Page 1

PROMIC_Maier_wiecej

18/02/13

15:20

Page 123

C O Â W I ¢C E J N I ˚ ÂL A D

– Doskonale! – ucieszy∏ si´ Sheler. – To wi´cej ni˝ móg∏bym od ciebie oczekiwaç! Tymczasem nasi ludzie zbadajà pewne Êlady w Jerozolimie i Galilei. – Ja natomiast niczym m´drzec z zamierzch∏ych czasów udam si´ z Jerozolimy do Betlejem. ˚adna gwiazda nie prowadzi∏a Jona w trakcie jego podró˝y; przeciwnie – wiàza∏y si´ z nià problemy, z którymi Trzej Królowie nie musieli si´ zmagaç. Betlejem, po∏o˝ne zaledwie pi´ç lub szeÊç mil na po∏udniowy zachód od Jerozolimy, le˝a∏o poza granicami Izraela, na terenie znajdujàcym si´ obecnie pod kontrolà Autonomii Palestyƒskiej. Jon zabra∏ ze sobà Shannon z kilku powodów: jej uroda zawsze rozprasza∏a stra˝ników granicznych, dzi´ki niej nie sprawia∏ wra˝enia samotnego „szpiega” i, co najwa˝niejsze, ˝ycie by∏o przyjemniejsze, kiedy Shannon by∏a blisko. Ze wzgl´du na konflikt arabsko-izraelski i tragiczne w skutkach obl´˝enie Bazyliki Narodzenia Paƒskiego w 2002 roku, drogi do Betlejem strzeg∏o wojsko, drut kolczasty, nieszczególnie ukrywana broƒ i czo∏gi. By∏o ju˝ widaç bram´ wjazdowà do miasta, pomalowanà na czerwono i bia∏o, kiedy wojskowi zatrzymali peugeota Jona i Shannon. Jeden ze stra˝ników zajrza∏ przez okno do samochodu, poprosi∏ zwyczajowo o dokumenty to˝samoÊci i zapyta∏, jaki jest cel ich wizyty w Betlejem. Mówi∏ po angielsku, s∏usznie zak∏adajàc, ˝e Jon i Shannon przyjechali zza granicy. Jon ju˝ mia∏ odpowiedzieç po hebrajsku – uwielbia∏ chwaliç si´ znajomoÊcià tego j´zyka, kiedy tylko nadarza∏a si´ ku temu okazja – kiedy uÊwiadomi∏ sobie, ˝e mog∏oby to wzbudziç podejrzenia: dlaczego ktoÊ, kto zna hebrajski, mia∏by wybieraç si´ na arabskie terytorium?

[123]


PROMIC_Maier_wiecej

[124]

18/02/13

15:20

Page 124

PAU L L . M A I E R

Shannon uratowa∏a sytuacj´, odpowiadajàc: – Zbieramy informacje do ksià˝ki na temat Bazyliki Narodzenia Paƒskiego w Betlejem. To z pewnoÊcià zabrzmia∏o bardziej niewinnie ni˝ stwierdzenie: „Badamy podejrzanà przesz∏oÊç jednej z waszych nowych, izraelskich s∏aw”. Tymczasem ˝o∏nierz odda∏ im dokumenty i gestem r´ki pokaza∏, ˝e mogà przejechaç. Pokonawszy szeÊçdziesiàt jardów ziemi niczyjej, zatrzymali si´ przy palestyƒskim punkcie kontrolnym. Oficer graniczny, majàcy na g∏owie tradycyjnà bia∏o-czarnà kefij´, przejrza∏ ich dokumenty, zadajàc zwyczajowe pytania o cel i przyczyn´ podró˝y równie˝ po angielsku. Jon da∏ Shannon znak skinieniem g∏owy: jej wyt∏umaczenie zadzia∏a∏o raz, dlaczego mia∏oby nie zadzia∏aç i tym razem? Kiedy Shannon je poda∏a, ˝andarm wróci∏ do swojej wartowni, by sprawdziç, czy aby nazwiska Weberów nie znajdujà si´ na ich czarnej liÊcie. Gdy wróci∏ z zamiarem zadania im kolejnych pytaƒ, Jon doda∏: – KiedyÊ przyje˝d˝a∏em do Betlejem z ca∏ymi autobusami turystów. Szukamy tak˝e sposobów na wskrzeszenie tu przemys∏u turystycznego po tych wszystkich nieprzyjemnych wydarzeniach. Stra˝nik uÊmiechnà∏ si´ tylko i pozwoli∏ im przejechaç. Dojechali do Placu ˚∏óbka, gdzie Jon pod Bazylikà Narodzenia Paƒskiego wysadzi∏ Shannon, na wypadek gdyby ktoÊ ich Êledzi∏. Sam pojecha∏ natomiast dalej przez plac, w kierunku betlejemskiego ratusza, gdzie dowiedzia∏ si´, ˝e wydzia∏ ewidencji ludnoÊci mieÊci si´ na drugim pi´trze. Za d∏ugim kontuarem sta∏ urz´dnik, który móg∏by byç bratem Jasera Arafa-


PROMIC_Maier_wiecej

18/02/13

15:20

Page 125

C O Â W I ¢C E J N I ˚ ÂL A D

ta, jako ˝e mia∏ taki sam – jak to okreÊla∏ Jon – „nat´˝ony wyraz twarzy”, a na g∏owie nosi∏ jak tamten chust´ w czarno-bia∏y wzór. – Szukam aktu urodzenia osoby urodzonej w Betlejem mniej wi´cej w 1973 roku – wyjaÊni∏ mu Jon. – Czy móg∏by mi pan w tym pomóc? Niby-Arafat spojrza∏ na niego nieco podejrzliwie i zapyta∏ po angielsku z wyraênym obcym akcentem: – Do czego potrzebna jest panu na informacja? – Pisz´ ksià˝k´ o Bazylice Narodzenia Paƒskiego, a ta osoba mo˝e byç z nià zwiàzana. – Poprosz´ jej nazwisko. Jon napisa∏ na karteczce „Jeszua ben Josef ” i poda∏ jà urz´dnikowi, liczàc na to, ˝e jako Arab nie rozpozna nazwiska izraelskiej s∏awy. Wszystko wskazywa∏o na to, ˝e Jon mia∏ racj´. M´˝czyzna sprawdza∏ teraz na komputerze dane dotyczàce narodzin w Betlejem w 1973 roku, ale nie znalaz∏ nic na temat tej osoby. Jon zapyta∏, czy by∏by tak mi∏y i zmieni∏ kryteria wyszukiwania, tak aby obj´∏y lata 1965–1975. Ku jego zaskoczeniu, urz´dnik okaza∏ si´ us∏u˝ny i zrobi∏ to, o co go poprosi∏. Po kilku minutach pokr´ci∏ jednak g∏owà i powiedzia∏: – Nie, nikt. Nie mam tu nikogo o tym nazwisku. Mo˝e kiedyÊ nazywa∏ si´ inaczej? – Nic mi na ten temat nie wiadomo. – Zna pan nazwiska jego rodziców? – Niestety nie, choç wiem, ˝e jego ojciec najprawdopodobniej ma na imi´ Józef. Mia∏em nadziej´, ˝e ich nazwiska b´dà podane w tutejszych dokumentach albo w akcie urodzenia ben Josefa. – Cz∏owiek o takim nazwisku musi byç pewnie ˚ydem. Jest Izraelczykiem? Czy Amerykaninem?

[125]


PROMIC_Maier_wiecej

[126]

18/02/13

15:20

Page 126

PAU L L . M A I E R

Jon by∏ w kropce. Nie wiedzia∏, czy wymyÊliç kolejny niedorzeczny powód swojego prywatnego dochodzenia, który nie zniech´ci Araba do pomocy, na przyk∏ad dodajàc jakiÊ element do niewinnego k∏amstewka o ksià˝ce na temat Bazyliki Narodzenia Paƒskiego? A mo˝e – skoro o nià tu chodzi, o prawd´ – spróbowaç powiedzieç to otwarcie? Niemniej w rodzimym j´zyku rozmówcy. Jon, mówiàc teraz po arabsku, wyzna∏: – Tak, ben Josef jest Izraelczykiem i próbujemy dowiedzieç si´ czegoÊ o jego pochodzeniu. Ale ja jestem Amerykaninem, nie Izraelczykiem. Na twarzy urz´dnika wykwit∏ szeroki uÊmiech. – A wi´c zna pan arabski! I to dobrze! – Nie tak dobrze, jak pan angielski. Tyle wystarczy∏o. Jeden zero dla prawdy. Urz´dnik sta∏ si´ od tej chwili wzorem wspó∏pracy. Opierajàc si´ o kontuar, powiedzia∏ po angielsku przyciszonym g∏osem: – Mniej wi´cej w tym czasie urodzi∏y si´ tu te˝ inne osoby, których danych jednak nie mamy. Kiedy Autonomia Palestyƒska przej´∏a kontrol´ nad Betlejem, nazwiska kilku ˝yjàcych tu ˝ydowskich rodzin zosta∏y usuni´te z archiwum, ale nie przez naszych pracowników. Niektórzy z m∏odych palestyƒskich radyka∏ów, którzy splàdrowali to miejsce, chcieli „udowodniç”, ˝e ˚ydzi nigdy tu nie mieszkali. Jon podzi´kowa∏ m´˝czyênie za jego szczeroÊç i bezstronnoÊç, po czym doda∏: – Prosz´ wziàç mojà wizytówk´. JeÊli kiedyÊ natrafi pan na jakiekolwiek dane dotyczàce osoby o nazwisku Jeszua bàdê Yehoshua ben Josef, czy b´dzie pan tak uprzejmy i skontaktuje si´ ze mnà?


PROMIC_Maier_wiecej

18/02/13

15:20

Page 127

C O Â W I ¢C E J N I ˚ ÂL A D

– S∏u˝´ pomocà, doktorze… Webier – powiedzia∏, czytajàc tekst na wizytówce. – Salam! – Salam alejkum!12 – odpowiedzia∏ Jon. Jon odebra∏ Shannon spod Bazyliki Narodzenia Paƒskiego i razem ruszyli ulicà ˚∏óbka w drog´ powrotnà do Jerozolimy. Kiedy zbli˝ali si´ do kraƒca miasta, Jon dostrzeg∏ sklep po drugiej stronie ulicy i ostro skr´ci∏ w lewo, wje˝d˝ajàc na parking. – Co ty wyprawiasz? – spyta∏a Shannon. – Sprawdêmy, czy Aram i George sà u siebie. Pami´tasz braci Nissan? Pozna∏aÊ ich kilka lat temu. – Tak, w zesz∏ym roku przys∏ali nam bo˝onarodzeniowà kartk´, to oni? – Ci sami. Ta dwójka to centrum informacyjne, jeÊli chodzi o wydarzenia w Betlejem. Dzielne ch∏opaki! Walki arabsko-izraelskie oczywiÊcie skutecznie zniech´ci∏y turystów do odwiedzania Betlejem i doprowadzi∏y ich na skraj bankructwa. Ale oni zawsze jakoÊ odbijajà si´ od dna. Jon i Shannon weszli do budynku, na którym wisia∏ du˝y szyld z napisem: „Nowy sklep betlejemski braci Nissan”, i… znaleêli si´ w mekce handlu. Otacza∏y ich witryny i pó∏ki wystawowe zape∏nione przedmiotami z masy per∏owej, z∏otà i srebrnà bi˝uterià, lÊniàcymi mosi´˝nymi Êwiecznikami, ro˝nami do kebabu, pamiàtkami dla turystów i dewocjonaliami wszelkiego typu. SpecjalnoÊcià sklepu by∏o jednak rzeêbione drewno oliwkowe, z którego wykonywano wszystko, czego tylko dusza zapragnie: ˝∏óbki we wszystkich rozmiarach, Ostatnià Wieczerz´ i in12

Salam alejkum! (arab.) – ‘pokój z wami’; jedno z pozdrowieƒ w krajach arabskich.

[127]


PROMIC_Maier_wiecej

[128]

18/02/13

15:20

Page 128

PAU L L . M A I E R

ne sceny biblijne, a tak˝e ozdobne oprawy do Pisma Âwi´tego. Jon zignorowa∏ dwóch ekspedientów, którzy do nich podeszli, poniewa˝ na ty∏ach sklepu zauwa˝y∏ jego g∏ównego w∏aÊciciela, mocno zbudowanego m´˝czyzn´ z nieznacznie zarysowanym drugim podbródkiem. – Aram! – zawo∏a∏ Jon. Na pokrytej zmarszczkami, opalonej twarzy Arama Nissana pojawi∏ si´ uÊmiech. – Jonathan! To naprawd´ ty? – krzyknà∏ w odpowiedzi, pokazujàc rzàd lÊniàcych z´bów i pop´dzi∏ w kierunku Jona z szeroko otwartymi ramionami, ˝eby przywitaç go i Shannon. – Ach – westchnà∏ – widz´, ˝e zabra∏eÊ ze sobà pi´knà pustynnà fatamorgan´! Witam ci´, panno Shannoun… o ile dobrze pami´tam. – Ma pan Êwietnà pami´ç – odpowiedzia∏a. – Nie, nie pan, po prostu: Aram, Aram! A wracajàc do ciebie, to nie mog´ ci´ nie pami´taç: kiedyÊ zaoferowa∏em twojemu ojcu dwadzieÊcia wielb∏àdów za twojà r´k´! Niestety odmówi∏. Starajàc si´ przekrzyczeç Êmiech Jona i Shannon, Aram zawo∏a∏: – Ahmed! Ali! PrzynieÊcie nam herbaty. – Nast´pnie, odwróciwszy si´ do Weberów, powiedzia∏: – Chodêcie ze mnà. Kiedy weszli do jego doÊç zagraconego gabinetu, Aram Nissan przeprosi∏: – Wybaczcie ten ba∏agan. ˚a∏uj´ tylko, ˝e mój brat George jest dziÊ w Ramallah. B´dzie mu tak przykro, ˝e omin´∏a go wasza wizyta. – Pozdrów go od nas serdecznie – powiedzia∏ Jon. – I gratuluj´ ci, Aram, ˝e wasz sklep wcià˝ jest numerem jeden wÊród turystycznych domów towarowych


PROMIC_Maier_wiecej

18/02/13

15:20

Page 129

C O Â W I ¢C E J N I ˚ ÂL A D

w Betlejem. Mog´ sobie tylko wyobra˝aç, przez co musieliÊcie przejÊç. Ty i wszyscy wokó∏ tak d∏ugo czekaliÊcie na obchody dwutysi´cznej rocznicy narodzin Jezusa. – Tak… nasza ogromna sala restauracyjna dla turystów tu˝ obok… – Z sufitem pokrytym b∏yszczàcymi gwiazdkami – wspomina∏a Shannon. – Pami´tam, jak pokaza∏em jà tobie i Jonathanowi – powiedzia∏ Aram, uÊmiechajàc si´. – Ale kiedy wybuch∏y te straszne walki z Izraelitami, skoƒczy∏y si´ autobusy z turystami, skoƒczy∏y si´ festiwale na Placu ˚∏óbka. I, oczywiÊcie, musieliÊmy przerwaç budow´ naszego hotelu. – No tak, a potem jeszcze obl´˝enie Bazyliki Narodzenia Paƒskiego dwa lata póêniej! – powiedzia∏ Jon, który by∏ gotowy na tym zakoƒczyç wst´pny small talk13. Kurtuazja, w szczególnoÊci na Bliskim Wschodzie, wymaga∏a, aby przyczyn´ wizyty zdradzaç niejako przy okazji. Ale w tym przypadku uczyniono ju˝ zadoÊç zasadom grzecznoÊci. Jon przeszed∏ wi´c do wyjaÊnienia, z jakiego powodu on i Shannon przyjechali do Betlejem. – Aramie, czy s∏ysza∏eÊ o cz∏owieku nazwiskiem Jeszua ben Josef? – zapyta∏. – I o poruszeniu, jakie wywo∏uje on teraz w Izraelu? – Jak˝ebym móg∏ nie wiedzieç! – ˝achnà∏ si´ Nissan. – Ale czy wiedzia∏eÊ, ˝e urodzi∏ si´ tu, w Betlejem? – Naprawd´? Niesamowite! Widzisz… o tym nie wiedzia∏em. W którym to by∏o roku? 13

Small talk (ang.) – ‘rozmowa o niczym’; forma wst´pu do rozmowy w∏aÊciwej.

[129]


PROMIC_Maier_wiecej

[130]

18/02/13

15:20

Page 130

PAU L L . M A I E R

– Mniej wi´cej w 1973, jak przypuszczam. Pyta∏em o jego akt urodzenia w ratuszu miejskim w Betlejem, ale jego nazwisko nie widnieje w tamtejszych archiwach. Nast´pnie Jon zdradzi∏ pozosta∏e szczegó∏y swojego spotkania z „Arafatem”. Nissan podniós∏ palec wskazujàcy prawej r´ki i si´gnà∏ po telefon. Podawano goràcà herbat´, gdy Aram – takie odnieÊli wra˝enie – zala∏ swojego telefonicznego rozmówc´ potokiem arabskich s∏ów, z których Shannon nie zrozumia∏a nawet jednego. Jon potrafi∏ jednak wywnioskowaç na ich podstawie, ˝e jego przyjaciel rozmawia z ministrem spraw wewn´trznych Autonomii Palestyƒskiej, nalegajàc, aby przeszukano ca∏e Zachodnie Wybrze˝e, jeÊli to b´dzie konieczne, w poszukiwaniu aktów urodzenia osób o nazwisku Jeszua ben Josef, urodzonych mniej wi´cej w 1973 roku. Aram s∏ucha∏ przez d∏u˝szà chwil´, zapewni∏ ministra spraw wewn´trznych, ˝e owszem by∏o to a˝ tak wa˝ne, pokiwa∏ g∏owà, po czym od∏o˝y∏ s∏uchawk´. – Za∏atwione – og∏osi∏. – Oddzwonià do mnie. Jon podzi´kowa∏ swojemu przyjacielowi, choç wzdrygnà∏ si´ nieco na myÊl o tym, ˝e jego „prywatne” dochodzenie nagle sta∏o si´ w rzeczy samej doÊç publiczne. Z drugiej jednak strony co by∏o w tym z∏ego? Aram poprosi∏ jeszcze Jona o zdradzenie jakichÊ innych szczegó∏ów na temat ben Josefa. Weber podzieli∏ si´ z nim swym, nieustannie rosnàcym, zasobem informacji o tym tajemniczym cz∏owieku, w tym równie˝ ostatnià nowinà o usuni´ciu ˝ydowskich nazwisk z archiwów Betlejem. – Tak, to by∏y z∏e czasy – westchnà∏ Aram. – To by∏a plaga, która spad∏a zarówno na naszà goràcokrwistà m∏odzie˝, jak i izraelskich „osiedleƒców” budujà-


PROMIC_Maier_wiecej

18/02/13

15:20

Page 131

C O Â W I ¢C E J N I ˚ ÂL A D

cych nowe wioski na naszym terytorium. Mo˝na powiedzieç, ˝e Izraelici sà jak dawni amerykaƒscy osadnicy, my natomiast jak Indianie, którzy tracà swoje ziemie. Mimo wszystko wàtpi´ jednak, aby nasi m∏odzi radyka∏owie dokonali wielkich zmian. Przypuszczam, ˝e wi´kszoÊç nazwisk, które w pierwszym porywie wykasowali, póêniej wróci∏a do betlejemskich archiwów. Aram stuka∏ k∏ykciami w zielonà podk∏adk´ na swoim biurku, pogrà˝ony we w∏asnych myÊlach. – Ben Josef… hm… ben Josef – mamrota∏. – Ale dlaczego nie by∏o aktu… Wsta∏ i otworzy∏ szafk´ z dokumentami, wyciàgajàc z niej du˝à, czarnà ksi´g´, w której firma prowadzi∏a rejestr sprzeda˝y od lat siedemdziesiàtych dwudziestego wieku. Wertujàc jà, zatrzyma∏ si´ na jednym z wpisów i wczytywa∏ si´ w niego przez d∏u˝szà chwil´. Nast´pnie kilkakrotnie skinà∏ g∏owà, uÊmiechnà∏ si´ i powiedzia∏: – Zastanawiam si´ tylko… Po tych s∏owach nastàpi∏a cisza. – Nad czym si´ zastanawiasz, Aram? – ponagla∏ go Jon. – Wydaje mi si´, ˝e mog´ go mieç. Wiedzia∏em, ˝e ju˝ kiedyÊ s∏ysza∏em to nazwisko. By∏o to pod koniec 1973 roku … pojawi∏ si´ u nas wówczas izraelski profesor. Nazywa∏ si´, nie uwierzycie, Josef ben Josef! Dlatego w koƒcu sobie przypomnia∏em. W ka˝dym razie podró˝owa∏ samochodem z Galilei do Negewu wraz ze swojà ci´˝arnà ˝onà, ale kiedy dojechali do Betlejem, nagle zacz´∏a rodziç. Poród zaczà∏ si´ niedaleko Grobu Racheli, zaledwie kilka przecznic stàd. Mà˝, profesor – ciàgnà∏ Aram – rozpaczliwie próbowa∏ znaleêç jakiekolwiek schronienie dla swojej ˝ony, wi´c zatrzymali

[131]


PROMIC_Maier_wiecej

[132]

18/02/13

15:20

Page 132

PAU L L . M A I E R

si´ przed naszym sklepem. Ekspedienci zawo∏ali mnie do wejÊcia. Kiedy zobaczy∏em, co tam si´ dzieje, poprosi∏em t∏um klientów obecnych w naszym sklepie, aby zrobili przejÊcie, tak, mieliÊmy wtedy t∏umy klientów, i zabraliÊmy par´ na dó∏, do piwnicy. Wykonujemy tam nasze wyroby z drewna oliwkowego, wi´c mogli w niej znaleêç odrobin´ prywatnoÊci. My natomiast zadzwoniliÊmy do szpitala betlejemskiego, aby natychmiast przys∏ali do nas lekarza. Zdà˝y∏ przyjechaç i pomóc dziecku, ch∏opcu, jak mi si´ zdaje, przyjÊç na Êwiat. Nie pami´tam, jakie nadali mu imi´, ale… byç mo˝e by∏ to w∏aÊnie wasz Jeszua? Kto wie? Jon pokr´ci∏ g∏owà z niedowierzaniem. – Niesamowita historia, Aram! Niezwyk∏e okolicznoÊci mogà wyjaÊniaç, dlaczego nie ma tu jego aktu urodzenia. Ale dobrze si´ zastanów: jesteÊ pewien, ˝e nie przypomnisz sobie, jak nazwali dziecko? – Nie, jeÊli mi powiedzieli, to musia∏o wypaÊç mi to z g∏owy. Wtedy jego brwi unios∏y si´ wysoko. – Ale w∏aÊnie przypomnia∏o mi si´, ˝e… ˝e para przys∏a∏a mi coÊ póêniej… jako wyraz wdzi´cznoÊci. Ale co to by∏o? – Zas∏oni∏ oczy d∏oƒmi i wyt´˝y∏ umys∏ – To by∏o trzydzieÊci lat temu. – Raptem, ku zaskoczeniu Jona i Shannon, zerwa∏ si´ na równe nogi. – Wiem, gdzie tego szukaç – powiedzia∏ g∏oÊno. – Chodêcie ze mnà. Ruszyli za nim na korytarz. Âcian´ tu˝ za drzwiami jego gabinetu zas∏ania∏a w ca∏oÊci stara drewniana szafa. Jon szepnà∏ Shannon na ucho: – Musia∏ jà stworzyç jeden z r´kodzielników króla Salomona! Aram otworzy∏ drzwi szafy, za którymi kry∏y si´ pó∏ki wype∏nione zakurzonymi starymi trofeami, wy-


PROMIC_Maier_wiecej

18/02/13

15:20

Page 133

C O Â W I ¢C E J N I ˚ ÂL A D

blak∏ymi obrazami, zmatowia∏ymi tablicami pamiàtkowymi, starymi nagrodami i innymi pamiàtkami. Przeszukiwa∏ pó∏k´ po pó∏ce, a˝ wreszcie wyda∏ z siebie okrzyk radoÊci, wyciàgajàc alabastrowy przycisk do papieru z niewielkà z∏otà plakietkà, na której widnia∏ krótki tekst. Nissan si´gnà∏ po Êciereczk´, wytar∏ nià kurz i przeczyta∏ inskrypcj´ na g∏os: „Braciom Nissan z wyrazami wdzi´cznoÊci za pomoc okazanà przy narodzinach naszego syna Jeszui, Miriam i Josef ben Josef, grudzieƒ 1973 roku”. Aram zachichota∏ triumfujàco. – Jonathanie, oto twój akt urodzenia Jeszui ben Josefa! Jon z niedowierzaniem pokr´ci∏ g∏owà. – A imi´ jego matki to faktycznie Maria. No, prawie. W nocy, którà sp´dzili ju˝ w Jerozolimie, Jon mia∏ najdziwniejszy sen w swoim ˝yciu. Opowiedzia∏ go Shannon przy Êniadaniu, zanim zdà˝y∏ ulecieç mu z pami´ci. Jezus urodzi∏ si´ w piwnicznej fabryce produktów z drewna oliwkowego. Pi´tro wy˝ej to nie anio∏owie, a turyÊci robiàcy zakupy w sklepie wyÊpiewywali hymny pochwalne na czeÊç braci Nissan, wys∏awiajàc ich za to, ˝e udzielili schronienia Êwi´tej rodzinie. On i Shannon stali wÊród pasterzy, którzy opuÊcili swoje stada, by z kijami pasterskimi w r´kach pospieszyç do Betlejem i staç si´ Êwiadkami tego wspania∏ego wydarzenia. Tymczasem na dole, w wytwórni wyrobów z drewna oliwkowego, rzemieÊlnicy rzeêbili w drewnie ich podobizny, aby w przysz∏oÊci mogli je wykorzystaç, tworzàc ˝∏óbki. – A co z m´drcami? – spyta∏a rozbawiona Shannon, niemal d∏awiàc si´ kawa∏kiem tostu.

[133]


PROMIC_Maier_wiecej

[134]

18/02/13

15:20

Page 134

PAU L L . M A I E R

– Có˝, by∏ tylko jeden, nie trzech, tak jak zwykle, ale istotnie mo˝na nazwaç go m´drcem. By∏ nim izraelski profesor b´dàcy jednoczeÊnie ojcem dziecka… Co wi´cej, ofiarowa∏ prezent ze z∏ota, z∏oty przycisk do papieru, ale nie noworodkowi, lecz Aramowi Nissanowi! Shannon rozeÊmia∏a si´ jeszcze g∏oÊniej. – Zastanawiam si´, co by∏o w tych falafelach, które zjad∏eÊ wczoraj wieczorem po naszym powrocie z Betlejem. W drodze na Uniwersytet Hebrajski Jon jednak spowa˝nia∏, rozmyÊlajàc nad swoim snem. Nie, nie zaczyna∏ przypisywaç mu biblijnego znaczenia i roli tradycyjnego kana∏u boskich objawieƒ, ale nawet jego powierzchowna znajomoÊç podstaw psychologii sprawia∏a, ˝e z wolna uÊwiadamia∏ sobie, co si´ naprawd´ dzia∏o: podobieƒstwa mi´dzy Jezusem a Jeszuà zaczyna∏y do niego docieraç. W obu przypadkach dziecko o imieniu Jeszua czy te˝ Jezus przysz∏o na Êwiat w Betlejem, w dodatku w niezwyk∏ych okolicznoÊciach i w ukryciu. Ich rodzice – którzy wyruszyli z Galilei i dotarli do Betlejem – nazywali si´ Josef bàdê Józef oraz Miriam bàdê Maria. Po porannym wyk∏adzie Jon wzià∏ do r´ki s∏uchawk´, zadzwoni∏ do Arama i zapyta∏: – Ta twoja para i ich dziecko urodzone w piwnicy, wiesz, co si´ póêniej z nimi sta∏o? Nie udali si´… przypadkiem… do Egiptu? – Przykro mi, Jonathanie – odpowiedzia∏ Nissan. – Zupe∏nie straci∏em z nimi kontakt. – Có˝… dzi´kuj´ mimo wszystko. Dasz mi znaç, jeÊli przypomnisz sobie coÊ wi´cej? – Tak, oczywiÊcie. – Salam, przyjacielu!


PROMIC_Maier_wiecej

18/02/13

15:20

Page 135

C O Â W I ¢C E J N I ˚ ÂL A D

„Bez wzgl´du na to, czy wyjechali do Egiptu czy te˝ nie – pomyÊla∏ Jon – kongruencja14 Jeszua – Jezus jest zdumiewajàca. Czy naprawd´ Bóg móg∏by zrobiç taki ˝art ludziom? To niemo˝liwe, ˝eby Jezus wróci∏… ale mo˝e si´ myl´?”.

14

Kongruencja (od ∏ac. congruere – ‘iÊç razem; zgadzaç si´’) – poj´cie oznaczajàce zgodnoÊç, a tym samym odpowiednioÊç zestawianych obiektów.

[135]

Cos wiecej niz slad frag  
Advertisement