Issuu on Google+

Rozdział 1 lena Gilbert weszła na miękki trawnik; giętkie źdźbła ugięły się pod jej stopami. Wokół rosły kępy szkarłatnych róż i liliowego delfinium, a nad jej głową wisiał wielki baldachim i migotały zapalone latarenki. Przed nią, na tarasie, dwie fontanny z białego marmuru tryskały wodą wysoko w powietrze. Wszystko to było piękne, eleganckie i dziwnie znajome. To jest pałac Bloddeuwedda, powiedział jakiś głos w jej głowie. Ale kiedy była tu ostatnim razem, ogród wypełniały tłumy roześmianych, roztańczonych gości. Teraz już ich nie było, choć pozostały ślady ich obecności: puste kieliszki na stołach ustawionych wokół trawnika, jedwabny szal na oparciu krzesła, samotny pantofelek na wysokim obcasie, porzucony na krawędzi fontanny. Nie pasowało coś jeszcze – przedtem ogród tonął w piekielnym czerwonym blasku, który oświetla wszystko w Mrocznym Wymiarze, zmieniając błękit w fiolet, biel w róż, a róż w aksamitną barwę krwi.

E

5


Teraz wszystko było skąpane w przejrzystym, bezbarwnym świetle, a po niebie spokojnie płynął biały księżyc w pełni. Elena usłyszała za plecami jakiś ruch i uświadomiła sobie z drgnieniem, że mimo wszystko nie jest tu sama. Nagle jakaś ciemna postać pojawiła się w pobliżu, idąc w jej stronę. Damon. Oczywiście, że to Damon, pomyślała Elena z uśmiechem. Jeśli ktokolwiek mógł pojawić się przed nią niespodziewanie w tym miejscu, które wydawało się końcem świata – a w każdym razie akurat wtedy, kiedy przyjęcie już się skończyło – mógł to być tylko Damon. Był taki piękny. Czarny i cały na czarno: miękkie czarne włosy, oczy czarne jak noc, czarne dżinsy i czarna kurtka z gładkiej skóry. Kiedy ich oczy się spotkały, Elena była tak szczęśliwa, że z trudem chwytała oddech. Rzuciła mu się w objęcia i złapała go za szyję, czując twarde mięśnie jego ramion i piersi. – Damon – powiedziała głosem, który z jakiegoś powodu drżał. Drżała na całym ciele, a on gładził jej ramiona i plecy, próbując ją uspokoić. – O co chodzi, księżniczko? Tylko nie mów, że się boisz. – Uśmiechnął się do niej leniwie. Jego dłonie były silne i pewne. – Ale ja naprawdę się boję – odparła. – Czego się boisz? To ją zaskoczyło. Potem powoli, przyciskając policzek do jego policzka, odpowiedziała: – Boję się, że to tylko sen. 6


– Zdradzę ci tajemnicę, księżniczko – wyszeptał jej do ucha. – Ty i ja jesteśmy tu jedynymi prawdziwymi istotami. Snem jest cała reszta. – Tylko ty i ja? – powtórzyła Elena. Coś nie dawało jej spokoju, jakby zapomniała o czymś albo o kimś. Na jej sukienkę opadła drobina popiołu; strzepnęła ją z roztargnieniem. – Jesteśmy tylko my dwoje – stwierdził ostro Damon. – Ty jesteś moja. Ja jestem twój. Kochamy się, odkąd czas się rozpoczął. Oczywiście. To dlatego ona tak drży – z radości. On jest jej. Ona jego. Należą do siebie. Wyszeptała tylko: – Tak. Wtedy ją pocałował. Jego usta były miękkie jak jedwab, a kiedy pocałunek stał się głębszy, Elena odchyliła głowę do tyłu, odsłaniając szyję, w oczekiwaniu na podwójne ukłucie, którego już tyle razy był sprawcą. Nie doczekała się go jednak i zdumiona otworzyła oczy. Księżyc świecił tak jasno jak zawsze, w powietrzu ciągle unosił się mocny zapach róż. Ale twarz Damona w obramowaniu czarnych włosów była blada, a na jego czarną kurtkę opadał popiół. Nagle wątpliwości, które nie dawały jej spokoju, przerodziły się w pewność. Och, nie. Och, nie. – Damonie – jęknęła, patrząc w jego oczy z rozpaczą i czując, jak jej oczy nagle wypełniają się łzami. – Ty nie możesz tu być, Damonie. Ty… nie żyjesz. – Od ponad pięciuset lat, księżniczko. – Damon rzucił jej olśniewający uśmiech. Z góry spadał na 7


nich popiół, jak miękki, szary deszcz. Pod takim samym popiołem pogrzebane było ciało Damona, całe światy i wymiary stąd. – Damonie, ty… umarłeś teraz. Naprawdę… odszedłeś. – Nie, Eleno… – zaczął migotać i blaknąć, jak gasnąca żarówka. – Tak. Tak! Trzymałam cię w ramionach, kiedy umierałeś… – Elena łkała bezsilnie. Teraz nie czuła już jego rąk. Damon zanikał w migotliwym świetle. – Posłuchaj mnie, Eleno… Trzymała w objęciach księżycowy blask. Serce ścisnęło jej się z bólu. – Wystarczy, że mnie zawołasz – powiedział głos Damona. – Wystarczy, że… Jego głos rozpłynął się w szumie wiatru wśród drzew. Elena otworzyła oczy. Jak przez mgłę dotarło do niej, że jest w zalanym słońcem pokoju, a na parapecie otwartego okna siedzi wielki kruk. Ptak przekrzywił głowę i zakrakał, przyglądając jej się błyszczącymi oczami. Przeszył ją lodowaty dreszcz. – Damon? – wyszeptała. Ale kruk tylko rozpostarł skrzydła i odleciał.

8


Rozdział 2 Drogi Pamiętniku! Jestem w domu! Prawie nie śmiem w to uwierzyć, ale naprawdę tu jestem. Obudziłam się z takim dziwnym uczuciem. Nie wiedziałam, gdzie jestem, i po prostu leżałam, wdychając zapach płynu do płukania tkanin i czystej bawełnianej pościeli, próbując zrozumieć, dlaczego wszystko wydaje mi się takie znajome. Nie byłam w posiadłości Lady Ulmy. Tam spałam wtulona w najgładszą satynę i najmiększy aksamit, a powietrze pachniało silnie kadzidełkami. Nie byłam też w internacie: pani Flowers pierze pościel w jakiejś dziwnej ziołowej mieszance – Bonnie twierdzi, że to dla ochrony i dobrych snów. I nagle zrozumiałam. Jestem w domu! Strażnikom się udało! Przyprowadzili mnie do domu.

9


Zmieniło się tu wszystko i nic. To ten sam pokój, w którym spałam, kiedy byłam małym dzieckiem: jest tu moja toaletka z czereśniowego drewna i fotel na biegunach; pluszowy czarno-biały piesek, którego Matt wygrał na zimowym festynie, kiedy byliśmy w pierwszej klasie, siedzi na szafce. Jest otwierane biurko z mnóstwem przegródek, stare lustro w ozdobnej ramie nad toaletką, plakaty z reprodukcjami Moneta i Klimta z wystaw w muzeum w Waszyngtonie, na które zabrała mnie ciotka Judith. Nawet mój grzebień i szczotka do włosów leżą równo jedno obok drugiego na blacie toaletki. Wszystko jest tak, jak być powinno. Wstałam z łóżka, użyłam srebrnego nożyka do otwierania listów, by podważyć deskę w podłodze szafy, pod którą mam swoją kryjówkę, i znalazłam w niej ten pamiętnik, dokładnie tam, gdzie schowałam go tyle miesięcy temu. Ostatni wpis to ten sprzed Dnia Założyciela w listopadzie, sprzed mojej… mojej śmierci. Potem opuściłam dom i już do niego nie wróciłam. Aż do teraz. Wtedy opisałam dokładnie plan kradzieży mojego innego pamiętnika, tego, który zabrała mi Caroline; tego, który miała zamiar przeczytać na głos podczas widowiska w Dniu Założyciela, wiedząc, że to znisz10


czy moje życie. Zaraz następnego dnia utonęłam w Wickery Creek i wróciłam do życia jako wampir. A potem znowu umarłam i wróciłam jako ludzka istota, i przeszłam w Mroczny Wymiar, i przeżyłam tysiące przygód. A mój stary pamiętnik tkwił dokładnie tam, gdzie go zostawiłam, pod podłogą szafy, czekając na mój powrót. Ta druga Elena, ta, którą Strażnicy umieścili we wspomnieniach innych, była tu przez wszystkie te miesiące, chodziła do szkoły i prowadziła normalne życie. Ta Elena tu nie pisała. To dla mnie duża ulga, naprawdę. Dziwnie byłoby zobaczyć w nim moje pismo i nie pamiętać żadnego z opisanych zdarzeń. Choć mogłoby to być pomocne. Nie mam pojęcia, co inni w Fell’s Church myślą o tym, co się tu działo od Dnia Założyciela. Całe miasteczko zaczęło wszystko od nowa. Kitsune zniszczyły je z czystej złośliwości. Szczuły dzieci na rodziców, sprawiały, że ludzie niszczyli samych siebie i wszystkich, których kochali. Ale teraz nic z tego tak naprawdę się nie stało. Jeśli Strażnicy dotrzymali słowa, wszyscy inni, którzy też zginęli, znowu żyją: biedna Vickie Bennett i Sue Carson, zamordowana w zimie przez Katherine, i Klausa, i Tylera Smallwooda; nieprzyjemny pan 11


Tanner; niewinni ludzie, których kitsune zabiły albo spowodowały ich śmierć. Ja. Wszyscy wrócili, wszyscy zaczynają od początku. I – poza mną i moimi najbliższymi przyjaciółmi – Meredith, Bonnie, Mattem, moim drogim Stefanem i panią Flowers – wszyscy sądzą, że od Dnia Założyciela życie płynęło swoim normalnym trybem. Wszyscy dostaliśmy drugą szansę. Udało nam się. Ocaliliśmy wszystkich. Wszystkich z wyjątkiem Damona. W końcu to właśnie on nas ocalił, ale my nie zdołaliśmy ocalić jego. Bez względu na to, jak bardzo się staraliśmy i jak rozpaczliwie błagaliśmy, Strażnicy nie byli w stanie go nam zwrócić. A wampiry nie podlegają reinkarnacji. Nie idą do nieba ani do piekła, nie ma dla nich żadnego życia po życiu. Po prostu… znikają. Elena na moment przerwała pisanie i wzięła głęboki oddech. Jej oczy wypełniły się łzami, ale znowu pochyliła się nad pamiętnikiem. Musi napisać całą prawdę, w przeciwnym razie pisanie pamiętnika nie ma żadnego sensu. Damon zmarł w moich ramionach. Strasznie było patrzeć, jak ode mnie odchodzi. Ale nigdy nie pozwolę, by Stefan dowiedział się, co naprawdę czułam do jego brata. To byłoby okrutne – i co dobrego mogłoby przynieść? 12


Ciągle nie mogę uwierzyć, że już go nie ma. Nie było nikogo tak pełnego życia jak Damon – nikogo, kto kochałby życie bardziej. Teraz już nigdy nie dowie się… Nagle drzwi pokoju otworzyły się z rozmachem i Elena, której serce podeszło do gardła, zatrzasnęła pamiętnik. Ale intruzem okazała się jej młodsza siostra, Margaret, w różowej piżamie w kwiatki, z jasnymi włosami sterczącymi na czubku głowy jak piórka drozda. Pięciolatka rzuciła się pędem w stronę Eleny, a kiedy była już blisko, runęła na nią całą sobą. Upadła ciężko na starszą siostrę, której zabrakło tchu w piersi. Margaret miała wilgotne policzki i błyszczące oczy, a jej małe rączki mocno obejmowały Elenę. Elena także mocno przycisnęła ją do siebie. Czuła na sobie ciężar jej ciała i słodki zapach szamponu dla dzieci i plasteliny. – Tęskniłam za tobą! – wykrzyknęła Margaret, bliska płaczu. – Eleno! Bardzo za tobą tęskniłam! – Co? – Elena starała się, by zabrzmiało to lekko, ale mimo tego głos jej drżał. Nagle zdała sobie sprawę, że nie widziała Margaret, tak naprawdę, przez ponad osiem miesięcy. Ale przecież Margaret nie mogła o tym wiedzieć. – Tak bardzo się za mną stęskniłaś od wczorajszego wieczoru, że musiałaś przybiec do mnie rano? Margaret odsunęła się trochę od Eleny i spojrzała na nią. Jej niebieskie oczy patrzyły na siostrę tak znacząco, że Elenę dreszcz przebiegł po plecach. 13


Ale Margaret nie powiedziała ani słowa. Po prostu objęła Elenę mocniej, wdrapała jej się na kolana i oparła głowę na jej ramieniu. – Miałam zły sen. Śniło mi się, że mnie opuściłaś, że odeszłaś. – Ostatnie słowo było już cichym łkaniem. – Och, Margaret – Elena uścisnęła ciepłe ciałko siostry – to był tylko sen. Nigdzie się nie wybieram. – Zamknęła oczy i przytuliła Margaret, modląc się w duchu, żeby jej siostra rzeczywiście miała tylko zły sen, żeby nie prześlizgnęła się jakimś sposobem przez szczelinę w zaklęciu Strażników. – No dobrze, cukiereczku, czas się zbierać – powiedziała po chwili, delikatnie łaskocząc Margaret w bok. – Zjemy razem fantastyczne śniadanie? Może zrobię ci naleśniki? Margaret usiadła i spojrzała na Elenę, szeroko otwierając błękitne oczy. – Wujek Robert robi dzisiaj gofry – oznajmiła. – Zawsze robi gofry w niedzielę rano. Pamiętasz? Wujek Robert. No tak. On i ciotka Judith pobrali się po jej śmierci. – Jasne, że pamiętam, króliczku – rzuciła lekko. – Tylko zapomniałam, że dzisiaj jest niedziela. Teraz, kiedy Margaret o tym wspomniała, usłyszała ruch w kuchni na dole i poczuła apetyczne zapachy. Pociągnęła nosem. – Czy to bekon? Margaret kiwnęła głową. – Ścigamy się do kuchni! Elena roześmiała się i przeciągnęła. 14


– Daj mi minutkę, muszę się rozbudzić. Spotkamy się na dole. Będę mogła porozmawiać z ciocią Judith, pomyślała z radością. Margaret zeskoczyła z łóżka. W drzwiach zatrzymała się i spojrzała na siostrę. – Naprawdę zejdziesz na dół, tak? – spytała z wahaniem. – Naprawdę – odparła Elena, a Margaret uśmiechnęła się i wybiegła na korytarz. Patrząc na nią, Elena kolejny raz uświadomiła sobie, jak wspaniała druga szansa – a właściwie trzecia – została jej dana. Przez chwilę chłonęła po prostu esencję drogiego, ukochanego domu, w którym, jak sądziła, miała już nigdy nie mieszkać. Słyszała wysoki głosik Margaret, która rozprawiała wesoło na dole, i niski głos odpowiadającego jej Roberta. Miała tyle szczęścia, że mimo wszystko wreszcie wróciła do domu. Co mogło być od tego cudowniejsze? Zamknęła oczy, bo nagle napłynęły do nich łzy. Co za niesamowicie głupie pytanie. Co mogło być od tego cudowniejsze? Gdyby kruk na parapecie jej okna był Damonem, gdyby wiedziała, że on gdzieś tam jest, gotów obdarzyć ją tym pięknym uśmiechem czy choćby celowo ją zirytować – to byłoby cudowniejsze. Elena otworzyła oczy i zamrugała, żeby osuszyć łzy. Nie może się załamać. Nie teraz. Nie teraz, kiedy wreszcie znowu zobaczy swoją rodzinę. Będzie się uśmiechała, śmiała i ściskała ich wszystkich. Później ulegnie bólowi, który ma w sercu, i pozwoli 15


sobie na płacz. Będzie miała czas do końca życia, by opłakiwać Damona, bo ta strata nigdy, przenigdy nie przestanie jej boleć.

16


Pamietnik iwampirow.ksiega5 Fantom