Issuu on Google+

Sezon drugi Odcinek 2x01 Six feet under Jednym z talentów Ady, poza samoregeneracją, jest niezwykle wyostrzony słuch. Dlatego też, nie sprawiło jej problemów usłyszenie tego, co powiedział Dyrcio Donacie, kiedy nachylił się nad jej uchem, by wyszeptać poufną wiadomość. - Dharma nie jest z nas zadowolona. Niezwykle dziewczynę to zaintrygowało. Miała świadomość, że to ich sprawy, że nie powinna się do tego wtrącać, a Dyrciu na pewno nie ma złych intencji czy nie myli się. Jednak coś w jej umyśle, mówiło jej, że to nie jest dobry znak. Czyżby CPE tak naprawdę komuś podlegało? Jeśli jej domysły są prawdą... jakie wtedy intencje i cele ma owa Dharma, skoro nie jest zadowolona z dotychczasowych poczynań? Cała ta sprawa śmierdziała na odległość. Donata, zupełnie niewzruszona, pomimo szeptom uczniów zaciekawionych nagle dzwoniącym telefonie, jak gdyby nigdy nic chwyciła kopertę leżącą przed nią na blacie koperty. - A nominacja na stanowisko przewodniczącego Akademii wędruje w ręce... Dramatycznie zawiesiła głos. Wszyscy nagle zapomnieli o dziwnym wydarzeniu sprzed minuty, a zacisnęli kciuki za kandydata, na którego głosowali. Przedwyborcze sondaże jednoznacznie wskazywały na Fafika, która zjednała sobie wielu kolegów... jednak akcja Pietra, kiedy przeniknął z zamkniętego lochu by ratować przyjaciół podobno przysporzyła mu głosów. Fafik, stojąca po prawej Donaty zamknęła z nadzieją oczy. Jakby chciała, aby to był jedynie sen. Pietro, po lewej profesorki zaś niezwykle się denerwował, było to po nim widać. - ...wędruje w ręce PIETRA! Aru od paru godzin znajdowała się w śpiączce, zdawała się jednak coraz częściej jakby uśmiechać przez sen. Profesorka trzymała ją za rękę. Kiedy tylko pacjentka kompleksu medycznego zamku w Gniewie otworzyła oczy, Minerva przemówiła, jakby chciała wyrzucić z siebie wszystko, co tak skrupulatnie układała w głowie przez ostatnie godziny. - Nawet nie wiesz, jak wszyscy jesteśmy ci wdzięczni! Wiemy, jak wiele poświęciłaś, jak wielkie było to ryzyko!... - Minko... - powiedziała pieszczotliwie Shiraoi z trudem poruszając ustami. - Nie zasługuję na to, by nazywać mnie bohaterką. Ja... chciałam pozbyć się Szymona. Nie wiedziałam, czy kiedyś mi wybaczysz... Ale... uznałam, że po pokonaniu Feniksa będę mieć większe szanse... - Ważne jest to, że starałaś się. Próbowałaś. Byłaś w stanie wiele poświęcić... - Dziękuję. Te słowa wiele dla mnie znaczą... Szczególnie teraz... W tym momencie, kiedy to mi jest tak potrzebne, by spokojnie zasnąć... - Zasnąć?! Aru zamknęła oczy. Monitory wykazały brak akcji serca. Minerva wstrzymała oddech. Po chwili było po wszystkim. Kobieta poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Cmoknęła Aru w usta. Ostatni raz. Niech jej droga lekką będzie. Opuściła szpitalną salę.


- VETO! Nie pozwalam! - krzyknęła Fafik. Wokół jej dłoni pojawiło się ostrzem, którym odepchnęła Donatę od katedry. Wzniósł się gwar. Ludzie byli oburzeni, że podważa się ich wolę, profesorowie wstali, gotowi byli zareagować. - Dajcie mi jedno słowo. Proszę. Wszyscy skierowali wzrok na Dyrcia. Ten przyzwalająco skinął głową. - Pietro wykazał się bohaterstwem. Ale czy jeden akt może czynić z niego herosa? Tym bardziej, że próbował odkupić swoje zdrady w oczach dziewczyny... A tym bardziej, przewodniczącym nie powinna być osoba, która nagminnie łamie regulamin... Zażywając narkotyki na terenie Akademii! Mogą mnie przeskanować telepaci, by zobaczyć, że mówię prawdę... Ostatni, paniczny apel przegranej zrobił na wszystkich wrażenie. Zaniemówili. Dopiero po paru sekundach Donata była w stanie wygłosić komunikat. - Jeśli zarzuty okażą się prawdą, wtedy Pietro zostanie odsunięty od stanowiska. Chłopak, choć potrafił przenikać przez ściany, nie był w stanie zapaść się pod ziemię... Czego bardzo w tym momencie żałował. Odcinek 2x02 Ashamed Wszyscy się od niego odwrócili. Ci, których nazywał przyjaciółmi, a także ci, którzy jeszcze niedawno nazywali go "bohaterem" i "osobą o niezwykłym sercu, zdolną do wielkich poświęceń". Teraz ludzie traktowali go jak powietrze, próbowali nie zwracać uwagi. Pomiędzy zajęciami siedział sam w pokoju, nikt nie chciał z nim rozmawiać, ludzie na stołówce ostentacyjnie odwracali się od niego. Nawet anioł Ada, która była na niego zła na zdradę. A może jednak nie wszyscy? Siedział pewnego dnia we wnęce, kiedy usłyszał kroki. Był pewien, że osoba, która tu zmierza odwróci się, kiedy zobaczy, że siedzi tu już Pietro. Szpaku jednak tak nie zrobił. Stanął przed chłopakiem i uśmiechnął się. - Słuchaj - powiedział wolno, jakby starannie dobierał słowa, nie chcąc popełnić jakiegoś faux pas wiem, że na chwilę obecną jest źle. Ale to się zmieni. Poprawi. Wierzę, że po prostu się pomyliłeś, gdzieś pobłądziłeś na ścieżce. Ale zawsze można wszystko naprawić. - Tak?! A skąd to wiesz?! - wybuchnął nagle Pietro. Sam nie wiedział czemu to zrobił. Może złość gromadząca się w nim przez te ostatnie dni musiała znaleźć ujście. - Świetna dziewczyna, idealne oceny... Nigdy żadnego błędu! Wtedy też zamilknął i zaczerwienił się. Zauważył blizny na ramionach Szpaka ubranego w bezrękawnik. Leca stała przy metalowej barierce, z której widziała wszystko, co dzieje się we wnęce. Jej wzrok przypominał obłąkańcze spojrzenie Nicholsona z "Lśnienia". Brakowało tylko, żeby wyszeptała: "Come to mummy"... Czuła, że coś w niej kipi. Czekała, aż zakończy się ta rozmowa. Po czym czekając, aż Szpak wejdzie na półpiętro chwyciła go za ramię i szturchnęła. - Co sobie myślisz rozmawiając z tym sukinsynem?! - Z jej twarzy przemawiała furia. - Zdradził dziewczynę i do tego ćpał! Wiesz jak to się dla ciebie skończy?! Jeszcze cię przekabaci na swoją stronę! Nie wytrzymywała i chlasnęła go z otwartej dłoni w twarz. Chłopak zatoczył się. Splunął na ziemię. Krwią. Spojrzał z przestrachem na swoją dziewczynę.


- Masz zakaz rozmawiania z nim. Dla swojego dobra! Z przerażeniem całej sytuacji przyglądała się Gollum, która właśnie wychodziła z łazienki... - Ada... Dziewczyna nie odwróciła się do swojego rozmówcy. Stała przy oknie ze skrzyżowanymi na piersiach rękami. Było jej zimno, jej ciało przechodziły dreszcze. Zdenerwowania. Z jej oczu leciały łzy. Chłopak zrobił krok do przodu. Odgarnął blond włosy Ady i położył rękę na jej barku. Nie zareagowała. Zupełnie, jakby w ogóle tego dotyku nie czuła. - Słoneczko. - Proszę, nie słoneczkuj mi tutaj - wychlipiała. Wiedziała, że ta rozmowa musi nadejść. Ale ona po prostu nie była w stanie się do niej przygotować. - Ja... - Wtedy Leszcz mnie tak zranił... Ale mimo to miał rację. Chciałeś mocniejszych przeżyć. Chciałeś pieprzyć dziewczynę i poznać smak zakazanego owocu... - Nie unoś się. Przeklinasz. - I co z tego? Wiesz jak mnie zraniłeś? Ty... upokorzyłeś mnie. Jak się prezentuję? Dziewczyna niezdolna do zaspokojenia własnego chłopaka? I do tego ćpuna... Pietro... Z nami koniec. Chłopak odetchnął z ulgą. Przynajmniej nie powiedziała: "A może zostaniemy przyjaciółmi?". A takiej reakcji się spodziewał. Nie mógł liczyć na nic innego po swoich wybrykach. - Droga uczniowska braci! - przemówił Dyrciu wstając od miejsca za stołem w dużym refektarzu. Przynoszę wam radosną nowinę! Otóż w najbliższym czasie do naszej Akademii dołączą zupełnie nowi uczniowie! Cieszmy się, gdyż kolejni LSMowicze odkryli w sobie niezwykłe talenty, co w przypadku jednego z nich było już oczywiste... - Wojtek przyjedzie? - rzuciła dla żartu Fafik wybuchając jednocześnie śmiechem i opluwając siedzącą naprzeciw niej Tonks kaszką manną. - Tak. Pojutrze dojedzie do nas Tusia, Vader oraz Wojtek, którzy zasilą szeregi Akademii. Powitajmy ich godnie! Zapadło kłopotliwe milczenie... Odcinek 2x03 Wild dancers - Nana, Minerva... - powiedział Dyrcio siadając za swoim biurkiem. - Przykro mi, że muszę was w to wplątywać... Ale ufam waszym zdolnościom i młodemu duchowi nieco bardziej, niż psorce Gosi, którą chce mieć na miejscu, czy psorce Ani... z którą nie chciałbym się rozstawać. Otóż w sprawie transportu nowych uczniów. Ton mowy dyrektora był poważny i jak najbardziej nie zwiastował nic dobrego. - Otóż wczoraj minął termin ich przybycia. Mamy pewne podejrzenia co do tego, kto jest za to odpowiedzialny. Dharma. Pewna organizacja, potężniejsza od przepełnionych gniewem iluzjonistów czy rządowego PiSu. Dharma trzyma bowiem w rękach niteczki, na końcach których są całe narody czy mniejsze organizacje jak żydomasoneria. Manipuluje wszystkim. I obawiam się, że zaczęli macać palce w naszych interesach. Mamy jednak w podgrupie zwanej "Arrow" wtyki. Polecicie tam


obie i zbadacie sprawę... Kobiety przytaknęły. Od wypadu na drinka ich stosunki zmieniły się na zdecydowanie lepsze. Na tyle lepsze, że rozmawiały ze sobą bez wrogości, a także poniekąd sobie ufały. - Dostaniecie nasz odrzutowiec i... - Wrócimy z Tusią i Vaderem. - Zapewniła Minerva. - Z Wojtkiem też. - Skoro musimy.... Tonks siedziała w Dziurawym Kotle popijając piwo. Przepełniała ją nadzieja, że akurat żaden profesor tu nie wpadnie, acz teraz raczej znajdowali się w Ślizexie... Nawet gdyby przechodzili obok nie dostrzegliby jej skrytej przy stoliku za wielkim drzewem. Nagle zauważyła za płotem znajomą postać. Ta bez przeszkód go przeniknęła i usiadła przy stoliku. - Zerwałem z nią - powiedział Pietro sięgając po szklankę Tonks i popijając łyczka. - To było do przewidzenia po histerii, którą urządziła Fafik. Przyznaj szczerze... Ze mną po prostu dobrze się bawiłeś, ale to z Adą chciałeś być, prawda? - Nie - szybko, nie zastanawiając się nad tym co mówi zaprzeczył. - A właściwie tak. Tak było na początku. Potem zrozumiałem, że to ty mi dajesz to, czego oczekuję po prawdziwym związku. Wrażenia. - Dobrze to ująłeś. Wrażenia. Tylko tego w tobie szukałam. Nie ma w tobie ciepła czy uczucia, którego szukam w partnerze. Chcę, abyś to rozumiał. Owszem, bawiliśmy się dobrze... ale to była tylko zabawa, która się skończyła. - Skończyła? Czyli ja... Tonks wstała z miejsca. Zostawiła dużą szklankę i ruszyła w kierunku wyjścia. - Tak. Miałeś dwie dziewczyny, teraz nie masz żadnej. - Wciąż cię pociągam, prawda? - Mi... wstyd o tym mówić... Ale tak było zawsze. - Nie bój się odrzucać fizycznych potrzeb. Owszem, nie można budować miłości jedynie na pożądaniu, ale ono jest niezbędne. Powiedz więc mi prostu z mostu. Pożądasz mnie? - Ja... nienawidzę cię za to co zrobiłeś. Nie liczysz się z innymi osobami. - Odpowiedz mi na pytanie. - Tak, pociągasz mnie. - Wtedy... zrobiłem to, ponieważ ty mi się cholernie podobasz. I twoje wnętrze, i zewnętrze. Chciałem coś z tym zrobić. Musiałem działać. - Czy zewnętrze... czy to poprawnie powiedziane? - Pieprzyć to. Po prostu mnie pocałuj. Zrobiła to. Pocałowała go, jak jeszcze nigdy nikogo. Pietro otarł jedną czy dwie łzy i natychmiast poderwał się z miejsca. Nie szedł nawet w kierunku wyjścia. Po prostu przeniknął przez metalową siatkę i skierował się w stronę centrum miasta. Rozpierała go złość. Miał po prostu ochotę chodzić i kopać wszystkie kamienie, które zauważy. Mógł myśleć o swoich błędach i tym jak jej naprawić. A jednocześnie obwiniać o wszystko ten pieprzony los. - Pietro! - usłyszał za sobą znajomy głos. Nie zatrzymywał się. Nie miał ochoty na rozmowy.


Ponowne wołanie. Nie uniknie tego. Przystopował i odwrócił się. W jego stronę biegł Pies z dwoma siatkami ze Ślizexu. - Coś się stało? - Nie! Nic się nie stało! Dziewczyna mnie rzuciła, wpadłem w nałóg, straciłem stanowisko przez zazdrosną cipę, druga dziewczyna mnie odtrąciła, ale nie, nic się nie stało! Zaje-kurwa-biście! - Nie unoś się. Wszystko się wyprostuje, wszystko można naprawić... - Zamknij się! Wszyscy tak mówią, a jakoś nic się nie zmienia! Nic już nie można naprawić! Uczucie złości powoli mijało, wychodziła na wierzch bezsilność. Fatum. Starał się, a nic się nie zmieniało. - Pomogę ci. Udowodnię, że znów może być dobrze. Ok? Pietro poczuł niepohamowaną falę wdzięczności wobec przyjaciela. Wiedział, że to nie są kolejne puste słowa, jakich słyszał już wiele. Rzucił się Psu na szyję. A po chwili... Pies wypuścił reklamówki ze swoich dłoni i ujął twarz Pietra w swoje ręce. Przysunął ją ku sobie. Ich usta złączyły się w jedno, a języki splątały w dzikim tańcu namiętności.... Odcinek 2x04 Tousand words - Nic nie ma między nami - oznajmił Pietro. Chwycił kieliszek z wysoką nóżką i nalał do niego 60 ml ginu, następnie zaś odpowiednio odmierzając 20 ml wytrawnego, białego vermutu. Zamieszał mieszadełkiem i wrzucił plasterek cytrynki. - Łyczka? Your words were like a dream But dreams could never fool me Pies był zbyt zaszokowany, by w jakikolwiek sposób zareagować. Stał w progu przyglądając się chłopakowi. Jego oczy otworzyły się szerzej ze zdziwienia, słowa ugrzęzły w pół drogi do ust. - To, że mówiłem, że cię kocham... To że oddawałem pocałunki... Ja... - słowa pełne emocji, wypowiadane jednak z takim spokojem. Kolejny łyk. Cudowne ciepło rozlewające się we wnętrzu. - ...Szukałem pocieszenia. Miłości. Szukałem. Próbowałem. Nie jesteś tym, czego oczekiwałem. Po prostu. Didn't say goodbye before you left But I was listening You'll fight your battles far from me - Smutno ci? - zapytał Leszcz przysuwając się bliżej Psa na stołówce. Chwycił w ręce kubeczek ze swoim deserem. - Może mój budyń? - A wiesz, że chętnie? - chłopak uśmiechnął się pierwszy raz od dwóch dni. Żadne słowa nie były w stanie go pocieszyć... a taki prosty gest... - Wiesz, to tylko podwieczorek. Ale jeśli czegoś potrzebujesz, wahasz się czy pragniesz ciepłego słowa, wiesz gdzie mnie znaleźć - zapewnił go Leszczu. Though a thousand words


Have never been spoken They'll fly to you - Nie wolno ci tego robić! - krzyknęła Gollum. - Nie będziesz mi rozkazywać! - warknęła Leca zamykając za sobą drzwi do swojego pokoju. - To jest mój chłopak. TYLKO MÓJ! Nikt nie ma prawa wtrącać się do naszego związku! - Leca... proszę cię... - Mimo agresywnej postawie przyjaciółki Gollum zrobiła krok do przodu i postarała się uśmiechnąć. Średnio jej to wyszło. - Nie dość, że ranisz jego... to jeszcze ranisz siebie, robiąc coś wbrew sobie. Nie musisz używać przemocy, by go zatrzymać. - Mówisz tak, ponieważ jesteś ładna! Masz tabuny chłopaków na zawołanie?! A ja?! Choćbym miała krzywdzić, nie ma granic zachowań, do których się posunę, aby zatrzymać Szpaka przy sobie. - Jeśli tak stawiasz sprawę... muszę ją wziąć w swoje ręce - zagroziła Gollum zbliżając się do wyjścia. Leca nie odwróciła się, kiedy ta ją mijała. Wyciągnęła rękę przed siebie, a szafka z metalowymi okuciami natychmiast poderwała się z podłogami i w zabójczym tempie poszybowała w stronę drugiej dziewczyny. Ta na szczęście błyskawicznie zmieniła się w cień i zniknęła w szparze między progiem a drzwiami. Szafka z hukiem uderzyła w ścianę roztrzaskując się w proch. Na szczęście tej nic się nie stało, gdyż po wybryku Fafika ściany specjalnie utwardzono. The dream isn't over yet Though I often say I can forget I still relive that day Ciepły uśmiech. Pocałunek. Stosunek. Ogień. Śmierć. Minerva obudziła się z krzykiem przypięta pasami do fotela odrzutowca będącego własnością Akademii. - Znowu miałaś zły sen? - zapytała troskliwie Nana pilotująca pojazd. - Znowu... Mam go ilekroć zamknę oczy. Widzę jego twarz, uśmiech... a zaraz potem Mrocznego Feniksa. Odcisnął na mnie zbyt duże piętno. - Rozumiem. - Zapewniła ją partnerka. - Nie sądzę. - A jednak... Może to nie pora na moje wynurzenia, gdyż właśnie zbliżamy się do celu. Ale wierz mi ... Każdego ścigają demony przeszłości. Pilotka zgrabnie opuściła samolot na polanę. Opuściła też rampę pozwalając im na wyjście. Znajdowali się nieopodal całego kompleksu bunkrów, których jedynie część wystawała nad ziemię. Wszystkie zapewne połączone były korytarzami... I choć sądzono, że są opuszczone i nie zapuszczano się w te okolice... To właśnie tutaj siedzibę miała jedna z potężniejszych organizacja na świecie. - Gotowa, by pokonać przeszłość? - zapytała Nana. Ale nim zdążyła odpowiedzieć zza drzew wyszły całe szwadrony uzbrojonych żołnierzy z karabinami wycelowanymi w kobiety. Choćby się postarały z taką ich ilością nie miały szans. Wpadły w sam środek pułapki...


Odcinek 2x05 Monsters in the darkness - Był pocałunek, owszem. - Wiem. Cudowny pocałunek – potwierdził chłopak. Usiadł obok Ady na ławeczce na rynku w Gniewie. Nieśmiało chwycił jej dłoń. – Ale to mógł być jedynie owoc chwili, pożądania… A ja… - Leszczu – wyszeptała nieśmiało wpatrując się przed siebie. Przed oczami migały jej chłodne kalkulacje z Excela. Nieznajomość chłopaka poza fizycznym pożądaniem, rozstanie z Pietrem, wybryki, zdrady, niepewność… Mózg kliknął na autosuma. - Ja po prostu chcę wiedzieć, czy mogę nazywać ciebie swoją dziewczyną. Kłopotliwa cisza. - Tak. Możesz mnie nazywać swoją dziewczyną. Teraz i zawsze. Fafik spokojnie siedziała sobie na toalecie, kiedy usłyszała dzwonek telefonu. Wstała z sedesu i lekko tylko podciągając spodnie, aby sięgnąć do kieszeni, wyjęła komórkę i nacisnęła zieloną słuchawkę. Usiadła z powrotem. - Tak, mamo? - Co… co to za odgłos w tle? - Potwór. Zresztą, nieważne. - Skoro tak mówisz… Co tam u ciebie, słoneczko? – jej głos był miły… ale coś większego się za tym kryło. - Normalnie. Stało się coś? - Rzucam pracę nauczycielki. Udało mi się wstąpić do partii politycznej, zostanę posłanką w Sejmie. Fafik pomyślała o najgorszym. - Mamo… w jakiej partii? - Prawo i Sprawiedliwość. - Nie możesz! Oni skrywają przed tobą okropne sekrety! Nie wiesz do czego są zdolni. - Mylisz się, dziecko. Nie mają przede mną sekretów. Fafik nie wiedziała, co jest gorsze. Czy fakt, że matka mogła zostać oszukana… czy może możliwość, że mówiła prawdę. Minervy nie było od czterech dni. Mówiono im o jakiejś misji profesorek… A Pies od razu połączył to z faktem, iż wciąż nie przybyli nowi. Coś mu tu nie grało… A pragnąc dowiedzieć się, co dzieje się z przyjaciółką, a także w pewien sposób oderwać od problemów uczuciowych postanowił zadziałać. Skoro nic nie mógł wyciągnąć od profesorów postanowił złapać pierwszy trop, na jaki wpadł. DHARMA. Tajemnicza organizacja, o której Ada raz usłyszała od Dyrcia. Usiadł więc przed komputerem w Sali informatycznej i wszedł na Google. Wpisał Dharma. W swoim, pierwotnym, sanskryckim znaczeniu słowo dharma oznacza po prostu „droga” lub „kierunek”. W klasycznych tekstach braminizmu słowo to oznaczało zespół podstawowych praw


karmicznych, decydujących o wszelkich zdarzeniach, mających miejsce w życiu człowieka, jak i rodzaj tajemnej wiedzy na temat tych praw, dostępnych wyłącznie oświeconym. We współczesnym hinduizmie dharma to jednocześnie nazwa podstawowych zasad etycznych, jakimi powinien kierować się każdy wyznawca – obejmujących obowiązek pracy, założenia rodziny, spłodzenia i wychowania dzieci oraz na starość próby osiągnięcia oświecenia, jak i jej stare sanskryckie znaczenie. Nagle ekran zamigotał. Pojawiło się na nim dziwne logo w kształcie ośmioboku, od których krawędzi wychodziły krótsze kreski tworząc coś w rodzaju labiryntu. Pośrodku znajdował się symbol strzały. Logo zniknęło. Pojawił się napis. Dharma Initiative. Napis zniknął. Pojawiły się cyfry. 4. 8. 15. 16. 23. 42. Minerva powoli otworzyła oczy. Pierwszy raz od wielu dni nie miała tego koszmaru. Nie wiedziała jednak, jak długo spała. Jej oczy jakąś chwilę przyzwyczajały się do ciemności. Po chwili dopiero mogła zorientować się, że znajduję się w małej celi, gdzie jest jedynie dziura na odchody i metalowa prycza. Nie było tu krat, jedynie metalowe drzwi bez żadnego okienka. Co najgorsze, była tu sama… Bez Nany. Odcinek 2x06 Everything for the mankind Pies dodał odnośnik do definicji ideologicznej Dharmy do ulubionych, po czym zamknął okno przeglądarki. Wrócił do Googli. Tym razem wpisał Dharma Initiative. Kolejne setki stron - z czego jedna wyjątkowo przykuwająca uwagę. www.dharma.com Wyskoczyła strona z logiem. Pies kliknął na nie. Znalazł się na podstronie zawierającej wszelkie najważniejsze informacje. Dharma okazała się być prężną polską korporacją finansującą "badania mające na celu sprawienie, aby ludzkości żyło się lepiej". Inwestowała w leki, kosmetyki, programy komputerowe. Zrzeszała najwybitniejsze umysły. Dawała pieniądze, a jedynym zabezpieczeniem i źródłem utrzymania był profit od sprzedaży efektów badań, który w pewnym procencie był inwestowany w inne badania i tak błędne koło się zamykało. Miała to być Inicjatywa robiąca "wszystko dla ludzkości". Poza tymi ogólnikami główna witryna organizacji nie zawierała jednak żadnych ciekawszych informacji... - Minerva długo nie wraca - powiedziała psorka Ania patrząc za okno. - Powinna chociaż się z nami skontaktować. Od momentu jej wyjazdu profesorka potrafiła długie godziny spędzać na patrzeniu w dal. Czuła cały czas to pełne napięcia oczekiwanie, jak gdyby zaraz miały drzwi się otworzyć i miała stanąć w nich Minerva. Nic takiego jednak się nie działo. Za oknem padał rzadki deszcz. - Przykro mi... - odpowiedział przejętym tonem Dyrciu. Objął Anię. Ta wtuliła głowę w jego pierść, a palcami uczepiła się połów dywanu. Zaczęła łkać. - Wiesz, jaka jest Dharma. Wiesz, jak jest w Arrow. To... wszystko jest nieprzewidywalne. Ufam ich, ale nie mogę ci nic obiecywać. Stali tak jeszcze chwilę, po czym Dyrciu opuścił jej gabinet. Psorka Ania, nieco roztrzęsiona podeszła do barku i otworzyła jego drzwiczki. Reed`s Malinowy. Nie. Zwykłe piwo, nie. Wino, nie.


Koniak, whisky, nie. Wódka, nie. Spirytus, nie. Wyciągnęła cholernie mocną nalewkę sprzedawaną na straganie przez babcię Wojtka. Zastanawiała się, czy wziąć szklankę. Nie, nie opłacało jej się. Wychyliła zawartość karafki duszkiem. - Ta randka będzie niezwykła - powiedział Leszcz głosem Dyrcia. Razem z Adą przemierzał korytarze zamku w Gniewie o północy. Gdyby zobaczył ich jakiś psor, "Dyrcio" wyjaśni całą sytuację, gorzej, gdyby zobaczył ich sam Irek. Dużo czasu zajęło przekonanie Ady, aby złamała regulamin, ale w końcu czego nie robi się dla Leszcza. Chłopak stanął przed drzwiami do małego refektarza. Otworzył je wcześniej wykradzionym kluczem (jako psorka Ania wszedł do pokoju nauczycielskiego). Całe pomieszczenie tonęło w mroku, dało się jednak wyczuć nieuchwytną atmosferę... podniecenia. - Niezwykła, tak... - zaczepiła go Ady, zmysłowo ocierając się o niego. - Na czym ta niezwykłość ma polegać? - Dam ci doznania, jakich jeszcze nie przeżyłaś... Jakich nawet ja nie przeżyłem. Próbowałaś kiedyś żyć w trójkącie? Z cienia wyłoniła się znajoma sylwetka Psa. Tonks siedziała na dziedzińcu i powtarzała materiał na najbliższą lekcję chemii. Za Chiny Ludowe czy PRL nie umiała zapamiętać czym jest grupa, a czym okres w układzie okresowym. Z pewnością do głowy znacznie łatwiej weszłyby jej te nazwy, gdyby okres był pionowo, a nie poziomo. Jakoś bardziej naturalne się to wydaje. Nagle coś przykuło jej uwagę. Od bramy zaczęła kuśtykać ku niej jakaś postać. Była wyjątkowo poraniona, włosy były posklejane, a twarz pokryta zakrzepłą krwią. Ledwo trzymała się na nogach. Dziewczyna szybko wytworzyła swoją kopię, która pojawiła się tuż przed zranionej osobie. Z trudem rozpoznała w niej Tusię. Podtrzymała ją, by ta nie upadła z wycieńczenia i poranienia. W tym też czasie skopiowała siebie jeszcze jedną, która w tym czasie pobiegła po profesorów. Wtedy też zauważyła, że na karku Tusi znajdowało się wytatuowana liczba - 42. Odcinek 2x07 Tears Dyrcio szybko doprowadził Tusię do stanu używalności. Dziewczyna szybko wzięła prysznic, została także opatrzona i dogłębnie przebadana. Po tych zabiegach spędziła długie godziny na rozmowach z profesorami o ostatnich przeżyciach. Dostała także zakaz rozmawiania z innymi na temat tego, co działo się z nią ostatnimi czasy. Kiedy wreszcie Dyrcio zdecydował, że wie wszystko, co wiedzieć powinien wpisał Tuśkę na oficjalną listę uczniów Akademii. Dziewczyna jednak nie czuła się dobrze pośród rówieśników. Trafiła w zgraną grupę, która śmiała się z wiadomych dla siebie rzeczy, która była raczej zamknięta. Tusia sama jadała posiłki, na lekcjach siedziała samotnie w ławce, nie brała też udziału w rozmowach innych. Przyjęła zasadę: "po prostu się uczyć i rozwijać". Często jednak płakała... - I jak, podobało ci się? - zapytał Leszcz Adę, kiedy obejmowali się we wnęce po kolejnej nieprzespanej nocy.


- Było... zajebiście - powiedziała dziewczyna z lekkim wahaniem. Zauważyła, że przy swoim nowym chłopaku staje się luźniejsza i jakby bardziej rozwiązła. Powoli madonna ustępowała miejsca ladacznicy. - Nie sądziłam, że trójkąciki mogą być takie ekscytujące. - Ja też nie. - Chłopak rozpiął ostatni guzik koszuli. Było mu cholernie gorąco. Nie wiedział jednak, że Ada jest z nim nie do końca szczera. Czasem, podczas pocałunków z Leszczem, wyobrażała sobie na jego miejscu Pietra. Z żalem patrzyła jak ten stacza się coraz niżej - opuszczony przez dziewczynę i przyjaciół ukojenie znajdował w narkotykach. A ona wciąż była pod wrażeniem jego wrażliwości i uczuciowości. Uznawała po prostu, że się zagubił... i chyba potrzebuje pomocy. Madonna po raz kolejny wzięła górę. - Za długo nie wraca - oznajmiła Ania chowając za sobą pusty już kieliszek. - Zdaję sobie z tego sprawę - powiedział Dyrcio siadając okrakiem na ławie przy drewnianym stole. Jego twarz wyrażała zafrapowanie i lęk. - I nie wiem co zrobić. Nasze komputery w żaden sposób nie są w stanie ich zlokalizować. - Może... wysłać misję ratunkową? - zapytała nieśmiało psorka odnajdując w sobie po dwóch flaszkach nieznane do tej pory pokłady odwagi. - Nie. Skoro one nie wróciły, mogło im się coś stać. Nie będę ryzykować życia pozostałej części mojej kadry. - Ale... - Nie. Nie zezwalam. - Nie płacz. Tusia podskoczyła. Głos ją zaskoczył. Było dobrze po północy, nie sądziła, że ktoś ją zauważy tu o tej porze. Była wyczulona na patrole psorów, ale ten głos z pewnością nie należał do żadnego z nich. Po chwili zauważyła zbliżającą się w jej stronę sylwetkę Pietra. Ten usiadł obok niej, położył ręce na kolanach. - Dwaj ałtsajderzy, tak? Tusia chlipnęła potakując głową. Pozwoliła chłopakowi kontynuować. - Wiem jak to jest. Ode mnie też się odwrócili. Ale raczej z powodu błędów, a nie dlatego, że pojawiłem się w nieodpowiednim czasie. Głupie trochę, nie? Ty przynajmniej nie jesteś winna swojej sytuacji. A ja... w jednej chwili przewodniczący, bożyszcze, by spaść na sam dół. Chcę się z tego wyrwać... ale ciężko odzyskać utraconą akceptację. Zdecydowanie łatwiej ją zdobyć będąc tabula rasa. - Nie wiem... Patrząc po mnie chyba nie jest, aż tak łatwo. - Skoro nikt nas nie lubi... Trzymajmy się po prostu razem, ok? W kupie łatwiej. Tusia odwróciła się do chłopaka. Znów przytaknęła. Powoli zbliżyła swoje usta do jego... Ale ten odsunął się z obrzydzeniem. - Nie! - poderwał się z miejsca. - Nie myśl za dużo. Ja po prostu nie chcę, żebyś była smutna i samotna. Ale nie podobasz mi się... chociażby dlatego, że jesteś za gruba. Nic, poza przyjaźnią nie może nas wiązać. Odcinek 2x08 Beyond the mist


Dyrciu spojrzał na migającą ikonkę na pulpicie jego laptopa. "Masz wiadomość". Usiadł na ławie i otworzył nową pocztę. Oparł łokieć na stoliku, a dłonią zaczął drapać się w czoło z niepokojem przyglądając się treści emalii. - Stało się coś? - zapytała psorka Donata widząc niezbyt szczęśliwą minę Irka. - Dostałem komunikat od Dharmy. Kobieta odłożyła kubek z kawą i usiadła obok swojego przełożonego. - Jest bardzo źle? - W jej głosie pobrzmiewał niepokój. - Bardzo. Chcą nas ewidentnie wykluczyć z całej operacji. Można było zaryzykować stwierdzenie, że Pies w końcu się odnalazł. Znajdował się w szczęśliwym związku, w którym kochał i czuł się kochany. Jednak był pewien problem - wiedział, że nie dość, że pociąga Leszcza fizycznie, to ten jeszcze lubi po prostu z nim przebywać. Tak, to była miłość. Ale miłość, którą musiał dzielić się z kimś innym, a to już mu się zdecydowanie nie podobało... - Mam przyjemność ogłosić - zagrzmiał Dyrcio na kolejnym apelu, kiedy już wszyscy uczniowie Akademii zebrali się na dziedzińcu - że niedługo udamy się na tygodniową wycieczkę, w całości finansowanej przez wasze stypendia. Udamy się na biwak do lasu, gdzie zamieszkacie we własnoręcznie rozbitych namiotach, będziecie samodzielnie przygotowywać posiłki i wykonywać różne zadania. Jak bardzo się cieszycie?! Cisza. Tego dnia nagle zapadła mgła. Zupełnie niespodziewanie i jakby bez przyczyny, mimo braku jakiejkolwiek wilgotności powietrza. Kadrę wręcz taka anomalia zaczęła niepokoić. Dlatego też zwołano specjalną naradę, aby spróbować odkryć przyczynę i może wykonać parę telefonów, aby upewnić się, czy sytuacja aby na pewno została przewidziana. Wszystko jednak się wyjaśniło, gdy na spotkanie kadry nie przyszła psorka Ania. A ona potrafiła kontrolować pogodę. Była to jej moc. Wszyscy jeszcze upewnili się w swoich podejrzeniach, gdy znaleziono opróżniony barek w jej pokoju. - Dzięki mgle wymknęła się niezauważona - zawyrokował Dyrcio. - Pojechała szukać Minervy. Odcinek 2x09 Alone Na wycieczkę wszyscy udali się samolotem, co było niezwykłe, jako że udawali się właśnie na obóz przetrwania. Mimo to wszyscy ochoczo przystanęli na propozycję podróżny tak niecodziennym środkiem transportu. I mimo nerwów związanych ze startem, teraz wszyscy siedzieli już wygodnie przepasani na swoich fotelach. Psorowie z przodu, za nimi Gwardia, a za Gwardią cała szara reszta. - Dyrciu, czemu psorka Ania z nami nie pojechała? - zapytała zdziwiona tym faktem Ada, która nieco nachyliła się w stronę Dyrcia. - Została pilnować zamku razem z profesor Gosią. Masterki jednak ta odpowiedź nie usatysfakcjonowała - fałsz w głosie Dyrcia był zbyt dobrze słyszalny.


- Mam problem - powiedział Pietro siedzący obok Psa. Wiedział, że znów może powoli zacząć się wywnętrzać... Ze względu na to, co między nimi było, a także dlatego, że ostatnio wszystkie szykany przeniosły się z jego osoby, na osobę Tusi. - Co się stało? - Widzisz... Ja wiem, że zrobiłem wiele głupot. Narkotyki, dałem się uwieść Tonks, alkohol... I nie powiem, że jest mi z tym źle. Ale jestem w stanie z tego zrezygnować i odsunąć to od siebie. Wziął głębszy oddech. Wiedział, że to co chce powiedzieć, jest trudne do opowiedzenia. - Dla Ady. Bo ja wciąż ją kocham. Wciąż mi się cholernie podoba... I wiem, że gdyby nie moje wybryki, ciągle bylibyśmy razem... - Rozumiem cię - powiedział ku zaskoczeniu zakochanego Pies. - Doskonale cię rozumiem. I jako, że jesteś moim przyjacielem, pomogę ci. Pomogę ci odzyskać Adę. Nie powiedział już na głos, jak jemu samemu będzie to bardzo na rękę. Jakąś godzinę zajął im lot na miejsce docelowe. Pilot Donata gładko wylądowała odrzutowcem na polanie, na której znajdowało się wystarczająco dużo miejsca. Wszyscy opuścili pojazd tachając ze sobą ciężkie plecaki, śpiwory i namioty. Z niemałym żalem opuszczali ciepły samolot z ekspresem do kawy na rzecz taplania się w błocie podczas ulewy, która właśnie obficie lunęła z nieba. - Pamiętajcie, do samolotu wracamy dopiero za tydzień, chyba że będą jakieś nagłe wypadki! zakrzyknął Dyrcio, aby przebić się przez huk błyskawic. Nie odpowiedział mu żaden entuzjazm. Psorka Gosia przemierzała puste, sterylne korytarze centrum medycznego. Odgłos jej butów na obcasach niósł się chyba przez całe centrum wzmacniany echem. Ta jednak nic sobie z tego nie robiła. Po prostu podeszła do drzwi nad którymi znajdował się napis "Kostnica", a przez czytnik kart przesunęła swój identyfikator. Weszła do ciemnego pomieszczenia, gdzie stale utrzymywano niską temperaturę. Z jej ust poleciała para. Podeszła do jednego ze stołów i odsunęła białe prześcieradło. Z kurtki wyjęła strzykawkę, której igłę wbiła w ramię denatki. - Obudź się, Aru... Odcinek 2x10 Under the lantern - Czemu akurat te okolice? - zapytała psorka Donata ogrzewając sobie ręce nad rozpalonym niedawno ogniskiem. Wiał porywisty wiatr, który lada chwilę mógł go zgasić. - Nie wiesz czemu? Spójrz, w okolicy bunkry Dharmy... - odpowiedział Dyrcio wykonując ręką gest, jakby wskazywał całą najbliższą okolicę. - ...ich główna siedziba, centrum dowodzenia. - Właśnie. Przecież to niebezpieczne... - A nikt nigdy nie powiedział ci, że najciemniej jest pod latarnią? - Jak poszło? - Nieźle - odpowiedziała Nana nie odwracając się. Minęła Hermi i szła cały czas przed siebie. Dziewczyna jednak nie dała za wygraną. Ruszyła spod ściany o którą się opierała odgarniając sprzed

czarnych

okularów

pasemka

kasztanowych

włosów.

Nie

doganiała

koleżanki,

ale


utrzymywała za nią stały dystans. - Wiesz, w końcu matura to ważna rzecz. - O co ci chodzi? - w końcu poddała się Nana. Odwróciła się do koleżanki. Jej mina wyrażała zdenerwowanie. - Dyrciu próbował cię zwerbować do tej całej swojej Akademii, prawda? Wiesz, że to nie ma sensu. Że tam będzie nas tylko ograniczał i prał nam mózgi. Sami możemy się zdecydowanie bardziej rozwinąć i dokonać wielkich rzeczy. Dołącz do nas. Wstąp do Diamond Clubu. - Przykro mi, ale mam inne zobowiązania - rzuciła na odczepnego, choć w jej głosie nie było słychać najmniejszej nutki żalu. - Coś czuję - powiedziała Ada ściągając rękę z nagiego brzucha Leszcza. Ten przewrócił się na bok, by lepiej dostrzec jej twarz, zrzucając jednocześnie z siebie nogę Psa, który już dawno zasnął. Byli tylko w trójkę w tym namiocie. - Wiem, że mogę nieco śmierdzieć, ale to w końcu obóz przetrwania... - Nie, cicho... Dziewczyna wysunęła swoje pazury. Zauważyła przemykające po okolicy dziwne światła, jakby z latarek. Powoli wstała i odsunęła poły namiotu. Dzięki wyostrzonemu wzrokowi dojrzała sylwetki zakamuflowanych ludzi. Jednakże los nie był dla niej szczęśliwy - jeden z nich dostrzegł ją. Wystrzelił w nią strzałkę ze środkiem usypiającym, ale nim padła na ziemię wydobyła z siebie głośny krzyk budząc wszystkich dookoła. Z namiotów zaczęli wybiegać ludzie i profesorowie. Wtedy też i żołnierze w morowych uniformach rozpoczęli intensywny ostrzał - rozpoczęła się walka. Szpaku powalił paru kościami... Jeden z nich przymierzał się by uderzyć Pietra bagnetem, ten chciał być niewidzialny... Ale zobaczył ranę. - Adamantium. Metal neutralizujący mutacje. Z tego też są twoje kajdany - powiedział wykręcając jego rękę do tyłu i zakładając na nie kajdany. - Nie mamy szans! Musimy uciekać! Przegrupujemy się i odbijemy pojmanych! - Zarządził Dyrciu. Kiedy dzięki swym mocom oddalili się na bezpieczną odległość i upewnili się, że nikt ich nie goni, zreflektowali, że brakuje czterech ludzi. Ady, Pietra, Leszcza i Lecy. - O, ładna dupcia - powiedział jeden z żołnierzy zagradzając drogę do środka. - Dla ciebie pani ładna dupcia - odpowiedziała zgryźliwie Ania. - Tak? W takim razie gdzie twoja przepustka? Profesorka z impetem wysunęła do przodu obie ręce, z których wystrzeliły błyskawice w wartowników porażając ich na miejsce. - Mam nadzieję, że to wystarczy. Ze zwęglonych resztek jednego z mundurowych wygrzebała kartę magnetyczną i przesunęła ją przez czytnik. Drzwi się rozsunęły. Bunkry stały przed nią otworem. Odcinek 2x11 Dossiers - Nie chcę tego robić - oznajmiła Nana stając naprzeciw wysokiego mężczyzny w garniturze. Stał plecami do okna, z rękoma splecionymi na piersiach. Wyglądał na jakieś pięćdziesiąt lat. Na głowie


pojawiły się już ładne zaczątki siwizny, które jednak jedynie dodawały mu powagi. - Ale zrobisz, tak? - W jego głosie wbrew oczekiwaniom kobiety nie było zdumienia. - Nie mam wyboru. Oni mają moją matkę i mojego ojca. Powiedzieli, że ich zabiją, jeśli nie wykonam zlecenia na pana... - Po co mi to mówisz? - Bo... czuję żal. I nie chcę tego robić. Ale wybieram mniejsze zło. - Mniejsze zło? Przecież wiesz, że to się nie skończy. Wszędzie są kamery. Dostaną w swoje ręce nagrania i będą cię nimi szantażować. - Nie chcę, aby moi rodzice umarli. - Nana zrobiła krok do przodu. Ujęła między palce podbródek mężczyzny unosząc go na tyle wysoko, by ich spojrzenia spotkały się. - A teraz pan chce wyskoczyć przez okno... Pozostałym cudem udało się powrócić do odrzutowca. Psorka Donata przejęła stery i startowała niczym najwytrawniejszy pilot, starając się, aby ostrzał z karabinów żołnierzy Dharmy stanowił dla nich jak najmniejszy problem. Poderwali się nieco ponad korony drzew w ułamku sekundy, tak że niektórzy dosłownie latali po pokładzie, gdyż nie zdążyli zapiąć pasów. - Ok, od tej pory będę spokojna - obiecała pilotka pewniej chwytając stery. Dyrciu zaś wstał od swojego miejsca i ruszył do tylniej części, gdzie znajdowały się siedzenia, telewizor i reszta wygód. - Słuchajcie. Od tego momentu toczymy otwartą wojnę o nasze być i nie być. Jest nas jednak zbyt mało. Dlatego... Została was piątką. I musicie zwerbować kolejnych LSMowiczów... którzy odkryli moce, ale nie zachcieli wstąpić do Akademii. Szopen. Dark Man. Tymon. Vlary. Spike. Podzielcie się jakoś... i pamiętajcie, że od waszych umiejętności dyplomatycznych zależy nasze być lub nie być. Ada i Pietro znaleźli się w niezwykle luksusowej sytuacji - dostali dwuosobową celę, gdyż izolatek zabrakło. Co prawda nie było tu jaśniej czy wygodniej... ale na pewno raźniej w towarzystwie. Oboje ściskali się na jednej pryczy i patrzyli przed siebie nieobecnym wzrokiem rozmyślając o obecnej sytuacji. - Adamantium, tak? - zapytała Ada spoglądając na kajdany, które krępowały zarówno ją, jak i Pietra. Miała dość tej nieznośnej ciszy. - O ironio losu, ja mam pazury z adamantium. Dziwne, że nie blokują moich zdolności... - Widać są jakoś odpowiednio spreparowane. A takie kajdany... - Pietro westchnął. Nie musiał nawet kończyć. Nie mieli żadnych szans, że uda im się stąd uciec. - Czy ty... dałabyś... tak bez zobowiązań zaprosić się na ciastko? Wiesz, głupio się czuję po tym co się stało i chciałbym cię jakoś przeprosić... Może to nic znaczącego, ale... - Liczy się gest Pietro, liczy się gest - upewniła go Ada uśmiechając się do niego najszerzej jak tylko mogła w tak dołującej sytuacji. Wysoki, chudy jak patyk mężczyzna stanął za krzesłem, na którym siedziała śliczna blondynka hojnie obdarzona przez naturę. On z całą pewnością nie wyglądał jak jakiś badacz - nieźle zbudowany, z krótko ostrzyżonymi włosami i uśmiechniętą twarzą bardziej przypominał kolarza. - I co? Zebrałaś ich dossier? - Maliszewska, Adrianna, 15, Katowice. Buszewski, Piotr, 14, Bełchatów. Leszczyński, Marcin, 16, Bydgoszcz. Lecyńska, Joanna, 14, Bytom. I Szpak... Nic o nim nie wiemy. Ale włamaliśmy się do


bazy Akademii, znamy tożsamości wszystkich uczniów. - Złapcie ich, nie zabijajcie. - Czy chcesz mieć też ciało tej Shiraoi do eksperymentów? - Nie, tym się nie kłopoczcie. Odcinek 2x12 Mutant generals - Witaj Aru. Jak się czujesz po zmartwychwstaniu? - powiedział Dyrciu tuląc dziewczynę do siebie na dzień dobry. Na chwilę obecną była dla nich bardzo ważna. Ba! Była wręcz kluczem. - Ja... nic nie rozumiem - powiedziała zupełnie bezdusznie. Cały dzień nowego życia próbowała jakoś poskładać to wszystko do kupy, jednak niektóre elementy tej układanki wzajemnie się wykluczały. - Wiem. I już ci powiem? Usiądźmy może. - Zaproponował dyrektor. Tak też uczynili, przysiadając na dwóch fotelach na korytarzu jednego z pięter. Dyrciu skalibrował Aru, przyjmując dokładnie taką samą pozycję ciała. - Otóż widzisz... Była okazja. Leżałaś ciężko ranna, mogliśmy wprowadzić do twojego organizmu truciznę, która wprowadziła cię w stan czegoś w rodzaju śmierci klinicznej. Była żałoba... A i wszyscy uwierzyli biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia. Nie wzbudziło to niczyich wątpliwości. A my... Widzisz Dharma poluje na mutantów. To organizacja o wielkich wpływach. Będzie wyłapywać ich na podstawie danych, które na pewno zdobędą... - Ale nie będę zaprzątać sobie głowy martwą dziewczyną? - Tak. Dlatego jesteś dla nas tak ważna. Możesz działać nie ściągając na siebie ich uwagi. Zbieramy armię. Ty będziesz jej generałem. - Już raz odmówiłem, nie wiem więc czemu teraz miałbym się zgadzać - powiedział Tymon, kiedy razem z Tonks spacerował po historycznych miejscach Torunia. Chodzili sobie tak już dobrą godzinę. Dziewczyna opowiadała mu o zaletach Akademii, pasjonujących zajęciach... on jednak pozostawał nieugięty. - Proszę. Wszyscy jesteśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie i tylko razem możemy mu się przeciwstawić! - Nie wiem nic o żadnych niebezpieczeństwie. Żyję tak jak żyłem do tej pory, nic mi nie grozi. - Na przystanek akurat podjechał tramwaj. Wsiedli do niego, ale ponieważ był tłok musieli stanąć na stopniach opierając się o drzwi. Przez parę minut jechali w ciszy. Bah. Kolejna wizja. Mężczyzna w kapeluszu odwraca się. Sięga po broń. Tonks coś zauważa, otwiera szerzej usta. Strzał. Tymon pada martwy. - Uważaj! - krzyknął młodzieniec odwracając się na pięcie i popychając je, by się otworzyły. Coś jednak się zepsuło. Pierwszy raz w życiu nie był w stanie zmienić przyszłości. Mężczyzna w kapeluszu odwrócił się. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Ostrożnie sięgnął po pistolet, ruchem delikatnym i wyuczonym, tak że ludzie nawet nie zwrócili na to uwagi. Uśmiechnął się. Tonks dostrzegła na lufie logo Dharmy. - Mamy problem - powiedziała kopiując siebie tuż przed Tymonem. Kula utkwiła w Tonks Prim.


Podniósł się raban. Ktoś krzyknął. - Musimy uciekać! Drzwi się otworzyły. Wtedy dopiero Tymon zrozumiał, że jego moc nie zawsze go obroni. I że wcale nie jest tak bezpiecznie jak do tej pory sądził. Minervie ściągnięto z głowy worek po kartoflach. Stała teraz w dużym pomieszczeniu, które nieco przypominało zaniedbaną salę operacyjną. Na podłodze znajdowały się ślady krwi, podłoga i ściana były zaś pokryte ciemnobrązowymi kafelkami. Na samym środku znajdował się metalowy stół z licznymi skórzanymi pasami, nad którym wisiały ledwo palące się lampy. - Co im damy? - zapytała blondynka. - Hm... - powiedział niski, krępy doktor Wildsztajn podchodząc do szafki z narzędziami. Wziął strzykawkę z czarny płynem i igłę. Nie wyglądały na sterylne. - Wszelkie badania wskazują, że ona jest ósemką. Ale nie mamy tej pewności. Bardzo ciężko jest ich przypisać do konkretnych elementów równania... a jeśli zrobimy to źle to całą naszą pracę demon trzaśnie. - Musimy zaryzykować - powiedziała blondynka. - Kark - zakomenderował doktor. Minerva nie drgnęła. Ten więc wziął zamach i uderzył ją w głowę, tak że dziewczyna wygięła się do przodu. Blondynka podeszła do niej i położyła rękę na szyi. - Popilnuję jej. Tatuuj spokojnie. - Daleko zaszłaś - usłyszała znajomy głos Ania, kiedy przemierzała mroczne, niskie korytarze bunkrów. Odwróciła się na pięcie i zauważyła stojącą za nią Nanę. Uśmiechnęła się ulgą. - Myślałam, że coś wam zrobili. Nie pozwolili mi was ratować, uciekłam... - Ale my nie potrzebujemy ratunku. - Nie? - Profesorka nie kryła zdziwienia w swym głosie. - Udało nam się wymknąć z cel. Minerva już czeka na zewnątrz, ja musiałam wykasować tylko im dane z komputerów dotyczące badań. Nie ryzykuj więc złapania i chodź z nami.

Odcinek 2x13 Different objectives Wszyscy zostali zebrani w dość obszernej sali, choć równie obskurnej jak ta operacyjna. Wszystkich więźniów ustawiono pod ścianą, tyłem do laborantów. Ci podchodzili do nich z różnych stron, mierzyli, zapisywali coś... rozmawiali. Mutanci nie mogli jednak dostrzec niczyich twarzy, gdyż na ich głowach znajdowały się worki. Stali zupełnie nadzy... - Czego mogą dotyczyć te dane? Jak mamy na nich wpływać? - Właśnie tym musimy się zająć, to musimy zbadać, żeby osiągnąć choćby wynik nie wspominając o manipulacji nim. - Jakieś pomysły? Kolor włosów? Wzrost? DNA? - Nie wiem. Badajmy. Analizujmy. Dopóki nie osiągniemy czegoś co można odczytać jako kod geograficzny czy zaszyfrowaną datę...


Gollum zmieniła się w cień, który przylgnął do ściany, kiedy usłyszała kroki w przedpokoju. Jeśli to Vlary, zrozumie, a nie chciałaby, żeby zobaczył ją ktoś postronny. Do pokoju młodzieńca wszedł wyczekiwany przez nią Paweł... Ale nie sam. Był z innym chłopakiem. Nic nie mówili. Rzucili się na siebie rozbierając się wzajemnie - rwali za guziki, ciągnęli spodnie w dół. Drugi, nieznany Gollumowi chłopak rzucił Vlary`ego na łóżko obsypując jego nagie ciało pocałunkami. - A może... spróbowaliśmy czegoś nowego? - Na przykład? - zafascynowany Paweł pisnął z przejęcia. Jego partner na chwilę się podniósł z łóżka i sięgnął po kurtkę. Wyjął z niej kajdanki. - Wygląda obiecująco - przyznał uke. - Wiem - jego chłopak objął jego nadgarstki i skrępował. Jednak zamiast przejść do czegoś dalej po prostu się odsunął. - Co?! Co robisz?! - oburzył się Vlary. Gollum z coraz większym zaciekawieniem przyglądała się tej scenie. Zdziwiła się jednak, gdy chłopak z kurtki wyciągnął strzykawkę. Paweł zaczął krzyczeć. - To środek nasenny. Łatwiej będzie cię przetransportować. Na strzykawce znajdowało się logo Dharmy. Gollum wkroczyła do akcji. Przesunęła się jako cień pod chłopaka, by wystrzelić spod niego i uderzając otwartą dłonią w twarz. Z nosa chlusnęła krew. Poprawiłą porządnym kopniakiem. - Gollum! - I co? Zdziwiony, że też jestem mutantką? I że dobrze walczę? I umiem używać mocy? To wszystko zasługa Akademii. - Powiedziała kładąc się obok niego. Cieszyła się widokiem skrępowanego, nagiego Vlary`ego. - Chcesz mnie zwerbować? Nie ma mowy. Pewnie sami nasłaliście na mnie tego podrywacza, abyś mogła zaprezentować swoje moce. A ja nie chcę być w jednym zamku z dyrektorem despotą i bandą pedałów. - Nie to nie - Gollum podniosła się z łóżka i ruszyła w stronę wyjścia z pokoju. - Nie masz zamiaru mnie uwolnić?! - Przepraszam - powiedziała Nana wpychając Anię do celi. - Ale ja naprawdę muszę dla nich pracować. Szantażują mnie. - Ta, jasne - odburknęła Ania. Jakoś niezbyt wierzyła w te wynurzenia. - Zdrajca pozostanie zdrajcą. - Przykro mi. Zamknęła drzwi na klucz. Fafik była cholernie zła. Matka, jako posłanka przeprowadzała się do Gdańska, z którego to okręgu wpisana była na listę posłów. A córkę chciała mieć blisko siebie. Teraz jechały samochodem, a Ola ze smutkiem przyglądała się oddalającemu się Gniewowi. - Tam też będzie mi łatwiej kontrolować twoją nową szkołę. Tu nawet nie mam pewności czy nie uczą się w niej jacyś mutanci. - A nawet jeśli? Co w nich złego? - Są anormalni. Trzeba ich odizolować, mogą mieć zły wpływ na normalnych ludzi.


- A w ogóle... Teraz to chyba będziemy bogaci nie? PiS ma dużo kase. Te wszystkie billboardy, pieniądze dla posłów... - Powiem ci w tajemnicy, że teraz może być gorzej. Kiedyś finansowała nas potężna organizacja, której przepchnięto parę ustaw. Ostatnio jednak wystąpił pewien konflikt interesów... Odcinek 2x14 Bad guys Kto jest zły, a kto dobry? Czemu tak ważne było sfingowanie jej śmierci? I czemu Dharma przemocą zmusza ich do uczestnictwa w czymś, co sama uważa za służbę światu? Aru usiadła na parapecie i spojrzała za okno. CPE wcale nie jest lepsze. Sfingowało jej śmierć, chce walczyć na śmierć i życie. Nie ma czerni i bieli. Wszystko jest w najróżniejszych odcieniach szarości. Czy musi więc stawać w pierwszym szeregu? Czy warto się narażać? A może wystarczy wrócić do domu, zapomnieć o Akademii i zdolnościach do bycia niewidzialną? Znów normalnie żyć? Ale wtedy musiałaby poświęcić zbyt wiele. Musiałaby poświęcić Minervę. A tego nie chciała. Dla niej szła w bój. Chciała tylko mieć siłę, by wierzyć że z nią jest wszystko w porządku. - Powodzenia - powiedziała Gollum przytulając Szpaka. Ten ją objął. Czekał właśnie pod odrzutowcem, który miał odtransportować go do Wielkiej Brytanii, gdzie obecnie przebywał Dark Man. - I pozdrów go, jeśli nie zgodzi się przyjechać. - Zgodzi się. Nie wierzysz w mój dar przekonywania? - Chłopak zaśmiał się serdecznie, jakby zupełnie ignorował zbliżające się niebezpieczeństwo. - Coś może ci się stać. - Trudno. - Martwisz się? - O co miałbym się martwić? - zapytał lekko zdziwiony kierunkiem, w którym zaczęła toczyć się rozmowa. - O Lecę. Mimo, że robiła ci co robiła, jest twoją dziewczyną... - Nie wierzę, że to mówię, ale nie dbam już o nią. Gdy nie ma jej u mego boku, czuję się wreszcie taki wolny. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. - Żadnych? - Żadnych. Wtedy ją pocałował. - Mamo, mogę na chwilę skorzystać z twojego komputera? Umówiłam się na Skypie. - Poprosiła Fafik mamę podchodząc pod próg jej gabinetu. - Jasne, nie ma sprawy! - odkrzyknęła biorąca własnie prysznic kobieta. Fafik usiadła przy nowoczesnym sprzęcie i włączyła odpowiedni program. Szara ikonka mówiła, że Szopen się jeszcze nie pojawił. Z nudów zaczęła przeglądać zawartość komputera. Jej wzrok przykuł folder z archiwum mejlowym. Kliknęła powodowana ciekawością, cóż takiego może być tematem korespondencji polityków. "Nie podoba mi się to. Wciąż jesteśmy słabsi od Dharmy, ale nie możemy liczyć na wzajemne, dobre kontakty. Musimy coś zrobić. Albo zupełnie się odłączyć... ale zdobyć większe od niej


wpływy. Nie rozumiem. Mając takie wpływy, takie możliwości oni służą społeczeństwu zamiast po prostu nim manipulować. Wyobrażasz sobie, co byłoby, gdybyśmy się nie pokłócili? Mając wiedzę, do której oni wkrótce dojdą... Społeczeństwo jadłoby nam z ręki." "RE: Lub popadło w totalną apatię. Taka wiedza jest niebezpieczna." Wtedy pojawił się Szopen. Vader i Wojtek usłyszeli szczęk zamka. Po chwili ciężkie, metalowe drzwi stały przed nimi otworem. Zobaczyli stojąca w progu Nanę. Wyglądała na przestraszoną, acz pewną swych działań. - Chodźcie szybko, zanim nas zauważą. Będziemy musieli się ukrywać, dopóki nie przybędą posiłki... Ale może uda nam się jakąś małą dywersję uskutecznić. - Ale... czemu? Skąd mamy wiedzieć, że nas nie zdradzasz? - Każdy z nas musi znaleźć w sobie pokłady odwagi, by sprzeciwić się oprawcom. Idziecie czy nie? Odcinek 2x15 Hidden memory - Jeszcze nie możemy stąd uciec - oznajmiła Nana widząc przerażone spojrzenia Wojtka i Vadera. Po pierwsze Dyrciu zapewne zapragnie wszystkich odbić... Musimy wykonać coś w rodzaju sabotażu i dywersji. Podkopiemy Dharmę od środka. Pierwsza rzecz... Wojtek musi skorzystać ze swoich mocy i dostać się do pokoju z komputerami, włamać się i skopiować na płytę - profesorka podała mu ją - wszelkie dane, po czym skasować je. - Czemu po prostu nie otworzymy tych drzwi? - zapytała Vader. - Czy to jakiś PROBLEM? - Tak. Mi też do końca nie ufają. Nie mam dostępu do każdego miejsca w tych bunkrach. Więc Wojtuś... - Robi się. A gdyby coś mi się stało... Powiedzcie Babci, że ją kochałem. Wojtkowi nagle zaczęły maleć piersi, zaczął chudnąć i zmniejszać się. Po chwili był już tylko plamą tłuszczu. Przecisnął się pod niewielką wyrwą między progiem a drzwiami i znalazł się w komputerowni. Plusk. Podeszwy japonek Szpaka zmoczyły się w krwi. Wszędzie unosił się zapach śmierci. Jego uszy bombardowały odgłosy pracy przeróżnych urządzeń mechanicznych. Ludzie patrzyli nieco dziwnie - z pewnością nie powinien znajdować się w tej krainie zagłady. Był zbyt perfekcyjny - włosy uczesane z równym przedziałkiem po środku, nieskazitelnie biała koszula i czarne bojówki. Zatrzymał się przy operatorze jednego z urządzeń - położył mu dłoń na ramieniu. Ten odwrócił się. Wyglądał co najmniej niechlujnie. Między bujną brodę tylko z trudem można było dostrzec usta. - Dark Man. - Co... - zapytał nieco zdziwiony. Nikt od dawna się do niego tak nie zwracał. - Szpak. Przychodzę z wiadomością od Dyrcia. Znowu zbiera specjalnych, najwierniejszych ludzi. - Specjalnych? Z nadgarstka Szpaka wysunęła się długa, ostra kość, którą wyjął z ciała. - Tak. Wszyscy mają moce, masz i ty. Wiemy o tym. Dlatego idź z nami, gdyż może ci grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. Ta fabryka mięsa nie jest bezpiecznym miejscem.


Przez niewielką szpareczkę w metalowych drzwiach został wsunięty talerz z tostem z jajkiem benedykta (choć Tusia nie wiedziała, że to jajka benedykta) i szklanką herbaty Earl Grey (choć dla niej to była zwykła herbata). Dziewczyna spojrzała na to z łakomstwem. Od trzech dni nic nie jadła, nic nie piła. Chciała schudnąć dla Pietra. Ale teraz... coś ją dopadła. Pochłonęła jajko, tost i herbatę. Miała ochotę na więcej. Słodkie czy kwaśne, nie miało to teraz znaczenia. Podniosła się z klęczek. Poczuła, że całe jej ciało ogarnia niezwykle przyjemne uczucie. Coś w rodzaju podniecenia... Zjadła... Ale może być jeszcze chudsza. To co siedziało w niej można było poniekąd nazwać radością. Każdy mięsień jej ciała być rozluźniony. Wsadziła sobie dwa palce do gardła. Blondynka w białym fartuchu, do której wszyscy odnosili się z szacunkiem i nazywali Julią weszła do celi Minervy. Dziewczyna nawet nie podniosła wzroku na pracownicę Dharmy, wciąż siedziała na ziemi ze spuszczoną głową. - Nie zapytasz czego chcę? - Nie obchodzi mnie to już. Kark mnie boli przez wasze eksperymenty. - Z pewnością nie pocieszy cię wiadomość, że robimy to dla dobra całej ludzkości? - Ojej, jacy wy wspaniałomyślni - zaironizowała Anna. Minerva podniosła wzrok. Zobaczyła strzykawkę w dłoni doktorki. - Tylko pobierzemy trochę DNA do dalszych testów. Wtedy przelała się czara goryczy. Minerva chciała coś z tym zrobić. Uciec? Nie miała szans. Nawet jeśli wydostnie się z tej celi nie zna rozkładu bunkrów, z pewnością się tu zgubi. Chyba, że... Poderwała się z miejsca. Stanęła naprzeciw Julii i spojrzała na nią. Lekarce trysnęła krew z nosa. Minerva penetrowała jej nie ciało, ale rozum. Wtedy padał deszcz. Minerva patrzyła na wspomnienie Julii jej oczyma. Katowicki rynek. Ludzie chronią się pod wiatą, biegająca rozschlapując kałuże, wszystko jest takie mroczne. Jakiś mężczyzna biegnie w jej stronę, głowę chroni przed deszczem dużą aktówką. Przytula się do Julii. Całuje namiętnie. Minerva czuje smak jego pocałunku. Musiał być silny, skoro odcisnął w pamięcie doktorki takie wrażenie. Wtedy też mężczyzna spokojnieje, patrzy jej w twrz... Minerva zna tę twarz. To Dyrcio. A na jego aktówce znajduje się logo Dharmy. Odcinek 2x16 Who is Valenzetti? - Byłam dla niego zbyt niedobra - powiedziała Leca siedząc pod ścianą. Opierała się o nią a nogi objęła ramionami. Płakała. - Chciałam zatrzymać go za wszelką cenę. Wymuszałam miłośc... To nawet nie była miłość... Może się po prostu bał? - Nieprawda - powiedział Szpak przykucając naprzeciw Lecy. - Po prostu ... w pewnym momencie zbłądziłaś. Ale wszystko da się naprawić. Wszyscy popełniamy błędy. - Ale niektóre są niewybaczalne. Teraz on się pewnie cieszy, że mnie nie ma u jego boku. - Nieprawda. Na pewno tęskni. I zrozumie, że to co robiłaś było silniejsze od ciebie. I wybaczy. - Nie. Nie wybaczy. Na tym obozie... w namiocie... Ja go zgwałciłam, Leszczu.


W tej małej, niewygodnej celi zapadło milczenie. Atmosfera była tak kłopotliwa, że niemalże namacalna. Fafik dawno się tak nie uśmiała. Na starówce spotkała się z Szopenem. Obyło się bez walk, bez wyzwisk... I o dziwo chłopak zgodził się tymczasowo dołączyć do popleczników Dyrcia. Oczywiście nie obiecał, że zostanie uczniem Akademii. Jednakże ostatnio zbyt wiele osób próbowało się go pozbyć - czuł się zagrożony. I chęć walki z Dharmą nie była z jego strony żadnym przejawem altruizmu i chęci pomocy innym, ale chłodną kalkulacją. Dziewczyna się jednak tym nie przejmowała. Dla niej i tak był najwspanialszy - i zdolny do największych poświęceń, aby tylko uratować swoich przyjaciół. Szła wtulona w niego, aż pod drzwi swojego mieszkania. Zadzwonił dzwonkiem. Wyrwała się z uścisku Szopena, aby matka nie zobaczyła ich razem w tak dwuznacznej sytuacji. - Witaj. O, to twój chłopak, jak się cieszę - mama Oli tryskała niewiarygodną energią i radością. Zaskakujące. Dziewczyna poczuła się lekko zbita z tropu i nie wiedziała co powiedzieć. - Nazywam się Bartek - Szopen wyciągnął dłoń ratując dość niezręczną sytuację. - Miło mi poznać. Mam dla ciebie dobre wieści. Otóż możesz wrócić do tej swojej prywatnej szkoły w Gniewie. Startuję bowiem na stanowisko burmistrza z Gniewa. Mam już nawet panią do prowadzenia kampanii reklamowej. Z wykształcenia jest italistką, ale ma naprawdę świetne pomysły. Japonia to dziwny kraj. Małoletni Pies był wyższy na ulicy od prawie każdego dorosłego przechodnia, a najwyższy Japończyk jakiego zobaczył był jego wzrostu. I do tego te tłumy, ten hałas... Zagonieni ludzie. Jak miał tu kogokolwiek znaleźć? Skierował się tam, gdzie poradził mu zacząć Dyrcio. Kendo Dojo. Wszedł do olbrzymiej szkoły, gdzie ściągnął buty zaraz przy wejściu, a miły recepcjonista cały czas kłaniający mu się w pas zaprowadził go na salę treningową. Tam właśnie stała Spike odziana w czarne kimono, drewnianym bokenem walcząca ze swoimi mistrzem. Walka była niesamowicie dynamiczna. W pewnym momencie sensei skoczył do tyłu, wyciągnął rękę... A z ławki, spomiędzy kupy jego rzeczy przyleciał pistolet z logiem Dharmy. Spike`a zamurowało. Jej blada twarz jeszcze zbledła, a oczy otworzyły się szerzej z przerażenia. Pies nie namyślając się długo pokrył się czarną powłoką i rzucił do przodu. Kula odbiła się od jego ciała. Przyspieszył. Barkiem uderzył w trenera, który wypuścił pistolet. Ten został złapany przez Spike`a. Strzeliła w dłoń senseia wytrącając mu bokena. - Dobrze strzelasz. - Jak miałam jedenaście lat zdobyłam honorową odznakę Strażnika Teksasu - odparła dziewczyna wykonując salto w powietrzu. Objęła mistrza, udo założyła za jego pośladek. - To chyba nie czas na umizgi! - oburzył się Pies. I wtedy z ciała Spike nagle wyskoczył igły, podobne jak u iglastych ryb, które wbił się w ciało senseia. Kiedy ten poraniony upadł na kolana, igły z powrotem oklapły pod skórę. - Cóż, chyba dążycie do małego reunion mutantów, czyż nie? Wojtek zasiadł przy jednym z komputerów, kiedy tylko przywrócił objętość swego ciała do normalnej wartości. Wsunął dysk do stacji cd-rom i zaczął kopiować dane. Jego wzrok przykuł


pewien folder. 4-8-15-16-23-42. To liczby, które każdemu z nich tatuowano na karku, jakby chciano nadać im pewne wartości. W folderze znajdował się tylko jeden plik. "Valenzetti". Otworzył go. "Jak twierdzi Enrico Valenzetti, jeden z naszych czołowych badaczy, udało mu się odkryć zakodowane w najważniejszych dziełach ludzkości przesłanie dotyczące końca świata. Udało mu się przeliczyć je na równanie składające się z cyfr 4, 8, 15, 16, 23, 42. Nazwano je na jego cześć Równaniem Valenzettiego. Nie wiadomo jednak na jakiej zasadzie owo równanie ma wyznaczyć dane dotyczące końca świata i w jakiej formie zostaną otrzymane. Data? Współrzędne geograficzne, gdzie rozpocznie się Apokalipsa? Na łożu śmierci wyznał, że kluczem będą Nowi Ludzie. To wyznanie było dość kontrowersyjne, dopóki pracownicy Dharmy nie wspomogli powstania nowego gatunku człowieka. Ujawnili ich geny poprzez podawanie odpowiednich stymulantów. Wierzy się, że to właśnie ci ludzie są kluczem do rozwiązania Równania. Niestety nie wiadomo w jaki sposób ma się z nich korzystać. Na chwilę obecną wiedzie teoria, że każdy z nich ma przyporządkowaną daną liczbę i poprzez manipulację nią można odczytać Równanie, a w konsekwencji opóźnić nawet koniec świata. Istnieją także inne przesłanki, mówiące że konkretnym liczbom-mutantom odpowiadają konkretne dane i przyglądając się kodowi genetycznemu, ilości odchyleń można wyznaczyć dane dotyczące Końca Świata. Badania obecnie prowadzi stacja The Castle, wyniki jednak nie są zadowalające..." Odcinek 2x17 Another station - Cieszę się, że was tu widzę - powiedział Dyrcio spoglądając z podwyższenia na wszystkich zebranych. Tak, teraz rzeczywiście byli prawie armią. Napawali go dumą. Wszyscy siedzący na miejscach też się uśmiechnęli. - Teraz stoczymy batalię. Batalię o możliwość godnego życia dla was. Naszym głównym celem jest ochrona was i zniszczenie zagrażającej wam organizacji nazywającej siebie Dharmą. Jak to zrobimy? Niepostrzeżenie dostaniemy się do lasu. Tam, Shiraoi przebrana za pracownika, z odpowiednią przepustką dostanie się do środka. Uda jej się to, gdyż jej jako jedynej z nas nie będą w stanie zidentyfikować jako mutanta, gdyż martwą z pewnością nie zawracali sobie głowy. Wpuści nas, a my windą dostaniemy się na niższy poziom bunkrów. Tam będzie trzeba założyć ładunki wybuchowe w dwóch newralgicznych miejscach konstrukcji. Miejmy nadzieję, że uda nam się na czas uciec. Wszystko jasne? Do boju więc. - Dobrze. - Nana odebrała od Wojtka płyty. - Skoro dywersja... Myślę, że możemy zrobić krok dalej. - Znaczy? - Uwolnimy kolejne osoby, które mogą nam pomóc. Wojtek zmienił objętość swego ciała, tak aby pomóc niepostrzeżenie posuwać się po podłodze jako plama niemalże. Nana zaś z Vaderem ostrożnie skradały się, dopóki nie dotarły do dwóch cel. Dzięki umiejętnością zabawy z zamkami Nana po chwili uwolniła Adę, Pietra i Minervę. Radościom, acz cichym nie było końca. Natalia pokrótce wtajemniczyła ich w swój plan przygotowania gruntu na inwazję pod Dyrcia. Z początku Minerva niezbyt wierzyła osobie, która ją zdradziła, ale stwierdziła, że teraz nie ma innego wyjścia jak jej zaufać.


- Chwila... Dyrciu szykuje inwazję, tak? - zapytała Minerva zatrzymując się na środku korytarza. - No tak... A przynajmniej taką mam nadzieję. Żeby uwolnić nas wszystkich i zniszczyć tę cholerną Dharmę. - Nie ufam mu. We wspomnieniach jednej z doktorek widziałam, że miała romans z Dyrem.... I że on miał aktówkę z logiem Dharmy. Aru podeszła do wejścia do bunkrów. Przywitała się ze strażnikami i podała im swoją przepustkę. Weszła bez problemów. Kiedy upewniła się, że nikt nie patrzy stała się niewidzialna i w takim stanie przemierzając bunkry dostała się do pokoju, gdzie sterowano wszystkim. Żołnierze na krzesłach zdziwili się, gdy zobaczyli, że drzwi same się otwierają. I zamykają na zamek. I że są zabijani jeden po drugim. Inteligencja policjantów. - Dwóch przy wejściu. W okrągłym pomieszczeniu jest winda na niższy poziom. Tam jest czterech strażników. Aru już tam na nas będzie czekać - oznajmił Tymon, który wysilił się, by zobaczyć przyszłość. - Ok. I rozpętało się piekło. Bez trudu pokonali dwóch strażników na wejściu. Nie rozbrzmiał nawet alarm, a drzwi nie zostały zamknięte. Weszli do środka. Fafik uderzeniem w serce powaliła jednego strażnika, Szpak kością przebił gardziel drugiego, Spike przytuliła się do trzeciego, a Szopen pociskiem zabił kolejnego. Aru się uśmiechnęła. - Jest tylko mały problem. Windę obsługuje się ręcznie. Trzeba naraz kręcić czterema pokrętłami. Zabezpieczenie, by jeden włamywacz nie dostał się niżej... - Pozbawimy się czterech wojowników? - zapytałą psorka Gosia, której ten pomysł się nie spodobał. - Nie - oznajmiła Tonks tworząc jeszcze trzy swoje kopie. - Ja zaczekam na was na górze. - Kocham cię - oznajmił Tymon wchodząc do windy. Już na nich czekali. Gdy tylko Dyrciu z pozostałymi zjechał na dół, napotkał pierwszy opór. Zdecydowanie silniejszy od tego na górze. Niezwykły bowiem. Przed nim na całej szerokości korytarza stali jego wychowankowie. Ich pozy najwyraźniej mówiły, że nie mają zamiaru do nich dołączyć. - Wiemy o twoich szachrajstwach. Wiemy, że Akademia jest po prostu kolejną stacją badawczą Dharmy - oznajmiła Minerva. Odcinek 2x18 Effect - Po prostu źle mnie zrozumieliście - powiedział łagodnym tonem Dyrciu widząc pełne niepokoju spojrzenia w jego armii. - A raczej zrozumieliście dobrze, ale pewne intencje są niejasne. Owszem, Arrow i Castle są różnymi stacjami badawczymi. Także naszym zadaniem było rozwiązanie równania Valenzettiego. Robiliśmy to jednak przez obserwację... Kiedy ta nic nie dawała, wtedy "góra" zdenerowała się i przeniosła was do Arrow, jednostki eksperymentalnej, aby złamać Równanie na drodze laboratoryjnej. A my chcemy was przed tym ochronić. - Chwila! - krzyknął Pies. - I dlatego niszczyć stację, która także należy do waszej organizacji? - Może wy po prostu ze sobą konkurujecie, a my jesteśmy nagrodą? - Ada wysunęła pazury z knykci. - Może jesteśmy tylko marionetkami manipulowanymi, by jedni mogli zemścić się na


drugich? Lecz zanim Dyrciu zdążył coś powiedzieć, w jakiś sposób zareagować, by usprawiedliwić swoje działania usłyszeli kroki. Z bocznych korytarzy wylały się całe fale żołnierzy - większe, niż wtedy na polanie i większe, niż w czasie bitwy z PiSem na zamku. Takie siły, z którymi nie mieli najmniejszych szans na wygranie. - Nie mają ostrej amunicji. Chcą nas tylko uśpić - powiedział Tymon, który dostrzegł już co wydarzy się w niedalekiej przyszłości. Niestety, jego mina mówiła, że wydarzenia niekoniecznie potoczą się zgodnie z ich oczekiwaniami. Rozpoczęła się regularna walka. Grupa pod dowództwem Nany miała ciężki orzech do zgryzienia nie uwierzyła w bajkę Dyrcia, ale też nie było im po myśli wracać do cel. Wybrali więc mniejsze zło. I mimo, że wszędzie były rozbłyski energii, każdy używał swoich mocy, a po stronie Dharmy było wiele ofiar, ta walka nie mogła być wygrana. Po niecałych pięciu minutach większość mutantów leżała już uśpiona, niektórzy tylko lekko słaniali się na nogach. Dyrciu, zasypiając, uśmiechnął się jednak sam do siebie. Nigdzie nie widział bowiem Aru. Drzwi prywatnego gabinetu Julii otworzyły się z hukiem. Pojawiła się w nich Aru, która właśnie stała się na powrót widzialna, po czym zamknęła pokój na wszystkie możliwe zamki. Blondynka siedząca za biurkiem natychmiast poderwała się z miejsca i miała już nacisnąć przycisk alarmowy, kiedy Aru doskoczyła do niej i przyłożyła jej sztylet do szyi, drugą ręką trzymając za prawy nadgarstek. - Teraz powoli podejdziesz do interkomu - ostrożnie cedziła słowa Shiraoi. - I powiesz, żeby uwolnić popleczników Dyrcia, w przeciwnym wypadku zabiję najważniejszą osobę w całym Arrow. Jeden z żołnierzy kopnął z całej siły Pietra w brzuch. Ten nie mógł nawet sprawić, żeby przenikać, gdyż znów skrępowany był kajdanami z adamantium. Wrzasnął z bólu. Wszystkich ich rzucili pod ścianę. Powoli budzili się, otwierali oczy... - Nie możemy was zabijać, gdyż jesteście nam potrzebni. Ale próbę ataku czy ucieczki zapamiętacie na długo! - odgrażał się jeden ze strażników zdzielając Tonks pięścią przez twarz. Podszedł następnie do Lecy i uchwycił jej brodę między palcami. Wtedy też drzwi się otworzyły i wszedł do nich jeden z doktorów. - Tej nic nie rób. Ona jest w ciąży, a nie chcemy stracić dziecka. Wtedy też coś trzasnęło w głośnikach. Miał być nadany właśnie komunikat przez interkom. - Jestem przetrzymywana jako zakładniczka - po całych bunkrach rozszedł się lekko zniekształcony głos Julii. Nie było w nim jednak słychać ani grama przerażenia. - Grozi się mi śmiercią, jeśli Dyrcio i jego armia nie zostaną wypuszczeni. Apeluję - nie spełniajcie tego żądania. Nie róbcie tego, ponieważ ten kłamca na to nie zasługuje. Wybudował centrum medyczne, aby niedługo prowadzić eksperymenty gorsze niż my... Aru zrobiła krok do tyłu. Sztylet wypadł jej z ręki. - ...jest zły dlatego, że Dharma zabrała mu jego ukochane marionetki, choć jego metody były nieefektowne. Tylko dlatego chciał nas zniszczyć, sympatia do jego podopiecznych nie ma z tym nic wspólnego! Ten mężczyzna przesiąknięty jest złością i zazdrością! A my właśnie mieliśmy wypuścić wszystkich mutantów, ponieważ udało nam się rozwiązać Równanie Valenzettiego... Odcinek 2x19


World is coming to an end – part one Żołnierz podszedł do Nany leżącej na stole operacyjnym. Była do niego przywiązana pasami, zaś na szyję miała założoną obrożę z adamantium niwelującą wszelkie zdolności. - Po co nas trzymacie? - zapytała doktora krzątającego się nieopodal. - Przecież rozwiązaliście równanie. - Tak... ale wynik jest niepokojący. - Koniec świata się zbliża, he? - rzuciła pogardliwie Nana. Doktor chwycił do ręki skalpel i pochylił się nad dziewczyną. - Chwila! Spojrzał na nią. I wtedy miała szansę. Wykorzystała ją. Ich spojrzenia spotkały się, a w powietrzu dało się czuć niemalże wibrujący magnetyzm. - Uwolnij mnie. Doktor wykonał jej żądanie bez wahania. Ta zeskoczyła ze stołu zgrabnym ruchem i skręciła mężczyźnie kark. Jak najszybciej musiała uwolnić resztę... Miała tylko nadzieję, że Tonks nic nie jest, gdyż w przeciwnym wypadku będą mieć niemałe problemy z powrotem na powierzchnię ziemi. Aru usłyszała kroki na korytarzu. Drzwi otworzyły się i stanęła w nich Nana. Na twarzy doktor Julii malowało się niemałe przerażenie. - Jak się wydostałaś?! - krzyknęła wstając i chwytając nożyk z ziemi. Aru jednak szybko zareagowała i wykręciła jej dłoń. Doktor krzyknęła. - Hipnoza. - Odpowiedziała prosto Natalia. - Ale... adamantium... Profesorka jedynie wzruszyła ramionami. - Chodź Aru. Nie chcemy przecież nikomu robić krzywdy. Musimy uwolnić pozostałych. - Ale... Dyrcio... On was oszukał... - razem ze słowami z ust Julii wylewały się potoki krwi. - Ja nie robię tego dla Dyrcia. Chcę się stąd wydostać i zapomnieć na zawsze o Dharmie. - Człowiek gumka - zaśmiał się Szpak próbując jakoś rozładować atmosferę. Nikomu jednak nie było do śmiechu. - Oba ładunki muszą zostać założone równo i w jednym momencie musi zostać zapalone odliczanie. Dwa newralgiczne punkty znajdują się po przeciwnych stronach korytarza, rozumiesz? Dark Man skinął głową. W każdej dłoni miał jedną bombę. Jego ramiona zaczęły się rozciągać, pędząc w innych kierunkach. Człowiek guma, rzeczywiście. Bomby została założone. Odliczanie rozpoczęte. - Reakcja będzie miała charakter łańcuchowy. Zaczną padać mury najbliżej korytarza, potem te dalej... Biegnijmy! Rozległo się bum. Rzucili się w kierunku windy. Mury niemalże waliły się na nich. Biegli ile sił w nogach. Nagle Fafik zauważyła wielki głaz mający spaść tuż na nią. Wtedy też biegnąc poślizgnęła się i wylądowała na plecach, ale z dala od wiszącego nad nią głazu. Złapał ją Szopen. - Manipulacja szczęściem - uśmiechnął się szelmowsko pomagając jej znów stanąć. Podbiegli do windy. Tonks już czekała.


Nowy gabinet mamy Fafika jako burmistrza Gniewu był piękny i pełen przepychu. Usiadła wygodnie na obitym skórą krześle za mahoniowym biurkiem. Przejrzała stertę papierów. Miała teraz WŁADZĘ. To się liczyło. Mogła wreszcie coś zrobić. Zmienić świat na lepsze. Zadzwonił telefon. Mama Fafika usłyszała w słuchawce znajomy głos. - Dziękuję. Wiem, że między nami panuje wrogość, ale załatwienie tej posady i sfałszowanie wyborów wiele dla mnie znaczy. - Wiem - powiedział szef Dharmy. - Słyszałam, że jedna z trzynastu stacji dąży do anihilacji mutantów. To dobry krok dla ludzkości. - Zmieniłem plany, rozkazy zostały zmienione. - CO?! CZEMU?! - Rozwiązaliśmy równanie. Mutanci są nam potrzebni. Tak jak potrzebowaliśmy ich w kwestii Feniksa, choć wmawialiście nam, że nie mamy racji, tak teraz, po rozwiązaniu równania są dla nas kluczowi. I mamy nadzieję, że zrozumiecie to stanowisko... I uda nam się nawiązać współpracę. Dla dobra całego świata. Nie tego spodziewali się mutanci, kiedy wjechali windą na wyższy poziom. Tam bowiem stała już doktor Julia, bez fartucha, za to z pistoletem w dłoni. - Nie uciekniecie. Nie uciekniecie, kiedy powiem wam, co znaczy równanie - oznajmiła bez emocji. Dyrciu rzucił się do przodu, jak gdyby chciał ją rozerwać gołymi pięściami. - Chwila! - oburzył się Gollum, która chwyciła go za ramię powstrzymując przed następnym krokiem. - Nie mamy pewności, że to ty jesteś tym dobrym. Chcemy poznać prawdę. - Mądra decyzja - przyznała doktorka. - Otóż równanie podało nam więcej niż myśleliśmy... Datę, współrzędne, sposób... A także powiedziało, którzy z mutantów zniszczą ten świat. Odcinek 2x20 World is coming to an end – part two - Nieprawda - wyszeptała Ada. - My nie zniszczymy świata. A nawet jeśli mamy tę wiedzę... wciąż mamy wybór. Nie pozwolimy na to. - Wierzysz w to? - Wyraźnie zaironizowała Julia. I zanim ktokolwiek zdążył zareagować Dyrciu wyrwał się z uścisku Golluma i skoczył do przodu. Wyszarpał z ręki pistolet Julii i bez żadnego wahania, bez chwili zastanowienia po prostu zastrzelił. Parę osób krzyknęło. - To było jedyne wyjście - oznajmił do armii, która stała za nim. Nawet się nie odwrócił. - Od teraz nie ma dwóch stacji w Dharmie. Jej całość stanowi tylko The Castle. I zrobimy wszystko, aby udowodnić, że równanie jest fałszywe. Zostawmy niesnaski i uprzedzenia za nami. Razem budujmy wspólną przyszłość, w zamku, w Akademii. Doskonalmy się, rośnijmy na porządnych ludzi. To co oni mówili... nie miało być eksperymentów w centrum medycznym. To miała być obserwacja. Sposób na rozwiązanie równania. I tyle. A teraz... Zaufajcie mi na nowo. Gdzie pójdziecie? Do świata, który powoli się do was uprzedza? Wy, którzy nawet w pełni nie potraficie kontrolować swoich mocy? Zaufajcie mi na nowo. Proszę. Wróćmy do Gniewu i niech będzie jak dawniej. Nie musicie bać się Dharmy - te słowa ewidentnie skierował do Nany. - Teraz my jesteśmy Dharmą. Dobrą. Z mottem, które przyświecało tej organizacji, kiedy powstawała. "Jesteśmy dla was".


Pójdziecie ze mną? Pozwolicie objąć się opiekuńczym skrzydłami jedynej stacji Dharmy? Dwaj mężczyźni siorbali kolejny kubek kawy. Ta praca nie należała do pasjonujących... Przynajmniej tak było jeszcze godzinę temu. Teraz z zapartym tchem śledzili wydarzenia rozgrywające się na monitorach. Wcześniej przeklinali, ale teraz wręcz błogosławili fakt zesłania ich do stacji badawczej The Pearl. Szybko dotarli do odrzutowca. Patrzyli, jak cały kompleks bunkrów ogarniają płomienie, a Arrow staje się przeszłością. Czuli niewysłowioną ulgę. Tym bardziej, że nikt nie miał zamiaru opuszczać Akademii. Wszyscy zaufali Dyrciowi. Nawet Szopen. To była jedyna okazja, jedyna impreza w Akademii, na której szampan lał się strumieniami. Ale i okazji do świętowania była nie byle jaka. W końcu udało im się zażegnać konflikt z potężną organizacją, wszyscy żyli... Mogli teraz tańczyć i opychać się ciastkami. Tusia także to robiła. To, że zaraz poleci do toalety... czy to ważne? Ada śmiała się serdecznie siedząc obok Leszcza i Psa. Nauczyli się doceniać siłę miłości. Nagle podszedł do nich Pietro. Położył rękę na ramieniu Ady stając za nią. - Pamiętaj o obietnicy. - Rzucił zalotnie i odszedł dalej się bawić. - Jakiej obietnicy? - Leszcz nie krył oburzenia. - Ot, potajemna randka nocą... Żartowałam. Leca stała pod ścianą patrząc, jak Szpak prosi Golluma do tańca. Wtedy wszyscy spali. Tylko ona jedna to dosłyszała... Ona i Pietro. Nie wiedziała, jak Szpak zareaguje. Czy mimo zapewnień Leszcza na pewno jej wybaczy? A może już znalazł nowy obiekt westchnień sprawiając, że zostawił za sobą bolesną (dosłownie) przeszłość? Dark Man właśnie siedział w toalecie, której nie zamknął na haczyk. Szopen flirtował z Fafikiem. Spike siedziała w kącie słuchając indyjskiego metalu. Tymon tańczył z Tonks. Minerva gdzieś na krużgankach zabawiała się z Aru. Wiedziała, że nigdy nie pokocha jej tak jak Szymona... Ale na chwilę obecną z całą pewnością dużo jej zawdzięczała. Vader już chrapała w łóżku, a Wojtek rozmawiał przez telefon z babcią. - Spójrz, wszystko dobrze się skończyło - szepnął Dyrciu do Donaty patrząc, jak wszyscy dobrze się bawią. - Macie? - zapytał szef Dharmy. - Mamy - odpowiedział pracownik kładąc mu preparat z żywą tkanką na biurku. Zrobił to delikatnie, by w żaden sposób nie uszkodzić szkiełka. - Mamy jeszcze inne próbki, ale już nie w formie preparatu. Wszystko pobrane jak pan prosił. Za życia Szymona, po śmierci, jako Mrocznego Feniksa i po unicestwieniu. Wszystko znajduje się w katalogach. - Idealnie. - Mężczyzna przeważnie starał się zachowywać kamienną twarz przy swoich pracownikach i uchodzić za niewzruszonego, ale tym razem nie umiał powstrzymać uśmiechu wykwitającego na jego twarzy. Oj, tak. Od dawna nic tak dobrze nie układało się w życiu szefa Dharmy, jak ostatnio. Nie wiedział czy to szczęście, czy umiejętności. Nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Chwycił preparat i fartuch przerzucony przez oparcie fotela. Ruszył się z miejsca. Pracownik wyszedł najpierw, a on za nim. Zamknął za sobą drzwi na klucz.


Złota wizytówka błysnęła w słońcu. Napis na niej głosił: "Yaten".


SOAP - Sezon drugi