Issuu on Google+

Claire Wilkins, Griffinowi i Garethowi. Wiem, że wielki G zawsze będzie z wami. Z miłością.

5


6


Wprowadzenie Witamy w Morganville – stąd nie chce się wyjeżdżać

P

ewnie jesteś tu nowy. Nie szkodzi, nowa krew w mieście się przyda… ale musisz znać zasady. Nie wychodź po zmroku. Nie łam naszych praw. I bez względu na to, co robisz, nie narażaj się wampirom. Tak, wampirom, mówimy serio. Są wszędzie w mieście… i najczęściej wcale byś nie podejrzewał, że to wampiry. Ale większość z nich po prostu chce sobie spokojnie żyć. Och, oczywiście są i tacy, którzy szukają guza, ale tacy zawsze się znajdą. Ale Morganville opiera się na harmonii i współpracy. Pewnie będziesz sobie musiał znaleźć wampirzego opiekuna. Czyli kogoś, kto zapewni bezpieczeństwo tobie i twojej rodzinie, za naprawdę drobną cenę, pewien procent twojego dochodu i regularne datki do banku krwi na rzecz opiekuna. Jeśli nie chcesz mieć opiekuna, to cóż, właśnie podpisałeś na siebie wyrok. Oczywiście byli tacy, co

7


próbowali. Ale większości z nich nie ma już wśród nas, jeśli wiesz, co mam na myśli. Zapytaj mieszkańców Domu Glassów – Claire, Shane’a, Michaela i Eve. Powiedzą ci dokładnie, jakie masz szanse przetrwania. I pamiętaj: Witamy w Morganville! Nie będziesz chciał stąd wyjechać. A nawet jeśli… no cóż, nie możesz. Przykro nam.

8


Rozdział 1

CLAIRE

W

argi Shane’a jak aksamit otarły się o jej kark, a Claire aż zadrżała z rozkoszy, gdy jego oddech ogrzał jej skórę. Oparła się o niego z westchnieniem. Shane – o Boże, jakież miała szczęście, że mogła o nim myśleć jako o swoim chłopaku! – dawał poczucie bezpieczeństwa. Oplótł ją ramionami. Jakież to było przyjemne. Był wyższy od niej, więc musiał się schylić, by oprzeć podbródek o jej ramię i szepnąć: – Jesteś tego pewna? Claire skinęła głową. – Dostałeś zawiadomienie, że zalegasz, prawda? Albo to, albo przyjdą i sami wezmą. A tego nie chcesz. – No tak, ale ty nie musisz tu być – zauważył i to nie pierwszy już raz tego dnia. – Jesteś zwolniona z podatku. Przez „zwolnienie z podatku” rozumiał, że ona nie musi płacić… krwią. Podatki w Morganville zbierano na trzy sposoby – kulturalnie, w znajdującym się 9


w centrum krwiodawstwa, niezbyt kulturalnie, gdy objazdowy punkt krwiodawstwa pojawiał się przed drzwiami jak lśniący czarny rekin, z laborantami w stylu Facetów w Czerni, którzy mieli za zadanie dopilnować, by człowiek spełnił swój obywatelski obowiązek. Trzeci był siłą, w ciemnościach, jeśli ktoś zapuścił się gdzieś bez ochrony i został ugryziony. Wampiry. Mogły zaleźć człowiekowi za skórę, zwłaszcza w okolicach szyi. Shane miał rację – Claire posiadała oficjalny dokument zwalniający ją z obowiązku składania danin. Wieść głosiła, a nie odbiegała zbytnio od prawdy, że Claire oddała już dość krwi na rzecz Morganville. Oczywiście Shane też… ale on nie zawsze był po dobrej stronie. – Wiem, że nie muszę tego robić – odparła. – Ale chcę. Pójdę z tobą. – Ale nie musisz się martwić, że się wystraszę jak jakaś dziewczyna. – Hej! – Claire dala mu kuksańca. – Ja jestem dziewczyną. Co masz na myśli, brak mi odwagi czy co? – Ups – odparł Shane. – Nic. No dobrze, księżniczko Amazonek, rozumiem. Claire obróciła się w jego ramionach i go pocałowała, a gdy ich usta spotkały się, poczuła słodki przypływ gorąca. Poczuła, jakby wypełniły ją bąbelki radości. Boże, kochała to. Kochała go. To był trudny rok, a on… miał swoje potknięcia, tak najlepiej potrafiła to nazwać. Shane miał swoje ciemne strony i z nimi walczył. 10


Ale tak ciężko pracował, by im to wynagrodzić, nie tylko jej, ale wszystkim tym, których w swoim mniemaniu zawiódł. Michaelowi, najlepszemu (wampirzemu) przyjacielowi. Eve, jego (i jej) drugiej najlepszej (niewampirzej) przyjaciółce. Nawet rodzicom Claire. Pojechał z nią do nich w odwiedziny, dwa razy, uzyskawszy zgodę wampirów na wyjazd z miasta. I zachowywał się idealnie, nawet gdy przesłuchiwał go jej ojciec. Chciał być inny. Wiedziała o tym. Gdy pocałunek wreszcie się skończył, Shane patrzył na nią odurzonym, mętnym wzrokiem i zdawał się mieć trudności z uwolnieniem jej z objęć. – Wiesz – odezwał się, odgarniając jej ciepłą dłonią włosy z twarzy. – Moglibyśmy po prostu to olać i wrócić do domu, zamiast to robić. Przyjść jutro. – Objazdowy punkt krwiodawstwa – przypomniała mu. – Ludzie, którzy przytrzymują ofiarę. Naprawdę tego chcesz. Zadrżał. – O nie. No dobra, prowadź. – Stali na chodniku obok banku krwi Morganville, z dużym wesołym szyldem przedstawiającym kroplę krwi i idealnie czystym wejściem. Claire cmoknęła go w policzek, usunęła się, nim zdążył ją znów przyciągnąć do siebie i otworzyła drzwi. Wnętrze wyglądało tak, jakby zostało ostatnio odnowione – było weselej oświetlone, niż gdy była tu poprzednio, a nowe meble wyglądały na wygod11


ne i przytulne. Zainstalowali nawet akwarium pełne tropikalnych rybek i z żywym koralowcem. To miło. Najwyraźniej wampiry starały się wreszcie wykazać przed ludzką społecznością. Kobieta w okienku uniosła głowę i uśmiechnęła się. Była człowiekiem, w matczynym typie, a gdy sprawdziła papiery Claire, uniosła wąskie, siwiejące brwi. – Och – stwierdziła. – Ale wiesz, że masz już cały rok opłacony? Nie ma potrzeby… – Ja dobrowolnie – odparła Claire. – Można tak? – Dobrowolnie? – powtórzyła kobieta, jakby to było jakieś zagraniczne wyrażenie. – No, jak sądzę… Pokręciła głową, najwyraźniej myśląc, że Claire odbiło i uśmiechnęła się do Shane’a. – A ty, skarbie? – Collins – odpowiedział. – Shane Collins. Wyciągnęła jego kartę i znów uniosła brwi. – No, ty na pewno nie masz opłaconego, panie Collins. Prawdę mówiąc, zalegasz od sześćdziesięciu dni. – Byłem zajęty. – Nie uśmiechnął się. Ona też nie. Podstemplowała jego kartę, coś na niej napisała i włożyła do skoroszytu, a potem podała im obojgu kartki papieru. – Przez te drzwi – powiedziała. – Chcecie być razem w pokoju, czy oddzielnie? – Razem – odezwali się chórem i spojrzeli na siebie. Claire nie mogła pohamować złośliwego uśmieszku, a Shane przewrócił oczami. – Ona się boi – powiedział. – Mdleje na widok krwi. 12


– No nie – westchnęła Claire. – Ale ten opis na pewno pasuje do jednego z nas. Recepcjonistka, mimo matczynego wyglądu, nie wyraziła współczucia. – Dobrze – odezwała się stanowczo. – Drugie drzwi na prawo, są tam dwa fotele. Wezwę do was kogoś. – A właśnie… mogłaby pani poprosić człowieka? – zapytał Shane. – Dostaję gęsiej skórki, kiedy facet odciąga mi krew i burczy mu w brzuchu. Tym razem Claire klepnęła go w ramię, żeby się zamknął, posłała recepcjonistce szeroki uśmiech i pociągnęła Shane’a do wskazanych drzwi. – Naprawdę tak trudno byłoby ci siedzieć cicho? – No – wzruszył ramionami i otworzył jej drzwi. – Panie przodem. – Naprawdę zaczynam podejrzewać, że masz pietra. – Nie. Jestem po prostu nienagannie uprzejmy. Gdyby było trzeba wziąłbym na siebie twoją kulę. I tak by zrobił, wiedziała o tym. To znów sprawiło, że poczuła falę ciepła, gdy szli wyłożonym dywanem korytarzem do drugich drzwi na prawo. Podobnie jak reszta ludzkiej części banku krwi, było tu przyjemnie i wygodnie. Odchylane fotele były ze skóry albo jakiegoś dobrego sztucznego tworzywa. Z głośników płynęła relaksacyjna muzyka i Claire osunęła się na fotel, podczas gdy na drugim kręcił się niespokojnie Shane. Zamarł, gdy otwarły się drzwi i do środka wszedł pielęgniarz. 13


– Niemożliwe – odezwała się Claire. Po pierwsze pielęgniarzem był wampir. Po drugie był to Oliver. Oczywiście miał na sobie biały fartuch, trzymał notatki i wyglądał dość oficjalnie, ale to był Oliver. – Co właściwie zastępca dowódcy wampirów robi pobierając krew? – Właśnie, nie powinieneś serwować espresso w kawiarni? – dodał Shane z zupełnie zbytecznym złośliwym uśmieszkiem. Oliver często stał za barem w kawiarni, ale na pewno nie był tam potrzebny. Po prostu to lubił i Shane doskonale o tym wiedział. Jeśli było się (najprawdopodobniej) bogatym i (na pewno) tak potężnym wampirem, jak Oliver, można było robić, co się chciało. – Ostatnio panuje epidemia grypy – odparł Oliver nie zwracając uwagi na ton Shane’a, sięgnął po narzędzia do pobierania krwi i położył je na tacach. – Z tego co wiem, mają braki w personelu. Czasami im pomagam. Nie brzmiało to bardzo przekonująco, nawet jeśli było zgodne z prawdą. Claire przyjrzała mu się podejrzliwie, gdy przyciągnął do niej stołek na kółkach i założył jej na ramieniu opaskę uciskową, a potem podał czerwoną gumową piłkę, by ją ściskała, podczas gdy on szykował igłę. – Zakładam, że ty będziesz pierwsza – odezwał się. – Znając podejście Shane’a. Zabrzmiało to równie sarkastycznie, jak wypowiedź Shane’a, więc ten otworzył usta, ale potem roz14


myślił się i zacisnął je w wąską linię. Dobrze, pomyślała. Przynajmniej się starał. – Jasne – odparła. Udało jej się nie skrzywić, gdy zimne palce obmacały jej rękę w poszukiwaniu żył i skupiła się na jego twarzy. Oliver zawsze wydawał jej się starszy od wielu innych wampirów, chociaż nie mogła ustalić czemu. Może to przez włosy, w których pojawiły się już szare pasemka, a teraz były ściągnięte w koński ogon, po hipisowsku. Nie miał na twarzy wielu zmarszczek, ale zawsze na pierwszy rzut oka stwierdziła, że jest w średnim wieku, a gdy mu się bliżej przyjrzała, nie mogła stwierdzić, skąd brało się to wrażenie. Może po prostu zdawał się bardziej cyniczny niż pozostali. Miał dziś na sobie czarną koszulkę, szary sweter i niebieskie dżinsy. Bardzo na luzie. Nie różniło się to wiele od tego, co miał na sobie Shane, tyle że Shane nadawał temu ostry, modny wyraz. Igła wsunęła się z krótkim gorącym bólem, który szybko zmniejszył się, gdy Oliver zakleił ją i przyłączył rurkę. Zwolnił zacisk, a Claire obserwowała, jak ciemnoczerwona linia krwi spływa przez plastikową rurkę i znika jej z oczu, gdzieś w torbie. – Dobrze – rzekł się. – Masz doskonały przepływ. – Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, jak to rozumieć. Wzruszył ramionami. – Kolor jest prawidłowy, tak samo ciśnienie, a zapach świeży. Bardzo ładny. 15


Claire poczuła się po tym stwierdzeniu jeszcze gorzej. Opisał to jak degustator win mówiący o ulubionym roczniku. Prawdę mówiąc, zrobiło jej się trochę niedobrze, więc oparła głowę o poduszki i spojrzała na wesoły plakat przyklejony na drzwiach. Oliver przeszedł do Shane’a, a gdy wzięła kilka głębokich, uspokajających oddechów, przestała przyglądać się zdjęciu kotka i spojrzała na swojego chłopaka. Był spięty, ale starał się tego nie okazywać. Widziała to w jego lekko pobladłej twarzy i napiętych ramionach, podkreślających mięśnie kryjące się pod swetrem. Bez słowa podwinął rękaw, a Oliver, również cicho, założył mu opaskę uciskową i podał kolejną piłeczkę. W odróżnieniu od Claire, która z trudem ją nacisnęła, Shane prawie ją rozgniótł. Widziała jego żyły nawet z drugiej strony pokoju, a Oliver ledwo przesunął po nich palcami, nie patrząc Shane’owi w oczy, po czym wbił igłę tak szybko i gładko, że Claire ledwo to dostrzegła. – Litr – powiedział Shane’owi. – Nadal będziesz zalegał, ale uważam, że nie powinniśmy pozbawiać cię za jednym razem większej ilości. – Mówisz to tak, jakbyś był zawiedziony. – Shane odezwał się słabo, zacisnął powieki i oparł głowę o poduszkę. – Cholera, nienawidzę tego. Naprawdę. – Wiem – odparł Oliver. – Twoja krew tym aż cuchnie. – Jeśli nie przestaniesz, to cię walnę – mruknął cicho Shane, ale mówił szczerze. Widać było napięte mięśnie szczęki, jedną rękę zacisnął w pięść, a drugą konwulsyjnie zaciskał na piłecz16


ce. Oliver zdjął opaskę uciskową i krew Shane’a popłynęła przez rurkę. – Czy mogę wskazać odbiorcę mojej krwi? – zapytała Claire. To skupiło uwagę Olivera, a Shane nawet uniósł powiekę, by rzucić na nią okiem. – Skoro i tak oddaję ją z własnej woli? – Tak sądzę – odpowiedział Oliver i sięgnął po czarny flamaster. – Nazwisko? – Szpital – stwierdziła. – W razie nieszczęśliwych wypadków. Przyjrzał jej się uważnie, a potem wzruszył ramionami i postawił na torbie – już w jednej czwartej pełnej – zwykły krzyżyk – a potem odstawił ją z powrotem. Shane otworzył usta, ale Oliver odezwał się pierwszy: – Nawet o tym nie myśl. Poza tym twoja już i tak ma przydział. W odpowiedzi Shane tylko prychnął. – Właśnie dlatego ja się o nią nie prosiłem – skomentował Oliver. – Mam swoje wymagania. A teraz, jeśli któreś z was poczuje mdłości albo zrobi mu się słabo, to naciśnijcie guzik. W innym wypadku wrócę za kilka minut. Wstał i ruszył do drzwi, ale zawahał się, gdy sięgnął po klamkę. Odwrócił się do nich i stwierdził: – Otrzymałem zaproszenie. Przez chwilę Claire nie wiedziała, o czym on mówi, a potem rzekła: – Och. Przyjęcie. 2 – Wampiry z Morganville

17


WAMPIRY Z MORGANVILLE KSIĘGA 7.OSTATNI POCAŁUNEK