Page 1


Ta książka to zagadka. Rozszyfrowuj, dekoduj, interpretuj. Szukaj i znajduj. Jeśli jesteś godzien, powiedzie ci się.


SERIA ENDGAME POWIEŚCI:

WEZWANIE KLUCZ NIEBIOS OPOWIADANIA: (E-BOOK)

POCZĄTEK. MISJE TRENINGOWE


KLUCZ NIEBIOS SERIA ENDGAME

JA M E S F R E Y oraz N I L S J O H N S O N - S H E LT O N

tłumaczenie BA RTO S Z C Z A RTO RY S K I

Kraków 2015


Endgame Sky Key Copyright © 2015 by Third Floor Fun, LLC. Puzzle hunt experience by Futuruption LLC. Additional character icon design by John Taylor Dismukes Assoc. Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2014 Copyright © for the translation by Bartosz Czartoryski 2014

Redakcja i korekta – Sonia Miniewicz, Joanna Mika, Monika Pasek Skład i łamanie – Joanna Pelc Adaptacja okładki – Paweł Szczepanik / BookOne.pl Udział w zabawie nie wymaga kupna książki. Rywalizacja zaczyna się o godzinie 9.00 rano Standardowego Czasu Wschodniego 21 października 2015 roku i kończy się, kiedy zagadka zostanie rozwiązana lub 20 października 2017 roku, cokolwiek nastąpi wcześniej. W zabawie udział mogą wziąć osoby w wieku lat 13 lub starsze. Mogą wystąpić pewne ograniczenia w zależności od lokalnego prawa. Szacowana łączna suma nagród: 250 000 dolarów. Sponsor: Third Floor Fun, LLC, 25 Old Kings Hwy N, Ste. 13, PO Box #254, Darien, CT 06820-4608. Szczegóły rywalizacji, opis nagrody i regulamin dostępne na stronie: www.endgamerules.com. All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy. ISBN: 978-83-7924-494-2

www.wydawnictwosqn.pl Szukaj naszych książekk również w formie e ej elektronicznej

DYSKUTUJ O KSIĄŻCE //WydawnictwoSQN / /SQNPublishing //WydawnictwoSQN

NASZA KSIĘGARNIA www.labotiga.pl N Wspieramy środowisko! Książka została wydrukowana na papierze wyprodukowanym zgodnie z zasadami zrównoważonej gospodarki leśnej!


i


90 dni.


MAŁA ALICE CHOPRA

Rezydencja rodziny Chopra, Gangtok, Sikkim, Indie

– Tarki, Tarki, Tarki…* Chmury suną nad himalajskimi górami, słońce odbija się od śniegu zalegającego na ich zboczach. Kanczendzanga, trzeci najwyższy szczyt na świecie, góruje nad miastem, którego mieszkańcy pochłonięci są swoimi codziennymi sprawami – pracą i zakupami, jedzeniem i piciem, uczeniem się i nauczaniem, śmiechem i uśmiechem. Sto tysięcy spokojnych, nieświadomych niczego duszyczek. Mała Alice mknie po trawniku na tyłach domu, źdźbła łaskoczą ją w stopy, znad doliny dolatuje do niej zapach płonącego krzewu. Piąstki przycisnęła do bioder i wystawiła łokcie niczym skrzydła. Ugięła kolana, wysunęła głowę i macha rękoma, raz po raz, gdacząc przy tym i szczebiocząc jak ptak. – Tarki, Tarki, Tarki – nawołuje starego pawia, który mieszka z jej rodziną od 13 lat. Tarki spogląda na dziewczynkę, obraca się, stroszy jasne pióra i odpowiada podobnym gdakaniem. Potrząsa ogonem, a Mała Alice pląsa radośnie. Biegnie ku zwierzęciu, które zrywa się do ucieczki. Jest tuż za nim. Surowe rysy Kanczendzangi majaczą w oddali; za zamarzniętymi zboczami kryje się Dolina Życia Wiecznego. Małej Alice nazwa ta nie mówi nic. Za to jej matka Shari dobrze zna sekretną dolinę.

* Układ typograficzny książki, brak wcięć akapitowych, rodzaj przypisów i sposób zapisu liczb został narzucony przez wydawcę oryginału. Może mieć to związek z rozwiązaniem zagadki, ale nie musi.

11


Dziewczynka podbiega do Tarkiego, który przystanął przy rododendronie. Od majestatycznego pawia dzieli ją niecały metr, kiedy ten spuszcza łeb, mruga i zaczyna grzebać pazurami pod krzakiem, rozgarniając liście. Mała Alice nachyla się bliżej. – Co tam masz, Tarki? Ptak dziobie ziemię. – Co to? Tarki zamiera niczym posąg, przekrzywia pochylony łeb i szeroko otwiera ślepia. Mała Alice wyciąga szyję, żeby móc podejrzeć, czym tak zainteresował się jej pupil. Coś tam jest. Coś małego, kulistego i ciemnego. Ptak niespodziewanie wydaje z siebie okropny dźwięk – Iiiiiikkkk – i rzuca się pędem ku domowi. Dziewczynka czuje ukłucie niepokoju, ale nie rusza się z miejsca. Dłońmi odgarnia mięsiste liście i przedziera się przez łodygi. Maca ziemię, podpierając się rękoma, aż znajduje to, czego szukała. Kulka o ciemnej barwie, zakopana do połowy. Perfekcyjnie okrągła. Z dziwnymi żłobieniami. Dotyka jej powierzchni; jest zimna niczym kosmiczna próżnia. Podważa ją palcami i odgarnia ziemię, usypując nieduży kopczyk. Wreszcie wyciąga znalezisko. Podnosi kulkę prawą ręką, ogląda ją i markotnieje. Chłód sprawia jej ból. Promienie słońca przybierają dziwaczną barwę, jaśnieją i jaśnieją, jakby ktoś przepuścił je przez filtr. Po paru sekundach świat staje się nienaturalnie biały, ziemia zaczyna się trząść, a znad wzgórz rozlega się ogłuszający huk, fala uderzeniowa przewala się przez klify i szczyty, muska drzewa, źdźbła trawy i leżące w strumieniu kamienie; przenika wszystko. Mała Alice chce uciekać, ale nie może, jest unieruchomiona, jakby wykopana spod krzaku kulka przymroziła ją do trawnika. Za zasłoną światła, hałasu i gniewu dostrzega idącą ku niej postać. To chyba kobieta. Młoda. Drobna. Jest coraz bliżej. Dziewczynka dostrzega jej bladozieloną skórę, zapadnięte oczy i wykrzywione usta. Żywy trup. Mała Alice upuszcza kulkę, ale nic się nie zmienia, upiór nadal człapie ku niej, dziecko 12


czuje jego śmierdzący ekskrementami, spaloną gumą i siarką oddech. Powietrze zdaje się płonąć. Maszkara sięga po Małą Alice, która chce krzyknąć, zawołać Mamę na ratunek, poprosić o pomoc, o wybawienie, ale z jej gardła nie dobywa się żaden dźwięk. Dziewczynka otwiera szeroko oczy i wreszcie krzyczy. Nie śpi. Mama tuli do siebie mokrą od potu dwulatkę, kołysząc ją delikatnie. – Już dobrze, meri jaan, już dobrze. To tylko sen. Znowu miałaś koszmary. Mała Alice cierpi z ich powodu, odkąd znaleziono Klucz Ziemi. Mała Alice płacze. Shari podnosi ją z pościeli. – Nic ci nie będzie, kochanie. Nikt cię nie skrzywdzi. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. I choć Shari powtarza to za każdym razem, kiedy Małej Alice śni się coś złego, nie ma pewności, czy faktycznie mówi prawdę. – Nikomu, skarbie. Ani teraz, ani nigdy.

13


14


ii

15


SARAH ALOPAY I JAGO TLALOC

Crowne Plaza Hotel, Apartament 438, Kensington, Londyn

– A to skąd? – pyta Sarah, przejeżdżając palcem po nieładnej, postrzępionej szramie przecinającej policzek Jago. – Z treningu – mówi chłopak, przypatrując się jej uważnie, szukając czegoś, co wskazywałoby, że doszła do siebie. Minęły cztery dni, odkąd Sarah zdobyła ukryty w Stonehenge Klucz Ziemi. Cztery dni od śmierci Chiyoko. Cztery dni temu An Liu skończył z kulą we łbie, a spod starożytnych kamieni wychynęło coś, co powołali do życia. Przed czterema dniami Sarah zabiła Christophera Vanderkampa. Pociągnęła za spust i strzeliła mu prosto w głowę. Od tamtej pory nie odważyła się wypowiedzieć jego imienia. Nawet nie próbowała. I nieważne, ile pocałunków wymieniła z Jago, ile razy oplatała go nogami, ile kąpieli brała, jak długo płakała i jak mocno ściskała Klucz Ziemi, odtwarzając komunikat przekazany światu przez keplera 22b za pośrednictwem telewizji, to i tak nie potrafiła zapomnieć twarzy Christophera. Blond włosów. Pięknych zielonych oczu. I iskry, jaka się w nich tliła, iskry, którą ugasiła, kiedy odebrała mu życie. Odkąd opuścili Stonehenge, Sarah wypowiedziała zaledwie 27 słów, łącznie z powyższymi. Jago martwi się o nią, ale upatruje swoją szansę w tym, że w ogóle się odezwała. – Ale jak to się stało, Feo? – pyta z nadzieją, że to długa historia, że przykuje jej uwagę na jakiś czas, że słowa Jago przyniosą chwilową ulgę, podobnie jak jego ciało. 16


Stara się myśleć o czymkolwiek innym, oby tylko nie wracać do tego, co się stało, do kuli, którą wpakowała mu w czaszkę. Jago chętnie odpowiada. – Miałem dwanaście lat, kozaczyłem. Szykowałem się do stoczenia trzeciej prawdziwej bitki na noże, a poprzednie dwie wygrałem z palcem w nosie. Moim pierwszym przeciwnikiem był dwudziestopięcioletni eks-Gracz, który zdążył już zapomnieć, jak się ruszać. Potem rzucili na mnie obiecującego przydupasa mojego Papi, ogromnego dziewiętnastolatka, na którego mówiliśmy Ladrillo. Sarah pieści szpetną, ciągnącą się przez policzek bliznę, przypatrując się szczęce chłopaka, gdzie, jak sądzi, sięgnęło ostrze. – Ladrillo – powtarza po nim, delektując się nowym słowem. – Co to znaczy? – „Cegła”. I właśnie taki był. Ociężały, twardy i durny. Wymanewrowałem go, nie mógł za mną nadążyć i zanim się ruszył, było po zawodach. Sarah wydaje z siebie nieprzekonujący, słaby chichot, pierwszy od czasu Stonehenge. Uśmiecha się. Chłopak mówi dalej. – Potem biłem się z dzieciakiem niewiele starszym ode mnie. Mniejszym. Nie znałem go, podobno przyjechał z Rio. Nie był ani Peruwiańczykiem, ani Olmekiem. Jago rozumie, że Sarah dokładnie tego potrzebuje – aby gadał o sobie. Musi uciec myślami od tego, co zrobiła: zabiła swojego chłopaka, odnalazła Klucz Ziemi i rozpoczęła Zdarzenie, przypieczętowując los miliardów. Dalsza gra, walka, ruch czy strzelanie pewnie sprawdziłyby się lepiej, jednak na razie paplanie musi wystarczyć. – Chłopak dorastał w fawelach, był chudy, żylasty, jego mięśnie przypominały kable owinięte wokół kości. Szybki jak jasna cholera. Nie powiedział niczego poza: „Cześć” i „Powodzenia następnym razem”. Ale bystry. Cudowne dziecko noża, dokładnie wiedział, jak uderzyć. Nie tyle go nauczono, co się z tym urodził. – Jakbyś mówił o sobie. 17


– Bo on był jak ja. – Uśmiecha się. – Miałem walczyć ze swoim lustrzanym odbiciem, kiedy ja ciąłem, on też ciął. Tak parowaliśmy ciosy, kontratakując. Nigdy nie miałem do czynienia z kimś takim, nie sposób go porównać ani do żadnego z byłych Graczy, ani do mojego Papi. Jakbym walczył ze zwierzęciem. Polegał na czystym instynkcie, nie myślał, działał, po prostu rzucał się do ataku. Biłaś się z dzikimi zwierzętami? – Tak, z wilkami. Są najgorsze. – Masz na myśli wilka? – Nie, wilki. Liczba mnoga. – Bez pistoletu? – Bez. – Nie ćwiczyłem z wilkami. Z psami tak, ale nie z wilkami. Raz z pumą. – Chciałabym powiedzieć, że mi zaimponowałeś, Feo, ale tak nie jest. – Już i tak dobrałem ci się do majtek, Alopay – Jago sili się na żart. – Nie muszę się starać. Dziewczyna uśmiecha się i wymierza mu pod kołdrą kuksańca. Kolejny znak, że być może dochodzi do siebie. – Tak czy inaczej, nie mogłem go trafić. Zasady były jasne: do pierwszej krwi. Zobaczysz czerwień i koniec. Proste. – Ale twoja blizna… cięcie musiało być głębokie. – Si. Bo byłem głupi, nadziałem się na nóż. Miałem sporo szczęścia, gdyby mnie wtedy nie ciachnął, pewnie by mnie zabił. A i tak prawie straciłem oko. Sarah kiwa głową. – Czyli czerwień, krew i koniec. Mówi: „Powodzenia następnym razem” i odchodzi? – Musieli mnie zszyć, ale tak. I oczywiście mogłem jedynie pomarzyć o znieczuleniu. – Znieczulenie? A co to? Jago posyła jej szeroki uśmiech. – Dokładnie. Pieprzone Endgame. 18


– Ano, pieprzone Endgame – powtarza Sarah, nie zdradzając żadnych emocji. Przewraca się na plecy i gapi w sufit. – Spotkałeś go jeszcze? Jago milczy przez chwilę. – Si – mówi powoli, sącząc kolejne słowa. – Niecały rok później. Zaledwie dwa dni przed moimi urodzinami, na chwilę przed tym, zanim zacząłem spełniać warunki uczestnictwa. – I? – Był jeszcze szybszy, ale i ja się sporo nauczyłem, nie zostawałem w tyle. – Przelałeś pierwszą krew? – Nie. Mieliśmy ostrza, ale po paru minutach uderzyłem go w gardło, miażdżąc tchawicę. Kiedy padł na ziemię, jeszcze docisnąłem mu gardło stopą. Ani kropli krwi. Nadal pamiętam jego oczy. Nierozumiejące, skonfundowane, jak u postrzelonego z daleka zwierzęcia, które nie może pojąć, co zrobiłeś. Zrobiłem coś sprzecznego z jego naturą. Chłopak z faweli był najlepszym nożownikiem, jakiego spotkałem. Ale nie miał pojęcia, że do zasad nie trzeba się stosować. Sarah milczy. Przewraca się na bok, twarzą do Jago. Leżę w łóżku z mordercą, myśli. Sama nim jestem, dopowiada. – Przepraszam, Sarah. Nie chciałem… – Też to zrobiłam. – Bierze głęboki oddech. – Bo jego zasady również mnie nie obowiązywały. Podjęłam decyzję. Zabiłam go. Zabiłam… Christophera. I już. Powiedziała to. Zaczyna drżeć, jakby ktoś przełączył przycisk. Podciąga kolana pod brodę i zaczyna łkać. Jago gładzi dłonią obnażone plecy dziewczyny, choć wie, że ten gest nie przyniesie jej pociechy. Olmek nie miał najlepszego zdania o Christopherze, ale wie, że Sarah go kochała. Kochała i zabiła. Nie jest pewien, czy dałby radę zrobić to co ona. Czy potrafiłby zastrzelić swojego najlepszego przyjaciela? Zabiłby Jose, Tiempo lub Chango? Posłałby kulkę ojcu lub, co gorsza, matce? Nie umie odpowiedzieć. 19


– Musiałaś to zrobić, Sarah – szepcze. Odkąd zameldowali się w hotelu, pocieszał ją w ten sposób już 17 razy, przeważnie tylko po to, żeby przerwać uciążliwe milczenie. I zawsze jego słowa brzmiały pusto. Teraz może nawet bardziej pusto niż zwykle. – Nie dał ci wyboru. Zrozumiał, że Endgame i tak go uśmierci, wolał więc zginąć, pomagając tobie. Bo pomógł ci, Sarah, poświęcił się dla twojego ludu. A to błogosławieństwo. Gdybyś zrobiła to, czego chciał od ciebie An, Chiyoko zdobyłaby Klucz Ziemi i była na dobrej drodze do zwycię… – I DOBRZE! – wykrzykuje Sarah. Nie może się zdecydować, co jest gorsze: odebranie życia ukochanemu czy zaciśnięcie dłoni na Kluczu Ziemi, który ofiarowało jej Stonehenge. – Chiyoko też nie powinna umrzeć – szepcze. – A na pewno nie tak. Była zbyt dobrym Graczem, zbyt silnym… Nie… niepotrzebnie do niego strzeliłam. – Bierze głęboki oddech. – Jago… wszyscy… wszyscy… zginą przeze mnie. Kuli się niczym embrion. Jago stuka palcami wzdłuż jej kręgosłupa. – Nie wiesz tego – mówi. – Żadne z nas nie wie. Robiłaś to, co powiedział kepler 22b. Po prostu grałaś. – Tak, grałam – sarka. – Aisling odkryła, co się święci… Chryste, czemu nie strzelała celniej? Czemu nas nie zdjęła, kiedy miała okazję? Jago również sporo myślał o Aisling, choć nie o tym, dlaczego nie zestrzeliła ich samolotu. Bardziej interesuje go, co chciała im powiedzieć. – Gdyby trafiła, Christopher i tak byłby martwy – zauważa. – Ty i ja również. – E tam… – odbąkuje Sarah, jakby wszystko było lepsze od tego, co przytrafiło im się po opuszczeniu Włoch. – Po prostu grałaś – powtarza. Przez parę minut żadne z nich się nie odzywa. Sarah popłakuje cichutko. Jago głaszcze ją po plecach. Jest pierwsza w nocy, na dworze kropi, opony aut osobowych i ciężarówek szurają po mokrej jezdni. Co jakiś czas nad miastem przelatuje samolot kierujący się 20


na lotnisko Heathrow. Z daleka rozbrzmiewa gwizd, jakby z łodzi. Syrena policyjna. Pijacki śmiech rozbawionej czymś kobiety. – Jebać keplera 22b, jebać Endgame i jebać granie – rzuca Sarah. Ale przestaje płakać. Dłoń Jago opada na kołdrę. Oddech dziewczyny uspokaja się i po kilku minutach Sarah zasypia. Jago wyślizguje się z łóżka. Staje pod prysznicem i pozwala wodzie swobodnie ściekać po swoim ciele. Myśli o oczach tamtego nożownika, o tym, co w nich zobaczył, kiedy wyduszał z niego życie; o tym, co sam czuł, zabijając. Wychodzi z brodzika i wyciera się ręcznikiem. Bezszelestnie zakłada ubranie i wymyka się z pokoju hotelowego, zamykając za sobą drzwi. Sarah ani drgnie. – Hola, Sheila – wita się z recepcjonistką w lobby. Jago zapamiętał imiona wszystkich pracowników hotelu i przylegającej do niego restauracji. Poza Sheilą pracują tutaj Pradeet, Irina, Paul, Dmitri, Carol, Charles, Dimple i siedemnaście innych osób. Wszyscy są przeklęci. Z winy Sarah. Z jego winy. Z winy Chiyoko, Ana i innych Graczy. Z winy Endgame. Wychodzi na Cromwell Road i naciąga kaptur. Cromwell, myśli. Znienawidzony purytański lord protektor Republiki Angielskiej ery bezkrólewia. Człowiek tak lżony i piętnowany, że Karol II nakazał wykopać jego ciało, aby można było je okaleczyć i znowu pogrzebać. Na kij, który przez całe lata stał przed pałacem westminsterskim, nabito obciętą głowę Cromwella i złorzeczono jej, pluto na nią i przeklinano, aż wyschła i się skurczyła. Gniła zaledwie parę mil od miejsca, w którym teraz znajdował się Jago, niedaleko ulicy nazwanej imieniem uzurpatora. Dlatego walczą. Dla diabłów pokroju Cromwella i libertyńskich władców jak Karol II, ich nienawiści, potęgi i politycznych gierek. Zaczyna się zastanawiać, czy warto. Ale nie może sobie na to pozwolić. Zakazano mu. „Jugadores no se preguntan – powiedziałby ojciec, słysząc jego myśli. – Jugadores juegan”. 21


Si. Jugadores juegan. Chowa ręce do kieszeni i kieruje się ku Gloucester Road. Zza rogu wychodzi mężczyzna – wyższy od niego o 15 centymetrów i cięższy o 20 kilogramów – i uderza Jago barkiem. Chłopak obraca się lekko, ledwie unosząc głowę. – Ej, uważaj se! – rzuca przechodzień, od którego czuć piwem i złością. Miał nie najlepszy wieczór i chce odreagować. – Przepraszam, facet – mówi Jago, imitując akcent z południowego Londynu. – Bawi cię to? – pyta mężczyzna. – Zgrywasz twardziela? Bez ostrzeżenia zamachuje się na chłopaka pięścią wielkości tostera. Jago odchyla się, ledwie unikając ciosu, który niechybnie wylądowałby na jego nosie. Tamten nie rezygnuje i podejmuje kolejną próbę, ale Jago uskakuje. – Szybka z ciebie pizdeczka – mruczy mężczyzna. – Skończmy się pierdolić, wyciągaj łapy z kieszeni i stawaj. Olmek uśmiecha się, odsłaniając zęby z diamentowymi koronkami. – Nie muszę. Napastnik daje krok w przód, a Jago doskakuje, nadeptując piętą na jego stopę. Mężczyzna wydaje z siebie okrzyk bólu i próbuje chwycić chłopaka, ale Gracz wymierza mu kopniak w brzuch. Ręce Jago nadal spoczywają w kieszeniach. Olmek odwraca się i rusza w stronę otwartego całą dobę Burger Kinga. Nagle nabrał ochoty na cheeseburgera z bekonem. Gracze muszą jeść, nawet jeśli mają już dość Endgame. Słyszy, że mężczyzna wyciąga coś z kieszeni. Nie odwracając głowy, mówi: – Odłóż ten nóż. Napastnik zamiera. – Skąd wiesz, że mam nóż? – Słyszę. Czuję. – Pieprzysz – szepcze łobuz, rzucając się naprzód. 22


Metal błyszczy srebrzyście w świetle ulicznej latarni. Jago, nadal nie wyjmując rąk z kieszeni, unosi nogę i kopie do tyłu, trafiając mężczyznę w żebra. Nóż celuje w pustkę. Chłopak uderza przeciwnika stopą w pachwinę, po czym przygważdża dłoń mężczyzny do chodnika; jego nadgarstek uderza o ziemię. Jago nadeptuje na rękę oprycha, a gdy ten nareszcie wypuszcza broń, czubkiem buta kopie ją w stronę ulicy. Ostrze spada z krawężnika i z brzękiem znika w studzience kanalizacyjnej. Napastnik jęczy z bólu. Pieprzony chudzielec dał mu wycisk, nawet nie wyciągając rąk z kieszeni. Jago uśmiecha się, obraca i wznawia marsz. Burger King. Si. Jugadores juegan. Ale muszą też coś jeść.

23


Odem Pit’dah Bareket Nofekh Sapir Yahalom Leshem Shevo Ahlamah Tarshish Shoham Yashfeh

24


HILAL IBN ISA AL-SALT, EBEN IBN MOHAMMED AL-JULAN

Kościół Przymierza, Królestwo Aksum, Północna Etiopia

Hilal jęczy przez sen. Drży na całym ciele i skamle. Jego głowa, twarz, prawy bark i ramię zostały poważnie poparzone przez granat zapalający, którym cisnął Nabatejczyk. Ebenowi udało się go odratować. Kocami zdusił płomienie, próbował uspokoić rannego, zaaplikował mu morfinę. I Hilal przestał krzyczeć. Kiedy nastąpił atak, wysiadło zasilanie i nie pomogło nawet uruchomienie systemu awaryjnego. Eben skontaktował się przez radio na korbkę z Nabrilem, który powiedział, że awaria była rezultatem wyjątkowo silnego rozbłysku słonecznego. Nigdy nie widział niczego podobnego. Co dziwne, do niespotykanego zjawiska doszło dokładnie w chwili, kiedy Hilal pisał wiadomość do innych Graczy; wtedy, gdy do drzwi jego chaty zapukali Donghu i Nabatejczyk. A to przecież niemożliwe, rozbłyski nie skupiają się na jednym punkcie, ale rozlewają na dużych obszarach, czasem po całych kontynentach. Nie da się nimi wycelować. To niemożliwe. Chyba że jest się Stwórcą. Eben zastanawiał się nad tą kwestią zaraz po ataku. Opiekował się Hilalem przy świetle lamp naftowych, mając do pomocy dwoje niemych Netynejczyków. Położyli poparzonego Gracza na noszach, podłączyli kroplówkę i znieśli siedem pięter pod podłogę starożytnego kościoła. Następnie wykąpali Hilala w kozim mleku. Biały płyn zmienił barwę na róż. Na powierzchnię wypłynęły płatki skóry. 25


Przy pracy modlili się szeptem. Pielęgnowali go. Ratowali mu życie. Skóra Aksuma pokryła się bąblami, czuć było spaleniznę i siarczany smród poskręcanej przez płomienie czupryny. Zalatywało kremową wonią mleka przemieszanego z krwią. Eben łkał bezgłośnie. Hilal był najpiękniejszym z aksumskich Graczy od 1000 lat, od czasu legendarnej już Elin Bakhary-al-Poru. Miał niebieskie oczy, nieskazitelną, gładką skórę, proste białe zęby, wysokie kości policzkowe, płaski nos, perfekcyjnie okrągłe nozdrza i kwadratowy podbródek. Kręcone włosy okalały urodziwe chłopięce lico mogące się równać z boskim. A teraz wszystko stracone. Spłonęło. Hilal ibn Isa al-Salt już nigdy nie będzie piękny. Eben posłał po chirurga z Kairu, który przeprowadził trzy przeszczepy skóry. Z Tunisu przybył okulista, by ratować prawe oko Hilala. Z perspektywy medycznej transplantacje zakończyły się sukcesem, ale aksumski Gracz już na zawsze pozostanie okaleczony; jest zaledwie cieniem pięknego chłopca, którym był jeszcze niedawno. Udało się także ocalić oko, lecz zostało uszkodzone i straciło swoją błękitną barwę; straszy teraz czerwienią otaczającą mlecznobiałą źrenicę. Lekarz powiedział, że już nigdy nie powróci do dawnego stanu. A był taki śliczny, niczym król anielskiego zastępu. Teraz wygląda jak sam diabeł. Ale nasz diabeł, myśli Eben. Od ataku minął prawie tydzień. Eben klęczy przy Hilalu na kamiennej posadzce komnaty sypialnej. Nad wezgłowiem łóżka wisi niewielki drewniany krzyż. Pod ścianą stoi biały porcelanowy zlew. Poza tym w pokoju znajduje się jedynie parę wieszaków na szaty, mała skrzyneczka z bandażami i świeżą pościelą, stojak na kroplówkę oraz nieduży wózek z monitorem pracy serca, okablowaniem i elektrodami. Netynejczycy – oboje wysocy i silni, mężczyzna i kobieta – stoją tuż za drzwiami, milczący, czujni, uzbrojeni. Hilal wciąż pogrążony jest we śnie. Od czasu do czasu pojękuje, skamle, telepie się. Nadal podają mu morfinę, ale Eben powoli odstawia leki. Gracze uczą się żyć z bólem, choć ten okaże się dla Hilala 26


dotkliwszy niż jakikolwiek wcześniej i nigdy nie ustanie – ale jeśli ma zamiar kontynuować Endgame, będzie musiał do niego przywyknąć, przyzwyczaić się do cierpienia, do szpetoty. Do swojego nowego ciała. A jeśli jednak zechce się wycofać, Eben musi to wiedzieć. Lecz żeby Hilal mógł podjąć decyzję, powinien mieć czysty umysł. Dlatego trzeba go wybudzić. Kiedy Hilal spał, jego mentor modlił się po amharsku. Medytował. Przypominał sobie słowa Hilala: „Mogłem się pomylić – powiedział chłopak, zanim powaliła go końska dawka morfiny. – Zdarzenie może być nieuniknione”. Eben domyśla się jednak, że nie w tym rzecz. Nie po tym, co zobaczył w telewizji, nie po rozbłysku słonecznym, który uderzył w Aksum. Stwórcy inter weniują. Bo jeśli nie, pozostaje tylko jedna możliwość – to działanie Niegodziwego, istoty, której Aksumowie poszukują od stuleci. Bezskutecznie. Istoty zwanej Ea. Ale nawet Zły nie posiadł takiej mocy, aby rządzić słońcem. Nie ma więc wątpliwości: to byli Stwórcy. Eben wie, że to barbarzyństwo. Powołali ludzi do istnienia i powinni czuwać nad nimi w przededniu tej niemal całkowitej zagłady, która zresetuje ziemski zegar życia i pozwoli planecie odetchnąć, rozwinąć się na nowo. Nie mogą majstrować przy Endgame. Sami ustanowili te zasady, a teraz je łamią. Co znaczy, że być może nadszedł czas. Czas, żeby sprawdzić, co znajduje się wewnątrz legendarnej skrzyni, która czeka na otwarcie od dnia, kiedy stryj Mojżesz sfingował jej zniszczenie i potajemnie ukrył, a synom Aarona nakazał chronić za wszelką cenę. I wymógł, by nigdy nawet na nią nie patrzyli ani pod żadnym pozorem nie otwierali. Przykazał: „Złamać pieczęć wolno tylko wtedy, gdy nadejdzie dzień Sądu”. A ten jest bliski. To koniec czasu. Niedługo potężni Aksumowie wezmą sprawy we własne ręce i przekonają się, jakąż to moc ukryto pomiędzy złotymi skrzydłami 27


skąpanych w glorii cherubinów. Niedługo Eben ibn Mohammed al-Julan zaryzykuje życie dla Endgame. Kiedy tylko Hilal ocknie się z czystym umysłem, Eben złamie pieczęć, odemknie Arkę i przekona się, czy lud Aksum będzie mógł zadać Stwórcom cios ich własnym orężem.

28


GRANICE NAUKI, MAJ 1981 W marcu 1967 technik ze służb bezpieczeństwa Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych przechwycił rozmowę pomiędzy pilotem kubańskiego, ale wyprodukowanego w Rosji, samolotu MIG-21 a dowództwem na temat Niezidentyfikowanego Obiektu Latającego. Co więcej, technik twierdzi, że wszelkie materiały, łącznie z raportami, taśmami oraz notatkami, zostały przesłane do Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Nic dziwnego, że kilka miesięcy później Agencja ogłosiła raport zatytułowany Hipotezy na temat UFO i pytania o przetrwanie. Opublikowany w październiku 1979 roku na mocy ustawy o wolności informacji dokument mówi, że „nieśpieszne naukowe podejście zbyt często miało pierwszeństwo przy analizowaniu zagadnień dotyczących UFO”. Agencja konkludowała, że bez względu na omawiane hipotezy „każda z nich niesie ze sobą poważne implikacje dotyczące kwestii związanych z naszym przetrwaniem”.

29


ALICE ULAPALA

Knuckey Lagoon, Terytorium Północne, Australia

Alice i Shari, a pomiędzy nimi mała dziewczynka, wystraszona i skamląca. Stoją przyciśnięte do siebie plecami, na ugiętych nogach, przyjmując pozycje bojowe. Alice ma ze sobą nóż i bumerang, Shari długi metalowy kij nabity gwoździami. Otacza je tłum, również uzbrojony, który buczy i wyje, sycząc groźby. Za nim czai się sfora psów o czerwonych ślepiach i gromada mężczyzn odzianych w czerń, dzierżących strzelby, kosy i pałki. Nad ich głowami rozpościera się kurtyna z gwiazd, skąd spoglądają keplerzy wyciągający ku nim swoje siedmiopalczaste dłonie. Ich cienkie jak kartki papieru ciała są jednak nieruchome, a uszy dziewczyn świdruje kpiarski rechot. Struktura nieba wydaje się naruszona, jakby ziała tam dziura. Lecz zanim Alice zdąży się nad tym zastanowić, przeciwnicy ruszają na nie hurmem, a mała dziewczynka zaczyna krzyczeć. Koori rzuca bumerangiem i wbija nóż w klatkę piersiową niskiego, opalonego chłopaka, który wykrwawiając się, spluwa jej w twarz. Dziecko nie przestaje krzyczeć, drze się, drze, drze i drze. Alice budzi się na hamaku, odruchowo łapiąc jego krawędź, aby nie spaść. Światło księżyca odbija się bielą w nieokiełznanej burzy jej włosów. Bierze głęboki oddech, klepie się po twarzy, sprawdza bumerangi i nóż. Nadal są tam, gdzie powinny być, wbite w drewnianą kolumnę podtrzymują hamak. Znajduje się na ganku swojej niedużej chatki nad laguną. Jest sama. Zaraz obok rozciąga się morze Timor. Za jej plecami, po drugiej stronie domku, rosną niekończące się krzewy rozległego Terytorium Północnego. Czyli jej podwórko. 30


Od chwili, kiedy kepler wydał swój komunikat, nakazując dalszą grę, medytowała, dryfując w bezkresie snu, podążając zapisanymi w pamięci ścieżkami śpiewu, nasłuchując głosu przodków, oceanu, nieba i ziemi, aż otrzymała kolejną wskazówkę. Tym razem nie była to zagadka, ale coś bezpośredniego i oczywistego, a nawet zbyt prostego. Zastanawia się, czy inni Gracze również dostąpili podobnego zaszczytu, czy któryś z nich odkrył, gdzie się zaszyła, czy przypadkiem nie celuje do niej teraz z karabinu snajperskiego, gdzieś z oddali, po cichu, kierowany morderczymi intencjami. – Gońcie się! – wykrzykuje w ciemność, a jej głos niesie się echem po suchej krainie. Zeskakuje z hamaka, piętami uderzając o deski ganku. Porusza palcami u stóp i rozkłada szeroko ręce. – Tutaj jestem, patałachy, bierzcie mnie! Ale strzał nie nadchodzi. Alice parska i spluwa. Drapie się po tyłku. Duma nad wskazówką, która jaśnieje w jej głowie niebieskim blaskiem niczym mentalna latarnia morska. Doskonale wie, co dostała: lokalizację Baitsakhana, Donghu, przerażającego bachora, który chce zabić Shari i być może również tę dziewczynkę ze snu. Alice zgaduje, że to Mała Alice, córka, ale nie ma pojęcia, dlaczego Donghu lub ktokolwiek inny miałby chcieć jej śmierci. Dlaczego dziecko jest istotne – o ile jest istotne – pozostaje tajemnicą. Niezależnie od tego, jak brzmi odpowiedź, Duża Alice zamierza znaleźć Baitsakhana i go zabić. Tak właśnie zamierza to rozegrać i jeśli dzięki temu zbliży się do jednego z trzech kluczy Endgame, tym lepiej, a jeśli nie – trudno. – Co ma być, to będzie – wzdycha. Spadająca gwiazda przecina firmament i znika na zachodnim niebie. Alice obraca się, wchodzi do chaty i wyciąga wbity w drewnianą belkę nóż. Podnosi słuchawkę spoczywającą na widełkach starego aparatu telefonicznego z dużymi przyciskami i poskręcanym przewodem. Wybiera numer. 31


– Oi, Tim. Ta, tu Alice. Słuchaj, jutro rano, jeszcze przed świtem, muszę złapać frachtowiec i chciałabym, żebyś wykorzystał swój nieprzeciętny talent i odnalazł dla mnie pewną osobę, dobra? Może już nawet o niej mówiłam. Tak, Harappanka. Chopra. Hinduska. Ta, ta. Zdaję sobie sprawę, że w tym kraju musi być sto milionów kobiet o tym nazwisku, ale posłuchaj mnie przez chwilę. Ma jakieś siedemnaście do dwudziestu lat, prędzej to drugie. I ma dziecko. Dwuletnią, może trzyletnią córkę. A teraz coś, co ci pomoże. Dziewczynka ma na imię Alice, to powinno nieco zawęzić poszukiwania. Ta, dzwoń na mój numer, gdyby coś się działo. Będę sprawdzać pocztę. Dobra, Tim. Narazka. Odkłada słuchawkę i gapi się na leżący na łóżku plecak. Na rozwiniętym obok czarnym materiale rozłożyła swój arsenał. Musi się przygotować.

32


I powiedziała swoim Uczniom, swoim Akolitom: Poczujcie to. Dobro jest jedynie fasadą. Nic, co warte trudu, nie trwa wiecznie. Kiedy jesteście głodni, jecie, a kiedy już się nasycicie, owa sytość przypomni wam, że niedługo znowu będziecie mieli puste brzuchy. Kiedy wam zimno, rozpalacie ogień, ale gdy ogień zgaśnie, znowu poczujecie dreszcze. Kiedy czujecie się samotni, znajdziecie sobie towarzysza, lecz zmęczy się on wami albo wy nim i znowu pozostaniecie sami. Szczęście, satysfakcja, zadowolenie – wszystko to tworzy cieniutki całun, który narzucamy na cierpienie. Ale ból zawsze się pod nim kryje. Czeka. Dzieciaki tworzą pewien obraz siebie i robią rzeczy – jedzą, uprawiają seks, oddają się różnorakim rozrywkom, piją, korzystają z pieniędzy, szukają przygód, grają – które jedynie izolują je od strachu. Strach to jedyny constans, dlatego powinniście się mu poddać, przyjąć do siebie, zatrzymać, pokochać. Wielkość bierze się ze strachu, Uczniowie. Z jego pomocą będziemy walczyć. Z jego pomocą zwyciężymy. –S

33


Koniec fragmentu Zapraszamy do księgarń i na www.labotiga.pl

Endgame. Klucz Niebios  

Kontynuacja międzynarodowego multimedialnego fenomenu Endgame. Wezwanie! Klucz Ziemi został już odnaleziony. Pozostały jeszcze dwa. I dziew...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you