Issuu on Google+

FELIETON TATY

110

Uważnie z zabawą dr hab. Maciej

Karwowski, Prof. nadzw. APS

Ojciec, mąż, badacz, naukowiec, pisarz, felietonista, trochę grajek. Profesor niezwyczajny pedagogiki, szef Zakładu Psychopedagogiki Kreatywności w warszawskiej APS. Autor książek i artykułów naukowych (i nie tylko). Więcej na www.maciej-karwowski.pl

Trwają ferie, więc wiele czasu spędzamy w samochodzie. Jadąc zwykle czegoś słuchamy – zresztą repertuaru dość urozmaiconego – od Kabaretu Starszych Panów, przez nowe odsłony twórczości Osieckiej i Soykę śpiewającego Miłosza, po hip hop i „the best of Illusion”. I na każdej z tych płyt moi synowie znajdują utwory, które bardzo przypadają im do gustu, nawet wśród gitarowego jazgotu, z którym tak trudno wytrzymać ich mamie. Ale do rzeczy… Gdy wracaliśmy wczoraj z Mazur, w odtwarzaczu rozbrzmiewały słowa warszawskiego artysty hip-hopowego o pseudonimie Vienio. Zapewne nie każdemu wart polecenia, ale przez nas darzony wielką sympatią. Ten artysta młodego pokolenia (jest ode mnie dwa lata starszy, więc cóż mi szkodzi poprawić sobie nastrój?) wyrzucał z siebie z dużą prędkością – bo przecież nie wyśpiewywał – takie oto słowa:


Kiedyś, zaraz po szkole rzucałem tornister | Na boisku z kumplami podpisać listę | Tak, rozpoczynał grę sędziowski gwizdek | Po takiej grze miałem niejedną bliznę | To oczywiste – sine łydki i kolana | Dobrze, że w domu zawsze była gencjana | Mama - nie przejmuj się, to tylko rana | Kilka zadrapań to jeszcze nie dramat | Tak – radość przyniosły mi i kolegom | Cztery kwadraty narysowane kredą | Wtedy potrzebą było mieć kapsle swoje | Albo zeszyt ze zdjęciami z „Gwiezdnych Wojen” | Sąsiedzkie boje, drżały wszystkie budynki | Gdy na podwórku jeździły motorynki | Pan Samochodzik – znam wszystkie odcinki, | Adam Słodowy, Reksio i Muminki Na tych podwórkach nikt się nie bawi | Na świeżej ścianie ktoś ślad zostawił | Sterylny obraz, zewsząd podobny | Tu nikt nikomu nie mówi: „dzień dobry” | Na tych podwórkach nikt się nie bawi | Na świeżej ścianie ktoś ślad zostawił | Jeśli tak jak my w bloku się wychowałeś | To ten przekaz zrozumiałeś Turniej w dwa ognie albo w chowanego | W letnie wieczory to było coś pięknego | Coś magicznego jest w tych wspomnieniach | Warto pamiętać, czego już nie ma | Warto pamiętać, jak dobry spektakl | Bo dziś podwórko to szklany ekran | Świat wirtualny i porno-reklam | Całego siebie na dyski przegraj | Ja tego nie wiem, że największa podnieta | To dla małolatów najnowsza konsoleta | To taki letarg, latasz z pistoletem, | A bohater gry jest autorytetem | Ludzie pozamykani w swoich czterech ścianach | Zapomnieli dawno o swoich sąsiadach | Co dziwne, nadal nie widzą problemu | Inaczej się żyło dwadzieścia lat temu Zacytowałem ten utwór niemal w całości (łatwo go znaleźć w internecie) nie tylko dlatego, że jest wyjątkowo refleksyjny, lecz także dlatego, że dobrze oddaje odczucia wielu z nas, gdy myślimy o zabawie i zmianach, jakie w niej nastąpiły w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Bawimy się inaczej, wydaje się, że mniej ciekawie niż kiedyś, choć przecież możliwości mamy coraz większe i jest ich cały ogrom. Ale czy faktycznie jest tak smutno i źle? Zabawa nie zawsze jest mądra, czy mówiąc mocniej – czasem bywa głupia. Może być też nudna: nie tylko nie rozwijająca, lecz także uwsteczniająca. Może zamykać na różnorodność, budować stereotypy, kształtować ciasne umysły. Może, choć nie musi. A zabawa z dziećmi pod żadnym pozorem taka być nie powinna. Dla dzieci zabawa bywa trudna, a mimo to najmłodsi kochają się bawić.

Często bawienie się to rywalizowanie, a tam, gdzie dzieci rywalizują, ktoś wygrywa, ale i ktoś ponosi porażkę. Wiele przy tym płaczu, zawodu, emocjonalnych uniesień i równie ostr ych słów. A że „ta zabawa głupia”, że „więcej nie będę się tak bawił(a)”, że „to nie fair” – cudzysłów jest tu nieprzypadkowy. To cytaty, zdania słyszane wielokrotnie we własnym domu. Bawienie się z dziećmi oznacza więc dla dorosłego także monitorowanie ich emocjonalnego stanu i adekwatne do sytuacji reagowanie. Dla dzieci z kolei zabawa jest sednem ich dzieciństwa i – nawet jeśli brzmi to pompatycznie – w dużej mierze sensem ich życia i biletem do lepszej przyszłości. Amerykańska ekspertka od dziecięcej zabawy Sandra Russ od lat udowadnia (choć mało kto w to wątpi), że bawienie się nie tylko przekłada się na wyobraźnię dzieci, lecz także na ich zdolności samoregulacyjne. Dzięki zabawie dzieci uczą się opanowywać swoje emocje, rozwijają kreatywność, sprawniej

111


FELIETON TATY

112

posługują się słowem. Najnowsze ustalenia zespołu Russ pokazują też, że wbrew wizjom postmodernistów i krytyków kultury masowej, w ciągu ostatnich 23 lat poziom tendencji do twórczej zabawy w społeczeństwie amerykańskim wzrósł. Jak jest w Polsce – nie wiemy, stąd pytanie, czy rację mają cytowani na początku hiphopowcy ze swoimi smutnymi obserwacjami – wcale nieustępującymi analizom socjologów – musi pozostać otwarte. Mnie również wydaje się, że w czasach dzieciństwa bawiliśmy się ciekawiej, a już na pewno dłużej, dynamiczniej, bardziej społecznie. Sentyment i zdrowy rozsądek podpowiada, że gdy zabawek i możliwości było mniej, trzeba było więcej wyobraźni, aby ciekawie zorganizować sobie czas. Rodzice do dziś przypominają mi, jak zadowolony biegałem z kawałkiem kija strzelając na prawo i lewo, a na pytanie, gdzie podziała się moja nowa – i niełatwa w latach osiemdziesiątych do zdobycia – strzelba, odpowiedziałem, że kij był fajniejszy, więc się zamieniłem. Ogrom możliwości, z jakimi mają dziś do czynienia dzieci i dorośli, sprawia, że jeśli tylko chce się dobrze i mądrze bawić, szans jest aż nadto. Amerykanie mawiają the sky is the limit, aby podkreślić, że ogranicza nas tylko wyobraźnia – i coś w tym jest, jeśli chodzi o warunki dzisiejszej zabawy. Wielość i różnorodność urozmaiceń i dodatków może ubogacać nasze codzienne zabawy, czynić je niecodziennymi. Ale każdy kij ma dwa końce, a zalety łatwo stają się wadami. To, o co coraz trudniej i w zabawie, i codziennym funkcjonowaniu, to skupienie i stan, który psychologowie nazywają uważnością. Bombardowani wielością bodźców, funkcjonujemy, nieustannie zajmując się kilkoma r zeczami, a podzielność uwagi urosła do rangi cnoty. W pracach na temat wpływu mediów i nowych technologii coraz więcej pisze się o jednoczesnym korzystaniu z wielu źródeł informacji – multitaskingu – płytkim, często powierzchownym i nieuporządkowanym przetwarzaniu informacji i wykonywaniu

wielu rzeczy jednocześnie. Zatrzymanie się na chwilę, skupienie się na tym, co tu i teraz, obejrzenie rzeczywistości w nowy sposób, zastanowienie się nad tym, nad czym się nie zastanawialiśmy – o te umiejętności coraz trudniej. Dlatego zabawa między odbieraniem telefonu, sprawdzaniem maila, gotowaniem obiadu, oglądaniem telewizji śniadaniowej, apdejtowaniem się na fejsbuku (czy jak się to tam nazywa – nie wiem, bo mnie tam nie ma), to zabawa, która z uważnością nie ma nic wspólnego. Niełatwo też o uważność, gdy dziecko prosi o przeczytanie po raz setny tej samej bajki i protestuje, gdy usł ysz y najmniejszą choćby zmianę. Wówczas najłatwiejszą reakcją jest bezrefleksyjne odtworzenie czegoś po raz sto pierwszy – wygodne, bo myśli mogą zająć się czymś innym, zastanowić nad pracą do wykonania, przemyśleć plan kolejnego dnia… Tyle tylko, że bezrefleksyjne bawienie się jest faktycznie pseudobawieniem się. Zabawa w wydaniu dorosłego i tak jest grą, ale w tę grę trzeba grać – udawanie, że się to robi, jest żałosne. Warto pielęgnować w sobie uważność nie tylko dlatego, że pozwala oder wać się od nie zawsze różowej rzeczywistości, lecz także dlatego, że zabawa tylko we wczesnym dzieciństwie jest działaniem faktycznie autotelicznym – gdzie bawimy się tylko dlatego i tylko po to, aby się bawić. Bardzo wcześnie zaczyna ona być również wstępem do uczenia się, a umiejętności nabywane w trakcie bawienia się przekładają się na wyniki uzyskiwane w dalszych etapach edukacji. „Zabawa to część kultury” pisał wybitny zabawolog Johan Huizinga. Dlatego jaka kultura, taka zabawa. A może mądrzej i lepiej się bawiąc, da się też coś zrobić z kulturą? ▪


Felieton Taty | prof. Maciej Karwowski | artykuł pochodzi z wyd 1/2012 magazynu "Zdolności"