Page 1

Trafiać nożem w spadający liść

1


Osoby:

Luba, młoda kobieta lat 20, studentka, miłośniczka ornitologii Zyta, starsza 35 lat, rozwiedziona, nowoczesna Alma, najstarsza 50 lat, rozwiedziona, wynajmuje mieszkanie, które częściowo przerobiła na kawiarenkę U Almy Mężczyzna, a właściwie Andrzej, lat 55 Członkowie Bractwa męki pańskiej, aktorzy amatorzy: Jezus, blondyn, trochę powolny Piotr - Apostoł, lubi rządzić Paweł - Apostoł, spokojny Piłat - rzymski prefekt Judei, uważa się za przywódcę Bractwa Łotr 1 Łotr 2 Kajfasz - arcykapłan żydowski, przewodniczący Sanhedrynu, średnio sympatyczny Biały Lew nemejski Osiołek – Lew i Osiołek, bardzo sympatyczni Jezus Chrystus - prawdziwy Ratownik medyczny 1 Ratownik medyczny 2 Kosmetyczka Celina – bardzo ładna, młoda kobieta

2


Scena 1. Rano. Klatka schodowa w kamienicy. W otwartych drzwiach mieszkania sąsiadki stoi Luba. Luba: Przepraszam, że tak rano przychodzę, dzień dobry, ale kupiłam wczoraj książkę i tam było napisane... Z głębi mieszkania. Zyta: Tak, tak... Gdzie mój drugi pantofel? Cholera jasna… Luba: Wiesz, tam było tak mądrze napisane o tym, że kobieta musi wyżej podnosić głowę, mieć więcej samotności, ale też więcej towarzystwa kobiet, więcej kontaktu z naturą, więcej ognia, ale też więcej ducha, i że powinna więcej zajmować się swymi korzeniami, no i więcej się obracać w sąsiedztwie. Słuchasz? Z głębi słychać krzątanie się. Jest wściekła. Zyta: Aaaaaaaaaa… Cholerne buty! Luba: Dobre, co? No... Ale to, co mnie najbardziej poruszyło to, zdanie, że kobieta powinna mieć więcej canto hondo, czyli „pieśni z głębi duszy”. Ładne, prawda? A ciebie to porusza?! Na klatkę schodową wybiega Alma. Luba: O dzień dobry pani Almo… Alma: Kochana, chodź szybko… Jest tam! Luba: Co takiego? Alma: Chodźcie do mnie, najlepiej obie… On tam siedzi. Zyta: Wychylając się z mieszkania. O co chodzi? Ja się spieszę trochę… Alma: Zabarykadowałam go krzesłem a poza tym śpi, chyba! Chodźcie.

3


Luba: Złodziej. To może od razu wezwać policję?! Co my same z nim… Alma: Absolutnie, żadna policja… Zyta: Wyprosić gościa stanowczo i cześć! Po sprawie. Albo policja. Alma: Musimy ostrożnie, bo to może być… on. Luba: On? Zyta: Jaki on?! Alma: Wczoraj po południu, nie było klientów, więc zaczęłam stawiać sobie pasjansa w związku z tematem przebiegunowania ziemi. No i na koniec wyszedł… on. Czarny król. W tym samym momencie usłyszałam coś jakby huk. To był znak. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o co chodzi, ale teraz widzę. Wszystko się zgadza! Luba: Ale co się zgadza? Alma: No, on. Czarny król się zmaterializował. Puf… i jest, śpi. Biedak zmęczony. Luba: Hę? Alma: Nie wyobrażacie sobie co on musiał przejść, ile wymiarów… Zyta: Chwila. Twierdzisz, że ten gość wylazł z kart? Nie, no to jest jakieś wariactwo! Luba: Ale to ciekawe jest. Do Almy. Mogę go zobaczyć? Alma: Oczywiście, proszę. Można by z tego zrobić dodatkową atrakcję dla kawiarni…

4


Zyta: Na pewno, ludzie będą walić drzwiami i oknami. Alma: To idziecie, czy nie? Luba: Tak. Zyta: Moment, tylko buta znajdę. Po chwili Zyta wychodzi w butach ale innego koloru niż ten, który wcześniej miała na nodze. Alma otwiera drzwi. Mężczyzna siedzi przy stoliku i milczy. Luba: O Boże, nie śpi, co teraz? Zyta: A co ma do tego Bóg. Do mężczyzny. Proszę pana. Tutaj jest lokal kulturalny i albo pan powie jak się tu dostał… albo będzie pan miał ze mną do czynienia. Alma: Nie tak ostro, bo go przestraszysz. Nie widzisz, że jest wykończony tą teleportacją? Do mężczyzny, bardzo łagodnie. Jest pan duszą pierwszej kategorii, tak? I potrzebuje pan pomocy, prawda? Mam pana odprowadzić do Źródła, zgadza się? Zyta: Nie… no to sugeruje odpowiedzi… Luba: Naprawdę jest duchem!? Do Almy. Mogę go dotknąć?! Alma: Zwykle nie można, ale skoro to on, Czarny król, to… można. Luba podchodzi do mężczyzny, bardzo wolno.

5


Alma: Aaa! Luba: Aaa! Ale się zlękłam, no. Alma: Tylko ostrożnie! Zyta: Lepiej go nie dotykaj, po co się stresować. Alma przemawia do mężczyzny, przesadnie wyraźnie. Alma: Przepraszam pana, wiemy, że przybył pan tutaj żeby przekazać nam wiadomość od obcych cywilizacji. Proszę nam wyznać jaki jest cel pana misji. Śmiało. Luba: …To będzie tajemnica, my nikomu nic. Serio. Mężczyzna milczy. Zyta: Szkoda czasu na niego. To niemowa. Luba: Duchy zwykle nie mówią, przynajmniej w filmach tak jest. Alma: Trzeba spokojnie i cierpliwie do niego podchodzić. Zyta: Możliwe, że ten… Czarny król jest nienormalny. Alma: W takim razie użyję metody telepatycznego przekazu bezpośredniego. Usiądę tutaj obok i zadam pytanie, potem głośno wypowiem odpowiedź, którą on przekaże mi mentalnie. Rozumiecie? Pauza. Możecie zapalić świeczki. Takie złote, są tam, w szufladzie. Będzie mu łatwiej skoncentrować się. I proszę o ciszę. Ta metoda wymaga mojego dużego zaangażowania energetycznego. A... I włączcie muzykę. Luba przegląda płyty. Luba: Om Namah Shivaya – wykonanie ludowe.

6


Alma: To nie… Przydałyby się bębny. Synchronizują pracę obu półkul mózgowych, zwiększają ilość połączeń nerwowych w mózgu i rozwijają umiejętność działań zespołowych. Zyta: Czekaj! Mam taki mały bębenek. Zaraz wracam. Wychodząc. Mój były mąż przywoził takie pierdoły ze swoich podróży. Alma staje w pozycji karate Kiba – dachi, głęboko oddycha. Mówi do Luby. Alma: Oddychaj ze mną, musimy mieć moc. Razem wykonują dziwne figury. W tym momencie nawiązuję kontakt z tutaj obecnym. Mężczyzna szeroko otwiera oczy. Zyta wpada z bębenkiem. Alma: Idealny! Kobiety zapalają świece, gaszą światło, Alma wybija na bębenku dziki rytm. I nagle kończy. Alma: Jestem gotowa. Staje za mężczyzną z przymkniętymi oczami. Masz dla mnie jakąś wiadomość? Alma wstrząsa nagły dreszcz. Luba: Odpowiedział?! Alma: Tak. Zyta Uuuu ale super. Alma: Cicho, proszę nie przerywać transu.

7


Luba: Jaka to wiadomość? Alma oddycha głęboko. Po chwili ma wstrząs. Alma: Za szafką. Luba: Co tam jest? Zobaczę. Alma: Zaczekaj, to może być tylko taka symboliczna odpowiedź… Zyta: Co jest za szafką? Alma koncentruje się i ma kolejny wstrząs. Alma: List. Luba rusza do szafy, Zyta świeci jej świeczką, znajdują list. Luba: Jest list! To działa! Ale numer! Oglądają kopertę. Zyta: To z sądu. Luba: Z sądu? Otworzę. Otwiera, czytają. Almą cały czas wstrząsa. Luba: Rozpoczęcie postępowania egzekucyjnego. Zyta: Nie zapłaciła właścicielowi lokalu? Alma w transie, mówi nie swoim głosem. Alma: Płaciłam… Zyta: O cholera. Masz jakiś dług. Może odsetki?

8


Nagle wychodzi z transu. Alma: Nie wiem naprawdę, wszystko opłacałam. Mam tu gdzieś potwierdzenia wpłat… Zyta: Może to pomyłka… Luba: Ale co ten mężczyzna ma wspólnego z listem? Alma: Nic. Nawiązałam kontakt z samą sobą. Dwa tygodnie temu dostałam ten list, ale nie miałam czasu go przeczytać, bo właśnie pakowałam się na wyjazd czytania aury w Ustrzykach. Wpadł za szafkę i zapomniałam o nim. Teraz dzięki metodzie kontaktu mentalnego, odblokowałam swoją pamięć. Zyta: No i wyszło szydło z worka. Luba: Tego powiedzenia lepiej dzisiaj nie używać. Zyta: Racja. Nie wiadomo jakiej kto jest orientacji. Luba: Musi pani jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę, jakiś radcy prawnego albo co… Alma: Wiedziałam że coś się wydarzy, wczoraj znalazłam przed domem martwego ptaka i śniło mi się takie dziwne zielone oko. To zły znak. Zyta: Należy zacząć działać radykalnie. Zyta wyjmuje z torebki plastikowy pistolet, podchodzi do mężczyzny i przykłada mu zabawkę do skroni, po czym energicznie klepie go w plecy. Zyta: Ręce do góry bo strzelam! Mężczyzna kaszle. Alma: Pistoletem go?! Zastraszony na pewno się nie odezwie! Luba: To zabawka jest.

9


Zyta: Ciszej. Nie musi tego wiedzieć. Noszę go przy sobie odkąd w okolicy pojawił się ten zboczeniec… Luba: O matko! Może to… Zyta: On! Alma: Nie, niemożliwe, czułabym od niego inne wibracje. Podchodzi bardzo blisko do mężczyzny. Nachyla się nad jego twarzą. Ale czuję tylko ciepło. I… zaraz, zaraz… whisky. Zyta: Aha. Luba: To nam chyba coś wyjaśnia. Duchy raczej nie piją whisky, prawda? Alma znajduje butelkę, opróżnioną do połowy. Alma: Wypił połowę mojego whisky do kawy. Przywiozłam z Londynu. Luba: W Londynie pani była? Alma: Tak, w zeszłym miesiącu. Pojechałam prezentować na targach wynalazek mojego znajomego uzdrowiciela. Luba: Wynalazek? I jak poszło? Alma: Nie wypaliło. Pomysł dobry, ale nikt nie kupował. Spray na duchy. Luba: Ma to pani jeszcze? Możemy wypróbować na nim. Alma: Jest w szufladzie. Ale on działa na podczepy. Czyli wtedy, jak nam się jakiś duch doczepi do aury. Czasem ludzie nagle umierają i nie zdążą nawet zorientować się, że już nie żyją. Wtedy błąkają się po świecie i żeby mieć energię do przetrwania podczepiają się do innych, żywych jeszcze.

10


Luba: To dość obrzydliwe… Luba sięga do szuflady, wyjmuje spray i cała się spryskuje. Zyta: Nie, jak można w takie bzdury wierzyć… Luba spryskuje też Zytę. Luba: Tak na wszelki wypadek. W Polsce są koszmarnie wysokie statystyki jeśli chodzi o wypadki i samobójstwa. Ile się tych odczepów może wszędzie kręcić… Alma: Podczepów. Na nim już nie mamy co próbować. To nie duch. Zyta: Mów co tu robisz, bo ci przyrodzenie odstrzelę! Mężczyzna nic, tylko kaszle z rękami uniesionymi do góry. Luba: Nie strasz go, to gruźlik. Zyta: Świetnie, nie dość, że zboczeniec to jeszcze gruźlik, pewnie celowo przyszedł nas zarazić. Tak?! Mało wam męczenia kobiet przez stulecia?! Mało?! Inkwizytor pieprzony. Rzuca pistoletem o stół, pistolet rozpada się, mężczyzna trochę przestraszony. Nie wiem jak wy, ale ja nie będę tego tolerować. On z nas robi idiotki, ewidentnie. Szlag mnie zaraz trafi, poza tym za godzinę muszę być w pracy, mam dziś ważne spotkanie personal branding. Wychodzi z pomieszczenia. Luba: A ja mam wykład z ornitologii, za pół godziny… Po chwili Zyta wraca z kablami w dłoni, ciągnie je z kuchni. Zyta: Zaraz zacznie śpiewać... Torquemada jeden. Alma: Nie!

11


Zyta bierze kable i oplata nimi mężczyznę, ten trochę przestraszony, próbuje się wyswobodzić, szarpie się, i nagle krzyczy. Spięcie, awaria światła, zostają tylko zapalone świece. Mężczyzna: O Jezu! Traci przytomność i osuwa się na podłogę. Luba: Zabiłaś go. Ja oszaleję zaraz. Zyta: Zemdlał. Korki poszły. Luba: Trzeba wezwać pogotowie. Będą pytać jak doszło do wypadku i co powiemy!? Zyta: Że przyszedł reperować przewody i się zaplątał, w efekcie go poraziło. Tyle. Alma: A co jeśli to jest… komornik. Luba: Czyli kamuflaż. W tym specjalizują się lelki. Takie ptaki. A! Jeszcze jest taki jeden gatunek ptaków w Brazylii, który kiedy siedzi w gnieździe lub odpoczywa, do złudzenia przypomina krowie łajno. Alma wybiega na zaplecze kuchenne kawiarni, wzywa pogotowie. Alma: Halo pogotowie? Tak proszę przyjechać, nieprzytomny, mężczyzna, w średnim wieku, prąd… wypadek. Tak, tak… Luba do Zyty. Luba: Nie dotykaj go. Zyta: Poszukam w kieszeniach, może ma jakieś dokumenty. Cholera ciężki jest, pomóż mi… Próbują go podnieść i sprawdzić kieszenie, podczas podnoszenia Zyta chwyta go za głowę, zostaje jej w ręku peruka. Zyta: A to lis farbowany, szpieg jeden!

12


Luba: Tak myślałam, że to nie są prawdziwe włosy, strasznie rude. A tak przy okazji. W czwartek u Celiny? Zyta: Tak, jak zawsze. Luba: Potwierdzony? Zyta: Jasne, Alma nas umawiała. Zyta szarpie marynarkę mężczyzny, żeby dostać się do wewnętrznych kieszeni. Zyta: Przebieraniec jeden… Luba: Straszna sytuacja, nie dość, że trup, zaraz pewnie przyjedzie pogotowie i może policja a ja zaraz mam wykład… Zyta: Nie rozpaczaj o ptakach wiesz już chyba wszystko, ja też jestem spóźniona. Wchodzi Alma. Alma: Pogotowie zaraz powinno być, a co wy robicie? Zyta: Szukamy jego dokumentów! Alma: Tak nie można dziewczyny… Luba: To jedyna możliwość dowiedzieć się kto to jest. Alma: Ale mimo wszystko nie można. Zyta: A można do kogoś wchodzić nocą, wypijać alkohol i nawet się nie przedstawić?! Lepiej nam pomóż, bo same nie damy rady go przewrócić. Kiedy kobiety próbują przewrócić mężczyznę na plecy, wchodzą ratownicy medyczni, mają ze sobą nosze i torbę medyczną.

13


Alma: Szybko panowie jesteście… Ratownik 1: Stać nie ruszać się! Co tu się dzieje?! Zyta: Ale my go ratujemy. Luba: Tylko go odwracamy… Ratownik 2: Nie dotykać poszkodowanego! Może mieć uraz kręgosłupa! Zrozumiano!? Alma: Tak jest. Kobiety odsuwają się. Ratownik 2: Co tu tak ciemno? Zyta: Korki. Luba: Po-szły. Ratownik 1: Porażenie prądem, tak? W jakim wieku jest pacjent? Luba: My go nie znamy! Zyta: W zasadzie on się tu włamał. Alma: Po prostu wszedł nieproszony i milczał… Świecąc latarką. Ratownik 2: Zobacz, przecież to… Ratownik 1: A niech mnie… On. Teraz dopiero go ratują.

14


Ratownik 2: Wyczuwam tętno, zabieramy go. Szybko. Ratownik 1: Ostrożnie. Ratownik 2 świeci kobietom latarką w oczy. Alma: Panowie, czy to coś poważnego? Ratownik 2: Lepiej się módlcie, żeby z tego wyszedł. Przenoszą mężczyznę na nosze i wychodzą z nim. Po chwili. Luba: O kurka, a jak on… teges? Alma: To już po nas… Zyta: Oni go rozpoznali? Co tu jest grane? Z korytarza słychać krzyk mężczyzny, który widocznie odzyskał przytomność. Mężczyzna: Alma!... Alma! Gdzie jesteś Alma! Kobiety patrzą na Almę, ta znów dostaje wstrząsów. Luba i Zyta patrzą na siebie. Gaśnie światło.

15


Scena 2. Salka katechetyczna. Próba do Misterium Męki Pańskiej. Trzeci dzień prób. Mężczyźni ubrani częściowo w kostiumy. Kajfasz: Piotr! Piotr, teraz wchodzicie, po moim przejściu na lewo, no… Jezus: Kto się zajmuje gąbką na dzidzie? Kajfasz: Co? Jezus: No, kto się zajmuje gąbką? Kajfasz: Centurion. Jezus: To ja bardzo proszę, żeby nasączył gąbki farbą, wczoraj były zupełnie suche i dziabnął mnie. O mało mnie nie przebił… Kajfasz: Piotr! Wchodzicie! Piotr: Jak teraz?! Przecież Paweł wstaje i śpiewa, potem ty się kłaniasz i idziesz do przodu, na lewo a my za tobą. Zawsze tak było. Każdy kolejno pokazuje jak wchodzi. Paweł: Tak, prawda. Zawsze. Od czasu, jak to brat Antoni wymyślił. Piotr: Nic nie będziemy zmieniać! Kajfasz: Ja przechodziłem na lewo i oni wchodzili, a nie że dopiero teraz… Jezus: Tak, pamiętam. Wchodzicie po jego przejściu. Piotr: A co ty możesz powiedzieć jak stoisz tyłem? Co? Jezus: No, Jezus chyba wie skąd głosy dochodzą, nie?

16


Paweł: Patrz pan jaki magik! Piotr: Spółdzielnia ucho. Jezus: Zanim Paweł wstaje i śpiewa, ty się kłaniasz, idziesz do przodu, ale na prawo a reszta za tobą. To tak było. A wy tutaj łazicie jak od Kajfasza do Annasza. Wchodzą dwaj mężczyźni w samych przepaskach na biodrach. Wnoszą krzyż. Łotr 2: Już w zeszłym roku mówiłem, że z tym krzyżem jest problem. Te linki nie trzymają i spadam. Łotr 1: A mnie spada z dupy ta szmata, nie będę grał bez gaci. Nie ma mowy! Piotr: Przecież gacie ci będzie widać! Musi być realistycznie. Grasz bez gaci i kropka. Paweł: Pokażcie ten krzyż. Dźwigają razem krzyż. Paweł do Łotra 2. Paweł: Wchodź. Łotr 2: Podsadź mnie bo nie sięgam… Piotr i Paweł podsadzają Łotra 2, ten przypina się do krzyża. Paweł: No i wisisz. W tym samym momencie Łotr 2 spada z krzyża na stojących obok mężczyzn. Kajfasz: Ała! Łotr 2: Cholera jasna! Nie mówiłem… Piotr: Nie przeklinaj w miejscu kościelnym jesteś. Paweł: No, co to jest? że nie trzyma…

17


Wbiega do sali mężczyzna w kostiumie Poncjusza Piłata. Piłat: Nie ma go, jak boga kocham, szukaliśmy wszędzie! Piotr: U niego w domu? Piłat: Tak. Dwa razy chłopaki byli, cisza. Dzwonili na telefon, nic. Kamień w wodę. Łotr 2: Kurza twarz i co teraz?! Kajfasz: No i jak tu ufać ludziom. Paweł: A bez niego nie możemy? Jezus: Przecież nie możemy zrobić Misterium Męki Pańskiej bez Judasza! To wykluczone! Piotr: Ale co się mogło z nim stać? Przecież tyle lat mogliśmy na niego liczyć… Piłat cicho do Pawła. Piłat: Kazik widział go ostatnio trzy dni temu, wieczorem. Minęli się przed wejściem do parku. Mówił, że tak jakoś dziwnie wyglądał. Paweł: Jak wychodziłem z próby w sobotę… To on tu jeszcze siedział, nawet peruki nie zdjął. Piłat: Może coś mu się stało? Kajfasz: Słyszałem, że ludzie którzy grają Judaszy to często mają pecha, a zdarza się, że i samobójstwo popełnią. Paweł: Myślicie, że się zabił?! Niemożliwe. On? Jezus: Jak my teraz, w tak krótkim czasie znajdziemy Judasza! Co za niefart! Za takie coś nawet jakby się pojawił, to powinien zostać wyrzucony z Bractwa, natychmiast.

18


Piłat: Co? Wiesz przecież jak trudno namówić kogoś żeby to grał. Na Jezusa to pełno się zgłasza, a Judasz? Już dziesięć lat mamy tego samego… Jezus: Zawsze mnie to denerwowało, że ja mam taką konkurencję każdego roku i ciągle muszę udowadniać, że jestem najlepszy. Słyszałem jak organista niedawno coś gadał, że mają przyjąć jakiegoś młodego zaraz po seminarium… mówił, że chłopak ładny, ciemne oczy, włosy kręcone, na Jezusa by był akurat. Co ja za to mogę, że jestem blondynem! Piotr: Nie bój się. Nie będziemy teraz młodego wprowadzać, ty już wiesz co i jak… Jezus: To dobrze, bo mam taki pomysł na ten moment, co Jezus mówi: Ojcze w twoje ręce oddaję ducha mego. Może ja bym to zaśpiewał? Co? Paweł: Ludzie, już nic nie zmieniajmy… Piotr: Trzeba znaleźć Judasza. Inaczej kaplica. Piłat: Odwołujemy próby dzisiaj i wszyscy idziemy go szukać. Rozdzielmy się. Łotr 2: My pójdziemy rynkiem i przez park do jego matki. Piłat: Dzwońcie do szpitali. My sprawdzimy jego ulubione miejsca. Łotr 2: Tam też? Łotr 1: Tam nie. Jezus: Ale wiecie, tam… No, tam… mógłby być… Łotr 2: No, tam… To tak. Łotr 1 i 2 oraz Jezus wychodzą. Paweł: Musimy na stronie napisać o sytuacji…

19


Piotr: Nie, lepiej nie wzbudzać paniki niepotrzebnie. Ksiądz proboszcz wczoraj do mnie dzwonił i pytał jak idą próby. Powiedziałem, że dobrze. Piłat: Kłamałeś proboszczowi. Piotr: W dobrej wierze… Kajfasz: Może tak… Bractwo męki pańskiej ogłasza przerwę w przygotowaniach do spektaklu z powodu… Piłat: Nie! Nic takiego nie pisz! Piotr: Poczekajmy jeszcze. Poczekajmy… Paweł: Coś muszę napisać, obiecałem proboszczowi notatkę na stronie biura parafialnego. Miało być na wczoraj. Dzwoni telefon. Piłat: No, jestem. Co? Jesteś pewien? Dobra umawiamy się tam wszyscy. Do pozostałych. Panowie, mamy go. Szpital dzieciątka Jezus. Przywieźli go wczoraj. Paweł: Dzięki bogu, w samą porę! Piotr: A nie mówiłem cunctando regitur mundus. Zwlekanie jest panowaniem nad światem. Kajfasz: No, ja tak coś czułem, że to szpital będzie… Opuszczają salkę katechetyczną.

20


Scena 3. W gabinecie kosmetycznym. Alma, Zyta i Luba w pozycji półleżącej, na łóżkach, twarze pokryte maseczkami. Krząta się przy nich kosmetyczka Celina. Luba przegląda czasopisma. Alma: Naprawdę, musicie mi uwierzyć, ja go nie znam… Zyta: Tak?! Wyraźnie słyszałam jak mówił: Alma, Alma, gdzie jesteś Alma? Tak mówi nieznajomy? Luba: To zdecydowanie najciekawszy przypadek kamuflażu jaki widziałam. Alma: Dlaczego wybrał taką idiotyczną perukę na przebranie? Zyta: Ja wam mówię, on jest nienormalny. Świr po prostu. Lepiej załóż dodatkowy zamek w drzwiach, on może wrócić. Luba: Gdybym mogła, to bym poprosiła mojego byłego o pomoc, zna tu wszystkich. Zyta: A nie możesz poprosić? Luba: W życiu. Nie rozmawiamy ze sobą. Zyta: Niewzruszony? Luba: Nic a nic. Pogrzebałam go. Suknię ślubną już sprzedałam i przestawiam się na partenogenezę. Celina: Na co? Luba: Dzieworództwo. Dżdżownice to praktykują i truskawki. Alma: Luba, już dawno chciałam ci zaproponować żebyś mówiła mi po imieniu. Alma. Podają sobie dłonie.

21


Luba: Wspaniale. Luba jestem. Zyta: Zastanów się, może go jednak pamiętasz. Szkoła? Warsztaty? Wycieczka? Alma: Nie… Nie kojarzę go zupełnie. Luba: Jakie jeszcze aktywności może pani… pardon, możesz wymienić? Alma: Trenowałam w dzieciństwie gimnastykę artystyczną, ale tam same dziewczyny chodziły. Pauza. Celina krząta się przy kobietach, nakłada maseczki, Luba maseczka z ogórków, Zyta maseczka z awokado, Alma maseczka z kawioru. Luba: No zobaczcie, wystarczy wziąć pierwszą lepszą gazetę z brzegu, co te kobiety tam wypisują… Justyna P. z Gdańska pisze: wkrótce mamy się pobrać i chcieliśmy zacząć współżycie seksualne. Z żalem jednak stwierdzam, że jest to niemożliwe, ponieważ mój chłopak, chociaż bardzo podniecony, w decydującym momencie okazuje się impotentem. Przysięga, że z innymi kobietami zawsze mu się udawało. Czy mam mu wierzyć i nie odwoływać daty ślubu? Zyta: Pamiętaj, droga Justyno, że jeśli odwołasz datę ślubu, następna okazja może się nie pojawić. Uschniesz jako stara, zdziwaczała panna z kaprawym nosem. Alma: No a jak za niego wyjdzie, to uschnie w małżeństwie. Znam to. Celina: On się biedak stresuje. Zyta: Stresuje? Celina: Na bank, chłopak mojej przyjaciółki też tak miał. Tak długo próbowali, aż przeszło. Śmieją się. Luba: O, to jest świetne, posłuchajcie. List kobiety do jasnowidza, chciała żeby spojrzał na ich wspólne zdjęcie i powiedział, kto jest większym problemem w tym związku, z kim jest coś nie tak? I uwaga, jasnowidz pisze:

22


Błędów w pani relacjach z mężem jest sporo. Z natury jest pani drobiazgowa i upierdliwa. A ponad to pozwoliła pani sprowadzić się do roli kury domowej, a teraz dziwi się, że jest tak kiepsko traktowana. Celina: Upierdliwa, jasne, a może tak się poświęcała i wyświęcała, że se z życia kurnik zrobiła. Alma: Kobiety mają taki potencjał, a tak go głupio marnują. Luba: Ja na przykład byłabym świetną żoną. Dobrze biegam, świetnie strzelam i znakomicie opatruję rany. Poza tym nie byłoby ze mną problemu jeślibym umarła za granicą, założyłam takie konto w banku gdzie w ramach bonusu otrzymałam jednorazowy transport zwłok samolotem do Polski. Alma: No, właśnie, kobiety myślą o wszystkim. Naprawdę uważacie, że tego oczekują od nas mężczyźni? Luba: Celina! Boże, ale mnie to swędzi, to normalne jest? Celina: Tak. Nie ruszaj się, bo ogórki ci spadną. Zyta: Robimy sobie te peelingi, botoksy, implanty, fitnessy, turbo solarium, diety, hormony… A przy tym wszystkim najbardziej chcemy, żeby on kochał nas takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. Alma: No, właśnie, właśnie… Zyta: No wiesz? Nie przesadzaj. Kobiety w maseczkach. Celina przykrywa je kocami, Almie wykonuje zabieg na ręce, masuje, nakłada kremy. Kobiety patrzą na nią z zachwytem. Luba: Moim zdaniem kobieta musi czuć się bezpiecznie żeby zakładać gniazdo. Wiecie, że gniazdo raniuszka Aegithalos caudatus, może być wyściełane nawet dwoma tysiącami małych, puchowych piórek. Samica dzioborożca dla własnego bezpieczeństwa w czasie wysiadywania jaj, zamurowuje się w dziupli i może pozostawać tam aż trzy miesiące, wtedy karmi ją samiec. Alma: No popatrz, sama się zamurowuje… A ten ją karmi.

23


Siedzą chwilę w ciszy. Zyta: Musi być jakiś punkt zaczepienia… Luba: Pielgrzymki?! Zyta: Co? Luba: No co, ja chodziłam. To znaczy raz byłam. Do dzisiaj przy wysiłku, odczuwam kolana. Zyta: Ja nigdy nie byłam, a też odczuwam kolana. Po wysiłku. Śmieje się. Alma: W życiu nie byłam na żadnej pielgrzymce. Ale raz zdarzyło mi się takie przeżycie, można powiedzieć metafizyczne. W górach, obóz wędrowny, zostałam w tyle sporo za grupą. Zaczęła się burza, szybko schodziłam w dół, poślizgnęłam się, pamiętam oślepiający błysk światła i… jakby ktoś mnie złapał, czułam muśnięcie wiatru, przyjemny zapach i tak jakoś… Tak jakoś przyjemnie mi było… wszędzie. Celina: Miałaś śmierć kliniczną? Alma: Nie, nie sądzę… Luba: Jasny gwint! Czyta w czasopiśmie. Alma!... Jeśli wierzyciel złożył wniosek o zajęcie nieruchomości, to w zasadzie wtedy komornik może zająć rzeczy, które należą do dłużnika i wystawić je na licytację. Alma: Czyli że te stoły, krzesła, zastawy, mój gramofon… może zabrać? Zyta: Obrazki, naczynia, dywanik, wszystko. Alma: Co robić?! Kwiaty! aloes, chroni dom przed niechcianymi gośćmi, albo jeszcze ten… dzwonek przydrożny! Skąd zdobyć teraz dzwonek… dzwonek pomaga odzyskać to, co się nam słusznie należy, poza tym pozwala wygrywać sprawy sądowe.

24


Zyta: Dzwonek!? Aloes! Tu trzeba działać naprawdę, a nie jakieś pseudo magiczne rytuały uprawiać. Luba: Dzwonić do prawnika, znajomy znajomego… Alma: Aloes nie zaszkodzi. Zyta: Almo, skup się. Przyjdzie komornik i wszystko wyniesie, właściwie niewykluczone, że już był. Alma: Nawet jeśli przyjdzie, to nic nie zabierze. Luba: Przykleimy wszystko do podłogi. Tak!? Zyta: Świetnie. Alma: Wyniesiemy wszystkie rzeczy! Luba: Proste i genialne. A dokąd? Alma: Do was… i do wszystkich innych moich znajomych. Rozkręcimy meble i wyniesiemy po kawałkach. Luba: Lepiej się pospieszmy… Kobiety wstają z łóżek i wychodzą. Celina: Moment! Maseczki jeszcze nie wyschły… Luba: Lubię uczestniczyć w takich spontanicznych akcjach! A może ten rudy to brat jakiejś koleżanki Almy? We mnie się kiedyś zakochał brat koleżanki, ale poznał taką dziewczynę w pociągu i w niej się bardziej zakochał. Po latach zobaczyłam jej zdjęcie, myślałam, że to ja, tak była podobna. Zyta: Może on zwyczajnie nie zauważył różnicy.

25


Śmieją się. Alma: Zawsze, znajdzie się jakaś wybawicielka, która jest gotowa zająć się twoim ukochanym. Zyta: Wtedy zaczyna się gra pod tytułem: zdobywanie. Luba: Cuculus canorus. I zachowujemy się jak młode kukułki, po wykluciu z jaj w gnieździe gdzie zostało podrzucone, kukułcze pisklę bardzo szybko wypycha wszystkie pozostałe młode, aby zapewnić sobie maksimum bezpieczeństwa, pożywienia i uwagi rodziców. Przed oknami salonu kosmetycznego, pojawia się grupa przebranych mężczyzn, Bractwo męki pańskiej. Zyta: O! Przebierańcy… Alma: Celina… Prędzej. Luba: Naprawdę musimy lecieć! Celina: Macie ogórki, awokado na twarzach. Alma: I kawior… Celina wyciera kobiety w pośpiechu. Zyta: Dobra! Resztę to już sobie domyjemy na miejscu. Wybiegają.

26


Scena 4. Na ulicy. Raz widzimy jedna grupę mężczyzn, a raz drugą grupę szukającą Judasza. Łotr 1: Ej chłopaki tędy! Tu będzie bliżej… Łotr 2: Dzwoniłem już do dwóch szpitali i nic… Jezus: Zaczekajcie na mnie, nie biegam tak szybko… Wybiegają, nie widać ich. Wchodzą Kajfasz, Piotr, Paweł i Piłat. Kajfasz: Matka nic nie wie. Piotr: Też go dawno nie widziała. Paweł: Człowiek znika i nikt nie wie gdzie się podział, w takim małym mieście… Piłat: Ukrywa się gdzieś to jasne. Piotr: Tylko czemu to robi? Paweł: Okazuje się, że niewiele o nim wiemy. Kajfasz: Hotel Anakonda, tam jeszcze nie sprawdzaliśmy. Jeśli się ukrywa to gdzie? W hotelu! Wybiegają. Pojawia się druga grupa mężczyzn. Jezus: Co jeszcze o nim wiemy? Łotr 1: Nie pali, nie pije, nie ma żony, bezdzietny… Łotr 2: Stroni od ludzi, pracuje jako… Jezus: Może się komuś naraził?

27


Łotr 1: No coś ty, on? W życiu. Łotr 2: Uczciwy aż do przesady. Kiedyś w kiosku kupował bilet, kobieta dała mu przez pomyłkę dwa, zorientował się aż u nas w salce, poszedł jej oddać ten drugi bilet. Czekaliśmy na niego prawie dwie godziny. Jezus: Tak, tak, kto wie czy on z nas wszystkich nie jest najporządniejszy. Łotr 1: Taki Piłat na przykład, sędzia. A już kilka razy zdarzyło mu się nieźle zabalować… Jezus: No, pamiętam jak go znaleźliśmy w fontannie, kompletnie bez świadomości. Całe szczęście, że to w nocy było i nikt nie widział. Łotr 1: Wiecie, że on miał romans z Marią? Jezus: No coś ty?! Z którą? Chyba nie z moją matką? Łotr 1: Nie, z Marią Kleofasową. Potem sobie znalazł młodszą. Jezus: Mi to już dawno nie pasuje, że trzy Marie są prawie siwe, nie można by ich wymienić? Łotr 1: Można, ale Piotr nie chce młodych kobiet, bo obawia się nowych romansów. Wiesz nieskalana opinia Bractwa męki pańskiej. Jezus: W zeszłym roku znowu się pomyliły, weszły za wcześnie z pieśnią: O mój Jezu kocham cię, o mój Jezu wielbię cię… Kiedy Piłat je ochrzanił, zapytały jak nie teraz? Przecież było hasło: Jezus umiera. Śmieją się. Łotr 2: Kajfasz rozwiedziony. Na alimenty dla córki długo pieniędzy nie miał, sam opowiadał, że jej w zamian pieczarki woził, hodował w piwnicy i woził. Prosiła, żeby przestał, bo już nie wiedziała co z nimi robić. Przejeść z koleżanką nie mogły. Łotr 1: I co przestał?

28


Łotr 2: No chyba tak. Jezus: A Paweł, taki niby mądrala a z seminarium zrezygnował dla dziewczyny, jak go zostawiła, to wieszać się chciał. To pamiętam. Słychać głosy nadchodzących, Jezus i dwaj pozostali mężczyźni wychodzą. Łotr 1: Idziemy jeszcze raz na rynek? Wchodzą pozostali. Piłat: Mój kuzyn ma zadzwonić, jak coś będzie wiedział. Paweł: Ten policjant, co od lat ma chęć zagrać Jezusa? Piłat: Tak, i ciągle nie odpuszcza. W każde święta marudzi, żebym to jakoś zorganizował. Kajfasz: Co mu tak zależy? Piłat: Prestiż. A poza tym, to świetnie działa na dziewczyny. Paweł: Jakoś nasz Jezus z tego raczej nie korzysta. Śmieją się. Kajfasz: Te jego teksty… „przez lata grania Jezusa stałem się lepszym człowiekiem, i wybrałem samotność żeby lepiej oddać się roli, mieszkam sam z papugą” Piłat: Alleluja! Paweł: A Judasz? Nic na niego nie mamy. Paweł: Idą… Wbiegają Jezus, Łotr 1 i 2.

29


Łotr 1: Mamy trop! Łotr 2: Widzieli go… Jezus: Ludzie go widzieli, mamy adres… Piłat: To jakaś kawiarnia… Łotr 2: Przy okazji, z tym wieszaniem… Przemyślałem to, i w tym roku nie dam się tak byle jak ukrzyżować, nie ma mowy! Wszyscy razem wychodzą.

30


Scena 5. W kawiarni U Almy. Kobiety pakują naczynia w kartony potem rozkręcają stoły. Alma: Kiedyś za czasów naszych babć uwodziło się tak: spojrzenie w górę – na lampę, potem w dół – czubek swojego nosa, na koniec prosto w oczy i… zamrugać. Lampa, nos i wprost. I zamrugać. Razem: Lampa, nos i na wprost! lampa, nos i na wprost… Chodzą i powtarzają, wygląda to jak taniec, każda chwyta za karton z naczyniami i wychodzą ale słychać je. Lampa, nos i na wprost… Wracają. Zyta: Dzisiaj to już nie działa! Zatrzymują się, siadają. Alma: Działa, działa… Zyta: Dzisiaj działa chemia. Jeśli chcesz wytworzyć wokół siebie aurę tajemniczości, sięgnij po zapachy orientalne. A kiedy wolisz podkreślić swoją niezależność stosuj wyłącznie zapachy delikatne i ziołowe. Zapachy egzotyczne są przeznaczone dla załamanych oraz będących w nastroju „nikt mnie nie kocha”. Luba: No, to chyba powinnam sobie taki kupić. Zyta: Coś ty, teraz jesteś wolna, doceń to. Masz czas dla siebie i możesz swobodnie próbować gry: zdobywanie. Luba: Czyli na przykład, siedzą sobie, on i ona w pociągu. I co? Zyta: I wio. Siadaj tu, ja będę tym facetem. Zakłada rudą perukę.

31


Alma: Do Luby. Odsłoń szyję i nadgarstki. Luba: Po co? Alma: No odsłoń, jeszcze trochę… Luba odsłania szyję i nadgarstki, pręży się. To mowa ciała. On w mózgu rejestruje, że odsłaniasz swoje podatne na zranienia miejsca i to mu mówi, że ma szansę cię zdobyć, że nie będziesz się bronić i jesteś otwarta na propozycje. Rozumiesz? Luba: Aha… Tak dobrze? Zyta: I zamrugać. Może jeszcze trochę pokaż nogi… Luba: Nogi? Dlaczego akurat nogi są takie ważne? Syndrom Kopciuszka? Swoją drogą ciekawa jestem co by było, gdyby Kopciuszek został na balu u Księcia? Alma: Ha! Zostałaby do rana, dała się zamroczyć kilkoma drinkami i byłby z tego najwyżej romans, a niekoniecznie małżeństwo. Zyta: I czar by prysł. Luba: No widzicie! Ona była tajemnicza! A nie od razu wystawiać nogi… Ja wolę jakoś tak bardziej romantycznie. Ptaki w czasie godów obdarowują się prezentami. Kukułka Cuculus canorus samiec chociaż jest pasożytem gniazdowym, daje samicy budulec na gniazdo, lub chociaż upolowanego owada, jemiołuszka Bombycilla garrulus - daje jagody, a rybitwa rybę. U Kukułki amerykańskiej - samica jest karmiona przez samca w czasie kopulacji. Generalnie ptaki są dużo bardziej kulturalne niż ludzie, większość z nich ma jednego partnera i koniec. Kormoran jest monogamiczny. Czapla też jest ostrożna, bocian, kaczka monogamiczna, jastrząb także, partnerzy wysiadują jaja na zmianę. Dalej: sokół, krogulec… Alma: Gdzie ci mężczyźni, orły, sokoły… bażanty… Luba: Tylko nie bażanty! Bażant, ptak włóczęga, poligamiczny, cóż wyjątki zdarzają się wszędzie.

32


Zyta: A teraz uwaga! O Boże! Zyta wykonuje ruch jak przy gwałtownym zatrzymaniu pociągu aż spada jej peruka i wpada na Lubę. Luba: Aaaaaaaaaa! Zyta: Dopiero teraz, w malignie powie, co naprawdę o nas myśli… Zyta leżąc na Lubie. Mówi jak po urazie. Kobiety! Co wy w ogóle o nas wiecie? Wiecie na przykład, że wyrafinowane sztuki erotyczne Wschodu uczą szczytowania bez wytrysku? Uważa się tam, że wraz z nasieniem wypływają z mężczyzny istotne dla niego siły życiowe. Co? Wiedziałyście o tym? Dobiera się do Luby. Jesteśmy gatunkiem zagrożonym! A wy chcecie zająć nasze miejsca, wykonywać męskie prace, zarabiać tyle co my, zostawiać nas w domu z dziećmi. Do cholery wy nawet żyjecie dłużej od nas! Zastanówcie się nad sobą. Musicie o nas dbać, bo niedługo wyginiemy zupełnie. I co wtedy zrobicie? Na kogo będziecie zwalać winę za wszystkie nieszczęścia świata?! Gra szczytowanie. Zupełnie mnie to tutaj z wami nie bawi, więc umieram. Cześć. Zyta wstaje i odchodzi wynosząc drzwi od szafki. Alma: No i koniec balu panno Lalu. Alma znajduje na podłodze jakąś śrubkę i wrzuca ją z dość dużej odległości do misy. Luba: Słyszałam o firmie, którą założył pewien mężczyzna. Zajmowała się załatwianiem rozstań z kobietami. Jeśli ktoś nie czuł się na siłach zerwać ze swoją kobietą, dzwonił i wynajmował kogoś, kto to za niego wykonał. Alma: A tak przy okazji… Kwiaty dzwonka przydrożnego są polecane osobom samotnym, bo pomagają spotkać wymarzonego partnera. Żeby wzmocnić jeszcze działanie dzwonka, należy wykonać tak zwane kąpiele magiczne. Do przygotowania takiej kąpieli potrzebujemy płatki kwiatu dzwonka, które zalewamy wrzątkiem, a następnie odcedzamy i wlewamy tak przygotowany wywar do kąpieli. Szeptuchy radzą, aby podczas wlewania wypowiadać trzy magiczne słowa: ploter, desona, trimora.

33


Luba: Aha… ploter, desona, trimora… Zyta wraca. Zyta: No, to jednego mamy już z głowy. Pan z pociągu nam się wyjaśnił. Wypijmy za to po kieliszku koniaku. Swoją drogą świetnie się czułam jako mężczyzna! Już ja bym wiedziała jak dogodzić kobiecie. Alma nalewa każdej po kieliszku koniaku. Luba: U płatkonogów, afrykańskich słonek złocistych i przepiórników, istnieją odwrócone role małżeńskie. Samice są większe, kolorowe, tańczą przed samcami albo walczą o terytorium z innymi samicami. Samiec buduje gniazdo, wysiaduje jaja i opiekuje się pisklętami. Samice mogą mieć wielu samców. Zamyśliły się. Po chwili. Zyta: Moje drogie panie trzeba coś postanowić w sprawie rudego. Ja zostaję tutaj dopóki on się nie pojawi. Luba: Ja też. Alma: Razem? Zyta i Luba: Tak. Luba: Idę po śpiwór. Zyta: Zaczekamy. Luba wychodzi. Zyta: I przygotujemy dla niego niespodziankę, ze stołu oraz reszty mebli ustawimy barykadę. Alma: Twój były mąż strzelał do kaczek? Zyta: Do kaczek, saren, zajęcy… Mówił, że to potwierdza jego męskość. Innych potwierdzeń nie miał.

34


Śmieje się. Luba wraca ze śpiworem i kosmetyczką. Zyta: Gotowa do odparcia ataku komornika?! Alma: Tak. Ustawiają barykadę blisko drzwi. Zyta: Tada da dam! Tada da dam! Tada da dam! Alma: Wolność wiodąca lud na barykady. Zyta: Rozpoczynamy akcję kryptonim: rudy bażant! Alma i Luba: Tak! Luba zaczyna nucić Marsyliankę, reszta podchwytuje. Wszystkie popadają w entuzjazm barykadowania się. Zyta: Wiesz, że to mi się podobało… samice są większe, kolorowe, tańczą przed samcami albo walczą o terytorium z innymi samicami. Samiec buduje gniazdo, wysiaduje jaja i opiekuje się pisklętami. Samice mogą mieć wielu samców… wielu samców… wielu… Kobiety stylizują coraz bardziej ruch, wyobrażają sobie, że są ptakami w locie. Wchodzi muzyka. Atmosferę ptasiego tryumfu przerywa głośne szarpanie za klamkę Luba: Nikogo nie ma w domu! Zyta: Luba, na litość boską, cicho bądź. Dobijanie się do drzwi. Mężczyzna: Błagam! Schowajcie mnie… Zyta: Tu nikogo nie ma, naprawdę. Mężczyzna: Almo! Błagam Cię.

35


Przez drzwi. Alma: Kim pan jest? Luba: Komornikiem? Mężczyzna: Tak. Ale nic wam nie zabiorę, przysięgam! Zyta: Komornik, wiedziałam! Luba: Koniec balu panno lalu. Alma: Mówi, że nic nam nie zabierze… Zyta: I ty mu wierzysz, zwariowałaś?! Luba: Właśnie! Lelek jeden, ryży kamuflażysta… Mężczyzna: Gonią mnie… proszę… Słychać krzyki mężczyzn. Biegną po schodach. Zza drzwi. Piotr: Jest! Mamy go! Paweł: Wyżej, chyba na trzecim piętrze jest… Kajfasz: Nie, był tutaj. Musiał się gdzieś schować. Piłat: Ja go gdzieś tu widziałem… Łomot do drzwi kawiarni. Kobiety w środku nieruchomieją. Piotr: Halo, proszę otworzyć. Kajfasz: Cicho jakoś. Widziałeś, że wchodził?

36


Piotr: Tak, na pewno tu. Piłat: Odsuńcie się. Głośno przez drzwi. Jestem Poncjusz Piłat i żądam wydania tego człowieka. Cisza. Jezus: Dajcie ja spróbuję, może mnie posłucha. Przez drzwi. To ja Jezus, chodź z nami grać, nie wygłupiaj się… Paweł: Ludzie. Jesteśmy członkami Bractwa męki pańskiej. W parafii Świętego Idziego trwają próby do wystawienia Misterium Męki Pańskiej, kolega, nam uciekł i jest tam. Proszę otworzyć! Słychać tupot na schodach. Mężczyzna ucieka. Kajfasz: Tam jest. Biegną za nim. Kobiety podbiegają do jednego okna potem do drugiego, obserwują ulicę. Znów kroki na schodach i ciche pukanie do drzwi. Mężczyzna: Almo, proszę wpuście mnie. To ja. Alma: O Boże. Alma do kobiet. Wpuszczamy? Patrzą na siebie, zdania są podzielone. Luba nagle wczołguje się pod barykadę uchyla drzwi, wraca, za nią wczołguje się mężczyzna z kroplówką. Krwawi. Alma: Krwawi… Mężczyzna: To nic, tylko wyrwałem welflon…

37


Alma: Trzeba to opatrzyć. Luba ty umiesz… Mężczyzna: Nic, nic, już w porządku. Słychać krzyki, tupot nóg po schodach. Piłat: Musi tu być. Nagle mężczyzna krzyczy. Mężczyzna: Idźcie stąd! Nie będę więcej grał. Postanowione! Dajcie mi spokój. Z korytarza. Piotr: Nie odejdziemy, dopóki nie wyjdziesz. Mężczyzna: No masz… Zapada długa cisza. Alma: Może nam pan to wszystko jakoś wytłumaczyć? Luba: Skąd pan zna Almę i w ogóle! Mężczyzna mówi coś Almie na ucho. Alma: To bardzo ładne, ale dlaczego przyszedł pan tutaj? Mężczyzna: To było jedyne miejsce, w którym czułem się dobrze... Byłem tu dwa lata temu, wtedy chciałem… Alma zdziwiona. Alma: Dwa lata temu? Mężczyzna: Chciałem ci powiedzieć, ale stchórzyłem.

38


Alma: Czyli, pan mnie kocha, tak? Mężczyzna: Tak. Od dawna. Tylko jakoś tak wyszło… Byłaś na obozie wędrownym, w górach, zostałaś w tyle sporo za grupą, widziałem cię na postoju. Szedłem sam. Zaczęła się burza, szybko schodziłaś w dół, poślizgnęłaś się i upadłaś. Zemdlałaś. Udało mi się cię ocucić, zaniosłem cię do schroniska. Luba: Wow. Mocne. Zza drzwi. Wszyscy: Raz, dwa i trzy! Bractwo wywarza drzwi, barykada rozpada się. Mężczyzna i kobiety uciekają pod ścianę. Jezus z otwartymi ramionami podchodzi do mężczyzny. Jezus: Judaszu, bracie, twoje wyznanie bardzo mnie wzruszyło. Znajdziemy kogoś innego na twoje miejsce… Jezus obejmuje mężczyznę i zamierają. Piłat: Chwileczkę, ja tu wydaję wyroki i nie podoba mi się żeby bez uzgodnienia ze mną… Kajfasz: Ty wydajesz wyroki? Ty umywasz ręce. Piotr: Nie no panowie, moment… Łotr 1: Ja pierniczę… Jeszcze tu będziemy kwitnąć, mnie matka już trzy dni w domu nie widziała… Łotr 2: Tracimy tu tylko czas. Głodny jestem. Alma: Judaszu?! Luba: Judaszu, bracie? Mężczyzna: Judasz, Judasz! Nawet w szpitalu mnie rozpoznali i mówili do mnie Judaszu, a ja mam na imię Andrzej, Andrzej! To znaczy mężny.

39


Kajfasz: Ja gram Kajfasza od siedemnastu lat, Piłat od dwudziestu, my to już robimy zawodowo. Mężczyzna: Wam to może coś dało w życiu, mnie nic, same przykrości. Tak bardzo Judasz wcisnął się we mnie, że na Andrzeja nie ma już miejsca. Mam tego dosyć! Piotr: Andrzej, posłuchaj mnie. Zwolnimy cię jeśli chcesz, ale dopiero w przyszłym roku, teraz za późno. Musisz zagrać. Zyta do Almy. Zyta: Dziwnie się czuję, kręci mi się w głowie… Alma: Złap się, i usiądź… Ostrożnie… Luba: Może przynieść ci wody? Zyta: Nie dam rady, bardzo mi źle… Aaaaaaaa! Zyta zwija się z bólu. Strasznie boli… Alma: Zyta… Trzeba szybko do szpitala! Piotr: Mamy samochód na dole… Mężczyźni z Bractwa wynoszą jęczącą z bólu Zytę. Wszyscy za nimi. Ciemność.

40


Scena 6. Kilka dni później. Z ulicy słychać śpiew ludzi, odbywa się Misterium Męki Pańskiej. Kobiety w szpitalu u Zyty. Zyta leży, obok kilka wolnych łóżek. Luba ma ze sobą śpiwór, Alma przyniosła owoce. Głosy z ulicy: Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie. Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice. Słońce, gwiazdy omdlewają, żałobą się pokrywają. Płaczą rzewnie aniołowie, a któż żałość ich wypowie? Luba: Przyniosłam śpiwór. Gdyby ci było zimno. Alma: Dlaczego nam nie powiedziałaś wcześniej? Masz dobrą opiekę? Zyta: Odmówiłam leczenia. Alma zamyka okno. Luba: Jak to odmówiłaś?! Zyta: A kto powiedział, że ja chcę z tego wyjść? Alma: Wyjść z czego? Co ci jest? Ty chyba oszalałaś! Luba: Chwileczkę, mówiłaś, że to nie jest aż tak poważne. Zyta: Nie wiedzą jeszcze, ale... W razie najgorszego, to chcę odejść tak, jak żyłam, godnie i z podniesionym żaglem. Luba: A gdzie ty się wybierasz? Słuchaj, nie musisz jeszcze nigdzie odchodzić! Słychać głosy ludzi z ulicy. Głosy: Ukrzyżuj go! Ukrzyżuj go! Śpiewają.

41


Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie. Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice. Zyta: Swoją drogą to prawda z tym dnem, jak się naprawdę upadnie, to jest to najlepsza pozycja do odbicia się i wyskoku. Trzeba tylko uważać, żeby się nie zabić, i przy padaniu i przy odbijaniu. Śmieje się. Dobra. Dosyć tego gadania. Zostawcie mnie, macie przecież swoje sprawy… Alma: O nie moja droga! Nie pozwolę żebyś w takiej sytuacji była sama. Zyta: Chcę tylko odpocząć. Luba: Kurczę, dzisiaj wszystkim nam brakuje bliskich więzi… braterstwa, honoru, mądrych dziadków w rodzinie. Potwornie brakuje wodza plemiennego czy szamanki, za to wszędzie panuje chamstwo i obrzydliwy pośpiech. Nie ma już ryneczków gdzie oprócz kupowania wymieniało się poglądy lub zasięgało rad starszych. Do tego jeszcze ta niewiarygodna głupota i bełkot w polityce! No i jak w tym wszystkim nie zwariować!? Znów słychać odgłosy z ulicy, Misterium. Głos przez mikrofon: Jezus, wisząc na krzyżu powiedział: Ojcze w ręce twoje, oddaję ducha mego! Śpiewnik parafialny strona 28. Śpiewają. Ludu mój ludu, cóżem ci uczynił W czymem zasmucił, albo czem zawinił. Jam cię wyzwolił z mocy faraona A tyś przyrządził krzyż na me ramiona… Alma: Zyta, możemy pomedytować! Może uda ci się rozpoznać swoje wewnętrzne programy, które powodują, że chorujesz. Zyta: Znów te bzdury. Luba: Spróbujmy razem. Ja chętnie zrobię z tobą tę medytację.

42


Alma: Świetnie. Do Zyty. Ty się nie ruszaj, leż, my usiądziemy wygodnie w pozycji medytacyjnej. Zamykamy oczy a następnie uważnie przyglądamy się procesom zachodzącym w naszym ciele. Skupienie. Zaczynamy od czubka głowy. Powoli rozszerzaj uwagę… Oczy, uszy, policzki, nos i podbródek. Wczuwamy się w naszą głowę. Jest lekka? Czy może ciężka? Alma włącza z dyktafonu muzykę relaksacyjną. Teraz wolniutko przenieś uwagę na szyję, ramiona i ręce. Zejdź w głąb klatki piersiowej, i dalej w stronę genitaliów. Nie staraj się tłumić wrażeń, tylko przyglądaj się. I oddychamy, jeden, dwa, trzy… oddychamy… głęboko. Tak, pięknie… Po chwili. Co widzicie? Zyta: Niedobrze mi. Chcę się napić wody… Alma: Nie uciekaj od tego. Oddychaj. To normalne jeśli wrażeniom cielesnym towarzyszą konkretne myśli. Uwaga! Od teraz miejsce naszego umysłu, nie jest tylko w mózgu, ale w całym ciele! Nasze ciało jest matrycą wspomnień! Oddychaj. Po chwili. Co widzisz? Zyta: Nic nie widzę… Alma: To tylko twój mechanizm obronny. Skup się, oddychaj i odczuwaj swoje ciało… Zyta: Takie jakby coś… Alma: No… Zyta: Czarne. Alma: Zobacz co się tam kryje?

43


Zyta: To czarne mnie woła, jakieś ręce chyba. Alma: Tak?! Idź, śmiało. Co czujesz? Zyta: Jestem głodna. Alma: Bądź wobec siebie szczera. Tylko tyle. Dobrze? Jeszcze raz. Skupcie się na oddechu… Nagle Zyta krzyczy. Zyta: Co znaczy być kobietą?! Nie mogę się roztyć, ani mieć rozstępów, nie powinnam być rano rozczochrana, cera najlepiej żeby była alabastrowa przez całe życie, nie daj boże zmarszczki, fuj! Nogi, zgrabne bez owłosienia, śladów po depilacji, ubrane w pończochy i krótkie spódniczki. Poza tym biust, no! taki żeby było go widać… koniecznie uśmiech, ładne zęby, żadnych okularów… Alma: No, proszę jak medytacja zadziałała! Otworzyły się twoje długo skrywane emocje, rozdrażnienia i rany… Zyta: Wszystko to musi być, bo inaczej nie jest się pełnowartościową kobietą, tylko taką pokraką z defektami! Poza tym moja droga: depilacja, trzeba koniecznie usunąć wąsik. Powinnaś mieć kogoś, kto ci doradzi jak się ubrać, jak to tak? Bardzo ładny ten żakiet, ale spódnica nie pasuje! Powinna pani nosić więcej czerwonego, wie pani, mężczyźni lubią jak kobieta jest kobieca! Luba: Dziwne tylko, że tyle jest kobiet, które wcale nie są piękne, a są szczęśliwe. Co więcej mają udane związki. To jak to jest? Zyta: Nie wiem! Mają szczęście? Trafiają na tych porządnych facetów? Do cholery, nie wiem! Alma: Mam! Na smutek, nostalgię i poczucie, że nic nie ma sensu, pomoże ci mudra ziemi! Poprawi samopoczucie i odbuduje twoją wiarę w siebie. Zyta: Alma… Nie, proszę! Alma:

44


…Serdeczny palec i kciuk połącz opuszkami, lekko naciśnij. Luźno wyprostuj pozostałe palce… Lewa i prawa dłoń jednocześnie... Czas ćwiczenia nie powinien być krótszy niż 45 minut dziennie. Luba: Dlaczego u nas jest odwrotnie niż u ptaków? U nas to samica się stroi, ozdabia, wyczynia tańce godowe. U ptaków facet stara się wyglądać i zachować a samice zazwyczaj są szare, niepozorne. Zyta: Bo znają swoją wartość! Alma: Jednak to prawda, co piszą o medytacji. Niesamowite rezultaty. I to po jednym razie. Luba: A ja znowu jestem sama. Nie znalazłam dotąd człowieka, z którym czułabym się naprawdę dobrze, swobodnie i bezpiecznie, z którym chciałabym się na przykład… rozmnożyć. Alma: Czasem to długo trwa. Najważniejsze, że wiesz czego chcesz, że nie idziesz na głupi kompromis, tylko żeby kogoś mieć. Taki ozdobnik, z którym się męczysz. Zyta: Spróbuj używać aromatów świeżych kwiatów i południowych owoców połączonych z ostrymi naturalnymi przyprawami. Zapach irysów, jaśminu, konwalii ma moc wyzwolenia uczucia miłości i potrafi zwabić mężczyznę. Alma: To dobre na start, żeby zwrócić na siebie uwagę, ale związek to już konsekwentna praca. Zyta: Miłość się zdarza. Na przykład mąż, który zajmuje się chorą żoną, do końca. Luba: Chcesz sprawdzić czy facet cię kocha? Zyta: Zachoruj. Alma: Najważniejsze to wyciągać wnioski. Coś w tym jest, że kobieta dopiero wtedy, kiedy umie postępować z sobą, umie postępować z mężczyzną. Luba: Moim zdaniem najważniejsze to trafić na odpowiednią osobę. Na ten sam gatunek, tylko, że to jest jak zabawa w chowanego. Zyta: Znowu będzie o ptakach?

45


Luba: Zastanawiałam się nad tym… Ludzie tak jak ptaki są gatunkiem, w obrębie tego gatunku mamy różne rodzaje ptaków, te ptaki łączą się ze sobą w pary. Kukułka z kukułką, dzięcioł z dzięciołem i tak dalej. U ludzi to jest skomplikowane, dlatego że nie jesteśmy oz-na-cze-ni jak ptaki, przez to ciągle szukamy i ciągle się mylimy, trafiamy na osobnika z grupy, która przykładowo… nie jest wierna. Pomyślcie przez chwilę, co by było gdyby sikorka połączyła się w parę z kukułczym samcem? Z samcem, który jak wiadomo, nie zakłada nawet gniazda. Odpowiedź brzmi: sikorka byłaby nieszczęśliwa. Są istotnie wyjątki, głuszce i cietrzewie mogą sporadycznie krzyżować się dając potomstwo. Mieszaniec nazywa się skrzekot. Jest bezpłodny i cechuje go wysoki poziom agresji. Co potwierdza tylko bezsensowność takich zabiegów. Alma: Wynika z tego, że ptaki są zdecydowanie mądrzejsze od ludzi. Zyta, kochanie, zjedz jabłko… Podaje Zycie jabłko. Luba: No tak, najwięcej możemy nauczyć się od natury, tam jest jakaś mądrość, prostota, my lubimy wszystko komplikować. Ale jest w tym coś jeszcze. Alma: Co takiego? Luba: Dowcip boży. Zyta: Co? Luba: To, że nie jesteśmy oznaczeni tak jak ptaki, uważam za dowcip boży, nie chcę myśleć, że mógłby być aż tak perfidny, żeby zrobić to specjalnie. Zyta: Kiedy się z dystansem popatrzy, na przykład na seks… No to jest zabawne. Bóg faktycznie może mieć poczucie humoru. Luba patrzy chwilę przez okno. Luba: Ej dziewczyny, a co myślicie o tym chłopaku, który gra łotra… przystojny jest? Zyta: Babcia cię do domu nie wpuści jak przyjdziesz z łotrem. Alma też podchodzi do okna. Alma: Ale ten, który wisi, czy ten który siedzi pod krzyżem?

46


Luba: W sumie to obaj mi się podobają… Zyta: No świetnie, Luba i jej wybory życiowe, między łotrem jeden a łotrem dwa. Luba: To, że grają łotrów, nie znaczy przecież… Zyta: Nie. Ale budzi skojarzenia. Znowu słychać śpiewy z ulicy. Ofiara krzyża spełniona Krew płynie z tysiąca stron W okropnych mękach już kona Nasz Zbawca, nasz Bóg i Pan Zyta: Głowa już mnie boli od tych rzewnych śpiewów. Kiedy to się skończy? Alma: Nie mam pojęcia. Luba: Raz na tym byłam z babcią. Jako dziewczynka… i nie mogłam zrozumieć dlaczego ludzie tak się znęcają nad Jezusem, dostałam w nocy gorączki. Skończyło się zapaleniem płuc. Alma bierze ogryzek od Zyty i przybierając dziwną pozycję, wrzuca do śmietnika, który stoi w rogu sali. Alma: Wiecie co? Ja to bym chciała spróbować swojego pogrzebu. Zyta: Tak, to fantastyczne, spróbuję razem z tobą. Przynajmniej będę chociaż trochę przygotowana. Alma: Ja mam pierwszeństwo, jestem starsza. Zyta: Ale ja jestem chorsza. Alma: No i co z tego! Luba: Właśnie.

47


Alma: To może być takie symboliczne uwolnienie się od tych wszystkich ziemskich schematów, przeszłości, którą ciągle gdzieś za sobą wleczemy… Luba: Słyszałam kiedyś o takim pomyśle na biznes. Pewien Ukrainiec dał ludziom możliwość poleżenia w ciszy i spokoju w trumnie. Wiecie jak to chwyciło?! Ludzie byli zachwyceni, wreszcie czuli relaks i odprężenie. Alma: Leżałabym… Kładzie się na łóżku. O tak, ładnie bym była ubrana, świeciłoby słońce, na mnie w tej otwartej trumnie. Wy byście stały obok, i koniecznie muzyka! Chcę Pink Floyd Wish you were here. Uwielbiam ten kawałek. Włącza ten utwór na swoim dyktafonie. Luba: Mamy być smutne czy wesołe? Alma: Spróbujmy na smutno i żeby było tak... Uroczyście. Ustawiają się, Alma leży na szpitalnym łóżku. Luba i Zyta po obu stronach. Luba: Nasza kochana Alma! Luba śpiewa razem z Pink Floyd. Przesadza ze śpiewem a Zyta tańczy. How I wish, how I wish you were here. We're just two lost souls Swimming in a fish bowl, Year after year, Running over the same old ground. Alma: Możecie się nie wygłupiać? Wcale nie czuję powagi sytuacji. Zyta: Może ta sytuacja wcale nie jest poważna. Luba: Poza tym ta muzyka, to nie pasuje na pogrzeb. Alma: Ale mnie się podoba!

48


Luba: Ale nie pasuje. Alma: Dobrze, spróbujmy jeszcze raz. Bez muzyki. Zyta wyłącza piosenkę. Zyta: Żebyś odczuła jak poważna jest ta sytuacja, musiałybyśmy cię zamknąć w trumnie. Luba: Wystarczy mocno owinąć prześcieradłem albo wejdź w śpiwór… Alma wchodzi do śpiwora i zaczynają ceremonię. Zyta: Trzeba jakąś pieśń zaśpiewać. Luba: Ja znam jedną! Babcia to czasem śpiewała. Śpiewa. Dobry Jezu a nasz Panie, daj jej wieczne spoczywanie… Dobry Jezu… Alma: Ej, chwila! Stop! Ja nie chcę mieć katolickiego pochówku. Zyta: Cicho. Nieboszczyk nie ma już nic do powiedzenia, zadecydowała rodzina. Dobry Jezu, a nasz Panie… Kobiety przykrywają Almę prześcieradłem. Alma: Ale ja nie mogę się skupić i duszno mi. Zyta: Przestań, dla nas to też nie jest łatwe… Dobry Jezu a nasz Panie… Śpiewają. Nagle wchodzi na salę Ratownik medyczny. Ratownik medyczny: O przepraszam. Zaraz przyślę kogoś żeby wyprowadził zwłoki. Zyta: Nie! Nie trzeba.

49


Luba: My się jeszcze chcemy pożegnać… Zyta: To nasza bliska znajoma była. Ratownik medyczny: Nie, nie… nie można tak. Muszę zgłosić. Zyta: Niech pan będzie człowiekiem! Luba podchodzi do Ratownika, przytula się do niego i prawie płacząc mówi. Luba: Proszę pana, za pół godziny muszę już iść. Więcej koleżanki nie zobaczę. Rodzina ją spali i koniec! Ostatnie pożegnanie… Ratownik uwalniając się z uścisku Luby. Ratownik medyczny: Dobrze, zgłoszę żeby przyszli za pół godziny. Szybko wychodzi. Alma zrzuca prześcieradło. Śmieją się. Alma: Przez moment serce mi stanęło. Luba: To był chyba ten sam, który ratował Andrzeja. Ale miał minę… Zyta: Jak już umrę, to pamiętajcie, że ja chcę kremacji. To bardziej higieniczne i potem mniej miejsca się zajmuje. Oczywiście wcześniej można komuś dać moje organy, o ile będą się do czegoś jeszcze nadawać. Płacze. Alma: No już spokojnie, to jeszcze nie koniec. Dopiero zaczęłyśmy szukać przyczyny twojej choroby… Alma wychodzi ze śpiwora, razem z Lubą przytula Zytę. Luba: Ja jestem pewna, że uda ci się wyzdrowieć. Statystyki podają, że… Zyta: Nie powiedziałam wam wszystkiego. Oni znaleźli u mnie guza, to nowotwór. Będą jeszcze robić dodatkowe badania…

50


Alma: Andrzej dzwonił dzisiaj, mówił, że postara się dla ciebie o miejsce w klinice. Zyta: Wiem, jutro mnie przenoszą. Ale już wiadomo, że to rak! Alma: Pojedziemy z tobą. Prawda Luba? Luba: Oczywiście. Po chwili. Poważnie. Zyta: Wiecie co, to chyba jest ta… wspólnota. Alma: To już rzadkość teraz. Pauza. Luba: Kobiety zwykle walczą ze sobą, rywalizują, jest w tym jakby jakaś wieczna walka o samca z dobrymi genami. Cuculus canorus. Alma: Cuculus… Zyta: Boję się, że utną mi piersi i przestanę być kobietą. Alma: Po pierwsze nie utną. Po drugie, to nie piersi są najważniejsze. Luba: Też myślę, że nie utną… Zyta: A jak utną?! Luba: Nie, no coś ty… Zyta: Ale jeśli utną… Alma: No, to…urządzimy im pogrzeb a ty będziesz z nami dalej.

51


Luba: Obiecaj, że nas nie zostawisz. Zyta: A co wam tam po mnie… Luba: Wiesz, że nie ma dwóch słowików śpiewających identycznie. Alma: Spróbujemy wszelkich możliwych sposobów, coś na pewno zadziała. Zyta uspokajając się trochę. Zyta: A o słowikach, to nie wiedziałam... Alma: Wieki patriarchatu i wmawiania kobietom, że mają służyć mężczyźnie, potem kilkaset lat torturowania miało je skutecznie uciszyć, a tymczasem sprawiło, że oszalały. Zapomniały co to znaczy kobiecość, szacunek do siebie, więź z ziemią czy z siostrami. Zyta: A wiecie, że perfumy najlepiej kupować po godzinie 17.00, bo wtedy nasze zmysły najmocniej odbierają wszelkie bodźce. I nie rozcieramy ich na skórze, bo niszczymy molekuły zapachowe. Dopiero po upływie dwudziestu minut, po ulotnieniu się alkoholu, dociera do nas prawdziwa woń testowanych perfum. Luba: Wiele rzeczy dociera do nas po czasie. Alma: Ale dobrze, że w ogóle dociera. Zyta: Czasem mam wrażenie, że przechodzę wewnętrzną przemianę, że od tego momentu wszystko będzie dobrze, ale potem zalewa mnie ten sam gulasz emocji i wszystko wraca. Tak jakby jakieś cholerstwo w środku nie pozwalało mi być w pełni zadowoloną i szczęśliwą. Patrzę na ludzi, na to jak żyją, jak się męczą… Boże! Alma: Dobrze się czujesz? Zyta: Jestem tylko trochę zmęczona. Alma: Może spróbujemy jeszcze raz?

52


Zyta: Dawaj, przecież wiem, że i tak nie odpuścisz. Alma: Świetnie. To teraz siadamy wygodnie w pozycji medytacyjnej, zamykamy oczy a następnie uważnie i wnikliwie przyglądamy się procesom zachodzącym w naszym ciele. Skupienie. Zaczynamy od czubka głowy. Powoli rozszerzaj uwagę, tak. Doskonale. Oczy, uszy, policzki, nos i podbródek. Wczuwamy się w naszą głowę. Jest lekka? Czy może ciężka? Alma włącza relaksacyjną muzykę. Teraz wolniutko przenieś uwagę na szyję, ramiona i ręce. Zejdź w głąb klatki piersiowej, i dalej w stronę genitaliów. Okolica brzucha jest wyjątkowo podatna na wrażenia. Nie staraj się ich tłumić, tylko przyglądaj się. I oddychamy, jeden, dwa, trzy… oddychamy… głęboko. Luba i Zyta kładą się i oddychają. Alma: Wdech, wydech… I jeszcze raz. Co widzisz? Zyta: Ciemno. Alma: Idź w tę ciemność. Zyta: Boję się. Alma: W każdej chwili możesz przerwać, ale teraz spróbuj znaleźć coś, co oświetli ci drogę. Zyta: Mam, znalazłam… Alma: Oddychaj, spokojnie, jesteś bezpieczna, idź. Słychać oddalające się śpiewy ludzi z ulicy. Opadła zsiniała głowa Gwóźdź rani stopę i dłoń Wkoło korona cierniowa Rozdziera najświętszą skroń Zyta: Schodzę Schodzę Schodzę

53


Tunel Piwnica Wilgoć i mokro Wszystko to lepkie i zimne Aaaaa! Alma: Co kochanie?! Zyta: Szczury Głosy Szepty Boję się Mówią Szepczą Mówią Alma: Spokojnie. Co mówią? Zyta: Nie wiem Są wszędzie Mówią do mnie To taka gra Ale wcale nie śmieszna Chcesz usłyszeć? Ze ściany wychodzi ręka Coraz bliżej mnie Dotyka prawie Teraz cała postać Naga Nagi młody mężczyzna Z głową zwierzęcia Krokodyl, ptak, Zęby Dotykać mnie chce Strach Alma: Powiedz mu co czujesz. Zyta: Boję się Alma: Możesz wszystko, pamiętaj.

54


Zyta: Ochrona ze środka Jest Nie pozwalam mu dotknąć Nie! Zaczął spermą strzelać We mnie I znowu szczury Weszły Na mnie Lizać Zaczęły Są wszędzie Liżą ze mnie tę spermę Obrzydzenie Światło ze środka pozwala to ustać Dosyć Alma: Trzy dwa jeden. Gdzie teraz jesteś? Zyta: Jestem? Na podwórku Dzieci Są Schowane Śmieją się Obserwują Wyjdźcie mówię Idą Dwóch trzech Agresywni są Śmieją się Światło ze środka Przyjdź Alma: Powiedz im… Zyta: Wiem Z was też się śmiano Was też krzywdzono I teraz Wychodzą wszyscy Zaczynają wyć Wszystkie dzieci na podwórku wyją

55


Z brzucha Jak wilki Pod stopami trupy Setki trupów Mała dziewczynka Ja W samej spódnicy Płacze krwią Nie ma oczu Nie mogę się ruszyć Z brzucha wychodzą korzenie i łańcuch Smoła Smoła i cała reszta Nie mogę Nie mogę! Alma: Możesz Zobacz co to jest. Zyta: Oświetlam Dzieci I trupy unoszą się w powietrze Oświetlam Wszyscy spokojnie odchodzą Dziewczynka Ja Patrzy Teraz Oczami Trwa to Jeden z umarłych przynosi złotą szatę Dziewczynka Zakłada I Jest słońcem Korzenie łańcuchy smoła Znikają Powietrze robi się lżejsze Kamienice znikają To atrapy ze styropianu Biorę dziewczynkę na ręce Jest mocna Jaka mocna Świeci Jest pełna życia Pokazuje palcem i przesuwa ściany Śmieje się Jest słońcem

56


Powietrze teraz to same kolorowe bańki Miliony kolorowych baniek Jesteśmy na placu Zegar słoneczny na środku Ona jest słońcem Spokój Przez jakiś czas kobiety zupełnie nie ruszają się, po chwili rozlega się bardzo głośny huk i natychmiast zapada ciemność.

57


Scena 5. Kobiety znajdują się w wysokim, jasnym, przyjemnym pomieszczeniu o dużych, stylowych oknach, za oknem wschód słońca. Całe pomieszczenie wypełnia bardzo przyjemny zapach, słychać dźwięki, delikatne dzwonki, muzyka harmonijna. Alma ubrana w czarną, długą suknię, Zyta w suknię czerwoną a Luba w białej sukni. Zyta: Świeże krystaliczne perfumy… kojarzy mi się to z zimnem górskich jezior i północnych mórz. Luba: Boże, gdzie my jesteśmy? Zyta: Skutecznie odświeżają i ożywiają zmysły. Alma: Co jak co, ale żadne z naszych znanych mi miejsc, to nie jest. Zyta: Huśtawkę uczuć oraz negatywne doznania usuną aromaty kwiatowe i owocowe z odrobiną miodu, pomarańczy i jaśminu. Luba: Dziwne, nie wiem co się stało, nie wiem gdzie jesteśmy, a nie czuję się z tym źle. Zyta: Wąchając zapach, przekazujemy go do mózgu, tam jak w banku danych, przechowywane są wszystkie aromaty, jakie dotychczas poznaliśmy. Tutaj woń kojarzona jest z obrazem i dlatego potrafi obudzić wspomnienia i uśpione marzenia. Luba: Pamięć zapachów? I mamy to razem? Alma: Czujesz? Luba: Faktycznie, coś jakby owoce… Alma: Jaśmin… Luba: I pomarańcza. Alma: Może to miejsce… stwarzamy same?

58


Zyta: Tym, co mówimy? Luba: O matko, co będzie jak pomyślę o czymś strasznym?! Zyta: To nie myśl o niczym strasznym. Luba: Nie myśl. Świetnie, przecież wiesz, że wtedy jeszcze bardziej się o takim czymś myśli… Zyta: Spokojnie. Rozluźnij się. Oddychaj. Alma: Tylko się nie denerwuj. Skup się na tym, jak tu jest przyjemnie. I oddychaj, właśnie. Zyta: Tylko nie za głęboko, bo znowu nas gdzieś przeniesie. Luba: Chyba jednak chcę wiedzieć, gdzie jesteśmy i co się stało?! O! Co znaczą te suknie? Alma: Cicho. Słyszycie, co to? Coś słychać… Delikatna muzyka staje się coraz bardziej wyraźna, słychać w niej oddech. Okna otwierają się i czuć świeże powietrze. Luba: O nie. Tu straszy! Zyta: To tylko przeciąg. Albo, to nam się tylko śni. Mamy tak zwany zbiorowy sen. Tyle. Nagle z prawej strony wchodzi biały lew. Lew: Nie bać się. Nie wolno się bać! Nie musicie głośno pytać. Słyszę wasze myśli. I to nie jest sen, ja nie jestem żaden sen. Kropka. Pani w białej sukni. Proszę się uspokoić, bo ten jazgot z pani głowy doprowadza mnie do szału. A jak wiadomo lew w szale, to lew bezpardonowo nieelegancki. Miło tu, prawda? Można. No pani odpowiadam, no… Czy panie mnie słyszą?

59


Alma: Tak. Ja słyszę. Luba: Ja też… Lew: A pani? Zyta: Ja słyszę, ale nie wierzę. Lew: To nic. Jestem już przyzwyczajony do takich sytuacji. Dobrze. Zaczniemy od początku, jestem… Uwaga! Fanfary. To mój ulubiony moment i zawsze pozwalam sobie dobrze go posmakować. Jestem, Lew nemejski. Tadam! Kobiety patrzą pytająco na Almę. Alma: Na mnie nie patrzcie, ja też jestem zaskoczona. Czytałam o lwie nemejskim ale nigdy nie widziałam go na żywo. Lew: No i super. Jestem niesamowity, prawda? Tak, tak. Skoro wyjaśniliśmy już sobie podstawowe kwestie, możemy przejść do drugiej niespodzianki. W kierunku drugiej kulisy. Możesz już wejść. Nie będą się bały! Do kobiet. Spokojnie. Lubi mieć przygotowany grunt, nie jest tak śmiały jak ja. Tylko nie krzyczcie. Lew: Poznajcie się! Bardzo wolno wchodzi osiołek. Panie – osiołek, osiołek – panie. To ja mogę teraz odpocząć. Osiołek: Jakie odpocząć, coś ty. Teraz właśnie nie możesz. Zawsze musisz po swojemu. Uparty jesteś jak… Ech! Po prostu strasznie.

60


Lew: A ty marudzisz, trzymasz się przepisów jak jakiś… Urzędas z Bydzi. Osiołek: Skąd? Lew: Z Bydgoszczy. Osiołek: No, no! Tylko bez wyzywania, bo zobaczysz… Lew: Co takiego? Kopytko? Osiołek: Tak! Lew: No i dobrze. Mogę zobaczyć kopytko. Nie boję się. Tadam! Zyta: Możecie nam wyjaśnić gdzie jesteśmy? Lew: Tego nie możemy. Osiołek: Nie tak wprost. Lew: To by wszystko jakoś tak… zepsuło. Osiołek: Powiemy tylko najważniejsze rzeczy. Lew: Reszty się domyślicie. Osiołek: Słusznie. Lew: Ale śmiesznie, co? Luba: Do osiołka. Chwila, a skąd ja cię znam?

61


Osiołek: O Gwiazdo Poranna! Zostałem zdemaskowany. Lew: Mówiłem, że ta rola nie przyniesie niczego dobrego. Osiołek: Nie chwalę się tym, ale w naszej rodzinie to tradycja. Mój przodek był tym osiołkiem, na którym siedział Jezus. Lew: A jego potomkowie starają się kontynuować tradycję, jak mogą. Wożąc co roku podstawionego Jezusa. Osiołek: To tradycja. I nie ma się tu co czepiać! Luba: Nie, no jasne… Alma: Przepraszam, że przerywam ale ja chciałabym tylko się dowiedzieć, czy ta sytuacja, teraz, jest wynikiem naszych medytacji? Lew: Poniekąd, ale proszę nie przypisywać aż tak wielkiej roli tym technikom. To tylko narzędzia, nam chodzi o istotę. Osiołek: Istoty w zasadzie. Lew: Tak. Ładnie się złożyło lingwistycznie. Przejdźmy tam, na wzgórze. Do kobiet. Śmiało. Trzeba być otwartym na nowe okoliczności. Osiołek i lew między sobą. Osiołek: Może jeszcze Jezus wpadnie. Lew: Mówił? Osiołek: Obiecał mi przedwczoraj.

62


Ściany z oknami rozsuwają się, za nimi ukazuje się krajobraz. Idą wszyscy razem na wzgórze. Alma: Ładnie tu. Osiołek: Może być jeszcze ładniej, jak będziecie chciały. Zyta: No, mówcie wreszcie o co chodzi!? Lew: Już dawno zwróciłem uwagę na pewne cechy pani wypowiedzi, Zyta: No i? Lew: Miła to pani nie jest! Poza tym, cierpliwości. Osiołek: Właśnie, z ust mi wyjąłeś. Lew: Dobrze, zaczniemy od początku. Mamy dla was wiadomość. Alma: Od kogo? Osiołek: To chyba oczywiste. Lew: Właśnie. Wyjmuje kartkę i czyta. Osiołek: Jesteście Hebe, Artemidą, Gają, Ariadną, a także Izis. Lew: Boginią, Pramatką. Macie w sobie punkt prapoczątku. Osiołek: Szanujcie to. Lew: Szanujcie siebie i siebie nawzajem. Koniec wiadomości.

63


Osiołek: Mieliśmy jeszcze coś od nas dodać. Lew: Naturalnie. Tylko co? Osiołek: No, coś o kobietach. Lew: Tak, no tak. Kobieta może sprawić, że wszystko wróci na swoje pierwotne miejsce. Osiołek: Bardzo ważna jest jedność kobiet. Lew: Ale najważniejsza jest podróż do własnego wnętrza, dzięki temu możecie nawiązać kontakt ze sobą i odnaleźć długo poszukiwane poczucie własnej wartości. Lew: Idźcie tylko tam, gdzie budowana jest wasza moc. Osiołek: Zrezygnujcie całkowicie ze słuchania tych, którzy mówią wam jak macie żyć i co robić. Same to dobrze wiecie. Lew: Słuchaliśmy waszych narzekań na mężczyzn, no przykre to, przykre. Na to odpowiemy tylko tyle: kiedy Bogini stwarzała świat, jej partner siedział i patrzył na nią z uwielbieniem. Osiołek: Przestańcie zabiegać o wszystko i bać się, że czegoś nie macie. Lew: Bo macie wszystko. Osiołek: Prawda. Co tylko chcecie. Lew: I głównie to przyszliśmy wam powiedzieć. Osiołek: A! I jeszcze bycie wdzięczną podniesie odporność na wszelkie próby wepchnięcia was w stare schematy. Lew: Właśnie.

64


Osiołek: My z kolegą, to już dawno nie wierzymy niczemu, co powoduje smutek albo cierpienie. Wiemy, że to tylko próby. Lew: Tak, tak. Uśmiechamy się do tego, i idziemy dalej. Zyta: Przepraszam, ja jednak chciałabym żeby panowie wyjaśnili nam gdzie my jesteśmy. Luba: Jakoś przystępnie, w miarę możliwości oczywiście. Osiołek: No nie, ja myślałem, że panie są już na jakimś poziome zrozumienia istoty rzeczy a tu się okazuje, że to zupełne świeżynki. Lew: No i znowu nas wpakowali w budyń. Całkiem jak tydzień temu. Alma: Przepraszam za koleżanki, ale rzeczywiście jesteśmy początkujące w pojmowaniu istoty rzeczy. Osiołek: To jak to jest?! Nie uczą was w szkole o fizyce kwantowej? Luba: W zasadzie nie. Osiołek: A w domu? Też o tym nie rozmawiacie? Zyta: No to już w ogóle. Lew: Dobrze, to jeszcze raz i zaczniemy od początku. Ciało ludzkie zbudowane jest z atomów i cząsteczek subatomowych. 99,9 procent masy waszego ciała składa się z protonów i neutronów, te zbudowane są z szeregu sześciu kwarków w kształcie sześciokąta. Pośród kwarków znajduje się tajemniczy, tak zwany dziwny kwark. Posiada on zdolność przypadkowego zniknięcia z rdzenia atomu, a następnie dziwnego pojawienia się. Żaden z waszych naukowców, nie był w stanie określić dokąd te dziwne kwarki podróżują. Osiołek: Odpowiedź brzmi następująco, część waszej świadomości podróżuje do innych wymiarów. Lew: Jasne?

65


Zyta: No… jeśli mam być szczera, nie do końca. Osiołek: Już wiem dlaczego nas wysłali na to spotkanie. Lew: Odznaczamy się dużym wskaźnikiem cierpliwości. Osiołek: Model zsynchronizowanego Wszechświata. Mówi wam to coś? Alma: Coś, tak... Światy równoległe? Osiołek: Dobrze, coś łapiecie… Tak więc cząsteczki widzą siebie nawzajem, tylko kiedy ich prędkości są wyrównane. To co nazywacie rzeczywistością materialną to po prostu zsynchronizowane ze sobą cząsteczki. Jednak mogą tuż obok występować cząsteczki zsynchronizowane nieco inaczej, to one tworzą te inne systemy i wymiary. Czyli, jeśli wasze częstotliwości nadawania synchronizują się z innym, równoległym światem lub wymiarem, wtedy doznajecie oświecenia, doświadczacie cudów, albo macie wizje. Lew: Reasumując. Zrobiłyście coś, co spowodowało, że jesteście bardziej dopasowane do poziomu kwantowego. Tadam! Osiołek: Nastąpił rezonans harmoniczny i dwie częstotliwości nasze i wasze dzielą teraz te same długości fal, co oznacza, że wibrujemy razem. Tutaj. Lew: Czyli poza przestrzenią i czasem. Ha! Zyta: Wspaniale! To znaczy, że jednak nie zwariowałyśmy. Tylko na chwilę zniknęłyśmy i wibrujemy sobie na luzie. Alma: I wszystko z tej medytacji… Luba: Czy to można jakoś utrzymać? Lew: Przede wszystkim przestańcie narzekać i odłączcie się od patrzenia na świat i ludzi w ciasnych terminach, typu: to jest tak, a tak i kropka. To pomoże wam uwolnić wasze pole informacyjne.

66


Osiołek: Odczuwajcie czystą energię doświadczenia, bycia. Lew: A mówiąc zupełnie zwięźle, spróbujcie zachwycać się tym, co jest. Sobą też. Alma: To wspaniale, że nam przekazujecie taką wiedzę, chociaż Zycie może być chwilowo trudniej… Osiołek: Wiedzieć to jedno, a co innego praktykować, czyli stosować na co dzień. Lew: My też byśmy chcieli żeby ludzie zaczęli wreszcie żyć a nie tylko martwić się, cierpieć, smucić, mieć depresję, wojny i konflikty. Osiołek: Oj byśmy chcieli. Nagle na wzgórze wdrapuje się Jezus, jak z obrazka. Ma na sobie sportowe ubrania a w rękach kije do nordic walking. Jezus Chrystus: Kurtka molek! Musieliście tak wysoko się umawiać? Osiołek i lew łaszą się do niego. Osiołek: Przyda ci się trochę zmienić trasę. Lew: No i miło cię widzieć, bardzo, bardzo. A! Panie są nowe i trochę zdziwione. Osiołek: Już im wyjaśniliśmy pewne kwestie, ale twoja obecność uważam, pomoże nas uwiarygodnić. Śmieją się. Jezus wyciąga rękę i przedstawia się kolejno kobietom. Jezus Chrystus: Jezus jestem. Bardzo mi miło. Alma: Alma. Zyta: Dzień dobry. Zyta. Luba: To można do pana po imieniu mówić?

67


Jezus Chrystus: Tak, bardzo proszę. Luba: Naprawdę!? Poważnie, przedstawia się. Jezu, jestem Luba. Jezus Chrystus: Ładnie imię. Stoją wszyscy w zachwycie nad urokiem miejsca. Chwila ciszy. Osiołek: Milutko… Jezus Chrystus: Tak przy okazji, mogą panie coś przekazać tam u was? Alma: Naturalnie… Jezus Chrystus: Prosiłbym, żeby ludzie przestali mnie tak na tym krzyżu ciągle wieszać. Osiołek: O to, to. Strasznie zaburza to jego wysoką częstotliwość i żeby sobie z tym radzić, biedak musi kilometry w ciągu dnia przerabiać. Biega, pływa, chodzi z kijami… No, cuda robi. Lew: Poza tym, tak szczerze mówiąc już czas żeby ludzie myśleli i działali sami za siebie, a nie tylko czepiali się kogoś. Ty mi pomóż, a ty mi zrób a ty mi załatw, bo sami są tacy bezmocni. Bardzo nieeleganckie. Kto wam takich bzdur nagadał? Osiołek: Nieważne. Było paru takich, ale teraz czas uwierzyć w siebie, krótko mówiąc. Alma: Bardzo przepraszamy, u nas mało kto myśli o innych, głównie skupiamy się na sobie. Przekażemy gdzie trzeba. Jezus Chrystus: Tak?! No to super. Miło było poznać. Lecę, założyłem sobie dzisiaj zrobić minimalnie połowę mojej trasy. Jezus w szybkim tempie oddala się.

68


A! Pozdrówcie ode mnie tego gościa, co w Zbąszynku nie chce już grać Judasza. Fajny facet z niego, takich więcej potrzeba. Pa. Osiołek: No i poleciał… Lew: Oj, to nasz urci pułci jeden… Osiołek: Nasze myzio myzio… Lew: Mrau… Kochany nasz… Osiołek: Jezulek Chrystulek. Lew: Pysio nasz. Osiołek: Ej nemejski, czas na nas. Idziemy dziś na obiad do Klubu, pamiętasz? Lew: No, jasne. Panie wybaczą, idziemy na zupę. Osiołek: Dziś nasza ulubiona botwinka! Odchodzą raźnym krokiem. I dużo zdrowia życzymy! Pauza. Zyta: Ale numer. Luba: Myślicie, że to był prawdziwy Jezus? Alma: No chyba, a jaki miał być?! Zyta: Jednego przebierańca już widziałam. Alma: Ale to czuć, że ten był prawdziwy.

69


Luba: Babcia to padnie, jak jej opowiem. Szkoda, że zdjęcia nie mam. Zyta: Ty lepiej nic nie mów, bo cię w psychiatryku zamkną. Luba: Eeee… Kiedyś to się tego bałam, teraz już nie. Zyta: Tylko jak my wrócimy do domu? Alma: Spróbujmy pomyśleć, że wracamy… Luba: Jak to wypali, to ja już naprawdę we wszystko uwierzę. Alma: W siebie? Luba: Tylko. Zyta: To co? Na trzy cztery? Chwytają się za ręce. Alma: Trzy czte – ry! Ciemność. Natychmiastowa zmiana przestrzeni. Znów są u Almy, może wpadły przez sufit. Wszystkie meble jak na początku, w pierwszej scenie. Luba: Rany! Ale czad. Zyta oszołomiona. Zyta: No, nawet ja jestem pod wrażeniem. Alma: Tak się cieszę! Wszystko, co do tej pory zgłębiałam, nie jest tylko jakimś wymysłem. Jest. Jest! I ja mogę tego doświadczać! Kiedy sobie chcę! Luba: Tadam!

70


Zyta: Odjechane to, naprawdę odjechane! Śmieją się. Są rozentuzjazmowane. Alma: Chwila, chwila… wszystkie rzeczy wróciły. Zyta: To pewnie kolejny efekt uboczny naszej medytacji. Luba: Jest kartka, zobaczcie. Alma czyta. Alma: Droga Almo, Piłat załatwił umorzenie długu. Wszystko wraca na swoje miejsce, a ja zapraszam cię na kolację. Dziś wieczorem. A. Luba: Jakie to romantyczne! Nie wytrzymam, zaraz się rozpłaczę. On jest cudowny. Zyta: Trzeba go sklonować i to jak najszybciej. Luba: I pomyśleć, że prawie go zabiłaś… Alma: W tej bajce jest podpowiedź: stój za swoimi wartościami, rób swoje, nie sprzeniewierzaj się sobie, bo jeśli to zrobisz, zginiesz! Luba: W jakiej bajce? Alma: W naszej wspólnej. Luba: Trzeba wytrwać, żeby być sobą. Alma: Wytrwać. Świat chyba nie jest stworzony dla nas przyjaźnie, bo wciąż musimy podejmować wyzwania żeby przetrwać. Luba: No to jak być szczęśliwym?

71


Alma: Zdaje się, że jedyne, co możemy zrobić w tej kwestii, to wytrwale to ćwiczyć. Zyta: Skoro można wyćwiczyć mięśnie, czy nauczyć się jeździć samochodem, to pewnie bycie szczęśliwym też można wyćwiczyć. Alma: Wytrwale i konsekwentnie ćwiczyć. Cudownie by było trafiać nożem w spadający liść. W każdy spadający liść. W filmie Kurosawy jest postać samuraja, człowieka zupełnie niezależnego od innych. Poraniony po walce, siedzi zamknięty w leśnej kryjówce i powoli dochodzi do siebie. Dogląda go pewien staruszek. Im bardziej samuraj dochodzi do siebie, tym bardziej skupia się na ćwiczeniu: uczy się trafiać nożem w spadający liść. Niezliczoną ilość razy, aż każde trafienie staje się bezbłędne. Wtedy jest gotowy żeby odejść. Słychać kroki, wchodzi Andrzej z dużym bukietem kwiatów. Mężczyzna: Drogie panie! To dla was. Z sufitu wolno spada piórko. Luba: Wspaniale, kwiaty… Alma wyciąga z kieszeni nóż sprężynowy, jednym ruchem otwiera i rzuca w spadające piórko. Trafia bezbłędnie i przybija je nożem tuż obok Andrzeja. Ten zaskoczony. Mężczyzna: Mam jeszcze kilka niespodzianek dla ciebie. Zyta: Brawo Alma! Luba: Alma! Jesteś najlepsza! Mężczyzna: Gotowa? Alma: A… tak, daj mi dosłownie dziesięć minut. Luba: Lampa, nos i na wprost, lampa, nos… Zyta i Alma śmieją się. Mężczyzna do Zyty.

72


Mężczyzna: Właśnie, moja znajoma lekarka prosiła żeby ci to dać. Jak najszybciej. Podaje Zycie kopertę. Zyta wolno bierze kopertę i przez chwilę trzyma. Luba przestaje się śmiać. Zyta wolno otwiera kopertę. Czyta. Cisza. Zyta: To wyniki. Boże… Siada i zaczyna płakać. Mężczyzna: Alma! Alma chodź tutaj, szybko! Luba: Zyta! Błagam cię, spokojnie… Wbiega Alma, razem z Lubą siadają obok Zyty, przytulają ją, Zyta nie może wypowiedzieć słowa, śmieje się i płacze jednocześnie, trzyma kurczowo wyniki. Zyta: Ja… Ja… je… stem… zdrowa…

73

Joanna gerigk trafiać nożem w spadający liść  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you