Page 1

Szafa Osoby: Teresa Paluch – lat 48 Zygmunt Paluch – jej mąż, lat 60 Barbara Paluch - matka Zygmunta, lat79 Pan Oleś – lat 89 Małgorzata – nieżyjąca matka Teresy

SCENA I Mieszkanie Paluchów. Typowe postkomunistyczne M 3 – dwie małe sypialnie, kuchnia, korytarzyk i salon. Wszystkie meble są stare. Wyposażenie pokoju Barbary to łóżko i telewizor. Telewizor znajduje się również w kuchni. W sypialni Zygmunta i Teresy ledwo mieści się wersalka. W salonie króluje meblościanka na wysoki połysk. Jest tam jeszcze stół i cztery krzesła. Generalnie jest raczej ciasno. Barbara krząta się w kuchni, a jednocześnie ogląda telewizję. Zygmunt wraca do domu. Zaraz po wejściu wpada na blokującą drogę ogromną paczkę. ZYGMUNT O cholera! Co to za zawalidroga?!! Kurwa mać! Cholera jasna! BARBARA wychodząc do przedpokoju Nie klnij! Aż uszy bolą tego słuchać. ZYGMUNT Co to jest? BARBARA Paczka. ZYGMUNT Jaka znowu cholerna paczka?? BARBARA Przynieśli ... To dla niej. ZYGMUNT Aa. BARBARA Nie „a”, tylko trzeba z tym natychmiast coś zrobić. Prowadzi Zygmunta do kuchni. Nakłada mu jedzenie. Zygmunt natychmiast sięga po gazetę. 1


BARBARA To może być bomba. Mówili w telewizji – teraz wszędzie podkładają bomby! ZYGMUNT Eeee. BARBARA przedrzeźniająco Aaa… eeee… Zrób coś, jesteś mężczyzną! ZYGMUNT Tak. BARBARA Co „tak”? ZYGMUNT Nic. BARBARA No i gadaj z takim! ZYGMUNT Yhm… BARBARA Pozwolisz jej, żeby do mojego domu sprowadzała jakieś swoje graty? ZYGMUNT Mieszka tu od 30 lat. BARBARA No i co z tego? ZUGMUNT Oj tam. BARBARA A jak w paczce są narkotyki? ZYGMUNT Za dużo ogląda mamusia telewizji. BARBARA O! Tak! Proszę, jeszcze telewizji mi zabroni! Znalazł się kombatant solidarnościowy! Walczył o wolność, a wprowadza cenzurę we własnym domu! ZYGMUNT E tam… SCENA II 2


Salon Paluchów. Pośrodku salonu stoi ogromna paczka – ta sama, która blokowała korytarz. Zygmunt siedzi przy stole, przegląda gazetę. Teresa siedzi z boku. Cała jest szara, trochę jak postać z czarno-białego zdjęcia. Szare włosy związała w kitkę. Ma nieumalowaną twarz. Ubrana w szary kostium i szarą bluzkę. Wchodzi Barbara z miską gorącego jedzenia. Stawia miskę na stole. BARBARA Jedzcie póki gorące. A potem pogadamy. TERESA Ja nie będę jadła, dziękuję. BARBARA To po to stoję, gotuję? Pyszne kluseczki…. Zygmunt ochoczo zabiera się do jedzenia

BARBARA Zygmunt… powiedz coś! ZYGMUNT Co mam mówić o kluskach. BARBARA Nie o kluskach – o tym. Pokazuje na paczkę Do naszego domu trafiła obca paczka! TERESA Moja. BARBARA Twoja? A jeśli to prowokacja? Albo bomba? TERESA Nierozpakowana też może eksplodować! Paczka należy do mnie. Tu jest adresat: ona należy do mnie! BARBARA do Zygmunta No powiedz coś! ZYGMUNT No ale co? BARBARA upominająco Zygmunt! ZYGMUNT 3


Dostała paczkę, niech otworzy. BARBARA Ale ja chcę najpierw wiedzieć, co tam jest! TERESA Skąd mamy wiedzieć, co tam jest, skoro nie pozwala mi mamusia otworzyć. ZYGMUNT Ona ma rację. BARBRA Znalazł się obrońca uciśnionych! No dobrze. Niech robi co chce! Ale ja nie zniosę we własnym domu cudzego bałaganu! TERESA z determinacją Dość tej komedii! Tak czy siak, paczka należy do mnie. I zamierzam ją otworzyć! BARBARA Pamiętaj: ja cię ostrzegałam! Teresa podchodzi do przesyłki. Przecina sznurki, rozrywa folię i papier. W końcu wyłania się staromodna rzeźbiona szafa. Teresa ogląda ją, dotyka. Zaczyna płakać. TERESA Mama nie żyje. Zygmunt podnosi na nią wzrok.. BARBARA Obca szafa w moim domu! Zygmunt wstaje. Niepewnie podchodzi do Teresy. Przytula ją niezgrabnie. Teresa wtula się w Zygmunta. Płacze. BARBARA Co tu się dzieje? Musisz mi wytłumaczyć! TERESA Mama umarła… BARBARA Co??? TERESA Umarła… chyba tyle zostało mi po niej… przesłali… wiem, że umarła… BARBARA Jeśli twoja matka zamierza się do nas sprowadzić …

4


TERESA Moja matka nie zamierza już nic. ZYGMUNT Może zadzwoń do mamy… TERESA Nie ma po co. Jutro pojadę tam do niej… Zajmę się ciałem… ZYGMUT Chcesz, żebym z tobą … BARBARA A ty tam po co? TERESA Sama pojadę. ZYGMUNT Ale… BARBARA Słyszysz – pojedzie sama! ZYGMUNT Ale… TERESA Muszę. ZYGMUNT Jak musisz...

SCENA III Kilka dni później. Teresa robi jedzenie w kuchni. W salonie (nadal na środku stoi szafa), przy stole siedzi pan Oleś i popłakuje ocierając łzy wielką kraciastą chustką. Barbara wchodzi do domu i kieruje się do kuchni. BARBARA O, już jesteś. Zagląda do garnka. BARBARA Trzeba wyjąć włoszczyznę z zupy. Zygmunt nie lubi. No chyba, że zmiksuję.

TERESA 5


To może ja… BARBARA Dziękuję. Nie potrzebuję pomocy. Włącza blender TERESA Mama nie żyje. BARBARA Co mówisz? TERESA Mama nie żyje! BARBARA Wielkie nieba! TERESA Powinna być mamusia szczęśliwa. Nie sprowadzi się do nas! BARBARA Na co te złośliwości. Przykro mi. TERESA Mnie też przykro. BARBARA pocieszająco Zrobimy jej ładny pogrzeb. TERESA ironicznie Tak. Ładny pogrzeb to podstawa. PAN OLEŚ z salonu Jeśli można wtrącić. Co do pogrzebu, to Małgorzata miała pewne plany. A co do odwiedzin, to w pewnym sensie, jest tu z nami… BARBARA A to kto? Przechodzą do salonu TERESA Pan Oleś – chłopak mojej mamy. BARBARA Na chłopaka to on nie wygląda. Ma chyba z 90 lat...

6


PAN OLEŚ 89, szanowna pani, 89. Aleksander Wilejka. Jak mnie już Tereńcia miło zapowiedziała – chłopak Małgorzaty, znaczy szanownej mamusi naszej Tereńci. BARBARA Barbara Paluch – teściowa. Podają sobie ręce. PAN OLEŚ A świekra mówiąc z większą precyzją. BARBARA Że niby co? PAN OLEŚ Dla Tereńci jest pani świekrą. A teściową była moja Margerytka dla szanownej pani syna. Przynajmniej zgodnie z nazewnictwem staropolskim. BARBARA I zgodnie z nazewnictwem staropolskim pan był chłopakiem matki Teresy? PAN OLEŚ O co to, to nie, za pozwoleniem, szanowna pani. Matka Teresa raczej nie miała chłopaka. Wybacz, Tereńciu, żarty w niestosownej porze. A dla Małgorzaty byłem „chłopakiem”, raczej wedle nomenklatury jak najbardziej współczesnej. Bo nie w latach, choć może i w nich po trosze, tkwi tajemnica... 50 lat temu żadną miarą nie powiedziałbym o sobie „chłopak”. Rzekłbym: „mężczyzna”. Jeśli by mi łaskawą była – zwał bym się „narzeczonym”, po sakramencie mężem, ale co ze mnie za mąż! Skurczył się człowiek, wymizerował. Ani siły, ani zdrowia, ni bogactwa, ni urody. Alem ją kochał całym sercem, po chłopacku, bez granic, jak jaki młokos nie opierzony, jak sztubak jaki. Ot, na starość oczy usadowiły mi się w mokrym miejscu... Grzmiąco wydmuchuje nos TERESA Zrobię herbaty PAN OLEŚ A z przyjemnością się napiję, serdeńko, z przyjemnością. Przez to płakanie utraciłem tyle płynów…. BARBARA Weź ten różowy czajnik… albo nie, ja zaparzę… ale chodź ze mną - pomożesz przynieść filiżanki… Obie przechodzą do kuchni

BARBARA szeptem 7


Długo tu będzie siedział? TERESA Chcielibyśmy 40 dni… BARBARA Jak to? W moim domu? Bez pytania? PAN OLEŚ Widzę, Tereńciu, żem ci tu wszedł, nie przymierzając, jak Piłat w credo. Ja przepraszam za wszystko, z serca całego. BARBARA Jak na dziewięćdziesięciolatka ma pan wyjątkowo dobry słuch. PAN OLEŚ Osiemdziesięciodziewięciolatka, szanowna pani. A słuch i owszem, niezgorszy, choć nie taki jak przed laty... Bo ja muzykiem byłem, a precyzyjnie rzecz ujmując - skrzypkiem. Nie zdradzę tajemnicy, gdy powiem, że Margerytkę urzekło właśnie moje granie... Ostatni raz jej grałem... ech... Wyciera oczy chustką. To ja się zbiorę. TERESA „Zbiorę”? A dusza mamy? Mówił pan, że… PAN OLEŚ Chciałbym zostać, ale i nie chciałbym kłopotu szanownym paniom robić. BARBRA do pana Olesia Nie no, jaki tam kłopot, ale… Do Teresy Powiesz mi, co tu się dzieje?! TERESA Pan Oleś jest prawosławny. Wierzy, że 40 dni po śmierci dusza jest jeszcze tu, na ziemi. Chcemy, żeby wszystko, co należało do mamy, co miało dla niej jakieś znaczenie, było w jednym miejscu. PAN OLEŚ Żeby nie musiała się błąkać. TERESA A wszystko co po niej zostało, to szafa, pan Oleś i ja.

SCENA IV 8


Barbara otwiera drzwi Zygmuntowi. W pokoju przy stole Teresa i pan Oleś jedzą kolację. BARBARA szeptem Ty wiesz, co się stało?! Ona sprowadziła sobie gacha! ZYGMUNT Teresa? BARBRA To nie jej gach, tylko jej matki. On ma 90 lat. Powiedziała, że będzie mieszkał tu 40 dni, bo to Rusek. ZYGMUNT Nic nie rozumiem! BARBARA Sam się przekonasz, siedzi tam i smarka. ZYGMUNT Jak to? BARBRA Na coś takiego sobie pozwoliła! Tu nigdy nikt nawet w gości nie przyszedł bez pytania. A co dopiero mieszkać! I w dodatku Rusek! Tak pokalać dobry, polski, katolicki dom! ZYGMUNT Rusek kala dom mamusi? BARBARA Ciii… On ma bardzo dobry słuch! ZYGMUNT Powiedziała mamusia, że ma 90 lat! BARBARA 90, ale słuch ma jak mało który młody… Pewnie ubek, choć mówi, że skrzypek! Oni tak zawsze kłamią! No zrób coś! Nie tak cię wychowałam. ZYGMUNT Teresa, pozwól do mnie! Wchodzi pan Oleś. Dopiero w ślad za nim idzie Teresa. PAN OLEŚ To może ja pozwolę... Aleksander Wilejka - chłopak nieboszczki. ZYGMUNT Chłopak? Nieboszczki?

9


TERESA Mówiłam ci. Mama nie żyje. ZYGMUNT Przykro mi… TERESA Mnie też przykro. ZYGMUNT Zrobimy jej ładny pogrzeb. TERESA To samo powiedziała twoja matka. ZYGMUNT do Olesia A zatem pan… PAN OLEŚ Aleksander Wilejka… ZYGMUNT Paluch... PAN OLEŚ Cała przyjemność po mojej stronie. Zaraz się wytłumaczę. Po pierwsze - wcale nie jestem Rusek, jak to pani była łaskawa zauważyć, lecz biało-orli Polak, choć prawosławny. Taka tradycja w naszej rodzinie, jak w wielu rodzinach kresowych: po kądzieli katolicy, po mieczu prawosławni. Więc ja, jako przedstawiciel rodu męskiego, chodziłem do cerkwi. I tak mi zostało. Nie żałuję. U katolików, z moim słuchem, chyba bym w pana Boga zwątpił. Straszliwie fałszują! ZYGMUNT Aaaa… BARBARA Wie pan jak to jest... takie czasy... kręcą się różni... złodzieje, Cyganiaki… PAN OLEŚ Epitet „Rusek”, ani „Cyganiak” mnie nie obrazi. Jak większość rodu ludzkiego jestem trochę, za przeproszeniem, skundlony. A pani szanowna? Nie wiem jak daleko w historię swej familii sięga. Weźmy, dajmy na to, 200 lat, to jest 8 pokoleń wstecz: dwoje rodziców, czworo dziadków i tak dalej... to daje 502 szacownych antenatów. Da pani głowę, że nie było wśród nich żadnego Ruska albo Cyganiaka? Ja bym nie dał... BARBARA Obraza boska! PAN OLEŚ 10


Po mojemu, to się pan Bóg tak łatwo nie obraża. Taż jakby nie miał poczucia humoru, świat dawno by zginął. Niech się szanowna pani nie gniewa. Pozwolą państwo parę dni zostać staremu człowiekowi?

SCENA V Barbara w swoim pokoju ogląda telewizję. Pan Oleś ze słuchawkami na uszach leży na rozkładanym łóżku w sypialni Zygmunta i Teresy. Zygmunt siedzi z gazetą w kuchni. Teresa w salonie - siedzi przed szafą, jak przed telewizorem. Zygmunt odkłada gazetę, idzie do salonu. Gdy zamyka drzwi salonu, Barbara wstaje. Przykłada ucho do ściany oddzielającej jej pokój od salonu. Zygmunt siada koło Teresy. ZYGMUNT Co tam? TERESA Nic. ZYGMUNT Mogłaś chociaż uprzedzić, że przywieziesz tego dziadka... TERESA Sama nie wiedziałam... że... w ogóle istnieje... a potem... ZYGMUNT Są telefony. TERESA Przepraszam. ZYGMUNT „Przepraszam”. A jeśli to... TERESA Rusek, Żyd, mason, ubek, homoseksualista... ZYGMUNT E tam! Wstaje. Chce wyjść z pokoju, ale wraca. Waha się chwilę, potem znowu siada koło Teresy. ZYGMUNT I co ty tam widzisz? TERESA Nic. Szafę. ZYGMUNT To czemu patrzysz? Teresa nie odpowiada. 11


ZYGMUNT Czemu nie odpowiadasz? TERESA Tak sobie patrzę. ZYGMUNT Kiedy pogrzeb? TERESA Nie wiem. ZYGMUNT Jak to nie wiesz? TERESA Pan Oleś mówi, że wszystko załatwił. A co dalej, powie, jak to określił - we właściwym czasie. ZYGMUNT Dziwne. TERESA No. ZYGMUNT Widziałaś ciało? TERESA Widziałam akt zgonu. ZYGMUNT A ją? TERESA Nie. ZYGMUNT Ile czasu u niej nie byłaś? TERESA Dawno. ZYGMUNT Na początku czasem tam jeździłaś. TERESA Tak, na początku….

12


Przychodzi pan Oleś. Puka. PAN OLEŚ Przepraszam, kochani, może przeszkadzam, ale coś mnie strasznie ciągnie do was! TERESA Dobrze, panie Olesiu, że pan przyszedł. Siądzie pan z nami? ZYGMUNT Będziemy razem medytować szafę. PAN OLEŚ Można i medytować, a precyzyjnie rzecz ujmując kontemplować. Medytować można nad czymś, natomiast kontemplacja to... ZYGMUNT Jak zwał tak zwał. Ale nie na sucho! Wypijemy po kieliszku? TERESA Zygmunt, ty przecież nigdy nie pijesz. A teraz, gdy mama umarła... PAN OLEŚ Za pozwoleniem, z całym szacunkiem dla twoich uczuć Tereńciu, ale za nami stoi tradycja. Staropolskim zwyczajem było oblać zmarłego nie tylko łzami, lecz i alkoholem. Ja bym się napił. SCENA VI Salon. Zygmunt i pan Oleś siedzą przy stole nad butelką wódki. Teresa śpi w sypialni. Barbara krząta się w kuchni. Zygmunt jest już pijany, pan Oleś wstawiony. Zygmunt polewa. ZYGMUNT To teraz za co? PAN OLEŚ Z flotę radziecką – do dna! ZYGMUNT Kiedyś za takie coś, można było pójść siedzieć, ale teraz się zdezaktualizowało. PAN OLEŚ No i Bogu dzięki. Bogu dzięki, szanowny panie. A że siedzieć można było za głupotę, to już wiem najlepiej. Kiedyś, po koncercie, napiliśmy się z kolegami. A mnie się chciało jeszcze. Do domu wracając zaszedłem do knajpy. Zamówiłem jednego. Ale nie miałem już mojej kompanii, a samemu nie sporo było mi pić. A jak raz, nad barem wisiał portret towarzysza Bieruta. To ja, proszę szanownego pana, przepiłem do niego: Józiu – powiadam – w twoje ręce konweniuję! A na sali tajniak siedział. Wylegitymował, aresztował. I po krzyku. Oj, odsiedziałem ja swoje, miły panie Zygmuncie, odsiedziałem. Przychodzi Barbara z talerzem kanapek 13


BARBARA Przyniosłam coś do przegryzienia. PAN OLEŚ Napije się pani z nami? BARBARA Może odrobineczkę, na lepsze spanie. PAN OLEŚ Miło nam będzie z szanowną panią. ZYGMUNT Niech mamusia siada. Ten człowiek, to bohater. Za wolność słowa siedział! PAN OLEŚ Kiedy bohater, to bohater. Ale rzecz nazywając precyzyjnie, to poszedłem siedzieć z głupoty. Wot durak – jak mówią Rosjanie. BARBARA A możeś pan jednak ruski? Panie Oleś? Trzeba by pana, jak to teraz mówią, zlustrować. PAN OLEŚ A ja to, proszę szanownej pani, myślę, że najlepiej jak każdy lustruje sam siebie. ZYGMUNT Ja siebie nie mogę. Mnie się rzygać chce, jak o sobie pomyślę. Pan wiesz, w jakim gównie ja żyję? Nie wiesz, to panu powiem. BARBARA Zygmuś, ty chyba za dużo wypiłeś! ZYGMUNT Widziała mnie kiedyś mamusia pijanego? BARBARA Do tej pory nie. Ale wygadujesz. ZYGMUNT Będę mówił, co będę chciał! BARBARA karcąco Zygmuś! ZYGMUNT Tak było całe życie.

BARBARA 14


Cicho! Nie wygaduj! ZYGMUNT Będę mówił! Jakbym teraz spotkał ojca, to bym mu dał w ryja! Za mamusię. BARBARA Daj spokój! Tyle lat nie żyje! ZYGMUNT Nie umiałem mamusi obronić! BARBARA Ale co tam! Dobry człowiek był. Po rękach całował. ZYGMUNT Ja wszystko dla mamusi! BARBARA To więcej już dzisiaj nie pij! ZYGMUNT Ja… ja zawsze mamusię broniłem… BARBARA Daj spokój, Zygmunt. Nie chcę tych głupot słuchać. Pan Oleś pewnie też nie... ZYGMUNT Nikt nigdy nie chciał mnie wysłuchać! Nawet sam pan Bóg nie chciał! Co dzień modliłem się: Panie Boże ześlij nagłą śmierć na ojca. Niech zachoruje, albo wpadnie pod samochód. Byle tylko nie wrócił z pracy! Ale Bóg mnie nie słuchał. BARBARA Co się w tym domu dzieje? Przeproszę was na chwilę. Wychodzi. Idzie do swojego pokoju. Czegoś szuka pod łóżkiem. Zygmunt nalewa wódki sobie i panu Olesiowi. Wypija jednym haustem, pan Oleś sączy po trochu. Drugi raz dolewa już tylko sobie, wypija. ZYGMUNT Coś pan słabo pijesz, panie Oleś. PAN OLEŚ Nie te lata, nie ta wątroba. ZYGMUNT Kiedyś jak ktoś tak słabo pił, uważano, że donosi. PAN OLEŚ 15


A komu ja na pana mogę donieść? Podnosi kieliszek No, za spokój twojej duszy, chłopcze! Wypija. Zygmunt dolewa sobie jeszcze. Wlewa sobie do gardła. ZYGMUNT To teraz, panie Oleś, mów pan jak jest. Co z pogrzebem i w ogóle? Wraca Barbara z rzutnikiem i przeźroczami. BARBARA Zrobimy sobie kino. ZYGMUNT Co? BARBARA Tylko chwileczkę. Przecież zawsze lubiłeś oglądać. Do Olesia Jak był mały, to uwielbiał przeźrocza z bajkami. Wyświetla zdjęcia w taki sposób, że i widzowie uczestniczą w projekcji. BARBARA Niech pan zobaczy, panie Oleś! Czyż my nie wyglądamy na szczęśliwą rodzinę? O proszę... a tu tylko z mężem... A tutaj Zygmuś malutki... Prawda, że śliczny chłopiec? PAN OLEŚ Jak dziecko, ładniutki. ZYGMUNT Dała by mamusia spokój. BARBARA O tu, proszę, Zygmuś u pierwszej komunii... a tu służy do mszy... A tu odbiera legitymacje partyjną... ZYGMUNT Ale potem rzuciłem. BARBARA A tu z babcią Zosią...

ZYGMUNT 16


Matka mojego starego. To przez nią zapisałem się do PZPR-u. Miała Alzheimera. I jakoś tak jej się porobiło, że im bardziej durniała, tym chętniej czytała Trybunę Ludu. Na przemian czytała Trybunę, albo klepała zdrowaśki. Jak się do niej przyszło, to nic tylko gadała o przewodniej roli partii. Kiedyś jej powiedziałem: Babciu, ale partia nie wierzy Boga. To nic – odpowiedziała – Bóg wierzy w partię! Pan Oleś śmieje się, nalewa sobie jeszcze kieliszek. BARBARA Zygmuś! ZYGMUNT nie zwracając uwagi na Barbarę Uwierzy pan, albo nie, ale mnie to, panie Oleś, zainspirowało... PAN OLEŚ Różne, panie Zygmuncie, bywają drogi myśli ludzkiej. ZYGMUNT Pomyślałem sobie, jak pan Bóg nie może znaleźć bata na mojego ojca, to już ja sobie z nim poradzę innymi metodami. PAN OLEŚ I co, udało się to panu? ZYGMUNT Wtedy, jak na złość, ojciec zaziębił się i zmarł na zapalenie płuc. BARBARA A tu proszę, w „Solidarności” zakładowej. Prawdziwy bohater. ZYGMUNNT Akurat. Tyle samo tam zrobiłem co i w partii - czyli nic. BARBARA A tu, popatrzcie… PAN OLEŚ A to? Kto? Do kogoś, zdaje się podobna… ZYGMUNT Teresa. PAN OLEŚ Tereńcia? Młodziutka taka. Taż dziecko, dziewuszynka! BARBARA Zamieszkała, jak ledwo skończyła 18 lat.

17


PAN OLEŚ Tak wcześnie za mąż wyszła? Małgorzata wspominała, że młodziutko wyjechała z domu, ale… BARBARA Nie. Początkowo wynajmowała u nas pokój. To już potem, jak mąż zmarł. PAN OLEŚ I tak już została? ZYGMUNT Ano tak. BARBARA Mój syn jest tak leniwy, że nawet za żonę wziął kobietę, która była pod ręką. Kolejny slajd przedstawia Teresę z małym brzuszkiem, jakby była w nie bardzo jeszcze zaawansowanej, ale już widocznej ciąży. Uszczęśliwiony Zygmunt otacza ją ramieniem. Zygmunt wyrywa kabel rzutnika z kontaktu. BARBARA Nie wiem, skąd się tu wzięło to zdjęcie. ZYGMUNT Dość! Dość! BARBARA To nie była twoja wina. PAN OLEŚ Pani Barbaro, panie Zygmuncie, wypijmy za miłość! ZYGMUNT Za miłość? PAN OLEŚ Tak. Pan Oleś i Barbara piją. Zygmunt podnosi kieliszek do ust, ale powstrzymuje się. Stawia kieliszek na stole. ZYGMUNT Nie mogę. Co komu po miłości. Ja bym tylko chciał poczuć się jak człowiek. Pan wierzysz po rusku, Panie Oleś, ale pan wiesz - Bóg na nas patrzy. Ja nieraz oczy do góry wznoszę: Panie Boże – pytam – Panie Boże, czy ja jestem chujem? A Bóg mi na to: Tak. Wypija kieliszek. Pada głową na stół i zasypia

SCENA VII 18


Barbara gotuje w kuchni. Pan Oleś na swoim rozkładanym łóżku w sypialni. Teresa przy szafie w salonie. Ogląda ją, dotyka. Szafa ma dużą część główną i kilka szuflad. Jednej z szuflad nie może otworzyć. Szarpie, ale nie udaje się. Zagląda do innych szuflad. Wyjmuje z nich jakieś drobiazgi. Chowa z powrotem. Otwiera drzwi części głównej. TERESA Dziwne zapachy – naftaliny, perfum, taniego mydła… Kiedyś przenosiły mnie w inne światy… Z Weronką bawiłyśmy się, że szafa jest statkiem. Jak się mama o tym dowiedziała, to śmiała się bardzo. Bo ojciec Weronki był oficerem na statku. A mój miał na nazwisko Lachmowe, co w tłumaczeniu znaczy mewa śmieszka. Obie więc, zdaniem matki, miałyśmy „morskie geny”. A jak moja o siedem lat starsza siostra, zrobiła się za dorosła na takie zabawy, szafa przestała być statkiem, a stała się norą zwierzątka. Wchodzi do szafy. Pojawia się Małgorzata. Ubrana jest w strój krakowski. MAŁGORZATA Tereniu! Hop, hop! Tereniu! Gdzie jesteś?! Gdzie mi się znowu schowałaś, diable rogaty?! Tereniu, odezwij się, bo mi się śpieszy! Stuka w szafę Hej! Jesteś tu? Odezwij się! Otwiera szafę Tyle razy prosiłam cię, żebyś się tu nie chowała! No! Wychodź! Śpisz?! Obudź się natychmiast! Zaczyna wyciągać Teresę na siłę. No obudź się! W końcu udaje jej się Teresę wyciągnąć. Teresa siedzi zaspana w drzwiach szafy. Małgorzata wyciąga z szafy drugi, mniejszy – jak dla małej dziewczynki – strój krakowski. MAŁGORZATA Szybciutko! Załóż to! Musimy się śpieszyć! Chcę, żebyśmy zdążyły na pociąg! TERESA Dokąd znowu jedziemy? MAŁGORZATA My? Nigdzie! Ale twoje zdradzieckie ciotki i wujkowie emigrują do… TERESA Co to znaczy „emigrują”? MAŁGORZATA 19


Wyjeżdżają na zawsze z Polski. Jak szczury… Ruszaj się! Pójdziemy jako krakowianki! TERESA Po co? MAŁGORZATA Niech wiedzą, co tracą! TERESA A krakowianki to kto? MAŁGORZATA Panie, które mieszkają w Krakowie. TERESA Ale my nie mieszkamy w Krakowie. MAŁGORZATA No to co? Ale w ten sposób okażemy patriotyzm! TERESA A co to jest patriotyzm? MAŁGORZATA zniecierpliwiona Nie zadawaj głupich pytań! Ubieraj się szybko! Mówiłam ci, że się śpieszymy! No już! TERESA Mamo, a pojedziemy kiedyś do Krakowa?

SCENA VIII Barbara i Pan Oleś w kuchni. Pan Oleś je. Barbara się krząta. BARBARA Dobre? PAN OLEŚ Palce lizać, szanowna pani! Palce lizać! BARBARA Mój nieboszczyk mąż też to lubił. PAN OLEŚ Potrafi pani, że się tak wyrażę, dogodzić mężczyźnie!

BARBARA 20


Dokładeczkę? PAN OLEŚ Pyszności. Dziękuję. BARBARA Dobrze ugotować komuś, kto doceni… Wyjmuje butelkę wódki. A może by tak po kuśtyczku? PAN OLEŚ Dziękuję – nie! Nie uchodzi. BARBARA urażona Nie uchodzi. Jak nie uchodzi, to nie uchodzi. Zmywa nerwowo, trzaskając naczyniami.

SCENA IX Teresa siedzi zamknięta w szafie. Słychać nawoływania Małgorzaty. Tereenia! Tereeenia! Tereeesa! Wchodzi Małgorzata MAŁGORZATA Hop hop! Jesteś tu? Otwiera drzwi szafy Wychodź! Szybciutko! No tak… znowu zasnęła… Obudź się i chodź tu szybko! Wyciąga opierającą się Teresę z szafy. No chodźże! I przebieraj się szybko. TERESA zaspana A po co? MAŁGORZATA Przyjeżdża Maks, tata Weronki. Wyciąga z szafy dwie marynarskie czapki. Jedną zakłada sobie na głowę, drugą podaje Teresie. Masz, załóż to! TERESA 21


Po co? MAŁGORZATA Jak jeszcze ciebie na świecie nie było i jeszcze mamusia nie znała nawet twojego tatusia, Maks był mężem mamusi. Ale zostawił mamusię i Weronkę, bo bardzo kochał morze. A mamusia kazała mu wybierać. No to będzie miał morską przygodę u nas w domu!

SCENA X Barbara w kuchni. Przychodzi do niej Pan Oleś. PAN OLEŚ A cóż to za niebiańskie zapachy! BARBARA Krupniczek gotuję na grzybkach. Może pan spróbuje? PAN OLEŚ Spróbuję z największą przyjemnością, ale za momencik. A póki co… Cóż.. W pani ręce konweniuję… Podaje jej książkę BARBARA Że niby co? PAN OLEŚ Prezent dla szanownej pani. BARBARA „Poezje wybrane”? Ja nie czytam takich rzeczy… PAN OLEŚ Chciałem dać pani coś pięknego. Za gościnę i w ogóle… Mogę? -Bierze od niej książkę Niech pani tylko posłucha: „Tym tylko byłem, czego Ty dotknęłaś dłonią, Nad czym noc – głuchą, wronią – pochylałem się, strzegąc. Tym tylko byłem, co rozróżniałaś tam, w dole w licach zatartych, w czole rysy nawykła ciąć Tyś to trącała przecież 22


zmysł, by drżał nie usnął, mnie małżowinę uszną lepiąc w gorącym szepcie…”* BARBARA To chyba o miłości… PAN OLEŚ O tak, szanowna pani, o miłości… Gdybym umiał tak ładnie jak Josif Brodski, tak bym mojej Małgorzacie mógł napisać. BARBARA A, Małgorzacie… A ten Josif Brodski to kto? PAN OLEŚ Rosyjski poeta, żydowskiego pochodzenia. BARBARA Rusek i Żydek, a takie wiersze pisze. O miłości. Ale to nie dla mnie. Oddaje panu Olesiowi książkę.

SCENA XI Teresa zamknięta w szafie. Słychać nawoływania Małgorzaty. MAŁGORZATA Tereeesa! Gdzieś ty się znowu schowała do cholery! Teresa, do mnie! Wchodzi Małgorzata w czerni. Otwiera szafę. MAŁGORZATA Znowu się tu schowałaś! No wyłaź! Ale już! Wyciąga Teresę z szafy. TERESA Nie szarp mnie! MAŁGORZATA To się pośpiesz! Małgorzata wyciąga z szafy czarny toczek z woalką. Zakłada sobie na głowę. TERESA Czemu jesteś tak dziwnie ubrana? MAŁGORZATA 23


Ty też się ubierzesz na czarno. Wyciąga z szafy czarny dziecięcy sweterek. Masz tu! Szybciutko! No już! TERESA Po co? MAŁGORZATA Zaraz przyjeżdżają twoje ciotki i wujkowie. Na pogrzeb tatusia. TERESA przerażona Mamo! Tata nie żyje?! MAŁGORZATA Żyje, żyje i nam życie zatruwa, ale wezwałam ich depeszą na jego pogrzeb. Teresa patrzy na matkę przerażona. No co się tak gapisz! Inaczej by nie przyjechali! Chcę, żeby mi pomogli coś zrobić z tym jego pijaństwem. Tak się przecież nie da żyć!

SCENA XII Barbara i Zygmunt w kuchni. Pan Oleś w sypialni z książką i ze słuchawkami na uszach. Zygmunt je zupę, nie odrywając wzroku od gazety. Barbara stoi przy kuchence. BARBARA Jutro będzie ładna pogoda. ZYGMUNT No. BARBARA W telewizji mówili. ZYGMUNT Acha. BARBARA Przy tym całym Olesiu, wygadany taki, a teraz… No mówże coś! ZYGMUNT Tak.

BARBARA 24


Co „tak”? ZYGMUNT Nic. Pogoda. BARBARA Co z pogrzebem? ZYGMUNT Nie wiem. BARBARA Ona znowu płacze. ZYGMUNT Straciła matkę. Barbara głośno miesza w rondlu, ostukuje łyżkę, przekłada jedzenie na talerz. Stawia talerz przed Zygmuntem. ZYGMUNT Dziękuję. Barbara wygląda przez drzwi sprawdzając, czy nikt nie podsłuchuje, potem je zamyka. Wreszcie mówi konfidencjonalnym szeptem. BARBARA Dostała list. ZYGMUNT Kto? BARBARA No ona. ZYGMUNT Pewnie przesłali jej pita. BARBARA To nie jest pit. Zygmunt znad jedzenia podnosi wzrok na Barbarę. BARBARA Dostała list od swojej matki. ZYGMUNT Pocztą? BARBARA 25


Pocztą. Bardzo dziwny list. ZYGMUNT Skąd mamusia wie? BARBARA Mam swoje sposoby. Ktoś musi pilnować bezpieczeństwa tego domu.

SCENA XIII Teresa przy szafie. Dalej ma na sobie szarą kostiumową spódnicę, ale w jej ubraniu zostały elementy z jej kontaktów z Małgorzatą, np. marynarska bluzka, krakowskie drewniane korale, czarny sweter. Mocuje się z zamkniętą szufladą. TERESA Cholera, czemu tej jednej nie da się otworzyć?! Chwilę jeszcze się z nią szarpie. Potem otwiera inne szuflady. Wyciąga pudełka, ogląda ich zawartość. Nie słyszy, gdy do pokoju wchodzi Zygmunt. ZYGMUNT Teresa… Teresa nie słyszy. Zygmunt podchodzi i dotyka jej ramienia. ZYGMUNT Teresa… TERESA Ach… przestraszyłam się… To ty? Zobacz… mój pierwszy „dowód osobisty”… Pokazuje Zygmuntowi pasek z imieniem i nazwiskiem, jaki w szpitalu zakłada się na rączki noworodkom. Potem wyciąga kolejne rzeczy. … zasuszony kawałek mojej pępowiny… przechowała… tyle lat… Rozpakowuje małe zawiniątko ZYGMUNT A to? TERESA Włosy… podpisane: pierwsze strzyżenie Tereni, 23 marca 1965… Podaje Zygmuntowi zawiniątko. Zygmunt ogląda dokładnie. ZYGMUNT Jako dziecko miałaś takie złociste włosy? TERESA 26


Acha. Loczki. Podobno wyglądałam jak aniołek. Rozpuszcza włosy. Zygmunt delikatnie ich dotyka, ale Teresa tego nie zauważa. TERESA A tu… komplet moich zębów mlecznych… jak we śnie – zęby i śmierć… Chwilę wpatruje się w znalezione przedmioty. Jest wzruszona. Ociera łzy. ZYGMUNT Teresa… Teresa wyciąga drugie podobne pudełko. Rozpakowuje. TERESA Zobacz, taki sam zestaw Weronki, plus wycięta z gazety klepsydra… ZYGMUNT Weronki? TERESA Tak. Mojej siostry. ZYGMUNT Nigdy mi o niej nie mówiłaś. TERESA Nie pytałeś. ZYGMUNT Skąd mogłem wiedzieć. TERESA Tak. Skąd. Całe tamto życie było ode mnie tak daleko. ZYGMUNT I my też… TERESA Tak wyszło… Teresa jeszcze raz otwiera pudełko z „relikwiami” z dzieciństwa Weronki. Czyta klepsydrę. TERESA Ś.P. Weronika Dzierzgowska, lat 25, zmarła po ciężkiej chorobie. Msza święta pogrzebowa zostanie odprawiona 6 marca 1982 w kościele …. Pojawia się Małgorzata. Zygmunt jej nie widzi. Dalej ogląda skarby Teresy. Z kolei Teresa w momencie pojawienia się Małgorzaty przestaje dostrzegać Zygmunta.

27


MAŁGORZATA Nie byłaś na pogrzebie siostry. TERESA milczy MAŁGORZATA Wyjechałaś, gdy było najciężej. TERESA milczy. MAŁGORZATA Zostałam sama z jej chorobą i z jej śmiercią. TERESA milczy MAŁGORZATA Wolałaś obcym dzieciom tyłki podcierać. Cudze kible sprzątać! TERESA milczy MAŁGORZATA Jak zawsze zamykasz się w sobie. Zawsze ten mur. Może lepiej, że cię wtedy ze mną nie było! Małgorzata wychodzi. Teresa chwilę siedzi w bezruchu. TERESA krzyczy Chętnie zamieniłabym się z Weronką, bylebyś tylko…

ZYGMUNT przestraszony Co ty mówisz? O co ci chodzi?!! TERESA jakby wyrwana ze snu O nic! SCENA XIV Teresa, Zygmunt, Barbara i Pan Oleś w salonie, przy posiłku . Teresa ubrana w elementy stroju z szafy, z rozpuszczonymi włosami, które teraz są złociste, ułożone w delikatne loki. Tym razem siedzi ze wszystkimi przy stole. Zygmunt czyta gazetę. BARBARA Panie Oleś… PAN OLEŚ Zawsze zastanawia mnie ten brak wołacza we współczesnej polszczyźnie. Zastępuje go mianownik. BARBARA 28


Pan, panie Oleś, zawsze takie dziwne rzeczy opowiada. A ja chcę tylko wiedzieć, co się dzieje w moim domu. Proszę mi jasno powiedzieć: co tu jest grane? PAN OLEŚ Wszystkiego się pani dowie we właściwym czasie. BARBARA Już jest właściwy czas. Siedzi tu pan. Nie wymawiając – je, opowiada androny. Niby matka Teresie umarła. A gdzie nieboszczka? Gdzie ciało? Gdzie ksiądz, który je pobłogosławi? Do Zygmunta No, powiedz coś! ZYGMUNT No. BARBARA Proszę nam się wytłumaczyć! TERESA Pan Oleś jest moim gościem! BARBARA To ty nam wytłumacz. Skoro twoja matka umarła, gdzieś musi być ciało. TERESA Właściwie i ja chciałabym… PAN OLEŚ Nie mogę powiedzieć. Małgorzata miała pewne życzenia. Ja je tylko spełniam. BARBARA Nie ma nieboszczki, nie ma pogrzebu, to i nie ma siedzenia u nas przez 40 dni. PAN OLEŚ Czyli, jak rozumiem, mam wracać. Szkoda. Prawie cały plan zrealizowany. Brakuje tylko jednego ogniwa. BARBARA Jakież to ogniwo ma pan na myśli? Szantaż? Wyłudzenie? PAN OLEŚ Chodzi o to, że miał nadejść list od Małgorzaty. BARBARA Tak? Z zaświatów?

TERESA 29


To mamusia żyje? PAN OLEŚ Małgorzata, jakby tu powiedzieć… to nie była zwykła kobieta. Umierała bardzo świadomie. BARBARA Pan, panie Oleś, zawsze opowiada banialuki. Może jeszcze nam poezję jakąś przeczyta, by zamydlić oczy. PAN OLEŚ Może i banialuki. Choć jeśli chodzi o poezję, to ona jest raczej po, by otwierać serca, a nie oczy mydlić. Na każdą rzecz z różnych stron można spojrzeć. Tak na przykład moneta – z jednej strony orzeł, z drugiej reszka. A jak odpowiednio popatrzeć, to widać tylko karbowany rancik. TERESA Przepraszam, wróćmy do listu. PAN OLEŚ Po szafie powinien przyjść list. Do Teresy, znaczy się. Twoja mama chciała, Tereńciu, parę spraw wyjaśnić. Kiedy umierała, proponowałem, żeby, Tereńciu, zadzwonić do ciebie. Prosić, żebyś przyjechała. Nie chciała, żebyś na nią, taką zmarnowaną, patrzyła. Mówiła, że skoro tyle lat jej nie widziałaś, lepiej, żebyś zapamiętała ją nie taką starą jeszcze. Silną. Poza tem ona zawsze wszystko załatwiała na swoje sposoby. TERESEA wzdycha To prawda. PAN OLEŚ Taka już była, co robić. Napisała list. Prosiła, żeby po jej śmierci szafę przez kurierów, a list pocztą wysłać. Żeby było tak, jak szanowna pani raczyła zauważyć, niby list z zaświatów normalną pocztą przychodzi. BARBARA Wariactwo jakieś! Nie należy źle mówić o zmarłych, ale… Zygmunt wstaje, wychodzi na chwilę. Wraca z listem. ZYGMUNT A może to o ten list chodzi? BARBARA A ten się wyrwał jak Filip z konopi! Pan Oleś bierze list od Barbary i przekazuje Teresie. TERESA To do mnie? Zatrzymaliście mój list?! SCENA XV 30


Teresa siedzi i czyta list. Małgorzata stoi obok i recytuje treść listu. MAŁGORZATA Kochana Tereniu, Kiedy przyjdzie do Ciebie ten list, mnie już nie będzie wśród żywych. Wiem, że umieram. Nie chodzi o to, że jestem stara. Mam nowotwór. Moje ciało systematycznie i z coraz większym przyśpieszeniem traci siłę. Właściwie wszystko przebiega podobnie jak u Weronki. Tyle tylko, że ona była, jak się zdawało, u progu życia. Moje natomiast, i bez choroby, chyliłoby się ku końcowi. Za parę dni nie będę już w stanie utrzymać pióra w dłoni. Umysł jednak, jak widzisz, mam jeszcze sprawny. Chcę więc, wykorzystując ostatnie chwile, pogodzić się z Tobą – moją jedyną żyjącą córką. Sprawy z Weronką, mam nadzieję, załatwię już tam, dokąd idę. Wierzę, że teraz wreszcie się spotkamy. Przez wiele lat miałam do Ciebie pretensje o to, że mnie wtedy zostawiłaś. Nie mogłam też pogodzić się z tym, że związałaś się z tą okropną rodziną. TERESA A co, może nasza lepsza? MAŁGORZATA Czy nasza była lepsza? Sama nie wiem. Przez lata wydawało mi się, że tak. Przykro mi to wyznać, ale bardzo długo Cię nie rozumiałam. Nie wiem, czy teraz rozumiem, ale to i owo do mnie dotarło, dzięki Olesiowi. To moja pierwsza i ostatnia miłość. Znamy się jeszcze z dzieciństwa. Razem jeździliśmy na wakacje do Tworylnego. To taka łemkowska wieś. Ja tam jeździłam do rodziny mojej matki. Mieliśmy wtedy po paręnaście lat. Potem rozdzieliło nas życie. Wiesz, wojna, obóz dziecięcy. Mój ślub i rozwód z ojcem Weronki, potem z Twoim ojcem. Spotkaliśmy się po latach jako starzy ludzie. Wzięliśmy ślub jak już byłam chora. Żeby mógł zająć się wszystkim sprawami. TERESA Ja oczywiście miałam być ze wszystkiego wyłączona. MAŁGORZATA Ty wyłączyłaś się z mojego życia, kiedy umierała Weronka. TERESA Znowu żale i pretensje! MAŁGORZATA Nie mam już żalu ani pretensji. Wcześniej zaślepiała mnie rozpacz. Ty pewnie nigdy nie dowiesz się, co to znaczy stracić dziecko. TERESA Gówno wiesz! Gówno o mnie wiesz! Gówno! Płacze. Zwija list w kulkę i rzuca na podłogę. Małgorzata podnosi list. Podchodzi do Teresy. Otacza ją ramieniem. MAŁGORZATA 31


Przepraszam. Przykro mi, że nie umiałam się z tobą porozumieć. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś skontaktuj się z Olesiem. On ci powie co dalej robić. Zrób, proszę, wszystko, o co poprosi. TERESA Jeszcze po śmierci urządzasz podchody! Wieczny teatr. Jak ja tego nienawidziłam! MAŁGORZATA Chcę odejść we własnym stylu. Taka już jestem. Choć, gdy będziesz czytać ten list, prawdziwiej zabrzmi: taka byłam. Proszę Cię, choć raz zaufaj mi. Zaakceptuj swoją matkę. Chcę żebyś wiedziała, że zawsze Cię kochałam. TERESA Dziwna miłość. MAŁGORZTA Kochałam cię, jak umiałam. Przepraszam, jeśli nie była to taka miłość, jakiej potrzebowałaś. - Mama SCENA XVI Znów wszyscy razem w salonie.. BARBARA To co, chciał sobie pan, panie Oleś, urządzić u nas dom spokojnej starości? A może jeszcze wyciągnąć pieniądze? PAN OLEŚ Ja nie rozumiem. BARBARA „Zaufaj”. „Zrób o co poprosi”. PAN OLEŚ Dalej nie czuję się w temacie. BARBARA Znamy treść listu. TERRESA Jak to?! Czytaliście mój list?! BARBARA Ktoś musi dbać o bezpieczeństwo! TERESA Jasne. Tak. Już to słyszałam, Ty też czytałeś?

ZYGMUNT 32


Ja.. nie…mama mówiła mi tylko… ale… mama się boi, że… PAN OLEŚ Mnie się szanowna pani boi? Taż nie ma czego! Chcę tylko spełnić wolę Małgorzaty i znikam stąd. BARBARA No to słuchamy. PAN OLEŚ Małgorzata chciała być po śmierci skremowana i… BARBARA Bzdury. Jesteśmy dobrą, katolicką rodziną. Żadnych kremacji. Ciało musi być gotowe do zmartwychwstania! PAN OLEŚ Cóż, ciało już zostało skremowane. Zaraz przyniosę. Idzie do szafy. Otwiera kluczem, który miał przy sobie, niedostępną szufladę. Wyjmuje urnę. PAN OLEŚ A oto i rzeczona nieboszczka. Wola jej taka, żeby Teresa po czterdziestu dniach rozsypała prochy. To wszystko.

SCENA XVII Zygmunt w kuchni je obiad zapatrzony w swoją gazetę. Barbara krząta się przy garach. Pan Oleś z książką w salonie, który trochę się zmienił. Znikła meblościanka. Szafa nie jest już zawalidrogą – stoi przy ścianie. Teresa w sypialni kończy się przebierać. Strój ma imponujący – długa czarna suknia, czarny welon, czarne szpilki-lakierki. Gdyby nie czerń, mógłby to być strój panny młodej. Wychodzi z pokoju. TERESA woła Chodźcie, chodźcie! Zrobimy mamie ładny pogrzeb! ZYGMUNT Daj spokój. Przecież… Teresa wchodzi do kuchni BARBARA A co to za maskarada?! TERESA Chodźcie!

33


Z ociąganiem idą za nią do salonu. Teresa wyjmuje z szafy urnę i skrzypce. Urnę stawia na oknie. Skrzypce podaje panu Olesiowi.

TERESA Panie Olesiu! Proszę zgrać! Dla mamy! To, co lubiła najbardziej! PAN OLEŚ Ale… ja tak dawno… TERESA Proszę! Pan Oleś nieśmiało zaczyna grać czardasza. TERESA Niech to będzie bal nad bale! Dziś mama spotka Weronkę! Co za radość! I swoich dwóch mężów! Tego, który był marynarzem i tego, który miał morskie nazwisko! Dziś jej święto! I nasze! Pan Oleś zaczyna grać mocniej, siarczyście. Teresa wiruje w tańcu. Pojawia się Małgorzata. Ma identyczny strój jak Teresa, tylko biały. Wygląda jak prawdziwa panna młoda. Teresa i Małgorzata tańczą razem. Są idealnie zsynchronizowane. Jak pozytyw i negatyw tego samego zdjęcia. Muzyka narasta. Matka i córka rozdzielają się w tańcu. Teresa porywa do tańca Zygmunta. Małgorzata Barbarę. Muzyka narasta. Pary rozdzielają się. Teraz tańczą w kręgu. Tworzą ekstatyczny taniec śmierci. W pewnym momencie Małgorzata wychodzi z kręgu. Znika. Oni tańczą dalej. Po chwili wymyka się Barbara. Do tańczących małżonków podchodzi pan Oleś. Gra i tańczy. A potem i on się wymyka. Ale muzyka dalej brzmi. A oni tańczą, tańczą, tańczą…

Przypisy 

Josif Brodski „Wierze wybrane” tłum.Wiktor Woroszylski

34

Dagna ślepowrońska szafa