Page 1

„CIAŁO” ( „ Big Body J ” )

OSOBY: KRYSTYN LUBASZ

- Mistrz, rzeźbiarz i performer

TERESA JOANNA

- córki Mistrza

WIKTORIA (WIKI)

ROBERT

- mąż Teresy

PAWEŁ

- mąż Joanny

EWARYST (EWEK)

- narzeczony Wiktorii

KOMISARZ

- policjanci

ASPIRANT

FOTOREP

- fotoreporter

1


CIAŁO Big Body J

Prolog. Ciemna scena. Punktowe światło na trzy krzesła ustawione na proscenium. Dwa obok siebie, trzecie, z prawej strony, w niewielkiej od nich odległości. (Może to przypominać umowny fragment

przedziału w wagonie kolejowym, albo też wnętrze

tramwaju lub autobusu

miejskiego). Wchodzi Paweł i w milczeniu siada na wprost widowni, na najbardziej skrajnym krześle z lewej strony. Zaraz po nim, wchodzi z prawej i siada na wolnym krześle Fotoreporter (zwany przez znajomych Fotorepem), z przewieszonym na szyi profesjonalnym aparatem (lustrzanka cyfrowa z długim obiektywem ze zmienną ogniskową) . Obaj początkowo w zamyśleniu patrzą w stronę widowni. Fotorep zaczyna zerkać coraz częściej na Pawła, w końcu przesiada się na wolne krzesło obok niego. FOTOREP – I co słychać?... PAWEŁ – W porządku. FOTOREP – Robisz dalej filmy?... PAWEŁ – Nie. FOTOREP – Nie?... Szkoda… A mnie pamiętasz?.. PAWEŁ – (nieco zniecierpliwiony) – Mhm… FOTOREP – (śmieje się) – Możesz nie pamiętać. To już trzy.., nie.., czekaj… prawie cztery lata minęły. Spotykaliśmy się przez kilka dni w Studio Miniatur, na planie twojego filmiku. Robiłem fotoreportaż dla popołudniówki… PAWEŁ – No tak, tak. Rzeczywiście, kiedyś pracowałem w Studio Miniatur… FOTOREP – Lepiłeś wtedy te swoje kukiełki… PAWEŁ – Lalki. FOTOREP – Taki, tak. Lalki, kukiełki (śmieje się) Niektóre śliczne były, tylko trochę dziwne. Dzieci ich chyba nie lubiły… Pacynki dla dorosłych! Super! Pamiętam, że robiłem ten fotoreportaż, bo dostałeś jakąś nagrodę… PAWEŁ – Pierwszą i ostatnią. FOTOREP – Zagraniczny festiwal ?… PAWEŁ – Nie, to była nagroda ministra kultury. FOTOREP – (śmieje się) Papierowy dyplom i trochę kasy. 2


PAWEŁ – Mhm… FOTOREP – I co, już nie robisz filmów? PAWEŁ – Nie. FOTOREP – Szkoda, były całkiem niezłe...Przynajmniej mnie się naprawdę podobały… Nie wiedziałem, że już nie robisz swoich kukiełkowych filmików. Nie było mnie przez ostatnich kilka lat w kraju… (Milczą przez chwilę) PAWEŁ – Napisałem książkę. Wydali mi ją rok temu. FOTOREP – O… napisałeś o swoich kukiełkach? PAWEŁ – (zniecierpliwiony) – Nie, o życiu. FOTOREP – Super, naprawdę super! Ja też muszę napisać książkę! PAWEŁ – (przedrzeźnia go) – Super, naprawdę super!... FOTOREP – ( z przerwami, jakby zastanawiał się czy kontynuować rozmowę) – Rozmawiałem o tym z kilkoma zaufanymi ludźmi w mojej redakcji… Tak.., doprawdy, wierz mi, bardzo zaufanymi… Opowiedziałem im..., ale oczywiście nie wszystko, nie wszystko… Opowiedziałem tylko część z tego, o czym dowiedziałem się od Masuda… Masud jest Kurdem z Iranu… Gorąco mnie namawiali, żebym opisał to spotkanie… I to co je poprzedzało, i to co później się wydarzyło… I nie w jednodniowym artykule, ale właśnie w formie solidnej książki, rozumiesz, takiego pamiętnika-reportażu. Tak.. Powiedzieli, że koniecznie muszę to opisać… Opisać wszystko, dokładnie wszystko o czym dowiedziałem się wtedy od Masuda kilkanaście lat temu.., w czerwcu… dwa tysiące pierwszego roku… (Milczą obaj przez chwilę) FOTOREP – Piszesz następną? PAWEŁ – Co?... FOTOREP – Książkę. PAWEŁ – Nie, nie mam czasu. Od dwóch lat współpracuję z ojcem mojej żony. Duży projekt, (śmieje się) duże kukiełki. (do siebie) Ja pracuję, on daje nazwisko. (głośno i dobitnie) Krystyn Lubasz! Chyba słyszałeś? FOTOREP – No, no… Krystyn Lubasz. Dobra firma. Fakt. Przed laty sukces na Biennale w Wenecji, kilka pomników patriotycznych i jeszcze ten taki znany, psa czy kota…. PAWEŁ – … Żubra. FOTOREP – Fakt. Żubra… Ożeniłeś się z Teresą? PAWEŁ – Nie. Z Joanną. FOTOREP – Z Joanną? 3


PAWEŁ – Średnia córka Mistrza. Teresa jest najstarsza. Jest jeszcze najmłodsza, Wiktoria. FOTOREP – Tej najmłodszej zupełnie nie znam. Joannę kojarzę, piękna kobieta, widziałem ją kilka razy na wernisażach ojca… Ale wtedy w Studio pomagała ci przecież, jak pamiętam, właśnie Teresa. Wydawało mi się, że byliście parą… PAWEŁ - Wtedy jeszcze byliśmy. Potem poznałem Joannę… FOTOREP – Ty to masz fart, człowieku. Zawsze spadasz na cztery łapy. Kobiety cię lubią… PAWEŁ – Mhm… FOTOREP – Niedługo znowu wyjeżdżam… A co do Masuda, to nasze ostatnie spotkanie w Polsce odbyło się dokładnie dziesiątego czerwcu dwa tysiące pierwszego roku. Masud jest, jak już ci mówiłem, Kurdem i pochodzi z Mahabadu. Tak dla twojej wiadomości, bo pewnie pierwszy raz słyszysz taką nazwę, to b y ł o prawie dwustutysięczne miasto w północnym Iranie, niedaleko granicy z Turcją i Irakiem. Masud urodził się w czterdziestym szóstym, dokładnie w tym dniu i roku kiedy Kurdowie w Iranie wspólnie ze swoimi etnicznymi braćmi z Iraku proklamowali w jego rodzinnym Mahabadzie Republikę Kurdyjską… O tym się mało mówi, ale zaraz potem, w ciągu zaledwie roku armia irańska z pomocą i za cichym przyzwoleniem Brytyjczyków i Amerykanów wymordowała ponad piętnaście tysięcy Kurdów, w tym całą rodzinę Masuda. Podobno jego ojciec był ważną postacią w rządzie Republiki Kurdyjskiej… Wszystkich potajemnie stracili. Ale Masud przeżył… Przeżył rzeź wywieziony przez członka klanu Barzanich do Iraku… (Po chwili) Masud jest sunnitą, tak jak większość Kurdów. W czerwcu dwa tysiące pierwszego roku dokładnie opowiedział mi o samolotach, które w niedalekiej przyszłości wbiją się w wieżowce w Nowym Jorku… Tak.., to miałyby być, według niego, te dwa największe, najbardziej widoczne.. Właściwie dokładnie powiedział, że celem samobójczych ataków będą bliźniacze wieże World Trade Center. To się musi stać, mówił, w centrum Ameryki, w jego diabelskim sercu. Za karę. I stało się.., trzy miesiące później naprawdę dokładnie stało się tak jak mówił … (Milczą prze chwilę) FOTOREP – (łagodnie, z uśmiechem) – Zastanawiasz się, dlaczego akurat mnie opowiedział o planach, które miały się spełnić w niedalekiej przyszłości. O planach, które wtedy wydawały mi się niedorzecznym fantazjowaniem... Wysłuchałem Masuda, bo go dobrze znałem i rozumiałem jego obsesyjne pragnienie zemsty za dramat jego rodziny, za upokarzającej traumę jego dumnego narodu. Ale ten pomysł z samolotami potraktowałem jak literacką fikcję, jak projekt scenariusza filmowego. Nawet mi się spodobał i chciałem cię wtedy poszukać, żeby porozmawiać o tym. Nie zdążyłem, bo t o zdarzyło się naprawdę …

4


(milczy przez chwilę, nie patrzy na Pawła, który zaczyna być coraz bardziej zniecierpliwiony jego monologiem). FOTOREP

- Pierwszy raz spotkałem Masuda w osiemdziesiątym szóstym roku, w

październiku, a może w listopadzie.., na pewno jesienią, w akademickim klubie „pod siódemkami”. Zaczynał studia w Politechnice Łódzkiej. Przyjechał do Polski z grupą młodych Kurdów i Irakijczyków, którzy mieli stypendia fundowane przez nasze komunistyczne władze. (śmieje się) Radziecki socjalizm próbował jeszcze w ten sposób zdobywać przyczółki na świecie, chociaż sam już się tak bardzo żałośnie rozsypywał… I tak.., Masud chciał być inżynierem, bodajże

od automatyki maszyn włókienniczych. Niespodziewanie wyjechał

przed końcem studiów i jak się później dowiedziałem, został lotnikiem… Tak… Byliśmy parą. Kochałem go. Był najpiękniejszym mężczyzną jakiego znałem… PAWEŁ - …Był?... To już go nie ma? FOTOREP – Nie, nie wiem. Może jest, może go nie ma… Myślę, że już go nie ma. (Wstaje) Widzisz, Masud był miłością mojego życia… Jedyną. (FOTOREP zabiera swoje krzesło i wychodzi ze sceny.)

AKT 1 Scena jest podzielona na dwa główne miejsca akcji. Po lewej, bliżej widowni, policyjny pokój przesłuchań z dwoma biurkami i wyjściem z boku. Z prawej, mieszkanie Pawła i Joanny – fragment dużego pokoju, dwa fotele, niski stół, kanapa, w głębi drzwi do klatki schodowej, z boku drzwi do sypialni; sporo kwiatów i zielonych roślin w doniczkach. Ważną funkcję pełni światło, oświetlając raz jedno, raz drugie miejsce akcji. Czasami światło pada jednocześnie na mieszkanie i komisariat, i wówczas obydwa te plany świetlne powinna wyraźnie rozdzielać ciemna wąska neutralna przestrzeń. Rzecz sie dzieje współcześnie. Początek jesieni. Późny wieczór. Noc.

Scena 1 Komisariat. Przy dwóch biurkach policjanci w cywilnych ubraniach – nieco w głębi młody, niespełna trzydziestoletni Aspirant; bliżej, czterdziesto-paroletni Komisarz, a naprzeciw niego Paweł, który wygląda jakby drzemał. Komisarz przegląda notatki; Aspirant wpatruje się w ekran laptopa i od czasu do czasu stuka szybko w klawiaturę. 5


KOMISARZ – Chciałbym usłyszeć to jeszcze raz. Spokojnie. Po kolei. Nigdzie się nam nie spieszy… Panie Pawle, bardzo proszę… PAWEŁ (ze znużeniem) – Nie wiem już w końcu o co pan prosi, komisarzu. Mówię i mówię, ciągle to samo… Dwa albo nawet trzy razy wysłuchał pan moją historię, która tak naprawdę nie ma początku ani nie ma też końca. Zastanawiam się, czy to był dobry pomysł, że tu przyszedłem… KOMISARZ – No nie.., naprawdę cieszę się, panie Pawle, że uznał pan, że także i po to jesteśmy, żeby pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują. Bardzo dobrze, że pan do nas przyszedł… (Aspirant odrywa wzrok od ekranu laptopa i zaczyna się teraz z uwagą przyglądać i przysłuchiwać rozmowie Komisarz z Pawłem). PAWEŁ – Widzę, że pan Komisarz nie traktuje mnie poważnie. (Wstaje gwałtownie. Zza biurka zrywa się też aspirant; Komisarz uspakaja go gestem) KOMISARZ – Panie Pawle, spokojnie. Słucham pana z pełna uwagą, ale musimy to wszystko uporządkować, nadać temu jakąś formę… Jest pan artystą … (Paweł siada z powrotem na krześle) i rozumie pan, że każde wydarzenie musi mieć swój rytm, emocję i logikę następstw, nawet kiedy coś wydaje się nielogiczne. Nasze spotkanie, panie Pawle też musi w końcu zamknąć się w jakieś formie, chociaż obaj wiemy, że tak naprawdę nic się nie kończy, pozostaje otwarte… Proszę…, panie Pawle…, spróbujmy jeszcze raz. Przyrzekam, że to już ostatni raz.

Scena 2 Paweł wstaje i przechodzi od biurka w komisariacie, do swojego mieszkania. Zatrzymuje się w głębi ciemnej jeszcze części sceny, przy drzwiach od przedpokoju. Zapala jaskrawe światło. Jednocześnie gaśnie górne światło w komisariacie; pali się tylko mała lampka na biurku Komisarza. PAWEŁ – (po chwili, w kierunku Komisarza) – Nie, nie !...Nie było tyle światła. Ja chyba nawet nie dotykałem kontaktu, tak, tak, na pewno. Cały czas palił się mały kinkiet przy tamtych drzwiach (pokazuje palcem), drzwiach do naszej sypialni. (Gasi górne światło. W mieszkaniu panuje teraz półmrok rozświetlony jedynie słabym światłem padającym z kinkietu). PAWEŁ – … Wróciłem w środku nocy. Kilka minut po dwunastej. O dzień wcześniej niż planowałem… Mówiłem panu, że przygotowujemy wystawę Mistrza w Nationalgalerie im 6


Hamburger Bahnhof w Berlinie. Trudne rozmowy z kuratorami, bo nasze prace wymagają odpowiednio zaaranżowanej przestrzeni… KOMISARZ – I co ?.. Sukces?... PAWEŁ – Nie do końca. Rozmawiamy. Najważniejsze, że są zainteresowani. KOMISARZ – To kiedy wystawa ? PAWEŁ – Nie wiem. Teraz nie wiem… Wstępnie rozmawialiśmy o końcu przyszłego roku, …, ale teraz nie chce mi się nawet o tym myśleć… (Przechodzi w kierunku kanapy i foteli z przodu sceny). PAWEŁ – Nie chciałem budzić Joanny… Postawiłem torbę na kanapie (podnosi skórzaną torbę podróżną z podłogi i stawia na kanapie)… Tak .., i właśnie wtedy ją zobaczyłem… (Przyklęka gwałtownie za jednym z foteli, który przesłania niewyraźny fragmentu leżącego na podłodze ciała). Siedziała…, nie!., leżała w takiej dziwnej pozycji, oparta tylko głową o bok fotela… KOMISARZ – Była nieubrana, naga?... PAWEŁ – Nie.., chyba nie była naga… Mówiłem przecież… KOMISARZ – W tym problem, że raz pan mówił, że była, a za drugim razem, że nie. PAWEŁ – (pochyla się nad niezbyt widocznym ciałem Joanny) Leżała nieruchomo, bezwładnie… Taka dziwnie mała, drobniutka, jak niewyrośnięta dziewczynka… KOMISARZ – Dziewczynka?.. Ale to była pana żona, jest pan chyba pewien? PAWEŁ – Tak, tak, oczywiście. To była Joanna. Miała na sobie moją koszulę w szaroniebieską kratę. Męską, flanelową koszulę, którą lubiła zakładać na gołe ciało zamiast szlafroka… (unosi ręce i przygląda się z uwagą swoim dłoniom). Cała była zakrwawiona… KOMISARZ – Koszula? PAWEŁ – Tak. Koszula też.., podłoga… KOMISARZ – Sprawdzał pan, czy żona żyje? PAWEŁ – Tak, tak.., oczywiście.. Próbowałem coś zrobić. Chyba ją chciałem podnieść, ale ona była zupełnie bezwładna, wylatywała mi z rąk.., jak lalka. (Wstaje i zwraca się do Komisarza; mówi ze spokojem, monotonnie). I wtedy usłyszałem jak ktoś gwałtownie otwiera drzwi wejściowe, a potem je z trzaskiem zamyka. (Słychać trzaskające drzwi od przedpokoju. Paweł zrywa się i biegnie w tym kierunku. Przed samym wyjściem zatrzymuje się i odwraca w kierunku Komisarza) PAWEŁ (spokojnie i z pewnym znużeniem) – Pobiegłem za tym kimś, bo czułem, że to był ten, kto skrzywdził Joasię. Na ulicy nikogo nie było, to nie jest ruchliwa dzielnica. Może odjechał samochodem, może gdzieś się schował… Nie wiem. Nagle usłyszałem, że ktoś 7


nadbiega w uliczce obok. Ruszyłem tam, a on prawie wpadł na mnie. Przeprosił i pobiegł dalej. KOMISARZ – I co? Nie próbował go pan nawet zatrzymać? PAWEŁ – To był zupełnie neutralny facet, trenujący jogging. KOMISARZ – Skąd ta pewność? PAWEŁ – Miał specjalne buty do biegania, specjalne spodenki z obcisłymi nogawkami prawie do kolan, koszulkę z napisem „kocham biegać”, firmową opaskę na głowie... KOMISARZ – Świetną ma pan pamięć! Zobaczyć i zapamiętać w środku nocy i w takim dramatycznym momencie tyle szczegółów… PAWEŁ – Zawodowe skrzywienie. KOMISARZ (niespodziewanie agresywnie)– Ale nie pamiętałeś człowieku, że coś krzyczałeś w mieszkaniu! PAWEŁ – Nie.. Nie wiem. Nie wydaje mi się, żebym krzyczał. (Aspirant podaje wydruk protokołu Komisarzowi) KOMISARZ – Sąsiadka z tego samego piętra zeznała, że koło pierwszej w nocy usłyszała hałasy dochodzące z waszego mieszkania. Wyraźnie słyszała, jak krzyczałeś: „zabiję cię!”, kilka razy to powtórzyłeś. Potem trzaskały drzwi i ktoś, pewnie ty, człowieku, tego już nie widziała, zbiegał ciężko po schodach… PAWEŁ – …Zbiegał ciężko?.. Jak ciężko? Co to za brednie?.. KOMISARZ (śmieje się) – Hałasował pan na tych schodach. Robił rumor. Ciężkie kroki… (poważnieje) A może kogoś znosiłeś, człowieku? No tak, wtedy ciężko się stawia nogi na wysokich stopniach starej kamienicy. Echo niesie na tych wyszczerbionych marmurach.

Scena 3 Paweł przechodzi do komisariatu i siada za biurkiem, naprzeciw Komisarza. Wraz z jego przejściem wraca tam pełne światło, a jednocześnie gaśnie słaby kinkiet w mieszkaniu. PAWEŁ (spokojnie) – Być może coś krzyczałem. Być może nawet krzyczałem: „ zabiję!’, czy może: „zabiję cię!”. Nie wiem, nie pamiętam. Mogłem tak krzyczeć, jak usłyszałem kroki tego drania, a potem jak trzasnął drzwiami… KOMISARZ – Ach, to był mężczyzna! PAWEŁ – Nie, nie wiem. Nie widziałem, kto to był. Tak myślę, że to był facet…

8


KOMISARZ (przechyla się do Pawła) – Też tak myślę, człowieku, że to był facet. I wiesz co jeszcze myślę, że wyglądało to tak…

Scena

4

Powrót do oświetlenia ze sceny 2 – w komisariacie pali się tylko lampka na biurku komisarza; mieszkanie jest jaskrawo oświetlone górnym światłem. Paweł wraca do swojego mieszkania, staje na środku z torbą podróżną w ręku. Po chwili w drzwiach od sypialni zjawia się Joanna. Na gołe ciało ma zarzuconą niezapiętą z pośpiechu męską koszulę w szaro-niebieską kratę. Staje tak, że zastawia sobą wejście do sypialni. Paweł wolno podchodzi do niej. Odstawia torbę na kanapę… Odwraca się w kierunku Komisarza. Oboje, Joanna i Paweł nieruchomieją, kiedy mówi Komisarz. KOMISARZ (agresywnie) – Wróciłeś, człowieku wcześniej, niż miałeś wrócić. Żona nie chciała cię wpuścić do sypialni gdzie słodko baraszkowała z nim, albo jak to teraz w modzie, może z nią… Wszystko jedno. A ty? Ty się wkurzyłeś. Wściekłeś, bo nawet artyści nie lubią jak im rogi przyprawiają. I stało się… (Paweł odpycha żonę od drzwi. Ona przewracając się uderza głową o kant stołu i wali się bezwładnie na podłogę za skórzanym fotelem. Paweł przyklęka i pochyla się nad nią. Po chwili jednak z przerażeniem odsuwa się i wolno unosi ręce do góry wpatrując się w kapiącą z dłoni krew. Trzaskają drzwi w przedpokoju i słychać oddalające się szybko kroki na schodach). PAWEŁ – Zabiję cię! Zabiję! (Rusza do drzwi. Otwiera je w pośpiech; nieruchomieje i powoli je zamyka. Odwraca się do Komisarza). PAWEŁ – To jest niedorzeczny, absurdalny scenariusz. Ma pan spaczoną wyobraźnię. Kochaliśmy się z moją żoną. Nie mógłbym ją skrzywdzić… KOMISARZ (przerywa mu) – … Ależ panie Pawle, nie mówię, że pan z premedytacją! W szale zazdrości, co trochę może nawet złagodzić pańską winę, zamordował pan swoją żonę. Stało się… W korzystniejszym dla pana wariancie można by przyjąć, że to był nieszczęśliwy wypadek. Pan ja pchnął, ona się przewróciła. I też się stało.. PAWEŁ (z rozpaczą i złością) – Ale gdzie ona jest?! Gdzie jest moja żona?! KOMISARZ – To pan musi nam powiedzieć, gdzie mamy ją szukać. My, na Boga człowieku, nawet nie wiemy czy ona żyje, czy nie. To ty znalazłeś ciało kobiety w swoim mieszkaniu i jak twierdzisz, to było martwe ciało twojej żony, Joanny.

9


PAWEŁ – Kiedy wróciłem jej tam nie było. Nikogo nie było, żadnych śladów.., ale ona wcześniej leżała tam, za fotelem i była martwa. KOMISARZ – Dlaczego od razu pan do nas nie przyszedł ? Czekał pan prawie do wieczora… (Paweł kręci głową, nie odpowiada). KOMISARZ – Człowieku, powiedz wreszcie prawdę: co robiłeś przez te kilkanaście godzin, zanim zjawiłeś się tutaj? PAWEŁ – Siedziałem i czekałem. KOMISARZ – Na co czekałeś? PAWEŁ – Nie wiem… Na nią. KOMISARZ – Na ducha czekałeś?!... Na ducha, człowieku?! PAWEŁ (ze spokojem) – Nie wiem, może. Może na ducha.

Scena 5 Komisariat. Gaśnie światło w mieszkaniu i jednocześnie zapala się w komisariacie. Paweł zostaje w ciemnym mieszkaniu. Widoczny pewien upływ czasu: Aspirant stoi przy małej drukarce laserowej i odbiera kolejne wydruki. Komisarz przygląda się jakimś zdjęciom. KOMISARZ – No i tak.., minęły trzy dni, a ciała nie ma. Ani żywego, ani martwego. ASPIRANT (spogląda na zdjęcia na biurku Komisarza) – Ładna kobieta. Lubię takie, niby drobne, nieduże, ale popitaśne… KOMISARZ – Co to znaczy, „popitaśne”? ASPIRANT – No, seksowne (śmieje się). Takie co w oczach mają seks, żeby nie powiedzieć co jeszcze mają w tych oczach… KOMISARZ (przerywa mu) – Rodzinna, grzeczna fotografia z mężem i tatusiem, a ty się, młody kolego, tak podniecasz. Lepiej pomyśl, że tak naprawdę to nie wiadomo, co jeszcze z niej zostało… Czuję trupa, rozumiesz. Mój nos mówi mi, że ją ten niedorobiony artysta załatwił. Nie do końca jasny jest motyw, bo tego gacha w łóżku żony to mu tak na wszelki wypadek wcisnąłem. Ale, że coś jej zrobił to pewne, tylko jeszcze nie wiem jak i dlaczego… To do niej mógł krzyczeć: „zabiję!”, „zabiję cię!’’. Tylko gdzie do diabła jest ciało?! ASPIRANT – Mamy koszulę! KOMISARZ – Fakt. (czyta z protokołu) „Flanelowa, męska koszula w szaro-niebieską kratę z licznymi plamami krwi, znaleziona drugiego dnia od zaginięcia poszukiwanej, w pojemniku

10


na śmieci, na sąsiedniej ulicy, w pobliżu miejsca zamieszkania podejrzanego”… Przesadziłeś. On nie jest jeszcze podejrzanym. ASPIRANT – Ale będzie! Jestem pewien, że będzie. KOMISARZ – Może tak, może nie….. Najważniejsze, że udało ci się z tą koszulą. Spisałeś się i masz za to u mnie duży plus. ASPIRANT –Kiedy tam pojechałem, od razu sobie przypomniałem zeznanie naszego artysty, w którym to tak barwnie opowiadał o tym jakoby pościgu za tym niby zabójcą. Pobiegł aż na sąsiednią ulicę. I nawet go tam widziano!… KOMISARZ – … Tak, tak, to był dobry trop. (śmieje się) Nocny biegacz w obcisłych portkach! ASPIRANT (z dumą) – Jakby się ktoś pytał, to pomyślałem sobie, że on przewinął się wtedy wystarczająco blisko tego pojemnika, żeby podrzucić koszulę… KOMISARZ – …Którą jego żona zakładała zamiast szlafroka na nagie ciało. (poważnieje) No dobrze, młody kolego, wystarczy tej pornografii. Na kiedy obiecali w laboratorium przebadać koszulę naszej zaginionej denatki? ASPIRANT – Wstępny protokół powinien być dzisiaj, pod koniec dnia. KOMISARZ – Dlaczego wstępny? Dlaczego jeszcze nie jest gotowy?.. Przecież nie muszą się tak dłubać jak by to była sekcja zwłok! ASPIRANT – Tłumaczą, że mają inne priorytety. KOMISARZ – Inne priorytety? Co ty pleciesz?! ASPIRANT – Nie ma kobity, nie ma ciała… Nie wiadomo co z tym fantem robić. A może ona tylko zafundowała sobie tajemniczy urlop i wyskoczyła gdzieś, gdzie ją nie znają?.. KOMISARZ – Och, kombinujesz… (Przerywa, bo dzwoni telefon. Podnosi słuchawkę). KOMISARZ – Tak.., tak, to moja sprawa. Proszę wpuścić ich na górę, do mnie… Tak, do pokoju przesłuchań na pierwszym piętrze. (Do Pawła, niezbyt widocznego w ciemnym mieszkaniu).

Schodzi

się

PAWEŁ – Kto? KOMISARZ – Teść i jedna z córek, ta najstarsza. PAWEŁ – Teresa… KOMISARZ – Tak, pani Teresa. PAWEŁ (po chwili, z ironią) – I sam Mistrz?.. To niespodzianka.

11

pańska

rodzina.


Scena 6 Komisariat. Aspirant otwiera drzwi przepuszczając Teresę i jej ojca. Mistrz, podtrzymywany delikatnie przez córka, przesuwa się podpierając na trójramiennym „balkoniku”. Aspirant szybko podsuwa mu krzesło, na którym wcześniej siedział Paweł. Teresa staje obok ojca. Aspirant, jakby się wahał, czy nie powinien zostać, ale ponaglony gestem przez Komisarza wychodzi z pokoju przesłuchań. TERESA – Ojciec miał w nocy lekki incydent udarowy… To się niestety już powtarza od jakiegoś czasu. Ma kłopoty z chodzeniem… I z mówieniem. KOMISARZ – Najmocniej przepraszam. Nie wiedziałem. Ojciec nie musiał tu przyjeżdżać… TERESA (przerywa mu) - …Ale ojciec chciał! (do ojca) Chciałeś tato, chciałeś tu przyjechać, prawda?... (Mistrz nie reaguje) TERESA (cicho, do Komisarza) – Ojciec teraz nie mówi, ale to mija… Czasami ma też problemy ze wzrokiem, krótka ślepota raz w jednym, raz w drugim oku. Na szczęście to też mija. Natomiast wszystko słyszy i rozumie. Doskonale rozumie. KOMISARZ – Kiedy rozmawialiśmy przez telefon, mówiła pani, że przyjedzie z mężem. TERESA – Tak, oczywiście, przyjechaliśmy w trójkę. Mąż zostawił mnie i ojca przed wejściem, a sam pojechał zaparkować gdzieś w pobliżu samochód. Mam nadzieję, że może tu wejść? KOMISARZ – Ależ oczywiście. TERESA – Wszyscy jesteśmy bardzo zaniepokojeni i zmartwieni. Musi pan to zrozumieć. Od kilku dni nikt z nas nie widział, ani nie rozmawiał z Joanną. Nie mieliśmy żadnej od niej wiadomości. A z Pawłem też nie można się skontaktować… Teraz jeszcze ten telefon od pana, który zupełnie nas przeraził. Panie komisarzu.., co tak naprawdę stało się z Joanną? KOMISARZ – Tak naprawdę, to my też nie wiemy, co się mogło stać pani siostrze.. TERESA – Jak to w y nie wiecie?! A kto wie i dlaczego nas w takim razie tu wezwano? KOMISARZ – Poproszono… (Przerywa bo dzwoni telefon. Podnosi słuchawkę) KOMISARZ – Tak.., Robert K. Skieruj go też do mnie, na piętro. (odkłada słuchawkę) Mąż już jest, zaraz tu przyjdzie i proszę się nie denerwować. Widzi pani wydaje nam się, że najwięcej wie pani szwagier, ale on udaje, że też nic nie wie… TERESA – Paweł?.. A w ogóle, to gdzie jest Paweł? KOMISARZ – Czeka w pokoju obok. 12


(Teresa rusza gwałtownie w kierunku drzwi. Niespodziewanie ojciec przytrzymuje ją za rękę). TERESA (do ojca) – Muszę się z nim zobaczyć, tato. Rozumiesz chyba, że muszę się natychmiast zobaczyć z Pawłem! KOMISARZ – Teraz, proszę pani, jest to niemożliwe, nie może pani się z nim spotkać. Później, może później. TERESA – Nie jest chyba aresztowany?! KOMISARZ (ciągle grzecznie, spokojnie) – Nie, nie, proszę pani. Nikt nie jest jeszcze aresztowany… (Przerywa, bo wchodzi Robert) ROBERT – A kogo, do diabła, chcecie aresztować?! KOMISARZ – O, pan Robert?... Mąż pani Teresy? ROBERT ( z irytacją) – Tak, rzeczywiście, zgadza się. To jest moja żona, a ja jestem jej mężem i szczęśliwym zięciem wielkiego Mistrza! TERESA – Przestań! ROBERT – Tak jest, moja droga, już przestałem… Do rzeczy jednak panie komisarzu, do rzeczy. Co z Joanną? Czy coś jej się stało? Czy w ogóle coś już wiecie?... Bo jak na razie, to zrobiliście tylko totalne zamieszanie. Nawet mojego schorowanego teścia tu przyciągnęliście! KOMISARZ (spokojnie) – Pana teść, o ile wiem, sam chciał do nas przyjść.., przepraszam, przyjechać. TERESA (do Roberta) – Tak, tak.., tata chciał koniecznie tu być, jak się dowiedział o telefonie od pana Komisarza. ROBERT (z irytacją) – Telefonie?.. To nawet nie było formalnego wezwania! Nie mówiłaś, że to był tylko prywatny telefon od pana Komisarza! Bez sensu. Kompletnie bez sensu… Nie trzeba było w ogóle tu przyjeżdżać! KOMISARZ – Ma pan absolutną rację, co do prywatności mojego telefonu. Niemniej jestem państwu bardzo wdzięczny, że pofatygowaliście się do nas. Mamy problem, nie ukrywam, że bardzo tajemniczy i niejasny, i być może wspólnie uda się go nam rozwiązać. ROBERT – Zanim zacznie pan swoje gierki, chciałbym żebyśmy sobie coś wyjaśnili. KOMISARZ – Bardzo chętnie. Słucham. ROBERT – Komendant miasta, czyli pana przełożony Komisarzu, został komendantem z nadania partii, której , jak pan wie, jestem członkiem i przedstawicielem w parlamencie… KOMISARZ (z powagą) – Przepraszam, panie pośle, doprawdy nie byłem pewien… Ale to czy pan zna komendanta, czy nie, nie pomoże nam ustalić co się stało z pana szwagierką.

13


ROBERT – A co się miało stać? Że zniknęła na kilka dni? Zapytajcie tego obojnaka, jej męża. (Śmieje się) Chyba nie zgubił własnej żony?... Chociaż do niego to podobne. TERESA (do ojca, mówi wolno i starannie układając usta) – Tato, pan komisarz uważa, że Joanna zaginęła.. (Mistrz odwraca gwałtownie głowę w stronę Komisarza). KOMISARZ – Dokładnie, to my nie wiemy co się stało z panią Joanną. Dwa dnie temu jej mąż zawiadomił nas, że we wtorek w nocy, po powrocie z Berlina, znalazł w mieszkaniu martwe ciało swojej żony, Joanny. TERESA – Nie! To niemożliwe! ROBERT – Co pan mówi?! Co to za brednie?! KOMISARZ (tłumaczy ze spokojem) – Najpierw znalazł ciało żony, która na pewno już nie żyła, jak twierdzi. Potem próbował gonić domniemanego zabójcę, ale go nie złapał. Kiedy po niecałej godzinie wrócił, ciała nie było. Nie było też żadnych śladów świadczących o jakimś dramatycznym zdarzeniu w ich mieszkaniu. Sprawdziliśmy to. ROBERT – Nic nie rozumiem! Co się w końcu stało z Joanną? To ona żyje, czy nie żyje?.. Może po prostu uciekła od tego nieudacznika, a on opowiada jakieś fantasmagorie. TERESA – Przestań! ROBERT – Dobrze, już dobrze. Spokojnie. Wiesz, że nie lubię tego spedalonego artysty. KOMISARZ – To on jest gejem? TERESA – (stanowczo) Nie. Nie jest gejem. Mąż mówi bzdury. Zanim się pobraliśmy, spotykałam się z Pawłem. I to go męczy. ROBERT – Naprawdę nie jestem o niego zazdrosny! Naprawdę! Nigdy nie byłem i nie jestem. (Do Komisarza ) Panie Komisarzu, myślę, że pana niekoniecznie interesują nasze małe małżeńskie nieporozumienia, więc czy mógłby pan w końcu wyjaśnić co się stało z moją szwagierka, a przynajmniej co pan podejrzewa, że mogło się stać… KOMISARZ – Nie ukrywam, że braliśmy poważnie pod uwagę wariant, o którym pan wspomniał, że to pani Joanna rzuca męża, a może tylko chce od niego odpocząć, zniknąć na jakiś czas, a on wciąga nas w jakiś swój zagmatwany, artystyczny performance. Od kilku godzin sprawa staje się jednak poważniejsza, niż się wydawała na początku. W pobliżu ich domu znaleziono koszulę, o której opowiadał pan Paweł. Jego koszulę w szaro-niebieską kratę. Z plamami krwi. A on twierdził, że właśnie tę koszulę miała na sobie jego żona, kiedy znalazł ją martwą w mieszkaniu. TERESA – O Boże…

14


ROBERT (cicho) – Myśli pan, że Paweł ja zabił?...Możliwe, wszystko jest możliwe…( po chwili milczenia, coraz głośniej) …Ten gnój, pokręt, ta żałosna miernota, która wkradła się do naszej rodziny… Przejrzała go w końcu, zobaczyła jaki naprawdę jest i chciała odejść. Rzucić gada. I dlatego ją zabił! Bez niej, bez teścia byłby nikim. Wiedziałem, że to śmieć. Takich jak on to trzeba jak chwasty, z korzeniami wyrywać! (Wchodzi Aspirant. Zatrzymuje się w drzwiach. Nikt nie zwraca na niego uwagi). TERESA – Opanuj się! Co ty wygadujesz! ASPIRANT (cicho) – Pan poseł?.. Tutaj?.. (przemyka dyskretnie za swoje biurko). (Robert siada obok żony, która kręci z dezaprobata głową) TERESA (powtarza cicho, do Roberta) – Co ty wygadujesz! Przecież nawet nie wiadomo, czy cokolwiek stało się Joannie… A ja się zastanawiam, co tobie się nagle stało, że tak się niezdrowo podnieciłeś?! ROBERT (cicho, do żony) – Podnieca to się kurwa! Nie obrażaj mnie!.. (wstaje) Panie Komisarzu, czy my jesteśmy jeszcze panu do czegoś potrzebni? KOMISARZ

(rozkłada ręce) – Niewiele państwo wiecie. Ale jeżeli się coś

nowego

wydarzy, albo coś wam się przypomni, bardzo proszę o szybki kontakt z nami… (podaje wizytówkę Teresie) A najlepiej proszę dzwonić bezpośrednio do mnie. Obydwa numery są aktualne. TERESA – Oczywiście, panie komisarzu, będziemy dzwonić. KOMISARZ (wstaje) – To ja już państwu dziękuję. Czekamy jeszcze tylko na pani najmłodszą siostrę. TERESA – Na Wiki?... ASPIRANT – Tak, na pannę Wiktorię. ROBERT (do Aspiranta) – I udało wam się ją znaleźć, tę latawicę?.. Ciekawe gdzie? W czyim łóżku? TERESA – Przestań! ASPIRANT – Przyjdzie razem ze swoim narzeczonym. ROBERT –No nie, z narzeczonym?!... Tym przydupasem? TERESA (wstaje gwałtownie) – Uspokój się wreszcie! Przestań! ROBERT – Przestań i przestań! To ty przestań mnie strofować!... (do Komisarza) Czekamy na wiadomość, panie Komisarzu, wszystko jedno czy dobrą, czy złą. (ścisza głos) Z tą najmłodszą, to szkoda czasu, motylki w głowie, kompletnie rozpuszczona gówniara… TERESA (coraz bardziej zniecierpliwiona) – Myślę, że najwyższy czas pożegnać się z panami policjantami. 15


(Wszyscy wstają. Teresa pomaga milczącemu ojcu podnieść się z krzesła i podsuwa balkonik. Ruszają do wyjścia. Aspirant podbiega, żeby im otworzyć i przytrzymać drzwi). ROBERT (do Komisarza) – Wygląda pan na rozsądnego człowieka i dobrego policjanta, Wierzę, że szybko i sprawnie rozwiąże pan tę przykrą dla nas wszystkich sprawę. I znajdzie Joannę… (Teresa z ojcem wychodzą. Robert zatrzymuje się w drzwiach) Rozumie pan, Komisarzu, że nie chcielibyśmy, żeby media już teraz, kiedy jeszcze nic nie wiadomo, nas dopadły i po nas się przejechały.. Może pan zawsze liczyć na moja wdzięczność. KOMISARZ – Postaramy się, panie pośle. Być może w ogóle nie ma i nie będzie żadnej sprawy i pana szwagierka wkrótce się odnajdzie cała i zdrowa. ROBERT – Też mam nadzieję na taki finał, Komisarzu! (wychodzi)

Scena 7 Paweł wraca do pokoju przesłuchań w komisariacie. Siada na swoim stałym miejscu, naprzeciw Komisarza. ASPIRANT (do Komisarza) – Robi się ciekawie. Wielki artysta, jeden zięć poseł, drugi zięć podejrzany, ładne córeczki i to jeszcze do tego aż trzy… A co z mamusią? PAWEŁ – …Mistrz od wielu lat jest wdowcem… ASPIRANT – Nie ciebie pytałem! PAWEŁ – Przepraszam. ASPIRANT (do Komisarza) – Sam nie wiem, czy to dobrze, czy tak sobie, ale za chwilę będziemy tu mieli wszystkie ciekawskie media, od telewizji i radia po tabloidy… KOMISARZ – Nakręca cię to? PAWEŁ (do Komisarza) – A pana to nie nakręca? ASPIRANT (do Pawła) – Zamknij się człowieku! I naucz się wreszcie, żebyś się nie odzywał jak cię nie pytają! PAWEŁ (spokojnie, do Komisarza) – On tak zawsze? ASPIRANT (zrywa się zza biurka) – Chyba mu w końcu przywalę! KOMISARZ – Spokój panowie, tylko spokój. (do Aspiranta) Na siłowe argumenty jeszcze nie pora, drogi kolego. ASPIRANT – Pan Komisarz sobie żartuje, ale gdyby on (pokazuje na Pawła) usłyszał co o nim mówił pan poseł… PAWEŁ (cicho) – Ciekawe, co ten burak mógł o mnie powiedzieć. KOMISARZ (z rozbawieniem, do aspiranta) – Podsłuchiwałeś? ASPIRANT – Nie musiałem, pan poseł tak głośno krzyczał, że go na korytarzu było słychać. 16


PAWEŁ (do siebie) – Wiecowe nawyki. KOMISARZ – Chyba raczej parlamentarne. Nie pamiętam pana posła z wieców, ani z pochodów. PAWEŁ – No tak, on zawsze z tyłu. Na razie nie chce się wyróżniać, ale wierzy, że jego czas nadejdzie.. (z ironią) Pewnie już nadchodzi, razem ze świetlaną karierą, na którą w takim pocie czoła pracuje. KOMISARZ – Nie lubicie się panowie. PAWEŁ – Powiedzmy, że nie przepadamy za sobą.

Scena 8 Aspirant wstaje od biurka przechodzi w głąb komisariatu i otwiera drzwi. Do komisariatu wchodzi, lekko się zataczając, młoda, modnie i dość ekstrawagancko ubrana kobieta, Wiki. Za nią równie młody i równie modnie ubrany mężczyzna, Ewaryst. On zatrzymuje się niepewnie przy drzwiach. Ona, widząc Pawła, rusza do niego szybko. Zaskoczony jej gwałtownym ruchem, Aspirant, chwyta ją za ramię i zatrzymuje w miejscu. WIKI – Co jest?!... Ty, Szwarceneger! Puść mnie, bo mi rękę złamiesz! PAWEŁ (cicho) – To jest Wiktoria. WIKI – Pewnie, że Wiktoria.., szalone dziecko wielkiego Papy. Dla przyjaciół Wiki… (do Aspiranta, który puszcza jej rękę) Ale chyba nie dla ciebie, Szwarceneger… (opiera się o jego ramię) Pod koszulką kupa mięsni, ale tu… (robi ruch ręką w kierunku jego podbrzusza, Aspirant odskakuje gwałtownie, Wiki wybucha śmiechem) WIKI (śmiejąc się) - …Nie ma za co złapać …Duża klata, mały ptaszek… ASPIRANT – Panie Komisarzu, chyba jej będę musiał przyłożyć! WIKI – O, jaki brutalny i namiętny. Słodziutki Szwarci… ASPIRANT – Zamknij się wreszcie! WIKI (opiera się o biurko Komisarza) – To lubię! Prawdziwy mężczyzna, to prawdziwy cham! (przechyla się do Pawła i całuje go w policzek) Witaj szwagrze, coś ty przeskrobał, że cię tu trzymają? KOMISARZ (cały czas spokojny, trochę nawet rozbawiony) – Pani Wiktoria Lubasz, młodsza siostra…

17


WIKI (przerywa mu) – Tak, tak, młodsza siostra, bo jest jeszcze Teresa, starsza siostrzyczka żony tego przystojniaka… Pawełku, o co tu w końcu chodzi? Dlaczego cię tu trzymają?... (chichocze) Rodzinny sejf obrobiłeś? PAWEŁ (cicho) – Joanna nie żyje. WIKI – Joasia?... Zaraz, zaraz.., wyjechała?... Nie możesz jej znaleźć?... No tak, porzuciła cię, tak czułam… KOMISARZ – Dlaczego pani tak czuła? WIKI – Co?!... O co chodzi?... Kim pan jest, do diabła?! I co tu w ogóle się dzieje?... (Zrywa się od biurka, zatacza. Aspirant podtrzymuje ją.) WIKI (odpychając Aspiranta) – Odpieprz się człowieku! Gdzie z łapami! (Podbiega do nich milczący i stojący do tej pory

nieruchomo przy drzwiach Ewaryst;

obejmuje Wiki. EWARYST (do Komisarza) – Bardzo przepraszamy… Wiki nie jest w najlepszej formie… WIKI (płacze) – Słyszałeś, co Paweł powiedział?... Że Joasia nie żyje… EWARYST – Tak, wiem kochanie, została zamordowana. KOMISARZ – Zamordowana? A skąd pan wie, że została zamordowana?... Nikt o tym tutaj nie mówił. EWARYST (zmieszany) – Dzwonił do mnie Robert, na komórkę. WIKI – Nic mi nie powiedziałeś! EWARYST – Nie chciałem cię, kochanie, martwić. Poza tym, o ile wiem, to jeszcze nic pewnego. KOMISARZ – Rzeczywiście, nic pewnego. EWARYST - No widzisz, pan Komisarz nie wie, co tak naprawdę stało się z Joanną… KOMISARZ – A pan wie? EWARYST – Ja? Ależ skąd! Cóż ja mogę o tym wiedzieć?... KOMISARZ – Widzi pan, ze wstępnych badań laboratoryjnych plam krwi na koszuli, którą miała ostatnio pani Joanna wynika niezbicie, że to jest na pewno jej krew, a ponadto, że w tej jej krwi znaleziono ślady narkotyku… PAWEŁ (gwałtownie) – Joanna nie była narkomanką! EWARYST – Nic o tym nie wiedziałeś? KOMISARZ (do Ewarysta) – A pan wiedział? EWARYST – Nie… Dlaczego ja miałbym coś o tym wiedzieć! KOMISARZ – Może jednak coś sobie przypomnisz? (Wiki przestaje płakać, wysuwa się z ramion Ewarysta). 18


EWARYST (niepewnie) – Miałem kiedyś epizod z prochami, to prawda.., ale teraz mnie pan w nic nie wrobi, jestem czysty! KOMISARZ – Sprawdzimy. Jeżeli jest pan czysty, to nie ma się czego bać, Ewaryście. ASPIRANT – Ewaryst? Co to za popieprzona ksywa? KOMISARZ – Młody człowiek z podejrzaną przeszłością ma tak na imię. A na bajzlu gdzie kwitnie handel prochami nasz Ewaryst jest bardziej znany jako „Ewek-kurewek”. EWERYST – Proszę nie kpić. Wypraszam sobie takie żarty! ASPIRANT (z rozbawieniem) – Pan Komisarz nie zwykł kpić, Ewaryście. Ewek-kurewek… dobre… WIKI – Wystarczy! Nie podoba mi się tutaj. Nie podoba mi się to miejsce, a i panowie też mi się nie podobają. Nie wiem co się stało z Joanną, nie wiem w ogóle o co tu chodzi i…, i dlaczego my tu jeszcze jesteśmy?! ASPIRANT – No proszę, proszę.., jaka stanowczość i energia! WIKI ( ignoruje go ostentacyjnie i zwraca się do Komisarza) – Możemy iść?! KOMISARZ – Tak, ale proszę być z nami w kontakcie. WIKI – No i dobrze, jak trzeba będzie, będziemy dzwonić… Aha i Pawła zabieramy z sobą, bo to oczywiste, że on też z nami wychodzi! KOMISARZ – On na razie zostaje. WIKI – Dlaczego?! KOMISARZ – Nie skończyliśmy rozmawiać. Parę spraw musimy sobie jeszcze z panem Pawłem wyjaśnić. WIKI (do Pawła) – Pawełku, nie martw się, wszystko będzie dobrze! Joanna się znajdzie. Ty wrócisz do domu. I zapomnimy o tym koszmarze… Czekamy na ciebie. (do Ewarysta) Chodź! (cicho, do siebie) Ewek-kurewek… (Wiki widząc niepewność Ewarysta, chwyta go energicznie za ramię i popycha do wyjścia. Aspirant zrywa się zza biurka, żeby ich zatrzymać; Komisarz macha uspakajająco ręką. Wiki z Ewarystem wychodzą). KOMISARZ (do Aspiranta) - Słuchaj, pora już na wstępne uporządkowanie całego tego burdelu. Masz nagrania zeznań, masz poplamioną krwią koszulę w szaro-niebieską kratę i masz naszego pana Pawła, który jak trzeba będzie, powinien ci służyć pomocą w przygotowaniu przyzwoitego raportu. (z rozbawieniem) I pamiętaj, że ci z góry będą to uważnie czytać. Samego komendanta mamy na karku, jak w banku… (Wstaje, podchodzi do drzwi) Staraj się, chłopie. Jeżeli wszystko

19


pójdzie dobrze to i szansa na awans się niewątpliwie pojawi… Ja sobie zrobię malutka przerwę.. (Wychodzi)

Scena 9 (Po wyjściu Komisarza, Paweł wstaje, przez chwilę waha się, ale w końcu też rusza do wyjścia). ASPIRANT – A ty gdzie?! Kto ci pozwolił wyjść? PAWEŁ – Chyba już nie jestem tutaj do niczego potrzebny?... Wszystko co miałem do powiedzenia powiedziałem Komisarzowi… (z ironią) Trzy razy mówiłem to samo i o tym samym.., i panu, już po raz czwarty, kompletnie nie mam zamiaru. ASPIRANT – To nie ty, człowieku, będziesz decydował o czymkolwiek. Siadaj na swoim miejscu i bądź grzeczny, bo ja nie jestem taki kulturalny jak pan Komisarz. PAWEŁ (cicho) – Dobry glina i zły glina. Jak w kinie. ASPIRANT – Co ty tam pod nosem marudzisz?... PAWEŁ (siada) – Twarde krzesła macie dla ludzi… ASPIRANT (przerywa mu) - … Dla takich jak ty, aż za dobre! (wkłada małą słuchawkę do ucha i wysuwa klawiaturę komputera). Siedź na tyłku i nie narzekaj. Niedługo trafisz tam gdzie nie będziesz miał takich luksusów, a twoim tyłkiem zajmą się koledzy z celi…(śmieje się) Bo wiesz, że masz przechlapane?.. Wiesz, czy nie wiesz?... Jeżeli jeszcze nie wiesz, to ci to właśnie mówię, jesteś skończony, człowieku. Jak tylko znajdziemy ciało, a gwarantuje ci, że szybko znajdziemy, to z pierdla nie wyjdziesz do końca życia… (Zaczyna pisać, co jakiś czas zerkając na mały ekran monitora. Pawłem cierpliwie siedzi w bezruchu i milczeniu). ASPIRANT (do siebie, nie przerywając pisania) - … Ta cała twoja rodzina, to niezła menażeria… Siedzą przy korycie, nieroby, a porządni ludzie, którzy was utrzymują, zapieprzają za grosze… (do Pawła) Wiesz, że jesteś pasożytem?… Wiesz?.. A jak nie wiesz, to właśnie ci to uświadamiam! (śmieje się i wraca do pisania). Pasożyty… (mówi do siebie rymowankę) Pasożyty i złodzieje, cała Polska z was się śmieje! (Paweł ostentacyjnie nie reaguje na zaczepki Aspiranta. Bawi się długopisem, który wziął z biurka Komisarza).. ASPIRANT (po dłuższej chwili milczenia, przerywa na moment pisanie i patrzy w ekran monitora) – No tak, kurwa! Wszystko im wolno… Narkotyki?.. proszę bardzo!… Pedalstwo?.. proszę bardzo!... HIV na własne życzenie?.. czemu nie, w gazetach opiszą i 20


publika będzie się jeszcze litować nad seropozytywnymi gnojami… A może załatwić żonę tak, żeby rozpłynęła się w powietrzu?.. Żaden problem. W a m wszystko wolno … ( Paweł, kiedy jest mowa o żonie, zaciska z całej siły długopis, który pęka raniąc mu dłonie i nadgarstek w lewej ręce. Aspirant, cały czas ze słuchawką w uchu, jest skupiony nad raportem i nie zauważa incydentu z długopisem, ani też reakcji Pawła na bolesne zranienie. Dzwoni telefon na biurku Komisarza. Paweł odruchowo sięga po przenośną słuchawkę. Zirytowany Aspirant podbiega do niego.

Paweł z przepraszającym gestem podaje mu

słuchawkę, ale Aspirant zastyga z wyciągniętą ręką, wpatrzony z przerażeniem w zakrwawioną dłoń Pawła. Wygląda to tak, jakby podciął sobie żyły). PAWEŁ – Przepraszam, skaleczyłem się… (przykłada słuchawkę do ucha, a potem odkłada na biurko). Rozłączyło się… (Dłoń coraz bardziej mu krwawi. Czerwone krople spadają na biurko. Paweł wstaje gwałtownie, żeby nie zabrudzić papierów leżących na biurku Komisarza). PAWEŁ – Nie ma tu jakiegoś bandaża, plastra?.. (Aspirant odsuwa się od niego) O co chodzi? Nic się przecież nie stało, skaleczyłem się trochę, tylko nie wiem dlaczego tak paskudnie krwawię… ASPIRANT (przełykając ślinę) – Nie zbliżaj się do mnie! PAWEŁ (zaskoczony) – Czyś ty oszalał, człowieku? ASPIRANT (groźnie) – Usiądź tam gdzie siedziałeś i nie ruszaj się, bo… PAWEŁ – … Bo co? (patrzy na swoją krwawiącą dłoń, a potem wolno podnosi wzrok na Aspiranta) A.., tego się boisz! (macha mu dłońmi przed twarzą i Aspirant uskakuje na boki) Tego się boisz, HIV’a w mojej krwi… To świetnie, świetnie.., wszystko jest możliwe, AIDS szaleje… (rozkazująco) Odsuń się od drzwi! No jazda, bo cie ochlapię! (Aspirant trzęsie się z wściekłości, ale odsuwa się). PAWEŁ – Bardzo dobrze. A teraz zadzwoń, żeby mnie na dole wypuścili, bo nie mam zamiaru dłużej tutaj siedzieć!.. (podnosi ręce w kierunku Aspiranta) Dzwonisz, czy mam chlapać! (Aspirant sięga po słuchawkę ze swojego biurka). ASPIRANT (cicho, z wściekłością) – Nie daruję ci, skurwysynie… (do słuchawki) Tak, tak, to ja.. Będzie ode mnie wychodził jeden przesłuchiwany… Tak, właśnie ten.., to go przepuście…(odkłada słuchawkę) Jesteś skończony, człowieku. Rozumiesz!? Już jakby cię nie

było!

PAWEŁ – Spokojnie, spokojnie… Grzeczny chłopiec… (chwyta słuchawkę z jego biurka i

21


tak, jak słuchawkę z biurka Komisarza, brudzi ją krwią. Przechodzi wolno do drzwi) Tak na wszelki wypadek, żebyś mnie nie gonił, to tu też wysmarujemy... (Smaruje klamkę krwią i szybko wychodzi. Aspirant stoi przez chwilę jak skamieniały. Potem zaczyna biegać w kółko, przystając co jakiś czas przed drzwiami). ASPIRANT – Zabiję!.. Zabiję go!.. Zabiję drania!... (krzyczy przy zamkniętych drzwiach) Czy jest tam ktoś?!.. Czy jest ktoś, do cholery?!... Zatrzymajcie go!.. Zabijcie ścierwo!... (znowu bezładnie szamocze się, w końcu zaczyna krzyczeć) Na pomoc!.. Na pomoc!!.. (Otwierają się gwałtownie drzwi i wpada do środka Komisarz). KOMISARZ – Co tu się dzieje?! Co ty wyprawiasz?! ASPIRANT (gorączkowo) – Niech pan niczego nie dotyka, panie Komisarzu. Niech pan tylko , broń Boże, niczego nie dotyka… (Komisarz chce zamknąć drzwi, Aspirant rzuca się w jego kierunku i przytrzymuje za ramiona) Nie!.. KOMISARZ – Puść mnie, ty skończony idioto! ASPIRANT – Wszędzie jest jego krew! Na klamce, na telefonach, na biurkach… KOMISARZ – Coś ty mu zrobił?! ASPIRANT – Wyszedł.., uciekł… Ale on się sam skaleczył… Nic poważnego, tylko wszędzie jest jego krew… KOMISARZ –Mówisz, Szwarci, że nam tu napaskudził (wyjmuje papierową chusteczkę i spokojnie, niezbyt starannie wyciera klamkę, a potem słuchawkę i biurko)… Napaskudził i uciekł. (śmieje się) A ty mu pozwoliłeś…. ASPIRANT (niepewnie) – Pan, panie Komisarzu mówił o narkotykach, a wśród ćpunów najwięcej jest seropozytywnych, więcej nawet niż u pedałów… Jak ją pieprzył, to też się mógł od niej zarazić… KOMISARZ – Ona się nie kłuła. Brała kokainę. ASPIRANT – Kokainę?.. (z ulgą) Fakt.., przy wciąganiu nosem ryzyko jest dużo mniejsze.., dużo, dużo mniejsze niż jakby się kłuła. Fakt… KOMISARZ -… A poza tym, Szwarci, muszę ci udzielić naganę, bo nie przeczytałeś dokładnie raportu z laboratorium. Nic tam nie ma, ani o AIDS, ani o obecności w organizmie HIVa.. Mówiąc mądrzej i ładniej: „ nie stwierdzono we krwi znajdującej się na męskiej koszuli w szaro-niebieską kratę ludzkiego wirusa upośledzenia odporności”… ASPIRANT (z furią) – To cwaniak! Kto by pomyślał… Znajdę go, spod ziemi wykopię! (Rusza do drzwi). KOMISARZ – Nie trzeba! I tak bym go zwolnił. Właśnie miałem mu to teraz powiedzieć.., (śmieje się) ale sam się zwolnił.., z twoją pomocą. 22


ASPIRANT – Jak to, zwolnił?.. Dlaczego?.. KOMISARZ – Mówiąc mądrze: mamy za mało konkretnych przesłanek, żeby go wsadzić. Nawet, żeby go doraźnie zatrzymać. ASPIRANT – Szkoda, cholera, szkoda… Ja bym go nie wypuścił. Był już miękki, do wszystkiego by się przyznał. KOMISARZ – Jeszcze zdążymy, Szwarci.. ASPIRANT (przerywa mu)… Panie Komisarzu, niech pan nie mówi do mnie tak, jak ta mała dziwka! KOMISARZ (kpiąco) – Masz na myśli córkę wielkiego Mistrza? ASPIRANT (cicho, do siebie) – Och, gówno… Wyciemnienie.

23


AKT II Scena 1 Komisariat. Dwa dni później. Powoli rozświetla się lewa strona sceny. Prawa strona pozostaje wyciemniona.1 Komisarz siedzi za swoim biurkiem. Jest wyraźnie w dobrym humorze. Nuci popularna melodyjkę, wystukując rytm palcami po blacie. Po chwili wchodzi Aspirant. Ubrany bardziej sportowo, niż w

poprzednich scenach. Jest zmęczony, ale wyraźnie podniecony.

ASPIRANT (z ożywieniem) – Właśnie wszedł do pracowni. Tak jak pan Komisarz przewidział… (Komisarz klaszcze sobie z uznaniem. Jest rozbawiony. Wychodzi zza biurka). ASPIRANT – Przez dwa dni krążył wokół domu. Wsuwał frytki i kebab w barze za rogiem, przedrzemywał na Dworcu Północnym… Za każdym razem, jak się tylko podrywał z ławki, byłem przekonany, że teraz to już na pewno wsiądzie do pociągu, albo autobusu i odjedzie. Jednak nie uciekł z miasta, spryciarz. Wrócił… i tak jak pan Komisarz mówił: wrócił, ale do pracowni Mistrza, a nie do swojego mieszkania. KOMISARZ – To było do przewidzenia. On w ostatnich miesiącach więcej czasu spędzał w pracowni Mistrza niż w domu. Podobno pracują razem, taka artystyczna kooperatywa. Ale jak

mówią,

to

młody

głównie

tworzy

te

ich

dziwadła.

Widziałeś?

ASPIRANT – Tak… Okropne! KOMISARZ – No.., drogi kolego, czy wiesz za ile sprzedano, na początku tego roku, jedną tylko pracę Mistrza?.. (siada za biurkiem, szuka w notatkach) Co prawda od kilku lat nie było o nim słychać, nic nie sprzedał, ani nic u niego nie zamawiano, ale.., ale w styczniu tego roku hiperrealistyczna rzeźba Mistrza… (przerzuca kartki i czyta) „ Big Body J.” - silikon, włókno szklane, żywica, włosy ludzkie i inne materiały, wysokość 242 centymetry”... (przygląda się zdjęciu) O cholera, szkoda, że jest tutaj tylko na jednej fotografii i to w niezbyt szczęśliwym kadrze. Taki półprofil (śmieje się), ale od tyłu… ASPIRANT (podchodzi do biurka Komisarza) – Goła, chuda baba, jak żywa. Ten facet obok niej… całkiem normalny, ubrany, ledwo jej do cycków sięga! Big Body, Jot albo Dżej.., wszystko jedno, to Big Body ma prawie dwa i pół metra wysokości! Monstrum…. (Aspirant wraca za swoje biurko, a Komisarz pochyla się nad notatkami)

1

W wariancie „B”, przy rezygnacji z przerwy, kiedy kończy się Scena 9 następuje wyciemnienie całej przestrzeni scenicznej i w miarę szybkie przearanżowanie mieszkania Joanny i Pawła, we fragment pracowni rzeźbiarskiej Mistrza.

24


KOMISARZ (czyta) – „Dziesiąty styczeń, Nowy Jork, 450 Park Avenue, dom aukcyjny Phillips de Pury & CoNY. Rzeźba „Big Body Dżej”, autor Krystyn Lubasz, została wylicytowana i sprzedana za dwieście osiemdziesiąt tysięcy dolarów… ASPIRANT – Za ile?! KOMISARZ (dobitnie, z ironią) – Za całe dwieście osiemdziesiąt tysięcy dolarów amerykańskich. ASPIRANT – Kto to kupił? Chyba jakiś dewiant! KOMISARZ (zerka w notatki) – Australijski kolekcjoner. Nazwiska nie podają. ASPIRANT – W porno-sklepie mógłby sobie kupić porno-lalkę za dwadzieścia dolarów, no góra może za pięćdziesiąt. I miałby to samo, zbok jeden! KOMISARZ – Spokojnie, spokojnie, nie ma się co tak podniecać… I na razie wystarczy tych rozmów o sztuce. Najważniejsze, że mamy go w tej pracowni, tak jak zakładaliśmy i teraz gra może się rozpocząć! Tak, tak.., każdy w coś gra. My, on, a może jeszcze ktoś… ASPIRANT – …Tylko żeby się nie pogubić w tej grze, panie Komisarzu! KOMISARZ – Och nie!.. Wszystko przebiega zgodnie z planem. (ironicznie) „Właśnie wyprowadziliśmy go na zewnątrz, przed sprawiedliwych”… (chichocze) Jest człowiek.., bang-bang i już go nie ma… Nie rób takiej głupiej miny, Szwarci. Zapamiętaj, że zawsze lepiej kiedy inni zrobią za nas to, co my powinniśmy zrobić. Po co brudzić sobie ręce? Lubię czysta robotę! (poważnieje) Przygotowałeś? ASPIRANT – Wczoraj w nocy. Tak jak pan Komisarz kazał, w pracowni, ale i na wszelki wypadek w mieszkaniu. KOMISARZ – No proszę.., to jednak miałeś chwile zwątpienia w swojego szefa, co?... I sam zacząłeś kombinować, na własną rękę, gdzie to mógłby się jeszcze schować nasz dzielny uciekinier... (Milczą przez chwilę. Komisarz przygląda się uważnie Aspirantowi). KOMISARZ (po dłuższej pauzie) – Nie wiem, czy ci mówiłem, ale nie mamy formalnego pozwolenia, na to co robimy. ASPIRANT (zaskoczony) – Jak to nie mamy?! Dlaczego? KOMISARZ – Nawet się nie starałem. Na pewno prokurator by się zgodził, a sąd przyklepał. Ale nie mamy czasu i wolałem nie ryzykować. ASPIRANT - Teraz to dopiero pan ryzykuje, Komisarzu. KOMISARZ – Nie przejmuj się. Najważniejszy jest finał… Czuję, że jesteśmy już blisko, bliziutko… Chcę mieć ich wszystkich właśnie tam, całą rodzinę, w tym samym miejscu i w

25


tym samym czasie. Ale musimy to zrobić delikatnie, żeby sami chcieli się spotkać. Nas tam nie ma… Rozumiesz, że nie możemy działać oficjalnie. ASPIRANT (bez zapału) – Nie ma problemu. Wystarczy jeden telefon do każdego z nich i wszyscy się zlecą. KOMISARZ (do siebie) – Jak sępy… ASPIRANT – Jak co?... KOMISARZ (głośno) – Jak kaczki, Szwarci, jak kaczki! ASPIRANT – Prosiłem, żeby pan, panie Komisarzu do mnie tak nie mówił. KOMISARZ (śmieje się) – Co taki obraźliwy jesteś, delikatny, jak panienka?... ASPIRANT (cicho, do siebie) – Och, gówno. (Słychać trzask otwieranych drzwi. Aspirant szybko siada za swoim biurkiem i zakłada słuchawki na uszy. Podaje Komisarzowi

pojedynczą słuchawkę. Gaśnie światło w

komisariacie).

Scena 2 (Rozjaśnia się prawa strona sceny. W drzwiach staje Wiki. Zapala światło w pracownia Mistrza, a właściwie w pewnym fragmencie tej rzeźbiarskiej pracowni, która rozciąga się także poza scenę. Na pierwszym planie kilka nagich, poliestrowych ludzkich ciał, jedne nienaturalnie powiększone, inne nienaturalnie zmniejszone. Stoją, kucają, leżą. Wyglądają jak żywe postacie, ale w różnym stopniu są niekompletne: niektóre bez rąk, inne bez głowy, czy jednej nogi... Z sufitu zwieszone są korpusy; jest też kilka głów, bez włosów i oczu, czekających na połączenie z resztą ciała. W głębi widać wiszącą postać mężczyzny, wyjątkowo w ubraniu, w beżowym garniturze, ale z bosymi stopami. Na środku stoi nieduży stół, na którym powstaje gliniany model, za nim, na podwyższeniu olbrzymia realistyczna dłoń z jednym tylko wyprostowanym środkowym palcem. Na ścianach porozwieszane są, w pełnym nieładzie, jedne na drugich szkice, zdjęcia, wycinanki z różnych materiałów, niektóre pomazane nieczytelnymi słowami, czy ekspresyjnymi znakami. Obraz artystycznego bałagan rzeźbiarskiej pracowni Mistrza kojarzy się też z

widokiem trochę jak ze szpitalnego

prosektorium, czy medycznej pracowni dydaktycznej gdzie studenci uczą się anatomii człowieka. Wiki rozgląda się z zaciekawieniem. Widać, że dawno tu nie była i to co widzi w pracowni jest dla niej pewnym zaskoczeniem. Podobają jej się niedokończone, hiperrealistyczne, poliestrowe rzeźby. Chodzi miedzy nimi, niektóre głaszcze, poklepuje).

26


WIKI – No.., to już teraz wiem za co staruszek dostaje taką kasę … Gabinet figur woskowych, jak w Londynie. Zrobiłam sobie tam zdjęcie z Beckhamem. Super, naprawdę super… Ale widzę, że tutaj, u papy, jeszcze lepszą można fotkę kliknąć… (Wyjmuje z torebki płaski aparat telefoniczny i robi „selfie” z jedną z rzeźb, potem z drugą, z trzecią, w końcu ustawia aparat na bezrękim korpusie tak, żeby można było rejestrować z pomocą samowyzwalacza krótki filmik. Wiki staje przed aparatem

mając za partnera

bezgłowego, nagiego mężczyznę). WIKI – My name is Wiktoria… (Powoli zdejmuje bluzkę i spódnicę, naśladując striptizowy występ. Zostaje w stringach i biustonoszu). WIKI – You can call me Wiki.. Tak, tak, możesz mówić do mnie Wiki… (Odpina biustonosz , kołysze się i przegina, jak tancerka erotyczna „na rurze”) WIKI – I like sex, drags..., ale rokendrola nie lubię… (Tańczy pomiędzy silikonowymi postaciami. Nie zauważa nadejścia z głębi pracowni Pawła, który w milczeniu ją obserwuje). WIKI (dostrzega go wreszcie) – Och, Paweł! (Podbiega do niego i rzuca mu się na szyję. Żadne z nich nie jest skrepowane jej nagością) WIKI – Super, że jesteś! (zauważa zabandażowaną rękę) Co się stało?.. Pawełku, co ty chciałeś zrobić?! PAWEŁ – Skaleczyłem się, po prostu się skaleczyłem. WIKI – Wygląda jakbyś się pociął! PAWEŁ – Nie, nie… Nie jest ze mną jeszcze tak źle… Chociaż sam już nie wiem, kto tu jest szalony i co się tak naprawdę wydarzyło… Nie zwariowałem, Wiki… Myślę, że jeszcze nie zwariowałem.. Nie jestem wariatem… WIKI (uspakaja go łagodnie głaszcząc po policzkach) – Uspokój się Pawełku, uspokój… Na pewno Joanna się znajdzie i cały ten koszmar się skończy... Dobrze chociaż, że ta banda policyjnych baranów w końcu zmądrzała i cię wypuścili! PAWEŁ – No niezupełnie wypuścili… Uciekłem im. WIKI – Jak to uciekłeś?.. Nie rozumiem… Słyszałam, że cię zwolnili. Ktoś od nich podobno dzwonił do Roberta i powiedział, że cię zwolnili… (ubiera się szybko). PAWEŁ – …Zwolnili?... no tak, właściwie tak, jeżeli tak powiedzieli to znaczy, że mnie zwolnili…

27


WIKI (po chwili) – Nie wiem czy wiesz, że szykuje się tutaj zjazd rodzinny?.. Chcą postanowić co dalej z poszukiwaniem Joanny. Wszyscy liczą przede wszystkim na ciebie. Są przekonani, że ty jeden wiesz tak naprawdę co się stało… PAWEŁ – Wiki, Joanna nie żyje! Powtarzam to nie wiem już który raz, a nikt mi nie chce uwierzyć! Nawet ci policjanci… Oni jeszcze dopuszczają tylko taką możliwość, że jeżeli Joannie coś się stało, to ja ją zabiłem i ukryłem gdzieś ciało! WIKI – Paranoja! PAWEŁ – Nie zrobiłem tego Wiki. Kochałem Joannę, kocham Joannę… Ostatnio nie układało się między nami najlepiej. Nie miałem dla niej czasu, a może i cierpliwości. Pochłonęła mnie ta cholerna praca tutaj (pokazuje rzeźby). Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile to czasu, energii i… i duszy zabiera! WIKI – Zaraz, zaraz…, nie przesadzaj, to są przecież rzeźby ojca! PAWEŁ – Nie.., niezupełnie. Mistrz czasem tu zagląda. Coś doradzi, nawet nieraz całkiem mądrze doradzi. Ale to ja je wymyśliłem i wymyślam. I fizycznie, to ja je też wykonuje. Mistrz rzeczywiście pomaga, może raczej pomagał, szczególnie przy robieniu pierwszych modeli w glinie. WIKI – Ale przecież ta rzeźba Joanny, którą kupili w Nowym Jorku, to było dzieło ojca! Wszędzie pisali o tym… I zapłacili mu za Joaśkę olbrzymią kasę. O tobie nie było wtedy ani słowa, tylko o ojcu! PAWEŁ – Bo tak ustaliliśmy. To było nasze pierwsze b o d y , pierwsze ciało, które ojciec zaproponował znajomemu marszandowi ze Stanów. Mistrz ma nazwisko. Ze mną nikt by nie gadał. .. Ale tak, dla twojej wiadomości, ojciec podzielił się ze mną sprawiedliwie, pół na pół… WIKI (z ironią) – To i tak zachował się papcio.. Niezłą kasę dostałeś. Sto czterdzieści na głowę! PAWEŁ – Nie, nie… Niecałe sto czterdzieści na pół. Drugą połowę całej sumy bierze dom aukcyjny. WIKI – Pięćdziesiąt procent?! PAWEŁ – Przynajmniej pięćdziesiąt procent, a czasami więcej. WIKI – To cholerni zdziercy! Globalistyczne hieny!.. (śmieje się) Niezłe ścierwojady! A swoją drogą, to ty też jesteś teraz kapitalista, z taką kasą! PAWEŁ (macha ręką z rezygnacją) – Już prawie wszystko wydałem: na materiały, na pracowników, bo samemu nie da się tego wszystkiego zrobić…(milczy przez chwilę) Wystawę

28


w Berlinie mieliśmy już wspólnie firmować. Ja i Mistrz… (z rozbawieniem) albo może raczej: Mistrz i j a, chociaż to do końca nie zostało sprecyzowane. (milczą przez chwilę) PAWEŁ – A co to za filmik tutaj kręciłaś? WIKI – Dokładnie to kręciłam tyłkiem i robiłam selfie dla Playboya. Mają taki program w TV „Naughty amateurs” , do którego niegrzeczni amatorzy mogą przesyłać swoją rozbierankę, albo zmyślne bzykanko. Te twoje hiperrealistyczne golasy (pokazuje na poliestrowe rzeźby) mnie zainspirowały. Goła, żywa dupa w takiej scenografii to będzie coś! Nawet jak im mój tyłek się nie spodoba, to z takim super tłem na pewno Playboy kupi do programu . Muszę to jeszcze tylko dopracować. Teraz była taka spontaniczna przymiarka, pierwsza próba. PAWEŁ – Ja nie mam nic przeciwko, ale nie wiem co na to twój ojciec. W końcu to jego pracownia. WIKI – Nie będę z nim o tym rozmawiać. Czasami papcio jest zaskakująco purytański.

Scena 3 (Komisariat. Przygasa światło w pracowni. Zapala się w komisariacie) ASPIRANT (nie przerywając nasłuchu) – O cholera! Big Body Dżej.., nie dżej tylko Jot!! Jot, panie Komisarzu!... Ta goła baba to jest nasza Joanna! Jot jak Joanna! KOMISARZ – Na to wygląda.., rzeczywiście, na to wygląda. Szkoda tylko, że na tym cholernym zdjęciu z aukcji nie widać twarzy. (śmieje się) Niestety, na razie znamy tylko dobrze jej buźkę i to z rodzinnej fotografii, a zgrabnego tyłeczka pani Joanny nie znaliśmy do tej pory.(przygląda się z rozbawieniem fotografii z aukcji)… A szkoda.., naprawdę szkoda. ASPIRANT - Wie pan, Komisarzu, jak patrzę na to zdjęcie dwu i półmetrowego ciała, to zaczynam się zastanawiać, czy jemu była potrzebna prawdziwa żona?! Przedziałek w tyłeczku super, to i dziurka z przodu pewnie też taka jak trzeba.., tylko, cholera, dwa razy większa. Co za zboki!... (nasłuchuje) O.., przyszedł kolejny popapraniec, Ewek-Kurewek, nasz ćpun i dupodajec…(po chwili) Niemożliwe!.. Jest też nasz poseł… Przyszli razem: Ewek z posłem…

29


Scena 4 Wyciemnienie komisariatu. Światło w pracowni. Wchodzi Ewaryst za nim Robert. Ewaryst, widać, że zna to miejsce, natomiast Robert jest wyraźnie zaskoczony

silikonowymi

„obiektami ludzkimi”. ROBERT – Co to jest?!.. Prosektorium?... Domowe Auschwitz?.. WIKI – To jest sztuka!.. (śmieje się) Wielka sztuka, za wielką kasę!... A ty jesteś małym, zakłamanym prymitywkiem, którego przyciasny, polityczny rozumek nie jest w stanie tego pojąć! ROBERT – Młoda i złośliwa… Z dużym rozumkiem, (cicho), chyba w tyłku… Daj już spokój niegrzeczna panienko… (Podchodzi do Pawła) ROBERT – Wiedziałem, że coś tu knujesz, że jedno silikonowe ciało, które kupił jakiś idiota z Australii za niebywałe pieniądze, to dla ciebie za mało.., ale do głowy mi nawet nie przyszło, że ty leczysz swoją chorą wyobraźnię masową produkcją ciał nieboszczyków… To jest okropne i obrzydliwe!.. Po prostu obrzydliwe! PAWEŁ (podnosi ręce do góry) – Masz rację. Należy i wypada mówić co się podoba, a co się nie podoba.., co w duszy gra, a co nie gra. Żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo do wygłaszania swoich opinii… Nawet tych najgłupszych. EWARYST – Dobrze powiedziane. ROBERT – Zamknij się! Ty jesteś tu nikim. Nie ma cię, rozumiesz?! WIKI – A ty co?! Kim ty jesteś?.. Kim byłeś?!... Wygrzałeś się w ciepełku Mistrza, podpierałeś jego nazwiskiem, bo sam bez niego gówno byś zrobił, a nie karierę polityczną! ROBERT – Ja go zawsze podziwiałem go!.. Czy ty to rozumiesz? Podziwiałem jak wielu moich rodaków, za jego dzieła, które były świadectwem naszej wspaniałej, narodowej sztuki, naszej narodowej kultury… WIKI – … Przestań! Przestań gadać te żałosne komunały! Nie jesteś w sejmie, ani na wiecu wyborczym!.. ROBERT (cicho i dobitnie) – Dopóki nie zjawił się ten niewydarzony lalkarz (pokazuje na Pawła), twój ojciec był uznawany za wybitnego rzeźbiarza, którego wszyscy szanowali… I oczekiwali od niego nowych dzieł poświęconych poległym bohaterom, zasłużonym mężom stanu, naszemu świętemu papieżowi… PAWEŁ – Nie mogę tego słuchać… (podchodzi gwałtownie do Roberta) Wiesz co.., papież był bardzo mądrym człowiekiem i był też człowiekiem sztuki, był artystą… i myślę, że nie zniósł by tych szkaradzieństw, które wszędzie mu wystawiają! 30


ROBERT – Co za pogarda! Wystawiają, bo to z potrzeby serca! PAWEŁ – Nie mieszaj głupoty i nieudolności z sercem. (odchodzi od Roberta, w głąb pracowni) ROBERT (krzyczy w jego kierunku) – Dla Joanny też nie miałeś serca! Zniszczyłeś ją!.. Obaj ją zniszczyliście, razem z jej wspaniałym ojczulkiem!.. (Paweł podbiega do Roberta, Wiki zatrzymuje go). WIKI – Nie słuchaj, co ten żałosny palant wygaduje… ROBERT – Żałosny?.. palant?... (śmieje się) Nie zawsze, słoneczko, tak do mnie mówiłaś… (chwyta ją za brodę, ona odpycha ze złością jego rękę) EWARYST (do Roberta, niepewnie) – Co ty, człowieku.., tak z rękoma, do kobiety? ROBERT (do Ewarysta) – Już ci powiedziałem, żebyś się zamknął! Morda w kubeł, rozumiesz!! WIKI – Nie strasz go! Bo to się może źle skończyć… Tak, tak.., nie śmiej się tak głupio! Bo to dla ciebie może się źle skończyć! (Ewaryst niepewnie wycofuje się w stronę wyjścia z pracowni). ROBERT (z ironią) – Widzisz, droga szwagierko, twój chłopiec jest grzeczny i wie gdzie jest jego miejsce… (Macha ręką w stronę Ewarysta, jak na pożegnanie i podchodzi energicznie do Pawła). ROBERT (cicho, wolno i dobitnie) – Słuchaj, ty.., niedorobiony artysto, Joanna chciała cię już dawno zostawić .. Mówiła o tym i mówiła to mnie, właśnie mnie… Mówiła, że ty, razem z ojcem pozbawiliście ją życia, ukradliście jej ciało. Zawłaszczyliście każdą jej zmarszczkę, każdy włos, krostkę, każde znamię i plamkę na skórze… Okropność… Dwa i pół metra ciała, które stworzyliście było dokładnie jej. Było jej w każdym najmniejszym detalu. Tak.., depresja zaczęła się już wtedy, kiedy pozowała do waszej pierwszej rzeźby. Słynna „Big Body J”... Pozowała , bo zrobiła to dla ciebie i dla ojca, ale wy ją oszukaliście. Czuła się obrzydliwie wykorzystana... Przez ciebie, przede wszystkim przez ciebie, ale też i przez ojca… Ten stary cap dał się wciągnąć dla nowej sławy, dla nowych pieniędzy… A może tylko po to, żeby udowodnić, że jeszcze żyje… Grzebaliście w jej nadrozmiarowym tyłku i przeskalowanej waginie… Dla niej niewinne pozowanie okazało się kazirodczym gwałtem… (szeptem, do ucha Pawła) Dlatego teraz stało się to, co pewnie musiało się stać… (Paweł odsuwa się gwałtownie od Roberta) PAWEŁ – A co się musiało stać?! O czym te bredzisz?.. Nikt nie umiera, ani nie umierał pozując! Od zawsze, od tysięcy lat, ludzkie ciała były rzeźbione, były malowane, lepione.., małe, duże, realistyczne, abstrakcyjne… Niektórzy swoje ciała traktowali jak rzeźbę: 31


okaleczali się, malowali robili pod siebie… Nie rozumiesz?.. Po prostu srali, krwawili.. (z ironią, pompatycznie) Nic co ludzkie nie może być dla sztuki obojętne. Niczego sztuka nie może pomijać!.. (z nieudawaną powagą) A ciało dzisiaj, teraz, stało się ważniejsze od naszej duszy!.. Bo tak naprawdę ono jedyne jest prawdziwe, realne! Ciało.. (niespodziewanie, uderza lekko ręką w pierś Roberta, który reaguje nieco histerycznie i odskakuje gwałtownie do tyłu). ROBERT – Jesteś szalony!.. Myślisz, że wam wszystko wolno! Róbta co chceta! Tak?!... (klepie jedyny palec w wielokrotnie przeskalowanej rzeźbie dłoni). A mojego kutasa nie chcesz?... Też może być w takim rozmiarze, XXL. Może myślisz, że ja się wstydzę?... Nie, nie.., broń Panie Boże! Czego mam się wstydzić? Męski organ jak trzeba (śmieje się), a wszystkie panie go tu znają. Wszystkie! (do Pawła) Wszystkie, rozumiesz, wszystkie!.. Twoja też! WIKI – Zamknij wreszcie mordę!.. obrzydliwy, wstrętny chamie! ROBERT – O.., znowu dziewczynka jest niegrzeczna… (do milczącego, nie reagującego Pawła). Nie podoba ci się mój pomysł? Masz go ode mnie w bonusie! Bez tantiem! Proszę bardzo: „kutas zwycięzca”, „ kutas niepokorny”, „kutas figlarny”, „ kutas zajebisty” .., o i jeszcze może być „kutas z owłosionymi jajami”, albo „bez jaj”… WIKI – Niech on przestanie! ROBERT – Bo co?! WIKI – … Bo jak chcesz, to mogę historię twojego marnego, męskiego organu opowiedzieć kilku pismakom w tabloidach!... Byłby niezły news: kościółkowy poseł, a tu, proszę, rozpłodowy buhaj posuwający wszystko co się rusza, nawet swoje szwagierki! Zepsucie moralne i zgnilizna… Dno! ROBERT (spokojnie, z drwiącym uśmiechem) – Dno?.. Nie widziałaś gorszego?.. A jak myślisz, skąd się wziął tutaj ten twój żigolak?.. (pokazuje na Ewarysta) Nasz artysta go ściągnął, żeby mu pozował, na golaska. A potem były męskie pieszczoty, też na golaska… Spedalony modelek uwiódł nam Pawełka! (Wiki i Paweł reagują gwałtownie, jakby się chcieli rzucić na Roberta, który tym razem jest raczej rozbawiony, niż przestraszony ich próbą agresji). ROBERT (do Pawła) – … To jeszcze nie wszystko, mój drogi artysto. Chciałem ci powiedzieć, że Joanna o tym wiedziała… A wiesz skąd?... Bo ja jej powiedziałem! WIKI – Co za łajdak! ROBERT – (śmiejąc się) Nie tylko powiedziałem, ale i pokazałem… PAWEŁ – Co zrobiłeś?... 32


ROBERT – Pokazałem filmik.. (Ewaryst w tym momencie wycofuje się w głąb pracowni). ROBERT (do Ewarysta) – Kolego, nie uciekaj!.. (do Pawła) Ten spryciarz was nagrał. Krótki, ale treściwy filmik w telefonie komórkowym… EWARYST – To nie tak, to nie tak!... ROBERT – Co nie tak?! (do Pawła) Kupiłem telefon z filmikiem od naszego małego szantażysty i pokazałem Joannie. Wreszcie dowiedziała się jaki naprawdę jest jej mąż! PAWEŁ (cicho) – Kanalia. WIKI (do Ewarysta) – Jak mogłeś?... EWARYST (gwałtownie) – No mogłeś, mogłeś… Chciał spróbować dobrego cracku, to go poczęstowałem. Wciągnęliśmy po linijce i złapaliśmy trochę paranoi. Stało się... Za przyjemność się płaci. Ja nie mam bogatego i sławnego tatusia… (dzwoni telefon komórkowy Roberta; odbiera go, słucha w milczeniu) EWARYST – … Mój chlał i bił matkę, aż w końcu poszedł sobie gdzieś do diabła i więcej go na szczęście nie widziałem… Mnie nikt nie pomoże, jak sam o siebie nie zadbam. Muszę się zabezpieczać przed takimi jak wy!.. ROBERT – A teraz spokój!.. Przyjechała Teresa z ojcem. Wyjdę jej pomóc przetransportować tu Mistrza. (Wychodzi. Przygasa światło w pracowni).

Scena 5 Komisariat. Zapala się światło w komisariacie. Komisarz i Aspirant w ciszy i skupieniu siedzą za swoimi biurkami i ze słuchawkami przy uszach, podsłuchują rejestrujące się rozmowy z pracowni. ASPIRANT (po dłuższej chwili milczenia) – Uff.., nieźle…(zsuwa słuchawkę z jednego ucha) Dzieje się tam, panie Komisarzu, kurewsko się dzieje… Ciekawe jak to się skończy?.. (Komisarz w milczeniu przykłada palec do ust). ASPIRANT – Przywieźli Mistrza.., czyli mamy już ich wszystkich, całą rodzinkę …(śmieje się) Jak oni się kochają! Tylko czekać, kiedy zaczną sobie do gardeł skakać… (Komisarz macha ręka, żeby przestał mówić. Obaj skupiają się znowu na podsłuchiwaniu. Gaśnie światło w komisariacie).

33


Scena 6 (Zapala się światło w pracowni. Wchodzą Robert i Teresa. Ona popycha przed sobą wózek inwalidzki, w którym siedzi przykryty pledem Mistrz. Paweł z pewną ostentacją, którą oni nie zauważają, odchodzi w głąb pracowni. Ewaryst też stara się być niewidoczny, przesłonięty przez niekompletne, silikonowe ciała). TERESA – Ojciec uznał, że musi tu przyjechać, i że musi się z wami wszystkimi spotkać… WIKI – Ciekawe jak ci to powiedział? TERESA – Jakoś powiedział… Nie staraj się być złośliwa, siostrzyczko. WIKI (ironicznie) – Przyrzekam, że więcej nie będę. Właśnie mamy, jak się domyślasz, miłe rodzinne spotkanie w przytulnym wnętrzu pracowni papy. TERESA – Doprawdy tak tu miło?.. Robert zdążył wspomnieć mi, że się prawie już pozabijaliście! WIKI – Och nie.., to tylko taka zwyczajna, nasza, rodzinna psychodrama. Szczęśliwie zdążyłaś na drugi akt. TERESA – Wiadomo co z Joanną? ROBERT – Na razie nikt nic nie wie. TERESA – A Paweł?...Gdzie jest Paweł?... Miał tu być! WIKI – Jest, jest. (krzyczy) Paweł!.. Pawełku!!.. Chodź, chodź.., nie chowaj się!. (Paweł pojawia się w głębi pracowni, ale nie podchodzi, macha tylko niedbale na powitanie ręką, w której trzyma plik dużych zdjęć i fotogramów. Teresa podbiega do niego. Obejmuje go, całuje w policzki). TERESA – Tak się cieszę, Pawle, że jesteś z nami, że cię zwolnili… WIKI – Mówi, że im uciekł. PAWEŁ – Nie, nie.. Powiedzmy, że mnie zwolnili, na razie… I dobrze, niech tak będzie, że mnie jeszcze na dobre nie zatrzymali… (po chwili, machając ręką w kierunku Roberta) Ten twój.., nie wiem czy wiesz, że ten twój miał romans z Joanną… TERESA (cicho, nie przestając go obejmować) – Wiem, Pawle, wiedziałam od początku… WIKI (z ironią) – Romans.., romans… Co za romans!? Zwyczajnie pieprzył ją, nasz rodzinny macho, kiedy Pawła nie było w domu. A ostatnio dość często mu się to zdarzało. ROBERT (do Teresy) – Ty wiedziałaś?.. (Teresa przestaje obejmować Pawła, odsuwa się gwałtownie od niego i podchodzi do męża). TERESA (do Roberta) – Oczywiście, że wiedziałam, głupcze! Po tobie zawsze mogę się tego spodziewać. Częściej myślisz penisem niż głową i tak już pewnie ci zostanie, do późnej 34


starości… Jej tylko nie mogę wybaczyć. Zawsze dostawała, co chciała... Ukochana córeczka wielkiego papy. Dziecko szczęścia. Chciała mieć Pawła, to mi go zabrała… Pobawić się z mężem siostry?.. Proszę bardzo! EWARYST (wychyla się niepewnie zza jednej z rzeźb) – …To nie tak. Zmusił ją, szantażował… TERESA (z wściekłością) – Co to za brednie?! Co on mówi?.. Od tego ćpania zupełnie ci rozum odebrało! WIKI – Nie przesadzaj, siostrzyczko. TERESA – Nie przesadzaj?! To przez tego śmiecia pojawiły się w naszej rodzinie narkotyki!.. (do Ewarysta) Powinni cię wsadzić za to i pewnie cię w końcu wsadzą!.. Ewekkurewek.., bydlak! EWARYST – Nie ja Joannę namawiałem, tylko ona mnie prosiła…, błagała.. ROBERT (przedrzeźnia go) – Prosiła.., błagała..., och, jak ty pieprzysz śmieciu, nie mogę tego słuchać! EWARYST – A właśnie tak dokładnie było! Pierwszy raz poprosiła zaraz po zabiegu i przyniosłem jej, za darmo.. (cicho) Później już kupowała, coraz częściej i coraz mocniejsze dragi.. ROBERT – Zaraz, zaraz…, jakie dragi, jaki zabieg, o co tu chodzi?! WIKI – Jeszcze do ciebie nie dotarło?.. Miała skrobankę, durniu! EWARYST (cicho) – Powiedziała mi, że musiała to zrobić, bo nie była pewna z kim będzie miała dziecko. ROBERT – Dobry Boże, nie!.. Nie musiała tego robić, dlaczego nic nie powiedziała?! TERESA – Zamknij się, skończony idioto!! (Paweł w milczeniu zaciska z desperacją dłonie na uszach i w milczeniu odchodzi w głąb pracowni). ROBERT ( z rozpaczą, do Teresy) – Czy ty rozumiesz, zimna, wyrachowana suko, że ja ją naprawdę kochałem! (Teresa wymierza mu z całej siły policzek). TERESA (cicho, z pogardą) – Naucz się wreszcie panować nad sobą! (Paweł w głębi pracowni, uderza młotkiem w jedną z rzeźb. Pozostali odwracają się do niego zaskoczeni i zastygają w milczeniu, jak silikonowe rzeźby. Paweł podchodzi z dużym młotkiem do Mistrza, siedzącego bez ruchu w wózku inwalidzkim). ROBERT (głośnym szeptem) – To koniec, Mistrzu, koniec. Nic już więcej nie będzie. Koniec!.. rozumiesz?... Nieodwracalny, absolutny koniec. Te wszystkie ciała wyślemy teraz 35


do nieba.. Nie były może piękne, nie były profetyczne, wizjonerskie ani nie zachwycały ekspresją. Były, jak to napiszą w podręczniku z historii sztuki: lodowato – materialnie – hiperrealistyczne… A my wyślemy je do metafizycznych aniołków… Taki koniec, taki koniec Mistrzu… I Mistrza też już nie będzie.., bo ja skończyłem ze wszystkim… z wami też.. (odwraca się od Mistrza i zaczyna drzeć zdjęcia i zdzierać ze ściany rysunki i fotogramy). Nie będzie więcej rzeźb, nie będzie więcej wystaw.. Nic nie będzie, koniec… (Oprócz młotka, bierze jeszcze ręczną piłę i rusza w głąb pracowni, poza scenę, skąd za moment zaczynają dobiegać odgłosy niszczenia rzeźb). EWARYST (cicho) – Jezu, on to naprawdę demoluje.., a taką kasę chcą za to płacić… ROBERT (do Ewarysta) – Pierwszy raz powiedziałeś coś mądrego… (Wszyscy znowu milczą i tylko słychać odgłosy młotka i piły. Niespodziewanie Mistrz zaczyna klaskać głośno w dłonie). MISTRZ (spokojnie, stanowczo, nie ruszając się z wózka inwalidzkiego) – To nie może się tak skończyć! I nie on będzie decydował kiedy i jaki będzie ten koniec!.. Martwię się, co ten szaleniec mógł zrobić Joannie… To smutne, bardzo smutne, ale on już nie ma wyboru. Szaleniec pozostanie szaleńcem… I tak to musi się odbyć! (po chwili milczenia, do Roberta i Ewarysta) Na co czekacie?! Wiecie przecież co macie zrobić! (Robert i Ewaryst wychodzą w głąb pracowni, poza scenę, do Pawła. Wszystko cichnie, powoli gaśnie światło w pracowni).

Scena 7 (Komisariat. Rozjaśnia się lewa część sceny. Komisarz i Aspirant za swoimi biurkami, ze słuchawkami na uszach, w skupieniu nasłuchują odgłosów z pracowni. Wyraźnie obaj są zaskoczeni przedłużającą się ciszą. Komisarz odkłada swoją słuchawkę i zaczyna nerwowo spacerować za plecami Aspiranta). ASPIRANT – Jakieś trzaski.., szuranie.., o, teraz ktoś westchnął… Znowu cisza.. (manipuluje przy potencjometrach rejestratora podsłuchu). Ani jednego słowa od dobrych kilku minut! (Komisarz zatrzymuje się przy swoim biurku i przykłada do ucha słuchawkę). ASPIRANT – Cholera! Szkoda, że tylko dwie pluskwy zdążyłem założyć. Nie wszystko się rejestruje... (Komisarz odkłada słuchawkę i powraca do nerwowego spaceru za plecami Aspiranta)

36


ASPIRANT (po chwili, chichocze) – Chyba wywiesili białe majtki na maszt i udają, że zawarli pokój… (nasłuchuje) Nic.., jakieś kroki i znowu cisza… O, ktoś chyba wystukuje numer w telefonie.., będzie dzwonił… (Dzwoni telefon na biurku Komisarza). ASPIRANT – Do diabła!.. Oni do nas dzwonią! (Komisarz szybko podnosi słuchawkę telefonu ze swojego biurka).

Scena 8 (Komisariat dalej oświetlony, powoli zapala się także światło w pracowni. Mistrz siedzi w swoim wózku, przodem do widowni. Po jego prawej stronie stoi Teresa i Robert, po lewej Wiki z Ewarystem. Stoją w milczeniu, nieruchomo, jak silikonowe rzeźby. Mistrz trzyma telefon przy uchu). MISTRZ (spokojnie, wolno, z pewnym smutkiem) – Czy rozmawiam z panem Komisarzem? KOMISARZ (do słuchawki) – Tak, tak.., słucham… MISTRZ – Krystyn Lubasz. KOMISARZ – … Tak się domyślałem, że to pan, Mistrzu.. (Gaśnie światło w pracowni i milknie głos Mistrza. Pozostaje światło w komisariacie).

Scena 9 (Komisariat. Komisarz kontynuuje rozmowę telefoniczną z Mistrzem). KOMISARZ – Tak… (słucha przez chwilę) Co?!... Niemożliwe! (Aspirant podrywa się zza swojego biurka) Jak to się stało?... (słucha) Rozumiem, nikt nie był w stanie temu zapobiec… (zakrywa dłonią słuchawkę i cicho do Aspiranta) Wyłącz to ! Tak.., ma pan rację, Mistrzu. Nikt nie spodziewał się, że on tak daleko posunie się w swoim szaleństwie… Zaraz tam będziemy. Proszę niczego nie dotykać… Tak.., to my już zawiadomimy pogotowie medyczne. Proszę, żeby wszyscy zostali na miejscu i proszę cierpliwie czekać na nas… (odkład wolno słuchawkę na biurko). KOMISARZ (po chwili milczenia, do Aspiranta) – Powiedziałem, żebyś wyłączył nagrywanie! (Aspirant nie reaguje) Nie słyszysz, co do ciebie mówię! (Komisarz ze złością ściąga słuchawki z głowy zaskoczonego Aspiranta i wciska wyłącznik w odbiorniku). ASPIRANT – Co się dzieje, panie Komisarzu?!.. KOMISARZ – Nic takiego, tylko nam się młody artysta powiesił. ASPIRANT – Zięć Mistrza?.. Ten Paweł?! KOMISARZ – Tak, ten Paweł. Zapewne zwariował już kompletnie i zresetował się na życie. 37


ASPIRANT – A co z jego żoną, z panią Joanną? KOMISARZ – Nie wiadomo. Jak na razie to nie ma ciała i nie ma sprawy… (rozkłada żartobliwie ręce) To już koniec, Szwarci, dla nas ta historia jest już definitywnie zakończona. (Wyjmuje małego pendrive’a z rejestratora i chowa do kieszeni). ASPIRANT – Co pan robi, Komisarzu?.. KOMISARZ (z rozbawieniem) – Chowam pamięć do kieszeni. Kiedyś może się przydać… A o tobie też będę wtedy pamiętał, Szwarci… ASPIRANT (do siebie) – Och, gówno… (Wyciemnienie)

Epilog. (Ciemna scena. Punktowe, pojedyncze

światło oświetla jedynie proscenium. Wchodzi

Fotorep, podobnie jak w prologu z tym samym aparatem fotograficznym przewieszonym na szyi. Przynosi ze sobą krzesło. Ustawia je starannie w świetle. Siada na wprost widowni. W trakcie, jego monologu, za nim, na dużym ekranie mogą – ale nie muszą – być wyświetlane kolejne fotografie, o których on opowiada). FOTOREP – Wiele razy dzwoniłem do niego z Turcji.., z Gaziantep a później z Ankary. Wysłałem mu też kilka zdjęć na jego pocztę e-mailową. Nie odpowiedział, nie oddzwonił… Wczoraj wróciłem do kraju i powiedzieli mi, że nie żyje.., i że jego żona też prawdopodobnie nie żyje… To zupełnie nie ma sensu… (zdejmuje aparat fotograficzny z szyi, kładzie na kolanach i uruchamia przeglądarkę w małym monitorze). Przez dwa miesiące byłem w Turcji, przy granicy z Syrią. Daleka i długa podróż.., i wreszcie miałem czas, żeby przeczytać książkę Pawła, (uśmiecha się) o życiu… Nawet niezła, dobrze mi się czytało. Ja swojej nie napisałem, ale teraz widzę, że Paweł lepiej to ode mnie zrobi. Opowiem mu dokładnie moją historię z Masudem, a on to opisze. Ma talent… i do tych swoich kukiełek, i do pisania. (milczy przez chwilę) Pojechałem do Gaziantep, miasta słynnego z pistacji i baklawy… Bo baklawę robi się z pistacji.., nie wiedziałem. Teraz tam koczuje ponad trzysta tysięcy wojennych uciekinierów z Syrii. Byłem w Gaziantep i niedalekich obozach, w Nizipie i w Kilis. I nie spotkałem nigdzie Masuda. Mówiąc prawdę to nie spodziewałem się, że go tam spotkam, że w ogóle kiedykolwiek go jeszcze zobaczę… W Nizipie była

grupa

wolontariuszek z Polskiej Akcji Humanitarnej i fundacji Wolna Syria. Sześć kobiet, ani jednego faceta!... Zrobiłem w tych obozach setki zdjęć. Ciekawe, że na prawie wszystkich są 38


głównie dzieci, albo kobiety, często też kobiety z dziećmi. Dzieci bawią się, grają w piłkę, jedzą, płaczą, chorują, śmieją się, jak to dzieci. I tylko cały czas w ich oczach ten smutek.. i strach.(milczy przez chwilę, przegląda zdjęcia na monitorze aparatu)… Zabawne, że wolontariuszki, chodziły ubrane tak jak muzułmańskie uciekinierki. Albo w „czadorze”, takiej czarnej pelerynie zakrywającej ciało i włosy, albo przynajmniej zakładały „hidżab”, chustę która zasłania włosy, uszy i szyję. I „czador” i „hidżab” nie zakrywają na szczęście twarzy. (przerzuca zdjęcia) Co innego „nikab”, który zostawia tylko małe otwory na oczy.., tak.., a w „burce” to nawet te otwory są przesłonięte gęstą siateczką… (uśmiecha się) Ciekawe , że nie chciały, żebym je fotografował. Uciekały spłoszone, kiedy widziały jak kieruję w ich stronę obiektyw. A przecież niektóre wolontariuszki wyglądały super! (śmieje się patrząc na zdjęcia)…O, a tutaj cykl zdjęć, z których jestem najbardziej dumny, z wspaniałymi kobietami z Manbidżi… Manbidżi to było duże miasto w Syrii, w prowincji Aleppo, niedaleko granicy z Turcją… Trafiłem tam w sierpniu, tego samego dnia kiedy syryjscy rebelianci i Kurdowie odbili miasto z rąk dżihadystów.

Miejscowe kobiety z nieśmiałym, ale też i nieco

pogardliwym uśmiechem z ulgą zdejmowały „burki” i „nikaby”, a potem z tym samym uśmiechem delikatnie wrzucały czarne zasłony do ognia… To właśnie z Manbidżi mam zdjęcie, specjalnie dla Pawła! (wpatruje się z uwagą w monitor aparatu fotograficznego) Trzy kobiety w czarnych „czadorach” biegną zrujnowaną ulicą. Dwie trzymają na rękach malutkie niemowlęta i płaczą, niewiadomo czy z rozpaczy, czy ze szczęścia. Chyba to drugie, bo trzecia kobieta, która jest bez dziecka, tylko z butelką wody w ręku, uśmiecha się do nich radośnie. Te kobiety były zakładniczkami dżihadystów i udało im się uciec… (milczy, przygląda się zdjęciu). Właśnie to zdjęcie, trochę może nieostre, bo i przede mną zaczęły też uciekać, chciałem koniecznie pokazać Pawłowi… Wtedy mi się wydawało, że ta młoda europejska kobieta, zapewne wolontariuszka, z butelką wody w ręku, bardzo mi przypomina jego żonę… Tak do końca nie byłem pewien. Panią Joannę widziałem tylko kilka razy i to przelotnie, ale myślę, że to mogła być ona… Chociaż, tak z drugiej strony wydaje się to zupełnie niedorzeczne. Bez sensu… Chyba jednak nikomu nie będę tego zdjęcia pokazywał!.. (Wstaje i wychodzi zabierając ze sobą krzesło). -Koniec-2

2

Inspiracją dla autora były, między innymi, hiperrealistyczne prace takich artystów jak: Ron Mueck i Duane Hanson (rzeźby postaci), czy Jonathan Messe i Maurizio Cattelan (rzeźby i instalacje); a także wojenne fotoreportaże z terenów przygranicznych w Turcji i Syrii.

39

Krzysztof sowiński ciało (big body j)  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you