Page 1

gazeta 24. edycji Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A PART

Katowice 8—17 czerwca 2018


2 spojrzenia na Circus Ferus „Rodzina” Osobliwy rodzaj przyjemności płynie z pastwienia się nad instytucją rodziny. Delektujemy się przecież pogardą dla konwencji i scenariusza niedzielnych obiadów lub urodzinowych imprez. Całkiem nieźle chroni nas to przed przymusem nieustannego mierzenia się z własną banalnością, która uniemożliwia wyjście poza tak ochoczo obśmiewane przez nas schematy. Przyczyna jest prosta – gdy zaczynamy osuwać się nagle z wyczerpania, chcemy by ktoś podtrzymał nas za ramię. Po prostu. I choć życie obfituje w liczne przykłady dowodzące płonności tej nadziei, wciąż wydaje się, że pomocną dłoń w pierwszej kolejności zaoferują ci, z którymi łączą nas więzy krwi. Niepogodzeni z konwencjonalnością rodzinnych struktur, a zarazem dziwnie wobec nich bezbronni - ów fenomen interesuje także Circus Ferus. Samo zagadnienie do najłatwiejszych nie należy, bo w sztuce przepracowano je już chyba na wszystkie możliwe sposoby. Twórcy z Poznania malują obraz rodzinny w oparciu o dość przewidywalny zestaw tonów i barw. Minimalistyczna, powściągliwa i pozbawiona słów inscenizacja pozwala im jednak uniknąć dosłowności w sposobie komunikowania swych intencji. Circus Ferus w nienachalny sposób przypomina, że starannie oprawione zdjęcie roześmianych krewnych stanowić może niewyczerpane źródło gorzkich analiz. Agata Kędzia Studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Redaktorka działów TEATR i TANIEC w magazynie „Reflektor. Rozświetlamy kulturę”. Współorganizuje cykl Premier Studenckich w Teatrze Śląskim.

2

Ach, więc oto jest rodzina! Oto – rzekłbyś – źródło cierpień wszelakich. Oto neoplasma malignum na tkance całej reszty ze wszech miar spoczwarzonego zbydlęcenia! Przyłapana, o czapce gorejącej na uszy wsuniętej, przy zbrodni autoimmunologicznej i paskudnej. Poczęstunek. Najsampierw, jako każe Prawo Stołu, uświęcony zostaje rytuał półmiskodłubania i widelcowbijania w ociekającą masełkiem żertwę Tegocopopadnie. Wymlaskane kolejno (wyraźnie acz enigmatycznie, bo inaczej – lipa) mantry pomruków, wybrzmiewają ułudną aprobatą, a następnie – gdy ofiara osiąga swą napełnię – pozostaje już tylko wystukiwanie rytmu stalą na porcelanie. I choć nie przeprowadzono właściwych badań, najpewniej służy to zainicjowaniu i podtrzymaniu konwulsyjnego transu, podczas którego uczestnicy obrządku z otwartymi ustami przeżuwają różnej maści smażeniny. Circus Ferus tnie. Nie ma celebry, nie ma masełka ani żertwy. Jest półmrok, wybarwione utleniaczem ubrania, szklany słoik ze śliwkami i pestkoplucie nad drewnianym blatem. A jednak. Przestrzeń stołowa – oikos, ognisko kobiet i mężczyzn, młodych i starszych, zderzenie tego, co na ucho i tego, co twarzą w twarz. Commedia dell’arte prosto z kuchni, spod obrusa, z okiennej szpary przysłoniętej zazdrostką – na siedmiu aktorów (siedmiu wspaniałych). Milczenie rozdarte krzykiem i uśmiech, którym częstuje się, zjadliwie, jak czerstwym herbatnikiem. Anna Twardy Międzyobszarowo filologuje (po polsku) i psychologizuje (po-woli). Autorka opowiadań o Żydach i wierszy o wiśniówce (które kapryśną dają chwilochwałę). Hela Bertz i Leopold Bloom. Filozofia postmoderny. Cold wave z rodzynkami.


Mocno. Antologia. W „Strefie zagrożenia” aktorzy starają się, by w widzu pozostał ślad ich działań. „Zbombardowani” artyści we wspólnym poszukiwaniu... siebie? Performans Anny Steller i  Krzysztofa Leona Dziemaszkiewicza jest po brzegi wypełniony wyrazistymi środkami. W jednej z pierwszych scen performerzy pozbywają się ubrań, rozcinając je nożycami. Oglądamy powolny proces wyzwalania się z cywilizacji. Chwilę wcześniej aktorka odczytuje fragment dramatu „Zbombardowani” Sary Kane, traktujący o przymuszaniu Cate do masturbacji przez przebywającego z nią Iana. W tym czasie aktor, siedząc spokojnie obok, pudruje nos – wszystko na kanapie wprost z mieszczańskiego salonu. Cywilizacja okazuje się być cienką warstwą na zwierzęcym obliczu człowieka – i to stwierdzenie wydaje się być punktem wyjścia dla całego spektaklu. Opozycja kultura – natura wpisana zostaje w szerszą refleksję na temat relacji pomiędzy dwojgiem ludzi. Jak będzie wyglądała, jeżeli odrzucimy wszystko to, co zaszczepiła w nas cywilizacja? Aktorzy w szeregu kolejnych scen wspólnie poszukują nowego punktu zaczepienia. Wychodząc od ponownych narodzin (nadzy, mocno oświetleni stoją pod ścianą, woda spływa po ich ciałach), badają kim są teraz i czym się stali dla siebie nawzajem. Wzajemna obserwacja szybko przeradza się w walkę o ustalenie granic i dominację - walkę, w której kultura jest jedynie kolejnym narzędziem zdobywania wpływu. Rozgrywka ta toczy się na różnych poziomach. Nie tylko pomiędzy przeciwstawnymi wartościami czy fizycznie, pomiędzy aktorami, ale przede wszystkim u każdego z nich – jest to walka z samym sobą. Najbardziej intensywnym

obrazem całego przedstawienia jest scena przeczołgiwania się Dziemaszkiewicza pod posadzką. Gumolit rozłożony na scenie więzi go i przydusza, szczególnie gdy bohater brnie do przodu z siekierą w ręce, próbując przedrzeć się z powrotem do świata mieszczańskiego salonu. Ta scena, a konkretniej powiązania jakie tworzy z poprzednią i następną, sygnalizują podstawowy problem spektaklu: jego konstrukcja waha się gdzieś pomiędzy zbiorem luźnych impresji a zwartą historią o klasycznym przebiegu. Pojawia się rekwizyt, pojawia się działanie z niego wynikające, a to działanie implikuje kolejną scenę. Schematyczność budowy kolejnych fragmentów wokół kolejnych rekwizytów już po chwili staje się oczywista i razi dosłownością. Sensu spektaklu należy doszukiwać się w opozycjach. Podstawową kontrę tworzą oczywiście przeciwstawieni sobie aktorzy, ale pojawia się ich znacznie więcej: wspomniana już opozycja kultura – natura, wprost zasygnalizowana na scenie czerń i biel, ale również dychotomie między wartościami: akceptacja – brak akceptacji, dominacja – uległość. Na tych właśnie osiach rozpostarta została opowieść o budowaniu relacji między dwojgiem ludzi. Niestety, tak subtelnemu i złożonemu tematowi nie służy nadmierna ilość kontrastów. Co więcej, wszystkie sceny zdają się mieć zaszytą w sobie intencję, z których każda ma wybrzmieć możliwie wyraziście. W efekcie otrzymujemy wspomniany szereg mocnych scen, ale zagłuszają się one nawzajem, zamiast wspomagać w tworzeniu wspólnej wymowy spektaklu. Filip Jałowiecki Miłośnik teatru, z zawodu inżynier. W przeszłości członek różnorodnych śląskich grup teatralnych, obecnie skupiony na karierze wiecznego studenta.

3


Smak bliskości

dla siebie, sposób na sztukę, który mnie ciągle fascynuje i gdzie ja się mogę „wyżyć”, gdzie moja wrażliwość ma sens i  może nabierać kształtu i jest w dialogu z artystami i z publicznością.

Karolina Pietrzykowska dotyka w innych światów ukrytych. Wspólnie, prowadzeni za rękę, odkrywamy skarby naszej wrażliwości. Istotne stają się okruchy wspomnień, wrażenia i kontemplacja spojrzeń… Rozmawiała Performans „Smak” to spotkanie z drugim człowieMonika Winnicka kiem. Jak uczestnicy tego performansu reagują na tak bliski kontakt z Tobą? Monika Winnicka: Jesteś jedyną Polką pracującą w te- Widzowie w spektaklach Cantabile 2 to jednocześnie atrze Cantabile 2. Jaka była Twoja droga artystyczna? uczestnicy zaproponowanej przez nas sytuacji i na sugeKarolina Pietrzykowska: Dziesięć lat temu Marcin Herich rowaną interakcję reagują w większości wypadków bari Monika Wachowicz zaprosili mnie do siebie na casting. dzo pozytywnie. Często w widzu jest taki niepokój o to, że Projekt, do którego dołączyłam, to spektakl „Labirynt będziemy go na siłę wciągać „na scenę”, wymuszać odWenus” duńskiego teatru Cantabile 2, realizowany wtedy grywanie jakiejś roli, czegoś wymagać, ale tutaj nie ma w koprodukcji z Teatrem A Part i Theaterlabor w Bielefeld. ani sceny ani roli, jest spotkanie i rodzaj podróży w głąb Niewiele o projekcie wiedziałam, jedynie to, że każda sce- siebie i w kierunku drugiego człowieka. To tyle i aż tyle. na w spektaklu jest przygotowana dla pojedynczego widza. Dlatego reakcje publiczności to zazwyczaj wzruszenie, Już sam casting był nietypowy. Marcin i Monika szukali manifestowane na tysiąc różnych sposobów. I to wzruplastyczności ciała, odwagi i otwartości, a Nullo Facchini, szenie jest obustronne, jak u dwóch osób, które odkrydyrektor artystyczny Cantabile 2, prosił aby opowiedzieć wają coś o sobie na nawzajem. mu sekret. Ten projekt i ta forma teatru to dla mnie było odkrycie. Dzięki temu bardzo osobista historia z mojego Piętnaście minut to w naszym codziennym życiu zaledżycia nabrała w tej pracy formy teatralnej. Spektakl trwa wie chwila. Piętnaście minut trwa też Twój performans do sześciu godzin, jedna scena jest powtarzana dla poje- „Smak”. Reakcje widzów, których w tym czasie doświaddynczych widzów pięć, dziesięć razy. Tyle razy dziennie in- czasz, świadczą o silnej w nas potrzebie bliskości. tensywnie przyglądam się sobie jako człowiekowi, i jako Istnieją konwenanse i powszechnie akceptowane formy aktorce, i przeglądam się w oczach widza. Jednocześnie, kontaktu, takie ramy, w których się poruszamy wśród luza każdym razem spotykam innego widza, inną reakcję, dzi, żeby się nie pogubić i w tych ramach jest scenariusz: inną wrażliwość, buduję z każdym widzem niepowta- z mamą można to.., z siostrą to…, z przyjacielem to…, a z obrzalną relację. To było silne uzależniające! I na tym ar- cym to…, itp. A my trochę wysadzamy te ramy w powietystycznym „haju” pojechałyśmy z Moniką i z niemiecką trze i proponujemy nowe, na chwilę, na piętnaście minut, aktorką, Evą Isolde Balzer, do Danii w 2009 roku na re- proponujemy jakieś nowe zasady. I to już powoduje, że zydencję do Cantabile 2. stajemy się bardziej uważni, obecni, nie działamy „z pamięci”. W takich nowych ramach, wszystko jest bardziej Pojechałyście do Danii na chwilę… Co się wydarzyło, że intensywne, świeże, niecodzienne. Z drugiej strony, „konCantabile 2 wchłonęło Ciebie na tak wiele lat? wenanse”, przyzwyczajenia, przyjęte formuły też definiuJa zaczęłam pracować z Cantabile 2 coraz częściej, i czę- ją np. teatr. Siedzimy w rzędach na widowni, oglądamy, ściej, aż nadszedł czas decyzji. Znalazłam w Cantabile 2 słuchamy, wzruszamy się, śmiejemy. Nie jest w tej sytudla siebie miejsce w sztuce, a koledzy w teatrze mnie ad- acji ważne dla nas, kto siedzi na krześle obok lub przed optowali. Brzmi to brzmi jak frazes? Siri (Facchini Haff) nami, jeśli tylko nam nie zasłania sceny. mówi, że gdy konieczny jest wybór między dwiema możliwymi drogami, to trzeba wybrać tę, gdzie jest większy po- Czy można zatem powiedzieć, że kluczem do duszy człotencjał na życie. Ja tutaj w Cantabile 2 wyczułam to „życie” wieka jest drugi człowiek? Jeśli dusza jest, to do mojej chyba tak…

4

„Smak”, jak i performans „Rozdziały” powstały trochę na przekór bardzo silnej tendencji do komercjalizacji każdej dziedziny sztuki. Czy teatr intymny ma szansę przetrwać? Od lat artyści przekraczają formuły kontaktu z widownią. My też. A to, co dla nas szczególnie interesuje, to kierunek: intymność. Robimy sceny dla jednego do pięciu widzów i spektakle dla trzydziestu widzów, i ci ludzie spotykają się


na spektaklach, ważne są ich ciała, głosy, fizyczna i mentalna obecność. Myślę, że to jest potrzebne, bo możliwości pasywnego odbioru jest do wyboru, do koloru. Tego nie musimy szukać, to nas samo znajduje. My nie jesteśmy w stanie robić prób do spektaklu bez publiczności, widz jest nam koniecznie potrzebny! Nie filmujemy też spektakli, ponieważ one są do bycia, w większości nie nadają się do oglądania. Ja osobiście bardzo lubię być pasywnym odbiorcą i siedzieć w rzędzie w ciemności i śmiać się ze wzruszenia. Jedno nie wyklucza drugiego. Myślę, że teatr intymny odpowiada po prostu na trochę inne potrzeby artysty i widza, między innymi, aby być „tu i teraz”, przejrzeć się w drugim człowieku, szukać razem odpowiedzi na pytania bardzo uniwersalne i bardzo osobiste.

Coś z niczego „Nic. Szkice do Króla Leara” to spektakl o swobodnej i odrobinę chaotycznej formie. Szekspirowski „Król Lear” jest dla reżysera pretekstem i punktem wyjścia do napisania własnych czternastu szkiców, w których skupia się głównie na relacjach córek z ojcem oraz ich relacjach z mężczyznami w ogóle. Przedstawienie ma fragmentaryczną i niejednolitą budowę. Kilkanaście scen następuje po sobie zbyt szybko. Brak im usytuowania w konkretnym miejscu i czasie, wszystko zdaje się być zawieszone w próżni. Pozwala to na pewien uniwersalizm w interpretacji, ale i daje wrażenie niebytu. Pustkę tę podkreśla niemal całkowity brak scenografii, scena jest ogołocona z dekoracji i z trzech stron otoczona czarnymi kurtynami, a aktorzy tylko czasem używają nielicznych rekwizytów. Jedynym stałym elementem spektaklu jest muzyka, który nadaje mu spójność. Nigdy wcześniej niepublikowane kompozycje zmarłego pięć lat temu Piotra Szmitke, wyznaczają rytm narracji. Oprawa muzyczna jest mroczna, dramatyczna i daje zapowiedź tragedii, miejscami przypominając dzieła Angelo Badalamentiego z lynchowskiego „Twin Peaks”. Słowa „COŚ” i „NIC” rozpoczynają przedstawienie, ale właśnie to „nic” towarzyszy widzom i dźwięczy w głowie przez cały czas jego trwania. To słowo, wypowiedziane przez Kordelię w szekspirowskim tekście, ma moc przepowiadania. Uosabia cały nihilizm, podsumowuje kruchość więzi i kres, który przynosi śmierć. W spektaklu nie pada wiele słów. Formami wyrazu są tu głównie ruch sceniczny, gesty i spojrzenia. Przebija przez nie dramatyzm, a dialogi między aktorami są pełne intymności. Reżyser

Czy jest widz, który zapisał się w Twojej pamięci szczególnie, reagując nietypowo lub robiąc coś dla Ciebie zaskakującego? Mówienie o konkretnym widzu to trochę takie uczucie, jakbym ujawniała nasz sekret, coś co zdarzyło się między nami i powinno między nami pozostać. Scenę, którą przywożę do Katowic ostatni raz prezentowałam w Petersburgu i tam, pośród wielu fantastycznych spotkań było jedno, kiedy ktoś pięknie i niespodziewanie wziął mnie za ręce… I co było dalej? A reszta to tajemnica... Monika Winnicka Absolwentka filozofii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach i malarstwa na ASP w Krakowie. Malarka stale poszukująca śladów życia w martwej naturze. Autorka powieści: „Guzik i banan”, „Podstawienie” i „Status związku”.

skupia się na pełnym wachlarzu emocji, które nie są zakorzenione w konkretnej sytuacji czy osobie, a jednak doskonale je współodczuwamy. Zbyt luźna forma spektaklu oddala go od tematu i sprawia, że bohaterowie nie wydają się być z „krwi i kości”, są raczej pewnymi założeniami i odbiciami uczuć. Jedynym szkicem mającym odniesienie do rzeczywistości jest ten, w którym trzy aktorki wychodzą na scenę i opowiadają o własnych relacjach z ojcami. To przejmujący i szczery fragment oraz mocny punkt spektaklu. Najbardziej intensywne ze scen to te, w których pojawia się tytułowy król. Lear sportretowany został jako słaby, starzejący się mężczyzna i zgorzkniały ojciec. Nie ma w nim śladu po dawnym silnym władcy, a jego kruche ciało, złość i rozpacz, skierowane w stronę najmłodszej, ukochanej córki, są ogromnie sugestywne. To sprawia, że właśnie on jest najbardziej ludzkim bohaterem przedstawienia. Szkice według Marcina Hericha są dalekie od literackiego pierwowzoru, jednak nie można im odmówić szekspirowskiego rozmachu. Bohaterowie odzwierciedlają konkretne emocje, ale w większości przypadków brak im autentyczności. Jednak należy zwrócić uwagę na znakomitą grę aktorów Teatru A Part, którzy w każdym momencie dają z siebie wszystko. Scen jest zbyt wiele i przez to niektóre z nich nie są tak przekonywujące, lecz w ogólnym rozrachunku nie wpływa to na odbiór całości. Spektakl jest na tyle bogaty i wciągający, że bardzo łatwo dać się porwać, i w trakcie godziny jego trwania, zapomnieć całkowicie o otaczającym nas świecie. Anna Zakrzewska Rocznik ’93. Z zamiłowania studiuje historię sztuki na UŚ. Woli magię od realizmu, chyba, że jest to realizm magiczny. Uzależniona od kawy, kotów, dramatów Tennessee Williamsa i filmów Petera Greenawaya. Wiecznie spóźniona.

5


2 spojrzenia na Marta Grygier „Kamica79” Kamień z serca. Monodram Marty Grygier okazał się błyskotliwy i ciekawy w formie. Zawieszony na linie kamień spadł sufitu w pierwszych minutach „Kamicy79”, by pełnić odtąd rolę głównego punktu odniesienia dla scenicznych działań. Grygier się z nim boksuje, dźwiga na plecach, przenosi z miejsca na miejsce. Z twardą materią mierzy się bowiem aktorka – kobieta przed czterdziestką spogląda wstecz, by dokonać bilansu dotychczasowego życia. Naiwnością byłoby oczekiwanie jednoznacznie optymistycznej narracji. Potrzeba niezwykle silnej woli, by nie robić w trakcie tej walki wielu uników. Grygier w pewnym momencie poddaje się, dłonie w bokserskich rękawicach rozkłada wzdłuż ciała i kamienne ciosy przyjmuje prosto w brzuch. Ciężar tematyczny opowieści rozbraja natomiast humorem i autoironią. W kameralnej formie jednoosobowego spektaklu zgrabnie balansuje pomiędzy płaszczyzną osobistych zwierzeń a uniwersalną opowieścią o oczekiwaniach społecznych wobec kobiet. Efektowna scenicznie i ujmująca jest to wypowiedź. Agata Kędzia Studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Redaktorka działów TEATR i TANIEC w magazynie „Reflektor. Rozświetlamy kulturę”. Współorganizuje cykl Premier Studenckich w Teatrze Śląskim.

6

Jeśli masz poczucie, że od dłuższego czasu stoisz w miejscu – dobrze trafiłeś/trafiłaś. Ja też. W na wpół zabawny, a na wpół niepokojący sposób monodram Grygier splótł się z rozmową telefoniczną, jaką chwilę wcześniej odbyłem z siostrą. Sfrustrowana, czterdziestokilkuletnia żona i matka - wieczna specjalistka ds. procesu w kolejnej już korporacji wypowiadała się w tonie niemal identycznym jak ten, w którym prowadzony był spektakl. Z miłości do Francji zostało jej już tylko użeranie się z francuskim klientem, z witalności – resztki, które ledwo pozwalają przetrwać tydzień pracy. Myślę też, że rozbawiłby ją cytat ze spektaklu: „Najpierw depresja przychodziła po dobranocce, potem po Teleexpresie, teraz mam ją od rana i tylko staram się wytrwać do Barw Szczęścia”. Najmocniejszą stroną spektaklu jest właśnie bezpretensjonalna szczerość, z jaką Marta Grygier opowiada o niemożności spełnienia wszystkich oczekiwań, którym powinna sprostać jako człowiek, ale również (i przede wszystkim) jako kobieta. Społeczna presja została materialnie zaprezentowana na scenie w postaci kamieni, z którymi aktorka gra zręcznie i w różnorodny sposób. Trudny temat i ciężka scenografia – można by zarzucić tej metaforze zbytnią dosłowność, ale przed popadnięciem w skrajność spektakl broni lekki, napisany z dużą dawką humoru tekst. Doświadczenie nigdy-nie-nadchodzącego sukcesu jest powszechne i łatwo nam się z bohaterką solidaryzować. C’est la vie – wymyka się przez zaciśnięte zęby. Filip Jałowiecki Miłośnik teatru, z zawodu inżynier. W przeszłości członek różnorodnych śląskich grup teatralnych, obecnie skupiony na karierze wiecznego studenta.


Erotyzm na zimno Duet TukaWach, czyli dwie kobiety obracające sieć w teatr, a teatr w sieć. Performans odgrywany dla jednego widza. Aby wejść do właściwego pomieszczenia, należy minąć dwie leżące nago kobiety, wejść za czarną kotarę i usiąść. Tylko komputer, duży ekran projektora i widz – to od niego zależy, kiedy zacznie się show. Klikam. Artystki odgrywają erotyczne, psychodeliczne tańce połączone ze striptizem, nawiązujące do klimatu kawiarenki dla panów z początku XX wieku. Kokietująca tancerka wykrzykująca głucho „weź mnie, weź!”. Półnagie torsy ukazują się też widzowi na dwóch ekranach kamerki internetowej. Nagie ciała, półmrok i muzyka Beethovena. Kiedy widz w samotności skupia się na cielesności, artystki zamieszczają na ekranie napis: „bezduszne, bezcielesne, obnażone”. Czyżby miało to wzbudzić u nas wstyd? Spektakl TukaWach to propozycja dla widza o dużej tolerancji. Z pewnością artystki chcą wstrząsnąć widzem i jego światem, dlatego sięgają po mocne środki wyrazu. To nie jest komedia, która pozwala pozostać w strefie komfortu i bawić się. Przez widza przepływa żal, rozgoryczenie, a czasem pozostaje niesmak. Tytuł przedstawienia – „1923.webcam” – wyraźnie sugeruje, co duet ma nam do zakomunikowania. Akcja dzieje się na żywo, tuż za kotarą. Słyszymy głosy, przyśpieszony oddech oraz nierytmiczne uderzenia i dźwięki psychodelicznej muzyki. Artystki wprost zadają pytania, które wyświetlają się na ekranie. Mówią: „Profesorowie będą pytać o historię, o sens”. Nawołują, aby się tego nie doszukiwać. Chcą, abyśmy płynęli wraz z wrażeniami cielesnymi, które poprzez prześmiewczy erotyzm – zupełnie na zimno – fundują nam artystki. Dać się ponieść kosmosowi wrażeń, wyjść z tak pilnie strzeżonej strefy komfortu. Jednak widz nadal ma wrażenie, że to nie działo się naprawdę, w końcu to galeria poważnej instytucji kultury. To musiała być wyjątkowa sztuka, a nawet dwie - Tuka(i)Wach. Gabriela Styrkowicz Studentka filozofii w ramach ISM, interesują ją starożytne koncepcje prawdy. Pragnie osiągnąć harmonię energii. Żywioł ognia pozwala jej się realizować w III sektorze, Woda daje jej ukojenie w chwilach chaosu, a Ziemia pozwala uzyskać równowagę.

Stopka redakcyjna Redaktor naczelna: Aleksandra Bagińska Projekt i skład: Szymon Bik Korekta: Anna Duda, Miłosz Markiewicz, Agnieszka Karpiel, Agnieszka Rygol

Studio Aktorskie Teatru A Part Zapraszamy miłośników teatru, teatru tańca i sztuk performatywnych, pragnących rozwijać się poprzez pracę nad ciałem i wyobraźnią oraz praktykę sceniczną do udziału w rocznym studium aktorskim, prowadzonym przez Monikę Wachowicz oraz grono wybitnych artystów i praktyków, zapraszanych do współprowadzenia zajęć. Zajęcia będą obejmowały m.in. wykorzystywanie indywidualnych predyspozycji w działaniu scenicznym i ich rozwój, kreatywność w życiu i teatrze, ćwiczenia metodą Jerzego Grotowskiego, podstawy pantomimy, techniki improwizacji i kreacji zbiorowej, teatr tańca, proksemika i ruch w przestrzeni, butoh, performance art, praca z maską, praca z dźwiękiem i głosem, metody pracy w teatrze plenerowym i projektach typu site specific, aktor w teatrze plastycznym, akt w sztuce i praktyce scenicznej. Zwieńczeniem warsztatów będzie pokaz przedstawienia powarsztatowego, przygotowanego pod kierunkiem Marcina Hericha i Moniki Wachowicz, podczas 25. Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A Part w czerwcu 2019 roku. Zajęcia będą odbywały się w Katowicach w co drugi weekend począwszy od października 2018 roku. Warsztaty skierowane są do osób pełnoletnich. Szczegóły i informacje:

mona_1978@wp.pl 515 921 993

7


program

8 / piątek

Drekoty 20:00 • Kinoteatr Rialto • 25 zł koncert/otwarcie festiwalu

9 / sobota

Teatr A PART: Przejrzystość pustki 16:00, 18:00 • Teatr A PART • 25 zł solo/teatr/teatr wizualny • Limitowana liczba miejsc. Uczestnictwo wyłącznie po wcześniejszej rezerwacji. Rezerwacje: przejrzystoscpustki@wp.pl

Aurora Lubos: Witajcie. Welcome 20:00 • Kinoteatr Rialto • 25zł solo/teatr tańca/performens

10 / niedziela

Compagne Mossoux-Bonté (Belgia): Smak trucizny 20:00 • Pałac Młodzieży • 35 zł teatr wizualny/teatr tańca • Przedsprzedaż w kasie Teatru Korez, sprzedaż w kasie Sali Teatralno-Kinowej Pałacu Młodzieży na 2 godziny przed spektaklem. Rezerwacje: rezerwacjeapart@wp.pl

Teatr Kto: Zapach czasu 22:00 • boisko UŚ (ul. Moniuszki) • wstęp wolny widowisko plenerowe

11 / poniedziałek

Circus Ferus: Rodzina 18:00 • Kinoteatr Rialto • 30 zł teatr wizualny/teatr ruchu

Steller/Dziemaszkiewicz: Strefa zagrożenia 20:00 • Teatr Korez • 25 zł teatr tańca/performens • Przedstawienie dla widzów dorosłych.

12 / wtorek

Teatr A PART: Nic. Szkice do Króla Leara 18:00, 20:00 • Teatr A PART • 35 zł teatr wizualny/teatr ruchu • Limitowana liczba miejsc. Uczestnictwo wyłącznie po wcześniejszej rezerwacji. Przedstawienie dla widzów dorosłych. Rezerwacje: nicszkice@wp.pl

13 / środa

Cantabile 2 (Dania): Miniatury (rozdziały) 16:00, 16:40, 17:20, 18:00, 18:40  Regionalny Instytut Kultury • 20 zł solo/teatr intymny • Spektakl dla 4 osób. Rezerwacje: rezerwacjeapart@wp.pl

Cantabile 2 (Dania): Miniatury (smak) 16:00, 16:25, 16:50, 17:15, 17:40, 18:05, 18:30, 18:55, 19:20 • Regionalny Instytut Kultury • 20 zł

solo/teatr intymny • Spektakl dla 1 osoby. Rezerwacje: rezerwacjeapart@wp.pl

8

8—17 czerwca 2018 Marta Grygier: Kamica79 20:00 • Teatr Korez • 25 zł solo/teatr/teatr wizualny

TukaWach: 1923.webcam 16:00, 16:20, 16:40, 17:00, 17:20, 17:40, 18:00, 18:20, 18:40, 19:00, 19:20 • Galeria Teatru Korez • 20 zł teatr internetowy/performens • Spektakl dla jednej osoby. Nie przyjmujemy rezerwacji. Spektakl dla widzów dorosłych.

14 / czwartek

Cantabile 2 (Dania): Miniatury (rozdziały) 16:00, 16:45, 17:30, 18:15, 19:00 Regionalny Instytut Kultury • 20 zł solo/teatr intymny • Spektakl dla 4 osób. Rezerwacje: rezerwacjeapart@wp.pl

Cantabile 2 (Dania): Miniatury (smak) 16:00, 16:25, 16:50, 17:15, 17:40, 18:05, 18:30, 18:55, 19:20 • Regionalny Instytut Kultury • 20 zł

solo/teatr intymny • Spektakl dla 1 osoby. Rezerwacje: rezerwacjeapart@wp.pl

TukaWach: 1923.webcam 16:00, 16:20, 16:40, 17:00, 17:20, 17:40, 18:00, 18:20, 18:40, 19:00, 19:20 • Galeria Teatru Korez • 20 zł teatr internetowy/performens • Spektakl dla jednej osoby. Nie przyjmujemy rezerwacji. Spektakl dla widzów dorosłych.

Delgado Fuchs (Szwajcaria): Nirwana 20:00 • Teatr Korez • 30 zł teatr tańca/performens

15 / piątek

Teatr A PART i Teatr Amareya: Cztery 18:00, 20:00 • 30 zł teatr tańca/teatr wizualny • Uczestnictwo wyłącznie po wcześniejszej rezerwacji miejsca. Spektakl dla widzów dorosłych. Rezerwacje: czteryapart@wp.pl

16 / sobota

Teatr Inżynieryjny Akhe (Rosja): Mr. Carmen 20:00 • Teatr Rozrywki • 35 zł teatr wizualny

17 / niedziela

Ivo Dimchev (Bułgaria) 18:00 • Kinoteatr Rialto • 35 zł koncert

United Cowboys (Holandia): Studia nagości. Menu 20:00 • Teatr Rozrywki • 35 zł teatr tańca/teatr wizualny • Spektakl dla widzów dorosłych.

Teatr A PART: Faust 22:00 • boisko UŚ (ul. Moniuszki) • wstęp wolny widowisko plenerowe

W dniach festiwalu na hasło „Międzynarodowy festiwal sztuk performatywnych A Part” 20% zniżki w Nabil Falafel!

numer 2.  

gazeta 24. edycji Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A PART

numer 2.  

gazeta 24. edycji Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A PART

Advertisement