Page 11

Muzycznie ZDJĘCIE: EWA SWADLO

wspomina Gazda. – Mimo, że mieszkałem w Katowicach, nocowałem z Breakoutami w Ośrodku Harcerskim. Po tych koncertach do rana trwały „nocne Polaków rozmowy”. Znany wokalista, Roman „Pazur” Wojciechowski, także z sentymentem wspomina parkowe imprezy sprzed ponad 40 lat. – Zanim zaczęliśmy grywać do tańca w „Kapeluszu” (bo w tamtych czasach rock uchodził za muzykę taneczną!), wcześniej koncerty odbywały się nieopodal, na wyspie, dokąd prowadziły dwa wąskie mostki. Często zdarzało się, że fani, chcąc uniknąć płacenia za bilet, dostawali się na koncert wpław – wspomina Romek, który śpiewał wówczas w zespołach Twarze, Hokus a także w Wiślanach. Szczególnie szanowanymi i podziwianymi gośćmi parkowej, awangardowej sceny rockowej, były na początku lat 70. zespoły z Wrocławia, takie jak Romuald i Roman, Nurt i Pakt. Zza południowej granicy przyjeżdżały tu także grupy Flamengo oraz Blue Effect z rewelacyjnym Radimem Hladikiem, którego grą i oryginalnym, amerykańskim Gibsonem, zazdrośnie zachwycali się wtedy wszyscy polscy gitarzyści. – Repertuar koncertów na wyspie i w „Kapeluszu” znacznie odbiegał od nurtu preferowanego przez partyjnych decydentów, zapraszających najpopularniejsze zespoły do udziału w dorocznych świętach Trybuny Robotniczej – dodaje Jacek Gazda. – My woleliśmy niepokorne dźwięki z Anglii i USA, próbowaliśmy śpiewać po angielsku bluesowo-rockowe standardy i unikaliśmy ludo-

WOJCIECH ZAMORSKI prezentuje

T

ak było w „Kapeluszu” 40 lat temu i teraz znowu tak będzie. Najpierw, 26 października ekstremalne, rockowe przeżycia zapewnią „kwasopijcy” z Poznania, czyli Acid Drinkers z asystą naszego swojskiego Kruka. Miesiąc później – 30 listopada – „Kapelusz” przekształci się w sanatorium z Oddziałem Zamkniętym, leczącym przewlekle chorych na rocka, przy udziale Cree i Ściganych. Wiosną, dzięki udanym przymiarkom w ramach Cover Festivalu, w marcu i maju odnowiliśmy znajomość z kilkoma zespołami, które tu nad Rawą i Wisłą najlepiej radzą sobie z repertuarem globalnych legend rocka, takich jak AC/DC, Led Zeppelin czy Deep Purple. Co nie mniej ważne, sprawdziliśmy także, czy przy umiejętnym nagłośnieniu, hala wystaw „Kapelusz”, może służyć jako miejsce przyjazne dla ostrego, gitarowego grania. Armada złożona z niezawodnych 4 Szmerów, zespołu Piotra Luczyka, Kruka oraz kilku innych orkiestr, rozsiewających szlachetne decybele, przywróciła „Kapeluszowi” rockowy blask, odkurzając pamięć fanów, którzy bywali tu na koncertach już w latach 70. minionego stulecia. Gitarzysta basowy, Jacek Gazda, który w tamtych czasach grywał m.in. z grupami Breakout, Krzak, Hokus i Czesławem Niemenem, a dzisiaj jest encyklopedią wiedzy o śląskich korzeniach polskiego rocka oraz jednym z filarów zespołu Easy Rider, wspomina że już kilka dekad temu, Park Śląski był ważnym miejscem na krajowej scenie muzycznej. – W miesiącach letnich, niemal co tydzień odbywały się w parku koncerty śląskiej i krajowej czołówki kapel z pogranicza bluesa i rocka. Grało się w „Kapeluszu”, a także na pobliskiej wyspie –

ZDJĘCIE: ARCIWUM PARK ŚLĄSKI

Rock przez cały (niemal) rok...

„Kapelusz” przyciągał muzyków już w latach 70. wych zapożyczeń oraz grzecznych tekstów, zatwierdzanych przez cenzurę. Kiedy po latach oglądamy stare, czarno-białe zdjęcia z tamtych koncertów, aż trudno uwierzyć, jak skromne środki zapewniały wówczas szczęście i spełnienie zarówno muzykom na scenie, jak i rozentuzjazmowanej publiczności. Nie zawsze dobrze nastrojone gitary, wzmacniacze i kolumny głośnikowe najczęściej własnej produkcji, żałosna jakość i moc aparatury nagłaśniającej. Wtedy to się nie liczyło. Było szaro i biednie, ale za to radość z oglądania grających na żywo zespołów była szczera i spontaniczna.

Oddział i Cree

Andrzejki na rockowo ZDJĘCIE: MAT.PROM.

Rock na trawie

11

Oddział Zamknięty – gwiazda parkowych Andrzejek

O

d kiedy tylko świadomie zacząłem chodzić na koncerty, zawsze w okolicy przełomu listopada i grudnia, przez mój kalendarz przewijało się dużo wydarzeń, związanych z obchodami Andrzejek i muzyką na żywo. Koncertów było tak wiele, że trudno mi już wymienić jakieś szczególnie ulubione. Jednak na długo zapamiętałem jeden – występ nieistniejącej już grupy „Osły”, w chorzowskiej Leśniczówce, który został w całości poświęcony legendarnej formacji The Allman Brothers Band. Dla mnie był to koncert marzenie. Jako wierny fan ABB i miłośnik muzycznych dokonań Jasia Gałacha (twórcy oślanej formacji), niczym zahipnotyzowany, spędziłem ten listopadowy wieczór w Leśni (jeszcze wtedy przed remontem, ze starą, mikroskopijną sceną). I przez wiele lat żyłem sobie w spokoju, święcie przekonany, że nie da się tego przebić żadnym koncertem. Że ilość muzycznych uniesień została bezczelnie ustalona na nieosiągalny już dla nikogo pułap, a każdy aspirujący do zmiany lidera w tej niecodziennej klasyfikacji, skazany jest co najwyżej na pożarcie przez mój wewnętrzny głos, mówiący o tym co jest dobre, a co złe. I wtedy pojawił się mój szef, mówiąc: koncert na jesień, „Kapelusz” – zrób tak, żeby było rewelacyjnie. Przygotowując kilka wersji, wymyśliłem również jedną, która od samego początku wydawała mi się nierealna. Bo za dużo zespołów, bo koszty każdej kapeli będą pewnie gigantyczne i na milion procent się nie uda.

Zestaw marzenie – Oddział Zamknięty z Jarkiem Wajkiem, Cree z Bastkiem Riedlem i Ścigani z Maćkiem Lipiną na czele. Plan doskonały. Z czystej ciekawości obdzwoniłem każdy z zespołów, sprawdziłem terminy, spisałem stawki (które okazały się znacznie niższe, niż mi się wydawało) i nagle ten nieprawdopodobny scenariusz zaczął się ucieleśniać. Plan, zakładający trzy najbardziej rockandrollowe formacje w Polsce, które dodatkowo są ze sobą mocno zaprzyjaźnione, co skutkować będzie niecodziennymi konfiguracjami na scenie, licznymi gościnnymi występami, błyskawicznie uzyskał aprobatę przełożonych i tak oto, 30 listopada, wszyscy będziemy świadkami jak Wojtek Pogorzelski i Bastek Riedel, przy akompaniamencie Ściganych, zademonstrują jak należy obchodzić Andrzejki w iście rockowym stylu. Bez kompromisów, tylko czysty rock and roll! Sprawdziłem. Takiego zestawu jeszcze nikt, nigdy w Polsce nie zaserwował. Po koncercie Edyty Bartosiewicz, Archeo Sisters i Kuby Badacha, po raz kolejny w tym roku łamiemy wszelkie zasady i stereotypy, dotyczące wyboru wykonawców na organizowane przez nas koncerty. Strach pomyśleć, co będzie w przyszłym roku. Ale jak pokazuje przykład tegorocznych Andrzejek, każde, nawet najbardziej nierealne marzenie, może stać się po prostu celem, który prędzej czy później doczeka się realizacji. I tego sobie i Państwu życzę! Wojciech Mirek

REKLAMA

Poradnik Katowice Airport (część 3)

Z psem lub kotem samolotem

T

rudno jest nam rozstać się z czworonożnym pupilkiem nawet podczas krótkiego wyjazdu. Nie rezygnujmy – rozważmy wzięcie go ze sobą. Jest to możliwe nawet wtedy gdy podróżujemy samolotem. Dokumentem niezbędnym do podróżowania czworonoga drogą lotniczą jest paszport, spełniający wymogi określone w przepisach unijnych. Przed jego wyrobieniem trzeba zarejestrować pupilka poprzez oznakowanie tatuażem lub implantację mikroczipu. Pamiętać trzeba, że tatuaż nie jest akceptowany w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwecji i na Malcie. Potem należy udać się do lekarza weterynarii, posiadającego stosowne uprawnienia do wydania paszportu. W trakcie tych formalności wpisuje się informacje związane ze stanem zdrowia, o odbytym ewentualnym leczeniu, ale niezbędnym wymogiem są aktualne szczepienia przeciwko wściekliźnie. Aby zatem nasz przyjaciel podróżował samolotem musi mieć ukończone trzy miesiące, gdyż wcześniej nie będzie miał stosownych zaświadczeń. Państwa unijne mogą zezwolić na przemieszczanie zwierząt w młodszym wieku i nie zaszczepione, jeżeli posiadają paszport i od chwili przyjścia na świat pozostawały w miejscu urodzenia bez kontaktu z dzikimi zwierzętami lub towarzyszy im ich matka, od której są w dalszym ciągu uzależnione. Zawsze jednak wpis do paszportu, dokumentujący ważne szczepienie przeciwko wściekliźnie, jest nieodzowny poza terytorium Unii Europejskiej. W przypadku wjazdu do Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwecji, Norwegii oraz na Maltę wymagane jest dodatkowe potwierdzenie odpowiedniego poziomu przeciwciał (tzw. badanie serologiczne), wykonane w

specjalnym laboratorium. Kolejnym krokiem będzie odrobaczenie i zastosowanie środka przeciwkleszczowego. Gdy nasz pupilek może się już wylegitymować, przystępujemy do zakupu biletu. Zwróćmy przy tym uwagę, że niektóre linie lotnicze zakazują przewozu zwierząt. W tym celu zapoznajmy się z regulaminem przewoźnika. Dokonując rezerwacji pamiętajmy o zgłoszeniu naszego towarzysza, bo liczba zwierząt dopuszczonych do przewozu jest ograniczona w ramach jednego lotu. Nie zapomnijmy również o zakupie transportera, w którym nasz czworonożny przyjaciel odbędzie podróż. Małe zwierzątko, o określonej maksymalnej masie ciała, może przebywać na pokładzie samolotu. Po przekroczeniu tej wagi musi pozostać w luku bagażowym, stąd konieczność zapewnienia mu odpowiednich warunków. Zwierzę wraz z klatką kwalifikuje się jako nadbagaż, dlatego jest to zawsze dodatkowo płatne według obowiązującej taryfy. Powyższe zasady w zakresie opłat i ograniczeń nie dotyczą psów przewodników, podróżujących z osobami niepełnosprawnymi. Najczęściej ich przewóz jest bezpłatny. Taki opiekun może przebywać w kabinie ze swoim właścicielem niezależnie od rozmiarów oraz pozostawać jedynie w kagańcu i na smyczy. Zawsze jednak należy uprzedzić przewoźnika o tym fakcie odpowiednio wcześniej. Szczegółowe informacje na temat listy uprawnionych do wydania paszportu weterynarzy, a także innych kwestii, w tym ośrodków wykonujących badanie serologiczne, znajdują się na stronie internetowej Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej: www.vetpol.org.pl Piotr Adamczyk Dział Komunikacji i Promocji Katowice Airport

Gazeta Parkowa - Październik 2013  

W numerze między innymi: - Co nowego w Zoo? - Rzeźby, które odzyskały blask - Święto Niepodległości z Elką - Nasi biegacze w Londynie i Waty...

Advertisement