__MAIN_TEXT__
feature-image

Page 1

LISTOPAD - GRUDZIE

2020 | NR 3

Literackie więta Biuletyn literacki redagowany przez zesp ł Wydawnictwa Anagram

ch, pokojny s i h c y Zdrow ckich ko litera t s y z s w ale nade zenia o Narod g e ż o B t Świą Roku Nowego o g e w li ś zę oraz Szc y edakcyjn Zespół R m a Anagra w t ic n w Wyda

BEZ STRESU!

NOWA SERIA WYDAWNICZA

WIĄTECZNO-NOWOROCZNE SPOTKANIE Z DUŻĄ DAWKĄ LITERATURY!

I PROJEKT PO WIĘCONY PRZESIĘBIORCZYM OSOBOWO CIOM POZNJACIE BUSINESS AND LIFE!

W ywi a d y z poetami, prozaikami, kąci k c z y telniczy, zapowiedzi nowo ś c i w ydawniczych i wiele inny c h . . . l iterackich atrakcji!


www.anagram.com.pl


U NORWIDA ZNAJDUJĘ KUNSZT PIĘKNA, U SADOWSKIEJ DIALOGI Z WŁASNYM ŻYCIEM, U JERZYNY GŁ D WIATŁA. HOŁD IM SKŁADAM. ALE WZORU NIEMAM, WE MNIE GĘSTWINA MY LI, A IDEAŁ W BRAK...

Stefania Jendraszczyk

AK: Co wyr żnia poezję wsp łczesną

AK: Czym dla Ciebie jest poezja?

od klasycznej? Albo odwrotnie. Jakie

SJ: Dla mnie jest tym-

zauważasz r żnice, jakie zależno ci,

co kamie milczeniem m wi

jakie punkty wsp lne?

kwiatem co drogą

SJ: Przede wszystkim forma. Klasycy

łzą wiecznego ptaka

dbali o gramaturę utwor w, o rymy, pisali jakby duchem, kładli nacisk na

AK: Co Cię inspiruje?

umiłowanie

SJ: Nieraz szelest li ci, innym razem

szum

fal,

mądro ci.

Wsp łcze ni

tworzą jakby prozo poezję. Zajmują się

wspaniałe

opisywaniem

krajobrazy, piękno nieuchwytne,

wiata i jego warto ci.

Człowiek w centrum rozważa

ale najczę ciej wędr wka wok ł

przywarami

własnych i cudzych sł w i my li. AK: Słowo o ostatnim tomiku. AK: Kto jest dla Ciebie wzorem,

SJ: M j tomik „Siedem słowik w”

po czyją poezję sięgasz najczę ciej

m wi o wolnym powietrzu, o wiatach

i najchętniej?

wiateł, o odwr conych

SJ: U Norwida znajduję kunszt

warto ciach i o tym, że blisko

piękna, u Sadowskiej dialogi z

jest zawsze najważniejsza.

własnym życiem, u Jerzyny gł d wiatła. Hołd im składam. Ale

AK: Co od siebie dla czytelnik w

wzoru nie mam, we mnie gęstwina

SJ: Oby moje my li do waszych

my li, a ideał w brak...

serc dopłynęły. W was zakwitły.

przekazem

i jest

zaletami.

z jego

Wsp lnym

natomiast

piękno

miło ci. AK: Czy poezja wsp łczesna ma szansę się obroni w chaosie informacyjnym, trudnym położeniu literatury w og le? SJ: Poezja jest wieczna, więc na pewno przetrwa ten trudny okres chaosu informacyjnego.

Oby czas z nas, z

poet w nie zadrwił…

Zachwyciły czas znaczeniem...

Rozmawiała: Agnieszka Krizel Tomik do kupienia: http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/item/nowosci/ siedem-slowikow---stefaniajendraszczyk/

Stefania Jendraszczyk Mieszkanka Pyrzyc, autorka kilkunastu tomików.

Według definicji poezja to wieloznaczny termin, współcześnie stanowiący przede wszystkim określenie dzieł literackich nienapisanych prozą lub synonim liryki. Definicje z całą pewnością porządkują znaczenia, jednak poezja to dużo więcej niż tylko termin i pojęcie. To nieskończona głębia znaczeń słowa, ale także to, „co kryje się między echem a wołaniem” (z poezji Adonisa), „łkanie ciszy na białych stokrotkach” czy „makowe serca o świcie” (z poezji Stefanii Jendraszczyk). Wiersze z najnowszego tomiku Stefanii Jendraszczyk zatytułowanego "Siedem słowików" układają się w metafizyczny gobelin utkany z doświadczeń autorki, jej wrażliwości na otaczający świat i potrzeby podzielenia się z czytelnikami „przez noc przetaczanymi tajemnicami”. Świat poetycki autorki pełen jest symboliki i nawiązań do magii pradawnego drzewa życia. Tęsknota do przeszłości i „lalek z dzieciństwa” miesza się z codziennym doświadczeniem i rozumieniem natury. To świat, który wzbudza drżenie i czasem niepokoi, ale który daje także nadzieję – jak te siedem słowików na rozłożystym drzewie.

Magdalena Koperska


NR3

Listopad grudzie

2020

"...Porzeczkowy Josef jest dla mnie po prostu opowie cią o tym, co się zdarzyło, co mogło się zdarzy i co w og le nie zaistniało." Anna Wiśniewska-Grabarczyk

AK: Porzeczkowy Josef zaliczany jest do prozy wspomnieniowej, a czym owa książka jest dla samej autorki? A.W-G: Porzeczkowy Josef jest, poza kilkoma miniaturami poetyckimi opublikowanymi wcze niej, moim debiutem literackim. A debiut, jak się okazało, to pojęcie pojemne, to co więcej niż po prostu wydanie książki. Zgodzę się, że Porzeczkowy jest prozą wspomnieniową, ale jak każda kwalifikacja gatunkowa i ta domaga się pewnych uzupełnie . Bo przecież wiat mojej powie ci jest tylko w czę ci utkany ze wspomnie , reszta jest fikcją. Fikcją opartą na faktach; fikcją, kt ra rzeczywi cie w kilku momentach zaczyna by mniej fikcyjna a bardziej… no wła nie, nie do ko ca wiem, jaka – realistyczna, prawdopodobna, rzeczywista? Literatura w og le jest fikcją, ale w r żny spos b z tą fikcją dyskutuje – wydaje mi się, że moja postawa jest do umiarkowana, pożeniłam fikcję z tym, co nią nie jest w taki spos b, by oparta na faktach im nie uległa. Ale tak naprawdę te niełatwe (cho istotne z punktu widzenia dyskusji literaturoznawczych) dystynkcje są drugorzędne, bo Porzeczkowy Josef jest dla mnie po prostu opowie cią o tym, co się zdarzyło, co mogło się zdarzy i co w og le nie zaistniało.

Książka nominowana w 2019r. do Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza

AK: Skąd pomysł na tę książkę? A.W-G: Nie mam pojęcia. By może z tęsknoty za babcią, za wszystkim, co minione, co przeszłe. AK: Akcja książki dzieje się w specyficznym dla naszego kraju okresie. Jak, z perspektywy lat, wspominasz ten czas? A.W-G: Trudno jednoznacznie okre li czas akcji – nie jest to bowiem ani narracja linearna, ani, co podkre lałam, w pełni realistyczna. Chociaż możemy oczywi cie znale w opowie ci pewne stałe identyfikujące czas (i miejsce) akcji. Retrospekcje sięgające czas w II wojny wiatowej oraz powojnia przeplatają się z narracją osadzoną mniej więcej w latach osiemdziesiątych i dziewię dziesiątych XX wieku. Wspominam ten okres z nostalgią, bo to przecież czas mojego dzieci stwa, mojej młodo ci, kt re były i całkiem przeciętne, i zupełnie niezwyczajne – jak większo ci z nas. My lę, że dopiero z perspektywy lat lepiej rozumiem ten okres, jego specyfikę, zmiany społecznoekonomiczne, kt re przecież miały wpływ także na moją rodzinę. Jednak w tamtym momencie tego typu namysł mnie w og le nie interesował – żyłam w moim mie cie, na moim osiedlu, z moimi przyjaci łmi, z moją suczką.

KUPISZ: http://sklepwydawnictwaanagram.mozello.pl/skl ep/item/proza/porzeczk owy-josef--/

AK: Posta Josefa zdaje się by pierwszoplanowa, jednak uwagę czytelnika przykuwa mn stwo szczeg ł w i posta babci Ani, narratorki opowie ci. Chciałabym, aby przybliżyła historię życia swojej babci, co Cię w niej zafascynowało, że postanowiła napisa po rednio o niej książkę? A.W-G: Trudno powiedzie , co mnie w babci fascynowało, ja ją po prostu bardzo kochałam. Nie chciałabym niczego dodawa , niczego uzupełnia ponad to, co powiedziałam o niej w książce. Babcia jest bohaterką powie ci, ale niestety nie jest narratorką – gdybym wiedziała, czym jeszcze chciałaby się z nami podzieli , zrobiłabym to niezwłocznie. Gdy zmarła, odczuwałam ogromny smutek i żal, było dla mnie nie do pomy lenia, że nie będę się mogła przytuli do jej kulistego brzucha, że nie będę mogła złapa jej za rękę, spojrze na jej białe włosy. To był pierwszy moment, kt ry mi u wiadomił, jak bolesny jest brak tej fizyczno ci i cielesno ci, tego codziennego bycia obok drugiej osoby. mier zabiera to wszystko, zakł ca porządek rzeczy, myli wszystkie cieżki, kt rymi się dotąd poruszali my, a wydeptywanie nowych nie jest łatwe.

cd.


Fragment powieści: Dwudziestego pierwszego lipca przyszłam do babci niezapowiedziana. Wpadłam na obiad w okolicach trzynastej, by zastać babcię przed drzwiami łazienki z koszulą, spodniami i butami dziadka. Niemiec wbił się już w podziadkowe kalesony, a teraz wystawił łapę po resztę ubrań. Nie podobało mi się to, lecz nie mogłam nic zrobić, bo babcia była, w jakimś nienachalnym, ale zauważalnym sensie, zadowolona. Od dłuższego już czasu nie przeszkadzała jej obecność Niemca, co więcej, miało się wrażenie, że tej obecności potrzebuje. Józefa W. bez najmniejszych sprzeciwów pozwalała, by komendant wylegiwał się w wannie, nosił ubrania dziadka, jadał i sypiał z nami. Faktem jest, że po wyszorowaniu i przebraniu w czyste rzeczy nie dało się, bez znajomości życiorysu zbrodniarza, wywieść jego złych intencji. W miarę uczłowieczania bydlę traciło ostre rysy i nie było nic dziwnego w tym, że osoby postronne nie rozpoznawały kreatury.

AK: Czy było co , co podczas pisania sprawiało Ci najwięcej problemu? A.W-G: Odpowied wła ciwie padła wyżej. Trudno cią, kt ra rosła we mnie wraz z powstawaniem książki, była wiadomo , że jednak opowiadam o ludziach i zdarzeniach mi bliskich, zakorzenionych przynajmniej w czę ci w rzeczywisto ci. Oczywi cie cała opowie jest zapo redniczona przez ułomną pamię , a fikcja miesza się z rzeczywisto cią, jednak bywały momenty, gdy zatrzymywałam się w p ł zdania, by czego nie opisa zbyt dokładnie, by nie da się uwie pokusie odwzorowania rzeczywisto ci, bo ani tego nie potrafię, ani tego nie chciałam. Porzeczkowy Josef pokazał mi z całą mocą, że pisanie nie jest sprawą prywatną – szczeg lnie pisanie wyrastające chociaż w czę ci z realnego do wiadczenia. Innym problemem, kt ry towarzyszył mi tuż po wydaniu powie ci, była pewna dwutorowo życia, kt re od tamtego wła nie czasu dzielę między Łodzią a Kopenhagą. W samej narracji tego nie wida , ale spotkania autorskie wok ł książki, gala Nagrody Gombrowicza i wszystkie inne związane z nią wyjazdy kojarzy mi się będą z trasą Dania-Polska-Dania i z początkiem tego dziwnego do wiadczenia, jakim jest emigracja, a emigracja to przecież stan umysłu.

Anna Wiśniewska - Grabarczyk Urodziła się w Trzciance, na ziemiach odzyskanych, mieszkała w Łodzi, obecnie w Kopenhadze. Jest doktorem nauk humanistycznych, specjalizuje się w badaniach nad cenzurą Polski Ludowej, za które została doceniona kilkoma nagrodami, m.in. nagrodą tygodnika „Polityka” i grantem Narodowego Centrum Nauki. Jej pierwsze, jeszcze licealne, wiersze zostały wyróżnione w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim "Nasze wspólne sprawy wczoraj - dziś - jutro" i ukazały się w tomie I po co umierać. Za wydaną nakładem wydawnictwa Anagram powieść Porzeczkowy Josef była nominowana do Nagrody Literackiej im. W. Gombrowicza. Jest krytyczką literacką, autorką trzech książek, miniatur poetyckich, tekstów słuchowisk i kilkudziesięciu artykułów, ogłaszanych m.in. w „Twórczości”, „Odrze”, "Zeszytach Literackich", „Nowych Książkach”, „Polityce”, „The Polish Review”, „Zagadnieniach Rodzajów Literackich”.

AK: W książce pojawiają się r wnież inne postaci. Kt ra, opr cz babci, była i jest Ci najbliższa? A.W-G: Wszyscy bohaterowie są mi bliscy. Niekt rzy z nich byli ważną czę cią mojego życia zaledwie przez moment albo nieco dłuższy okres – pojawili się, zapadli w serce lub pamię , a potem odeszli. Z innymi utrzymuję kontakt do dzisiaj. Jednak żadna z postaci nie jest prostym odwzorowaniem os b, kt re pojawiły się w moim życiu, dlatego trudno byłoby o jednoznaczną identyfikację bohater w. Zresztą nie o to chodzi, zupełnie nie o to. Co więcej, posta taka jak N’kulu jest mi bliska, ale w zupełnie inny spos b niż na przykład Dorota czy Paweł – ta pierwsza jest, że się tak wyrażę, z zupełnie innego rejestru ontologicznego, bliższego realizmowi magicznemu. Teresa S. i Josef za to skrajnie r żni przedstawiciele czego , co można by chyba nazwa traumą zapo redniczoną. Natomiast na zupełnie odległym biegunie uczu leży m j brat, kt rego nie pamiętam, bo nie mogę pamięta – nigdy nie zobaczył szykowanego dla niego pokoju i zabawek; poznał tylko trzcianecki szpital i trzcianecką kostnicę. AK: Co chciałaby przekaza od siebie czytelnikom? A.W-G: Chciałabym podziękowa za wszystkie dobre słowa i gesty, jakimi mnie obdarzyli. Po przeczytaniu książki napisało do mnie kilka os b – ludzie, kt rych nie znałam, ale i moi dawni znajomi, z kt rymi nie widziałam się i nie rozmawiałam sto lat. To było co , czego się zupełnie nie spodziewałam – życie bywa jednak miłe.

Rozmawiała: Agnieszka Krizel


NOWOŚCI ANAGRAMU Perła i cień - Alan Migoń

http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/ite m/nowosci/perla-i-cien--alan-migon-1/

ALAN MIGO Poeta urodzony w 1994 roku w Krakowie. W latach 2010-2013 był uczniem dr. Artura Rodziewicza w 21 Społecznym Liceum Og lnokształcącym im. Jerzego Grotowskiego w Warszawie, gdzie po więcał się studiom nad starożytną filozofią grecką. W latach 20142017 asystent prof. Jerzego Prokopiuka. Wtedy też pozostawał związany z warszawskim klubem ,,Gnosis”, w kt rym odbył się wiecz r promocyjny jego pierwszej książki – zbioru wierszy i poemat w pt. Wieniec i burza, wydanego w 2017 r. nakładem wydawnictwa Imprint Media. Był także czynnym uczestnikiem Akademii Plato skiej – wsp łczesnej Letniej Szkoły Platonizmu, kierowanej przez dr. Andrzeja Serafina. Jej pierwsza edycja odbyła się 1-9 lipca 2017 r. w Lanckoronie pod Krakowem, gdzie też sympatycy Platona spotykają się aż do dnia dzisiejszego. Autor nie poprzestaje na tw rczo ci poetyckiej – od wielu lat pracuje nad dziełem filozoficznym pt. Samowiedza absolutu, kt re ma stanowi rekonstrukcję rozumienia tytułowego pojęcia w obrębie historii filozofii.

Siedem słowików - Stefania Jendraszczyk

http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/item/nowo sci/siedem-slowikow---stefaniajendraszczyk/

Według definicji poezja to wieloznaczny termin, wsp łcze nie stanowiący przede wszystkim okre lenie dzieł literackich nienapisanych prozą lub synonim liryki. Definicje z całą pewno cią porządkują znaczenia, jednak poezja to dużo więcej niż tylko termin i pojęcie. To niesko czona głębia znacze słowa, ale także to, „co kryje się między echem a wołaniem” (z poezji Adonisa), „łkanie ciszy na białych stokrotkach” czy „makowe serca o wicie” (z poezji Stefanii Jendraszczyk). Wiersze z najnowszego tomiku Stefanii Jendraszczyk zatytułowanego "Siedem słowik w" układają się w metafizyczny gobelin utkany z do wiadcze autorki, jej wrażliwo ci na otaczający wiat i potrzeby podzielenia się z czytelnikami „przez noc przetaczanymi tajemnicami”. wiat poetycki autorki pełen jest symboliki i nawiąza do magii pradawnego drzewa życia. Tęsknota do przeszło ci i „lalek z dzieci stwa” miesza się z codziennym do wiadczeniem i rozumieniem natury. To wiat, kt ry wzbudza drżenie i czasem niepokoi, ale kt ry daje także nadzieję – jak te siedem słowik w na rozłożystym drzewie. Magdalena Koperska


Nr 3 listopad - grudzień 2020

Szczypta refleksji... czyli kącik nie tylko poetycki

Katarzyna Anna Lisowska Pejzaż zimowy Dla Przyjaciela, Barbary Rosiek – z myślami o Tobie zasiądę do wigilijnego stołu Białe tafle śniegu Złocą się i srebrzą Warkocze drzew Pochylają się nad nami Z promieniami światła Wędrujemy Kamil Zaszkowski Wędrujemy do głębi czasu On nas przeistacza Wiele już było ko c w wiata Jak tęcza stajemy się Stąd do nieba Kruki, dzi jakby czarniejsze, Chodzą po niej zmarli zleciały z najwyższych pięter Aby przytulić nas nieba, na spiralach powietrza Kiedy śpimy zaczepiły pi ra i prowadzone Patrzą w nas czuwają niewidzialną ręką przysiadły Zdaje się nam na suchych gałęziach jak blady Że jesteśmy dla siebie umarli smutek na ramieniu. Ale nie Każda kolęda Dzie jakby cofnięty w stronę Dla nieobecnych jest tylko metaforą wieczoru z firmamentem Nie ma rozstań zamykającym się na brunatny Nie ma czasu skobel chmur. Jest tylko droga Dopóki razem znowu Lecz dop ki pozostało słowo Siądziemy do wigilijnego stołu w tym ciężkim pejzażu bezsilnego czasu, dop ki Zebrzydowice, 3.11.2020 wypełnia ciszę szeleszczącą materią, dop ki ja, prawdziwy, okre lony znaczeniem, dop ki mam co do powiedzenia - jestem.

Magdalena GINTOWT-JUCHNIEWICZ zima biały lub we miemy zimą nieżny u cisk niemych tajemnic pobłogosławi zimny sakrament u miechem Twym przyozdobię włosy a welon – w zamieci rozrzucę po ziemi jedyny wiadek – zbyt szybki taniec porwie nam dusze zmrożonych ciał i zastygniemy na zimne wieki a lub naszych my li wciąż będzie trwa i ta czy zacznie bez nas w przestrzeni ... zima

Darek Małek panie George’u czy Michael’u wiadomości dnia namazały mural na człowieku. z dwunastu talerzy zjadły rybę i grzebiąc palcami pod obrusem, zakrztusiły się sianem i ością: „prasa wszystkich krajów poszukuje mężczyzny, który w nocy z soboty na niedzielę próbował zgwałcić tornado. na miejscu zdarzenia znaleziono fragment urwanego członka. znaki szczególne: dobrze leży w dłoni i szczelnie zamyka usta.”

last christmas, I gave you my heart, last christmas , ruchome schody, girlandy.

Magdalena GINTOWT-JUCHNIEWICZ dostaję od Ciebie lalkę podziwiam nalewasz mi wodę do basenu pływam wylewasz lodowisko i kręcę piruety cho lisko nagle zamykasz powieki kiedy moje dopiero unoszą się lekko do życia nie potrafią jeszcze łez chroni przykrywają więc tylko wspomnienia i odsyłają je Tobie by sen miał na zawsze miękko nimi usłany pogodny sen wieczny jak wieczne wygnanie z Ziemi gdzie Raj od dawna jest Utracony przytuli mnie więcej nie możesz zaciągam więc kołdrę na siebie dociskam poduszkę pr buję Cię spotka we nie - Tacie

Piotr Borkowski biblioteka Podobno gdzie bardzo daleko istnieje ogromna biblioteka. Nigdzie nie ma większej, niż wła nie ta. Jest tak ogromna, że nikt nie może cho by spamięta , ile mie ci się w niej ksiąg. Leżą one na wielkich regałach, kt re wznoszą się jak najwyższe wieżowce i gdy stoi się w dole i spogląda ku ich szczytowi, nigdy nie można go dojrze . Regały są solidne: jeszcze się nie zdarzyło, żeby kt ry pochylił się i uwolnił z siebie cho by jedną książkę. A byłoby ciekawie zrzuci książkę z samej g ry i czeka , aż spadnie i uderzy o ziemię. Podobno wtedy leciałaby i leciała, aż zrobiłoby się to nudne. Dlatego nie warto pr bowa . Zresztą, gdyby upu ci jaką książkę, byłaby to duża strata, zwłaszcza, gdyby nie można było jej potem znale . A co jest w tych książkach? Każda z nich ma taki sam tytuł: "moje życie", a każdy tytuł wygląda zupełnie inaczej. Są tam chudziutkie książeczki w tekturowych okładkach, na kt rych kto chemicznym oł wkiem nakre lił "moje życie...", a czasem po prostu "m...życie", lub "m.ż.", ale są tam także serie dziesięciu tom w spętanych mosiężnymi klamrami i z napisami tłoczonymi w wołowej sk rze. Są tam najdziwniejsze książki, jakie tylko można sobie wyobrazi . Bo czy łatwo wyobrazi sobie księgę, kt ra mie ci się na stronie papieru w kratkę albo taką, kt ra ma tylko tytuł i podpis na dole strony? Albo czy można sobie wyobrazi książkę zaczynającą się od ko ca, albo ze stronami posklejanymi woskiem, albo całą napisaną krwią? A były tam księgi jeszcze dziwniejsze, a każda nazywała się "moje życie". W tej wła nie ogromnej bibliotece pracował stary bibliotekarz , kt rego włosy osiwiały dawno od liczenia ksiąg i katalogowania ich zgodnie z tematem i dziesiątkami innych zasad, kt re były znane tylko jemu i nikomu więcej. Jego dłonie wyschły od przekładania tom w z jednego miejsca w drugie, a palce, linione co chwilę dotykiem warg, stały się miękkie jak pluszowe poduszki. Stary bibliotekarz chodził samotnie wąskimi korytarzami i przez całe dnie nie spotykał nikogo. A codziennie wieczorem czekał na niego transport wieżych książek. Ciężka to była praca. Niekt re książki nadchodziły w rękopisach albo nawet na dziesiątkach papierowych serwetek, spiętych metalowym spinaczem. Inne pisane były obcymi językami albo drukowane ozdobną czcionką, kt ra gubiła się w serpentynach ozd b. Dlatego też całą noc zabierało mu przeczytanie tych ksiąg i wyznaczenie im należnego miejsca, a potem cały dzie trwało roznoszenie ich na p łki. A wieczorem, kiedy wsuwał na wła ciwą p łkę ostatni tom - a na koniec zostawiał zawsze te, kt rych nie trzeba było nie daleko - przychodził już następny transport. Stąd czas mijał mu monotonnie. Jedyną odmianą były rzadkie okazje, kiedy zjawiali się u niego ludzie z usilnymi pro bami. Nie zdarzało się to często, ponieważ nie wpuszczano ich do biblioteki bez wyra nej potrzeby. Kiedy jednak już weszli, stary bibliotekarz zawsze rozmawiał z nimi osobi cie. Bardzo rzadko pozwalał zajrze do kt rej z ksiąg, i to na chwilę, po to, aby przeczyta jedno albo dwa zdania. Na to, aby pożyczy jaką księgę, pozwalał jeszcze rzadziej, a gdy jaka księga jednak odchodziła w rękach jakiego człowieka, stary bibliotekarz krzywił się i linił miękkie koniuszki palc w. Czasem zdarzało się, że kto przychodził do biblioteki po swoją księgę, aby ją podarowa komu innemu. Wtedy stary bibliotekarz kiwał głową i odmawiał, a je li zezwalał, to przedtem długo wpatrywał się w twarz takiego człowieka. Siwe włosy otaczały jego głowę jasnym wachlarzem. Potem u miechał się głęboko i długo groził palcem, kt rego ostry koniec kiwał się i błyszczał, zupełnie jak otwarte oko.

TOMIK AUTORA "W STRONĘ BACHA" UKAŻE SIĘ W WYDAWNICTWIE ANAGRAM W PIERWSZYM KWARTALE 2021r.


cd. Marek Woły ski – wiersz z najnowszego zbioru "Pod ciężarem skrzydeł", ANAGRAM 2020

M J TATA Jego fotel – skrzypiące bieguny wspomnie więtego Mikołaja wysłużone sanie Cho już od dawna nie wynosi mnie ponad chmury – zawsze gdy przytulał przyczepiał mi skrzydła wrzesie 2019

Olga Bartnik

Magdalena Szkwarek

TY B l przypiął się do mnie jak szpilka do tablicy ogłosze brak trawiący rana wielko ci gwiazdy na niebie po r d gwiazd miliarda wiatłem krwawiących ciało nieba rozdziera popatrzę przez teleskop może w soczewce dojrzę

*** żadna to nowo chowa się w samotno usypia złe my li „Zimą” Vivaldiego dzwonisz miejesz się w słuchawkę

Twoje odbicie

Mateusz Pospiech

Rubbestadneset, 02.2020

*** (Możesz) Możesz widzie horyzont I łakną łez piskląt - łapiących oddech po porannej uczcie. Możesz znale zmysłowo w tych aktach bycia przechwyconym przez moment, bycia zaopiekowanym, bycia wysłuchanym. Możesz by ostatnim obwinianym za spłonięcie imperi w, jednak na kogo trzeba winę zrzuci . Możesz by tym, kt ry nie idzie na wojnę, by pom c limakowi przej Możesz zbudowa zamek, wzruszy ramionami, podnie mury, aby nie wybaczy .

przez ulicę.

Jeszcze się rozbi , jeszcze upa , Jeszcze by niezwykłym, jeszcze podąża - za dziesiątkami migoczących wiateł na morzu

Piotr Borkowski

Możesz by , Jeszcze nienarodzony.

samotny człowiek I Pewnego dnia bardzo samotny człowiek wybrał się na spacer. Dlaczego był bardzo samotny? Nie wiedział. My lał sobie: „Przecież każdy ma kogo , młodzi ludzie chodzą trzymając się za ręce, potem żenią się i mieszkają razem. Każdy ma rodzinę, inni dobrego psa czy kota albo chociaż ciepły dom. Nikt nie jest taki samotny jak ja”. I rzeczywi cie. Kiedy szedł ulicami miasta, mijali go ludzie zajęci sobą. Patrzyli sobie w oczy i m wili. Tak mu się przynajmniej wydawało. Samotny człowiek spuszczał więc wzrok i starał się im nie przygląda . „No proszę, przecież ona zupełnie do niego nie pasuje. Jest wielka i ma gruby nos, a on sepleni. Przecież to mieszne. Albo tamci. Ten mężczyzna jest piękny i mądry, a ta kobieta ma zaropiałe oczy i włosy zielone jak trawa. A ci, no proszę... Nudzą się ze sobą. Muszą chodzi po mie cie wiele godzin i już nie mają o czym rozmawia . Ale...” - samotny człowiek skurczył się ze zło ci - „Przecież ja też jestem interesujący. Bardziej interesujący niż oni wszyscy. Jestem mądrzejszy, widzę głębiej, my lę. Dlaczego nikt się mną nie interesuje?!” Skręcił w stronę parku. To nie był najlepszy dzie na spacer. Niebo zszarzało i sypał mokry nieg. Zerwał się wiatr i gonił pomiędzy czarnymi drzewami. W tym p łmroku park wyglądał dziwnie. Samotny człowiek szedł gł wną aleją. Z boku wyglądały skruszone posągi, ławki były puste, wiatr ciągnął za sobą sypki powiew. „Tak zimno”, pomy lał, „Tak strasznie zimno...” Zobaczył przed sobą chłopca i dziewczynę otulonych w jasnobrązowe kożuszki. Chłopiec stał spokojnie. Ona biegała dookoła, podnosiła nogi do g ry i machała rękami. Z jej włos w spadały płatki niegu. Potem chłopiec poruszył się i zaczął rysowa butem na niegu, a ona mu pomagała. Samotny człowiek nie m gł dostrzec, co rysują, ale bardzo go to zainteresowało. Przystanął z boku i udawał, że ogląda marmurową figurę. „Jak to banalnie wygląda”, my lał i zerkał na tamtych, „Tak, to takie banalne. Ona wpatrzona w niego, jakby w jego czach odbijał się wiat. A to przecież niemądre. A on udaje, że mu to nie pochlebia. A to przecież nieuczciwe. Naprawdę, wcale im nie zazdroszczę. A jednak chciałbym wiedzie , jak to zrobili, że tak się zachowują”. Stał więc dalej przy oblepionej niegiem rze bie. Z daleka wyglądało, że z nią rozmawia. Wreszcie chłopiec pociągnął dziewczynę i pobiegli dalej pustą aleją. Wtedy samotny człowiek powolutku zbliżył się do miejsca, gdzie przed chwilą stali. „Czy tu może by jaka odpowied ?”, powiedział do siebie. Podszedł w to miejsce i spojrzał w d ł, na rysunek zrobiony przez tamtego chłopca. Przedstawiał on twarz, kt ra miała mięsisty nos, oczy jak wielkie guziki i spokojne wargi. Obok, tuż przy twarzy, wida było jeszcze kr lika z okrągłą gł wką, parą spiczastych uszu, i z rękoma i nogami prostymi jak patyki. Kr lik u miechał się rado nie. „Nic nie rozumiem...” Dalej lady na niegu nic już nie przypominały. Tylko dwie linie, kt re biegły r wnolegle, a potem przecinały się i skręcały w przeciwne strony, wiły się oddzielnie i powracały w wielu zakrętach i skrzyżowaniach, zupełnie bezładnie. Rwały się od czasu do czasu, w niekt rych miejscach wida też było lad stopy, czasem linie blakły lub nagle zlewały się w jedną cieżkę. Samotny człowiek patrzył urzeczony. Zauważył, że obok spod niegu wyjrzał jasnobrązowy li z rzędem wcię i ciemnym ogonkiem. Tymczasem nieg padał dalej i mokrą mgłą przysypywał rysunki. Zaczęły znika . Samotny człowiek chciał tam jeszcze, z przekory, narysowa znak zapytania, tuż przy nich, ale nie zdążył. Do parku wchodziła następna para młodych ludzi, więc odwr cił się i poszedł dalej, naciągając czapkę na uszy. Za plecami słyszał jednak ich głosy. Nagle padły z tej strony gło niejsze słowa. Dziewczyna, kt ra teraz przechodziła przez park, pochyliła się, jednocze nie podnosząc głowę i spoglądając w niebo. „To nie jest wiele chmur. To jedna wielka chmura”, powiedziała z u miechem do swojego chłopca. Samotny człowiek usłyszał to. Zawstydził się i zrozumiał. Natychmiast pobiegł do domu.

TOMIK AUTORA "W STRONĘ BACHA" UKAŻE SIĘ W WYDAWNICTWIE ANAGRAM W PIERWSZYM KWARTALE 2021r.

Magdalena Szkwarek Moi zmarli są tutaj mieją się przy stole rozmawiają piją herbatę łuskają słonecznik dostojnie przechadzają się po pokojach jestem z nimi patrzę na nich sennymi oczami nocą oddycham z ulgą to tylko zła jawa zabrała ich na zawsze

Elżbieta Charytoniuk RELIEFY DUSZY Miliony dłoni i dotyk w miałych także tych słabych lekkich niewidocznych Miliony westchnie pr b niedoskonałych tych przemy lanych i z przestrzeni mrocznych... Błyszczące reliefy młynk w modlitewnych lą mantry Wszech wiata wiernych i niewiernych...

DOLCE VITA Wszystko się działo poza nawiasem w kt rym tkwiłam z rozkoszą w ustach... nareszcie odkryłam smak Dolce Vita nieopisane uczucie wszechogarniającej miło ci wypełniło m j nawias kt ry powoli rozchylał swoje poroża...


cd.

Mateusz Pospiech *** (Ręce też można stopi ) Ręce też można stopi , w b lu ogrza krwią. W tej wstrząsającej nie-intymno ci sł w - pogwałcone nadgarstki i palce, Za jutro i za wczoraj, za pokusę przyciągania gest wzruszonych ramion, jeżeli na wiecie jest tak zimno jeżeli jest - w og le. Teraz cisza, bo życia się boisz, a wargi zbyt spuchnięte są by łka . To życie napadło na nas jak morderca, po cichu i szeptem, dop ki jeste - możesz nie zauważy . Listopadowe dni, a ja muszę zrzuci li cie - smutne przedmioty piękna. Od zawsze mylili my nadwrażliwo z narzekaniem kochank w i w ustach masz banki zamknięte z drobinka sło ca i ani kropli w płucach rozumienia, gdy krztuszę się - płytą chodnikowa, w alejce parku masz mnie - w my li ręce gołe, noce obrane ze wstydu - a ja, a ja jak cier -ciemny od szczę cia. Olga Bartnik

Marek Woły ski – wiersz z najnowszego zbioru "Pod ciężarem skrzydeł", ANAGRAM 2020

DEPRESJA METAFOR Metafory też tracą r wnowagę – wypełniają wtedy wiersze matowym zmierzchem a znaczenia rozrzuca niespokojny wiatr Niewiele m wią Przyciskane pi rem zbierają się w sobie na deszcz

Celina Mioduszewska Czasami BABCI IRENIE zamieniają kartkę przyszła w p ł nie – Wigilia covidowa na grudkę ziemi w imię Ojca i Syna i Ducha więtego… w dłoni zostawiła klucz do twojego mieszkania A gdy wreszcie nadejdzie zamknięte na dwa ten wiecz r grudniowy Bożena Boba-Dyga zapach boazerii i kompotu z malin wytęskniony – cho covidowy łososiowe ciany drabina w piwnicy – na emeryturze jeszcze kichnie w ukryciu Kobieta ubrana w torebkę na parapetach ciagle kwitną niemocą mu nie fiołki geranium pelargonie gorączką jak włosem anielskim zarzuci Poeta sękacz za zasłoną jeszcze zasmuci pię dziesiątkę więtował jak sukces kugiel bucha z przypalonego gara (Ja z moją schroniłam się w Bieszczady Ty się krzątasz ale przyjdzie jak co roku na grani wiatr pomagał zdmuchną wieczki wok ł stołu synowie c rki o tej porze suszył łzy kt re sam wycisnął) tw j miech kolędy ludowe piosenki i pysznie się przy choince rozgo ci podkradam makowca praojcom znaną kolędę zanuci Żona poety chwytam figlarne spojrzenie gołębich oczu łzę z oczu matki wyci nie czeka aż przestanie by ... poetą w metalowej puszce – listy za ocean biel opłatka w dłoni ojca wywr ci od lat stoi z torebką przy drzwiach kalejdoskop życze wielu rąk gotowa do wyj cia w inne życie notesik z datami wysyłek paczek czek w siądzie w kręgu u więconej wieczerzy legion nakarmionych gąb sianem wonnym Poeta twoje serce nie bało się bi nie tylko dla siebie matczyną wigilię wskrzesi zna historię okno firanka ławka pod blokiem w biel spowitą nieodległą a już zakłamaną życie klatka po klatce mrozem zmrożoną pr buje oczyszcza zmiana meldunku z łezką w oku rojną pasterką rozgwieżdżoną domy c rek nowym poczęciem błogosławioną Poeta pr buje by poetą sukcesu dorobek życia – kolejka ludzi co nie pamiętają twoje spracowane ręce listopad 2020 zdjęcie na porcelanie Zdrowa Maryjo… odeszła nagle wiecznie zajęta Monika Pertek-Koprowska wierzba płacząca witkami do ziemi opłakuje samotno *** siedzę na ławce czekam na zmrok *** noc taka ciemna wiatło w twoim oknie czasem trwam wiatło mam w sobie i rodzę promienie Wieczny odpoczynek… oczekując mu nięcia w serce potem wzniecam pożary jestem poruszona szelestem topoli w my lach o ko cu Rubbestadneset, 01.11.2020 i pozwalam płoną wężom nie tego wiata kt re udają znaki zapytania wszystko jest drogą sma karetka nie jest karetą m j kształt jest diamentem księżniczkę zastąpił lokaj co rozdziela wiadomo w białym kombinezonie to nie jest ba ale nosimy korony zorro jest dziwny ma maskę na ustach

zniszczyłam jaskinie i potężne miasta przywiodłam dzieci do gabinetu luster i widzieli my prawdę


O PISANIU, INSPIRACJACH, LITERACKICH FASCYNACJACH Z KATARZYNĄ LISOWSKĄ "Pisanie jest zostawianiem śladów dla innych, jest przekazywaniem doświadczenia. Jest budowaniem nie dla siebie, ale tworzeniem dla innych, dla tych, któr zy nas będą odkrywać po latach, jeśli zechcą. To for ma wieczności na ziemi. To praca, któr ą się zosta wia po swoim życiu, więc pisanie jest dla mnie bar dzo ważne." MK: Czym dla Ciebie jest pisanie? KL: Z pozoru to proste pytanie, ale takie są najlepsze, co potwierdziła mi Marta Fox, stwierdziła, że pytania najbardziej naiwne są najmądrzejsze. My lę, że nie ma naiwnych pyta , bo każde jest porządkujące i uzupełniające stan wiedzy og lnej. Pisanie - nasuwa mi się skojarzenie, że jest sposobem, ale na co? Pisanie spełnia wiele funkcji, w tym praktycznych. Szczeg lnie jak Basia Rosiek odeszła, wielka przyjaci łka mojego życia - pisanie jawiło mi się jako spos b, by przedłuży życie Basi, chciałam, aby Basia trwała i nasz wsp lny czas. Ona odeszła dopiero co, a ja zaczęłam pisa to, co ona ceniła ogromnie u mnie (tw rczo , nie tylko) - skupiłam się, by odda , jak ważna była Basia, w tej chwili miałam także ważny cel i zobowiązanie (ludzie m wili, że muszę pisa o Basi, w tym profesorowie literaturoznawstwa). Więc pisanie jest dla mnie sposobem na ocalenie, aby ocala tych, kt rych życie ga nie. Jest sposobem, aby to życie podtrzyma dla innych, by my mogli czerpa siłę, mądro , warto ci. Basia miała ich bardzo dużo, cho lubiła czasem trochę szokowa , ale tw rczo, w dobrej wierze, odsłaniała człowieka, jakim jest. Szokowała jakby człowiecze stwem, jego głębią odczu . Pisanie jest zostawianiem lad w dla innych, jest przekazywaniem do wiadczenia. Jest budowaniem nie dla siebie, ale tworzeniem dla innych, dla tych, kt rzy nas będą odkrywa po latach, je li zechcą. To forma wieczno ci na ziemi. To praca, kt rą się zostawia po swoim życiu, więc pisanie jest dla mnie bardzo ważne. To jak komunikaty, kt re wysyłam ze swojej epoki o swojej epoce tym, kt rzy dopiero będą żyli. Więc swoim pisaniem okazuje, że nie jest mi obojętny los człowieka kiedy , chcę przekaza to, co warto przekaza . Jak dzi przejdziemy pewne drogi my lowe innym będzie łatwiej, jak nam. Istniejemy jako ludzka wsp lnota. Mam wiadomo , że tw rczo jest wiadectwem epoki, ale też tw rczo jest dla mnie tym, co czuję i to przekazuję. My lę, że to jest wła nie spos b na to, aby tw rczo miała charakter uniwersalny.

10

Przecież od zarania dziej w zmagamy się z tymi samymi fundamentalnymi problemami jak poszukiwanie szczę cia, sensu życia, cierpienia, zmagamy się z przemijaniem. Każda epoka ma sw j wyd więk, oddajemy to w spos b sw j i ten sw j spos b jest najlepszy, żeby mie szansę przetrwa pr bę czasu. Pisanie jest dla mnie szansą na przetrwanie takiej pr by czasu (Po co? By da jak najwięcej ze swojego życia). Oczywi cie liczy się też, że dzielę się swoją tw rczo cią już dzi . Wiem, że pisanie jest ważne, to tworzenie kultury, chcę, by miała wiele wrażliwo ci. Chcę przekazywa wrażliwo i budowa kulturę zrozumienia. Basia Rosiek nie bała się żadnego tematu, kt ry dotyczył człowieka. My lę, że pisanie wielkie jak Basi może by sposobem na przeciwdziałanie marginalizacji, zadawaniu sobie cierpie , pr bą zrozumienia innych i porozumienia, dialogu, integracji pokole , tradycji i wsp łczesno ci. Widzę bardzo ważne funkcje pisania. Basia Rosiek chciała cho by zmieni psychiatrię, losy bezbronnych pacjent w, łamanie ich praw. Napisała o tym w ostatnim czasie w książce Wybuch. To jej ostatnia książka, złożona obok innych do druku. Jest mocna. Basia m wiła, że wiele jej książek zostanie dopiero odkrytych po jej mierci. My lę, że tak jest w przypadku wielu autor w. Tworzę, bo czuję, że przekaz każdego okaże się dla kogo kiedy ważny. MK: Co Cię inspiruje? KL: Inspiruje mnie chwila, ale ona jest wynikiem wszystkiego, co kiedy , nie tylko teraz. Mam w sobie dużo przemy le , one owocują. My lę nieco analitycznie, rozważam. Uważam, że tw rczo jest intelektualną wyprawą, z kt rej wracamy bardziej ludzcy i empatyczni, po każdej książce. My lę, że książki są dawaniem sobie lepszej rzeczywisto ci, często przekazujemy siebie w wersji intymnej. Robimy to, gdy jeste my w stanie, ale jestem przekonana, że warto.

cd.


Największą inspiracją jest człowiek, Basia Rosiek jest dla mnie inspiracją na całe życie. Chciała komu przekaza swoje życie, uczyła mnie pisa i by pedagogiem. Podziękowała mi przed miercią, że mogła mi wszystko przekaza , cieszyła się, szukała ucznia. Po więciła mi lata. Spędzały my zawsze ze sobą cały dzie , gdy się widziały my. Rozmowy z Basią, cho by w Piwnicy pod Baranami, kt rą kochała – były dużą inspiracją. Basia lubiła ten klimat. Otwierała się bardzo, to było bardzo inspirujące. Mamy sw j stolik w Piwnicy pod Baranami, w kącie. Największą więc inspiracją jest drugi człowiek, pokłady jego dobroci, delikatno ci, warto ci, wiedzy, inteligencji, przenikliwo ci. Basia w Częstochowie pokazała mi jako jedynej osobie szlaki Pamiętnika narkomanki. Wiedziała, ile to dla mnie znaczy. Tylko mi pokazała miejsca z kultowego pamiętnika. Ona przygotowywała mnie wtedy… Na przejęcie jej dorobku. Zabrała mnie też jako ostatniego przyjaciela na gr b Po wiatowskiej, zaprowadzała tam tylko pokrewne dusze. Jak wyszły my z cmentarza ustaliły my, że napiszemy wsp lną książkę – Zapiski zab jczyni. Tam jest utrwalona nasza przyja , za kt rą Basia mi podziękowała przed miercią, że zechciałam wybra się w podr ż poznawania jej. Przyja rodziła się w czasie, ale okazała się bardzo zażyła. Basia wychodziła wtedy z cmentarza, opowiadała jak jej się niła Marzena i m wiła Basi przez sen, by ją ratowała. Okazało się, że gr b Marzeny idzie do zniszczenia. Marzena za pała się, to znajoma z czas w, gdy toczy się fabuła pamiętnika (m wiły my r wnież o Ance Pi ro, Basia zdradziła mi sekrety). Basia zabrała mnie też do muzeum Po wiatowskiej, poznały my jej brata, obejrzały my poruszający film dokumentalny (ko czył się odchodzeniem Ha ki, czerpała z życia jak Basia). Było tyle chwil, kt re dawały mi przez Basię wielkie inspiracje. Nigdy o niej nie zapomnę. Od niej trwa linia Kota skiego, ona przejęła jego misję, dodała siebie, a Basia wyznaczyła, że wszystko mi powierza. Taka była jej wola, bardzo we mnie uwierzyła. To największa inspiracja, najlepszy przyjaciel życia. Wyobra sobie, że stajesz kt rego dnia obok Barbary Rosiek w miejscu, gdzie za słonecznego dnia w knajpie panuje ciemno – i tam Filip zrobił jej zastrzyk – stoisz obok Basi jako jedyna osoba, kt ra z nią tu była, stoisz w ciszy jako przyjaciel. To takie mocne do wiadczenia, że ich się nie zapomina, oddziałują tw rczo i zobowiązują. Mam książkę, kt rą Basia nazwała wsp łczesną wersją jej pamiętnika, to o moich znajomych z czas w gimnazjum gł wnie. Basia polecała mnie swojemu wydawcy, wyznaczając mnie jako kontynuację jej. [...]

Rozmawiała: Magdalena Koperska

MK: W tym roku ukaże się Twoja książka – proza funeralna o Basi Rosiek. Wiem, że nie było łatwo napisa książkę po mierci bliskiej osoby. Basia była Twoją przyjaci łką, a jednocze nie znaną pisarką i psychologiem (Barbara Rosiek - polska psycholog kliniczna, pisarka i poetka. Autorka m.in. Pamiętnika narkomanki). Książka "Krajobraz wiata po Ba ce eR" cho jest po więcona Basi, w dużej mierze jest Twoim sposobem na poradzenie sobie z traumą, ze stratą. Czy miała tego wiadomo w trakcie pisania? Czy pozwoliło to na ułożenie się ze miercią? KL: Siadłam i pisałam. To był dla mnie czas na przetrwanie sytuacji. Działałam, a najgorsza jest niemoc. Przez łzy cieszyłam się, bo szkicowałam portret Basi czule, delikatnie i z wdzięczno cią. Oddałam jej hołd, to był wręcz m j obowiązek. Tworzyłam książkę r żnorodnie, jest złożona jak Basi osobowo . Pisałam książkę tak, by jej się podobała. Wiem, że tak jest, bo długo z nią dyskutowałam swoje i jej teksty. Jest we mnie bardzo dużo Basi. Wybrała mnie na spadkobiercę. Są tam tre ci, kt re są bardzo ważne. Kto będzie szukał Basi – dużo tam znajdzie, ale trzeba wej w ten tekst i go poczu . Wiem, że niekt rzy mogą nie poczu tej książki, ale miała by taka. Będzie miała sw j czas. Wierzę w to. Już nikt nie pozna osobi cie Basi. Jak się ją poznało – ją się kochało jako człowieka, za jej głębokie zrozumienie, za artystyczne życie u jej boku. Najlepsze, co mogłam to sią i pisa po mierci Basi. Ta książka miała by wła nie taka, potem będą zbliżone do biografii. Wiedziałam, że dla Basi najcenniejsza będzie książka artystyczna, kt ra ukaże klimat jej odej cia, a zarazem pokaże jej dalsze trwanie. Spieszyłam się, bo dotąd czuję jak Basia przytula się do mnie ostatni raz – chciałam odda emocje, dużo swoich, ale nasze relacje były takie, że my już przenikały my się. Dużo jest we mnie Basi i mnie w niej – tam, gdzie ona teraz jest, w ko cu wyzwolona. Podkre lam, że to pierwsza moja proza. Są tam teksty, kt re Basia szalenie ceniła i bardzo mnie zachęcała do odważnej prozy. To po prostu moja książka, dedykowana Basi. [...] Cały wywiad dostępny na: www.anagram.com.pl Książka jeszcze w tym roku dostępna na: http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/cate gory/nowosci/zapowiedzi/ Książka powstała przy wsparciu

Katarzyna Anna Lisowska Ukończyła studia magisterskie w Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie w zakresie nauk społecznych (pedagogika) i humanistycznych (filologia polska). Studiowała przejściowo także historię w Uniwersytecie Jagiellońskim. Aktywny zawodowo pedagog i dziennikarka. Od 2013 roku, jej dojrzałego debiutu poetyckiego – aktywnie publikuje swoją twórczość, ale także prace naukowe. Bliska przyjaciółka Barbara Rosiek.

11


"Poezja jest sztuką, która za pomocą słowa nazywa świat. Nie chodzi jednak o świat empiryczny, w który zanurzamy się pogrążeni w czynnościach życiowych. Chodzi raczej o coś, co jest jego źródłem i pierwowzorem, o coś, czego empiryczny świat jest jedynie przejawem." Alan Migoń AK: Czym dla Ciebie jest poezja? AM: Poezja jest sztuką, która za pomocą słowa nazywa świat. Nie chodzi jednak o świat empiryczny, w który zanurzamy się pogrążeni w czynnościach życiowych. Chodzi raczej o coś, co jest jego źródłem i pierwowzorem, o coś, czego empiryczny świat jest jedynie przejawem. Przyjmijmy, że uważam poezję za opis – jakiejś ,,wyższej” - rzeczywistości, którą świat zewnętrzny zakrywa, zasłania, a która znajduje się „ponad” czy ,,poza” nim, choć zarazem się w nim uobecnia i przez niego ,,prześwituje”. Rzeczywistość ta daje się jednak odkryć najpełniej we wnętrzu (sercu) każdego człowieka. Tam należy jej szukać. Właśnie tam można ją odnaleźć i tam można jej doświadczyć. AK: Co Cię inspiruje? AM: Inspiruje mnie głównie historia filozofii – od starożytności po nowożytność. To w niej odnajduję pełne sensu, tętniące życiem, idee, obrazy, symbole i pratezy, które są w stanie mnie ,,zapłodnić”, promieniując na moją twórczość, ale i rzucając na nią przepastny cień. W tym sensie jestem tylko pośrednikiem i tłumaczem - czerpiąc z bezkresnego źródła, które wszystkim twórcom dało swój początek i życie, ukazuję jedynie ponadczasową mądrość ziemi. Ta zaś nigdy nie zostanie zgłębiona do końca.

Rozmawiała: Agnieszka Krizel TU KUPISZ:

http://sklepwydawnictwaanagram.mozello.pl/skle p/item/nowosci/perla-icien---alan-migon-1/

Tomik "Perła i cień" ukazał się dzięki wsparciu Fundacji Vita Brevis www.vitabrevis.org.pl

12

AK: Kto jest dla Ciebie wzorem, po czyją poezję sięgasz najczęściej i najchętniej? AM: Czytam głównie klasyków. Zarówno poezji, jak i filozofii. Uważam, że czytanie ,,geniuszy” jest jedyną drogą do tego, żeby własna twórczość była brzemienna w treść i znaczenie, oraz by kiedyś udało się stworzyć coś naprawdę twórczego, coś, co będzie miało szansę przejść do historii. AK: Co wyróżnia poezję współczesną od tej klasycznej? Albo odwrotnie. Jakie zauważasz różnice, jakie zależności, jakie punkty wspólne? AM: Palącym problemem, który dostrzegam, jest fakt, że współczesna poezja przedstawia się często jedynie jako zabawa słowem. Poeci przestali wyrażać konkretną treść, tworzyć nowe sensy, pisać z przesłaniem. Współcześni kryją się za ironią, zdystansowali się i zrezygnowali z przekazywania nauki, z mądrości. Nie starają się już odkrywać i zgłębiać nowych światów. Porzucili służbę około tego, co pierwsze i zasadnicze. AK: Czy poezja współczesna ma szansę się obronić w chaosie informacyjnym, trudnym położeniu literatury w ogóle? AM: Historia toczy się kołem i lubi przemiany. Wierzę, że nastanie jeszcze czas, kiedy zrodzą się szaleńcy, którzy zburzą świątynię, by wznieść ją na nowo. AK: O czym jest Twój ostatni tomik? Czym on jest dla Ciebie osobiście? AM: Perła i cień jest próbą poznania i zgłębienia niepoznawalnego, próbą wypowiedzenia niewypowiadalnego. Jest manifestem, w którym mądrość filozofów schodzi na ziemię, wraca do swych źródeł i początków – zostaje ujęta w poetycką formę. Jest dziełem, w którym filozofia i poezja ponownie się jednoczą. Jest wybuchem gwiazdy, z którego rodzą się niezliczone światy. AK: Coś od siebie dla czytelników: AM: Gnōthi seauton.

ALAN MIGOŃ

Poeta urodzony w 1994 roku w Krakowie. W latach 2010-2013 był uczniem dr. Artura Rodziewicza w 21 Społecznym Liceum Ogólnokształcącym im. Jerzego Grotowskiego w Warszawie, gdzie poświęcał się studiom nad starożytną filozofią grecką. W latach 2014-2017 asystent prof. Jerzego Prokopiuka. Wtedy też pozostawał związany z warszawskim klubem ,,Gnosis”, w którym odbył się wieczór promocyjny jego pierwszej książki – zbioru wierszy i poematów pt. Wieniec i burza, wydanego w 2017 r. nakładem wydawnictwa Imprint Media. Był także czynnym uczestnikiem Akademii Platońskiej – współczesnej Letniej Szkoły Platonizmu, kierowanej przez dr. Andrzeja Serafina. Jej pierwsza edycja odbyła się 1-9 lipca 2017 r. w Lanckoronie pod Krakowem, gdzie też sympatycy Platona spotykają się aż do dnia dzisiejszego. Autor nie poprzestaje na twórczości poetyckiej – od wielu lat pracuje nad dziełem filozoficznym pt. Samowiedza absolutu, które ma stanowić rekonstrukcję rozumienia tytułowego pojęcia w obrębie historii filozofii.


Nr 3 listopad - grudzień 2020

"Hotel Wielkie Prusy" to ogniwo łączące mnie z Polską, krajem, który od dawna jest mi bardzo bliski. Poza tym obiecałem kiedyś swoim polskim przyjaciołom, że ta książka powstanie. Słowa, jak widać, dotrzymałem. BOHDAN KOŁOMIJCZUK AK: Bogdanie. Niebawem polska premiera Twojego kryminału retro "Hotel Wielkie Prusy", nakładem Wydawnictwa ANAGRAM. Książka ukazała się już na rynku ukraińskim. Jak została przyjęta przez ukraińskich czytelników, jakie są Twoje nastroje związane z polską premierą? BK: Lwowski komisarz Adam Wistowicz – główny bohater powieści „Hotel Wielkie Prusy” – jest już dość znaną postacią literacką na Ukrainie. W ostatnich latach pojawiło się kilka tytułów, które łącznie tworzą spójną serię jego przygód. Wistowiczowi udało się zyskać sympatię licznego grona czytelników, które czeka na kolejną książkę, a później, co mnie szczególnie cieszy, dość aktywnie ją omawia. Oczywiście odczuwam pewną tremę przed debiutem w Polsce, ale po cichu liczę na uwagę i życzliwość również polskich czytelników. AK: Czym dla Ciebie w ogóle jest ta powieść? BK: Jest to ogniwo łączące mnie z Polską, krajem, który od dawna jest mi bardzo bliski. Poza tym obiecałem kiedyś swoim polskim przyjaciołom, że ta książka powstanie. Słowa, jak widać, dotrzymałem.

AK: Skąd w ogóle pomysł na tę książkę? Dlaczego akurat kryminał? BK: Pomysł, aby powstała ta książka nie należy do mnie, lecz do mojego poznańskiego przyjaciela Ryszarda Kupidury, organizatora znanego festiwalu „Ukraińska Wiosna”, który nawiasem mówiąc przetłumaczył tę powieść na język polski. W 2017 miałem przyjemność być gościem festiwalu i mieszkać przez pewien czas w Poznaniu. Miałem zatem znakomitą możliwość, żeby zapoznać się z miastem i poczuć jego atmosferę. Miało to pierwszorzędne znaczenie podczas pisania tekstu. AK: Co było najtrudniejsze w kreowaniu tej historii? BK: Szczerze mówiąc, to najbardziej bałem się zagrać na fałszywą nutę. Na przykład wykorzystując słowo, które sto lat temu nie funkcjonowało w użyciu. Taki błąd nieodwracalnie psuje tekst, dlatego też mam zwyczaj kilkukrotnie czytać swoją książkę po jej napisaniu.

Bohdan Kołomijczuk (ur. 1984) – ukrai ski pisarz, autor powie ci historycznoprzygodowych i kryminalnych. Tw rca serii opowiada po więconych przygodom komisarza Adama Wistowicza, kt rych akcja dzieje się najczę ciej we Lwowie na początku XX wieku. W ostatnich latach ukazały się m.in. „Ludwisarz. Igrzyska wielmożnych” (2013), „Tajemnica Ewy” (2014), „Więzienie dusz” (2015), „Niebo nad Wiedniem” (2015), „Wizyta doktora Freuda” (2016), „Kr l b lu” (2017), „Mozart z Lembergu” (2018).

AK: Adam Wistowicz - komisarz polskiej wersji książki, główny bohater "Hotelu Wielkie Prusy". Jaki on jest, jeśli mógłbyś go chociaż trochę scharakteryzować potencjalnemu czytelnikowi. BK: Trudno powiedzieć o Wistowiczu, że to sympatyczny jegomość. Jest dość grubiański, ma problemy z alkoholem, kobietami i własnym szefem. Oprócz tego ma paskudny charakter. Pomimo tego jest jednak znakomitym śledczym, który zawsze stoi po stronie dobra. Ze swoich zadań wywiązuje się bez zarzutu, chociaż trzeba przyznać, że nie przebiera specjalnie w środkach. Wistowicz jest raczej antybohaterem. Walcząc z przestępcami, sam staje się do nich podobny. AK: Wiem, że jesteś wielbicielem retro kryminałów. Po czyje książki sięgasz najchętniej? BK: Jeśli mówimy o polskich autorach, to bardzo chętnie czytam książki Marcina Wrońskiego, Marka Krajewskiego, Ryszarda Ćwirleja i innych.

cd.

13


AK: Trudno było oddać klimat powieści? Z jakich źródeł czerpałeś informacje o tamtych czasach? BK: Jedną z zalet współczesności jest to, że wiedza staje się ogólnodostępna. Zbiory bibliotek i archiwów są w ogromnej mierze zdigitalizowane i można się z nimi zapoznać bez wychodzenia z własnego pokoju. To ogromny komfort, bo bywa, że prasa, dokumenty czy stare fotografie dotyczące Wielkopolski czy Galicji znajdują się setki kilometrów od ich stolic. Tymczasem jedynie z ich pomocą można odczuć ducha czasu. Swoja drogą, ostatnio łapię się na tym, że najbardziej lubię czytać ogłoszenia w gazetach sprzed stu lat. Może się to wydać dziwne, ale z tych małych tekstów, z ich lakoniczności, a niekiedy nawet dwuznaczności można czasem zaczerpnąć więcej niż z obszernego artykułu napisanego przez doświadczonego dziennikarza. OKIEM TŁUMACZA

AK: "Hotel Wielkie Prusy" to nie jedyna Twoja książka. Pisanie której sprawiło Ci największą radość, jako pisarzowi, a która wymykała się przyjętym przez Ciebie konwencjom? Jak w ogóle wygląda Twoja praca nad książką? Masz z góry ustalony plan, czy raczej poddajesz się temu, co przyniesie tok pisania? BK: Uważam, że należy pisać jedynie wówczas, kiedy sprawia to przyjemność. W przeciwnym wypadku wyjdzie nie powieść, a stenogram. Unikam tego rodzaju „smutnego” pisania, kiedy zmuszają do niego okoliczności np. w postaci podpisanego kontraktu. Mam też świadomość, że pisząc książkę przeżywam emocje, które już nigdy więcej się nie powtórzą. Tym samym każda książka jest dla mnie szczególna. Gatunek, w którym tworzę, wymaga ode mnie, rzecz jasna, planu i obmyślenia fabuły zawczasu. Jednak nie oznacza to, że nie pozwalam sobie niekiedy na zmiany w trakcie opowiadania historii. Czasami mnie samego to zaskakuje.

AK: Planujesz jeszcze wydawanie książek po polsku? BK: Naturalnie, jednak wszystko zależy od tego, czy mój debiut spotka się z życzliwym przyjęciem ze strony polskich czytelników. W tym roku we Lwowie ukazała się kontynuacja „Hotelu Wielkie Prusy” zatytułowana „Ekspres do Galicji”. Mam nadzieję, że ona również zostanie wkrótce przetłumaczona na język polski.

AK: Coś od siebie dla czytelników: BK: Życzę Państwu i sobie powrotu do offline. Wierzę, że wkrótce wrócimy do zwykłych rzeczy, które przynoszą nam tak wiele radości, że znowu będziemy mogli przekraczać granice, spotykać się na wieczorach autorskich, poznawać i dzielić się swoimi doświadczeniami. Póki co jednak dbajmy o siebie i czytajmy książki.

Rozmawiała: Agnieszka Krizel Tłumaczenie z ukrai skiego: Ryszard Kupidura

Na własne życzenie strywializowaliśmy tak wiele potrzebnych i ważnych myśli, że uniknięcie szablonowości w pytaniu o stosunek do wykonanej pracy staje się wręcz niemożliwe. Bo co, jeśli napiszę, że „mój stosunek do tego tłumaczenia jest niezwykle osobisty?” Brzmi to przecież tak niewiarygodnie i tchnie taką marketingową tandetą, że nikt nie będzie chciał tego dalej czytać. Ale co, jeśli on naprawdę taki jest? Obronić mnie przed oskarżeniem o banał mogą chyba tylko solidne dowody, a tych na szczęście uzbierać mogę sporo. Przede wszystkim Bohdan Kołomijczuk jest moim przyjacielem, który od początku naszej znajomości imponuje mi pracowitością, sumiennością, racjonalnością, punktualnością i jeszcze wieloma innymi cechami, które odruchowo lokujemy na Zachód od naszego słowiańskiego podwórka. Oprócz tego, zapraszając Bohdana na rezydencję literacką w 2017 roku do Poznania, przyczyniłem się trochę do powstania „Hotelu Wielkie Prusy”. Przyznaję, że miałem obawy, czy to dobry pomysł. Bo jednak była to ingerencja w harmonijnie rozwijającą się jak dotąd karierę pisarza. Każda kolejna książka Bohdana była coraz bardziej zauważalna na ukraińskiej scenie literackiej i coraz wyżej notowana w rankingach. Winiłbym siebie, gdyby poznańska przygoda Wistowicza okazała się czymś nienaturalnym, gdyby – jak mawia sam Bohdan – powstała na fałszywą nutę. Szczerze mówiąc, moje obawy ustały dopiero wówczas, kiedy przeczytałem, że książka została nominowana do prestiżowej ukraińskiej nagrody literackiej. Późniejsze pozytywne recenzje czytelników już tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że pomysł był trafiony. Polski przekład był niejako naturalną kontynuacją tego pomysłu. Co ciekawe, nie szukaliśmy z Bohdanem wydawcy i nie prowadziliśmy żadnych rozmów w tym kierunku. Bardzo to naiwne, ale myślałem, że w tej historii, w której wszystko odbywa się lekko i harmonijnie, również ten etap powinien odbyć się bez sztucznej presji. No i o dziwo stało się. Na początku marca tego roku, na parę dni przed pierwszym lockdownem, na Targach Książki w Poznaniu pojawiła się Magda Koperska, by promować książkę Oleha Poliakova „Niewolnice i przyjaciele pani Tekli” – pierwszą przygodę „Anagramu” z ukraińską powieścią. Po prezentacji wypiliśmy z Magdą kawę, po której stało się jasne, że na pierwszej przygodzie się nie skończy. Kilka dni później zaczęliśmy szykować wniosek na konkurs do Ukraińskiego Instytutu Książki… Samo tłumaczenie sprawiało mi ogromną przyjemność, tym bardziej, że poszczęściło mi się zarówno co do autora, jak i redaktorki – Katarzyny Kusojć. Język Bohdana odpowiada dokładnie jego cechom charakterologicznym, które przywołałem wyżej. Rusztowanie, na którym opiera swoje teksty jest zawsze solidne i stabilne. Pomimo wyszukanego stylu (chwalą go za to ukraińscy krytycy), jego język pozostaje przejrzysty i zrozumiały. A Katarzyna? Hmm… nie wiem, czy to udana metafora, ale od samego początku jej ingerencja w mój przekład przypominała mi troskę rodzica, który w pokoju obkleja taśmą piankową wszystkie możliwe kąty i ostre krawędzie, żeby dziecko czuło się w nim bezpiecznie. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że z takim autorem i taką redaktorką czułem się niezwykle bezpiecznie. Nawet tłumacząc kryminał… AUTOR: RYSZARD KUPIDURA

14

dr Ryszard Kupidura – wschodoznawca, ukrainista, tłumacz, adiunkt Zakładzie Ukrainistyki Instytutu Filologii Rosyjskiej i Ukrai skiej na Wydziale Neofilologii UAM. Animator polsko-ukrai skiej wsp łpracy kulturalnej. Jest byłym wsp łpracownikiem Konsulatu Honorowego Ukrainy w Poznaniu. Od 2010 roku wiceprezes Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Polska-Ukraina” w Poznaniu, organizującego m.in. coroczny festiwal „Ukrai ska Wiosna”.

Fot. Weronika Loba


KSIĄŻKA OTRZYMAŁA WSPARCIE: PATRONAT HONOROWY

Powie Bohdana Kołomijczuka "Hotel Wielkie Prusy" ukazała się dzięki grantowi Ukrai skiego Instytutu Książki

Partnerzy wydania

15


PARTNERZY WYDAWNICTWA/MECENASI KULTURY

Szczypta Luksusu to autorski portal redaktor naczelnej magazynu Imperium Kobiet - Ilony Adamskiej. Stworzony z myślą o Czytelnikach, którzy cenią sobie wysokiej jakości artykuły. Serwis stawia na unikalne treści i ekskluzywne rozmowy z cenionymi osobistościami ze świata mediów, kultury, sztuki i sportu. To potężna dawka wskazówek i inspirujący zbiór drogowskazów, które każdej kobiecie wskażą drogę do czerpania radości z życia, osiągnięcia własnych celów oraz poczynienia kolejnych kroków otwierających drzwi do sukcesu i małych prywatnych zwycięstw. To skarbnica kobiecych inspiracji, autorytetów, klucz do wygranej potyczki z własnymi słabościami. Stałe działy portalu to m.in. WYWIADY, FELIETONY, PORADY EKSPERTÓW, MODA, REKOMENDACJE czy STREFA CZYTELNIKÓW (publikująca treści tworzony przez osoby czytające serwis). Wydawcą strony jest Agencja Wydawniczo-Promocyjna I.D.MEDIA. https://szczyptaluksusu.pl/

Polecamy! Jeśli myślisz, że o zarządzaniu ludźmi wiesz wszystko, jesteś w błędzie! Książka "Jak zarządzać ludźmi, by nasz biznes dobrze prosperował" Svyatoslava Biryulina rozwieje Twoje wszelkie wątpliwości! Svyatoslav Biryulin urodził się i dorastał w Rosji, gdzie zdobył do wiadczenie menedżerskie w prywatnym biznesie. Obecnie mieszka i pracuje w Ljubljanie na Słowenii. Jest dyrektorem i wła cicielem firmy konsultingowej KVAN, specjalizującej się w opracowywaniu strategii i marketingu dla firm z całej Europy. Posiada dyplom MBA z Zarządzania strategicznego, a także certyfikat IoD Instytutu Dyrektor w (The Institute of Directors) – najstarszej brytyjskiej organizacji biznesowej dla dyrektor w firm, profesjonalnych lider w biznesu i przedsiębiorc w – z zarządzania korporacyjnego. Napisał kilka książek o zarządzaniu strategicznym i przyw dztwie. Jest ekspertem od strategii zar wno biznesowej, jak i życiowej, trenerem biznesu i m wcą motywacyjnym.

Książka dostępna również jako e-book! 16

http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/item/pro za/jak-zarzadzac-ludzmi-by-naszbiznes-dobrze-prosperowal--/


LISTOPAD - GRUDZIEŃ 2020 | NR 3

"...literatura jest dla mnie sprawą poważną – to nie jest dziedzina „odreagowywania” prozy egzystencji poetycko cią przygody. Powiem więcej: literatura jest dla mnie do wiadczeniem fundamentalnej nieokre lalno ci." EKSLUZYWNY WYWIAD Z KAROLEM SAMSELEM

Fot. Łukasz Szyma ski Karol Samsel (ur. w 1986 r.) – poeta, krytyk literacki, filozof, doktor habilitowany nauk humanistycznych. Adiunkt w Zakładzie Literatury Romantyzmu i kierownik Pracowni Historii Dramatu 1864-1939 Wydziału Polonistyki UW, doktorant w Instytucie Filozofii i Socjologii UW oraz członek Polskiego Towarzystwa Conradowskiego. Redaktor działu esej w i szkic w w kwartalniku literacko-kulturalnym „eleWator”. W ostatnich latach nakładem szczeci skiego wydawnictwa FORMA wydał tomy wierszy Więdnice (2014), Prawdziwie noc (2015), Jonestown (2016) i Z domami ludzi (2017), a także wieloczę ciowy poemat Autodafe (czę 1 – 2018, czę 2 – 2019, czę 3 – 2020, czę 4 i 5 w przygotowaniu). W tej chwili pracuje nad powie cią. Na stronie FORMY prowadzi blog „NOTES Karola Samsela”: http://www.wforma.eu/notes-karolasamsela.html.

AK: Panie Karolu. Jest Pan poetą, literaturoznawcą, filozofem, doktorem nauk humanistycznych. Kiedy i od czego zaczęła się ta „przygoda” z szeroko pojętą literaturą? K.S. Och, trudno o słowo bardziej niefortunne aniżeli „przygoda”. „Przygoda” z literaturą? To brzmi fatalnie, sugeruje jaką awanturniczą, łotrzykowską, a nawet – piknikową atmosferę. Literatura nie jest i nigdy nie była jakim „przygodowym” elementem mojego życia. Raczej stanowiła życie samo w sobie, w swojej esencji, w rdzeniu, domenę, kt ra pochłaniała wszystko, co było w swoim ladzie genowym, że się tak wyrażę, cho by ladzie najmniejszym – nieliterackie. Nie mam poczucia jej toksyczno ci, wręcz odwrotnie, przez lata wyrobiłem w sobie raczej poczucie toksyczno ci „przygodowc w”, literat w „przygodowych”, będących zawsze w zewie, jak Pani to ujęła, literackiej „przygody”, „łowc w przyg d”. Ujmijmy to najpro ciej jak potrafię: literatura jest dla mnie sprawą poważną – to nie jest dziedzina „odreagowywania” prozy egzystencji poetycko cią przygody. Powiem więcej: literatura jest dla mnie do wiadczeniem fundamentalnej nieokre lalno ci. AK: Jaka jest wsp łczesna poezja? KS: Ta lepsza i mimo wszystko wciąż przejmująca? Bardzo zagubiona. Przejęta ironiczną grą z rzeczywisto cią, przymierzająca kostium za kostiumem z jednym jedynie wyjątkiem – nigdy nie założy raz zrzuconego płaszcza Konrada, ten przecież stale identyfikuje z patosem, kt ry należałoby egzorcyzmowa , z poetą, kt rego należałoby przykładnie, po plato sku wygna z pa stwa. Nie ma po r d niej diagnost w, są w zamian za to tricksterzy: to za ich sprawą figurą polskiego losu na powr t staje się Sta czyk, Disneyland, „Hłaskoland”. Zapyta należałoby jednak o to przede wszystkim, czy na figurze Sta czyka dałoby się przeprowadzi głęboki eksperyment literacki? Dlaczego, je li już młodzi poeci „reaktywują” mitologie historycznoliterackie, wybierają te powierzchniowe albo podpowierzchniowe, co więcej – przyswajają je nask rkowo, zasadzając się na czym w rodzaju ducha ducha – jak powiedziałaby Agata BielikRobson – albo powierzchni powierzchni.

AK: Dzisiaj, w tym trudnym czasie pandemicznym, literatura jest wystawiona na wielką pr bę. Od jakiego czasu słyszy się, że wydawcy przeżywają trudny okres, a jednocze nie spogląda się na duży wzrost zainteresowania książkami ze strony czytelnik w. Jak to wła ciwie jest? Czy książki są i będą lekarstwem na niepokoje ludzkie? KS: Proszę mi wybaczy , ale spos b formułowania pyta z g ry zakłada już tezy, na kt re nie mogę przysta . Stąd m j protest. Książki nie powinny uchodzi za lekarstwo na niepokoje ludzkie, książki te niepokoje powinny wznieca i eskalowa . Oczywi cie, nie przeczę, że istnieją oklejone okładkami lekarstwa, ale to nie o ich los powinni my się troszczy najbardziej. M wię w ten spos b, bo wyczuwam przebijającą z Pani pytania troskę, między innymi – całkowicie zrozumiałą troskę o wydawc w. R wnież ja ją podzielam, ale proszę – nie nazywajmy trudnego losu autor w, wydawc w, animator w kultury – pr bą literatury. To pr ba człowiecze stwa, owszem, pr ba zawodu, przede wszystkim, ale nie pr ba artyzmu. Pr ba literatury za zdaje mi się rzeczą najzupełniej intymną, literatura umiera nam w rękach, nie na ustach, czasem – ginie na skutek naszej demagogii, gdy „demontujemy” ją na przyjazne, bardziej poręczne, ergonomiczne czę ci – tak, aby jej uwierająca cało przestała w og le istnie . Dlatego wła nie nie godzę się na poręczno stosowanych tu sformułowa : „przygoda z literaturą” czy „literatura jako lekarstwo na niepokoje ludzkie” to hasła z nazbyt kompromisowego słownika odbioru, w kt rym adresat dzieła i jego konsument stają się jednym i tym samym. To, jak już wspomniałem, demagogia.

17


AK: Literatura przetrwa ten czas bez szwanku? KS: Oczywi cie, że nie przetrwa… Pandemia sprawia, że literatura odwraca się od naturalnych, wysokich zada i zmuszona jest przysta na więzienie w tera niejszo ci – to najprostsza droga do utraty jej uniwersalno ci. Perspektywy zaangażowania w tera niejszo sprawiają, że łatwo upajamy się aktualizacjami, niczym narkotykiem: aktualizujemy wiersze, oznaczamy datacje, przepłukujemy fikcje znakami wodnymi naszych do wiadcze dop ty, dop ki te nie stracą wszystkich cech znaczących, etc. Niepok j czas w takich, jak te sprzyja myleniu dora no ci, aktualno ci oraz uniwersalno ci. Żaden moment nie staje się uniwersalny tylko przez to, że go poetycko celebrujemy. Tymczasem w czasie takim, jak ten – napawa się naszą praktyką symbolotw rczą, celebrowa i uniwersalizowa chcieliby my niemal wszystko. I tak wła nie uważam, proszę mi m j pesymizm wybaczy – literatura nie przetrwa tego czasu nietknięta. AK: Jaki jest w og le portret wsp łczesnego czytelnika? Czego poszukujemy w literaturze, czego Pan poszukuje w literaturze? KS: A jaki jest portret wsp łczesnego autora? To, czego poszukuję w literaturze, odnajduję we wsp łczesnym pisarstwie niebywale rzadko. Nie formułuję z tego powodu zarzutu pod adresem wsp łczesnej literatury, cenię jednak w spos b nietypowy, niebanalny, kontrowersyjny – dla przykładu mizantrop w takich, jak Houelllebecq, dużo bardziej niż działaczy i animator w takich, jak Tokarczuk. Ufam wycofaniu, intuicyjnie zmierzam w tym kierunku, z kt rego usłyszę oskarżenia, oburzenie czytelnik w – o bezpodstawny ich zdaniem solipsyzm, egotyzm, skandaloholizm, hermetyzm pisarza. Takiemu wła nie arty cie przyglądam się uważniej, zdecydowanie bardziej ufam tym bowiem, kt rzy tłumy do siebie zniechęcają aniżeli tym, kt rzy go za sobą pociągają. Panicznie boję się mistagog w, kt rzy chcieliby zaszczepi we mnie iluzję. Im ta iluzja byłaby przenikliwsza, im bardziej inteligentna, przebiegła, tym bardziej bałbym się jej architekt w czy depozytariuszy.

AK: Jest Pan redaktorem tomiku Prowincja noc J zefa Czechowicza. Co jest urzekającego w jego poezji? Czego powinni my upatrywa w wierszach jednego z klasyk w polskiej poezji? KS: Systemu, droga Pani. To wielka sztuka umie dostrzec system w tak subtelnym i kruchym poetyckim ekosystemie, jakim jest poezja J zefa Czechowicza. Oczywi cie, zmuszony jestem wytłumaczy się, z tego, co mam na my li, m wiąc: „dostrzec system”. Czyżbym chciał zr wnywa jedną z najwybitniejszych polskich reprezentacji poetyckich dwudziestolecia 1918-1939 z filozoficzną spekulacją (system Hegla, Kanta, Spinozy)? Jak potraktowa płomie wodą, by go tą wodą nakarmi ? Nakarmi wodą płomie ? Trudno chyba o większą niedorzeczno ? Wła nie nie. Moje marzenie jest marzeniem o wiecznej historii literatury – w kt rej Czechowicz nie jest odosobnioną wyspą, nie ma "wyspy Czechowicz", lecz archipelag, w kt rym system wzmacnia krucho oraz ją osłania. Boję się, że bez tego krucho Czechowicza, Norwida oraz wielu innych będziemy czci , fetyszyzowa , gettoizowa . Bezwzględnie oraz bezwyjątkowo. Co chyba oznacza – że przestałem wierzy w człowieka, w jego ponadbiologiczną naturę. Tak, nie powinienem waha się tego powiedzie gło no.

http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/item/ miniatury/prowincja-noc--jozef-czechowicz/

AK: Czego wsp łcze ni poeci powinni uczy się od klasyk w, wła nie takich, jak Czechowicz? KS: M j Boże, wszystkiego. Proszę nie oczekiwa , że odpowiem Pani na podobnie uog lnione pytanie precyzyjnie, matematycznie – wyliczając jaki podręczny katalog cn t pisarskich wielkiej literackiej tradycji. Odbiorca może te cechy nazywa cnotami, atrybutami, czy nawet szerzej – powinno ciami pracy artystycznej, owszem, jednak z perspektywy tw rcy, z wnętrza jego dramatu – mianowanie podobnego rodzaju byłoby zbrodnią na własnym dziele. Proszę mnie wła ciwie zrozumie , nie namawiam podobnymi słowy do stałego, zapewne demoralizującego przebywania poza kręgami wszelkich warto ci, w jakim nietzschea skim „poza dobrem i złem”. Nalegam raczej na obronę „Ja”, podczas kiedy Pani zapytuje o terminowanie w szkołach klasyk w, tj. o rzecz r wnie ocalającą, w mojej opinii, co niebezpieczną. AK: Co winni my rozumie pod pojęciem „kultura słowa”? KS: Ja akurat pod tym pojęciem rozumiem co niezwykle konkretnego i namacalnego – Kotlarczykowski Teatr Żywego Słowa w Krakowie, ponieważ za czas w studenckich, marząc jeszcze o aktorstwie teatralnym, trafiłem wła nie do tego teatru, a wła ciwie – teatru wsp łczesnych spadkobierc w idei Kotlarczyka. Zagrałem tylko raz – kilkudziesięciominutową rolę młodego Maksymiliana Kolbego w spektaklu, z kt rym zwiedzili my cały ląsk i Małopolskę, grając w ko ciołach, domach kultury, domach zakonnych. Młodego Kolbego, cały jego franciszkanizm, grałem dostojewszczyzną, za co byłem stale (bardzo słusznie) obsztorcowywany. Ta przydługa opowie może by kluczem: „kulturę słowa” identyfikuję ze wiatem, do kt rego nie dorastam, wiatem stabilnej aksjologii i ustalonych warto ci, w kt rych nie wolno mi partycypowa , nie wsp łtworzyłem ich bowiem. Zawsze będę tego terminu broni – ale przede wszystkim jako jego odbiorca, jego (je li mogę się tak wyrazi ) postronny obserwator. Nie czuję się w żadnej mierze uczestnikiem „kultury słowa”. By może – przede wszystkim jako tw rca poematu Autodafe – uważa się winienem za uczestnika „natury słowa”, „kontrkultury słowa” albo (jeszcze inaczej) „kultury / kontrkultury milczenia”. „Kulturę słowa” (kt ra w mojej głowie niezmiennie konkretyzuje się w jakim kotlarczykowskim kształcie) traktuję niczym wspomnienie Edenu, z kt rego zostałem wygnany w wiat duchowej dojrzało ci.

AK: Jak Pana zdaniem zmienia się język literacki? Czy ta zmiana zmierza w dobrym kierunku? KS: Postrzegam jego regres… Wida go najwydatniej, kiedy stykamy się z tomem przekraczającym granicę aktualnej ekspresji literackiej w spos b naturalny, niewymuszony – kiedy inny poeta, ta cząc, łamie karki innych poet w. Wiem, że nie zgodziłby się na tę metaforę (bo napisał tom o dobru i wietle, w zupełnie nie nietzschea skim znaczeniu), ale takim wła nie tomem był dla mnie w ostatnich tygodniach Metaf Wojciecha Kassa. Delektowałem się nim. Powstało w Metafie przecudowne dla mnie złudzenie jakiej niedotykalnej dotykalno ci, a może inaczej – wej cie na drugie piętro przezroczysto ci, gdzie dochodzi już do potężnych, superwenientnych konkretyzacji – i do materializacji symbolicznie wyartykułowanego uniesienia, gdzie się już szybuje. Kass osiągnął to metodami ascezy formalnej, na kt re nie będzie mnie już sta , obrałem bowiem inny azymut, przy wieca mi raczej metoda p nego Becketta. Dla niego mistrzostwo było efektem ubocznym wszelkich strategii, mistrzostwo stanowiło margines, prowincję, „miejsca, gdzie diabeł m wi dobranoc” map jego uniesienia. W ostatnich latach jego życia nie chodziło o mistrzostwo w og le. Szło – o przetrwanie. O przetrwanie literackich dyspozycji, nie – o wie czenie i wyka czanie artykulacji.

18

„W zbiorze Prowincja noc wierszom towarzyszą rękopisy, odręczne rysunki poety, odcinki trudnych do rozpoznania partytur, które sporządzał, fotografie – tak, jakby były zwierciadłem, szkłem weneckim, za którym autor przepięknej Tereski z Lisieux się pojawia. Co z tego, że na chwilę, na mgnienie, na słowo – skoro nadchodzi, skoro nadpływa, aby nas wszystkich wyzwolić”.– Karol Samsel

Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała: Agnieszka Krizel


"Moją największą inspiracją są ludzie i ich reakcje na otoczenie, to co mówią, jak również co przekazują w formie komunikacji niewerbalnej. Człowiek to jest fascynujący twór danej kultury, kraju, orientacji czy też danej rodziny jako podstawowej komórki społecznej. W moim pisaniu wykorzystuję zarówno moje doświadczenie zawodowe nauczycielki i prywatne oczywiście, jak również wiedzę z zakresu socjologii i kulturoznawstwa." MK: Czym dla Ciebie jest pisanie? MG-B: Pisanie to jak wypełnianie przysłowiowego kielicha w moim przypadku. Zaobserwuję co , co się dzieje, mam pomysł i jak się to wszystko uzbiera i już wylewa po brzegi, czyli po prostu miarka się przebiera i nie mogę już wytrzyma , bo nie należę do cierpliwych os b, wtedy dopiero zaczynam to przelewa w formę felietonu, wiersza lub sztuki teatralnej. Uwielbiam słowo. Jest to chyba takie zboczenie zawodowe, ponieważ jako nauczycielkę języka angielskiego i tłumaczkę zawsze fascynowało mnie słowotw rstwo i niesamowita elastyczno język w, wok ł kt rych się obracam. Pisanie to jest po prostu okazja by wyrazi moje zdanie i by nie musie wchodzi w polemiki czy obronę mojej opinii, ponieważ nie muszę mie racji, a pomimo to zapisuję co widzę i co słyszę, taka lingwistyczna antropologia po swojemu. Studiowałam też socjologię, co bardzo mi pomaga w życiu i zbieraniu pomysł w do opisania. Według pewnego przysłowia chi skiego jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc sł w. Dla mnie z kolei słowo się wizualizuje i jest warte tysiąc obraz w.

MK: Co Cię inspiruje? MG-B: Moją największą inspiracją są ludzie i ich reakcje na otoczenie, to co m wią, jak r wnież to co przekazują w formie komunikacji niewerbalnej. Człowiek to jest fascynujący tw r danej kultury, kraju, orientacji czy też danej rodziny jako podstawowej kom rki społecznej. W moim pisaniu wykorzystuję zar wno moje do wiadczenie zawodowe nauczycielki i prywatne oczywi cie, jak r wnież wiedzę z zakresu socjologii i kulturoznawstwa. Z reguły natchnienie przychodzi w formie słowa lub zdania wypowiedzianego przez kogo w danym momencie i sytuacji - taki bodziec do rozbudowania tego co usłyszałam i zobaczyłam i straszna chę dodania do tego wielokrotnych znacze . Autorka w humorystyczny sposób wydobywa z codziennych czynności polskie stereotypy. Akcja toczy się w podzielonym na dwie części mieszkaniu, które znajduje się w przedwojennej kamienicy wybudowanej przez ojca dla dwóch córek. Gdzieś w Bydgoszczy, około 2005 roku. Główne postaci to stare małżeństwo. Autorka w niecodzienny i wnikliwy sposób pokazała reakcje małżonków na środowisko, w którym się obracają, na ich własne życie. Nostalgiczne podejście do PRL-u i historii prywatnej. W sztuce pojawiają się także wnuczki oraz przypadkowe osoby.

Maria Gulczy ska-Baci bydgoszczanka, rocznik 1980, uko czyła filologię angielską i literaturoznawstwo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiowała socjologię na University of Edinburgh i zrobiła specjalizację z nauczania języka angielskiego na Arizona State University (ASUOnline). Mieszkała w Wielkiej Brytanii i Senegalu. Była kelnerką, socjologiem i aktorką. Obecnie mieszka z mężem we Włoszech, gdzie pracuje jako nauczycielka angielskiego i tłumaczka, pisze dramaty, wiersze i okazjonalnie felietony. W wolnych chwilach ta czy liniowe ta ce country w grupie tanecznej Mad Boots. "Kwa ne Winogrona i Słodkie Cytryny" to jej trzeci dramat. Dramaty Toubab Land i Reality in Translation są dostępne: http://amazon.com/author/mariagulczynska.

Sztuka sceniczna dostępna: http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/item/now osci/kwasne-winogrona-i-slodkiecytryny---maria-gulczynska---baci/

19


MK: Twoje literackie fascynacje. MG-B: Bardzo trudne pytanie - lista jest długa. By nie przesadzi powiem tylko, że ja się fascynuję językiem z punktu widzenia socjologicznego (nie jestem językoznawczynią), więc dla mnie liczy się słowo wypowiedziane, dialog i co sobą reprezentują, dlatego też uwielbiam sztuki teatralne, dramaturgie. Oczywi cie nie może oby się bez Szekspira czy tez Harolda Pintera jako zadanie domowe, Pam Gems, kt rej “Dead Fish czyli Dusia, Ryba, Wal i Leta” widziałam 3 razy w Teatrze Bydgoskim owego czasu, Caryl Churchill i jej “Top Girls”, ostatnio Lucy Kirkwood. Staram się by na bieżąco i dlatego co roku jadę na Fringe - festiwal teatru w Edynburgu. Moje życie podkłada mi r żne fascynacje literackie. Podczas mojego pobytu w Senegalu zafascynował mnie Wole Soyinka nigeryjski pisarz i dramaturg, p niej w Szkocji Alexander McCall Smith i jego Kobieca Agencja Detektywistyczna, teraz mieszkam we Włoszech i odkryłam Elenę Ferrante i jej niesamowite przedstawienie przekroju społecze stwa włoskiego w Neapolu.Poza tym ub stwiam powie ci Kate Atkinson - polecam, wspaniała pisarka, kt ra wyłamuje się z konwekcji i definicji r żnych gatunk w literackich - taka hybryda nowoczesnej literatury. Ostatnio wpadłam też na Janet Evanovich - po prostu wietne teksty wplecione w akcje, takie perełki czy złote my li, kt re każdy z nas chciałby mie w głowie. Niestety nie jestem na bieżąco z propozycjami na p łkach księgarni polskich, ponieważ zawsze czytałam by nauczy się języka angielskiego, ale za to uwielbiam felietony Krystyny Kofty i Sylwii Chutnik, a jak czytam #social media Joanny Nojszewskiej to po prostu kiwam głową z entuzjazmem. Na szczę cie chodziłam do szkoły w latach 80-tych, więc podstawy do masywne i trwałe mam z literatury Polski i wiata. Moim największym problemem jest takie czytelnicze ADHD. Nie wytrzymuję na dłuższą metę je li jest to encyklopedia lub literatura nakrapiana wielko cią. Za to połykam w pędzie książki z językiem dostosowanym do przedstawienia tre ci jako zagadka i ciekawostka słowotw rcza, opowie o ludziach i ich perypetiach.

MK: Czy dobra literatura wsp łczesna ma szansę się obroni w chaosie informacyjnym, trudnym położeniu literatury w og le? MG-B: Widzimy co się dzieje w kraju i na wiecie fundamentalistyczne założenia religii, kt ra staje się prawem nie pomaga wieckiemu, etycznemu, humanistycznemu podej ciu do życia i wła nie dlatego potrzebujemy metafor, przeno ni czy alegorii. Zauważyłam, że popularno cią cieszy się poezja jak nigdy dotąd - czytamy już nie tylko jako zadanie domowe do szkoły, piszemy, mamy ogromną potrzebę wyrazi prawdę za pomocą liryki ostatnio. Słowo ma moc uspokojenia, a prostota to tematyka życia codziennego. Niepowodzenia i upadki rodzą terapeutyczną kreatywno . Dla mnie poezja to r wnież, a może przede wszystkim dzi teksty piosenek takich jak kr lowa muzyki country Dolly Parton. Jej wizualizacja do wiadczenia w życiu w formie kr tkich filmik w na Netfliksie to po prostu co pięknego i pełnego znaczenia, czyli digital storytelling. Polecam. Poza tym je li chodzi o dobrą literaturę wsp łczesną - moja definicja jest troszkę inna od tej klasycznej krajowej czy emigracyjnej, cho trzeba przyzna , że zn w mamy “lirykę czynu”, a kamienie na szaniec zn w się rzuca. Czy literatura obroni się? Tak, absolutnie, mam syndrom Pollyanny je li chodzi o sytuację literatury w dzisiejszych czasach. My lę, że wła nie chaos informacyjny popchnie czytelnik w w stronę książek i nie tylko jako czytelnik w, ale r wnież jako tw rc w - od kiedy jestem w grupie indie pisarzy na Facebooku i publikuję na Amazon pozwałam dużo os b, kt re zamiast traci czas na wariackie wiadomo ci (te paski, kolory, ataki werbalne- aż oczy bolą) po prostu zaczęli kreatywnie podchodzi do książek już nie tylko jako produktu, ale przede wszystkim aktywnego rozwoju. Może nie będziemy już czyta 500-stronicowych epopei, ale za to posłuchamy audiobook w, fragment w w magazynach literackich takie binge czytanie z regulatorem czasowym by nie popsu sobie smaku czytając cało ci. My lę, że dobra literatura wsp łczesna to ta, kt ra uczy i pozwala analizowa , przeży razem z pisarzem momenty tak ciekawe, że chce nam się zrozumie to i owo. Czasy się zmieniły, a razem z nimi podej cie do literatury - nie jest to już co na piedestale, dla wybra c w społeczno ci klasowej.

MK: Co od siebie dla czytelnik w: MG-B: Mam nadzieję, że Wam się spodoba moja realizacja “Kwa nych Winogron i Słodkich Cytryn”. Wszystko zaczęło się od nostalgii, potem rozwinęło w prezent na urodziny mojej mamy, bo akurat pasowało tematycznie i czasowo. Od jakiego już czasu my lałam, żeby napisa co co pomogłoby mi zapamięta dziadk w, kt rzy jak rozmawiali to po prostu był gotowy spektakl teatralny. Moja siostra miała małą listę cytat w, kt re spisywała jak ich odwiedzała. Zaczął się lockdown i globalna pandemia. Przez ten czas przeglądałam magazyny wysyłane mi przez mamę z Polski i czytałam o architekturze wnętrz z lat PRL-u i tak mi się w głowie kręcił pok j dzienny u dziadk w - taka mieszanka mebli i dekoracji, ich przywiązanie nostalgiczne do tamtych czas w. Sytuacja COVID-owa i narastające niepokoje o charakterze egzystencjalnym sprawiły, że pomy lałam by opisa te same niepokoje w momencie historycznym pełnym napięcia w życiu rodzic w mojej mamy, kt rzy przeżyli wojnę, okupację, godziny policyjne, kapitalizm i milenium. Przemy lałam, przeanalizowałam, poszukałam i oto Bunia i Kicio - małże stwo z wieloletnim stażem, kt rzy ustalili sobie taki swojego rodzaju protok ł rozbieżno ci. Bunia poszła w ko ci ł i drogę krzyżową męczennicy, a Kicio wpadł w butelkę i powierzchownie stoicką zlewkę. Ich podej cie do rzeczywisto ci to freudowska racjonalizacja niepowodze bąd niesprzyjających okoliczno ci. My lę, że jest głęboko, ale na wesoło. Ten dramat może też by potraktowany jako drobny przewodnik po tamtych czasach na pamiątkę i ku pamięci.

20

Rozmawiała: Magdalena Koperska


ze c z s je o t r a Co w czytać? prze

http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/category /nowosci/ Król "betonów" to rzetelnie, wręcz pieczołowicie przygotowana książka przywracająca naszej pamięci postać i twórczość niezwykłego poety, który odszedł przed niemal dwudziestu laty, pozostawiając sześć tomów wierszy (siódmy wydano pośmiertnie) i kilkadziesiąt utworów rozrzuconych w arkuszach poetyckich i czasopismach. Pozostawił też legendę naznaczonego piętnem śmierci poète maudit. Kiedy debiutował w 1974 r., próbowano lokować go w karpowiczowskim lingwizmie, w pokoleniu Nowej Fali, potem w nurcie Nowej Prywatności. Chciano też w nim widzieć następcę zmarłego kilka lat wcześniej Rafała Wojaczka. Wszystkim tym klasyfikacjom Stanisław Gostkowski wymykał się, bo chadzał własnymi drogami, po których wiodły go trudne doświadczenia schyłku PRL-u, niepokoje egzystencjalne, eschatologiczne intuicje i etyczna niezgoda na zło tkwiące w rzeczywistości. W liście do Marianny Bocian wyznawał: „wiersze, które usiłuję pisać, są zrodzone z bólu i bezsilności”. Prof. dr hab. Stefan Bednarek, Uniwersytet Wrocławski Książka dostępna: http://sklep-wydawnictwa-anagram.mozello.pl/sklep/item/krol-betonow-poezjewybrane-z-aneksem-korespondencji---stanislaw-gostkowski/ ZAPRASZAMY DO NASZEGO SKLEPU INTERNETOWEGO: http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/

21


22


Kącik czytelniczy cd. Jacek Mroczek

Bożena Boba-Dyga Ameryka Oglądam internetową bajkę o delfinach Radosny zwierzak rozdaje buziaki turystkom Prezent fejsbukowy od przyjaciela z Izraela przypomina podr że na Dominikanę Rozmawiamy z Naftalim o Karaibach gdzie lato jest wieczne gdzie trosk cho tyle samo to rzucają mniej cienia Dzi pełne są potomk w Hiszpan w i afryka skich niewolnik w skurczonych do roli gospodarzy kt rą ukradli Indianom naiwnie witającym ich jak bog w Zamiast łask przywie li okrucie stwo i choroby W wierzeniach Bogowie wszędzie okrutni skąd zatem człowiek miałby by lepszy?

MILCZENIE

By ojcem

Milcze o kim bez przerwy to jakby rozmowa

Pewnie Minos był z siebie dumny — fundując dziecku labirynt, m gł ukry inno , kt rej nie potrafił zrozumie . Z matczynych obję wyrwał więc syna i zamknął w zimnej samotni. Ze słabo ci i lęku zrodzi się tyran głuchy na czyją rozpacz.

tylko milczenie ileż to złota

Panmundżom

ma pognieciony życiorys jak koszulę życie nie nauczyło go ani partnerstwa ani prasowania

Panmundżom Panmundżom kołatka mu klepie po wyobra ni

były mąż pierwszy raz na progu domu byłej żony

Panmundżom ma znajomy zapach kształty

papierowa sk ra m wił w młodo ci jedna plama wątrobowa i się zabijam nie będę patrzy jak odchodzą moje dłonie

Teodozja widerska

godzinami milcze całymi latami ani słowa o kim

Otyły otyły pię dziesięcioletni bojący się wirusa samiec

I Dedal nie umiał budowa rodziny. Czy zabrakło mu pi r dla Naukrate — miło ci, odrobiny uczucia lub wosku… Może wybrał wolno za wszelką cenę i nie uratował tonącego syna: sam — po prostu — odfrunął.

ma też znane mu barwy a jednak dzieli go od tamtąd linia demarkacyjna lat stosy tłuczonych marze jak skorupy czołg w

liczy zmarszczki na prawej liczy na lewej to tylko opalenizna pociesza swoje smutki co skulone jak zimowe wr ble

w programie powolnego łączenia pęknię nie daje po sobie pozna że wszystko już było

składa słowa składa je skrzętnie gdy je składa rosną mu skrzydła i znika brzuch trzy podbr dki i nawet wzrok mu widzi dalej niż do ciany

Panmundżom Panmundżom jego prywatna granica porażki

otyły pię dziesięcioletni samiec unosi się nad swoim ciałem

Herosem by trzeba, by unie własnego dziecka ułomno ci ciężar — rozja nia noce, zwycięża codzienno , będąc n a o c z n i e ojcem.

gdy pisze ono nie ma nic do gadania

W labiryncie blokowisk nieloty często same — matki-Kariatydy podtrzymują swe klatki z drzwiami, niepełnosprawne schody, balkony, niekiedy — tylko okno do nieba otwarte.

Franciszka Fabjan

Wiosna w pełnym swym rozkwicie A z nią przyszło nowe życie Nowe życie, męskie dziecię Małe rączki, małe n żki, Otulone w dwie pieluszki Teraz w ciszy jest bywanie, oglądanie, podziwianie Czasem co się mniej udaje, ale babcią się zostaje Już nie boczę się bez celu, cieszę się, jak ze mną wielu

Gorycz Poszedłe obrażony, zamknąwszy drzwi za sobą A ja zostałam sama z my lami wciąż o Tobie Polały się łzy gorzkie z miło ci do Ciebie, Odrzucam jednak miło , miło do Ciebie Ta miło była trudna i zazdro zbyt okrutna Straciłam już cierpliwo , szarpana emocjami Tlący się ogie namiętno ci, wygaszał naszą miło Może lepiej Nam bez siebie…

cd. ,

23


Kącik czytelniczy cd. Magdalena Wytrębowicz Zaplątanie Nawet i człowiek silny ma swoje chwile zwątpienia i wtedy szuka gorliwie ukrycia, ciszy, cienia Powieki mocno zaciska własna niemoc go peszy cho niby wok ł ma wszystko to wszystko wcale nie cieszy I czeg ż to serce pragnie… sam odpowiedzie nie umie inni zazdro nie na patrzą on siebie nie rozumie Czas płynie, a człowiek nadal z bezwładem swoim się mierzy czeka, by co się zmieniło może w zmianę uwierzy Bo przyjdzie do po cichutku dzie taki, może niedziela gdy człowiek ciepło poczuje ciskając dło przyjaciela Okruchy Kromka chleba ciepła jak dotyk Twojej dłoni wędruje do ust a potem jak manna z nieba sypią się na st ł okruchy szczę cia

Agnieszka Krizel Samotny dom nie potrzeba pustkowia, aby odkry samotny dom po r d szpaleru wyprofilowanych kamienic na tle wschodzącego sło ca wit rozbudza przewieszone w rogach kontury szarych pajęczyn z p łprzymkniętymi lub wyszczerbionymi szybami nie potrzeba obraz w, aby dostrzec odbicie ludzkich dusz na bezkształtnych cianach przybrudzonych tajemnic w opuszczonym samotnym domu czas ulega rozgraniczeniom omijany szybkim krokiem przechodni w przytłacza tło zwartej przestrzeni po pustym domu pozostał tylko lad w pamięci

24

Katarzyna Zwolska-Płusa Mini-opowie ci - FRAGMENTY

1. W taks wce mierdzi papierosami. Nie jest tak czysto jak można się było spodziewa . Coraz gorzej traktujesz swoje palce. Czerwone linie pęcznieją, rozlewają się str żkami krwi. Jedziecie zbyt szybko, wprawdzie nie widzisz jeszcze celu, ale jest coraz bliżej. Specjalnie go tak schowali, wiesz? Pomiędzy drzewami, w parku. Gmach sanatorium im. dra Adama Szebesty jest imponujący. Musi taki by , skoro użyłam w jednym zdaniu słowa gmach i imponujący. To są duże, dobre słowa. Ale nie używaj ich przy innych dzieciach, i tak nie wyrażasz się zbyt młodzieżowo, a teraz, gdy spotkasz na swojej drodze małych lązak w, to ja już nie mam pyta . W swoim języku będziesz osobna, przykro mi potr jnie. Na placu przed budynkiem leży klomb rozłożony jak wycieraczka. Mogłaby podej i podepta kwiatki, ale wciąż chcesz by trochę Irenką, a ona nie zrobiłaby czego takiego. Czasem masz ochotę robi r żne rzeczy, prawda? Bo ja tak. Na przykład wsta od biurka i rozebra się na rodku pokoju. Albo naplu do tej miesznej miseczki w ko ciele, w kt rej ludzie moczą dłonie. R żne rzeczy przychodzą mi do głowy, a zaraz po nich lęk. Jednak my jeste my grzeczne, co nie? Nie podepczesz tych kwiatk w, nie naniesiesz błota do holu tego imponującego gmachu. Ja nie napluję, a chętnie bym napluła. „Jeff Colby” wchodzi z wami. M wi, że musi się odsika . Kręci się wkoło udając twojego tatę, po czym znika za kolumną. Toporną. Na upartego mogłaby to by rezydencja Carington w, ten gmach. Mrużysz oczy. Patrzysz na dziwną płaskorze bę przy suficie. Atmosfera a'la Makuszy ski, a już tymbardziej a'la Dynastia znika. Ja my lę, że to wygląda do przerażająco. Dzieci na płaskorze bie ta czą, trzymając się za ręce, jednak wyglądają jakby wisiały. W og le się nie u miechają. Rożne dzieci – azjatyckie, europejskie, afryka skie... Wszystkie dzieci nasz są, Zosia, Wojtek, Marysia, Tom... czy jako tak. Teraz ty będziesz jednym z nich. Zaczniesz tu należe , bo zawsze należy się do miejsc. Przesta drepta , to nic nie da, nie wydrepczesz spokoju i wolno ci od skojarze . To się nazywa nerwica natręctw. Mężczyzna na recepcji rozmawia z twoją matką, wskazuje co palcem, tłumaczy. Podobno jest tu kilkana cie oddział w – od piwnic do czwartego piętra i na całej szeroko ci. Budynek ma kolor r żowej sk ry nie bez powodu. Obejmuje jak ramiona, szerokie ramiona, zagarnia. Ty będziesz schodzi w głąb. Daruję sobie skojarzenia z piekłem Dantego, chociaż nie mogę się powstrzyma jak tak na ciebie patrzę. Jeste jeszcze mała i potrzebujesz przewodniczki. A ja potrzebuję ciebie. 2. A teraz kto tu mieszka. Obcy, cudzy. Gdzie jeste , mamo? Przecież to tu się wychowała , wolna i dobra. Dlaczego więc uciekasz, chowasz się? Jest mi jako wstyd. Czułam to czasem jako mała dziewczynka, gdy siedziałam na ł żku bez majtek albo wtedy, gdy zrobiłam co niewła ciwego i musiałam spojrze babce w oczy. Oczy babki były żelazne. Raz na wycieczce usłyszałam nazwę „Żelazowa Wola” i zawsze jak patrzyłam w oczy babce wła nie to widziałam – nieugiętą, zimną, brudno-błękitną wolę. Poranek jest chłodny i pachnie jabłkami. Pomiędzy sk rą a ubraniem czuję jak wiatr rysuje mi co na plecach. Wz r rozrasta się przy każdym podmuchu, wypełnia zakamarki, blizny po ospie, wycinanych znamionach, wzmaga pęd. Proszę, przybąd . Mamo, Koleje ląskie wyrzuciły mnie na ten brzeg, grzebię patykiem w ziemi, szukam jej płod w. Może w r d nich leży m j, może wyro nie z niego kłos albo jabło . Może ja też stanę się płodem malutkim jak pestka i przez przypadek połkniesz mnie, wyrosnę w twoim brzuchu niczym drzewo lub dziecko. Muszę odpoczą , mamo. Położy się przy tobie, przy piersi. Wzią co moje. Wystarczy chwila. Niebo jest prawie białe. Muszę odpoczą . Co lekko dotyka palc w, dygocze, drży jakby galaretka. To ono, moje dzieciątko! Już spokojnie. Jeste my razem. Jeste my razem. Otw rz usta. Z nieba skapnie kropla biała jak mleko.

Opowiadania Katarzyny Zwolskiej-Płusy, pt. "Fragmenty" ukażą się w Wydawnictwie ANAGRAM na początku 2021 r. przy wsparciu O rodka Promocji Kultury "Gaude Mater" PARTNER WYDANIA


"Dla mnie poezja jest niczym pragnienie. Pragnienie kontaktu ze słowem, myślą innego twórcy, możliwością podpatrzenia jego postrzegania świata. Poezja jest dla mnie życiodajną linią, której się chwyciłam, i którą opisuję od niedawna." Czym dla mnie jest poezja? Poezja niesie ukojenie od natłoku chaosu informacyjno-społecznego, przynosi refleksję, oddech, kt rego dzisiaj wyjątkowo nam potrzeba. Poezję odkryłam niedawno. Ale odkryłam ją na nowo, zaczęłam odczytywa po swojemu, wyzbywając się nawarstwionego latami stereotypowego my lenia, zadawania pyta - co poeta miał na my li. Dla mnie poezja jest niczym pragnienie. Pragnienie kontaktu ze słowem, my lą innego tw rcy, możliwo cią podpatrzenia jego postrzegania wiata. Poezja jest dla mnie życiodajną linią, kt rej się chwyciłam, i kt rą opisuję od niedawna. Inspiruje mnie dosłownie wszystko. Czasami my li nachodzą mnie przy prozaicznie codziennych czynno ciach, jak zmywanie naczy , czasami na spacerach, jeszcze czę ciej wieczorem, kiedy dosłownie padam ze zmęczenie i nie chce mi się szuka mojego notesiku na zapiski, zazwyczaj gdzie upchniętego między sprawunkami. Najczę ciej jednak inspiruje mnie proza Romy Ligockiej - niezwykle emocjonalnej pisarki, kt ra nie pisze jako nadzwyczajnie, nie posługuje się wysublimowanym językiem. Ligocka pisze nad wyraz prosto, a jednak czytając jej książki przychodzą do mnie niezwykle osobliwie inspirujące my li. Czy poezja wsp łczesna ma szansę się obroni w chaosie informacyjnym, trudnym położeniu literatury w og le? My lę, że jak najbardziej. Obecnie jeste my w trudnym czasie zar wno dla literatury, jak w życiu og lnie. Jednak zauważam powr t do poezji, chociażby po ilo ci grup w mediach społeczno ciowych. Uważam, że to jest dobry czas dla czytelnictwa. Dzisiaj czytelnik poszukuje wewnętrznej r wnowagi, odrobiny pocieszenia, nadziei. Poezja ma szansę rozkwitną .

http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/i tem/nowosci/illusion-devie---agnieszka-krizel/

Mistrzynią poezji jest dla mnie oczywi cie Szymborska. A sięgam po poezję zar wno klasyk w, co ma zresztą lustrzane odbicie w pierwszym rozdziale mojego tomiku Illusion de vie - Le miana, Staffa, ale też Miłosza, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Z wielką przyjemno cią sięgam po poezję wsp łczesnych poet w, kt rzy są tw rcami wiadomymi. Nie potrafię wskaza jednego poety, czy poetki, bo te wzorce zmieniają się u mnie z przyj ciem każdego kolejnego etapu emocjonalnego w moim życiu. Poezja wsp łczesna r żni się na pewno odwagą w stosowaniu coraz czę ciej języka potocznego. R żnice są też widoczne w języku poetyckim - u klasyk w skupiający się na drobiazgach, niuansach. Wsp łcze ni poeci skupiają się na kreowaniu nowej, poetyckiej rzeczywisto ci, nierzadko zdobywając się na uzewnętrznienie tego, co siedzi w głębi. Zauważy też należy, iż odbiorcy poezji się zmieniają, każdy szuka w niej czego innego. Tomik Illusion de vie jest moim debiutem poetyckim w Wydawnictwie Anagram. Wsp lnie z redaktor i wydawczynią, Magdaleną Koperską długo pracowały my nad jego wydaniem. Tworzenie wierszy nie jest wcale tak oczywistą sprawą. Czasami przychodzi łatwiej, czasami trudniej. Wiersze są zwie czeniem ostatnich trzech lat mojego pisania. Mam nadzieję, że Czytelnicy odnajdą w nim wiele dobrego dla siebie. Co od siebie dla czytelnik w: Drodzy! Wspierajmy polskich tw rc w. Wbrew pozorom polscy pisarze, arty ci, tw rcy mają nam wiele do zaoferowania. Czytajcie! Agnieszka Krizel – żyje i tworzy w Borach Tucholskich. Jej wiersze ukazały się w licznych antologiach w Polsce i za granicą. Juror w przeglądach i konkursach regionalnych. Prowadzi blog literacki Recenzje Agi, na kt rym szczeg lnie promuje literaturę polską: http://recenzje-agi-1.mozello.pl/ Obecnie, obok recenzowania, zajmuje się redakcją tekst w, pisaniem tekst w na zam wienie, przygotowywaniem kampanii promocyjno - graficznych, prowadzeniem SM.

25


Fundacja Vita Brevis

m.in. wspiera młode talenty programem stypendialnym Informacje:

https://www.vitabrevis.org.pl/ https://www.facebook.com/Fun dacjaVitaBrevis/

Fundacja wsparła również wydanie tomu poezji Alana Migonia "Perła i cień"

W księgarni internetowej Wydawnictwa Anagram znajdziecie również książkę Marcina Andrzejewskiego Tygrysice Biznesu, czyli 7 historii o tym, że marzenia się spełniają Książka nie jest poradnikiem! To przestrze pełna inspiracji. Książka, kt rą będziesz otwierała, kiedy zechcesz się po mia , wzruszy lub przypomnie sobie, jak zaczynały inne kobiety, jakie trudno ci stawały im na drodze. Nie będę zamieszczał tu coachingowych porad ani wskaz wek, jak lepiej ży . Ta książka to autentyczne, niczym nieubarwione historie. Refleksje i wnioski pozostawiam Tobie. Ode mnie dostajesz dawkę inspirujących historii spisanych na papierze. Mam nadzieję, że wyciągniesz z nich tyle, ile potrzebujesz. Kobiety, kt rych historie przedstawię w tej książce, prowa- dzą odmienne biznesy, inaczej zaczynały, mają inne priorytety i perspektywy. Ale wszystkie łączy jedno – chę osiągnięcia sukcesu. To, co mnie w nich ujmuje, to fakt, że są dobrymi lud mi, oraz to, że mimo wielu przeszk d, kt re stawia przed nimi życie, nie poddają się i bardzo szybko rozwijają. I z każdym rokiem wida efekty ich rozwoju i spektakularne osiągnięcia. Chcę, by poniższe historie były motywacją dla wszystkich kobiet, kt re chcą zmieni co w swoim życiu. Dla tych, kt re osiągnęły sukces, ale nie wiedzą, co z nim dalej zrobi . Dla tych, kt re mają stabilne życie i jakakolwiek zmiana budzi w nich obawę przed zaburzeniem tej harmonii oraz dla tych, kt re osiągnęły sukces, ale go nie dostrzegają.

26

http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/item/nowa -seria-wydawnicz/tygrysice-biznesuczyli-7-historii-o-tym-ze-marzeniasie-spelniaja---marcin/


POZNAJCIE Business and Life

Nowa seria wydawnicza BUSINESS and LIFE to wspólny projekt prestiżowego magazynu Tygrysy Biznesu oraz Wydawnictwa Anagram, dwóch prężnie działających na polskim rynku firm oraz Recenzji Agi

http://business-and-life.mozello.pl/ Projekt ma na celu wyeksponowanie i pokazanie innym historie ciekawych ludzi, osobowo ci. Historie, kt re nie tylko są zapisem drogi zawodowej i życiowej bohatera (bohaterki), ale przede wszystkim historie, kt re pełnią rolę edukacyjną, są drogowskazem dla innych. Pokazują, że z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji jest wyj cie i że warto walczy o siebie. Książki, kt re inspirują, motywują do zmian, do działania w og le. Sta się autorem swojej książki. Zajmujemy się wszystkimi etapami pracy nad książką. Redakcją, korektą, składem, grafiką, a także wszelkimi działaniami związanymi z promocją, opieką merytoryczną Twoich miejsc w sieci. Wszystko zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. Do każdego klienta podchodzimy indywidualnie. Książka, jako produkt ma by Twoją wizyt wką, dlatego też na każdym etapie prac będziesz miał prawo decydowa o jego finalnym kształcie.

27


Pierwsza książka z serii Business and Life, kt ra ukaże się w 2021 r., to publikacja Katarzyny Małek. Partnerem jej wydania jest firma EuCO MECENAS KULTURY

Europejskie Centrum Odszkodowań SA (EuCO) jest liderem rynku odszkodowań w Europie Środkowo-Wschodniej. Wspiera osoby poszkodowane w wypadkach oraz ich bliskich w uzyskaniu należnych świadczeń od Towarzystw Ubezpieczeniowych. Grupa Kapitałowa EuCO działa na terenie Polski, Czech, Słowacji, Węgier i Rumunii. Od momentu powstania w 2004 roku, EuCO pomogło 350 tysiącom osób i uzyskało dla nich ponad 3 mld złotych odszkodowań. Spółka współpracuje z ponad 40 tysiącami agentów na terenie całego kraju oraz zatrudnia 200 pracowników w centrali w Legnicy. Od 2010 roku EuCO jest notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. EuCO jest członkiem Business Center Club, Executive Club, Polskiej Rady Biznesu oraz Dolnośląskiej Izby Gospodarczej. Jest także laureatem licznych nagród, m.in. Ambasadora Polskiej Gospodarki, Diamentów Forbesa, Gazel Biznesu, Gepardów Biznesu, Firmy Fair Play, Solidnej Firmy, Firmy Równych Szans, Filantropa, Efektywnej Firmy, Lidera Rynku, Dolnośląskich Gryfów. EuCO zostało także trzykrotnie nagrodzone Medalem Europejskim przyznanym przez Bussines Centre Club.

28


Prowadzisz firmę, bibliotekę, tworzysz? Nie czekaj! Udostępnimy Ci miejsce w biuletynie w atrakcyjnej, konkurencyjnej cenie!

Miejsce na Twoją reklamę! Napisz: anagram@adres.pl stokrotka954@wp.pl Omówimy szczegóły! 29


Z cyklu - warto przeczytać... "Wydawa by się mogło, że to historia jakich wiele, tymczasem autor bez zażenowania i fałszu opowiada nam historię niebanalną, pozbawioną stereotyp w, pełną napię , nieprzewidywalno ci i niepowtarzalno ci. Już sam klimat tej opowie ci wywołuje w nas ciekawo i chę odpowiedzi na piętrzące się pytania, bo sam projekt Tekli staje się bazą do celnych, psychologicznych spostrzeże ludzkich zachowa w sytuacjach niecodziennych, wyjętych spod pręgierza naturalnej monotonii." [...] - z recenzji.

a w wyjątk k ż ow ią s o K

ź szczeg awd ó ł y pr ! !S

znym rab c e t ac ią w ie ś

http://sklep-wydawnictwaanagram.mozello.pl/sklep/item/proza/n iewolnice-i-przyjaciele-pani-tekli--oleh-poliakov-1/ Oleh Poliakov jest nazywany tw rcą nowej prozy chimerycznej w literaturze ukrai skiej. Jego powie (druga, zatytułowana Dzieje mglistej Troi) nie łamie praw fizyki, nie przekracza granic zdrowego rozsądku, a jednocze nie niekt re fragmenty są tak dziwne i nierealistyczne, że nie każdy pisarz fantastyki odważyłby się na taki zabieg literacki. Niewolnice i przyjaciele pani Tekli została okrzyknięta jedną z najlepszych książek (debiut) ostatnich lat w literaturze ukrai skiej. 30


Nr 3/ Listopad - grudzień 2020

Biuletyn literacki redagowany przez zespół Wydawnictwa Anagram

Napisz: stokrotka954@wp.pl anagram@adres.pl

Redakcja: Agnieszka Krizel Magdalena Koperska Tekst gościnny napisał: Ryszard Kupidura

Wesołych i zdrowych Świąt!

Profile for WydawnictwoAnagram

Nr 3 Biuletynu Literackiego listopad/grudzień 2020  

Zapraszamy do lektury trzeciego numeru biuletynu literackiego, w formie dwumiesięcznika :) Wywiady, promocje, prezentacja Mecenasów Kultury...

Nr 3 Biuletynu Literackiego listopad/grudzień 2020  

Zapraszamy do lektury trzeciego numeru biuletynu literackiego, w formie dwumiesięcznika :) Wywiady, promocje, prezentacja Mecenasów Kultury...

Advertisement

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded