Page 28

Nie mają pojęcia, ile czasu minęło. Niebo zaczyna się przejaśniać, powracają znajome dźwięki. Ludzie jęczą i wyją z bólu. Nawołują się. Słyszy swoje imię. To jej ojciec. – Sarah. Sarah! – Tutaj! – odkrzykuje; jej głos jest zduszony, brzmi obco nawet dla niej samej. Nadal słyszy nieustające brzęczenie – Tu jestem! Z chmury pyłu wyłania się jej ojciec. Umorusana popiołem twarz lepi mu się od krwi; białka jego oczu wydają się lśnić krystaliczną czystością. Oboje wiedzą, co się stało. Endgame. – Sarah! Mężczyzna pada przy nich na kolana, obejmując oboje. Płaczą. Podnoszą się powoli z ziemi. Zewsząd słychać krzyki. Sarah otwiera na moment oczy i widzi przed sobą Reenę; jest skołowana, w szoku. Ramię jej najlepszej przyjaciółki zostało oderwane powyżej łokcia, z jej tułowia wystaje jedynie krwawy kikut obleczony poszarpaną skórą, z którego sterczy połamana kość. Nie ma już na sobie togi, ale jakimś cudem biret utrzymał się na jej głowie. Jest cała w sadzy. Sarah woła ją, lecz Reena nie słyszy. Po chwili znowu niknie w pyle. Dziewczyna wie, że nie zobaczy jej już nigdy więcej. – Gdzie jest mama? – szepcze ojcu do ucha. – Była ze mną. Nie wiem. – Kamień, on… On… – Wiem. – Sarah? – słychać wołanie matki. – Tutaj! – krzyczy cała trójka. Mama Sary czołga się w ich kierunku. Włosy po prawej stronie jej czaszki spłonęły, twarz ma poparzoną, lecz niezbyt poważne. Kiedy dostrzega męża i córkę, rozpromienia się; w jej spojrzeniu kryje się jednak coś innego, niż kiedy patrzyła na idącą na podium Sarę. Wygłaszałam mowę, myśli dziewczyna. Wygłaszałam mowę na zakończenie roku. Ludzie byli po prostu szczęśliwi. Tak bardzo szczęśliwi. 28

Endgame. Wezwanie  

W Ziemię uderza seria meteorytów. Tylko garstka jest świadoma tego, co to oznacza… W ich żyłach płynie krew starożytnych cywilizacji. W ich...

Advertisement