Page 1

ania_m

23/03/2012

15:21

Page 7

NIE WIEM , KIEDY

zasnà∏em. Pami´tam tylko przera˝ajàcà ciemnoÊç napierajàcà ze wszystkich stron. Przypomina∏o to jeden z tych koszmarów z dzieciƒstwa, kiedy nie potrafi∏em si´ obroniç przed potworami, gdy te usi∏owa∏y mnie dopaÊç. Z tà ró˝nicà, ˝e teraz nie by∏o obok pluszowego misia, którego kosmatà ∏apk´ móg∏bym z∏apaç. Pami´tam tylko, jak odruchowo wyciàgnà∏em przed siebie dr˝àce r´ce, aby sprawdziç, czy mam przed sobà jakàÊ przeszkod´. Jednak d∏onie trafi∏y w pró˝ni´. JakiÊ czas potem dotar∏o do mnie, ˝e stoj´ w wodzie, zanurzony do pasa. – Lodowata – wzdrygnà∏em si´. Przeszywa∏ mnie ch∏ód niczym tysiàce szpilek wbijanych coraz g∏´biej pod skór´. Nurt by∏ rwàcy. Ba∏em si´, ˝e porwie mnie i roztrzaska o jakieÊ kamienie. Nie widzia∏em ich. Przeczuwa∏em. Nie wiedzia∏em, co robiç. Coraz bardziej parali˝owa∏ mnie l´k, mimo to znalaz∏em doÊç si∏, by iÊç pod pràd. Brnà∏em troch´ po omacku, liczàc na to, ˝e w koƒcu trafi´ na suchy làd. W∏aÊnie wtedy wyczu∏em te nerwowe ruchy wody. By∏y zapowiedzià pot´˝nej fali, z czego nie zdawa∏em sobie sprawy. Na wszelki wypadek stanà∏em w lekkim wykroku. Stopy zapada∏y si´ w mi´kkie pod∏o˝e i rozsuwa∏y, przez co omal nie straci∏em równowagi. Nagle Êciana wody zakry∏a

7


ania_m

23/03/2012

15:21

Page 8

anna maria jaÊkiewicz

mnie i przewróci∏a z takà ∏atwoÊcià, jakbym by∏ papierowym statkiem. Mia∏em wra˝enie, ˝e ton´. Rozpaczliwa próba zaczerpni´cia powietrza skoƒczy∏a si´ wpompowaniem w p∏uca kolejnych litrów H2O. Traci∏em ÊwiadomoÊç, lecz ostatkiem si∏ stara∏em si´ jeszcze wydobyç na powierzchni´. I wówczas fala odesz∏a. Tak jak przysz∏a. Niespodzianie. Znów mog∏em swobodnie oddychaç. Wyczerpany, kl´cza∏em jeszcze d∏ugo po tym, jak woda opad∏a. Przekl´ta rzeka, pomyÊla∏em ze z∏oÊcià. Wtedy chyba uÊwiadomi∏em sobie, ˝e mam w ustach coÊ s∏onego. JakaÊ g´sta ciecz sp∏ywa∏a mi po policzkach. Osadza∏a si´ na wyschni´tych wargach. By∏a lepka. Odruchowo dotknà∏em twarzy. Ale niczego nie wyczuwa∏em. ˚adnych ran. Tak˝e na skroniach. Nawet nos mia∏em ca∏y. W koƒcu moje palce trafi∏y na chropowate skrzepy w oczodo∏ach. – Bo˝e, moje oczy. – Chcia∏em krzyczeç, lecz zdoby∏em si´ jedynie na cichy j´k. Ciep∏e strugi krwi sp∏ywa∏y mi po d∏oniach. Nagle us∏ysza∏em jakieÊ wycie, dochodzàce z oddali. Stawa∏o si´ coraz bli˝sze i g∏oÊniejsze. Wr´cz nie do zniesienia. Do pulsujàcych od ha∏asu uszu próbowa∏em wcisnàç niczym zatyczki Êliskie od krwi palce. A˝ poczu∏em ból. Mocno zacisnà∏em szcz´ki. Trwa∏o to chyba ca∏à wiecznoÊç, w koƒcu z ulgà stwierdzi∏em, ˝e jazgot ucich∏. Jedyne, co w tej chwili s∏ysza∏em, to przyspieszone bicie serca. I st∏umiony odg∏os przeje˝d˝ajàcego nieopodal tramwaju. Ods∏oni∏em uszy, przesunà∏em d∏onie ku skroniom. Delikatnie. Powoli. Bojàc si´ tego, co napotkajà. Otworzy∏em oczy. Sà. – To sen. Tylko sen. Nic wi´cej.


ania_m

23/03/2012

15:21

Page 9

Poniedzia�ek


ania_m

23/03/2012

15:21

Page 11

KRAW ¢ DZI Ñ KO ¸ DRY OTAR ¸ EM zimny pot z rozpalonego czo∏a. Przez chwil´ wpatrywa∏em si´ w szary sufit, czekajàc, a˝ mój oddech nieco si´ uspokoi. Dok∏adnie nad ∏ó˝kiem farba odchodzi∏a od nadmiaru wilgoci. „Remont” – to przera˝ajàce s∏owo, jakby by∏o z jakiegoÊ zakazanego s∏ownika, mog∏em jedynie pomyÊleç, gdybym powiedzia∏ g∏oÊno, zdr´twia∏bym pewnie na amen. Odetchnà∏em wi´c tylko uspokojony nieco, po czym spojrza∏em na budzik stojàcy na nocnej szafce. 6:57. – Cholera, mia∏ zadzwoniç pó∏ godziny temu. Ju˝ trzeci raz si´ psuje – powiedzia∏em z wyrzutem, stukajàc paznokciem w plastikowà tarcz´. – Wyglàda na to, ˝e znowu si´ spóêni´ na lekcje. – Odstawi∏em zegar na stolik. – Mam nadziej´, ˝e mi to wybaczà. Usiad∏em na kraw´dzi ∏ó˝ka. Bosymi stopami poszuka∏em kapci, lecz moje palce trafi∏y jedynie na zimnà pod∏og´. Zrezygnowany rozejrza∏em si´ po pokoju. W sypialni, tak jak i w ca∏ym mieszkaniu, od dawna panowa∏, eufemistycznie rzecz ujmujàc, artystyczny nie∏ad. Dominowa∏y koszule i ksià˝ki. Te pierwsze, mocno wygniecione, porzuca∏em w ka˝dym kàcie, oprócz ∏azienki. Widocznie pralka je odpycha∏a. Ksià˝ki zaÊ, dla których zabrak∏o miejsca na wygi´tych, sosnowych rega∏ach, le˝a∏y stertami na pod∏odze. Chyba za bardzo

11


ania_m

23/03/2012

15:21

Page 12

anna maria jaÊkiewicz

wzià∏em sobie do serca zasad´, ˝e ksià˝ki to nie ˝o∏nierze i nie muszà staç na bacznoÊç w równiutkich szeregach. – Przynajmniej widaç, ˝e to mieszkanie ˝yje – pociesza∏em si´ w takich momentach. – ˚yciem pajàków, które tkajà swe nici pod sufitem, pewnie kilku moli, wygryzajàcych dziury w ubraniach i pleÊni zdrowo rosnàcej za zlewem w kuchni. Koegzystencja… W∏aÊnie… Czy mo˝e byç coÊ pi´kniejszego? W koƒcu zdoby∏em si´ na marsz do ∏azienki, po drodze jeszcze podnios∏em z pod∏ogi lniane spodnie, które wczoraj mia∏em na sobie. – KiedyÊ wreszcie b´dzie trzeba tu posprzàtaç – obieca∏em sobie, poÊlizgnàwszy si´ niemal na jednej z brudnych skarpetek. Uda∏o si´. W koƒcu w cudowny sposób przebrnà∏em przez ten osobliwy tor przeszkód. Zatrzyma∏em si´ dopiero przy umywalce. Odkr´ci∏em wod´. Zimna. Jak zawsze rano. Wzdrygnà∏em si´, przypomniawszy sobie przeszywajàce uczucie ch∏odu ze snu. – Snu?! Raczej koszmaru – mruknà∏em. Z lustra wpatrywa∏o si´ we mnie czyjeÊ rozmazane odbicie. – Przystojniak z ciebie… Oczy podkrà˝one i zapadni´te policzki… Nieêle… – mówi´ z ironià, przeczesujàc palcami rozczochrane w∏osy. – Goliç si´ czy nie goliç? Oto jest pytanie. – Dotykam szorstkiego podbródka. – Po co… Trzydniowy zarost jest ostatnio modny – dodaj´, b´dàc dumnym z tak trafnego uzasadnienia swego lenistwa. Opar∏em si´ na pokrytej ciemnym kamieniem umywalce.

12


ania_m

23/03/2012

15:21

Page 13

przeczekaç ten dzieƒ

Kiedy dopad∏a ci´ ta staroÊç, ch∏opie?, myÊl´ roz˝alony. Obracam g∏ow´, chcàc sprawdziç, czy siwizna obj´∏a ju˝ ca∏e skronie. PomyÊleç, ˝e nie tak dawno temu ka˝dy pojedynczy w∏os by∏ lÊniàcy, kruczoczarny. Trudno jest si´ przyzwyczaiç do tego nowego ja. S∏abego… wychud∏ego… ∏ysiejàcego… G∏oÊne skrzypni´cie wyrwa∏o mnie z zadumy. To umywalka. Obsun´∏a si´ nieco. Kto wie, mo˝e chcia∏a coÊ powiedzieç. – Nie powinienem si´ na niej opieraç – strofuj´ si´, nie wdajàc si´ w ˝adnà dyskusj´. Prysznic. Mo˝na zmyç z siebie pozosta∏oÊci nocnego koszmaru. I choç by∏ to jedynie z∏y sen, odnosi∏em dziwne wra˝enie, jakbym na r´kach mia∏ blade Êlady po zaschni´tej krwi. Ciekawe – przysz∏o mi do g∏owy – dlaczego w filmach tak rzadko pokazuje si´ ludzi podczas porannej toalety? Czy˝by oddawanie moczu nazbyt przypomina∏o nam o wstydliwej przynale˝noÊci do Êwiata przyrody? O uczestnictwie w Êlepym ruchu natury? To rzeczywiÊcie bolesne byç uzale˝nionym od niedoskona∏ego cia∏a, jego potrzeb i pop´dów. Rodziç si´, by kopulowaç, kopulowaç, ˝eby przed∏u˝aç gatunek… – Patrz´ na pokryty bràzowymi plamkami wierzch prawej d∏oni. – Mo˝e w∏aÊnie dlatego zosta∏em nauczycielem polskiego? Tak… literatura, sztuka pozwalajà nam odkryç to, co w nas ludzkie. Dotknàç tajemnicy, którà ka˝dy w sobie nosi… Hm… Gdyby tylko któryÊ z uczniów zechcia∏ skupiç si´ na tym, co mówi´… – Zrezygnowany opieram si´ o zimne kafelki. – Ale chcàc pouczaç m∏odzie˝, najpierw wypada∏oby okazaç im troch´ szacunku, nie spóêniajàc si´ na lekcje… – Zmieniam strumieƒ wody na

13


ania_m

23/03/2012

15:21

Page 14

anna maria jaÊkiewicz

zimnà. – NiepunktualnoÊç w moim przypadku nie oznacza wcale braku szacunku – t∏umacz´ si´ przed sobà – to raczej suma kilku drobnych przywar, które… wytrwale piel´gnuj´. – Zakr´cam kurki. – Prawdziwy k∏opot mam z zarzàdzaniem czasem… – si´gam po to modne okreÊlenie jak po myd∏o – …ale to przez ten psujàcy si´ budzik. A zresztà… Po co si´ usprawiedliwiam? Uczniowie majà dodatkowe kilka minut przerwy, ja zaÊ mog´ pospaç troch´ d∏u˝ej. Co prawda, czasem dyrekcja poÊle mi pe∏ne wyrzutu spojrzenie, lecz, powiedzmy sobie szczerze, uk∏adajàc plan by∏a w pe∏ni Êwiadoma, ˝e zwykle nie przychodz´ punktualnie na pierwszà lekcj´. S∏owem, sytuacja jest relatywnie stabilna. Dygoczàc, wyszed∏em z ∏azienki. Wciàgnà∏em jakieÊ be˝owe spodnie, le˝àce na kanapie – sàdzàc po zapachu, wydawa∏y si´ w miar´ Êwie˝e – i lekko wygniecionà (kogo ja oszukuj´?) koszul´. By∏a 7:32. – Czyli kaw´ wypij´ ju˝ w szkole – mamrocz´. Pospiesznie chwyci∏em wytartà, skórzanà torb´. Wrzuci∏em do niej kilka podr´czników, portfel i pióro. Jednak dziwna pustka panujàca w jednej z przegródek sugerowa∏a, ˝e nie spakowa∏em jeszcze kalendarza. Zaczà∏em wi´c przeczesywaç mieszkanie w celu odnalezienia agendy. Nie by∏o jej ani na biurku, ani pod nim. Ani w ˝adnej z szuflad. Przypomnia∏em sobie… W piàtek wróci∏em do domu z otwartà torbà. I wydawa∏o mi si´ wtedy, ˝e nic nie zgin´∏o – pieniàdze i dokumenty by∏y na swoim miejscu. – Mo˝e terminarz wypad∏ mi gdzieÊ w autobusie… Szkoda. By∏em do niego bardzo przywiàzany. Mia∏em go ju˝ kilka miesi´cy. Dla porównania, gdy zwiàzek na-

14


ania_m

23/03/2012

15:21

Page 15

przeczekaç ten dzieƒ

stolatków przetrwa tyle czasu, sà postrzegani przez rówieÊników jako para „z doÊwiadczeniem” albo „po przejÊciach”. Zapisywa∏em w agendzie nie tylko terminy spotkaƒ, poniewa˝ tych by∏o ma∏o, ale te˝ interesujàce spostrze˝enia lub zabawne myÊli moich uczniów, jak choçby przyk∏ad zdania z orzeczeniem imiennym: „Po dyskotece Kamil sta∏ si´… ojcem!”. – Jak wróc´, to jeszcze poszukam ci´, mój drogi, obiecuj´ – rzuci∏em w kierunku zguby, gdziekolwiek si´ skry∏a, po czym zdjà∏em z wieszaka tweedowà marynark´ i szybkim krokiem wyszed∏em z mieszkania. Jak co dzieƒ, tak i dziÊ sta∏em przed trudnym wyborem: schody czy winda. Mieszkam na piàtym pi´trze, wi´c spacer, nawet w dó∏, po kilkudziesi´ciu stromych stopniach wcale mi si´ nie uÊmiecha∏. Z drugiej strony winda jest bardzo stara, o czym Êwiadczy fakt, i˝ jadàc, wydaje odg∏osy podobne do tych dochodzàcych z silnika d∏awiàcego si´ chrzczonà benzynà. Poza tym odpycha mnie to b∏yszczàce, karminowe obicie Êcian windy i ogromne lustro w z∏otawej ramie, wiszàce vis-∫-vis wejÊcia, co zawsze kojarzy∏o mi si´ z wn´trzami jakiegoÊ lupanaru, gdzieÊ na g∏´bokiej prowincji. Brakowa∏o tylko jaskrawo umalowanych dam. Gdy tak rozmyÊla∏em, zatrzyma∏a si´ winda. Metalowa krata powoli si´ rozsun´∏a i moim oczom ukaza∏a si´ pulchna staruszka, ubrana w znoszony, wyblak∏y prochowiec. – Ach, dzieƒ dobry Karolu! – uÊmiechn´∏a si´ kobieta, po czym poprawi∏a kapelusz, zakrywajàcy jej bia∏e w∏osy. – Tak w∏aÊnie myÊla∏am, ˝e b´dziesz teraz wychodzi∏ do pracy! I prosz´, nie pomyli∏am si´. Jedziesz na dó∏, tak? To wsiadaj, prosz´!

15


ania_m

23/03/2012

15:21

Page 16

anna maria jaÊkiewicz

– Witam, drogà sàsiadk´ – grzecznie odwzajemni∏em uÊmiech, niepewnym krokiem wchodzàc do wn´trza. – Czy˝by znalaz∏a pani mój kalendarz? – zapyta∏em z nadziejà w g∏osie, a widzàc zmarszczone brwi pani Dàbrowskiej, doda∏em: – Taki z ciemnozielonà ok∏adkà… Najprawdopodobniej zgubi∏em go, wracajàc do domu w piàtek… – Oj… Przykro mi, ale nie dlatego ci´ szuka∏am… Chcia∏am po prostu zaprosiç ci´ na herbatk´, na Êrod´! – Westchnà∏em rozczarowany, mo˝e nazbyt g∏oÊno, ale niezra˝ona niczym kobieta kontynuowa∏a. – Ostatnio jesteÊ jakiÊ taki… hm… jakby to powiedzieç… bardziej przygn´biony ni˝ zwykle… mo˝e to z przepracowania… No tak – zamyÊli∏a si´ na krótko – obowiàzki szkolne… Tym bardziej wi´c zapraszam na chwil´ wytchnienia przy fili˝ance goràcej herbatki. Winda zatrzyma∏a si´. Parter. Przesunà∏em metalowe kraty i nie chcàc przed∏u˝aç rozmowy (nawet najsubtelniejsza odmowa wywo∏a∏aby lawin´ soczystych kontrargumentów), powiedzia∏em z udawanym zachwytem: – Z przyjemnoÊcià. O której godzinie mam si´ zjawiç? Pani Dàbrowska jakby tylko na to czeka∏a. – O 17 – zaÊwiergota∏a. – I prosz´ byç punktualnym, bo zimna herbata szkodzi na ˝o∏àdek. – Pokiwa∏a w mojà stron´ palcem wskazujàcym. – OczywiÊcie, b´d´ punktualnie. A teraz prosz´ mi wybaczyç, czas mnie goni – uk∏oni∏em si´ staruszce. – Rozumiem, rozumiem. Prosz´ ju˝ iÊç, przecie˝ nauczyciel musi dawaç podopiecznym dobry przyk∏ad. – Pomacha∏a mi jeszcze weso∏o swojà pomarszczonà d∏onià. – Do widzenia! – zakoƒczy∏a, a ja uzna∏em to za przyzwolenie do szybkiego oddalenia si´ w stron´ przystanku autobusowego.

16

Przeczekac ten dzien fragment