Page 1


Charlaine Harris

WSZYSCY MARTW MARTWI RAZEM

Przełożyła Ewa Wojtczak

Wydawnictwo MAG Warszawa 2011


Tytuł oryginału: All Together Dead Copyright © 2007 by Charlaine Harris Copyright for the Polish translation © 2011 by Wydawnictwo MAG Redakcja: Joanna Figlewska Korekta: Urszula Okrzeja Ilustracja na okładce: Wojciech Zwoliński i Joanna Jankowska Opracowanie graficzne okładki: Piotr Chyliński Projekt typograficzny, skład i łamanie: Tomek Laisar Fruń ISBN 978-83-7480-206-2 Wydanie I Wydawca: Wydawnictwo MAG ul. Krypska 21 m. 63, 04-082 Warszawa tel./fax 22 813 47 43 e-mail: kurz@mag.com.pl www.mag.com.pl Wyłączny dystrybutor: Firma Księgarska Olesiejuk Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Maz. tel. 22 721 30 00 www.olesiejuk.pl Druk i oprawa: drukarnia@dd-w.pl


Powieść tę dedykuję kilku kobietom, które z dumą mogę nazwać przyjaciółkami: Jodi Dabson Bollendorf, Kate Buker, Toni Kelner, Danie Cameron, Joan Hess, Eve Sandstrom, Pauli Woldan i Betty Epley. Każda z Was wiele dla mnie znaczy (choć każda w innym sensie) i cieszę się, że Was znam.


Jest kilka osób, którym dziękowałam już wcześniej, ale muszę zrobić to ponownie: Robinowi Burcellowi, który niegdyś był funkcjonariuszem policji, a obecnie jest pisarzem, oraz agentowi FBI George’owi Fongowi, który z chęcią odpowiadał na moje pytania dotyczące bezpieczeństwa i rozbrajania bomb. Wysoce sobie cenię wkład Sama Saucedo, byłego prezentera wiadomości, dziś literata, który wytłumaczył mi kilka spraw związanych z polityką graniczną. Muszę także podziękować S.J. Rozan, która z radością wyjaśniała mi kwestie z zakresu architektury, chociaż pytania o sprawy wampirze nieco ją zaskoczyły. Może czasem niewłaściwie wykorzystałam otrzymane informacje, ale zrobiłam to „dla dobra sprawy”. Jak zawsze, mam wielki dług wdzięczności wobec mojej przyjaciółki, Toni L.P. Kelner, która przeczytała pierwszy szkic i nie roześmiała mi się w żywe oczy. Chylę też czoło przed moją nową asystentką, Debi Murray; od tej pory mam kogo obwinić za każdy błąd, jaki popełnię. Dużo oczywiście zawdzięczam licznym cudownym czytelnikom, którzy odwiedzają moją stronę internetową (www.charlaineharris.com) i zostawiają pełne zachęty i zainteresowania wiadomości. Gdy miewałam chandrę, wiele razy do działania pobudzała mnie Beverly Batillo, szefowa mojego fanklubu. 6


ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dziś wieczorem wampirzy bar w Shreveport miał zostać otwarty później. Pośpiesznie wysiadłam z auta i odruchowo skierowałam się do drzwi frontowych, tych dla gości, lecz tam natknęłam się na jednoznaczną informację – czerwone gotyckie litery układały się na białej tekturze w napis: „DZIŚ WIECZOREM BĘDZIEMY GOTOWI POWITAĆ WAS I POKĄSAĆ OD 20.00. WYBACZCIE ZWŁOKĘ”. Podpisano: „Personel Fangtasii”. Był trzeci tydzień września, toteż płonął już czerwony neon „FANGTASIA”. Niebo było niemal czarne. Wsiadając ponownie do auta, zatrzymałam się na minutkę i delektowałam łagodnym wieczorem oraz słabym, cierpkim, charakterystycznym dla wampirów zapachem, który otaczał klub. Potem pojechałam na tył lokalu i zaparkowałam obok kilku innych samochodów, które stały przy wejściu dla pracowników. Spóźniłam się tylko pięć minut, a jednak wyglądało na to, że wszyscy pozostali zjawili się na zebraniu przede mną. Zastukałam do drzwi. Poczekałam. Podniosłam rękę, chcąc zastukać ponownie, lecz właśnie wtedy otworzyła mi Pam, zastępczyni Erica. Zazwyczaj przebywała w barze, lecz miała również inne obowiązki, 7


zajmowała się bowiem licznymi firmami i interesami Erica. Chociaż wampiry ujawniły społeczeństwu ludzi fakt swego istnienia już pięć lat temu i od tej pory starały się pokazywać nam od najlepszej strony, nadal trzymały w tajemnicy metody zarobkowania i czasami zastanawiałam się, jak dużo amerykańscy nieumarli tak naprawdę posiadają. Eric, właściciel „Fangtasii”, potrafił się świetnie maskować. Ale, hmm... no cóż, skoro żył tak długo, bez wątpienia nie mogło być inaczej. – Wejdź, przyjaciółko-telepatko – powiedziała Pam, zapraszając mnie do środka teatralnym gestem. Była ubrana w typowy dla siebie strój „roboczy” – przezroczystą, powłóczystą czarną suknię, w jakiej pragnęli widzieć każdą wampirzycę wszyscy wchodzący do baru turyści. (Prywatnie preferowała subtelne stroje w pastelowych odcieniach). Pam ma najjaśniejsze i najbardziej proste blond włosy, jakie kiedykolwiek widziałam; właściwie jest eteryczna i śliczna, choć bywa ostra i nigdy nie należy jej lekceważyć. – Jak się miewasz? – spytałam uprzejmie. – Miewam się wyjątkowo dobrze – odparła. – A Eric wprost tryska szczęściem. Eric Northman, wampirzy szeryf Piątej Strefy, zmienił kiedyś Pam w wampirzycę, toteż od tamtej pory była zarówno zobowiązana, jak i zmuszona wykonywać jego rozkazy. Cóż, jest to nieodłączny element egzystencji wszystkich nieumarłych: na zawsze pozostają zależni od swego stwórcy. Pam jednak nieraz powtarzała, że Eric jest dobrym szefem i pozwala jej dokonywać własnych wyborów. 8


Długo zresztą mieszkała z dala od niego – w Minnesocie. Dopiero gdy Northman kupił „Fangtasię”, wezwał Pam do pomocy w prowadzeniu lokalu. Piąta Strefa zajmuje najbardziej wysunięte na północny zachód tereny Luizjany, czyli obszar, który jeszcze miesiąc temu stanowił słabszą pod względem gospodarczym część stanu. Tyle że od huraganu Katrina równowaga sił w naszym stanie zmieniła się, niestety, radykalnie, szczególnie dla społeczności wampirów. – A jak miewa się twój zachwycający brat, Sookie? I twój zmiennokształtny szef? – spytała Pam. – Mój zachwycający brat zajmuje się obecnie wyłącznie własnym zbliżającym się ślubem, tak samo zresztą jak wszyscy inni mieszkańcy Bon Temps – odburknęłam. – Jesteś z tego powodu przygnębiona? Przechyliła głowę i przyjrzała mi się z uwagą, z jaką wróbel przypatruje się robakowi. – No cóż, może trochę – przyznałam. – Pewnie jesteś też ostatnio bardzo zajęta – ciągnęła. – Ale dzięki temu nie będziesz miała czasu rozczulać się nad sobą. Pam uwielbiała rubrykę „Droga Abby”. Zresztą, wiele wampirów szukało tam codziennie porad. A przecież rozwiązania niektórych problemów czytelników po prostu wołają o pomstę do nieba. Dosłownie. Pam już wcześniej doradziła mi, że inni będą mnie wykorzystywać tylko, jeśli im na to pozwolę... oraz że powinnam sobie ostrożniej dobierać przyjaciół! Taaa, nie ma jak porady w takich sprawach otrzymane od... wampirzycy. 9


– Zgadza się – powiedziałam. – To znaczy, tak, jestem zajęta. Pracuję, wciąż mieszka u mnie koleżanka z Nowego Orleanu, a jutro idę na wieczór panieński. Nie do Crystal, tylko do dziewczyny z drugiej pary. Pam zastygła z ręką na gałce u drzwi prowadzących do biura Erica i z marsową miną rozważała przez jakiś czas moje słowa. – Nie pamiętam, czym jest wieczór panieński, chociaż słyszałam to określenie – wyznała i po chwili się rozpromieniła. – Biorą ślub wieczorem? Nie, nie, ale na pewno obiło mi się o uszy. Jakaś kobieta napisała do Abby, że nie dostała podziękowania za wielki prezent, który wręczyła na wieczorze panieńskim. Daje się tam... prezenty? – Tak – odparłam. – Wieczór panieński to przyjęcie organizowane dla dziewczyny, która wychodzi za mąż. Czasami przyjęcie organizuje się dla obojga narzeczonych... ale wieczór panieński raczej tylko dla niej. I na przyjęciu są same kobiety. Każda zaproszona przynosi prezent. Jest taka teoria, że dzięki temu, po przyjęciu para młodych może zacząć nowe życie, ponieważ niczego więcej im nie potrzeba. Podobne przyjęcie wydaje się, gdy spodziewają się potomka. Wtedy jest to oczywiście przyjęcie na cześć nienarodzonego jeszcze dziecka. – Przyjęcie na cześć nienarodzonego – powtórzyła Pam. Uśmiechnęła się nieco chłodno, lecz dostatecznie, by zmrozić atmosferę. – Podoba mi się – oceniła w końcu. Zastukała do drzwi biura Erica, a potem wreszcie je otworzyła. – Ericu – oznajmiła – może któregoś dnia jedna z naszych kelnerek zajdzie w ciążę i będziemy mogli wydać przyjęcie na cześć jej nienarodzonego dziecka! 10


– To byłoby coś – odparł Eric, unosząc złotowłosą głowę znad leżących na biurku papierów. Zauważył mnie, posłał mi twarde spojrzenie i postanowił mnie zignorować. Eric i ja mamy ze sobą na pieńku. Mimo że pomieszczenie było pełne czekających na jego uwagę istot, odłożył długopis, powoli wstał i wyprostował się, prezentując w całej okazałości wspaniałe, szczupłe ciało... Może zrobił to z myślą o mnie? Jak zwykle miał na sobie obcisłe dżinsy i reklamujący lokal podkoszulek – ze stylizowanymi białymi kłami, których bar używał jako znaku firmowego; nazwa „Fangtasia” została wykonana krzykliwymi czerwonymi literami, w tym samym stylu co na neonie przed lokalem. Gdyby Eric odwrócił się plecami, z tyłu na koszulce można by przeczytać napis: „Bar, w którym kąsamy”. Wiem, bo Pam dała mi jedną, kiedy „Fangtasia” zaczynała promocję. Na Ericu koszulka prezentowała się doskonale, a ja aż za dobrze pamiętałam, jak jego ciało wygląda... pod nią. Oderwałam wzrok od przeciągającego się wampira i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na małej przestrzeni tłoczyło się mnóstwo nieumarłych, lecz dopóki nie zobaczy się wampirów, człowiek nie wie o ich istnieniu, często bowiem tkwią w bezruchu i milczą. Clancy, kierownik baru, zajmował jeden ze stojących przed biurkiem dwóch foteli dla gości. Muszę dodać, że Clancy ledwie przeżył ubiegłoroczną Wojnę z Czarownicami, gdyż czarownice osuszyły go z krwi prawie nieodwracalnie. Do czasu, aż Eric go znalazł, wyśledziwszy jego zapach na cmentarzu w Shreveport, w żyłach Clancy’ego pozostały jedynie resztki krwi i od ostatecznej śmierci dzieliły go ledwie minuty. Po długim 11


okresie zdrowienia rudowłosy wampir stał się osobnikiem rozgoryczonym i opryskliwym. Teraz jednak wyszczerzył do mnie zęby, prezentując w całej okazałości kły. – Możesz mi usiąść na kolanach, Sookie – oznajmił, klepiąc się po udach. Odwzajemniłam się uśmiechem, ale nie był szczery. – Nie, dzięki, Clancy – odrzekłam grzecznie. Flirt z Clancym nigdy nie wydawał mi się bezpieczny, a dziś propozycja wampira zabrzmiała wyjątkowo groźnie. Clancy należał do wampirów, z którymi w ogóle wolałabym nie zostawać sam na sam. Chociaż kompetentnie zarządzał barem i ani razu nie tknął mnie nawet palcem, stale odnosiłam wrażenie, że posyła mi ostrzegawcze spojrzenia. Nie potrafię czytać wampirom w myślach i właśnie dlatego przyjemnie przebywa mi się w ich towarzystwie, ale kiedy poczułam na sobie jego wzrok, zadrżałam i przyłapałam się na chęci, by zajrzeć do jego głowy i sprawdzić, co też się w niej dzieje. Felicia, najnowsza barmanka w lokalu, siedziała na kanapie, wraz z Indirą i Maxwellem Lee. Czyżbym znalazła się na wampirzym odpowiedniku zebrania Tęczowej Koalicji? Co do Felicii, dziewczyna wyglądała na udaną mieszankę rasy czarnej i białej, a ponieważ mierzyła ponad metr osiemdziesiąt, było co podziwiać. Maxwell Lee to z kolei jeden z najbardziej ciemnoskórych mężczyzn, jakich kiedykolwiek spotkałam. Mała Indira była córką hinduskich imigrantów. W pomieszczeniu przebywały jeszcze cztery osoby (o ile można je nazwać „osobami”) i na widok każdej z nich poczułam niepokój, chociaż w różnym stopniu. 12


Jedną z tych osób był mężczyzna, o którego istnieniu staram się zapomnieć. Zaczerpnęłam zasadę stosowaną przez wilkołaki i potraktowałam go jak osobnika wygnanego przez stado – inaczej mówiąc, wyrzekłam się go! Nie wymawiam jego imienia, nie rozmawiam z nim, nawet go nie rozpoznaję! (Chodzi oczywiście o mojego byłego faceta, Billa Comptona, i tak naprawdę wiedziałam, że jest w biurze i, dumając o czymś, siedzi w kącie). Obok niego stała oparta o ścianę wiekowa Thalia, istota chyba jeszcze starsza niż Eric. Równie niewysoka jak Indira, bardzo blada, o mocno kręconych czarnych włosach, była kobietą ostrą w obyciu i nieuprzejmą. Ze zdumieniem odkryłam, że jej oschłość podnieca niektórych mężczyzn. Można by rzec, że Thalia wręcz miała oddanych wyznawców, którzy wyglądali na podekscytowanych, ilekroć typowym dla siebie patetycznym angielskim oznajmiała im, że mają się od niej odpieprzyć. Dowiedziałam się, że ma nawet stronę internetową, którą założyli i prowadzili jej wierni fani. Po prostu brak słów. Pam powiedziała mi kiedyś, że skoro Eric pozwolił Thalii mieszkać w Shreveport, równie dobrze mógłby trzymać przywiązanego na podwórzu kiepsko wyszkolonego pitbula. Co oznaczało, że Pam nie akceptuje Thalii. Wszyscy ci nieumarli obywatele mieszkają w Piątej Strefie. Żyją tu pod opieką Erica Northmana i pracują dla niego, przysięgli mu bowiem wierność. Czyli że – nawet jeśli nie mieli jakichś zadań w barze – musieli poświęcić część swego czasu, wykonując polecenia szefa. Po Katrinie, w Shreveport pojawiło się kilkoro nowych wampirów; po prostu, tak jak wielu ludzi, dokądś musieli się udać. Eric 13


jeszcze nie zdecydował, co zrobi z nieumarłymi uchodźcami. Nie zaprosił ich też na dzisiejsze zebranie. Mieliśmy tu jednak dwoje gości, z których jeden był osobistością znacznie ważniejszą od Erica. Andre, najbliższy ochroniarz Sophie-Anne Leclerq, królowej Luizjany. Królowa opuściła oczywiście zniszczony Nowy Orlean i przebywała obecnie w Baton Rouge. Andre wyglądał bardzo młodo, może na szesnaście lat; twarz miał gładką niczym niemowlę, a jasne włosy gęste i grube. Żył długo, dbając wyłącznie o Sophie-Anne, swoją stwórczynię i wybawicielkę. Dziś nie miał przy sobie szabli, ponieważ nie pełnił funkcji strażnika królowej, byłam jednak przekonana, że jest uzbrojony – na pewno miał nóż lub pistolet. Zresztą, nawet bez oręża czy wsparcia innych był groźniejszy niż niejedna śmiercionośna broń. Akurat gdy Andre zamierzał się do mnie odezwać, zza jego fotela dobiegł czyjś głęboki głos. – Hej, Sookie. Należał do naszego drugiego gościa, Jake’a Purifoya. Nakazałam sobie spokój, chociaż całą sobą aż się rwałam do ucieczki z biura. Jestem idiotką – skoro nie wybiegłam z krzykiem na widok Andre, Jake nie powinien zrobić na mnie wrażenia. Zmusiłam się i skinęłam głową temu przystojnemu młodemu mężczyźnie, który wciąż jeszcze nie wyglądał na nieumarłego. Wiedziałam jednak, że moje powitanie nie wyda mu się naturalne. Niestety, Jake wzbudzał we mnie okropną mieszankę uczuć – litości i strachu. Purifoya, który urodził się wilkołakiem, zaatakowała pewna wampirzyca, toteż wykrwawił się niemal na śmierć. Gdy moja kuzynka Hadley (również wampirzyca) odkryła 14


prawie pozbawione życia ciało Jake’a, popełniła błąd i ze źle pojmowanego współczucia przemieniła mężczyznę w wampira. Można by jej gest uznać za dobry uczynek, lecz – jak się okazało – nikt tak naprawdę nie docenił jej dobroci... nawet sam Jake. Nikt nigdy przedtem nie słyszał bowiem o wilkołaku-wampirze: wilkołaki nie lubiły nieumarłych i im nie ufały, a ci całym sercem odwzajemniali niechęć. Egzystencja Purifoya stała się więc trudna i samotnicza. Ponieważ nikt nie wyciągnął do niego pomocnej dłoni, królowa uprzejmie przyjęła go do siebie na służbę. Jake, oślepiony żądzą krwi, wybrał sobie na pierwszą wampirzą przekąskę właśnie mnie. Na pamiątkę, do dziś pozostała mi na ramieniu czerwona szrama. Jaki cudowny wieczór mi się zapowiadał, nie ma co! – Panno Stackhouse – zagaił Andre, wstając z drugiego fotela dla gości. Skłonił się. To był prawdziwy hołd i na ten widok humor nieco mi się poprawił. – Panie Andre – odparłam i również się ukłoniłam. Wykonał zamaszysty ruch ręką, sugerując, że mogę zająć zwolnione przez niego łaskawie miejsce, a ponieważ najłatwiej było przyjąć jego propozycję, chętnie skorzystałam. Clancy wyglądał na rozgoryczonego. To on powinien odstąpić mi swój fotel, ponieważ był tu najmniej znaczącym wampirem. Swoim gestem Andre wytknął to tak jednoznacznie, jakby zawiesił mu nad głową mrugający neon w postaci strzałki wycelowanej w nieszczęśnika. Bardzo się starałam zapanować nad uśmieszkiem, który wywołała ta myśl. 15


– Jak się miewa Jej Wysokość? – spytałam, próbując być tak samo grzeczna jak Andre. Byłoby trochę naciągane, gdybym oznajmiła, że lubię Sophie-Anne, na pewno jednak ją szanowałam. – Królowa jest jednym z powodów, dla których przybyłem tutaj dzisiejszego wieczoru – oznajmił. – Ericu, możemy już zaczynać? Przemknęło mi przez głowę, że łagodnie zbeształ w ten sposób Erica za „grę na czas”. Pam przycupnęła na podłodze obok mojego fotela. – Tak, jesteśmy już w komplecie – odparł Eric. – Proszę bardzo, Andre, masz głos – dodał, lekko się uśmiechając, z pewnością na myśl o nowoczesnych frazach, jakich używał. Ponownie rozsiadł się wygodnie w fotelu, po czym podniósł długie nogi, opierając stopy o kant biurka. – Wasza królowa mieszka w domu szeryfa Czwartej Strefy w Baton Rouge – obwieścił Andre małej grupie zebranych wampirów. – Gervaise był bardzo łaskawy, że udzielił jej gościny. Pam popatrzyła na mnie, unosząc brwi. Gdyby Gervaise nie zechciał udzielić gościny, zapewne ktoś ściąłby mu głowę. – Jednakże pobyt w domu Gervaise’a jest bez wątpienia rozwiązaniem tymczasowym – kontynuował Andre. – Od czasu katastrofy byliśmy w Nowym Orleanie wiele razy. Oto raport na temat stanu naszych nieruchomości. Chociaż żaden z wampirów nawet się nie poruszył, poczułam, że wyostrzyły uwagę. – W siedzibie królowej została uszkodzona większa część dachu, toteż woda poczyniła rozległe zniszczenia 16


na drugim piętrze i poddaszu. Ponadto, ogromny kawał dachu z innego budynku spadł na gmach, więc na podłodze zalegają stosy gruzu, a w ścianach są dziury... tego typu problemy. Osuszamy wnętrza, lecz dach ciągle jest pokryty niebieskim plastikiem. Przyjechałem między innymi dlatego, że szukam przedsiębiorcy budowlanego, który natychmiast przystąpi do zadaszania budynku. Do tej pory nie miałem szczęścia, więc jeśli ktoś z was ma osobiste kontakty i może polecić człowieka, który wykonuje tego rodzaju prace, chętnie skorzystam z waszej pomocy. Na parterze doszło do licznych, ale raczej powierzchownych szkód. Do niektórych pomieszczeń również wdarła się woda. No i pojawili się rabusie... – Może królowa powinna pozostać w Baton Rouge – wtrącił złośliwie Clancy. – Jestem pewien, że Gervaise nie posiada się ze szczęścia na myśl, że będzie gościł ją bez końca. Okazało się zatem, że Clancy jest idiotą o skłonnościach samobójczych. – Delegacja nowoorleańskich przywódców odwiedziła królową w Baton Rouge. Prosili, by wróciła do miasta – podjął Andre, ignorując Clancy’ego. – Istoty ludzkie sądzą, że jeśli wampiry powrócą do Nowego Orleanu, metropolia znów stanie się interesująca dla turystów. – Popatrzył chłodno na Erica. – W międzyczasie królowa rozmawiała z czterema innymi szeryfami na temat finansowych kwestii związanych z renowacją nowoorleańskich budowli. Eric niemal niedostrzegalnie pochylił głowę. Nie potrafiłam określić jego stosunku do propozycji opłacenia napraw królowej. 17


Odkąd potwierdziły się opisywane przez Anne Rice informacje na temat istnienia wampirów, Nowy Orlean stał się prawdziwą mekką, do której ciągnęli zarówno nieumarli, jak i osoby, które szukały ich towarzystwa. Tak, to miasto było jak wampirzy Disneyland. Jednakże od czasu Katriny wszystko się zmieniło. Nawet w Bon Temps odczuwaliśmy skutki huraganu. Jeszcze zanim straszliwa fala dotarła do lądu, ludzie zaczęli uciekać, więc nasze miasteczko wciąż jest zatłoczone osobami przybyłymi z południa. – Co z drugą posiadłością królowej? – spytał Eric. Królowa kupiła kiedyś stary klasztor, który stał na skraju dzielnicy Garden District. Organizowała w nim przyjęcia dla rzeszy wampirów i innych istot. Chociaż posiadłość była otoczona murem, nie uważano jej za łatwą do ochrony (klasztor uznawano za zabytek i nie wolno w nim było dokonywać zmian, na przykład zabić deskami okien), toteż królowa nie mogła właściwie w nim mieszkać. Tak, ten historyczny gmach nadawał się wyłącznie na przyjęcia. – Nie ucierpiał zbytnio – odparł Andre. – Ale i tam grasowali złodzieje. Wiemy o tym, ponieważ zostawili po sobie zapach. – Jeśli chodzi o talent tropicieli, wampiry ustępowały jedynie wilkołakom. – Jeden z nich zastrzelił lwa. Zrobiło mi się z tego powodu przykro. W pewnym sensie lubiłam tego lwa. – Potrzebujesz pomocy, żeby ich aresztować? – spytał Eric. Andre zmarszczył czoło. – Pytam tylko dlatego – wyjaśnił Northman – że wasze szeregi zostały nieco przetrzebione. 18


– Nie, nie, zajęliśmy się już tą sprawą – odrzekł Andre i leciutko się uśmiechnął. Usiłowałam nie myśleć o tym dokładniej. – Poza utratą lwa i grabieżami... jak prezentuje się posiadłość? – naciskał Eric, starając się wrócić do tematu huraganu i zniszczeń. – Królowa może zatrzymać się tam na jakiś czas, czyli, dopóki nie rozważy innych opcji mieszkaniowych – kontynuował Andre. – Na pewno jednak nie na dłużej niż noc czy dwie. Wszyscy zgromadzeni nieznacznie kiwnęli głowami. – Mamy duże straty w stanie personelu – dodał. Wszystkie wampiry nerwowo napięły mięśnie, nawet „nowicjusz” Jake. – Początkowo, jak wiecie, nie mieliśmy obaw. Zakładaliśmy, że tuż po uderzeniu huraganu zaginieni są zajęci i dlatego się nie zgłaszają. Niestety, okazało się, że przeżyło nas jedynie dziesięcioro: pięcioro przebywa tutaj, troje w Baton Rouge, dwoje w Monroe. Szacuję, że w samej Luizjanie straciliśmy trzydzieści osób. A w Missisipi przynajmniej dziesięć. Tu i ówdzie rozległy się cichutkie szepty, a większość wampirów poruszyła się niespokojnie. Tak shreveporckie wampiry zareagowały na te nowiny. Przed Katriną najwięcej nieumarłych, zarówno na stałe, jak i tymczasowo, przebywało właśnie w Nowym Orleanie. Gdyby huragan o podobnej sile nawiedził na przykład Tampę, liczba zabitych i zaginionych wampirów byłaby znacznie niższa. Podniosłam rękę, ponieważ coś przyszło mi do głowy. 19


– A co z Bubbą? – spytałam, kiedy Andre skinął głową, wspaniałomyślnie pozwalając mi przemówić. Od czasu Katriny nie miałam o nim żadnych wiadomości. Gdybyście spotkali Bubbę, na pewno byście go poznali. Rozpoznałby go każdy człowiek na świecie. No, przynajmniej każdy powyżej pewnego wieku. Na podłodze w łazience, w swoim domu w Memphis piosenkarz nie do końca umarł. Nie całkiem. Tyle że jego mózg nie był w najlepszym stanie, więc od chwili, gdy stał się wampirem, był... dziwny. – Bubba żyje – zapewnił mnie Andre. – Ukrył się w jakiejś krypcie i przetrwał, żywiąc się krwią małych ssaków. Ale ponieważ psychicznie nie czuł się najlepiej, królowa wysłała go do Tennessee, gdzie będzie mógł przez jakiś czas trzymać się z dala od społeczności Nashville. – Andre przekazał mi listę zaginionych – wtrącił Eric. – Wywieszę ją po zebraniu. Znałam kilka osób spośród straży przybocznej królowej, toteż pomyślałam, że chętnie się dowiem, czy żyją. Miałam kolejne pytanie i ponownie zamachałam ręką. – Tak, Sookie? – spytał Andre. Jego obojętne spojrzenie trochę mnie zdeprymowało, więc przeprosiłam, że domagam się prawa głosu. – Wiecie, nad czym się zastanawiam...? Czy przypadkiem ktoś spośród królów czy królowych biorących udział w konferencji nazywanej przez was... szczytem... Czy przypadkiem któreś z nich nie posiada specjalisty przepowiadającego pogodę? – Tym razem większość osób popatrzyła na mnie obojętnie, za to Andre wydawał się zainteresowany. – Ponieważ, zauważcie, początkowo tę konferencję czy 20


też szczyt zaplanowano na późną wiosnę. Jednakże cały czas zwlekano, prawda? A później nagle w wybrzeże uderzyła Katrina. Gdyby spotkanie rozpoczęło się w pierwotnie zaplanowanym terminie, królowa byłaby w znacznie lepszej sytuacji. Miałaby spore fundusze i mnóstwo podwładnych, przez co trudniej byłoby ją oskarżyć o śmierć króla. Prawdopodobnie przyznano by jej wszystko, o co by poprosiła. Zamiast tego Sophie-Anne wygląda jak... – chciałam powiedzieć „żebraczka”, ale w ostatniej chwili zerknęłam na Andre i zrezygnowałam – ...jak dużo mniej potężna władczyni – dokończyłam głupawo. Obawiałam się, że wszyscy zebrani w tym momencie wybuchną śmiechem i stanę się obiektem ich drwin, jednak zapadło milczenie i czułam, że wiele osób całkiem poważnie rozważa moje słowa. – To jest właśnie jedna z kwestii, które będziesz musiała ustalić podczas szczytu – odparł Andre. – Ale powiem ci, że twoja sugestia wydaje się osobliwie możliwa. Ericu? – Też sądzę, że coś w tym jest – powiedział Eric, patrząc na mnie. – Sookie świetnie potrafi wyciągać wnioski. Siedząca obok mojego fotela Pam uśmiechnęła się do mnie. – Co z oskarżeniem wniesionym przez Jennifer Cater? – spytał Clancy, patrząc na Andre. Odniosłam wrażenie, że Clancy’emu zrobiło się niewygodnie w fotelu, na którym wcześniej puszył się z dumą. Zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Nie wiedziałam, o czym, do diabła, rudowłosy wampir mówi, uznałam jednak, że lepiej wywnioskować z rozmowy niż pytać. – No, jak dotąd nie wycofała go – odparł Andre. 21

Wszyscy martwi razem  

Charlaine Harris jest fenomenem literackim w Stanach Zjednoczonych. Jako jedyna autorka wprowadziła jednocześnie 7 tytułów serii na listę be...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you