Issuu on Google+

p i ł karsk i e kl u b y m i asta s. 8-9

Fot. Józef Gajda

Nr 10 (202) lRok XVII październik 2012 r. lISSN 1426 0190 Indeks 334 766 lwww.echo.erzeszow.pl Cena 2 zł, VAT 5% Miesięcznik Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa

Z chórem Uniwersytetu Trzeciego Wieku „Cantilena” prezydent Tadeusz Ferenc wraz z małżonką koncertowo wykonują piosenki o Rzeszowie z wydania specjalnego do 200 numeru „Echa Rzeszowa”, opracowane przez Jerzego Dynię.

już 200 numerów „echa rzeszowa” Widok ogólny sali.

Echo Rzeszowa ukazuje się już 17 lat. W sierpniu wydany został dwusetny numer tego popularnego miesięcznika. Kilkutysięczna rzesza czytelników ma szanse na jego łamach zapoznać się z wydarzeniami i informacjami o Rzeszowie pisanymi oraz graficznymi podawanymi przeważnie w formie zdjęć i reklam. „Echo Rzeszowa” ma sporą rzeszę swoich stałych odbiorców oraz tych, którzy odwiedzając punkty sprzedaży prasy nie zapominają o zaopatrzeniu się w nasze czasopismo. Echo redagowane jest wspólnie z mieszkańcami Rzeszowa i okolicznych miejscowości. Relacje nasze z czytelnikami rozwijamy i zacieśniamy poprzez wydania w wersji papierowej oraz internetowej. Wielu czytelników odwiedza naszą redakcję mającą siedzibę w budynku SM „Projektant”, chcąc często osobiście porozmawiać i podzielić się swoimi uwagami. Zawsze jest możliwość spotkania takich dziennikarzy, jak: Zdzisław Daraż, Roman Małek, Józef Kanik, Józef Gajda, Ryszard Lechforowicz, Stanisław Rusznica, Bogusław Kotula, Stanisław Kłos, Jerzy Dynia, Ryszard Zatorski i innych. Z okazji wydania jubileuszowego numeru „Echa Rzeszowa” w ratuszu z członkami redakcji, współpracownikami i przyjaciółmi czasopisma spotkał się prezydent miasta Tadeusz Ferenc. Spotkanie prowadził redaktor naczelny Zdzisław Daraż. Uczestnicy spotkania mieli okazję porozmawiać o problemach miasta i życia jego mieszkańców. Wśród zebra-

nych było wiele osobistości życia społeczno-kulturalnego miasta Rzeszowa. Wszyscy otrzymali dwusetny numer „Echa Rzeszowa” z opisaną na rozkładówce jego historią wraz ze zbiorem piosenek wybranych przez Jerzego Dynię pt. „Zakochani w Rzeszowie”. Piosenki te, w dniu spotkania, zaprezentował dla mieszkańców R zeszowa, na rynkowej estradzie chór UTW „Cantilena”, związany z Towarzystwem Przyjaciół Rzeszowa. Rewelacją tego koncertu było wystąpienie razem z chórem prezydenta Tadeusza Ferenca wraz z małżonką Aleksandrą. W Kalendarium sierpniowego, jubileuszowego numeru Echa przypomnieliśmy ważne daty wielu wydarzeń, zamieściliśmy też nazwiska osób, dzięki którym Echo ukazało się już po raz dwusetny. Przesłane na adres redakcji listy i telegramy gratulacyjne wyrażają wsparcie, dla naszego miesięcznika. Otrzymaliśmy je od: marszałka województwa podkarpackiego dr. Mirosława Karapyty, rektora Uniwersytetu Rzeszowskiego prof. Aleksandra Bobko, Bożeny Konikowskiej – sekretarza Ruchu Stowarzyszeń Regionalnych RP, Leona Brylowskiego – przewodniczącego Towarzystwa Miłośników Kartuz, insp. Zdzisława Stopczyka – podkarpackiego komendanta policji, Grzegorza Budzika i Wiesława Buża z RM SLD, od indywidualnych osób: Józefa Kwiatka, Kazimiery Marciniak, Stanisława Rusznicy, Elżbiety i Marka Solarza. Gratulacje złożyli też wypowiadający się: poseł Tomasz Kamiński, Henryk Pietrzak, Ryszard Zatorski, prof. Marian Malikowski, dr Józef Świeboda, Anna Ochalik-Pęcak, Nina Opic, Wacław Schwarz, Stanisław Cupryś, Leszek Wais. Prezydent Tadeusz Ferenc ufundował dla redakcji najnowsze wydanie „Encyklopedii Rzeszowa”, okolicznościowy puchar oraz list gratulacyjny. Były też gratulacje wyrażone w śpiewie. Uczyniły to: Alicja Borowiec i Zofia Krawiec z chóru „Cantile-

na”. Spodobały się ich słowa „Serca nasze z Wami sympatyzują, bo w Echu prawdę i wiarygodność czują”. Na wniosek Józefa Gajdy przyjęto przez aklamację wolę przekazania życzeń z okazji 80-lecia urodzin wieloletniemu, honorowemu przewodniczącemu Rady Krajowej RSR RP Anatolowi Omelaniukowi oraz propozycję skierowaną do prezydenta miasta, wydania okolicznościowego dukatu na zbliżające się 660 lecie Rzeszowa. Redaktor naczelny w ciepłych słowach wyraził wszystkim, którzy łączą się przyjaźnią z nami, serdeczne podziękowania. Zaprosił też uczestników na okolicznościowy tort i lampkę wina. Spotkanie zakończyło się odśpiewaniem tradycyjnego „sto lat…”. Po części oficjalnej uczestnicy spotkania odwiedzili „Podkowę” w Trzebownisku, w której przyjął nas jej właściciel Kazimierz Janik, znany przedsiębiorca. Uatrakcyjnia on wiele rzeszowskich masowych imprez. Organizuje m.in. dla dzieci przejażdżki po mieście swoją bryczką ciągnioną przez piękną parę siwych klaczy. Bierze udział w działalności charytatywnej, za co został laureatem statuetki „Miłosiernego Samarytanina”. Jego firma w Trzebownisku świadczy usługi transportowe luksusowymi autokarami po całej Europie. Stanisław Rusznica Fot. Józef Gajda (2)

Prezydium uroczystości. Od prawej: prezydent Tadeusz Ferenc, poseł Tomasz Kamiński, prezes Zdzisław Daraż, wiceprezes Stanisław Ząbek.


2

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

KOMENTARZE

Zdzisław DARAŻ

Zaskakujące wnioski płyną z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego. Wynika z nich, że zarobki w Rzeszowie plasują stolicę Podkarpacia na 7 miejscu w Polsce.

Do największych zak ładów przemysłowych w mieście należy WSK PZL Rzeszów S.A. Zakład założony w 1937 roku, producent wszelkich komponentów lotniczych, m.in. silników odrzutowych do samolotów F-16, zrzeszony w United Technologies Corporation, notowanej na New York Stock Exchange. Ponadto mamy tu: MTU Aero Engines Polska spółka córka MTU Aero Engines, z siedzibą w Rzeszowie, od 2009 roku projektowanie, produkcja i naprawa systemów napędów lotniczych; BorgWarner - produkcja turbosprężarek i innych części samochodowych; ICN Polfa Rzeszów w kooperacji z Valeant - założona w 1951 roku, producent farmaceutyków, zakład w Rzeszowie wytwarza m.in. węgiel medyczny; Sanofi-Aventis - centrum dystrybucji i linia produkcyjna, działająca na bazie założonej w 1988

więcej niż we wrocławiu

Zestawienie średnich zarobków brutto w stolicach województw w pierwszym półroczu opublikował Główny Urząd Statystyczny. Najlepiej zarabia się w Katowicach, ze średnią pensją wynoszącą 4 949 zł brutto. Dalej w kolejności są: Warszawa 4 821 zł, Gdańsk 4 674 zł, Poznań 4 112 zł, Kraków 3 763 zł, Szczecin 3 736 zł. Okazuje się, że więcej od: Wrocławia, Lublina, Łodzi, Bydgoszczy można zarobić w Rzeszowie, bo 3 624 zł. Wysoki poziom plac w Rzeszowie to nie przypadek, lecz wynik rozwoju zakładów przemysłowych o wysokiej technologii. W chwili obecnej z powodzeniem rozwija się w mieście produkcja sprzętu domowego, przemysł spożywczy, odzieżowy, budowlany, meblarski i telekomunikacyjny, natomiast najlepiej rozwinięty jest tutaj przemysł lotniczy oraz farmaceutyczny. Rzeszów jest głównym ośrodkiem stowarzyszenia przedsiębiorców Dolina Lotnicza (Aviation Valley). W skład stowarzyszenia wchodzą przedsiębiorstwa z całego kraju. Podkarpaccy przedsiębiorcy działający również w sektorze informatycznym powołali Stowarzyszenie Informatyka Podkarpacka. W ostatnim czasie utworzony został Podkarpacki Park Naukowo-Technologiczny. Podstawą tego przedsięwzięcia jest przemysł lotniczy i farmaceutyczny. Nowe pomysły i rozwiązania powiązane z parkiem technologicznym powstawać będą w preinkubatorze akademickim Politechniki Rzeszowskiej.

grupy Comindex, przekształconej następnie w Biocom Rzeszów (1994), połączoną z Sanofii w 1996; Asseco Poland (dawniej COMP Rzeszów) - założona w 1991 roku spółka informatyczna, po fuzji z Softbankiem S.A. w 2007 największe przedsiębiorstwo branży IT notowane na polskiej giełdzie PW; Koral S.A. - producent lodów; Makarony Polskie - założona w latach 90. spółka akcyjna zajmująca się produkcją makaronów; Zelmer S.A. - założone w 1937 roku przedsiębiorstwo zajmujące się wyrobem sprzętu AGD; Alima Gerber S.A. - producent przetworów spożywczych; Budimex Rzeszów S.A. - branża budowlan; Conres S.A. - branża odzieżowa; Elektromontaż Rzeszów S.A. – budowlana; Rzeszowski Zakład Energetyczny S.A.; Marma Polskie Folie - siedziba w Rzeszowie. W Rzeszowie oficjalnie otwarto nowy zakład amerykańskiej firmy Hamilton Sundstrand. Są w nim montowane silniki wspomagające, między innymi do AIRBUSA A-320. W ciągu kilku tygodni ruszy produkcja podobnych napędów do najnowszego Boeinga Dreamlinera. W nowym zakładzie pracę znalazło już ponad 100 osób, docelowo ma ich być 350. Budowa nowego zakładu zaczęła się w ubiegłym roku. Hamilton zainwestował w niego ponad 100 milionów złotych, dzięki temu powstał jeden z najnowocześniejszych zak ładów lotniczych w Polsce.

JUBILACI

Prezydent Tadeusz Ferenc honoruje Bogumiłę i Kazimierza Stawiarskich. Fot. Aleksander Baranowski. W rzeszowskim ratuszu prezydent miasta, Tadeusz Ferenc, spotkał się z kolejną grupą dostojnych jubilatów, którzy właśnie ukończyli pięćdziesiecioletni okres zgodnego pożycia małżeńskiego. Jubileuszowym parom wręczył pamiątkowe dyplomy oraz przyznane przez prezydenta Bronisława Komorowskiego medale za długoletnie pożycie małżeńskie. Były kwiaty, toast i, oczywiscie, nostalgiczny marsz Mendelssohna. Jubileuszow ych zaszczy tów dostąpiły pary: Jadwiga Górska-Kowalska i Jan Kowalski, Irena

i Piotr Kociołowie, Zofia i Stanisław Ziemniakowie, Danuta i Mieczysław Pochwatowie, Maria i Lucjan Rycakowie, Marianna i Zbigniew Kuźniarowie, Anna i Jan Słowińscy, Teresa Witowicz-Nowakowska i Jan Nowakowski, Bogumiła i Kazimierz Stawiarscy, Maria i Andrzej Wiszowie, Anna i Bolesław Hałoniowie, Barbara i Stanisław Kwietniowie, Zofia i Stanisław Marszałowie, Maria i Tadeusz Tłuczkowie, Danuta i Kazimierz Wałkowie. Rom

INTERESUJĄCE OSZCZĘDNOŚĆ ENERGII

W Rzeszowie odbyły się kolejne targi budowlane. W tym roku koncentrowały się one na nowoczesnych, ekologicznych technikach ogrzewania domów, preferujących niskie koszty eksploatacji tego rodzaju rozwiązań. 150 wystawców z kraju i zagranicy zaprezentowało bogatą i ciekawą ofertę. Oprócz instalacji centralnego ogrzewania czy do podgrzewania wody, kotłów i palników, prezentowane były ulepszone, bardziej szczelne okna, drzwi wejściowe i bramy garażowe oraz zmodyfikowane materiały i sposoby docieplania ścian, podłóg i dachów. Tematyce oszczędności energii poświęcona została także konferencja, która odbyła się w ostatnim dniu targów. Dotyczyła ona głównie budownictwa niskoenergetycznego w kontekście nowego spojrzenia na ochronę środowiska naturalnego. Specjaliści od tych zagadnień podkreślali, że w ostatnich latach w budownictwie mieszkaniowym nastąpił duży postęp w zakresie oszczędzania energii. Jednakże w porównaniu z krajami o podobnym klimacie jest jeszcze sporo do nadrobienia. W takich krajach, jak: Austria, Niemcy czy Dania zużywa się do ogrzewania lub chłodzenia porównywalnych domów mniej energii niż u nas. Właściciele domów chcieliby płacić niższe rachunki za ogrzewanie, ale nie zawsze wiedzą, w jaki sposób można efektywnie oszczędzać potrzebną do tego energię.

ZJAZD PSL

operacyjnych, stosowanych w ortopedii i traumatologii oraz leczenia najnowszymi metodami zakażeń stawów i kości. Wybrano też nowego prezesa towarzystwa, którym został prof. dr hab. n. med. Damian Kusz. Jest on kierownikiem Katedry Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

WIELKI PLAC ZABAW Dzieci w Rzeszowie doczekały się wielkiego placu zabaw. Został on urządzony w powstającym Parku Papieskim przy katedrze. Jest to największy plac zabaw w naszym mieście. Rozlokowany został na ponad 40-arowej przestrzeni. Umieszczono tu trzy piaskownice oraz kilkanaście różnych urządzeń zabawowych. Z daleka widoczne są kolorowe huśtawki i zjeżdżalnie. Nowy plac zabaw znajduje się w części B Papieskiego Parku, która pod koniec września oddana została do użytku. Pośród zasadzonej tu zieleni wytyczono alejki spacerowe oraz ustawiono ławki. Na tę część parku i plac zabaw wydano z miejskiej kasy 1 mln 800 tys. zł. W rezultacie ogłoszonego przetargu wydatki te i tak były o milion złotych niższe od planowanych. Pozwoli to jeszcze w tym roku ogłosić przetarg na oświetlenie gotowej części parku oraz budowę parkingu. Obie te inwestycje planowane były na rok przyszły. Parking mogący pomieścić kilkadziesiąt samochodów powstanie w pobliżu katedry.

NOWY MOST NA WISŁOKU

Prezesi PSL Waldemar Pwlak (z lewej) i Jan Bury. Fot. Józef Gajda. W Rzeszowie odbył się IV Wojewódzki Zjazd Sprawozdawczo-Wyborczy PSL z udziałem wicepremiera Waldemara Pawlaka. W trakcie wystąpienia obrazującego działalność w minionej kadencji, dotychczasowy prezes, Jan Bury, podkreślił dobrą współpracę z prezydentem Rzeszowa, Tadeuszem Ferencem. W tajnych wyborach Jan Bury ponownie został prezesem Zarządu Wojewódzkiego PSL Województwa Podkarpackiego na kolejną piątą kadencję.

W Rzeszowie rozpoczęto budowę mostu kolejowego na Wisłoku, po którym pociągi będą mogły jeździć z prędkością 120 km na godzinę. Jest to jedna z ważnych inwestycji na trasie modernizowanej linii kolejowej biegnącej w kierunku Przemyśla i dalej do granicy państwowej z Ukrainą. Most ma być gotowy pod koniec tego roku, a koszt jego budowy wyniesie blisko 8,7 mln zł. Nowy most powstaje obok mostu dotychczasowego, który nadal będzie eksploatowany. Został on już wyremontowany kosztem około 7,5 mln zł. Roboty na całej linii od Krakowa do granicy państwa mają potrwać do 2015 roku. Po ich zakończeniu pociągi będą mogły jeździć z większymi prędkościami, przez co znacznie skróci się czas podróży.

NOWA ŚWIĄTYNIA

ORTOPEDZI RADZILI Mimo iż Rzeszów nie jest jeszcze lekarskim ośrodkiem naukowym, nasze miasto zostało wybrane na miejsce XXXIX Zjazdu Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego i Traumatologicznego, który odbył się we wrześniu. To pierwszy tego rodzaju wybór w kilkudziesięcioletniej tradycji towarzystwa, będący jednocześnie dużym wyróżnieniem dla Rzeszowa. Zjazd był bowiem najważniejszym wydarzeniem naukowym 2012 roku w ortopedii. W Rzeszowie spotkali się ortopedzi z całego kraju, a także zza granicy. Przyjechało wielu wybitnych naukowców i praktyków tej dziedziny medycyny. Podczas czterodniowego pobytu dzielono się doświadczeniami w zakresie stosowania nowoczesnych technik

Nowa świątynia. Fot. Józef Gajda. Przy ulicy Twardowskiego w Rzeszowie wybudowano Dom Modlitwy Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Poświęcenie nastąpiło 22 września. Dotychczas Dom Modlitwy Adwentystów mieścił się przy ul. Grottgera. Kazimierz Lesiecki

,

PRZYTUPY MIEJSKIE PASKUDNE POWITANIE Miasto z aspiracjami do krajowego pępka innowacyjności radzi sabie dosyć dobrze. Rośnie, ładnieje, nowocześnieje. Czasem jednak jest bezradne w obliczu takich oczywistości jak ta, że po jedzeniu i piciu coś fizjologicznego jeszcze następuje. W czym rzecz się ma cała? Otóż skoro o naszym zacnym grodzie coraz głośniej nie tylko w kraju, to i przemożna chęć do odwiedzin Rzeszowa w coraz liczniejszej rzeszy wędrowców dojrzewa. Przybywają również w sposób zorganizowany, czyli autokarami i im podobnymi podwodami. Telepią się ileś tam godzin po drogach i wreszcie docierają na jedyny wygodny parking w pobliżu centrum, czyli na Podpromie. I tu mają sporą atrakcję na powitanie miasta innowacyjnego. Ściskają kolana, paralitycznie podreptują i

z boleściwym grymasem wypatrują chociażby jakiejś sławojki, aby nieco ulżyć sobie, a tu nic. Innowacyjnie bowiem z tak luksusowego przybytku zrezygnowano. Co śmielsi panowie drepcą pod filary mostu Zamkowego i w popłochu fundują sobie ulgę spłukując beton, albo poprawiając stan wody w Wisłoku. Ale co mają robić nobliwe i egzaltowane turystki? Pod filary? Nigdy! Wolą katusze. Gdy już gdzieś znajdą ukojenie, to przez kilka godzin nie za bardzo są w psychicznej kondycji do podziwiania uroków miasta. Raczej kontemplują powitalną przypadłość. A przecież wystarczy postawić ze dwa takie wynalazki jak toi toiki i turystyczny wizerunek przyjaznego Rzeszowa zyskałby niepomiernie. Turysta odprężony zawsze radośniej postrzega otaczającą go rzeczywistość. Nawojka Kumak


ECHO RZE­SZO­WA

Miasto

MIEJSKIE DECYZJE

POCIĄGIEM DO WARSZAWY

Z wielką radością społeczeństwo naszego miasta przyjęło ongiś uruchomienie połączenia kolejowego ze stolicą Polski. Mam w tym jakiś swój udział, ponieważ organizowałem Harcerską Akcję „Werynia”, polegającą między innymi na budowie linii kolejowej w okolicach Kolbuszowej. Uczestniczyłem w licznych spotkaniach, na których przekonywano o konieczności i zaletach tego połączenia. Modernizacja linii kolejowej nr 71 Ocice-Rzeszów cieszyła się dużym poparciem społeczności lokalnej. Praca nad przywróceniem przejezdności linii oraz poprawą jej parametrów eksploatacyjnych była i jest współfinansowana przez urzędy marszałkowskie województw podkarpackiego i świętokrzyskiego na łącznym poziomie 4,88 mln zł brutto w zakresie opracowania studium wykonalności dla „Budowy drogi kolejowej Rzeszów-Warszawa przez Kolbuszowę”. W ra mach tego studium została opracowana również koncepcja połączenia stacji Rzeszów z portem lotniczym w Jasionce. Zaplanowany jest zakres robót na kwotę ok. 40 mln zł, obejmujący: przebudowę układu torowego stacji Głogów Małopolski wraz z 3 obiektami inżynieryjnymi w obrębie stacji, przebudowę 9 obiektów inżynieryjnych, budowę peronów na 3 przystankach osobowych, modernizację urządzeń sterowania ruchem kolejowym, zabudowę urządzeń EOR w stacji Głogów Małopolski oraz przebudowę urządzeń energetyki nietrakcyjnej. Argumenty za połączeniem przez Kolbuszowę są jednoznaczne. Nawet posiadając teraz samochód, przy obecnych cenach paliwa wolałbym się spokojnie w czystym wagonie z książką usadowić, gdybym nie miał jakichś

ponadnormatywnych bagaży czy znajomych chcących się ze mną zabrać. To ekologiczne i opłacalne by było, ale o czym ja marzę. Port Lotniczy Rzeszów Jasionka obsługuje rocznie ponad pół miliona pasażerów. Jest większy pod względem obsłużonych pasażerów niż porty lotnicze w Szczecinie, Łodzi czy Bydgoszczy. Także mówienie o tym, że z rzeszowskiego portu lotniczego korzysta kilku pasażerów na krzyż jest nieco na wyrost. Nadto w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska znajdują się duże zakłady lotnicze MTU, Aero Engine czy Borg Warner, które z chęcią skorzystałyby z bocznicy kolejowej. Na lotnisku w Rzeszowie funkcjonuje Lufthansa cargo, co również uzasadnia linię kolejową do lotniska. Kolejna rzecz to transport paliwa lotniczego. Zaledwie kilka stacji dalej od Rzeszowa, właśnie przy linii Rzeszów-Tarnobrzeg, przed Kolbuszową na stacji Widełka znajduje się terminal paliw Orlen Petrotank. W pobliżu lotniska powstaje aktualnie węzeł autostradowy A4, przez co również należy się liczyć ze wzrostem obsługiwanych pasażerów. Tak więc linia kolejowa do Jasionki, uważam, jest bardzo potrzebna. Rewitalizacja linii kolejowej Rzeszów-Warszawa przez Sandomierz powinna zakończyć się w 2013 r. Trasę pokonać będzie można w 3,5 godz. – poinformował na konferencji prasowej w Rzeszowie prezes PKP Polskich Linii Kolejowych, Zbigniew Szafrański. Dodał, że trasa ta będzie alternaty wą dla istniejącego połączenie Rzeszowa ze stolicą kraju przez Kraków. Szafrański podkreślił, że remont torów na tej trasie jest na ukończeniu, a do wykonania pozostała ich elektryfikacja. Trzymamy za słowo. Zdzisław Daraż

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

Co tam panie w radzie

będzie biblioteka

Nadzwyczajna sesja zwołana 18 września była nienadzwyczajna, ot taka sobie a muzom. O zasadniczym jej temacie piszę gdzie indziej. Podczepiono jeszcze do porządku dla przyzwoitości ponowną deliberację o tłoku w godzinach szczytu na niektórych przystankach MPK zlokalizowanych w centrum. Padła propozycja wycofania uchwały o zamrożeniu stanu korzystania z nich przez dodatkowych przewoźników. Zgodnie z oczekiwaniem strony powtórzyły swoje argumenty i okopały się na z góry upatrzonych pozycjach. Później pojawił się problem bzdury medialnej, mającej wykazać wielce szkodliwą głupotę prezydenckich urzędników przy wydawaniu zezwolenia na uniwersyteckie inwestowanie. W wirtualnym świecie jednak nieważne jest, że ktoś zrobił z igły widły. Ważne, że są widły. Tymi widłami machały dzienniki i prezydencka opozycja w radzie. Pewnie wywijano by nimi nadal, gdyby nie precyzyjne wyjaśnienie, że te widły nadają się jedynie do gnoju. Nie wystąpił bowiem na żadnym etapie najdrobniejszy nawet przejaw urzędniczej głupoty, a wręcz odwrotnie, wszystko przeprowadzono z należytą starannością i pożytkiem dla uniwersytetu. Myślałem, że gdzieś, nawet w trakcie obrad, pojawi się magiczne słowo przepraszam ze strony tych, którzy wcześniej tak łatwo rzucali wyssanymi z palca i

redaktorskich kalumni, oszczerstwami. Nie doczekałem się! Widocznie nie czytali Kamyczka. Sesja statutowa miała tym razem niezwykły przebieg z dwóch powodów. Po pierwsze, 30 punktów porządku obrad zrealizowano w dwie godziny z przerwą w środku. Nawet korekty w wieloletniej prognozie i bieżącym budżecie nie wzbudziły spodziewanych emocji i wzrostu ciśnienia u radnych. Wszystko szło jak po przysłowiowym sznurku. Zero emocji, totalny spokój, wręcz angielska flegma. A po drugie, po rocznych ćwiczeniach radni zostali poddani ogniowej próbie, czyli sprawdzianowi z umiejętności korzystania z sesyjnej maszynerii do głosowania, która wymaga nie byle jakich zdolności manualnych w sprawnym posługiwaniu się aż czterema opisanymi przyciskami. Wcześniej nie wychodziło i trzeba było liczyć palcem. Wreszcie przewodniczący postanowił, że nie będzie palca. O dziwo, zaskoczyło, chociaż z niejakimi trudnościami i maszyneria warta około 100 tys. zaczyna na siebie pracować. Radni postanowili przekazać Ur z ę dow i Ma rsz a ł kowsk iemu dodatkowo około 30 arów terenu przy ulicy Dołowej pod potrzeby budowanego tam kompleksu Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej wraz z nowoczesnym centrum naukowo-rozrywkowym typu „Kopernik”. Ziści się zatem

wkrótce marzenie wielu pokoleń bibliotekarzy o powstaniu w Rzeszowie obiektu bibliotecznego z prawdziwego zdarzenia. Padła nawet propozycja włączenia do budowanego obiektu biblioteki pedagogicznej. Po bibliotekach politechnicznej i uniwersyteckiej będzie to kolejna placówka z prawdziwego zdarzenia. Pozostała część terenu po likwidowanym bazarze, przenoszonym w okolice ulicy Ciepłowniczej, przypadnie resortowi sprawiedliwości z przeznaczeniem na budowę nowej siedziby Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Namiastka dyskusji pojawiła się przy uchwalaniu środków w wysokości 10 mln zł na przebudowę mostu łączącego ulicę Wierzbową z centrum oraz samej ulicy Wierzbowej. Aktualnie przez ten most można sie poruszać wahadłowo, czyli ma on jeden kierunek ruchu. Po przebudowie będzie dwukierunkowy. Przewodniczący Dec widzi inne rozwiązanie poprzez budowę w innym miejscu mostu w drugim kierunku. Jednak klepnięto pierwotny projekt. Na wiosnę zostanie przeprowadzony przetarg i ruszą roboty. Pośpiech jest o tyle wskazany, że dosyć szybko postepują prace przy budowie kompleksu Capital Towers obok mostu Zamkowego i trudności komunikacyjne w tym rejonie będą wymagały szybkiego rozwiązania. Roman Małek

były dożynki

Koniec lata to działkowy okres zbiorów i porządków jesiennych. Tradycyjnie działkowcy organizują sobie również coś w rodzaju dożynek. Uczestniczylem w takiej uroczystości w rzeszowskim ogrodzie „Małopolanin”. Był, a jakże, solidnie wykonany przez Jadzię Kupiszewską wieniec, przyodziewek głów dla starostwa dożynkowego, no i, oczywiście, sowicie zastawiony stół biesiadny. Całość z wdziękiem koncelebrował sam prezes Bolesław Pezdan. Były tańce, hulanki swawola, a nawet wszeteczne dowcipy i sowizdrzalskie krotochwile. Oni naprawdę potrafią znakomicie dożynać! Augustyn Jagiełła

tradycja i nowoczesność Rozpoczął się nowy rok akademicki w uczelniach naszego regionu. Młodzież na Podkarpaciu ma do wyboru uczelnie akademickie, wyższe zawodowe państwowe i niepaństwowe. Jedną z młodszych uczelni niepaństwowych jest Podkarpacka Szkoła Wyższa im. bł. ks. Władysława Findysza. Zajęcia odbywają się głównie w pięknym nowym obiekcie znajdującym się w Jaśle. Biuro organizacyjno-informacyjne mieści się w Rzeszowie. - Jaka jest oferta PSW - zapytałem kanclerza Pawła Polańskiego. - Na początku kształciliśmy młodzież tylko w zakresie hotelarstwa i turystyki. Obecnie nasza oferta jest szersza i obejmuje kształcenie licencjackie na kierunku ekonomia w specjalnościach: ekonomika handlu i usług, ekonomika przedsiębiorstw, rachunkowość, turystyka i hotelarstwo. Na kierunku transport kształcimy przyszłych inżynierów w specjalnościach: transport spedycja, logistyka, inżynieria ruchu, diagnostyka i eksploatacja pojazdów samochodowych. Najnowszy kierunek to gospodarka przestrzenna, w ramach którego prowadzimy kształcenie z projektowania rozwoju regionalnego i przestrzennego oraz projektowanie rozwoju obszarów górskich. Absolwenci tego kierunku otrzymują również tytuł inżyniera. Oferujemy duży wybór studiów podyplomowych na kierunkach:

3

pozysk iwanie i Paweł Polański rozliczanie funduszy unijnych, rachunkowość i finanse przedsiębiorstw, logistyka w przedsiębiorst w ie, bada nia rynkowe i marketingowe, wycena nieruchomości, zarządzanie nieruchomościami, zarządzanie zasobami ludzkimi. warsztaty z zakresu autoprezenta- Dlaczego warto studiować w cji, komunikacji interpersonalnej waszej szkole? oraz asertywności. Aktywnie dzia- Proponujemy atrakcyjne kie- ła samorząd studencki w zakresie runki kształcenia, mając na uwa- spraw socjalno-bytowych, kultudze to, aby nasi studenci znaleźli ralnych, naukowych i sportowych. pracę w zawodzie, którego ich Studenci uczestniczą w organach uczymy. Stwarzamy doskonałe kolegialnych uczelni oraz kołach warunki do studiowania. Mamy naukowych. Chcemy być uczelnią w naszym budynku bibliotekę, nowoczesną przy zachowaniu trasale wykładowe i pracownie wypo- dycji życia studenckiego. sażone w nowoczesne pomoce Uczelnia nasza zdążyła już naukowe. Wielu wybitnych wykła- uzyskać miano jednej z najlepdowców ściągamy z uczelni kra- szych uczelni na Podkarpaciu. kowskich i rzeszowskich. Oprócz Taka jest opinia studentów oraz zajęć teoretycznych studenci mogą absolwentów i pracodawców. Z zdobywać umiejętności praktycz- roku na rok podejmuje kształcene, odbywając praktyki zawodowe nie w naszej uczelni coraz więcej w kraju oraz za granicą, m.in.: w studentów. Cieszymy się z tego, Grecji, Niemczech, na Cyprze i w bo jest to dowodem dobrego i USA. Dzięki projektom unijnym wszechstronnego kształcenia oraz studenci mogą korzystać z bez- trafionej oferty zgodnej z potrzepłatnych zajęć wyrównawczych z bami rynku. matematyki i fizyki, mają dostęp do bezpłatnych porad prawnika Stanisław Rusznica oraz psychologa. Prowadzimy

Dożynkowi działkowicze z „Małopolanina”. ,

inauguracja uniwersytecka

Uniwersytet Rzeszowski wszedł w drugą dekadę. 1 października br. prof. dr hab. Aleksander Bobko, czwarty z kolei rektor w historii tej uczelni, inaugurował jedenasty już nowy rok akademicki, a także swoją nową funkcję. Pokłonił się poprzednikom obecnym na uroczystości, profesorom: Tadeuszowi Lulkowi, Włodzimierzowi Bonusiakowi i Stanisławowi Uliaszowi, za kadencji którego zrealizowano najwięcej inwestycji wspartych unijnymi funduszami. Są to m.in. wykonane za ponad 211 mln przy ul. Pigonia trzy centra: mikroelektroniki i nanotechnologii, innowacji i transferu wiedzy techniczno-przyrodniczej oraz modelowania komputerowego. A także te w zalesiańskim obszarze kierunków rolniczych i ekonomicznych. Największym zadaniem najbliższych lat jest powołanie kierunku lekarskiego i wybudowanie uniwersyteckiego ośrodka nauk medycznych oraz centrum innowacyjno-badawczego środowiska. Na największej w regionie uczelni studiuje na 44 kierunkach ponad 20 tys. studentów. Uniwersytet współpracuje z ponad tysiącem uczelni zagranicznych. – Wraz z innymi szkołami wyższymi na Podkarpaciu, głównie zaś z Politechniką Rzeszowską, będziemy nadal budować przestrzeń akademicką – podkreślił rektor, a wojewoda Małgorzata Chomycz-Śmigielska, marszałek Mirosław Karapyta i prezydent Tadeusz

Inauguracyjne prezydium. Fot. Józef Gajda Ferenc (poprzez swego przedstawiciela) zapewnili o wszechstronnej pomocy w realizacji tych marzeń. Ósmy w dziejach UR Laur Rektora Uniwersytetu Rzeszowskiego dla najlepszego absolwenta UR w roku 2012 otrzymała Monika Gorzynik z kierunku biotechnologii, zaś rozpoczynający dopiero studia, jej być może naśladowcy i przyszli laureaci, po immatrykulacyjnej ceremonii weszli prawdziwie do środowiska studenckiej społeczności uniwersyteckiej. Sentencją łacińską quod felix faustum fortunatumque sit wyraził rektor Bobko życzenie, aby ten rok akademicki był dla wszystkich szczęśliwy, sprzyjający i pomyślny. A gość specjalny z krakowskiego Uniwersytetu Papieskiego, ks. prof. Michał Heller, laureat Nagrody Tempeltona za badanie relacji nauki i wiary, pieczętował wszystko wykładem inauguracyjnym o początkach wszechświata i zgłębianiu kosmicznych tajemnic. Ryszard Zatorski


4

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

Żyją wśród nas

stanisław dereń

moim zdaniem

nauka i praca była jego powinnością Urodzi ł się 11 lipca 1928 roku w podrzeszowskim Zgłobniu, w rodzinie Marii i Piotra Dereniów, którzy utrzymywali się z małego gospodarstwa rolnego oraz handlu różnymi artykułami w swoi m rod zi nnym sklepie. Ojciec Piotr Stanisław Dereń w wolny m czasie zajmował się działalnością społeczną, był zagorzałym piłsudczykiem, należał do Armii Krajowej w Zgłobniu. Brał aktywny udział w wojnie polsko-bolszewickiej w latach 1919-1921. Należał do Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Po wyzwoleniu kraju z okupacji niemieckiej był aresztowany przez NKWD, początkowo przetrzymywany w areszcie przy ulicy Jagiellońskiej w Rzeszowie, a później wywieziony do Rosji. W takich warunkach i atmosferze politycznej wychowywał się syn Stanisław. W latach 1935-1942 uczęszczał do szkół powszechnych w Zgłobniu i Niechobrzu, następnie do trzyletniej Publicznej Rzemieślniczej i Kupieckiej Szkoły Zawodowej z polskim językiem wykładowym w Rzeszowie, ucząc się zawodu ślusarza maszynowego. Praktykę zawodową odbywał w rzeszowskiej Fabryce Maszyn i Odlewni Żeliwa S. Zweiga. Później ukończył gimnazjum oraz liceum mechaniczne uzyskując tytuł technika mechanika. W sierpniu 1949 roku podjął studia w Politechnice Warszawskiej na Wydziale Mechanicznym, fakultet wojskowy. Po ukończeniu drugiego roku studiów został przeniesiony na trzeci rok studiów do nowo utworzonej Wojskowej Akademii Technicznej, fakultet uzbrojenia. W 1952 roku po inwigilacji jego rodziny przez informację wojskową i stwierdzeniu, że ojciec w czasie okupacji należał do AK, skierowano go na kilka miesięcy do jednostki wojskowej w Lublinie, po czym przeniesiono do rezerwy. W styczniu 1953 roku dzięki ówczesnemu dyrektorowi Państwowej Szkoły Przemysłowej Rudolfowi Reitmajerowi i Romanowi Niedzielskiemu, późniejszemu rektorowi Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Rzeszowie, przyjęty został do pracy w charakterze konstruktora technologa w Biurze Technicznym Zasadniczej Szkoły Metalowej w Rzeszowie. W następnych latach pracy zawodowej znalazł czas i chęci dalszego kształcenia się i podnoszenia kwalifikacji zawodowych, przydatnych do pracy nauczycielskiej w szkolnictwie zawodowym. W 1955 roku ukończył krakowską Wieczorową Szkołę Inżynierską, uzyskując tytuł inżyniera mechanika. Tytuł magistra uzyskał w zakresie wychowania technicznego w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie. Do pełnienia funkcji kierowniczych, które pełnił w warsztatach szkolnych Zasadniczej

zbliżenia

Szkoły Metalowej oraz funkcji dyrektorskich w Zespole Szkół Mechanicznych dokształcał się na różnych formach kształcenia. Posiada ukończone studium podyplomowe w zakresie organizacji i zarządzania oświatą w szkolnictwie zawodowym, ma dyplom kwalifikacyjny nauczyciela szkół zawodowych, legitymuje się drugim stopniem specjalizacji zawodowej w zakresie specjalności mechanicznej. Uzyskał status nauczyciela dyplomowanego oraz profesora szkoły średniej. Jest osobą znaną z pełnienia funkcji dyrektora rzeszowskiego Zespołu Szkół Mechanicznych. Pełnił ją przez 16 lat, do chwili przejścia w 1990 roku na emeryturę. Szkoła, którą kierował, często nazywana jest do dziś dereniówką. Jej absolwenci są wysoko cenieni na rynku pracy oraz jako studenci wielu wyższych uczelni technicznych. Jego dewizą nauczycielską w procesie kształcenia zawodowego było wyzwalanie u młodzieży radości i twórczego podejścia do nauki i pracy. Wiele osobistych jego artykułów o sukcesach nauczycieli i uczniów zamieszczonych zostało w czasopismach „Szkoła Zawodowa” i „Przegląd Mechaniczny”. Stanisław Dereń wiele czasu poświęcał pracy społecznej. Przez dwie kadencje w latach 1973-1980 pełnił funkcję prezesa Miejskiej Rady Zakładowej Związku Nauczycielstwa Polskiego w Rzeszowie. Udzielał się w sekcjach zawodowych na szczeblu okręgowym i krajowym tej organizacji. Od 1973 do 1992 roku z kandydackiej rekomendacji ZNP, przez cztery kadencje był radnym Miejskiej Rady Narodowej. Przez cały czas przewodniczył Komisji Oświaty, Kultury i Kultury Fizycznej, będąc równocześnie członkiem Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Dziś jest aktywnym działaczem Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Mechaników Polskich, pełniąc funkcję wiceprezesa Koła Seniorów w Rzeszowie. Z dumą wspomina okres lat szkolnych, pracy nauczycielskiej, dyrektorskiej i społecznej w wielu niewymienionych w tym tekście organizacjach społecznych. Ma wiele dyplomów, listów gratulacyjnych, odznaczeń, z których wymienia m.in.: Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Medal KEN, Złotą Odznakę ZNP, Odznakę Przyjaciela Dziecka, Odznakę „Zasłużony dla województwa rzeszowskiego”, Złotą Honorową Odznakę SIMP. Jest wpisany do „Księgi zasłużonych dla miasta Rzeszowa”. Z okazji 50-lecia zawarcia związku małżeńskiego, razem z żoną Kazimierą otrzymali w 2004 roku medale „Za długoletnie pożycie małżeńskie”. Wychowali dwoje dzieci, mają też wnuków. Córka Maria ma dwóch synów Dominika i Konrada, a syn Kazimierz ma córkę Patrycję i syna Piotra. Wszyscy mieszkają w Rzeszowie. Często odwiedzają się nawzajem. Z tego bardzo cieszy się i to podtrzymuje go na duchu i w dobrym zdrowiu. Ma się gdzie spotkać. Mieszka w domu jednorodzinnym na terenie dawnej Staroniwy Dolnej, dziś osiedlu Kmity. Jest osobą znaną i lubianą przez swoje środowisko zamieszkania. Na osiedlu w pewnym okresie pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego Komitetu Osiedlowego nr XIV. Razem z mieszkańcami zrobiono wtedy bardzo dużo. Spotkać się z nim i mieć możliwość choćby chwilę porozmawiać, to wielka przyjemność. Tryska humorem i wiedzą z lat swojej aktywności zawodowej. Stanisław Rusznica

Stanisław Rusznica Obecna emigracja Polaków za granice kraju to jedna z największych fal emigracji w historii Polski. Na koniec 2011 roku poza granicami kraju przebywało czasowo 2 mln 60 tys. obywateli Polski, o 60 tys. więcej niż w 2010 r. – wynika z opublikowanych szacunków GUS. Według GUS w Europie przebywało ponad 1 mln

są satysfakcjonujące jedynie finansowo. Polacy w ogromnej większości potrafią sobie radzić w każdych warunkach, są pracowici, mają w ręku niejeden fach. Są doceniani przez pracodawców. Chcą uczyć się języka, wielu z nich osiąga sukcesy zawodowe. Pojawia się często pytanie, jak należy patrzeć na zjawisko tak dużej emigracji, szczególnie młodzieży. Moim zdaniem na ten problem trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie. W dobie globalizacji dobrze to świadczy o Polakach. Jesteśmy otwarci na świat, umiemy szukać szansy, nie jesteśmy przykuci do jednego, najlepiej znanego miejsca. Przy założeniu, że emigranci będą jednak wracać do kraju, to obecna emigracja tzw. „trzeciej generacji”, może okazać się zyskowną inwestycją. Może być ona dla nas szansą, a nie zagrożeniem. Wierzę w to, że tak będzie.

emigracja młodzieżY

szansa czy zagrożenie? 750 tys. emigrantów z Polski. Z tej liczby zdecydowana większość, bo około 1 mln 670 tys., w krajach Unii Europejskiej. Najwięcej Polaków było w Wielkiej Brytanii (625 tys.), Niemczech (470 tys.) oraz w Irlandii (120 tys.). Najwięcej wyjeżdża młodzieży. Są to wyjazdy w poszukiwaniu pracy, lepszej drogi życia, ścieżki kariery zawodowej, większych płac i często lepszego spożytkowania własnej energii. Część z nich liczy na to, że zdobędzie nowe kwalifikacje, nauczy się nowych technologii, kultury pracy i wróci do kraju jako osoby znacznie bardziej konkurencyjne niż ci, którzy tu zostaną. Liczna jednak grupa młodzieży o wysokim wykształceniu wykonuje prace, które

Podstawowym warunkiem jest jednak tworzenie nowych miejsc pracy. Wskaźniki bezrobocia na naszym terenie są dalej duże. Na Podkarpaciu wynosi to 15,3 procent, a w Rzeszowie 8 procent. Potrzeba szerszego otwarcia się na takie inwestycje, które dają nam nowe miejsca pracy. Cieszymy się, że w przyszłym miesiącu nastąpi otwarcie „Galerii Rzeszów”, w której docelowo ma być zatrudnionych około 1 tys. pracowników. Takich inwestycji potrzeba nam więcej. Rada miasta Rzeszowa wraz z prezydentem muszą stwarzać jeszcze lepsze warunki do inwestycji, w których będą nowe miejsca pracy. Tego najbardziej oczekują mieszkańcy naszego grodu.

POETYCKI ZAŚCIANEK

Od lewej: Małgorzata Żurecka, Stefan Żarów, Dorota Kwoka. Powoli w koloryt pubu „Galeria”, wkomponowanego w leciwe mury starej drukarni przy ulicy Bożniczej, wrasta „Poetycki Zaścianek”, jak przewrotnie organizatorzy nazwali sobie wieczory poezji z wdziękiem i polotem przygotowywane przez Annę Ruszel. Już same wnętrza skłaniają do filozoficznej zadumy o względności i zarazem bezwzględności fenomenu przemijania. Jeśli zaś na to nałożymy nastrojową, dobrze podaną poezję, spotęgowany efekt estetyczny i

emocjopnalny murowany. Tym razem przeciwstawności – ona i on oraz przestrzeń i czas – wypełnili swoją twórczością Dorota Kwoka i Stefan Żarow. Natomiast w rolę moderatorki poetyckiego wieczoru wcieliła się inna, bardzo liryczna poetka, Małgorzata Żurecka ze Stalowej Woli. Było wszystko, co powinno taki wieczór wypełniać, aby można go uznać za udany. Roman Małek

CZŁOWIEK UCZY SIĘ...

JAK INWESTOWAĆ NA CAŁE ŻYCIE

Anna Pieczek Stwierdzenie, iż „Człowiek uczy się przez całe życie” z reguły powtarzamy po przykrym doświadczeniu. Natomiast ciąg dalszy maksymy: „…z wyjątkiem lat szkolnych” można potraktować dosłownie i w zupełnie innym kontekście. Jeśli by wziąć

pod uwagę Uniwersytet Trzeciego Wieku, nauka nie tylko rozwija zainteresowania, ale i przystosowuje do wymagań współczesnej cywilizacji. Dlaczego by, tak na przykład, zamiast „bawienia” wnuków nie posurfować z nimi w sieci? To tylko jedna z wielu opcji, jaką można rozwinąć po zajęciach proponowanych przez uczelnię wyższą, z ramienia Uniwersytetu Rzeszowskiego. Dorośli oraz emeryci mają okazję uczęszczania na wykłady jak i spotkania dodatkowe w grupach. Obsługa komputera przestaje być czarną magią, zajęcia z literatury, kultury czy rękodzieła to przyjemne wypełnienie wolnego czasu. Pasjonaci brydża czy sportu również znajdą coś dla siebie. Słowem – ile chęci i pasji tyle możliwości rozwoju, a jeśli przy tym złamane są pewne stereotypy – tym lepiej. Z kolei dla młodych ludzi, dla

których świat stoi otworem, jawią się dylematy i wybory. Dobrze by przy tym rodziły korzyści. Do jednych z nich należy edukacja pomaturalna i torowanie sobie szlaku na przyszłą, potencjalną karierę. Gdy przychodzi czas, kiedy kończą się dziecięce marzenia o byciu strażakiem czy aktorem, najtrudniej o rzeczywistą ocenę i stanowczy wybór. Ciężko również oszacować, jak bardzo się zmieni i będzie łaskawy rynek pracy za ok. 5 lat. Kierując się przy wyborze studiów zainteresowaniami nie zawsze wychodzi się na tym dobrze. Jednak nie wszystko należy widzieć w ciemnych barwach, ponieważ uczelnie wyższe starają się dbać o każdą sferę kształcenia studenta. Uniwersytet Rzeszowski, jako placówka w ypuszczająca największą liczbę humanistów utworzyła specjalności, które mogą

się sprawdzić na rynku pracy. Przykładem jest kultura medialna na filologii polskiej czy studia podyplomowe z logopedii. Nowością studiów socjologicznych jest socjologia internetu i nowych mediów, oscylująca wokół współczesnych spraw społeczno-gospodarczych. Aby nie zaniedbać kierunków ścisłych powstał nowoczesny budynek przy ulicy Cegielnianej. Pod tym względem studenci będą mieli większą swobodę, a także motywację do różnorakich działań w obrębie nauki. W nowych salach i laboratoriach, miejmy nadzieję, rozkwitnie pasja, jak i technologia, która jest bazą współczesnej cywilizacji. Do pięknego obrazka brakuje tylko, o czym padła wzmianka w ostatnim czasie, kierunku ściśle medycznego. Okiem młodego człowieka - czy to jest możliwe

do zrealizowania? Krótkie rozważanie. Pomysł wzbudza szybsze bicie serca, ale do arytmii daleko. Wypracowanie klasy i renomy to w zasadzie długa droga. Brakuje nawet podstaw. Bywalcy for internetowych sceptycznie podchodzą do pomysłu – niedobór wykwalifikowanej kadry, odpowiedniego miejsca, a lekarze wciąż narzekają na zarobki. Tymczasem studenci z nadzieją na wielką karierę uciekają do innych miast. Początkowo altruistycznie podchodzą do sprawy, mając na uwadze poprawę rzeszowskiej służby zdrowia. Co z tego, skoro większe miasto większymi zarobkami pachnie. W każdym razie jakiś pomysł już się tli. Jeśli ominie nas wszelka nieprzychylność i koniec świata, to za kilka(naście) lat, być może będziemy obserwować rodzimą kadrę, angażującą się w budowanie świata medycznego.


ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

5

historia na kołku

ZBRODNIARZ BEZ ZBRODNI

W lipcowym numerze „Echa Rzeszowa” pisałem o bulwersującej sprawie oskarżenia i skazania człowieka za rzekome zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu i ludzkości. Może przypomnę w czym rzecz cała się zasadzała, gdyż historia ma ciąg dalszy z zaskakującym, acz sensownym zwrotem akcji. Zacznijmy ponownie od prezentacji bohaterów tego surrealistycznego spektaklu, przypominającego do złudzenia „Proces” Franza Kafki. Są to: - sędzia sądu rejonowego w Krośnie, Beata Leśniak, - prokurator Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie, Mirosław Puzanowski, autor w ybitnego dzieła literackiego, zwanego eufemistycznie aktem oskarżenia, - pokrzywdzeni Anastazja M. i Mikołaj M., którzy rzekomą krzywdę odziedziczyli w spadku po babci, bo ich oskarżony nie mógł skrzywdzić, - oskarżony Wacław Pietrzak, kombatant, uczestnik walk na Wale Pomorskim i Zalewie Szczecińskim, ranny, uczestnik walk z ba nda mi UPA, komenda nt posterunku w Olchowcu w latach 1947/1948. Wpierw prokurator Mirosław Puzanowski przesłuchał licznych świadków, którzy niczego nie widzieli, a jedynie coś słyszeli przed sześćdzięsięciu laty i na tej podstawie posądził Wacława Pietrzaka, kombatanta o nieposzlakowanej opinii, dziewięćdziesięcioletniego niemal, schorowanego człowieka o zbrodnię przeciwko narodowi polskiemu i zbrodnię przeciwko ludzkości. Na czym ta zbrodnia polegała? A na tym, że ponoć Wacław Pietrzak. jako komendant posterunku w Olchowcu bezprawnie zatrzymał Ewę S. narodowości łemkowskiej na całą noc, na przesłuchanie w sprawie udzielania pomocy banderowcom

spod znaku OUN UPA i w trakcie tegoż przesłuchania pozwalał ponoć anonimowemu podwładnemu bić zatrzymaną. Uwolniona została rano i opowiedziała wszystko wnuczce. Aż dziw bierze, że tak ponoć zmaltretowana nie wymagała chociażby opatrzenia przez jakiegoś znachora, lokalną akuszerkę, że o lekarzu nie wspomnę. Wnuczka tylko to zapamiętała, nie zapamiętała zaś ani daty, nawet przybliżonej, ani nazwiska bijącego niby funkcjonariusza. Do całości obrazu dołożono literaturę piekną o zbrodniach na narodzie polskim w postaci nakazu przez funkcjonariuszy zgaszenia świeczki w prawosławną wigilię. Jeszcze bardziej zbrodniczo zachował się ponoć funkcjonariusz Rybak, który wystroił się w prześcieradło i udawał przed cerkwią księdza. Całe szczęście, że nie popa. Ponadto prokurator dorzucił jeszcze garść rzekomych późniejszych wypowiedzi oskarżonego, czyli argumentację jeszcze głupszą. To wszystko ma zaświadczać nieuzasadnione maltretowanie mniejszości narodowej, błędnie utożsamianej z Ukraińcami. Przecież to Ukraińcy, a nie Polacy, traktowali Łemków jak swoich i rekrutowali – fakt, często na siłę - spośród nich swoich banderowskich rezunów, informatorów i traktowali jak własne zaplecze aprowizacyjne. Wacława Pietrzaka obwinia się również za skutki przesłuchań w krośnieńskim UB i pobyt w w obozie dla banderowców w Jaworznie. Wynika z tego aktu oskarżenia, że funkcjonariuszom posterunku w Olchowcu nie wolno było nikogo zatrzymywać i przsłuchiwać, pomimo dwukrotnego ataku zbrojnego na ich siedzibę, na szczęście nieskutecznego. Pewnie powinni iść i wygłaszać pogadanki o miłości bliźniego i czekać, aż ich podziurawią widłami, lub

przerżną piłą. Infantylizm tej oskarżycielskiej logiki jest porażający. Całość bowiem kuriozalna i wyrwana z ówczesnych realiów, a jakby przeniesiona w krainę rajskiedo spokoju. Trwała tam przecież bezlitosna, niezwykle brutalna i okrutna walka band z polskością. Każdy posterunek milicji przypominał twierdzę, gdyż był obiektem ataków ze strony band, często udanych. Przecież tę całą awanturę rozpoczął Bandera udanym zamachem na Pierackiego, ministra rządu w II Rzeczpospolitej. To obywatele Rzeczpospolitej narodowosci ukraińskiej i pokrewnych wystąpili zbrojnie przeciwko własnej ojczyźnie i prowadzili eksterminację ludności polskiej oraz walkę o oderwanie od Polski tzw. Zakerzonii. Dla każdego szanującego się historyka jest to kwestia bezsporna, tylko nie dla prokuratora Puzanowskiego. Cóż z tym pasztetem uczynił sąd? Ku zdumieniu, nie tylko oskarżonego, prowadził z pełną powagą niemal dwuletnie postępowanie, dając bezgranicznie wiarę niczym niedowiedzionym insynuacjom, traktując z pełną powagą dowodową zeznania tych, którzy kiedyś coś słyszeli od babci, albo często nie wiedząc od kogo i bezpośrednio nie byli świadkami niczego. Nie dysponując żadnymi przekonującymi dowodami brnie w zasugerowaną przez prokuratora IPN surrealistyczną logikę. Przecież każdy wie, że gdyby coś z tego było na rzeczy, to przynajmniej jakikolwiek pisany ślad pozostałby gdzieś. A takiego prokurator nijak nie wyśledził. Sąd ni w ząb nie uwierzył w żadne oświadczenia oskarżonego, chociaż ma on nieposzlakowaną opinię. Nie wierzy nawet w jego neuropsychiczne zaburzenia, łącznie z okresami utraty świadomo-

ści. Rzeczywiście traktuje go jak zbodniarza przeciwko ludzkości i skazuje. Ale następuje ciąg dalszy. W poczuciu niesprawiedliwości odwołuje się on do Sądu Okręgowego w Krośnie, który 11 wrzesnia uchyla w całości wyrok pierwszej instancji, traktując całe oskarżenie i uzasadnienie wyroku jako zbyt infantylne i nienoszące żadnych zbrodniczych przesłanek. Instancja odwoławcza zatem zdjęła odium śmieszności z wymiaru sprawiedliwości, a więc i państwa. Ponadto zespół orzekający Sądu Okręgowego dosyć klarownie naświetlił całe tło historyczne trudnych i tragicznych realiów wojny domowej po wojnie światowej. Teraz pojawia się kilka uporczywie wciskających się refleksji. Na początek pytanie, czy to pomyłka wymiaru sprawiedliwości, brak kompetencji, czy świadoma manipulacja, albo jeszcze coś innego? Nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi na te pytania. Pomyłki bowiem się zdarzały. Ponoć największą pomyłką wymiaru sprawiedliwosci w dziejach ludzkości było ukrzyżowanie Chrystusa. Skazano go za nic na najsurowszą karę. Może zestawienie tego z omawianym procesem jest nadużyciem, ale niesłuszne uznanie człowieka za zbrodniarza przeciwko swojemu narodowi i ludzkości nie ma już innego określenia cięższego kalibru. Z drugiej strony, z jakąż dziecinną łatwością przylepia się u nas człowiekowi przekleństwo bycia zbrodniarzem przeciwko swoim, zwłaszcza przez ludzi młodych! Zdumiewające! A rzetelne poczucie odpowiedzialności za postępowanie funkcjonariusza publicznego reprezentującego państwo? Czy coś takiego jeszcze istnieje? Gdy przed wojną gen. Wieniawa Długoszowsk i narozrabiał w stolicy ponad miarę, został wezwany przez Piłsudskiego.

Stawił się karnie, ale we fraku. Zdziwionemu marszałkowi wyjaśnił, że nie mógł dopuścić do uwłaczenia generalskiemu mundurowi, gdy marszałek będzie ze słusznych pobudek prał go po pysku. Czy inicjator całego nieszczęścia, prokurator Puzanowski, pójdzie we fraku do swojej ipeenowskiej zwierzchności? Frak mogę bezinteresownie wypożyczyć. Bardzo w to wątpię. W tej instytucji nawet cienia Pilsudskiego i Wieniawy trudno dostrzec. W dniu zamknięcia tego numeru wisiał nadal na stronie internetowej IPN w Rzeszowie uchylony, a zatem nieważny już wyrok skazujący Wacława Pietrzaka. Nikomu w tej instytucji, sowicie przepłacanej z naszych podatków, nie przyszło do głowy, aby poinformować swoich wielbicieli o sromotnej porażce i użyć w stosunku do niesłusznie sponiewieranego człowieka, magicznego słowa - przepraszamy. Wizerunek naszego wymiaru sprawiedliwości jest coraz gorszy, spada społeczne zaufanie do niego. Ale jak może być inaczej, skoro przytaczany tu przypadek jest skrzyżowaniem prawnego infantylizmu z radosnym tworzeniem rzeczywistości wyobrażonej i życzeniowej? Pewien klasyk nie bez powodu powiedział, że sprawiedliwość może być ślepa, ale nigdy głupia. Amen! A teraz również kamień do swojego ogródka. Moi zacni koledzy po medialnym piórze z radosnym entuzjazmem podjęli podrzucony im usłużnie oskarżycielski pasztet i ogłosili Wacława Pietrzaka zbrodniarzem. Przyzwoitość i etyka dziennikarska nakazują sprostowanie błędnych informacji. Nikt jednak po 11 września nawet nie zajaknął się na ten temat. A to już jest zdziczenie obyczajów, nad którym wielce boleję. Roman Małek

W odbytej debacie podczas wojewódzkiego zgromadzenia Stowarzyszenia „Pokolenia” zadawaliśmy sobie wiele pytań i próbowaliśmy znaleźć na nie odpowiedzi. Wszystko ogniskowało się wokół problemu, co zrobić i jak prowadzić pracę wewnątrzorganizacyjną, aby ożywić funkcjonowanie powiatowych kół i pobudzić aktywność koleżanek i kolegów? Popieramy ideę organizowania dyskusji o czasach PRL–u. Powinniśmy wyjść do ludzi po to, aby mówić prawdę o dorobku lat 44–89 i konfrontować go z dniem dzisiejszym. Ktoś zapyta, po co? Ano chociażby po to, aby ludziom żyjącym w tamtych czasach uzmysłowić jak ciężko pracowali na rzecz rozwoju Polski i postawienia jej na nogi w odbudowie z powojennych zniszczeń. Trzeba uzmysłowić to ludziom i dać satysfakcję tamtym pokoleniom, nie tym funkcyjnym, ale zwykłym robotnikom. Ludzie oczekują na satysfakcję i dodanie im otuchy oraz podtrzymania na duchu. Nikt inny tego za nas nie zrobi. Liczymy na to, że włączy się w to SLD i powstały zespół historyczny przy naszym udziale. SLD daje ostatnio programowe i organizacyjne sygnały, że zajmie się tą sprawą. Skoro tak, to powinniśmy się, w ten nurt wpisać. Ale też nie wolno tego sprowadzić do spotkań. Musimy być między ludźmi, w innych organizacjach i tam mówić o czasach naszej młodości.

My dzisiaj nie jesteśmy u władzy i nie mamy dużego wpływu na otaczającą nas rzeczywistość społeczną i gospodarczą, pozostaje nam więc popularyzować i promować projekt SLD w naszych środowiskach i przy współudziale naszych najaktywniejszych działaczy. Uważam, że w porozumieniu z lewicowymi organizacjami powinniśmy w nowej kadencji w każdym województwie zorganizować forum dyskusyjne lub konferencje. Musimy przywrócić nadzieję i wiarę w lewicowe projekty. Nadawajmy na jednej częstotliwości i obalajmy mit, że lewica nie ma pomysłu na Polskę. Stowarzyszenie „Pokolenia” nie powinno zajmować się tworzeniem lewicowej alternatywy programowej. Uważam, że powinniśmy mówić jednym głosem i przyłączyć do rozbudowy projektu programowego SLD. Czas tworzenia własnych i autorskich projektów kończył się zawsze rozbiciem oraz utratą bardzo dobrych polityków i liderów tych politycznych projektów. Pojawiają się pomysły i centrala śle nam projekty tworzenia samodzielnych list wyborczych do samorządów. Nie idźmy w tym kierunku. Jeśli pragniemy osiągnięcia dobrego w yniku wyborczego przez lewicę to zróbmy wszystko, aby do wyborczej rywalizacji przystąpiła lewica w jednolitej i zgodnej formacji. Jedna lista - jeden program z naszym udziałem i przy naszym pełnym wsparciu politycznym i

organizacyjnym. Tam gdzie nie ma lewicowej listy, a my jesteśmy w stanie zagwarantować uzupełnienie tej luki to ewentualnie należy rozważyć takie rozwiązanie. Jest to zadanie delikatne i trudne. Trudność wynika z tego, że do naszego stowarzyszenia należą koleżanki i koledzy, którzy reprezentują wieloraką barwę politycznego pochodzenia i przynależności. Czeka nas w tej spraw ie poważna i odpowiedzialna debata. Zachęcajmy naszych członków oraz przyjazne nam osoby do przygotowania się i startu w wyborach na radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów. Zadajemy sobie kolejne pytanie. Co się stało z wieloma naszymi kolegami i koleżankami i co się z nimi dzieje? Stowarzyszenie powinno pilnie dokonać bilansu najważniejszego kapitału – kapitału ludzkiego. Na każdym szczeblu naszego działania w gminach, powiatach i w województwach. Uważam, że powinniśmy podjąć próbę zwołania wojewódzkich konwentów współdziałania lewicy po to, aby zaproponować zbudowanie wspólnego projektu, któremu na imię „Lewica - do zwycięstwa”. Przy naszym aktywnym udziale i poparciu. Trzeba zbudować naszą – pokoleniową mapę zdolności do politycznego współdziałania i realizacji projektu. Cel jest jeden. Trzeba odpowiedzieć, czy nas stać i jak to zrealizować.

W Rzeszowie nadarzy się taka okazja już niebawem. Jesteśmy przygotowani w porozumieniu z władzami wojewódzkimi SLD do realizacji projektu otwarcia Sali Konferencyjnej Imieniem Jerzego Szmajdzińskiego i przy tej okazji chcemy zaprosić funkcyjny aktyw związków i organizacji młodzieżowych z okresu Polski Ludowej do rozmowy właśnie na ten temat. Chcemy zaproponować wszystkim, którzy

być może się zagubili, odeszli bądź zostali odrzuceni niech, wracają do publicznego życia, niech dadzą wsparcie w realizacji politycznych celów, a tam gdzie ocenią swoje możliwości niech najaktywniejsi startują na radnych, wójtów, burmistrzów. Im przecież lewicowa wrażliwość i umiejętność pracy z ludźmi i dla ludzi pozostała. Wiesław Buż prezes zw „pokolenia”

aktywne pokolenia


6

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

Z mojej loży

W o s t at n ic h dniach przyszło m i d o g ł o w y, aby przyjrzeć się temu, ja k to w naszych czasach m ają się t a k ie hasła, jak znajomoś ć rod zi mej historii, tradycji, słowem przeszłości. W jaki sposób można ją przypoJerzy Dynia mnieć sobie, jak przekazać innym w przystępnej formie, zwłaszcza naszym najmłodszym, no i jakimi środkami przekazu? Zadałem sobie dla przykładu pytanie, jakie mamy filmy, które najbardziej czytelnie spełniłyby tę rolę. Z czasów początków naszej państwowości mamy „Starą baśń”. Okres poprzedzający bitwę pod Grunwaldem,

SZACUNEK DLA TRADYCJI

wygraną pod wodzą nie zawsze Polsce sprzyjającego litewskiego księcia, a potem polskiego króla Jagiełłę pokazuje nam film „Krzyżacy”. Dzięki serialowi poznaliśmy królową Bonę i Zygmunta Starego, zagranego przez Zdzisława Kozienia. Potem był serial „Czarne chmury”, fabularne i w odcinkach hity: „Ogniem i mieczem”, „Potop”, „Pan Wołodyjowski”, w którym Jana Sobieskiego widzimy jeszcze jako hetmana, ale nie jako wielkiego zwycięzcę spod Widnia, ratującego europejskie chrześcijaństwo. Polskę porozbiorową oglądaliśmy w „Panu Tadeuszu”. I i II wojna światowa miały mocne akcenty. Bo to i cud nad Wisłą później „Lotna” i „Kanał” uwielbiany przez pokolenia kapitan Kloss, zwariowany „Jak rozpętałem II wojnę światową”. A przecież mamy w swojej historii z różnym nasileniem lansowane postacie. Duet Mieszko I i ten od szczerbca na bramie kijowskiej, Bolesław zwany Chrobrym. Był Kazimierz zwany Wielkim, ten który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, a któremu to władcy wcale nie przeszkadzały w realizacji wielkiego dzieła znane powszechnie skłonności do amorów. Cóż by to był za harlekin! Victor spod Wiednia, król Jan Sobieski ze swoją miłością wyrażaną w listach do Marysieńki z pieprznymi akcentami, jakże wdzięczny temat. Albo znów taka rodzima prawie Joanna d’Arc, czyli wojownicza Emilia Plater, czy wreszcie mający ponoć problemy alkoholowe, ale potrafiący zmobilizować się do walki z regularnymi oddziałami rosyjskich wojsk, dowódca jeżdżący na koniu w krakowskiej sukmanie i rogatywce, Tadeusz Kościuszko. Tenże narodowy bohater doczekał się niezwykle ciekawej formy przypomnienia. Praprawnuk jednego z kosynierów Kościuszki, mieszkający w Ibramowicach Janusz Król, postanowił odtworzyć w formie makiety i przypomnieć bitwę pod Racławicami, do której doszło 4 kwietnia 1794 roku. Bitwa wprawdzie nie była decydująca, ale miała znaczenie moralne, bo powstanie rozprzestrzeniło się na cały kraj. Ówże Janusz Król do realizacji swego pomysłu zmobilizował miejscowych twórców, którzy wykonali aż 300 miniaturowych postaci. Znalazł się wśród nich sam naczelnik Kościuszko, oczywiście na koniu, z szablą w ręce, a ponadto polskie regularne wojsko, kosynierzy z Bartoszem zwanym później Głowackim, chyba z racji swojej łysiny. A propos, nie bardzo mogę sobie wyobrazić, jak można było uniemożliwić wystrzał armatni zatykając wylot lufy krakuską. No cóż, legenda pozostaje legendą. Są też na makiecie żołnierze rosyjscy, kozacy w papachach, wiejskie kobiety, bernardyn itp. itp. Makieta prezentowana była przez kilka tygodni w rzeszowskim Millenium Hall. Zaproszone dzieciaki miały frajdę, a starsi okazję zetrzeć ze swojej pamięci trochę patyny. To jest to! A teraz inny przykład szanowania własnej, rodzimej kultury i tradycji. Kolbuszowa Górna to wieś, która powstała kilka setek lat temu. Zmieniały się czasy, odchodzili ludzie, ale tradycja, zwyczaje, mocno są tu zakorzenione. W 1982 roku powstał z inicjatywy Piotra Salacha amatorski zespół artystyczny GÓRNIACY. Opiekę nad nim objęła miejscowa nauczycielka, Maria Chruściel, która ukierunkowała działalność na widowiskowy wiejski teatr. Powstały Jasełka, Zmówiny, Kolbuszowskie wesele, Wieczór wigilijny, pieczenie chleba, Sobótki lasowiackie i kilka innych widowisk, prawdziwie oddających tradycyjną atmosferę jaka towarzyszyła życiu mieszkańców lasowiackiej wsi. Mimo zmieniających się kierunków w działalności wiejskich zespołów, GÓRNIACY są konsekwentni także pod kierownictwem następczyni Marii Chruściel, również nauczycielki, Elżbiety Czachor. Ostatnio, dzięki inicjatywie także Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej, powstała unikatowa płyta CD. Zarejestrowane zostało na niej spotkanie zespołu, podczas którego słuchający mają okazję wyobrazić sobie, jak wyglądało życie mieszkańców Kolbuszowej Górnej od narodzin dziecka, poprzez wesele i związane z nim obrzędy, aż po ostanie chwile życia. A opowieściom towarzyszy człowiek legenda, skrzypek z Huciny, Władysław Pogoda.

Echa kulturalne

ECHO RZE­SZO­WA

RZESZOWSKI KALEJDOSKOP KULTURALNY dia Ciupak i siostry Regina i Celina Małek. W programie Pro et contra We Lwowie, partnerskim mieście Rzeszowa we wrześniu odbył się Festiwal Filmów Polskich. W Jarosławiu, też we wrześniu, IV Międzynarodowy Festiwal Kultury Kresowej. Organizatorem festiwalu jest Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, oddział w Jarosławiu, a współorganizatorami: Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu, Miejski Ośrodek Kultury w Jarosławiu oraz Państwowa Szkoła Muzyczna I st. im. Fryderyka Chopina w Jarosławiu. Publiczność festiwalowa wysłuchała koncertów muzyki ukraińskiej, cygańskiej, żydowskiej oraz polskiego folkloru miejskiego. Gwiazdą tegorocznej imprezy była Irena Santor, która wystąpiła z recitalem. Sądziłem, że festiwal Carpathia będzie między innymi łącznikiem Rzeszowa z kulturą kresową. Rzeszów przed 1939 rokiem wchodził w skład województwa lwowskiego, stąd szczególny obowiązek naszego miasta pamiętać o wypędzonych z niego Polakach poprzez pielęgnowanie pamięci o kulturze kresowej. A tymczasem o niej w Rzeszowie cisza. Czyżby na ten stan rzeczy mogły mieć wpływ działające w naszym mieście środowiska banderowskie? Myślę, że jednak kiedyś obudzą się z tego marazmu rzeszowscy animatorzy kultury.

DKF „KLAPS” Po kilkuletniej przerwie w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie swoją działalność wznawia DKF „KLAPS”, zaliczany do jednego z najstarszych klubów w kraju. Od początku swojej działalności „KLAPS” pomijał aktualną produkcję filmową promując klasyczne dzieła wybitnych twórców kina światowego. W nawiązaniu do tej tradycji w latach 90. odbyło się wiele projekcji filmowych ze zbiorów Filmoteki Narodowej. Największą popularnością cieszyły się cykle filmów nagradzanych Oscarami, Złotymi Palmami, a także przeglądy największych mistrzów kina. Miłośnicy X Muzy zobaczyli filmowy debiut rosyjskiego reżysera młodego pokolenia, Andrieja Zwiagincewa. Za obraz „Powrót” otrzymał on wyróżnienie w postaci Złotego Lwa na MFF w Wenecji w 2003 roku.

SukcesY rzeszowian w „Mam Talent”.

Od góry: Klaudia Ciupak, Regina i Celina Małek. Zaczynamy się powoli przyzwyczajać do udziału przedstawicieli naszego miasta w największych i popularnych shaw. Dwa teamy akrobatyczne z Rzeszowa zachwyciły jurorów popularnego shaw „Mam Talent” - para Bartek Byłoś i jego partnerka Delfina Przeszłowska oraz trójka akrobatek: Klau-

daleko zajdzie trójka akrobatek trenera Grzegorza Bielca z Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Rzeszowie. Dziewczyny, czyli Klaudia Ciupak i siostry Regina i Celina Małek należą do ETC, czyli stowarzyszenia Elite Talent Club, skupiającego uznanych zawodników, medalistów Mistrzostw Polski. Trójka żeńska, aktualne wicemistrzynie Polski seniorów w akrobatyce, zabłysła spektaklem opartym na e fek tow nyc h pi r a m idach, budzących emocje i zachwyt. Bartek jest studentem wychowania fizycznego na Uniwersytecie Rzeszowskim. Kilka lat temu przekwalifikował się na fitness. Jest od trzech lat najlepszym juniorem w fitnesie w Polsce i czwartym na świecie zawodnikiem w kategorii juniora, a także srebrnym medaDelfina Przeszłowska listą Mistrzostw Europy. i Bartek Byłoś Delfina uczy się w liceum, tańczyła w „Kornelach”.

NOWE WYDAWNICTWO Przy finansowym wsparciu Zarządu Województwa Podkarpackiego, a także powiatu sanockiego i Polskiego Górnictwa Nafty i Gazu ukazała się publikacja nowej serii Wydawnictwa Biblioteki Kuriera Galicyjskiego. Celem inicjatorów tego wydawnictwa jest stworzenie platformy dla prezentacji dorobku naukowego, badawczego dotyczącego stosunków polsko-ukraińskich. Ksi��żka jest efektem pracy historyków, socjologów, filozofów, politologów oraz publicystów zajmujących się problematyką stosunków polsko-ukraińskich. Opracowano ją w trzech tomach. W pierwszym tomie zatytułowanym „Wolni z wolnymi, równi z równymi, zacni z zacnymi” zebrane przez redaktorów materiały poświęcone są ugodzie hadziackiej i sojuszowi Piłsudski-Petlura. Natomiast tom drugi „Reset czy kontynuacja?” omawia bardzo trudne kwestie związane z aktualnymi relacjami polsko-ukraińskimi. W tomie trzecim „Polsko-ukraińskie strategiczne partnerstwo, realia i perspektywy” autorzy tekstów biorą pod lupę badacza obecny stan stosunków i relacji między Ukrainą a Polską. Opracowania redakcyjnego dokonali - Adam Kulczycki, Igor Gurak, Iwona Słota, Rowieki i Oleg Boryniak. Niestety, połowa tekstów napisana jest w języku ukraińskim, co powoduje pewną hermetyzację treści dla czytelnika polskiego. Najważniejszym walorem pozycji jest fakt, że opiniotwórcze środowiska Ukrainy przystąpiły do dialogu z polskimi środowiskami. Pominięto okres okupacji niemieckiej, całą problematykę Wołynia. Trudno jest mi zgodzić się z Iwoną Słotą w sprawie ocen związanych z „Operacją Wisła”, mam jednak nadzieję, że będzie kontynuacja rozpoczętego dialogu i Zdzisław Daraż

„PAN TADEUSZ” W I LO

W dwusetną rocznicę wydarzeń opisanych w dziele Adama Mickiewicza „Pan Tadeusz”, odbyło się w Polsce wiele spotkań. Prezydent RP Bronisław Komorowski zainicjował ogólnopolską akcję czytania tej narodowej epopei. „Pan Tadeusz” to jedno z najwspanialszych dzieł naszej literatury, przetłumaczone na blisko 30 języków. Jest to znany utwór Mickiewicza, który powstał na emigracji. Napisany jest wierszem. Można czytać go na wiele sposobów. Jest w nim opisana dynamiczna akcja i wielowątkowość. Jest tam humor, nostalgia i dramat, wątki miłosne i patriotyczne, szlacheckie spory pokazujące nasze wady narodowe i wspaniałe opisy przyrody. W Rzeszowie 9 września br. na dziedzińcu I LO, wzięła udział liczna grupa osób w „Narodowym Czytaniu Pana Tadeusza”. Akcję rozpoczęła pikieta uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 1 im. Adama Mickiewicza, którzy po złożeniu kwiatów pod pomnikiem wieszcza, przemaszerowali ulicami miasta i okrzykami „Chodźcie czytać Mickiewicza!” zachęcali mieszkańców do udziału we wspólnym czytaniu. Podczas uroczystości uczeń z Zespołu Szkół Muzycznych nr 2 zagrał poloneza, a aktorzy z rzeszowskiego Teatru Maska przeczytali ósmą księgę z poematu. Czesław Drąg, bibliofil, kolekcjoner ponad 300 starodruków poematu opowiedział o historii wydań oraz swojej kolekcji tego wielkiego dzieła. Przypomniał, że pierwsze czytanie „Pana Tadeusza” odbyło się w 1966 roku i zostało

nagrane na dwunastu płytach analogowych. Nagrany został film w reżyserii Andrzeja Wajdy. Dzieło to było wystawiane też w teatrach. Jest to możliwe ze względu na swoją opisowość i naturę liryczną, chociaż jak sam przyznał, jest trudne do zrealizowania na scenie. Teatr im. Wandy Siemaszkowej przedstawiał to dzieło w reżyserii Ireny Jun. Czesław Drąg zaprezentował również dzieło z 1903 roku, które zostało wydane w Rzeszowie. Profesor Sędzimir Ostoja wprowadził jednak do tłumaczenia małą zmianę. Słowo Litwa zastąpił słowem Polska. Inwokacja brzmiała wówczas: „Polsko, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie!”. Na dowód tego pokazał stronicę z inwokacją obecnemu na spotkaniu dyrektorowi I LO, Ryszardowi Kisielowi, który przyznał, że tak jest. Jako ciekawostkę Czesław Drąg podał, że Edward Ligocki napisał kontynuację „Pana Tadeusza”, którą opublikował pn. „Złota Chorągiew”, a Aleksander Fredro przygotował 13. księgę „Noc poślubna Tadeusza i Zosi”. Zażartował też sobie, że jest to bardzo pornograficzny trzynastozgłoskowiec. Istnieje jeszcze poemat „Pan Tadeusz” Juliusza Słowackiego, zachowany jedynie we fragmentach, będący próbą przeinterpretowania poematu Adama Mickiewicza. W przyszłym roku ma być prawdopodobnie ogólnopolskie czytanie „Zemsty” Aleksandra Fredry. Stanisław Rusznica


ECHO RZE­SZO­WA

Echa kulturalne

SUKCES MIĘDZYNARODOWY

Podczas V Światowego Karnawału Młodzieży „Orfeusz w Italii” Zespół Tańca Współczesnego Scena Tańca Colibri zdobył drugie miejsce! Tancerki działają na co dzień w Rzeszowskim Domu Kultury, filia Staromieście. W dniach 10-16 września reprezentowały Rzeszów i Polskę podczas włoskiego festiwalu w Lido di Jesolo. Udział w festiwalu to efekt dotychczasowych osiągnięć zespołu. Scena Tańca Colibri to wielokrotne zdobywczyni pierwszych miejsc na przeglądach tanecznych o zasięgu podkarpackim jak i ogólnopolskim. We Włoszech grupa zaprezentowała cztery układy taneczne, które opierają się na improwizacji ruchowej oraz technice tańca współczesnego. W części konkursowej festiwalu pokazano „W pułapce podświadomości”

i „Letarg”, a na koncertach, które towarzyszyły imprezie „Rozdźwięk” oraz „Symulakrum”. Konkursowe jury doceniło także choreografię rzeszowskiego zespołu, której autorem jest Karolina Słonka. Scena Tańca Colibri jako jedyny zespół podczas festiwalu otrzymał dyplom za oryginalną choreografię. W imprezie uczestniczyły zespoły z Azerbejdżanu, Białorusi, Bułgarii, Gruzji, Izraela, Litwy, Rosji, Rumunii, Szwecji oraz Włoch. Podczas festiwalu zespół otrzymał oficjalne zaproszenie na kolejny festiwal tańca w Gruzji. Po powrocie do kraju tancerki ze Sceny Tańca Colibri były gośćmi programu Telewizji Rzeszów „Młodzi na start”, gdzie mówiły o pasji tańca i swoich sukcesach. Rafał Białorucki

50 LAT „JACKA I AGATKI”

Jackowi i Agatce, dobranockowym gwiazdom z początków rodzimej telewizji, stuknęła już pięćdziesiątka. W rzeszowskim Muzeum Dobranocek z tej okazji odbyła się jubileuszowa feta z udziałem rodzonej matki jubilatów, Wandy Chotomskiej (na zdjęciu z prawej, w towarzystwie dyr, muzeum Katarzyny Lubas). Fot. Józef Gajda.

LUDMIŁA PIETRUSZKOWA 1926-1999

Poetka związana z Rzeszowem, w którym urodziła się, zdała maturę i aktywnie działała w w ruchu poetyckim, współtworząc różne jego formy organizacyjne: najpierw Korespondencyjny Klub Młodych Pisarzy i Klub Literacki, od 1993 r. była członkiem Związku Literatów Polskich, oddziału rzeszowskiego. Debiutowała na łamach „Nowin Rzeszowskich” w 1960 r. Swoje wiersze publikowała w różnych pismach regionalnych i ogólnopolskich oraz na antenie radiowej. Wydała też samodzielne tomiki poetyckie: „Wołanie łąk” (1988), „Tu zostanę” (1990), „Jeśli grzechem jestem” (1993), „Soczystość traw” (1995). Ostatni tomik jej utworów ukazał się w 2000 r., już po śmierci autorki.

TADEUSZ BIEDA 1926-2007

Urodził się w Siedliskach. Wojna przerwała jego naukę. Dokończył ją w 1947 r. zdając maturę w I LO w Rzeszowie. Studia ukończył we Wrocławiu w 1952 r., doktorat obronił w 1969 r. W Rzeszowie pracował w latach 19521954 i ponownie od 1958 r. w Wjewódzkim Archiwum Państwowym. W latach 1970-76 był jego dyrektorem. Zajmował się historią gospodarki i archiwistyką regionu rzeszowskiego. Opublikował około 40 artykułów i rozpraw, wśród nich takie jak: „Wojewódzka Rada Narodowa w Rzeszowie, jej organizacja i akta” (1963), „Eksterminacja Żydów w Rzeszowie w latach 1939-1944”. Był bardzo aktywny w wielu towarzystwach naukowych i regionalnych. Działał w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, Polskim Towarzystwie Historycznym, Towarzystwie Naukowym w Rzeszowie, w Stowarzyszeniu Archiwistów Polskich, oddział w Rzeszowie, w Związku Zawodowym Pracowników Kultury i Sztuki, w Komisji Nazewnictwa Ulic Miejskiej Rady Narodowej w Rzeszowie.

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

7

TYLKO PO POLSKU II Festiwal Piosenek Katarzyny Sobczyk o Złotą Różę Małego Księcia w Tyczynie

Ja ko d ziecko biegała po ulicach Tyczyna. Niedługo. Los rzucił ją nad Bałtyk. Zadebiutowała w wieku 16 lat w amatorskiej grupie Biało-Zieloni działającej przy WDK w Koszalinie. Po dwóch latach zaczęła występować z zespołem Czer wono-Cza rni, a następnie z gr upą Wiatra k i. W pamięci meloma nów ut r wa liła się piosenkami: „O mnie się nie martw”, „Nie wiem czy to warto”, „Nie bądź taki szybki Bill”, a nade wszystko „Był taki ktoś” i oczywiście „Mały książę”. Wy s t ę p ow a ł a ponad 30 lat. Podczas długiego pobytu w Stanach Zjednoczonych dopadła ją trudna do pokonania choroba. Powróciła do kraju w 2008 roku. Żyła jeszcze dwa lata. Zmarła w warszawskim Hospicjum Onkologicznym św. Krzyża na Ursynowie, 28 lipca 2010 roku. W rodzinnej miejscowości nie zapomniano o niej. Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury nosi Jej imię, a od ubiegłego roku organizowany jest w Tyczynie konkursowy Festiwal Piosenek Katarzyny Sobczyk. W tym roku w konkursowe szranki stanęło 33 solistki, solistów i zespołów. Najliczniej reprezentowane były: Przemyśl, Przeworsk oraz Rzeszów. Regulamin przewidywał wykonanie 2 piosenek, jednej z repertuaru Katarzyny Sobczyk oraz jednej innego wykonawcy, ale wyłącznie polskiej i śpiewanej wyłącznie w języku polskim. Była to impreza młodzieńczości – przeważał przedział wiekowy od 14 do 18 lat. Jak zawsze w takich przypadkach było kilkoro wykonawców, którzy jeszcze nie powinni wychodzić na scenę, ale zdecydowaną większość stanowili wokaliści z bardzo dobrymi warunkami głosowymi, dobrze przygotowani, często w kreacjach ilustrujących

treść piosenki. Jurorzy mieli tym razem twardy orzech do zgryzienia. Laureatką I miejsca i właścicielką Złotej Róży Małego Księcia została trzynastolatka Aleksandra Bernatek z Klubu Batalionu Strzelców Podhalańskich w Przemyślu. II nagrodę otrzymała Katarzyna Motyka z Miejskiego Ośrodka Kultury w Przeworsku, zaś III Magdalena Pamuła również z przemyskiego Klubu Podhalańczyków. Jurorzy wyróżnili także Agnieszkę Podubny z Klubu 21. Brygady Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie, Aleksandrę Tocką z Jasielskiego Domu Kultury, Zuzannę Jeż z ZS w Głogowie Młp, Arkadiusza Kłusowskiego z rzeszowskiego Klubu Podhalańczyków i Aleksandrę Lechocińską z klubu przemyskich podhalańczyków. Wyróżnień mogło być więcej, ale możliwości nagradzania były ograniczone. Dużą sympatię zyskał sobie 12-osobowy zespół wokalny EQUALE z Centrum Kultury, Sportu i Turystyki, który również oprócz I nagrody w swojej kategorii otrzymał ZŁOTĄ RÓŻĘ MAŁEGO KSIĘCIA. Było po polsku. Jerzy Dynia

RYSZARD HOP W KARTONIE

Z inicjatywy rzeszowskiego oddziału Związku Literatów Polskich, przy współudziale Osiedlowego Klubu Kultury Karton, 21 września br. odbyło się pierwsze powakacyjne spotkanie literackie, którego bohaterem był Ryszard Hop z Birczy, poeta i prozaik. Sylwetkę autora oraz jego dorobek twórczy przedstawiła zebranym Marta Pelinko, prezes zarządu oddziału ZLP. Ryszard Hop, z wykształcenia fizyk, pracował w różnych zawodach. Był górnikiem, pracownikiem leśnym, automatykiem, dziennikarzem, nauczycielem i dyrektorem szkoły, skąd przeszedł na emeryturę. Choć swoją twórczość rozpoczynał od pisania wierszy to mając teraz więcej wolnego czasu postanowił skupić się na prozie. W swoim dorobku literackim ma powieści: Nieznany uczeń Jezusa (2002), Złote

jabłka Kaina (2010), zbiór opowiadań Czas zabijania kwiatów (2011 ebook), zbiór aforyzmów Uskrzydlone słowa Papieża Polaka (2011) oraz powieść Zaplątane anioły (2011), za którą rzeszowski oddział ZLP przyznał pisarzowi „Złote Pióro”. Fragment tej książki w bardzo sugestywny sposób zaprezentował zebranym Jerzy S. Nawrocki. Autor natomiast przeczytał kilka wierszy i fragment nieopublikowanej jeszcze powieści Polowanie na myśliwego, a następnie odpowiadał na liczne pytania, dotyczące swojej drogi twórczej i najbliższych planów wydawniczych. Ryszard Hop od niedawna jest członkiem Związku Literatów Polskich. Na jego ręce prezydent Rzeszowa, Tadeusz Ferenc, nadesłał list gratulacyjny. Adam Decowski


8

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

PIŁKARSKIE K

PIŁKARSKI

klub sportowy

Junak Słocina

Rozmowa z zastepcą prez

Zastępca prezydenta Stanisław Sienko. Od lewej w górnym rzędzie: Bartosz Podgórski – prezes, Maciej Nalepa, Remigiusz Szymański, Michał Syrda, Dawid Bartuś, Damian Pawełek, Michał Szela, Bogdan Bartoszek, Sylwester Kolibski, Jakub Golik, Jakub Ruszel, Jakub Słomka, Łukasz Bukała, Jakub Czyż. W drugim rzędzie klęczą: Andrzej Ziaja wiceprezes, Piotr Pęlala, Piotr Gancarz, Arkadiusz Miśtal, Jakub Kubaszek, Joachim Kuśmierz, Tomasz Dudek, Paweł Podgórski, kierownik drużyny Kamil Podgórski. Rok założenia 1948, barwy: biało-zielone. Zarząd: Bartosz Podgórski – prezes, Andrzej Ziaja – wiceprezes, Kamil Podgórski – kierownik drużyny, Bartosz Cyganik – członek, Maciej Nalepa – członek. Początki klubu sięgają roku 1948, wtedy to zostało założone koło sportowe, które przyjęło nazwę Ludowy Zespół Sportowy Junak Słocina. Bardzo dużym problemem wtedy był brak boisk sportowych. Dzięki zgodzie ówczesnych władz administracyjnych wykona-

no boisko sportowe w parku Chłapowskich, gdzie do dziś rozgrywają swoje mecze drużyny Junaka. Piłka nożna w tym środowisku cieszyła się i cieszy dużą popularnością w klubie poczynając od zawodników i działaczy i sponsorów. Nie można też zapomnieć o bardzo licznej grupie kibiców towarzyszącej Junakowi podczas meczów u siebie, jak i na wyjeździe. Klub Sportowy Junak Słocina posiada dwie drużyny: seniorów i juniorów młodszych. Drużyna seniorów w rozgry wkach tego

sezonu zajęła III miejsce i nie awansowała do klasy A. Drużyna juniorów młodszych zajęła VIII miejsce w rozgrywkach klasy okręgowej . Do nowego sezonu drużyny seniorów i juniorów przygotowują się pod okiem trenera Aleksandra Adamowicza. Sponsorzy klubu: Urząd Gminy Miasta Rzeszów, Król i Knapik salon Volkswagena, Ekspres Bank, Firma AZ Budowa, Zakład Pogrzebowy „KIR”.

- W ostatnich latach Rzeszów poszerzył swoje granice. W jego miejski organizm weszły miejscowości, które posiadały własne drużyny piłkarskie i nie zawsze odpowiednie boiska. Jak ocenia pan stan boisk na rzeszowskich osiedlach? - Stan boisk klubów sportowych działających na terenie rzeszowskich osiedli: Załęże, Zalesie, Słocina, Przybyszówka, Budziwój i Biała jest wystarczający na uzyskanie licencji w Podkarpackim Okręgowym Związku Piłki Nożnej na rozgrywanie na nich meczów w klasach rozgrywkowych, w których występują. Urząd Miasta Rzeszowa udziela wsparcia finansowego poszczególnym klubom zarówno

na całoroczną działalność (dotacja z budżetu miasta), jak i w celu poprawy infrastruktury sportowej. Dzięki wsparciu miasta udało się m.in. wyremontować budynek klubowy Korony Rzeszów oraz przeprowadzić prace nad rekultywacją murawy. Ponadto na stadionie Grunwaldu Budziwój ustawiono nowe szatnie, zaś w osiedlu Słocina oddano do użytku nowy stadion. Wartym podkreślenia jest również fakt, że w przyłączonych do Rzeszowa osiedlach Budziwój i Słocina wybudowano ogólnodostępne boiska typu orlik. W tym roku miasto prowadziło również szereg inwestycji na Stadionie Miejskim na łączną kwotę blisko 46 mln zł. Powstała piękna trybuna wschodnia, zmodernizowaliśmy trybunę zachodnią. We wrześniu oddaliśmy do uży tku kompleks boisk treningowych, z których mogą korzystać bezpłatnie wszystkie rzeszowskie kluby. Na kompleks składają się dwie płyty piłkarskie. Jedna pełnowymiarowa ze sztuczną nawierzchnią, druga mniejsza, pokryta naturalną trawą. Obydwa są ogrodzone, oświetlone i wyposażone w piłkochwyty. - W Rzeszowie prowadzone są różne formy szkolenia młodych piłkarzy. Czy przewiduje się prowadzenie form popularyzujących efekty tych szkoleń?

klub sportowy

biała

plany amb

Rozmowa z Kazimierzem Greniem, prezes

K.S. Biała z Rzeszowa. Klub reaktywowany w 2003 roku. W górnym rzędzie od lewej: Jakub Członka, Piotr Stolarski, Marcin Klęsk, Jakub Pałka, Tomasz Klęsk, Adrian Szczepanik. W dolnym rzędzie od lewej: Mateusz Lutecki, Damian Marut, Krzysztof Szyszka, Kacper Lachowski, Paweł Grzebyk, Adrian Stec.

klub sportowy

przybyszówka Rok założenia 1947, barwy: niebiesko-żółto-zielone. Zarząd: Krzysztof Rączy – prezes, Zdzisław Świder – wiceprezes, Stanisława Leśko – sekretarz, Andrzej Kucharzyk – skarbnik, członkowie zarządu: Zbigniew Chmiel, Marek Fura, Jacek Micał, Paweł Woźniak, Sławomir Koryl. Aktualnie pierwsza drużyna rozgrywa mecze w klasie okręgowej w Rzeszowie i znajduje

się na IV miejscu w tabeli. W klubie są też drużyny juniorów starszych, którzy grają w klasie okręgowej, juniorów młodszych i trampkarzy oraz bardzo aktywna drużyna oldboyów. Stadion wybudowany został w 1974 roku. Na mecze rozgrywane na tym stadionie przychodzi średnio 200-400 osób. Klub sponsorowany jest z budżetu Gminy Miasto Rzeszów na całoroczną działalność.

Prezes Kazimierz Greń z najmłodszymi piłkarzami. - Jakie kluby z Rzeszowa są zarejestrowane w Podkarpackim ZPN? - Mamy 13 klubów, w tym w drugiej lidze Stal Rzeszów i Resovia, w klasie O LKS Przybyszówka, w klasie A Zimowit i Korona, w klasie B Junak, Tytan, Rzeszów FC, Staroniwa, Grunwald, LKS Biała. W klasie juniorów grają Orły Rzeszów i Szkółka Piłkarska Grunwald Budziwój. Drużyny z klasy A i B to z reguły kluby środowiskowe, działające w rzeszowskich osiedlach. Grają i trenują na własnych boiskach oraz boiskach typu orlik. Dla ćwiczeń ogólnorozwojow ych w ynajmują przeważnie hale sportowe w szkołach. Uczestniczą w rozgrywkach prowadzonych przez Podok ręg

Rzeszów. - W Rzeszowie wystąpił ostatnio prezydent miasta z pomysłem budowy mini boisk piłkarskich na terenach rzeszowskich przedszkoli. Jak się to panu podoba? - To kapitalny pomysł. Jak wiem, miałyby to być boiska ze sztuczną trawą, ogrodzone i zadaszone. Można byłoby na nich prowadzić nie tylko zajęcia stricte piłkarskie, ale także zajęcia ogólnorozwojowe z innych dyscyplin sportowych. Aby piłka nożna była na wysokim poziomie, musi mieć solidne podstawy, a to zapewnić może tylko wpajanie sportu od najmłodszych lat. W Rzeszowie mamy już pewne doświadczenia. Dziecięca Akademia


ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

9

KLUBY MIASTA

IE OSIEDLA

klub sportowy

zydenta Stanisławem Sienką

- Jak mówi prezydent Rzeszowa, Tadeusz Ferenc: „Jak Jaś się nie nauczy, to Jan znów skompromituje Polskę na mistrzostwach”. Tylko jeśli będziemy pracować z dziećmi, to kiedyś doczekamy się wybitnych sportowców. I nie chodzi tylko o piłkę nożną. W myśl tego powiedzenia, Urząd Miasta Rzeszowa podjął decyzję o konieczności budowy miniboisk piłkarskich przy przedszkolach. Miniboiska mają mieć sztuczną trawę, będą ogrodzone i zadaszone. Zajęcia na nich poprowadzą specjalnie doszkoleni wychowawcy przedszkolni. Szacujemy, że koszt jednego boiska, to kwota rzędu 100 tys zł. Byłem w tej sprawie już w Ministerstwie Sportu i mamy szansę nawet na 30 proc. dofinansowania budowy. Ponadto ministerstwo zastanawia się nad stworzeniem na bazie naszego pomysłu programu pilotażowego dla całej Polski. Jeszcze w tym roku wybudujemy dwa takie boiska – pierwsze powstanie przy Przedszkolu nr 13, drugie przy 24. Godnym uznania zjawiskiem jest również powstawanie klubów sportowych i stowarzyszeń, które stawiają sobie za główny cel szkolenie młodych piłkarzy. Dotychczas największe sukcesy w tym zakresie odnosił Klub Piłkarski „Orły”, którego kilku wychowanków występuje w klubach ekstraklasy i I ligi. Dużym zainteresowaniem cieszy się również Szkółka

Piłkarska Grunwald Budziwój oraz Dziecięca Akademia Futbolu prowadzona przez trenerów Leszka Rejusa i Waldemara Kłosa. Chyba najlepszą formą popularyzacji efektów takiego szkolenia są sukcesy, które osiąga młodzież. - Kiedy z rzeszowskich osiedli znikną boiska asfaltowe? - Wy m i a na n ieb e z pie cz nej nawierzchni asfaltowej na boiskach przyszkolnych na bezpieczną kostkę gumową, bądź sztuczną trawę trwa w naszym mieście od kilku lat. Do tej pory nowe boiska powstały przy Zespole Szkół Samochodowych, Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 3, II LO, V LO, Gimnazjum nr 9 i 10 oraz Szkołach Podstawowych nr: 3, 11, 12, 14, 16, 19, 22. Wybudowane zostały również orliki przy IV Liceum Ogólnokształcącym, Szkole Podstawowej nr 13, Szkole Podstawowej nr 5, Szkole Podstawowej nr 15, Szkole Podstawowej nr 25. Obecnie trwają prace przy III LO, a w planach jest modernizacja boisk przy SP nr 23 i 27 oraz przy Zespole Szkół Energetycznych. W kolejnych latach nasz program będzie kontynuowany do czasu, aż wszystkie niebezpieczne boiska asfaltowe zostaną zastąpione takimi ze sztuczną – bezpieczną nawierzchnią. Zdzisław Daraż

korona rzeszów zalęże

Od lewej w górnym rzędzie: Marcin Micał, Marcin Sierżęga, Dawid Połciewicz, Piotr Ostrowski, trener Zdzisław Napieracz, Jakub Cisek, Hubert Grabiec, Artur Świgoń. Niżej siedzą od lewej: Kamil Kwiatkowski , Przemysław Łyszczek, Patrycjusz Tłuczek, Maciej Sierżęga, Paweł Jarosz, Kamil Krowiak, Dawid Bazylak, drugi trener grający Mirosław Dudek. Klęczą: Krzysztof Gontarski, Mateusz Stec, Przemysław Lasko. Nieobecni: Łukasz Szczepański bramkarz, Paweł Sieńko, Marcin Stępień. Rok założenia 1946, barwy brak skuteczności. Przed spadnię- trampkarzy starszych. Sponsorami żółto-czerwono-niebieskie. ciem do czerwca 2012 były cztery klubu są: Gmina Miasto Rzeszów, W tym roku w czerwcu drużyna drużyny zgłoszone do rozgrywek: PGE Górnictwo i Energetyka Konspadłą z klasy okręgowej do klasy Pierwsza drużyna grała w klasie wencjonalna, S.A. Oddział ElektroA z różnych przyczyn. Przyczyną okręgowej, druga drużyna w kla- ciepłownia Rzeszów, F-ma Bendix, były urazy zawodników, wyjazdy sie A (grupa łańcucka), drużyna Greinplast Chemia Budowlana, zawodników do pracy za granicę i juniorów starszych i drużyna Bowin Podkarpacie, Mal-Pol.

klub sportowy

zimowit rzeszów zalesie

ambitne

sem Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. Futbolu, której patronujemy, zrzesza chłopców w wieku już od 4-5 lat i osiąga duże sukcesy. - Jak jest z kadrą trenerską w klubach? - Wszystkie drużyny prowadzone są przez licencjonowanych trenerów. Organizujemy kursy instruktorów i trenerów, łącznie z kursem na trenera II klasy, poparte egzaminem państwowym. Systematycznie organizujemy tzw. kursokonferencje. Zawsze staramy się zapraszać znakomitych trenerów i piłkarzy. Byli u nas m.in.: Henryk Kasperczak, Jerzy Engel, Stefan Majewski, Maciej Szczęsny. Kolejna kursokonferencja będzie zorganizowana najprawdopodobniej jeszcze w tym roku. Prowadzimy także cykliczne spotkania z klubami. Są one bardziej lub mniej oficjalne, w różnych składach osobowych, ale zawsze w jednym celu. Porozmawiać, wysłuchać uwag i bolączek po to, by reagować, poprawiać, zmieniać. Zebrani zapoznają się z nowinkami regulaminowymi i drobnymi zmianami, dotyczącymi sędziowania zawodów. - Czy w Rzeszowie jest odpowiedni system szkolenia przyszłych adeptów piłki nożnej? - Nasz związek szkoli młodzież w dwóch gimnazjach w Krośnie i

Tarnobrzegu, a w Rzeszowie działają dwie szkoły, w których są klasy sportowe o profilu piłka nożna, prowadzone są one pod patronatem dwóch klubów piłkarskich. Klub „Stal” Rzeszów czyni to w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 2 przy ulicy Hetmańskiej, a „Resovia” od tego roku prowadzi taką szkołę w budynku Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 3 przy ulicy Wyspiańskiego, w której utworzone zostały dwie klasy pierwsze w gimnazjum i liceum. - Jakie jest zainteresowanie klubami piłkarskimi, grającymi w klasach O, A i B? - Kluby rzeszowskie mają swoich sponsorów. Znaczną pomoc otrzymują ze strony miasta. Bez tej pomocy kluby nie mogłyby egzystować. Spełniają one rolę sportową oraz środowiskową. Są to kluby typowo amatorskie, ale każdy z nich trochę pieniędzy potrzebuje, choćby na wyjazdy, stroje itp. Każdy klub ma swoich wspaniałych kibiców towarzyszących im we wszystkich rozgrywkach. Jeśli drużyna wygrywa to zrozumiałe, że zwiększa się zainteresowanie i na mecz przychodzi nawet kilkuset kibiców. Stanisław Rusznica

Rok założenia: 1931, barw y biało-zielone. Prezes Klubu Marcin Sikora. Klub sportowy Zimowit obecnie posiada dwie drużyny seniorów grających w klasie A i B. Działacze klubu stawiają na młodzież dając im możliwość gry w drużynach seniorskich i młodzieżowych. Klub jest w trakcie starań o budowę nowego stadionu na osiedlu Zalasie, który jest niezbędny

do prawidłowego funkcjonowania klubu i szkolenia młodzieży. W chwili obecnej drużyny klubowej dzięki współpracy i uprzejmości Spółdzielni Mieszkaniowej Nowe Miasto, korzystają ze stadionu znajdującego się na ich terenie. Gra i trenuje tam I drużyna oraz kilka drużyn dzieci i młodzieży. Pomysłem działaczy klubu na przyszłość jest dalszy rozwój już trzy lata funkcjonującej przy klu-

bie Akademii Piłkarskiej „Ziomki Rzeszów” dla najmłodszych dzieci z okolic Rzeszowa już od 5. Roku życia. W funkcjonowaniu klubu pomagają: Prezydent Miasta Rzeszowa, firmy Folrest Inżynieria, Watkem, Leniar, Delikatesy Centrum na Zalesiu, sieć sklepów Cenowy Szok. Wspiera też i pomaga klubowi Uniwersytet Rzeszowski oraz SP 24 na Zalesiu.

klub sportowy

grunwald budziwój

Rok założenia – 1984. Barwy klubu biało-niebiesko-czerwono-zielone. Zarząd: Janusz Błoński – prezes, Sławomir Początek – wiceprezes, Jerzy Kuźniar – skarbnik, członkowie: Andrzej Nitka, Piotr Leśniak, Wacław Kura. Założycielami klubu byli: Janusz Błoński, Bronisław Kubicki, Józef Biegus, Józef Dutko, Henryk Wojturski, Robert Skoczylas, Mieczysław

Kozik, Ryszard Grzebyk. W czwartym roku od powstania uzyskano awans do klasy B. W sezonie 1995/1996 Grunwald grał w klasie A. Obecnie kadrę stanowią: Andrzej Hudzicki, Waldemar Leśniak, Łukasz Janik, Bartosz Złamaniec, Jakub Grzebyk, Paweł Szczepanik, Wojciech Napera, Marceli Haligowski, Łukasz Malinowski, Waldemar Błoński,

Radosław Pitera, Kamil Borowiec, Tomasz Skiba, Hubert Głód, Paweł Sęczawa, Jakub Bielec, Piotr Leśniak, Łukasz Lassota, Wacław Kura, Łukasz Tondera, Mateusz Matuła, Marcin Paśkiewicz, Wojciech Matwiej. Trenerem zespołu jest Janusz Błoński. Ponadto Grunwald ma trampkarzy starszych w grupie T-22 Rzeszów. Kadrę tej grupy stanowi 22 zawodników. Ryszard Lechforowicz


10

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

dzieje oświaty w wysokiej głogowskiej... cz. III

Naukę w roku szkolnym 1951/52 rozpoczęto pod kierownictwem Stanisława Saramy. Grono pedagogiczne stanowili: Anna Widuch, Felicja Kłeczek, Honorata Sarama (Nowak), Aleksandra Paśko, Eugeniusz Niedziela. Na szczególną uwagę zasługiwała osoba kierownika szkoły, Stanisława Saramy, który posiadał wyjątkowo duże umiejętności organizacyjne, a szczególnie umiejętność współpracy ze środowiskiem. Był bardzo dobrym nauczycielem. Jako kierownik szkoły potrafił, oprócz pieniędzy państwowych przydzielonych na utrzymanie szkoły, pozyskiwać dodatkowe środki z imprez urządzanych przez Komitet Rodzicielski działający przy szkole. Mobilizował rodziców do wykonywania nieodpłatnie pewnych robót niefachowych przy remoncie szkoły. Pod jego kierunkiem nastąpiła wyraźna poprawa bazy dydaktycznej. Sale lekcyjne zostały wyremontowane, pomalowano ściany, stolarkę okienną i drzwiową, wymieniono zniszczone okna w budynku szkolnym nr 1 w Piaskach jak i w drugim budynku podworskim. Zakupiono wiele nowych ławek, wykonano ogrodzenie obu budynków od strony drogi, tym samym zwiększono bezpieczeństwo dzieci. Z każdym rokiem szkolnym polepszały się warunki sanitarne w obu budynkach. Doposażono bibliotekę szkolną. Szkoła prowadziła szeroką działalność pozalekcyjną. Na uwagę zasługiwała działalność zespołu muzycznego. Dominowała nauka gry na mandolinie i skrzypcach. Na przeglądach zespołów muzycznych uczniowie z Wysokiej Głogowskiej zdobywali I i II miejsca w powiecie. Zespół muzyczny oraz chór

prowadzili na przemian Kazimierz Dzięgiel i Wacław Bąk. Byli oni bardzo lubiani przez młodzież szkolną i społeczeństwo wsi. W 1959 roku ponownie utworzono Komitet Budowy Szkoły, który z zapałem zabrał się do pracy. Przewodniczącym komitetu został Jan Pado. Rozpoczęto gromadzenie środków finansowych oraz materiałów. Kompletowano dokumentację, która gotowa była już w październiku 1962 roku. Kosztorys opiewał na kwotę 3,5 mln. złotych. W budynku zaplanowano 6 sal lekcyjnych, 2 pracownie, 2 gabinety, świetlicę oraz mieszkanie dla kierownika szkoły. Zdecydowano się, że stary budynek przystosowany zostanie na mieszkania dla nauczycieli – 4 rodzinne i 2 kawalerki. Miało to zaspokoić w zupełności potrzeby 8-osobowej kadry pedagogicznej. Dzięki dużemu zaangażowaniu Komitetu Budow y Szkoły, mieszkańców wsi i pomocy władz oraz różnych instytucji można było w dniu 13 października 1965 roku przekazać budynek w użytkowanie uczniów i nauczycieli. Szkoła otrzymała sztandar oraz imię generała Karola Świerczewskiego (Waltera). Było to związane z życzeniem wojska, jako że ono właśnie przekazało na budowę szkoły dużą sumę pieniędzy, a żołnierze miejscowej jednostki wojskowej wnieśli osobisty wkład przy jej budowie. Na frontowej ścianie budynku została wmurowana tablica z napisem „Szkoła Pomnik Tysiąclecia im. gen. K. Świerczewskiego”. Otwarcie nowej szkoły, przekazanie sztandaru i tablicy pamiątkowej odbyło się bardzo uroczyście. W dniu tym na trybunie ustawionej przed szkołą znaleźli się zaproszeni goście: I sekretarz KW PZPR Władysław Kruczek, kurator okręgu szkolnego w Rzeszowie Kazimierz Żmudka, liczni przedstawiciele wojska oraz członkowie Komitetu Budowy Szkoły z kierownikiem szkoły Stanisławem Saramą oraz przewodniczącym gromadzkiej rady narodowej Janem Pado. Po przemówieniach gości i wręczeniu kierownikowi szkoły Stanisławowi

Saramie symbolicznego klucza, odbyło się zwiedzanie budynku. Nauczyciele zatrudnieni w nowo oddanej szkole pracowali ambitnie. W dobrze wyposażonej w nowoczesne pomoce naukowe szkole stosowali aktywne metody nauczania. Osiągali liczące się w skali powiatu i województwa wyniki. Szkoła nosiła miano wiodącej placówki oświatowej. Absolwenci szkoły kontynuowali dalszą naukę, głównie w szkołach ponadpodstawowych w Rzeszowie. Wielu z nich podejmowało później studia na różnych uczelniach wyższych. Wszyscy byli dumni z tego, że kończyli szkołę podstawową w Wysokiej Głogowskiej. Rok szkolny 1969/70 był dla kierownika, Stanisława Saramy, ostatnim, jeśli chodzi o pracę w tej szkole. Od lipca 1970 roku Stanisław Sarama został urlopowany na stanowisko wiceprezesa w Zarządzie Okręgu ZNP w Rzeszowie. Od 1 sierpnia 1970 roku obowiązki kierownika szkoły przejął Waldemar Ginalski, od kilku lat nauczyciel matematyki. Był to pedagog z powołania; serdeczny, szczery i oddany sprawie nauczania i wychowania młodego pokolenia, lubiany przez uczniów i rodziców. Funkcję dyrektora szkoły pełnił do 25 stycznia 1975 roku. Po jego rezygnacji ze stanowiska z powodu poważnej choroby, funkcję dyrektora szkoły powierzono Piotrowi Kwarcie, nauczycielowi fizyki. Był on związany od dzieciństwa z tym środowiskiem, znał doskonale ludzi i ich problemy. Był społecznikiem, dużo udzielał się społecznie na rzecz rozwoju wsi. Zmarł 14 lutego 1983 roku po dłuższej chorobie. Szkoła i wieś z żalem żegnała wspaniałego dyrektora, pedagoga i społecznika. Następni dyrektorzy pełnili swoje funkcje przeważnie przez krótki okres czasu. Byli to: Antoni Kotula, Kazimierz Krawczyk, Maria Podwyszyńska, Jan Porczak, Lesław Rzeźnik, Marta Jadach. Od roku szkolnego 1987/88 do końca lipca roku szkolnego 1990/91 pracą szkoły kierował Stanisław Przybyłowski. Stanislaw Rusznica

w zwięczycy świętowali

Najmłodsze zwięczyczanki chcą być piękne. Rada Osiedla ze Zwięczycy postanowiła w tym roku zorganizować dla mieszkańców blok imprez rodzinnych pod ogólnym zawołaniem „Dzień Osiedla”, ale już samodzielnie, bez kolaborowania z ościennymi samorządami. Przy łaskawej aurze 16 września od godziny 15 do 22, przy sporym zaangażowaniu Rzeszowskiego Domu Kultury, a zwłaszcza dyrektor Marioli Cieśli i kierowniczki Urszuli Szpili, zrealizowano blok imprez, zabaw i konkursów pod szyldem – dla każdego coś miłego. Swoimi talentami artystycznymi popisywali się uczniowie miejscowego Zespołu Szkół nr 5, zwięczyckiej filii RDK, a także bawiący gościnnie artyści estrady z innych rejonów miasta i Podkarpacia. Można było wziąć udział w konkursach i grach profesjonalnie prowadzonych przez Centrum Zabaw dla Dzieci, posłuchać dobrego zespołu EFFATHA, a nawet zafundować sobie niebanalny makijaż czy fryzurę wykonane przez adeptki rzeszowskiej Szkoły Wizażu i Stylizacji, czy skorzystać z fachowej konsultacji kosmetycznej. Później już pozostała tylko

zabawa taneczna, do której przygrywał zespół „Boskie Torsy”. Nad całością czuwał przewodniczący Janusz Micał, wspierany sprawnie przez Andrzeja Brodę, którzy celebrowali również uprzejmości powitalne zacnych gości. Byli urzędnicy magistraccy, wspomniane animatorki kultury z RDK, dyrektor szkoły Piotr Kłęk, ksiądz Ludwik Krupa spełniający swoją posługę w Zwięczycy, a nawet zaprzyjaźnieni samorządowcy z Boguchwały. Mimo usilnych starań nie udało mi się uścisnąć dłoni żadnemu radnemu miejskiemu, a tak bardzo chciałem! Zresztą nie lepiej było na Baranówce, gdzie zawitali prezydenci, ale radni już nie. Widoczny to znak, że do wyborów samorządowych jeszcze sporo wody w Wisłoku upłynie. Ale wówczas to pewnie zjadą na takie swięto nie tylko radni z tego okręgu wyborczego, ale i nowi aspiranci do tej godności. Za to bezinteresownie imprezę skutecznie wsparli nie tylko miejscowi sponsorzy: Trans Bruk, Horyzont, Centrum Smak i cukiernia „U Żyrka”. Roman Małek

osiedle krakowska południe Osiedle to jest jedną z najmłodszych dzielnic Rzeszowa. Powstało w latach 80. XX wieku poprzez wzniesienie na pofalowanych terenach wschodniej Przybyszówki. Na obszarze 63 hektarów mieszka ok 8 tysięcy osób, głównie w 11 i 4-piętrowych blokach z tzw. wielkiej płyty. W centrum osiedla zlokalizowany jest Zespół Szkół z przyległą krytą pływalnią „Karpik”, poczta oraz sieć sklepów. Na przełomie XX i XXI w. wybudowano kilka nowych bloków mieszkalnych oraz nieliczne domy i szeregówki. Osiedle usytuowane jest pomiędzy ruchliw ymi ulicami: Krakowską, Kotuli, Wiktora, Witosa. Kontakt komunikacyjny z centrum miasta i innymi dzielnicami Rzeszowa zapewniają autobusy o numerach: 1, 6, 9, 10, 17, 22, 24, 32, 34, 36, 100. O ile mieszkańcy wschodniej części osiedla w bliskiej odległości od alei Witosa mają szereg autobusów zdążających do centrum miasta, to mieszkańcy zachodniej części osiedla są pod tym względem pokrzywdzeni. Dotyczy to szczególnie sobót i niedziel. Autobus o numerze 36 w niedziele nie kursuje, a kolejny o numerze 6 w soboty i niedziele w godzinach popołudniowych ma kursy co dwie godziny. Osiedle powstało na byłych terenach poligonu wojskowego. Przejęcie ich od wojska związane było z wieloma trudnościami. W zamian miasto musiało dla armii odstąpić inne tereny. Osiedle Krakowska Południe wyróżnia niebywała ruchliwość lokatorska. Trwa tu ciągła wyprowadzka. Na szeroką skalę mieszkania są sprzedawane i wynajmowane. Wiąże się to z pojawianiem się wciąż nowych lokatorów. Częste są przypadki, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat mieszkania kilkakrotnie zmieniały właściciela. . W pierwszym, pionierskim okresie zadomawiania się mieszkańcy wykazywali satysfakcję ze wzajemnych kontaktów. Rozmawiali z sobą również

w ramach bloku jak i na ulicy. Przyczyniały się do tego różne nieuregulowane kwestie wymagające zbiorowego działania. Otwartość na innych trwała bardzo krótko. Zapanowała anonimowość. Ścisłe kontakty zaczęły się ograniczać tylko do najbliższych sąsiadów, z którymi mieszkańców wiążą wspólne zainteresowania, miejsce pracy czy pokrewieństwo. Jedyny w centrum osiedla lokal gastronomiczny pełniący funkcje kawiarenki bywa przez mieszkańców sporadycznie odwiedzany. Upraszczając, lokatorzy osiedla wywodzą się ze wsi, małych miast i z innych osiedli Rzeszowa. Wszystkie bez wyjątku kategorie imigrantów odznaczają się tym, że sieć ich powiązań jest relatywnie rzadsza od analogicznych powiązań rodowitych rzeszowian. Dlatego też gdy znaleźli się w dużym mieście odreagowują wzmożoną anonimowością, niechęcią do kontaktów z sąsiadami. Tym bardziej, że kontakty bezpośrednie w miejscu zamieszkania zastępuje sieć powiązań zawodowych, rodzinnych, koleżeńskich i w coraz większym stopniu Internet oraz telefon komórkowy, poprzez który można rozmawiać z osobami niezależnie od ich miejsca zamieszkania. Kwestią, która skłania do głębszej refleksji jest smutna prawda, że w osiedlu w skali roku aż 70 procent lokatorów w różnej wysokości ma zaległości w płaceniu czynszów. Oczywiście, są to sumy od 20 zł po cały czynsz. Bulwersujące jest to, że wśród niepłacących są również rodziny dobrze sytuowane, a nawet takie, które mieszkania wynajmują. Nic dziwnego, że przypadki takie przez władze spółdzielni kierowane bywają na drogę sądową. Warto aby w tej kwestii w osiedlu funkcjonowało społeczeństwo obywatelskie. Chodzi o wywarcie społecznej presji na niepłacących. W imię czego inni lokatorzy muszą płacić więcej, aby spółdzielnia wyszła na swoje? Aby mogło się wytworzyć silniejsze

przywiązanie do własnej grupy społecznej, aby się mogła tworzyć tożsamość osiedlowa, identyfikacja z nim, osiedle winno mieć jakiś indywidualny charakter, swą specyfikę odróżniającą ją od pozostałych. Osiedle Krakowska Południe, ze względu na falistość terenu miało niepowtarzalną okazję, aby poprzez architekturę, kompozycje drzew wyróżniać się od pozostałych. Szansa ta jednak tylko w bardzo ograniczonym stopniu została wykorzystana. Wprawdzie mamy tu budownictwo zróżnicowane, to jednak trudno mówić o jakiejś wyraźnej architektonicznej indywidualności. Za to charakterystyczne są szerokie ulice, liczne i różnorodne drzewa, a przed niektórymi blokami wabią oko urządzane przez lokatorów ogródki i balkony pełne kwiatów. A aktualnie osiedle wzbogaca się o kolorystykę bloków. Nie ma tu zakładów przemysłowwych. W trakcie prac przy ocieplaniu bloków ornitolodzy podnieśli alarm, że zamurowywane są gniazda niektórych ptaków. Po ich interwencji prace zostały wstrzymane. Wznowiono je dopiero po uwzględnieniu postulatów ornitologów. W ocieplanych blokach u ich szczytów, jak też na pobliskich drzewach instalowane są budki na dla ptaków. Znaczące zasługi w integracji społeczność osiedla ma utworzona w 1985 roku parafia. Posesję pod przyszły kościół w 1985 roku przekazali Zgromadzeniu Misjonarzy Świętej Rodziny państwo Stanisława i Stanisław Jandziś. Początkowo nabożeństwa odbywały się w prowizorycznej kaplicy. W 1989 roku rozpoczęto budowę przestronnej świątyni, którą ukończono w 2004 roku. Jej projekt opracował architekt Wojciech Fałat i Adam Tarnawski. W 1999 roku ukończono budowę domu zakonnego a w 2004 roku oddano do użytku dom parafialny. Parafia rozwinęła rozległą działalność środowiskową. Prowadzony jest chór „Sancta Familia”, Parafialny

Zespół Caritas ,przedszkole, duszpasterstwo akademickie, dwie drużyny harcerskie i koło fotografów. Już po raz kolejny zainicjowana jest przez parafię zbiórka makulatury na pomoc finansową dla dzieci na Madagaskarze. W pierwszej akcji, bardzo udanej, zebrano ponad 5 ton makulatury. Ludzi w osiedlu zbliża też Osiedlowy Dom Kultury „Krak”. W dyspozycji placówki są trzy sale. Wraz z pojawieniem się generacji ludzi powyżej 50 roku życia, przy klubie zaczęło działać koło seniora. W jego ramach, przy dużej frekwencji organizowane są zabawy i towarzyskie spotkania. Równocześnie dla seniorów organizowane są ćwiczenia (aerobik). Z kolei dwa razy w tygodniu mają miejsce spotkania brydżowe Animatorami koła są Janas Bogdan i była nauczycielka, Maria Rzeszótko. Osoby te dzięki swym kreatywnym talentom tworzą na spotkaniach miłą atmosferę. Szereg form zajęć prowadzi klub dla dzieci. Organizowane są dla nich zajęcia plastyczne, a dla starszych rękodzieło artystyczne. Niezwykłym powodzeniem cieszy się organizowana tutaj co roku zabawa sylwestrowa. Nieporozumieniem jest jednak, aby „Krak” był czynny tylko do godz. 20, a w soboty był w ogóle zamknięty. W przełamywaniu barier anonimowości szczególna rola przypada oddanej w 1988 roku do użytku szkole. W roku szkolnym 1994-1995 w 66 oddziałach uczyło się w niej aż 1873 uczniów. Grono pedagogiczne liczyło wówczas 110 osób i 37 pracowników administracji oraz obsługi. Można więc powiedzieć, że z większości rodzin na osiedlu dziecko chodziło do szkoły. W 1999 roku powołane zostało gimnazjum, w którym podjęło naukę ponad 400 uczniów. Z kolei do powstałej w 2005 roku na sąsiednim osiedlu Strzyżowska Publicznej Szkole Podstawowej Zgromadzenia Sióstr Pijarek odeszło około 70 uczniów. Pogłębiający się gwałtownie niż demograficzny spowodował, że w roku

szkolnym 2009-2010 w SP uczyło się już tylko 472 uczniów a w gimnazjum około 200 uczniów. Zaś liczba nauczycieli w obydwu szkołach zmniejszyła się do około 75 osób. To tutaj bardzo młodzi ludzie z osiedla się poznają, tworzą się więzi koleżeńskie z których wiele jest trwałymi w dorosłym życiu. Wkrótce przy ulicy Stojałowskiego na 50-arowej działce ma stanąć wzniesiony przez prywatnego inwestora średniowysoki budynek. W części handlowej będzie miał trzy kondygnacje a w części mieszkalnej cztery. Na dachu pierwszego piętra zaplanowano trawniki, klomby i ławeczki dla spacerowiczów. Na wyższych kondygnacjach znajdą się 34 mieszkania na wynajem. Teren graniczy bezpośrednio z działką zabudowaną budynkami mieszkalnymi wielorodzinnymi, a w kierunku południowo-wschodnim opada i kończy się skarpą. Problemem dla osiedla były mało widoczne numery bloków. Ktoś nowo przybyły miał nie lada kłopot z trafieniem pod właściwy adres. A szczególnie utrudnione to było w godzinach wieczornych. Pod tym względem sytuacja się radykalnie zmieniła. U frontów bloków, które były ocieplane, pojawiły się olbrzymie, o ponadmetrowej wysokości kolorowe numery. Kontrowersje i liczne komentarze wywołało ich skośne położenie. Zdaniem psychologów takie ułożenie liczb jest atrakcyjniejsze i bardziej zapada w pamięć. Okres 30 lat to bardzo dużo w życiu człowieka, ale niewiele w historii miasta czy jego osiedla. Na ukształtowanie się własnej tradycji, pewnych kulturowych odrębności trzeba pokoleń. Niemniej jednak już dziś możemy powiedzieć, że osiedle Krakowska Południe ma swój klimat i lokalny koloryt. Marian Ważny


ECHO RZE­SZO­WA

Spotkania z przeszłością

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

11

matka czy macocha?

Ukazało się wiele artykułów uzasadniających, że nienawiść Ukraińców do Polaków ma swoje uzasadnienie w traktowaniu Ukraińców w II Rzeczpospolitej. Przyjrzyjmy się faktom. Kiedy w Przemyślu Ukraińcy opowiadali o swoich krzywdach Niemcowi z powodu akcji „Wisła” ten zadał pytanie - o co im właściwie chodzi? Że nie mieszkają tam, gdzie mieszkali ich dziadkowie? Ja też nie. Że żyje im się gorzej w tym Przemyślu niż Polakom? Nie? A gorzej niż Ukraińcom tuż za miedzą po ukraińskiej stronie? Też nie? Języka ukraińskiego nie znają? Znają. Książek nie mają? Gazet? Mają. Kościoły? Mają. No to, o co chodzi? Przecież w każdym kraju, jak świat długi i szeroki, po obu stronach administracyjnych granic tak jest, że ludność jest mieszana. Skutki wojny przeorały głęboko nasze ziemie, zniszczyły poprzednie struktury. Czy wszyscy wypłakujemy się z tego powodu na cudzych piersiach? Na czym więc polega ten szczególny ból Ukraińców w Polsce? Nie wiem. Wiem tylko, że morze krzywd między naszymi narodami jest ogromne. Polacy są traktowani przez niektórych Ukraińców jak aroganccy ciemiężcy, jako okupanci przez kilkaset lat. Tymczasem Ukraina nie miała swojej państwowości aż do 2000 roku. To jak można okupować państwo, którego nie było? Być może, że chodzi tu o czasy 1918-1939 czyli o II Rzeczpospolitą. O Tych czasach przywołam na świadków Ukraińców. Oto jak w książce pt. „Oleszyccy krajanie”, wyd. z 2000 roku pisze po ukraińsku Piotr Kozij, jak żyli Ukraińcy w Oleszycach w II Rzeczpospolitej, cytuję: „Uroczyście obchodzono rocznicę Towarzystwa „Proświta”, rocznicę T. Szewczenki, podczas której wystąpił nasz chór z koncertem. Teatr amatorski, do którego należało 22 osoby, wystawił następujące ukraińskie sztuki: „Za Ojca”, „Marko spotykajło, „Kapral Tomko”, „Zakukuryczone ciotki”, „Zajazd św. Mikołaja”. Na przedstawienia średnio przychodziło 130 widzów. Zakupiono do biblioteki 35 książek. Niestety książek było mało. Czytelnia prenumerowała czasopisma „Nedela”, „ Ukrański Głos” i inne. Opłata za rok korzystania z czytelni wynosiła od osoby 1 zł i 20gr, cały budynek był własnością Towarzystwa „Silskij Hospodar”, a czytelnia go podnajmowała. W 1939 roku bibliotekarką została Maria Monczak. Zwiększyła się liczba czytelników do 82 osób. Dzięki sumiennej pracy zespołu teatralnego i zapobiegliwości skarbnika, Michała Serkisa, roczny dochód wyniósł 692 zł, z czego 411 zł przeznaczono na budowę domu ludowego. Na budowę domu zaciągnięto kredyt na sumę 15 tys. zł, roczna spłata wynosiła 500zł. Majątek czytelni oceniono na 11 tys. zł. Zespół teatralny wykonał samodzielnie stroje i rekwizyty. Chór w składzie 10 mężczyzn 18 kobiet z solistką Anielą Zdan, pod kierunkiem Józefa Szwedzickiego, wykonywał religijne i patriotyczne pieśni. Obok czytelni prowadzone było także przedszkole i ridna szkoła. Oleszycka młodzież założyła klub sportowy z sekcją piłki nożnej, drużyna nazywała się „Zbrucz”. W ciągu następnych pięciu lat popularność czytelni „Proświta” wzrosła w kierunku jej pracy oświatowej dla rozwoju narodowej tożsamości Ukraińców. W 1936 dom ludowy oddano do użytku. Przy finansowej pomocy członków czytelni i ukraińskiej emigracji. W nowym domu ludowym założono kółko analfabetów. Nie mogę nie zauważyć, że pan Kozij pomija rzeczy dla niego niewygodne. Zapomniał dodać, że polscy obywatele narodowości Ukraińskiej stawiali atakującym wojskom Hitlera bramy tryumfalne. Zapomniał dodać, że w lubaczowskich Niwkach policjanci ukraińscy rozstrzelali 50 Polaków. Nigdy Polacy nie wypędzali Ukraińców podczas, gdy niejaki Zakin nakazał oleszyczanom wyjechać w ciągu 24 godzin. Ukraińcy mordowali polską bezbronną ludność. Piszę o tym w I tomie „Zawieruchy”. Zamordowali w lubaczowskim około 900 osób. O stosunkach z sąsiadami ukraińskimi publikowane są liczne wspomnienia Polaków. Ze wspomnień Stanisławy Tokarczuk, z domu Zaremba, ze wsi Marcelówka, gmina Werba: „Jedynym przypadkiem negatywnego odnoszenia się Ukraińców w stosunku do Polaków było przezywanie - „wy Lachy”. Nauczycielki, najpierw pani Ozierowa, potem Antonina Skalska, wytłumaczyły nam, skąd pochodzi nazwa i dzięki temu dzieci polskie nie czuły się obrażane. Nie pamiętam, żeby dzieci polskie przezywały dzieci ukraińskie. Przykładem na poprawność wzajemnych stosunków było wspólne kolędowanie w czasie świąt, w święta prawosławne dzieci polskie wolały brać ciasto, a ukraińskie pieniądze, a w święta katolickie odwrotnie. Umiałam śpiewać kolędy ukraińskie, a dzieci ukraińskie kolędy polskie. Cała nasza rodzina po zakończeniu żniw – co ze względu na ilość osób w rodzinie oraz niewielką ilość pola następowało szybciej niż u sąsiadów – ruszała na pomoc sąsiadom, Ukraińcom. Pewnego razu brat Stanisław ukradł z pola sąsiadom Giergielom słonecznik. Ja zostałam wysłana przez rodzeństwo, aby panią Aleksandrę Giergielową przeprosić, całowałam ją w rękę. Te przeprosiny nie pomogły, bo sąsiadka przyszła na skargę do rodziców i lanie dostały także te dzieci, które słonecznik jadły”. Z listu mojej koleżanki Krystyny z Oleszyc Starych. Piszę dopiero teraz, bo nam pisać przy Stalinie nie było wolno. Tutaj to nie jest tak, jak u nas

w Polsce. Ja nie chciałam wyjeżdżać z Oleszyc. Pamiętam jak Twój ojciec powiedział do mojego taty - Jurko nie wyjeżdżaj! Ja pamiętam, że moja żona i mój syn przeżyli okupację sowiecką, bo ty ich nie wydałeś NKWD. Dostaniesz pracę na kolei i jakoś będziesz żył (przed akcją Wisła nie było obowiązkowych wyjazdów). Jak my pryjechali do sowietów, to mama pracowała w kołchozie niedaleko od Brzuchowic. Tato dlatego jechał do sowietów, bo jak był robotach w Niemczech, to znalazł sobie babę i do niej się wydzierał. Ja pojechałam ze Lwowa do średniej szkoły pedagogicznej aż do Dnipro. Zostałam nauczycielką tak, jak Cichockie w Oleszycach. Tutaj wyszłam zamąż i mam syna. Mąż mi umarł. Zbudowaliśmy sobie domek bardzo ładny i mam kwiaty takie, jakie miała twoja mama w Horyńcu. Jak budowaliśmy dla siebie domek, to w ogrodzie posadziłam krzak leszczyny, malwy, maliny i wiśnie. Tak jak to było w Oleszycach. Jak otworzę sobie okno, to tak jest jak w Oleszycach. Mnie było w szkole dobrze, bo w Polsce, w szkole poznałam język ukraiński. Tu w Dnipro większość mówi po rosyjsku. Bardzo tęsknię za Oleszycami i za Wami. W Oleszycach spędziłam najszczęśliwsze lata, już nigdzie nie było mi tak dobrze, jak w Polsce. Pewnie już was nie zobaczę. Zostańcie z Bogiem. Krystyna Szałaj. Polski pisarz i geopolityk zajmujący się stosunkami polsko-ukraińskimi, Adolf Maria Bocheński, przytaczając przykłady rozkwitu życia gospodarczego mniejszości ukraińskiej w okresie II RP, stwierdził, że „wszystkie te osiągnięcia stanowią niewątpliwie najlepszy kontrargument na twierdzenia, jakoby mniejszość ukraińska była poddana w Polsce metodycznemu uciskowi”. Wśród nich wymienił rozkwit działalności spółdzielczej. Żywo też rozwijały się partie i stronnictwa polityczne. W wyniku wyborów z 1922 roku w ławach Sejmu zasiadło więc ogółem 23 Ukraińców, co stanowiło nieco powyżej 5 proc. ogółu członków izby (podczas gdy ludność ukraińska reprezentowało około 14 proc. ogółu ludności Polski). Jedną z największych ról na gruncie intensyfikacji i rozwoju rolnictwa ukraińskiego odegrał „Silśkyj Hospodar”. Działalnością swoją obejmował wyłącznie województwa południowo-wschodniej Polski. Nie oznacza to, że nie podjęto prób rozszerzenia działalności. Podjęto ją także na Wołyniu i Lubelszczyźnie w latach 1927-1928, ale próby zakończyły się niepowodzeniem. Politycznie „Silśkyj Hospodar’’ był uzależniony od UNDO (Ukraińskie Narodowo-Demokratyczne Zjednoczenie), chociaż działacze USRP (Ukraińska Socjalistyczno-Radykalna Partia) również z nim współpracowali. Głównymi zadaniami towarzystwa były: obrona interesów wsi ukraińskiej i włościaństwa ukraińskiego, organizowanie tychże włościan w ramach własnej organizacji rolniczej oraz działanie w celu przygotowania rolników do prowadzenia racjonalnej gospodarki rolnej. Członkami „Silśkyjego Hospodara”, oprócz pojedynczych ludzi, zostawały spółdzielnie wiejskie, mleczarnie. Wszyscy płacili składki, dodatkowe fundusze uzyskiwano np. poprzez handel nasionami, nawozami sztucznymi i maszynami rolniczymi. Dzięki takiej działalności możliwe było bezpośrednie wpływanie na rolników ukraińskich. Odbywało się to najczęściej poprzez agronomów wywodzących się z szeregów towarzyskich oraz drukowanie broszur i periodyków. „Silśkyj Hospodar” dawał Ukraińcom możliwość uzyskania dobrej posady. Przykładem byli zatrudniani w Galicji Wschodniej absolwenci Akademii Gospodarczej w Podiebradach (Czechosłowacja). W końcu 1929 r. organizacja składała się z 85 filii i 1150 kółek wiejskich, skupiając ok. 30 tys. członków. Organizacją starszą od „Silśkyjego Hospodara” był „Masłosojuz”. Związek ten istniał już przed I wojną światową skupiając wówczas 100 spółdzielni. Jednak w latach 1914-1918 uległy one w większości zniszczeniu. W okresie powojennym w roku 1929 udało się podwoić stan przedwojenny liczbą 200 placówek. „Masłosojuz” jak sugerowała nazwa zajmował się produkcją masła. W 1929 r. wyprodukował 2 mln kilogramów tego produktu. Centrobank był bankiem spółdzielczym, którego głównym celem stało się dążenie do przejęcia gospodarki finansowej ukraińskiej spółdzielczości. W 1928 r. obracał sumą 19 mln zł z czego 1 mln 150 tys. zł było przeznaczone na kredyty. Spółdzielnie kredytowe otrzymały 60 proc. tej sumy, handlowo-spożywcze 18 proc, mleczarskie 10, przemysłowe 5. Małe zyski banku były spowodowane nastawieniem na obsługę spółdzielczości. Następnym bankiem, który odgrywał bardzo ważną rolę pod względem gospodarczym dla Ukraińców Galicji Wschodniej był Zemelnyj Bank Hipotecznyj. Zyski netto banku były niewielkie, sięgając do 3 procent. Z pieniędzy tych wspomagano działalność religijną, kulturalną i oświatową społeczności ukraińskiej. W okresie kryzysu bank przeistoczył się w instytucję, która udzielała krótkoterminowych kredytów, głównie na rzecz „Masłosojuza” i „Centrosojuza”. Wśród organizacji gospodarczych reprezentujących Ukraińców i ich wspo-

magających istniały takie, w których strona polska widziała niebezpieczeństwo i zagrożenie. Miało to związek z finansowaniem grup nacjonalistów. Dużą aktywność w kierunku tym wykazywał Bank Spółdzielczy dla członków Towarzystwa „Dniestr”, które było instytucją asekuracyjną. „Dniestr” był wspomagany przez kapitał niemiecki, odbywało się to na zasadzie reasekuracji, a kwoty udzielane w tym celu były transportowane drogą kurierską. Ministerstwo Skarbu pozostawało w takiej sytuacji bezsilne, wiedząc że kwoty sum reasekuracyjnych wypłacano na cele polityczne i działalność oświatową. Ukraińcy zatajali rachunki strat i zysków. Ukraińskie spółdzielnie i towarzystwa były zrzeszone w Rewizyjnym Sojuzie Ukrajinśkych Kooperatyw (RSUK), który pełnił funkcję ideową i techniczno-instruktorską. Podlegały mu następujące centrale: „Centrosojuz”, „Narodna Torhowla”, „Masłosojuz” i „Centrobank”, j. Oprócz szeroko rozbudowanej struktury organizacji spółdzielczych Ukraińcy stworzyli dobrze działającą sieć instytucji kulturalno-społecznych. Wśród nich olbrzymią rolę odgrywało Towarzystwo Kulturalno-Oświatowe „Proświta”, powstałe w 1868 r. Pierwszym przewodniczącym Towarzystwa był Natal Wachnianyj. Działalność organizacji zgodnie ze statutem miała polegać na wspomaganiu oświaty w zakresie moralnym, materialnym i politycznym. W ten sposób chciano pogłębić świadomość narodową mas jako podstawy narodu. Władze „Proświty”, aby zabezpieczyć się przed przenikaniem w struktury organizacji rusofilów, ustaliły początkowo wysokie wpisowe. Czynnik ten znacznie ograniczył grono osób wstępujących w szeregi „Proświty”. W 1929 „Proswita” posiadała 84 filie i 2 900 czytelni. W 1935 w Polsce należało do niej 30 tysięcy osób, skupionych w 83 filiach powiatowych, prowadząc 3 tysiące czytelni i bibliotek. Rozwijało działalność Naukowe Towarzystwo im. Tarasa Szewczenki. Posiadało ono własną bibliotekę liczącą blisko 300 tys. tomów, wydawało książki, pisma i periodyki. Najważniejszym z nich były „Zapiski Naukowego Towarzystwa im. Tarasa Szewczenki”. W odrodzonej Polsce zorganizowało ono, prowadzone bez zgody władz, uniwersytet i politechnikę. Uczelnie te zyskały miano tajnych, mimo że wszyscy łącznie z Sejmem wiedzieli o ich istnieniu. Jesienią 1920 r. zorganizowano trzy wydziały: filozoficzny, prawny i medyczny, a w następnym roku zorganizowano uniwersytet. Na pierwszego rektora uczelni został wybrany przewodniczący Naukowego Towarzystwa im. T. Szewczenki, Wasyl Szczurat. W roku akademickim 1921/1922 liczba studiujących na 54 katedrach wynosiła 1260 studentów. Kolejną organizacją odgrywającą znaczną rolę w życiu społeczności ukraińskiej było Ukraińskie Towarzystwo Pedagogiczne „Ridna Szkoła”. Jego zadanie, według pierwszego statutu, miało polegać na zakładaniu szkół, prowadzeniu działalności związanej z wychowaniem publicznym i domowym w oparciu o język ukraiński oraz udzielaniu pomocy materialnej członkom. W Polsce odrodzonej gwałtowny rozwój organizacji nastąpił po ogłoszeniu decyzji Rady Ambasadorów z dnia 15 marca 1923 r. dotyczącej Galicji Wschodniej. Koła nacjonalistów ukraińskich dążyły do połączenia sił narodowych. „Ridna Szkoła” rozrosła się pod względem terytorialnym i liczebnym. W 1923 r. liczyła 12 867 członków, a w 1931 już 31 756. Towarzystwo zakładało i prowadziło ukraińskie szkoły prywatne. W 1927 r. powstał organ prasowy towarzystwa „Ridna Szkoła”, wydawano podręczniki i broszury. Znaczną część środków finansowych czerpano z ofiarności społeczeństwa, a zwłaszcza od emigracji ukraińskiej w Ameryce.

W południowych powiatach województwa lubelskiego, chełmskiego i podlaskiego działało założone w 1919 r. stowarzyszenie kulturalno oświatowe „Ridna Chata”. Od 1922 „Ridna Chata” istniała jako Towarzystwo Dobroczynności i Oświaty. W nowym statucie przewidywano, że do organizacji mogą należeć wyłącznie pełnoletni obywatele polscy narodowości ruskiej, nieodsiadujący w więzieniach wyroków sądowych i nieodbywający służby wojskowej. Działalność „Ridnej Chaty” skupiała się na prowadzeniu bibliotek, czytelni, kółek rolniczych, ochronek dla dzieci, burs szkolnych itp. Na dzień 1 stycznia 1930 r. towarzystwo liczyło 120 filii i około 2800 członków. Był to znaczący wynik zważywszy na brak zaplecza finansowego. Oprócz instytucji o charakterze kulturalno-oświatowym funkcjonowało wiele organizacji ukraińskich, kładących nacisk na inne dziedziny życia, a zarazem nierezygnujących z wyżej wymienionych. W czasach jeszcze monarchii habsburskiej znacznie rozpowszechniony był ruch sokoli. Na gruncie ukraińskim rozwijał się on pod patronatem UNTP, który w ten sposób poprzez ruch narodowy „Sokił” utrzymywał w sprawności spore rzesze ludzi, tak aby w każdej chwili można było stworzyć z nich formacje wojskowe. W 1928 r. istniało w Galicji Wschodniej 421 gniazd, zaś 1stycznia 1930 r. ich liczba wyniosła 508 i było to najwięcej w dwudziestoleciu międzywojennym. Towarzystwo Gimnastyczno-Prziwpożarnicze „Łuh” powstało po wojnie w miejsce istniejącej przed nią „Siczy”. Członkowie jego pozostawali w znacznej mierze pod wpływem USRP. Zważywszy na wyszkolenie paramilitarne członków towarzystwa rozpatrywano możliwość ich wykorzystania pod wodzą petlurowskich dowódców w ewentualnej walce z ZSRR. Nie przysparzało im to sympatii ze strony socjalistów. W początkach 1929 r. funkcjonowało około 700 kół „Łuhów”, głównie na wsi. Sporą akty wność przejawiała ukraińska organizacja harcerska „Płast”, głównie pośród studentów harcerzy w wieku 18-25 lat. W 1930 r członkowie „Płasta” współuczestniczyli w napadzie na wóz pocztowy pod Bóbrką. Pod koniec roku władze nakazały rozwiązać organizację. Wśród szeregu organizacji ukraińskich istniały również takie, które w swych szeregach skupiały wyłącznie kobiety. Do takich właśnie należał Związek Ukrainek (Sojuz Ukrajinok) powstały w Galicji Wschodniej, którego celem naczelnym było zwiększanie aktywności kobiet w życiu społecznym. Masłosojuz (właściwie Związek Spółek Mleczarnianych, w okresie II RP Ukraiński Krajowy Związek Mleczarski „Masłosojuz”) – ukraińska organizacja spółdzielcza początkowo była filią „Proswity”. W okresie II RP nastąpił zawrotny rozwój „Masłosojuzów”. W 1939 władze polskie włączyły „Masłosojuz” do tzw. kooperacji mleczarskiej. Wymienić należy tylko niektóre ukraińskie stowarzyszenia: Studenska Hromada, Towarzystwo Żołnierzy Armii URL, Ukraińska Medyczna Hromada, Ukraiński Związek Inwalidów Wojennych, Ukraińskie Studenckie Stowarzyszenie Techniczne „Osnowa”. Kiedy Polska, jako pierwsze państwo europejskie, uznała niepodległość Ukrainy zostałem zaproszony do Lwowskiej Biblioteki i tam przyjaźniłem się z zastępcą dyrektora, który poinformował mnie, że kiedy w szkołach zaczęto odbudowywać język Ukraiński, to sięgnięto po wydawnictwa w języku ukraińskim z okresu II Rzeczpospolitej. W podobny sposób postąpiono z bajkami dla dzieci. Niech ta wypowiedź posłuży za odpowiedź na postawione w tytule pytanie. Zdzisław Daraż


12

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

MÓJ POWOJENNY RZESZÓW

szalom, szalom...

Rajsze, Rejsza, Mojżeszów... Nazwa Rzeszowa po hebrajsku, w jidysz i po naszemu. Skrajni ortodoksi nazywali Rzeszów małą Jerozolimą. A więc L,szana hababe Jeruszalaim! Do zobaczenia w Jerozolimie. Której? Kiedy, po co, za czyim interesem Żydzi pojawili się nad rzeszowskim Wisłokiem, o to niech spierają się profesjonalni historycy. O tym, że byli już w połowie XVI wieku świadczy podobno jakaś przypadkowa wzmianka. Byli dużo wcześniej, bo jako wytrawni handlarze i sprytni rzemieślnicy po to zostali sprowadzeni przez właściciela Rzeszowa, żeby po prostu nauczyli mieszkańców robienia interesów. W XVIII wieku byli już liczniejsi od nieżydowskich obywateli, a przecież musieli tu żyć na pewno Niemcy, Rusini i Słowacy. Antoni Słonimski pisał bardzo wzruszająco – nie masz, już nie masz żydowskich miasteczek! Nie pamiętam Żydów ani rzeszowskich, ani głogowskich, ani tyczyńskich czy sokołowskich. No bo skąd? Ilu ich mieszkało przed wojną w tych lichych miasteczkach? Biedę gali-

cyjską klepali pospołu z Polakami. Tylko na niewielkiej przecież ulicy Gałęzowskiego gnieździło się aż 36 skepików żydowskich. W Rzeszowie do wojny żyło około 15 tysięcy stałych mieszkańców pochodzenia żydowskiego. Dużo to, czy mało? Do czego to porównać? I stała się po okupacji rzecz co najmniej dziwna. W wojewódzkim już mieście nie ostała się ani jedna żydowska rodzina personalnie zwarta. Pozostały pojedyncze osoby, niektóre zmieniły swoje nazwiska. Silber, Wang, Drucker, Schiper, Reich, Sternschuss. To nazwiska rzeszowskich Żydów, którym jako tako powodziło się materialnie. Było kilku żydowskich adwokatów, lekarzy i kupców, którym względnie dobrze żyło się. Uzbierało sie sporo publikacji, które dotyczą różnych aspektów bycia i życia populacji żydowskiej w Rzeszowie. Wiadomo powszechnie, ze Żydzi byli bardzo otwarci jeśli chodziło o interesy, handel czy pośrednictwo. Izolowali się i to bardzo skutecznie w życiu rodzinnym, religijnym, a nawet w ubiorach i zachowaniu się. Oczywiście, były wyjątki. Jeszcze długo po wojnie bożonarodzeniowe szopki królem Herodem i garbatym Żydem stały. Charakterystyczne postacie o humorystycznym wydźwięku. Szczególnie Żyd z wydatnym hojrem na plecach. Krążyło i nadal krąży wiele dowcipów i szmoncesów, wiele niezwykle celnych. Osobiście długo nie miałem szarego pojęcia o istotnych sprawach

Stanisław Kłos

gotycka madonna w stobiernej

Bogusław Kotula

W połowie drogi pomiędzy Rzeszowem a Sokołowem, przy krajowej dziewiątce leży duża wieś Stobierna. Jest to stara osada lasowiacka powstała przypuszczalnie gdzieś na przełomie XIV i XV wieku pośród rozległej wówczas puszczy, później nazwanej Sandomierską. Pozostałości owej puszczy w postaci zwartych kompleksów leśnych do dziś rozciągają się w jej okolicach. Według podania wieś lokowana była na leśnym karczunku, przy którym pracowało stu osadników. Od owej setki ma wywodzić się jej nazwa. Wzmiankowana po raz pierwszy w 1409 roku wchodziła w skład posiadłości Rzeszowskich, dziedziców Rzeszowa. W ich rękach

była do XVI stulecia, kiedy to stała się własnością Pileckich z Łańcuta. Przez kolejne dziesięciolecia należała do Branickich, Grabińskich, Nabielaków, Wodzickich oraz mniej znanych szlacheckich rodów. Godną wzmianki postacią jest tu Ludwik Nabielak, syn właściciela tutejszego majątku, który w 1830 roku na czele grupy spiskowców atakował warszawski Belweder. Podczas okupacji niemieckiej mieszkańcy Stobiernej aktywnie uczestniczyli w ruchu oporu. Podczas pacyfikacji przeprowadzonej latem 1943 roku z rąk okupanta zginęło 18 jej mieszkańców. Celem tejże opowieści nie jest jednak sama wieś, jej historia czy walory przyrodnicze, lecz miejscowy kościół, a dokładniej jedna z rzeźb zdobiących jej wnętrze, która przed kilku laty w kręgu historyków sztuki narobiła sporo zamieszania, o czym głośno było nie tylko w lokalnych mediach. Warto o tym przypomnieć, gdyż jest to rzeźba godna uwagi i zobaczenia. W centrum wsi, po lewej stronie drogi jadąc w kierunku Sokołowa, stoi kościół parafialny pw. Niepodanego Serca N.M.P. Neogotycka budowla wzniesiona w latach 1890-1891 nie wyróżnia się niczym szczególnym. Podobnych stylowo

związanych z bytnością społeczności żydowskiej w Rzeszowie. Dwie zrujnowane synagogi, nowy kirkut na Czekaju, zaniedbany i zarośnięty, zbiorowe mogiły z a mordowa nego getta w głogowskim Borze. Właściwie tyle. Ojciec mój, Franciszek, znający jakby nie było i hebrajski, i jidysz, milczał. Dlaczego, nie wiem. Dopiero w „Tamtym Rzeszowie”, wydanym w 1985 roku puścił farbę. Ws z y s t k o, c o moje zaczęło się właściwie od Klary Maayan, która zjawiła się w Rzeszowie gdzieś około 1995 roku. Była rzeszowianką, która mieszkała do wojny przy ulicy Jabłońskiego. Miała ona w Rzeszowie swoje sprawy. Dopiero później nawiązała się między nami wielka przyjaźń. Jej listy do mnie pisane znakomitą polszczyzną otworzyły mi nie tylko oczy, ale i wyobraźnię. Inny swiat, inne ulice, inne domy, a przecież to ten sam Rzeszów, w którym ja urodziłem się. Moshe Oster, Berta Rosner, Pin-

świątyń w regionie jest sporo. Za to wewnątrz, w bocznym ołtarzu przykuwa uwagę piękna figura Madonny z Dzieciątkiem. Drewniana rzeźba jest bardzo stara, pochodzi z początków XVI wieku, o czym wiedziano już dawno, jednak nie przywiązywano do niej większej uwagi. Dopiero w 2008 roku, za sprawą pani Ingi Platowskiej-Sapetowej, znanego w regionie historyka sztuki, która – co godzi się przypomnieć – była swego czasu miejskim konserwatorem zabytków w Rzeszowie, oraz jej córki, konserwatora sztuki Joanny Jasiewicz-Witczak, stała się prawdziwą rewelacją. Historia pojawienia się rzeźby w Stobiernej nie ma w sobie nic nadzwyczajnego, jest bardzo prozaiczna. Jak w jednym z artykułów podaje pani Inga, powołując się na relacje mieszkanki wsi Zofii Rokosz, figura została tu przywieziona w 1891 roku z Krakowa, a konkretnie z kościoła Mariackiego. Otóż jej dziadkowi znajomy handlarz miał przekazać informacje, że w Krakowie można tanio kupić stare, kościelne figury. Gdy ów handlarz potwierdził transakcję, dziadek z miejscowym wójtem wybrał się furmanką do Krakowa i po sześciu dniach podróży powrócił z figurą. Rzeźba była stara i podniszczona, coś tam jednak pona-

kas Sternschuss, Lotka Goldberg i wreszcie Naftali Langsam, Żyd z Głogowa. Była i została do końca w tych ludziach wielka polskość, mocne, rzeszowskie przywiązanie, nawet jakaś miłość do tego biednego miasta nad Wisłokiem. Przyjechali dużą grupą na uroczystość odsłonięcia pomnika pomordowanych mieszkańców rzeszowskiego getta. Wielu zupełnie nie spodziewało się, że tyle lat po tej strasznej tragedii powróci pamięć i tamte wspomnie-

prawiano i ustawiono w bocznym ołtarzu, gdzie zresztą stoi do dziś. W początkach lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia rzeźba została odnowiona, jednak niezbyt udolnie. Dopiero podczas ostatnio prowadzonych w kościele prac konserwatorskich, okryta patyną wieków figura Madonny, zwróciła uwagę pani konserwator. I tak to się zaczęło. Przez ponad sto lat pobytu figury w Stobiernej nikt nie zdawał sobie sprawy jaki to skarb. Dopiero obie panie w toku żmudnych dociekań udokumentowały pochodzenie rzeźby, co znalazło aprobatę specjalnej komisji. Krótko rzecz ujmując, została ona wykonana około 1500 roku i pochodzi z krakowskiego warsztatu Wita Stwosza. Pani Inga nawet sugeruje, że jest dziełem jego syna, Stanisława Stwosza. W toku prac konserwatorskich pani konserwator przywróciła rzeźbie gotycki charakter i dawny blask, przy czym nie obeszło się bez konieczności zrekonstruowania niektórych jej fragmentów. Jak się bowiem okazało, głowa Matki Boskiej była później dorobiona. Prace te wykonał artysta rzeźbiarz Jacek Kogutek. Figura Madonny z Dzieciątkiem ze Stobiernej to dzieło o wyjątkowej wartości artystycznej, gotyckie,

nia. Szczere łzy, żydowskie i polskie. Wielu nie spodziewało się, że jeszcze kiedykolwiek zobaczą ich Rajsze. Tamto ich miasto! Przyjeżdżali później pojedynczo i wycieczkowo. Początkowo jakby bali się, szybko jednak przyszło zaufanie. Stąd chyba ta ilość listów do mnie. Mało kto dzisiaj jeszcze z nich żyje. Czas śmierci zatarł ślad. Odeszli do swojej wieczności, ale jakaś pamięć została. Tu się przecież urodzili, tu w Rzeszowie, ich mieście.

ale już z wyraźnymi wpływami rodzącego się wówczas renesansu i – co warto podkreślić - jedyne w naszym regionie, mające związek z twórczością Wita Stwosza. Warto je zobaczyć. A gdy już nasycimy wzrok pięknem rzeźby, warto rozglądnąć się po okolicy, zaglądnąć do odległych zakamarków wsi, gdzie spotkać można jeszcze stare, lasowiackie chałupy, pochodzić po pustych o tej porze roku polach, lub zajrzeć do lasu.

Słynna figurka. Fot. Józef Ambrozowicz.

nowomowa

wytegowywać dzietność miasta

Dzietność miejska – według części radników rzeszowskich leży w gruzach i należy ją z tych ruin podnieść. Określenie ładne, bo kojarzy się z dzielnością i słusznie, ponieważ nie byle jaką dzielnością trzeba obecnie wykazać się, aby zafundować sobie niebywały luksus w postaci potomka. Pewnie wkrótce ten luksus obłożą również podatkiem VAT, jak gorzałę, fajki i paliwo. Ta cecha charakteru jest niepotrzebna jedynie po tak zwanym wypadku przy pracy, czyli na zasadzie - żałuję grzechu po fakcie, bo trudno mi w trakcie. Czymże jest owa dzietność miejska? Miarą skuteczności prokreacyjnego trudu rzeszowian, jeśli dziatwy sporo, lub satyrą na leniwych chłopów, gdy dzietność oscyluje wokół zera lub jedynki. Jawna tajemnica – pojawiła się w PZPN przy ustalaniu kandydatów na nowego Latę. Należy to rozumieć jakoś tak, jak madrą głupotę. Jawność pole-

ga na tym, że każdy może mianować się kandydatem. Wystarczy, że wie ile bramek ma być na boisku piłkarskim. Zaś słodka tajemnica tkwi zapewne w tym, kto z balonowych elektorów udzieli kandydatowi poparcia przedwyborczego. A każdy z nich może poprzeć trzech kandydatów na nowego Latę. Jeśli tak, to i to poparcie staje się jawne. To gdzie ta tajemnica? Zapewne w tajemnej mądrości elektorów, którzy muszą tak pokierować swoimi głosami, aby wszystko zmienić do tego stopnia, aby całość została po staremu. I znowu nowa władza z nowym Latą dzielnie ruszy pchać do przodu nasz balon kopany, uprzednio opowiadająć jak to należy uczynić. Tak będą rwać do tego przodu, że znowu tyłem wyjdzie. Ale przecież – nic się nie stanie, nic się nie stanie! Rydzykland – to nowa, planowana przez ojdoktora budowla, która ma być wzniesiona dla spotęgowania

szczęśliwości strzyżonych solidnie pobożnych owieczek radiomaryjnych i nie tylko. Cóż nowego urodził rydzykowy geniusz po geotermalnej energii? Otóż ni mniej ni więcej tylko skrzyżowanie Lichenia z Nałęczowem. W modlitewnym gigancie możliwa będzie najwyższego sortu higiena duchowa, a w rozrywkowej jego części pozbycie się doczesnych brudów w geotermalnych kąpielach oraz zażycie epikurejskiego wywczasu i cielesnej rozpusty w basenie. Przecież nie od dziś znane jest słynne prawo, że ciało zanurzone w wodzie, zyskuje na urodzie! Wtajemniczeni zgodnie twierdzą, że ów Rydzykland będzie o wiele ciekawszy i weselszy od Disneylandu.Stąd ponadto będzie można bez dodatkowych oblucji prosto do nieba pójść, nawet czwórkami. Oczywiście, po uiszczeniu stosownej opłaty, adekwatnej do poziomu świadczonych dobrodziejstw doczesnych i łask wiekuistych. Wta-

jemniczeni twierdzą jednak, że pielgrzymkami nie da się odrobić opłat za korzystanie z tak spreparowanego przybytku bożego. Umowa śmieciowa – najpopularniejsza forma zatrudnienia w polskim kapitaliźmie. Zrodzona z potrzeby omijania przez pracodawców prawa pracy. Powinna taka umowa nazywać się kadukową, ponieważ działa na podstawie prawa kaduka. Ponoć jest wolnościowym dobrodziejstwem dla świata pracy, chociaż nikt jeszcze nie zetknął się z radosnym śmieciem umow ny m. Pracodawca bow iem traktuje zatrudnionego jak śmiecia, którym można pomiatać do woli przenajświętszego kapitalisty. Mamy zatem również do czynienia ze śmieciowymi obywatelami. Jak to pięknie może brzmieć! Śmieciowy naród, dumny ze swojej śmieciowości! Śmiecie wszystkich krajów łączcie się!

Wytegowywanie – to nowa, skuteczna metoda parlamentarnej działalności wynaleziona przez koniczynowego posła Kłopotka. Nie zdefiniował owej metody, ale z kontekstu wynikało, że chodziło mu mniej wiecej o podobną do opisywanej już w tej rubryce metody wypinkowania. Zatem źródłosłów omawianego pojęcia jest o wiele starszy. W gwarowym oryginale zasadza się na popularnym wulgaryzmie poprzedzonym przedrostkiem wy- i zaimkiem osobowym -tego-. Całość jest interesująca jeszcze i z tego powodu, że konstrukcja jest tak zawiła i pokrętna, że żaden wróg klasowy nie zorientuje się, co poseł miał na myśli i kogo. A właśnie o to w parlamentarnym tyraniu chodzi! Przecież nie po to wybieraliśmy posłów, żeby tylko grzali ławy. Oni mają nas również rozweselać. Roman Małek


ECHO RZE­SZO­WA

Rozmaitości

jak hrabina zofia branicka, wnuczka siostry faktycznie cara rosji stała się właścicielką słociny. cz. IV Wracając do siostrzenicy Potiomkina Aleksandry Engelhardt, zwanej przez carycę Katarzynę Saszeńką, była ona najbliższą powiernicą Katarzyny i jeszcze 40 lat po śmieci carycy uznawano ją za członka rodziny carskiej. Znany jest również zapis carycy Katarzyny na rzecz Aleksandry: pałac w Petersburgu i pensja 200 tysięcy rubli rocznie. Również od swego wuja księcia Potiomkina Aleksandra otrzymała ogromne posiadłości: Smilań na Ukrainie. Zofia hr. Branicka (po swej matce Aleksandrze Engelhardt z Potiomkinów-Potempskich) właścicielką Słociny Wspomniana na wstępie Zofia hrabina Branicka (po ojcu herbu Korczak) otrzymuje w drodze spadku po zmarłej Izabeli z Poniatowskich Branickiej (po mężu herbu Gryf) – siostrze króla Stanisława Augusta Poniatowskiego – hrabstwo tyczyńskie w tym Słocinę. W ten sposób Słocina stała się własnością wnuczki siostry nieutytułowanego cara Rosji Grigorija Potiomkina, potomka polskiego rodu szlacheckiego Potempskich ze Smoleńszczyzny. Należy zaznaczyć, że Braniccy herbu Gryf i Braniccy herbu Korczak nie byli spokrewnieni, a zapis Izabeli Branickiej z Poniatowskich na rzecz hr. Zofii mógł wynikać z zasług ojca Zofii dla Króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz z chęci zachowania nazwiska Branickich. Zofia hr. Branicka wychodzi za mąż w roku 1811 za hrabiego Artura Potockiego z Łańcuta. Artur hrabia Potocki, ur. w roku 1787 w Łańcucie, jest synem Jana hr. Potockiego (1761-1815), znanego z zainteresowań naukowych autora „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, oraz Julii księżnej Lubomirskiej. Julia była czwartą córką Stanisława Lubomirskiego (1720-1783), marszałka wielkiego koronnego, właściciela Łańcuta, i księżnej Izabeli Czartoryskiej (zm. 1816), córki księcia Augusta

Czartoryskiego (1697-1782), krewnego Jagiellonów – jak przyznał swego czasu król Zygmunt August jego przodkom. Tak więc hrabia Artur Potocki po kądzieli wywodził się z Jagiellonów. Po ślubie w roku 1811 z Zofią hr. Branicką (1790-1879) staje się hr. Artur współwłaścicielem jej wiana – hrabstwa tyczyńskiego (w tym Słociny), które sprzedają w roku 1812. W tymże roku kupują dobra w Krzeszowicach i pałac „Pod Baranami” w Krakowie, swą ulubioną siedzibę. Tak więc pałac „Pod Baranami” został zakupiony za pieniądze ze sprzedaży między innymi Słociny. W roku 1813 Słocina jest własnością Tadeusza Mostowskiego. Hrabia Artur służy najpierw w wojsku austriackim aż do kapitulacji pod Ulm; wstępuje do legionów polskich i od 1809 r. zostaje adiutantem księcia Józefa Poniatowskiego. W wojnie 1812 r. jest ranny w bitwie pod Borodino 16 cięciami rosyjskich szabel, za co otrzymuje Krzyż Legii Honorowej i Krzyż Virtuti Militari. W dniach 16-19 października 1813 r. walczy u boku księcia Józefa Poniatowskiego w „bitwie narodów” pod Lipskiem, gdzie książę Józef zginął w nurtach Elstery. Hrabia Artur zmarł 30 stycznia 1832 r. we Wiedniu. Został pochowany w kaplicy rodzinnej na Wawelu. Kazimierz Sikora PS. Ogromne zasługi księcia Grigorija Potiomkina współrządcy Rosji – faktycznego cara bez tytułu, potomka polskiej szlachty spod Smoleńska, Potempskich – były powodem nazwania przez Rosjan jego imieniem okrętu wojennego znanego światu z filmu „Pancernik Potiomkin” Eisensteina, jednego z najwybitniejszych filmów w historii kinematografii. W filmie została zawarta pamiętna scena z dziecięcym wózkiem pędzącym w dół po niekończących się schodach właśnie w Sewastopolu, mieście założonym nad Morzem Czarnym przez księcia Potiomkina.

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

13

a baranówka nie od macochy

Na osiedlowe święto zaprosili nas we wrześniu - Rada Osiedla Władysława Andersa, Rzeszowski Dom Kultury oraz Dom Kultury „Karton” Rzeszowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej z Baranówki. Bogactwo oferty świątecznej imponujące, a całość przygotowana w znakomitej scenerii Parku Sybiraków, który do takich przedsięwzięć jest wyjątkowo przydatny ze względu na niemal amfiteatralny układ przestrzenny. Tradycyjnie w imprezie uczestniczyli aktywnie przedstawiciele RSM z Bolesławem Kosiorowskim, przewodniczacym Rady Nadzorczej, Józefem

Wierzbickim przewodniczącym osiedlowego samorządu spółdzielczego i kierowniczką administracji osiedla, Marią Kuźniar. Pojawili się nawet zastępcy prezydenta Roman Holzer i Henryk Wolicki. Nie znalazł natomiast czasu żaden radny miejski, nawet z własnego okręgu wyborczego. W niedzielne popołudnie cykl imprez rozpoczęła młódź szkolna z dwudzietki dwójki i ósemki. Pokazem tańca ulicznego uraczył widownię osiedlową zespół „Street Live Crew”, chóralnym śpiewem „Cantilena”, tańcem indyjskim Jolanta Leszczak. Były także popisy Tanecznego Klu-

bu Tańca Sportowego „Gasiek” oraz Zespołu Tańca Irlandzkiego „Keevan”. Sporą atrakcję stanowiły skoki spaadochronowe w wykonaniu zawodników Aeroklubu Rzeszowskiego z mistrzem Marszałkiem na czele. Prawdziwą pointą wybuchową był piętnastominutowy pokaz pirotechnicznych fajerwerków, które na pożegnanie rozświetliły osiedlowe niebo. Aura i humory dopisywały, w czym niemała zasługa prowadzącego całość z właściwą sobie werwą i poczuciem humoru, Józefa Tadli, na codzień kierownika klubu „Karton”. Roman Małek

1 października 1974 –powołanie Politechniki Rzeszowskiej. 2 października 1938 – wkroczenie wojska polskiego na Zaolzie. 2 października 1939 – kapitulacja Helu, ostatniej twierdzy września. 2 października 1944 – klęska powstania i zniszczenie Warszawy, poddanie przez Bora-Komorowskiego stolicy Niemcom. 6 października 1788 – otwarcie Sejmu Czteroletniego. 7 października 1918 – ogłoszenie przez Radę Regencyjną niepodległości Polski. 4 października 1582 – wprowadzenie kalendarza gregoriańskiego. 7-8 października 1947 - nieudana próba odbicia więźniów UB w Rzeszowie. 11 października 1932 – tragiczna śmierć Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury. 11 października 1989 – udzielenie przez Sejm wotum zaufania rządowi Tadeusza Mazowieckiego. 11 pa ź d zierni k a 16 83 –

odsiecz wiedeńska Jana III Sobieskiego. 12 października 1890 - otwarcie linii kolejowej do Jasła przez Strzyżów. 15 października 1810 - grono pedagogiczne rzeszowskich szkół wstrzymało się od pracy, żądając przyznania przez starostwo odpowiednich racji mąki i chleba. 16 października 1978 – wybór kardynała Karola Wojtyły na papieża. 16 października 1558 – uruchomienie połączenia Krakowa z Wenecją. Początek poczty polskiej. 17 pa ź d zierni k a 1918 – uchwalenie przez Radę Miejską Lwowa przyłączenia miasta do Polski. 24 października 1945 – wstąpienie Polski do ONZ. 2 4 pa ź d zierni k a 1956 – odwilż, przemówienie Władysława Gomułk i na wiecu w Warszawie. 28 października 1931 – rozpoczęcie procesu brzeskiego przywódców Centrolewu.

30 października 1939 – dokonanie przez III Rzeszę i Związek Radziecki ostatecznego podziału Polski. 31 października 1918 - obradujący pod przewodnictwem Romana Krogulskiego Wydział Organizacji Obrony Narodowej postanowił przejąć władzę od dowódcy garnizonu wojskowego i starosty powiatowego. 31 października 1918 - drużyny Polskiej Organizacji Wojskowej rozpoczęły rozbrajanie żołnierzy austriackich. Akcją rozbrajania garnizonu austriackiego dowodził Włodzimierz Babka-Radyski. 31 października 1918 - przedstawiciele Organizacji Obrony Narodowej zdołali podporządkować sobie wojsko. W nocy powołali Milicję Miejską, na czele z ppor. Janem Kotowiczem, oraz Straż Obywatelską. Poszerzono Zarząd OON, przyjmując m.in. komendanta POW, przedstawicieli oficerów polskich w armii austriackiej i przedstawicieli niektórych partii (m.in. Antoniego Bombę).

kalendarium

TANKUJ Stacja benzynowa ul. Lubelska


14

ECHO RZE­SZO­WA

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

turniej „orlik polska” nad rzeszowską jasiołką Rozmowa z dr. Henrykiem Pietrzakiem, prezesem Zarządu Polskiego Radia Rzeszów S.A.

Wręczenie przez G. Grossa pucharu kapitanowi rzeszowskiej drużyny. We wrześniu br. odbył się w Rzeszowie wojewódzki finał Ligi Mistrzów Orlika w kategorii (+16). W turnieju tym wzięły udział drużyny amatorskie, których zawodnicy nie uczestniczą czynnie w rozgrywkach lokalnych lig piłkarskich. W rzeszowskim turnieju wzięło udział osiem drużyn, które zostały wyłonione w eliminacjach regionalnych. Podzielono ich na dwie grupy. W grupie A w półfinałach pierwsze miejsce zajęła drużyna z Radomyśla uzyskując 9 punktów, drugie miejsce drużyna z Rzeszowa z 6 punktami, trzecie miejsce drużyna z Rymanowa uzyskując 3 punkty i czwarte miejsce drużyna z Krosna, która nie uzyskała żadnego punktu. Drużyny rozgrywały mecze na boisku sportowym orlik obok Szkoły Podstawowej nr 25, przy ulicy Starzyńskiego 17. W grupie B w półfinałach pierwsze miejsce zajęła drużyna z Przemyśla uzyskując 9 punktów, drugie miejsce drużyna z Sanoka z 4 punktami, trzecie miejsce drużyna z Tyczyna – 4 punkty i czwarte miejsce drużyna z Dydni bez punktów. Ta grupa rozegrała mecze na orliku przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 7, przy ulicy Budziwojskiej 154. W finałach pierwsze drużyny z dwóch grup walczyły o pierwsze miejsce. Drużyna z Radomyśla Wielkiego (Barcelona)

pokonała drużynę z Przemyśla (Prawnicy Przemyśl) wynikiem 6:1. W meczu o 3 miejsce drużyna z Rzeszowa (Polej Kubek z Tajniaka) pokonała drużynę z Sanoka (Pozytywni Dom Dziecka im. Św. Józefa w Sanoku) 11:2. Ostatecznie zwycięzcą całego turnieju okazała się drużyna z Radomyśla Wielkiego, która wygrała wszystkie swoje mecze i awansowała do finału ogólnopolskiego. Drużyna rzeszowska „Polej Kubek z Tajniaka” grała w następującym składzie: Jakub Rymarz, Piotr Kwiatkowski, Łukasz Rachwalski, Krzysztof Rymarz, Kamil Martowicz, Piotr Popek, Dawid Bazylak, Radosław Skubisz, Piotr Kozik, Bartosz Weres, Mateusz Stec, Damian Dziura i Tomasz Tomasik. Patronat honorowy nad tym turniejem objął prezydent miasta Rzeszowa, Tadeusz Ferenc, który ufundował 3 puchary, medale i statuetki dla najlepszych zawodników. Turniej zorganizowany i przeprowadzony został przez Międzyszkolny Ośrodek Sportowy w Rzeszowie. Dyrektor MOS Grzegorz Gross mówi, że turniej przebiegał w spokojnej atmosferze, bez żadnych ekscesów ze strony drużyn biorących udział, jak i miejscowych kibiców. Wszystko było fair play. Stanisław Rusznica

- Okazją do tej rozmowy jest jubileusz 60-lecia Polskiego Radia Rzeszów. Andrzej Zajdel w książce „Sześć dekad w eterze, Polskie Radio Rzeszów, 19512011” dokonał przeglądu ciekawszych wydarzeń i dokonań, ukazał historię powstania i rozwoju rzeszowskiej rozgłośni oraz ludzi, którzy uczestniczyli w tym procesie. - Wielu z nich znałem i znam, zetknąłem się z nimi. Niektórzy kojarzą mi się z konkretnymi działaniami radia. Pamiętam chwile, kiedy to młodzi dziennikarze wypychali starych z redakcji (lata 60. tamtego wieku). Słyszę wciąż piosenkę, dedykowaną mi przez paroletniego syna w koncercie życzeń „Tato kupi mi auto”. Podziwiałem przeboje z płytoteki Ryszarda (Atamana), wyprzedzające te Lucjana Kydryńskiego. Zaś w każdy bodaj piątek wszędzie słychać było skoczne melodie kapeli Łobody. Z red. Adamem Sochą śledziłem wzloty i upadki rzeszowskich sportowców. Z zainteresowaniem słuchałem wywiadów Zbigniewa Wawszczaka z pisarzami, odwiedzającymi nasze miasto, a potem jego cyklu pt. „Kresy – kraina serdeczna”. Ciekawe były porady językowe Stefana Reczka i słuchowiska Jerzego Pleśniarowicza. No, a potem działo się wiele. Cytowana książka oraz płytka DVD, wydane z okazji 60-lecia przypominają historię wrastania radia w miasto i województwo. Rozwijało się ono i potężniało wraz z nimi. Zmieniali się redaktorzy naczelni i dziennikarze, przybywało słuchaczy, radio unowocześniało się i stawało się (prócz prasy) ważnym nośnikiem szybkiej informacji, szczególnie tej lokalnej. Potem powstała telewizja, która zabrała część majątku i odbiorców. Ale mimo wszystko radio zachowało wiele dla siebie. Wciąż jest z nami i proponuje nam ciekawe audycje. - Panie prezesie, jest pan po raz czwarty w rzeszowskiej rozgłośni. Takie powroty zdarzyły się, chyba, po raz pierwszy w jej historii? - Tak. Jestem w niej z przerwami od grudnia 1993 r., czyli od momentu powołania spółki Radio Rzeszów. Byłem członkiem pierwszej Rady Nadzorczej, potem w drugiej kadencji przewodniczyłem Radzie Programowej, w trzeciej jako wiceprezes zajmowałem się sprawami marketingu, a od 16 listopada 2011 r. w drodze konkursu zostałem prezesem zarządu.

- Jak czuje się pan w tej roli? - Bardzo dobrze. Radio było mi zawsze bliskie i jest tym, co najbardziej lubię robić. Jest to praca wśród ludzi i dla ludzi. Odpowiada mi to także ze względu ma moje wykształcenie (psycholog społeczny, specjalność media). Cieszę się z tego, że przypadło mi w udziale zorganizowanie jubileuszu 60-lecia. Wydaje mi się, że udanego. Zaproszenia przyjęli prawie wszyscy aktywni życiowo. Dzięki temu zetknęli się po raz pierwszy od lat przedstawiciele kilku pokoleń redaktorów i pracowników oraz współpracowników rzeszowskiego radia. Organizatorzy starali się bowiem pokazać i docenić wysiłek pracy wszystkich, którzy przewinęli się przez rozgłośnię i zostawili w niej wyraźny ślad. - Z zainteresowaniem czytam te fragmenty książki, które pokazują początki rzeszowskiej rozgłośni, jeszcze przy ulicy Jagiellońskiej i pierwsze odbiory jej sygnału za pomocą sieci tzw. kołchoźników. Tego nie znam, ponieważ nie było mnie wtedy jeszcze w Rzeszowie. A jak to jest dzisiaj? - Nie da się porównać obecnego stanu techniki, wyposażenia, stylu pracy, warunków lokalowych ze stanem początkowym lat 50., 60. Dzisiaj Radio Rzeszów jest pełnoprawnym partnerem w eterze, dysponuje najnowocześniejszymi urządzeniami i sprzętem do obsługi i do emisji, dociera do wszystkich zakątków naszego regionu i poza jego granice, dysponuje kadrą fachowców, dziennikarzy i specjalistów od techniki i przekazu. Udało mi się załatwić dosył satelitarnego sygnału oraz nowoczesny wóz transmisyjny. Rozwinęliśmy tzw. nowe media, mamy dwie kamery pokazujące na żywo, jedna pracę w studio nagrań, druga to, co dzieje się w śródmieściu Rzeszowa. Wybrukowany został dziedziniec, wyremontowana zabytkowa kamieniczka, za co prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc wręczył mi podziękowanie w formie dyplomu uznania. - Dziękuję za rozmowę i życzę w imieniu czytelników oraz redakcji „Echa Rzeszowa” dalszego rozwoju i zawsze rzeszy wiernych słuchaczy. Dodam, jako ciekawostkę, że budynek radia jest, bodaj jedynym w naszym mieście ogrzewanym wodą geotermalną, czerpaną z głębokości 350 metrów. Józef Kanik

będzie prawdziwe pole

Uczestnicy golfowych mistrzostw w Porębach. We wrześniu rozegrano na polu golfowym w Porębach Krzywskich golfowe mistrzostwa Podkarpacia. Nieco uprzykrzała się kapryśna aura, ale nie z takimi przeciwnościami potrafią sobie radzić prawdziwi gilfiści, dla których nie istnieje pojęcie złej pogody. Prawie czterdziestu zawodników rozegrało pełny, osiemnastodołkowy turniej. Pozwoliło to na wyłonienie mistrzów, I wicemistrzów oraz II wicemistrzów okręgu podkarpackiego. W klasyfikacji stb brutto zwyciężyli: Tomasz Miklas – mistrz, Marcin Chmiel – I wicemistrz oraz Bogusław Chlebicki – II wicemistrz. Natomiast w klasyfikacji stb netto odpowiednio: Roman Żmigrodzki – mistrz, Dariusz Machlarz – I wicemistrz i ex equo Krzysztof Żyrek oraz Mateusz Paterak – II wicemistrz. Zwycięzcy, oprócz przysługujacego im splendoru mistrzowskiego, odebrali stosowne statuetki i nagrody rzeczowe. Całość zakończyła trady-

cyjna, atrakcyjna kulinarnie biesiada grillowa, w czasie której jedni radowali się z sukcesów sportowych, a inni przełykali gorycz golfowej porażki. W trakcie turnieju prezes Zdzisław Frańczak zaprezentował wstępny projekt powstającego w pobliżu Rzeszowa mistrzowskiego 18-dołkowego pola golfowego, które stanie się wkrótce nie byle jaką atrakcją. Jego wyjątkowa uroda będzie zasadzać się nie tylko na obszarowej okazałości, ale także przewidywanych niepowtarzalnych walorach estetycznych wynikających z oryginalnego krajobrazowo swiata roślin, krzewów i drzew, który jest zaplanowany do realizacji. Całość będzie posiadać atrakcyjne architektoniczne zaplecze socjalne i sportowe. Już w połowie przyszłego roku przewidują klubowi prezesi oddanie golfistom pierwszej części 9-dołkowej. Całość ma być gotowa w 2014 roku. Roman Małek

krótko Miasto podpisało umowę z firmą Erbud, która na placu w pobliżu rzeszowskiej al. Lubomirskich wybuduje multimedialną fontannę. Prace już rozpoczęły się we wrze3śniu. Plac budowy został przekazany wykonawcy. Na początek zniknie plac zabaw. Później rozpoczną się prace ziemne i doprowadzenia instalacji niezbędnych do funkcjonowania fontanny. W tym roku firma Erbud ma do przerobienia 4 mln zł. *** Pierwszy odcinek autostrady gotowy. Od poniedziałkowego popołudnia czynna jest już pierwsza część tzw. autostradowej obwodnicy Rzeszowa. Chodzi o odcinek autostrady A4 oraz drogi ekspresowej S19. Dzięki niej kierowcy jadący od Rzeszowa mogą na węźle centralnym w Rudnej Małej wjechać na odcinek A4 i dojechać do Stobiernej. Jednocześnie jadący od stro-

ny Lublina mogą wjechać w Stobiernej na drogę S19 i wyjechać na krajowej 9 w Rudnej Małej. *** Do Rzeszowa wreszcie przybyli przedstawiciele Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie. To oni odpowiadają za stan zalewu. Zaprezentowana im została metoda odmulania zbiorników, którą stosują Słowacy. Dzieje się to na Dunaju, gdzie jest podobny do rzeszowskiego próg wodny. Zamula się i tak samo jak u nas teren jest objęty programem Natura 2000. Słowacy wykorzystują niewielkich rozmiarów refuler, który pobiera materiał z dna. Urobek jest transportowany rurą na brzeg i tam przerabiany. Kraków nie podjął żadnej decyzji.


ECHO RZE­SZO­WA Wieści spod kija

jesienny czas

w naszym klimacie zwykle bywa pogodny i dosyć ciepły. W prawdzie słońce nie grzeje już tak mocno jak w miesiącach letnich, to jednak, zwłaszcza w początkach miesiąca bywają dni z temperaturą w granicach dwudziestu stopni. Noce są już jednak chłodne i bywa, że zieleń traw siwizną pokryje przymrozek. Nad polami unosi się mgła. Drzewa zmieniają kolory i w miejsce soczystej zieleni pojawia się coraz więcej żółci, brązów, czerwieni. Jesienne poranki i wieczory nie rozbrzmiewają już gwarem ptasim. Większość z nich już odleciała na południe. Jeszcze tylko czasem da się słyszeć tęskny klangor ostatnich kluczy żurawi. W lasach trwają gody jeleni, zwane rykowiskiem. Wkrótce w ich ślady pójdą łosie (bukowisko) i daniele (bekowisko). Zmienia się również sceneria nadwodnych krajobrazów. Zielone do niedawna łany przybrzeżnych trzcinowisk szarzeją. Pustoszeją wody, które były siedliskiem wielu gatunków ptaków. Czasem na spokojnej powierzchni zbiorników wodnych spotkać można liczne stada szykującego się do wędrówki ptactwa. Przyroda szykuje się do zimy. Zwierzęta ochoczo korzystają z obfitej jesienią spiżarni natury, aby przed nadejściem mrozów zgromadzić zapasy tłuszczu na ciężką, ubogą w pokarm porę roku. Ryby także żerują teraz intensywnie. W dni ciepłe z w miarę stabilnym ciśnieniem atmosferycznym warto wybrać się nad wodę. Wczesnojesienne wędkowanie może dostarczyć wiele emocji. W październiku łowi się wiele dorodnych ryb. Trafiają się okazy. Możemy liczyć na dobre brania brzany, leszcza, certy, płoci, jazia. Jest jeszcze szansa na spotkanie z linem, karpiem czy karasiem. Wraz z upływem miesiąca i spadkiem temperatury wody maleje aktywność ryb spokojnego zeru. Inaczej ma się rzecz w przypadku ryb drapieżnych. Jesień to najlepsza pora na połów szczupaka, bolenia, sandacza czy okonia. Brania mogą trwać przez cały dzień. Wraz z nadejściem przymrozków uaktywnia się miętus. Ciekawa i zagadkowa to ryba. Dobrze żeruje podczas tak zwanej psiej pogody. Najlepiej wieczorem i nocą. Im bliżej zimy, tym bardziej staje się aktywna i nienasycona. Warto poświęcić parę zimnych wieczorów (nie namawiam do całonocnych wypraw) choćby dla poznania jej walorów kulinarnych. W październiku obowiązuje zakaz połowu: pstrąga potokowego i źródlanego, troci wędrownej i jeziorowej, łososia i siei (od 15.10) oraz ryb prawnie chronionych.

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

pod paragrafem ZAATAKOWAŁ BEZDOMNEGO Na przystanku autobusowym przy alei Piłsudskiego niedaleko budynku ZUS w Rzeszowie do bezdomnego, który przeszukiwał kosz na śmieci, podbiegł młody mężczyzna i ugodził go nożem w szyję. Ranny 56-latek zdołał dojść do schroniska, gdzie wezwano karetkę pogotowia, która przewiozła go do szpitala. Napastnik uciekł, ale po czterogodzinnej obławie policyjnej został zatrzymany na ulicy Ciepłowniczej. Podejrzanym okazał się 21-letni mieszkaniec Krakowa, Mateusz S. Mężczyzna przyznał się do winy, ale nie potrafił wytłumaczyć swojego zachowania. Prokuratura przedstawiła mu zarzut usiłowania zabójstwa i wystąpiła do sądu o tymczasowe aresztowanie. Sąd Rejonowy w Rzeszowie uwzględnił ten wniosek i zdecydował o umieszczeniu podejrzanego za kratkami na trzy miesiące. Obrażenia, jakich doznał bezdomny, na szczęście okazały się niegroźne.

NAPAD NA TAXI Około godziny 1 w nocy na ulicy Słowackiego w Rzeszowie młody mężczyzna zatrzymał przejeżdżającą taksówkę i zamówił kurs na ulicę Lewakowskiego. Gdy dojechali na miejsce, pasażer oświadczył, że nie ma przy sobie należnej kwoty, ale zaraz przyniesie ją z domu i zapłaci za przejazd. Rzeczywiście, po chwili się zjawił, lecz nie sam, a w towarzystwie dwóch kolegów. Razem zaatakowali taksówkarza domagając się pieniędzy. Bili go i próbowali wyciągnąć z samochodu, ale nie zdołali zabrać mu gotówki. Uszkodzili też samochód. Kierowcy udało się w końcu wyrwać z rąk napastników i odjechać na pobliski postój, skąd jego koledzy wezwali policję. Patrol bardzo szybko zjawił się na miejscu i rozpoczęły się poszukiwania sprawców napadu. Już po pół godzinie zatrzymano ich na ulicy Krakowskiej. Jeden z nich próbował ucieczki, ale i on został ujęty. Wszyscy trzej są mieszkańcami Rzeszowa. Dwaj mają po 21 lat, a trzeci 20 lat. Podczas zatrzymania byli nietrzeźwi. Na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Rzeszowie aresztował ich tymczasowo na trzy miesiące. Za rozbój grożą im kary do 12 lat więzienia.

HANDEL PODRÓBKAMI Rzeszowska giełda samochodowa przez dwie kolejne niedziele była pod obserwacją policjantów z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą. Interesował ich zwłaszcza handel towarami znanych zagranicznych firm. Chodziło o wychwycenie handlujących podróbkami markowych wyrobów. Akcja powiodła się. Zatrzymano dwóch mężczyzn sprzedających podrobione towary znanych firm, głównie odzież i kosmetyki. Jednym z nich był 35-letni mieszkaniec Przemyśla. Mężczyzna sprzedawał obuwie, odzież i kosmetyki imitujące wyroby znanych światowych firm. Towary opatrzone były podrobionymi znakami handlowymi. Drugi z mężczyzn handlował obuwiem oznaczonym podrobionymi znakami towarowymi. W obu przypadkach towary charakteryzowały się nieestetycznym wykonaniem i w porównaniu do wyrobów oryginalnych niską jakością. Łącznie policjanci zajęli 38 par obuwia, 18 sztuk odzieży i 28 sztuk kosmetyków. Mężczyznom grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.

NIELEGALNE FAJKI Blisko 8 tysięcy paczek papierosów i 37 litrów spirytusu bez polskich znaków akcyzy znaleźli policjanci z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą w zabudowaniach 50-letniego mieszkańca Głogowa Małopolskiego. Gdy policjanci wraz z pracownikami służby celnej zjawili się u niego, mężczyzna początkowo zaprzeczył, by posiadał nielegalne wyroby, ale pies celników bezbłędnie wskazał miejsce ich ukrycia. Papierosy i alkohol znajdowały się w miejscu zamieszkania mężczyzny, jak też w innych pomieszczeniach przez niego użytkowanych. Ilość znalezionych wyrobów tytoniowych i alkoholu jednoznacznie świadczyły, że są one przeznaczone do celów handlowych. Wartość uszczuplenia podatkowego z tytułu niezapłaconej akcyzy oszacowana została na ponad 100 tys. złotych. Podczas przesłuchania 50-latek przyznał się do winy. Skorzystał również z prawa do dobrowolnego poddania się karze. Grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności. Znalezione u niego nielegalne papierosy i alkohol ulegną przepadkowi na rzecz skarbu państwa. kal

Zezem na wprost

15

Po wakacjach, olimpiadzie i odbyt ych pielgrzymkach nacza lstwo Prawa i Sprawiedliwości przystąpiło do zapowiadanej ofensywy politycznej ze zdwojoną siłą. Ogłosiło program, zorganizowało konferencję ekonomiczną, zorganizowało w stolicy marsz trzech budzików, ponoć wymyśliło również niezależnego premiera na miarę Margaret Tatcher, albo innego Sławoja-Składkowskiego. Nie mogła zostać w tyle struktura miejska PiS. Skrzyknęło się spośród radnych PiS siedmiu wspaniałych, a może nawet samurajów i wysmażyli do przewodniczącego Andrzeja Deca wniosek o zwołanie sesji nadzwyczajnej w niecierpiącej zwłoki sprawie ratowania dzietności w mieście,

to dotychczas nawet nie zorganizował sobie stosownego warsztatu prokreacyjnego, gdyż nie wstąpił w związek małżeński, nawet na chwilę. Czyli trwoni narodowy potencjał prokreacyjny, co woła o pomstę do nieba, gdyż płeć nadobna występująca w większości, odłogując schnie w staropanieństwie. W czasach PRL takie marnotrawstwo było naganne. Radny byłby pokarany podatkiem od starokawalerstwa, czyli tak zwanym bykowym. Za uchylanie się od patriotycznego obowiązku ojczyźnianego, czyli przysparzania ojczyźnie jej dzielnych obrońców, ma się rozumieć! Nie wiem dlaczego, ale ta inicjatywa nieodparcie kojarzy mi się z zakładaniem klubu abstynentów przez narąbanych dżentelmenów. W ferworze dyskusji rezolutnie zauważył jeden z radnych, że skuteczniejsze w poprawie owej dzietności byłoby wyłączanie prądu. Takie zjawisko już kiedyś przerabialiśmy, gdy istniały stopnie energetycznego zasilania, czyli liczne wyłączenia prądu dla całych dzielnic i powiatów. Czytałem doktorską dysertację na temat wpływu tego zjawiska na demografię w naszym kraju. Wyszło z przeprowadzonych badań, że ów wpływ był duży. Obecnie, przy jesz-

gdyż legła ona w demograficznych gruzach, a nie powinna. Nie było wyjścia. Już 18 września sesja odbyła się. Gdy referent sprawy wyłuszczył w czym rzecz, z trudem można było zachować powagę. Intencją było stworzenie systemu zachęty do płodzenia większej ilości dzieci, gdyż tylko wielodzietność gwarantuje pomyślną przyszłość. Ta zachęta sprowadzała się głównie do zniżek cen biletów na imprezy kulturalne, sportowe oraz na przejazdy komunikacją miejską. Próby tłumaczenia, że to należy uprzednio zbadać, oszacować skalę potrzeb rodzin ubogich spotkał y się ze zdecydowanym odporem, iż te ulgi mają dotyczyć wszystkich rodzin wielodzietnych bez względu na status majątkowy, gdyż mają być tą właśnie zachętą. Później, w trakcie dyskusji, sami wnioskodawcy zorientowali się w śmieszności inicjatywy i jakoś próbowali to zwekslować. Dla mnie ta cała heca ma kilka powodów do wesołości. Troskę o zwiększenie dzietności lansują radni, którzy w większości sami w tej kwestii mają wyniki mniej niż mizerne. To co, ktoś inny ma za nich odwalać prokreacyjną robotę? A gdzie stara zasada z dawaniem samemu dobrego przykładu? Najbardziej gardłujący za tym wybitny architekt z Radomia,

cze większym uzależnieniu naszego życia od elektryczności mogłoby być jeszcze ciekawiej. Przyczyny niżu demograficznego w Polsce zostały precyzyjnie przez specjalistów zdiagnozowane i nie mają absolutnie nic wspólnego, ani ze zniżkami na bilety, ani ze sławetnym becikowym. Warto do tej wiedzy sięgnąć przed podejmowaniem nierozważnych, grożących śmiesznością, inicjatyw. Nie miejsce na szczegóły, ale najogólniej rzecz ujmując, przyczyny tkwią w braku prawdziwej polityki prorodzinnej, zdejmującej z rodziców wiele ciężarów związanych z potomstwem oraz braku poczucia bezpieczeństwa socjalnego rodzin. Przecież potencjalną matkę paraliżuje chociażby strach przed utratą nie tylko pracy. Dlatego Polki wolą rodzić wszędzie, tylko nie w kraju. Najliczniej w Anglii, Francji i Skandynawii. Przypadek? Absolutnie nie! Tam otrzymują wszystko, o czym nie mogą nawet marzyć w naszym ponoć prorodzinnym, katolickim kraju, w którym małżeństwo jest sakramentem, a dziecko darem Bożym. Przecież domaganie się rodzenia dzieci w tych warunkach to hipokryzja z pogranicza logiki pobożnego męża, który ze względu na ową pobożność nie bije żony w niedziele i święta. Roman Małek

droga donikąd

Alkohol może być śmiertelną trucizną

najlepiej zachować umiar w piciu

Alkohol może być śmiertelną trucizną. To zależy, co się pije. Tragedia miała swój początek w Czechach. Straciły tam życie 23 osoby, a w Polsce, gdzie dokąd czeski trunek przywożony był w dużych ilościach, już 5 osób. Zatruły się alkoholem metylowym, który był sprzedawany w takich samych butelkach i z takimi samymi etykietami, jak popularne alkohole spożywcze. Były nawet na nich oryginalne opaski czeskiej opłaty akcyzowej. Skąd zabójczy alkohol wziął się na rynku i w jakiej ilości - nie wiadomo. Prowadzone przez władze czeskie śledztwo usiłuje to wyjaśnić. Czy można odróżnić metanol od alkoholu spożywczego? Nie ma takiej możliwości – twierdzą specjaliści. Metanol ma identyczny kolor, pachnie tak samo i niczym nie różni się w smaku od zwykłego trunku. Metanol stosowany jest głównie jako rozpuszczalnik. Jest także składnikiem niektórych środków czystości stosowanych w gospodarstwach domowych, w szczególności w płynach do mycia szyb. Zatrucie alkoholem metylowym należy do bardzo ciężkich zatruć, mogących powodować nieodwracalne zmiany w organizmie, na przykład

utratę wzroku, a często nawet szybką śmierć. I wcale nie trzeba go wypić wiele. Dawka śmiertelna to od 30 do 150 mililitra. Tak więc zabić może już kieliszek metanolu. Dzieje się tak, bo alkohol metylowy charakteryzuje się bardzo szybkim wchłanianiem z przewodu pokarmowego, po czym jest metabolizowany w wątrobie do jeszcze bardziej toksycznego aldehydu i kwasu mrówkowego. To właśnie te substancje wywołują nieodwracalne uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego, w szczególności nerwu wzrokowego, lub wywołują szybką śmierć. UNIKAJMY MOCNYCH ALKOHOLI

Ty pow y mi objawami zatrucia alkoholem metanowym są: zaburzenie równowagi, mowy i orientacji, ból głowy, wymioty i bóle brzucha, senność, problemy z oddychaniem, przyspieszone bicie serca, zaburzenie widzenia. Może pojawić się także ostre zapalenie trzustki, obrzęk mózgu oraz uszkodzenie nerek. Człowiek, który zatruł się metanolem, albo się już nie wybudzi z upojenia, albo będzie miał objawy uszkodzenia wzroku. Skutki te objawiają się – w zależności od ilości

wypitego alkoholu – już po godzinie lub najdalej po kilku godzinach. W wielu przypadkach nie pomoże nawet szybka pomoc lekarska. Na zatrucie metanolem najbardziej narażone są osoby nadużywające alkoholu, zdobywające często trunek niewiadomego pochodzenia. Ale nawet przy zachowaniu pewnej ostrożności nigdy nie można być pewnym czy ktoś nie sprzeda nam podrobionego alkoholu, tak jak to stało się w Czechach. Dlatego najlepiej jest unikać picia mocnych alkoholi. Najlepiej ograniczyć się do okazjonalnej lampki dobrego wina czy puszki znanego piwa. Daleko posunięty umiar w sięganiu po alkohol to nie tylko kwestia bezpieczeństwa, ale też zachowania dobrego zdrowia i kondycji fizycznej oraz udanego życia rodzinnego, które alkohol rujnuje. W Rzeszowie od lat prowadzi się zdecydowaną walkę z alkoholizmem. Rada Miasta co roku uchwala miejski program profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych oraz przeciwdziałaniu narkomanii. Obejmuje on pomoc terapeutyczną i rehabilitacyjną dla osób uzależnionych od alkoholu, a także pomoc psychologiczną i prawną dla rodzin, w których występują problemy alkoholowe. Jed-

nocześnie rozwijana jest działalność profilaktyczna i edukacyjna w zakresie przeciwdziałania alkoholizmowi i narkomanii. ZDROWY STYL ŻYCIA

Priorytetowe znaczenie ma chronienie dzieci i młodzieży przed alkoholem i narkotykami. Na realizację programów profilaktycznych, uwzględniających między innymi właściwą organizację czasu wolnego młodzieży, przeznacza się spore środki finansowe z budżetu miasta. Rozwijane są przede wszystkim zajęcia sportowe, będące sposobem na promowanie zdrowego stylu życia, wolnego od nałogów, w tym przede wszystkim od alkoholu. W szkołach odbywają się dodatkowe zajęcia sportowe po lekcjach, wypełniające czas wolny uczniów. Wiele imprez sportowo-rekreacyjnych i kulturalnych dla dzieci i młodzieży, a także ich rodziców, jest organizowanych w rzeszowskich osiedlach. Ważną rolę w wychowaniu młodzieży z dala od nałogów odgrywają też kluby sportowe, które są naturalnym magnesem przyciągającym liczne rzesze młodych ludzi, zwłaszcza gdy nie ograniczają się jedynie do sportu wyczynowego,

a organizują masowe imprezy sportowe, takie jak turnieje i zawody oraz rajdy i obozy dla dzieci i młodzieży. Bogatą ofertę różnorodnych zajęć i imprez oferują między innymi kluby sportowe Resovia i Stal, Akademia Karate Tradycyjnego, Towarzystwo Sportowe Walter, kluby akademickie i szkolne oraz inne stowarzyszenia sportowe działające w naszym mieście. Ciekawe są zajęcia w klubach sportowych „Ju Jitsu Karate”, ”Oyama Karate”, „Taekwon Do”, oraz w klubie pływackim „Sokół”. Młodzież może też rozwijać swoje zainteresowania sportowe w k lubach kajakow ym, w ysokogórskim lub szachow ym i wielu innych. Ta różnorodność rozbudzania sportowych zainteresowań młodzieży przynosi dobre efekty. Wiele dziewcząt i chłopców w naszym mieście wybiera taki właśnie sposób spędzania wolnego czasu – aktywny wypoczynek promujący zdrowy styl życia, wolny od uzależnień i zgubnych nałogów. A w takim stylu życia nie ma miejsca na alkohol i narkotyki niosące ogromne zagrożenie dla zdrowia, a bywa – jak się okazuje – także dla życia. Publikacja sponsorowana. Oprac. KAL


16

Nr 10 (202) rok XVII październik 2012 r.

Z ŁAWECZKI NAD WISŁOKIEM

uwaga trucizna!

Siedzę na tej ławeczce i gapię się to tu, to tam. Tu tabliczka „Uwaga, zły pies!”, gdzie indziej dużymi literami napisano „Zakaz wstępu!”. I świadomi późniejszych konsekwencji nie ryzykujemy przekroczenia terenu objętego daną tabliczką. Październik wywodzi swoją nazwę od staropolskich paździerzy, czyli odpadów przy młóceniu zboża. Wiadomo było, co dobre, a co do śmieci. Taka selekcja bardzo by się przydała obecnie i to w trybie natychmiastowym. Gdzie by nie popatrzeć, wszędzie zasiały się chwasty z korzeniami do kolejnych pokoleń: w urzędach ponad miarę, w bankach, w szkolnictwie, służbie zdrowia, prokuraturze i w innych formacjach. Chwast przy chwaście i ani to zerwać, ani przenieść w inne miejsce, bo i tam tylko szko-

dę przyniesie. Co jeden, bardziej zasiedziały, to i większą toksynę w sobie ma. I niby ci, co mają nadzór nad tym łanem sprawować, zupełnie nie odróżniają, co chwast, a co nie chwast. To, co zrobiły chwasty ze starym, kamiennym mostem pod Rudną, woła o pomstę do nieba. Był most, stary, bo stary, ale przez swoją starość dodawał miejscu kolorytu. Nie, bo zidiociały chwast kazał go zburzyć (na Zachodzie każda sterta starych kamieni jest szanowana) i w miejsce postawić nie wiadomo co, że niby nowoczesne. Głosy ekspertów nie docierały do części myślącej chwastów! No i zachwaścili teren do potęgi! To zachwaszczenie przenosi się też na grunt prywatny. Chodzi taki jeden z drugim (lub ta i tamta) po domu i uważa, że jest pępkiem świata (przepraszam pępek i świat). Nic, tylko ich trzeba słuchać, im przytakiwać i im nadskakiwać. Ale żeby miłe słowo najbliższej osobie rzec, to wysiłek ponad miarę. Chwast swą toksyną niszczy otoczenie. Warto zatem przyjrzeć się sobie, a jak trzeba, to zgodnie z prawdą zawiesić w przedpokoju nad lustrem wielgachną tabliczkę z napisem: Uwaga, trucizna! Może będzie mniej paździerzy do odrzutu... Nina Opic

ECHO RZE­SZO­WA

Rozmaitości

SPORTOWE PUZZLE

o zdrową inteligencję

Wychowanie fizyczne jest już od wielu wieków obecne w systemie edukacji i współuczestniczy w realizacji jednego z fundamentalnych celów, zdrowia. W szkołach wyższych jest to jedyny dział dydaktyczno-wychowawczy zajmujący się promocją zdrowia od blisko 80 lat. Programy ramowe wychowania fizycznego w polskich uczelniach powstały dopiero powołane Rozporządzeniem Ministra Szkolnictwa Wyższego z 26 maja 1952 roku, a w 1978 roku przekształcone w studia wychowania fizycznego i sportu (SWFiS). Regulacja ta wprowadziła obligatoryjny obowiązek zajęć WF w uczelniach wyższych Obecnie konieczność uwzględnienia systemu bolońskiego w organizacji szkolnictwa wyższego zunifikowała standardy kształcenia dla kierunków studiów, m.in. przez konieczność realizacji minimów programowych, wartościowanie poszczególnych przedmiotów wg punktów ECTS. Wychowanie fizyczne studentów znalazło się w grupie przedmiotów ogólnych, poza szczegółowymi usta-

leniami. Aktualny stan prawny jest taki, że każda szkoła wyższa jest suwerenną jednostką, która sama w całości decyduje o programie nauczania WF. Obowiązek zaliczenia zajęć z wychowania fizycznego mają studenci jedynie z I roku studiów. Niestety, Uniwersytet Rzeszowski do tego celu dysponuje jedynie dwoma salami gimnastycznymi. Niestety, podobnie jak w szkołach średnich, studenci zabiegają o zwolnienie z uczestniczenia w zajęciach WF. Wychowanie fizyczne w szkołach wyższych, mimo bogatej tradycji w wychowaniu zdrowotnym, traci swoją rangę. Niejednoznaczność celów i sukcesywnie zmniejszany wymiar godzinowy zajęć zmierzają w kierunku marginalizacji studenckiej kultury fizycznej. Kiedyś sport akademicki był podstawą sukcesów olimpijskich Polski. Dlatego nie należy się dziwić wynikom polskiej reprezentacji na igrzyskach olimpijskich. Zdzisław Daraż

golas na pomniku

Przechodnie i goście piwnych ogródków, którzy w piątkowe popołudnie, 21 września, znaleźli się na rzeszowskim rynku, byli świadkami niecodziennego w ydarzenia. Do pomnika Tadeusza Kościuszki podszedł rozebraby do naga mężczyzna i wspiął na sam szczyt monumentu. Golas na pomniku przez dłuższy czas budził powszechną sensację. Pozując uśmiechał się lub robił poważne miny. Ludzie fotografowali go telefonami komórkowymi lub robili sobie zdjęcia pod pomnikiem z nagusem na cokole. Nie posłuchał ani strażników miejskich, którzy zjawili się na rynku i próbowali go nakłonić do zejścia z pomnika, ani przybyłych następnie patroli policyjnych. W tej sytuacji wezwano straż pożarną. Przyjechały trzy wozy strażackie i za pomocą w ysięgnika z koszem ściągnięto nagiego mężczyznę z pomnika. Gdy znalazł się na płycie rynku zajęli się nim policjanci. Okryty już kocem golas okazał się 31-letnim mieszkańcem Rzeszowa. Zachowywał się spokojnie, był trzeźwy. Na pytania, co chciał w ten sposób zademonstrować, odpowiadał tajemniczo - o wszystkim dowiecie się za siedem dni. Następnie przewieziono go do szpitala, gdzie poddany został badaniom lekarskim. kal

czasopismo mieszkańców.

Czołowy aktyw prawych aż do bólu w sprawiedliwości rusza z ofensywą ideologiczną w Polskę, grzeszącą mową i uczynkiem, dlatego wymagającą ratunku.

MĄDROŚCI

Psy patrzą na nas z szacunkiem, koty z pogardą, a świnie jak na równych sobie. W. Churchill Mówią, że nie można żyć bez miłości. Osobiście uważam, że ważniejszy jest tlen. dr House Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista nie jest tego zdania, ale ma nadzieję. J. Tuwim Człowiekowi zawsze czegoś brakuje, choćby miał wszystko. A. Decowski Jakoś to będzie, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było. J. Hasek Bo w sercu ułana, gdy go położysz na dłoń, na pierwszym miejscu panna, przed nią tylko koń. gen. Wieniawa Długoszowski Jak się nie napijesz, to żony nie zrozumiesz, a jak się napijesz, to żona cię nie rozumie. Małżeństwo to sytuacja bez wyjścia. Japycz w „Ranczo” Kulturalność to lakier, który łatwo rozpuszcza się w alkoholu. G. B. Shaw Zebrał Rom

KRZYŻÓWKA 1

2

3

4

5

6

7 8 9 10 11

12

13

14 15 16 Poziomo: 3/ z indeksem w kieszeni, 7/ gwarant, poręczyciel spłaty pożyczki, 8/ złota myśl, maksyma, 9/ miasto w pobliżu Rzeszowa, 10/ imię aktora Kamińskiego, 11/ materiał do ponownego użytku, 14/ pospolita roślina z rzepami o dużych liściach, 15/ pada, mży, zacina, 16/ cyfrowy telewizyjny lub fotograficzny. Pionowo: 1/ lekcja na studiach, 2/ najdłuższa rzeka w Azji, trzecia na świecie po Nilu i Amazonce, 3/ mały zbiornik z wodą i rzęsą, 4/ mrzonka, pomysł nierealny, 5/ greckie boginie pomsty do prześladowania zdrajców, 6/ kłęby kurzu, śniegu lub zwykłe matoły, 11/ zewnętrzna część skryptu lub zeszytu, zazwyczaj miękka, 12/ fartuch gospodyni, 13/ mieszkanie, kwatera żaków. Rozwiązania prosimy nadsyłać pod adresem redakcji. Z tej krzyżówki wystarczy podać hasła zawierające literę Ł. Za prawidłowe rozwiązanie krzyżówki z numeru poprzedniego nagrodę otrzymuje Krystyna Borowiecka z Rzeszowa. Emilian Chyła

Wydawca: TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ RZESZOWA. Redaktor naczelny: Zdzisław Daraż. Redagują: Józef Gajda, Józef Kanik, Bogusław Kotula, Kazimierz Lesiecki, Roman Małek, Stanisław Rusznica, Ryszard Zator­ski. Adres redakcji: 35-061 Rzeszów, ul. Słoneczna 2. Tel. 017 853 44 46, fax: 017 862 20 55. Redakcja wydania: Roman Małek. Przygotowanie do druku: Cyfrodruk Rzeszów, druk: Geokart-International Sp. z o.o. Redakcja nie od­po­wia­da za treść ogło­szeń i nie zwraca materiałów nieza­mó­wio­nych. Zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. email: redakcja@echo.erzeszow.pl, strona in­ter­ne­to­wa www.echo.erzeszow.pl, webmaster: Zdzisław Daraż, ISSN – 1426-0190


ECHO RZESZOWA