Page 1


Dwa oblicza

^ Dwa oblicza.indb 1

2017-10-08 16:59:13


^ Dwa oblicza.indb 2

2017-10-08 16:59:13


Dwa oblicza Agnieszka Bednarska

^ Dwa oblicza.indb 3

2017-10-08 16:59:13


© 2017 Agnieszka Bednarska © 2017 Zaklęty Papier

Ilustracja oraz projekt graficzny okładki i stron tytułowych: Matylda Tomaszewska-Naumowicz

Redaktor prowadzący: Anna Stokłosa

Korekta: Katarzyna Bielewicz i Anna Stokłosa

Skład i łamanie: Małgorzata Manterys-Rachwał

Szanuj i wspieraj pracę autorów, tłumaczy, redaktorów, korektorów i wydawców. Korzystaj tylko z legalnych źródeł. Nie kopiuj i nie udostępniaj bez zezwolenia. Dzięki temu będziesz mógł/mogła cieszyć się nowymi książkami, które pragniemy wydać w przyszłości. Bez zgody wydawcy publikacja całości lub fragmentów zabroniona. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydanie I, Świdnica 2017 ISBN Książka w oprawie miękkiej: 978-83-948110-3-7 E-book w formacie ePub: 978-83-948110-4-4 E-book w formacie mobi: 978-83-948110-5-1 www.zakletypapier.pl biuro@zakletypapier.pl

^ Dwa oblicza.indb 4

2017-10-08 16:59:14


Dla mojego syna Jakuba, z wyrazami miłości.

^ Dwa oblicza.indb 5

2017-10-08 16:59:14


^ Dwa oblicza.indb 6

2017-10-08 16:59:14


„Popiołem i cieniem i wspomnieniem się staniesz” Persjusz

^ Dwa oblicza.indb 7

2017-10-08 16:59:14


^ Dwa oblicza.indb 8

2017-10-08 16:59:14


I Pędzący pociąg miarowym turkotem stalowych kół obwieszczał, że matka i ojczym z każdą minutą pozostają coraz bardziej w tyle, a ona nadal czuła na karku ich oddech. Nie doświadczała upragnionego poczucia ulgi. Siedziała spięta, nie dotykając plecami okutego czerwoną dermą oparcia. Myślała o tym, co się będzie działo w domu, w chwili gdy jej zniknięcie zostanie zauważone. Czy matka i ojczym rzucą się sobie do gardeł, czy raczej zjednoczą siły, aby ją odnaleźć i odebrać to, z czego ich ograbiła? Odwróciła twarz w stronę okna, za brudną szybą ramiona rozpostarła noc, mleczne groszki lamp od czasu do czasu migotały na powierzchni jej czarnego płaszcza. Świat wydawał się być ogromny, a jednocześnie, kiedy trzeba było się w nim schować, taki mały, odkryty i nieprzychylny uciekinierom. W kieszeniach płaszcza nie miała wiele, bilet do stacji końcowej, dwie monety i kilka jednorazowych chusteczek do nosa, czyli mniej więcej tyle, ile Robinson, gdy znalazł się na swojej wyspie. I tak samo jak on nie wiedziała, co będzie z nią jutro. Nie wiedziała nawet, co będzie z nią za kilka godzin, gdy pociąg skończy swój bieg. Nie mogła przecież upolować dla siebie posiłku ani nawet zbudować dającego schronienie szałasu, nie mogła zasadzić kukurydzy i rozpocząć hodowli zwierząt. Jej dżungla była dużo bardziej niebezpieczna, a kanibale liczniejsi. Grzejnik umieszczony pod siedzeniem pochrapywał jednostajnie, a jego ciepły oddech powoli osuszał buty Soni, stopy zdążyły się już rozgrzać, wyższe partie ciała stopniowo również ogarniało błogie uczucie ciepła. Znużone powieki ciążyły jej coraz bardziej, walczyła z sennością tak długo jak mogła, ostatecznie jednak uległa jej. Rytmicznie kołysana, porzuciła wszelkie obawy i pogrążyła się w głębokim śnie. Strach powrócił nagle, szarpiąc jej rozluźnionym ciałem i przeszywając wnętrzności jak to czasami robi lodowaty podmuch wiatru. Musiała 9

^ Dwa oblicza.indb 9

2017-10-08 16:59:14


upłynąć chwila, zanim zdała sobie sprawę z tego, gdzie jest. Ponownie spojrzała w okno, już świtało. Noc, zdzierając z dziewczyny swoją kołdrę, wystawiła ją na szare światło styczniowego dnia, wagon zionął pustką, podróż nieuchronnie dobiegała końca. Sonia spojrzała na starszą kobietę siedzącą po przekątnej, jedyną oprócz niej pasażerkę. Musiała wsiąść na którejś z ostatnich stacji, gdy dziewczyna spała. Wydawała się pochodzić z innego świata. Szyk i elegancja, jaką emanowała, sprawiały, że wnętrze pociągu kontrastowo zdawało się być jeszcze bardziej obskurne niż dotychczas. Kobieta miała na sobie brązowy, sięgający niemal kostek, płaszcz, zamszowe buty na niewielkim obcasie i wełnianą czapkę, spod której wystawały kosmyki popielatych, lekko kręconych włosów. Dłonie osłonięte skórzanymi rękawiczkami przywodziły na myśl ręce Maryi Panny z ołtarza Wita Stwosza – który Sonia widziała raz, będąc na wycieczce szkolnej, a którego nigdy nie zapomniała – z taką samą gracją opierały się o niewielką walizkę leżącą na kolanach eleganckiej pani. Lekki makijaż nadawał szczupłej, niemłodej już twarzy świeżości, rozświetlał spojrzenie, odwracając uwagę od pokrywającej ją siateczki zmarszczek. „Kim będę w tym wieku?” – zastanawiała się Sonia, nie mogąc oderwać oczu od pasażerki. Swoim zainteresowaniem zwróciła na siebie jej uwagę. W chwili, gdy ich spojrzenia się spotkały, kobieta posłała dziewczynie znikomy uśmiech. Pewnie przywykła do tego, że inni ją podziwiali, bo ani przez moment nie wyglądała na skrępowaną. Sonia odwzajemniła uśmiech, po czym odwróciła wzrok, jednak po chwili złapała się na tym, że zupełnie nieświadomie znowu się jej przygląda. Ze staruszki emanowało jakieś opiekuńcze ciepło, jej twarz, jak kapliczka spotkana na bezdrożu, dodawała otuchy. – Na imię mam Malwina – zagaiła ze swojego miejsca. Przyszło jej na myśl, że dziewczyna rozpoznała w niej kogoś, kim z pewnością nie jest. – Mogę ci w czymś pomóc? – Przepraszam – Sonia zmieszała się i spuściła wzrok. W silnym, dźwięcznym głosie, pasującym bardziej do nastolatki niż do emerytki, brzmiała niezłomność godna pozazdroszczenia. Charyzma urodzonego mówcy. – Nic się nie stało – powiedziała, wstając ze swojego miejsca. – Mogę usiąść bliżej ciebie? – Tak, bardzo proszę. – Niedługo wysiadamy, przed nami ostatnia stacja. Jedziesz w odwiedziny? 10

^ Dwa oblicza.indb 10

2017-10-08 16:59:14


– Raczej nie… – Nie? Więc, może mieszkasz w Łodzi? Dziewczyna zawahała się. Nade wszystko zapragnęła, aby pociąg już stanął, mogłaby wtedy zwyczajnie się pożegnać i odejść, nie udzielając żadnej odpowiedzi. – Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. – Staruszka wyczuła jej zakłopotanie. – To nie moja sprawa. Przepraszam, samotność sprawia, że robię się wścibska. – Nie przestając się uśmiechać, przez kilka minut obserwowała pierwsze, miejskie zabudowania, przemykające za oknem zrujnowane, przedwojenne kamienice, nieczynne zakłady przemysłowe, uśpione komisy samochodowe. Żadnych ludzi. Wyglądało na to, że w milczeniu dojadą do stacji, gdy nagle kobieta zapytała: – Który to miesiąc? Dziewczynie odjęło mowę. Nie miała pojęcia, jak to możliwe, że starsza pani zauważyła to, czym Sonia na pewno nie zamierzała się chwalić. Zdemaskowana, zaczęła wiercić się niespokojnie i jeszcze szczelniej otuliła płaszczem. – Szósty – odezwała się, w jakiś niezrozumiały sposób przymuszona do odpowiedzi, chociaż staruszka nawet na nią nie patrzyła, wciąż obserwując krajobraz. – Córeczka czy synek? – drążyła. – To dziewczynka… – odpowiedziała, początkowo niepewnie. – Laura. Moja córka, Laura – powtórzyła. Imię dziecka wypowiedziała głośno i wyraźnie, jakby sama potrzebowała nabrać przekonania, że to prawda. – Śliczne. Z pewnością jesteś bardzo szczęśliwa. – Nagle, z przenikliwością promieni Roentgena, nieznajoma spojrzała wprost na nią. Sonia poczuła ukłucie strachu. Nie istniała potrzeba mówienia czegokolwiek, za odpowiedź wystarczył gasnący blask jej oczu. – A pani, dokąd jedzie tak wcześnie? – zapytała, chcąc jak najszybciej odciągnąć uwagę rozmówczyni od siebie. – Ja? No cóż… ja wracam do domu. – Wspomnienie miłego miejsca, do którego zmierzała, sprawiło, że znowu wydała się Soni łagodna i wyjątkowa. – Co roku o tej porze jeżdżę do Lubarczowa na cmentarz, by zapalić znicz przy grobie córki w rocznicę jej śmierci. Oczywiście jeżdżę samochodem, 11

^ Dwa oblicza.indb 11

2017-10-08 16:59:14


nie takim obskurnym… czymś. – Rozejrzała się z wyraźnym niesmakiem. – Ale pech chciał, że, gdy już wracałam, staruszek się zepsuł. Na szczęście nie zdążyłam jeszcze wyjechać za miasto. Cóż było robić? Przenocowałam w hotelu, nad ranem wsiadłam w ten… pociąg. Z Łodzi mam już niedaleko. – Znam Lubarczów. Pani tam kiedyś mieszkała? – Nie – padła krótka odpowiedź. To, że kobieta pochowała córkę w mieście, w którym nie mieszka ani nigdy nie mieszkała, wydało się Soni zastanawiające. Może by nawet spytała, dlaczego tak się stało, ale pociąg zaczął zwalniać i już po chwili za oknem pojawił się tętniący życiem, rozświetlony peron. Powietrze zadrżało od donośnego komunikatu płynącego z zawieszonych pod sufitem głośników, przypominającego pasażerom o ich bagażach. Kobiety pożegnały się i każda we własnym tempie opuściła pociąg. Sonia zwlekała z opuszczeniem wagonu tak długo, jak to tylko było możliwe. Każda minuta spędzona w cieple wydawała się cenna. Gdy się w końcu zdecydowała i zeszła na betonową posadzkę, przez jej ciało natychmiast przeniknęło zimno. Otuliła się kołnierzem i skuliła ramiona, dłonie wsunęła w rękawy, prawą w lewy – lewą w prawy. „Dlaczego nie pomyślałam o rękawiczkach?” – zganiła się, szybko sobie przypominając, że dom opuszczała w wielkim pośpiechu. Było ciemno, a ona nie mogła zapalić światła, musiała zachowywać się cicho, aby matka i ojczym jej nie usłyszeli. Gdyby trochę odwlekła ucieczkę, mogłaby się do niej lepiej przygotować, zabrać coś ze sobą, zgromadzić pieniądze. Była jednak zbyt oszołomiona i nie myślała racjonalnie. Wiadomość o tym, że rodzice wzięli od niemieckiego małżeństwa grubą kasę za jej nienarodzone dziecko sprawiła, że jedyne, czego wtedy pragnęła, to znaleźć się jak najdalej od nich. Nie tak się przecież z nimi umówiła. Zaczęło się od tego, że poznała Wiktora na pierwszym roku studiów na AWF-ie. Prawem, przysługującym im z racji młodego wieku i wolnego stanu, zakochali się w sobie i przez kilka miesięcy żyli jak w bajce. Niestety gdy ukochanego oskarżono o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, a następnie skazano na osiem lat więzienia za przestępstwa, od opisu których Sonia dostała na sali sądowej mdłości, bajka się skończyła. 12

^ Dwa oblicza.indb 12

2017-10-08 16:59:14


Mdłości, jak się wkrótce okazało, były pierwszym zwiastunem jej odmiennego stanu. Ze złamanym sercem i rosnącym brzuchem wróciła do rodziców. Ojczym najpierw ją spoliczkował, potem ubliżał i groził, ale przedsiębiorcza matka szybko przekształciła jego złość w rządzę wzbogacenia się. Tylko sobie znanymi ścieżkami dotarła do ludzi, którzy za zdrowe, śliczne maleństwo skłonni byli zapłacić wielkie pieniądze. – To najlepsze rozwiązanie tej chorej sytuacji, w której nas postawiłaś – tłumaczyła córce matka. – Dziecku zapewnisz godziwe życie, sobie czyste sumienie, a nam przynajmniej minimalną rekompensatę strat, jakie ponieśliśmy w związku z przerwanymi studiami i tym, że musimy cię teraz utrzymywać. I niech ci nawet do głowy nie przyjdzie myśl o zatrzymaniu takiego bachora, genetycznie obciążonego skłonnościami do przestępstw. No chyba, że chcesz sobie na własnej piersi żmiję wyhodować – perorowała z przekonaniem proroka. Poczucie winy i przegranego życia sprawiło, że Sonia przystała na pomysł matki. Codziennie tłumaczyła sobie, że to najlepsze i właściwe jedyne rozwiązanie, jakie istniało. Mijały tygodnie, brzuch się zaokrąglał, aż pewnej nocy dziewczyna poczuła, jak maleństwo fika koziołki. Tylko na krótko poddała się wzruszeniu. Ale od tej chwili dzieciątko coraz częściej się prężyło, rozciągało, a nawet – od czasu do czasu – miało czkawkę, a ona udawała, że to dla niej bez znaczenia, że jej to nie dotyczy. Bezsenność, rozdrażnienie i niespodziewane wybuchy płaczu przypisywała hormonom. Musiała się jednak poddawać badaniom, wybrakowanego towaru Niemcy przecież nie chcieli. Na ich nieszczęście, gdy po raz pierwszy usłyszała rytmiczne pohukiwanie maleńkiego serduszka, uprzytomniła sobie, że nie jest w stanie oddać swojego dziecka obcym, choćby i najszlachetniejszym ludziom. Siedząc w dworcowej poczekalni, myślała o tym, że popełniła błąd, przyznając się matce do swoich uczuć. Powinna była przewidzieć, że na niej nie zrobią one wrażenia. Gdyby nie uległa emocjom i nadal tkwiła w oszukańczej maskaradzie, byłaby bezpieczna przynamniej do rozwiązania, nie musiałaby tułać się zimą po dworcach. Ale pomyślała o tamtej kobiecie czekającej na jej dziecko – nie chciała przedłużać jej nadziei. Początkowo nienawidziła jej, ale gdy zdecydowała się zatrzymać dziecko, ogarnęło ją współczucie. 13

^ Dwa oblicza.indb 13

2017-10-08 16:59:14


Matka, wysłuchawszy Soni, wykazała się przebiegłością, o którą córka jej nie podejrzewała. Po udawanym przemyśleniu wszystkich argumentów, pozornie przystała na zmianę jej decyzji. Zapanowanie nad furią męża było niełatwe, ale poradziła sobie. Przez dwa tygodnie Sonia zaślepiona wizją pomyślnej przyszłości, cieszyła się spokojem i zacieśniała więzy z córeczką, oczekując jej narodzin z prawdziwą radością. Mówiła do niej po imieniu i przysięgała, że wkrótce zabierze ją z tego domu tam, gdzie będą wiodły spokojne i szczęśliwe życie. Jej stan emocjonalny uległ gruntownej poprawie, ale problemy ze snem nie skończyły się. W niektóre noce, wyczekując jego nadejścia, wierciła się aż do świtu. Taka właśnie była jej ostatnia noc w domu – bezsenna. Leżąc w ciemnym pokoju, obserwowała, jak światła samochodów wyświetlały na ścianach ruchome obrazy. Gdyby nie te reflektory, osiedle utonęłoby w mroku, zaciemnione, jak gdyby w obawie przed nalotem nieprzyjacielskich wojsk. Z wnętrza mieszkania dobiegały ściszone odgłosy nerwowej rozmowy matki i ojczyma. Przez lata zdążyła się do nich przyzwyczaić, więc niemalże przestała zwracać na nie uwagę. Tym razem jednak coś wydawało się być inaczej, a narastające w Soni uczucie niepokoju nie pozwalało się zignorować. Wstała i stąpając delikatnie, zbliżyła się do drzwi, nacisnęła klamkę i dopiero, gdy lekko wysunęła się na korytarz, była w stanie dosłyszeć, o czym rozmawiali. – Spotkałam się z nimi dzisiaj. – Matka próbowała mówić szeptem, ale emocje co jakiś czas brały górę i jej głos podnosił się. – Wpłacili zaliczkę w umówiony sposób. Sprawdziłam, gotówka jest w skrytce. – Tyle, ile było ustalone? – Dokładnie. – Tylko żeby ta twoja córcia nie wykręciła nam jakiegoś numeru, bo nie zamierzam zwracać tego, co Niemcy dali. Mam już dla tych pieniędzy odpowiednie miejsce. Zainwestujemy w sklep albo w porządny samochód, prosto z fabryki, jeszcze się zastanowię. – Zostaw to mnie, przekonam ją. – A jeśli nie? Jeśli się uprze, że chce zachować bachora? – Nie jest aż tak głupia, odpowiednia kwota pomoże jej podjąć właściwą decyzję. 14

^ Dwa oblicza.indb 14

2017-10-08 16:59:14


– Tylko nie przesadzaj z hojnością. W końcu to ja ponoszę koszty jej utrzymania. Sonia, stojąc na korytarzu, poczuła, że na czole wystąpiły jej kropelki zimnego potu. Trudno jej było uwierzyć, że akceptacja matki, która wydawała się być szczera, okazała się tylko podstępną grą. W obronnym geście oplotła brzuch rękoma. Dygotała, ale nie z zimna. Z pokoju, w którym siedziało małżeństwo przez chwilę nie dochodziły żadne dźwięki, wydobywał się stamtąd jedynie ostry zapach dymu papierosowego. Sonia nie mogła w takim momencie ruszyć się z miejsca, każde przestawienie stopy oznaczałoby skrzypnięcie drewnianej podłogi, a tym samym zdemaskowanie. – Będziemy musieli mieć na nią oko. – Ciszę przerwał chrypiący głos ojczyma. – Nie może zostawać sama. Pilnuj jej dobrze, nie chcesz przecież mieć kłopotów z klientami, gdyby zniknęła. – Nie zniknie… – zapewniła kobieta z taką stanowczością, że Sonia nie miała wątpliwości – matka od tej chwili będzie strzec każdego jej kroku. Jeśli zamierzała zniknąć, nie mogła dłużej zwlekać. Podpierając się ścian, wróciła do swojego pokoju. Łza spłynęła jej po policzku. Przykra była myśl, że nie miała w tej walce żadnych sprzymierzeńców, nie miała w niej również żadnych szans. Usiadła na skraju łóżka i gładząc się po brzuchu czułym gestem wszystkich kobiet oczekujących narodzin dziecka, szeptała: – Krążą wokół nas jak te sępy, czekają tylko, by cię porwać. Jeśli im się uda, nigdy więcej cię nie zobaczę. Wobec tych słów pierwsza łza okazała się tylko zapowiedzią strumienia następnych i Sonia na kilka minut poddała się bezsilności. Napięcie narastało w niej z taką siłą, że musiała uważać, aby jej płacz nie wydostał się zza ścian pokoju, tłumiła go więc w piersi i w dłoniach przyłożonych do ust. Nagle zamilkła, poczuła złość, poderwała się ze swojego miejsca, otarła oczy rękawem i nie zważając na hałas, jaki czyni, podeszła do drzwi. Miała ochotę wbiec do pokoju, gdzie matka i ojczym wciąż rozmawiali, i wykrzyczeć im w twarze, że Laury nie odda. W ostatniej chwili zrezygnowała z tego pomysłu, zawróciła i zaczęła ubierać się w ciuchy leżące na krześle, które zdjęła z siebie raptem kilka godzin temu, żyjąc jeszcze w błogiej nieświadomości. Złość nadawała jej ruchom 15

^ Dwa oblicza.indb 15

2017-10-08 16:59:14


agresywności. Kiedy była gotowa, uformowała z kołdry zarys ludzkiego ciała i na palcach wyszła za drzwi. Przez chwilę nasłuchiwała, tamci wciąż rozmawiali, byli trochę spokojniejsi, włączyli nawet telewizor, co zagłuszyło odgłos przekręcanego w zamku klucza. Wychodząc, chwyciła płaszcz i buty, po czym stąpając najciszej jak umiała, opuściła mieszkanie. Przeszywający ziąb dopadł ją w chwili, gdy wyszła na zewnątrz. Skulona biegła przed siebie, bojąc się nawet odwrócić, by spojrzeć w okna mieszkania. Oczyma wyobraźni widziała twarze matki i ojczyma przyklejone do szyby i obserwujące ją z szyderczym uśmiechem, wydawało się jej, że gdy na nie spojrzy, nie będzie w stanie dalej biec. Zahipnotyzowana ich wzrokiem wróci potulnie w czarną otchłań ich mocy i nigdy więcej nie znajdzie w sobie dość siły, aby się z niej wydostać. Stała w obliczu ostatniej szansy. Czy to na wspomnienie sprzed zaledwie kilku godzin, czy też z zimna, ciałem Soni wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz. Powróciwszy do rzeczywistości, rozejrzała się. Tłumy pasażerów i gwar, jaki ją otaczał, dawały poczucie bezpieczeństwa wynikającego z anonimowości. Wiedziała jednak, że to uczucie krótkotrwałe. Minęła zamknięty o tej porze kiosk z prasą i całodobowe delikatesy wypełnione ludźmi, którzy albo dokądś jechali, albo właśnie wracali. Pogrążona w niemalże hipnotycznym transie dała się porwać pod same drzwi dworcowego bufetu zapachowi kawy i świeżego pieczywa. Wtedy uświadomiła sobie, że nie stać jej na kupienie tam śniadania. Drobniaki, które miała, być może wystarczyłyby na bułkę, ale na pewno nie tę, sprzedawaną tu za szklanymi drzwiami, z masłem i szynką, a co najwyżej na suchą z supermarketu. Zawróciła i usiadła na plastikowym krzesełku w poczekalni. Było jej zimno i była głodna. Jakiś bezdomny mężczyzna przeszukujący kosz na odpadki popatrzył na nią nieprzychylnie. Najwyraźniej tu też była intruzem. Kloszard z samego dna kosza wyjął niedokończonego hot-doga i nie myśląc ani chwili wcisnął go sobie do ust, po czym, z miną zwycięzcy, wrócił do przeszukiwania zawartości pojemnika. Sonia z obrzydzeniem odwróciła głowę, była pewna, że żaden głód nie skłoniłby jej do takiego zachowania, że nie poświęciłaby godności, aby tylko napełnić żołądek. Ale tak naprawdę nigdy nie poznała uczucia prawdziwego głodu, takiego wywołującego zawroty 16

^ Dwa oblicza.indb 16

2017-10-08 16:59:14


głowy i sprawiającego fizyczny ból. Czytała o nim, nawet o przypadkach szaleństwa, które wywoływał, jednak pojęcie pustego żołądka, który zaczyna trawić sam siebie, wciąż pozostawało dla niej abstrakcyjne. Bezzębna kobieta z tobołkiem pod pachą przeszła obok dziewczyny, kuśtykając i zerkając na nią jak na półkrwisty stek z cebulką. Gdziekolwiek by nie spojrzała, wszędzie widziała brudnych, bardzo do siebie podobnych ludzi, którzy bezszelestnie krążyli po dworcowej poczekalni, a co pewien czas, jak spłoszone karaluchy, czmychali nie wiadomo gdzie. Do wnętrza jej duszy wdzierało się niepokojące przeświadczenie, że oto jest na najlepszej drodze, by stać się jedną z nich. Ze wstrętem wielokrotnie odrzucała tę myśl, ale nie potrafiła się jej pozbyć na stałe. – Tutaj jesteś! – Sonia usłyszała za sobą głos młodej kobiety, jednak nie odwróciła się, aby na nią spojrzeć. Nie przyszło jej do głowy, że mogłaby mówić do niej. Dopiero, gdy poczuła na ramieniu dłoń i podniosła wzrok, zorientowała się, że tak w rzeczywistości jest, oraz że kobieta wcale nie jest młoda. To Malwina, dystyngowana staruszka w brązowym, długim płaszczu, którą Sonia spotkała w pociągu. Obeszła rząd krzeseł i stanęła przed dziewczyną, wciąż emanując opiekuńczym ciepłem i elegancją. – Szukałam cię. – Zanim dziewczyna spytała, dlaczego, kobieta odpowiedziała: – Coś mi mówi, że jesteś w tarapatach. Pierwsza myśl była taka, by zaprzeczyć. Mimo że staruszka wydawała się niegroźna, wręcz przeciwnie, przypominała ziemskie wcielenie anioła, było w niej coś niepokojącego. Być może zbyt natarczywa chęć niesienia pomocy czy też poczucie, że nie sposób tej damie czegokolwiek odmówić, sprawiało, że Sonia odczuwała wobec niej rezerwę. Nie mogła się zdecydować, czy powinna jej zaufać, jak nakazywał rozsądek, czy uciekać od niej jak najdalej, co podpowiadała intuicja. Ochota na to, by na poczekaniu wcisnąć staruszce jakieś kłamstwo i pozbyć się jej, przeszła Soni w chwili, gdy spojrzała na kolejnego bezdomnego, moszczącego sobie miejsce w kącie poczekalni, po to by zwinąć się w kłębek i spróbować stać się niewidocznym. – Pewnie nie w większych niż oni – odpowiedziała zrezygnowana, idąc za głosem rozsądku, a ignorując intuicję. – Tobie jeszcze można pomóc, im w większości już nie. – Staruszka wyciągnęła w jej stronę zgrabną dłoń odzianą w skórzaną rękawiczkę. – Jeśli masz ochotę na śniadanie, chodź ze mną. 17

^ Dwa oblicza.indb 17

2017-10-08 16:59:14


Nie trzeba było nic więcej, aby ostatecznie skraść wdzięczność Soni, która natychmiast chwyciła się podanej ręki jak tonący koła ratunkowego i zwinnie podniosła się ze swojego miejsca. Jeszcze nigdy bułka ze źle rozsmarowanym, wciąż zmrożonym masłem i grubym plastrem taniej kiełbasy nie smakowała jej tak, jak ta, którą właśnie jadła. Wielki, uszczerbiony kubek parującej herbaty wprowadzał jej zmysły wprost do raju. Ów kolor, zapach i smak niosły z sobą obietnicę doznań, jakich Sonia, miała wrażenie, nigdy jeszcze nie zaznała. Starsza pani z zadowoleniem obserwowała kolejne kęsy znikające w ustach wygłodniałej dziewczyny, a gdy talerz i kubek opustoszały, zapytała: – Masz ochotę na coś jeszcze? – Bardzo pani dziękuję, nawet nie wiedziałam, jak strasznie zgłodniałam. Niczego więcej mi nie trzeba – zapewniła z takim przekonaniem, że prawie sama w to uwierzyła. – Czuje się teraz doskonale, więc sobie poradzę. – Co masz zamiar zrobić, jeśli wolno mi spytać? Oczy kobiet spotkały się nad stołem. Sonia miała dziwne wrażenie, że cokolwiek by powiedziała, nie ukryje prawdy. Czuła się jak otwarta księga, z której nieznajoma bez trudu czytała. Czy to moc staruszki była nadprzyrodzona, czy tylko nieumiejętność kłamania Soni taka oczywista? – Jeśli chcesz gdzieś pojechać – kontynuowała Malwina – mogę kupić ci bilet, o ile to rozwiąże twoje problemy… – W odpowiedzi uzyskała jedynie wzruszenie ramionami. Idąc blisko siebie, wyszły z bufetu – dwie kobiety, które dzieliło od siebie ponad pół wieku życiowych doświadczeń. Ruch na dworcu wzmagał się, z każdą niemal minutą robiło się coraz głośniej i coraz ciaśniej. – Jeżeli naprawdę nikt na ciebie nie czeka i donikąd nie zmierzasz, zabiorę cię do siebie – zaproponowała staruszka. Zrobiła to w taki sposób, jakby zbieranie z ulicy bezdomnych ciężarnych było zajęciem zupełnie naturalnym, czymś, co robiła niejednokrotnie. – Nie mogę ci obiecać, że naprawię twoje życie, ale z pewnością mogę ci zagwarantować schronienie do chwili, gdy wymyślimy jakieś lepsze rozwiązanie. Ponownie wiara w dobroć tej kobiety przeważyła nad wątpliwościami. Sonia spojrzała na nią uważniej. Jedyne, co dostrzegła, to subtelna twarz, błękitne oczy i loki wystające spod wełnianej czapki, miły głos, czułe gesty 18

^ Dwa oblicza.indb 18

2017-10-08 16:59:14


i łagodne spojrzenie. Uśmiechnęła się zawstydzona, dochodząc do wniosku, że jej nieufność wobec staruszki jest nieuzasadniona. Nawet nie wiedziała, że zwolniła kroku, pozostając za Malwiną nieco w tyle. Dzielący je dystans zaczął się powiększać, ludzie przechodzący między nimi zasłaniali widok tak, że przez chwilę Sonia pomyślała, że się zgubiły i już się nie odnajdą, ale wcale nie poczuła się z tego powodu źle. Nagle twarz Malwiny znowu stała się widoczna i przybliżała się. Klucząc pomiędzy podróżnymi, żwawym krokiem zmierzała w stronę Soni. – Zgubiłaś się? – zapytała. Ale widząc, że dziewczyna nie ruszyła z miejsca, przystanęła przed nią i pocieszającym tonem dodała: – Nie musisz się mnie bać – po raz kolejny odczytała jej myśli – jestem tylko starą kobietą u kresu swej drogi. Jeżeli dane mi będzie przed śmiercią zrobić dla ciebie coś dobrego, to z przyjemnością to uczynię. – Odczekała chwilę, po czym promiennie się uśmiechając, wsunęła dłoń pod ramię dziewczyny i poprowadziła ją ku wyjściu. – Wiesz – dokończyła, gdy znalazły się na zewnątrz – jeżeli człowiek żyje na świecie tak długo jak ja, to nazbiera mu się rzeczy, za które na koniec powinien zapłacić. Może Bóg właśnie po to postawił cię na mojej drodze, aby dać mi szansę odkupienia win. Schodząc po kamiennych, śliskich schodach, Sonia silniej przytrzymała kruchą staruszkę. To, co usłyszała przed chwilą, pozwoliło jej myśleć, że nie tylko Malwina robi coś dla niej, ale również ona, pozwalając sobie pomóc, robi coś dla Malwiny. Nawet jeśli było to twierdzenie bardzo naciągane, zdołało poprawić Soni samopoczucie. Teraz i ona czuła się za nią odpowiedzialna. Taksówka opuściła ciasne zabudowania wielkiego miasta i mknęła drogą szybkiego ruchu w stronę Siermiężnej, gdzie Malwina od lat mieszkała. Przejazd przez centrum zajął im nie więcej niż kwadrans, w tym czasie minęli zabytkowy ratusz, miejską bibliotekę, dwa supermarkety i niezliczoną ilość małych sklepików z obuwiem i ubraniami. Siedząc za plecami kierowcy, Sonia przyglądała się wszystkiemu bez większego zainteresowania. Nie zauważyła momentu, kiedy krajobraz zmienił się i opustoszał, a miejsce budynków zajął rzadki las, zupełnie o tej porze roku nagi i uśpiony. Dopiero, gdy spomiędzy pni na niewielkim wzniesieniu wyłoniła się niewyraźna sylwetka samotnie stojącego domu, jej uwaga wzmogła się. Dom nawet z daleka wydawał się potężny, stojąc pośród łysych pagórków i wystawiony na działanie wiatru, 19

^ Dwa oblicza.indb 19

2017-10-08 16:59:14


przywodził na myśl dryfujący żaglowiec, którego załogę zmogła jakaś tajemnicza choroba. Mimo że był styczeń, a temperatura dużo poniżej zera, nigdzie nie dało się wypatrzeć najmniejszego skrawka śniegu, wokół tylko wychudzone drzewa, zmarznięta ziemia i sterczące z niej suche badyle, niby dzidy pozostawione przez prehistorycznych, olbrzymich myśliwych. Niebo miało kolor zmąconego bielą błękitu, co jakiś czas przetykanego postrzępioną, cukrową chmurką. Samochód minął otwartą na oścież bramę z kutego żelaza i kamienną drogą podjęchał pod główne wejście, nad którym widniał ledwo czytelny napis Anno Domini 1873. Sonia wysiadła pierwsza, stojąc na podjeździe wyglądała jak mysz obok słonia – dom był jeszcze większy, niż się spodziewa­ła, widząc go z daleka, po prostu monumentalny. Przypominał raczej szkołę z internatem dla zamożnych, dziewiętnastowiecznych panienek albo klasztor. Panował nad wszystkim, co go otaczało, jak niegdyś posągi Buddy w Bamianie, tak bestialsko zniszczone. Dostojny i silny, chociaż wyraźnie nadszarpnięty zębem czasu. – Oto Dwa Oblicza. – Głos staruszki zabrzmiał dumnie. – Tutaj mieszkam. Jeśli chcesz zrozumieć tę nazwę, zapamiętaj, co widzisz, bo z drugiej strony zobaczysz coś zupełnie innego. Sonia rozejrzała się raz jeszcze, ale i tak nie była w stanie wyobrazić sobie tego, co jakiś czas później ujrzała za monumentalnym budynkiem. – Wejdźmy do środka, strasznie dziś zimno. – Malwina minęła główne wejście i skierowała się ku małym drzwiom bocznym, a one bez użycia klucza otwarły się po naciśnięciu klamki. – Korzystam tylko z części lewego skrzydła, cała reszta jest w rozsypce, nie da się tam mieszkać i lepiej w ogóle tam nie wchodzić, bo spróchniałe stropy grożą zawaleniem. Później cię oprowadzę, musisz nauczyć się tego domu i aby być bezpieczną, przestrzegać kilku zasad. – Wąskim, ciemnym korytarzem dotarły do bardzo dużej kuchni tonącej w dziennym świetle. Wewnątrz było ciepło, Sonia dotknęła żeliwnego kaloryfera pod ścianą, był gorący. – Ktoś napalił w piecu – zauważyła. – Oczywiście, stare kości potrzebują ciepła. Inka się tym zajmuje. – Ma pani służącą? – Inka nie jest służącą. – Malwina zdjęła płaszcz i powiesiła go na drewnianym wieszaku, następnie wstawiła czajnik na palnik, umyła ręce i zajęła 20

^ Dwa oblicza.indb 20

2017-10-08 16:59:14


się przygotowywaniem posiłku. Sonia zaś, która również odwiesiła swoje okrycie, usiadła za stołem, złączone kolana okryła dłońmi. – Z Inką przyjaźnimy się od lat. Kiedyś była pielęgniarką i pracowała z moim mężem, dziś mieszkamy razem, wzajemnie się potrzebujemy, więc sobie pomagamy. – A gdzie jest teraz? – Zapewne w swoim pokoju, o tej godzinie lubi uciąć sobie drzemkę, ale niedługo powinna do nas dołączyć. – Staruszka przez kilka minut krzątała się między kuchenką a szafkami i blatem, od czasu do czasu mówiąc coś na głos, ale głównie mrucząc pod nosem, tak jakby zapominała o obecności gościa. W końcu odwróciła się, trzymając przed sobą kubek z czymś tak gorącym, że parowało. Postawiła go przed Sonią. – Wypij, żebyś się nie przeziębiła po tej podróży. Dziewczyna zajrzała do naczynia i skrzywiła się z niesmakiem, od samego zapachu mało nie dostała torsji. – Mleko? I to jeszcze ciepłe? – Wzdrygnęła się, nie myśląc, że może tym obrazić gospodynię. Szybko się jednak zreflektowała i pośpiesznie dodała: – Przepraszam, ale najbardziej na świecie nienawidzę ciepłego mleka. Zapadła krótka, acz kłopotliwa cisza. – Powinnaś je pić ze względu na dziecko. – Tak bezceremonialna odmowa faktycznie uraziła Malwinę, ale nie na tyle, aby ją zniechęcić: – Bo oczywiście zależy ci na tym, aby urodziło się zdrowe? – Nie czekając na odpowiedź, uniosła kubek i podsunęła ciężarnej pod brodę, a ona z grymasem wstrętu na twarzy, zupełnie jakby chwytała włochatego pająka, ujęła go w dłonie. Nie mogąc się ukryć, ani dłużej znosić wyczekującego spojrzenia gospodyni, upiła łyczek, tym samym sprawiając staruszce wyraźną przyjemność. Sobie natomiast zafundowała kulinarne doznanie porównywalne jedynie z piciem oleju prosto z frytkownicy, ale przeszła przez nie, uznawszy, że jest tej kobiecinie winna przynajmniej tyle. – Parówki na gorąco, mam nadzieje, że lubisz. – Odczekawszy, aż mleka z kubka zaczęło ubywać, Malwina wróciła do krzątaniny przy przygotowywaniu posiłku. – Tak, oczywiście – zapewniła gorliwie, starając się zatrzeć niemiłe wrażenie, jakie pozostawiła jej reakcja na mleko. Połykała je małymi porcjami, unikając myślenia o tym, co robi i wbrew sobie uśmiechając się. – To bardzo duży dom, od dawna pani w nim mieszka? 21

^ Dwa oblicza.indb 21

2017-10-08 16:59:14


KUP KSIĄŻKĘ

ZOBACZ ZWIASTUN


Dwa oblicza – Agnieszka Bednarska  

"Dwa oblicza", Agnieszka Bednarska, Zaklęty Papier, 2017

Dwa oblicza – Agnieszka Bednarska  

"Dwa oblicza", Agnieszka Bednarska, Zaklęty Papier, 2017

Advertisement