Issuu on Google+


Modlitwa za Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Toruńskiej O Panie Jezu, skieruj swoje wejrzenie na nasze Wyższe Seminarium Duchowne w Toruniu, gdzie w pobożności i wiedzy wzrastają przyszli kapłani Twojego Kościoła. Biskupowi i przełożonym Seminarium daj, Panie, łaskę prawdziwej mądrości w wyborze kandydatów do  posługi kapłańskiej oraz do wychowania ich ze stanowczością i miłością w cnocie i wiedzy. Dzieciom i młodzieży udziel światła rozeznania, że ich powołanie i odpowiedź na nie pochodzi całkowicie od Ciebie. Spraw, aby ochoczo przyjęli wezwanie do pójścia za Tobą. W rodzinach kleryków i dobroczyńców Seminarium pomnóż Twoją łaskę tak, żeby wielkość powołania kapłańskiego była należycie zrozumiana i doceniana przez  wszystkich. Który żyjesz i  królujesz na wieki wieków. Amen.

2

Sługa nr 2 (66)


DRODZY CZYTELNICY!

SPIS TREŚCI WIADOMOŚCI Setna rocznica urodzin bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego Wieczornica patriotyczna Listopadowe „powołaniówki” III turniej im. o. Józefa Jońca U ŹRÓDŁA – LITURGIA Dlaczego warto uczestniczyć we Mszy świętej? – O niedzieli WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA O Pamiętniku bł. Stefana Wincentego Nauka Kościoła w Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym WARTO! Nasze lektury Kącik muzyczny Kącik dobrego filmu MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ Bł. Stefan Wincenty – patron polskiego harcerstwa Współczesne objawienia w Egipcie Nowa ewangelizacja Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI Kult bł. Stefana Wincentego w diecezji toruńskiej Rozmowa z...

22 stycznia 2013 roku przypadnie setna rocznica urodzin bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego – patrona Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu. Z tej okazji oddajemy Wam, drodzy Czytelnicy, do rąk nowy numer Sługi po części poświęcony osobie tego szczególnego dla toruń9 skich kleryków Błogosławionego. W niniejszym numerze znajdzie13 cie artykuły przedstawiające historię życia bł. Stefana Wincentego oraz stan jego du16 cha i myśli doskonale zobrazowany w napisanym przez Błogosławionego Pamiętniku. 19 Wyjaśniamy również, dlaczego bł. Stefan 20 Wincenty został potronem polskiego har26 cerstwa. Ponadto zachęcamy do lektury pozostałych artykułów, które przybliżą Wam 27 to, czym my, klerycy, się zajmujemy na dro30 dze formacji ku kapłaństwu, czym się inte33 resujemy oraz jak spędzamy wolny czas. Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzymy Wam wszelkiego błogosławieństwa 37 oraz odkrycia na nowo prawdy o Jezusie 39 Chrystusie, który się narodził w Betlejem dla naszego zbawienia. Niech bł.  Stefan Wincenty i Maryja Boża Rodzicielka, z którą nasz patron był szczególnie związany, wypraszają Wam u Boga potrzebnych łask. 4 6 7 8

Szczęść Boże! Zespół redakcyjny Redagują: Bartosz Adamski (redaktor), Mateusz Chudziński (zastępca red.), Piotr Kalicki, Stanisław Szczęsny (red. techniczni), Piotr Śliwiński (foto) Asystent kościelny: ks. dr Marcin Staniszewski Adres redakcji: Sługa, pl. bł. ks. phm. Stefana W. Frelichowskiego 1, 87-100 Toruń Adres e-mail: sluga@wsdtorun.pl Adres strony internetowej: http://www.wsdtorun.pl, http://www.facebook.com/slugawsdtorun Druk: DRUK-TOR S.C., ul. Nieszawska 33, 87-100 Toruń Nakład: 1 100 egz.

Sługa nr 2 (66)

3


WIADOMOŚCI

Setna rocznica urodzin bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego Stefan Wincenty Frelichowski przyszedł na świat 22 stycznia 1913 r. w Chełmży. W nadchodzącym 2013 roku przypada 100 rocznica urodzin tego niezwykle ważnego dla diecezji toruńskiej błogosławionego. Kim był ks. Stefan W. Frelichowski? Jak wyglądało jego dzieciństwo, okres dorastania, młodości i w końcu czas formacji seminaryjnej? Jakim kapłanem był zdrobniale nazywany Wicek? Co doprowadziło do wyniesienia na ołtarze tego skromnego pracownika Winnicy Pańskiej? Jak już wspomnieliśmy na wstępie, Stefan W. Frelichowski urodził się 22  stycznia 1913 r. w leżącej nieopodal Torunia Chełmży. Był trzecim synem Ludwika, właściciela piekarni, oraz Marty z  domu Olszewskiej. Jego drugie imię, które pochodzi od patrona dnia jego urodzin, zaproponował Zygmunt Sarnecki, ojciec chrzestny Wicka. Już od najmłodszych lat Stefan otoczony był pobożną atmosferą domowego zacisza. Wspólne odmawianie różańca, modlitwy przed każdym posiłkiem oraz aktywne włączanie się w życie parafii to tylko niektóre czynności pobudzające wiarę w dorastającym Frelichowskim. Szczególne umiłowanie do Najświętszej Maryi Panny, które w następstwie przyniosło wstąpienie do Sodalicji Mariańskiej, przejął od swojej matki. Kolejnym niezwykle ważnym etapem w życiu Stefana W. Frelichowskiego było harcerstwo, którym zafascynował się już jako młody człowiek. Postępował według zasad „dobrego harcerza” i umac4

niał swój rozwój duchowy. Jesienią 1931 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. Choć mundur z charakterystyczną lilijką zamienił na klerycką sutannę, uważał, że harcerskie ideały mogą wspomóc formację duchową przyszłych kapłanów. Rok wcześniej w  woim pamiętniku zapisał znane dziś harcerzom słowa: „(...) najlepszą jest idea harcerstwa: wychowanie młodzieży przez młodzież. I ja sam, jak długo tylko będę mógł, co daj Boże, aby zawsze było, będę harcerzem i nigdy dla niego pracować i go popierać nie przestanę. Czuwaj!” Przyrzeczeniu złożonemu w 1930 roku druh Wicek pozostał wierny do końca swojego życia. Podczas II wojny światowej Stefan W. Frelichowski więziony był w kilku obozach koncentracyjnych. Wielkimi literami w biografii patrona wszystkich harcerzy zapisał się pobyt w niemieckim Dachau, gdzie w heroiczny i godny naśladowania sposób zakończył on swoją ziemską wędrówkę. To właśnie we wspomnianym obozie, więzieni kapłani i klerycy, skupieni pod przewodnictwem Frelichowskiego, oddali się Sercu Jezusowemu i stoczyli walkę ze złem zbierającym liczne żniwa wśród chorych na tyfus. Stefan Wincenty zmarł 23 lutego 1945 roku. Wicek przegrał z chorobą, ale zwyciężył z wrogiem. Swoją postawą, szczególnie pod koniec swojego życia, pokazał, że najważniejsze powinno być poświecenie się na rzecz in-


WIADOMOŚCI naszym seminarium działa Klerycki Krąg nych potrzebujących braci i sióstr. Ksiądz Stefan W. Frelichowski został be- Harcerski „Wicek”. Nazwę nadano mu na atyfikowany 7 czerwca 1999 roku w To- cześć błogosławionego. Zanim zakończymy naszą przygoruniu. Uroczystego wyniesienia do god- ności błogosławionego dokonał Ojciec dę z bł. Stefanem Wincentym przytoczmy Święty Jan Paweł II podczas pielgrzymki jeszcze ostatnie, ale znamienne słowa, jakie Stefan W. Frelichowski na kilka mieapostolskiej do Polski Już 22 stycznia 2013 roku będzie- sięcy przed wybuchem II wojny światomy obchodzili 100 rocznicę urodzin tego wej zapisał w swoim pamiętniku: niezwykłego kapłana i męczennika. Dla „Panie (…) daj mi szczerze prowadzić żynas, alumnów Wyższego Seminarium cie i nigdy nie być aktorem życiowym. Duchownego w Toruniu, to szczególny Daj odwagę życia według wskazań Twodzień. Bł. Stefan Wincenty Frelichowski ich. (…) Niech te chwile mego wahania od początku istnienia naszego semina- życiowego i odchodzenia od Ciebie staną rium patronuje nam i swoim przykładem mi się obecnie mocą. Boże, chcę być naumacnia w drodze do Chrystusowego ka- prawdę kapłanem.” Na koniec niniejszego wspomniepłaństwa. Każdy dzień duchowej forma- cji rozpoczynamy od zawierzenia próśb nia polećmy nasze prośby i wypraszajmy potrzebne łaski za wstawiennictwem wstawiennictwu naszego patrona. Wspomniany dzień będzie rów- bł. Stefana W. Frelichowskiego oraz pronież szczególną pamiątką dla wszystkich śmy o jego rychłą kanonizację. Każdego polskich harcerzy, którym od 22 lutego dnia módlmy się następującymi słowami: Wszechmogący i miłosierny Boże, 2003 roku patronuje bł. Stefan Wincenty. Warto przy tej okazji wspomnieć, że przy Ty nam dajesz pasterzy według serca

5


WIADOMOŚCI swego, uzdalniając ich do ofiarnej miłości na wzór Jezusa Chrystusa, Dobrego Pasterza. Napełniony taką miłością, ksiądz Stefan Wincenty Frelichowski, uczestnik cierpień Chrystusowych, poniósł męczeńską śmierć w służbie braciom, którzy doznali ogromu krzywd, bólu i opuszczenia. Idąc ciemną doliną zła się nie uląkł, lecz mężnie zło dobrem zwyciężał. Racz, Panie, za wstawiennictwem Błogosławionego Stefana Wincentego,

udzielić mi łaski..., o którą pokornie Cię proszę. Spraw również w swej dobroci, aby ten heroiczny świadek miłości pasterskiej rychło dostąpił chwały Świętych. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen. kl. Łukasz Piekarski, rok I

Wieczornica patriotyczna Dzień 11 listopada jest bardzo to miało na celu przypomnieć historię naważny w historii naszego Narodu. Wła- szego kraju. Szczególnie zauważalny był śnie tego dnia w 1918 roku Polska wróci- podniosły i rodzinny charakter wieczorniła na mapę Europy po 123 latach niewoli. cy. Przybyli goście, a wśród nich harPamięć o tym wyjątkowym wydarzeniu Polacy pielęgnują na różne sposoby. Jed- cerki i harcerze z różnych drużyn ZHP nym z nich jest wieczornica patriotycz- i ZHR, klerycy, siostry zakonne, księża oraz na, która odbyła się w naszym semina- liczni sympatycy harcerstwa, uczestniczyli rium wieczorem 10 listopada. Spotkanie czynnie w „zbiórce harcerskiej”. Uczestni-

6


WIADOMOŚCI ków zbiórki przez historię naszego kraju prowadziły plakaty, które podtrzymywały Polaków na duchu i zachęcały do walki w XX w. Związane były z polską walką zbrojną, począwszy od plakatów namawiających do walki z bolszewikami, przez te związane z powstaniami patriotycznymi, aż do plakatów z II wojny światowej.

Tradycyjnie wieczornica wypełniona była pieśniami patriotycznymi oraz krótkimi filmami historycznymi. Dzięki takim spotkaniom, pamięć o historii naszej Ojczyzny przekazywana jest kolejnym pokoleniom. kl. Janusz Grosanc, rok II

Listopadowe „powołaniówki” W kolejne trzy niedziele listopada br. przedstawiciele toruńskiego seminarium uczestniczyli w parafialnych dniach modlitw o powołania kapłańskie (tzw.  powołaniówki”). Do każdej z parafii, tym razem z dekanatu chełmżyńskiego (w niedzielę 11 listopada), kowalewskiego (18 listopada) i toruńskiego IV (25 listopada), udał się jeden z księży moderatorów albo wykładowców oraz dwóch kleryków z roczników III, IV i V. Inicjatywę tzw. niedziel powołaniowych podjęto, zgodnie z wolą ks.  bp.  Andrzeja Suskiego, na jesieni 2009 r. Wtedy też założono, że członkowie wspólnoty seminaryjnej odwiedzą każdą parafię diecezji raz w ciągu trzech lat, by w ten sposób uczniowie klas gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych przynajmniej dwa razy mieli okazję spotkać się z  klerykami i wysłuchać katechezy o tematyce powołaniowej. Odwiedzone przez nas dekanaty były ostatnimi dekanatami pierwszego cyklu, w których przeżywano parafialne dni modlitw o powołania ka-

płańskie, dlatego też na wiosnę 2013  r. rozpoczniemy od parafii grudziądzkich drugi cykl tzw. niedziel powołaniowych. Jak sama nazwa wskazuje, celem naszych wyjazdów do parafii jest wspólna modlitwa o nowe i święte powołania do służby Bogu i Kościołowi w kapłaństwie. Ponadto, wierni mają okazję, by zawiązać lub rozwinąć parafialne Koła Towarzystwa Przyjaciół WSD, którego celem jest wspieranie modlitwą i duchowymi ofiarami powołania kapłańskie oraz niesienie pomocy materialnej WSD. Klerycy z kolei poznają życie parafialne w poszczególnych rejonach naszej diecezji, a także przyglądają się posłudze kapłanów, utwierdzając się niejednokrotnie w swoim dążeniu ku kapłaństwu. Prowadzą także katechezę dla młodzieży, podczas której ukazują piękno powołania oraz dzielą się radością płynącą z własnego wyboru kroczenia tą drogą. kl. Maciej Burkiewicz, rok V 7


WIADOMOŚCI

III turniej seminariów duchownych w piłce nożnej im. o. Józefa Jońca złamał rękę. Działo się to na początku spotkania, dlatego dalsza część meczu trwała w przejmującej atmosferze, zwłaszcza w  toruńskiej drużynie. Wynik 3:1 dla Bydgoszczy mówi, co działo się w naszym zespole. Honorową bramkę dla Torunia zdobył Miłosz Tomaszewski. Chwila przerwy toruńskiej drużynie nie pomogła, co niestety było widać w drugim spotkaniu z Olsztynem. Wynik 6:0 dla gości był wyraźnym znakiem osłabienia gospodarzy. Po pierwszym dniu turnieju na  czele tabeli wysunęła się reprezentacja z Warszawy, która tego dnia wygrała Już po raz trzeci toruńskie semi- wszystkie swoje spotkania. Nasza drużynarium miało zaszczyt zorganizować tur- na zamykała tabelę. W tej sytuacji można niej piłki nożnej, oddając hołd o. Józefo- by rzec: „ostatni będą pierwszymi”. Nawi Jońcowi. Tegoroczny turniej odbył się stępnego dnia po wspólnej Mszy świętej w dniach 19-20 października bieżącego i lekkim posiłku udaliśmy się na Orlik, aby roku. Na zaproszenie do rozgrywek od- dokończyć Turniej. Tak jak dnia pierwszepowiedziało pięć drużyn: z seminariów go rozgrywki rozpoczęła drużyna z Toruw  Warszawie, Poznaniu, Olsztynie, Byd- nia meczem z faworytem turnieju – Argoszczy i Łodzi. chidiecezjalnym WSD z Poznania. Mimo Turniej rozpoczął się w piątek przegranej, gra naszego zespołu wygląda19 października losowaniem miejsc w ta- ła znacznie lepiej niż dzień wcześniej. Mobeli, ponieważ na tak małą ilość drużyn rale drużyny gospodarzy turnieju wzrosły, rozgrywki były przeprowadzone metodą co było widać w meczu z łódzkim zespo„każdy z każdym”. Pierwszy mecz odbył łem. Pierwsza i zarazem ostatnia wygrasię pomiędzy drużynami z Bydgoszczy na przez WSD Toruń pozwoliła przesunąć i Torunia. „Przyjacielskie” drużyny spotka- się w tabeli o jedno miejsce. Zwycięstwo ły się już ze sobą w II turnieju im. o. Jońca w tym meczu dały bramki Miłosza Tomai jak przed rokiem gospodarze pozwolili szewskiego i Damiana Wiśniewskiego. wygrać drużynie z Bydgoszczy. Niestety Dołączyli oni, do listy strzelców turnieju. podczas tego meczu doszło do kontuzji. Ostatni mecz torunianie grali Zawodnik z naszej drużyny, a  zarazem z  Warszawą. Obrońcy tytułu podchodzikapitan zespołu Bartłomiej Surdykowski, li do tego meczu na „luzie”, bo już było niefortunnie upadając na murawę boiska, wiadomo, że to oni zwyciężą w turnieju. 8


U ŹRÓDŁA – LITURGIA Podobnie jak Hiszpanie, którzy obronili tytuł Mistrza Europy po raz pierwszy w historii, tak WSD w Warszawie obroniła ten tytuł po raz pierwszy w historii turnieju im. o.  Jońca. Gospodarze przegrali ze zwycięzcami 3:1, a jedyną bramkę w tym meczu dla toruńskiego zespołu zdobył Mariusz Ciesielski. III turniej im. ojca Jońca dobiegł końca. Pierwsze miejsce zdobyła reprezentacja z Warszawy, która wygrała wszystkie mecze podczas tej wspanialej imprezy. Na podium znalazły się również seminaria z Poznania i Olsztyna. Czwarte miejsce zajęła reprezentacja z seminarium bydgoskiego, a tuż za nimi sklasyfikowano gospodarzy turnieju – WSD

w Toruniu. Najsłabszą drużyną okazała się reprezentacja z Łodzi. Oprócz uczestnictwa w rozgrywkach piłkarskich zawodnicy wysłuchali dwóch konferencji. Wicerektor toruńskiego seminarium, ks. Marcin Staniszewski, opowiedział gościom o naszym domu i o bł. Stefanie Wincencie Frelichowskim. Drugą konferencję poprowadził wiceprezes parafiady, opowiadając o tym wspaniałym stowarzyszeniu. III turniej im. o. Józefa Jońca przeszedł już do historii, ale atmosfera, która była podczas tego turnieju, rozmowy i spotkania zostaną w naszej pamięci na długo. kl. Mariusz Ciesielski, rok IV

Dlaczego warto uczestniczyć we Mszy świętej? – – O niedzieli „(…) Ile razy ten Chleb spożywamy i pije- nej Mszy świętej. Jednak czy my, katolimy z tego Kielicha, głosimy śmierć Twoją, cy, świadomie uczestniczymy w Ofierze Panie, oczekując Twego przyjścia w chwa- Chrystusa, „czy wiemy, co sprawujemy”? le.” Niniejszy artykuł będzie zatem traktował o niedzieli jako cotygodniowej Passze Zacytowany fragment drugiej oraz o jej przeżywaniu, a także odpowie aklamacji po przeistoczeniu jest zapew- na pytanie: dlaczego warto uczestniczyć ne znany wielu z nas. Odzwierciedla on we Mszy świętej? w pełni to, co dokonuje się w sprawowa- Na początku zwróćmy uwagę na 9


U ŹRÓDŁA – LITURGIA nazwy, jakich używa się, mówiąc o niedzieli. Niewątpliwie z najuboższą treścią słowa „niedziela” mamy do czynienia w  językach słowiańskich, bowiem sugerują one postrzeganie tego dnia wyłącznie w wymiarze dnia wolnego od pracy (nie-działać). W nazewnictwie niedzieli możemy się zetknąć także z wpływami świata pogańskiego, o czym świadczyłby zwrot „dzień Słońca”. Te nazwy nawiązujące do ciała niebieskiego zachowały się po dziś dzień chociażby w takich językach ja niemiecki (Sonntag) czy angielski (Sunday). Kolejne określenia na niedzielę, z którymi możemy się zetknąć, to chociażby te czerpiące swój początek z Pisma Świętego. Np. „pierwszy dzień tygodnia” – wszystkie Ewangelie mówią, że Chrystus zmartwychwstał „pierwszego dnia tygodnia”. Także w dzisiejszej formie liturgii spotykamy się z formułą: „(…) stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus zmartwychwstał (…)”. Spotykamy się także z określeniem „dzień ósmy” – liczbę osiem traktowano jako symbol doskonałości i zmartwychwstania. Nadto niedziela jako „dzień ósmy” jest przedłużeniem soboty, jest dniem po szabacie, który był dniem siódmym – takie postrzeganie niedzieli jest charakterystyczne dla Ojców Kościoła. Chrześcijanie nazywali też niedzielę „dniem Pana” lub „dniem Pańskim”, do dzisiaj te nazwy odnajdujemy w języku łacińskim (dominica) i włoskim (domenica). W nawiązaniu do ostatniego określenia należy zaznaczyć, że na Wschodzie dominuje zwrot „dzień Zmartwychwstania” i nie odnosi się on wyłącznie do Wielkanocy, ale także do każdej niedzieli 10

w roku liturgicznym. Ujmując tę kwestię ściślej, można powiedzieć, że dla Kościoła wschodniego każda niedziela jest Wielkanocą. Po omówieniu nazewnictwa stosowanego względem niedzieli zatrzymajmy się przy dniu Pana jako Passze i najstarszym obchodzie chrześcijańskim. W Konstytucji o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium Sobór Watykański II mówi, że „(…) Kościół celebruje Misterium Paschalne każdego ósmego dnia, który słusznie nazywany jest dniem Pańskim albo niedzielą (…). Niedziela jest zatem pierwotnym dniem świątecznym (…)”. Co oznaczają przytoczone słowa? Wytłumaczmy sobie najpierw stwierdzenie „Misterium Paschalne”. Jest ono wspomnieniem Męki, Zmartwychwstania i Uwielbienia Chrystusa poprzez słuchanie słowa Bożego i uczestniczenie w Eucharystii. Ojciec Raniero Cantalamessa w swojej książce Pascha naszego zbawienia przypomina i podkreśla, że dzięki Eucharystii owa pamiątka zamienia się w rzeczywistą obecność. Eucharystia nie jest zatem tylko i wyłącznie suchymi czynnościami, ale uobecnianiem wydarzeń zbawczych (męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa) tu i teraz na ziemi. Dzień niedzielny jest cotygodniowym spotkaniem z Chrystusem Zmartwychwstałym, jest świętowaniem pamiątki Jego Paschy. Niedziela jest najstarszym świętem chrześcijan, nawet starszym niż obchód wspominanej już Wielkanocy, która jest jakby „niedzielą wyszczególnioną”. Prócz omawianego Misterium Zmartwychwstania Chrystusa na treść niedzieli składa się także dzieło stworzenia. Chrystus przez swoje zmartwych-


U ŹRÓDŁA – LITURGIA

wstanie dopełnia stworzenie. W treści towarzyszące obchodom niedzieli wpisuje się również wspomnienie zesłania Ducha Świętego na Apostołów, które dokonało się także w dzień niedzielny. Wreszcie dzień Pański to wspominanie Trójcy Przenajświętszej. Tego dnia bowiem rozważa się dzieło stworzenia dokonane przez Boga Ojca, dzieło odkupienia wypełnione przez Syna Bożego oraz dzieło uświęcenia, którego sprawcą jest Duch Święty. Niedziela zatem jest fundamentem roku liturgicznego, który wokół niej jest osnuty, a niedzielne zgromadzenie liturgiczne to szczyt i punkt kulminacyjny całego tygodnia chrześcijanina. W tym miejscu należy podkreślić wagę uczestnictwa w niedzielnej Mszy świętej. Należy powiedzieć wprost, że jeżeli nie będziemy się gromadzić jako członkowie Kościoła na wspólnej Eucharystii, to tego Kościoła nie będzie. Wielu z  nas tłumaczy się tymi lub podobnymi słowy: „po co będę szedł do kościoła na Mszę świętą? Wierzę i wystarczy mi mo-

dlitwa w domu, Bóg jest wszędzie”. Owszem prawdą jest, że Bóg widzi nas w każdym miejscu i czasie, mało tego zawsze możemy z Nim rozmawiać poprzez modlitwę, ale wspomnijmy na słowa Chrystusa: „(…) kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne (…). Kto spożywa moje ciało i krew moją pije, trwa we mnie, a ja w nim…” (J 6, 54.56). Zapytajmy: gdzie można się karmić Ciałem i poić Krwią Pana? We własnym domu? Nie, tylko i wyłącznie w domu Bożym! Zatem tutaj mamy odpowiedź na tak częste pytanie: po co chodzić do Kościoła? Właśnie po to, że tylko tam możemy się złączyć z Chrystusem przez przyjęcie Go do swego serca. Ktoś zada pytanie: „a jeżeli nie zależy mi na przyjęciu Komunii świętej?” Odpowiedź jest krótka: jeżeli ci nie zależy na tym, aby Bóg był w twoim sercu, to zastanów się, czy w ogóle w Niego wierzysz. W tym miejscu nie mówimy o niczym innym jak o znanym lecz niekoniecznie przemyślanym powiedzeniu „jestem wierzący, ale nie praktykujący”. To powiedze11


U ŹRÓDŁA – LITURGIA nie i kryjącą się za nim postawę życiową wystarczy podsumować, dokonując zmiany dwóch wyrazów, a mianowicie: jestem żyjący, ale nieoddychający. To ironicznie przekształcone powiedzenie ukazuje nam głęboką prawdę, tzn. tak jak nie można żyć bez powietrza, tak nie można wierzyć bez uczestnictwa w cotygodniowej Passze Chrystusa. Nie ukrywajmy, że w naszych rękach jest przyszłość Kościoła. Jeżeli my nie otoczymy troską swojej wiary i jej przekazywania; jeżeli my nie będziemy uczyć młodszych pokoleń tego, że prawdziwy i żywy Bóg jest obecny w Eucharystii i czeka na nas każdego tygodnia, a nawet dnia w Misterium Paschy to Kościół zeświecczeje i zwietrzeje. Od naszego uczestnictwa i przeżywania Mszy świętej dzisiaj zależy wiara przyszłych pokoleń. Kończąc nasze rozważania na temat niedzieli jako cotygodniowej Paschy, pragnę skłonić nas wszystkich do refleksji. Spójrzmy na nasz cały tydzień, sześć dni mamy na pracę i swoje zajęcia, a jeden dzień mamy oddać Bogu. Odpowiedzmy sobie, czy stać nas na tak drobny gest? Oddajemy Bogu przecież tylko

12

to, co do Niego należy. Oddanie niedzieli Stwórcy to oczywiście udział we Mszy świętej, ale nie tylko, to także spędzenie czasu z najbliższymi, czynienie wokół siebie dobra i dbanie o swoje zdrowie poprzez odpoczynek. Niech Ten, do którego należy czas i wieczność, błogosławi nam na świętowanie Jego dnia – niedzieli Pańskiej. kl. Maciej Kępczyński, rok V Bibliografia: 1. Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, nr 106, w: Sobór Watykański II, Konstytucje. Dekrety. Deklaracje, Poznań 2002, s. 113. 2. D. Brzeziński, Chrystus wczoraj i dziś, i na wieki. Anamnetyczny wymiar roku liturgicznego, Toruń 2010, s. 450 – 463. 3. J. Bagrowicz, Czy wiemy co sprawujemy? Wtajemniczenie w liturgię Mszy świętej, Włocławek 2012, s. 15 -27. 4. R. Cantalamessa, Pascha naszego zbawienia. Tradycje paschalne Biblii oraz pierwotnego Kościoła, Kraków 1998, s. 194 – 206. 5. E. Bianchi, Niedziela dzień Pana dzień człowieka, Poznań 1998, s. 103 -196. 6. K. Konecki, Niedzielne zgromadzenie centrum i cel życia chrześcijanina, w: Scripta Theologica Thorunensia, t. 17, Toruń 2011.

Sługa nr 2 (66)


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA

O Pamiętniku bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego Nieraz z zaciekawieniem oglądamy na telewizyjnych kanałach popularno-naukowych programy o archeologach, którzy z drobnych, niekompletnych znalezisk potrafią zrekonstruować różne przedmioty z przeszłości, powiedzieć, jak żyli nasi przodkowie, czym się zajmowali, co jedli, jak spędzali czas. Co jakiś czas pojawia się wiadomość o nowym znalezisku, które rzuca całkiem nowe światło na przeszłość naszego kraju. Czujemy jednak, że to nie wystarcza. Oglądamy w  muzeach zabytki przeszłości, ale chcielibyśmy także wiedzieć, co ich właściciele myśleli, jakie były ich marzenia, pragnienia czy rozterki. Oglądamy zdjęcia i inne pamiątki po naszych zmarłych, żałując niekiedy, że nie możemy już z nimi porozmawiać i posłuchać ich wspomnień. Pewnie niejeden z nas pomyślał w takich momentach, że dobrze by było mieć jakiś wehikuł czasu, który chociaż na chwilę przeniósłby nas w przeszłość. Niestety to tylko marzenia. Jednak nie wszystko stracone. Chociaż nie możemy przenieść się w przeszłość, żeby posłuchać wspomnień ludzi z minionych czasów, istnieje droga w druSługa nr 2 (66)

gą stronę. Ludzie z przeszłości przychodzą do nas w swoich wspomnieniach, pamiętnikach, dziennikach. W ten sposób można poznać myśli i przeżycia wielu ludzi z przeszłości. Są to nieraz zwierzenia bardzo osobiste, zapiski z życia duszy. Tego rodzaju wspomnienia, czy raczej dzienniki duchowe prowadziło wielu świętych. Starczy tu może wymienić św. Augustyna i jego Wyznania, św. Teresę od Dzieciątka Jezus czy bł. Jana XXIII, papieża. Do tej grupy należy także mała, w porównaniu z wymienionymi, książeczka – Pamiętnik autorstwa bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego. Jest to właściwie mieszanka pamiętnika z dziennikiem duchowym. Znajd z i e m y w  nim nie tylko zapis wydarzeń z  życia mło13


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA dego chłopaka, ale przede wszystkim coś o wiele głębszego i ciekawszego – obraz jego duszy, wszystkiego tego, co w nim się działo. Chociaż nie jest to obraz całościowy, to z tych fragmentów niczym z fragmentów znalezionych na wykopaliskach możemy zrekonstruować jego życie wewnętrzne. Pamiętnik zaprasza nas do niezwykłej przygody – na wyprawę w  głąb człowieka, do archeologii w ludzkiej duszy. Zeszyt z ozdobną okładką, który w przyszłości miał stać się jego duchowym powiernikiem, przyszły błogosławiony otrzymał jako prezent na Boże Narodzenie w 1929 roku. Jak świadczą pierwsze słowa, był on dla niego prezentem wymarzonym, z dawna oczekiwanym, przyćmiewającym to, że „gwiazdor nie był bogaty” i oceniony wyżej niż krawat od brata. W kilka dni później, 28  grudnia, umieścił w nim swoje pierwsze wspomnienia – z okresu świąt. Odtąd zapisywał w różnych, nieregularnych odstępach czasu swoje myśli i przeżycia. Niekiedy pisał je dzień po dniu, innym razem – i tak jest częściej – w odstępach kilkutygodniowych albo nawet kilkumiesięcznych. Najdłuższa przerwa w Pamiętniku to dwa lata i trzy dni – poprzedza ostatni zapisek, już ręką kapłana. Utrwalone wydarzenia rozgrywają się zatem przez prawie dekadę: między końcówką 1929 roku, a początkiem 1939 r. Po co jednak właściwie zapisywał swoje wspomnienia? Odpowiada nam sam: raz, chciał z tej książeczki „odczytać po długich latach, jakim teraz jestem”. Pamiętnik miał być czymś w rodzaju aparatu fotograficznego dla „myśli, usposobienia, temperamentu, charakteru, w ogóle dla 14

całego siebie”. Pewnie wielu z nas miało podobne myśli, gdy robiąc porządki znalazł się nagle zapomniany zeszyt z czasów szkolnych czy podobna pamiątka. Dwa, pisanie pamiętnika było dla przyszłego księdza ćwiczeniem w dobrym wypowiadaniu się i krystalizowaniu myśli. Pamiętnik był zatem nie tylko powiernikiem, ale i wychowawcą. Po prostu przez szereg lat stał się dla niego przyjacielem. Stefan Frelichowski zaczynał pisać w swoim pamiętniku jako młody chłopak, stojący przed egzaminem maturalnym i wyborem drogi życia. Przewracając pierwsze strony jego wspomnień, oglądamy jak na starych zdjęciach osoby i wydarzenia z lat 1930-1931: rodzinę bliższą i dalszą, kolegów, koleżanki. Razem z autorem towarzyszymy ostatnim chwilom życia jego brata Czesława (tego właśnie, od którego dostał krawat, a który zmarł piękną śmiercią w przededniu Wielkiego Postu 1930 r.), możemy się poczuć trochę skrępowani, czytając o zmaganiach młodego Frelichowskiego z pokusami przeciw czystości, dzielimy z nim radość ze zdanej po kilku perypetiach matury i jesteśmy obok niego, gdy podejmuje decyzję


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA o wstąpieniu do seminarium duchownego. Po prostu wspaniały wybór zdjęć z albumu młodości – pięknych i naturalnych, można by powiedzieć „niepozowanych”. Większość Pamiętnika zajmują zapiski z czasów nauki w Seminarium w Pelplinie. W dużej części są to refleksje nad powołaniem z okazji rekolekcji. Ta część książeczki otwiera nam szerzej wnętrze serca młodego kleryka. Można powiedzieć, że z przedsionka kuźni, jaki mieliśmy na poprzednich stronach, wchodzimy do wnętrza warsztatu kowala, który w trudzie wykuwa własne życie. Tak jak kowal w czasie pracy nieraz poprawia to, co wydaje mu się niezbyt udane, a ogień z paleniska raz płonie jaśniej, a raz słabiej, tak i w życiu młodego kleryka nie brakuje chwil ciężkich zmagań z pokusami, pracy nad sobą. Ogień Bożej miłości płonie w jego sercu to jaśniej to ciemniej, zdaje się prawie przygasać, by za sekundę rozgorzeć nowym blaskiem. Fragmenty wyrażające radość z obranej drogi, z bliskości z Panem Jezusem przeplatają się jak w  stali damasceńskiej z chwilami zwątpienia, ba!, nawet czytamy tu i ówdzie o postanowieniu odejścia z seminarium. Zapisy w seminarium powstają w  odstępach nawet kilkumiesięcznych. Bardzo zyskuje na tym dramatyzm Pamiętnika. Oto jeden przykład. 21 II 1934 r. czytamy, że po rozmowie z jednym z księży kleryk Frelichowski powziął „nieodwołalną decyzję” przerwania na rok studiów w Seminarium, bo nie czuł się gotowy do przyjęcia świeceń. Przewracamy kartkę (i 7 miesięcy życia zarazem) ciekawi, co się stanie i… 18 IX znajdujemy go nadal siedzącego w Pelplinie na rekolekcjach poświęconych kapłaństwu. Mało w tym

artykule miejsca, aby przytoczyć nawet wybrane fragmenty z pamiętnika. Kto ciekawy, niech po niego sięgnie – nie będzie żałował. Dlaczego warto sięgnąć po pamiętnik ks. Frelichowskiego? Po pierwsze, aby lepiej poznać jego autora, bo po lekturze nie jest on już płaską postacią z  obrazka, ale staje przed nami we wszystkich wymiarach, w długości, wysokości, szerokości i głębokości człowieka oraz kapłana. Po drugie, aby poznać Boga, którego łaska działała w jego życiu, tak podobnym do naszego, bardziej Mu zaufać i uwielbiać. Po trzecie wreszcie, aby lepiej poznać siebie samego. Myśli ks. Frelichowskiego i jego ideały okazują się bliskie naszym myślom i ideałom. Jego pragnienia i tęsknoty są naszymi pragnieniami i tęsknotami. Jego pokusy i wady są naszymi pokusami i wadami. Ostatni wpis w pamiętniku jest szczególny. Dzieli go od poprzednich wielka przerwa – przeszło dwa lata. Trochę jakby Pamiętnik, przyjaciel wszystkich lat dorastania, ustąpił przed Wielkim Przyjacielem, a teraz zajrzał w odwiedziny, pytając, co słychać. Wyobraźmy sobie na koniec młodego ks. Frelichowskiego, z doświadczeniem dwóch lat kapłaństwa, jak wyciąga gdzieś z półki czy z walizki długo nie otwierany Pamiętnik, jak zdmuchuje z niego kurz, kartkuje i po chwili, spoglądając w przeszłość i w przyszłość, zapisuje ostatnie, jak się okaże, słowa. Patrzy jak kowal na wykuty miecz, wypolerowany, ozdobiony, gotowy do walki. Tak, udało się dzieło! „Boże, chcę być naprawdę kapłanem”. kl. Tomasz Filipiak, rok V 15


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA

Nauka Kościoła w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym – GAUDIUM ET SPES Czym jest dokument Gudium et spes i jakie kwestie podejmuje? Dlaczego te treści interesują ludzi Kościoła doby współczesnej? Czy po pięćdziesięciu latach są one nadal aktualne? Dlaczego papieże tak często odwołują się do treści tego dokumentu? Warto odpowiedzieć na te pytania na samym początku Roku Wiary, gdzie jedną z zachęt, które kieruje do nas Kościół, jest zgłębianie tekstów soborowych. 1. Wprowadzenie Gaudium et spes to konstytucja duszpasterska zajmująca jedno z czołowych miejsc wśród dokumentów Soboru Watykańskiego II. Konstytucja jest rodzajem dokumentu kościelnego wyższej rangi, podejmującego ważkie kwestie, formułującego fundamentalne zasady i  ukazująca rzeczywistość Kościoła (podobnie w prawie cywilnym konstytucja stanowi ustawę zasadniczą, czyli najważniejszy dokument w państwie). Ten epitet „duszpasterska” wskazuje na akcenty w  treści dokumentu, które uwypuklają sposoby działania Kościoła, czyli działalności zbawczej, wszelkich zadań podejmowanych przez Kościół na rzecz zbawienia każdego człowieka. Konstytucja podzielona jest na zasadnicze dwie części: pierwsza ukazuje rzeczywistość człowieka w Kościele, natomiast druga podejmuje ważniejsze problemy i wyzwania współczesnego duszpasterstwa. 16

2. Kim jest człowiek? Dokument Soboru podejmuje na samym początku podstawową kwestię godności i roli człowieka. Odpowiada na pytanie, kim jest człowiek. Otóż, człowiek stanowi centrum i punkt szczytowy wszelkiego istnienia; wniosek ten jest jasny dla niewierzących i wierzących. Kościół w  swojej niezmierzonej mądrości dostrzega współczesne problemy człowieka, który „albo uważa się za normę absolutną, albo deprecjonuje się aż do rozpaczy” (KDK 12); dlatego pragnie opisać kondycję współczesnego człowieka i na podstawie Objawienia pragnie udzielać cennych drogowskazów. Podstawą orzekania o człowieku jako koronie stworzenia jest fakt stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boże. Nie do pominięcia jest również istnienie grzechu, który stanowi nadużycie wolności danej przez Stwórcę, z którym człowiek zmaga się od zarania dziejów. Człowiek jako istota wolna i rozumna orzeka o dobru i złu za pomocą sumienia, które jest „najskrytszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, w nim pozostaje on sam z Bogiem, którego głos rozbrzmiewa w jego wnętrzu” (KDK 16). Wiele rozterek i lęków wzbudza w człowieku tajemnica śmierci dotykająca każdego człowieka bez względu na status społeczny i inne uwarunkowania. Konstytucja podkreśla, iż „człowiek został stworzony przez Boga dla błogosławionego celu poza granicami ziemskiej nędzy” (KDK 18).


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA 4. Autonomia spraw ziemskich W trzecim rozdziale Kościół naucza o oddzieleniu rzeczywistości ziemskich od prawa ustalonego przez Boga. Sobór mówi, że współczesny człowiek próbuje tworzyć własne zasady, które nie odnoszą się do Stwórcy. Jednak dalej pada stwierdzenie, że „każdy kto uznaje Boga, czuje, jak fałszywe są tego rodzaju stwierdzenia” (KDK 36). Wniosek jest prosty: każde działanie człowieka jest do Ostatnim podejmowanym pro- bre, jeśli jest zgodne z zamysłem Boga – blemem pierwszego rozdziału jest ate- „Stworzenie bowiem bez Stwórcy ginie” izm, który stanowi wyzwanie dla duszpa- (KDK 36). sterstwa XXI wieku, zwłaszcza ostatniego synodu biskupów poświęconego nowej 5. Zadanie Kościoła ewangelizacji. Wykładnia Soboru rozuJakie jest fundamentalne zadanie mie ateizm bardzo szeroko, począwszy od „wyraźnego przeczenia istnieniu Boga”, Kościoła? Pojednanie z Bogiem i drugim przez „afirmację człowieka”, co w konse- człowiekiem. Sobór odwołuje się w czwarkwencji nie daje żadnego miejsca Bogu, aż tym rozdziale do innej konstytucji Soboru po „uwikłanie w sprawy doczesne współ- Watykańskiego II Lumen Gentium, któczesnej cywilizacji technicznej” (KDK 19). ra określa Kościół jako „znak i narzędzie wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (KK 3. Dobro wspólne 1). Uwypuklone są tutaj dwie płaszczy W drugim rozdziale szczególnie zny: pierwsza – wertykalna relacja człoważna jawi się kwestia dobra wspólnego, wieka do Boga oraz druga – horyzontalna które Sobór definiuje jako „sumę warun- relacja człowieka do drugiego człowieka. ków życia społecznego, które pozwalają Te dwie relacje wymagają nieustannego bądź to grupom, bądź poszczególnym odnawiania. Tak jak w momencie zbawjego członkom pełniej i szybciej osiągnąć czej śmierci Chrystusa został pokonany ich własną doskonałość”. Wnioski dalsze grzech, odnowiona została więź między z tej definicji potwierdzają godność czło- Bogiem a ludem, tak tą misję kontynuuje wieka, to znaczy, że każdy człowiek jest Kościół do dziś. Celem jest radość i pokój, ważny i chce się rozwijać, a społeczeń- którego człowiek współczesny jest złakstwo powinno zapewnić mu możliwości niony. rozwoju.

17


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA życie społeczne tak w rodzinie, jak i w całej społeczności państwowej przez postęp obyczajów i instytucji; wreszcie w  dziełach swoich w ciągu wieków wyraża, przekazuje i zachowuje wielkie doświadczenia duchowe i dążenia na to, aby służyły one postępowi wielu, a nawet całej ludzkości” (KDK 53). Krótkim komentarzem do tej bogatej w treść definicji kultury może być stwierdzenie, że dzięki kulturze czło6. Małżeństwo wiek staje się stworzeniem działającym według zamysłu Bożego, stając się praw W drugiej części Konstytucji So- dziwym dzieckiem Bożym. bór podejmuje temat małżeństwa. Szczególną troskę kieruje wobec zachwiania 8. Polityka godności instytucji małżeństwa, która jest profanowana przez wielożeństwo, plagę W rozdziale poświęconym polityrozwodów i różne wynaturzenia, czego ce Sobór Konstytucja podkreśla szczególkorzeniem jest egoizm. Miłość małżeńska nie ważna kwestię relacji wspólnoty politraci wymiar tracenia, dawania z  siebie, tycznej i Kościoła. Kościół posiada swoje dzielenia się, a raczej jest postrzegana kompetencje i zadania, co wyklucza utożjako miejsce spełniania własnych potrzeb samienie z jakąkolwiek organizacją poemocjonalnych i seksualnych. Dlatego So- lityczną. „Wspólnota polityczna i Kościół bór przypomina, że związek kobiety i męż- są, każde na własnym terenie, od siebie czyzny jest „wielką i świętą wartością”, niezależne i autonomiczne” (KDK 76). o której Kościół chce nieustannie przypo- Konstytucja mówi dalej o prawie każdego minać i którą chce chronić (KDK 47). człowieka do uczestnictwa w życiu państwa, jak też życiu w Kościoła. Podstawą 7. Kultura dążeń jest sam akt stwórczy człowieka, który składa się z ciała, przynależącego Kolejną ważną kwestią podejmo- do porządku doczesnego i duszy, która waną przez Sobór jest pojęcie kultury. wybiega dalej, będąc powołaną do życia Aby stawać się naprawdę człowiekiem, wiecznego. Te dwie rzeczywistości stanoczłowiek potrzebuje kultury, czyli „troski wią w człowieku jedną całość i domagają o dobra i wartości natury”. Warto w tym się realizacji swoich potrzeb. Żadna z nich miejscu przytoczyć definicję kultury, któ- nie powinna być zaniedbana. Państwo rą podaje Konstytucja: „wszystko, czym nie może utrudniać człowiekowi realizoczłowiek doskonali i rozwija wielorakie wania potrzeb ducha i odwrotnie, Kościół uzdolnienia swego ducha i ciała; stara się nie ma prawa zakazywać swoim wyznawdrogą poznania i pracy poddać sam świat com uczestniczenia w życiu społecznym pod swoją władzę; czyni bardziej ludzkim swojego państwa. 18


WARTO! 9. Podsumowanie Powyższe myśli są zaledwie krótkim streszczeniem konstytucji Gaudium et spes, które oczywiście nie wyczerpują bogactwa przesłania dokumentu. Co trzeba podkreślić, główną myślą Konstytucji jest podjęcie tematu człowieka i problemu sensu jego bytowania. Błogosławiony Jan Paweł II podkreślił, że Konstytucja podejmuje temat historii zbawienia, więc wszystkiego, co dotyczy człowieka i  zasadności jego istnienia. W książce Przekroczyć próg nadziei papież napisał,

że  „Gaudium et spes jest niczym innym, tylko właśnie aktualizacją tego wielkiego tematu, jakim jest historia zbawienia” (Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei). kl. Korneliusz Pełka, rok V Bibliografia: 1. Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et Spes, w: Sobór Watykański II. Konstytucje, Dekrety, Deklaracje, Poznań 2002, s. 526-606. Skrót: (KDK) 2. Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, Lublin 1994, s. 61.

Benedykt XVI – Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo Po ukazaniu się dwóch części Jezusa z Nazaretu autorstwa papieża Benedykta XVI, które obejmują życie Pana Jezusa od chrztu w Jordanie do zmartwychwstania, przyszedł czas na dopełnienie, a raczej, jak mówi sam Autor, na „przedpokój” dla wcześniejszych tekstów. Dzieciństwo Pana Jezusa to temat trudny do rozważań, ponieważ Ewangelie nie dostarczają nam zbyt wielu informacji na ten temat. Papież zajmuje się w pierwszej kolejności odkryciem przesłania, jakie chciał przekazać autor Ewangelii Ma19


WARTO! teusza i Łukasza, dotyczące dzieciństwa Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo Pana Jezusa. Następnie zadaje sobie to doskonała lektura nie tylko dla tych, pytania o prawdziwość tego przesłania którzy przeczytali już poprzednie części, oraz o jego znaczenie dla życia człowie- ale także dla tych, którzy jeszcze nie zeka. Wynika z tego, że Autor na podstawie tknęli się z Jezusem z Nazaretu. Wydanie tekstu biblijnego odkrywa coś bardzo książki w Polsce wpisuje się także idealważnego, a raczej kogoś bardzo ważne- nie w przeżywany czas roku liturgicznego, go – osobę Jezusa Chrystusa, i chce się a więc w okres Adwentu i uroczystości tym dzielić z innymi. Chociaż sam mówi, Bożego Narodzenia. Warto w tym czaże jest to „książeczka zawierająca historię sie poświęcić nieco czasu na zgłębienie dzieciństwa Jezusa”, to trzeba zauważyć, tajemnicy Wcielenia, w czym na pewno iż ta „książeczka” jest pisana w świetle pomoże niniejsza lektura. Zatem gorąco licznych i wybitnych tekstów źródłowych, polecam! które najpierw trzeba było dokładnie zgłębić. Zatem jest to owoc wnikliwej kl. Miłosz Tomaszewski, rok IV analizy i medytacji tekstu nie tylko Ewangelii.

Paweł Kukiz – Siła i honor Jakiś czas temu każdy, kto śledził polski rynek muzyczny, na pewno był świadkiem dyskusji nt. Pawła Kukiza i jego nowej, solowej płyty Siła i honor. Choć od jej premiery minęły już prawie cztery miesiące, a dyskusja na jej temat straciła na sile, postanowiłem opisać ten krążek w „Kąciku muzycznym”. Czynię to przede wszystkim ze względu na jej wartość muzyczną. 20

Zanim jednak powiem o samej płycie, warto nadmienić kilka słów o  wspomnianej dyskusji. Przed oficjalną premierą płyty autor miał problem, by znaleźć kogoś chętnego do promowania nowego albumu. Trzeci program Polskiego Radia upierał się, że promuje ów album, jednak zapytany o tę kwestię Kukiz odpowiada, że piosenka, o której mówi „Trójka”, to singiel z płyty Kukiz i Piersi,


Mała galeria zdjęć:

Dni seminaryjne – uczestnicy w kaplicy WSD (27.10.2012)

Dni seminaryjne – śniadanie w kleryckim refektarzu (27.10.2012)

I


Wieczornica patriotyczna (10.11.2012)

Colloquia Torunensia (16.11.2012)

II


Kandydaci do przyjęcia posługi stałego lektora lub akolity w trakcie spotkania formacyjnego (24.11.2012)

Wieczór andrzejkowy – zdjęcie grupowe po satyrycznym spektaklu autorstwa kleryków z roku IV (28.11.2012)

III


Wieczór piosenki turystycznej w Centrum Dialogu (29.11.2012)

Spotkanie z ks. kan. Leonem Stępniakiem – ostatnim żyjącym kapłanem więzionym w obozie koncentracyjnym w Dachau w czasie II wojny światowej (10.12.2012)

IV


WARTO! która ukaże się pod koniec roku. Promocji „solidarnie” odmówiły stacje komercyjne i publiczne, wiele z nich argumentowało to „zbyt politycznym charakterem” albumu. A o czym jest ta płyta? Posłużmy się słowami samego autora: „[Płyta] jest spójną, konsekwentną opowieścią o Polsce [od 1945r. – przyp. aut.]. Napisałem ją taką, bowiem uważam, że znajdujemy się w takim czasie, że musimy mówić o naszej historii, musimy mówić o patriotyzmie oraz wzmacniać narodową tożsamość. Patriotyzm to tożsamość, człowiek musi wiedzieć, skąd i  po co jest. Jednak obecnie poruszanie problematyki narodowej to w najlepszym wypadku objaw ksenofobii”. Niestety polskie rozgłośnie boją się poruszać kwestię patriotyzmu, kwestię ważną, ale trudną. Płyta Pawła Kukiza to tzw. koncept album, więc warto, a nawet powinniśmy, prześledzić ją utwór po utworze. Zaczyna się ona od kilkusekundowego intra, w którym słyszymy odgłosy przyrody, zaraz po tym następuje utwór Moja góra, pisany na góralską nutę. Jednak dalej sielanka się kończy, bowiem nadchodzi II Wojna Światowa – Hail Sztajnbach, gdzie „Hitler i Stalin ręka w rękę razem szli”. Kolejny utwór 17 września opisuje mord w Katyniu, ale uwaga, czyni to z perspektywy oprawców. Kaci w utworze piją wódkę, walczą ze zmęczeniem, martwią się o pogodę i brak sprzętu, a równocześnie zabijają kolejnych więźniów, choć „palec od cyngla boli, nagana parzy stal, a nam wciąż nowych dowożą”. Ten utwór to prawdziwa perła na tym albumie. Kukiz wspiął się na wyżyny swoich muzycznych możliwości – utwór ściska za gardło i wzbudza ciarki na plecach.

Kolejne dwa utwory to Obława – utwór znany chyba wszystkim, i Ratujcie nasze dusze – opisujący marynarzy uwięzionych w łodzi podwodnej i czekających na śmierć. To kolejne obrazy życia bez nadziei i w pogodzeniu się z losem. Następne cztery utwory stanowią pewną całość: w BOA Kukiz śpiewa: „nie pytamy, ilu jest wrogów, tylko gdzie oni są”. Odpowiedź znajdujemy dalej w  Old Punk, Twoim słowie i Homo Politicus, opisujących to, co się działo w czasach komunizmu, Solidarności i w niedawnej przeszłości. Autor szczególnie przedstawia tu wydarzenia polityczne: „Twoje słowo nic nie znaczy, tylko kupisz czas. Za prawdę jest lincz, za kłamstwo sława. Zbili się w stada, zjedli sztandary, kije zostały, biją kijami”. „Koniec końców początkiem wszystkiego, owoc po to spada, żeby rosło drzewo”. Kukiz w taki sposób kończy płytę. Nie chce pozostawiać nas w głębokim pesymizmie. Jak widać od strony tekstów płyta jest bardzo mocna i dobra. Jest tak, dlatego że Kukiz śpiewa o tym wszystkim, 25


WARTO! co leży mu na sercu. Właśnie dlatego po- jest ogromnym plusem tej płyty, inni lecam tę płytę. Oryginalna, nietuzinkowa, z  tego powodu będą omijać ją szerokim na pewno jest nowością na naszym ryn- łukiem. Ja gorącą polecam Siłę i honor! ku muzycznym. Patriotyczna tematyka przedstawiona w taki sposób dla jednych kl. Paweł Śliwiński, rok IV

Kto nigdy nie żył Prezentowany film jest kolejną propozycją, po której widz zacznie się zastanawiać nie tylko nad sobą, lecz także nad naglącym problemem, z którym każdego dnia borykają się młodzi ludzie. Jest to opowieść o młodym, charyzmatycznym księdzu pracującym wśród trudnej młodzieży, której codzienność przysparza raz po raz nowych zmartwień. Postać księdza Jana, granego przez Michała Żebrowskiego, który, spalając się, pragnie poświęcić całe swoje życie trudnej młodzieży, zmaga się z wieloma decyzjami i niezrozumieniem wśród przełożonych. Wizja studiów w Wiecznym Mieście oddala się po wizycie u lekarza. Załamanie i rozpacz prowadzą głównego bohatera do niezwykłego doświadczenia monastycznego oraz przeżycia tego, czym jest duchowa pustka. Niczym Hiob, nasz główny bohater zaczyna się zastanawiać, 26


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ dlaczego jego to spotkało. Potrzebuje odsunięcia się na bok, mimo tego iż wie, jak bardzo jest potrzebny tym, dla których zrobiłby niemal wszystko. Niebanalna fabuła, reżyseria Andrzeja Seweryna, zdjęcia Piotra Wojtowicza i muzyka Jana A. P. Kaczmarka potrafią przykuć uwagę widza na 1 godz. i  46  minut. Film jest szczerym przedstawieniem tego, jak dzisiaj duża jest potrzeba zwrócenia uwagi na najbardziej

potrzebujących. To ukazanie prawdy, że  warto sięgnąć po dłoń kogoś, kto już został zaszufladkowany przez ogół społeczeństwa. Dodatkowo końcowe zdjęcia filmu są kręcone w miejscach, które dla mieszkańców i miłośników Grodu Kopernika nie są obce. Gorąco polecam. kl. Damian Wiśniewski, rok III

Bł. Stefan Wincenty Frelichowski – – patron polskiego harcerstwa Po jednej z uroczystości harcerskich, kilkanaście miesięcy temu, podszedł do mnie instruktor, tak na oko po sześćdziesiątce, pochodzący z południa Polski i zadał pytanie: „Proszę księdza, jaki sens miało ogłoszenie ks. Frelichowskiego Patronem Polskiego Harcerstwa, skoro większość środowisk harcerskich posiada już swoich bohaterów? Mają w  ich osobach przykłady do naśladowania, więc po co kolejny?”. Prawda, że od początku istnienia harcerstwa drużyny, szczepy, hufce czy chorągwie otrzymują, a właściwie to zdobywają imię-bohatera dla swojego środo-

wiska. Moment nadania imienia bohatera poprzedza kampania i zadania, poprzez które członkowie konkretnej drużyny czy szczepu zapoznają się z życiem i przesłaniem swojego przyszłego patrona tak, aby faktycznie jego osoba oddziaływała na zrzeszonych pod jego sztandarem, proporcem. Im więcej znanych jest faktów z jego życia, przemyśleń oraz płaszczyzn jego działania: wiara, rodzina, praca, relacja do Ojczyzny, tym bardziej i mocniej będzie on oddziaływał wychowawczo na sięgających po jego przykład. Istnieje jednak niebezpieczeństwo zawężenia programu pracy z bohaterem do jedne27


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ go albo niektórych tylko aspektów bogactwa, jakie niesie z sobą przyjęty przez środowisko Wzór. Nie koniecznie trzeba zaraz upatrywać w tym czyjąś złą wolę, chęć przemilczenia czegoś, choć dzisiejszy człowiek przyzwyczajany i  oswajany z fragmentarycznym i selektywnym podchodzeniem do rzeczywistości, tzn. możliwością wybierania łatwiejszych wzorców, rozwiązań, może takiej pokusie ulec, ale pewne przestrzenie i okoliczności życia i  wartościowania naszego bohatera, z braku przekazów źródłowych, mogą być po prostu dla nas niedostępne, zakryte. A  przecież harcerstwo, jako organizacja wychowująca młode pokolenia ma na celu rozwój całego człowieka. Nie chodzi tu, bynajmniej, o skupienie się tylko na  zdrowiu i tężyźnie fizycznej, tylko na kulturze osobistej, tylko na wiedzy, tylko na patriotyzmie, tylko na pomocy bliźniemu i tylko na pogłębieniu życia duchowego. Całościowy rozwój młodego człowieka wymaga zwrócenia uwagi na wszystkie aspekty życia ludzkiego, wejścia w nie z całą delikatnością i odpowiedzialnością, aby niczego nie zlekceważyć, nie przeakcentować, ale harmonijnie połączyć i  ugruntować w konkretnej młodej osobie. W tej jakże ważnej pracy z i nad młodą

28

Polką i Polakiem najwięcej zapewne trudności instruktorowi sprawia wychowanie duchowe i religijne jego podopiecznych. A przecież, chcąc być uczciwym wychowawcą, wiernym Przyrzeczeniu Harcerskiemu i zasadom swojej organizacji, nie może od tej kwestii uciec lub potraktować ją jako sprawę mniej albo w ogóle nie ważną. W zależności od własnego duchowego rozwoju, przeżywania wiary, będzie czerpał ze skarbca własnego wnętrza i nim dzielił się z innymi. Pomocą w podjęciu pracy nad tą, podkreślmy to mocno, ważną sferą – ducha, duszy ludzkiej pomaga odniesienie się do życia bohatera swojego środowiska. Ale co zrobić, jeśli nic o jego służbie Bogu nie wiemy? Co zrobić, jeśli odkryjemy po czasie, że ta kwestia, grzecznie mówiąc, szwankowała w jego życiu? I tu znajdujemy odpowiedź na zadane kilkanaście miesięcy temu pytanie! Polskie harcerki i harcerze są dziś w tej komfortowej sytuacji, że mają oprócz swoich środowiskowych bohaterów jednego wspólnego – bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego, instruktora-podharcmistrza, przedwojennego kapelana, dziś również orędownika przed Panem Bogiem. Bł. Druh Wicek, bo tak go nazywają harcerze, ustanowiony 20 września 2002 r. przez Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, a ogłoszony w Polsce, w warszawskiej katedrze polowej 22 lutego 2003 r. Patronem Polskich Harcerzy przed Bogiem, jest dla współczesnej Druhny i współczesnego Druha wielkim darem i punktem odniesienia w ich duchowych rozterkach i pytaniach: „Jak służyć Bogu, Polsce i bliźniemu?”. To, że wszyscy polscy harcerze posiadają dziś


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ wspólnego Bohatera i Patrona napawa nadzieją, iż nie zapomnimy o konieczności integralnego, całościowego wychowania młodego człowieka, jego duszy i ciała; daje taki sam wzorzec codziennej służby harcerskiej-ludzkiej. Jest jeszcze jeden ważny moment, o którym nie można nie wspomnieć, czysto zewnętrzny, strukturalny. Polscy harcerze w Ojczyźnie i poza jej granicami zrzeszeni są w kilku organizacjach harcerskich. Najbardziej znane to: Związek Harcerstwa Polskiego, Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej, Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego Zawisza. Podziały organizacyjne, przy posiadanych i realizowanych podobnych zasadach i ideałach, nie granicy w Toruniu na Międzynarodowym zawsze pozwalają (nie z powodu ludzkich Zlocie Harcerzy i Skautów „Wicek 2013” niechęci) na wspólne spotykanie się, obo- (zapraszam na stronę www.wicek2013. zowanie, działanie. Bł. Druh Wicek jest na pl) organizowanym z okazji setnej rocznipewno tą osobą, która nie tylko pozwala, cy urodzin Patrona Polskiego Harcerstwa, ale faktycznie sprawia, że polskie druhny przypadającej 22 stycznia. Podczas beatyfikacji ks. phm. Stei  druhowie czują się jedną rodziną Pol- skiego Harcerstwa. Przykładów można fana Wincentego Frelichowskiego w  Tow tym miejscu przytoczyć wiele. Bł. Druh runiu, w dniu 7 czerwca 1999 r., Jan Paweł Wicek gromadzi wszystkich na obcho- II zwrócił się do polskich harcerzy tymi dach jego męczeńskiej śmierci w kate- słowami: „Zwracam się także do całej drze polowej w Warszawie i w toruńskim rodziny polskich harcerzy, z którą nowy Sanktuarium. Istniejąca w Toruniu przy błogosławiony był głęboko związany. kościele Mariackim stanica dostępna jest Niech stanie się dla was patronem, nadla każdego kto nosi krzyż i lilijkę harcer- uczycielem szlachetności i orędownikiem ską. Co roku kapelani harcerscy wszyst- pokoju i pojednania”. Bł. Druh Wicek już kich organizacji spotykają się razem na patronuje braci harcerskiej. Nie zapomirekolekcjach i warsztatach w tygodniu najmy, aby w naszej harcerskiej pracy wielkanocnym. Kleryckie Kręgi Harcerskie wychowawczej sięgać po jego wskazówskupiają alumnów, którzy przed wstą- ki ukazujące czym jest szlachetność, bupieniem do seminarium służyli bądź to dowanie pokoju i pojednania, czym jest w ZHP, ZHR czy SHK Zawisza. W przyszłym służba Bogu, Polsce i bliźniemu. roku 2013, w dniach od 6 do 12 sierpnia, ks. phm. Marcin Staniszewski, bł. Druh Wicek zgromadzi kilkutysięczwicerektor WSD w Toruniu ną rzeszę polskich harcerzy z kraju i zza 29


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ

Współczesne objawienia maryjne w Egipcie „Błogosławiony niech będzie Egipt, mój lud” (Iz 19, 25) Maadi, na południowych przedmieściach Kairu, to jedno z wielu miejsc w Egipcie szczególnie związanych z chrześcijaństwem. Tutaj według starożytnych przekazów Święta Rodzina, zmuszona do ucieczki przed prześladowaniem Heroda, zeszła zachowanymi po dziś dzień schodami i wsiadła do łodzi, by rzeką Nil udać się na południe do Górnego Egiptu. W miejscu tym stoi obecnie kościół poświęcony Najświętszej Maryi Pannie. W piątek, 12 marca 1976 roku po zakończeniu porannej liturgii wierni zauważyli na rzece jakiś przedmiot unoszący się na powierzchni wody. Okazało się, że była to księga Pisma Świętego otwarta na 19 rozdziale Księgi Izajasza, w którym czytamy o błogosławieństwie dla Egiptu. Biblia ta, mimo przesiąknięcia wodą oraz swojej naturalnej wagi, nie tonęła. Uznano

30

to za cud oraz znak szczególnego błogosławieństwa Bożego dla tej ziemi oraz jej mieszkańców. Błogosławieństwo to znalazło swój wyraz między innymi w licznych na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci objawieniach Najświętszej Maryi Panny na ziemi egipskiej: Zeitun (1968-1971), Edfu (1982), Shubra (1986-1991), Assiut (2000-2001), Warraq (2009). Łączy je szereg wspólnych cech charakterystycznych. Wszystkie należą do kategorii zjawień (łac. apparitio), co oznacza, iż Matka Najświętsza nie przekazywała żadnego słownego orędzia, lecz jedynie ukazywała się zgromadzonym w tych miejscach ludziom. Za  każdym razem ukazywała się nad kościołem, a świadkami objawień byli nie tylko chrześcijanie, lecz także muzułmanie, żydzi oraz niewierzący. Na  wieść o dokonującym się objawieniu wokół kościoła bardzo szybko gromadziły się tłumy. Niektóre z tych ukazań się Matki Bożej udało się uwiecznić na fotografiach, a nawet na krótkich filmach video, nagrywanych przy użyciu telefonów komórkowych. Oczom zebranych ukazywała się jaśniejąca blaskiem sylwetka Niewiasty, czyniącej rękoma jakiś znaczący gest: albo z otwartymi ramionami, jak gdyby zapraszająca do przybliżenia się, albo z dłońmi złożonymi razem do modlitwy, bądź też z  obiema rękoma podniesionymi w geście błogosławieństwa lub tzw. geście orantki. Pojawieniu się Matki Najświętszej towarzyszyły często inne niezwykłe zjawiska, jak na przykład po-


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ jawiające się na niebie postacie przypominające gołębie, promieniejące jasnym światłem, których ruchy jednakże nie przypominały zwyczajnego lotu ptaków. Pośród zebranych obserwatorów tych wyjątkowych wydarzeń zdarzały się także nagłe, cudowne uzdrowienia. Można postawić pytanie o powody tych jakże częstych nadprzyrodzonych wizyt Bożej Rodzicielki w Egipcie. Zasadnicza odpowiedź jest jedna: Maryja przychodzi, aby utwierdzić wiarę w sercach swoich dzieci oraz przyciągnąć do Chrystusa tych, którzy dotąd jeszcze Go nie poznali. Żeby dobrze zrozumieć tę matczyną troskę, która skłania Bożą Opatrzność do ofiarowania Kościołowi tych niezwykłych znaków, trzeba przybliżyć nieco sytuację miejscowych chrześcijan. Kościół w Egipcie posiada korzenie apostolskie. Ewangelię przyniósł na te tereny św. Marek, uznawany za pierwszego patriarchę Aleksandrii. W połowie V w. Kościół w Egipcie dotknęła schizma, która rozdzieliła chrześcijan koptyjskich i greckich. Od połowy VII w. Egipt znalazł się pod panowaniem arabskim. Odtąd chrześcijanie stali się przedmiotem stałej dyskryminacji i częstych prześladowań, z nielicznymi tylko okresami względnej tolerancji. W  ciągu wieków kilkakrotnie podejmowano próby przywrócenia jedności z Kościołem powszechnym. Inicjatywa wychodziła to z Konstantynopola, to z Rzymu czy wreszcie z samej Aleksandrii, niekiedy dochodziło do podpisania unii. Ostatecznie jednak nigdy nie udało się w pełni urzeczywistnić tych dążeń. Sytuację skomplikowały dodatkowo wielkie rozłamy w łonie Kościoła powszechnego: Wielka Schizma wschodnia oraz reforma-

cja. W konsekwencji mamy dziś w Egipcie cztery główne wspólnoty chrześcijan: najliczniejszy – Koptyjski Kościół ortodoksyjny, Koptyjski Kościół katolicki, Prawosławny patriarchat Aleksandrii oraz Koptyjski Kościół ewangelicki. Obecnie chrześcijanie stanowią ok. 15% ludności tego kraju, a przez muzułmańską większość traktowani są często jak ludzie drugiej kategorii. Matka Najświętsza, ukazując się wiernym Kościoła w Egipcie, dodaje im zatem odwagi w obliczu piętrzących się życiowych trudności i wzmagających się prześladowań. Tak było w przypadku objawień w Zeitun w latach 1968-71, które poprzedziły krwawe prześladowania chrześcijan w latach 70-tych ubiegłego wieku. Wydaje się, że ostatnie objawienia w Warraq w grudniu 2009 roku niosą ze sobą podobne przesłanie nadziei wobec mającego nadejść niebawem pogorszenia się sytuacji chrześcijan w związku z obserwowaną w ostatnim czasie nową rewolucją arabską. Rok następny przyniósł egipskim chrześcijanom krwawe

31


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ Święta Bożego Narodzenia oraz tragiczny Nowy Rok – zamach w Aleksandrii przed wejściem do koptyjskiego kościoła al-Qidiseen, w którym zginęło 21 chrześcijan, a 97 osób odniosło rany. W ostatnich miesiącach, po zakończonych wyborach prezydenckich, w których zwyciężył kandydat islamistów, na fali burzliwych demonstracji dochodziło nawet do okrutnego krzyżowania koptów. Niektórzy obserwatorzy zwracają uwagę na jeszcze jedną okoliczność związaną z czasem ukazywania się Matki Bożej. Otóż zarówno objawienia w Zeitun jak i w Warraq następowały w  przededniu jeszcze jednego doniosłego wydarzenia w  Kościele koptyjskim, mianowicie śmierci jego patriarchy – papieża ortodoksyjnych koptów. Objawienia w Zeitun (1968-1971) poprzedziły śmierć patriarchy Cyryla VI (1971), a objawienia w Warraq (2009) – patriarchy Szenudy III (2012). Rzeczą godną podkreślenia i uznania jest sposób podejścia władz kościelnych do tych zjawisk. We wszystkich wymienionych przypadkach po zbadaniu przez kompetentnych przedstawicieli Kościoła biskupi koptyjscy nie wzbraniali się przed potwierdzeniem ich nadprzyrodzonego charakteru. Dokonywało się to zawsze bez zbędnej zwłoki i było wyrazem otwartej postawy wobec tego rodzaju wydarzeń. W świetle tego, co do tej pory powiedzieliśmy na temat sytuacji Kościoła w Egipcie, nietrudno też zrozumieć, co stoi u podstaw takiego podejścia i takiej otwartej postawy hierarchów – dlaczego tak bardzo cenią każde błogosławieństwo udzielane temu Kościołowi przez Najwyż-

32

szego. Może to z pewnością stanowić przykład oraz inspirację dla wielu chrześcijańskich wspólnot, a zwłaszcza dla Kościoła katolickiego na Zachodzie, którego modus procedendi w tych sprawach wydaje się wciąż pozostawać pod ciśnieniem pooświeceniowego racjonalizmu i naturalizmu. Taką wymowę posiada dzisiejsze „pragnę” (por. J 19, 28) Jezusa Chrystusa kierowane do Kościoła pod imieniem św. Piotra, któremu dał wyraz w słowach przekazanych – urodzonej także w Egipcie – współczesnej prawosławnej mistyczce Vassuli Rydén. W jej duchowym dzienniku, zatytułowanym Prawdziwe Życie w  Bogu, czytamy: „Córko, pragnę, aby – za każdym razem, gdy daję im choćby najmniejszy znak Mojej Obecności – Moja Stolica Święta uczciła Mój znak błogosławiąc mu. Chcę, aby świat poznał Moją Obecność, Moje Bogactwa, Moje Miłosierdzie i Moje Boskie Dzieła. Pragnę, aby Moja Stolica Święta rozprzestrzeniała szeroko znaki, które daję, aby odżywiać świat. Pragnę, aby Moja ziemia była urodzajna. Nie dajcie wyrwać kilku pozostających na niej kwiatów. Chcę, aby ta pustynia została nawodniona. Kto nawodni Mój Ogród? Dlaczego zaniedbują Moje kwiaty?”. kl. Aleksander Sztramski, rok I Bibliografia: 1 Wiele cennych materiałów źródłowych znaleźć można w internecie, np. http://zeitun-eg.org 2 V. Rydén, Prawdziwe Życie w Bogu. Orędzie Pokoju i Miłości. Zeszyty 1-45, Katowice 1997, 20.09.1987, zeszyt 16.

Sługa nr 2 (66)


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ

Nowa ewangelizacja czy „stare” duszpasterstwo? Pewnemu małżeństwu urodził się długo oczekiwany syn. Dumni rodzice powiadomili całą rodzinę i przyjaciół. Wiele osób zaczęło ich wkrótce odwiedzać, by pogratulować potomka i ujrzeć piękne niemowlę na własne oczy. Przyjechała też jedna ciotka – dalsza krewna, ważna i znana w świecie osoba, do tego bardzo zamożna. Spotkanie było serdeczne i  opromienione radością z narodzin dziecka. Niestety niedługo potem wzajemne relacje małżeństwa i owej ciotki popsuły się bardzo aż do ich całkowitego zerwania i  nieutrzymywania jakiegokolwiek kontaktu. Chłopiec dorastał, nie mając najmniejszego pojęcia o istnieniu krewnej ani o ich niegdysiejszym spotkaniu. Rodzice nic o niej nie wspominali, a on sam, gdy podrósł, nie mógł nawet przypuszczać, że z tą wyjątkową i powszechnie znaną osobą łączą go jakieś rodzinne więzy, ani tym bardziej tego, że ciotka przez wszystkie mijające lata coraz mocniej tęskni za ujrzeniem tego, jak wzrasta, za usłyszeniem, jak radzi sobie w życiu, również za podzieleniem się z nim posiadanymi dobrami, a szanując wolę rodziców, może jedynie wracać myśla-

Sługa nr 2 (66)

mi do  pamiętnego spotkania. Chłopiec miał też w dzieciństwie przyjaciela z sąsiedztwa, z którym spędzał wiele czasu. Znali się świetnie i  bardzo lubili. Jednak po skończeniu szkoły podstawowej ich drogi się rozeszły, ponieważ rodzina przeprowadziła się do innego miasta. Po kilku latach dorastania w nowym otoczeniu zupełnie zapomniał o dawnej przyjaźni. Dlaczego opowiadam tę historię? Ponieważ jest to obecnie historia coraz większej, a może przeważającej już części młodego pokolenia osób wchodzących w  dorosłe życie w Polsce. W życiu tych osób, do których i ja się zaliczałem, u samego zarania ich bycia na świecie doszło do spotkania z wyjątkową i niezwykle ważną osobą: z Jezusem Chrystusem – spotkania, które pomimo swojej sakramentalnej zasłony nosiło wszelkie cechy obiektywnego i rzeczywistego spotkania osób. Później jednak w ich rozwijającej się ludzkiej świadomości – najczęściej wskutek braku odpowiedniego środowiska wiary w rodzinie oraz szerzej w społeczeństwie – zabrakło miejsca na poznanie i rozwinięcie osobowej relacji z Chrystusem. Jak w przypadku opowiedzianej historii – nie zaznajomiono chłopca z istnieniem krewnej, nie zapraszano jej do domu, a nawet nie wspominano o niej, tym samym nie dano dziecku możliwości wzrastania w towarzyszącej mu świadomości obecności kogoś takiego w jego najbliższym otoczeniu. I na nic wówczas zda się wiedza o tej ważnej osobistości, jaką mogłoby, nawet w szerokim zakre33


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ sie, zdobyć w szkole, dopóki nie rozpoznaje osobistego charakteru łączącej ich relacji. Bywa i tak, jak to obrazuje druga część opowiastki, że jeszcze dzieciństwo pozostaje naznaczone autentycznie przeżywaną przyjaźnią z Jezusem, że dziecku udało się wkroczyć w świat osobowego odniesienia do Pana przez ożywianą wiarą modlitwę, przez pierwsze świadomie przyjmowane sakramenty, poprzez jakoś odczuwaną obecność łaski, lecz wszystkie te doświadczenia odchodzą w zapomnienie wraz z wejściem w okres dojrzewania i otwierający się wtedy przed nim, wyzuty z wszelkich przejawów religijności, świat techniki, rozrywki, zmysłów. Po kilku, kilkunastu latach wspomnienie przeszłych doświadczeń obcowania z Bogiem, jeśli jeszcze nie całkiem przykryte zasłoną niepamięci, jawi się co najwyżej jako jedna z wielu dawnych, dziecięcych iluzji, z których najzwyczajniej w świecie się wyrosło, którą w naturalny sposób przekroczyło się ku zdobytej dopiero rzeczywistej i naocznej postaci świata. Mówienie w tej sytuacji o wystarczalności dotychczasowego duszpasterstwa i szkolnej katechezy w Polsce oznacza zgodę na trwanie w swoistej fikcji, co prędzej czy później musi doprowadzić do bolesnego, a dla wielu nieoczekiwanego i zupełnie niezrozumiałego zderzenia ze stanem faktycznym. Czego zatem potrzeba? Z pewnością potrzeba pokornego uznania, że papieskie wezwanie do nowej ewangelizacji nie odnosi się, jak sądzą niektórzy, jedynie do naszych zachodnich sąsiadów, lecz także – a może nawet w sposób szczególny, ze względu na wciąż posiadany kapitał wiary – do naszej, pol34

skiej rzeczywistości. Na czym ma polegać ta nowa ewangelizacja? W czym ma się wyrażać jej nowość? Albo inaczej, co ją odróżnia od ewangelizacji pozbawionej tego dookreślenia? Pozostając w kręgu nakreślonej analogii, chodzi o doprowadzenie do ponownego spotkania obojga: chłopca (a  raczej wyrosłego już mężczyzny) i ciotki, tym razem świadomie przeżytego przez obie, a nie tylko jedną ze stron. Przy czym istotny jest fakt, iż osoba, z którą ma się on spotkać, nie jest mu całkowicie obca, a co za tym idzie w równym stopniu obojętna, lecz jest to rodzina, ktoś bliski, z kim łączą go rzeczywiste więzy. Odkrycie tej istniejącej już wspólnoty sprawia, że w sercu człowieka rodzi się naturalne pragnienie takiego spotkania. Nie chodzi już o spotkanie kogoś tyle ważnego co obojętnego, ale ciotki, mojej ciotki. Prawdziwym ułatwieniem byłaby sytuacja druga, w której można by się odwołać do wspomnienia dawnej przyjaźni. Wtedy ponowne spotkanie nie oznaczałoby konieczności poznawania się praktycznie od zera, lecz byłoby jedynie przypomnieniem sobie tamtej relacji oraz takim jej pogłębieniem, na jakie pozwala obecna dojrzałość i zdobyte po drodze doświadczenie. Kolejny krok stanowi postawienie pytania o to, w jaki sposób można kogoś doprowadzić do ponownego spotkania z  Chrystusem. Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie powinno stać się dzisiaj priorytetowym zadaniem Kościoła, jeśli wezwanie do nowej ewangelizacji traktuje się poważnie. W dużej mierze Kościół nosi ją w swoim łonie, potrzeba tylko powszechnego jej uświadomie-


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ

nia oraz zastosowania na szerszą skalę. Winien skierować on swą uwagę na te miejsca oraz dzieła, w których ponowne spotkania z  Chrystusem systematycznie się dokonują, powinien przypatrzyć się w szczególny sposób świadectwom, które nie przestają przecież rozbrzmiewać z właściwą sobie mocą, a które przez wiele odpowiedzialnych osób bywają marginalizowane, a niekiedy nawet zwalczane. Skutkiem takiej refleksji byłoby z pewnością odkrycie wielu dróg, po których Pan Jezus zstępuje dziś, by spotkać się z umiłowanymi przez siebie duszami i wzbudzić w  nich odpowiedź wiary. Takimi miejscami są niewątpliwie różnego rodzaju wspólnoty ewangelizacyjne i charyzmatyczne. Są nimi bez wątpienia rozmaite rekolekcje, zarówno te od dawna obecne w panoramie proponowanych przez Kościół duchowych dóbr (np. rekolekcje ignacjańskie) jak i  inne, np. prowadzone przy okazji spotkań z  charyzmatykami. Ale zaliczają się do nich również takie niepopularne w niektórych kręgach miejsca, jak np. Medjugorie, czy dzieła, jak pisma niektórych współczesnych mistyków, które zachowują strukturę kerygmatycznego

wprowadzenia w wiarę. Wszystkie te drogi naznaczone są pewnego rodzaju rysem naturalnej, ludzkiej ciekawości, koniecznej do skupienia uwagi na osobie Jezusa Chrystusa. To jest element, który najczęściej przyciąga ludzi oddalonych od Kościoła i sprawia, że decydują się oni na poświęcenie swojego czasu i danie przez to Panu Jezusowi szansy na przedstawienie się. Natomiast rzadko zdarza się, o ile w ogóle, by ktoś taki spontanicznie zdecydował się na przyjście na niedzielną Mszę świętą, a nawet gdyby szczególnym zrządzeniem Opatrzności znalazł się na niej, spotkanie Pana Jezusa skutecznie utrudniłby, bądź całkowicie zniweczyłby niezrozumiały charakter liturgii, homilia niewystarczająca dla pełnego ukazania Jego osoby lub „przewidziany na dzisiejszą niedzielę list pasterski”. Te wszystkie rzeczy są dla wierzących, to znaczy dla tych, którzy nie tylko Chrystusa spotkali, ale ponadto udzielili na Jego samoobjawienie się odpowiedzi wiary. Dalej, czynnikiem, który sprzyja a może i decyduje o powodzeniu nowej ewangelizacji w wymienionych wyżej ob35


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ szarach, jest zaangażowanie apostolskie świeckich. To oni najczęściej dają świadectwo poza kręgiem obecnych w życiu Kościoła osób, zachęcając do spotkania z Chrystusem tych, do których kapłan nie ma nawet szansy dotrzeć, czy to z powodu swojego zaangażowania w parafii (z zasady skierowanego do osób wierzących), czy to z racji samego kapłaństwa, które w obecnych warunkach kulturowych w świadomości wielu stanowi barierę nie do przekroczenia w pierwszym kontakcie z Ewangelią Jezusa Chrystusa. Świeccy są dziś niezbędnym katalizatorem takiego spotkania i to właśnie ich postawa, ich zachęta, ich osobiste świadectwo umożliwia dopiero otwarcie serca na słowo głoszone ustami księdza. To co dotąd zostało powiedziane, stanowi jedynie wycinek odpowiedzi na pytanie: jak? Istnieje z pewnością cała paleta niewymienionych tu środków, o których Kościół wie, a które powinien docenić i wprawić w ruch. A przy tym trzeba pamiętać, że nowa ewangelizacja jako doprowadzenie do ponownego spotkania ochrzczonego człowieka z Jezusem Chrystusem to dopiero pierwszy krok, po którym koniecznie należy uczynić następny, a jest nim nowa, tj. ponowna katechizacja. To zadanie jest najczęściej spełniane przez grupy i wspólnoty, o ile osoba, która za ich sprawą odkryła osobistą relację z Panem Jezusem, decyduje się zostać i poddać proponowanej przez nie formacji, zgodnie z charyzmatem każdej z nich. Katechizacji takiej może natomiast brakować w przypadku spotkania osoby Chrystusa podczas rekolekcji lub na innych drogach. Fakt, iż tego rodzaju grupy i wspólnoty są dziś praktycznie jedynym 36

efektywnym narzędziem całościowej katechizacji dorosłych, którą „należy uznać za docelową formę katechezy, ku której skierowane są – zawsze również konieczne – wszystkie pozostałe formy”, a nawet za „najznakomitszą formę katechezy”, świadczy o tym większej ich wartości w działalności parafii czy duszpasterstw. Mając to wszystko na względzie, nie wolno nigdy zapominać, że powodzenie nowej ewangelizacji zależy ostatecznie od Bożej łaskawości, a nie od naszych, najlepszych nawet, wysiłków, dlatego dzieło to należy nade wszystko uczynić przedmiotem ufnej i wytrwałej modlitwy, może szczególnie modlitwy uwielbienia Boga, która zdolna jest poruszyć Jego serce i uwolnić potrzebną wszystkim łaskę. Wzorem i drogowskazem dla nas niech będzie postawa proroka Habakuka, której dał wyraz w swojej przepięknej lamentacji (Ha 3, 17-18): „Drzewo figowe wprawdzie nie rozwija pąków, nie dają plonu winnice, zawiódł owoc oliwek, a pola nie dają żywności, choć trzody znikają z owczarni i nie ma wołów w zagrodach. Ja mimo to w Panu będę się radować, weselić się będę w Bogu, moim Zbawicielu”. kl. Aleksander Sztramski, rok I Bibliografia: 1. KONGREGACJA DS. DUCHOWIEŃSTWA, Ogólna instrukcja o katechizacji, nr 20. 2. JAN PAWEŁ II, Adhort. apost. Catechesi tradendae, nr 43.


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI

Kult bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego w diecezji toruńskiej W przyszłym roku przypada 100 rocznica urodził bł. Stefana W. Frelichowskiego. Z tej okazji chciałbym przedstawić przejawy kultu tego błogosławionego na ziemiach diecezji toruńskiej. Jest to postać szczególnie ważna, gdyż ks. Frelichowski urodził się i pracował na terenie naszego Kościoła lokalnego. Najważniejszym miejscem związanym z działalnością duszpasterską ks.  Stefana W. Frelichowskiego jest kościół pw.  Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Toruniu. To tam w latach 1938-1939 był on wikariuszem. Dekretem biskupa toruńskiego Andrzeja Suskiego z 31 marca 2001 roku kościół parafialny pw. Wniebowzięcia NMP w Toruniu został podniesiony do godności sanktuarium bł.  Stefana W. Frelichowskiego. Od tej pory miejsce to stało się centrum jego kultu. W każdy pierwszy czwartek miesiąca odbywa się tam nowenna poświęcona Błogosławionemu. Wierni mają możliwość złożenia próśb skierowanych do bł. Stefana Wincentego. Innymi przejawami kultu są m.in. litania oraz pieśni powstałe ku czci Błogosławionego (m.in. „Błogosławiony Księże Stefanie”).

Kolejnymi świątyniami związanymi z kultem Błogosławionego jest kościół pw. bł. S. W. Frelichowskiego w Toruniu oraz kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Jastrzębiu. Dekretem z 31 sierpnia 1999 roku biskup toruński Andrzej Suski ustanowił w Toruniu nową parafię pw. bł. Stefana Wincentego. Została ona wydzielona z  macierzystych parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Toruniu oraz Najświętszego Serca Pana Jezusa w Małej Nieszawce. Dekret erygujący wszedł w życie 8 września 1999 roku. Tego dnia w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny na placu, gdzie powstaje nowa świątynia, została odprawiona pierwsza polowa Msza święta. Kościół ten ma być

37


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI wotum dziękczynnym za apostolską wizytę bł. Jana Pawła II w Toruniu i ma nawiązywać do konstrukcji papieskiego ołtarza z toruńskiego lotniska. Dnia 2 grudnia 1999 roku kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Jastrzębiu otrzymał drugiego patrona, którym jest bł. Stefan Wincenty. Z tej okazji parafia otrzymała relikwie Błogosławionego. W 1998 roku odbyła się tam peregrynacja różańca świętego w  rodzinach należących do parafii, aby prosić o  łaski na dwudziestolecie pontyfikatu Jana Pawła II oraz o beatyfikację ks. Stefana. Na terenie diecezji toruńskiej znajdują się też relikwie Błogosławionego. Należy przypomnieć, iż z uwagi na okoliczności śmierci męczennika jest to cud, że w ogóle je posiadamy. Wszystko dzięki studentowi medycyny, Stanisławowi Bieńce, który zachował fragmenty kości palców ks. Frelichowskiego. Jeden z nich umieścił w pośmiertnej masce, a drugi ukrył w kawałku wapna i schował go w metalowym opakowaniu. Pomi-

38

mo niewielkich ich ilości, podzielono je i przekazano do wielu miejsc i środowisk. W diecezji toruńskiej trafiły do: kaplicy w domu biskupim biskupa Andrzeja Suskiego, parafii św. Mikołaja przy bazylice konkatedralnej Trójcy Świętej w Chełmży, parafii Wniebowzięcia NMP w Toruniu, parafii w Jastrzębiu, parafii bł. Stefana Wincentego w Toruniu, parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Przecznie, Wyższego Seminarium Duchownego w  Toruniu, Związku Harcerstwa Polskiego oraz Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Bardzo ważnym wydarzeniem była peregrynacja relikwii Błogosławionego w  środowiskach harcerskich. Rozpoczęcie peregrynacji miało miejsce 26 lutego 2006 roku w kościele pw. Wniebowzięcia NMP i bł. S. W. Frelichowskiego w Toruniu, a zakończenie 23 czerwca 2006 roku w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Błogosławiony Stefan Wincenty patronuje kilkunastu organizacjom i  instytucjom. Najbardziej znany, a zarazem obejmujący największą rzeszę osób jest patronat nad harcerstwem polskim. Ks.  Frelichowski jest także patronem Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu oraz Szkoły Podstawowej w Turzy Wielkiej k. Działdowa. Ku czci Błogosławionego odbył się także m.in. Festiwal Piosenki Religijnej w Chełmży oraz konkurs literacki pt. „Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa”. Formą kultu i pamięci o Błogosławionym jest także powstawanie wizerunków oraz tablic pamiątkowych. Do najważniejszych z nich należą: pomnik w ogrodzie Wyższego Seminarium Du-


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI chownego w Toruniu, odsłonięty 25 marca 2007 roku dla uczczenia 15 rocznicy utworzenia diecezji toruńskiej, popiersie umieszczone pierwotnie w Kurii Diecezjalnej Toruńskiej, obecnie znajduje się w WSD w Toruniu, tablica upamiętniająca Błogosławionego jako ucznia i harcerza gimnazjum i liceum w Zespole Szkół Średnich w Chełmży, tablica pamiątkowa na domu rodzinnym w Chełmży, witraże z wizerunkiem bł. Stefana umieszczone w kościołach: Wniebowzięcia NMP i bł. Frelichowskiego w Toruniu, konkatedrze Trójcy Świętej w Chełmży, św. Maksymiliana w Grudziądzu, św. Wojciecha i  św.  Katarzyny w Boluminku, katedrze śś.  Janów w Toruniu oraz w kaplicy domowej bisku-

pa Andrzeja Suskiego w Toruniu. Przejaw kultu bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego w diecezji toruńskiej jest cały czas żywy i widoczny. Wskazują na to świątynie i instytucje poświęcone ks. Frelichowskiemu. Dzięki temu wierni mają szansę wypraszać łaski u Boga za pośrednictwem Błogosławionego. Miejmy nadzieję, że wkrótce bł. Stefan Wincenty Frelichowski zostanie włączony w poczet świętych, a co za tym idzie, jego kult będzie mógł rozprzestrzeniać się w całym Kościele katolickim. kl. Mateusz Chudziński, rok II

Rozmowa z ks. kan. Leonem Stępniakiem 10 grudnia br. w godzinach przedpołudniowych udaliśmy się (ks. wicerektor, kl. Bartosz Adamski i kl.  Maciej Burkiewicz) w podróż do Kościana, w  celu spotkania się z ks. kanonikiem Leonem Stępniakiem, byłym więźniem nazistowskich obozów koncentracyjnych, znającym osobiście patrona naszego seminarium, bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego. Ks. Kanonik bardzo chętnie przyjął naszą prośbę o udzielenie wywiadu i w sympatycznej rozmowie podzielił się swoim bogatym doświadczeniem i licznymi wspomnieniami. Poniżej zamieszczamy krótki biogram ks. Leona Stępniaka, a także zapis przeprowadzonej rozmowy. Ksiądz kanonik Leon Stępniak, syn Jana i Pelagii, urodził się 29 marca 1913 roku w Czarnotkach k. Zaniemyśla (Wielkopolska). Był pierwszym z dziesięciorga dzieci. Wyświęcony na prezbitera

3 czerwca 1939 roku. Wikariusz parafii Kębłowo, więzień obozów hitlerowskich w Dachau i Gusen. Po wojnie wikariusz w  Swarzędzu, a następnie proboszcz w  Gieczu, Grodziszczku, Wonieściu i Kościanie. Z powodów zdrowotnych w 1977 roku przeszedł na emeryturę. Do dziś mieszka w Kościanie. W przyszłym roku w Wielki Piątek skończy 100 lat. 39


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI Kl. Maciej Burkiewicz: Jak Ksiądz Kanonik wspomina swoją młodość? W jakim momencie życia podjął Ksiądz decyzję o wstąpieniu do seminarium?

[starszy poszedł na  studia prawnicze – przyp. red.].

Ks. kan. Leon Stępniak: Mój tata zamierzał posłać mnie do szkoły rolniczej w Środzie Wielkopolskiej, bym w przyszłości zarządzał rodzinnym majątkiem ziemskim. Jednak stało się inaczej. Zdałem egzaminy do Państwowego Gimnazjum Humanistyczno-Koedukacyjnego w Środzie Wielkopolskiej. Z powodu znacznej odległości dzielącej szkołę od domu, przez 6 lat mieszkałem na stancji w szkole. Pamiętam, że popołudniami dyrektor, który chyba spodziewał się mojego pójścia do seminarium, wysyłał mnie po papierosy. Pewnego dnia polecił napisać wypracowanie nt. „Kim chcę być i dlaczego?”. Napisałem, że chcę zostać lekarzem, po czym dopytał mnie: „duszy czy ciała?”. Wtedy powiedziałem mu, że ciała, a prawdziwy zamiar, który dojrzewał we mnie przez cały okres szkolny, wyjawiłem dopiero po zdaniu matury. Do seminarium w Gnieźnie przyjmował mnie ks. Michał Kozal. [późniejszy biskup i męczennik, beatyfikowany w  1987 roku - przyp. red.]. Podczas rozmowy zauważył: „no no, świadectwo ładne, ale taki jakiś lichy jesteś”. Rzeczywiście, ważyłem wtedy 51 kg i miałem 167 cm wzrostu. Tata o mojej decyzji dowiedział się dopiero od naszego księdza proboszcza, który zaprosił nas na specjalny obiad. W drodze powrotnej tata powiedział mi o swojej radości i wyjawił, że sam miał w młodości pragnienie bycia kapłanem, jednak rodziców nie było stać na wyprawienie drugiego syna na studia 40

Ks. kan. Leon Stępniak: Seminarium rozpoczęło razem ze mną 53 kleryków, z czego 39 otrzymało święcenia. Z mojego rocznika żyję już niestety tylko ja. Po dwóch latach studiów filozoficznych, rozpocząłem formację w seminarium w Poznaniu, gdzie ukończyłem studia teologiczne i przyjąłem święcenia 3 czerwca 1939 roku. Przed święceniami ksiądz kard. August Hlond zapytał się, czy jako kapłan jestem gotów wiernie trwać na posterunku i oddać swoje życie w obronie wiary i Ojczyzny. Bez chwili wahania odpowiedziałem twierdząco, choć wtedy nie miałem świadomości, że sprawdzian tej gotowości przyjdzie tak szybko.

Kl. Bartosz Adamski: Jak przebiegały studia w seminarium?

Kl. Maciej Burkiewicz: Jak Ksiądz Kanonik wspomina pierwsze miesiące posługi kapłańskiej? Ks. kan. Leon Stępniak: Na drugi dzień po święceniach o godz. 9:30 odprawiłem Mszę świętą prymicyjną w Solcu nad Wartą, po której wraz z  zaproszonymi gośćmi świętowaliśmy w szkole podstawowej w pobliskiej Chociczy [po uroczystościach prymicyjnych syn kierownika tej szkoły wstąpił do seminarium w Poznaniu – przyp. red.]. Moją pierwszą placówką duszpasterską była przygraniczna parafia Kębłowo, której przewodził ks.  Franciszek Harwaczyński. Zostałem bardzo serdecznie przywitany przez moich parafian. Podczas Mszy świętej odprawianej w rocznicę Cudu nad


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI Wisłą na kazaniu powołałem się na słowa ks.  Nikodema Mendlewskiego z  3  maja 1939 roku: „Gdyby ta buta teutońska miała przebrać miarę, to chyba na to, abyśmy powtórzyli cud nie nad Wisłą, ale nad Odrą i Wartą”. Już we wrześniu 1939 roku aresztowano proboszcza. Co prawda po licznych torturach zwolniono go na kilka dni, ale po niedługim czasie znów aresztowano go, tym razem na stałe. Mianowano mnie wtedy wikariuszem substytutem parafii, aż do czasu powrotu księdza Harwaczyńskiego. Niedługo potem Gestapo upomniało się i o mnie, jednak dzięki pięciorgu parafianom, poświadczających własnym życiem, że nie ucieknę z parafii, zostawili mnie w spokoju aż do pamiętnego poranka 27 stycznia 1940 roku. Wówczas wezwano mnie na posterunek i wręczono dokument aresztowania bez wskazania przyczyny. Na szczęście zdążyłem zlecić panu sołtysowi przeniesienie Najświętszego Sakramentu z naszego kościoła do kościoła w Obrze. Dzięki temu udało się zapobiec profanacji Ciała Chrystusa. Kl. Bartosz Adamski: Wiemy, że Ksiądz Kanonik przez przeszło pięć lat przebywał w różnych obozach koncentracyjnych. Proszę nam opowiedzieć pokrótce o Księdza więziennej drodze. Ks. kan. Leon Stępniak: Od czasu prymicji nie zdążyłem odwiedzić rodziców. Planowałem w lutym 1940 roku, ale nie zdążyłem. Wywieziono nas najpierw do klasztoru ojców benedyktynów w Lubiniu. Byłem tam najmłodszym ze wszystkich kapłanów. Było nas razem

60. Czuliśmy się tam w miarę swobodnie, od strony materialnej wspierała nas miejscowa ludność. Prowadziliśmy także zajęcia wynikające ze stanu duchownego: celebrowanie Mszy świętej, studium teologii, wspólna modlitwa, nauki rekolekcyjne. Na początku maja 1940 roku tymczasowo przetransportowano nas do poznańskiego Fortu VII, po czym 24 maja przybyliśmy do Monachium. Osadzono nas w niechlubnym obozie koncentracyjnym w Dachau. Od tej chwili byłem więźniem nr 11424. Odprawianie Mszy świętej było zabronione. Celebrowaliśmy potajemnie. Komunikanty i wino zdobywaliśmy dzięki komendom wyjazdowym pracującym w Monachium. Wszystkie dewocjonalia i książeczki do nabożeństwa były rekwirowane. Za posiadanie „nielegalnych” przedmiotów kultu religijnego stosowano różne kary cielesne. Przydzielono mnie, podobnie jak innych polskich księży, do kategorii więźniów politycznych. Ciężka praca wykańczała dziennie od kilkunastu do kilkudziesięciu więźniów. 2 sierpnia 1940 roku wraz z 150 księżmi wywieziono nas do Gusen, stanowiącego podobóz Mauthausen. Zastaliśmy tam straszne warunki – głód, bród i ciężką pracę w kamieniołomach. Po niedługim czasie pierwsza śmierć – ks. Laskowskiego przygniótł zbyt ciężki kamień, a pilnujący go SS-man zaczął go bić i kopać. Ksiądz zmarł kilka godzin później. To nami wstrząsnęło! W obozie doskwierały także wszy. Głowy mieliśmy wygolone na łyso, co dodatkowo przeszkadzało podczas opadów śniegu lub deszczu. Jednak wtedy zaczynaliśmy odmawiać różaniec za dusze przebywające w czyśćcu i zza chmur pokazywało się słońce. 41


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI 13 sierpnia podobno jeden z więźniów próbował uciec. Za karę nasza praca miała być utrudniana przez bijących nas SS-manów. Tego dnia zabito 38 osób. W sumie w Gusen spędziłem kilka miesięcy. Warunki były tam okrutne W Dachau tym razem otrzymałem numer 22036. Pracowałem na plantacjach, na wielohektarowych obszarach pól i łąk. W pracy dokuczał niemiłosierny mróz zimą i spiekota słońca latem. Uprawiałem głównie zioła lecznicze. 16 lipca 1943 roku przeniesiono mnie na szczęście do komanda uprawiającego warzywa i kwiaty. To dało możliwość jedzenia z odpadów wyrzucanych na kompost. Z wyrzucanych resztek gotowaliśmy zupy. Niektórzy przejedzenie się przypłacili nawet życiem. Mi jednak zmiana ta uratowała życie. Przydzielono mnie do nawożenia i  kopania ogrodu, ale żywo mam w pamięci widok zaprzągania księży do pługa, niczym zwierzęta pociągowe.

mi i prowadził modlitwy, po czym błogosławił Najświętszym Sakramentem, który zdobywał z kaplicy dla księży niemieckich. Za to oczywiście groziła mu surowa kara. Umiał pocieszać współwięźniów. To była jego specjalność. Emanowała od niego dobroć. Na początku 1945 roku, gdy wybuchła epidemia tyfusu, ks. Frelichowski przedostawał się, oczywiście nielegalnie, do szpitala obozowego, by pomagać chorym. Zaraził się od nich tyfusem i zmarł miesiąc później. Nie doczekał się wyzwolenia obozu. Kl. Bartosz Adamski: Jaką ważną wskazówkę ma Ksiądz Kanonik do przekazania klerykom WSD w Toruniu?

Ks. kan. Leon Stępniak: Jak najwięcej zaufać Panu Bogu! W doli i niedoli życia, zawsze zaufać Panu Bogu. Wiem z własnego doświadczenia, jak ważna jest ta ufność. Jestem przekonaKl. Maciej Burkiewicz: ny, że właśnie dzięki niej przeżyłem czasy W jaki sposób poznał Ksiądz Kanonik obozowe. Modliłem się o  łaskę zdrowia, bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego? wytrwałości i wolności. Szczególnie za Jak go Ksiądz zapamiętał? pośrednictwem Matki Bożej Nieustającej Pomocy, która jest również patronką waKs. kan. Leon Stępniak: szej diecezji. Ks. Frelichowski pojawił się w Dachau nieco później niż ja. Miał wyższy numer. Dziękujemy bardzo za rozmowę, żyZamieszkał w moim bloku, ale w izbie cząc zdrowia i Bożego błogosławieństwa trzeciej. Wyróżniał się swoją skromno- na dalsze dni kapłańskiego życia. ścią, spokojem. Nie narzucał się innym. Gdy zlikwidowali izbę trzecią, przeniesioRozmawiali: no go do mojej izby. Pamiętam, że, gdy ks. dr Marcin Staniszewski już wszyscy leżeli w łóżkach, ks. Stefan kl. Maciej Burkiewicz, rok V Wincenty przechadzał się między leżącykl. Bartosz Adamski, rok III

42

Nasze pismo utrzymuje się z Waszych dobrowolnych ofiar, dlatego serdecznie dziękujemy za wsparcie naszego dzieła. BÓG ZAPŁAĆ! Numer konta WSD: 49-1240-1936-1111-0000-1322-0453

Sługa nr 2 (66)


Promocja akolitatu w toruńskiej katedrze (21.10.2012)

Obrzęd admissio kleryków z roku V (21.10.2012)



grudzien2013