Page 1

ADWENT


2.

OSOBY DRAMATU: STEFAN (80) OLGA (JEGO ˙ ZONA, 70) KAROL (ICH SYN, 40) LIZA (UKRAI´ NSKA PIELEGNIARKA, ˛ 20)


3. 1. ´. Słycha´ Ciemno´ sc c bicie serca, które gubi rytm i ´ zostaje słabnie. Gdy raptownie zamiera, ciemno´ sc ´wiatła, które zachowujac rozci˛ eta przez pasmo s ˛ ´, zaczyna po chwili nieuchronnie ostro´ sc ˙a´ si˛ e zw˛ ez c. Gdy zostaje tylko cieniutki, ostry promie´ n, który niechybnie zginie, rozlega si˛ e bardzo dono´ sny odgłos spazmatycznego, ˙ do zachły´ łapczywego wdechu -- az sni˛ ecia si˛ e powietrzem, jak wtedy, gdy po gł˛ ebokim nurkowaniu wyskakujemy na powierzchni˛ e wody. ´wiatło. Rozbłyskuje s Wyłania si˛ e pokój, a w nim (oprócz typowych ˙ko dla osób przewlekle chorych -sprz˛ etów) łóz ˙one w system d´ wyposaz zwigni pozwalajacych ˛ ˙y´ ˙y´ dowolnie ułoz c chorego i swobodnie go obsłuz c. ˙ku Stefan, osiemdziesi˛ ˙czyzna, Na łóz ecioletni m˛ ez ´ wokół którego krzata ˛ si˛ e jego młodsza o dziesi˛ ec ˙ona Olga. Czy´ lat z sci, przestawia naczynia stojace ˛ na nocnym stoliku, poprawia posłanie. Opodal stoi fotel na kółkach. OLGA Rado´ snie podniecona. Jak pi˛ eknie pło˙ zy si˛ e ta pigwa. Nie mog˛ e si˛ e doczeka´ c wiosny, kiedy zakwitnie. Płatki ma jak polne kwiaty. Jakby namalowane piórkiem na jedwabiu... nie umiem malowa´ c... Nawet biedny Karol nie mógł si˛ e doprosi´ c, ˙ zebym mu pomogła w rysunkach... A wła´ sciwie dlaczego miałam pomaga´ c, to w ko´ ncu ty jeste´ s architektem... (reflektuje si˛ e) Nam˛ eczyłam si˛ e przy tym kopaniu. Ziemia w ogrodzie gliniasta... Przy ogrodzeniu zasadziłam rokitnik. Martwi˛ e si˛ e, ˙ ze mo˙ ze troch˛ e za pó´ zno, bo koniec pa´ zdziernika, lada tydzie´ n adwent... ale, jesie´ n tego roku dziwnie ciepła. A chciałabym jeszcze dere´ n i mo˙ ze kalin˛ e, ale czy si˛ e przyjmie? Trzeba by ziemi˛ e sprowadzi´ c z lasu i specjalnie nawozi´ c... Tak lubiłe´ s dereniówk˛ e, która˛ robiła moja matka, chyba mam nawet przepis w sekretarzyku... Tak, posadzimy kilka krzaków derenia. Mróz pewnie dopiero w styczniu ´ sci´ snie. STEFAN I jak? ˙ko i Olga nie reaguje. Schyla si˛ e pod łóz manipuluje przy pojemniku na mocz. STEFAN To była próba generalna. OLGA ˙na by da´ Na te worki moz c jaka´ ˛s osłonk˛ e. Ju˙ z w szpitalu sobie pomy´ slałam, ˙ ze mo˙ ze zrobi˛ e na drutach taki..., jakby sweterek...


4.

STEFAN To jest mocz. Mocz. Mocz z moczu. Cieknie ze mnie. Masz swój złoty promyk nadziei! Ona odskakuje OLGA Nie uno´ s si˛ e tak! STEFAN Nawet chciałbym... OLGA Jeste´ s po wylewie. STEFAN Przeciekam. OLGA Niedługo Bo˙ ze Narodzenie... STEFAN Przyrodzenie. OLGA Wła´ sciwie to ju˙ z teraz mogłabym upiec ro˙ zki waniliowe, tak je lubisz, nie ma co czeka´ c na ´ swi˛ eta. STEFAN Pora na mnie. OLGA A ty dokad? ˛ STEFAN Zasiedziałem si˛ e. OLGA ´pieszyło. Z przyj˛ Dotad ˛ nigdzie ci si˛ e nie s e´ c nie mo˙ zna ci˛ e było wyciagn ˛ a´ ˛c... Naleweczk˛ e zrobi˛ e, miodówk˛ e, drzewko ju˙ z zamówiłam, ale nie u tego tam..., taka˛ wyliniała˛ choink˛ e nam w zeszłym roku wcisnał, ˛ dopiero jak si˛ e rozwin˛ eło z folii okazało si˛ e, ˙ ze nierówna jakby ja˛ jakie´ s niedorozwini˛ ete dziecko namalowało... STEFAN Ja te˙ z si˛ e czuj˛ e jakby mnie niedorozwini˛ ete dziecko namalowało. Tu zapomniało o nodze, tam o r˛ ece, mam pół głowy, a mo˙ ze mniej... mo˙ ze si˛ e dziecku kredka złamała. OLGA Fizjoterapeutka b˛ edzie przychodzi´ c, to si˛ e wszystko zregeneruje, w dzisiejszych czasach taki wylew...


5.

STEFAN Ja mam osiemdziesiat ˛ lat. Szkoda pieni˛ edzy. OLGA I parkinsona ci szkoda? Nie wolno upada´ c na duchu... STEFAN Ha, ha, ha!... Ja bym wolał, ˙ zeby kto´ s zabronił mojemu ciału upada´ c. To by duchowi było mo˙ ze łatwiej. Ale ono si˛ e chyli, chyli si˛ e w jedna˛ stron˛ e, Olga: ku ziemi! pło˙ zy si˛ e jak ta twoja pigwa, i sko´ ncz wreszcie z tym paplaniem o ´ swi˛ etach i o wio´ snie, ˙ ze ci co´ s zakwitnie, co´ s wzejdzie... Wiosna˛ to posadzisz kwiatki na moim grobie. OLGA Stefan! STEFAN Nie! Przepraszam, na grobie nie. ˙ Zadnych kwiatków, musisz mi to obieca´ c. Nie zniósłbym my´ sli, ˙ ze b˛ edziesz chodzi´ c na cmentarz, jak te babki cmentarne, ciupa´ c mi po głowie motyka˛ i wsadza´ c jakie´ s chabazie, które si˛ e zaraz zeschna˛ albo zmarzna, ˛ nie znosz˛ e... OLGA Te˙ z co´ s, na ziemi b˛ edzie płyta... przecie˙ z sta´ c nas na pomnik. ˙ku. Stefan zaczyna si˛ e niespokojnie wierci´ c w łóz STEFAN A, widz˛ e, ˙ ze ju˙ z nie rozmawiasz o ˙ Zadnych kwiatów,

o wszystkim pomy´ slała´ s. Szkoda, ˙ ze tym ze mna. ˛ Ja nie chc˛ e pomnika. ˙ zadnego pomnika.

OLGA Nie, nie, nie, dosy´ c tego, ja si˛ e nie dam wciagn ˛ a´ ˛c w te cmentarne rozwa˙ zania! Jak mo˙ zesz wyzdrowie´ c, rozmy´ slajac ˛ o nagrobku? Jeszcze by´ s pewnie chciał wybra´ c krój czcionki na płycie... STEFAN Tak, tak, ˙ zeby´ s wiedziała, ja bym wolał wszystko ustali´ c, bo jak ci˛ e znam, to gotowa jeste´ s wymieni´ c tam wszystkie moje tytuły... OLGA Chyba si˛ e ich nie wstydzisz? STEFAN Tu gnije i rozpada si˛ e na proch PROFESOR DOKTOR HABILITOWANY, LAUREAT i magister w Chrystusie Panu... (etc)


6. OLGA Nie kpij!... To przecie˙ z ty, twój dorobek, mo˙ zesz by´ c dumny ze swojego ˙ zycia, tyle osiagn ˛ ałe´ ˛ s, ty to ciagle ˛ ty, a nie jaki´ s proch i zewłok! STEFAN Ju˙ z widzisz ten napisy, i ju˙ z si˛ e wzruszasz, ju˙ z pucujesz je pasta˛ "poler" na Wszystkich ´ Swi˛ etych... i ju˙ z mnie nawet wspominasz, nie mo˙ zesz si˛ e doczeka´ c, ach łzy i wspomnienia, ´ smier´ c, ´ smier´ c we mnie piel˛ egnujesz, jak czule, skradasz si˛ e na palcach, mówisz szeptem, ˙ zeby jej nie spłoszy´ c, piel˛ egnujesz, przystrajasz kwiatkami... ˙ zyjesz w stron˛ e ´ smierci... OLGA A ty umierasz w stron˛ e ˙ zycia... ach nie to chciałam powiedzie´ c, nie umierasz, nie umierasz... STEFAN Umieram. OLGA Nie umieraj. STEFAN Do´ s´ c. Nic tylko browning... OLGA (rozpromieniona) Naprawd˛ e...? Stefan, kochany mój... (recytuje): "That’s my last Duchess painted on the wall,/ Looking as if she were alive. I call/ That piece a wonder, now: Frà Pandolf’s hands/ Worked busily a day, and there she stands./ Will‘t please you sit and look at her? I said..." STEFAN Dobra, dobra... OLGA Pami˛ etasz! Kochany...!... "Though his fair daughter’s self, as I avowed/ At starting, is my object. Nay, we’ll go/ Together down, sir. Notice Neptune, though, Taming a sea-horse, thought a rarity,/ Which Claus of Innsbruck cast in bronze for me!" Skad ˛ ten Insbruck!? STEFAN Miałem na

my´ sli Johna Browninga, nie Roberta...

OLGA Johna...? STEFAN Zreszta˛ nie, wolałbym Glocka... OLGA Glocka chyba te˙ z nie mamy, nie znam, ale sprawdz˛ e w bibliotece.


7. STEFAN Id´ z ju˙ z... nie wiem, za chwil˛ e co´ s si˛ e stanie... Olga wychodzi, tymczasem Stefan nadal si˛ e wierci. Powoli wsuwa r˛ ek˛ e pod kołdr˛ e, zastyga w bezruchu. Unosi kołdr˛ e, zaglada ˛ z obrzydzeniem, szybko upuszcza, opada bezwładnie na poduszk˛ e. Wraca Olga. Przez rami˛ e ma przewieszona˛ zmian˛ e po´ scieli -poszwy, prze´ scieradło, kopert˛ e. Składa po kolei sztuki bielizny na taborecie i po kolei rozkłada sprasowany w maglu materiał sposobiac ˛ si˛ e do ˙ka. prze´ scielenia łóz OLGA ´wie˙ Za chwil˛ e otul˛ e ci˛ e s za˛ po´ sciela... ˛ Pami˛ etam, jak mama zmieniała mi po´ sciel, kiedy miałam szkarlatyn˛ e... zawsze potem marzyłam, ˙ zeby zachorowa´ c na szkarlatyn˛ e, niestety szkarlatyn˛ e dostaje si˛ e tylko raz. Ach, chciałabym poczu´ c to, co ty za chwil˛ e. To wra˙ zenie... A potem mama opowiadała bajki, albo historie ze swojej młodo´ sci. Najbardziej lubiłam t˛ e o jej dziadku, który jeszcze za cara był naczelnikiem poczty, pi˛ ekny m˛ e˙ zczyzna, pozycja, pensja, trójka dzieci i nagle, coup de foudre, zakochał si˛ e w akrobatce. No, zrywamy kołderk˛ e... Olga energicznie chwyta za brzeg kołdry chcac ˛ ja˛ zerwa´ c ze Stefana, ale ten kurczowo ja˛ od spodu przytrzymuje. OLGA No, uparciuszku! STEFAN Nic z tego... OLGA No, ju˙ z. STEFAN Nie ma mowy. (Stefan zaciska usta, potrzasa ˛ głowa) ˛ OLGA Stefan... Stefan wsuwa r˛ ek˛ e pod kołdr˛ e. STEFAN Ja sam...Nie dotykaj mnie! OLGA Kochany mój... zawioz˛ e ci˛ e. ˙ka i rusza z miejsca. Olga staje u wezgłowia łóz ´wiatło stopniwo ciemnieje i skupia si˛ S e w jeden ´wiecacy intensywnie s ˛ punkt w gł˛ ebi sceny. W jego ˙ko. stron˛ e Olga kieruje łóz


8.

OLGA I znowu jeste´ smy we dwoje... nieko´ nczace ˛ si˛ e spacery i jeszcze dłu˙ zsze rozmowy, jak wtedy w Sils Maria, mówiłe´ s, ˙ ze najlepsze sa˛ my´ sli chodzone, Karola jeszcze nie było na ´ swiecie, i ten hotel, Waldhaus...wychodzili´ smy na spacer, ale tak jakby poza siebie samych, nasze ciała - ˙ zakiety, swetry marynarki ... STEFAN Kto to ´ swieci? Nie wiem... OLGA Pomachaj do niego... Jak ´ swieci to widzi STEFAN My widzimy. OLGA A on nas, pomachaj... STEFAN Do kogo? OLGA Do ´ swiatła. STEFAN ... ja je znam, widziałem w szpitalu.... Olga, ja nie chc˛ e.. OLGA Nie l˛ ekaj si˛ e... STEFAN Olga, zawró´ c! Ja znam to ´ swiatło. OLGA Jest łagodne. STEFAN Zimne, ja ju˙ z tam byłem... OLGA Jestem z toba. ˛ Łagodne, ciepłe... Dotrzemy tam razem. STEFAN Zimne..., zimno, zimno, zimno mi. OLGA Jeszcze chwila. STEFAN Pozamykaj okna.... przezi˛ ebi˛ e si˛ e... (wpatruje si˛ e w ´wiatło) Słyszysz jak wieje? s


9.

OLGA Nie... Nie, nie słysz˛ e, tylko widz˛ e... ono ´ swieci. STEFAN Mówi˛ e ci, wieje... ´ swiatło... OLGA Stefan, Stefan, Stefan (krzyczy crescendo) Wyciemnienie.


10. 2. ´wiatło rozja´ Blade s snia drzwi wej´ sciowe do domu. Z mroku wyłania si˛ e mocno zacieniona posta´ c ˙czyzny w trenczu. To Karol. U jego stóp torba m˛ ez ˙na. podróz KAROL Mama czkała w telefon, nie mogła si˛ e opanowa´ c. Próbowałem to ignorowa´ c, ale czkała i czkała uparcie. Powoli przebijała si˛ e przez uszy, mózg i wwiercała mi si˛ e w najciemniejsze miejsca. W ko´ ncu nie wytrzymałem i zaleciłem mały szybki łyczek zimnej wody. GŁOS OLGI Zimnej wody? KAROL Zdziwiła si˛ e. -- Tak, mamusiu, to taki stary sposób. Musz˛ e ju˙ z ko´ nczy´ c, przyjad˛ e, ale na króciutko... wiesz. Czekałem a ona czkała. I jestem. A dopiero si˛ e ˙ zegnałem. GŁOS OLGI Karol! KAROL Stoj˛ e. Stoj˛ e, za chwil˛ e znów b˛ ed˛ e go ˙ zegnał na zawsze. GŁOS OLGI Karol! KAROL ˙na Ona czka, a ja czekam, stoj˛ e i czekam. Ile razy moz si˛ e ˙ zegna´ c na zawsze? Niesko´ nczona˛ ilo´ s´ c. Zawsze na zawsze. Jak wieczno´ s´ c to wieczno´ s´ c. Jak zawsze po przyje´ zdzie czekam, ˙ zeby przed wej´ sciem nabra´ c powietrza, ˙ zeby przetrwa´ c, gdy si˛ e zanurz˛ e, jakbym dawał nura pod wod˛ e, jakbym... ˙. Słycha´ Nagle drzwi otwieraja˛ si˛ e na o´ sciez c odgłos wdychanego gwałtownie powietrza. Powód´ z ´wiatła. W drzwiach Olga. Rozmawiaja˛ w progu. s ˙na˛ w Karol przyłapany w pół kroku, z torba˛ podróz ´, ale Olga przytrzymuje go w gar´ sci. Chce wej´ sc ˙eby wej´ sciu; gdy tylko Karol pochyla si˛ e, z ˙y´ złoz c torb˛ e na podłodze, Olga podrywa go kolejna˛ fraza˛ - troch˛ e jak w burlesce. OLGA Wszystkich pobił. Wszystkich! Trzech dorosłych m˛ e˙ zczyzn. Lekarze fruwali po sali. Nie mogli mu da´ c rady... jednemu trzeba było zało˙ zy´ c dziewi˛ e´ c szwów na głowie... Przecie˙ z ju˙ z nigdy nie wpuszcza˛ go do szpitala... I gdzie umrze...?


11.

KAROL Mamo... OLGA Przypi˛ eli go pasami! KAROL Ju˙ z jestem... OLGA A ten ˙ ze wszystko widzi jasno: Europa stoi na czterech filarach: Napoleon, Hitler, Stalin i Putin. A mi˛ edzynarodowy spisek podkopuje te filary, ˙ ze nie da si˛ e zakneblowa´ c, ˙ ze wszyscy nale˙ za˛ do spisku, lekarze, piel˛ egniarze.... i ja teeee˙ z... KAROL Niedotlenienie... OLGA To w nim siedziało, siedziało i wylazło... spisek to spisek krzyczał... szarpał spisek wył... Olga gwałtownie milknie, łapie dech. Karol znów ´. próbuje wykorzysta´ c moment i wej´ sc KAROL Naprawd˛ e niedotlenienie... OLGA Przysi˛ egałam, a on ˙ ze wszystko przeze mnie, tak krzyczał, ˙ ze przeze mnie, ˙ ze to naprawd˛ e przeze mnie...I on krzyczał a ja słabłam, tak zakrzyczał, ˙ ze zasłabłam i co´ s we mnie chrupn˛ eło, i nie mog˛ e si˛ e schyla´ c. ´ do Karol chce wykorzysta´ c moment i wej´ sc mieszkania, stawia torb˛ e na podłodze. Próbuje ˙ próbuje, ale obja´ ˛c Olg˛ e, przytuli´ c. Olga tez poddaje si˛ e przymuusowi mówienia. OLGA I ty te˙ z nale˙ zysz do spisku KAROL Wiem, wiem, mamusiu.., OLGA A wi˛ ec tłumacz˛ e mu tłumacz˛ e, a on nic... KAROL Tak wiem... OLGA ˙e miło´ ...z s´ c i zbawienie... a on nic. Zamknał ˛ si˛ e, zatrzasnał ˛ razem z tym spiskiem, w spisku si˛ e zatrzasnał ˛ ze spiskiem i walczy z nim w sobie, w


12.

OLGA ´ srodku si˛ e zmaga i tylko j˛ ek słycha´ c...Mój j˛ ek, bo mi chrupn˛ eło, chrupn˛ eło gdzie´ s w ´ srodku i nie mog˛ e si˛ e schyla´ c KAROL To minie... OLGA Mnie, mnie.. Spisek w nim utknał, ˛ a on zaniemówił...a teraz tylko drzwi krzyczy, drzwi zamkna´ ˛c. KAROL Wyjdzie z tego... OLGA Z siebie, ˙ zeby z siebie wyszedł, ze spisku si˛ e wydostał KAROL Wszystko ju˙ z załatwiłem... b˛ edzie pomoc, załatwione, ju˙ z załatwione... Milczenie. OLGA ...rozmawiałe´ s z ksi˛ edzem. Dobry Bo˙ ze KAROL Za wszystko zapłac˛ e. OLGA Ksiadz ˛ bierze co łaska. KAROL Bez łaski. Przyjdzie kto´ s... piel˛ egniarka. Piel˛ egniarka jest niezb˛ edna. OLGA Piel˛ egniarka? KAROL Piel˛ egniarka... z Ukrainy Cisza. OLGA Z Ukrainy. KAROL Z Ukrainy Ukrainka. OLGA A co ze mna? ˛


13.

KAROL Przecie˙ z nie mo˙ zesz si˛ e schyla´ c. OLGA Kto ci powiedział? KAROL Ty, mamusiu. Cisza. KAROL Przeczytasz wszystkie nieprzeczytane ksia˛˙ zki. B˛ edziesz odpoczywa´ c. A mo˙ ze spisałaby´ s wspomnienia. OLGA I na sam koniec przylezie jaka´ s Ukrainka. I taka ma by´ c puenta... KAROL Ona jest dyplomowana˛ piel˛ egniarka. ˛ OLGA Ale ja ju˙ z wszystko sobie zaplanowałam. Sprowadziłam specjalne łó˙ zko i fotel na kółkach KAROL Zadbaj o siebie OLGA A jak ojciec umrze? KAROL Mamusiu... OLGA Chyba nie chcesz powiedzie´ c, ˙ ze nie umrze.. KAROL Mamusiu... Ona jutro b˛ edzie.. OLGA I to ona mu zamknie oczy? Odprowadzi? Ona? Nie zabieraj mi tego, nie zabieraj mi jego choroby, nadziei mojej, ˙ zycia naszego wiecznego. Nagle z gł˛ ebi mieszkania słycha´ c przeciagły, ˛ NIEARTYKUŁOWANY ryk Stefana. ´. Drzwi zamykaja˛ si˛ e z trzaskiem. Zapada ciemno´ sc


14.

3. ´. Ponownie słycha´ Ciemno´ sc c odgłos chwytanego łapczywie powietrza. GŁOS STEFANA Drzwiiiiiiii! GŁOS STEFANA Zamknij, strasznie ciagnie. ˛ GŁOS OLGI Trzeba przewietrzy´ c... taki zaduch GŁOS STEFANA Odkad ˛ pami˛ etam, katujesz mnie przeciagami. ˛ GŁOS OLGI Zdrowie GŁOS STEFANA To natr˛ ectwo, jak mycie rak. ˛ Nigdy nie jest do´ s´ c wywietrzone, a r˛ ece nigdy do´ s´ c czyste. Nie znosz˛ e, nie znosz˛ e... Kosmos tak dyszy GŁOS OLGI Ciesz si˛ e, ˙ ze oddychasz, Bóg tchnał ˛ w człowieka dusz˛ e. GŁOS STEFANA I przesadził, zrobił si˛ e przeciag. ˛ W trakcie monologu Stefana, rozja´ snia si˛ e. ˙y nieruchomo na łóz ˙ku, ale nie porusza Stefan lez ustami. GŁOS STEFANA Ciagnie, ˛ nawet jak wiatru nie ma. Skrada si˛ e i wciska bezszelestnie. Potem wlecze swój ogon, wlecze, wlecze ... I Dopada. Byle odsłoni˛ ety kawałek skóry, przenika do ko´ sci... I teraz widz˛ e, ˙ ze ten przeciag ˛ jest gorszy od raka, nawet od wylewu. Teraz widz˛ e, ˙ ze n˛ ekał mnie od urodzenia, te ciagłe ˛ przezi˛ ebienia. Ledwo wyskoczyłem na ´ swiat, utknałem ˛ mi˛ edzy jedna˛ czarna˛ dziura˛ a druga, ˛ i odkad ˛ pami˛ etam wieje, zionie, z jednej strony porywa, z drugiej zasysa, tu ´ pcha, tam wciaga... ˛ swiat jest przeciagiem. ˛ Jak na Marsie, tam ju˙ z wszystko wywiało i tylko wiatr hula, niedługo sam si˛ e wywieje, unicestwi, samobójczy przeciag ˛ i b˛ edzie cisza, ale ju˙ z nikt nie b˛ edzie jej słyszał...Ciagnie ˛ w ka˙ zdej sekundzie, mi˛ edzy było a b˛ edzie, mi˛ edzy tu i tam... ciagnie ˛ mi˛ edzy komórkami, z tkanki do tkanki, z narzadu ˛ do narzadu. ˛ I wieje przeze mnie na przestrzał. Czuj˛ e ten ciemny korytarz, tunel zawiany. Dra˛˙ zy mnie na wylot. Jakie to szcz˛ e´ scie, ˙ ze mam majtki, do cna by mnie przewiało. Miała racj˛ e babcia, gdy mówiła nie otwieraj ust, gdy


15.

GŁOS STEFANA jeste´ s nagi. Nie, nie b˛ edzie mnie nikt przewijał. Nie b˛ edzie wiatr we mnie hulał. Okno albo drzwi. Słycha´ c trza´ sni˛ ecie drzwiami. GŁOS OLGI Nie zamykaj, nie zamykaj, całe ˙ zycie kazałe´ s mi zamyka´ c. A ja otwierałam, otwierałam. Słycha´ c oddech przestrzeni. GŁOS STEFANA Zamknij! I tak od urodzenia. Jak tylko matka rozło˙ zyła nogi i zacz˛ eła krzycze´ c. Wskoczyłem w przeciag. ˛ Nie mogłem złapa´ c tchu, a˙ z zaskoczyłem, i si˛ e zacz˛ eło, zacz˛ eło wia´ c. Słycha´ c trza´ sni˛ ecie drzwiami. GŁOS OLGI To Bóg, Bóg tchnał. ˛ GŁOS STEFANA Przedmuchał na wylot. Boskie wzd˛ ecie. Mo˙ ze zreszta˛ wzd˛ ecia sa˛ tylko próba˛ powrotu do boskiego tchnienia, niepowstrzymanego. Człowieka jako istoty boskiej, wi˛ ec wolnej, nie mo˙ zna dmucha´ c wyłacznie ˛ z jednej strony. Jest otwarty z obu ko´ nców. Jeste´ smy doro´ sli, artykulacji ust odpowiada artykulacja zwieracza. Słycha´ c trza´ sni˛ ecie drzwiami. GŁOS OLGI Nie zamykaj. Bóg ci˛ e kocha. Słycha´ c oddech przestrzeni. GŁOS STEFANA Zamknij. Bóg jest przeciagiem, ˛ Bóg dmucha mnie. Słycha´ c trza´ sni˛ ecie drzwiami. GŁOS OLGI Bóg kocha, miłuje ci˛ e, a twoja dusza ´ spiewa. A Karol? Pami˛ etasz? Gdy si˛ e urodził, nie oddychał! Przyło˙ zyłe´ s wargi do jego ust sinych. Tchnałe´ ˛ s w niego powietrze. Słycha´ c oddech przestrzeni. GŁOS STEFANA I od razu rozdarł jap˛ e. GŁOS OLGI Otwórz, prosz˛ e. A dusza?


16.

GŁOS STEFANA Pustka GŁOS OLGI A wszech´ swiat? GŁOS STEFANA Pustka GŁOS OLGI A sens? GŁOS STEFANA Tylko bez insynuacji. Słycha´ c trza´ sni˛ ecie drzwiami. GŁOS OLGI Ja niczego nie insynuuj˛ e. Nie zamykaj, otwórz. Słycha´ c oddech przestrzeni. GŁOS STEFANA I tylko wewn˛ etrzny huragan, ustawiczne wzd˛ ecie. Mo˙ ze w ogóle jestem kosmicznym instrumentem d˛ etym, fletem czy tuba? ˛ Grzmi˛ e czy piszcz˛ e? Podmuch ciagnie ˛ przeze mnie. Ciagnie ˛ i nap˛ edza p˛ edem niepowstrzymanym, pragnie wypełnienia. A ja nie mog˛ e si˛ e zamkna´ ˛c. Emituj˛ e d´ zwi˛ eki, artykułuj˛ e, sam z siebie, czy dla siebie, chc˛ e mówi´ c czy chc˛ e si˛ e słysze´ c. Nawet nie wiem, czy chc˛ e. W zamkni˛ eciu jestem bardziej własny. Zamknij, zamknij! My´ sl˛ e, ˙ ze ju˙ z dawno temu powinni´ smy si˛ e rozwie´ s´ c! Słycha´ c trza´ sni˛ ecie drzwiami.


17.

4. ´wiatło. Stefan na łóz ˙ku przed duz ˙ym S ˙nej. Bez głosu. U telewizorem: mecz piłki noz wezgłowia pojawia si˛ e Olga. OLGA Liga Mistrzów? Kto wygrywa? (cisza) Odpowiedz, prosz˛ e odezwij si˛ e do mnie (cisza) Czy ty w ogóle wiesz kto gra? Stefan nie odpowiada, słycha´ c jego nieartykułowany d´ zwi˛ ek


18.

5. ´. Ciemno´ sc GŁOS STEFANA Nie, nie wiem, ale tam taka zielona łaka ˛ była.


19.

6. OLGA Mam wspomina´ c, gdy on milczy, pisa´ c, gdy nie da si˛ e tkna´ ˛c, mówi´ c, gdy nie odpowiada i otwiera´ c, gdy on zamyka. ˙aco, Moje wspomnienia? Ju˙ z wszystkie spisane, na biez ˛ w jego ksia˛˙ zkach, które redagowałam. Nasza komunia dusz w dwudziestu siedmiu tomach dzieł zebranych. Sama jestem wspomnieniem i ju˙ z tylko czekam na ostateczna˛ przemian˛ e KAROL Nie mo˙ zesz przy nim warowa´ c, odpocznij. Nie mo˙ zesz by´ c siostra˛ miłosierdzia, piel˛ egniarka˛ i fizjoterapeutka. ˛ OLGA A kim, a kim mam by´ c? KAROL Soba. ˛ OLGA Kto sprawdzi, czy zasnał, ˛ a kto czy ju˙ z si˛ e obudził? KAROL Piel˛ egniarka. OLGA Nie ma mowy. KAROL Nie ustapi˛ ˛ e. Nie dasz rady. Cisza. OLGA Ale to ja zamieszkam obok. KAROL Mamo. OLGA Obok m˛ e˙ za. To moje miejsce. KAROL Jak chcesz. Milczenie OLGA Sen znów uciekł W chwili słabo´ sci


20.

W godzin˛ e ´ smierci Nad ranem Sztukuj˛ e na wznak Ksia˛˙ zka˛ Przymusowe czuwanie Jak w ˙ zyciu wiecznym Amen


21.

7. ´. Ciemno´ sc GŁOS STEFANA Drzwiiii!!!! ´ stopniowo si˛ Ciemno´ sc e rozja´ snia. Stefan na ˙ku. Wokół niego krzata łóz ˛ si˛ e młoda dziewczyna, bardzo ładna, pociagaj ˛ aca, ˛ mocna. To Liza. Stefan wodzi za nia˛ spojrzeniem odwraca głow˛ e etc. GŁOS STEFANA Skad ˛ si˛ e to wzi˛ eło, zupełnie jakbym miał w ´ srodku szyb wentylacyjny... Gdybym był pierwotniakiem... który nie ma ani wn˛ etrza, ani zewn˛ etrza. Jakie to byłoby proste, brakuje mi tej prostoty. Jedno rozmno˙ zyło si˛ e w wielo´ s´ c komórek i potem niefortunnie si˛ e zwin˛ eło tworzac ˛ wn˛ etrze, utraciło prostot˛ e, oczywisto´ s´ c, cnot˛ e utraciło... Zdrada! Chciała pochłona´ ˛c ´ swiat, ale nie mogac ˛ go pochłona´ ˛c musiała przepu´ sci´ c dalej. I tak ´ swiat zacz˛ eły zaludnia´ c wydra˛˙ zone stworzenia, targane kosmicznymi przeciagami...a ˛ na ko´ ncu czarna dziura, zasysa wszystko, nawet to co powiem, bo sama jest jak moje otwarte usta... Jest tak czarna, ˙ ze a˙ z ´ swieci, ´ swiatłem, którego nie ma, zimnym, niewidzacym, ˛ które niczego nie o´ swietla a wzrok przyciaga, ˛ wysysa. Jest jak przeciag... ˛ Wi˛ ec zamkna´ ˛c, zamkna´ ˛c trzeba, drzwi i usta. ˙ka ze s ˙a˛ ´wiez Tymczasem Liza podchodzi do łóz ˙ pidzama. ˛ Próbuje odsłoni´ c kołdr˛ e, ale Stefan prztrzymuje ja˛ od wewnatrz. ˛ Przez chwil˛ e mocuja˛ ˙am˛ si˛ e. W ko´ ncu Liza zostawia pidz e i odchodzi od ˙ka kontynuujac ˙ka stoi łóz ˛ krzatanin˛ ˛ e. Obok łóz fotel na kółkach. Liza krzataj ˛ ac ˛ si˛ e pod´ spiewuje. To trwa dłu˙ zszczy czas. STEFAN Na Ukrainie te˙ z tak wieje? Liza upuszcza serwetki. Odwraca si˛ e zdumiona. Mówi z silnym ukrai´ nskim akcentem. LIZA Pan mówi! Milczenie. STEFAN Czasami. Wi˛ ec wieje?


22.

LIZA Czasami. STEFAN Wieje szeroko, nie tak jak tu w Polsce, w tej strasznej rynnie mi˛ edzy Karpatami a Bałtykiem. W Warszawie wieje jako´ s ciasno i bezdusznie... A ty ze stepów. LIZA Ostatnio mieszkałam przy Zabkowskiej. ˛ STEFAN Na Zabkowskiej ˛ ko´ nczy si˛ e Europa, wieje, na Targowej łeb urywa. ´ciagna´ Liza podchodzi i ponownie próbuje s ˛ c kołdr˛ e, która˛ Stefan przytrzymuje. LIZA Niech pan pu´ sci. Pewne rzeczy trzeba po prostu zrobi´ c. Trzeba umy´ c, wysika´ c, nakarmi´ c, porozmawia´ c, wła´ snie w takim porzadku ˛ i wtedy jest si˛ e czego trzyma´ c. STEFAN Ja sam... sam, zostaw... Ładnie mówisz....(Liza wzrusza ramionami i zajmuje si˛ e krzatanin ˛ a˛ w gł˛ ebi) Przepuszczasz przez siebie, ten odwieczny przeciag. ˛ Spazmatycznie zaciskasz gardło i jest twarde "h", ale nie masz ju˙ z siły i rozlu´ zniasz, zm˛ eczony j˛ ezyk w tylnej cz˛ e´ sci odsuwa si˛ e od podniebienia mi˛ ekkiego i masz "k". Po chwili znowu go przyciskasz, ale ju˙ z w górnej cz˛ e´ sci i wychodzi ci piskliwie "i", i wtedy reflektujesz si˛ e, ˙ ze jeste´ s bezradny, ˙ ze tak naprawd˛ e ´ walczysz z wewn˛ etrzym przeciagiem ˛ swiata i próbujesz uło˙ zy´ c j˛ ezyk tak, by z piskliwiego "i" wyszła rezygnacja, wi˛ ec osuwa si˛ e ono w "j", ale tu ju˙ z pobrzmiewa bagatelizacja. ˛ A potem im bardziej do przodu, tym wi˛ eksza swoboda, pozorna swoboda. Wydaje ci si˛ e, ˙ ze mo˙ zesz si˛ e bawi´ c, pokrywasz wi˛ ec zabawa˛ swoja˛ bezradno´ s´ c, gdy przednia cz˛ e´ s´ c j˛ ezyka, wargi, z˛ eby to stykaja˛ si˛ e to rozsuwaja˛ i emitujesz te swoje szeregi labialnych, syczacych, ˛ szeleszczacych ˛ w wersjach d´ zwi˛ ecznych i bezd´ zwi˛ ecznych...te wszystkie "r", "l", "sz", "˙ z", to przykładasz j˛ ezyk do z˛ ebów, to go odsuwasz, zaciskasz szcz˛ eki, samogłoski nosowe obracasz w ustne i na odwrót i udajesz, ˙ ze nad tym panujesz, a w sumie ledwie pokrywasz swoja˛ bezradno´ s´ c, bo kosmicznego przeciagu ˛ i ziejacej ˛ za nim pustki i tak nie powstrzymasz. Artykulacja to tylko próba zapanowania nad odwiecznym przeciagiem...I ˛ te artykulacje przybieraja˛ rozmaita˛ posta´ c. Szeleszczac ˛ a˛ i syczac ˛ a, ˛ jak u Polaków, którzy panuja˛ nad przedciagiem ˛ tak jakby chodzili jesienia˛


23.

STEFAN po zeschni˛ etych li´ scisch, nosowa, ˛ jak u Francuzów, co nawet wida´ c po ich nosach, szcz˛ ekowa, ˛ jak u Anglików, którzy chcac ˛ zapanowa´ c nad kosmicznym przeciagiem ˛ wywijaja˛ na wszystkie strony ˙ zuchwami. Mowa zapomina t˛ e bezradno´ s´ c, poezja ja˛ odsłania, dlatego mo˙ ze tak bliska jest milczeniu i w swoich najwybitniejszych osiagni˛ ˛ eciach tak bliska jest pustki. Rozp˛ edziłem si˛ e, pustka dra˛˙ zy mow˛ e i rozrasta si˛ e nieobliczalnie jak ameba. A Ukrai´ ncy? LIZA Co? STEFAN Mo˙ ze ´ spiewaja. ˛ LIZA ˙dy z osobna na Tak, dumki. Na cztery glosy, kaz cztery... Espumissan panu pomo˙ ze. STEFAN Co to jest? LIZA Na wzd˛ ecia. STEFAN Nie mam wzd˛ e´ c. LIZA Mówił pan co´ s o zwieraczach i artykulacji... STEFAN Nie przypominam sobie. LIZA Tak, i ˙ ze od tchnienia do mowy, i od mowy do ´ swiatła... Espumissan jak nic. STEFAN Id´ z ju˙ z, id´ z. Wyno´ s si˛ e. Liza kładzie na stoliczku tabletki i wychodzi. ´wiatło, zostaje tylko mała lampka Ga´ snie górne s ˙ku. Stefan zapuszcza r˛ przy łóz ek˛ e pod koldr˛ e, podnosi ja˛ i z j˛ ekiem obrzydzenia opuszcza. STEFAN Fabryka gówna. Przesiada si˛ e niezdarnie na wózek, zgarnia ˙am˛ ˙dz ˙a na wózku. pidz e i wyjez


24.

8. ´. Dwzonek do drzwi, bardzo gło´ Ciemno´ sc sny, natarczywy, niezno´ sny. W ko´ ncu błyska jasny prze´ swit otwartych drzwi. W prze´ swicie pojawia si˛ e Olga. Stoi o kulach, robi kilka niezdarnych kroków. OLGA ˙ama. Ta w kratk˛ Pidz e, ale poci˛ eta w paski. Kochany mój ze wstydu wcisnał ˛ do muszli. Kochany mój, wstyd zatkał obsrany i zamknał ˛ kosmiczny obieg. Zatkał. I przyszła powód´ z. ˙ Ze a˙ z sasiada ˛ spod dwunastki zalało. Ten w´ sciekł si˛ e, i mnie jak ´ swi˛ ety Michał diabła, jak ´ swi˛ ety Michał diabła mnie od stóp do głów, i co gorsza wsiadł na nasza˛ polis˛ e. I smród, smród nieziemski, kosmiczny, jak diabelskie tchnienie. Bo˙ ze jedyny... Choroba próba ostatnia i prosta jak droga za nia˛ brama dusz komunia Bo˙ ze jedyny ´ Nie zabieraj mi tej choroby. Zastrzyk czuło´ sc serdeczna, zupka dietetyczna wiekuista pamiatka, ˛ basen, kaczka, duszy wspólne zmartwychwstanie i jedno´ s´ c w pampersie na wieki. Mój, jedyny. Wyciemnienie.


25.

9. ´niadanie. Na scenie nie ma łóz ˙ka. Stefan na S wózku przy niewielkim stoliku. Olga przy nim, obok niej kule. Liza podaje do stołu. STEFAN Nie lubiłem tych naszych ´ sniada´ n. OLGA Jak mo˙ zesz... STEFAN Gdy siadali´ smy naprzeciwko siebie z samego rana i ty ´niło, jak od razu dopytywała´ s, bien dormi, co mi si˛ e s spałem. OLGA Przecie˙ z wiesz, jak lubi˛ e sny. STEFAN Tak, ale wbijała´ s si˛ e we mnie spojrzeniem tak, tak jako´ s na wylot. OLGA My´ slałem, ˙ ze tak lubisz. Sam przecie˙ z patrzysz na kobiety tak, jakby´ s przez ich ´ zrenice widział kolor ich majtek. STEFAN To co innego. OLGA Na mnie te˙ z tak patrzyłe´ s... STEFAN To co innego... Przy ´ sniadniu czułem si˛ e nagi od ´ srodka, pod tym spojrzeniem czułem si˛ e pustka˛ nico´ scia.... ˛ nawet nie dawała´ s mi szansy, ˙ zebym si˛ e napełnił. OLGA Ale˙ z dlatego jedli´ smy ´ sniadanie. STEFAN Tak, a pó´ zniej si˛ e wypró˙ zniali´ smy, cho´ c ty udawała´ s, ˙ ze nic z tych rzeczy. Nie miałem szans, ˙ zeby t˛ e pustk˛ e rozpozna´ c. To jest co´ s tak intymnego, pierwotnego... Uciekłem przed tym. Uciekłem w podwiazki, ˛ staniki, majtki... fetysze intymno´ sci. OLGA Podwiazek ˛ nie nosiałam... STEFAN Ale nosiła´ s majtki.


26. OLGA Niczego nie udawałam. STEFAN Udawała´ s. Udawała´ s, ˙ ze dama nie wydala. OLGA Stefan, prosz˛ e. STEFAN ˙ Ze jeste´ s, powiedzmy, sterylna, jeste´ s z piany morskiej. OLGA Stefan, nie musisz. Naprawd˛ e nie musisz. STEFAN Musz˛ e, musz˛ e i chc˛ e. OLGA Byli´ smy jednym oddechem. STEFAN Tak, i zassała´ s mnie, kompletnie mnie zassała´ s... naprawd˛ e nie rozumiesz o czym mówi˛ e? Dopiero teraz u´ swiadamiam sobie, ˙ ze wydra˛˙ zeni ludzie to ˙ zadne odkrycie, to stan pierwotny, człowiek nigdy nie był pełny, podobnie jak ˙ zadne ˙ zywe stworzenie, ach gdybym to wiedział kiedy´ s! Na samym poczatku, ˛ ale ty to wszystko udaremniała´ s, maskowała´ s. Nie dała´ s mi szans... OLGA Pełne sa˛ rzeczy, kamienie, mo˙ ze drzewa, ale to i tak nie jest pewne, mo˙ ze pantofelki. STEFAN Nikt mnie nie wydra˛˙ zył, zawsze byłem pustka... ˛ OLGA Nie mów tak. STEFAN Pustka to mój stan pierwotny i tylko to mnie łaczy ˛ z Bogiem. Nico´ s´ c. I dopiero teraz to wiem, gdy ju˙ z nic z tym nie mog˛ e zrobi´ c. Bo zasłaniała´ s przede mna˛ t˛ e pustk˛ e. Tym wszystkimi fatałaszkami. Udawała´ s, ˙ ze jej nie ma. Na tym polega twoja intymno´ s´ c. Podchodzi Liza. Podaje Stefanowi tabletk˛ e. ten ˙nie usta jak do komunii. otwiera naboz OLGA Ol´ sniło ci˛ e, bo ja˛ przywiało, tak? Słycha´ c dzwonek u drzwi. Olga chce jeszcze odpowiedzie´ c, ale nagle rezygnuje. Wstaje, niezgrabnie si˛ e zbiera i ko´ slawo wychodzi.


27.

STEFAN Tłumaczy Lizie. Człowiek jest istota˛ pneumatyczna. ˛ Nie mog˛ e tego nie uzna´ c, nie mog˛ e wyrzec si˛ e tej pustki, nie mog˛ e zaprzeczy´ c, ˙ ze ona mnie przenika i ˙ ze ja ja˛ zamieszkuj˛ e. Nigdy przez my´ sl mi nie przeszło, ˙ ze moja architektura to aran˙ zowanie pustki. Zawsze my´ slałem, ˙ ze budowla to trwało´ s´ c, gwarancja wieczno´ sci i pełnia. To infantylne, ale dopiero teraz widz˛ e, ˙ ze jest afirmacja˛ pustki, która mnie samego przenika... Je´ sli ja jestem istota˛ pneumatyczna, ˛ to katedra ma warto´ s´ c fletu, piszczałki, w najgorszym razie gwizdka. Wi˛ ec dmucham, gwi˙ zd˙ z˛ e, poddaj˛ e si˛ e, nie stawiam oporu wieczno´ sci, gwi˙ zd˙ z˛ e na nia˛ i roz´ smieszam ja˛ do rozpuku, stajac ˛ si˛ e jej sprzymierze´ ncem..., niech wieje, niech wieje... niech gwi˙ zd˙ ze i niech si˛ e mówi, teraz wiem, dlaczego w ogóle pisałem, niech si˛ e mówi... nawet je´ seli nie wiadomo dokad... ˛ wła´ sciwie, skad ˛ dokad ˛ si˛ e mówi... Wyciemnienie.


28.

10. OLGA W prze´ swicie drzwi. Jakie paczki?! Nie przyjmuj˛ e. Co za paczki? Nie zamawiałam. To pomyłka. Trzeba było zadzwoni´ c, uprzedzi´ c. Taka tu nie mieszka. Nie ten adres. Pomyłka, pomyłka, pomyłka. Tak si˛ e nie robi. To niedopuszczalne. To przecie˙ z tylko piel˛ egniarka. Nie pozwol˛ e. Nie zna oporu, wciska si˛ e wsz˛ edzie, przenika, mieszkania nie poznaj˛ e, gdy omiecie je wzrokiem, łazi mi po skórze, zaglada ˛ pod powieki, pod paznokciami ja˛ czuj˛ e... Piel˛ egniarka... Przerywa, nasłuchuje. OLGA Piel˛ egniarka...nie..., to nie piel˛ egniarka...nie tak, nie tak si˛ e obejmuje chorych. ˙ Zadnej czuło´ sci. Jak kawałek drewna, to chwyt drwala, nauczyła si˛ e pewnie w tajdze albo w stepie. Połamie mu r˛ ece, przetraci ˛ kr˛ egosłup. Jezu, zaraz go upu´ sci, jakby siły nie miała, a je za dwie, a obie r˛ ece lewe. Gdzie ja˛ tak nauczyli.... tak si˛ e wbija gwo´ zdzie, Jezu miłosirny! Zastrzyk! Bo˙ ze drogi, to sztuka, do tego trzeba intuicji, jak w miło´ sci. Trzeba zna´ c miejsce, wiedzie´ c kiedy i gdzie dotkna´ ˛c, nacisna´ ˛c, wej´ s´ c. Zawsze wkłuwałam si˛ e czule, tak lubił moje zastrzyki... On t˛ eskni za moimi zastrzykami... ´miechu. Olga Słycha´ c wybuch podwójnego s nasłuchuje Jak ona ´ smie? Jak ona ´ smie si˛ e ´ smia´ c? Rozdziewa t˛ e ukrai´ nska˛ jap˛ e i wieje na wylot, przez nia˛ te˙ z, wieje, wieje. Z czego ona si˛ e ´ smieje, przecie˙ z Stefan ˙ kona. Jak mozna... (słycha´ c pojedynczy wybuch ´miechu). Zaraziła go, zaraziła. On te˙ m˛ eskiego s z si˛ e ´ smieje. I z czego tak? Z czego on si˛ e ´ smieje...? (nasłuchuje) Razem si˛ e ´ smieja, ˛ bezwstydnie razem si˛ e ´ smieja˛ raz on raz ona i znów razem, wszystko jej wida´ c z˛ eby, j˛ ezyk, j˛ ezyczek i dalej, dalej...o czym oni si˛ e ´ smieja? ˛ ´piew Lizy. Olga nasłuchuje. Słycha´ c s ´ Spiewa. Do głosu Lizy dołacza ˛ głos Stefana. Unisono. I On ´ spiewa... Dlaczego nie jest mu smutno? To nieprzyzwoite. Zdradza mnie, całym swoim ˙ zyciem. I ´miechu) Nie umieraniem mnie zdradza. (słycha´ c wybuch s mog˛ e tego słucha´ c. Do´ s´ c! Do´ s´ c!


29.

Olga ku´ stykajac ˛ rusza przed siebie. Wyciemnienie.


30.

11. ´wiatło. Olga o kulach. Zaskoczenie. Pusta S scena. OLGA Stefan! Stefan! Jezu....! Gdzie si˛ e podziałe´ s? Gdzie sa˛ wszyscy? ˙a na stoliku kartk˛ Olga zauwaz e. Podchodzi. Podnosi kartk˛ e i czyta. Po chwili wybucha płaczem. OLGA Na spacer... na spacer poszli. Na wiatr go zabrała, na przeciag. ˛ Jezu!


31.

12. ´. Pozwoli rozja´ Ciemno´ sc snia si˛ e niejasnym szerokim pasmem. W prze´ swicie drzwi stoi naga posta´ c. To Liza. Starannie nakłada na nogi pian˛ e i goli je. Nast˛ epnie nakłada pian˛ e na łono i goli. Opodal na wózku inwalidzkim pojawia si˛ e ˙sza˛ chwil˛ Stefan. Przez dłuz e przyglada ˛ si˛ e. STEFAN Jakich ˙ zyletek u˙ zywasz? OLGA Teraz no˙ zyków, ale zawsze marzyłam, ˙ zeby goli´ c si˛ e brzytwa. ˛ STEFAN To tak jak ja. OLGA Obserwowałam ojca, jak to robi. Jeszcze na Ukrainie. Lubił to. STEFAN Goli´ c si˛ e? OLGA Nie. Pokazywa´ c jak si˛ e goli. STEFAN Ja te˙ z. OLGA Lubi pan pokazywa´ c? STEFAN Nie, lubi˛ e patrze´ c. Liza zamiera. Jest zmieszana. Milczenie. LIZA I pomogło? STEFAN Co? LIZA No... na przeciagi. ˛ STEFAN My´ slisz, ˙ ze espumissan wszystko załatwi? LIZA Co niby?


32.

STEFAN No t˛ e czczo´ s´ c i tak dalej... przeciagi ˛ LIZA B˛ edzie panu łatwiej, tylko nie mo˙ zna przesadzi´ c, bo z wypró˙ znieniem b˛ eda˛ kłopoty. STEFAN Pró˙ znia... Nie mo˙ zna jako´ s inaczej? LIZA Niby jak? Ałłł, zaci˛ ełam si˛ e. Wyobra˙ za pan sobie? STEFAN Nawet nie pytaj... na półce jast ałun... pomog˛ e Stefan rusza w jej stron˛ e. LIZA Nie trzeba. Ja sama. Pojawia si˛ e Olga. Chodzi o kulach. Liza znika za zamykajacymi ˛ si˛ e drzwiami. OLGA Widziałe´ s jej brzuch? STEFAN Pewnie. OLGA Wiedziałam. Który to miesiac? ˛ STEFAN Poczatek ˛ listopada. OLGA Wyglada ˛ na piaty. ˛ STEFAN Piaty ˛ to maj. OLGA Stefan, co ty? STEFAN Zapatrzyłem si˛ e. OLGA Zapatrzyłe´ s? STEFAN Brzuch jej złoty jak ksi˛ e˙ zyc... OLGA Zapatrzyłe´ s si˛ e, ˙ ze a˙ z poszła jej krew.


33.

STEFAN Trysn˛ eła. OLGA I kiedy to... pewnie na spacerze... STEFAN Wiatr był. OLGA A ja˛ pewnie zawiało, a potem wzd˛ eło. STEFAN Nawet nie... jako´ s ucichło. OLGA Kr˛ ecisz, nigdy nie kr˛ eciłe´ s. Zawsze mówiłe´ s tak, tak, nie nie. Jak w Nowym Testamencie. STEFAN Ale w ten sposób niewiele da si˛ e powiedzie´ c. Wszystko si˛ e pokomplikowało i ja ju˙ z nie mog˛ e przesta´ c mówi´ c... Olga... poddałem si˛ e przeciagowi, ˛ tak lepiej. OLGA Nie kr˛ e´ c. To twoje dziecko. Nie wypieraj si˛ e. To twoje dziecko... STEFAN Dziecko? OLGA Trzeba ja˛ odprawi´ c. STEFAN Moje dziecko... OLGA Ju˙ z nie straszne ci przeciagi. ˛ Zatkałe´ s czarna˛ dziur˛ e... ale i tak ci˛ e zasysa, chocia˙ z dziura zatkana.... ´ swi´ nstwo, ´ swi´ nstwo.... co za dykcja! Co za artykulacja, zwieracze ci pu´ sciły. To ta poezja ci˛ e zn˛ eciła. I pewnie słowo ma si˛ e sta´ c ciałem... I jeszcze pewnie zechce zamieszka´ c mi˛ edzy nami. Nie zamieszka. Nie zamieszka. Milczenie. Wyciemnienie


34.

13. ´wiatło rozja´ Blade s snia drzwi wej´ sciowe do domu. Z mroku wyłania si˛ e mocno zacieniona posta´ c ˙czyzny w trenczu. To Karol. W jednej r˛ m˛ ez ece ˙na. Druga˛ r˛ torba podróz eka˛ ciagnie ˛ ogromna˛ walizk˛ e na kółkach. Z tyłu walizki rozbłyskuje ´wiatło stop. czerwona dioda - s KAROL ˙eby przed wej´ Zawsze po przyje´ zdzie czekam, z sciem nabra´ c powietrza, ˙ zeby przetrwa´ c, zanim si˛ e zanurz˛ e, zanim dam nura pod wod˛ e, zanim ... ale tym razem inaczej. Mama nie zadzwoniła... nie przebiła mi s˛ e przez uszy i mózg, nie wwierciła w najciemniejsze miejsca. A ja czekałem. Nie dała mi szansy. Najmniejszej. Ani chwili na jej uspokajanie, pocieszanie, bagatelizowanie. Ani chwili na odepchni˛ ecie, cho´ cby najl˙ zejsze. Czekałem, a˙ z si˛ e przez telefon rozhu´ sta, zasmarka i zacznie czka´ c... ale ona nie zaczkała, nawet nie zakwiliła. Nawet nie zadzwoniła. O zbawiennym łyczku wody nie było mowy. Łyczku wody na czkanie. My´ sl˛ e, zaczekam a˙ z zaczka. Czekam, ale ona nie czka. W ko´ ncu nie wytrzymałem. Karol czai si˛ e przed drzwiami. Po chwili wahania niepewnie je otwiera. Z wn˛ etrza wylewa si˛ e ´wiatło. Półmrok. Karol zatrzymuje si˛ mgliste s e w przej´ sciu. Stawia torb˛ e na podłodze, za chwil˛ e podnosi. Stawia, znowu podnosi, jakby w ten ˙adnego odzewu. sposób chciał co´ s sprowokowa´ c. Z Nikt go nie wita. Karol popycha drzwi: otwieraja˛ ˙. si˛ e na o´ sciez GŁOS OLGI Drzwiiii!!!


35. 14. ˙. Rozbłyskuje s ´wiatło. Drzwi otwarte na o´ sciez ˙ko, w którym na poczatku Wyłania si˛ e pokój: łóz ˛ ˙ał Stefan, nocny stolik. Opodal stoi fotel na lez kółkach. ˙y w łóz ˙ku. Olga lez OLGA Jestem taka chuda, ˙ ze nawet lekarz nie mógł mnie zbada´ c, nie mógł mi zrobi´ c EKG, ja w ogóle nie mam mi˛ e´ sni, co to jest, tylko czterdzie´ sci cztery kilo, elektroda nie ma nawet jak si˛ e utrzyma´ c. Przecie˙ z to straszne, ˙ ze elektroda nie mo˙ ze si˛ e utrzyma´ c na wdowie. KAROL Na wdowie? OLGA Tak synku, chciałam by´ c wdowa˛ w tych dniach ostatnich monitorowana. ˛ Wdowie EKG, EEG, ZUS, NFZ i wdowi Naj´ swi˛ etszy Sakrament... Kupiłe´ s, co chciałam? KAROL Czarna halka? OLGA Przecie˙ z nie ró˙ zowa. KAROL Mamusiu, tyle lat jeszcze przed toba. ˛ Jeszcze nie umierasz. OLGA Bo jestem wdowa. ˛ Opu´ scił mnie ukochany mój, jedyny. Odumarł. Nie mog˛ e go opłakiwa´ c w białych majtkach. KAROL Ale tata ˙ zyje... OLGA Wiem, ˙ ze trudno uwierzy´ c... KAROL Mamusiu... Jest na spacerze. OLGA ˙ tam? Ju˙ Juz z, ju˙ z.... Wi˛ ec ju˙ z przebił si˛ e na druga˛ stron˛ e. Przewiało go. Tak, znów ´ snił mi si˛ e, teraz ju˙ z zbawiennie w białej koszulce, taki, taki ´ swie˙ zutki... A tu jeszcze wiatr i spisek, z którym mnie zostawił, i ciało, co stało si˛ e słowem, przyleciało kamieniem, na ´ smier´ c zagadało i utkn˛ eło mi˛ edzy nami... Drzwi! Drzwi zamknij! Zamknij, bo jeszcze kogo´ s przywieje. Drzwiiii!


36.

KAROL Duszno, mamusiu. OLGA Ciagnie. ˛ Strasznie ciagnie. ˛ Drzwi zamykaja˛ si˛ e. OLGA Kl˛ eknij i módl si˛ e za dusz˛ e ojca swego, tu masz wszystko. ˙ku. Zaczyna czyta´ Karol kl˛ eka przy łóz c na głos. KAROL Mocz niprzejrzysty, barwa brazowa, ˛ pH 9,0 flaga H (high), ale to sa˛ twoje wyniki... OLGA Wczytaj si˛ e dokładnie... KAROL Glukoza nieobecna, Ketony 0,70 mmol/l, Urobilinogen 28 Bilirubina 1,5 mg, ´ sladowe ilo´ sci białka i leukocytów. MCH ´ srednia zawarto´ s´ c hemoglobiny w krwince czerwonej 25. Trombocyty - 900 000... OLGA To sygnał zakrzepów.... KAROL Karol kr˛ eci z niedowierzaniem głowa. ˛ Jest poruszony. Leukocyty 7,1 Erytrocyty 5,2 Hemoglobina 8, Hematokryt 31 Wska´ zniki płytkowe niemo˙ zliwe do oznaczenia (wstrza´ ˛sni˛ ety) Co to znaczy,˙ ze wska´ zniki płytkowe sa˛ niemo˙ zliwe do oznaczenia? OLGA Kr˛ eci bezradnie głowa. ˛ Nie ma złudze´ n... Ten ´ swiat nie przetrwa. KAROL Z trudem tłumi płacz. Neutrofile 9 tysi˛ ecy Limfocyty 0,89 Monocyty 0,15 Eozynofile 0,02


37. KAROL Neutrofile 89 Bilirubina całkowita 38 Fosfataza zasadowa 310 Amylaza w surowicy ‘6 ˙na dowolnie wydłuz ˙y´ Ten katalog moz c korzystajac ˛ ˙ko chorego z wyników analiz lekarskich ci˛ ez człowieka (o ile ma si˛ e takowego na składzie). ˙ w ko´ Czyta coraz ciszej, az ncu tylko porusza ˙ go nie słycha´ ˙ tylko ustami. Gdy juz c i gdy juz porusza ustami, Olga zaczyna mówi´ c. OLGA W miar˛ e jak Olga rozwija swój monolog w tle ˙dz ˙onego nieba pojawia si˛ e mapa rozgwiez dynamiczna, z pulsujacymi ˛ gwiazdami i zwijajacymi ˛ si˛ e galaktykami. To morfologia ´ swiata, synku. Jest w tym przesłanie twojego ´ swi˛ etej pami˛ eci ojca. Przesłanie dla mnie, dla ciebie, dla wszystkich. Te liczby to harmonia sfer... kardiogram ´ swiata, poziom elektrolitów, saturacja, krwawienia, ropnie, zwapnienia... Eozynofile 0,02, Neutrofile 89, ropnie galaktyczne, przetoki i bajpasy Mlecznej Drogi, rak jajników Andromedy i wyrostek robaczkowy Magellana, a na ko´ ncu czarna dziura. Karol podnosi głow˛ e. Chwyta Olg˛ e za r˛ ek˛ e i przyciska do ust. W tym momencie dostrzega ˙dz ˙one niebo i patrzy, jak urzeczony. W rozgwiez ko´ ncu zasypia. ... Pami˛ etasz t˛ e sasiadk˛ ˛ e? Jaki´ s czas temu zalali´ smy jej mieszkanie. Miała raka narzadów ˛ rodnych... ale umarła na co innego... Była taka spuchni˛ eta. Pod szyja. ˛ I ju˙ z nikogo nie poznawała. On umarł przed nia. ˛ Tak si˛ e nia˛ opiekował. Ale˙ z go nienawidziła. A on nawet bielizn˛ e prasował i tak, o tak ja˛ przynosił, równiutko poukładana, ˛ wyprasowana. ˛ Był ni˙ zszy od niej i kiedy´ s odwoził ja˛ do lekarza swoim samochodem, ledwo go było wida´ c zza kierownicy. Ona siedziała z tyłu, tak wysoko, ˙ zeby jak najdalej od niego. Tak, tak, z tymi narzadami ˛ to ju˙ z dawno było u niej nie tak. Pami˛ etasz, jak ja˛ było czu´ c na klatce schodowej, czasami nie dało si˛ e przej´ s´ c, ˙ ze te˙ z sama nie wyczuła. Ale, ˙ zeby tak si˛ e rozniosło... bo chyba na raka gardła umarła. To si˛ e chyba jako´ s łaczy, ˛ któr˛ edy, jak.... dra˛˙ zy jak przeciag, ˛ przechodzi przez cały ustrój i potem jeszcze wywołuje niepowstrzymany potok słów, mówi si˛ e, mówi i nie mo˙ zna przesta´ c mówi´ c, w ogóle nie mo˙ zna... znowu ciagnie. ˛ Czujesz, ciagnie....! ˛ Drzwiiii! Trza´ sni˛ ecie drzwiami. Wyciemnienie.


38.

15. KAROL ˙ywała, podczas gdy ja zapadałem si˛ Mama powoli odz e w sobie. Na koniec wyj˛ eła spod pachy termometr, który tymczasem niepostrze˙ zenie wsun˛ eła, rzuciła na´ n okiem, przyjrzała si˛ e uwa˙ znie wskazaniu pod ´ swiatło. -- No prosz˛ e, spadła -- rzuciła zadowolona.... Karol rzuca si˛ e na podłog˛ e i przyjmuje pozycj˛ e, ˙ała Olga. w jakiej lez (ekstatycznie) Eozynofile 0,02, Neutrofile 89, ropnie galaktyczne, przetoki i bajpasy Mlecznej Drogi, rak jajników Andromedy i wyrostek robaczkowy Obłoku Magellana, a na ko´ ncu czarna dziura... ˙na ... jak to było dalej... zaraz... i nie moz przesta´ c mówi´ c, w ogóle nie mo˙ zna... nie mog˛ e, tak szybko mówiła, nie pami˛ etam... Karol zrywa si˛ e z podłogi. Nie mog˛ e, nie mog˛ e.... Nie umiem dobra´ c si˛ e do j˛ ezyka mojej mamy. Wy´ slizguje mi si˛ e, wymyka, osuwa, grz˛ e´ znie w gardle, dławi. Nie z tej strony, nie z tej... To mama dobrała si˛ e do mnie. I wbijała mnie w gleb˛ e, zapadałem si˛ e w siebie, i przyjmowałem w siebie jej chorob˛ e jak komuni˛ e i nie ´ smiałem jej wyplu´ c i w ko´ ncu nie chciałem, bo zrobiło mi si˛ e ciepło, sennie... nawet błogo, jak wtedy, gdy moczyłem si˛ e do łó˙ zka.... tak naprawd˛ e chciałem szcz˛ e´ sliwie zapomnie´ c, co miałem powiedzie´ c ojcu.


39.

16. Stefan i Liza ubieraja˛ choink˛ e: zawieszaja˛ ´wiatło, bombki, lampki etc. Nastrojowe mi˛ ekkie s które pod koniec przejdzie w niepokojacy ˛ półmrok. STEFAN Ja uznam to dziecko. Liza upuszcza bombk˛ e, odskakuje. LIZA No co pan...! Liza kuca zbiera skorupy bombki. STEFAN Ja naprawd˛ e wiem, jak w takiej sytuacji powinien zachowa´ c si˛ e m˛ e˙ zczyzna. Kuca obok Lizy i wraz z nia˛ zbiera skorupy. LIZA O czym pan mówi? STEFAN Ja uznam to dziecko. LIZA Przestraszona. Jakie dziecko. STEFAN Ja chc˛ e. Tchn˛ eła´ s we mnie ˙ zycie... LIZA Jestem piel˛ egniarka. ˛ STEFAN A ja w ciebie je tchnałem. ˛ Dam ci nazwisko, przyszło´ s´ c. Ja wiem, ˙ ze to jest strasznie desperackie, ale to ˙ zycie, które si˛ e w tobie rozwija... LIZA Prosz˛ e mnie zostawi´ c. STEFAN To moja inicjacja. Wtajemniczyła´ s mnie. Spójrz, w takiej chwili. Na samym progu istnienia. Nie l˛ ekaj si˛ e tego wyzwania. Spójrz mu ´ smiało w oczy, nawet je˙ zeli o´ slepia jak sło´ nce. Jest niesłychane a proste. Zapowiada koniec tej pogoni, wyciszenie tego strasznego przeciagu, ˛ niesie pełni˛ e. To strasznie desperackie, wiem, bo ju˙ z my´ slałem, ˙ ze jestem


40.

STEFAN rozbrojony z ojcostwa... i w ogóle przez my´ sl mi nie przeszło, ˙ ze kiedykolwiek dostapi˛ ˛ e ojcostwa mistycznego, ˙ ze poczn˛ e ´ swiadomie, ˙ ze stan˛ e si˛ e jedynym płodzacym ˛ dla jedynego spłodzonego. Czujesz t˛ e jedno´ s´ c, jedno´ s´ c absolutnej pustki? LIZA Tak... tak.... Bo˙ ze, nie podałam dzi´ s panu leków... STEFAN To absolutna przejrzysto´ s´ c i bezwzgl˛ edne pi˛ ekno, którego nie przesłania wstydliwo´ s´ c ciała.... Chwyta Liz˛ e za r˛ ece. LIZA Prosz˛ e mnie pu´ sci´ c. STEFAN Jeste´ s znakiem dla mnie, znakiem ko´ nca i poczatku. ˛ Tak jak ja dla ciebie znakiem jestem. Nosisz w sobie obietnic˛ e... Lizo, urodzisz go... tak jakbym ja go urodził... Wchodzi Karol. Liza zrywa si˛ e z podłogi. Rzuca mu si˛ e na szyj˛ e. Karol obejmuje ja˛ i wypuszcza z ˙ na podłodze. ramion. Liza ucieka. Stefan wcia˛z Otrzasa ˛ si˛ e jak ze snu. Krzyczy. STEFAN Krzyczy. Tylko nie mów nic Karolowi. Nikomu nie mów. To nasza tajemnica. (Ciszej) Mój los zapowiedziany i powtórzony. Wyciemnienie.


41.

17. ˙ na podłodze, Jasny prze´ swit drzwi. Stefan wcia˛z ale cały rozdygotany. Poczatkowo ˛ mówi tak, jakby si˛ e przedzierał do rzeczywisto´ sci. Potem ˙e nie całkiem. dochodzi do siebie, cho´ c moz ˙a si˛ Zbliz e do niego Karol, wła´ sciwie czai si˛ e. W r˛ eku trzyma półprze´ zroczysty plastikowy pojemnik. STEFAN Co´ s cz˛ esto ostatnio przyje˙ zd˙ zasz. KAROL ´ Swi˛ eta. STEFAN A wcze´ sniej całe wakacje. Kuca przy Stefanie. KAROL Tak jako´ s. We´ z to. Podaje mu tabletk˛ e i szklank˛ e. Stefan bierze, połyka, popija. STEFAN Odechciało im si˛ e autostrad? KAROL Znikad ˛ do nikad... ˛ Zwolniłem si˛ e. STEFAN I co teraz? KAROL Musimy zmieni´ c pampersa, zesikałe´ s si˛ e. Długie milczenie. Karol przygotowuje pampersa. STEFAN My´ slałem, ˙ ze d˙ zentelmeni nie oddaja˛ moczu. KAROL W pampersa si˛ e nie liczy. STEFAN Zawsze to ja ci˛ e przewijałem. KAROL Miałe´ s wprowadzi´ c mnie w ˙ zycie. STEFAN I teraz ty z wdzi˛ eczno´ sci wprowadzasz mnie w ´ smier´ c.


42.

Karol tymczasem pomaga Stefanowi zmieni´ c pampersa. KAROL Taki los mi˛ edzy trzaskajacymi ˛ drzwiami a ciagle ˛ otwartym oknem. Lepiej? STEFAN Chyba tak. Po takiej tabletce nawet ´ sw. Janowi od Krzy˙ za odechciałoby si˛ e mistyki... KAROL ˙ Zeni˛ e si˛ e. STEFAN Zostaniesz tu? KAROL Na razie nie wiem, ani co znaczy tu, ani co znaczy teraz. Ciagła ˛ gonitwa. STEFAN Przeciag. ˛ KAROL Nie chc˛ e niczego planowa´ c, niedobrze mi si˛ e robi od planów. STEFAN Ju˙ z ci niczego nie mog˛ e kaza´ c. KAROL I dobrze. Milczenie. STEFAN I tak we´ zmiesz ja˛ z cudzym dzieckiem? KAROL Z jej dzieckiem. STEFAN Nie powiedziała ci czyje? KAROL Nie pytałem. STEFAN I dobrze. Bardzo dobrze.


43.

18. ˙ku. Stefan podchodzi z taca. Olga na łóz ˛ Na niej talerzyk i szklanka. OLGA Jak tam jest? STEFAN Na szcz˛ e´ scie zda˛˙ zyli opatrzy´ c ró˙ ze. ´ Snieg ju˙ z przykrył chochoły. Sama zobacz... Otworz˛ e okno. Odstawia tac˛ e na stolik. OLGA Nie, nie, nie otwieraj... Miała´ s racj˛ e z tymi przeciagami. ˛ Było zamyka´ c okna i drzwi... Stefan, jak tam jest... ? STEFAN Lekki mróz... łagodnie. OLGA Mróz? Zima? No co ty opowiadasz?... Miejsca dla mnie pewnie te˙ z tam nie ma... Po to tylko si˛ e zjawiasz, ˙ zeby mnie straszy´ c? Zostawiłe´ s mnie. Zawsze my´ slałam, ˙ ze odejdziemy razem.... wiesz, dopiero teraz u´ swiadamioam sobie, jakim strasznym byłe´ s hipokryta, ˛ dopiero teraz, gdy jeste´ s po tamtej stronie... STEFAN To znaczy po której... ? My´ slałem,˙ ze jeste´ smy po jednej.... OLGA W sumie tak....tu czy tam, ale zawsze po twojej... Zdradzałe´ s mnie? STEFAN Nie za bardzo. OLGA Na pewno bałe´ s si˛ e, ˙ ze po przysi˛ edze zło´ sonej w katedrze, w za´ swiatach znajdziesz si˛ e w niezr˛ ecznej sytuacji. STEFAN Katedra to tylko du˙ zy gwizdek. OLGA Bałe´ s si˛ e, wieczno´ s´ c b˛ edziesz musiał sp˛ edza´ c z kilkoma kobietami i do tego pod okiem samego pana Boga. Mieli´ cmy by´ c razem na wieki.


44.

STEFAN Bóg na szcz˛ e´ scie jest pustka. ˛ OLGA Wiedziałam, ˙ ze wszystko b˛ edzie na mnie. Jak zawsze. STEFAN Wiesz, ci´ snienie dziwnie mi podskoczyło, mogłaby´ s sprawdzi´ c? OLGA Mówiłam. STEFAN Zmierz mi. Przynios˛ e aparat. Stefan odstawia tac˛ e na stolik i dchodzi.


45.

19. ´wiatło zw˛ ˙a si˛ S ez e w waskie ˛ pasmo za odchodzacym ˛ ˙a si˛ Stefanem. Zw˛ ez e w coraz cie´ nsze pasmo. Słycha´ c bicie serca, które gubi rytm i słabnie. Gdy zostaje tylko cieniutki, ostry promie´ n, który niechybnie zginie, rozlega si˛ e bardzo dono´ sny odgłos spazmatycznego, ˙ do zachły´ łapczywego wdechu -- az sni˛ ecia si˛ e powietrzem, jak wtedy, gdy po gł˛ ebokim nurkowaniu wyskakujemy na powierzchni˛ e wody.


46.

20. ´wiatła, w którym zniknał Ze s ˛ Stean wyłaniaja˛ si˛ e Karol i Liza. LIZA Wła´ sciwie mog˛ e ci powiedzie´ c, czyje to dziecko... KAROL Nie... po co? LIZA Nie chcesz wiedzie´ c, kto jest ojcem? KAROL No, chyba ja mam nim by´ c. Milczenie. LIZA ˙y si˛ Widziałe´ s, jak pi˛ eknie płoz e ta pigwa. Nie mog˛ e si˛ e doczeka´ c wiosny, kiedy zakwitnie. Płatki ma jak polne kwiaty. Jakby namalowane piórkiem na jedwabiu... nie umiem malowa´ c... Twoja mama przy ogrodzeniu zasadziła rokitnik. Mam nadziej˛ e, ˙ ze nie za pó´ zno, bo dopiero pod koniec pa´ zdziernika. A chciałabym jeszcze dere´ n i mo˙ ze kalin˛ e, ale czy si˛ e przyjmie? Trzeba by ziemi˛ e sprowadzi´ c z lasu i specjalnie nawozi´ c... Tak, posadzimy kilka krzaków derenia. I jeszcze te sadzonki czeremchy, co przywie´ zli mi z Ukrainy... KAROL Mo˙ ze nie tu, mo˙ ze poczekajmy... wyjedziemy stad, ˛ gdzie´ s dalej. LIZA Wi˛ ec po co tu wróciłe´ s? KAROL Chyba po to, ˙ zeby złapa´ c grunt, ˙ zeby si˛ e odbi´ c... nie ˙ wiedziałem, ze jestem taki słaby... mo˙ ze w ogóle musz˛ e poczeka´ c a˙ z umra, ˛ ˙ zeby doj´ s´ c do siebie.


47.

21. ˙ku, w którym na poczatku ˙ał Stefan. Olga w łóz ˛ lez Jest ubrana na czarno. OLGA Kiedy´ s mówił, ˙ ze po ´ smierci b˛ edzie straszył. Tylko nie pami˛ etam po czyjej, po swojej własnej czy mojej. ˙eli´ Przychodzi do mnie. I znów przy´ snił mi si˛ e. Lez smy obok siebie, w oddali jacy´ s ludzie. A on nagle: Moja ˙ zona pi˛ eknie rysuje. - I wtem w mojej dłoni pojawił si˛ e ˙ zywy zielony li´ s´ c. Widz˛ e go, ale gdy sama próbuj˛ e go sobie przypomnie´ c, nie mog˛ e. Na szcz˛ e´ scie wszystko mam ju˙ z na sobie, wdowi czepek, wdowi welon. Do portmonetki wrzuc˛ e wdowi grosz. I jeszcze tylko musz˛ e zebra´ c si˛ e na wdowi lament, ale kompletnie nie mam siły. Olga próbuje wydoby´ c z siebie wdowi lament, ale z marnym efektem. Nie mog˛ e, nie mam siły, a przecie˙ z musz˛ e go jako´ s opłaka´ c... Bo tchu mi brak... ˙ zeby chocia˙ z przeciag... ˛ Znaczy cug w duszy mam słaby, mo˙ ze jaki´ s szyber si˛ e zamknał, ˛ zatrzasnał, ˛ zapadł.... W tle słycha´ c nagły krzyk nowonarodzonego dziecka. No prosz˛ e, ledwie na ´ swiat, a ju˙ z jap˛ e drze. Te˙ z mi nowina. Co b˛ edzie jak doro´ snie. Wtedy si˛ e dopiero rozedrze. Milczy. Wołka I osła Nie było Tylko wiatr W stajence hulał spero..., dum spiro dum spiro, spero Chyba jako´ s tak to było. K O N I E C


48.

Adwent janusz margański monika muskała  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you