Issuu on Google+

ZAMOY XPRESS

wrzesień/październik 2013

MAGAZYN UCZNIÓW II LO W LUBLINIE www.facebook.com/ZamoyXpress

I

zamoy.xpress@gmail.com

PRZEWODNIK ZAMOYA VOL. 1 BĘKARTY WOJNY MUZYCZNA JESIEŃ

ENJOY DEPECHE MODE

THE AMERICAN DREAM

FLORENCE & THE MACHINE

ON THE OFF

GEEK’S CORNER

BEFORE MIDNIGHT


Zamoy Xpress

l wrzesień/październik

DUALIZM W SPIS TREŚCI: SIECI Dualizm w sieci

2

Bękarty wojny

3

Przewodnik Zamoya Vol.1

4

The American Dream

6

Muzyczna jesień

8

AM – nowa płyta Arctic Monkeys 9

Enjoy Depeche Mode

10

Florence & The Machine

12

On the OFF

15

GEEK’S CORNER

17

Gramy za darmo – OSU!

18

Before Midnight

19

Sudoku, KOMIXX

20

Koniec wakacji. Czas sprawdzić, co słychać w szkole. Najłatwiej i najwygodniej oczywiście za pomocą strony internetowej. Jednak w tym roku na wszystkich Zamoyszczaków czekała mała niespodzianka – strona jakby wyładniała, odświeżamy, nie wierząc w swe własne szczęście... ale czy to tylko nie sen, z którego wyrwie nas „krótki komunikat”? Nowa strona jest. Jej istnienie nie należy do sfery transcendentnej, a może powinno?! Wpisujemy znany i kochany przez nas adres www.2lo.lublin.pl (koniecznie z www, w innym przypadku wylądujemy w nieznanych otchłaniach internetu, skąd nikt jeszcze nie wrócił żyw). Przy pierwszym załadowaniu czujemy lekką niepewność, łudzimy

się, że może wreszcie będzie przejrzyście, że już gubienie się na korytarzach naszej szkoły wystarczy i nikt nie będzie nam fundował tego również w sieci. Gdy już doczekamy kolejnego przekierowania na nową stronę o dźwięcznie brzmiącej nazwie „Zaminfo”, naszym oczom ukazuje się... jeszcze więcej zakładek oraz potrójne, mocarne menu – po prawej i lewej stronie oraz, gdyby było nam mało, u góry. Kto bogatemu zabroni? Nie tylko mnogość menu, gadżetów, zegarków, kalendarzy i gustownie przewijane zdjęcia w sliderze okraszone logiem i monumentalną nazwą naszego liceum wprowadzają atmosferę przepychu i blichtr. Są one również powodowane błotnisto-piaskowozłotą kolorystyką strony, nieprzemijającą niczym kadencja naszego pana dyrektora. Należy również wspomnieć o kosmopolityzmie autora – strona ma aż 5 wersji językowych. Szkoda tylko, że żadna z nich oprócz polskiej nie działa. No cóż! Nie od razu Kraków zbudowali! Ale jaka powinna być w takim razie strona naszej szkoły? – Moim zdaniem dobra strona internetowa powinna umożliwiać łatwe znalezienie treści, szybko działać i nie odstraszać wyglądem. Jednak najważniejszą sprawą na każdej witrynie internetowej są treści – powinny być konkretne, nierozbijane na wiele

postów i zrozumiałe. – mówi jeden z twórców „działającej i wyglądającej” strony zamoy.pl. Jest to alternatywna, nieoficjalna, a zarazem najbardziej przejrzysta strona II Liceum Ogólnokształcącego. Można ją opisać trzema sowami – błękit, prostota i minimalizm. Jej twórcy, Kuba Mędrek i Daniel Skowroński, uczniowie mat-fizu, twierdzą, że minimalizm wygląda lepiej niż przeładowanie odnośnikami. Strona wydaje się być ich zdaniem za prosta, ale zdecydowanie koncepcja ze stylu „Metro” dla strony mającej służyć przejrzystością jest w sam raz. Oczywiście cały czas wprowadzane są ulepszenia do strony – autorzy zdradzają, że ulepszony zostanie plan lekcji w wersji mobilnej. Widzą, że witryna mobilna wymaga dużo pracy – poprawieniem jej zajmą się w najbliższym czasie. Co stanowi fenomen strony zamoy.pl? - Uważamy, że siła Zamoy.pl tkwi także w tym, że tworzona jest przez społeczność dla społeczności. I może to właśnie jest klucz do tworzenia stron szkolnych? Może to czas, aby coś zmienić i zacząć promować nowe trendy? Wybór strony, z której skorzystacie, pozostawiam każdemu z osobna, choć jest on dla mnie niezwykle oczywisty. Krystian Kaminski * www.2lo.lublin.pl * www.zaminfo.2lo.lublin.pl/zamnews * www.zamoy.pl

Opiekun: pani Anna Maliszewska - Pokrzywa Redaktorzy: Krystian Kaminski, Kuba Gołacki, Agata Gierach, Aleksandra Błaszczuk, Aleksandra Brzozowska, Aleksandra Palczewska, Aleksandra Słabczyńska, Jan Wójcik, Kamila Kilian, Kamila Popik, Magdalena Pawliczuk, Małgorzata Chmielowiec, Małgorzata Trześniewska, Paweł Misztal.

2

www.facebook.com/ZamoyXpress


wrzesień/październik l Zamoy Xpress

Zollerze. Na premierze będzie cała śmietanka towarzyska Trzeciej Rzeszy, a także takie gwiazdy jak Goebels, Bormann, Rommel, a nawet sam Fuhrer. Raine oczywiście nie może przegapić największego nazi-party w roku. Zamiłowanie Tarantino do westernów odzwierciedliło się w muzyce skomponowanej przez Ennio Morricone. O dziwo dźwięki kojarzone raczej z Dzikim Zachodem świetnie oddają klimat filmu i dopełniają każdą scenę, tworząc z niej arcydzieło. Charakterystyczny styl filmowy Quentina objawia się w często mało znaczących scenach nieprzewidywalności, żywych barw i inteligentnych dialogach (szczególnie

BĘKARTY WOJNY Specjalnie dla uczniów pierwszych klas, którzy najbliższy rok spędzą w Europie z lat 1939-1945, ocenię film jednego z najwybitniejszych reżyserów. W „Bękartach wojny” Quentin Tarantino daje ofierze możliwość odwetu. Reżyser chce pokazać w innym świetle osoby, które uważane są za bezsilne i bierne wobec losu. Motyw ten co jakiś czas powtarza się w jego filmach (Kill Bill, czy najnowszy The Django), a sam Tarantino przyznaje, że lubi tworzyć postacie silne i niezależne. Reżyser stworzył alterhistorie tego, co już znamy z książek. Rzecz dzieje się we Francji, gdzie zostaje zrzucona jednostka wojskowa, utworzona z amerykańskich żydów. Porucznik Aldo Raine (w tej roli Brad Pitt) i jego oddział ma jedno zadanie – killin' nazis.

zamoy.xpress@gmail.com

Śledząc ich poczynania, można stwierdzić, że radzą sobie całkiem dobrze, widzimy brutalne sceny z udziałem Jew Bear i jego kija baseballowego, skalpowanie nazistowskich czaszek oraz wycinanie swastyk na czołach. Oprócz szukających zemsty żydów poznajemy pułkownika SS Hansa Landę, w którego rolę wcielił się jak zwykle genialny Christoph Walz. Stworzył on, tak jak mówi Roger Ebert, „nazistę, jakiego jeszcze nie było”. Wśród aliantów otrzymuje on przydomek Jew Hunter, na który w pełni sobie zasłużył. Czyni go to jednym z celów Bękartów, ale także Shosanny, która pragnie wyrównać rachunki. Tak czy inaczej Landa jest nazistą, którego nie da się nie lubić. Akcja rozpoczyna się, gdy do kin ma wejść nowy film propagandowy o niemieckim szeregowym Fredericku

alegoria szczurów i jastrzębi zapadła mi w pamięć). Oglądając film, czujemy się jak podczas czytania komiksu, dlatego miejscami należy go właśnie tak interpretować – z lekkim przymrużeniem oka. Artysta stąpał po niepewnym gruncie, wysyłając dzieło na festiwal w Cannes, nie każdy, podejmując tematykę drugiej wojny światowej, decyduje się wpleść wątki humorystyczne. Tarantino jak zwykle balansuje na cienkiej granicy między arcydziełem postmodernizmu a gniotem klasy B. W produkcji widzimy zło, ironię, brutalność i absurd, czyli to wszystko, co składa się na twórczość Quentina. Film można pokochać albo znienawidzić. Ja od pierwszej minuty zakochałam się w atmosferze okupowanej Francji, Hitlerze i włoskim akcencie Brada Pitta. Aleksandra Błaszczuk

3


Zamoy Xpress

Z

l wrzesień/październik

łatwością mogę poznać, że od początku roku szkolnego minęło już trochę czasu. Moje zeszyty nie są ładne. Nigdy nie były, bo odwykłam od pisania interpretacji i rozwiązywania zadanek z matematyki, co skutkuje licznymi skreśleniami. Od początku także rozmazywał mi się długopis. Ale to tylko moje subiektywne odczucia, drugie i trzecie klasy poznają to inaczej – gimbusy przestały się gubić! Przez pierwszy miesiąc czerpałam nieziemską radość z obserwacji tych biednych, zagubionych istotek, które nie ogarniają siedmiu kondygnacji naszej szkoły. Oczywiście, że zdaję sobie sprawę, iż byłam taka sama. Przyznaję – do tej pory czasami idę za tłumem. Ale ja to już przeżyłam! Umęczona przetrwałam rok w Zamoyu. Przyznaję: nie było łatwo! Przejście z Hadesu na czwarte piętro przyprawiało mnie o zawał serca przez pierwsze pół roku, nawet

gdy już znalazłam drogę, jeśli wiecie, o co mi chodzi.

najmniej przyjemnie spędzałam czterdzieści pięć minut na leżąco.

Zamoy zafundował mi też przyśpieszony kurs leczenia z zazdrości. W końcu ile można zazdrościć ludziom jeżdżącym na wycieczki. Przecież w murach szkoły uczy się lepiej, szczególnie, gdy temperatura utrzymuje nasz mózg w permanentnym ożywieniu. W końcu jednak, po kilku miesiącach zimna, nawet i chłodek nie sprawiał, że byłam rześka o ósmej rano. Przystosowałam się także i do tych warunków, nabywając umiejętność zasypiania na twardych powierzchniach. Albo przy-

Przez cały okres szkoły wydawałam pieniądze na ciepłe kawki w automacie, oszukując cały wszechświat i kupując najlepszą z nich za 1,50zł. Jednak szybko ta niskokofeinowa kawa przestała mi wystarczać, szczególnie w poniedziałki, szczególnie o ósmej. Zniechęciłam się do niej jeszcze bardziej, kiedy zamiast kawy dostałam ciepłe mleko, a w drastycznym przypadku moja znajoma – mrówkę w dodatku. Rozpoczęłam więc zachodzenie do pewnej „restauracji” po kawkę z rana.

PRZEWODNIK ZAMOYA

czyli jak przetrwać w Niestety na tym się nie kończy, bo położenie naszej szkoły sprawia, że cierpi na tym i portfel, i figura. Nie licząc krótkich okresów depresji, staram się unikać sieciówkowej restauracji, która talię osy sukcesywnie przeobraża w talię słonia. Jeśli jednak po stresującym pytaniu z historii, jedyne czego ci potrzeba, to cheeseburger, to wiesz, że masz blisko. Raz nie zaszkodzi. Chyba, że masz historię pięć razy w tygodniu i w

44

www.facebook.com/ZamoyXpress


VOL.1 twierdzy spulchniających. Na pocieszenie można też sobie kupić batonika lub czekoladę – przy odrobinie szczęścia nie zbankrutujesz, ale to zależy tylko i wyłącznie od tego, jak będzie przebiegała twoja współpraca z nauczycielami. Oczywiście ograniczenie dostępu do fastfoodu nie było nadrzędnym celem blokady drzwi, główny powód także dotyczy naszego zdrowia, a nawet, w skrajnych przypadkach – ŻYCIA. Bo nie ma nic groźniejszego niż jednokierunkowa ulica, na której ktoś może z premedytacją jechać pod prąd. Nawet użycie Ogrodowej jako miejsca śmierci bohatera "Oszukać przeznaczenie" byłoby zbyt oczywiste. Podsumowując – Marszałkowska przy Ogrodowej wymięka. Warto także wspomnieć o tej błahej, a jednak zamoy.xpress@gmail.com

_______________________________

Dzięki Bogu teraz nie mam już takiego problemu podczas przerw dwudziestominutowych – kto by pomyślał, że szkoła będzie proklamować taki zdrowy tryb żywienia! Zamiast do McDonalda na przerwie spokojnie można zostać w budynku szkoły i kupić sobie przezdrową zapiekankę (czyt. bułkę ze znikomą ilością pieczarek, ten bukiet warzyw mnie przeraża!), ewentualnie drożdżówkę pełną substancji

istotnej, korzyści, jaką daje przejście przez szatnie – oszczędzamy na smarze do drzwi, a, jak wiadomo, grosz do grosza... A jeśli już naprawdę musisz kupić sobie coś do jedzenia spoza murów szkoły... no cóż, nie pozostaje nic innego, tylko udać się do sekretariatu albo wychowawcy. Gdy prawidłowo uzasadnisz potrzebę wyjścia, to, kto wie, może ci się uda… „Zwracam się z prośbą o otwarcie dla mnie wrót wychodzących na ul. Ogrodo-

Ja niżej podpisany, uczeń II Liceum Ogólnokształcącego im. Hetmana Jana Zamoyskiego w Lublinie zwracam się z prośbą o otworzenie dla mnie wrót wychodzących na ul. Ogrodową w pilnej potrzebie dostarczenia mojemu organizmowi węglowodanów w celu zredukowania stresu powstałego w wyniku przegrzania mózgu.

ciągu roku będziesz pytany kilka razy. Jeśli dodać do tego inne przedmioty plus efekt wywoływany przez otaczających cię ludzi… Dzięki Bogu jestem wegetarianką.

JEDNORAZOWY KUPON NA WYJŚCIE ZE SZKOŁY

wrzesień/październik l Zamoy Xpress

wą w pilnej potrzebie dostarczenia mojemu organizmowi węglowodanów w celu zredukowania stresu powstałego w wyniku przegrzania mózgu.” Czuję, że to powinno przejść! Skoro już nie mogę liczyć na wycieczkę czy długi weekend – nie pozostaje nic innego, tylko zaja- wia, że bardziej chce się czegoś intedać smutki. resującego dowiedzieć, coś nowego poznać? Może w tym szaleństwie jest A jednak coś trzyma mnie w tej szkole metoda? Szkoda, że my, uczniowie, jej i sprawia, że wciąż się z niej nie przepi- nie rozumiemy. Nie rozumieją jej chysałam, tkwię dosyć czynnie, angażując ba także gimnazjaliści, którzy nie są się w takie rzeczy, jak pisanie artyku- już tak bardzo chętni do składania łów do gazetki czy inne Zwierciadła. podań, aby dołączyć do grona ZamoyWykorzystuję każdą okazję, kiedy tylszczaków. ko mogę, żeby zrobić coś ciekawego Kamila Kilian oprócz uczęszczania na lekcje. I może właśnie to, że nie mam możliwości pójścia na Festiwal Nauki odbywający się na lubelskich uniwersytetach, spra5


Zamoy Xpress

l wrzesień/październik

THE AMERICAN DREAM

O

stereotypowych Amerykanach każdy z nas słyszał wiele – mają duże problemy z nadwagą, ciągle przesiadują w restauracjach McDonald’s czy innych typu fast food, są niesamowicie niemili, mają małą wiedzę o świecie, a ponadto w samej Ameryce wszystko występuje w rozmiarze co najmniej XL. Ile z tego jest prawdą? W Chicago spędziłam miesiąc – wystarczająco długo, aby poznać sporą część miasta, ludzi, ich obyczaje. Trzecie co do wielkości miasto USA w Polsce znane jest przede wszystkim z tego, że mieszka tam największa Polonia w kraju.

6

Sama, będąc przesiąknięta najróżniejszymi stereotypami związanymi ze Stanami, nie spodziewałam się tego, co tam zastałam. Przede wszystkim – restauracji typu fast food widziałam może pięć. Dużo popularniejszy jest tutaj Starbucks, którego można znaleźć na rogu praktycznie każdej ulicy. Najwidoczniej Amerykanie (albo przynajmniej ci mieszkający w Chicago) dużo bardziej cenią sobie jednak kawę niż hamburgery. Być może McDonald’s czy KFC są popularniejsze w dzielnicach miasta, których nie udało mi się zwiedzić – ale w samym centrum

i na północnych przedmieściach prym wiodą kawiarnie. Będąc w Ameryce nie mogłam jednak nie pójść do żadnej restauracji typu fast food – wybrałam więc takie, których nie mamy w Polsce – Taco Bell i Chipotle, obie serwujące meksykańskie jedzenie. Jedzenie w McDonald’s, KFC czy Subway nie umywają się do tego podawanego w wyżej wymienionych restauracjach. Obsługa była niesamowicie miła, warzywa świewww.facebook.com/ZamoyXpress


wrzesień/październik l Zamoy Xpress

że, guacamole robione na miejscu. Dobry i dość spory posiłek można tam zjeść już za 5 czy 6 dolarów. Ponadto w Chicago wyjątkowo popularne jest jedzenie azjatyckie – aż roi się od knajp z tajskim, chińskim czy japońskim jedzeniem, gdzie niestety obsługa nie mówi zbyt dobrze po angielsku. Jedzenie za to jest doskonałe. Co do samego zachowania Amerykanów – w życiu nie spotkałam tak uprzejmych ludzi. Na ulicy zatrzymać cię może nieznajomy, powiedzieć „dzień dobry” i zapytać jak ci mija dzień. Z tego, co się dowiedziałam, jest to całkowicie normalne. W Polsce się to raczej nie zdarza. Czy rzeczywiście wszystko w USA występuje w rozmiarze XL lub większym? Cóż, jeśli o mnie chodzi, to zauważyłam, że występuje tam albo rozmiar ekstra duży, albo ekstra mały. Spotkanie czegoś w rozmiarze „normalnym” było rzadkością, jednak nie widziałam tego jako problem. Można przecież kupić dużo małych rzeczy albo mniej rzeczy dużych. Cena nie będzie się szczególnie różniła. Na pewno jedną z największych różnic między USA a Europą, jaką udało mi się zauważyć, jest rozmieszczenie ulic i budynków. W Stanach często można się spotkać z określeniem „blok” – z racji tego, że ulice nieustannie się krzyżują, nie ma tam ukośnych, krętych, małych uliczek. Wszystko znajduje się na planie kwadratu. Jest to, swoją drogą, bardzo wygodne – ulice skierowane są dokładnie w kierunku północnym, południowym, wschodnim i zachodnim, więc jeśli wiesz, w której części miasta jest coś, co chcesz zobaczyć, trudno jest się zgubić. Szczególnie zważywszy na wysoko rozwiniętą sieć komunikacyjną – w Chicago największą popularnością cieszą się pociągi Metra i linie CTA. Dlaczego po świecie krąży tyle stereotypów o USA? Bo może wcale nie są one nieprawdziwe, przynajmniej dla niektórych części kraju. Na pewno jednak Chicago wyłamuje się z tych stereotypów i z pewnością zawsze będę tam chętnie wracała. Agata Gierach

zamoy.xpress@gmail.com

7


Zamoy Xpress

l wrzesień/październik

MUZYCZNA JESIE Tegoroczne lato obfitowało w koncerty. Zdaje się, że muzyczny świat przypomniał sobie o Polsce i wielu zagranicznych wykonawców, którzy nigdy lub bardzo rzadko goszczą w naszym kraju, tym razem nie pominęło nas podczas swoich tras i dopełniło line-upy wielu letnich festiwali. Na następny sezon festiwalowy musimy jeszcze trochę poczekać, ale muzyczna jesień wygląda prawie równie atrakcyjnie, często za sprawą muzyków, którzy koncertowali w Polsce na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. Przykładem może być brytyjska formacja Arctic Monkeys, headlinująca tegoroczny Open’er, których piąty album AM ukazał się 9 września i od razu wspiął się na pierwsze miejsce listy 6 8

przebojów na Wyspach i zebrał pochwały krytyków (więcej o nim możecie przeczytać na stronie 9). Również szkoci z Franz Ferdinand, których mogliśmy oglądać na krakowskim Coke Life Music Festival w sierpniu, dwa tygodnie później wypuścili swój najnowszy krążek Right Thoughts, Right Words, Right Action, opisany jako mieszanka tanecznego post-punku i indie rocka. Materiał z płyty świetnie sprawdza się na żywo, o czym mieliśmy szansę przekonać się w Krakowie. Aktualnie jednym z najbardziej oczekiwanych albumów jest Reflektor kanadyjskiego zespołu Arcade Fire, zapowiedziany na 28 października. Promowany jest new wave’o-

wym, siedmiominutowym singlem o tej samej nazwie (w chórkach śpiewa sam David Bowie!) i interaktywnym teledyskiem, którym możemy sterować sami za pomocą smartfona. Muzycznych atrakcji podczas następnych kilku miesięcy będą dostarczać również weterani muzyki rozrywkowej. Już 14 października możemy oczekiwać nowego albumu Paula McCartneya. Ex-beatles zaprezentował już kilka premierowych utworów na iHeart Radio Festival w Los Angeles, a w sierpniu wydał tytułowy singiel New, utrzymany w mocno beatlesowskim klimacie, a przez krytyków porównywany do utworów takich, jak Got to Get You into My Life. Dwa tygodnie www.facebook.com/ZamoyXpress


wrzesień/październik l Zamoy Xpress

temu ukazał się trzydziesty już album Słowo o Arctic Monkeys: pochodzą z Eltona Johna The Diving Board, pro- Wielkiej Brytanii, grają indie rock oraz mowany świetnym koncertem na lon- rock alternatywny, powstali w roku 2002, rozsławieni poprzez zamieszdyńskim iTunes Festival. czanie demo swoich utworów w interFani popu również nie będą tej jesieni necie. rozczarowani, ponieważ Lady Gaga w listopadzie ma wydać swój długo oczekiwany album ARTPOP. Jeżeli jednak spodziewają się piosenek i teledysków w stylu Poker Face czy Just Dance, w których wyglądająca dość plastikowo dziewczyna z nienaturalnie prostymi włosami i twarzą pomarańczową od samoopalacza śpiewa w kółko powtarzający się prosty motyw, są w błędzie. Gaga jest obecnie w pełni wyrobioną, ambitną artystką, nie bojącą się eksperymentować, co udowodniła otwierając iTunes Festival i prezentując na nim 8 nowych utworów, stylem sięgających od pianinowych ballad po rap. Najbardziej godnymi uwagi są piosenki Swine, Applause czy I Wanna Be with You, pokazujące jak długą drogę muzycznie, ale również prywatnie, piosenkarka przeszła od czasu płyty The Fame.

6 grudnia zostaną ogłoszone nominacje do styczniowych Grammy Awards, stanowiących muzyczne podsumowanie roku 2013. Biorąc pod uwagę ilość świetnego materiału dostarczonego przez muzyków z całego świata przez ostatnie 10 miesięcy i fakt, że tyle dobrze zapowiadających się wydań jeszcze przed nami, możemy oczekiwać jednej z najbardziej intersujących gali ostatnich kilku lat. Kamila Popik

zamoy.xpress@gmail.com

Arctic Monkeys w rozkwicie swojej kariery wydają płytę, która elektryzuje, zachwyca osoby, z jakimi miałam okazję o niej porozmawiać. Wydana na początku września AM od pierwszych dźwięków uderza nas tym, co w indie najlepsze. Jeśli chodzi o tytuł krążka, w wywiadzie dla BBC Radio 1 Alex powiedział: „Właściwie ukradłem to od Velvet Underground, przy-

przyjdzie inny, który zmiecie poprzedni ze swego piedestału podnosząc poprzeczkę. Tym razem tak się niestety (a może na szczęście?) nie stało. Utwór nie powala, ale jest spójną częścią płyty. No. 1 Party Anthem to odpoczynek, spokojna ballada o typowej sytuacji w klubie. Utrzymana w klimacie imprezowego „przytulańca”. Pełne wyrzutów Why'd You Only Call Me When You're High?, które porywa prostym rytmem i melodycznością chórków świetnie zgrywających się z głosem Alexa Turnera. Kawałek, który coraz częściej widzę

AM

nowy, seksowny album Arctic Monkeys znam się od razu i będę miał to z głowy. Oczywiście chodzi o album VU. (...) Czujemy, że tą płytą jesteśmy dokładnie w tym miejscu, gdzie powinniśmy teraz być. Wydało się więc właściwe podpisanie jej inicjałami.”

na tablicy moich znajomych na Facebooku. Knee Socks z dużą dawką przetwornika i oszczędną gitarą ograniczona do uderzeń w podobnie brzmiące akordy i główny temat na refrenie.

Oto kilka moich spostrzeżeń co do poszczególnych utworów jak i całego Te piosenki są chwytliwe, a przy tym zadziwiająco nieprymitywne w swojej dzieła. prostocie. Josh Homme, frontman Krążek otwiera Do I Wanna Know. zespołu Queens of the Stone Age, któOsobiście nie mogłam powstrzymać ry gościnnie występuje na AM mówi, się, aby nie sięgnąć po gitarę i brzdą- że jest to „…nowoczesny, taneczny, kać powtarzającą się, nuconą pod no- seksowny album.” I z określeniem „seksowny” zgadzam się w stu prosem cały dzień melodię. One for the Road emanuje chórkami centach. powtarzającymi tytuł oraz perkusją opierająca się przede wszystkim na Płyta składa się w jedną, spójną cawerblu i hi-hacie, z „talerzowymi” ak- łość, doprowadza uszy do muzycznego orgazmu. Nadaje się centami. do słuchania w drodze autobusem do szkoły jak i I Want It All. jako tło na kameralną doPierwsze skojamówkę. rzenie? Queen. Tak już jest z Aleksandra Palczewska hiciorami, których tytuły koAM - Arctic Monkeys; jarzą nam się z Domino Recording Company; jednym zespocena ok. 45zł łem, o ile nie 13 9


Zamoy Xpress

l wrzesień/październik

Depeche

Mode – 33 lata istnienia, kolejna wspaniała płyta, ta sama energia, ogromna pasja, niezwykły klimat, niczym nieskażona oryginalność. David Gahan, Martin Lee Gore i Andrew Fletcher, czyli słynna Trójka z Basildon wyruszyła w tym roku w kolejną trasę koncertową promującą swój najnowszy album – Delta Machine. 25 lipca na Stadionie Narodowym panowie zagrali piąty z kolei koncert w Polsce, który miałam okazję widzieć na żywo. Wielkie wydarzenie, okrzyknięte najlepszym występem Depeszów w naszym kraju, pozostanie w mojej pamięci na długo.

Czarna Celebracja*. Wszystko jest przygotowane. Pięćdziesiąt tysięcy fanów czeka z zapartym tchem. Pół metra bliżej sceny jest na wagę złota. Na chwilę cichną wszelkie dźwięki. Gasną reflektory, by za chwilę delikatnie oświetlić zespół, który właśnie pojawił się na scenie. Okrzyki, wiwaty. Jako ostatni z gracją wkracza Dave. Publika wita go szaleńczym wrzaskiem radości. Depesze zaczynają pierwszym kawałkiem z nowego krążka – Welcome To My World. To czas na niespodziankę dla zespołu: fani specjalnie na ten utwór przygotowali kartki z napisem „Welcome to Po-

także o pomysłowe dopełnienie sensu piosenek. Dave czaruje swoimi kocimi ruchami, zalotnie kręci biodrami, co skutkuje dzikim piskiem damskiej części publiczności. Następnym utworem jest Black Celebration. Mroczny, tajemniczy nastrój jest umiejętnie potęgowany niezwykłą grą świateł na scenie. Zdaje się, że uczestniczymy w cudownym spektaklu, perfekcja połączona z precyzją. Podczas Policy Of Truth tłum szaleje, chcielibyśmy, żeby ten koncert trwał wiecznie. Za jakiś czas wokal przejmuje gitarzysta, Martin Gore. Z wypisanymi emocjami na twarzy wykonuje dwa utwory, a my stoimy jak zaczarowani jego wrażliwością i delikatnością. Na scenę wraca Dave i częstuje nas świetnym wykonaniem Heaven, najbardziej znanej piosenki z Delta Machine. Mam wrażenie, że faktycznie jestem w niebie, chociaż przez chwilę... Za moment znów podziwiamy wyzywający, ale wykonany ze smakiem, taniec wokalisty. Gahanowi nie można odmówić umiejętności stwarzania dobrego kontaktu z publicznością, to urodzony frontman. Podczas kolejnych utworów wokalista udowadnia, że starzenie się po prostu go nie dotyczy. 51-letni mężczyzna biegający po scenie ze statywem od mikrofonu, skaczący, podbiegający do publiczności, z ilością ogromnej energii, której mógłby mu pozazdrościć niejeden o połowę młodszy gwiazdor. Ani przez chwilę nie widać po nim śladów zmęczenia, śpiewa czysto, zachwycając oryginalną barwą głosu. Można odnieść wrażenie, że karmi się radością ludzi, którzy przychodzą ba-

ENJOY

Warszawa. Jest późne, parne popołudnie. Zdaje się, że miasto powoli cichnie i zaraz ułoży się do snu. Ale to tylko pozory... im bliżej Stadionu Narodowego, tym więcej odzianych w czerń podekscytowanych fanów Depeche Mode. Prawie każdy ma na sobie koszulkę z wizerunkiem zespołu. Mężczyźni wystylizowani na wzór wokalisty – Dave’a Gahana, dumnie prezentują się w garniturowych spodniach i eleganckich kamizelkach. Do tego połyskujące wyjściowe buty i element obowiązkowy – fryzura, żartobliwie zwana w tym gronie „lotniskiem”. Mimo dopracowanej organizacji imprezy, znalezienie odpowiedniego wejścia na stadion nie było łatwym zadaniem. Spędziłam trochę czasu na błądzeniu i przeciskaniu się przez tłum, ale to nic, bo za chwilę mieli stanąć przed nami ONI.

DEPECHE MODE

land”. Tysiące osób przez cały czas trwania piosenki wyciąga ręce z powitaniem dla swoich Mistrzów. Widać, że muzycy są miło zaskoczeni. Grają dla nas z całą swoją perfekcją. Stopniowo fani stają się coraz bardziej rozentuzjazmowani, wiadomo już, że to będzie udany koncert. Po kilku utworach przychodzi kolej na słynne Precious, piosenkę o delikatnych, kruchych uczuciach, które są niszczone. Podczas jej trwania, na wielkim telebimie za sceną pojawiają się... psy. Spokojne, szczęśliwe kundle wzbudzają nastrój harmonii, poczucia bezpieczeństwa. Świetnie skomponowało Stadion ogarnia subtelna ciemność. się to z utworem, oddziaływano na Już za chwilę rozpocznie się wielka nas nie tylko słuchowo, ale zadbano 10

13 www.facebook.com/ZamoyXpress


wrzesień/październik l Zamoy Xpress

wić się razem z nim. Nadchodzi czas na jeden z najbardziej wyczekiwanych kawałków podczas każdego koncertu Depeszów – Enjoy The Silence. Nie ma osoby, która nie śpiewa z tłumem tej piosenki. Kilkadziesiąt tysięcy gardeł... wielbi ciszę. To był wspaniały moment, którym napawała się nie tylko publiczność, ale i zespół. Za chwilę zaserwowano nam kolejny wielki hit, Personal Jesus. Emocje sięgają zenitu. Dave wyskakuje ze swojej kamizelki, prezentując ciało, na którym nie widać oznak upływającego czasu. Fani z całych sił wielbią swojego Osobistego Jezusa. Po tej niezwykłej modlitwie słyszymy spokojne Goodbye. Za chwilę nasza uczta dobiegnie końca... Zespół schodzi ze sceny, zapada cisza. Ale nie, tysiące fanów nie pozwolą odejść swoim idolom bez jeszcze większej dozy emocji! Depeche Mode na kolejne pół godziny wraca do swoich wielbicieli i gra tak, że mam wrażenie, iż jestem w innym świecie... Po raz kolejny mikrofon jest w rękach Martina. Wykonuje piękne, wzruszające Home. Większość z nas ma łzy w oczach, chcemy, żeby śpiewał dla nas jak najdłużej, stąd też przez kilka minut po zakończeniu piosenki, nucimy dla gitarzysty ostatnie jej takty. Widać, że on także bardzo się wzruszył, co było najpiękniejszym podziękowaniem za nasze zaangażowanie. Na scenie ponownie pojawia się Dave. Wykonuje utwór Halo w nowej, tajemniczej aranżacji. Hipnotyzuje fanów. Za chwilę panowie zabierają nas w zupełnie inne klimaty, dyskotekowe 6 zamoy.xpress@gmail.com

Just Can’t Get Enough wzbudza ogromną radość i staje się... ogromną potańcówką! Chociaż jest nas naprawdę dużo, a wykonywanie gwałtowniejszych ruchów w takim tłoku nie jest komfortowe, wiemy, że to ostatnie minuty i nastrój zabawy udziela się każdemu. Dopingowani przez Dave’a skaczemy i klaszczemy w dłonie przez całą piosenkę. Podczas tego utworu tradycyjnie Gahan dziękuje Andy’emu Fletcherowi, klawiszowcowi, który ma zwyczaj bycia w cieniu dwóch pozostałych członków zespołu. Fletch otrzymał oczywiście ogromne wiwaty, a kamery na chwilę skierowano na fankę dumnie dzierżącą kartkę z napisem „I love Andy”! Po tym miłym akcencie usłyszeliśmy I Feel You w ostrej, wyrazistej interpretacji, z kolejną porcją wyrafinowanego tańca wokalisty, a następnie słynne Never Let Me Down Again, które na koncertach Depeszów urosło do rangi hymnu. Piosenkę zakończyło legendarne już, aranżowane przez Dave’a rytmiczne machanie rękami. Nie było chyba osoby, która nie wzięłaby w tym udziału. Ze względu na ogromną ilość fanów

wyglądało to naprawdę niezwykłe. Sam Dave przez chwilę jakby zamarł, patrząc na rzeszę swoich wielbicieli. Na chwilę zakrył twarz dłońmi, po czym symbolicznie je ucałował i wyciągnął ze wzruszeniem w naszą stronę. Po chwili cały zespół zaczął żegnać się z nami, dziękując za tak ogromne zaangażowanie. Moment, w którym musieliśmy się rozejść, był bardzo trudny nie tylko ze względu na dużą ilość publiczności, najchętniej zatrzymalibyśmy muzyków na Narodowym na całą noc i jeszcze dłużej! To były naprawdę piękne dwie godziny. Depeche Mode zagrali dla nas aż 23 utwory, był to najdłuższy polski koncert. Ze względu na ogromne zainteresowanie zespół ogłosił, że w ramach The Delta Machine Tour odwiedzi Polskę dwukrotnie. Już 24 lutego 2014r. zagrają dla nas w Łodzi. * Czarna Celebracja – tak w gronie fanów Depeche Mode określane są niekiedy koncerty zespołu. Nazwa pochodzi od jednej z najsłynniejszych kompozycji grupy – „Black Celebration”. Ola Brzozowska

www.facebook.com/

11


Zamoy Xpress

Gdy

l wrzesień/październik

nad terenem krakowskiego Muzeum Lotnictwa rozbrzmiały pierwsze dźwięki harfy, tłum wpadł w euforię. Wygłodniali, spragnieni i zmęczeni całodziennym czekaniem fani brytyjskiej formacji oszaleli. Ze wszystkich stron słychać było płacz i śmiech. Ludzie wyciągali pokryte brokatem (jedna z akcji koncertowych) ręce w stronę sceny, wydając z siebie nieprzypominające ludzkich okrzyki. Zespół pojawił się na scenie dłuższą chwilę przed samą Florence. Każdy z członków grupy został powitany gromkimi brawami. Rob, Isa, Mark, Tom, Chris i Rusty nie sprawiali wrażenia zestresowanych. Najściślejsze grono zgromadzonych pod sceną fanów zdawało się zapomnieć o wyschniętych gardłach i bolących od aplauzu dłoniach. Otwierając występ ścieżką Only If For A Night, F+TM nie zaskoczyli. Każdy koncert podczas zakończonej w grudniu ubiegłego roku trasy rozpoczynał ten utwór. Po chwili muzycznego intro na scenie pojawia się znak rozpoznawczy zespołu – burza rudych włosów, na sierpniową noc ujarzmiona delikatnym upięciem, blada twarz o ostrych rysach, szyfonowa suknia opadająca aż do ziemi i falująca lekko za sprawą ciepłego wiatru. Florence weszła na scenę nieśmiałym, powolnym krokiem. "Spojrzała na nas jak na starego przyjaciela... Takiego, za którym tęskniła... i czuje się trochę winna, że tak długo nie dzwoniła" mówi mi jedna z fanek. Teraz i ja dołączyłem się do dziwacznego, zwierzęcego ryku, jaki wypełniał powietrze od wejścia Maszyny na scenę. Razem z

moimi towarzyszkami z barierek co chwila szturchaliśmy i waliliśmy się w twarze łokciami, wskazując na Flo. Gdy dwudziestosześcioletnia Brytyjka otwiera usta, staje się rzecz niemożliwa: jest jeszcze głośniej. To nie jest pierwsza wizyta grupy w Polsce. Podczas ich ostatniego koncertu w Warszawie Florence nie chciała zejść ze sceny, twierdząc, że to najlepszy koncert całej trasy. Jednak przed koncertem polscy dziennikarze dowiadują się jeszcze ciekawszej rzeczy: Florence była w Polsce już kilkakrotnie. Jako nastolatka należała do szkolnego chóru i wielokrotnie dawała koncerty w polskich kościołach. Wokalistka od

dobnym tytule. Kulminacja wszystkich zorganizowanych przez fan club przedsięwzięć nastąpiła już na drugiej piosence, czyli właśnie What The Water Gave Me. Już po pierwszym spojrzeniu na szalejący tłum ludzi we wiankach, o twarzach pokrytych brokatem i z kartkami wyrażającymi, co takiego dała im muzyka brytyjskiej grupy, Florence nie potrafiła zakamuflować wzruszenia. Ukryła twarz w dłoniach, na co tłum zareagował euforią. Na koniec utworu Florence wykrzyczała „Dziękuję, Poland! Kochamy was!” – nie da się opisać dźwięku, który wydobył się w tym momencie z płuc obecnych. Jeden wielki ryk, coś na kształt szalejącego tornada lub trzęsienia ziemi.

FLORENCE

THE MACHINE

12 6

Coke Live Music Festival

dziecka przejawiała chorą fascynację kościołem i religią chrześcijańską. W wywiadach potwierdza, że była bardzo rozczarowana swoimi rodzicami, gdy powiedzieli jej, że należy do kościoła anglikańskiego. Era pierwszej płyty brytyjskiej formacji upłynęła pod znakiem sztucznych kwiatów i brokatu. Tak też wyglądają akcje koncertowe z tegorocznego Coke Live. Polski fan club stanął na wysokości zadania. Tuż przed koncertem na barierkach pojawił się baner z napisem „What Florence + The Machine Gave Me” nawiązujący do hitu zespołu o po-

Muszę szczerze przyznać, że bardzo obawiałem się tego koncertu. Po premierze drugiego albumu – Ceremonials – Florence stała się dojrzalsza. Nie dawała już tak elektryzujących koncertów jak przy pierwszej płycie, była bardziej oziębła, spokojniejsza i dystyngowana. Za sprawą hitów takich jak Spectrum czy Sweet Nothing stała się rozpoznawalna wśród szerokich kręgów odbiorców. Oczywiście moje wszelkie obawy zeszły na dalszy plan wraz z pojawieniem się zespołu na scenie, ale prawdopodobnie zniknęły zupełnie dopiero na początku Rabbit Heart. Dwudziestosześcioletwww.facebook.com/ZamoyXpress


wrzesień/październik l Zamoy Xpress

nia brytyjka ma świetny kontakt z publicznością. Na scenie przypomina leśną nimfę. Szaleje, jest młodą, nieobliczalną wersją siebie. Uwalnia trochę skrywane przez ostatnie dwa lata zwierzę sceniczne jakie w niej drzemie. Jest przecudowna. Przed koncertem czterem założycielkom polskiego fan clubu udało się zorganizować spotkanie z zespołem. Przekazały brytyjczykom album pełen listów od fanów, ale także dały wokalistce woreczki pełne złotego brokatu. Florence z radością odpakowała pierwszy z nich na scenie już na początku Rabbit Heart. Ten utwór to swoisty symbol ery Lungs, magii dodała wokalistka wbiegająca w tłum i obsypująca wszystkich dookoła brokatem. Przy rozbrzmiewających majestatycznie, powolnych dźwiękach ostatniego refrenu, Florence wnosi na scenę wianki, które fani rzucali jej pod nogi. Jeden z nich nakłada na głowę klawiszowca zespołu, swojej najlepszej przyjaciółki – Isy. Drugi - na swoją własną. Resztę układa pod kultowym już statywem pod mikrofon w stylu artdeco. Dla fanów jest to swoisty symbol połączenia ery Lungs (sztuczne kwiaty) i ery Ceremonials (statyw zaprojektowany został specjalnie na potrzeby trasy poświęconej tej właśnie płycie).

&

Reszta koncertu mija równie niesamowicie. Florence dziękuje polskiej publiczności. Przywołuje pierwszy raz zespołu w Polsce, mówiąc: "Pamiętam ten koncert bardzo dobrze. To był taki mały klub w Warszawie, ale nigdy więcej nie doświadczyzamoy.xpress@gmail.com

łam takiej publiczności. W Polsce zdajecie się tak bardzo kochać muzykę..." Tłum szalał, choć, jak przyznaje część osób, trudno było cokolwiek zrozumieć poprzez panujący wokół ryk. Tuż po jednym z największych przebojów grupy, często puszczanym w stacjach radiowych, rozsławionym przez Calvina Harrisa hicie Spectrum, Florence zapewnia: "Kochamy was! Wyjedziemy, napiszemy kolejny album i wrócimy bardzo szybko!" Tu kolejna niespodzianka. Fandom Maszyny otrzymał pierwsze potwierdzenie zbliżającej się kolejnej płyty. Przychodzi nam się pożegnać z zespołem. Ta część fanów, która należy do fan clubu, wie, że nie należy się spodziewać bisów – zapewniła nas o tym menadżerka grupy. Florence + the Machine prosto ze sceny mieli się udać na lotnisko i wrócić do pracy nad trzecim krążkiem. Mimo tego widać, że Florence nie śpieszy się do rodzinnego Londynu. Lawiruje po scenie, swoim zwyczajem boso. Odwraca się do tłumu i mówi: "Do następnego razu, zostawimy was z tym!" wykonuje serię majestatycznych obrotów i wyciąga rękę w » 13 13


Zamoy Xpress

l wrzesień/październik

» stronę harfy. Na ten sygnał Tom zaczyna grać pierwsze dźwięki Dog Days Are Over. Zdaje się, jakby coś eksplodowało, tłum szaleje w euforii, a Florence spogląda na nas z uśmiechem, „dyktując” Tomowi ruchem dłoni rytm. Publiczność sama wyśpiewuje pierwsze wersy piosenki, na co wokalistka reaguje jeszcze szerszym uśmiechem, po czym sama przyłącza się do śpiewania. Brytyjka opisuje ten utwór jako hymn: „chciałam, żeby brzmiał potężnie, jak apokalipsa, jak śpiew plemienny”. Śpiewany przez kilkadziesiąt tysięcy osób właśnie tak brzmiał. Następuje moment kulminacyjny koncertu. Florence prezentuje składający się głównie z podskoków i krótkich krzyków taniec, który mamy wykonać podczas ostatniego refrenu. Zdzieramy gardła do granic możliwości, depczemy sobie po nogach i uderzamy się po twarzach, ale nikt nie zwraca na to uwagi. Wszyscy chcą, aby ta chwila 614

trwała jak najdłużej. Wokalistka, która pożegnała się z nami jeszcze przed piosenką, krzyczy tylko urywane „Thank-you-good-night!” i zbiega ze sceny. W jednej z najmniej znanych piosenek Florence śpiewa: „Urodziłam się w wielkiej szarej chmurze/ wykrzykując pieśni miłosne/ wszystkie te zerwane struny i nienazwane krzyki/co to za miejsce pochodzenia”. Te słowa opisują ją doskonale. Jest idealna w swoich niedoskonałościach. Cały zespół był pod ogromnym wrażeniem koncertu. Chris Hayden, perkusista zepsołu, napisał na swoim Twitterze „I was right! This was epic...! What a crowd! Thank-you Poland!”, Florence podziękowała nam na swoim oficjalnym profilu na Instagramie, pisząc „Thank-you so much Poland! You were truly amazing. GLITTERBOMBS 4 EVERYONE!” a gitarzysta Rob, który emocjonował się koncertem już na dwa tygodnie wcześniej,

napisał na Twitterze: „So much love for the wonderful folk in Poland last night, ur support is our life blood & we can't do this without you.” Następnego dnia cały fandom Florence + the Machine mówił o naszym koncercie. Na stronie organizatora można było obejrzeć show na żywo, co też zrobiło tysiące osób z całego świata. Występ na Coke Live został szybko ogłoszony jednym z najbardziej elektryzujących, jakie zespół kiedykolwiek zagrał, a zadowolenie fanów wzmagał fakt, że grupa dała tylko trzy festiwalowe koncerty w całym roku 2013. Brytyjska formacja z całą pewnością odpracowała pominięcie Polski w ubiegłorocznej trasie koncertowej, a 10 sierpnia na zawsze pozostanie w umysłach wszystkich fanów jako jeden z najlepszych dni naszego życia. Jasiek Wójcik

www.facebook.com/ZamoyXpress


wrzesień/październik l Zamoy Xpress

OFF

czem. Czyli jednym z tysięcy tych ludzi „bez wieku”, z zieloną bransoletką na nadgarstku, z plecakiem na plecach, z uśmiechem na ustach… i z przepastną książeczką programową w dłoni. Później, gdy człowiek zdołał już nieco ochłonąć z nadmiaru wrażeń i ochłodził się w strumieniach schizofrenicznie kolorowej fontanny, dane mu było, a wręcz wskazane, dokonać wyboru. Bo pod względem muzycznym było bardzo różnorodnie. Uogólniając: na szał Scena mBanku, na odloty Scena Eksperymentalna, na katharsis Scena Trójkowa, a na ekstazy Scena Leśna.

ON THE

A wszędzie tam działo się… W sumie na 4 scenach, przez 39 godzin, zagrało 77 zespołów polskich i zagranicznych. Grupa Tres.B stwarzała możliwość leżenia na murawie w promieniach popołudniowego słońca, powolnego sączenia Johna Lemona i wsłuchiwania się w czyste, melodyjne dźwięki. The Deerhunter, połączenie punku i garage popu w amerykańskim wydaniu, zapewnili dynamiczną rozrywkę w dobrym stylu, a po zakończeniu »

Festival 2013. Oniryczne wspo- Było gorąco, było głośno, było dynamnienie minionego lata. Przygoda ży- micznie, lirycznie i hipnotycznie. Cała bajka rozpoczynała się 2 sierpnia, gdy cia. Kawał dobrej muzyki. człowiek przeżywał prawdziwą inicjaCały rok przygotowań prowadzonych cję z OFFem. Jazda tramwajem wypełprzez Artura Rojka i jego załogę, nie- nionym tłuuumem pasażerów (z uwagasnące zainteresowanie publiki ze- gi na jego gęstość i panujące dookoła społami tworzącymi muzykę alterna- warunki atmosferyczne, przez nieco tywną i nie mniejsze zainteresowanie bardziej dowcipne jednostki nazywatych zespołów publiką sprawiły, iż na nym „zupą OFFową”), wspólny przeczas trzech upalnych sierpniowych dni marsz wzdłuż ulicy Francuskiej oraz Dolina Trzech Stawów w Katowicach rytualne przejście przez zielone bramjuż po raz trzeci stała się jedyną w ki na teren miasteczka festiwalowego, swoim rodzaju przystanią dla zachłan- były w stanie raczkującego dopiero co nych twórczo muzyków o głębokich festiwalowicza na tyle skutecznie duszach oraz dla niepokornych melo- oszołomić, że stawał się on po prostu nikim mniej i nikim więcej jak Offowimanów o wilczym słuchu.

OFF zamoy.xpress@gmail.com

15


Zamoy Xpress

l wrzesień/październik

» koncertu duża cześć osób kierowała się wprost do Record Coveru, by kupić jeden z czterech wydanych krążków zespołu i już nigdy się z „Myśliwymi” nie rozstawać. Wymieniając wydarzenia najbardziej spektakularne nie można zapomnieć o psychodeliczno-mistycznym Goat, z którego występu na całe życie zapamięta się kostiumy niczym ze „Snu nocy letniej” i coś na wzór afrykańskiego pogo. Przełomowym koncertem był polski debiut Jensa Lekmana. Liryczny nastrój śpiewnych melodii, poetycko-satyryczne teksty skupione głównie na temacie miłości, zabawne historie opowiadane pomiędzy utworami, a także odrobinę rozczulający wręcz akcent Szweda – choć pojedyncze jednostki odrobinę zirytowały – trzeba uczciwie przyznać, iż w ostatecznym rozrachunku podbiły serca publiczności. Ponadto John Grant, czyli niesamowicie okazała wisienka na muzycznym torcie. Czy widząc mężczyznę w wyciągniętym niebieskim Tshircie, sportowych butach i pomarańczowym kaszkiecie, człowiek wchodzący właśnie do namiotu Sceny Eksperymentalnej mógł przewidzieć, iż za chwilę usłyszy potężny i niesamowicie głęboki głos, idealnie komponujący się z dźwiękiem fortepianu? A do tego niemal każdy utwór Granta w jakiś niewyjaśniony sposób sprawiał wrażenie, jakby był dziełem życia muzyka... No i ci nieoficjalnie „najważniejsi”: The Smashing Pumpkins, jako grupa z historią, przedstawili na scenie również niezły kawałek historii. Przedstawili szaleńczo, przedstawili profesjonalnie, przedstawili z rozmachem; Bill Corgan jak zwykle hipnotyzował swoim metalicznym głosem i gromił pozornie złowrogimi spojrzeniami; a jeśli na kogoś mimo wszystko te uroki miałyby nie podziałać – bardziej sceptyczną część publiczności ujął całkiem niezłym wykonaniem utworu ”Space Oddity” Davida Bowie. I oczywiście 3 gitary oraz perkusja + senny, rozmyty wokal, czyli My Bloody Valentine, którzy przeszli echem piorunującym. Fani ocze16 6

kujący pod sceną widać już na długo przed koncertem przeczuwali, że o północy będą świadkami czegoś wielkiego, gdyż panującą w tamtych chwilach atmosferę dałoby się ciąć nożem. Półtorej godziny później natomiast było już tylko widać dogasające światła i słychać pobrzmiewające jeszcze w próżni echo basów i pomruki oszołomionej publiczności: „Wow… było ich słychać na Helu…”. I tylko do tej pory niektórzy pytają, cóż tam najlepszego robił Zbigniew Wodecki?! I jak on, do licha, sprawił, że zgromadził przed sobą publikę większą niż Godspeed You...?! No przecież ci Kanadyjczycy też mają ładne i całkiem bujne fryzury… Ponadto wszechobecna synteza sztuk – od muzyki rzecz jasna począwszy, poprzez literaturę, film, fotografię, grafikę i satyrę, na niesamowitych kompozycjach kulinarnych skończywszy. Powstała w obrębie miasteczka festiwalowego kafejka literacka za dnia stanowiła epicentrum mediów, natomiast nocą stawała się czymś na wzór cichej przystani pachnącej cynamonem i gorącą czekoladą. Strefa gastronomiczna, oferująca kuchnię światową – pomijając ekstremalne kolejki po chińszczyznę i pizzę – była dobrze zorganizowanym punktem imprezy. A plażowa wyspa, znajdująca się w samym sercu festiwalu, stała się miejscem relaksu i spokojnych rozmów… A pomiędzy leżakami i namiotami przechadzał się po cichu Artur Rojek, pieczołowicie doglądając swojego ósmego już (bo wcześniej odbywającego się w Rojka rodzinnych Mysłowicach) festiwalu. I trzeba mu przyznać, iż miał prawo być dumnym. Między innymi z faktu, że w tym roku w Katowicach nie tylko zespoły były zagraniczne, ale i publiczność objęła między innymi Brytyjczyków, Niemców oraz Czechów.

kotyzuje atmosferą, że szanuje się indywidualność i nie narzuca konformizmu. I tu rzecz dziwna, bo jednak konformizm ten wśród Offowiczów przecież istnieje. Jednak powstaje on jakby sam z siebie, w postaci wolnej, w wyniku podświadomej potrzeby przynależności, spójności i jedności. Zatem, żeby uczynić wszystko jeszcze bardziej jasnym, klarownym i aby obiektywizm tego artykułu osiągnął swoje apogeum: nie ma to jak Wolnokonformistyczna Zupa OFFowa! A teraz sprawa najważniejsza: dlaczego festiwal alternatywny? Mianowicie wszyscy Offowicze, choć oczywiście są w stanie szybko wychwycić i z należytym zaangażowaniem wygwizdać kicz, sprawiają wrażenie osób wiecznie poszukujących swojego stylu i poszerzających horyzonty. Może dzięki temu właśnie są aż w takim stopniu otwarci na to co nowe i inne? I jak to przed kamerą skwitował jeden niezwykle urokliwy festiwalowicz: „No bo jeżeli ktoś miałby klimatem nie pasować do OFFa, to chyba właśnie by pasowało dlatego, że by nie pasowało.”! Pomijając miliardy innych korzyści, warto było pojechać na OFF’a choćby po to, by tydzień później znajomy, widząc na twojej dłoni bransoletkę z napisem „OFF”, mógł zadać ci pytanie: „I co, działa ta bransoletka na komary? Nie gryzą?”. To się dopiero nazywa festiwal alternatywny! Gosia Chmielowiec

Co OFFa wyróżnia spośród innych festiwali? Może fakt, że „OFF is on”? Że upija się tu muzyką, a narwww.facebook.com/ZamoyXpress


GEEK’S CORNER

wrzesień/październik l Zamoy Xpress

Telefon na lata Masz dość systematycznych zmian telefonu, bo brakuje ci pamięci, RAM-u, wydajności procesora, a nowsze modele oferują lepszy aparat fotograficzny? To rozwiązanie idealne dla ciebie.

Rewolucja Poczty Polskiej Przez wielu kojarzona z wymierającym już tworem Poczta Polska zaczyna nowe życie. Po zmianie loga nadeszła kolej na następne zmiany. Od września 2013 roku awizo oraz potwierdzenie doręczenia można otrzymywać drogą elektroniczną – poprzez smsa lub maila. Ale to nie koniec rewolucji. Poczta Polska ma zamiar zamontować odpowiednik znanych Paczkomatów przy głównym oddziale w każdym większym mieście. Wtedy odbiór paczki o każdej porze dnia i w każdy dzień tygodnia nie będzie stanowił problemu. goo.gl/hdGJRG

Steam Family Sharing Rodzinne dzielenie się grami na platformie Steam to najnowszy krok Valve, by przypieczętować swój prymat na rynku sklepów z grami cyfrowymi. Polega ono na możliwości udostępnienia całej swojej biblioteki tytułów członkom rodziny i najbliższym znajomym – całkowicie za darmo. Oczywiście nie obeszło się bez haczyków. Z danej biblioteki gier korzystać może w jednej chwili tylko jedna osoba. Jeżeli pożyczający jest w trakcie gry, a właściciel właśnie uruchamia jakikolwiek tytuł, przyjaciel dostanie 5 minut na zapisanie postępów, nim gra przestanie działać, lub opcję zakupu gry. goo.gl/DM2xs8

zamoy.xpress@gmail.com

Phonebloks to… dziurawy prostokąt, do którego przyczepia się poszczególne komponenty według własnego uznania. Jeżeli aparat wydaje nam się kiepski, kupujemy samą kostkę z nowszą kamerą. Jeżeli bateria nie trzyma wystarczająco długo, możemy poświęcić połowę procesora na więcej miejsca dla zasilania. I tak dalej. Projekt uzyskał już przewidywaną przez pomysłodawców popularność. Dołącz do oczekujących już teraz: goo.gl/gyiDH4

Złote Dżojstiki 25 października odbędzie się ceremonia rozdania Golden Joysticks – nagród przyznawanych za najlepsze gry ubiegłego roku w wielu kategoriach. Poza standardowymi (m.in. gra roku, najlepszy tryb wieloosobowy, najlepsza gra mobilna) w tym roku dostanie też najbardziej rozchwytywany letsplayowiec na YouTube i najlepszy debiut na rynku. Aby mieć wpływ na wynik ceremonii, wystarczy wejść na stronę Golden Joystick Awards, założyć konto i oddać głos w 15 kategoriach. goo.gl/Vw5ZMJ Kuba Gołacki

17


Zamoy Xpress

l wrzesień/październik

Kolejny raz, będąc na skraju wytrzymałości, wciskam przycisk „Retry”. Tylko po to, aby znowu go wcisnąć po jeszcze jednej nieudanej próbie przejścia pięciogwiazdkowej mapy. Chociaż jestem dumnym posiadaczem 43ego levela w Osu, wiem, że to i tak mało. Pozostaje mi ciągle strzępić nerwy, zaciskając zęby i próbując udowodnić sobie, że „potrafię”. Nie zdziwię się, jeśli kilka osób stwierdzi na podstawie powyższego opisu, że Osu to kolejna bezsensowna siekanka MMORPG, a do tego bezpłatna kopia Metina, WoW-a, tudzież Tibii. Jednakże gra, o której teraz czytacie, jest zupełnie innym doświadczeniem – w końcu jej ojczyzną jest Japonia. Czym jest Osu? Pierwszorzędnym elementem Osu jest muzyka. Istnieją trzy tryby rozgrywki: Osu, Catch The Beat i Taiko. Nietrudno się domyślić, że pierwszy z tych trybów cieszy się największą popularnością. W dużym uproszczeniu jego zasady można zdefiniować następująco: traf w kółko, kiedy przyjdzie na to czas. Catch The Beat jest znacznie prostsze i mniej wymagające, bowiem wystarczy łapać owoce spadające z góry. Taiko to po prostu zabawa w wybijanie rytmu na bębnie.

18

To wyzwanie mnie zupełnie przerosło nieźli, odkrywamy tzw. moduły. mimo banalnego sterowania. Zmniejszanie widoczności, dwukrotne przyśpieszenie, komplikacje w kliAby w ogóle cieszyć się jakąkolwiek kaniu kółek. Tylko nieliczni są w starozrywką, należy ściągnąć beatmapy, nie używać wszystkich naraz – jednak zawierajace piosenki o różnym stop- premia do punktacji okazuje się być niu trudności wyrażanym w skali od warta wysiłku. połowy do pięciu gwiazdek - jest to wartość orientacyjna, gdyż producen- Nie można w jeden dzień stać się dotami beatmap są przede wszystkim brym graczem. Osu wchodzi w krew. gracze. Wśród oceanu muzyki, którą Zawsze znajdziemy mapę, która bęmożna ściągnąć ze strony gry, każdy dzie dla nas niemożliwym wyzwapowinien znaleźć coś dla siebie. Nie- niem. Nagle stajemy się pokorni. wątpliwie najłatwiej mają fani anime – niemal zawsze mogą znaleźć piosenkę wyciągniętą z obejrzanej przez nich serii. Gorzej ma „reszta”, gdyż musi się zadowolić wcale nie tak małą resztą Komputer jest bezlitosny i nagrodzi beatmap. nas taką ilością punktów, na jaką rzePo włączeniu gry jesteśmy atakowani czywiście zasłużymy. Będziesz wieprzez wściekle różowe kółko, a na- dział, gdzie popełniłeś błąd, bo mostępnie możemy przejść przez niemal żesz zobaczyć powtórkę ze swojej cukierkowy moim zdaniem krótki tu- gry. Możemy też obejrzeć, jak robili torial. Chwilę później wypuszcza się to najlepsi gracze. nas na głęboką wodę. Musimy po prostu ściągnąć sobie jakąś mapę - Tryb multiplayer to świat, w którym okaże się, że zdobycie takiej o niskim zawsze się znajdzie ktoś lepszy od ciebie. Założenie własnej rozgrywki, poziomie trudności nie jest proste. do której mogą dołączać inni gracze z Z początku nawet na najbanalniej- całego świata, to kwestia niecałej miszych poziomach można się bez pro- nuty. Często trzeba ściągać beatmapę blemu potknąć, przerywając serię zaraz po dołączeniu do danej gry, aby combosów, przez co w niej uczestniczyć. Można w ten zdobyta ilość punk- sposób szybko poszerzyć swoją bitów drastycznie spa- bliotekę i zetknąć się z dość egzotyczda. Z czasem gramy nymi gatunkami muzyki. jednak coraz lepiej i zaczynamy w pełni Oprawa graficzna nie każdemu przyrozumieć zasady roz- padnie do gustu – na szczęście można grywki. Niektóre po- ściągnąć różne skórki, które często ziomy kończymy ze ułatwiają przejrzystość. Do niektó100% skutecznością. I rych beatmap mamy dołączone filmiki gdy myślimy, że je- – teledyski lub openingi żywcem wysteśmy naprawdę jęte z anime w bardzo różnorodnej jakości. Dynamizuje to rozgrywkę i

GRAMY DARMO –

www.facebook.com/ZamoyXpress


wrzesień/październik l Zamoy Xpress

umila grę, co można zaliczyć jako bezdyskusyjny plus. Ścieżka dźwiękowa? W menu głównym będzie nas witała losowa muzyka spośród naszych beatmap. Wybór zależy więc tylko od nas. Może się wydawać, że ciągłe klikanie jest monotonne i nudne. Wręcz przeciwnie. Każda beatmapa potrafi nas zaskoczyć. Czasem raczej będziemy się gapić na filmik, tracąc koncentrację i przegrywając. Nie należy się zrażać porażkami – w końcu można wygrać, mieć kilka sekund radości i… odpalić następną mapę. W moim przypadku motywacja przychodzi sama z siebie. Naprawdę mam ochotę przy tym siedzieć, bo wiem, że jest to dobry i wyjątkowy na swój sposób produkt.

ZA OSU!

Trzeba powiedzieć jasno: to nie gra dla każdego. Wymaga dużej dozy cierpliwości i poczucia rytmu oraz wygodnej myszki. Jednak zachęcam do zapoznania się z grą. Liczba aktywnych polskich kont przekracza liczbę 50 tysięcy i znajdujemy się na ósmym miejscu w ogólnoświatowym rankingu (dla porównania: Japonia, USA i Chiny mają ponad 200 tysięcy graczy). Osu ciągle się rozwija, a aktualizacje nie są gigantyczne. Niskie wymagania sprzętowe sprawiają, że nawet maszyna sprzed pięciu lat powinna sobie poradzić bez większych problemów. Pozostaje tylko trzymać kciuki za twórców, by nie przestawali ulepszać gry, oraz za twórców beatmap, byśmy zawsze mieli w co grać.

BEFORE

MIDNIGHT w oczach nastolatki

Wchodząc

żył rodzinę, ona ma wymarzoną pracę. Spotykają się, by następne 9 lat spędzić razem. Dzieci, praca, rozjazdy nie ułatwiają utrzymania związku opartego na… no właśnie, na czym? „Before Midnight” ukazuje problemy życia rodzinnego, przeprowadza przez meandry myśli doświadczonych i lekko już znudzonych sobą kochanków.

Reżyser Richard Linklater, wraz z aktorami grającymi główne role, wykreowali przez 3 części filmu parę nieidealnych, bardzo realistycznych postaci przechodzących kolejne etapy związku. Wszędzie przewija się motyw wędrówki. Najpierw pociągiem do Wiednia, potem czekanie na samolot w Paryżu, aż po wakacje w Grecji. Wraz z czasem zmieniają się krajobrazy, bohaterowie i sami aktorzy, którzy starzeją się, bowiem pierwsza część została nakręcona w 1995, a ostatnia miała premierę w tym roku. „Before Sunrise” to spotkanie młodych, niedoświadczonych życiem, lekko zagubionych w szalenie niespodziewanej miłości osób. „Before Sunset” pokazuje tych samych ludzi po 9 latach rozłąki. On jest pisarzem, zało-

Drogi czytelniku, w tym filmie nie znajdziesz scen pełnych wartkiej akcji i efektów specjalnych. To, co przekonało mnie do tej serii to inteligentne dialogi, z których wiele można odnieść do prawdziwego życia. Brak prostych rozwiązań, ciągłego słodzenia i oklepanych schematów oraz autentyczność przedstawionych sytuacji sprawia, że „Przed północą” wygrywa z rzeszą amerykańskich opowiastek o „prawdziwej miłości”. I choć na sali kinowej można było zobaczyć głównie pary, to seans polecam każdemu, kto lubuje się w ambitnym kinie i nie zasypia na myśl o sercowych rozterkach.

do kina z przyjacielem przestraszyłam się hasła oznajmiającego „Julie Delpy i Ethan Hawke w największym romansie współczesnego kina” (który to nadtytuł pojawia się tylko w polskiej wersji plakatu). W rzeczywistości „Przed północą” jest czymś więcej niż kolejnym romansidłem.

Aleksandra Palczewska

Paweł Misztal

zamoy.xpress@gmail.com

19


Zamoy Xpress

l wrzesień/październik

SUDOKU Wytęż swoje szare komórki i rozwiąż nasze sudoku! Zasady są proste: wystarczy wypełnić diagram w taki sposób, aby w każdym poziomym wierszu, w każdej pionowej kolumnie i w każdym dziewięciopolowym kwadracie 3x3 znalazły się cyfry od 1 do 9. Cyfry w kwadracie oraz kolumnie i wierszu nie mogą się powtarzać. W przeciwieństwie do innych łamigłówek, gra sudoku nie wymaga od gracza wykonywania żadnych rachunków matematycznych, dzięki czemu wydaje się banalna. W rzeczywistości, bez cierpliwości oraz umiejętności logicznego myślenia, rozwiązanie diagramu nie jest możliwe.

KOMIXX

20

www.facebook.com/ZamoyXpress


Zamoy Xpress l Wrzesień/Październik 2013