyznaje, co przeczytamy w tomie II, że jako młody poeta pozostawał pod wpływem tomu Pasternaka Powtórne narodziny, 1932 (Pogodne pejzaże, w: Życie na wyspach). Co innego rosyjska proza. Miłosz wielokrotnie mówi o sięganiu po wielkich XIX-wiecznych realistów w ramach rekompensaty za stosunkowe ubóstwo polskiej tradycji powieściowej. Napisałam, że szczególnie upodobał sobie Dostojewskiego po części dzięki zrządzeniu przypadku, a po części przez powinowactwo z jego apokaliptycznym wizjonerstwem. Ale to dopiero połowa prawdy. Jego zaabsorbowanie Dostojewskim to pod wieloma względami logiczna kontynuacja esejów składających się na pierwszą część Legend nowoczesności, w których Miłosz odwołuje się do Stendhala, Defoe, Gide’a i innych pisarzy w analizie nie tyle genealogii moralności, ile kontrnietzscheańskiej genealogii niemoralności, która doprowadziła do powstania z jednej strony nazistowskich Niemiec, a z drugiej stalinowskiej Rosji. Z której gałęzi tej genealogii wywodzi w późniejszych tekstach Dostojewskiego? I dlaczego powraca do niego tak często? 8


Wstęp / Clare Cavanagh, Miłosz i Rosja Dostojewskiego

Wskazówki przybliżające nas do odpowiedzi można znaleźć w eseju o Biesach z połowy lat siedemdziesiątych. Miłosz zaczyna szkic od przywołania postaci amerykańskiego studenta, który powiedział mu, że lektura tej powieści, zadanej na prowadzony przez Miłosza kurs, zmieniła jego życie, „bo to tak, jakby Dostojewski opisywał dzisiejszą Amerykę” (s. 132). Miłosz przyznaje, że mógłby się pokusić o przypisanie tego nadmiernego uproszczenia ignorancji owego studenta, „bo dziecięca naiwność Amerykanów, jeżeli chodzi o jakąkolwiek filozofię historii, jest powszechnie znana”. W esejach wielokrotnie przewija się temat trudności uczenia młodych podopiecznych czytania Dostojewskiego w kontekście historycznym, a nie w ujęciu freudowskim. Miłosz jednak zmierza w inną stronę — przypomina swoim polskim czytelnikom (tekst powstał na zamówienie paryskiej „Kultury”) o innej książce, napisanej mniej więcej ćwierć wieku wcześniej, która, podobnie jak powieść Dostojewskiego, dotyczy uwodzicielskiej mocy ideologii rewolucyjnej. „Do Zniewolonego umysłu od dawna nie zaglądałem”, wyznaje, lecz do sięgnięcia po tę książkę nakłonił go najnowszy numer „Kultury”; otrzymał go niedługo przed rozmową ze studentem, przytoczoną w eseju o Biesach. W tym numerze Gustaw Herling-Grudziński ponowił swoje ataki na Zniewolony umysł sprzed dwudziestu pięciu lat, kiedy to zarzucił Miłoszowi zatajenie prawdziwych motywów przystępowania ludzi do Partii. Wymyślne usprawiedliwienia podane w książce przez Miłosza były, jak twierdził Herling-Grudziński, przykrywką dla znacznie niższych impulsów: strachu i oportunizmu. Miłosz, po raz kolejny wezwany do odpowiedzi, tym razem posłużył się Dostojewskim i jego nieoświeconym amerykańskim czytelnikiem. W Biesach, opisując postaci błądzących rewolucjonistów, Dostojewski poddał analizie uwodzicielską moc „konieczności historycznej”, późniejszego „ukąszenia heglowskiego”, któremu tak wielu intelektualistów XX wieku, w tym także Miłosz, nie umiało się oprzeć. Powieść była w zamyśle „egzorcyzmem”, twierdzi Miłosz, lecz amerykański student mylnie odczytał ją jako wezwanie do broni. Zniewolony umysł też miał posłużyć wypędzeniu demonów, wywoływanych quasi-marksistowskim głosem narratora 9


Czesław Miłosz / Rosja. Widzenia transoceaniczne

— głosem, który wrogo nastawionym czytelnikom nasunął wniosek, że autorem książki jest komunista. Miłosz uległ wprawdzie na krótko zwodniczemu urokowi Historii przez duże H, lecz bynajmniej nie był w tym odosobniony, jak pokazuje choćby przykład jego studenta, w nie mniejszej mierze niż bohaterów Biesów. Powieść Dostojewskiego staje się zatem swoistą prehistorią Zniewolonego umysłu, rozdziałem w intelektualnej genesis zarówno samego Miłosza, jak i XX wieku w ogóle. Biesy, jak pisze Miłosz, opowiadają w miniaturze historię ruchu rewolucyjnego na ziemi rosyjskiej, a zarazem przewidują jego apokaliptyczną przyszłość. Powieść jest zatem jednocześnie genealogią i proroctwem. Zniewolony umysł jest do niej pod tym względem podobny, a przynajmniej na to wskazuje retrospektywne porównanie, jakiego dokonuje Miłosz: jego książka analizuje ostatnie stadia działania opisanego przez Dostojewskiego zakaźnego wirusa rewolucyjnego, pokazuje, jak szerzy się na kolejnych obszarach Europy, i zniewolonej, i wolnej. (Jeśli zaś chodzi o cechy prorocze, wystarczy wskazać na konradowskie zdanie, które pojawia się pod koniec książki: „...może urodziłem się po to, żeby przez moje usta przemówili «niewolnicy na wieczność»?” (Bałtowie, s. 74). To nie przypadek, jak sądzę, że Miłosz bada najpierw rosyjskie korzenie „konieczności historycznej” w eseju napisanym zaledwie kilka lat po ukazaniu się Zniewolonego umysłu. W owym tekście, zatytułowanym Bieliński i jednorożec (1955), mowa jest o tym, jak ów XIX-wieczny rosyjski krytyk literacki odkrywa Hegla i daje się omamić wizji konieczności, która zmienia go z liberała w zagorzałego wyznawcę władzy carskiej jako czegoś nieuniknionego, a zatem dobrego. „Pod tym względem — podsumowuje Miłosz — Rosjanin był prekursorem” (s. 188), nie pod względem nabożnego szacunku do władzy cara, lecz w przyjęciu idei historii jako nieodpartej siły. Jak przypomina nam Miłosz, nawet kiedy Bieliński spostrzegł błędność swojego rozumowania, nadal wielbi Hegla i rządzące historią „obiektywne prawo rozwoju”. Podobnie też jak jego niemiecki mistrz pomija „nieuniknioną sprzeczność między boskim ziarnem w człowieku i miejscem człowieka w historii”, która tak bardzo zaprząta Miłosza. 10


Wstęp / Clare Cavanagh, Miłosz i Rosja Dostojewskiego

Historia Bielińskiego, tak jak widzi ją Miłosz, odzwierciedla dramat — tragedię? — rosyjskiej inteligencji, która ze zdumiewającą szybkością i zapałem przyswaja sobie nowe zachodnie idee i zastępuje nimi Boga, unicestwionego przez nowoczesny kult rozumu: stąd w kolejnym wieku radziecka Nowa Wiara, któ rej tru ją ce skut ki tro pi Mi łosz w Zniewo lo nym umy śle. XIX-wieczni intelektualiści rosyjscy zapożyczyli ideę konieczności historycznej z Zachodu, po czym, w kolejnym wieku, odwdzięczyli się za ten prezent osobami Lenina i Stalina. Uwielbienie „konieczności historycznej” może, ale nie musi, być specyficzne dla Rosji, zauważa Miłosz m.in. w Rodzinnej Europie. (Przyznaje przy tym, że tutaj na jego myślenie wpływa funkcjonujący w Polsce stereotyp tego kraju). Niemniej siła rażenia tego kultu, katalizowana zachodnimi systemami filozoficznymi, rozciąga się daleko poza granice Rosji, czego dowodzą doświadczenia Miłosza wyniesione najpierw z Polski powojennej, później z kręgów francuskiej lewicy, a nawet ze Stanów Zjednoczonych, z rozmów z Herbertem Marcuse’em czy wspomnianym już kilkakrotnie studentem radykałem. Historia samego Miłosza, przedstawiona nie wprost w Zniewolonym umyśle, a bardziej bezpośrednio w Rodzinnej Europie, pokazuje, że polska przeszłość bynajmniej nie uodparnia na tę z gruntu rosyjską chorobę. Miłosz jednak znajduje na nią antidotum także wśród Rosjan. Rosyjska inteligencja ponosi wprawdzie odpowiedzialność za stworzenie tego hybrydowego wirusa, lecz ona także wyprodukowała swego rodzaju szczepionkę, która może ochronić czytelnika, jeśli ten będzie tylko wystarczająco podatny na jej wartości lecznicze. „Bezdomność wyznaniowa inteligencji rosyjskiej — pisze Miłosz w eseju poświęconym Włodzimierzowi Sołowjowowi — domagała się kompensaty w religii człowieczeństwa, rodząc bezgraniczne żądania etyczne, zwrócone jednak nie do poszczególnego człowieka, ale do «środowiska», które ponosiło odpowiedzialność za skażenie dobrej ludzkiej natury” (Science fiction i przyjście Antychrysta, s. 214). Owa abstrakcyjna „religia człowieczeństwa” to wątpliwa spuścizna, jaką inteligencja rosyjska zostawiła historii XX wieku. Dostojewski i jego spadkobiercy intelektualni, przede wszystkim Rozanow i Szestow, wszczęli 11


Czesław Miłosz / Rosja. Widzenia transoceaniczne

jednak przekonujący protest przeciwko tej tradycji. Według Szestowa filozofia Zachodu myli się już u samych podstaw, wynosząc „Ogólne ponad Szczególne”: ludzie kierujący się tą filozofią są zatem „w istocie zawsze gotowi złożyć jednostkę w ofierze bezosobowemu prawu” (Uparty wróg węża, s. 247). Szestow i Rozanow zgadzają się z Dostojewskim, podkreślając, że w obliczu rzekomej konieczności, czy to ucieleśnionej w uniwersalnych prawdach, czy w podziałach społecznych, jednostka daje wyraz swojej wolnej woli: jak mawia człowiek z podziemia, 2+2=5 może być czasem czymś bardzo przyjemnym. W eseju o Siniawskim (tom II) Miłosz cytuje Dziennik pisarza Dostojewskiego: „Czyniąc człowieka zależnym od każdego błędu w ustroju społecznym, teoria środowiska doprowadza go do zupełnego zatracenia indywidualności, do zupełnego uwolnienia go od jakiegokolwiek obowiązku moralnego, od wszelkiej odpowiedzialności, doprowadza do najohydniejszej niewoli, jaką tylko można sobie wyobrazić”1. Powinowactwo z rozczarowanym heglistą ze Zniewolonego umysłu jest oczywiste: „Pomiędzy chrześcijaństwem i filozofią stalinizmu zachodzi sprzeczność nie do pogodzenia: chrześcijaństwo opiera się na pojęciu zasługi i winy indywidualnej, natomiast Nowa Wiara zastępuje to pojęcie pojęciem zasługi i winy h i s t o r y c z n e j”, pisze Miłosz w tekście Wróg ładu — człowiek (Zniewolony umysł). Cytowanie z Dziennika pisarza to jednak śliska sprawa. Podany wyżej cytat, wyrwany z kontekstu, może stworzyć wrażenie, że Miłosz dał się złapać w pułapkę, w jaką wpada wielu zachodnich czytelników Dostojewskiego — w tym także część jego najwybitniejszych znawców — czytając proroka wybiórczo i nie uwzględniając jego problematycznej religijności. Miłosz Dostojewskiego nie idealizuje, nie popełnia także drugiego, równie kuszącego błędu, jakim jest oddzielanie pisarza od odrażających poglądów, które pojawiają się regularnie nie tylko w Dzienniku, lecz również w powieściach. „Wykładając Dostojewskiego, czer-

1

12

Tłum. Maria Leśniewska (przyp. wyd.).


Wstęp / Clare Cavanagh, Miłosz i Rosja Dostojewskiego

pałem perwersyjną przyjemność z faktu, że należę do kategorii ludzi, których specjalnie nie znosił”, pisze Miłosz w opublikowanym w 1992 roku eseju Dostojewski teraz (s. 167). Polskie pochodzenie działa na jego korzyść, jak mówi, bo pozwala mu dostrzec to, czego inaczej być może by nie zauważył: obrońca wolności ducha jest zarazem czystej wody ksenofobem, żywiącym szczególną odrazę do Zachodu, Żydów i, rzecz jasna, Polaków. Dostojewski cierpiał też na coś, co Miłosz postrzega jako typowo słowiańskie „mieszanie religii i historii, która to mieszanka owocuje w przedziwnych teoriach o roli zbiorowości jako Mesjasza” (Dostojewski, s. 88): bohaterką romansu życia Dostojewskiego, jak pisze Miłosz, była Rosja. Ona była też prawdziwą bohaterką jego powieści, a jej misją miało być zbawienie grzesznego Zachodu. (Pod tym względem Dostojewski przypominał innego swojego spadkobiercę duchowego, Aleksandra Błoka, zauważa Miłosz). Polacy oczywiście sami nie są wolni od takich ciągot, z czego Miłosz zdaje sobie sprawę: „jak niebezpieczne są słowiańskie skłonności historiozoficzne”, stwierdza w rozmowie z Aleksandrem Fiutem (tom II). Niezdrowy nacisk na zbiorowość i skłonność do mesjanistycznych mitologii narodowych cechują zarówno imperium, jak i naród, który cierpi z powodu jego ucisku. Ze szczególną przenikliwością pisze Miłosz o niebezpieczeństwach bachtinowskich odczytań Dostojewskiego na Zachodzie. W swojej słynnej monografii o poetyce Dostojewskiego (1929) Michaił Bachtin twierdzi, że powieści autora Zbrodni i kary są „polifoniczne”, że każda z postaci mówi własnym głosem i wolna jest od tego rodzaju autorskiego autorytetu, który czuwa nad wszystkim, co się dzieje, choćby w Wojnie i pokoju. Dostojewskiego — tak brzmi dalej wywód — nie można utożsamiać z żadną z postaci w jego powieściach, ponieważ każdej z nich daje on jako autor wolną rękę, nie forsuje za jej pomocą żadnej konkretnej wizji. To nieprawda, mówi Miłosz, i ma rację: „Za [polifonią] ukrywa się żarliwy wyznawca, rosyjski millenarysta i mesjanista” (Fiodor Dostojewski, s. 101). Krytycy zachodni, jak twierdzi, odwoływali się do teorii Bachtina, żeby oddzielić swojego ukochanego autora od nieprzyjemnych poglądów, jakie wygłaszają 13


Czesław Miłosz / Rosja. Widzenia transoceaniczne

jego postaci. „Starają się te poglądy usunąć z pola widzenia, w czym pomaga hipoteza o «polifoniczności» powieści Dostojewskiego”, zauważa Miłosz w eseju Dostojewski i Sartre (s. 142). Miłosz zgadza się z Szestowem, który postrzega Legendę o Wielkim Inkwizytorze Iwana Karamazowa — jeden z najważniejszych tekstów dla Miłosza — jako dowód głębokiego zrozumienia autora dla rozdzieranego wątpliwościami prawie ateisty. Słynna legenda Iwana jest oczywiście znacznie trudniejsza do interpretacji niż uczta z blinów, którą urządza Dostojewski Aloszy Karamazowowi i jego dwunastu nieletnim apostołom — Miłosz nazywa ich skautami — w zakończeniu Braci Karamazow. Tutaj, podobnie jak w zakończeniu Zbrodni i kary, intencje autora są zarazem boleśnie oczywiste i ostatecznie nieprzekonujące. Bracia Karamazow to dobra powieść pomimo zakończenia, a nie dzięki niemu, podsumowuje Miłosz. Jak można w ogóle pogodzić ideę polifonii z zapełniającymi karty powieści karykaturami Polaków i Żydów? Innymi słowy, mesjanistyczne mitologizowanie Dostojewskiego i jego ksenofobiczne podglebie nie są w stosunku do powieści czymś pobocznym. Leżą w samym jej — silnie skonfliktowanym — sercu. Tutaj Miłosz okazuje się jednym z najbardziej postępowych specjalistów od Dostojewskiego, o czym może zaświadczyć to, że z jego poglądami pokrywają się najnowsze publikacje akademickie poświęcone Rosjaninowi, ta kie jak przełomowa książ ka Su san McRey nolds Redemption and the Merchant God: Dostoevsky’s Economy of Salvation and Antisemitism [Odkupienie i Bóg Kupiec: Dostojewskiego ekonomia zbawienia i antysemityzmu] (2008). Przemyślenia Miłosza idą też jednak pod prąd przyjętych naukowych odczytań Dostojewskiego, jak choćby w przypadku tezy o autentyczności trzech ód sławiących cara, które Dostojewski napisał na Syberii: jego poglądy na carat, nawet głoszone na katordze, brzmią, jak twierdzi Miłosz, „tak szczerze, że wyłącznie chęć uratowania własnej skóry nie mogłaby ich podyktować” (Dostojewski i Sartre, s. 139). I tutaj dochodzimy do tematu, który powraca w esejach Miłosza o Rosjanach, od Puszkina do Mandelsztama, Pasternaka i Brodskiego: stosunku pisarza do władzy. Zostanie to zobrazowane w tomie II. Tu poruszam ten temat 14


Wstęp / Clare Cavanagh, Miłosz i Rosja Dostojewskiego

tytułem zapowiedzi. Zniewolony umysł to od początku do końca fikcja, według zarzutów Herlinga-Grudzińskiego, niemożliwe, żeby ta książka świadczyła o szczerych przekonaniach, jest co najwyżej formą samousprawiedliwienia i autopromocji. Jak wyrokuje Herling-Grudziński, to książka „wydumana za biurkiem”. Miłosz stanowczo temu przeczy: pisze, że jest „napisana krwią” (Biesy, s. 135). W esejach o Rosjanach Miłosz stara się wykazać, jak złożony i pełen sprzeczności może być stosunek do państwa, jak odszczepieństwo może czasami współistnieć z prawdziwą wiarą, czy wręcz z niewolniczym posłuszeństwem. Trudno nie usłyszeć w nich nuty defensywnej, która pobrzmiewa szczególnie wyraźnie w tekstach poświęconych Mandelsztamowi: nawet archetypowy poeta męczennik okazał się kolosem na glinianych nogach, jak pisze Miłosz w komentarzu do Ody do Stalina. Jednak tu znów dołącza do grona tych rusycystów — takich jak Gregory Freidin i Michaił Gasparow piszący o Mandelsztamie czy Sergei Davydov o Puszkinie — którzy przez ostatnie kilkadziesiąt lat starali się oddzielić mit artysty męczennika od znacznie bardziej złożonej rzeczywistości. Niemniej tuż pod powierzchnią owych tekstów kryje się podtekst autobiograficzny, tak jakby Miłosz usiłował się pośrednio bronić przed nieustającymi zarzutami o współpracę ze znienawidzonym aparatem państwowym dla korzyści osobistych. Poruszyłam kwestię powinowactwa Miłosza z Dostojewskim i jego filozoficznym potomstwem, wspólnej obrony jednostki przed koniecznością historyczną. Ale z eseju Miłosza o Wojnie i pokoju wyczytać można wskazówki o innym, równie silnym powinowactwie łączącym go z biegunowym przeciwieństwem Dostojewskiego — Tołstojem. Z oczywistą empatią pisze o mistycznej historiografii stanowiącej łącznik między Pierre’em a jego przyjaciółmi masonami, lecz już nie z jego twórcą, którego wizja historii jest dokładnie odwrotna do tej, którą wyznaje jego błądzący bohater. Walentyna Połuchina cytuje słowa Brodskiego, który powiedział o Miłoszu, że ma „apokaliptyczną umysłowość”, a Miłosz się z tym określeniem zgadza: „Zapewne Brodski ma rację. (...) To mnie zbliża do słowiańskiego typu myślenia, bo taką umysłowość mieli Sołowjow, Dostojewski i inni” (tom II). 15


Czesław Miłosz / Rosja. Widzenia transoceaniczne

Apokaliptyczność pansłowiańska: czy coś takiego naprawdę istnieje? Miłosz jest niewątpliwie przeciwnikiem nacjonalistycznej eschatologii, jaką głosił nie tylko Dostojewski, ale i niektórzy jego rodacy, w tym oczywiście Mickiewicz. „«Idea polska» znakomicie przylega do «idei rosyjskiej», tyle że stanowi jej dokładną odwrotność”, pisze Miłosz o tych dwóch autorach w Ziemi Ulro. Ale tu wskazać można kolejną wspólną cechę heterodoksyjnego katolika, Litwina pochodzenia polskiego (czy też Polaka pochodzenia litewskiego) z rosyjskim pisarzem, który nawrócił się na prawosławie, jak również innym jego poprzednikiem i mistrzem, protestanckim ikonoklastą Williamem Blake’em: niechęć wobec zeświecczonej współczesności, której wszyscy trzej przeciwstawiają własną koncepcję odkupionego czasu i przestrzeni. „Jesteśmy świadkami przekształcenia się kościołów w kluby przyjaciół człowieka”, skarży się Miłosz na współczesny świat w tekście Science fiction i przyjście Antychrysta (1970, s. 214). A jest to tylko najnowsze wcielenie wprowadzonej przez rosyjską inteligencję „religii człowieczeństwa”, której jesteśmy nieszczęsnymi spadkobiercami. Bohaterowie Dostojewskiego zamieszkują „Infernalne Miasto”, jak zauważa Miłosz w Ziemi Ulro; ale tęsknią, podobnie jak ich twórca, za zbawczą wizją „uładzonej ziemi-ogrodu”, którą Mickiewicz opiewa w Panu Tadeuszu. Ta ziemia to oczywiście mityczna Litwa, miejsce także i Miłoszowych wyobrażeń eschatologicznych, dzięki któremu broni się przed nacjonalistycznymi apokalipsami wieszczonymi przez swoich poprzedników. Antidotum na imperium stanowi kolonia; przeciwieństwem państwa narodowego jest prowincja, która, w wyobraźni poetyckiej Miłosza, staje się rajem zarówno lokalnym, jak i transnarodowym. Miłosz wielokrotnie powraca w swoich esejach do kwestii korzeni rodziny Dostojewskiego, które rzekomo tkwią w Wielkim Księstwie Litewskim. Może czerpie kolejną „perwersyjną przyjemność” z tego, że zwraca rosyjskiego pisarza, wbrew jego woli, idealizowanej Litwie, zamieszkiwanej przez Polaków, Żydów, Litwinów, Niemców, a także, owszem, Rosjan — i jest to jego odpowiedź na uporczywie rusocentryczny wszechświat Dostojewskiego. tłum. Agnieszka Pokojska


CZĘŚĆ I

Zrozumieć Rosję. W poszukiwaniu języka, miar, diagnozy

[...] zdarzyło mi się, co prawda na bardzo krótko, być w Związku Sowieckim. Czekałem na pociąg na stacji [...]. Gęsty tłum [...] zapełniał każdą wolną przestrzeń i rozgniatał grubą warstwę błota na posadzkach. Marmurowe schody pełne były śpiących nędzarzy; ich nagie stopy wyglądały z łachmanów, chociaż była to zima. Z góry nad nimi głośniki ryczały propagandowe hasła. Przechodząc, zatrzymałem się, nagle czymś tknięty. Pod ścianą umieściła się rodzina chłopów: mąż, żona i dwoje dzieci. [...] Mówili ze sobą przyciszonymi głosami po polsku. Patrzyłem na nich długo i nagle poczułem, że łzy płyną mi po policzkach. I to, że właśnie na nich zwróciłem uwagę w tłumie, i moje gwałtowne wzruszenie były spowodowane ich zupełną i n n o ś c i ą. Była to ludzka rodzina, jak wyspa w tłumie, któremu czegoś brakowało do zwyczajnego, małego człowieczeństwa. Gest ręki nalewającej herbatę, uważne, delikatne podanie kubka dziecku, troskliwe słowa, [...] ich odosobnienie, ich prywatność w tłumie — oto co mną wstrząsnęło. Zrozumiałem wtedy na sekundę coś, co znowu zaraz uciekło. Czesław Miłosz, Zniewolony umysł


...kraj, z którego przychodziłem, był daleko i, jak diablik wyskakujący z pudełka, poruszałem się według mechanizmu tajemniczego dla moich tutejszych przyjaciół. [...] Stąd [...] potrzeba umieszczenia mojej rodzinnej marchii europejskiej, z jej mieszaniną języków i tradycji, nie tylko w stosunku do reszty kontynentu, ale do całej, już międzykontynentalnej, epoki. Czesław Miłosz, Rodzinna Europa W moim stosunku do Rosji tkwił zarodek późniejszych nieporozumień... Z przykrością musiałem stwierdzić, że nie rozporządzam językiem, który by pozwolił przeprowadzić konieczne rozróżnienia. Ten brak terminów nie jest tylko moją usterką. Wiek XX, w panicznym strachu przed bredniami nacjonalistów i rasistów, usiłuje zasypać przepaść czasu cyframi produkcji czy nazwami kilku politycznogospodarczych systemów, wyrzekając się badań nad misterną tkaniną stawania się, gdzie żadna nitka nie powinna być pominięta — nawet poglądy zapomnianych rosyjskich sekt. Co było, znika na zawsze tylko pozornie, w istocie transformuje się niepostrzeżenie... [...] Dzisiaj niektóre aforyzmy o współżyciu państw rażą nas, bo próbują ująć jakąś prawdę, rozumowo nieuchwytną. [...] Dopiero kiedy znikną powody do takiego lęku, umysł wyćwiczony w tropieniu współzależności przeniknie w to, co teraz jest dla mądrych tylko wstydliwe [...]. Wtedy, ponieważ los Rosji rozstrzygał się nad Dnieprem w jej współzawodnictwie z sąsiadami, emocjonalne zderzenia, [...] dotychczas żywe tylko dla bezpośrednio zaangażowanych, będą prawdopodobnie pasjonującym tematem. Czesław Miłosz, Rodzinna Europa


Rosja

Nie ma sensu udawać, że jest się wyjątkiem, i ukrywać obsesję, właściwą wszystkim Polakom. Przeciwnie, trzeba się do niej przyznać i starać się ją badać w sobie samym możliwie beznamiętnie. Polacy i Rosjanie nie lubią albo, ściślej, mają dla siebie wszelkie nieprzychylne uczucia, od pogardy, odrazy do nienawiści, co nie wyklucza niejasnego wzajemnego pociągu, ale zawsze naznaczonego nieufnością. Przegrodę wznosi między nimi, używając słów Józefa Conrada, incompatibility of temper. Być może wszystkie narody, zobaczone jako całość, a nie jako zespół jednostek, są odrażające i sąsiedzi odkrywają na ich przykładzie tylko niemiłą prawdę o społeczeństwach ludzkich w ogóle. Nie jest wykluczone, że Polacy wiedzą o Rosjanach to, co Rosjanie wiedzą o sobie samych, nie chcąc się do tego przyznać, i odwrotnie. Stąd w niechęci do Polaków u Dostojewskiego nacjonalisty, kryje się jakby gest obronny. Z szacunkiem odzywa się o nich tylko w Zapiskach z domu umarłych, chociaż ci współwięźniowie, opancerzeni swoim rzymskim katolicyzmem i patriotyzmem, podkreślający na każdym kroku swoją inność, a więc wyższość, od otoczenia, nie budzą w nim serdecznych uczuć. Prawdopodobnie też każde zetknięcie z Rosjanami jest dla Polaków przykre i nastraja ich obronnie, bo demaskuje ich wobec siebie samych. Pogmatwane tło sporu, równie trudne do opisu, jak przyczyny dziedzicznej vendetty dwóch rodów zamieszkałych przy tej samej ulicy, pozostałoby czymś lokalnym i prowincjonalnym, gdyby nie kryły się w nim zadatki wydarzeń na skalę planetarną. Gdyż Rosja mogła stać się tym, czym się stała, tylko likwidując polsko-litewską republikę, która na południowym wschodzie graniczyła z Turcją, i nawracając, od 1839 roku, za pomocą administra19


Rosyjski (język)

Urodziłem się w imperium rosyjskim, czyli tam, gdzie dzieciom w szkole zabraniano mówić w innym niż rosyjski języku. Nawet lekcje religii rzymskokatolickiej w gimnazjum musiały być po rosyjsku, choć jak opowiadał mi mój ojciec, w Wilnie katecheta omijał zakaz i kazał im nauczyć się po rosyjsku na pamięć którejś opowieści biblijnej na wypadek inspekcji. Wtedy wyrwany uczeń wstawał i recytował zawsze to samo: „Abraham sidieł w swojej pałatkie...”. Przynależności do Rosji niełatwo się pozbyć. Ustawodawstwo Związku Sowieckiego uznawało za swoich obywateli wszystkich urodzonych w obrębie Rosji carskiej. Może ta formalna podstawa była niepotrzebna, skoro i tak ci, co przybyli z Armią Czerwoną w 1944 roku, żeby rządzić, byli sowieckimi obywatelami. Rosyjski w dzieciństwie przenikał we mnie drogą osmozy podczas wędrówek po Rosji za I wojny i następnie w Wilnie, gdzie do naszej bandy dzieci na podwórzu kamienicy Podgórna 5 należeli Jaszka i Sońka mówiący po rosyjsku. Myślę, że rusyfikacja w Wilnie i okolicach zrobiła, zwłaszcza po 1863, znaczne postępy. Formalnie nigdy nie uczyłem się tego języka, jednakże siedział we mnie dość głęboko. Zaryzykowałbym tezę, że ludzie pochodzący na przykład z Galicji mieli trochę inne ucho, to znaczy trochę inaczej czuli swój polski, co mogło się również ujawniać w poezji. U Leśmiana, urodzonego w Warszawie i studiującego w Kijowie, odgaduję jakby echo jambicznej ruszczyzny, zresztą zaczynał od wierszy po rosyjsku. Sam czułem bardzo silny pociąg do rosyjskiej inkantacji w wierszach. Puszkin na przykład tak narzuca siłę i zwartość swoich linii, że trwają w pamięci jak42


Biedny kamerjunkier

Aleksander Puszkin jest dzisiaj w Polsce postacią mało znaną właśnie dlatego, że propaganda umieściła go w muzeum figur woskowych, w dziale „przyjaźni polsko-rosyjskiej”. Tragedia poety — która jest równocześnie tragedią Rosjanina i nie tylko w XIX wieku — została poddana starannym przeróbkom, tak żeby w ogóle jej nie było. Nic dziwnego. Tam, gdzie nie wolno widzieć kontekstu historycznego, jeżeli nie odpowiada on schematom, następuje pomniejszenie wymiaru ludzi i zjawisk. Ale niejeden z nas myślał o Puszkinie w ostatnich czasach, czytając wypowiedzi pisarzy sowieckich, przychodzących w pomoc rosyjskiej racji stanu i pochwalających zgniecenie Węgier. Mają oni mniej talentu niż Puszkin, jednakże dylemat ich jest podobny: ojczyzna contra ludzkość. Nie mogą wyłamać się spod prawidłowości, silniejszych niż hasła i programy. Polski puszkinolog numer 1, Wacław Lednicki, jest profesorem Uniwersytetu Berkeley w Kalifornii. Nie ulega chyba dla nikogo wątpliwości, że jest to uczony wielkiej miary. Skończmy jednak z trzymaniem badaczy w zarezerwowanych dla nich sejfach, jeżeli piszą ciekawiej niż powieściopisarze. Ostatnia praca Lednickiego o Jeźdźcu Miedzianym1 stanowi pasjonującą lekturę, bo taka jest właściwość rzetelnie przedstawionych faktów, że budzą w nas mnóstwo refleksji o dniu dzisiejszym. Zamykając tę książkę, dochodzimy do następujących wniosków: Słusznie ośmieszona dziś jest skłonność do rozpatrywania wszystkiego pod kątem „Słoń a Polska”. Słusznie, bo kraj jest nie1

Wacław Lednicki, Pushkin’s Bronze Horseman, the Story of a Masterpiece, University of California Press, Berkeley and Los Angeles, 1955.

45


Dostojewski

Nie podobało mi się powszechne na Zachodzie przyrządzanie Dostojewskiego we freudystycznym sosie, czyli rozpatrywanie go wyłącznie jako geniusza intuicji psychologicznej. Zmuszony wybrać, wolałem jego metafizykę, czy, jak chce Bierdiajew, jego pneumatologię. Istniało tak wiele stref, które musiały być przemilczane, po prostu ze względu na geograficzną i historyczną niewiedzę słuchaczy, czyli że należałoby ich wtajemniczać od początku. Na przykład majątek Dostojewskiego koło Pińska. Nie jest całkowicie pewne, że bojar pochodzenia tatarskiego, który w XVI wieku otrzymał te dobra w Wielkim Księstwie, był przodkiem Teodora. Ale on sam w to wierzył i jego odraza do katolicyzmu znajduje wyjaśnienie w dziejach szlachty Wielkiego Księstwa, również rodziny Dostojewskich, która zresztą pojawia się często w kronikach kryminalnych XVII wieku. Przeszli na katolicyzm, zdradzili prawosławie, spolonizowali się. Dziadek pisarza był duchownym, ale nie prawosławnym, grekokatolickim. Enigmatyczna postać w Zbrodni i karze, Swidrygajłow, kto wie, czy nie główny bohater powieści, niejako złowrogi cień Raskolnikowa, a może i samego autora, nosi nazwisko litewskiego księcia Świdrygajły, który rządził wschodnią połacią ojczyzny Dostojewskiego. Czyli ciągle problem: co włączyć, a co wyłączyć. Bo materiał po prostu za duży na jeden kurs, dzieło ogromne, tak że jedna z głównych powieści właściwie by wystarczała, a tu trzeba omówić wszystkie. Co prawda parę razy udało mi się poświęcić cały kurs jednej książce — Braciom Karamazow. Poza tym, jeżeli zmaganie się Dostojewskiego z własną niewiarą obchodziło mnie najbardziej, nie znaczy to, że mogłem pominąć niezwykłą 83


Dostojewski i Mickiewicz

Dzieło nie jest szatą, w jakiej występuje tzw. filozofia autora, nie jest nawet kokonem formy, wysnuwanym po to, żeby zamieszkała w nim treść. Dzieło Mickiewicza i jego filozofia przebywają w dwóch różnych wymiarach i krytyka jego poglądów nie potrafi zaszkodzić dziełu. Tak samo nie pomniejsza Dostojewskiego, kto negatywnie ocenia jego szczególny narodowy skład zasad, jakiemu dawał wyraz w publicystyce, jako że Dostojewski-powieściopisarz jest kim innym. Kim innym? Niezupełnie. Pomiędzy dziełem i przekonaniami autora zachodzi związek, zagadkowy, wysoce złożony, i dlatego należy tymi przekonaniami się zajmować, w nadziei, że to nam pomoże lepiej ogarnąć dzieło. Narzuca się tutaj przenośnia zaczerpnięta ze zjawisk przyrody. Patrząc na śnieżny górski krajobraz, na narciarzy, dzieci lepiące bałwana, błyszczące w słońcu sople lodu pod okapami, można powiedzieć, że przecież te widoki zimy to nic innego jak woda w pewnym jej stanie, że ostatecznie to tylko kwestia temperatury. Co byłoby i poprawne, i błędne. Przenośnia zresztą o tyle chybia, że światopogląd (niezręczne słowo) niekoniecznie przybiera nowy kształt w dziele, bywa, że inne warstwy świadomości dochodzą do głosu, tak że zostają przesunięte znaki i autor pisze przeciwko temu, co „na co dzień” uważa za swoje zasady. Tak czy owak, światopoglądu nie da się pominąć, choć w zastosowaniu do Mickiewicza umiano wymykać się, stosując słowo „mistyka”, mające w języku polskim odcień ujemny, skoro znaczy tyle, co „nieżyciowość”. Taki jego użytek dowodzi albo nadmiernej trzeźwości, albo po prostu lenistwa, bo zakłada, że w dziedzinie „mistyki” namęczy się tylko człowiek, starając się coś pojąć, i nic nie pojmie, więc lepiej z góry tego zaniechać. 91


CZĘŚĆ II

Analityk, prorok, pisarz zaangażowany, czyli Dostojewski — nasz współczesny

I gdzie złamane zostało przymierze? Czesław Miłosz, Traktat poetycki (977)


Te mury twoje są murami cieni. I twoje światło na zawsze zniknęło. Nie posąg świata, nasze tylko dzieło Stoi pod słońcem zmienionej przestrzeni. Czesław Miłosz, Traktat poetycki (985–988)


O Dostojewskim. Rozmowa Czesława Miłosza z Carlem Profferem

CARL PROFFER: „Zapiski z podziemia” nie zostały wydane po rosyjsku jako samodzielna publikacja od czasu rewolucji październikowej. Trzykrotnie ukazały się w wielotomowych dziełach zebranych Dostojewskiego, ale w całej historii Związku Radzieckiego nie można było kupić tej książki w taniej edycji. Z kolei w Stanach Zjednoczonych stale dostępnych jest kilka różnych przekładów. Jak pan sądzi, z czego to wynika? CZESŁAW MIŁOSZ: Przede wszystkim jest to książka napisana przeciwko Czernyszewskiemu. A Czernyszewski zalicza się do postępowców XIX wieku. Proszę sobie przypomnieć, jaki wpływ jego Co robić? wywarł na Lenina. Taka satyra na święte początki systemu sowieckiego, jaką jest utwór Dostojewskiego, nie mogła spotkać się z aprobatą Kremla. To jedno z możliwych wyjaśnień. — Też tak uważam. Kiedy jako student pojechałem do Moskwy i zobaczyłem, że Bibliotekę imienia Lenina ozdabiają posągi największych pisarzy rosyjskich: Tołstoja, Puszkina, Lermontowa, Gogola i Czernyszewskiego, byłem zdumiony, że nie ma obok nich Dostojewskiego. Ale oczywiście rzeźby pochodziły z epoki stalinowskiej. — Jednak poważnie wątpię, czy mimo popularności Zapisków z podziemia Dostojewski jest w Stanach dobrze rozumiany. Kiedy prowadzę o nim zajęcia i pokazuję go jako pisarza silnie związanego z XIX-wieczną historią Rosji, mam czasami poczucie, że mój trud jest nadaremny. Bardzo trudno jest to przekazać studentom. Czuję, że Dostojewskiego traktuje się w Stanach Zjednoczonych przede wszystkim jako pisarza psychologicznego. Studenci świetnie potrafią analizować psychologię jego 104


Dostojewski i Swedenborg

A. — Twierdzisz, że można by było napisać studium pt. „Swedenborg i Dostojewski”. Ale literatura o Dostojewskim jest ogromna, w różnych językach i już sam fakt, że nikt dotychczas nie wpadł na ten pomysł, podrywa, przyznaj, zaufanie do twego tematu. B. — Cały duży rozdział musiałby być poświęcony wyjaśnieniu powodów, dla których tak się stało. Byłby to rozdział o „ślepych punktach” we wrażliwości ludzi pierwszej połowy XX wieku. Ostatecznie cały kanon badań nad Dostojewskim da się zamknąć, w przybliżeniu, datami 1900–1950. Mówię: kanon, bo wtedy powstają zasadnicze dzieła o tym pisarzu, wyznaczające główne metody interpretacji. Pierwsza faza przypada na okres rosyjskiego symbolizmu i ta właśnie byłaby głównym przedmiotem rozważań w tym artykule. A. — Dlaczego szczególnie okres rosyjskiego symbolizmu? B. — Nie tylko rosyjskiego. Tzw. symbolizm, niezależnie od jego odmian w różnych krajach, powinien był być wrażliwy na swoją genealogię. Uczono nas, że wielkim patronem symbolizmu był Baudelaire. A nawet jeden jego utwór cytowano (kiedy byłem studentem w Paryżu, musiałem go się uczyć na pamięć) jako rodzaj programu. Był to sonet Correspondances. Otóż i tytuł, i treść tego sonetu są wzięte od Swedenborga. Zarówno pokolenie Balzaka, jak i następne — Baudelaire’a — pełną garścią czerpały ze Swedenborga, na ogół rzadko się do tego przyznając. Ale później przychodzi w Europie okres „światopoglądu naukowego” i Swedenborg staje się już zdecydowanie tabu, kimś, kim zajmować się mogą tylko maniacy, wyznawcy, członkowie swedenborgiańskiego Kościoła Nowej Jeruzalem, działającego głównie w Ameryce. Nie zapominajmy, że symbolizm — jako ruch literacki i arty115


Biesy

Wsio w buduszczem stoletii Z notatek Dostojewskiego1

Zaczepił mnie na campusie student i powiedział, że rok temu brał u mnie kurs o Dostojewskim i że lektura Biesów zmieniła jego życie, „bo to tak, jakby Dostojewski opisywał dzisiejszą Amerykę”. W wyniku tego student ów zarzucił studia biologii i zaczął studiować nauki społeczne. W kilka dni później znowu go zobaczyłem na campusie: rozdawał ulotki Amerykańskiej Partii Komunistycznej. W jaki sposób Biesy, powieść, w której Dostojewski rozpaczliwie próbuje ostrzec Rosję przed rewolucją, może przekonać kogoś do dobrodziejstw rewolucji? Drżenie o losy Rosji, od których według tego pisarza zależały losy świata, było prawdziwym, najsilniejszym bodźcem jego pisarskiej działalności. Zachodnia Europa była według niego skazana na komunizm wynikający logicznie z przesłanek ateistycznych, te znowu wynikały logicznie z przesłanek nauki, takiej, jaka powstała w orbicie zachodniego chrześcijaństwa. Ideami tymi zaraziła się rosyjska inteligencja i nie od niej oczekiwał Dostojewski ocalenia Rosji, ale od mas chłopskich wiernych prawosławiu. A dzisiaj, co by powiedział, gdyby dane mu było oglądać na własne oczy i spełnienie jego najgorszych obaw, i spełnienie niejako na odwrót, przez co jego mesjaniczna wiara już tylko zadziwia potęgą złudzeń? Wydaje mi się, że potrafiłbym odtworzyć bieg myśli tego studenta. Jeżeli Biesy tak poprawnie opisują działalność rewolucyjnych

1

Motto zaczerpnięte z Nieizdannyj Dostojewskij, 1972.

132


Dostojewski i Sartre

Prawdopodobnie nie napiszę książki o Dostojewskim, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby opowiedzieć, jaka byłaby to książka. Nie rywalizowałbym w niej z mnóstwem gruntownych monografii i bystrych analiz poszczególnych dzieł, natomiast zakładałbym pewną wiedzę o Dostojewskim u czytelnika, oświetlając tę postać i jej miejsce w literaturze światowej nieco inaczej, niż jest to przyjęte. Być może właśnie ta inna interpretacja jest przyczyną, dla której pisanie o nim książki wydaje mi się zadaniem niebezpiecznym i niewdzięcznym. Studiując Dostojewskiego i wykładając go amerykańskim studentom, nie mogłem nie zauważyć, że pisarz ten zmienia się zależnie od tego, kto o nim mówi. Nie jest to chyba uznawanie przez dostojewskologów różnych narodowości, jako że pretendują oni do naukowego obiektywizmu, mimo że ich sympatie i antypatie nie są bez wpływu na metodę ich badań i ich wywody. Dzieje recepcji Dostojewskiego w ciągu stu lat, jakie upłynęły od jego śmierci, mogłyby posłużyć za przykład następujących po sobie mód intelektualnych i wpływu różnych filozofii na umysły badaczy. Zostawiając tymczasem na boku autorów rosyjskich, można z grubsza rozróżnić kilka faz w recepcji Dostojewskiego na Zachodzie, począwszy od Zbrodni i kary czytanej w przekładach już w końcu XIX wieku i wysoko ocenionej przez Nietzschego. Na ogół jednak tak zwana âme slave, której Dostojewski miał być wyrazicielem, była traktowana z lekką ironią, a krytyka francuska podżartowywała sobie z Soni Marmieładow, świętej prostytutki, jakby żywcem wziętej z sentymentalnej powieści. Zwycię ski po chód powie ści Do sto jew skie go przez kra je zachodnie w pierwszych dekadach XX wieku ma bezpośredni 137


Źródła leżą w zachodniej Europie. Wywiad

ZBIGNIEW PODGÓRZEC: Kiedy zaczął się pan interesować Dostojewskim? CZESŁAW MIŁOSZ: Czytałem jego główne powieści kilkakrotnie, ale myślę, że zanurzałem się jakby w labirynt o niejasnej i pokrętnej architekturze. Dopiero uważne lektury, do jakich byłem zmuszony, przygotowując mój kurs uniwersytecki o Dostojewskim, pozwoliły mi, i to nie od razu, zrozumieć jego intencje. — Co panu to dało osobiście? — Pociechę: czyjeś braki i wady jako człowieka mogą posłużyć do zbudowania wielkiego dzieła. — A w twórczości? Czy Dostojewski wywarł jakiś wpływ na nią? — Nie. — Wpłynęło to jednak w jakiś sposób na pana odbiór rzeczywistości. — Tak. Dzięki niemu przede wszystkim zrozumiałem wewnętrzną dynamikę przemian w Rosji XIX wieku. — Czyżby więc współczesności nie odbierał pan jako rodem z Dostojewskiego? — W tym sensie, w jakim światopogląd naukowy XIX wieku jest jeszcze żywy i nie ustąpił miejsca innej, zapowiadającej się tu i ówdzie, nauce — tak. Jednak nadzwyczajny postęp techniki i demokratyzacja, wylanie się mas ludzkich z brzegów, zmieniają współczesność w coś bardzo odległego od Europy, jaką widział Dostojewski. — Pewne zjawiska charakterystyczne dla naszych czasów jednak przewidział. 153


Dostojewski teraz

Dostojewski teraz, po upadku komunizmu w Rosji, jest kim innym, niż był w ciągu siedmiu dziesięcioleci. Bo pisarze przeszłości podróżują z nami poprzez dziejowe zawiłości będące udziałem żywych i są coraz to inaczej odczytywani. Dostojewski jest kim innym dla Rosjan, ale bynajmniej nie tylko dla nich. Twierdzę, że musi się też zmienić jego ocena u zachodnich badaczy literatury. Harold Bloom w swoich pracach o poezji wprowadził pojęcie mylnego odczytania, misreading. Według niego każdy poeta terminuje u swoich poprzedników, niejako odbijając się od tych, których uważa za swoich mistrzów, biorąc od nich to, co mu potrzebne, ale zawsze wypaczając sens ich tekstów, czyli poddając je swojej własnej przeróbce, innymi słowy, mylnie je odczytując, i to twórcze misreading staje się napędem ruchu w literaturze. Jeżeli tak jest, to dzieło każdego wielkiego pisarza, nie tylko poety, będzie dostatecznie bogate, żeby dopuszczać wielką ilość podobnych dowolnych odczytań. Mieć takiego pisarza jak Dostojewski było dla Rosji komunistycznej nie lada kłopotem. Nie mógł być po prostu odrzucony, bo razem z Tołstojem reprezentował geniusz rosyjskiej prozy i geniusz literackiego Petersburga, linię wyznaczoną trzema nazwiskami: Puszkina, Gogola i Dostojewskiego. Zarazem nie mógł ulegać wątpliwości kontrrewolucyjny wydźwięk jego utworów. Należało tedy ograniczyć możliwe szkody w dwojaki sposób. Po pierwsze, przez politykę wydawniczą, tak że część jego twórczości stała się trudno dostępna dla przeciętnych czytelników, zwłaszcza dla młodzieży. Po drugie, przez właściwe, z punktu widzenia doktryny, „ustawienie” i odjęcie w ten sposób niebez160


Dostojewski badał choroby ducha. Wywiad

CEZARY GAWRYŚ, JÓZEF MAJEWSKI: W pana twórczości Dostojewski pojawia się często, można nawet powiedzieć: bardzo często. Co takiego jest w rosyjskim pisarzu, że nie może pan się od niego uwolnić? CZESŁAW MIŁOSZ: Dostojewski był kronikarzem dziejów inteligencji rosyjskiej, a inteligencja rosyjska miała to do siebie, że była jakby chemicznym preparatem przemian świadomości europejskiej. Przy czym w Europie przemiany te nie doprowadziły do takich rezultatów jak w Rosji. Z niektórymi chorobami w jednych regionach świata da się jakoś żyć, w innych prowadzą one do śmierci. Inteligencja rosyjska wchłonęła rozmaite rozkładowe pierwiastki cywilizacji europejskiej, przede wszystkim ateizm, co dało piorunujące konsekwencje duchowe i intelektualne. Dostojewski był obserwatorem tego procesu — i to właśnie czyni go tak ponętnym i interesującym powieściopisarzem. — Kiedy zaczęła się pańska przygoda z Dostojewskim? — Jeżeli to nazwisko tak często pojawia się u mnie, to głównie dlatego, że wykładałem Dostojewskiego na Uniwersytecie Kalifornijskim, co znowu było w pewnym sensie przypadkiem. Otóż wykładałem tam literaturę polską, ale umarł nasz kolega, profesor Masennikow, który wykładał właśnie Dostojewskiego, i nikt na naszym wydziale nie chciał się po nim tego podjąć, bo to bardzo trudny kurs. Podjąłem się tego, a ponieważ poważnie traktowałem swoje obowiązki, więc musiałem bardzo dużo czytać — Dostojewskiego i o Dostojewskim. — Jest pan więc znawcą Dostojewskiego. Jaką tajemnicę twórczości pisarskiej posiadł — pana zdaniem — ten autor, że niektóre auto171


CZĘŚĆ III

Chcieć innego świata. Wizjonerzy z rozpaczy

Bo sól epoki jest w herezji, Zwłaszcza gdy to pisarze nieźli Na obcych zresztą bardzo nie licz U nas ciekawy jest Witkiewicz. Umysł drapieżny. Jego książek Nie czytać — prawie obowiązek [...] Wiersz mój chce chronić od rozpaczy, Tej właśnie, jaką miał Witkacy, Kiedy część prawdy widząc trafnie Sam w swoje własne wpadł zapadnie [...] Balzak dla niego jest odtrutką: Wszystko co trzyma ciebie krótko I rozszerzając ziemski gmach Budzi n a m i ę t n o ś ć l u d z k i c h s p r a w. Czesław Miłosz, Traktat moralny (195–202, 209–220)


...najlepiej rozumieją niebezpieczeństwo Wschodu ludzie, którzy Wschód w sobie przeżyli [...]. Aby uzyskać intuicję „rosyjskości”, trzeba zapłacić cenę: trzeba chociażby w części ulec jej pokusom. Czesław Miłosz, Prywatne obowiązki

Biada tym, co czas historyczny odkryli nagle, nieprzygotowani, jak analfabeta chemię. Ale biada też tym, co łudzą się, że posłuszni są niezmiennemu wezwaniu, ponieważ czas historyczny, wymagający od nas ciągłej odnowy, jest dla nich tylko mgłą i ułudą. Czesław Miłosz, Rodzinna Europa


Science fiction i przyjście Antychrysta

Gatunek literacki zwany science fiction rozwija się od ponad stu lat i podziwiamy dzisiaj jego żywotność. W węższym znaczeniu jest to opowieść o przygodach w świecie jutrzejszym przekształconym przez technikę i tutaj klasykiem pozostaje Juliusz Verne. Jego książki szczególnie jasno wskazują na rodowód gatunku: XIX-wieczny przewrót w nauce, który wytworzył przekonanie, że postęp techniczny nie będzie miał kresu. Ulubionymi autorami Juliusza Verne’a są samotni uczeni, sięgający myślą dalej niż ich współcześni. Często akcja jest umieszczona w teraźniejszości, ale w tę teraźniejszość wkracza przyszłość w postaci wynalazku dokonanego przez genialny umysł (łódź podwodna kapitana Nemo, telewizja w Zamku w Karpatach). Science fiction szybko jednak zaczęła się wzbogacać nowymi treściami. Były to obrazy z życia pojutrzejszych społeczeństw, w XX wieku przeważnie pesymistyczne, przy czym wyraźnej linii granicznej pomiędzy wyobraźnią zorientowaną technicznie i refleksją filozofów nie dałoby się przeprowadzić. Strefa pośrednia rozciąga się od przewidywań „zemsty”, kiedy to wytwory ludzkiego umysłu zwracają się przeciw człowiekowi (np. bunty robotów), aż po opisy jakichś hipotetycznych cywilizacji, gdzie autorzy kładą nacisk nie na technikę, ale na stosunki pomiędzy ludźmi. Zaliczyć tu wypadnie zarówno Maszynę czasu H. G. Wellsa (1895), jak i My Eugeniusza Zamiatina (1920), zarówno Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya (1932), jak 1984 George’a Orwella (1949). Nie jest więc wykluczone, że z braku ściślejszych terminów wolno mówić o science fiction także w znaczeniu szerszym. Byłaby to wszelka narracja, która „udaje”, że jest pisana w czasie przeszłym, choć powinna by być pisana w czasie przyszłym doko202


Szestow albo czystość rozpaczy

Była raz młoda kobieta imieniem Sorana, nazwiskiem Gurian. W latach pięćdziesiątych wyemigrowała ze swojego rodzinnego kraju, Rumunii, po przezwyciężeniu przeszkód, o których, jak uważała, im mniej się powie, tym lepiej. Życie uchodźcze w Paryżu nie przyczyniało jej większych kłopotów. A nawet z całej tej grupy studentów, początkujących literatów i artystów, wśród których się obracała, ona właśnie wybiła się pierwsza; dobry wydawca, Julliard, zakupił jej pierwszą powieść i wkrótce potem następną. Aż nagle (jakże inaczej mogłoby się było to stać niż nagle?) dowiedziała się, że jest chora na raka piersi. Nastąpiły operacje, pierwsza, druga. Chociaż wypadki wyzdrowienia są rzadkie, jednak się zdarzają i po drugiej operacji lekarze byli optymistyczni. Na ile Sorana im ufała, nie wiem. W każdym razie jedna bitwa zakończyła się zwycięstwem. Jako pisarka czuła potrzebę, żeby pisać o tym, co jej najbliżej dotyczyło, toteż napisała książkę o swojej chorobie, wierne sprawozdanie ze swojej codziennej walki z rozpaczą. Książka ta, Le récit d’un combat, została wydana przez Julliarda w 1956 roku. Poprawa jednak trwała rok czy niespełna dwa. Poznałem Soranę na krótko przed jej śmiercią. Za pośrednictwem naszych wspólnych przyjaciół prosiła mnie, żebym ją odwiedził. Kiedy przyszedłem do jej pokoju w studenckim hoteliku na Lewym Brzegu, miała już prawie stale gorączkę i całe dnie spędzała w łóżku. Rozmawialiśmy na różne tematy, także o pisarzach. Pokazała mi książki na swoim nocnym stoliku; były to dzieła Szestowa we francuskim przekładzie. Mówiła o nich z tą wstydliwą żarliwością, z jaką mówimy o tym, co dla nas najdroższe: „Czytaj Szestowa, Miłosz, czytaj Szestowa!”. Imię Sorany Gurian nie będzie zachowane w kronikach ludzkości. Jeżeli opowiadam tutaj o niej, to dlatego, że nie mogę sobie wyobrazić bardziej stosownego wstępu do kilku refleksji o Szestowie. 221


Uparty wróg węża

Niebywałe dziwadło: filozof zwalczający filozofię. Rosyjski emigrant Lew Szestow napisał swoje główne dzieło w Paryżu późnych lat trzydziestych. Sumuje ono tezy powtarzane z uporem w jego innych książkach i dodaje nowe przemyślenia, zwłaszcza o światopoglądzie Kierkegaarda. Podobnie jak inne jego dzieła, zawsze pisane po rosyjsku, jest wzorem jasnej, znakomicie czytelnej i przejrzystej prozy. Nic więc dziwnego, że Szestow był tłumaczony na wiele języków. Ma też w różnych krajach swoich wielbicieli. Za wydanie dzieła Ateny i Jerozolima1 po raz pierwszy po polsku należy się szczególna nasza wdzięczność wydawnictwu Znak. Szestow uformował się w Kijowie przed I wojną światową, ale studiował tam prawo i nie był filozofem z wykształcenia. Stąd może jego niczym nieskrępowana śmiałość ataku na największe autorytety filozofii wielu stuleci. W istocie nie da się znaleźć żadnego innego przykładu podobnej bezczelności i żarliwości w krytyce dzieł uznanych za kanoniczne. Trudno jednak byłoby zaliczyć go do znanego powszechnie plemienia filozofujących w wolnych chwilach samouków, śmiałych, bo słabo obeznanych z podstawową terminologią. Miał pewność siebie zawodowca, a przy tym nie zależało mu na uznaniu ze strony dzierżycieli uniwersyteckich katedr. Przypuszczał atak frontalny, bardzo w tym rosyjski i zachęcony przykładem Dostojewskiego. Jedna

1

Lew Szestow, Ateny i Jerozolima, tłumaczył oraz wstępem i przypisami opatrzył Cezary Wodziński, Biblioteka Filozofii Religii, Kraków, Znak, 1993.

242


CZĘŚĆ IV

Zamiast podsumowania: Diagnoza nieostateczna

Jak widzisz, nie mam ja recepty, Do żadnej nie należę sekty, A ocalenie tylko w tobie. Jest to po prostu może zdrowie Umysłu, serca równowaga, Bo czasem prosty lek pomaga, [...] Oto twój świat na ostrzu miecza: Zrywa się wiatr, na trawie wznieca Uschniętych liści małe wiry, Gołębie się nad daszek wzbiły. Zaszczekał pies, przebiegło dziecko, Ktoś komuś daje znak chusteczką. Oto twój świat. On jest na szali. Czesław Miłosz, Traktat moralny (385–390, 395–401)


Poprzez klęski i katastrofy ludzkość szuka eliksiru młodości, czyli ufilozoficznienia, żaru, jaki podtrzymuje wiara w powszechną użyteczność naszego indywidualnego wysiłku, choćby z pozoru nie zmieniał nic w żelaznych trybach świata. Nie jest wykluczone, że nam. z Europy Wschodniej, przypadło być w tym awangardą. Wybierając, musieliśmy poświęcać jedne wartości w imię innych, co jest istotą tragizmu. Tylko jednak za cenę tak wyostrzającego doświadczenia w nowym świetle ukazują się stare prawdy. Kiedy ambicja doradza nam wznieść się ponad proste zasady moralne, strzeżone przez ubogich duchem, zamiast obrać je wśród zmienności za igłę kompasu, niszczeje to, co jedynie może okupić nasze szaleństwa i błędy, miłość. Czesław Miłosz, Rodzinna Europa


Diagnoza nieostateczna. Rozmowa o rosyjskiej historii, literaturze i polityce

SYLWIA FROŁOW: Prof. Juliusz Bardach nazwał świadomość narodową obywateli Wielkiego Księstwa Litewskiego „wieloszczeblową”. Szlachta litewska była bardziej niż „koroniarska” narażona na bezpośredni kontakt z Rosją, przez co cechowała ją zwiększona nieufność. A jaki stosunek do Rosji miała pana rodzina? CZESŁAW MIŁOSZ: Moja rodzina mieszkała w Wielkim Księstwie Litewskim od wielu pokoleń. Mówiła po polsku. Mój ojciec skończył gimnazjum rosyjskie w Wilnie, gdzie nie wolno było mówić po polsku, z tego też powodu poznał bardzo dobrze literaturę rosyjską. W Rydze na politechnice studiował inżynierię i pierwszą posadę otrzymał w Krasnojarsku. Podczas I wojny światowej był zmobilizowany do armii carskiej jako saper. My z matką jeździliśmy wszędzie tam, gdzie on budował mosty. Od najmłodszych lat mówiłem po rosyjsku, nie zdając sobie sprawy, że przechodzę z jednego języka na drugi. Rewolucję przeżyłem, mając sześć lat, w Rżewie nad Wołgą. Pozostała mi z tamtych lat znajomość języka i pamięć scenek, szczegółów. U nas w domu w Wilnie często dla celów humorystycznych przechodziło się na język rosyjski, przede wszystkim mój ojciec z przyjaciółmi recytowali fragmenty z literatury. Na przykład opis kłótni dwóch dygnitarzy z Sałtykowa-Szczedrina: „I rugalis’ tak użasno, czto wostorżennyje bosiaki jeżeminutno kriczali ura!”. A jeśli chodzi o stosunki polsko-rosyjskie na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego, to był ścisły rozdział. Stosunków towarzyskich, z niewielkimi wyjątkami, prawie nie było. Od czasu zaboru, czyli wejścia wojsk rosyjskich na teren Wielkiego Księstwa Litewskiego, odnoszono się do Rosjan z wielką rezerwą, jako do najeźdźców. 269


Nota wydawcy

Rosja jest zbiorem szkiców będących kontynuacją Zniewolonego umysłu w szerszej perspektywie czasu i obszaru geograficznego. Miłosz pisze o specyfice „rosyjskości” przejawiającej się w myśli religijnej, filozofii, literaturze, w dziele tworzenia ładu społecznego i politycznego, w niechęci do wolności indywidualnej i w skłonności do wiary w fatum — konieczność historyczną. Jego bohaterami kieruje lęk o Rosję i chęć uchronienia jej przed chorobami ducha i umysłu cywilizacji nowoczesnej. Nowa Wiara jest tylko szczególną postacią zniewolenia intelektu. Miłosz opisał mechanizm podporządkowania go doktrynie komunistycznej na przykładzie Polski i polskich pisarzy. Wiek XX ukazał, na czym polega uwiedzenie przez różne odmiany nowoczesnych ideologii: faszyzm, nazizm, marksizm w jego najrozmaitszych odcieniach (leninowski, trockistowski, stalinowski, maoistowski), po doktrynę „rynku”. Pisząc o Rosji, Miłosz sięga po inne przykłady: oto pewne religie, zwłaszcza pozostające pod wpływem wyobrażeń zakorzenionych w gnozie i manicheizmie, sprzyjają rozwojowi ziarna zwątpienia w człowieka i świat. Pewne cechy państwowego centralizmu, świeże ślady niewoli i brak tradycji demokratycznej wytwarzają stosunek do władzy przeradzający się w wiernopoddaństwo. Miłosz zdaje się mówić: każda wiara w cud, czyli w rezultaty samoczynnie wynikłe z przepisów, które dyktują, jak w skali zbiorowej — ograniczonej do klasy, kraju, federacji czy unii państw, a w dzisiejszym świecie, globalnej — ocalić nas od zła i cierpienia, podlega takiemu samemu mechanizmowi. Ceną jest rezygnacja intelektualisty z myśli swobodnej, przyjęcie deterministycznej wizji świata, wyrzeczenie się ryzyka, jakie wiąże się z każdą postacią wolności i uznanie przyszłości za przesądzoną. Zniewolenie umysłu objawia się gotowością do przyjęcia za swoje dogmatycznych receptur, brakiem poczucia winy i odpowiedzialności w przypadku klęski ideałów, odsunięciem na dalszy plan myśli o dobru współczesnych (u Miłosza występują oni pod mianem „ludzi prostych”, zwykłych, lub „małego człowieczeństwa”), w imię wartości kolektywnych, ogólnych (zazwyczaj w połączeniu z obietnicą spełnienia ich w nieokreślonej przyszłości). W niniejszym, pierwszym tomie książki Rosja mechanizm zniewolenia ukazują teksty Miłosza poświęcone Fiodorowi Dostojewskiemu. Jest

279


Czesław Miłosz / Rosja. Widzenia transoceaniczne

on uosobieniem rosyjskiego geniuszu. Jasnowidzący analityk wskazuje choroby, które toczyć będą wkrótce cywilizację europejską, sam jednak podlega nacjonalistycznym wielkorosyjskim obsesjom. Poglądy Miłosza na Dostojewskiego zostały przedstawione w części II; w części I zebrano szkice ukazujące podejście Miłosza do Rosji: kontekst, w jakim pojawia się ona w jego myśli o świecie, kształtowanie się języka i kryteriów analizy. Część III zawiera eseje opisujące XIX-wieczne doznanie „konieczności historycznej” i „ukąszenia heglowskiego” (Bieliński) oraz próby uwolnienia się od prawa, „które nie jest naszym prawem, / Od konieczności, która nie jest nasza, / Choćbyśmy nasze nadali jej imię” (Szestow, Sołowjow, Rozanow). Podobny wysiłek myślowy podjęli twórcy polskich wizji apokaliptycznych powstałych, zdaniem Miłosza, pod wpływem religijnej myśli rosyjskiej (Zdziechowski), czy rozpowszechnionej wśród spadkobierców Dostojewskiego i Nietzschego diagnozy kryzysu tradycyjnej humanistycznej kultury europejskiej (Witkacy). W części IV Miłosz, z właściwą sobie niechęcią do stawiania jednoznacznych diagnoz i rozstrzygnięć ostatecznych, podtrzymuje swoje poglądy na temat Rosji i wymienia jej cechy specyficzne. Cytaty, które posłużyły za motta do poszczególnych części książki, mają wprowadzać w ich treść, a także ukazać jednorodny charakter myślowy dzieła Miłosza, podejmującego to samo zagadnienie w prozie i w poezji. Zarysowuje się przemożna potrzeba znalezienia „formy bardziej pojemnej” dla uchwycenia nurtujących go problemów. Cytaty zostały zaczerpnięte z Legend nowoczesności, Zniewolonego umysłu, Rodzinnej Europy. W pierwszej z tych książek, pisanej podczas okupacji, Miłosz starał się zgłębić przyczyny kataklizmów II wojny światowej i Zagłady, które przeżył w Warszawie; w drugiej usiłował przeniknąć sekretny czar komunizmu, co dane mu było obserwować w powojennej Polsce, w trzeciej, podsumowującej pierwsze lata spędzone na uchodźstwie we Francji, podjął próbę zdefiniowania swojej tożsamości — tożsamości przybysza z „nieznanej marchii”, czyli, dla ludzi Zachodu, „znikąd”. Wszystkie trzy odwoływały się do bezpośrednio przeżytego doświadczenia, miało ono jednak posłużyć postawieniu diagnozy schorzeniom duszy, w których Miłosz upatrywał symptomy dolegliwości swojej epoki. W trzeciej z tych książek opowiadając, jak powrócił do zdrowia po przebytej delectatio morosis (upodobanie cierpienia), chce uchwycić moment odzyskania równowagi. Wróg psychoanalizy i wszelkich badań posługujących się metodami redukcyjnymi, sprowadzającymi „skutek” do niesprawdzalnych ukrytych „przyczyn”, zastanawia się nad przebytą chorobą. Poszukuje remedium. Jego wyznanie wprowadza nas w sedno

280


Nota wydawcy

zainteresowań Miłosza: „leczyła mnie nie tylko natura. W swój ciepły uścisk brała mnie Europa i jej kamienie ciosane ręką minionych pokoleń, tłum jej twarzy wyłaniających się z rzeźbionego drzewa, z malowideł i złotem wyszywanych tkanin koiły, włączały mój głos pomiędzy jej stare wezwania i przysięgi, pomimo mego buntu przeciwko jej rozdartości i chorowitości. Pomimo wszystko, rodzinna Europa. [...] Po kilku latach dążenia naprzód bez światła znów moja stopa dotknęła gruntu i odzyskałem zdolność do życia w teraz, w chwili, a w niej, wyższe nad wszystkie możliwe Apokalipsy, splecione wzbogacały się wzajemnie przeszłość i przyszłość”. Cytaty te zostały zestawione z mottami zaczerpniętymi z powstałych w tym samym czasie poematów Traktat moralny i Traktat poetycki. Temat Rosji w kontekście kryzysu kultury europejskiej pojawia się i w późniejszym dziele Miłosza, o czym świadczą wypisy z książek takich jak: Kontynenty, Ziemia Ulro, Abecadło, Życie na wyspach, i to, że do tych tomów Miłosz włączał, jako integralną ich część, szkice z wczesnego okresu (Religijność Zdziechowskiego). Najpóźniejszą datę nosi studium o Rozanowie (2003), najwcześniejszą — o Zdziechowskim (1943). Wolno stwierdzić, że tematem przywołanych tu książek jest głęboki kryzys kultury europejskiej, który znalazł odzwierciedlenie w kolejach osobistego losu Miłosza. Rosja odgrywa w refleksji Miłosza o świecie ludzkiego ładu, jego istocie i wynaturzeniach, rolę szczególną. Poświęcił jej wiele uwagi i pracy. Pisma dotyczące Rosji zebraliśmy w tom, doceniając ich wagę i aktualność. Autor nosił się z takim pomysłem, lecz go nie zrealizował. Uznał bowiem, że byłaby to książka szerząca nieufność do świata, a nie czuł do tego powołania. Z tego samego powodu nie powstała nigdy książka złożona ze szkiców dotyczących nihilizmu europejskiego (kojarzonego przez Miłosza zazwyczaj z nazwiskiem Nietzschego). Byłaby ona drugim, bocznym skrzydłem tryptyku o kulturze europejskiej, jej zagrożeniach i drodze wyjścia z kryzysu. Warto uzupełnić je o studium symptomatycznego dla Miłosza ujęcia czasu — nurtu „historii w ruchu” i jej nieustającego stawania się, oraz „chwili wiecznej” („Dwa są wymiary [...] Dwie linie przecięte. / Czas wyniesiony ponad czas przez czas”, Traktat poetycki, 927, 929–930). Część centralną tryptyku wypełnia bowiem poetyckie dzieło Miłosza. „Wiersz mój chce chronić od rozpaczy”, deklaruje autor (Traktat moralny, 209). Jest lekarstwem przezwyciężającym kryzys: „Jak widzisz, nie mam ja recepty, / Do żadnej nie należę sekty, / A ocalenie tylko w tobie. / Jest to po prostu może zdrowie / Umysłu, serca równowaga, / Bo czasem prosty lek pomaga” (tamże, 385–390).

281


Czesław Miłosz / Rosja. Widzenia transoceaniczne

Wolno zatem stwierdzić, że Miłosz w swojej twórczości podejmuje ten sam trud analityczny, co jego wielcy poprzednicy: Dostojewski i Nietzsche. Nazwiska obu będą powracały w jego dziele. Szkice Miłosza poświęcone Rosji są dowodem stałości zainteresowań problematyką rosyjską w jej zbiorowym i ludzkim wymiarze. Dlatego opatrujemy każdy z zebranych tu tekstów datą jego powstania. Jednak to właśnie poetyckie dzieło Miłosza stanowi najświetniejsze spełnienie podejmowanych w prozie prób uchwycenia ducha kraju, ducha miejsca, Ducha Ziemi, Ducha Dziejów, ducha czasu, ducha wolności, ukazując zarazem, przez swoją nieuchwytność i nieprzetłumaczalność, ograniczenia nowoczesnego języka naukowego. Siła talentu Miłosza sprawiła, że stosowana przez niego metoda analizy krajów, kontynentów, czasu historycznego — częstokroć naśladująca analizy czynione przez starożytnych i klasycznych myślicieli, zaniechane w czasach przyspieszonego i wyspecjalizowanego rozwoju nauki — wnosi nowe spojrzenie, odmienia ustalony obraz i obala, a w każdym razie podważa obiegowe opinie. Zarzut o powodowanie się uprzedzeniem staje się obosieczny, gdyż kto ma przesądzić, czy przez Miłosza przemawiają „polskie urazy” do Rosji (do których się otwarcie przyznaje, traktując je jako objaw czegoś rzeczywistego, ukrytego, nierozpoznanego), czy też to raczej nasza współczesna umysłowość: racjonalna, stęskniona prawd uniwersalnych, nie potrafi, bez nadmiernej podejrzliwości, konfrontować się z prawdami o tym, co szczególne i specyficzne. Miłosz posiadł wyjątkowo silny „zmysł rzeczywistości” i wiedzę o oddaleniu nazwy od rzeczy. Chciał zrozumieć i opisać fenomen „rosyjskości”. Jego szkice poświęcone problematyce rosyjskiej są dla nas, ludzi XXI wieku, przestrogą. Sam ją sformułował: „Oto twój świat. On jest na szali. / Politycy grę już przegrali, / Triumfy ich tylko pozorne / Jak błyskawice są wieczorne, / Choć nikt z nich nigdy nie utraci / Ufności w moc indoktrynacji, / Która wyznawców da kohorty. / Społeczne jednak są retorty / Bardziej złożone” (Traktat moralny, 401–409). Pomysł książki pochodzi od Moniki Wójciak, autorki opracowania Enklawy wolności. Literatura rosyjska w Polsce 1959–1989, Kraków 2010. Dokonany przez nią wybór został poszerzony o inne szkice Miłosza i teksty w Polsce nieznane. Tytuł książki pochodzi od wydawcy. Clare Cavanagh, profesor Northwestern University w Stanach Zjednoczonych, gdzie kieruje Undergraduate Studies przy wydziale języków i literatur slawistycznych, zasłużona tłumaczka polskiej literatury, uczennica i współpracownica Stanisława Barańczaka, autorka książek o literaturze rosyjskiej Osip Mandelstam and the Modernist Creation of Tradition, Princeton University Press, 2005, oraz Lyric Poetry and Modern Politics: Russia, Poland, and the West, Yale University Press, 2009, zechciała opatrzyć

282


Bibliografia, objaśnienia

naszą książkę swoim kompetentnym wstępem. Trudno było o lepszy wybór: Clare Cavanagh za dzieło swojego życia uznaje biografię Czesława Miłosza (Czeslaw Milosz and His Age: A Critical Life, Farrar, Straus and Giroux; w opracowaniu). Książkę zredagowała i nadała jej obecny kształt Barbara Toruńczyk. Monika Wójciak, Emil Pasierski, Marek Zagańczyk i Marek Zaleski zechcą przyjąć słowo podziękowania za uwagi oraz możliwość dyskutowania pomysłu. Ewa Nawrocka służyła pomocą w zbieraniu materiałów. Teksty przytaczamy według ich pierowdruków. Przypisy, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą od Autora. Tytuły dzieł przywoływanych przez niego ujednolicono. Pisownię uwspólcześniono.

Bibliografia, objaśnienia* CZĘŚĆ I. Zrozumieć Rosję. W poszukiwaniu języka, miar, diagnozy Rosja Pierwodruk: C. Miłosz, Rodzinna Europa, Paryż, Instytut Literacki, 1959, s. 108–128; przedruk: C. Miłosz, Rodzinna Europa, w: Dzieła zebrane, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2001, s. 146–172. Rosyjski (język) Pierwodruk: C. Miłosz, Abecadło, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 1997; przedruk za: C. Miłosz, Abecadło, w: Dzieła zebrane, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2001, s. 270–272 (tekst zmieniony). Biedny kamerjunkier Pierwodruk: ,,Kultura” 1957 nr 1–2, s. 188–192; przedruk: C. Miłosz, Kontynenty, Paryż, Instytut Literacki, 1958, s. 367–372. Bałtowie Pierwodruk: C. Miłosz, Zniewolony umysł, Paryż, Instytut Literacki, 1953, s. 212–236; przedruk: C. Miłosz, Zniewolony umysł, w: Dzieła zebrane, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 1999, s. 251–279. W obronie Europy Pierwodruk: „Kultura” 1957 nr 6, s. 3–12; przedruk: C. Miłosz, Kontynenty, dz. cyt., s. 373–379. Dostojewski Pierwodruk: „Tygodnik Powszechny” 1994 nr 16; przedruk: Życie na wyspach, Kraków, Znak, 1997, s. 54–61. Dostojewski i Mickiewicz Pierwodruk: C. Miłosz, Ziemia Ulro, Paryż, Instytut Literacki, 1977, s. 100–107; przedruk: „Znak” 1981 nr 1–2, s. 103–108. Tytuł pochodzi od redakcji „Znaku”. *

Przywołujemy wykorzystane źródła.

283


Czesław Miłosz / Rosja. Widzenia transoceaniczne

CZĘŚĆ II. Analityk, prorok, pisarz zaangażowany, czyli Dostojewski — nasz współczesny Fiodor Dostojewski Pierwodruk: C. Miłosz, Abecadło, dz. cyt., s. 98–101; przedruk: C. Miłosz, Abecadło, w: Dzieła zebrane, dz. cyt., s. 113–115. O Dostojewskim. Rozmowa Czesława Miłosza z Carlem Profferem Pierwodruk: A Conversation about Dostoevsky, „Michigan Quarterly Review” 1983 nr 22, s. 541–551; przedruk: Czesław Miłosz: conversations, red. Cynthia L. Kahn, University of Mississippi Press, 2006, s. 47–56. Tekst poprzedzony notatką redakcyjną: „W semestrze zimowym tego roku akademickiego [1983] Czesław Miłosz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury z 1980 roku, spędził sześć tygodni w University of Michigan jako Walgreen Professor for Human Understanding. Miłosz nie tylko wystąpił na wieczorach autorskich i wygłosił publiczne odczyty, lecz także poprowadził kursy z Biesów Dostojewskiego oraz współczesnej poezji polskiej. Carl R. Proffer, profesor języków i literatur słowiańskich, autor kilku książek o literaturze rosyjskiej i dyrektor wydawnictwa Ardis, przeprowadził z Miłoszem rozmowę na temat Dostojewskiego”. Dostojewski i Swedenborg Pierwodruk: „Slavic Review” 1975 nr 1, s. 302–318; pierwodruk polski: „Roczniki Humanistyczne” 1976, Lublin, tom XXIV, zeszyt 1, s. 249–251; przedruk: C. Miłosz, Zaczynając od moich ulic, Paryż, Instytut Literacki, 1985, s. 278–292. Inna wersja tego tekstu zob.: Dostojewski i Swedenborg, przekład autoryzowany: Magda Heydel, „Zeszyty Literackie” 2004 nr 1 / 85, s. 51–68. Biesy Pierwodruk: ,,Kultura” 1976 nr 12, s. 47–54; przedruk: C. Miłosz, Ogród nauk, Paryż, Instytut Literacki, 1979, s. 116–120. Dostojewski i Sartre Pierwodruk: „Kultura” 1983 nr 1–2, s. 19–35; przedruk: Zaczynając od moich ulic, dz. cyt., s. 292–306. Źródła leżą w zachodniej Europie. Wywiad Czesław Miłosz odpowiada na pytania Zbigniewa Podgórca. Pierwodruk: „Literatura na świecie” 1983 nr 3, s. 3–13. Dostojewski teraz Pierwodruk: „Kultura” 1992 nr 5, s. 85–93; przedruk: C. Miłosz, Życie na wyspach, dz. cyt., s. 62–72. Dostojewski badał choroby ducha. Wywiad Z Czesławem Miłoszem rozmawiają Cezary Gawryś i Józef Majewski. Pierwodruk: „Więź” 2000 nr 3, s. 14–25.

284


Bibliografia, objaśnienia

CZĘŚĆ III. Chcieć innego świata. Wizjonerzy z rozpaczy Bieliński i jednorożec Pierwodruk: „Archiwum Emigracji” 1998 nr 1, s. 112–120. Tekst powstał po francusku, wygłoszony na konferencji Kongresu Wolności Kultury „The Future of Freedom”, Mediolan, 12–17 IX 1955. Science fiction i przyjście Antychrysta Pierwodruk: „Kultura” 1970 nr 12, s. 5–17; przedruk: C. Miłosz, Metafizyczna pauza, Kraków, Znak, 1989, s. 97–113. Przypowieść Sołowjowa Pierwodruk: „Tygodnik Powszechny” 1984 nr 20; przedruk: C. Miłosz, Nieobjęta ziemia, Paryż, Instytut Literacki, 1984, s. 125–127; oraz: C. Miłosz, Wiersze, t. 4, w: Dzieła zebrane, Kraków, Znak, s. 122–124. Szestow albo czystość rozpaczy Pierwodruk: ,,Tri Quarterly” 1973 nr 28, s. 460–480; pierwodruk polski: „Zapis” 1979 nr 11, s. 57–67; przedruk: Zaczynając od moich ulic, Paryż, Instytut Literacki, 1985, s. 260–277. Tekst powstał po angielsku, tłumaczenie Autora. Uparty wróg węża Pierwodruk: „Tygodnik Powszechny” 1994 nr 50; przedruk: C. Miłosz, Życie na wyspach, dz. cyt., s. 73–79. Duszyczka Rozanowa Pierwodruk: ,,Tygodnik Powszechny” 2003 nr 38; przedruk: Czesław Miłosz, Spiżarnia literacka, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2004, s. 54–57. Religijność Zdziechowskiego (fragment) Pierwodruk: C. Miłosz, Prywatne obowiązki, Paryż, Instytut Literacki, 1972, s. 240–254; przedruk: C. Miłosz, Legendy nowoczesności, w: Dzieła zebrane, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2009, s. 105–123. Murti-Bing (fragment) Pierwodruk: C. Miłosz, Zniewolony umysł, dz. cyt., s. 17–20; przedruk: C. Miłosz, Zniewolony umysł, w: Dzieła zebrane, dz. cyt., s. 23–27. CZĘŚĆ IV. Zamiast podsumowania: Diagnoza nieostateczna Diagnoza nieostateczna. Rozmowa o rosyjskiej historii, literaturze i polityce Z Czesławem Miłoszem rozmawia Sywia Frołow. Pierwodruk: O Rossii, ,,Nowaja Polsza” 2003 nr 3, tłum. Anatolij Rojtman; pierwodruk polski: ,,Tygodnik Powszechny” 2006 nr 28. Tytuł pochodzi od redakcji „Tygodnika Powszechnego”.


Spis rzeczy Wstęp: Clare Cavanagh, Miłosz i Rosja Dostojewskiego / 5 I. Zrozumieć Rosję. W poszukiwaniu języka, miar, diagnozy Rosja / 19 Rosyjski (język) / 42 Biedny kamerjunkier / 45 Bałtowie / 51 W obronie Europy / 76 Dostojewski / 83 Dostojewski i Mickiewicz / 91 II. Analityk, prorok, pisarz zaangażowany, czyli Dostojewski — nasz współczesny Fiodor Dostojewski / 101 O Dostojewskim. Rozmowa z Carlem Profferem / 104 Dostojewski i Swedenborg / 115 Biesy / 132 Dostojewski i Sartre / 137 Źródła leżą w zachodniej Europie. Wywiad / 153 Dostojewski teraz / 160 Dostojewski badał choroby ducha. Wywiad / 171 III. Chcieć innego świata. Wizjonerzy z rozpaczy Bieliński i jednorożec / 187 Science fiction i przyjście Antychrysta / 202 Przypowieść Sołowjowa / 218 Szestow albo czystość rozpaczy / 221 Uparty wróg węża / 242 Duszyczka Rozanowa / 249 Religijność Zdziechowskiego (fragment) / 253 Murti-Bing (fragment) / 263 IV. Zamiast podsumowania Diagnoza nieostateczna. Rozmowa o rosyjskiej historii, literaturze i polityce / 269 Nota wydawcy / 279 Bibliografia, objaśnienia / 283

Profile for Zeszyty Literackie

Czesław Miłosz, Rosja. Widzenia transoceaniczne. Tom I: Dostojewski - nasz współczesny  

Tom pierwszy esejów zebranych Czesława Miłosza poświęconych Rosji, jej kulturze, literaturze, historii i polityce. Czeslaw Milosz's collect...

Czesław Miłosz, Rosja. Widzenia transoceaniczne. Tom I: Dostojewski - nasz współczesny  

Tom pierwszy esejów zebranych Czesława Miłosza poświęconych Rosji, jej kulturze, literaturze, historii i polityce. Czeslaw Milosz's collect...

Profile for zeszyty
Advertisement