Issuu on Google+

29 listopada 2012

Gazeta informacyjna Parku Śląskiego w Chorzowie

Meble Champignion trafią na parkowe aleje

W numerze:

Ławki jak pieczarki, czyli szlachetna linia natury

str. 3

WIZUALIZACJE: ASP KATOWICE

Wiemy już, jaki typ mebli trafi na parkowe aleje. Na początku listopada zapytaliśmy Was, który z dwóch przygotowanych przez projektantki systemów ławek i stołów lepiej wkomponuje się w parkową zieleń, będzie bardziej przystępny dla odwiedzających nas gości.

W

sondzie na naszym facebookowym profilu, zdecydowanie większe grono sympatyków zyskał system Champignion. Pierwsze „pieczarki” – jak pieszczotliwie nazwali nowe meble internauci – w Parku Śląskim będą dostępne już w przyszłym roku. Jadwiga Husarska i Jadwiga Rataj, uznane nie tylko w Polsce projektantki tego typu mebli, zaproponowały dwie koncepcje: Coal i Champignion. W internetowym głosowaniu bardziej spodobała się ta druga – otrzymała 78 głosów. Na pierwszą zagłosowało 26 osób. Zarząd Parku Śląskiego podziela zdanie większości. Jadwiga Rataj tłumaczy, że projekt Champignion został zainspirowany formami roślinnymi. – Miękkie kształty nawiązują do łagodnych linii występującej w parku flory. Elementy wyposażenia wyrastają płynnie z podłoża i solidnie wpisują się w krajobraz – mówi. – Stoliki z pojedynczymi siedziskami, kilka typów ławek z odpowiednio ukształtowanym oparciem, podłokietniki oraz podnóżki zwiększają wygodę i komfort użytkowania – dodaje. – Zestaw Champignion został zaprojektowany tak, by mógł odpowiadać na różne potrzeby użytkowników, pozwalając im na wypoczywanie w większych oraz mniejszych grupach – podkreśla z kolei Jadwiga Husarska. I mówi, że zaokrąglone podstawy ławek dodają im lekkości, a drewniane listwy z rodzimego drewna, sprawiają że meble są przyjazne dla otoczenia. – Kolejnym założeniem projektu była trwałość oraz łatwość w konserwowaniu wyposażenia przez obsługę parku – podkreśla. Na system mebli parkowych składa się zestaw ławek i stołów, zróżnicowanych ze względu na miejsce używania – określony typ jest przewidziany na okolice Rosarium i Planetarium Śląskiego, a inny dla głównych alei czy ścieżek sportowych. Elementem systemu jest podział parku na strefy, w których określono, jakiego typu meble powinny stać przy konkretnych atrakcjach. Będą dostosowane m.in. do charakteru i natężenia ruchu. Zaproponowane rozwiązania uwzględniają powstanie ławek i stolików, a w dalszej kolejności stojaków na rowery, koszów na śmieci oraz toalet dla psów. Projekt wykonawczy będzie gotowy do końca bieżącego roku. – Od początku przyszłego roku, krok po kroku, będziemy sukcesywnie wymieniać parkowe meble – zapowiada Arkadiusz Godlewski, prezes Parku Śląskiego. – Są miejsca, gdzie ławki są nowe lub lekko zużyte, ale są

Mikołajki w Śląskim Wesołym Miasteczku – zapraszamy 6 grudnia!

Rolkowisko – zimowe atrakcje w Hali Wystaw „Kapelusz” str. 4

Projekt mebli Parku Śląskiego

Konkurs EMPIK-u – do wygrania książka tegorocznego laureata Nagrody Nobla! str. 10 W głosowaniu wybrane zostały meble Champinion

KONKURS

Jak się ubrać na zimowy trening biegowy? str. 11

Nowe ławki pojawią się m.in. przy alejach też i takie, jak np. aleja Główna, gdzie jest ich za mało lub z marszu nadają się do wymiany – wyjaśnia. Obecnie większość ławek w parku jest źle zaprojektowana pod względem użyteczności, nie uwzględniają np. charakteru wypoczynku czy zróżnicowania wzrostu, wagi i wieku odwiedzających nas gości. To ma się zmienić właśnie dzięki nowym meblom.

Te na alejach będą pojawiały się etapowo. Ale wszystkie mają być zgodne z opracowanym przez autorki projektu systemem. – Obecnie mamy w parku kilka rodzajów ławek. To nie ułatwia nam budowania wizerunku prestiżowej przestrzeni publicznej. A chcemy, aby również przez małą architekturę: ławki, kosze na śmieci, nasz park był tak postrzegany – tłumaczy prezes. Łukasz Responek


Rozmowa miesiąca

2 Dieta dla Thisiama

Słoń Thisiam w zoo mieszka już od kilku lat. Jak obecnie czuje się w Chorzowie? Thisiam, dorodny samiec indyjski, przyjechał do nas w 2009 roku z Płocka, na miejsce naszych dwóch samic afrykańskich, które wyjechały do Poznania. Godnie zastępuje dwie poprzedniczki – zjada tyle samo co one razem. I bardzo szybko rośnie. Jest grzeczny i współpracuje z opiekunami: podnosi łapy do pielęgnacji kopyt, uwielbia prysznic z wodnego węża. Jest osobnikiem już dorosłym, zdolnym do rozmnażania się, więc w okresie tzw. mustu brakuje mu towarzyszki życia. Podobno wówczas jest, delikatnie mówiąc, dość niesforny... Dwukrotnie w ciągu roku w okresie mustu ma zdwojoną energię i jest bardzo zdenerwowany. Te emocje rozładowuje na wszystkim, co wpadnie mu pod trąbę. Swoją masą, dochodzącą do kilku ton, jest w stanie wyrywać ogrodzenia. Przy próbie podważenia bramy dzielącej wewnętrzne boksy, uszkodził sobie jeden z ciosów. Wtedy dwa dni siedział zamknięty, aż bramę udało się otworzyć.

Jak wyglądają przygotowania do takiej operacji? Kiedy się ona odbędzie? Po pierwsze, przed trwającą kilkanaście godzin podróżą, słoń przejdzie na stosowną dietę. Na wszystkie cztery łapy zostaną mu założone opaski, ułatwiające wejście do kontenera podstawionego pod drzwi wyjściowe z pawilonu. Musimy też zabezpieczyć dźwig z długim ramieniem, pozwalającym na załadunek kontenera na samochód. Nie jest to operacja zbyt skomplikowana i już ją przećwiczyliśmy, gdy Thisiam przyjechał z Płocka. Kobieca intuicja podpowiada mi jednak, że pozostanie z nami do kolejnej wiosny. Potem mają go zastąpić dwa mniejsze słonie. Jakie prace trzeba wykonać przed ich przyjazdem? Po wyjeździe Thisiama, kapitalnego remontu pawilonu nie będzie. Ale kilka zmian jest koniecznych: odnowienie posadzek i ścian w boksach oraz dokonanie napraw barier i drzwi. Śląskie zoo nie spełnia warunków do posiadania rodziny, czyli mieszanych osobników obu płci, bo dysponuje tylko jednym wybiegiem.

Nie wyobrażam sobie, żeby w naszym zoo zabrakło słoni – mówi Jolanta Kopiec koło Hamburga. Ma trafić do nowego pawilonu. Pierwotnie termin jego wyjazdu został zaplanowany na okres letni, po wiosennym muście, ale jak się okazuje, i niemieckie firmy mają opóźnienia na budowie. Kolejny termin odbioru słonia, przełożony na 30 października, też przez stronę niemiecką nie został dotrzymany, bo budowa pawilonu nie została zakończona. Czy nadchodzące, zimowe warunki atmosferyczne mogą go dodatkowo utrudnić? Z uzgadnianiem kolejnego terminu wyjazdu Thisiama jesteśmy faktycznie uzależnieni od warunków pogodowych i możliwości przewoźnika dysponującego licencjonowanym do przewozu zwierząt transportem. Mówiąc wprost, przewóz Thisiama musi być odpowiednio przygotowany. Jeżeli przewoźnik nie dysponuje kontenerem klimatyzowanym, to ZDJĘCIE: ARCH. PARK ŚLĄSKI

Niedługo ma nas opuścić, jednak jego wyjazd jest odkładany. Z jakiego powodu? Thisiam został zakwalifikowany przez koordynatora gatunku, jako samiec rozpłodowy do grupy samic w ogrodzie zoologicznym Hagensbeck

transport zwierząt może odbywać się wyłącznie w dodatnich temperaturach otoczenia. Cała trasa podlega kontroli poprzez system GPS i rejestratory czasu podróży, szczególnie w zakresie, czy kierowca zatrzymuje się na postój, celem napojenia i nakarmienia zwierząt.

ZDJĘCIE: ARCH. PARK ŚLĄSKI

O skomplikowanej operacji przewiezienia słonia, muście, grupach kawalerskich i samicach z Bangladeszu, rozmawiamy z JOLANTĄ KOPIEC, dyrektorem Śląskiego Ogrodu Zoologicznego.

Czy wiadomo coś więcej o tych słoniach? Będą to samce czy samice? Prawdopodobnie przydzielone zostaną nam dwa osobniki płci męskiej, jako tzw. grupa kawalerska w wieku ok. pięciu do siedmiu lat. Będą u nas przez kolejne siedem lat. Zanosi się na to, że przyjadą z ogrodu zoologicznego w Hannoverze – jesteśmy już po wstępnych uzgodnieniach z koordynatorem gatunku. Marzy nam się jednak pozyskanie w formie daru dla naszego województwa dwóch samic słonia indyjskiego, np. z ośrodka adopcyjnego w Bangladeszu. Byłaby to bardzo duża zasługa dla programu rozwoju tych słoni. Chodzi w nim o sprowadzenie tzw. świeżej krwi do dalszego rozrodu w europejskich ogrodach zoologicznych. Ambasador Bangladeszu w Polsce obiecał, że pomorze nam w tej sprawie. Słonie są chyba jednymi z ważniejszych zwierząt dla naszego ogrodu? Dla każdego ogrodu zoologicznego słonie są dużą atrakcją. I nie wyobrażam sobie, aby w naszym śląskim zoo tych zwierząt zabrakło. Wszystkie dzieci chcą je zobaczyć, bo – jak powszechnie wiadomo – przynoszą szczęście, szczególnie gdy podnoszą trąbę. Wybieg słonia jest zawsze oblegany przez zwiedzających, którzy na tle imponującego zwierzaka robią mnóstwo fotografii. Ogród zoologiczny bez słonia? Nigdy!

Thisiam jest słoniem grzecznym, tylko czasami niesfornym

Rozmawiał: Łukasz Respondek

Z ł a p a n e Na naszym profilu w portalu społecznościowym facebook pytaliśmy Was, które meble podobają się Wam bardziej – Coal czy Champignion? Champignion zdecydowanie nie. W tych meblach bardzo możliwe, że ludzie będą siedzieć na oparciu, a buciska będą mieć

N a p i s z

na siedzeniu ławki. Parkowicz Champignion zdecydowanie! Jak ławka to z oparciem, żeby można było odpocząć po spacerze. To bardzo ważna i istotna sprawa, aby takie meble były funkcjonalne. Te jaśniejsze są chyba ładniejsze od ciemnych. Miłośnik Parku

d o

n a s

n a :

w

ZDJĘCIE: JAKUB NOWAK

Słoń ciągle na walizkach

Sezon cały rok

ARKADIUSZ GODLEWSKI, prezes WPKiW

Jesienią też może być ciekawie

Z

a nami jeden z pozoru najmniej ekscytujących miesięcy w kalendarzu – listopad. Pomimo, że wszyscy już myślami jesteśmy w klimacie zbliżających się świąt i końca roku, wyczekując nadejścia zimy, a także odmieniającego nasz pejzaż śniegu i mrozu, to właśnie w listopadzie w Parku Śląskim działo się wiele. Wspólnie dokonaliśmy wyboru systemu mebli parkowych – teraz ich projektanci pracują nad ostatnimi detalami rozwiązań technicznych, by z początkiem przyszłego roku być gotowym na czekającą nas od wiosny stopniową wymianę mebli. Jestem przekonany, że wkrótce nasze nowe ławki, stojaki, kosze na śmieci, a zwłaszcza psie toalety, staną się ważnymi znakami Parku. Na finiszu są także prace nad systemem informacji parkowej, wkrótce zaprezentujemy szczegóły, a od wiosny rozpocznie się jego wdrażanie. Lizzy, jedna z bajkowych przewodniczek naszych milusińskich po Śląskim Wesołym Miasteczku, już wkrótce zaprosi wszystkie maluchy do swojej sali zabaw, zlokalizowanej w dawnym Rura Parku. Na najmłodszych czeka tam wiele atrakcji, m.in. zajęcia pod okiem anglojęzycznego animatora, a dla dorosłych ponownie otwarta restauracja. Wydarzeniem bez precedensu w historii Wesołego Miasteczka jest natomiast jego zimowe otwarcie. Od Mikołaja do końca stycznia, w każde popołudnie, Wesołe Miasteczko otwiera swoje podwoje dla wszystkich spragnionych rozrywki na świeżym powietrzu. Zapraszamy na moc zabawy w towarzystwie Świętego Mikołaja, ale też jego sympatycznych współpracowników – elfów. Tym, którzy zimę wolą spędzić aktywnie i pod dachem, udostępniliśmy Halę Wystaw „Kapelusz”. Od grudnia – w każdy wtorek po południu i całe niedziele – miłośnicy rolek i wrotek mogą tam szlifować formę, a także pobierać nauki u profesjonalistów tej dziedziny sportu. W listopadzie wreszcie niezwykle intensywnie pracowali projektanci nowej Elki. Mamy już pozwolenie na rozbiórkę dotychczasowej kolejki, a w pierwszym tygodniu grudnia składamy wniosek o pozwolenie na budowę nowej Elki. Wszystkie prace przebiegają zgodnie z harmonogramem. Wygląda więc na to, że zima będzie dla nas okresem niezwykle wytężonej pracy.

s i e c i

Jak dla mnie, to Champignion. Zwłaszcza te umożliwiające odpoczynek w pozycji półleżącej – super sprawa po długim spacerze w parku. Spacerowicz

Kolekcja Champignion, bo sprzyja wrażeniu łagodności, lekkości, dzięki formie i kolorze drewna.

Ta decha za głową to chyba do siedzenia, bo już widzę jak na niej siadają, a nogi będą mieli na siedzisku. Głowa

Champignion ładniejsze, ale powinny być w kolorze Coal.

Użytkownik

w w w . p a r k s l a s k i . p l

Znawca


Wydarzenia

3

Świąteczna atmosfera w Śląskim Wesołym Miasteczku

Mikołaj, elfy i wiedeńska karuzela ZDJĘCIE: ARCH. PARK ŚLĄSKI

Bohaterowie Śląskiego Wesołego Miasteczka przygotowują się do zimy. Lizzy napisała już list do Mikołaja, w którym poprosiła, żeby niedźwiedź Bartek obudził się z zimowego snu. Nie może przegapić tylu atrakcji!

REKLAMA

Niespodzianka od Szkraba Kolega Lizzy, fioletowy Szkrab, zabierze dzieci do nowego miejsca, by wspólnie z nimi przeżyć przygodę. 6 grudnia zostanie otwarta Sala Zabaw Lizzy, która będzie miejscem dziecięcej rozrywki przez cały rok. Odwiedzający Zimowe Wesołe Miasteczko w dniach 6-9 grudnia, otrzymają w prezencie godzinny karnet do wykorzystania w Sali Zabaw Lizzy. Zimowe Wesołe Miasteczko będzie czynne do końca stycznia 2013 r.

Dla najmłodszych Na przełomie roku gości lunaparku czeka szereg niespodzianek. Do Zimowego Wesołego Miasteczka przybędzie Święty Mikołaj, który wraz z Lizzy i krabem Szkrabem zaprosi najmłodszych do wspólnej zabawy. W specjalnie przygotowanej na tę porę roku strefie, na najmłodsze dzieci (3-12 lat) będą czekały przejażdżki na karuzelach. – Przygotowujemy się do zimowej aury i niskich temperatur, dlatego w strefie znajdą się wybrane karuzele – mówi Paweł Cebula, dyrektor ŚWM. Wśród kolorowych lampek i świątecznej muzyki, karuzela wiedeńska zabierze dzieci w zimową podróż. Święty Mikołaj od 6 do 9 grudnia spotka się z każdym dzieckiem, które zdradzi czy było grzeczne w tym roku.

przewidywane są wieczorne pokazy bajek. Jednak trzeba być czujnym! Lizzy sprawdzi, czy dzieci uważnie oglądały film, a najbardziej spostrzegawczych nagrodzi słodkościami.

6 XII Otwarcie Zimowego Wesołego Miasteczka i Sali Zabaw Lizzy Szaleństwa na karuzeli będą możliwe nie tylko latem – Zabawa w Zimowym Wesołym Miasteczku będzie wspaniałą okazją, aby spędzić czas na świeżym powietrzu. Już dziś prosimy opiekunów, aby ich pociechy ubrały się ciepło. Czapka, szalik i rękawiczki będą niezbędne, aby zabawa spra-

wiła dzieciom mnóstwo radości – dodaje Cebula.

Zapach pierników Spotkanie ze Świętym Mikołajem i przejażdżki na karuzelach to dopiero początek atrakcji. Wesołe elfy bę-

6-9 XII Spotkaj się ze Świętym Mikołajem w Wesołym Miasteczku dą zachęcać dzieci do ozdabiania świątecznych pierników, malowania bombek i tworzenia własnych ozdób choinkowych. Zajęcia z elfami będą odbywały się w każde grudniowe i styczniowe popołudnie o wyznaczonych godzinach. Dodatkowo

10 XII-31 I Zimowe atrakcje w Wesołym Miasteczku Czynne 7 dni w tygodniu (z wyjątkiem: 24-26 XII, 31 XII, 1 I) w godzinach 16.-20. Agnieszka Wyszyńska


Wydarzenia

4

Z nowej atrakcji w „Kapeluszu” korzystają całe rodziny

Rolkowisko z dyskoteką i warsztatami to hit

REKLAMA

W

Na zajęcia rolkowe przychodzi nawet 200 osób kulturalno-sportowego „Green”, które wspólnie z Parkiem Śląskim przygotowało jazdę pod dachem. – Coraz więcej ludzi chce spędzać swój czas aktywnie. „Kapelusz” jest stworzony do takich imprez: można pojeździć, spotkać się ze znajomymi, trochę się powygłupiać, czegoś nowego nauczyć – twierdzi Ratajczyk. I dodaje, że chętnych do jazdy w parkowej hali przybywa. Rolki to przede wszystkim własna muzyka, odpoczynek,

Zapraszamy do studia Bolek i Lolek, Reksio, Pampalini i inne, słynne, bajkowe postacie zapraszają wszystkie dzieci i dorosłych do Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej.

ZDJĘCIE: ŁUKASZ RESPONDEK

R

obert z 6-letnią córką Judytą przyszedł do Hali Wystaw „Kapelusz”. On się przyglądał, a ona – podobnie jak kilkaset innych osób, które w ciągu całego dnia odwiedziły to miejsce – jeździła na rolkach. Wszyscy zgodnie podkreślali, że rolkowisko to strzał w dziesiątkę. Atrakcja była dotychczas dostępna w środy i niedziele. Uwaga! Od grudnia środowe zajęcia zostaną przesunięte na wtorek, a to na prośbę samych uczestników, którzy w środy korzystają z jednego z lodowisk. Dodatkowo, 8 i 9 grudnia, pod hasłem „I Love Rolki”, odbędą się warsztaty połączone z dyskoteką. – Jesteśmy bardzo zadowoleni. Dowiedzieliśmy się o tym miejscu z Gazety Parkowej. Na pewno jeszcze tu wrócimy – zapewnia Robert. W hali bawią się głównie rodziny i sporo młodzieży. Chętnie korzystają ze wszystkich atrakcji: bezpłatnego wstępu, wypożyczalni, toru do jazdy rekreacyjnej i przeszkód oraz specjalnego sprzętu dla miłośników jazdy nieco bardziej ekstremalnej. Piotr Ratajczyk, instruktor nauki jazdy na rolkach z Inline Academy podkreśla, że pomysł rolkowiska jest rewelacyjny. Jego szkoła działa w ramach Stowarzyszenia

Poznaj, jak rodzą się bohaterowie kreskówek

odcięcie się od świata, relaks, odreagowanie stresu – mówi. W niedziele rolkowisko jest bezpłatne i dostępne od godziny 10. do 18., we wtorki pojeździć można od 16. do 20., wstęp kosztuje 5 złotych. Na 8 grudnia zaplanowano „Dyskotekę Mikołajkową”. Początek o godzinie 16. Dodatkowo, tego dnia oraz 9 grudnia, odbędą się specjalne warsztaty. Łukasz Respondek

izyta w studio to okazja, by „od podszewki” przyjrzeć się realizacji popularnych kreskówek. Odwiedzający bielską wytwórnię powinni zarezerwować sobie około dwie godziny na podpatrywanie warsztatu filmowego bajkowych twórców. Podczas tej niecodziennej wizyty wysłuchają m.in. trzydziestominutowego wykładu na temat animacji (ze szczególnym uwzględnieniem filmu rysunkowego), w kolejne pół godziny będą mogli zwiedzić pomieszczenia ze stanowiskami pracy dekoratora, animatorów, konturówki, malowania (klasycznego i komputerowego), wstąpią do tzw. pokoju zdjęć i sali nagrań dźwięku, a w profesjonalnym kinie czeka ich czterdziestominutowa projekcja filmów rodzimej produkcji. By dany pokaz się odbył, musi zebrać się grupa licząca min. 15 osób. Ilość grup jest ograniczona do 6-7 dziennie. Wizyty poszczególnych grup rozłożone są w czasie, pierwsza grupa wchodzi o godz. 8., ostatnia o godz. 14. Oczywiście zaproszenie obejmuje nie tylko grupy zorganizowane, ale również osoby indywidualne. Te ostatnie, jak i rodziny czy grupki przyjaciół, będą miały możliwość przyłączenia się do większej grupy. By skorzystać z oferty, wymagane jest wcześniejsze ustalenie terminu. Zamówienia przyjmowane są telefonicznie, pod nr (33) 812 50 58. Cena (z VAT) za całość prezentacji, łącznie z projekcją filmów, to 12 zł od osoby (1 opiekun na 10 dzieci jest zwolniony z opłaty). Mat. prom.


Wydarzenia

5 Gra terenowa

Planetarium ładniejsze w telewizji

Szukali Józefa Piłsudskiego

Parkowa perła socrealizmu, czyli Planetarium Śląskie, przechodzi kolejny remont. Skala inwestycji wprawdzie nie jest ogromna, ale z punktu widzenia użytkowników bardzo ważna.

ZDJĘCIE: ARCH. PARK ŚLĄSKI

Przy alei Gwiazd remontowana jest m.in. sala konferencyjna i biblioteka

Z

modernizowane zostaną biblioteka z czytelnią, sala konferencyjno-audiowizualna, toalety oraz dach Obserwatorium Astronomicznego, będącego częścią całego kompleksu tej parkowej atrakcji. – To kolejny ważny krok w stronę ratowania naszego obiektu – podkreśla Lech Motyka, dyrektor Planetarium Śląskiego.

Bezpieczny księgozbiór Prace mają się zakończyć w połowie grudnia. W bibliotece i sali audiowizualnej odpadał tynk, a ściany były zagrzybione. – To efekt wieloletnich zaniedbań – podkreśla Motyka i tłumaczy, że grzyb osiadł też na części cennego księgozbioru. – Te woluminy mają nie tylko wartość historyczną, ale przede wszystkim naukową. Niektóre cenne pozycje oddaliśmy do Biblioteki Śląskiej, ale większość pozostała w naszych zbiorach – dodaje. W obu pomieszczeniach wymieniane są parkiety, zrywane tynki, odgrzybiane i odświeżane ściany. Sala konferencyjna to piękne pomieszczenie, którego ściany zdobią malowane portrety wielkich astronomów. W planetarium chcą, aby w pełni odzyskało dawny blask. – Odbywają się tam ogólnopolskie finały Międzynarodowych Olimpiad z Astronomii i Astrofizyki oraz wszelkie konferencje naukowe, popularyzacyjno-dydaktyczne i prasowe – tłumaczy Motyka. – Miejsce, w którym to wszystko się dzieje jest naszą wizytówką. Doznania estetyczne, a często i telewizyjny obraz, idą w świat.

Budynek planetarium stopniowo odzyskuje dawny blask Remontowane są też toalety, które ostatnią modernizację przeszły na początku lat 90., czyli przeszło dwadzieścia lat temu. Biorąc pod uwagę, że zabytkowy obiekt dziennie odwiedza nawet ponad tysiąc osób, są już bardzo wyeksploatowane. Prace naprawcze i modernizacyjne obejmą wspomniane zadaszenie Obserwatorium Astronomicznego. – Jeżeli starczy pieniędzy, wyremontujemy też dach stacji meteorologicznej – mówi dyrektor. Całość inwestycji ma kosztować 170 tysięcy złotych i jest finansowana z dotacji samorządu województwa śląskiego.

Czeka projektor Tegoroczny remont jest ważny, ale potrzeb jest jeszcze sporo. W ośrodku liczą w tym względzie na nową perspektywę finansową Unii Europejskiej na lata 2014 – 2020. Do remontu nadaje się bowiem kopuła głównego budynku planetarium, do wymiany – projektor gwiazd, który, jako najstarszy na świecie,

uwidacznia blask nieboskłonu już od 57 lat. Konieczny jest też zakup nowoczesnych projektorów, które pozwoliłyby w trakcie seansów na oglądanie nawet przestrzennych obrazów. – Trzeba pamiętać, że nasze planetarium jest najstarszym na świecie, które w tak czystej, niezniszczonej przez obraz cyfrowy formie, emituje wygląd nieba – mówi Motyka. Planetarium – od tego urządzenia pochodzi nazwa placówki – jeszcze działa, a jakość obrazu wyświetlanych gwiazd wprawia w zdumienie największe światowe autorytety. – Ale technika projekcji, jaką można zobaczyć jeszcze tylko w Chorzowie, wynika z właściwej konserwacji oraz pasji pracowników technicznych, operatorów i wszystkich zatrudnionych – zaznacza Motyka. – Dla nich, nasze „Muzeum Czasu i Przestrzeni” stanowi wartość i świętość samą w sobie. Wszystko jednak wymaga już inwestycji – dodaje. Łukasz Respondek

W rytmie końskich kopyt

Trafiły w dobre ręce

W

trzech licytacjach (postępowaniach przetargowych) nie udało się znaleźć nowych właścicieli. Szczęśliwy dla wierzchowców zwrot nastąpił pod koniec października – podpisano umowę z chorzowskim skansenem i jednym ze śląskich ośrodków wypoczynkowych. Parkowe stajnie były mieszkaniem 17-letniego Berka, 14-letniego Ignaca, 10-letniej Bony i 8-letniego Bursztyna. W ostatnim czasie stały się „bezrobotne”, m.in. dlatego, że w pracach porządkowych zastąpiono je urządzeniami mechanicznymi. – Jesteśmy bardzo zadowoleni, że te zwierzęta znalazły nowych właścicieli – podkreśla Łukasz Buszman, rzecznik Parku Śląskiego. – W miejscach, gdzie trafiły, będą z pewnością potrzebne. Starsze zwierzęta „z wolnej ręki” zakupił Górnośląski Park Etnograficzny. Muzeum bę-

dzie je wykorzystywało podczas własnych imprez i działań edukacyjnych. Na podobnych zasadach młodsze konie trafiły do jednego ze śląskich ośrodków wypoczynkowych, który

posiada kilkuhektarowy wybieg. Wraz ze zwierzętami, do skansenu powędrowały też uprząż, sanie i wóz, a do ośrodka wypoczynkowego – m.in. mniejsze sanie. (łuk)

ZDJĘCIE: ŁUKASZ RESPONDEK

Park Śląski jeszcze do niedawna posiadał cztery konie. Zwierzęta od kilku miesięcy nie były jednak wykorzystywane w pracach na parkowych alejach. Podjęto więc decyzję o ich sprzedaży.

Parkowe konie znalazły dobre miejsce m.in. w skansenie

L

istopad 1918 roku. Do Warszawy przybywa właśnie Józef Piłsudski. Komitet powitalny czeka na marszałka, a kolejne drużyny przed jego przyjazdem mają do wykonania różne zadania – tak wyglądała fabuła III Niepodległościowej Gry Terenowej, którą na alejach, w części leśnej i przy ważnych obiektach, z okazji Dnia Niepodległości przygotowało III Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Batorego w Chorzowie. W zabawie wzięło udział ponad stu uczniów. – W naszej szkole spotyka się wielu młodych, prężnych, kreatywnych ludzi. Uczniowie sami wychodzą z pomysłem organizacji różnego typu przedsięwzięć. A to jest właśnie jedno z nich – mówi Ilona Helik, dyrektor szkoły. – Z roku na rok ta gra nabiera koloru, rozwija się, a młodzież udowadnia, że można zorganizować ciekawą alternatywę dla tradycyjnej akademii i przede wszystkim świetnie się bawić. Uczniowie rozbiegli się po parku w poszukiwaniu Piłsudskiego. Kolejne drużyny miały do wykonania szereg zadań, np. przechodziły przez labirynt, zakładały ochronne kombinezony, ukrywały się w krzakach, rozwiązywały zaszyfrowane wiadomości, odpowiadały na historyczne pytania, opatrywały rany, nadawały sygnał przez radiostację, strzelały. Na trasie młodzież spotykała postacie historyczne, m.in. Różę Luksemburg, generała Kazimierza Sosnkowskiego, Romana Dmowskiego i oczywiście marszałka Piłsudskiego. Gra wypadła doskonale. – Uczniowie mają możliwość aktywnego wypoczynku. W ten sposób przybliżamy im też park. Taka formuła lekcji historii na świeżym powietrzu, zdecydowanie się sprawdza – podkreśla Helik. (łuk)

Pod okiem kamer

Wandale przekazani policji

S

prawcy aktów wandalizmu i kradzieży nie są w Parku Śląskim bezkarni. Istniejący system monitoringu pozwala bowiem na identyfikację i znacznie ułatwia schwytanie takich bandytów. W ostatnim czasie ujęto dwie osoby, które niszczyły tablice informacyjne. Dzięki zebranemu materiałowi dowodowemu, można się też spodziewać kolejnych zatrzymań. Zdarzenie miało miejsce w miniony weekend. Ochroniarze schwytali, a następnie przekazali wandali w ręce policji. Kilka dni wcześniej inni sprawcy usunęli kamerę z lampy oświetleniowej. – Całość nagrania do czasu przecięcia kabla została jednak zachowana i przekazana organom ścigania. Identyfikacja sprawców jest bardzo prawdopodobna – zapewnia Artur Cieślak, dyrektor administracyjny w Parku Śląskim. I tłumaczy, że represje wobec osób, które niszczą park, na pewno będą się nasilać. – Ilość kamer na alejach i przy obiektach sukcesywnie się zwiększa. Efekty są widoczne – dodaje. Bezpieczeństwa w parku – poza policją i firmami ochroniarskimi – pilnują też nieumundurowane służby parkowe. – Warto przypomnieć, że ochrona ma prawo do legitymowania osób na terenie chronionego obiektu – mówi Cieślak. (łuk)


Kultura i rozrywka

Skansen zaprasza na jasełka po śląsku i lekcje muzealne

Czeka nas w parku

W prawdziwie świątecznym nastroju

Kiermasz i jasełka

Klubokawiarnia obok bramy głównej Śląskiego Ogrodu Zoologicznego kończy dwa lata. W Rebel Garden urodziny zamierzają świętować jednak w dość nieszablonowy sposób – zaprosili „The Syntetica”. Kojarzycie „Człowieka Widmo” lub „Miszcza Pawarottiego”? Te kultowe utwory pochodzącego ze Świętochłowic artysty, mają fanów również nad morzem. „The Syntetic” uchodzi za gwiazdę polskiej sceny alternatywnej. Od jego pojawienia się na scenie i w eterze nic już nie jest takie, jak było w śląskim undergroundzie. Urokowi śląskiego psychobarda poddał się nawet sam Kazik Staszewski, który gościnnie śpiewał w jego utworach. Na urodziny, które odbędą się 15 grudnia, artysta pomoże przygotować Rebel Dance Syntetic Project. Organizatorzy zapowiadają też sporo innych niespodzianek. Początek o godzinie 19. Wstęp jest wolny.

Dla tych, którzy nigdy nie słyszeli godojącego anioła, skansen przygotował coś specjalnego – jasełka po śląsku. Po raz pierwszy Muzeum Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie przedstawi autorską wersję widowiska Bożego Narodzenia, w którym nie tylko zwierzęta przemówią ludzkim głosem, ale także niektórzy bohaterowie mówić będą gwarą.

Kometa na Mikołajki

W chacie sprzed 100 lat W skansenie przyjmowane są też zgłoszenia na lekcje muzealne dla uczniów „Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia”. To wyjątkowa okazja do opuszczenia murów szkolnych nawet w zimową zawieję, by znaleźć się w scenerii wsi sprzed 100 lat. W czasie lekcji muzealnych łatwo uruchomić wyobraźnię i poczuć atmosferę jaka panowała kiedyś w izbach, kiedy za oknem mróz i śnieg, a w środku gwar dziecięcych rozmów i wspomnień na temat

„Śląsko Wilijo” odbędzie się 9 grudnia. Organizatorzy przygotowali m.in. jarmark świąteczny. Będzie można na nim znaleźć wszystko, co kojarzy się ze świętami i zimą: ozdoby, przysmaki, choinki, kartki świąteczne, zabawki dla dzieci i rozgrzewające napoje dla dorosłych. Na straganach sprzedawane będzie nie tylko lokalne jedzenie i przetwory, ale także wiele ręcznie wykonanych cudeniek, które sprawdzą się jako niepowtarzalne prezenty. Kolejną atrakcją ma być cykl poświęcony upiększaniu świątecznego domu, stołu i talerza. To szereg warsztatów okraszonych bożonaro- Wśród starych chat będzie można poczuć świąteczną atmosferę dzeniową gawędą. Stroiki i ozdoby będą tworzone głównie z naturalnych składników, świątecznych przygotowań do Wigilii oraz praca a wykonane dzieła będzie można zabrać do domu. przy wykonywaniu ozdób choinkowych ze słomy, W cyklu odbędzie się także kurs tworzenia zimo- orzechów i papieru, które zawieszane są na choince wych kompozycji kwiatowych, a na deser – warszta- lub podłaźniczce. ty z ozdabiania pierników. Każdy z trzech prograPo zajęciach będzie można zamówić ognisko dla mów (warsztaty tworzenia ozdób, układania kwia- grupy (z własnym prowiantem) oraz zwiedzić chałutów i dekorowania pierników) prowadzony będzie pę z Katowic z 1820 roku, z tradycyjnym, świąteczprzez inną z zaproszonych artystek rękodzieła. Po- nym wystrojem izby. Zgłoszenia na lekcje muzealne nadto, podczas tych spotkań, będzie można zwie- są przyjmowane od 12 grudnia (kom. 509 208 612 dzić chałupy z różnych podregionów Górnego Ślą- lub 509 208 647, tel. (32) 241 07 18 w. 20, tel./fax. ska z ich charakterystycznym, odświętnym wystro- (32) 241 55 01). jem wnętrz. Łukasz Respondek

ZDJĘCIE: SKANSEN

Ś

więta Bożego Narodzenia mają bogatą ludową tradycję. Aby poczuć prawdziwy ich nastrój, chorzowski skansen, jak co roku, przygotował specjalną ofertę: świąteczne zwyczaje w niezwykłym krajobrazie ośnieżonych chałup i atmosferze ciepła trzaskającego w piecu ognia, podczas szóstej „Śląskiej Wilii”. W programie są m.in. jasełka po śląsku oraz grudniowe lekcje muzealne na temat świątecznych przygotowań. – Święta w skansenie to nie tylko historia – podkreśla Anna Macherzyńska-Swoboda, pracownik skansenu. – Dla odwiedzających przygotowano moc atrakcji: od straganów uginających się pod regionalnymi smakołykami i napitkami, poprzez przejażdżki saniami zaprzężonymi w konie, aż do warsztatów wyrobu ozdób świątecznych – dodaje.

Nieszablonowe urodziny Rebel Garden

W Mikołajki (6 grudnia) wszystkie dzieci wraz z opiekunami mogą skorzystać ze specjalnej oferty Planetarium Śląskiego. Chętnych zapraszamy na spotkanie ze Świętym Mikołajem. Poprzedzi je seans dla dzieci „Kometa nad Szwajcarską Doliną”, wyświetlony o godzinie 17. Bezpośrednio po nim, w holu planetarium, Święty Mikołaj wręczy prezenty naszym najmłodszym widzom. „Kometa nad Szwajcarską Doliną” to seans, w którym planetarium zamienia się w statek kosmiczny, jakim Berenika i Jurek udają się w fascynującą podróż w kosmos. Ich pilotem i przewodnikiem po Układzie Słonecznym jest sam Mikołaj Kopernik – twórca teorii heliocentrycznej. Dzieci z okien statku kosmicznego oglądają Księżyc, Marsa, Jowisza, doświadczają zderzenia z planetoidą... Po długiej podróży docierają do tytułowej komety. Ty też możesz z nimi polecieć i zobaczyć jej piękny warkocz! Upominki podpisane imieniem i nazwiskiem dziecka, prosimy o dostarczenie najpóźniej w dniu seansu do kasy. Rezerwacji można dokonać pod numerem telefonu (32) 241 32 96 lub e-mailem agata@planetarium.edu.pl. Bilet ulgowy kosztuje 6 zł, normalny 12 zł, a rodzinny (do 4 osób) 30 zł.

Grudzień w „Leśni” Ciekawie zapowiada się grudniowy repertuar w Leśniczówce. Jednym z ważniejszych jego punktów będzie koncert świąteczny, który odbędzie się 22 grudnia. Zagrają Jan „Kyks” Skrzek ze Śląską Grupą Bluesową. „Świąteczny Blues” to występ, który muzycy dają od kilku lat i zawsze cieszy Świąteczny koncert ŚGB to idealna okazja się ogromnym zainteresowa- do spotkania ze znajomymi przed Bożym Naniem. Zwłaszcza, że wycho- rodzeniem dzący na scenę artyści z klubem są związani od kilkudziesięciu lat. ŚGB to czołowe postacie śląskiej sceny bluesowej. Każdy z członków zespołu – Jan „Kyks” Skrzek (śpiew, fortepian), Leszek Winder (gitary), Michał „Gier” Giercuszkiewicz (perkusja), Mirek Rzepa (gitary), Agnieszka Łapka (śpiew) – jest cząstką historii polskiej i śląskiej muzyki rockowej. Ich nazwiska bez trudu znaleźć można we wszystkich encyklopediach polskiej estrady. Koncert to idealna okazja, by spotkać się ze znajomymi tuż przed świętami Bożego Narodzenia, złożyć sobie życzenia i oczywiście posłuchać dobrej muzyki. Bilety w przedsprzedaży kosztują 25 złotych, a w dniu koncertu 30 złotych. ZDJĘCIA: MAT. NAD.

6

Łukasz Respondek

Pojawiły się pierwsze zwiastuny filmu, do którego zdjęcia kręcono m.in. w Parku Śląskim

Zatrzymane w filmowym kadrze ZDJĘCIE: MAT. PROM.

Na przełomie sierpnia i września w Bytomiu, Chorzowie i Sosnowcu kręcono zdjęcia do filmu „Matka”. Już teraz można oglądać efekty. W internecie pojawiły się oficjalne jego zapowiedzi. Obraz powstawał m.in. przy bocznej bramie wjazdowej do Śląskiego Ogrodu Zoologicznego.

M

irek Rusecki, który zajmuje się promocją filmu przyznaje, że park idealnie nadaje się na realizację takich przedsięwzięć. – Bramę z zoo idealnie można było zaaranżować na wejście do jednostki wojskowej. Filmowcy byli bardzo zadowoleni – zapewnia. I dodaje, że „Matka” będzie dostępna w kinach w 2013 roku. – Na pewno obejrzymy ten film w Polsce. Wiosną zamkniemy ustalenia dotyczące innych krajów.

Film kręcono m.in. przy zoo W scenie przy zoo wystąpił m.in. Grzegorz Przybył, który ostatnio zagrał ojca Fokusa w filmie „Jesteś Bogiem”. Reżyserem i autorem scenariusza jest Lee Mackintosh Jones. To jego pierwszy film fabu-

larny po ukończeniu Rouge Film School Wernera Herzoga. Jak przyznaje, Polskę odkrył w zasadzie przez przypadek, gdy został zaproszony do pracy przy produkcji „Makbeta” w Teatrze Śląskim w Katowicach. Wtedy zdecydował zostać na dłużej i zamieszkać na Śląsku. – To niezwykle zróżnicowany wewnętrznie region, a jednak o bardzo uniwersalnym charakterze. Od razu poczułem z tym miejscem swoistą więź i pewnego dnia doznałem niemal olśnienia – podkreśla Jones. Śląsk stał się dla niego idealnym płótnem, na którym mógł namalować swoją historię. – Chciałem stworzyć opowieść w stylu dokumentalnym, jednak skupiając się na tym, co leży pod powierzchnią surowego realizmu. Stąd wydarzenia przedstawione w filmie wpisane są w ramy narracji niby dokumentalnej. Śląskie lokalizacje umożliwiały takie właśnie podejście – mówi twórca filmu.

„Matka” to film niejednoznaczny. W warstwie fabularnej przedstawia wzajemne poszukiwania Marii i Artura, jej syna. Artur został oddany do domu dziecka przez ojca. Maria leżała wtedy zamroczona alkoholem. Matka i syn robią wszystko, żeby znów być razem. Czy jednak czasem nie stajemy przed koniecznością dokonywania wyborów wbrew sobie? To dzieło, w którym fabuła, nastrój i forma będą pełnić równie ważne role. W filmie występują między innymi Magdalena Czerwińska (tytułowa Matka), Julia Kijowska (właśnie otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki na 53. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Salonikach), Grzegorz Przybył (ojciec) oraz Olaf Marchwicki, który choć skończył zaledwie 9 lat, ma za sobą występy w takich serialach jak Plebania, Komisarz Alex oraz Rodzinka. pl. Operatorem obrazu jest Paweł Dyllus. Łukasz Respondek


Ważne rocznice

7

Największe gwiazdy zagrają w przyszłym roku na 30-leciu „Leśni”

– Na świecie nie ma drugiego takiego miejsca – przyznaje Rafał Fortuna, właściciel Leśniczówki. I wspomina najnowszą historię klubu. Mówi też o planach obchodów jego 30-lecia, które przypadają na rok przyszły. Zapowiada huczne święto z niespodziankami.

T

rzydzieści lat dla takiego klubu to szmat czasu. Inne, podobne lokale, padają po dwóch, góra pięciu. Leśniczówka ciągle jest w tym samym miejscu – w sercu Parku Śląskiego. Grali tam Józef i Jan Skrzekowie, Rysiek Riedel, Irek Dudek. I nikt nie przychodził przez przypadek. Wszyscy chwalili sobie klimat i sprzyjającą twórczej wenie atmosferę. Ale przez ten okres były momenty lepsze i gorsze; lata, gdy muzycy walili do klubu drzwiami i oknami, ale i takie, gdy w pośpiechu trzeba było szukać kogoś, kto go uratuje. Zawsze się jednak udawało. Obecny właściciel ma sporo pomysłów, wizję jak rozwijać muzyczną działalność „Lasu”.

ZDJĘCIA: MAT. NAD.

Huczne urodziny kultowego klubu

Przez dwa lata budynek i okolica bardzo się zmieniły

Podczas występów publiczność bawi się doskonale

W Leśniczówce mają okazję występować młode zespoły

Na koncerty do klubu przychodzi obecnie wielu młodych ludzi

Wszystko niemal od nowa Leśniczówka” od 1983 roku stawała się miejscem znanym i cenionym w całej Polsce. Ale dwa lata temu omal nie przestała istnieć. Prowadziła ją wówczas Dominika Węglarz, która jest obecnie jej menadżerem. Jak wspomina, stan budynku był dramatyczny i koniecznym stało się znalezienie inwestora, który na trwałe będzie w stanie przywrócić klubowi dawny blask. Na szczęście udało się go znaleźć. Rafał Fortuna, już jako nastolatek bywał w nim na koncertach. A gdy dowiedział się o problemach „Leśni”, postanowił ją przejąć i gruntownie wyremontować. –- Ta decyzja i mnie, i moją rodzinę dużo kosztowała. Ale warto było – podkreśla Fortuna. Początki łatwe nie były –- nowy właściciel zastał wpadający do środka dach, przestarzałe sprzęty i wyposażenie. Podczas remontu powstały nowy dach, sala główna i bar, który zaaranżowano od nowa, ale z zachowaniem starego klimatu klubu. Wewnątrz sporo się jednak zmieniło: klub posiada profesjonalny system nagłośnieniowy i wizualny, własną kuchnię, antresole dla gości, garderobę dla muzyków. – Powiedzmy sobie jasno: poza mną nikt nie chciał Leśniczówki. Nikt w nią nie wierzył – podkreśla Fortuna. – Jestem z nią związany

od dwudziestu lat. I przejęcie, w zaistniałej sytuacji, było dla mnie jedyną możliwą decyzją.

Ruszyła z kopyta We wrześniu 2010 roku odbyło się oficjalne otwarcie. Świętowano trzy dni. Zagrali m.in. Maciej Maleńczuk, Marek Piekarczyk, Hasiok, Krzysztof Ścierański, Marek Raduli, Muariolanza. Latem 2011 roku, wraz z Parkiem Śląskim, Leśniczówka przygotowała repertuar i zapewniła kompleksową obsługę kilkunastu imprez plenerowych. Wszystkie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem publiczności. Wiosną ubiegłego roku powstał natomiast ogród dla gości z wielkim namiotem biesiadnym oraz placem zabaw dla najmłodszych, a przed klubem parking. Obecnie powstają dodatkowe toalety dla osób niepełnosprawnych, odrestaurowane będzie „źródełko” przed lokalem, w najbliższej przyszłości planowane są latarnie.

Również w ubiegłym roku w Leśniczówce powstało stowarzyszenie „Leśna Muza”, zrzeszające jej sympatyków. Dominika Węglarz podkreśla, że uczestnikami koncertów i imprez artystycznych często są dzieci osób, które przed laty odwiedzały „Leśniczówkę”. – Nasz klub jest miejscem kultowym, znanym i cenionym w całym kraju. Organizujemy koncerty i projekty artystyczne – mówi. I wyjaśnia, że przez sześć dni w tygodniu klub zapewnia różnorodny program dla każdego, niezależnie od wieku. – Od projekcji filmów na dużym ekranie, poprzez koncerty, warsztaty, wernisaże, konkursy, po nagrania i festiwale – wylicza. Najnowszym pomysłem właściciela jest umożliwienie występów na scenie w Leśniczówce młodym zespołom. – Młodzi muzycy są często przeganiani z piwnic i garaży przez straż miejską. Chcemy dać im możliwość zaprezentowania i doszlifowania swojej muzyki w godnych warunkach – tłuma-

czy Fortuna. – Jesteśmy na etapie poszukiwania funduszy na nagłośnienie i konieczny sprzęt.

Urodziny będą huczne W przyszłym roku najważniejszą imprezą w Leśniczówce będą bez wątpienia obchody jej 30-lecia. Obecnie trwa układanie programu tej imprezy. Wiadomo już, że świętowanie potrwa kilka dni. – I na pewno nie zabraknie niespodzianek – zapewnia Fortuna. A menadżerka klubu dodaje, że organizatorzy będą chcieli zaprosić osoby związane z klubem, które nie tylko występowały na jego scenie, ale również pomagały mu w trudnych chwilach. – To będą huczne obchody. Gwiazd z pewnością nie zabraknie – mówi Węglarz. – Nie chcemy na razie zdradzać szczegółów, ale warto będzie w tym czasie być właśnie z nami – dodaje. Łukasz Respondek

Jan Gałach

Marek Łukaszczyk

muzyk od lat związany z Leśniczówką szystkie muzyczne przedsięwzięcia zaczynałem w Leśniczówce. Jestem tam regularnie już od ponad 15. lat. Traktuję to miejsce bardziej jak dom. A takich jak ja, którzy w „Lesie” zaczynali, jest wielu. Tam zawsze można się było sporo nauczyć. Poza ogromnym gronem młodych ludzi, którzy tu zdobywali cenną wiedzę, byli też nauczyciele – starsi muzycy, niejednokrotnie uznane w branży autorytety. I wszyscy byli równi, wszyscy chcieli grać razem. Obecnie występuję tam dosyć często – ostatni koncert daliśmy podczas Rawy Blues, a kolejny, jedenasty już występ świąteczny, planujemy na 28 grudnia. Od czasu przejęcia klubu przez nowego właściciela, bardzo poprawiła się infrastruktura: jest czyściej, cieplej i więcej miejsca. Nowy właściciel sporo zrobił, ale trzeba też przyznać, że dla Leśniczówki to był jedyny ratunek. Konkurencja na rynku klubów muzycznych jest bowiem dużo większa niż 30 lat temu.

organizator cyklu poezji śpiewanej „Markowe Granie” eśniczówka na takie cykle jak mój jest rewelacyjna. Gdy zacząłem go organizować, chciałem zaprosić ludzi do słuchania i śpiewania muzyki studenckiej, turystycznej. Nie zależało mi na przygotowaniu koncertów podczas których ludzie siedzą wbici w fotel i idą do domu. Chodziło mi o to, aby goście żywo uczestniczyli w tych występach. I to od czterech lat doskonale się udaje. Dziś Leśniczówka pozwala wypełniać pewną niszę, daje możliwość dostępu do estrady zespołom, które w innych miejscach go nie mają. W dobie celebrytów i komercjalizacji trudno wyłapać coś dobrego. Ale właśnie dzięki takim miejscom jak „Leśnia”, jest to możliwe. A artyści? Dlatego grają chętniej, bo ludzie i otoczenie są dla nich formą nagrody. W tym klubie nie ma zresztą osób przypadkowych – trzeba do niego dojść, ewentualnie dojechać. To ogromna zaleta.

W

L

ZDJĘCIA: MAT. NAD.

Znani o Leśniczówce


Ekologicznie

8 W trosce o faunę i florę

Zima w Parku Śląskim nie może być słona

T

o był jeden z wielu meczów reprezentacji na Stadionie Śląskim. Listopad 2007 roku. Graliśmy z Belgią. Na mecz przyjechały do parku autokary z całej Polski. Z powodu wielkich opadów, wiele z nich utknęło na poboczach oraz podjazdach, w tym na oblodzonej nawierzchni alei Harcerskiej. Ten dzień był wyjątkowy. I to nie tylko ze względu na wspaniałe zwycięstwo naszych, ale również dlatego, że parkowe służby zmuszone były do posypania alei solą i żużlem. W normalnych okolicznościach unikają tego jak ognia.

Sól szkodzi roślinom

Zwróć uwagę!

Ciekawe rośliny, które w parku można podziwiać zimą

Pora odmładzania Zimą w większości przypadków zahamowana jest wegetacja roślin. Pozwala to jednak na kompleksowe odmładzanie krzewów. Cięcia są wówczas wykonywane w sposób zdecydowanie bardziej intensywny niż w sezonie wegetacyjnym. Nie odbijają się bowiem znacząco na stanie zdrowotnym roślin, gdyż zahamowane jest wtedy „krążenie soków”. Takie cięcia pozwalają na lepszy rozwój flory wiosną. Okres jesienno-zimowy to również doskonała pora na karczowanie. Chodzi zarówno o tereny komercyjne, jak i leśne. Niestety, właśnie wtedy największy jest też odsetek bezprawnego wycinania i przycinania iglaków. Dyrektor Stodółka podkreśla, że przy dużych opadach śniegu szczególnie cierpią krzewy iglaste – cisy, jałowce, cypryśniki i żywotniki – dlatego są specjalnie wiązane, aby nie dochodziło do ich deformacji. Ogólnie jednak, duża ilość śniegu zimą, ma dobry wpływ na rośliny – mówi. Obfita warstwa śniegu tworzy naturalną osłonę, zabezpieczającą przed przemarzaniem i wysuszającym działaniem mroźnych wiatrów. Łukasz Respondek ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

– Sól bardzo źle wpływa na kondycję gleby. To z kolei ma ogromne znaczenie przy wegetacji, kwitnieniu i wzroście roślin – tłumaczy Aleksander Stodółka. – Zasolenie powoduje, że rośliny są słabsze, mniej odporne na wszelkiego rodzaju patogeny i bardziej narażone na porażenia przez szkodniki. Gorsza kondycja zdrowotna skutkuje słabszym kwitnieniem, karłowatością, a niekiedy nawet zamieraniem rośliny.

Środki rozmrażające używane są ze względów bezpieczeństwa tylko na wjazdach – głównie przy ulicy Chorzowskiej, w okolicy torowiska. Środki chemiczne na parkowe aleje są natomiast przywożone na oponach wjeżdżających samochodów. Tego niestety nie da się uniknąć.

ZDJĘCIA: WIKIPEDIA

Dla narciarzy biegowych i na ewentualne kuligi, część parkowych alejek zimą pozostaje biała. Odśnieżane są natomiast główne trakty komunikacyjne. Wszystko ekologicznie i – co bardzo ważne dla roślin – bez soli. Mówi o tym Aleksander Stodółka, dyrektor działu zieleni w Parku Śląskim.

Parkowe aleje nie ucierpią zimą

Ptaki sobie poradzą, czyli skąd się biorą puszki na drzewach

listopadzie i grudniu na drzewach w różnych częściach parku pojawiają się przycięte puszki, kartony i butelki. Zgodnie z chęcią „projektantów”, mają spełniać rolę karmników dla ptaków. Niestety, poza tym, że są nieestetyczne, stwarzają zagrożenie dla zwierząt. Pracownicy działu zieleni przypominają, że dokarmianie dzikich gatunków jest bardzo niewskazane. Należy im pomagać tylko w określonych warunkach atmosferycznych. Największe karmniki w parku zostały niestety zdewastowane. Obecnie planowane jest ustawienie ich przy ogrodzie bylinowym i japońskim, obok budynku dyrekcji, przy hali wystaw oraz przy radiowęźle. Posłużą one głównie do karmienia ptactwa. Bogusław Chmielewski z działu zielni podkreśla, że samowolne karmienie zwierząt przez odwiedzających odbywa się najczęściej w niewłaściwy sposób, a używany pokarm

ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

Karmienie? Tylko w przypadku sporego mrozu W

Dokarmiamy podczas mrozów może im w takim samym stopniu pomóc, co zaszkodzić. – Przestrzegamy przed nadgorliwością. Musimy pamiętać, że większość parkowych zwierząt jest dzika i przyzwyczajona do swojego ekosystemu – mówi Chmielewski. – Podstawowy pokarm dla nich powinien być naturalnie przez nie zabezpieczony. Robiąc im „stołówkę”, odzwyczajamy je od funkcjonowania w naturalnym środowisku, co w dalszej perspektywie jest dla nich szkodliwe. Adres redakcji: Aleja Różana 2, 41 – 501 Chorzów Tel. 601 472 618, fax. 032 793 70 09 E – mail: gazeta.parkowa@parkslaski.pl Redaktor naczelny: Łukasz Buszman

Dokarmianie zwierząt jest wskazane tylko w sytuacji utrudnionego dostępu do naturalnego pokarmu, w przypadku wystąpienia silnych mrozów i dużych opadów śniegu. Wtedy jednak odwiedzających park jest zdecydowanie mniej. – Trzeba pamiętać też, że chleb jest słony. A zimą zwierzętom trudniej o wodę. Dlatego nie jest wskazany – mówi Chmielewski. Wylicza, że zimą zwierzęta żywią się m.in. nasionami z szyszek, żołędziami, kasztanami, orzechami włoskimi i laskowymi, ponadto owocami jarzębiny, bzu czarnego, jemioły, cisu, głogu, dzikiej róży, tarniny i bukwi. Ciekawostką jest to, że owoce jemioły zjada jemiołuszka, kos i paszkot. – Najlepsze do dokarmiania jest czyste proso oraz mieszanka nasion (tzw. kanar). To pokarm bardzo pospolity, ale bardzo dobrze przyswajalny – kończy. Łukasz Respondek

Redakcja: Joanna Karweta, Wojciech Mirek, Nina Swadlo, Wojciech Zamorski, Łukasz Respondek ,Yen Projekt i redakcja graficzna: Marek Michalski

Dział sprzedaży reklam: Katarzyna Zazgórnik-Sitz tel. 666 031 465 Wydawca: Park Śląski w Chorzowie

Oczar (omszony, japoński i wirginijski) – kwiaty wyrastają jesienią (wirginijski) lub wczesną wiosną, a nawet zimą na przełomie stycznia i lutego, skupione po 2-4 w kątach liści. Leszczyna turecka – powoli rosnące drzewo o stożkowatej, w starszym wieku zaokrąglonej koronie. Na tym drzewie „pszczelarskim”, tzw. „kotki” pojawiają się w marcu i są pierwszym źródłem pyłku. Metasekwoja chińska (Cypryśnik błotny) – gdy gubi igły, doskonale widać jego idealnie prosty pień, zwany strzałą. W okresie jesiennym wielu osobom wydaje się, że drzewo obumarło, a ono tylko zrzuca na zimę szpilki. Różanecznik – ma skórzaste, zimozielone liście, które podkurczają się, gdy przychodzą mrozy. Podobnie zachowuje się też Kalina sztywnolistna. Ciemiernik biały – pokazuje swoje największe walory, kwitnąc zimą. Inaczej nazywany różą Bożego Narodzenia lub kwiatem zimy. Miłorząb dwuklapowy – bez ulistnienia uwidacznia się jego prosty pień, od którego odrastają prosto pa dłe ga łę zie z dłu go pę da mi, a ciekawostką jest fakt, że zazwyczaj są one grubsze na końcach, niż u nasady. Platan klonolistny – zimową cecha dekoracyjną tego drzewa są owłosione orzeszki zebrane w gęste, główkowate owocostany, ok. 2 cm średnicy, zawieszone na długich szypułkach. Rozpadające się późną jesienią lub zimą orzeszki, pozostawiają jednak resztki owocostanu czasami aż do wczesnej wiosny. Ambrowiec amerykański – podobnie jak platan, charakteryzuje się pozostającymi na drzewie w okresie zimowym kolczastymi owocostanami, a dodatkową ozdobą drzewa jest dobrze widoczna w tym czasie korowina młodszych gałązek, pokryta efektownym bruzdowaniem. Surmia wielkokwiatowa i begoniowa – bardzo długie (do 40 cm), strąkokształtne łuszczyny z nasionami pozostają na drzewie przez okres całej zimy aż do lata następnego roku, stanowiąc piękny aspekt dekoracyjny tego drzewa. Glediczja trójcierniowa – podobnie jak surmia, posiada łukowate, płaskie strąki o długości do 40 cm, natomiast pień i pędy pokryte są licznymi, sztywnymi i trójdzielnymi (stąd nazwa) cierniami, dochodzącymi do 15 cm długości. (łuk) Gazeta Parkowa także w internecie na: www.parkslaski.pl Kolejny numer Gazety Parkowej ukaże się wyjątkowo: 21 grudnia 2012 r.


Po sąsiedzku

9

Budowa pawilonów w Śląskim Zoo przebiega zgodnie z planem

Powrót żyraf, które są niezaprzeczalnym symbolem Śląskiego Ogrodu Zoologicznego, jest coraz bliższy. Można się o tym przekonać, spacerując alejami chorzowskiego zwierzyńca. Zoo uśpione jest bowiem tylko pozornie. W trzech miejscach praca wre od kilku miesięcy. Już w przyszłym roku zostaną tam oddane do użytku pawilony dla tygrysów, egzotycznych ptaków, krokodyli i właśnie żyraf.

W

Śląskim Ogrodzie wiele się ostatnio dzieje. I to nie tylko dlatego, że ciągle powiększa się ilość nowych przychówków. W trzech miejscach powstają nowoczesne pawilony. W centralnej części zoo jest budowany całoroczny pawilon przeznaczony dla żyraf. Będzie otoczony dużym wybiegiem, powstałym z połączenia „zielonego” wybiegu nosorożców oraz wybiegu alpak. Będzie łączył się z nim także wybieg afrykański, który zasiedlony zostanie grupą antylop oraz zebr. Niedaleko nowej żyrafiarni, tuż za pawilonem dydaktycznym, powstaje drugi, zupełnie nowy obiekt dla tygrysów, z dużym otwartym wybiegiem i basenem.

– Prace przy obu pawilonach postępują na tyle szybko, że stan surowy został już zamknięty – mówi Maciej Frądczak ze Śląskiego Zoo. – Dzięki temu, zimą możliwe będzie kontynuowanie prac wewnątrz budynków – dodaje. Trzecią inwestycją jest przebudowa dotychczasowego pawilonu ptaków, w którym po remoncie zamieszkają także niektóre gady. Wśród nich, dawno nie widziane w naszym ogrodzie krokodyle. Prace przy tym obiekcie również przebiegają zgodnie z przyjętym harmonogramem. – Rozbudowana została część socjalna pawilonu, powstają toalety, pojawiły się zarysy zewnętrznych wybiegów kajmanów oraz zamieszkujących Australię kukabur chichotliwych – wyjaśnia Frądczak. – Do zadaszenia pozostała jedynie przyszła hala wolnych lotów, która zwieńczona zostanie przeszkloną kopułą. Przypomnijmy, że wszystkie inwestycje są realizowane w ramach projektu „Rozbudowa ścieżki dydaktycznej w Śląskim Ogrodzie Zoologicznym w Chorzowie”, który jest współfinansowany przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach RPO Województwa Śląskiego na lata 2007-2013 działanie 3.2.2. Ich zakończenie planowane jest na drugą połowę 2013 roku. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to już jesienią przyszłego roku do zoo powrócą żyrafy i krokodyle, a tygrysy opuszczą zamieszkiwane dotąd woliery. Łukasz Respondek/mat. nad.

Zimą jest czas na remont

ZDJĘCIE: SKANSEN

Podobnie jak konstrukcja pawilonu dla tygrysów

Onoterapia ma cztery kopyta

Osioł Michał N

Metoda strzeszenia nie zmieniła się od stu lat

azywam się Michał, mieszkam w zoo w Chorzowie i jestem jedenastoletnim osłem. Urodziłem się 2 listopada 2001 roku w krakowskim ogrodzie zoologicznym, a na Śląsk trafiłem w roku 2003. Szybko zaprzyjaźniłem się z moimi nowo poznanymi partnerkami, które w ciągu dziewięciu lat dały mi aż 17 potomków – doczekałem się 10 synów oraz 7 córek. Niektóre z dzieci już się usamodzielniły, poszły „na swoje” i założyły własne rodziny. Cztery córki i dwóch najmłodszych synów ciągle mieszka razem z nami. My,

mysłowej. W skład części mieszkalnej wchodziła ogrzewana izba oraz komora. Na zewnątrz budynku znajduje się znak rozpoznawczy każdego młyna – młyńskie koło (w tym wypadku nasiębierne). Jeszcze w bieżącym roku remont o podobnym zakresie zostanie przeprowadzony na XIX-wiecznej szopie na opał z Kryr. W przyszłym roku wymiany pokrycia dachów na skansenowych obiektach będą kontynuowane. – Obecnie turystów i odwiedzających jest już mniej. Czas na takie prace jest więc najwłaściwszy – podkreśla Nocuń. Łukasz Respondek/mat. nad.

Biegamy we wtorek

Rekreacja na Śląskim

W

ojewódzki Ośrodek Kultury i Sportu „Stadion Śląski” w Chorzowie, w ramach Centrum Rekreacji Ruchowej, proponuje przez cały okres jesienno-zimowy różne formy rekreacji. Miłośnicy aktywnego spędzania wolnego czasu zaproszeni są do wspólnego biegania pod hasłem „Biegaj z nami na Stadionie Śląskim”. To okazja do uczestnictwa w zajęciach organizowanych pod okiem doświadczonego i utytułowanego ultramaratończyka, Augusta Jakubika. W zajęciach mogą brać udział zarówno początkujący, jak i już doświadczeni biegacze. Zajęcia odbywają się w każdy wtorek od godz. 18. do 20. Adres do kontaktu: adam.zajac@stadionslaski.pl. Do zajęć na świeżym powietrzu zachęca też Klub Nordic Walking. Zajęcia odbywają się w każdy poniedziałek w godz. 17.30-19., środę w godz. 16.30 -18. i czwartek w godz. 10.30 – 12. Adres do kontaktu: jolanta.fujawa@stadionslaski.pl (łuk)

Na wolności ośli ród reprezentują jedynie dzikie osły afrykańskie – nubijskie i somalijskie, których liczebność z roku na rok spada. Obecnie właściwie ten stan osiągnął punkt krytyczny i grozi im całkowite wyginięcie. Udomowioną formą osłów afrykańskich są właśnie osły domowe, które ja i moja rodzina godnie reprezentujemy. Jesteśmy bardzo popularnymi zwierzętami jucznymi, często hodowanymi w południowej Europie, północnej Afryce, na Bliskim Wschodzie i w wielu innych, ciepłych rejonach świata. Wynika to zapewne z naszej odporności na wysokie temperatury, dobrze też znosimy warunki terenów górzystych, braki wody i mamy niezbyt wygórowane wymagania pokarmowe. Niektóre z nas wykorzystywane są także jako zwierzęta wierzchowe lub pociągowe, a nawet w tzw. onoterapii, w czasie której pomagamy w rehabilitacji chorym, pokrzywdzonym przez los dzieciom. Nic w tym dziwnego! Jesteśmy bardzo ciekawskie, towarzyskie, wierne i wrażliwe! I w ogóle mamy mnóstwo innych zalet. Takie są z nas poczciwe stworzenia! Nie jesteśmy też wcale ani tak głupie, ani uparte, jak niektórzy mówią. To tylko stereotypy. Uległością przewyższamy zwykle blisko spokrewnione z nami, większe i bardziej płochliwe, konie. A o naszej inteligencji niech świadczy choćby ten fakt, że od kilku lat interesuje się mną jedna ze śląskich uczelni, która wybrała mnie na swoją maskotkę. Od tamtej pory wzbogaciłem się o nową ksywkę – Usiołek – jak również o pokaźne grono protektorów i znajomych z kręgów władz uczelni. Ludzie z tytułami, prestiż, mucha nie siada!! Coś jednak musi we mnie być… A że czasami mam gorszy dzień… Trudno, każdemu się zdarza! Nawet osłowi. (łuk) ZDJĘCIE: ŚLĄSKIE ZOO

Z

Główna konstrukcja pawilonu dla żyraf już stoi

Poznajmy się

Na młynie z Imielina wymieniają pokrycie dachu łota polska jesień to idealna pora na remonty i prace konserwacyjne. Wiedzą o tym doskonale w Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”. Wymieniono tam pokrycia dachu m.in. na zabytkowym młynie z Imielina. Słomiane pokrycia dachów na kilku obiektach w skansenie nadają się do wymiany. Prace związane z układaniem nowych strzech zakończyły się na budynku XIX-wiecznego młyna z Imielina. Znanych jest kilka sposobów kładzenia strzechy (strzeszenia). W tym przypadku strzeszaki układane były kłosami w dół, „na gładko”. Na terenie skansenu można zaobserwować też inne metody strzeszenia – na przykład częściej spotykany na budynkach mieszkalnych sposób „schodkowy”. Przemysław Nocuń z Muzeum „GPE” tłumaczy, że strzechy układano dokładnie tak, jak robiono to nawet sto lat temu. – A sposób ten jest potwierdzony badaniami i spotykany na licznych obiektach z subregionu pszczyńsko-rybnickiego – wyjaśnia. – Niegdyś trzeba było wykonywać takie prace nawet co kilka lat. Obecnie, m.in. dzięki współczesnym sposobom impregnacji, robimy takie remonty co kilkanaście lat. Młyn z Imielina pochodzi z 1855 roku (o czym informuje napis na jednej z belek stropowych). Budynek ten składa się z części mieszkalnej i prze-

ZDJĘCIA: ŚLĄSKIE ZOO

Żyrafy i krokodyle szykują się do powrotu

osły, jesteśmy bowiem rodzinne i nie lubimy żyć w pojedynkę. Może właśnie dlatego, gdy jestem zamknięty na osobnym wybiegu, zdarza się, że po całym zoo rozchodzą się moje żałosne porykiwania i nawoływania. Jak większość zwierząt kopytnych, jestem typowym roślinożercą. Zajadam się sianem, zbożem oraz warzywami. Soczyste jabłko lub marchewka pozwala przełamać każde lody. Nawet te będące skutkiem tremy i onieśmielenia, wywołanych blaskiem jupiterów…


Muzycznie ZDJĘCIE: EWA SWADLO

Rock na trawie

WOJCIECH ZAMORSKI prezentuje

Jesień idzie przez park… W

ystarczy wybrać się na spacer do Parku Śląskiego, by bez trudu zauważyć, że tegoroczna jesień nie tylko kroczy naszymi alejkami, ale już na dobre się tu zadomowiła. Jeśli zaliczają się Państwo do pokolenia „już szron na głowie i nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj” (tak, tak – to Kabaret Starszych Panów!) i z sentymentem wspominają największe polskie przeboje sprzed 40. i więcej lat, to Czerwone Gitary niewątpliwie zajmują w tych wspomnieniach miejsce szczególne. Zespół powstał w styczniu 1965, w Gdańsku, i jeszcze tego samego roku wyruszył w swoją pierwszą trasę koncertową pod hasłem „Gramy i śpiewamy najgłośniej w Polsce”. W ciągu pierwszych, najważniejszych i najszczęśliwszych 15 lat swojej kariery Czerwone Gitary wielokrotnie występowały na Śląsku, w tym także podczas dorocznych Świąt Trybuny Robotniczej, organizowanych w naszym parku w latach 1966 – 1980. Był czas, kiedy te festyny obfitujące w koncerty najpopularniejszych wówczas gwiazd polskiej muzyki rozrywkowej, były największymi tego rodzaju imprezami w kraju. Wielotysięczne tłumy fanów rodzimego big-beatu cieszyły się możliwością darmowego obejrzenia na scenie swoich idoli, beztrosko ignorując propagandowy wydźwięk święta firmowanego przez gazetę działającą pod partyjnym sztandarem jedynie słusznej siły politycznej PRL-u. Muzyczną historię parku z tamtych lat zostawmy na inną okazję, bo dzisiaj chciałbym przywołać z Państwa pamięci dwa wspaniałe, jesienne przeboje zespołu, który legitymuje się na naszym rynku imponującym, muzycznym rekordem ilości sprzedanych płyt. Fani Czerwonych Gitar

kupili dotąd łącznie 12 mln krążków z ich utworami, a zespół zdobył aż 14 tytułów Platynowej Płyty. Taki wynik w obecnych realiach polskiej fonografii to całkowita abstrakcja... Motyw pór roku często pojawia się w piosenkach Czerwonych Gitar. Choć w przeboju z wydanego w 1967 drugiego longplaya mamy wszystkie „Cztery pory roku”, to jednak jesień i zima cieszyły się chyba szczególnymi względami zespołu. Jesień po raz pierwszy pojawiła się w ich repertuarze już w marcu 1966 r., kiedy grupę opuścił jej pierwszy gitarzysta basowy, Henryk Zomerski, ustępując miejsca Sewerynowi Krajewskiemu, który podczas sesji nagraniowej dla wytwórni Pronit dostarczył nowym kolegom własną piosenkę „Jesienny dzień”. – To bardzo odległe czasy – wspomina w rozmowie z Gazetą Parkową Marek Gaszyński – znany dziennikarz muzyczny Polskiego Radia, a wówczas początkujący autor tekstów piosenek. – Sopot uchodził wtedy za najmodniejsze miejsce spędzania letnich wakacji, tętniące muzycznymi nowinkami i chlubiące się renomą Non Stopu – założonego przez Franciszka Walickiego, pierwszego w Polsce klubu, w którym do tańca przygrywały wszystkie najpopularniejsze zespoły big-beatowe z Czerwonymi Gitarami włącznie. Latem 1966 wybrałem się z Warszawy do Sopotu moją czerwoną Lambrettą – włoskim skuterem, uchodzącym wówczas za szczyt szpanu i luksusu na dwóch kółkach. To wtedy Seweryn zaproponował mi napisanie tekstu do piosenki „Barwy jesieni”. Niemal trzy lata później ta sama pora roku pojawiła się w prośbie Krzysztofa Klenczona, który skomponował piękną muzykę do piosenki „Jesień idzie przez park”. Jako tekściarz stawiałem wtedy pierwsze kroki, więc oba teksty konsultowałem przed nagraniami z Bogdanem Loeblem. Najmilej spośród tekstów napisanych dla Czerwonych Gitar wspominam „Nie zadzieraj nosa” z ich pierwszego longplaya. To była bardzo wesoła, taneczna piosenka z optymistycznym przesłaniem i żartobliwą zachętą do wspólnej zabawy z zespołem – sumuje Gaszyński. Piosenka „Jesień idzie przez park” była wielkim przebojem, ale na płytę Czerwonych Gitar trafiła dopiero w 1979 (składanka „Nie spoczniemy”), z 10-letnim opóźnieniem w stosunku do radiowej premiery. Potem, niespodziewanie pojawiła się także w repertuarze Oddziału Zamkniętego (płyta „Bezsenność” z 1995). Po jesienne nastroje Czerwone Gitary sięgnęły też w roku 1968. Na stronie B singla z przebojem „Biały krzyż”, znalazła się żołnierska ballada „Jesienny deszcz”, stworzona zapewne z myślą o propagowanym przez ówczesne władze, dorocznym festiwalu piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu. W późniejszym repertuarze solowym Seweryna Krajewskiego znajdziemy też piosenkę „To już jesień”, o czym pamiętając, zapraszam na jesienny spacer do Parku Śląskiego, gdzie niedawno drzewa i krzewy „w żółte kolory zamienił czas”.

Odkrywamy muzyczne talenty

Zostać rockmanem, to byłby istny szał! ZDJĘCIE: BANDPHOTO.PL

10

C

hyba każdy z Państwa marzył kiedyś o tym, by wzorem Micka Jaggera z The Rolling Stones, czy Bono z U2, stanąć na wielkiej scenie i swoim występem uwieść wielotysięczną publiczność. Słuchając przebojów naszych ulubionych wykonawców, prędzej czy później każdego dopada taka myśl: dlaczego to nie my napisaliśmy słynne „Stairway to heaven” czy „Smoke on the water”. Czasami marzenia te próbujemy realizować zakładając swoje własne zespoły, grywając po małych klubach czy garażach. Park Śląski, we współpracy z katowickim klubem Katofonia i Instytucją Kultury Katowice Miasto Ogrodów, postanowił pomóc takim właśnie „młodym Stonesom” i wiosną bieżącego roku zorganizował przegląd kapel „Silesia Junior Stage”. Uczestnicy, poza licznymi nagrodami rzeczowymi (nagranie płyty demo, bony do salonów muzycznych, czy profesjonalna sesja zdjęciowa) mogli wystąpić w charakterze supportu przed gwiazdami parkowych imprez. I tak – Lee Monday zagrało przed T. Love, Animators i Debris of Blues przed Oddziałem Zamkniętym i Ściganymi, a kilka innych formacji supportowało gwiazdy w trakcie Tauron Letniej Energii Muzyki. Pomysł na cały cykl był bardzo prosty – przez kilka kolejnych tygodni, w Katofonii odbywały się eliminacje na zasadzie bitwy zespołów. Każdego eliminacyjnego wieczoru, na scenie spotykały się trzy kapele i walczyły o głosy publiczności. Do finału przechodziła ta formacja, która zgarnęła najwięcej głosów. A finał? Kolejna walka o głosy, tym razem w formie elektronicznej, na portalu społecznościowym facebook. com. Zwycięzca (grupa De Trebles) prócz tego, że zgarniał nagrody rzeczowe, wystąpił na koncercie finałowym (przy ul. Mariackiej), supportując legendarną formację Poluzjanci. W nadchodzącym roku również chcemy promować muzykę młodych twórców. Obecnie jesteśmy na etapie dopinania ostatnich szczegółów drugiej edycji „Silesia Junior Stage” i z pewnością przyszłoroczne wydarzenia muzyczne obfitować będą – poza koncertami gwiazd – w występy debiutujących na scenie, obiecujących kapel. Eliminacje ruszą w drugiej połowie lutego, a zapisy na początku stycznia. Szczegóły poznają Państwo w kolejnym numerze „Gazety Parkowej”. Wojciech Mirek

Drodzy Czytelnicy, Serdecznie zapraszamy do udziału w naszej comiesięcznej zgaduj-zgaduli adresowanej do sympatyków dobrej płyty i atrakcyjnej lektury. Na jesienne wieczory empik rekomenduje dwa przepyszne dzieła światowych gwiazd muzyki i literatury oraz zaprasza po więcej do swojego salonu w SCC przy ul. Chorzowskiej 107 w Katowicach. Tym razem do wygrania wyjątkowo interesujące nagrody: książkowy bestseller – powieść (nie bójmy się jej tytułu…) chińskiego pisarza Yan Mo – tegorocznego laureata literackiej Nagrody Nobla oraz wyjątkowa gratka dla sympatyków klasycznego rocka – najnowsza wiązanka wielkich przebojów grupy The Rolling Stones zawierająca dwie premierowe piosenki nagrane w tym roku i być może już ostatnie w 50-letniej karierze zespołu.

KSIĄŻKA K S MIESIĄCA Yan Y Ya an Mo

Kraina K r wódki

poleca:

Pierwsza, wydana w Polsce, powieść jednego z najbardziej cenionych współczesnych pisarzy chińskich. Miejscem akcji jest odległa kraina Chin – Alkoholandia. Zostaje tam oddelegowany z Pekinu śledczy Ding Gou’er w celu zbadania zagadki praktyk kanibalistycznych, których rzekomo dopuszczają się funkcjonariusze partyjni. Odurzony najznakomitszymi trunkami, ulegając namowom swych nad wyraz gościnnych gospodarzy detektyw żyje na granicy snu i rzeczywistości. Nie wie, czy podane podczas wystawnego obiadu złotoskóre niemowlę w sosie sojowym jest prawdziwe, czy jedynie na prawdziwe wygląda. Wplątany w intrygę miłosną, odarty ze złudzeń bezradnie szuka wyjścia z tego labiryntu iluzji. Mo Yan jest pisarzem wybitnym, docenianym nie tylko w Chinach. Zagraniczna krytyka zgodnie uważa go za największy talent współczesnej literatury chińskiej, podkreśla drapieżność jego obserwacji oraz zadziwiającą fascynację krajem, którego nie zdecydował się opuścić. Jego książki doczekały się przekładów m.in. na angielski, niemiecki, francuski, włoski, niderlandzki.

Wśród Czytelników, którzy do 10 grudnia br. na adres: gazeta.parkowa@parkslaski.pl nadeślą prawidłowe odpowiedzi na oba pytania rozlosujemy dwie nagrody – książkę i płytę miesiąca. 1. Jaki jest tytuł innej, wydanej po polsku książki Yan Mo ? 2. Ile razy The Rolling Stones koncertowali w Polsce ?

PŁYTA MIESIĄCA The Rolling Stones

Grrr!

KOLEKCJA GREATEST HITS NA PIĘĆDZIESIĘCIOLECIE Premiera 13 listopada 2012 Na swoje pięćdziesięciolecie, najlepszy rock’n’rollowy zespół świata – The Rolling Stones wydaje kolekcję największych przebojów. Wydawnictwo jest dostępne w kilku różnych formatach, m.in. 3CD – 50 utworów i 4CD zawierające 80 utworów. Grrr! jest swoistą muzyczną podróżą poprzez całą karierę zespołu. Zawiera utwory z całego okresu działalności. Autorem niesamowitej okładki GRRR! jest utalentowany i utytułowany amerykański artysta Walton Ford.


Trendy

11

By sport nadal oznaczał zdrowie

August Jakubik na mrozy

Jak się ubrać na zimowy trening?

ZDJĘCIE: MAT. NAD.

ZDJĘCIE: ARCH. PARK ŚLĄSKI

No i nadeszła zima… Na szczęście nie znaczy to, że mamy zrezygnować z naszego ulubionego biegania czy nordic walkingu. Wręcz przeciwnie, nawet podczas bardzo niesprzyjającej aury nie wolno się poddawać. Treningi w tym okresie przynoszą jeszcze więcej efektów, chociaż są niewątpliwie mniej przyjemne…

Zbliża się okres zimy, który zdecydowanie utrudnia życie pasjonatom biegania. Jednak by w sezonie być zadowolonym ze swoich wyników, musimy ten okres rzetelnie przepracować.

August Jakubik

Z

Stopy, ręce i głowa pod ochroną Buty do zimowego biegania albo marszu powinny posiadać twardszą podeszwę i zabezpieczenia antypoślizgowe. Przy nordic walkingu idealnie o tej porze roku sprawdzą się klasyczne buty trekkingowe albo adidasy z cholewką. Wtedy stopy, a przede wszystkim kostki są bardziej stabilne. Pamiętajmy też, że nawet najlepsza membrana nie zapewni nam stuprocentowej nieprzemakalności obuwia. By zyskać dodatkową ochronę, możemy zakupić specjalne ochraniacze zabezpieczające – to wydatek rzędu 80 złotych. Prostszym i tańszym rozwiązaniem przy dużej wilgotności i mrozie są dwie pary skarpet. Dobrze, gdyby były wykonane z włókien sztucznych, ewentualnie z domieszką bawełny czy wełny, z przewagą jednak tych pierwszych. Wówczas nie będą wchłaniały potu, dzięki czemu unikniemy efektu mokrych nóg. Takie skarpety trudniej się też przecierają. Ochrona głowy to bezwzględnie czapka! Ponad 40 proc. ciepła ucieka właśnie przez głowę. W cieplejsze dni wystarczy opaska z polaru, ale przy naprawdę sążnistym mrozie, warto się zaopatrzyć w kominiarkę.

Bieganie zimą? Tak – ale w odpowiednim stroju Przy nordic walkingu w zasadzie już przy dodatnich temperaturach niezbędne są rękawiczki. Najlepiej kupować te z zabezpieczeniem antypoślizgowym, wtedy łatwiej operuje się kijkami. To niewielki wydatek – ok. 40 złotych – a na pewno zapewni większą wygodę, niż klasyczne, wełniane rękawiczki.

Podkoszulek z oddechem Zasada kilkuwarstwowości obowiązuje także jeśli chodzi o klatkę piersiową. Dwa podkoszulki, na to polar i kamizelka zabezpieczająca przed wiatrem – to strój niezbędny dla biegacza. Spowoduje, że zawodnik się nie przegrzeje, ale też jego trening nie zakończy się przeziębieniem. Miłośnicy nordic walkingu też nie powinni ubierać się za ciepło. Kilka kilometrów marszu w tempie 5,5 km na godzinę wymaga odpowiedniego, lekkiego stroju. Pamiętajmy o podstawowej zasadzie: podkoszulki świetnie sprawdzają się, kiedy przylegają do ciała (wtedy „oddychają”). Nie działają przeciwpotnie, kiedy są luźne. Dość obszerna natomiast powinna być odzież wierzchnia – bluza ortalionowa, czy też kurtka, które w żadnym wypadku nie powinny krępować ruchów.

Sposób na chandrę, czyli…

Dieta na jesień i zimę! Chłodne dni sprzyjają przybieraniu na wadze, ponieważ wciąż mamy ochotę na tłuste i słodkie pokarmy. Jak więc komponować posiłki, by utrzymać kilogramy na wodzy, wzmocnić odporność i dodać sobie energii?

W

ystarczy zaspokoić potrzeby organizmu i nieco oszukać żołądek! Najważniejsza zasada: jedz pięć posiłków dziennie, ostatni na trzy godziny przed snem. Dzień powinniśmy zaczynać od solidnego śniadania, składającego się z pełnoziarnistego pieczywa lub muesli złożonego z płatków owsianych, garści rodzynek i orzechów, koniecznie zalanych ciepłym mlekiem. W ciągu dnia najlepszym wyborem są ciepłe zupy z kaszą lub ryżem, które rozgrzewają i wypełniają żołądek. Jako przekąski – surówki.

Zdrowa dieta w okresie jesienno-zimowym zakłada ograniczenie fast foodów, słodyczy, jak również produktów z białej mąki. Powinna składać się z pełnoziarnistych produktów takich jak makaron, ciemne pieczywo, muesli. Te pokarmy dodają energii oraz na dłuższy czas zaspokajają głód. Tak samo jest z kaszami, które dodatkowo usuwają z organizmu toksyny. Pamiętajmy też o pięciu porcjach warzyw i owoców dziennie – to niesamowite źródło witamin, tak potrzebnych w okresie jesienno-zimowym. Ryby, owoce morza i chude mięso dostarczą nam dawkę białka. By wzmocnić odporność, do każdej herbaty dodajmy łyżeczkę miodu pszczelego. Zaś aby rozgrzać organizm i delikatnie podkręcić metabolizm, wystarczy włączyć do naszego menu przyprawy takie jak imbir, cynamon, chilli, curry czy czosnek. Nie zapominajmy też o gorących napojach: zielona i czerwona herbata, mleko z miodem, napary z ziół są najlepsze. Na poprawę nastroju po-

Na nogi najlepsze będą legginsy. Takie specjalne, do biegania, powinny mieć dobrze dobrany rozmiar i być wykonane z włókien sztucznych. To nie jest ogromny wydatek – można kupić je już za ok. 80 złotych, pod warunkiem, że nie zależy nam na markowym ciuchu. Przy dużym wietrze, deszczu lub intensywnym śniegu, koniecznym dodatkiem są spodnie ortalionowe na wierzch – zabezpieczają podobnie jak kamizelka przed przewianiem i wilgocią. Miłośnicy nordic walkingu mają oczywiście dużo większe możliwości – oni mogą maszerować nawet w dżinsach.

Szczypie w nos, szczypie w uszy Na koniec warto przyswoić sobie kilka wskazówek, dotyczących aktywności sportowej podczas silnego mrozu. Przy temperaturze poniżej minus 10 stopni, należy zmniejszyć intensywność treningu i ograniczyć się raczej do luźnej przebieżki czy samej rozgrzewki, aby nie przewentylować płuc. W mroźny dzień koniecznie trzeba posmarować twarz i dłonie tłustym kremem, a nawilżające preparaty stosować jedynie, kiedy przebywamy w domu. Joanna Karweta

ZDJĘCIE: NINA SWADLO

e spokojem i bez obaw prowadźmy aktywność sportową, o ile temperatura nie spada poniżej minus 20 stopni. Wtedy, ze względu na płuca, trenować jest już niebezpiecznie. Kluczem do udanego zimowego treningu jest odpowiednie ubranie. Dzięki niemu łączymy przyjemne z pożytecznym i nie narażamy się na przeziębienie z przegrzania. Najlepsza opcja to ubrać się „na cebulkę”.

Zupa minestrone – odpowiednia na chłody lecamy kostkę gorzkiej czekolady. Zimą, raz na kilka dni, możemy sobie na to pozwolić, dostarczymy w ten sposób organizmowi cennych antyoksydantów. Ważne jest również, by nie rezygnować z aktywności fizycznej. Warto zainwestować w karnet na siłownię lub basen. Jeśli wciąż brakuje nam motywacji – poszukajmy w swoim otoczeniu kogoś, kto nas zachęci do ruchu i będzie pilnował, by wyjścia na siłownię stały się przyjemnością i chwilą relaksu po stresującym dniu. Nina Swadlo

W swojej 25-letniej przygodzie z bieganiem, przetrenowałem wszystkie zimy, bez względu na temperaturę i pozostałe warunki pogodowe. Przede wszystkim, musimy się odpowiednio ubrać. Czapka i rękawiczki to podstawowe wyposażenie joggera. Przez głowę tracimy najwięcej ciepła, dlatego na tym elemencie ubioru nie warto oszczędzać. Ręce odpowiadają za „odczucie” zimna – najszybciej reagujemy na wychłodzenie wtedy, gdy zmarzną nam dłonie. Nawet w czasie dużego mrozu wystarczą nam zwykłe, bawełniane rękawiczki za kilka złotych – w razie potrzeby możemy założyć jedne na drugie. Dobrym sposobem ochrony przed chłodem jest włożenie pod spodnie obcisłych legginsów. Przy lekkim mrozie wystarczą takie o długości do kolan, przy dużym spadku temperatury konieczne mogą być nawet długie i ocieplane. Niech nas nie przeraża ta wizja. Jeszcze kilkanaście lat temu, zanim specjalistyczne ubrania do biegania zimą (odprowadzające pot na zewnątrz), stały się dostępne, zawodnicy wkładali pod spód wierzchniej odzieży płachty papieru, żeby zabezpieczyć się przed lodowatymi podmuchami wiatru (też to praktykowałem). Pamiętajmy także, iż zimą równie niebezpieczne jest wychłodzenie, jak i przegrzanie organizmu. Jeśli ubierzemy się za ciepło i wiatr przewieje nasze spocone ciała – chorobę mamy zapewnioną. Nowoczesnym i dobrym rozwiązaniem jest odzież termoaktywna specjalistycznych firm (ja jej nie stosuję). Nie zapominajmy, że wiatr to nasz wróg, nawet gdy wieje w plecy. Czynnik chłodzący wiatru sprawia, że odczuwalna temperatura może być nawet o kilkanaście stopni niższa niż ta, którą pokaże termometr za oknem. Dlatego zimą unikajmy biegania na otwartych przestrzeniach, gdy jest wietrznie. W parku zawsze będzie cieplej. Zimą można się obejść także bez zakrywania ust. Wystarczy stopniowo przyzwyczajać organizm do chłodu oraz nie forsować się. To zresztą kolejna żelazna zasada biegania zimą – nie „żyłujemy”. Przy swobodnym biegu zimne powietrze nie wyrządzi nam krzywdy. Problemy pojawiają się, kiedy zaczynamy treningowe wyścigi i lodowaty wiatr penetruje nasze gardło oraz oskrzela. Dlatego pamiętajmy o tym, aby biegać wolno. Lepiej wykonać zimą spokojniejszy trening w postaci długich wybiegań, przerywanych nawet marszem dla uspokojenia oddechu, niż leczyć tygodniami powracające zapalenie gardła. Początkujący sportowcy pytają często, czy oddychać nosem czy ustami. Odpowiedź brzmi: tak, aby było nam wygodnie. Ważniejsze od pytania – czym? jest pytanie – jak? Niech to będzie spokojny oddech, kiedy zimne powietrze lekko owiewa nasze drogi oddechowe. Gdy zaczynamy rozpaczliwie i mocno wciągać powietrze – zwolnijmy lub przejdźmy w marsz. Treningi na mrozie to również problemy czysto techniczne, takie jak np. odpowiedni dobór obuwia. Czytelnikom o zasobniejszych portfelach radzimy zaopatrzyć się w specjalne buty do biegania zimą. Ryzyko poślizgu jest wówczas zdecydowanie mniejsze. Często nie zdajemy sobie sprawy, ze najbardziej zaniedbywany o tej porze roku obszar naszego ciała to okolice ścięgna Achillesa – odcinek widoczny pomiędzy nogawkami spodni a krawędzią buta. Modne, krótkie skarpetki odkładamy do wiosny a ubieramy dłuższe, by to miejsce odpowiednio zabezpieczyć. Po skończonym treningu udajemy się szybko do ogrzanego pomieszczenia, by spocony organizm nie uległ nagłemu schłodzeniu.


Poradnik

12

Lacrosse zawitał na Stadion Śląski. Zawodnicy strzelają bramki i... okładają się kijami

Mają kaski, ochraniacze i kije zakończone siatkami. – Na pierwszy rzut oka wyglądamy, jak banda zapalonych entomologów. Ale przecież miłośnicy motyli nie okładają się kijami – uśmiecha się Mateusz Żaba, obrońca Legionu Katowice, pierwszej śląskiej drużyny lacrosse.

ZDJĘCIE: ŁUKASZ RESPONDEK

Legion pseudoentomologów Najlepszym sposobem jest posyłanie jej na wysokości pasa. Takie piłki są najtrudniejsze do wyłapania.

Bez żadnego przestoju Szybkość w tej dyscyplinie to podstawa. Zasady gry nie pozwalają na choćby najmniejszy moment przestoju – w chwili odebrania piłki przeciwnikowi, zawodnicy mają tylko dwadzieścia sekund na przeniesienie jej do strefy ataku. – Dzięki temu ten sport jest bardzo dynamiczny. Zdarza się, że w ciągu zaledwie kilku sekund piłkę przerzuca się spod jednej bramki pod drugą – wyjaśnia Żaba. – Rekord szybkości strzału to 110 mil na godzinę – dodaje. Prędkość piłki sprawia, że często nie wiadomo, w którym aktualnie jest miejscu. Dlatego zaawansowani zawodnicy znają wiele trików, które polegają na jej ukrywaniu. – Markuje się ruchy, które faktycznie nie są wykonywane, a w odpowiednim momencie podaje do zawodnika z drużyny. I w ten sposób zdobywa bramki – kończy Żaba.

Z

awodnicy tej popularnej głównie na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych i w Kanadzie dyscypliny, i owszem, walczą na kije. Łapią też gumową piłkę, strzelają bramki. Pojedynki są widowiskowe i emocjonujące, a zawodnicy zwrotni i szybcy. Ostatnio lacrosse po raz pierwszy zagościł na Stadionie Śląskim. Legion Katowice zagrał tam jeden ze swoich ligowych meczów. Byli kibice, był doping i ciekawe zawody. Publiczność szybko się zorientowała, że chodzi o strzelenie przeciwnikowi gola oraz obronę własnej bramki. Ale zasady wcale nie są takie proste. Dziesięcioosobowe drużyny rzucają piłkę specjalnymi kijami. Mają do dyspozycji dwa rodzaje tego sprzętu: obrońcy korzystają z dłuższych i masywniejszych, a napastnicy i pomocnicy grają krótszymi, bardziej poręcznymi. Są faule, kary, spalone. – To sport dla każdego, kto poszukuje niecodziennej rozrywki. Jest kombinacją hokeja i piłki nożnej, ale zasady dość zasadniczo różnią się od tych obowiązujących we wspomnianych dyscyplinach – tłumaczy Żaba. – Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ten sport jest bardzo agresywny. W rzeczywistości kontuzji nie jest dużo, raczej porównywalnie do ich liczby w innych grach zespołowych.

Nie warto bez ochraniacza Lacrosse to jedyne rozgrywki meczowe, w których okładanie drugiego zawodnika kijem jest nie tyle dozwolone, co wręcz wskazane.

Łukasz Respondek

Historia dyscypliny

Mateusz Żaba, obrońca Legionu Katowice, wyjaśnia zasady rozgrywek lacrosse

Zagraj w Legionie lub kibicuj drużynie Legion Katowice istnieje od 2010 roku. Nieustannie trwa nabór do drużyny. Obecnie treningi odbywają się na hali. Regularnie uczestniczy w nich ponad dwadzieścia osób. Kolejny mecz na Stadionie Śląskim zaplanowano na 24 marca 2013 r. Rywalem Legionu będzie Grom Warszawa. Więcej informacji na temat pierwszej śląskiej drużyny lacrosse można znaleźć na stronie internetowej legionkatowice.pl. – Można to jednak robić tylko wtedy, gdy posiada on piłkę w swoim „koszyku” – podkreśla Mateusz. I zaznacza, że nie wolno atakować z tyłu, a zbyt agresywne wejścia są odgwizdywane przez sędziów. – Zawodnicy mają szereg ochraniaczy, zabezpieczających przed urazami. Najważniejszym jest ten

na krocze. Bez niego nie warto wchodzić na boisko – mówi. Drużyna w polu może posiadać do czterech zawodników z długimi kijami (poza bramkarzem). To głównie oni odpowiadają za obronę. W grze chodzi o to, aby mając piłkę w „koszu”, celnie podać do kolegi z drużyny.

Lacrosse funkcjonował niegdyś pod nazwą tewaarathon. Jest najstarszą amerykańską dyscypliną sportu. Dla Indian stał się nie tylko sposobem na spędzanie wolnego czasu, ale przede wszystkim rytuałem mającym znaczenie dla porządku plemiennego oraz przygotowującym do działań wojennych. W rozgrywkach brały udział całe wioski. Zdarzało się, że na boisku, które miało wymiar do pół kilometra, grało nawet dwa tysiące osób. Kolejnym krokiem w „oswajaniu” tej dyscypliny była akceptacja gry przez francuskich osadników, którym zresztą zawdzięczamy jej współczesną nazwę. To oni utworzyli w Montrealu pierwszy klub lacrosse. Przez pewien czas dyscyplina była zaliczana do sportów olimpijskich i gościła na letnich igrzyskach w latach 1904 i 1908. Obecnie w Polsce działa siedem rozwiniętych oraz w pełni zorganizowanych od strony prawnej i praktycznej drużyn.

ZDJĘCIA: ŁUKASZ RESPONDEK/MAT. NAD.

Wszystko, co powinieneś wiedzieć o lacrosse, zanim zaczniesz treningi

Piłka o średnicy ok. 10 cm, wadze około 150 g., zrobiona z gumy, biała, żółta lub pomarańczowa. Kij: wykonany z laminowanego drewna lub tworzywa sztucznego, zakończony kieszonką z siatki. Średniej jakości, długi kij, kosztuje około 145 zł, a krótki około 100 zł.

Lacrosse to bardzo agresywna i kontaktowa dyscyplina sportu. Ale kontuzje mają podobną częstotliwość, jak w piłce nożnej.

Zawodnicy muszą mieć bardzo solidny zestaw ochraniaczy. Tym najważniejszym jest tzw. suspensor na krocze.


Gazeta Parkowa - Listopad 2012