Page 1

???

Być kochanym PPewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w  dalekie strony i  tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. A  gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i  przystał na służbę do jednego z  obywateli owej krainy, a  ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z najemników”.

5


6 być kochanym

Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A  gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i  ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i  zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. Lecz on mu odpo-


być kochanym

wiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko, co moje, do ciebie należy. Ale trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że twój brat był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15, 11-32).

7


8 ???


???

Być widzianym N Nic nie przełknąłem. Nie mogłem. Potworne uczucie, jakbym miał piekło zamiast żołądka. Wszystko we mnie wrzało, jęczało, błagało o łaskę. Wnętrzności podchodziły mi do gardła, a w głowie wirowało. Zbyt wielka miłość przepełniała tego Ojca o  kruchych ramionach, który siedział po mojej lewej stronie. I ta jego twarz, bez przerwy zwracająca się ku mnie, i  te jego oczy, patrzące na mnie z nadzieją, że zjem cokolwiek! Zbyt wiele miłości dla mojego ogłuszonego serca. Miłości, która spala wszystko. Ojciec sycił się miłością do mnie, a czym ja mógłbym się nasycić? Potrawy pojawiały się jedne po drugich. Zbyt utuczone cielę. Chleb, który Ojciec dla mnie łamał. Wino w zbyt pełnym kielichu, który chciałem od siebie odsunąć. Ten posiłek... myślę... zbyt szybko mijał i zarazem się dłużył. Za dużo. To chyba właściwe słowa. To było dla mnie za dużo.

9


10 być widzianym

I ten pierścień... za ciasny na mój zgrubiały palec. Ten pierścień nie pasował... Ojciec zapewne wyszukał go w kufrach z rodzinnymi pamiątkami. Za dużo. Czułem na sobie te wszystkie ojcowskie spojrzenia. Zakończyć jak najszybciej ten posiłek. Zdjąć ten pierścień, który sprawia ból. Usunąć się w cień, żeby choć na trochę zapomnieć. Czy istnieje jakieś miejsce – choćby przy ostatnim ze sług – gdzie by o mnie zapomnieli? Czy istnieje jakieś miejsce, gdzie można tylko „być”? Po prostu być, nie czując na sobie bacznych spojrzeń... które nas otulają, stale nas pieszczą, stale nas kształtują, stale w nas wierzą? Patrzył na mnie. I  doskonale widziałem, że to mnie widzi, ale dużo lepszego, niż byłem. Dojmujące cierpienie – we mnie i daleko poza mną – paliło mnie niczym rozgrzane do czerwoności żelazo. O tym wszystkim myślałem podczas tej uczty, która na zawsze wyryła się w mojej pamięci, zostawiając ślad w moich trzewiach. I te oczy na zawsze utkwione w moich oczach. Teraz, po dwudziestu latach po tej słynnej uczcie, po Powrocie, wiem, że nie ucieknę przed


być widzianym

tym spojrzeniem. Że przed nim nie można uciec. Dlatego właśnie istniejemy: bo On na nas patrzy (por. Ps 31(30), 17; Lb 6, 25-26). Zgodzić się na to... znaczy zacząć żyć... Polano żarzy się w ognisku. Tego wieczoru jest zimno. Mimo ognia. Patrzę na mrówkę, która wędruje bez żadnego celu po belce sufitu (mrówka o  tej porze roku...?). Przez moment wydaje się podążać jakimś śladem, jakąś tajemniczą linią na drewnie. Ale nie, skręca w  lewo. Zmienia kierunek, znowu zawraca. Czy zna swoją drogę? Dla tych, którzy patrzą na mrówki, ich drogi są niezbadane. Czego chcą? Dokąd podążają? Patrzę na nią. Na tę moją mrówkę. Teraz jest moja, ponieważ na nią patrzę. I staje się jedyna w świecie w tym swoim krzątaniu się. Mój Ojciec patrzy na mnie i istnieję, mimo że błądzę po moich krętych drogach często chaotycznie.

11

Zapiski syna marnotrawnego fragment  
Zapiski syna marnotrawnego fragment  
Advertisement