Page 1


FUTBO NOMIA


FUTBO NOMIA SIMON KUPER ORAZ STEFAN SZYMAŃSKI

KRAKÓW 2017


Soccernomics. Why England Loses, Why Spain, Germany, and Brazil Win, and Why the U.S., Japan, Australia—and Even Iraq—Are Destined to Become the Kings of the World’s Most Popular Sport

wsqn.pl

Copyright © by Simon Kuper and Stefan Szymański 2014 Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2017

WydawnictwoSQN

Redakcja – Grzegorz Krzymianowski Korekta – Maciej Cierniewski Projekt typograficzny i skład – Joanna Pelc Okładka – Paweł Szczepanik / BookOne.pl Fotografia na I stronie okładki – Gustavo Henrique Fotografia na IV stronie okładki – Liane Metzler

wydawnictwosqn SQNPublishing wydawnictwosqn WydawnictwoSQN Sprzedaż internetowa labotiga.pl

B

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

275

Wydanie I, Kraków 2017 ISBN: 978-83-7924-760-8

E-booki Zrównoważona gospodarka leśna Tempora mutantur


Od Simona: Dla Pameli, która nie zna się na piłce, ale zna się na pisaniu – w podziękowaniu za jej zdumiewającą tolerancję. Również dla Leili, Leo i Joeya – za setki uśmiechów. Od Stefana: Dla mojego ojca. Nigdy się nie spotkaliśmy, ale nauczył mnie wszystko kwestionować.


FUTBOLOWI EINSTEINI

MICHAŁ OKOŃSKI

21 września 2016 roku, po wymęczonym, co tu kryć (do 68. minuty utrzymywał się remis, co najmniej dwie bramki dla faworytów padły po błędach bramkarza), zwycięstwie w Pucharze Ligi nad występującym w League One Northampton Town, menedżer Manchesteru United José Mourinho udzielił wywiadu klubowej telewizji. W bezpiecznej dla siebie przestrzeni, nienarażony na żadne podchwytliwe pytania, kontrolował przekaz w  sposób absolutny. „Mieliśmy jeden kiepski tydzień – powiedział. – Wiem, że świat jest pełen Einsteinów i  wiem, że próbują oni wymazać szesnaście lat mojej kariery, tak samo jak próbują wymazać niebywałą historię Manchesteru United, skupiając się na jednym kiepskim tygodniu z trzema kiepskimi wynikami. Ale na tym polega dziś futbol – jest pełen Einsteinów”. Mourinho nawiązywał do tego, co działo się z jego drużyną między 10 a 18 września: najpierw podopieczni Portugalczyka przegrali u siebie w derbach, a on sam musiał kolejny raz uznać wyższość Pepa Guardioli, później dali się ograć Feyenoordowi w  Lidze Europy, a  w  końcu zostali pokonani przez Watford. Wśród piłkarzy Manchesteru United wciąż rozczarowywał ten najdroższy, Paul Pogba, Zlatan Ibrahimović zdobył bramkę jedynie w  meczu z  Manchesterem City, Mourinho nie potrafił WSTĘP. FUTBOLOWI EINSTEINI.  | 9


też znaleźć miejsca w składzie dla swojego kapitana, Wayne’a  Rooneya. W prasie roiło się od krytycznych komentarzy na temat menedżera, który zaledwie dziesięć miesięcy wcześniej został zwolniony z pracy w Chelsea i  do końca maja pozostawał bezrobotny. Moment był szczególnie interesujący: wcześniej wyniki same przemawiały za Mourinho, nie musiał ich przywoływać w swojej obronie. Zresztą co do tych wyników – jak zauważył niemal natychmiast jeden z krytykowanych przezeń „Einsteinów”, największe sukcesy nowy trener Manchesteru United odnosił między sezonem 2002/2003 a 2009/2010 (siedem mistrzostw kraju, dwie wygrane w Lidze Mistrzów); sześć kolejnych lat to już tylko dwa mistrzostwa i ani jednego triumfu w  Champions League. Wygadany jak zwykle, jak zwykle prowokujący awantury z trenerami rywali, władzami ligi czy sędziami, nabierał jednak na swoje sztuczki coraz mniejszą liczbę widzów, na boisku zaś preferowany przez niego reaktywny styl gry wydawał się w odwrocie – ci, którzy zostawiali go w pobitym polu, od dawna już grali pressingiem. Co ważniejsze jednak, Mourinho przestał być władcą serc i dusz dziennikarzy. Zamiast powtarzać z  zachwytem jego bon moty, coraz częściej powtarzali twarde meczowe dane – statystyki posiadania piłki, przebiegniętych kilometrów, wślizgów, przechwytów czy odbiorów. Zamiast opisywać kolejną awanturę przy linii bocznej, opisywali zmiany w  ustawieniu. W pierwszych dniach 2017 roku, gdy piszę te słowa, najważniejsze dla toczącego się właśnie sezonu Premier League wydawało się przejście Chelsea – prowadzonego teraz przez Antonio Contego – na grę trójką obrońców, a  nie na przykład pobicie przez Manchester United przy okazji sprowadzania Pogby z Juventusu transferowego rekordu świata czy któraś tam z rzędu wycieczka Mourinho pod adresem Arsène’a Wengera. Trudno się dziwić, że w mediach głównego nurtu (nie tylko w prasie, ale także w  telewizji) coraz częściej pojawiali się niszowi wcześniej publicyści; autor poświęconego taktyce bloga Zonal Marking Michael Cox był regularnym gościem „Guardiana”, portalu ESPN FC czy nawet stron bukmacherskich. Osobnym fenomenem stała się kariera pisarska pioniera gatunku, Jonathana Wilsona, autora pierwszej w dziejach historii taktyki

10 | FUTBONOMIA


piłkarskiej – Odwróconej piramidy. Innym – zmierzch popularności przez lata najbardziej opiniotwórczego, nadawanego przez BBC w weekendowe wieczory programu Match of the Day na rzecz emitowanego w Sky Sports Monday Night Football, którego gospodarzy – Gary’ego Neville’a i Jamiego Carraghera – od uczestników tamtego, również byłych piłkarzy, odróżnia przecież właśnie skupienie na taktyce i danych. Wyobrażacie to sobie: godzinną rozmowę dwóch stojących przy multimedialnym stole facetów, rysujących na nim jakieś kolorowe strzałki i spierających się, dajmy na to, o nadmiar wolnej przestrzeni za plecami cofniętych skrzydłowych Tottenhamu? Wspomniany Jonathan Wilson mówił kiedyś o różnych typach kibica albo różnych podejściach do kibicowania – i zdumiewał się, że traktuje się je jako wykluczające. Jedni, powiadał, pragną przede wszystkim zwycięstwa swojej drużyny. Inni, oglądając mecz, chcą się po prostu dobrze bawić: patrzeć na piękne gole, ofiarne wślizgi, czasem niestety także na faule i  awantury między piłkarzami. Są jednak i  tacy, którzy chcą zrozumieć, dlaczego ktoś wygrał lub przegrał – z  czego utkano porażkę lub sukces albo skąd wzięła się nieoczekiwana zmiana logiki boiskowych wydarzeń. Co ciekawe, i co sprowadza nas znów do kwestii „futbolowych Einsteinów”, zjawisko to można wiązać również ze zmianą społecznego profilu kibica. Od lat 90. XX wieku, od czasu wywołanych raportem Taylora i  wejściem na futbolowy rynek kodowanej telewizji Sky Sports reform angielskiej piłki („Kluby piłkarskie stały się de facto producentami treści telewizyjnych” – przeczytacie w  posłowiu Futbonomii), nie tylko angielska piłka nożna stała się w  dużej mierze przedmiotem zainteresowania klasy średniej. Konsument zrobił się, innymi słowy, bardziej wymagający i wyrafinowany; oglądając plebejski w gruncie rzeczy sport, chciał myśleć, że przeżywa coś intelektualnego, a w każdym razie gotów był rozmawiać o tym sporcie także językiem intelektualnym. Równocześnie konsument ten został wyposażony w  zdobycze współczesnej technologii: oglądając mecz, może w jego trakcie, na bieżąco, analizować powiązane z nim statystyki na ekranie smartfona i dzielić się swoimi odkryciami na portalach społecznościowych. WSTĘP. FUTBOLOWI EINSTEINI.  | 11


Ciesząc się z polskiej premiery Futbonomii, nie mogę nie zauważyć, że ćwierć wieku temu taka książka nie mogłaby powstać. Nie tylko ze względu na to, że dane, z których w trakcie pisania korzystali autorzy, były wówczas niedostępne lub trudno dostępne. Także ze względu na brak odbiorcy przygotowanego do jej lektury. W końcu zaś – ćwierć wieku temu nie było zbyt wielu takich autorów. Simon Kuper i Stefan Szymański są przecież futbolowymi Einsteinami w sensie ścisłym. Ten pierwszy, znakomicie wykształcony na uniwersytetach w  Lejdzie, Oksfordzie i  na Harvardzie, jest synem wybitnego antropologa, Adama Kupera – trudno się dziwić, że pisze o piłce nożnej, wykorzystując narzędzia antropologiczne – a jego najznakomitsze dzieła, Football Against the Enemy i  wydany już po polsku Futbol w  cieniu Holokaustu traktują w  gruncie rzeczy o  naszej historii najnowszej i  naszej współczesności, wykorzystując piłkę nożną jako pars pro toto. Ten drugi, absolwent Oksfordu i University of London, jest profesorem Uniwersytetu Michigan, gdzie zajmuje się ekonomią i zarządzaniem sportem. Obaj postanowili spojrzeć na futbol od strony analizy danych, ale przy okazji pokazali go jako świat pełen przesądów, mitów i  ludzi karmiących nas komunałami, świat zamknięty i z trudem się reformujący, świat, w którym obdarzone ogromną władzą, nie zawsze wybitne jednostki marnują mnóstwo nie swoich pieniędzy przez co narażają powierzone im kluby, a zwłaszcza ich Bogu ducha winnych fanów na lata cierpień. Może trudno się dziwić, że jeden z najbardziej znanych reprezentantów tego świata odpłaca im teraz pięknym za nadobne, rozwijając swoją myśl w kolejnym wywiadzie, że oto „Einsteini potrzebują pieniędzy, by żyć. Nie mogą nikogo trenować ani siedzieć na ławce, ale mogą mówić, pisać i krytykować pracę innych”. To oczywiście znów słowa José Mourinho, zastrzegającego łaskawie, że jest człowiekiem dobrym i pełnym dobrej woli, dlaczego więc miałby nie dać pożywić się Einsteinom. Musicie koniecznie przeczytać tę książkę, bo otwiera oczy na wstrząsająco wiele spraw (nawet gdy mowa o marnowaniu pieniędzy na transfery: ile z nich idzie w diabły, bo klub, który zapłacił fortunę za piłkarza, nie

12 | FUTBONOMIA


zadbał o taki „drobiazg” jak aklimatyzacja jego rodziny w nowym miejscu?). Musicie ją przeczytać, ale potem zróbcie, jak uważacie. Na szczęście bowiem wciąż jest tak, że za pomocą liczb i danych wszystkiego nie da się wyjaśnić, a czucie i wiara potrafi mówić silniej niż mędrca szkiełko i  oko. Niejeden dyrektor sportowy zaczytany w  Moneyball Billy’ego Beane’a  (czytali ją też – i  cytują – Szymanski z  Kuperem) tracił pracę w klubie doprowadzonym na skraj katastrofy, żeby ratował go trener, którego stojące w  szatni tablice do rysowania taktyki na zawsze pozostały dziewiczo białe (przypadki Damiena Comollego i Harry’ego Redknappa w  Tottenhamie; ten pierwszy oczywiście upierać się będzie, że to jemu klub zawdzięcza zakup Garetha Bale’a, na którym potem zarobił krocie). Niejeden znakomicie czytający grę ekspert telewizyjny postawiony przy linii bocznej tracił cały rezon – trenerska klęska Gary’ego Neville’a w Valencii jest tu niezwykle pouczająca. Wiedza ekonomiczna nie pomoże zrozumieć, dlaczego w  sezonie 2015/2016 mistrzostwo Anglii zdobył Leicester (choć przyjrzenie się liczbom faktycznie pozwoli zauważyć, że piłkarze tej drużyny, niegrający w europejskich pucharach i po szybkim odpadnięciu z pucharów krajowych, wystąpili w o wiele mniejszej liczbie spotkań niż ich najważniejsi rywale – zachowali więc większą świeżość). Nie wyjaśni tego również wyrafinowana analiza taktyczna gry drużyny Claudio Ranieriego: wszystko, co w futbolu ostatnich lat wydawało się najmodniejsze – precyzja podań i jak najwyższy procent czasu przy piłce – w Leicester nikogo nie obchodziło. Jak to się więc stało, że dziwna zbieranina outsiderów, będących murowanymi kandydatami do spadku z Premier League, nagle uwierzyła w siebie? Może to sama wiara wystarczyła, by zasypać przepaść dzielącą ich od największych gwiazd współczesnego futbolu? A może miał z tym jakiś związek fakt, że niewielkie miasto, które reprezentowali, przykuło nagle uwagę całego kraju w związku z powtórnym pogrzebem nieszczęsnego – także dzięki fatalnej opinii Szekspira – Ryszarda III, co pozwoliło obudzić lokalny patriotyzm i dumę?

WSTĘP. FUTBOLOWI EINSTEINI.  | 13


To jeszcze jeden z powodów, dla których kochamy piłkę nożną – i dla których możemy o niej czytać do woli: jest grą opinii. Dobrze mieć dane, pozwalające te opinie uzasadnić, ale warto też pamiętać, że Albertowi Einsteinowi zawdzięczamy teorię względności. Michał Okoński jest dziennikarzem „Tygodnika Powszechnego”, autorem książki Futbol jest okrutny i bloga pod tą nazwą.


1

KORZYSTANIE Z DESKI ROZDZIELCZEJ, CZYLI W POSZUKIWANIU NOWYCH PRAWD NA TEMAT FUTBOLU

Kilka lat temu dział analiz klubu Manchester City przeprowadził badania dotyczące rzutów rożnych. W ostatnim czasie Manchester nie zdobywał w ten sposób zbyt wielu bramek i analitycy chcieli to zmienić. Obejrzeli ponad 400  rzutów rożnych wykonywanych przez zawodników kilku lig w  ciągu kilku sezonów i  doszli do następującego wniosku  – największe niebezpieczeństwo stwarza posłanie piłki na krótki słupek. Piękno takiego zagrania polega na tym, że ląduje ona od razu w strefie, gdzie powstaje zagrożenie dla bramki. Czasami napastnik uderzał ją głową lub nogą i posyłał bezpośrednio do siatki. Zdarzało się też, że bramkarz albo obrońca zatrzymywał piłkę na linii, a następnie któryś z zawodników przeciwnej drużyny dobijał strzał. Bywało też, że piłka wpadała do bramki bezpośrednio po kopnięciu z  narożnika. Ogólnie rzecz biorąc, analitycy stwierdzili, że zagrania na krótki słupek są skuteczniejsze niż te na długi. Przedstawili wyniki swoich badań ówczesnemu menedżerowi klubu, Roberto Manciniemu, który – podobnie jak większość innych menedżerów – był wcześniej zawodnikiem. Mancini wysłuchał analityków. Następnie powiedział: „Grałem przez wiele lat i wiem, że lepsze są zagrania na długi słupek”. Mylił się, ale wiemy dlaczego: po zagraniach na długi słupek padają czasami piękne bramki (piłka wzbija się w powietrze, a zawodnik KORZYSTANIE Z DESKI ROZDZIELCZEJ….  | 15


potężnym uderzeniem głowy posyła ją do siatki), które na długo pozostają ludziom w pamięci. O bramkach zdobytych w zamieszaniu po zagraniach na krótki słupek nikt raczej nie pamięta. Ta historia pokazuje nam, w jakim miejscu znajduje się dziś piłka nożna. Z jednej strony, od 2009 roku, kiedy po raz pierwszy opublikowaliśmy książkę Dlaczego Anglia przegrywa (jej rozszerzona wersja otrzymała tytuł Futbonomia), liczby odgrywają w sporcie coraz większą rolę. Piłka nożna staje się dyscypliną coraz bardziej inteligentną. Analitycy, którzy zajmują się danymi meczowymi w niemal wszystkich większych europejskich klubach (jak również w wielu mniejszych), są tylko jednym z symptomów tej zmiany. Wszystkie liczące się zespoły prowadzą statystyki takich zmiennych, jak „procent skutecznych podań pod bramką przeciwnika”, liczba kilometrów pokonanych przez drużynę w różnych fazach gry czy tempo sprintu każdego z zawodników. Informacje te w coraz większym stopniu wpływają na decyzje o zakupie lub sprzedaży graczy. Z drugiej strony, jak pokazują poglądy wspomnianego menedżera na kwestię rzutów rożnych, wiele osób wciąż traktuje podejrzliwie statystykę w futbolu. John Coulson z zajmującej się dostarczaniem danych firmy Opta powiedział nam: „Nadal istnieje zapewne wiele zespołów, które w danych statystycznych widzą zagrożenie, a nie pomocne narzędzie”. Baseball przeszedł rewolucję zwaną Moneyball, ale w  piłce nożnej przemiana dopiero się rozpoczęła. Nowe wydanie naszej książki – nazywamy je Futbonomią 3.0 – wykorzystuje dane do wyjaśnienia całego wachlarza tematów, począwszy od sprzętu, przez transfery, aż po piłkarski wzlot Hiszpanii. Książka ta narodziła się w  hotelu Hilton w  Stambule. Budynek z  zewnątrz wydaje się surowy i  niezbyt gościnny, ale po tym, jak ochrona sprawdzi, czy w twoim samochodzie nie ma bomb, i wpuści cię do środka, okazuje się tak przyjemny, że w ogóle nie masz ochoty wracać do domu. Po ucieczce z 13-milionowego miasta twoim jedynym dylematem staje się to, co robić: odwiedzić turecką łaźnię, pograć w tenisa czy może dalej się objadać, obserwując zachód słońca nad Bosforem? Kibice mogli też oglądać znajdujący się niedaleko stadion piłkarski Beşiktaşu. Pracownicy hotelu byli natomiast jeszcze bardziej uprzejmi niż pozostali Turcy. 16 | FUTBONOMIA


W budynku, o którym mowa, spotkali się dwaj autorzy tej książki: Stefan Szymański (ekonomista sportu) i Simon Kuper (dziennikarz). Z okazji setnej rocznicy swojego powstania klub piłkarski Fenerbahçe organizował wtedy w Stambule konferencję 100 lat sportu i nauki, na której obaj mieliśmy przemawiać. Siedząc przy piwie w  barze hotelu Hilton, zorientowaliśmy się, że mamy bardzo podobne poglądy na temat futbolu. Stefan jest ekonomistą i potrafi męczyć dane tak długo, aż coś mu powiedzą, Simon, jako dziennikarz, woli natomiast przepytywać ludzi  – ale to tylko powierzchowne różnice. Obaj uważamy, że w  tej dyscyplinie sportowej wiele rzeczy da się wyjaśnić, a nawet przewidzieć, dzięki analizie danych – zwłaszcza tych, które pochodzą spoza futbolu. Przez bardzo długi czas piłka nożna unikała oświecenia. Kluby piłkarskie wciąż prowadzone są często przez ludzi, którzy robią pewne rzeczy tak, a nie inaczej, ponieważ zawsze w ten sposób postępowali. Ci ludzie „wiedzieli”, że czarnoskórym zawodnikom „brakuje werwy”, dlatego przepłacali za przeciętnych białych piłkarzy. Dziś dyskryminują czarnoskórych menedżerów i kupują złych zawodników, a potem pozwalają im źle wykonywać rzuty karne. (Swoją drogą, potrafimy wytłumaczyć, dlaczego Manchester United zwyciężył w serii jedenastek podczas rozgrywanego w Moskwie finału Ligi Mistrzów. Historia ta związana jest z tajną wiadomością, baskijskim ekonomistą i wyczuciem Edwina van der Sara). Przedsiębiorcy, którzy angażują się w piłkę nożną, również popełniają te same błędy. Kupują kluby, obiecując prowadzić je „jak biznes”, a  po kilku sezonach znikają wśród powszechnych drwin, tak samo jak wielu ich poprzedników. „Spartaczyłem to” – powiedział nam Tony Fernandes, prezes Queens Park Rangers. Fani i dziennikarze również nie są bez winy. Wiele nagłówków zawiera fałszywe obietnice: „Sunderland kupuje gwiazdę mistrzostw świata” albo „Mistrzostwa świata będą gospodarczą żyłą złota”. W tym sporcie pełno jest pustych frazesów, takich jak „Futbol to wielki biznes” czy najpopularniejszy banał powtarzany przez Anglików: „Drużynę Anglii stać na więcej”. Żadne z tych haseł nie opiera się na konkretnych informacjach. KORZYSTANIE Z DESKI ROZDZIELCZEJ….  | 17


Większość męskich sportów przenika ta sama nadmierna wiara w tradycyjne przekonania. Do niedawna amerykański baseball również funkcjonował, opierając się na przestarzałej wiedzy. Od zawsze gracze kradli bazy i słabo odbijali piłki, a oceniano ich na podstawie statystyk uderzeń. Każdy w baseballu po prostu wiedział, że tak to powinno wyglądać. Było tak do momentu pojawienia się Billa Jamesa. Ten człowiek zjawił się ze wsi w  stanie Kansas niczym Dorotka w  Czarnoksiężniku z  Krainy Oz. Wcześniej zajmował się prowadzeniem statystyk miejscowej Małej Ligi i pilnowaniem pieców w fabryce fasoli z wieprzowiną. W wolnym czasie zaczął jednak analizować statystyki baseballowe i odkrył, że „znaczna część tradycyjnej wiedzy w tym sporcie to kompletny nonsens”. James napisał, że chciał podejść do kwestii baseballu „z tym samym intelektualnym rygorem i dyscypliną, którą stosują wszelkiej maści naukowcy, próbujący rozwikłać tajemnice wszechświata, społeczeństwa, ludzkiego umysłu czy choćby cen konopi w Des Moines”. W książce, którą wydrukował sam na powielaczu – sprzedał ją wtedy w liczbie 75 egzemplarzy – James zaczął obalać sportowe mity. Odkrył na przykład, że najważniejszą statystyką dotyczącą uderzeń jest rzadko wspominany „udział pałkarza w zdobywaniu bazy”, który pokazuje, jak często zawodnikowi udaje się dotrzeć do bazy. James i jego naśladowcy (statystycy baseballu znani jako sabermetricians) pokazali, że stare, dobre krótkie odbicie i kradzieże baz to fatalne strategie. Jego coroczne Baseball Abstracts stały się prawdziwymi książkami, aż w  końcu trafiły również na listy bestsellerów. Na okładce jednego z  numerów znajdowała się małpa rozmyślająca nad baseballem w pozycji Myśliciela Rodina. Któregoś razu James napisał w streszczeniu: „To wybiega poza baseball. To książka o tym, jak wygląda baseball, jeśli oddalimy się od niego o krok i przyjrzymy mu się uważnie i szczegółowo, ale z dystansu”. Niektórzy „Jamesianie” zaczęli analizować profesjonalny baseball. Jeden z nich, Billy Beane, główny menedżer Oakland A’s, został bohaterem ogromnie popularnej książki Michaela Lewisa pod tytułem Moneyball, a także filmu, w którym występuje Brad Pitt. W ciągu ostatnich kilku lat Billy Beane, podobnie jak wielu innych Amerykanów, stał się maniakiem 18 | FUTBONOMIA


piłki nożnej. Dziś poświęca wiele czasu na rozmyślania o tym, w  jaki sposób jego wnioski dotyczące baseballu mogłyby znaleźć zastosowanie w futbolu. (W dalszej części książki opowiemy więcej o błyskotliwej analizie baseballowego rynku transferowego, którą przeprowadził Beane, oraz o wnioskach, jakie płyną z tego dla piłki nożnej). W końcu nawet ludzie ze świata baseballu zaczęli interesować się Jamesem. W 2002 roku Boston Red Sox zatrudnili go na stanowisku „starszego doradcy operacyjnego”, co było jego pierwszą etatową pracą od czasów fabryki fasoli z wieprzowiną. W tym samym roku Red Sox zatrudnili jednego z „uczniów” Jamesa, 28-letniego Theo Epsteina, który został najmłodszym menedżerem klubu w historii wszystkich dużych lig. W 2004 roku „przeklęty” klub wygrał World Series po raz pierwszy od 86 lat. W 2007 zwyciężył po raz kolejny. Dziś duże działy statystyczne są standardem w klubach Major League Baseball. W 2006 roku magazyn „Time” umieścił Jamesa na swojej liście 100 najbardziej wpływowych osób świata. Teraz to piłka nożna przechodzi swoją jamesowską rewolucję.


GRA LICZB

To dziwne, że ludzie futbolu podchodzą do analizy danych z taką niechęcią, ponieważ jedną z rzeczy, która przyciąga fanów do tego sportu, są właśnie liczby. Człowiekiem, który wie to najlepiej, jest Alex Bellos. Napisał wspaniałą książkę pod tytułem Futebol. Brazylijski styl życia i posiada wykształcenie matematyczne, a w 2010 roku ukazały się jego Przygody Alexa w krainie liczb. „Liczby są niesamowicie pomocne  – powiedział nam podczas rozmowy. – Na świecie nie istnieje żaden porządek, a matematyka pozwala nam widzieć go w uporządkowany sposób. W tabelach ligowych istnieje pewien ład. Kalkulacje, które się na nich wykonuje, są bardzo proste: to jak tabliczka mnożenia przez trzy”. Choć większość fanów prawdopodobnie by temu zaprzeczyła, miłość do piłki nożnej często wiąże się z miłością do liczb. Mamy przecież wyniki meczów, słynne daty i  ten szczególny rodzaj przyjemności, kiedy w  niedzielny poranek siadamy w pubie z gazetą, żeby przy piwie „poczytać” ligową tabelę. Fantasy Football Games to w  gruncie rzeczy gry liczbowe. Z  kolei popołudniowe programy Jamesa Alexandra Gordona, podczas których w każdą sobotę przedstawiał wyniki meczów w Wielkiej Brytanii 20 | FUTBONOMIA


(Cow-den-BEATH – Sten-house… MUIR 1:1), były jednocześnie ponadczasowym rytuałem, festiwalem nazw miejscowości i poezją liczb. W  tej książce chcemy ukazać nowe pomysły i  nowe dane dotyczące futbolu, na przykład liczbę samobójstw, wysokość gaż, populacje krajów i  wszystko, co może pomóc nam odkryć prawdę na temat tego sportu. Choć Stefan jest ekonomistą sportu, nie jest to książka o pieniądzach. Celem działalności klubów piłkarskich nie jest zysk (na szczęście, ponieważ prawie żaden z nich go nie wykazuje), nie jesteśmy też szczególnie zainteresowani wysokością przychodów poszczególnych drużyn. Chcemy raczej wykorzystać wiedzę ekonomiczną (z domieszką geografii, psychologii i socjologii), żeby zrozumieć, co dzieje się na boisku i wśród fanów. Niektórzy nie chcieliby, aby ich emocjonalny związek z  piłką nożną poddawany był racjonalnym kalkulacjom. Z drugiej strony, kiedy Anglia po raz kolejny przegra w karnych ćwierćfinał mistrzostw świata, ci sami ludzie będą prawdopodobnie rzucać kuflami od piwa w telewizory, zamiast chłodzić swoje rozgoryczenie chwilą refleksji nad naturą dwumianowej teorii prawdopodobieństwa. Naszym zdaniem nadszedł odpowiedni moment, aby przepisać tę książkę na nowo. Świat wkroczył w epokę wielkich liczb. Sformułowanie to określa nieprzebraną ilość informacji, jaką generujemy każdego dnia. Pochodzi ona główne z  internetu (z  niezliczonych wyszukiwarek, stron facebookowych i e-maili), a także z jeszcze większej liczby źródeł powiązanych z fizycznymi obiektami – wśród nich również trenującymi piłkarzami. Z badań wynika, że dzienna dawka danych generowanych na świecie podwaja się mniej więcej co cztery miesiące. Wielkie liczby dotarły również do futbolu. Po raz pierwszy w historii sportu istnieje bardzo dużo danych, które należy przeanalizować. Wcześniej mieliśmy tylko bramki i  tabele ligowe (gazety publikowały również informacje dotyczące frekwencji, ale nie były one wiarygodne). Dziś kluby przestają polegać wyłącznie na wyczuciu. Coraz częściej współpracują z dostarczycielami danych, takimi jak Prozone czy Opta, aby analizować poszczególne mecze i zawodników. Każdego dnia specjaliści zbierają coraz więcej informacji o poczynaniach piłkarzy na boisku i podczas treningów. GRA LICZB.  | 21


Naukowcy również zmieniają swoje podejście. Pod koniec lat 80., kiedy Stefan zaczął zajmować się ekonomią sportową, na rynku istniało zaledwie 20 lub 30 artykułów naukowych na temat sportu. Teraz nie sposób ich zliczyć. Wiele przedstawianych w nich wyników badań nie dotarło jeszcze nawet do fanów. Innym nowym źródłem wiedzy jest powiększająca się nieustannie biblioteka książek o piłce nożnej. Kiedy Pete Davies publikował All Played Out: The Full Story of Italia ’90  (Wszystko już rozegrane: kompletna historia mistrzostw świata we Włoszech), istniało prawdopodobnie około 20 lub 30 dobrych książek na temat futbolu. Dziś – częściowo dzięki Daviesowi, którego nazywa się Janem Chrzcicielem Nicka Hornby’ego – są ich tysiące. Wiele z nich (na przykład Futebol Bellosa) zawiera informacje, które będziemy chcieli przedstawić również tutaj. Strumień danych stał się tak potężny, że nawet ludzie zajmujący się tym sportem nie są w stanie ogarnąć go w całości. Michael Lewis, autor Moneyball, napisał w 2009 roku na łamach „New York Timesa”: Wirus, który zaatakował profesjonalny baseball w latach 90. i sprawił, że zaczęto wykorzystywać statystykę do poszukiwań nowych i lepszych sposobów oceny graczy oraz poszczególnych strategii, przeniknął do wszystkich innych większych sportów. Nie tylko do koszykówki i rugby, ale również piłki nożnej, krykieta i – z tego, co wiem – snookera oraz darta; w każdym z nich istnieje teraz grupa ludzi, którzy widzą w nim nie tylko grę, ale także problem do rozwiązania. Wirus statystyki rozprzestrzenił się w baseballu również na poważniejsze obszary. Weźmy choćby karierę Nate’a Silvera. Jako dziecko był wielkim fanem drużyny baseballowej Detroit Tigers. Niedługo po ukończeniu college’u  opracował metodę statystyczną umożliwiającą prognozowanie skuteczności i karier poszczególnych zawodników. Liznął też piłki nożnej: podczas mistrzostw świata w 2010 roku prawidłowo przewidział wyniki 13  spośród 16  meczów fazy eliminacyjnej. Największą sławę ten dawny sabermetrician zdobył jednak jako analityk polityczny. Podczas wyborów 22 | FUTBONOMIA


prezydenckich w 2008 roku Silver celnie wytypował zwycięzcę w 49 stanach. W 2012 przewidział wyniki we wszystkich 50 stanach, a na dodatek również w Dystrykcie Kolumbii. Innymi słowy – Nate Silver wygrał w  amerykańskich wyborach. Następnie wrócił do sportu i  został naczelnym guru stacji telewizyjnej ESPN. Silver jest symbolem marszu mózgowców. Błyskotliwi ludzie jego pokroju – zarówno w sporcie, jak i poza nim – mają teraz swoje pięć minut. W  piłce nożnej ci utalentowani mężczyźni (jednym z  „kompletnych nonsensów” tej dyscypliny jest wymóg, aby były to wyłącznie osoby płci męskiej) zaczęli nawet odgrywać kluczowe role w  największych europejskich klubach. Angielska piłka, zawodowa na boisku od końca XIX wieku, w końcu zaczyna podchodzić też profesjonalnie do kwestii mających znaczenie poza murawą. Zważywszy na globalną obsesję na punkcie tego sportu, mogą nadejść czasy, kiedy najbardziej inteligentni młodzi ludzie będą zasiadać w  piłkarskich klubach na kierowniczych stołkach. Nowe pokolenie szefów zaczyna już rozumieć, że aby w dzisiejszym futbolu iść do przodu, trzeba opierać się na konkretnych danych. Analizując liczby, widzimy więcej i możemy częściej zwyciężać. Kolejnym zwiastunem zbliżającego się jamesowskiego przewrotu w futbolu jest Milan Lab. Już jakiś czas temu lekarze AC Milan zorientowali się, że obserwując, w  jaki sposób dany zawodnik skacze do piłki, mogą z 70-procentowym prawdopodobieństwem przewidzieć grożące mu w najbliższej przyszłości kontuzje. Następnie zaczęli codziennie badać poziom zmęczenia mięśniowego wszystkich zawodników, ruch ich gałek ocznych, zmiany pulsu, oddechu i  wiele innych, mniej lub bardziej oczywistych czynników. Jean-Pierre Meersseman, nałogowy palacz i dyrektor laboratorium, otrzymał prawo weta w przypadku podpisywania przez klub nowych kontraktów. „Ostatni podpis przed wielkim szefem składam na umowie ja” – powiedział nam w 2008 roku. Do 2013 roku laboratorium przeprowadziło 1,2 miliona testów na zawodnikach Milanu, gromadząc miliony danych dotyczących nawet ich najdrobniejszych kontuzji, a  przy okazji poznając sekret wiecznej młodości. (Nadal jest to sekret: żaden inny klub nie posiada takiego laboratorium, a AC Milan wciąż nie ujawnił wyników GRA LICZB.  | 23


swoich badań, dlatego też zawodnicy innych zespołów niedługo po ukończeniu 30 lat nie nadają się już do gry). Większość piłkarzy z  pierwszego składu Milanu, który w  2007  roku pokonał Liverpool w finale Ligi Mistrzów, miała 31 lat albo więcej; Paolo Maldini liczył sobie wtedy 38 lat, a zdobywca obu bramek dla zespołu, Filippo Inzaghi – 33. W dużej mierze zwycięstwo to odniosły zatem laboratorium klubu i jego baza danych. To kolejna wersja historii o triumfie mózgowców. W  ostatnich latach z  powodu problemów finansowych Milan zmniejszył budżet i liczbę pracowników swojego laboratorium. Pozostałe duże kluby z  całej Europy analizują natomiast dane, aby dowiedzieć się, jak zmniejszyć ryzyko kontuzji, i przewidzieć, który 12-latek stanie się następnym Xavim. Meersseman uważa, że naukowcy z Milan Lab są w tym ostatnim lepsi niż doświadczeni trenerzy. W rozmowie z nami stwierdził: „W naszym środowisku mówi się: »Na piłce można się znać albo nie«. Ale kiedy sprawdzisz tych, którzy się na niej »znają«, okaże się, jak niewiele tak naprawdę wiedzą. To wszystko opiera się na emocjach pojawiających się w danej chwili”. Im dłużej ze sobą rozmawialiśmy, roztrząsając kwestie piłkarskie i związanych z futbolem danych, tym więcej pytań pojawiało nam się w głowach. Czy można znaleźć dane liczbowe, które powiedzą nam, w jakim kraju najbardziej kocha się piłkę nożną? Czy mecze mogą powstrzymać ludzi przed popełnianiem samobójstw? A może udałoby się przewidzieć, które kluby i  kraje  – prawdopodobnie Turcja, może nawet Irak  – zdominują futbol w przyszłości? Jeden z nas (Stefan) mieszkał w Londynie, a drugi (Simon) w Paryżu – i w taki właśnie sposób, na odległość, przez rok wymienialiśmy się ponad kanałem La Manche liczbami, argumentami i anegdotami. To, co zaczęło się jako książka, przeobraziło się w długotrwałą współpracę. Wspólnie z dziennikarzem Benem Lyttletonem otworzyliśmy biuro doradztwa Soccernomics. Na stronie internetowej soccernomics-agency. com zaczęliśmy prowadzić blog z naszymi przemyśleniami na temat futbolu. Poprawialiśmy również i aktualizowaliśmy tę książkę, która jak dotąd doczekała się około 20 różnych zagranicznych wydań i trzech wersji brytyjskich. 24 | FUTBONOMIA


Podczas pracy nad niniejszym wydaniem kontaktowaliśmy się poprzez Atlantyk, ponieważ Stefan pracuje obecnie na amerykańskim Uniwersytecie Michigan. W aktualnej wersji Futbonomii znalazł się nowy rozdział dotyczący tego, w jaki sposób zasady „finansowego fair play” UEFA mogą zmienić sport na gorsze, a także posłowie, w którym mówimy o tym, że w piłce nożnej nigdy jeszcze nie było tak dobrze jak teraz. Rozwinęliśmy też nasze przemyślenia dotyczące tak intrygujących kwestii, jak na przykład pytanie: w  jaki sposób kluby wykorzystują dane do oceny, zakupu i sprzedaży zawodników? Tymczasem obserwowaliśmy też, jak fani i media przyjmują nasz punkt widzenia na pewne sprawy; większość osób już wie, że na organizacji mistrzostw świata w piłce nożnej nie można się dorobić i że Anglia nie powinna spodziewać się zdobywania tytułów mistrzowskich. (Chcielibyśmy powiedzieć, że to my odmieniliśmy globalny sposób myślenia, ale nie możemy). Do każdego rozdziału dodaliśmy uaktualnione informacje, a także nowe historie i wnioski. Przez cały ten czas podejrzliwie traktowaliśmy każdą przestarzałą metodę piłkarską i konfrontowaliśmy ją z liczbami. Meersseman powiedział: „Można prowadzić samochód bez patrzenia na deskę rozdzielczą i korzystania z jakichkolwiek informacji; w piłce nożnej dzieje się właśnie cos takiego. Istnieją świetni kierowcy i doskonałe samochody, ale jeśli kontrolujesz deskę rozdzielczą, wszystko staje się odrobinę łatwiejsze. Zastanawiam się, dlaczego ludzie nie chcą korzystać z większej liczby informacji”. My chcemy.


CZĘŚĆ I

KLUBY Rasizm, głupota, złe transfery, stolice i co się właściwie wydarzyło podczas rzutów karnych w Moskwie


2

PANOWIE WOLĄ BLONDYNÓW, CZYLI JAK UNIKNĄĆ GŁUPICH BŁĘDÓW NA RYNKU TRANSFEROWYM

W 1983 roku AC Milan zwrócił uwagę na młodego i utalentowanego czarnoskórego napastnika, który grał w Watfordzie. Mówi się, że zawodnikiem, który im się spodobał, był John Barnes, ale ostatecznie pomylili go z jego czarnoskórym kolegą z zespołu, Lutherem Blissettem. Tak czy inaczej, Milan kupił Blissetta za milion funtów. Piłkarz stał się we Włoszech takim pośmiewiskiem, że dziś grupa anarchistycznych dziennikarzy używa nawet jego nazwiska jako swojej nazwy. Blissett spędził w Milanie smutny rok, a potem klub sprzedał go z powrotem do Watfordu za nieco ponad połowę sumy, którą za niego zapłacił. To właśnie w tamtym roku padło jedno z najciekawszych zdań w historii piłki nożnej. „Niezależnie od tego, jak dużo masz pieniędzy, nie dostaniesz tu płatków Rice Krispies” – narzekał Blissett. Więcej na temat Rice Krispies napiszemy później. W  2013  roku europejskie kluby zapłaciły sobie łącznie nieco ponad trzy i pół miliarda funtów w ramach opłat za transfery. Niestety, większość tych pieniędzy została zmarnowana. Przez lata najzabawniejszym przykładem było Newcastle United, ale tak naprawdę kwota netto, którą prawie każdy klub wydaje na transfery, ma niewielki wpływ na miejsce drużyny w lidze. Przestudiowaliśmy koszty 40 angielskich klubów w latach 1978– 1997 i odkryliśmy, że ich wydatki transferowe netto (czyli pomniejszone 28 | FUTBONOMIA


o wpływy z  transferów) tłumaczyły zmiany ich pozycji w  lidze zaledwie w  16  procentach. Innymi słowy, sam fakt bycia „klubem, który kupuje” nie oznaczał, że miały lepsze wyniki niż „kluby, które sprzedają”. Niezwykle znaczące okazały się z kolei wydatki klubów na wynagrodzenia. Wysokość tej kwoty aż w 92 procentach odpowiadała zmianom pozycji w lidze, jeśli oprzeć się na średniej każdego klubu w całym wspomnianym okresie. Korelacja ta zaczyna powoli słabnąć. Poniżej zobrazujemy to przy użyciu danych z Premier League i mistrzostw rozgrywanych w latach 2003–2012 (schematy 2.1. i 2.2.). Wydatki na wynagrodzenia wyjaśniały w tym czasie nadal ponad 90 procent zmian pozycji danego klubu w lidze. Wygląda na to, że w  długim okresie wysokie płace pomagają drużynom w większym stopniu niż spektakularne transfery. Oczywiście nie uważamy, że wystarczy wziąć pierwszą lepszą grupę zawodników i  podwoić im pensje, żeby zaczęli nagle grać dwa razy lepiej. Nie chodzi o  to, że wysokie płace s k u t k u j ą dobrymi wynikami. Sądzimy raczej, że wysokie płace p r z y c i ą g a j ą skutecznych zawodników. Manchester United może pozwolić sobie na opłacenie Wayne’a Rooneya, Norwich City natomiast nie. A jeśli masz Wayne’a Rooneya i innych dobrych zawodników, wygrasz wiele spotkań. Bogate kluby płacą wysokie pensje, żeby dostać dobrych zawodników i zdobywać trofea. Trzeba też powiedzieć, że w pojedynczych sezonach korelacja pomiędzy pensjami a pozycją w lidze jest słabsza. Dzieje się tak, ponieważ w krótkim okresie duży wpływ na wyniki klubu ma po prostu szczęście. Każdego roku kontuzje, stronniczy sędziowie, kiepska forma i całe mnóstwo innych czynników silnie wpływają na wyniki drużyny. W poszczególnych latach wydatki tłumaczą około 70 procent zmian pozycji w lidze*. Szczęście (czyli statystyczna losowość) wyrównuje się jednak w dłuższym okresie. Jeśli więc przeanalizujemy wyniki klubów w  przedziale na przykład 15- lub 20-letnim, pensje będą wyjaśniały około 90 procent zmian pozycji w lidze. * W statystyce współczynnik korelacji może być podniesiony do kwadratu, dzięki czemu pokazuje, jaki procent zmian wyjaśniany jest przez czynnik niezależny. Jeśli zatem korelacja (nazywana typem „r”) pomiędzy pozycją w lidze a wysokością płac wynosi +0,84, to „r kwadrat” przyjmie wartość 0,7, czyli 70%. CZĘŚĆ I. KLUBY | 29


Przedstawiony poniżej ranking angielskich klubów ukazuje nierozerwalny związek pomiędzy wysokością płac a miejscem w  ligowej tabeli. Wygląda na to, że wysokie wynagrodzenia rzeczywiście pomagają klubom w większym stopniu niż spektakularne transfery. Premier League i drużyny uczestniczące w mistrzostwach świata w latach 2003–2012 4 Manchester United

3

Arsenal

Chelsea

Liverpool

średnia pozycja w lidze

2

Tottenham Everton Manchester City Villa Blackburn Newcastle United Bolton Fulham Birmingham West Ham Wigan Swansea PortsmouthWBA Midds Sunderland Charlton Reading Wolves Stoke Sheffield Utd Norwich Southampton Blackpool Cardiff Ips Hull Leeds Utd Bristol City Wat Preston CP Burnley QPR Leicester Derby Millwall Plymouth Notts Forest Sheffield Weds Barnsley Doncaster Rotherham Gillingham Coventry Crewe Brighton Scunthorpe

1 0 -1 -2 -3 -4

-3

-2,5

-2

-1,5

-1

-0,5

0

0,5

1

1,5

2

wydatki płacowe

Im więcej płacisz zawodnikom, tym wyżej w tabeli kończysz sezon (2003–2012) klub

średnia wysokość wynagrodzeń

średnia pozycja w lidze

Manchester United

2,00

3,16

Coventry City

27,00

0,70

Arsenal

2,00

2,63

Sheffield United

27,00

0,50

Chelsea

3,00

3,50

Barnsley

28,00

0,45

Liverpool

4,00

2,68

Preston North End

28,00

0,26

Newcastle United

9,00

1,93

Watford

29,00

0,48

30 | FUTBONOMIA

klub

średnia wysokość wynagrodzeń

średnia pozycja w lidze


klub

średnia wysokość wynagrodzeń

średnia pozycja w lidze

klub

średnia wysokość wynagrodzeń

średnia pozycja w lidze

Aston Villa

9,00

1,34

Norwich City

29,00

0,50

Tottenham Hotspur

10,00

1,60

Sheffield Wednesday

29,00

0,68

Everton

12,00

1,41

Crystal Palace

30,00

0,47

Middlesbrough

12,00

1,32

Nottingham Forest

31,00

0,62

Leeds United

13,00

1,70

Millwall

31,00

0,30

West Ham United

14,00

1,31

Cardiff City

33,00

0,37

Blackburn Rovers

14,00

1,48

Burnley

33,00

0,28

Charlton Athletic

15,00

0,98

Huddersfield Town

34,00

0,35

Bolton Wanderers

16,00

0,92

Plymouth Argyle

34,00

0,16

Fulham

16,00

1,24

Stoke City

35,00

0,26

Southampton

16,00

0,92

Gillingham

36,00

0,19

Sunderland

18,00

1,00

Tranmere Rovers

37,00

0,25

Manchester City

18,00

1,24

Stockport County

37,00

0,20

Wigan Athletic

19,00

0,59

Oxford United

38,00

0,23

Wimbledon

19,00

0,94

Crewe Alexandra

38,00

0,13

Birmingham City

20,00

0,74

Grimsby Town

38,00

0,20

Leicester City

21,00

0,88

Queen’s Park Rangers

39,00

0,55

Derby County

23,00

0,82

Hull City

40,00

0,23

Ipswich Town

24,00

0,65

Bury

40,00

0,21

CZĘŚĆ I. KLUBY | 31


klub

średnia wysokość wynagrodzeń

średnia pozycja w lidze

klub

średnia wysokość wynagrodzeń

średnia pozycja w lidze

Bradford City

24,00

0,55

Swindon Town

40,00

0,28

West Bromwich Albion

25,00

0,52

Walsall

40,00

0,19

Reading

26,00

0,50

Port Vale

41,00

0,24

Portsmouth

26,00

0,73

Rotherham United

41,00

0,15

Wolverhamp- 26,00 tonWanderers

0,61

Brighton & Hove Albion

42,00

0,15

W skrócie oznacza to tyle, że im więcej płacisz swoim zawodnikom, tym lepszą osiągniesz pozycję, kwota, jaką wydajesz na transfery, niewiele w tym względzie zmienia. Płace piłkarskie sprawiają wrażenie całkiem sensownych – im lepszy jest zawodnik, tym lepiej zarabia – rynek transferowy natomiast pozostaje bardzo nieefektywny. Kluby kupują najczęściej złych zawodników. Nawet dziś, kiedy dysponują całymi armiami międzynarodowych łowców talentów, nadal marnują fortuny na fajtłapy pokroju Blissetta. (Rynek transferowy wzbudza również wątpliwości prawne – bo czy kluby rzeczywiście mają prawo „kupować” i „sprzedawać” swoich pracowników? Ale to zupełnie inna kwestia). Za przykład złej polityki transferowej niech posłużą nam decyzje Liverpoolu z lat 1998–2010. Menedżerowie klubu z tego okresu – Gérard Houllier i Rafael Benítez – wydawali duże sumy na zakupy piłkarzy, a mimo to Liverpool nigdy nawet nie pretendował do mistrzostwa ligi. Jamie Carragher, ostoja Liverpoolu z  tamtych lat, na łamach swojej świetnej autobiografii pod tytułem Carra w  zabawny, a  jednocześnie smutny sposób skomentował niektóre kontrakty zawierane przez klub: „Sean Dundee nie był piłkarzem Liverpoolu”; „Nie popierałem na przykład podpisania umowy z Sanderem Westerveldem… Moim zdaniem był to przeciętny bramkarz, który uważał się za Gordona Banksa”; „A  Josemi? Nie zauważyłby kolegi z zespołu, nawet jeśli ten stałby sześć jardów od niego. Djimi Traoré 32 | FUTBONOMIA


miał ten sam problem”; „Szczerze mówiąc, [Christian] Ziege nie umiał bronić”; „Na dźwięk nazwisk El-Hadji Diouf i Salif Diao nawet najtwardszym liverpoolczykom nogi drżą ze strachu… Moim głównym zarzutem wobec Dioufa była jego szybkość. Po prostu jej nie miał… Pamiętacie, jak w  podstawówce wybierało się przed meczem zawodników do swojej drużyny? Robimy tak w Liverpoolu, kiedy gramy po pięć osób. Po kilku tygodniach Dioufa wybierano już jako ostatniego. »Zapłaciliście za niego 10 milionów, a nikt go nawet nie chce do swojej drużyny!« – krzyczałem do Gerarda”; „Jeśli Diouf był rozczarowaniem, to Diao okazał się katastrofą”; „Nawet on nie był jednak najgorszym nabytkiem, który pojawił się tamtego okropnego lata [2002 roku]. Houllier zatrudnił również Bruno Cheyrou”. Na temat Djibrila Cissé, który w 2004 roku kosztował Liverpool 14 milionów funtów (był to ówczesny rekord, jeśli chodzi o wysokość kwoty transferowej), Carragher wypowiedział się następująco: „Miał być silnym środkowym napastnikiem i walecznym zawodnikiem, który strzela gole. Nie był ani jednym, ani drugim”. „Największym rozczarowaniem był jednak Fernando Morientes… Był wolny jak żółw”. Carragher pisze, że kiedy w  2004  roku Benítez zastąpił Houlliera, odziedziczył po nim „bandę kiepskich, przepłaconych zawodników i oczekiwania większe niż kiedykolwiek”. Nowy trener nie radził sobie jednak dużo lepiej niż jego poprzednik. W swojej książce Carragher wypowiada się o  Benítezie łagodniej niż o  Houllierze, prawdopodobnie dlatego, że kiedy ją pisał, ten pierwszy nadal był jego szefem, ale to, w jaki sposób nowy hiszpański trener marnował pieniądze klubu, jest po prostu niewiarygodne. Jego chyba najbardziej wstrząsającą decyzją było zapłacenie Tottenhamowi 20 milionów funtów za 28-letniego napastnika, Robbiego Keane’a. Podkreślany wielokrotnie fakt, że Keane od zawsze był wielkim fanem Liverpoolu, niewiele tutaj pomógł. Sześć miesięcy po zakupie piłkarza Benítez uznał, że nie jest on jednak tym, kogo się spodziewał, i sprzedał go z powrotem do Tottenhamu (który miał z kolei już wkrótce pożałować tej transakcji) ze stratą ośmiu milionów. Linie kolejowe Virgin reklamowały się w prasie następującym ogłoszeniem: „Zapewniamy powrót z Liverpoolu do Londynu szybszy niż w przypadku Robbiego Keane’a”. CZĘŚĆ I. KLUBY | 33


Koniec fragmentu Zapraszamy do księgarń i na www.labotiga.pl

Futbonomia  

Książka, która zaskoczy nawet największych znawców futbolu! Gdyby Nicolas Anelka przeczytał Futbonomię, to Chelsea, a nie Manchester United...