Page 1

■ ■ ■ GAZETA BEZPŁATNA ■ ■ ■ GAZETA BEZPŁATNA ■ ■ ■ GAZETA BEZPŁATNA ■ ■ ■ GAZETA BEZPŁATNA ■ ■ ■ GAZETA BEZPŁATNA ■ ■ ■ GAZETA BEZPŁATNA ■ ■ ■ GAZETA BEZPŁATNA ■ ■ ■

Dlaczego musimy wygrać

Bez dobrego, pracowitego samorządu miasta i społeczność lokalna nie będzie się rozwijać. Większość zmian, jakie dokonały się w Polsce, to zasługa samorządów. Dlatego wybory, które przed nami, są takie ważne. Nie możemy pozwolić na to, żeby samorządy pozostawały upartyjnione, upolitycznione. Aby odzyskać samorządy, trzeba wygrać jesienne wybory. Wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska na spotkaniu w Sanoku (szerzej o tym na str. 14)

Sanok miastem kultury?

- Co możemy zrobić, by hasło „Sanok miastem kultury” nie było tylko wyblakłą naklejką na autobusach i słupach ogłoszeniowych, ale faktycznie wyznaczało kierunek przemian społecznych? Z pewnością trzeba w nowy sposób popatrzeć na kulturę i jej znaczenie dziś i próbować ten innowacyjny model odważnie i konsekwentnie wdrażać!

(Jaka kultura w Sanoku jutra – o tym pisze Joanna Sarnecka. Czytaj na str. 15)

DEMOKRATYCZNY

GŁOS SANOKA szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Razem powalczymy o Sanok Zjednoczyliśmy się pod szyldem „Demokraci Ziemi Sanockiej”, aby wspólniepowalczyćo przejęciewładzy,którazapewniSanokowirozwój i uczyni go miastem wszystkich mieszkańców,a nietylkotych,którzy wywodząsięz grona„lepszegosortu”. Zapewniamy, że już pracujemy nad programemdlaSanoka,żeposiadamy wspólnych kandydatów do władz miasta, że tworzymy listy „Demokratów”, którzy powalczą o miejsca w samorządach: gminnym,miejskimi powiatowym.Intencjei zamierzeniazawarliśmyw podpisanej 19stycznia 2018roku„Deklaracji Sanockiej”, która stała się busoląnaszychdziałań. Wśród sygnatariuszy Deklaracji znaleźli się przedstawiciele lokalnej sceny politycznej: Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, Komitetu Obrony Demokracji, Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, a także: były burmistrz Sanoka Wojciech Blecharczyk, były starosta sanocki Sebastian Niżnik, prezes Regionalnej Izby Gospodarczej Wiesław Kijowski wraz z kilkoma innymi przedsię-

Dzień narodzin koalicji sanockich środowisk demokratycznych pn. Demokraci Ziemi Sanockiej. Podpisanie „Deklaracji Sanockiej” nastąpiło 19 stycznia 2018 roku w hotelu Bona. biorcami oraz kilka osób indywidualnych. Na uroczyste ogłoszenie i podpisanie „Deklaracji Sanockiej” przybyli zaproszeni goście: europoseł Elżbieta Łukacijewska, przewodnicząca struktur wojewódzkich „Nowoczesnej” w Rzeszowie Anna Skiba oraz v-przewodniczący zarządu regionu Komitetu Obrony Demokracji Adrian Krzanowski.

Złote pióro dla Pióry Prawo i Sprawiedliwość jeszcze nie ujawniła swego kandydata na burmistrza Sanoka, ale wszystko wskazuje na to, że będzie to obecnie sprawujący tę funkcję Tadeusz Pióro. Troszczą się o to wszyscy, łącznie z prezydentem RP Andrzejem Dudą, który przekazał mu „złote pióro”, jako nagrodę za zdobycie Podkarpackiej Nagrody Samorządowej w kadencji 2014-2018. Tytuł laureata tej nagrody dla włodarza Sanoka jest tym cenniejszy, że w pokonanym polu znalazł się m. in. prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, a Sanok wygrał ze stolicą województwa, Rzeszowem. Tego nie można nie docenić, to się nie wzięło z nicze-

go. Zapytany wprost: – „czy planuje pan startować w jesiennych wyborach samorządowych?” – Tadeusz Pióro odwołał się do Niebios, mówiąc: „Wszystkie znaki na niebie wskazują, że tak!” W rozmowie z dziennikarką „Nowego Podkarpacia” Wiolettą Zimmermnann-Szubrą burmistrz Pióro nakreślił ramy swego programu na kolejną kadencję. Odpowiadając na pytanie: – „Jakie są plany na przyszłość?” powiedział: (cytuję za 24 numerem „Nowego Podkarpacia”) „Plany są bardzo duże. Na pewno chcę dokończyć to, co jest rozpoczęte i jednocześnie zrealizować te zamierzenia, które nie zostały jeszcze wykonane, a także rozpocząć coś nowego. Jako samorządowiec nie patrzę

Próba odpowiedzi na pytanie: skąd wzięła się idea zwarcia szyków i wspólnego działania nie pozostawiła najmniejszych wątpliwości, że chodzi o odsunięcie PiS od władzy, poprawę wizerunku miasta i wprowadzenie go na ścieżkę rozwoju. – Nie zgadzamy się na takie podziały, jakie obecna władza stosuje. Podpisując Deklarację Sanocką na koniec tej kadencji i wcale oddawanie nowych obiektów w mieście nie jest związane z tym, że kończy się kadencja i zbliżają się wybory, tylko po prostu tak to wyszło. Mamy już plany na następną kadencję. Myślę, że w ciągu pięciu lat dużo można zrealizować.” W czasach, kiedy media były odważniejsze, wyjątkowe wypowiedzi rozmówców nagradzane były w telewizji i w radiu tytułem „Złote usta”. W gazetach z kolei nietuzinkowe wystąpienia, czy też ich najciekawsze fragmenty, wyróżniano przyznawaniem „złotych piór”. Przywołujemy tamte tradycje i przyznajemy Tadeuszowi Piórze za jego „Plany na przyszłość” „ZŁOTE PIÓRO”, licząc na to, że Prezydent A. Duda wybaczy nam tę śmiałość, iż ośmielamy się małpować jego pomysł. Czyniąc to absolutnie nie mieliśmy na celu deprecjonowania wartości prezydenckiej nagrody. emes

chcemy unaocznić mieszkańcom Sanoka i Ziemi Sanockiej, że zamierzamy działać razem na rzecz dobra wszystkich obywateli, bez podziału na lepszych i gorszych – mówiła Marzena Dziurawiec, przewodnicząca sanockiej „Nowoczesnej”. Krytycznie ocenił okres sprawowania władzy przez PiS w mieście, powiecie i wo-

jewództwie przewodniczący powiatowych struktur Platformy Obywatelskiej, a zarazem radny Sejmiku Wojewódzkiego Sławomir Miklicz. – Przez ostatnie lata Ziemia Sanocka mocno odczuła, że traci, zamiast zyskiwać. Dlatego chcemy proces ten powstrzymać. Chcemy przywrócić właściwe miejsce Sanokowi w województwie, biorąc odpowiedzialność za jego przyszłość. I właśnie dlatego znaleźliśmy się w gronie tych, którzy zainicjowali pomysł połączenia wysiłków zmierzających do wyprowadzenia Sanoka i Ziemi Sanockiej z cienia – stwierdził. – Dlaczego zdecydowaliśmy się działać pod jednym szyldem? Bo uznaliśmy, że wspólnie jesteśmy w stanie zdziałać dużo więcej. Obecny czas jest dla Sanoka i Ziemi Sanockiej czasem straconym. To czas marazmu i niewykorzystanych szans. Symbolem tego okresu pozostanie likwidacja oddziału położnictwa i noworodków w sanockim szpitalu, czy rezygnacja z utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej. Zamiast pracy dla sanoczan, którą miała ona zapewnić, obecna władze zatroszczyła się o miejsca pracy dla więźniów. Nie takiego rozwoju potrzebujemy. Stajemy się Polską „C”, mimo dużego potencjału, jakim dysponujemy.

dokończenie na stronie 13

Pełna para w gwizdek, nie w partyjne wojenki - Nie będę dzielił sanoczan i w ich imieniu faworyzował jakąś partię, jednocześnie deprecjonując inne (…) Nie będzie sytuacji, w których decyzje strategiczne o ogromnej wadze dla sanoczan zapadają ponad ich głowami (…) Każdy ma swój światopogląd, ale ulice, chodniki, szkoły, szpital czy stadiony nie mają barw politycznych i służą wszystkim mieszkańcom (…) Szacunek i miłość do drugiego człowieka oraz rodzina to moje priorytety.

(pełna treść rozmowy z JAKUBEM OSIKĄ, kandydatem na burmistrza Demokratów Ziemi Sanockiej na str. 8-9)

Pierwszy wywiad kandydata na burmistrza Sanoka Demokratów Ziemi Sanockiej Jakuba Osiki dla Telewizji Obiektyw – konferencja prasowa w hotelu Sanvit, 22 maja br.


2

szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Sanok zagrożony marginalizacją

Jakwynikaz raportuPolskiejAkademiiNauk,aż 122miastomśredniejwielkościgrozizapaść.Spośród 15,w którychsytuacjajest najgorsza,ażczteryjestz Podkarpacia.Sąto:Przemyśl(5na „czarnej”liście),Sanok(6),Jasło(9) i Jarosław(11).Powiałogrozą. W gronie 122 miast, którym grożą zjawiska kryzysowe i marginalizacja jest jeszcze siedem innych podkarpackich miast, w kolejności: Mielec (29), Krosno (45), Dębica (51), Nisko (53), Stalowa Wola (91), Tarnobrzeg (99) i Przeworsk (115). Symptomatycznym jest, że na Podkarpaciu wśród miast zagrożonych degradacją jest trzy miasta, które w poprzednim układzie administracyjnym były miastami woje-

wódzkimi, a mianowicie: Przemyśl, Tarnobrzeg i Krosno! Jak twierdzą eksperci opracowujący raport, problemy, które powodują, iż miasta te sukcesywnie tracą funkcje społeczno-gospodarcze, wynikają głównie ze spadku liczby ludności, zwłaszcza osób młodych i lepiej wykształconych. Towarzyszą temu problemy społeczne w postaci rozpadu więzi społecznych i narastającej patologii. – Najważniejsze wyzwanie rozwojowe Polski niewątpliwie związane jest z demografią. Stąd też, ze względu na duże prawdopodobieństwo wyludniania się, skrajnie zła pozycja miast, które znalazły się na tej liście – mówi autor raportu Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Jego wyniki komentuje również Wojciech Długoborski, prezes Unii Miasteczek Polskich. – Stagnacja tych miast postępowała

w czasie, gdyż nie miały one potencjału kapitałowego. Dla wielu z nich problemem bywa nawet zapewnienie wkładu własnego do inwestycji unijnych – stwierdza. Raport ten został opracowany na potrzeby Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Nie pozostał bez echa. W kręgach decyzyjnych już mówi się o pakiecie działań, które mają pomóc odwrócić niekorzystne tendencje. Ministerstwo Rozwoju planuje przeznaczyć w najbliższych latach na wsparcie średnich miast 2,5 miliarda złotych, koncentrując uwagę i środki na wykazanych w raporcie 122 miastach, którym grozi marginalizacja. W krajowych programach operacyjnych, którymi zarządza Ministerstwo Rozwoju, przewidziano preferencje dla tych miast. Mówi się też o możliwości zdobycia kapitału na wkład własny do projektów unijnych. Resort chce także stymulować lokalizację prywatnych inwestycji na terenie śred-

Jak można tak kłamać! Działania władz miasta związane z budową zakładu karnego w Sanoku pokazują, jak opanowano sztukę posługiwania się kłamstwem. Na zarzut braku konsultacji społecznych w kwestii tej inwestycji, odpowiadają: przecież konsultowaliśmy!

A tak to wynika z pisma TI. 7013.44.2017 z 15 listopada 2017 r. autorstwa wiceburmistrza Edwarda Olejki, będącego odpowiedzią na pytania skierowane do władz m. Sanoka przez Artura Płonkę, dziennikarza „Panoramy Powiatu” w Brzegu. Na pytanie – czy władze miasta przeprowadziły w sprawie budowy zakładu karnego w Sanoku konsultacje społeczne? – odpowiedź brzmiała: „Władze miasta przeprowadziły konsultacje społeczne z Radami Dzielnic w sprawie budowy zakładu karnego typy zamkniętego i nie wniesiono sprzeciwu”. Zasięgnęliśmy opinii u członków trzech rad dzielnicowych, żaden z nich nie potwierdził faktu przepro-

Na zdjęciu wygląda to dość ładnie, jednak większość sanoczan nie chce, aby w ich mieście funkcjonował tak wielki kombinat więzienny. A już kategorycznie nie godzi się z tym, że nikt ich o to nawet nie zapytał. wadzenia konsultacji w temacie więzienia. Inne pytanie – jakie koszty poniesie miasto Sanok w związku z realizacją w/w inwestycji? Oto odpowiedź: – „W związku z realizacją zadania pn. „Przygotowanie terenu pod inwestycję pn. „Budowa zakładu karnego w Sanoku przy ul. Stróżowskiej”, polegającego na uzbrojeniu działki, miasto ma za-

rezerwowane w budżecie kwotę 1.450.000 złotych.” Na to samo pytanie zadane podczas jednej z konferencji prasowych, burmistrz Tadeusz Pióro odpowiedział, iż w związku z realizacją tej inwestycji, miasto nie poniesie żadnych kosztów. Tak właśnie sanocka „dobra zmiana” traktuje swoich mieszkańców. S

nich miast poprzez stworzenie preferencyjnych warunków pomocy publicznej dla inwestorów. Raport powinien wstrząsnąć nie tylko Ministerstwem Rozwoju, ale także politykami wywodzącymi się z regionów, których miasta zagrożone są degradacją. Powinni oni stworzyć mocny lobbing, dzięki któremu podjęte zostaną zdecydowane działania, aby temu zapobiec. Trzeba je też wnikliwie monitorować. Raport winien dać wiele do myślenia władzom samorządowym, tym wojewódzkim, jak i tym niższego szczebla. Czas zrozumieć, że województwo to nie tylko jego stolica. Czas wyciągnąć z szuflad strategie działania i przeanalizować je pod tym kątem, może zmienić plany inwestycyjne, stawiając na pierwszym planie te zadania, które rozbudzą te miasta ze snu. Nie może być tak, że w 40-tysięcznym powiatowym Sanoku nie ma izby porodowej ani oddziału

Ale numer! Jurek Kobyliński - lider znanej w całym kraju „Orkiestry Dni Naszych” okazał się znajomym sanoczan mieszkających w Warszawie. Doszukując się wspólnych znajomych odkryli wśród nich Jakuba Osikę! Kiedy Jurek usłyszał, że Kuba jest kandydatem na burmistrza Sanoka, w mgnieniu oka wymyślił świetne hasło, które - mamy wielką nadzieję - przyjmie się w Sanoku. A brzmi ono: "JAZDA, JAZDA, KUBA NASZA GWIAZDA!" Kochani - jazda! Dzięki Jurek! megi

PiS zaskoczony Preludium do wyborów samorządowych w Sanoku dla członków Prawa i Sprawiedliwości jest dużym zaskoczeniem. O ile bowiem umiarkowanie, choć ze zdziwieniem, przyjęli wybór Jakuba Osiki jako kandydata Demokratów Ziemi Sanockiej, o tyle start Tomasza Matuszewskiego z Komitetu Wyborczego „Łączy nas Sanok” wielu z nich wprawił w osłupienie. Niektórzy mówią nawet o „konflikcie w rodzinie”.

Takie i inne sygnały docierają do nas niemal codziennie. To dowód, że miesz-

kańcy Sanoka i Ziemi Sanockiej są zainteresowani naszą ofertą, chcą iść razem z nami do wyborów, zdeterminowani, aby je wygrać. Podpowiadają czym powinniśmy się zająć, co zarzucić obecnie rządzącym w mieście i powiecie i jakich błędów nie wolno nam popełnić. To zainteresowanie przekłada się również na frekwencję podczas naszych cyklicznych spotkań.

wystartuje jako kandydat PiS, o czym raczej są przekonani). Obecny burmistrz będzie musiał podzielić się z dyrektorem MOSiR-u splendorem płynącym z realizowanych inwestycji sportowych – Centrum Sportowo-Rekreacyjnym i stadionu Wierchy. Trudno zmierzyć wkład jednego i drugiego w te dwa zadania, ale wydaje się, że bliżej tematu i problemów był T. Matuszewski. Wyborcy to ocenią przy urnach. Ci sami analitycy są zdania, że start T. Matuszewskiego spowoduje rozrzucenie się głosów, co bardzo przybliży II turę wyborów. A tylko czekać jak sanocki SLD zgłosi swojego kandydata, co już wcześniej zapowiadał na okoliczność wizyty w Sanoku swego lidera Włodzimierza Czarzastego. Poproszony o opinię nt. oficjalnego zgłoszenia drugiego kandydata na burmistrza w nadchodzących wyborach, Jakub Osika powiedział: – Zupełnie nie mam zamiaru wnikać jak do tego doszło, skupiam się natomiast wyłącznie na pozytywnych stronach tej decyzji, czyli większego wyboru dla sanoczan oraz wyższej jakości debaty podczas kampanii wyborczej. eMeS

Czy Sanok ma szansę odnieść sukces?

Tworzymy ambitny, ciekawy zespół. Dołączcie do nas! Jest nas coraz więcej! Nasza działalność ciągle wzbudza zainteresowanie. – Chcielibyśmy się z Wami spotkać! Zorganizujcie spotkanie! Obiecywaliście jakieś wydawnictwo w formie gazety. Czekamy na nie!

eMeS

Jazda, jazda, Kuba nasza gwiazda!

Tajemnicą poliszynela pozostaje fakt, iż stanowisko dyrektora MOSiR w Sanoku Tomasz Matuszewski zawdzięcza mocnemu poparciu wysoko postawionych w hierarchii partyjnej działaczom PiS. Stąd też od początku uważany był za „swojaka”. A tu nagle taki numer! Analitycy wyborczy twierdzą, że Tomasz Matuszewski niewątpliwie zabierze sporo głosów Tadeuszowi Piórze (jeśli ten

Widać ich wszędzie. Tak jak tu, na zdjęciu, podczas Dnia Flagi, kiedy to wyszli na ulice Sanoka, aby spotkać się z mieszkańcami, przekazać pozdrowienia i wręczyć flagi, tudzież baloniki.

noworodków, gdyż młodzi ludzie nie chcą mieszkać w takim mieście. Opuszczają go i będą to czynić nadal. Nie może mieszkaniec podkarpackich miast zarabiać najniższą średnią, bez względu na to, gdzie pracuje. Nie mogą tory kolejowe zarastać buszem, a ludzie z terenu nie mają czym dojechać do pracy. Takich „NIE MOŻE” jest znacznie więcej, trzeba je – nie wstydząc się – wyciągnąć na wierzch i jak najszybciej zacząć likwidować. Oczywiście, pod mocną presją społeczeństwa, które winno od władz tego wymagać i skrupulatnie rozliczać. Trzeba pilnie zająć się problemami, a nie wojenkami politycznymi i ściganiem poprzedników. Najwyższy czas to zrozumieć. I po to jest ten raport. Wstydliwy, okrutny w swej wymowie, ale cenny. W największym skrócie mówi o tym, że zabawa się skończyła!

W naszym gronie znajdują się przedstawiciele z gmin: Sanok, Zagórz i Komańcza. Chcą z ramienia Demokratów Ziemi Sanockiej startować w wyborach do rady powiatu oraz do rad w swoich gminach. Zaprezentowali swoich liderów, zapewniając, że przygotowują mocne listy, z kandydatami mającymi coraz większe społeczne poparcie. s

Niestety czas nie stoi. Ze szkodą dla mentalności naszych władz, osób odpowiedzialnych za miasto, jego rozwój i bezpieczeństwo jak urzędnicy, politycy, urbaniści, architekci a nawet straż miejska. Zmienia się myślenie, sposoby zarządzania czy „uprawiania polityki”. Mentalność „naszych” powinna się jak najszybciej zmienić, jeśli chcemy, by Sanok był miastem nowoczesnym, stwarzającym możliwości do inwestowania, przyjaznym, aktywnym i zdrowym do życia. Skąd takie przekonanie?

W Sanoku niewiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich trzech lat. Jest rządzenie, a nie zarządzanie, brak jest konsultacji i współudziału mieszkańców w decydowaniu o mieście. WARTO TO ZMIENIĆ. Są samorządy w Polsce, które stają na przysłowiowej głowie, aby pozyskać inwestorów. Miejsca pracy podnoszą jakość życia, zwiększają możliwości budżetowe samorządu. Historia Nowej Soli i Jawora są budujące. Po pierwsze ludzie, zespół i lider. SeBASTiAN NiżNiK


szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

3

Sanok ma już kandydata na burmistrza Pod hasłem„Przegonimypolitykę z samorządów” Demokraci Ziemi Sanockiej jako pierwsi na Podkarpaciu zaprezentowali swojąekipę,którabędziewalczyć o odebranie władzy w mieście politykomPrawai Sprawiedliwości.Na Sanokpatrząw perspektywie kilkunastu lat i chcą go tak zmieniać,abyjegomieszkańcom chciałobysięw nimżyć,abybyłotodlanichichnajpiękniejsze miejsce na ziemi. 22 maja br. w hoteluSanvitodbyłasiękonferencja prasowa dotycząca tego właśniewydarzenia. Niespodzianek było sporo, począwszy od wyboru samego kandydata. Okazał się nim nie dr Wojciech Blecharczyk, na którego powrót liczyło wielu sanoczan, lecz Jakub Osika, znany w Sanoku jako jeden z założycieli legendarnego „Radia Bieszczady”, późniejszy doradca wojewody podkarpackiej, obecnie dyrektor Młodzieżowego Domu Kultury, a przy tym radny Rady Miasta Sanoka. Jego osobę rekomendował nie kto inny, a właśnie Wojciech Blecharczyk. – Zanim zdecydowałem się postawić na Jakuba Osikę, odbyłem wiele rozmów z sanoczanami. Utwierdzili mnie oni w tym, że to dobry wybór. W kandydacie na burmistrza cenię doświadczenie samorządowe, umiejętności menedżerskie, społecznikostwo, ale także umiejętność zjednywania sobie ludzi, cenienia w nich wartości, które czynią ich szlachetnymi. Jest osobą, która ma ambicje,

– Mam w swoim skarbcu wiele projektów dotyczących oświaty, nowoczesnych technologii, tworzących nową jakość miasta. Wdrażanie ich w życie to wyzwanie, które byłoby dla mnie nie tylko pracą, ale i pasją. Chciałabym też zaktywizować sanockie kobiety, powiedzieć im, że w nas jest moc – mówiła Marzena Dziurawiec. I tu ciekawostka – jeśli sanoczanie doprowadzą do zmiany warty w jesiennych wyborach, Marzena Dziurawiec będzie pierwszą kobietą w historii królewskiego Sanoka pełniącą funkcję (wice) burmistrza. A rok 2018 jest Międzynarodowym Rokiem Kobiet. Osobę Sebastiana Niżnika, jego wysokie kwalifikacje, doświadczenie i dokonania

Pierwsze wystąpienie w nowej roli kandydata na burmistrza Sanoka w wyborach 2018 r. Dodać należy, że Jakub Osika był pierwszym kandydatem oficjalnie zaprezentowanym na konferencji prasowej w Sanoku i województwie. a wokół siebie potrafi stworzyć ekipę podobnie myślących, otwartych i zaangażowanych ludzi – powiedział W. Blecharczyk. – Cieszę się, że wybór padł na mnie. To może być dobra alternatywa dla Sanoka! Sanok nie może być PiS-owski, ani PO-wski, ani żaden inny. Sanok musi być nasz, sanocki! Dziś brakuje mi w nim transparentności, konsultacji zamierzonych przedsięwzięć z mieszkańcami. Władza nie może im mówić jak ma być i jak będzie, ale musi ich o to pytać i słuchać. Sanok potrzebuje wizji, strategii, spojrzenia w przyszłość. Sanok to także Ziemia Sanocka, która wraz z nim winna tworzyć wspólny organizm – powiedział w fragmencie swego pierwszego expose Jakub Osika, kandydat na burmistrza Sanoka. W czasie konferencji podkreślano, że Demokraci Ziemi Sanockiej to porozumienie ponadpartyjne, które postawiło sobie

za cel odebranie władzy w mieście i powiecie politykom PiS i odpolitycznienie samorządów. Są zwolennikami gry zespołowej, która ma poprowadzić Sanok do zwycięstwa, ku lepszej przyszłości. Jednym z dowodów na tę zespołowość było zaprezentowanie nie tylko kandydata na burmistrza, ale również dwóch jego zastępców, w przypadku, gdy ten zwycięży w wyborach. O ile nie była niespodzianką osoba Sebastiana Niżnika (w poprzedniej kadencji starosty sanockiego), o tyle pewnym zaskoczeniem była kandydatura Marzeny Dziurawiec! Z wykształcenia pedagog, informatyk, nauczycielka w Zespole Szkół Nr 5 w Sanoku, matka dwóch synów. – Wyjątkowa osoba, pełna energii, otwarta na wyzwania. A przy tym wrażliwa i opiekuńcza – rekomendował przyszłą wiceburmistrzynię Adrian Herbut, jeden z liderów Demokratów.

Podpisem pod Deklaracją Jakub Osika dołączył do grona Demokratów Ziemi Sanockiej, którzy obdarzyli go ogromnym zaufaniem proponując reprezentowanie ich w jesiennych wyborach samorządowych.

W interesie Sanoka z pułapu województwa Pisać o sobie, – niewygodnie. Czasem jednak trzeba.

Od czterech lat regularnie bywałem pytany: czy zamierzam ubiegać się w 2018 r. o głosy sanoczan w wyborach samorządowych? Nigdy nie mówiłem „tak”, ale też nigdy nie mówiłem „nie”. Po wyjątkowo obrzydliwej kampanii oszczerstw, którą jesienią 2014 r. zorganizował w Sanoku PiS, i która przyniosła kandydatowi tej partii upragnione zwycięstwo, zająłem się pracą zawodową. Od angażowania się w sprawy publiczne byłem daleki – ale nie dlatego, iżbym czuł się przegrany czy zniechęcony: rozumiałem, że tak jak był czas służby samorządowej, tak przyszedł czas szukania miejsca dla siebie na rynku pracy. Kontynuowałem więc przerwaną na czas sprawowania urzędu burmistrza działalność pedagogiczną (jako nauczyciel akademicki, zatrudniony przez Uniwersytet Rzeszowski, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie i krakowską Wyższą Szkołę Ekonomii i Informatyki), podjąłem pracę w instytucjach prywatnych (niezwiązanych ani z rządem, ani z samorządem), w których mogłem wykorzystać swoje doświadczenia, zgromadzone w trakcie pracy zawodowej i oświatowej. Po czterech latach, gdy zyskałem pewność, że moje umiejętności oraz kwalifikacje są przez wolny rynek pożądane i dają mi

Wojciech Blacharczyk środki utrzymania, postanowiłem powrócić do działalności samorządowej. Wszak mam na tym polu dorobek: przez 4 lata byłem radnym Powiatu Sanockiego (1998-2002), a przez trzy kadencje sprawowałem urząd burmistrza Sanoka (2002-2014). Logicznym następstwem więc – jak sądzę – jest podjęta teraz próba włączenia się w pracę społeczną na szczeblu wojewódzkim, w Sejmiku Województwa Podkarpackiego. Moja obecna aktywność, ta akademicka jak i gospodarcza, opiera się również o doświadczenia z zakresu zarządzania ochroną środowiska, progra-

mów „Green i Smart” dotyczących współczesnych miast i regionów oraz związanych z tym technologii. Uważam, że jestem w stanie znaleźć tam odpowiednie miejsce dla siebie i mam przekonanie, iż swoimi doświadczeniami, wiedzą i wykształceniem mogę przyczynić się do rozwoju Podkarpacia. Widzę dla siebie miejsce we wszystkich przedsięwzięciach związanych z kwestiami ekologicznymi, jakże ważnymi dla naszego województwa, które powinno w większym stopniu uwzględniać w strategii rozwoju potencjał walorów przyrodniczych. Na tym polu mam jeszcze więcej wiedzy oraz przemyśleń: przez wiele lat działałem aktywnie w Lidze Ochrony Przyrody (m. in. jako wiceprezes jej Zarządu Głównego), w Narodowej Radzie Ekologicznej (jestem jej wiceprzewodniczącym) i Polskim Komitecie Olimpijskim. Uważam wreszcie, że do ubiegania się o mandat radnego Sejmiku Województwa upoważniają mnie również moje doświadczenia samorządowe. Jest jednak jeszcze jedna przesłanka stojąca za decyzją o chęci powrotu do służby samorządowej. Twierdzę otóż, iż dominacja populistycznej partii o nazwie Prawo i Sprawiedliwość źle służy Polsce, źle służy naszym małym ojczyznom. Pod jej rządami doszło do niespotykanych od 1989 roku aktów destrukcji państwa: że przywołam

wielokrotne naruszenie zapisów Konstytucji RP, pogwałcenie rządzącej całym cywilizowanym demokratycznym światem zasady trójpodziału władzy, podeptanie autorytetu Trybunału Konstytucyjnego czy wreszcie niszczenie wizerunku Polski na świecie. Dlatego jestem zdania, że nie wolno nam dopuścić, aby nieszanująca zasad demokracji partia przejęła ostatni w gruncie rzeczy bastion wolności w Polsce – samorządy. Na lokalnym gruncie misję powstrzymania tego partyjnego tarana, nieliczącego się z prawem, zasadami i przyzwoitością, wzięła na siebie formacja o nazwie Demokraci Ziemi Sanockiej, zaś na poziomie wojewódzkim chciałbym osobiście podjąć się tego zadania. Wybory, w których weźmiemy udział jesienią, będą mieć fundamentalne znaczenie. Uważam, że można je porównać nie tylko z wyborami z 2007 roku – tymi, które powstrzymały szaleństwo źle zapisanej w historii Polski koalicji PiS-u, Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin – ale wręcz z wyborami z czerwca 1989. Teraz bowiem, tak jak wtedy, przed 29 laty, ważyć się będzie przyszłość Polski. Czy będzie pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej, czy słabym, skłóconym z sąsiadami, przedmiotem, a nie podmiotem gry w wielkiej polityce. Zapewniam, że nigdy nie przyłożę ręki do niszczenia demokratycznego – rozumiane-

prezentował Sławomir Miklicz, radny Sejmiku Wojewódzkiego. – To będzie naprawdę mocny punkt samorządu miasta w kolejnej kadencji – stwierdził, dając przykłady znakomitej skuteczności byłego starosty w pozyskiwaniu środków finansowych, jego niespożytej energii i uzyskanych efektów. Z kolei on sam wskazał na kilka istotnych elementów, bez których praca samorządu kuleje, a są to m. in.: transparentność w działaniu, współpraca i troska o wizerunek. – Chcę, aby Sanok był miastem bezpiecznym, z dobrze funkcjonującą służbą zdrowia i bez więzienia, które próbuje zafundować mieszkańcom obecna władza. Dążyłbym do ruszenia z martwego punktu budownictwa komunalnego, budowy ścieżek rowerowych, do realizacji atrakcyjnych projektów zagospodarowania Sanu, od którego odwróciliśmy się plecami. Wsparcia i pewnych korekt w ofercie programowej potrzebuje kultura. Nie jest dobrą promocją pójście na łatwiznę w stylu disco polo, proponowałbym raczej przypomnieć sobie Collage Teatralny, Festiwal Folk na Pograniczach i kilka innych znakomitych propozycji sanockiej kultury – stwierdził Sebastian Niżnik. Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że ideą Demokratów jest ponadpartyjność, czego wyrazem jest zawarte porozumienie. – Jeżeli mamy do zrealizowania coś większego, to podziały polityczne winny zejść na dalszy plan. Jeżeli skupimy się na idei, że Sanok i jego mieszkańcy są najważniejsi, wówczas ciasne ramy polityki nie będą nam przeszkadzać – powiedział w swym pierwszym wywiadzie, jakiego udzielił tygodnikowi „Korso. Gazeta Sanocka” Jakub Osika, pierwszy kandydat na burmistrza w Sanoku. MARiAN STRuś

go jako poszanowanie praw wszystkich – porządku. Ani w Sanoku, ani w województwie podkarpackim, ani w Polsce.

Prosząc wyborców o głosy – tak na mnie jak i na kandydatów do Rady Miasta i Rady Powiatu, reprezentujących Demokratów Ziemi Sanockiej – i chcąc uzasadnić sensowność takiego apelu, odpowiadam na podstawowe pytania: dlaczego? – Bo nam nie jest wszystko jedno jaki będzie Sanoki i jaka będzie Polska; – Bo dla nas ważniejsza jest przyszłość miasta, powiatu, województwa i jego mieszkańców niż stanowiska dla partyjnych kolegów; – Bo chcemy pracować dla sanoczan i słuchać sanoczan; – Bo wiemy, co zamierzamy osiągnąć w samorządzie i potrafimy to robić; – Bo marzy nam się Sanok, z którego wszyscy są dumni, a nie muszą się wstydzić; – Bo uważamy, że władze samorządowe są po to, aby służyć wszystkim mieszkańcom; – Bo najważniejsza dla nas jest realizacja zaakceptowanego przez wyborców programu, a nie płaszczenie się przed partyjnymi mocodawcami; – Bo chcemy działać uczciwie i brzydzimy się kłamliwą propagandą. – Bo chcemy Polski dla wszystkich, nie tylko dla posiadaczy „właściwych” legitymacji. Wierzę ponadto, że do naszej sanockiej demokratycznej grupy z czasem przyłączać się będą inne komitety, jak i poszczególni kandydaci, mając na uwadze powyższe wyzwania i cele. WOJCieCh BleChARCZyK


4

szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Demokraci rzucają wyzwanie

„Sanok 2030 – Smart and Green” Mocno mylili się ci, którzy w konferencjizorganizowanej 19 majabr.przezDemokratówZiemi Sanockiej dopatrywali się inauguracji ich kampanii wyborczej. Organizatorzywznieślisięzdecydowanie wyżej, ponad politykę, proponując sanoczanom dyskusjęo tym,jakipowinienbyćSanokroku 2030,w którymkierunkuwinienzmierzaći o czymprzyszłymjegowłodarzomniewolno zapominać. – Zostawmy szyldy za sobą! Organizujmy się w pozytywnym myśleniu! Stwórzmy jakąś wizję naszego miasta przyszłości i skoncentrujmy się nad jej urzeczywistnianiem – mówił dr Wojciech Blecharczyk, autor i wykładowca konferencji pt. „Smart City. Sanok 2030”. „Smart and Green City” – to światowe pojęcie, które coraz śmielej wdziera się do strategii i programów miast, regionów, a nawet całych krajów. To nie tylko nobilitacja dla nich, to przede wszystkim szansa na lepsze życie ich mieszkańców. – Nazwa: „smart and green cities” nie zamyka się tylko w dwóch przymiotnikach: „inteligentne i zielone”. „Smart and green cities” to miasta otwarte na świat, dobrze zorganizowane, zbudowane na różnorodności, mobilne, z dostępną i niezawodną infrastrukturą, miasta ludzi aktywnie uczestniczących w życiu publicznym, kreatywnych, o wysokim poziomie kwalifikacji – wyjaśniał W. Blecharczyk. „Smart and green cities” to także miasta charakteryzujące się wysoką jakością życia mieszkańców, z dobrym poziomem oświaty, bezpieczne, zapewniające dobre warunki mieszkaniowe, spójne społecznie, miasta atrakcyjne turystycznie. To miasta otwarte i tolerancyjne, w których przybysz czuje się akceptowany, a mieszkaniec ma poczucie przynależności do lokalnej społeczności i wpływu na otaczającą rzeczywistość. Współczesne „smart and green cities” przyciągają innowacyjnych przedsiębiorców, bogatych turystów i atrakcyjne wydarzenia, a co najważniejsze: chce się w nich żyć!

Sanoczanie z dużym zainteresowaniem przyjęli zaproszenie do udziału w konferencji popularno-naukowej nt. przyszłości swego miasta. Po jej zakończeniu nie kryli słów uznania dla organizatorów, podkreślając, że można ciekawie rozmawiać o Sanoku z całkowitym pominięciem polityki. Najkrótsza definicja „Smart city” mówi, że jest to dobrze funkcjonujące przyszłościowe miasto tworzone przez sześć obszarów: inteligentną gospodarkę, inteligentną mobilność, inteligentne środowisko, inteligentnych ludzi, inteligentne warunki życia oraz inteligentne sprawowanie władzy, oparte na aktywnym działaniu świadomych, niezależnych i decydujących o swych losach obywateli. Na pojawiającą się wątpliwość – czy niewielkie, niespełna 40 – tysięczne miasto, takie jak Sanok, może wybić się na miano „smart city”? – prowadzący posłużył się opinią jednego z naukowców i ekspertów, z której wynika, że: „Miasta nie należy oceniać według jego rozmiarów, lecz rozległości jego wizji i wielkości jego marzeń”. I jeszcze jedna ważna sentencja, mówiąca, iż: „Poziom i jakość życia mieszkańców nie zależą od wielkości miasta”. Te dwie prawdy winny wejść do elementarza działań samorządowców zarządzających miastami. Jest i trzecia, bardzo ważna, której trzeba być świadomym. Mówi ona o tym, że celem tworzenia „smart city” jest dobro mieszkańców, nie zaś mylona z nim

często technokratyzacja ich życia. Nowoczesne technologie mają służyć mieszkańcom, nie zaś odwrotnie. Oczywiście są też bariery, które utrudniają postępy zmierzające do uczynienia z miast „smart and green cities”. Tu na pierwszym miejscu wymienia się niezadawalającą sytuację finansową, ale duże znaczenie przypisuje się także: kadencyjności władz, brakowi świadomości w zakresie racjonalnego korzystania z różnego rodzaju mediów, znacznemu oporowi wobec zmian, a także brakowi kampanii informacyjnych i konsultacji społecznych związanych z planowanymi zamierzeniami.

Prowadzący podał przykłady miast, które znalazły się w czołówce „smart cities” na świecie, wskazując na ich mocne strony, które o tym zadecydowały. Są wśród nich m. in.: Wiedeń, Singapur, Kopenhaga, Sztokholm, Monterrey (Meksyk), Zurych, Tokio, Vancouver, San Francisco, ale także niewielki Portland (USA). Jest ich łącznie około 3 tysiące. Wśród nich są dwa miasta polskie: Warszawa i Wrocław a w kolejce następne. Dochodzenie do poziomu, kiedy miasto może zostać zakwalifikowane do grona „smart and green cities” jest procesem. Ale to nie powinno zniechęcać ich społeczności, wręcz przeciwnie. Ich włodarze muszą wiedzieć, że należy położyć duży nacisk na rozwój edukacji, na lecznictwo, zwłaszcza publiczne, na szeroką dostępność do wszystkich usług komunalnych, na obszar i jakość terenów zielonych, itd., itd. W dążeniu do „smart city” głównym i najważniejszym miernikiem samorządu nie może być ilość pieniędzy przeznaczonych na remonty dróg miejskich. To za mało. O wiele za mało. Z myślą o „smart and green city” trzeba wzbogacić się o wiedzę jak organizować siedziby ludzkie i w jakich kierunkach je zmieniać. Jak odciąć się od niedobrych rzeczy. Trzeba widzieć swoje miasto dziesięć, dwadzieścia lat do przodu. Budując taką wizję, bezwzględnie należy sięgać po dobre przykłady, korzystając z nich. Czy obserwując rozwój Sanoka, możemy powiedzieć, że zmierza on w kierunku „smart and green city”? Niewątpliwie można by wymienić działania i ich efekty, kwalifikujące się do tej dziedziny. Przykładem niewątpliwie jest budowa hali „Arena” czy remont toru lodowego „Błonie” i likwidacja instalacji chłodzenia tych obiektów amoniakiem, ograniczanie emisji CO2, fotowoltanika na MOSiR-ze, budowa obwodnicy miasta. Dobrym przykładem spójności działania wpisującym się w pojęcie „smart city” było utworzenie Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego, w skład którego weszły: Sanok, gmina Sanok, Zagórz i Lesko. Efektem tego będzie m. in. dworzec multimodalny w Sa-

noku oraz kilkanaście autobusów niskoemisyjnych do komunikacji miejskiej. To jednak ciągle dużo za mało, aby osiągnąć znaczący postęp. – Z myślą o Sanoku roku 2030, o jego szansach rozwojowych, należałoby już dziś zacząć myśleć o stworzeniu większego organizmu samorządowo-administracyjnego, rozważając: czy Sanok i gmina Sanok winny być osobno, czy może razem? Czy Sanok nie powinien tworzyć jednego organizmu administracyjnego z Zagórzem? Trend tzw. obwarzankowego jednoczenia strukturalnego samorządów okazuje się bardzo racjonalnym i rozwojowym. Nad tym muszą koncentrować się samorządy, którym przyjdzie zarządzać niebawem tymi organizmami – mówił dr Wojciech Blecharczyk. Jego zdaniem, Sanok 2030 winien być ważnym i atrakcyjnym w skali województwa i kraju ośrodkiem gospodarczym, kulturalnym i turystycznym, odgrywającym rolę ponadregionalną. Powinien posiadać przy tym dobry wizerunek, który jest najlepszą promocją każdego miasta. A potem uczestnicy konferencji otrzymali kartki papieru i długopisy (z nadrukiem: Demokraci Ziemi Sanockiej, a jakże!) i zadanie udzielenia odpowiedzi na kilka ważnych pytań: – Co byście chcieli zmienić w mieście? Jakie inwestycje uważacie za najniezbędniejsze? I – co Państwu najbardziej przeszkadza w Sanoku? – Jest to bardzo ważne, gdyż każdy mieszkaniec winien mieć poczucie przynależności do lokalnej społeczności i wpływu na otaczającą rzeczywistość. Aby tak było, on chce, aby wszystkie ważne sprawy były z nim konsultowane, aby z jego głosem się liczono. Uważamy, że jest to podstawowy element abecadła demokracji, stąd ta ankieta. Po jej opracowaniu, wyniki zamieścimy na stronie „Demokratów…”, a także w kolejnym numerze „Sanockiego Demokraty, który już przygotowujemy – powiedział Sebastian Niżnik, jeden z liderów „Demokratów Ziemi Sanockiej”. W konferencji, która odbyła się w Sali Gobelinowej sanockiego zamku wzięło udział ponad 60 osób. Ich opinie, przekazywane na gorąco, były bardzo pochlebne. – Od kilku lat nikt z nami tak nie rozmawiał. Dziękujemy! – usłyszeliśmy od kilku uczestników. MARiAN STRuś

Jak ożywić uśpione miasto Romantyczne spacery? Picie kawy? uliczne śpiewanie? Granie na instrumentach? Odpoczynek na leżaku? Wpuścić lokalnych artystów? Ożywić sztuką uśpione ulice? Animować, planować, rozmawiać... Wiele miast w Polsce ogłasza konkursy, pyta swoich mieszkańców, projektuje z planistami prowadzi konsultacje. Korzystają z funduszy unijnych, z międzynarodowego programu Urbact, którego głównym założeniem jest pomoc miastom w wypracowaniu praktycznych, nowatorskich i zrównoważonych metod, które wpłyną na wymiar ekonomiczny, społeczny i środowiskowy tych ośrodków. Albert Einstein uważał, że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, bo wiedza ją ogranicza. Wiedzę

i wyobraźnię można łączyć we wspólnym celu uzdrawiania miast i ich ożywiania. Miejscy planiści są zdania, że taki stan rzeczy można zmienić i to stosunkowo tanim kosztem. Trzeba tylko zmienić sposób myślenia. Np. lokalne władze Burano we Włoszech ustanowiły prawo, wedle którego każdy mieszkaniec, planujący pomalowanie ścian zewnętrznych swojego domu, musi zgłosić się do nich z prośbą o pozwolenie na użycie farby o określonym odcieniu. Wskutek tego kolory domów rzadko kiedy powtarzają się, a Burano – ze swoją małomiasteczkową i różnobarwną zabudową – jest fenomenem na skalę światową. Kolorowe parasole nad ulicami można spotkać w Polsce, Chorwacji, Luksemburgu czy Portugalii. SeBASTiAN NiżNiK

Wystarczy trochę dobrych pomysłów, kolorowych wizji i miasto może się zmienić nie do poznania. Ktoś pomyślał, że stworzenie niezwykłego dachu z kolorowych parasoli nad deptakiem miejskim, może przynieść ciekawy efekt. i wcale się nie pomylił!


szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

5

Kobiety kontratakują! Jest aktywna, pełna emocji, porywa za sobą inne uczestniczki protestów. Nic dziwnego, że jest łakomym kąskiem dla dziennikarzy

–Jesień 2018będzieczasememocji związanychzezbliżającymisięwyboramisamorządowymi.Conamprzyniosątewybory,czyudasięochronić ostatniniezależnyod partiirządzącej odcinek władzy – samorząd lokalny–i czybędzietow końcuRokWyborów Kobiet? Wszystko jest w naszychrękach–mówisanoczankaMIRANDAKORZENIOWSKA,działaczka OgólnopolskiegoStrajkuKobiet. Ostatnie dwa lata uaktywniły polskie kobiety, bez dwóch zdań. Pierwszy raz wzięły one sprawy w swoje ręce w październiku 2016 roku, a ich zaangażowanie skrystalizowało się w postaci wielkich manifestacji, które objęły całą Polskę. Upamiętniły się one pod nazwą „Czarnego Poniedziałku”. Zarówno w dużych ośrodkach miejskich, jak i w małych miejscowościach, gromadziły się tysiące Polek protestujących przeciwko próbom zaostrzenia prawa antyaborcyjnego. Protesty przybrały charakter wielopokoleniowy. Ich wymiar i skala tak zaskoczyły partię rządzącą, że projekt ustawy zaostrzającej przepisy antyaborcyjne został wycofany z procedowania sejmowego. To był dobry zaczyn, przygotowany właśnie przez kobiety. Później potoczyło się już bardzo szybko. 8 marca 2017 r – Międzynarodowy Strajk Kobiet, 3 października 2017 – „Czarny Wtorek”, lipcowe protesty pod sądami, „One Billion Rising” – luty 2018, „Czarny Piątek” – 24 marca 2018 oraz ostatni protest, będący aktem solidarności z Rodzicami Osób Niepełnosprawnych. Organizatorkami wszystkich tych wydarzeń były kobiety. To one dawały sygnał społeczeństwu w swoich miastach, że trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu i powiedzieć: „NIE, NIE ZAGADZAMY SIĘ!” Polskie kobiety odniosły sukces, ale zyskały też coś znacznie ważniejszego – poczucie wpływu i wsparcia. Poczucie posiadania wpły-

Na każdym proteście, a uczestniczy we wszystkich, od Sanoka przez Rzeszów, Łódź i Warszawę, zawsze jest jedną z głównych postaci, prawdziwą liderką. Przyznać trzeba, że z tubą bardzo jej do twarzy. wu na to co się dzieje w sprawach dla nas ważnych jest jednym z najważniejszych czynników budujących motywację i zaangażowanie w działalności społecznej i politycznej. Równie ważnym czynnikiem jest wsparcie, jakie protestujące kobiety udzielały same sobie, ale także jakie otrzymały od swojego najbliższego otoczenia. Idąc za ciosem rozbudzonej mobilizacji, naturalną wydaje się zwiększona aktywność kobiet w nadchodzących wyborach samorządowych. Udział kobiet w wyborach jest niezbędnym warunkiem uzyskania i kontrolowania wpływu na to, co dzieje się w naszym życiu. Ten udział może być czynny – wybieramy naszego reprezentanta, albo bierny – kandydujemy i jesteśmy wybierane. Te dwa działania są niezmiernie istotne. Jeśli ktoś bierze 100 procent odpowiedzialności za swoje działania, to musi mieć również 100 procent władzy! Gdzie odpowiedzialność tam władza, gdzie władza tam odpowiedzialność. Czy my, kobiety, potrzebujemy woli i łaski ustawodawcy, żeby osiągnąć cel, jakim jest uzyskanie realnego wpływu na otaczającą nas rzeczywistość? Czy stać nas tylko na to, żeby powierzyć innej osobie, najczęściej mężczyźnie, decydowanie o naszych sprawach? Przyjrzyjmy się sobie samym. Bez względu na wykształcenie, status społeczny i materialny, codziennie podejmujemy szereg decyzji, mających wpływ na nasze otoczenie, czy to najbliższe, czy zawodowe, czy dotyczące nas samych. Jesteśmy specjalistkami w obszarze działania systemu edukacji – pilnując kształcenia naszych dzieci, opieki społecznej, dbając o należyte wsparcie naszych potrzebujących czy niepełnosprawnych członków rodzin, czy

Sanoczanka – Ja Przyznam, że nad startem w nadchodzących wyborach samorządowych oraz propozycją objęcia stanowiska wiceburmistrza w przypadku zwycięstwa Demokratów zastanawiałam się dłuższą chwilę. Praca dla miasta w służbie na rzecz jego mieszkańców to wielkie wyzwanie. Jednak przeważyło poczucie odpowiedzialności za miasto oraz przeświadczenie, że jest to wielka, może niepowtarzalna szansa, która pozwoli mi zrealizować wszystkie moje pomysły, które do tej pory wkładałam „do szuflady”. Od ponad 20 lat mojego zawodowego życia związana jestem ze szkołą. Pracowałam

Nie odpuszcza żadnej akcji protestacyjnej. Zawsze z jakimś rekwizytem w ręku. Tak jak tu, na zdjęciu, z białą różą pod sanockim sądem. Cała Marzena!

w końcu w obszarze służby zdrowia, dbając o zdrowie własne i naszych rodzin. Dziś udowadniamy, iż potrafimy także zadbać o to, żeby prawa nasze i naszych dzieci nie zostały zagubione w ferworze przepychanek politycznych. A kiedy trzeba, to z uśmiechem idziemy do szkoły czy przedszkola, żeby przygotować najwspanialszą imprezę dla naszych dzieci, bądź też pracujemy na rzecz społeczności lokalnej. Mamy swoje zdanie i swoje własne pomysły na to, co można usprawnić i zrobić lepiej. My kobiety robimy to na co dzień – z odwagą, chęcią i ogromną determinacją! Nasza praca i działalność mają konkretny wymiar i to, czego nam najczęściej brakuje, to realnego wpływu na to, żeby dokonywać zmian w naszym otoczeniu. Bez skutecznych narzędzi w ręku nigdy nam się to nie uda! Dlatego uważam, że bezwzględnie powinnyśmy iść do wyborów! Głosując, kandydując i wspierając inne mądre i silne kobiety w działaniach. W jedności i solidarności siła i tylko w ten sposób możemy coś zmienić w skali ogólnopolskiej, ale przede wszystkim lokalnie, tu na naszym sanockim podwórku. Tym, co najczęściej blokuje nas przed podjęciem decyzji o włączeniu się w wybory w roli kandydata, jest obawa i niechęć przed wejściem do świata polityki. Nasze obawy z tym związane są pochodną informacji, jakie uzyskujemy z mediów. Musimy mieć świadomość, że jest to jedynie skromny ułamek tego, co nazywamy polityką, bowiem polityka jest odmianą działalności społecznej, która umożliwia dokonywanie zmian i wprowadzanie rozwiązań korzystnych dla nas i naszego najbliższego otoczenia. A przecież my, kobiety, i tak to robimy. Działamy społecznie, proponujemy zmiany i rozwiązania, manifestujemy i protestujemy. Nadszedł zatem czas na uzyskanie wpływu – siły sprawczej oraz możliwości wprowadzenia naszych pomysłów i działań w życie. Ten czas to rok 2018 i czas wyborów samorządowych. Tu i teraz! Nie bójmy się zakładać własnych komitetów wyborczych lub szukać kontaktu z już działającą organizacją biorącą udział w wyborach. Nie bójmy się mówić i promować siebie i tego, co chcemy zrobić lub zmienić. Wyjdźmy ramię w ramię, walcząc o swoje. Nie bójmy się, że czas poświęcony polityce będzie czasem zabranym naszym bliskim. Poprośmy ich o wsparcie, przecież i tak już działamy i mamy własne propozycje na zmiany. My kobiety jesteśmy zmobilizowane, zmotywowane i gotowe do podjęcia wyzwań, jakie przed nami stoją. Zbliżające się wybory samorządowe są najlepszą okazją do wzięcia spraw w swoje ręce. Tak więc moje drogie KOBIETY – szykujmy się DO WYBORÓW!

Sanoczanie nie przestraszyli się pogróżek. W pikiecie pod sądem licznie i odważnie protestowali przeciw łamaniu prawa w Polsce przez rządzących

Edukacja też może być smart Chodzenie do szkoły powinno być przyjemnością, bowiem wiedza i talent to najcenniejszy towar. Aby tak się stało nauczyciele i uczniowie potrzebują poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza w obliczu ciągłych zmian w edukacji. Uczniowie zasługują na lepsze świetlice, lepiej wyposażone klasy, laboratoria, stabilny dostęp do Internetu. Nauczyciele z kolei mają prawo oczekiwać zdecydowanie wyższego komfortu pracy. Jeśli wyborcy powierzą swój mandat Jakubowi Osice, kandydatowi Demokratów Ziemi Sanockiej, a ja stanę się jednym z jego zastępców, zajmę się realnymi zmianami, które będą miały wpływ na efektywność nauki i poziom edukacji w Sanoku. Przygotuję szkoły do włączenia do ministerialnego projektu Ogólnopolskiej Sieci

Edukacyjnej. Pozwoli to na przyłączenie do sieci zapewniającej bezpieczny, szybki i bezpłatny internet, jednak o pozostały sprzęt będziemy musieli zadbać we własnym zakresie. W tym też będę chciała być pomocną! Jako społeczeństwo informacyjne musimy dbać o właściwą edukację dzieci i młodzieży w zakresie IT, dlatego zapewnię nauczycielom informatyki faktyczne wsparcie w ich szkolnych działaniach tak, by więcej czasu mogli poświęcić uczniom i pracy dydaktycznej. Współpracując w szerokim zakresie z rodzicami, samorządami i młodzieżą, zaproponuję wspólne kierunki na wszystkich etapach nauki, które będą wspierać rozwój zdolności i zainteresowań dzieci – w tym przede wszystkim talentów sportowych. MD

Mój cel: inteligentne miasto Chodzi mi przede wszystkim o to, żeby mieszkańcom lepiej się żyło w Sanoku, a jednocześnie – by zmalały koszty funkcjonowania całego miasta.

MiRANDA KORZeNiOWSKA

Jest szereg działających w Polsce aplikacji do szybkiej, celowej komunikacji na linii urzędnik – mieszkaniec. Jeśli udostępnimy mieszkańcom proste narzędzie do tego celu – chętnie wskażą uszkodzone chodniki, zatykające się właśnie studzienki odpływowe czy przepełnione śmietniki. Dlaczego w Sanoku nie korzystamy z takiego rozwiązania? Przecież najcenniejsze, czym mogą podzielić się mieszkańcy z miastem to informacja. Informacja o usterkach w terenie pozwala na bieżąco nań reagować. Czujniki mogą zbierać dane o emisji CO2, poziomie hałasu, zanieczyszczeniach powietrza, natężeniu ruchu turystycznego w mieście i okolicy, wolnych miejscach parkingowych. To w naszym turystycznym Sanoku bezcenne dane! Jeśli postawimy na współpracę między samorządami miasta, powiatu i okolicznych

jako nauczyciel zawodu konserwacji zabytków, jednocześnie realizując swoje plany życiowe i rodzinne. Obecnie uczę informatyki. Jestem sanoczanką. Urodziłam się w Sanoku, tutaj skończyłam liceum i tutaj pracuję. Jestem też rodzicem moich dwóch synów w kolejnych etapach ich kształcenia, czyli od przedszkola po studia. Jako rodzic i nauczyciel przeszłam i nadal przechodzę przez kolejne reformy szkolnictwa. Różnie je oceniam. Ta obecna stanowi ogromny problem dla samorządów. Ale wiele też zależy od nas samych. Nie pozwolę by przypadkowe decyzje, podejmowane bez konsultacji ze środowiskiem dyrektorów, nauczycieli, rodziców i uczniów, zaważyły na przyszłości sanockiej edukacji. Bardzo cenię sobie takie pojęcia jak: integracja, solidarność, współpraca. Stawiam na złagodzenie wizerunku nieprzystępnego samorządowca oraz szeroko pojętą auten-

tyczną współpracę pomiędzy miastem, powiatem i gminą. Tylko w ten sposób możemy wypracować strategię, która pozwoli na powrót do Sanoka utraconych oddziałów szpitalnych i na wywiązanie się z obietnic składanych rodzicom niepełnosprawnych dzieci. Uważam, że władze miejskie muszą wspomóc tutaj działania powiatu – przecież placówki takie jak szpital i Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy służą wszystkim i funkcjonują w mieście. Jako kobieta wiem, że w roku 2018 – ogłoszonym Międzynarodowym Rokiem Kobiet, Sanok potrzebuje zmian i to zmian, których kobiety staną się bardzo ważnym ogniwem. Chciałabym, by w mieście działała Rada Kobiet, która kompleksowo zadba o potrzeby pań. Wykorzystamy doświadczenia różnych środowisk, wiedzę i kobiecą energię tam, gdzie potrzebne będzie wsparcie i pomoc. Już

gmin – możemy na podstawie zbieranych na bieżąco informacji efektywnie zarządzać ruchem turystycznym. Turysta poprzez aplikacje wybierze trasę zwiedzania, miejsca postoju, hotel i restaurację czy miejsce na grilla. Jednocześnie przekazane dane na temat miejsca, liczby i częstotliwości noclegów w wybranych lokalizacjach pozwolą zrozumieć motywy poszukujących noclegów, najczęściej wybierane lokalizacje oraz przebieg tras odwiedzanych przez turystów. Wszechobecne dzisiaj dane należy wykorzystać – zabezpieczyć noclegi, utworzyć szlaki piesze i rowerowe, miejsca postojowe, biesiadne tam, gdzie w mieście i okolicy wybierane są najczęściej. Przecież to wszystko przekłada się na kondycję finansową miasta. Nauczę nasze urzędy działania opierającego się na wzajemnym zaufaniu i wyeliminuję niepotrzebne bariery technologiczne. Dostarczając odpowiednich narzędzi ICT sprawię by wzrosła efektywność współpracy samorządów między sobą i współpracy samorządów z mieszkańcami Sanoka i okolic. MD

teraz problem wycofanych z rynku pracy kobiet za sprawą 500+ staje się czymś, czego nie można nie dostrzegać i lekceważyć. Mam niejeden pomysł jak im pomóc w aktywizacji zawodowej. Jeśli Rada ma działać efektywnie, musi być blisko mieszkańców. Toteż ustalimy dyżury i postawimy na bezpośrednie kontakty. Na tej samej bądź zbliżonej zasadzie będę chciała uruchomić inne, obywatelskie rady w Sanoku. Szczególnie cenna jest dla mnie współpraca z młodzieżą oraz seniorami. Wierzę, że w wyniku szerokiej współpracy jaką proponujemy wraz z Sebastianem i Kubą oraz resztą Demokratów, a także konkretnym propozycjom, jakie mamy na miasto smart, Sanok stanie się na powrót ulubionym, tętniącym życiem miastem. Miastem, w którym chce się żyć! MARZeNA DZiuRAWieC


oś ci w

ny powiorzystać a jakoś ć u spownież bok iania na kę. wiązane kree np. ku miasta, jeden r, ale lsem w przeoś ci. dumę z że niemożliwe. amienia nik, ka przeo sto lat, certy adzie ynku, ciś nień, a wiele z mapy

ogł oby Sądzę, edycje cyjskich aki cel. cno dżecie i sowaniu rzenie ł o. o! ży od lat

6

szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Wspaniałomyślne obniżki Sanocka „dobra zmiana” ciągle się uczy (podobnie jak Prezydent Andrzej Duda, który to zakomunikował Polakom), szczególne osiągnięcia odnotowując w dziedzinie propagandy. Jednym z przykładów na to są przekazy nt. sukcesywnych obniżek cen wody. Aby zrozumieć sztukę, jaką posługują się propagandyści „dobrej zmiany”, należy się cofnąć do roku 2007, kiedy to Sanockie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej Sp. z o.o. podjęło prace przygotowawcze związane z realizacją projektu pn. „Poprawa gospodarki wodno-ściekowej w aglomeracji Sanok.” Wartość projektu netto opiewała na ponad 101 mln. zł. Projekt obejmował „Przebudowę Oczyszczalni Ścieków” oraz „Przebudowę Stacji Uzdatniania Wody”

w Trepczy, a także budowę sieci wodociągowej i zbiornika wyrównawczego”. Projekt współfinansowany był ze środków Funduszu Spójności w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Spółce przyznano dofinansowanie w wysokości 62,08% wydatków kwalifikowanych. W 2008 Spółka wzięła na siebie cały ciężar prowadzenia i finansowania tak ogromnej inwestycji. Została ona przyjęta do realizacji przez ówczesną Radę Miasta, która stosowną uchwałą upoważniła SPGK do realizacji inwestycji oraz do zaciągnięcia zobowiązania na pokrycie wkładu własnego. Aby nie pogarszać wskaźników zadłużenia obowiązujących Miasto, spółka wyemitowała obligacje na wartość ok. 38 mln. zł. Była to najkorzystniejsza ze wszystkich forma pozyskania środków. Wykup obligacji

Inwestycje, zwłaszcza te oddane do użytku jesienią tego roku, rzutem na taśmę, mają zapewnić „dobrej zmianie” rządy w kolejnej kadencji. To ma być główna broń, która przesądzi o jej zwycięstwie. A co będzie, jeśli sanoczanie zapytają: jakim kosztem one powstały, jak będą skutkować dla Sanoku na kolejne lata? I wtedy ktoś będzie musiał wyjaśnić społeczeństwu, że przyjmując budżet na 2018 rok, zagłosowano za zadłużeniem miasta w kwocie 75 milionów złotych. Przypomnijmy, że gdy ta ekipa obejmowała władzę w 2014 roku, podnoszono wrzask i lament, że miasto tonie w długach, że budżet opracowany przez poprzedników jest dramatyczny, grozi zawałem finansowym i … zarządem komisarycznym. Wtedy to zadłużenie miasta wynosiło 32

mln. zł! Teraz – 75 milionów! I rzekomo jest dobrze! Z jakich środków pokrywany będzie deficyt budżetowy, który w 2018 roku wyniesie 43 mln. zł? Otóż sfinansowany on będzie przychodami pochodzącymi z emisji obligacji miejskich w wysokości 48,5 mln. zł. Nie sposób nie zadać pytania: jak przyjęty wyborczy budżet będzie skutkował w roku 2019 i w latach następnych? Odpowiadając na nie, skarbnik miasta Bogdan Florek nie ukrywał, że doprowadzi to do zmniejszenia możliwości kredytowych miasta w 2019 roku, a także w kolejnych latach, zwłaszcza do 2021 roku. Roczna spłata zadłużenia w 2018 roku i w kilku następnych latach wyniesie ok. 5 mln. złotych w skali roku. – W latach 2019-2021 będziemy musieli wyhamować nakłady na inwestycje. Skala zadłużenia wymusi na nas reżim wydatków na ten cel – stwierdził skarbnik w swej wypowiedzi podczas sesji budżetowej. Czy to jest mądra polityka finansowa? Czy społeczeństwo uzna ją za przemyślaną, a takie zarządzanie finansami za właściwe? Czy raczej oceni jako tani chwyt propagandowy w przededniu wyborów samorządowych? emes.

Sanok zintegrowany Miasta są inteligentne nie tylko za sprawą technologii. Wspólne korzystanie z darmowych punktów internetu nie idzie w parze z poprawą wiedzy o potrzebach mieszkańców. Chcę, by w obszarze społecznym dużo się działo. Znaczy to, że władze publiczne muszą włączyć mieszkańców do współrządzenia miastem. To poprawi transparentność, a również efektywność zarządzania miastem. Dziś mieszkańcy oczekują od lokalnych władz lepszych miejsc pracy, przyjaznego środowiska do wychowywania dzieci, do rekreacji i wypoczynku, podniesienia jakości życia, wzmacniania lokalnej tożsamości i siły

polskie i unijne, a to skutkowałoby naliczaniem na spółkę olbrzymich kar. Przebudowa oczyszczalni ścieków ograniczyła skażenie wód powierzchniowych i podziemnych, a przebudowa Stacji Uzdatniania Wody zapewniła zastosowanie nowoczesnego procesu technologicznego, pozwalającego na osiągnięcie wymaganych parametrów jakościowych. I to był największy sukces sanockiej gospodarki komunalnej, który przybliżył nas do Europy. Dla mieszkańców Sanoka inwestycja oznaczała czystą wodę w kranach oraz niezawodność w jej dostawach. Korzyści płynące z realizacji tych zadań okazały się też bardzo istotne dla środowiska naturalnego. Oczywiście, był to sukces okupiony pewną ceną, jaką musieli zapłacić odbiorcy wody i ścieków, zwłaszcza przez kilka pierwszych lat, co było związane z wykupem wyemitowanych obligacji. Szeroko informowani o tym, byli tego świadomi. Stąd obniżanie cen wody przez obecnie rządzącą ekipę to nic innego jak czysty po-

pulizm. Mają na to wpływ malejące raty wykupywanych obligacji, zgodnie z wcześniej przyjętym harmonogramem. To one powodowały obniżenie cen wody dla mieszkańców. Takie zabiegi propagandowe może i służą sanockiej „dobrej zmianie”, ale pokazują też, jakie metody stosuje ona, aby pokazać swoją „wspaniałomyślność” i ukłon w stronę mieszkańców. Władza, która objęła rządy w mieście jesienią 2014 toku z przyzwoitości mogłaby obiektywnie spojrzeć na rzeczywistość, którą zastała w dziedzinie infrastruktury komunalnej. Po prostu nie musi dziś robić tego, co zrobili poprzednicy podejmując się największej w historii Sanoka inwestycji. Jednak takie standardy obce są „dobrej zmianie”, która wyłącznie dyskredytuje poprzedników, jednocześnie ślizgając się na ich grzbiecie. Na szczęście sanoczanie coraz częściej to dostrzegają i potrafią oddzielić co „białe”, a co „czarne”! KWS

Rynek bez polityki?

Budżet Sanoka 2018. Rozwojowy czy wyborczy? W historii Sanoka takiego budżetu jeszcze nie było. Dynamika wzrostu wydatków sięgnie 43 procent, a wydatki tzw. majątkowe osiągną rekordową wysokość 82,1 mln. zł. Zadłużenie wyniesie 75 mln. zł, a deficyt budżetowy 43 miliony. To kolejne rekordy! Nie da się ukryć, że jest to budżet „dobrej zmiany” skrojony pod jesienne wybory samorządowe.

wraz z odsetkami sukcesywnie malejącymi został rozłożony na 13 lat. Dodatkowo z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, SPGK uzyskała dofinansowanie do obligacji w wysokości 5,5 mln zł, które Fundusz miał wypłacać przez kolejnych 10 lat, począwszy od roku 2014, co automatycznie miało zmniejszyć obciążenia mieszkańców w cenie zakupu wody, czyli obniżając ją. Biorąc na siebie takie zobowiązanie spółka SPGK w 2008 r. jasno przedstawiła Radzie Miasta jakie będą tego konsekwencje włącznie z cenami, które miały obowiązywać w czasie realizacji inwestycji jak i po jej zakończeniu. Oznaczały one wysoką cenę wody w kilku pierwszych latach po zakończeniu inwestycji. Trzeba także wyraźnie podkreślić, że nie podjęcie się realizacji projektu inwestycyjnego uniemożliwiłoby zachowanie parametrów jakościowych ścieków oczyszczonych na poziomie wymaganym przez prawo

regionów, wreszcie godnego życia na emeryturze. Zadbam, by w Sanoku zaczęto słuchać mieszkańców, aby wprowadzane rozwiązania były z nimi uzgadniane. Wszystkie kluczowe decyzje będą podejmowane w procesie dialogu społecznego, z wysłuchaniem obywateli. Wprowadzę rzeczywiste, szerokie konsultacje społeczne czy panele obywatelskie. We współpracy z mieszkańcami powołam rady, które skupią różne środowiska: młodzież, kobiety, rodziców, seniorów. Będą to znakomite organy doradcze dla samorządowców, a przede wszystkim ogniwa realnie wspierające interesy poszczególnych grup. MD

Wydawcą gazety Demokratyczny Głos Sanoka są Demokraci Ziemi Sanockiej. https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Rynek ożywiony. Wystawa poświęcona 100 rocznicy odzyskania niepodległości doczekała się oficjalnego otwarcia przez PiS-owskie władze miasta. Odbiła się ona szerokim echem w stolicy województwa, czego dowodem był list gratulacyjny marszałka województwa odczytany publicznie. Zawierał słowa, z których wynikało, że otwarcie tej wystawy jest ważnym wydarzeniem obchodów rocznicy w województwie.

informacja donosząca o tym, że burmistrz Sanoka Tadeusz Pióro nie zezwolił na wjazd na Rynek samochodu z lawetą i zainstalowanym na niej banerem mówiącym o „rządowych nagrodach”, obiegła ogólnopolskie media. Niedługo potem ten sam Rynek gościł ponad dwieście samochodów uczestniczących w 44 Bieszczadzkim Wyścigu Górskim, a następnie na dwa dni całkowicie zapełniły Rynek samochody tzw. food-trucki. i jednych i drugich zaprosił w to miejsce ten sam burmistrz Tadeusz Pióro. Przypomnijmy, że z prośbą o umożliwienie wjazdu lawety na Rynek zwróciła się do burmistrza Tadeusza Pióry poseł na Sejm RP Joanna Frydrych z Platformy Obywatelskiej. Odpowiedź, jaką otrzymała, zawierała zaskakującą odmowę. W wyjaśnieniu burmistrz tłumaczył, że „…uchwałą Rady Miejskiej sanocki Rynek został wyłączony z kategorii dróg miejskich. Wjazd na Rynek jest ograniczony do potrzeb organizowanych przez miasto imprez kulturalnych i uroczystości”. Z osób starających się o zaprezentowanie sanoczanom „Konwoju wstydu” nikt nie miał wątpliwości, że odmowa była podyktowana wyłącznie względami politycznymi. Przytaczali liczne przykłady, kiedy to na sanockim Rynku pojawiały się samochody, często w dużych ilościach. I wcale nie miało to związku z imprezami kulturalnymi i uroczystościami organizowanymi przez miasto, na co burmistrz, zgodnie z uchwałą sanockich rajców, miał prawo wyrażać zgodę. Niewyrażenie jej na wjazd jednego samochodu było jasnym i czytelnym przekazem, że rządząca w Sanoku pis-owska władza

przestraszyła się zainicjowanej przez Platformę Obywatelską akcji pn. „Konwój Wstydu – Oddajcie Kasę!” Włodarze Sanoka nie chcieli oglądać z okiem magistratu baneru ze zdjęciem swoich przywódców i kwotami nagród, jakie ci sobie przyznali. 11 maja sanocki Rynek zamienił się w bajeczne, kolorowe samochodowe miasteczko. Ponad sto pojazdów na lawetach i druga setka samochodów je ciągnących, przybyły tu, aby poddać się procedurze badań technicznych poprzedzających start w Bieszczadzkim Wyścigu Górskim. Oczywiście za zgodą burmistrza miasta! Czy nie powinny? Ależ nie! Możliwość obejrzenia z bliska samochodów wyścigowych to niemała gratka nie tylko dla miłośników motoryzacji. Chyba nawet przewyższająca niedogodności wynikające z jednodniowej samochodowej blokady centrum miasta przez pojazdy uczestniczące w wyścigu. A do tego dochodzi jeszcze aspekt promocyjny. Około

tysiąc osób z różnych stron Polski i pięciu innych krajów miało okazję obejrzeć piękny sanocki Rynek. Wielu z nich skorzystało z okazji i odwiedziło zamek, byli wśród nich i tacy, którzy zapowiedzieli kolejną wizytę w Sanoku. Tym razem już o charakterze poznawczym. Dlatego też nie potępiam burmistrza, że udzielił takiego przyzwolenia. Ale nie zmniejsza to siły mojej krytyki za skandaliczną odmowę wjazdu na Rynek jednego samochodu z „Konwojem wstydu”, za co powinien się długo, długo wstydzić. I jestem przekonany, że sanoczanie będą mu to pamiętać. Przy urnach wyborczych również. Bo kto jak kto, ale burmistrz musi wiedzieć, że Sanok winien być miastem otwartym dla wszystkich, że on sam reprezentuje ogół mieszkańców, o różnych poglądach, a nie tylko tych z jego, jedynie słusznej, opcji politycznej. I to tyle w kwestii Rynku!

Rynek w Sanoku okazał się niedostępny dla lawety z banerem ukazującym wielkość „kasy”, jaką hojnie dzielą się ze sobą rządzący. Organizatorzy „Konwoju wstydu” poradzili sobie z tym, organizując pokaz i konferencję na jednej z pobliskich uliczek.

eMeS


szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Tłuste lata starosty Niżnika Rządzący powiatem sanockim w latach 2011-2014starostaSEBASTIANNIŻNIK udowodnił wszystkim, że pozbawione przez ustawodawcę odpowiednich środków finansowychpowiatyteżmogąsięrozwijać.A byłotomożliwe,gdyżza jegokadencjiurzędnicysprawniejsięgalipo pieniądzezewnętrzne, dziękiczemuzrewitalizowanowzgórzezamkowe, wybudowano Galerię Beksińskiego, wyremontowanoponadstokilometrówdróg, powstałynoweobiektysportowe,a funkcjonującew skansenowskichwarunkachoddziałyszpitalne:kardiologiii neurologiiprzeniosły siędo cywilizowanegoświata. Sebastian Niżnik, odnosząc się do kłamliwych zarzutów osób związanych z lokalnymi strukturami rządzącego obecnie powiatem Prawa i Sprawiedliwości, powiedział: – Starałem się jak najlepiej służyć naszym mieszkańcom i sumiennie wypełniać swoje obowiązki. Wymagało to podejmowania wielu trudnych i ważnych dla całego powiatu sanockiego decyzji. Nie znalazły one uznania w oczach naszych następców. Przeciwnie, spotkały się z opartą na kłamstwach nagonką i deprecjonowaniem naszych dokonań. Tymczasem porównując je z dokonaniami tej kadencji, w oparciu o dokumenty finansowe i oceny Regionalnej Izby Obrachunkowej, widać, że źle z powiatem dzieje się właśnie dziś!

Cztery lata Niżnika w liczbach

W czasie czteroletniej kadencji (2011-2014) w powiecie sanockim wyremontowano połowę swoich dróg (130 z 260 km) oraz 7 mostów, wydając na to 70 mln. zł. Jedną z największych inwestycji była przebudowa trzech głównych ulic w Sanoku: Rymanowskiej, Kościuszki i Jagiellońskiej. Inwestycje w służbę zdrowia wyniosły 25,5 mln. Dzięki nim udało się m. in. przenieść oddział neurologii ze starego do nowego szpitala, wyremontować i ocieplić główny budynek lecznicy i wyposażyć placówkę w nową karetkę, mammograf oraz szereg innych urządzeń. Na oświatę powiat wydał 18,5 mln zł. Największą inwestycją była kwestionowana jeszcze do dziś przez oponentów budowa nowoczesnej hali sportowej przy I LO. Powstały dwa Orliki, boisko wielofunkcyjne, place zabaw przy SOSW i Domu Dziecka oraz park technologiczny w Regionalnym Centrum Rozwoju Edukacji.

SŁUŻBA ZDROWIA ◗ Remont i termomodernizacja głównego budynku szpitala przy ul 800-lecia w Sanoku oraz budynku oddziałów Pulmonologii i Zakaźnego. ◗ Remont i termomodernizacja przychodni zdrowia na ul. Lipińskiego, ◗ Uruchomienie w nowych lokalizacjach nowoczesnych oddziałów Neurologii i Kardiologii w Sanoku po przeniesieniu ich ze startego szpitala, ◗ Przeniesienie administracji szpitala do nowoczesnej lokalizacji. ◗ Uruchomienie pracowni endowaskularnej dla Chirurgii naczyniowej, ◗ Zakup mammografu i tomografu, ◗ Zakup karetki, ◗ Sanocki szpital w latach 2011-2014 korzystał z pomocy i wyposażenia w nowoczesnych sprzęt medyczny z fundacji m.in. TVN, PGNiG, Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

7

NA REMONTY DRÓG I MOSTÓW W LATACH 2011-2014 wydano: 70 mln zł. EDUKACJA ◗ REMONT BUDYNKU Młodzieżowego Domu Kultury w Sanoku ◗ budowa placu zabaw i boiska sportowego przy Domu dziecka im św. Józefa w Sanoku ◗ budowa placu zabaw przy Specjalnym Ośrodku Szkolno- Wychowawczym w Sanoku z programu „Radosna szkoła” ◗ Realizacja projektu w szkołach średnich z funduszy unijnych „Podkarpacie stawia na zawodowców” ◗ W ramach projektu Regionalne Centrum Edukacji Zawodowej i Nowoczesnych Technologii – Powiat Sanocki wyremontował halę warsztatową o powierzchni 350 m2 oraz zakupił 5 wysoko zaawansowanych urządzeń sterowanych numerycznie ◗ uruchomiliśmy stypendia dla najlepszych uczniów szkół średnich. W latach 2011-2014 powiat na stypendia przeznaczył ponad 400 tys. zł, a skorzystało z nich 230 uczniów. ◗ w latach 2011-2014 wykonano termomodernizację większości obiektów oświatowych w tym ZS nr 2, ZS nr 5, Bursa szkolna, SOSW, RCRE.

Sebastian Niżnik. uznawany za najlepszego starostę sanockiego (funkcję tę pełnił w latach 2010-2014), dziś przed szansą i wielkim wyzwaniem mocnego wejścia miasta Sanoka w lata 20. i 30. XXi wieku. POMOC SPOŁECZNA ◗ Uruchomienie pierwszego na Podkarpaciu Centrum Integracji Społecznej i walka z wykluczeniem społecznym. ◗ Modelowy projekt funkcjonowania Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, ◗ Zakup i montaż windy dla niepełnosprawnych w ŚDS w Zagórzu, ◗ Zakup mikrobusu do przewozu osób niepełnosprawnych, ◗ Zakup autobusu do przewozu uczniów niepełnosprawnych do SOSW w Sanoku. Kolejne 12 mln zł. to pieniądze zainwestowane w kulturę. Dzięki wsparciu Unii Europejskiej udało się zrewitalizować wzgórze zamkowe i dobudować nowe skrzydło do zamku, w którym umieszczono Galerię Zdzisława Beksińskiego. Skuteczna promocja twórczości Mistrza doprowadziła do powstania wielu książek, filmów, nie mówiąc już o publikacjach prasowych. Sanockie muzeum zyskało uznanie wśród turystów, bijąc rekordy odwiedzin.

W latach 2011-2014 ponad 20 mln zł. powiat przeznaczył na pomoc społeczną i wsparcie rynku pracy. Staże, zakładanie działalności gospodarczej i nowe miejsca pracy przyniosły wymierne efekty, stawiające powiat sanocki w czołówce województwa. Powiat sanocki był też pierwszym powiatowym samorządem w Polsce, który uruchomił Centrum Integracji Społecznej.

KULTURA ◗ Otwarcie galerii Zdzisława Beksińskiego w wybudowanych skrzydle zamku, ◗ Rewitalizacja wzgórza zamkowego w Sanoku, ◗ Stworzenie NOCY KULTURY GALICYJSKICH, DNI JEZYKÓW EUROPEJSKICH, JRAMARKU BOŻONARODZENIOWEGO i WIELKANOCNEGO. ◗ Promocja Muzeum Historycznego i dziedzictwa Z. Beksińskiego w kraju i za granicą (reportaże, książki, filmy, artykuły, wystawy, prelekcje).

Doceniony rozwój

Efekty dynamicznej działalności powiatu sanockiego były dostrzeżone i docenione w skali nie tylko województwa, ale i kraju. W prestiżowym rankingu pisma samorządowego „Wspólnota” powiat sanocki zajął drugie miejsce na Podkarpaciu i szesnaste w Polsce pod względem ilości pozyskanych pieniędzy zewnętrznych przypadających na 1 mieszkańca. Wy✎

SPORT ◗ Budowa hali sportowej przy I LO w Sanoku, ◗ Budowa kompleksu boisk wraz z zapleczem przy Zespole Szkół nr 2 w Sanoku w ramach programu Moje Boisko Orlik 2012, ◗ Budowa boiska wielofunkcyjnego przy Zespole Szkół nr 4 w Sanoku, ◗ Modernizacja nawierzchni kortów tenisowych przy Zespole Szkół nr 4 w Sanoku, ◗ Budowa kompleksu boisk wraz z zapleczem przy I LO w Sanoku w ramach programu Moje Boisko Orlik 2012, ◗ Budowa boiska do siatkówki plażowej przy I LO w Sanoku.

Tytuły i wyróżnienia:

◗ Aktywność inwestycyjną powiatu sanockiego doceniano wyróżnieniami i nagrodami. W prestiżowym zestawieniu pisma samorządowego WSPÓLNOTA powiat SANOCKI zajął 16 miejsce w Polsce, a 2 na Podkarpaciu pod względem ilości pozyskanych środków zewnętrznych dla powiatu na mieszkańca (568 zł/mieszkańca). ◗ Powiat Sanocki wyróżniony został tytułem Samorządowy Lider Zarządzania 2013, za uruchomienie i funkcjonowanie Centrum Integracji Społecznej. ◗ Powiat Sanocki otrzymał również od pisma ogólnopolskiego budowlanego PROFILE wyróżnienie w zakresie Lidera Aktywności Inwestycyjnej.

nik 568 zł pozyskanych z Unii Europejskiej uplasował powiat sanocki w czołówce krajowej. Powiat został również wyróżniony tytułem „Samorządowy Lider Zarządzania 2013” i było to docenieniem osiągnięcia, za jakie uznano powołanie do życia i funkcjonowanie pierwszego w kraju samorządowego Centrum Integracji Społecznej. Był jedynym nagrodzonym samorządem z Podkarpacia. Innym wyróżnieniem, jakie otrzymał powiat sanocki, był Certyfikat „Lidera Aktywności Inwestycyjnej”, przyznawany przez ogólnopolski dwutygodnik budowlany. Wyróżnienie to jest przyznawane prorozwojowym najaktywniejszym samorządom gminnym i powiatowym w kraju.

A jak to dziś wygląda

Brak wizji i strategii powiatu w kadencji 20142018 widać gołym okiem. Została zlikwidowana bursa szkolna przy ul. Chopina oraz Zespół Szkół Budowlanych. Tak zwana „Setka” (Zespół Szkół nr 5), która została połączona z „Budowlanką”, opuściła swój budynek przy ulicy Jagiellońskiej. Od kilku lat stoi on pusty, bez pomysłu na zagospodarowanie. Najgorzej jednak przedstawia się sytuacja sanockiego szpitala, w którym zlikwidowano oddziały: położnictwa, noworodków i ginekologii. Powiat zwrócił również 2,5 mln zł dotacji, którą otrzymał z rezerwy budżetu państwa na przeniesienie oddziału laryngologii. Wkrótce po tym szpital zaciągnął kredyty w instytucjach finansowych zwanych parabankami na kwotę ponad 14 mln zł, z przeznaczeniem na budowę bloku operacyjnego. Są one ogromnym obciążeniem dla funkcjonowania tej jednostki. Sięgnięcie przez szpital po kredyt to wynik niskiego dofinansowania projektu budowy bloków operacyjnych przez Urząd Marszałkowski. Wartość zadania stanowi kwotę 26 mln zł, zaś dofinansowanie wyniosło zaledwie 36 procent. Powołanie na stanowisko dyrektora szpitala osoby zwolnionej ze szpitala w Nisku, mającego za sobą źle oceniany sanocki epizod zawodowy, również nie przysłużyło się szpitalowi. Obecna kadencja PiS-owskich rządów w powiecie sanockim przejdzie do historii jako ta, w której dopuszczono się ograniczenia naborów do sanockich liceów, czego wynikiem było pozbycie się wielu uczniów, zmuszonych do szukania miejsca i kontynuowania nauki w innych miastach. A warto pamiętać, że subwencja oświatowa podąża za uczniem. Obecne władze starostwa podejmowały nieudolne próby zwolnienia kilku pracowników, co skończyło się wytoczonymi przeciwko nim procesami oraz wielotysięcznymi odszkodowaniami i kosztami, które powiat poniósł z racji angażowania kancelarii prawnych do prowadzenia tych spraw. W ciągu całej 4-letniej kadencji w Sanoku nie wykonano żadnej inwestycji drogowej. Dokończono tylko II etap remontu Podgórza. O wiele więcej zyskały miejscowości położone poza Sanokiem: Zarszyn czy Poraż. Oczywiście, zbiegiem okoliczności jest to, że w pierwszej z nich mieszka starosta Roman Konieczny, zaś w drugiej wicestarosta Wacław Krawczyk. I to jest ostatni wymowny akcent wieńczący wyjątkowo nieudaną kadencję powiatu 2014-2018, w której rządy sprawowała ekipa „dobrej zmiany” Prawa i Sprawiedliwości.


8

szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Pełna para w gwizdek,

Rozmowaz kandydatemna burmistrzaSanokaz ugrupowania Sanoczanom na chwilę odebrało mowę. To była ich reakcja na wiadomość, że kandydatem zjednoczonej opozycji pn. Demokraci Ziemi Sanockiej na burmistrza Sanoka został JAKuB OSiKA! Czy też odniosłeś takie wrażenie?

w klasycznej propagandzie i braku możliwości komentowania materiałów nadesłanych wprost z ratusza. Głosowania personalne dla ich uczciwości będą tajne, zaś wszystkie pozostałe imienne, żeby wyborcy mieli pełną świadomość kto i jak ich reprezentuje. Nie będzie też sytuacji, w których decyzje strategiczne, o ogromnej wadze dla sanoczan (jak budowa więzienia) zapadają ponad ich głowami, bez konsultacji społecznych.

Trochę tak, w krótkim czasie sprawy nabrały bardzo szybkiego tempa, ale takie mamy realia, że decyzje trzeba podejmować zdecydowanie i błyskawicznie. Tak też było w tym przypadku, więc zaskoczenie rzeczywiście było duże. Dało się to zauważyć po reakcjach internautów. Szczęśliwie w ogromnej większości pozytywnych Jedną rzecz, którą chciałbym lekko zmodyfikować to określenie „zjednoczona opozycja”, użyte zapewne jako skrót myślowy, ułatwiający zrozumienie sytuacji. Wolałbym jednak tworzyć pozytywną alternatywę dla obecnych rządów w Sanoku. Słowo „opozycja” kojarzy się z działaniem przeciw komuś, tymczasem chciałbym, abyśmy kreowali projekt pro i dla rozwoju Sanoka.

Mówisz o podziałach politycznych, które zejdą na dalszy plan, a hejterzy, których totalnie zaskoczył ten wybór i nie przygotowali się do ataku, piszą o Twoim zaangażowaniu politycznym i mówią o Demokratach nie inaczej jak: lewacy, komuchy... I to jest dokładnie najlepszy dowód na potrzebę działania ponad podziałami. Na ocenianie pomysłów pod kątem ich zasadności, a nie osób, które je zgłaszają. Każdy ma swój światopogląd czy rodowód, ale ulice, chodniki, szkoły, szpital czy stadiony nie mają barw politycznych i służą wszystkim mieszkańcom. Hejterzy natomiast to osobna grupa ludzi, atawizm ewolucji. Nie powinniśmy tracić dla nich czasu, choć zdecydowanie należy piętnować ich działalność (nie mylić z cenzurą), szczególnie gdy jawnie wyrządzają komuś krzywdę.  Jeżeli chodzi o mój udział w polityce, to w 2014 roku zrezygnowałem z przynależności partyjnej. Żeby była jasność, nie było to koniunkturalne działanie, legitymację Platformy Obywatelskiej złożyłem, gdy ta była na absolutnym szczycie. Uznałem, że moja rola w tej dziedzinie dobiegła końca i dużo musi się zmienić (szczególnie w ordynacji wyborczej) żebym zmienił zdanie w tej kwestii.

Jak zareagowałeś w momencie, gdy obwieszczono Ci, że wybór Demokratów jest właśnie taki? Czy szybko odpowiedziałeś: „Dziękuję, ja w to wchodzę!” Bardzo się ucieszyłem. Rozpoczynając rozmowy zmierzające do połączenia sił, miałem pewne swoje oczekiwania i pomysł na współpracę. Trochę się więc obawiałem, czy nastąpi wzajemne zrozumienie. Okazało się jednak, że nadajemy na tych samych falach, a nasze wizje w pełni korelują. To zaowocowało synergią i w konsekwencji poszerzeniem rodziny Demokratów o moją osobę. Nie pozostawało nic innego jak odpowiedzieć: „super – wchodzę w to!”

Co Cię umacniało w tej decyzji? Zdecydowanie poparcie Wojtka Blecharczyka, z którym odbyliśmy dość długie rozmowy, a także pozytywna opinia Sebastiana Niżnika. Bez tych dwóch osób nie podjąłbym się tej misji. Wojtek jest kluczową osobą, żeby w ogóle myśleć o zwycięstwie w wyborach, a także najlepszym z możliwych doradców z niełatwej działki samorządowca. Z kolei Sebastian to człowiek, którego ogromnie cenię za jego dotychczasową pracę w samorządzie, pełen pozytywnej energii i tak zwanego ciągu na bramkę. Dlatego wiem, że przy jego pomocy w roli współkierującego miastem, damy radę.

Z pewnością w Twojej głowie pojawiło się pytanie: „Czy ja mam szansę tę batalię wygrać?” To pytanie jest zupełnie naturalne i cały czas mi towarzyszy. Przyjąłem strategię, którą wciąż powtarzam niczym mantrę: rób swoje, kierując się wizją, jaką chcę zaproponować sanoczanom. Jeżeli oni uznają moją ofertę za dobrą, to o wynik wyborów jestem spokojny. Natomiast jeżeli nie trafię w ich oczekiwania, to może nie wygramy, ale na pewno podniesiemy poziom tych wyborów z korzyścią dla Sanoka.

Zapewne masz świadomość, że blisko połowa wyborców to twardy elektorat b. burmistrza Wojciecha Blecharczyka, jeszcze do niedawna święcie przekonany, że to właśnie on stanie do walki o Sanok. Dla nich wybór Ciebie był zaskoczeniem. Wcale tego nie ukrywają... Wojtek Blecharczyk był burmistrzem nieprzerwanie przez 12 lat. Sanoczanie trzy razy z rzędu powierzali mu stery miasta, z ogromną przewagą nad wszelką konkurencją, co czyni go empirycznie najlepszym burmistrzem w historii Sanoka. Jest wciąż osobą o ogromnym szacunku i poparciu. Dlatego doceniam jego dorobek i zamierzam z niego korzystać w nadziei, że swoją wizją

Co Ci jeszcze zarzucą? Z pewnością to, że „nie pamiętasz, aby dzień święty święcić”.

Kandydat na burmistrza Sanoka z ramienia Demokratów Ziemi Sanockiej Jakub Osika. (FOTO-DOROTA) uśmiechnięty, gotowy do pojedynku z konkurentami. przekonam zarówno jego elektorat, jak i pozostałą część mieszkańców Sanoka. Będzie to wizja oparta na kierunku: „do przodu”. W kampanii chciałbym przekonać sanoczan nie tyle do swojej osoby, ile do mojego pomysłu na Sanok. Nie będzie to pomysł ukierunkowany na jakąś konkretną grupę ludzi, lecz całą społeczność.

Czym chcesz ująć sanoczan? Co im zaproponujesz? Jaki będzie Sanok, gdy władzę w nim obejmie Jakub Osika? Mój Sanok będzie miastem otwartym, pozytywnym, rozwijającym się, dbającym o swoich mieszkańców i kulturę. Sanok różnych, ale równych szans, gdzie mieszkańcy współdecydują o kierunkach rozwoju, np. poprzez autentyczny budżet obywatelski. Bez klucza partyjnego lub rodzinnego, w którym drabinka kariery będzie transparentna i przejrzysta, oparta o kompetencje. Sanok, z którego moje dzieci nie będą musiały wyjeżdżać w poszukiwaniu lepszego jutra. Musimy stworzyć dobre warunki, zarówno dla ludzi młodych, jak też przedsiębiorców. Zatrzymać pauperyzację miasta, wypracowując mechanizmy prorozwojowe. Powstrzymać migrację, a także wykreować możliwość powrotu tym co wyjechali i pozyskać nowych mieszkań-

ców. Są na to recepty, w trakcie prezentacji programu będziemy o nich mówić. Chcę także zakopać rowy podziałów i odrzucić zero jedynkową narrację czerni i bieli, tak obecnie powszechną. Dlatego, jeżeli sanoczanie powierzą mi zarządzanie ratuszem, na otwarcie obwodnicy osobiście przyniosę poduszkę z nożyczkami dla wszystkich, którzy przyczynili się do jej powstania. A ciężka to będzie poduszka.

A czego na pewno nie będziesz robił, gdy obejmiesz władzę w mieście? Czy uruchomisz sądy, prokuratury, zaangażujesz audytora, aby zniszczyć swoich poprzedników? Zdecydowanie nie będę tracił energii na podobne działania. Oczywiście uważam, że z przeszłości a w szczególności z popełnionych błędów, należy wyciągać wnioski, ale tylko po to, żeby uniknąć ich w przyszłości. Każda rzeka płynie do przodu. San także. Nie będę także dzielił sanoczan i w ich imieniu faworyzował jakąś partię, jednocześnie deprecjonując inne. Nie będzie sytuacji, że o pracy czy nagrodach burmistrza decyduje przynależność, pokrewieństwo, czy znajomość z odpowiednimi radnymi. Nie będzie też prób podporządkowania i cenzurowania mediów, które widać

Jak na razie nie ma zbyt wielu zarzutów pod moim adresem. Pewnie to kwestia czasu i faktycznie elementu zaskoczenia. Niemniej wierzę w mądrość i tradycyjną tolerancję sanoczan, która nie pozwoli im na kierowanie się stereotypami oraz prymitywnymi uproszczeniami. A co do święcenia dni świętych, mam ogromny szacunek dla wiary i wszystkich form religijnych, niemniej osobiście nie odczuwam potrzeby określania się w tym wymiarze. Wierzę, że kiedyś przyjdzie mi się rozliczyć z mojego życia przed Stwórcą, a biorąc pod uwagę dekalog wiem, że powinno być dobrze. Szacunek i miłość do drugiego człowieka oraz rodzina to moje priorytety. Stwórca o tym doskonale wie.

A co powiesz tym, którzy, by zdyskredytować Twoją kandydaturę, będą pokazywać Cię jako grabarza tak lubianego przez sanoczan „Radia Bieszczady”? Radio Bieszczady to było moje dziecko i jestem z niego ogromnie dumny. Oczywiście to dziecko wielu ludzi, ich energii, kreatywności i determinacji. Ale cóż, po 10 latach jego funkcjonowania i naprawdę trudnej walki o byt, nadszedł czas, w którym jako współudziałowcy zdecydowaliśmy się zamknąć ten piękny rozdział historii. Nigdy nie braliśmy też pod uwagę możliwości uzależnienia stacji od prostej ścieżki politycznej protekcji. Każdą złotówkę musieliśmy wywalczyć na rynku, każdą inwestycję finansowaliśmy z własnej działalności. Ale taka była cena niezależności i wiarygodności, cena trudna, niemniej ogromnie satysfakcjonująca. Nasi dziennikarze mieli zakaz akwizycji reklam, a popularne dziś abonamenty reklamowe nie były ofertą kierowaną do samorządowców i polityków, żeby nikomu nie wydawało się, że może kupić antenę Radia Bieszczady. Dziś spółka Radio Bieszczady przeżywa najlepsze czasy, choć pod marką Eski. Oczywiście, łza się w oku


szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

9

nie w partyjne wojenki

DemokraciZiemiSanockiejJAKUBEMOSIKĄ kręci na wspomnienie tamtej marki, atmosfery i czasu, ale jak już powiedziałem wcześniej, każda rzeka płynie do przodu. Rzeka radia także. Ludzie radia stanowią swoistą rodzinę i nadal podtrzymujemy dobre wzajemne relacje, niezależnie od miejsca, w jakim funkcjonujemy. To jeden z największych sukcesów Radia Bieszczady, podobnie jak przyjazne i ciepłe emocje dawnych, wspominających nas do dziś słuchaczy.

Powiedzą też: „Ten Osika to taki przyszywany sanoczanin. Dużo bliższy mu Zagórz, w którym mieszka niż Sanok...” W dodatku urodzony w Opolu...;) Historia mojej rodziny od wielu pokoleń związana jest z Sanokiem i Zagórzem. Ja ich nie rozdzielam, gdyż dla mnie stanowią jedność. A wybór mojego Ojca odnośnie studiowania we wrocławskiej uczelni wojskowej zmusił nas do „zwiedzania” Polski, co nie oznacza, że nasze korzenie nie są stąd. Faktycznie razem z bratem urodziliśmy się w Opolu, by po kilku latach i licznych przeprowadzkach powrócić do Sanoka. Tu skończyłem szkołę podstawową, muzyczną i liceum. Tu cały czas realizuję się społecznie i zawodowo, z jednym wyjątkiem, gdy pracowałem w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim. Tu mieszka rodzina moja i mojej żony, tu uczą się nasze dzieci. A jeżeli ktoś zarzuca mi, że nie jestem tu u siebie, to zapraszam go na spacer po Sanoku. Policzymy kto więcej razy usłyszy pozdrowienie typu: „dzień dobry” lub „cześć!” Oby wszyscy moi konkurenci w wyborach mieli podobne „przyszywane” umocowanie. Natomiast prawdą jest, że po sprzedaży „Radia Bieszczady” wyremontowałem rodzinny dom mojego Ojca w Zagórzu, w którym zamieszkaliśmy. Dla mnie Sanok i Zagórz to jeden uzupełniający się organizm, choć z autonomiczną odrębnością. Ich przyszłość widzę w ścisłej współpracy. Podobnie jak i gminy wiejskiej Sanok. Moim zdaniem, dobra synergia „sanockiego obwarzanka” pozwoli na większy i szybszy rozwój ziemi sanockiej. O tym także powiemy w kampanii.

widzę wspólnej polityki edukacyjnej wychodzącej na przeciw rynkowi pracy. Oczywiście, osiągnięcie tego jest możliwe tylko we współpracy z pozostałymi szczeblami samorządu, ale tę współpracę należy jak najszybciej rozpocząć. Chcemy być miastem turystycznym, a tymczasem nasz rynek wieczorami zamienia się w pustynię. Chcemy być miastem kultury, kojarzonym ze spuścizną Mistrza Beksińskiego, tymczasem finanse przeznaczone na promocję zasilają koncerty disco polo. Nie mam nic do tej muzyki, chociaż do jej fanów nie należę, niemniej jest to na tyle prężna dziedzina rozrywki, że nie wymaga pieniędzy przeznaczonych na promocję marki Sanoka. Sport, zamiast być kołem zamachowym wychowania młodzieży, zamiast tworzyć mocną stronę miasta, upada, a poszczególne dyscypliny rywalizują ze sobą o skromne środki na przetrwanie. Takich przykładów można wymienić jeszcze sporo.

Co zrobić, by młodzi, pomysłowi, energiczni ludzie, kończąc studia w dużych ośrodkach akademickich, chcieli wracać do Sanoka? Przede wszystkim zapytać ich o to. Ale oczywiście istnieje cała gama rozwiązań, dzięki którym można osiągnąć ten efekt. Uwolnić tereny pod budownictwo jednorodzinne, zminimalizować lub całkowicie znieść opłatę adjacencką, powrócić do transparentnych konkursów przy rekrutacji pracowników miasta wraz z jego podmiotami. Ułatwić powstawanie start-upów, nowych firm i działalności gospodarczej. Stworzyć system stypendiów i dotacji dla najlepszych uczniów, studentów, sportowców oraz artystów. Dopuścić do głosu przedsiębiorców, którzy doskonale wiedzą jakich pracowników im brakuje i powiązać to z oświatą. Myślę też o projektach wspierających wyż demograficzny. Miasta, które przyjęły pewne rozwiązania na tym polu, notują doskonałe efekty. Oczywiście to tylko niektóre płaszczyzny potencjalnych rozwiązań.

Czy uważasz, że aktywizacja seniorów to coś, o czym warto wspomnieć w swoim programie? Jeśli tak, co, oprócz uniwersytetu trzeciego wieku, można zaproponować emerytom? Skorzystanie z doświadczenia i mądrości osób w podeszłym wieku oraz zapewnienie im bezpiecznych warunków do funkcjonowania to absolutna konieczność, obowiązek i szansa zarazem. Są to ludzie o ogromnym potencjale i ciągle wielkiej energii. Ich kreatywność może bardzo wiele wnieść, ale muszą mieć także poczucie bezpieczeństwa. Dlatego, choć to kompetencja powiatu, należy bezwzględnie zadbać o kondycję sanockiego szpitala i potraktować to jako wielki priorytet i zadanie dla wszystkich gmin. Należy także ponownie zastanowić się nad skomunikowaniem miasta, żeby ułatwić osobom starszym przemieszczanie się. Oczywiście ich aktywizacja to dużo szersze zagadnienie, ale jestem przekonany o samych korzyściach z niego wynikających. Obecnie w MDK blisko współpracujemy z młodzieżą po 60-tce i wiem, ile potrafią wnieść świeżości swoimi pomysłami.

Jak widzisz rolę burmistrza w kształtowaniu kulturalnego wizerunku miasta? Wielu chciałoby, by Sanok – miasto kultury – kojarzyło się z Beksińskim, ikonami, Międzynarodowym Forum Pianistycznym, Międzynarodowymi Spotkaniami Akordeonowymi czy festiwalem Adama Didura. A przecież wśród sanoczan są także wielbiciele Zenka Martyniuka. Jak to pogodzić? A jak wygląda to z perspektywy rockmana zespołu „Raya Bell”? Z moich doświadczeń z Radia Bieszczady, Radia Rzeszów, Młodzieżowego Domu Kultury, czy wreszcie z licznych projektów artystycznych, choćby wspomnianego przez Ciebie „Raya Bell” jasno wynika, że przede wszystkim należy popatrzeć na kulturę jako ogromną szansę i koło zamachowe. Postrzeganie jej jako koszt jest anachronizmem i uwstecznia społeczeństwo. Wszystkie

Podczas konferencji „Smart City. Sanok 2030” byłeś pod dużym wrażeniem tego wszystkiego, co wiąże się z perspektywą, do której miasta, te duże i małe, winny dążyć. Czy to będzie elementem Twojego programu dla Sanoka?

Twoi przeciwnicy będą zagłuszać Cię stwierdzeniami: „To wizjonerstwo, marzenia, które można snuć bez żadnych zobowiązań. Nasz kandydat może pochwalić się konkretnymi dokonaniami: obwodnica, baseny, dworzec multimodalny”. To się liczy! I co im na to odpowiesz?

Zdecydowanie wizja Sanoka 2030 to podstawa naszego programu w nadchodzących wyborach. To rama i obraz, jaki powinniśmy stworzyć, żeby myśleć nie o rządzeniu, ale o zarządzaniu Sanokiem. To cel, który trzeba jak najlepiej i jak najpełniej określić. Konferencja „Smart City. Sanok 2030” była inauguracją procesu, na którego końcu powinna być wizja miasta. To zbiór potencjalnych założeń do otwartej dyskusji o Sanoku naszych marzeń. Mam nadzieję, że ta dyskusja będzie się toczyć i zakończy najlepszymi z możliwych wniosków, co jest priorytetem w wizji naszej przyszłości.

Do certyfikatu „smart city” szybkimi krokami zmierza Rzeszów, znaczne postępy notuje Krosno. A my? Czy nie zostaliśmy w blokach startowych? Co zrobić, żeby i Sanok rozwinął skrzydła? Rzeszów jest zdecydowanym liderem rozwoju w naszym regionie. Krosno także przeobraża się w oczach. Główna różnica pomiędzy Sanokiem a wspomnianymi miastami jest taka, że prezydenci Ferenc i Przytocki mają jasno zdefiniowane strategie swoich miast, które konsekwentnie realizują. W tej działce mamy sporo do nadrobienia. Zbyt dużo Sanok traci na niepotrzebne podziały i walki z nich wynikające oraz skupianie energii na przypadkowych decyzjach, zamiast konstruktywnej i konsekwentnej budowie. Przykłady? Chcemy być miastem opartym na przemyśle, ale nie wprowadziliśmy żadnych udogodnień dla lokalnych przedsiębiorców. Nie

wspomniane festiwale i projekty napędzają koniunkturę, promując Sanok daleko poza jego granicami. Myślę, że jest także potrzeba stworzenia dobrej, opartej na tradycjach, bogatych doświadczeniach i dorobku kulturalnym imprezy o wysokiej randze, którą należałoby zorganizować wespół z sąsiadami. Marzy mi się Festiwal odwołujący się do marki Beksińskich z wielowymiarowymi płaszczyznami. Projekcje filmowe, koncerty muzyczne oraz różnego rodzaju happeningi artystyczne winny składać się na jego kształt. Uważam, że posiadamy odpowiedni potencjał twórczy do zorganizowania takiego przedsięwzięcia. Niech Sanok oznacza wysoką jakość marki z dużą rozpoznawalnością nie tylko w Polsce.

Od początków powstania koalicji Demokraci Ziemi Sanockiej Jakub Osika żywo interesował się jej działalnością. W szeregi Demokratów wstąpił w momencie, gdy został wybranych ich kandydatem na burmistrza Sanoka, co uzewnętrznił złożeniem podpisu pod Deklaracją DZS. uczynił to przy obecności kamer telewizyjnych.

To bardzo dobrze, że w mijającej kadencji udało się nam przystąpić do realizacji kilku ważnych inwestycji. Były to decyzje pod którymi i ja się podpisałem jako radny, oddając na nie głos. Cieszę się, tym bardziej, że były one planowane już wcześniej i wreszcie udało się przejść do fazy wykonawczej. Niemniej nadchodzi nowa perspektywa. Dziś i w najbliższej przyszłości Sanok stanie w obliczu dużego zadłużenia, które nie pozwoli na zbyt wiele w zakresie nowych inwestycji. To będzie wymagało ponownego zdefiniowania priorytetów. Stąd też kierunek rozwoju powinien przyjąć wektor bardziej prospołeczny. Inwestycje trzeba będzie skierować nie tylko w infrastrukturę techniczną, która z pewnością ułatwia codzienność, ale ich adresatem winni być sami mieszkańcy. Natomiast rozwiązania, które sygnalizuję powyżej, są realne i mają swoje odniesienia w wielu przykładach z Polski. Mam nadzieję, że kampania w tym roku będzie merytoryczna, a nie emocjonalno-obyczajowa i w wyniku dyskusji będziemy mogli zaprezentować dobre pomysły z korzyścią dla obecnych i przyszłych pokoleń mieszkańców Królewskiego Wolnego Miasta Sanoka. ROZMAWiAŁ MARiAN STRuś


10

Liderzy ugrupowań opozycyjnych ruszyli w Polskę, aby rozmawiać z Polakamio sytuacjiw krajui rządach„dobrejzmiany”.Mająświadomość,żetakiejwiedzyniezdobędą oni śledząc wiadomości i audycjepublicystycznenadawaneprzezTVPiS.W Sanoku,w spotkaniuzorganizowanymw ramach realizowanego przez Platformę Obywatelskąprojektu„KlubObywatelski” gościł jeden z liderów PlatformyObywatelskiej,b.ministersprawiedliwościBORYSBUDKA.” Towarzyszyła mu europoseł ELŻBIETAŁUKACIJEWSKA. Zdaniem gości, sytuacja w kraju pod rządami „dobrej zmiany” staje się coraz bardziej niepokojąca. Wbrew protestom partii opozycyjnych i przestrogom statutowych organów unijnych, trwa demontaż najważniejszych instytucji prawa. Towarzyszą temu tłumaczenia, iż wszystko odbywa się zgodnie z prawem, a protesty to nic innego jak obrona interesów ubeków i elit, zaś pomruki unijne to efekt nieprawdziwych donosów kierowanych zagranicę przez broniącą dotychczasowych układów opozycję. – Nie potrzeba żadnych donosów, żeby w Moskwie strzelały korki od szampana. Unia Europejska to nie granice, lecz ileś tak krajów wspólnie rozwiązujących pewne problemy i funkcjonujących w ramach przyjętego demokratycznego ładu. W 2004 roku staliśmy się częścią tej wspólnoty, o której nasi dziadkowie mogli tylko marzyć. Począwszy od 2015 roku ktoś usiłuje nas z tej wspólnoty wyrwać. Próbuje się przy tym budować bardzo niebezpieczny model państwa, w którym jednostka jest podporządkowana władzy. I przeciwko temu znaczna część społeczeństwa protestuje – mówił Borys Budka. Tłumaczył, że państwo prawa to takie państwo, które nie boi się jednostki, w któ-

szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Chcemy rozmawiać!

Na wieść, że w Sanoku powstała jedna z pierwszych w Polsce koalicja sił demokratycznych, Borys Budka przerwał wypoczynek w Bieszczadach i zawitał do Sanoka, gdzie spotkał się z Demokratami. rym elementy życia publicznego nie są przez państwo zawłaszczane. – Kiedy dochodzi do konfliktu między władzą a jednostką, niezależny sąd rozstrzyga sprawę obiektywnie i nie musi on stać po stronie władzy. I obywatel winien być o tym przekonany. Nie zainwestuje swoich pieniędzy w danym kraju inwestor, jeśli nie będzie miał pewności, że w przypadku sporu z państwem, sąd obiektywnie rozstrzygnie ten spór. Ekipa rządząca mówi: to nasze, polskie sprawy i niech się Unia tym nie zajmuje. Tak nie można mówić. Jeżeli któreś z państw łamie zasady praworządności, to Unia Europejska ma obowiązek bić się, aby do tego nie dochodziło. Tu chodzi o prawo każdego Polaka do bezstronnego, niezależnego procesu. Stwierdził, iż Polacy w zdecydowanej swej większości to rozumieją, żywo reagując w formie protestów. – Na pytanie zadane w ankiecie: „Co jest dla Pani (a) najważniejsze?” 55 procent Polaków mówi: „bezpieczeństwo”. A przecież jednym z najważniej-

szych elementów bezpieczeństwa jest niezależny wymiar sprawiedliwości! Przyznam, że nie myślałem, iż dożyję czasów, kiedy prokurator stanu wojennego krzyczy z mównicy sejmowej pod moim adresem „precz z komuną!” Kiedy żołnierz Armii Krajowej jest kimś gorszym od „Żołnierza wyklętego”. B. minister sprawiedliwości sporo uwagi poświęcił sytuacji w wymiarze sprawiedliwości. Próbował też odpowiedzieć na pytanie: jak tworzyć trzecią władzę, by była ona kontrolowana przez społeczeństwo. – Częściowo jest. Z 25 członków Krajowej Rady Sądowniczej 8 stanowi tzw. czynnik społeczny. To jest ten demokratyczny element w sprawowaniu praworządności. Aczkolwiek przyznam, że jestem bardzo sceptyczny przy ocenianiu sędziów w głosowaniu ludowym. To marksistowski system. Żeby kogoś oceniać, trzeba mieć odpowiedni bagaż wiedzy. Ta ocena musi być merytoryczna. Nie ma drugiego demokratycznego kraju na świecie, w którym jedna i ta sama osoba byłaby posłem, prokuratorem generalnym

i ministrem sprawiedliwości. Albo zasiadanie w Sądzie Najwyższym osób nieposiadających wykształcenia prawniczego – czy to są standardy, które mają cokolwiek wspólnego z demokratycznym państwem? Europoseł Elżbieta Łukacijewska zastanawiała się jak przekonywać ludzi, żeby nie wierzyli w to, czym karmi społeczeństwo PiS. – Wystarczy przypominać o kłamstwie smoleńskim, o tym, że miało to być tanie, skromne i uczciwe państwo, że wspaniałe efekty przyniesie reforma oświaty, że w krótkim czasie w Polsce będzie jeździć milion samochodów elektrycznych, że z polskich sądów znikną kolejki w oczekiwaniu na rozstrzyganie spraw, że Polskę na wszystko stać, że nie żyjemy na kredyt. Itd., itd. O tym trzeba z ludźmi rozmawiać, przypominać składane przez PiS obietnice i pytać: gdzie to jest? Niestety, mimo narastających lawinowo obnażeń, Polacy w znaczącej liczbie nadal dają się nabierać na tego typu populistyczne hasła – mówiła europoseł. Nie wszystkie głosy w dyskusji były z grupy tych lekkich, łatwych i przyjemnych. Nie brakowało pytań trudnych, a nawet zarzutów kierowanych pod adresem Platformy Obywatelskiej. – „Minister Ziobro jest tym kim jest przez wasz grzech zaniechania, przez co uniknął postawienia go przed Trybunałem Stanu. Teraz możecie mieć do siebie pretensje…” – stwierdził jeden z rozmówców. Odpowiedź Borysa Budki była przyznaniem się do winy. – Ma pan rację. To wina Tuska! Był za porządny, za przyzwoity. Nie myślał o tym, żeby mścić się na Ziobrze. Ale przyzwoitość to nie jest niekaranie kogoś, kto na karę zasłużył. Niepostawienie Ziobry przed Trybunałem Stanu było błędem Platformy! Zresztą nie jedynym. To, że nie zrobiliśmy porządku ze SKOK-ami, jest kolejnym. Zamiast zdecydowanej rozprawy, myśmy objęli klientów SKOK-ów ochroną państwa. Teraz obrywa się nam za Ziobrę, za SKOK-i, za dwóch sędziów nieprawidłowo wybranych do Trybunału Konstytucyjnego. Słusznie! Nie zabrakło pytań wyprzedzających, typu: – Co zrobicie jak przejmiecie rządy od PiS-u? Oto przykłady: – Co zrobicie z kapralem, który w ciągu półtora roku

O Sanoku znów głośno w ogólnopolskich mediach

Marszałek Kuchciński w Sanoku W ramach spotkań z cyklu „Polska jest jedna” w Sanoku przebywał marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Aula Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej mieszcząca 200 osób wypełniona była po brzegi. Po atmosferze i zdarzeniu, jakie miało miejsce po zakończonym już spotkaniu, można było odnieść wrażenie, że Polska rzeczywiście jest jedna – PiS-owska!

Wśród gości – marszałek województwa Władysław Ortyl, posłowie: Piotr Babinetz i Piotr Uruski oraz samorządowcy z powiatu sanockiego oraz miast i gmin z powiatów: bieszczadzkiego, leskiego i brzozowskiego. Spotkanie rozpoczęło się od wejścia marszałka M. Kuchcińskiego na scenę, którą to zapowiedź widownia przyjęła oklaskami na stojąco. Sądząc po kilku ostatnich wizytach marszałka w terenie, to było najbardziej entuzjastyczne ze wszystkich powitanie dostojnego gościa. Gdy wydawało się, że do końca wszystko będzie pięknie i gładko, pojawił się omija-

Władze miasta Sanoka wcale nie kryją, że działają na rzecz jednej słusznej partii, jaką jest PiS. Na spotkaniu marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego z członkami tej partii zaprezentowano flagi Prawa i Sprawiedliwości oraz herbu Miasta Sanoka. ny wcześniej szerokim łukiem temat protestu rodziców i ich niepełnosprawnych dzieci w gmachu Sejmu. – Chciałam zapytać, dlaczego protestującym nie wolno opuszczać Sejmu, dlaczego wyłączono kamery, dlaczego dziennikarzom broni się dostępu do Sejmu. Zadałam to pytanie na kartce, ale kiedy stwierdziłam, że je pominięto, postanowiłam

to powiedzieć – wyjaśniała swe zachowanie p. Anna Grad-Mizgała. Miała przy sobie nieduży transparent z hasłem: „Sejm jest obywateli. Wolne media!” – Usiłowałam powiedzieć co myślę na temat pieniędzy jakie mają otrzymywać niepełnosprawni od 1 czerwca 2018 roku, a ma to być 34 zł i 37 groszy na dzień, ale zostałam zakrzyczana przez gniewny tłum. Krzyczano, aby niepełnosprawnych wyrzucić z Sejmu, by wzięli się do roboty. Poczułam się zażenowana – relacjonowała zdarzenia, które nastąpiły po zabraniu przezeń głosu. Nie było to przyjemne, zwłaszcza wtedy, gdy musiała słuchać pod swoim adresem chamskie okrzyki: „Zamknij mordę! Siadaj, ty szmato!” Spotkanie zakończyło się serdecznymi podziękowaniami za złożenie wizyty, wręczeniem kwiatów, ale – jak się później okazało – to nie był jeszcze koniec spektaklu. Jego dokończenie nastąpiło kilka minut później na ulicy Mickiewicza, kiedy to do kilkuosobowej grupy uczestników spotkania, w której była p. Anna Grad-Mizgała, podjechał radiowóz, z którego wysiadł policjant i poprosił

Pytania do marszałka Kuchcińskiego? Owszem, ale na kartkach i wybiórczo. Próba wystąpienia „anty” spotkała się z ostrym sprzeciwem uczestników spotkania. Wprawdzie do linczu nie doszło, ale do spisania przez policję, owszem! i znów o Sanoku głośno było w całej Polsce! właśnie tę osobę o wylegitymowanie się. Na jej pytanie – dlaczego ma się temu poddać, funkcjonariusz tłumaczył, że dostał takie polecenie służbowe od swoich przełożonych. Powołał się przy tym na art. 51 kodeksu wykroczeń, który mówi m. in., że „policjant ma prawo wylegitymować osobę, jeśli podejrzewa, że popełniła przestępstwo lub wykroczenie, jeśli jej zachowanie stwarza zagrożenie dla otoczenia, albo gdy prowadzi do poszukiwania przestępcy.” Dwa dni po zdarzeniu Prawo i Sprawie-

awansował do stopnia pułkownika? Jaka będzie przyszłość Wojsk Obrony Terytorialnej? Czym będziecie chcieli „kupić” Polaków? Odpowiedzi były rzeczowe i konkretne. – Na pewno nie będzie przyzwolenia, żeby ktoś kto łamie Konstytucję, nie poniósł za to odpowiedzialności. Wojska Obrony Terytorialnej – pomysł może i dobry, ale wykonanie tragiczne. To nie może być ORMO Macierewicza. Ale absolutnie trzeba docenić w młodych ludziach patriotyzm i ich identyfikowanie się z państwem. Podłym kłamstwem jest mówienie, że nie jesteśmy przygotowani do objęcia władzy, że nie mamy żadnych programów. Mamy je, niektóre dopracowujemy, niektórych jeszcze nie ujawniamy, bo nie chcemy, aby je wykorzystano jako swoje własne. Ale już dziś głośno mówimy, że chcemy społeczeństwa obywatelskiego i żeby w samorządach było jak najmniej partyjniactwa. Mówimy, że w samorządach zostawimy podatki PIT i CIT, że samorządy muszą mieć większy wpływ na oświatę, że seniorzy potrzebują wsparcia, że ogromną wagę przypisujemy do programu dla młodych ludzi, który właśnie kończymy konsultować. Zaczepiony w kwestii oceny przymierzanej do Sanoka budowy więzienia, nie okazał się jego zwolennikiem. – Więzienie w królewskim mieście, będącym jedną z turystycznych atrakcji Podkarpacia, to nie jest dobry pomysł. Jeśli ktoś myśli, że jest to inwestycja z rzędu tych, które pobudzają rozwój gospodarczy, ten jest ekonomicznym analfabetą. Jest to placówka utrzymywana z budżetu państwa, a więc z pieniędzy podatników. Sanok zrobił na mnie duże wrażenie. Zamek z Galerią Beksińskiego, skansen z cudownym Rynkiem Galicyjskim, to są inwestycje, które napędzają koniunkturę Sanoka – ocenił gość Klubu Obywatelskiego. Nie omieszkał odnieść się do postaw sanoczan, którzy zdecydowanie zareagowali na demontaż najważniejszych w kraju instytucji prawa. – Organizacja „czarnego protestu” w mieście wielkości Sanoka jest pewnego rodzaju bohaterstwem. Ja bardzo go sobie cenię. I dziękuję! MARiAN STRuś

dliwość, jako organizator spotkania, złożyło do organu ścigania zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia przez p. Annę Grad Mizgałę, polegającego na zakłóceniu przebiegu spotkania. Jednakże tego samego dnia, składający zawiadomienie wycofali je z policji. Ale na tym się nie skończyło. Wtedy bowiem do akcji wkroczyła p. A. Grad Mizgała, składając w Prokuraturze Rejonowej w Sanoku w dniu 5 czerwca zażalenie na czynności podjęte przez policjanta, który ją bezpodstawnie – jej zdaniem – wylegitymował. Jak dowiedzieliśmy się w Prokuraturze, w najbliższym czasie osoba ta zostanie przesłuchana. Wszczęte dochodzenie pozwoli ustalić, czy doszło do przekroczenia uprawnień funkcjonariusza policji, czy też nie. Od tamtego czasu o wydarzeniu w Sanoku ciągle głośno jest w mediach. W Polskę poszła wieść o niedopuszczalnych, nie mających wiele wspólnego z demokracją praktykach zagłuszania krytyki i próbach zastraszania obywateli przez podporządkowaną politykom policję. Po niedawnym incydencie niewpuszczenia na Rynek lawety z banerem dotyczącym akcji „Konwój wstydu” przez burmistrza, wizerunek Sanoka znów poważnie ucierpiał. W Polskę poszedł kolejny sygnał, że „bastion ma się mocno!”


szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

11

Czy potrzebny Sanokowi Alcatraz? W lipcu 2017 roku gruchnęła wieść, że Sanok został wybrany na miejsce,w którympowstanie nowe, jedne z najnowocześniejszychw Europie,więzienie.Rzekomo wybrany spośród kilkuset samorządów,któreo tozabiegały. Władze miasta okrzyknęły to jako swój wielki sukces, mieszkańcyzaniemówili.Częśćprzyjęłatostwierdzeniem:„lepszyrydz jaknic”,alewiększośćłapałasię Afisze takie, za sprawą Demokratów Ziemi Sanockiej, ukazały się na słupach ogłoszenioza głowę, oświadczając, że taka wych w Sanoku, wzbudzając duże zainteresowanie sanoczan. To m. in. dzięki tej akcji dowiedzieli się oni o zamiarach inwestycyjnych sanockiej „dobrej zmiany”. Zdecydowana inwestycja naznaczy miasto większość ich nie godzi się na taki „prezent” dla królewskiego Sanoka. na wieki, że nie taka promocja jest Sanokowi potrzebna. Coraz nia. Otóż budowa nowego zakładu karnego z więzieniem. A najgorsze w tym wszystkim będą musiały znaleźć gdzieś pracę. Czy ktoś więcejsanoczanotwarciezaczęło pozwoli zlikwidować znajdujący się w sa- jest to, że decyzję podjęto za plecami i po- brał pod uwagę wszystkie te aspekty? W Sanoku, podobnie jak w Brzegu, najcentrum miasta areszt śledczy. Tym nad głowami ludzi – mówił na łamach regiomówić,iżtoonipowinnizdecy- samym mym miasto zyska 40-arową działkę, któ- nalnego wydania „Gazety Wyborczej” radny mocniejsze były głosy oburzenia, że władza dować,czymiastochcebudowy rą będzie mogło sensownie zagospodarować. Piotr Szpulak. Za hitową opinię uznano wy- nie konsultowała tej decyzji ze społeczeńpowiedź jednej z inicjatorek akcji protesta- stwem. Zasadnicze obawy dotyczą ograniwięzienia czy nie! Niestety, nikt Innymi słowy same plusy! cyjnej, która tak odniosła się do tematu bu- czenia bezpieczeństwa mieszkańców. – Każniezechciałicho tozapytać! Opole się wypięło, dowy więzienia: – Ta okolica nazywana jest de wyjście na przepustkę czy wyjście z wię-

Cofnijmy się do ubiegłego roku. Aby przekazać wiadomość o wyborze grodu Grzegorza na miejsce przyszłego więzienia, 21 lipca 2017 r. do Sanoka przyjechał v-minister sprawiedliwości Patryk Jaki. Na specjalnie zwołanej konferencji przybyły gość oświadczył: – Przyjeżdżam z fantastyczną decyzją dla Sanoka i Ziemi Sanockiej. To tutaj powstanie nowoczesny zakład karny przewidziany na tysiąc osadzonych. Inwestycja wartości ćwierć miliona złotych. Setki samorządów o nią zabiegało, ale wybór padł na Sanok! Wrażenie tych co to Pana Boga za nogi złapali sprawiali gospodarze. Burmistrz Tadeusz Pióro wyraził to w dobitny sposób: – Oceniam tę inwestycję jako sukces miasta i sukces posła Ziemi Sanockiej. A przywołany do tablicy poseł Piotr Uruski stwierdził: – Cieszę się, że zakład ten powstanie w Sanoku. Zabiegaliśmy o to, gdyż są to dla naszego regionu dodatkowe miejsca pracy i wpływy z podatków. To kolejna duża inwestycja, która płynie z Warszawy. Tak dużej inwestycji nie było na Ziemi Sanockiej od lat! – ocenił. Dyrektor generalny Służby Więziennej gen. Jacek Kitliński wyjaśnił, że sanocka inwestycja rozpocznie realizację programu modernizacji służby więziennej w Polsce. Zgodnie z jego założeniami, w ciągu najbliższych kilku lat wybudowanych zostanie trzy nowe, odpowiadające wymogom XXI wieku, jednostki penitencjarne. Z kolei min. Patryk Jaki zaznaczył, że program ten ściśle koresponduje z programem „praca dla więźniów”. Dlatego też, obok pawilonów, w których osadzeni będą odbywać kary pozbawienia wolności, powstanie duża hala fabryczna (o pow. 4 tys. m. kw.). – Będzie to interesująca oferta dla przedsiębiorców z regionu, którzy na korzystnych warunkach będą mogli lokować tu swoje zamówienia produkcyjne. My zwrócimy im 40 procent kosztów zatrudnienia więźniów. W zakładzie karnym w Rzeszowie budujemy halę fabryczną, w której będzie mogło pracować 600 skazanych, w Sanoku ostrożnie planujemy podobny obiekt przewidziany na 300 zatrudnionych – poinformował minister. Włodarze miasta podkreślali, iż w związku z planowaną inwestycją Sanok ma jeszcze jeden duży powód do zadowole-

Brzeg żąda referendum

Radość i entuzjazm sanockich samorządowców, w związku z decyzją o lokalizacji w grodzie Grzegorza zakładu karnego, zderzyły się z dużym dystansem ze strony miejskiej społeczności. Spowodowały równocześnie, że ci bardziej dociekliwi zaczęli wnikliwiej przyglądać się tematowi. Śledząc rozmaite media, szybko odkryli, że to nie tylko Sanok znalazł się w gronie „szczęśliwców”. Już wcześniej minister Patryk Jaki identyczną ofertę złożył Opolu, z którego nota bene się wywodzi. O dziwo, opolski magistrat zupełnie nie zdradzał chęci współpracy w temacie. Wtedy minister Jaki zdecydował się na wariant „B”, postanawiając skorzystać z „zaproszenia do tańca” złożonego przez burmistrza Brzegu. Ale i tam pojawiły się głosy społecznego sprzeciwu, które zaowocowały powstaniem inicjatywy referendalnej. – Jeśli to więzienie faktycznie powstanie, to runie wizerunek Brzegu. Strategia miasta przewiduje jego promocję na bazie dorobku kulturowego, zamku oraz atrakcyjnej lokalizacji dla przedsiębiorców. A wkrótce Brzeg wszystkim mo-

Z samego centrum Sanoka zniknął areszt śledczy i wszelkie uciążliwości z nim związane. To niewątpliwy sukces! Ale jeśli tenże sukces okupiony miałby być budową więzienia na ponad tysiąc osadzonych, to generalnie nie zgadzają się na taką transakcję. W każdym razie chcieliby mi tyl zdekocyzdojed wać! że osiętym kojasa rzyć nym, właśnie

brzeskim Beverly Hills. Jeśli postawią nam więzienie koło domów, to nie będziemy już mieli Beverly Hills, tylko Alcatraz! W Sanoku protest przeciwko budowie więzienia długo był mało słyszalny, ale sukcesywnie narastał. Stał się on jednym z ważnych tematów powstałego w opozycji do rządzących ugrupowania o nazwie DEMOKRACI ZIEMI SANOCKIEJ. Jednym ze zdecydowanych przeciwników planowanej w Sanoku więziennej inwestycji jest Sebastian Niżnik, b. starosta sanocki, obecnie radny powiatu, jeden z liderów Demokratów... Oto co powiedział w tej sprawie: – Budowa komfortowego więzienia dla przestępców za 250 milionów złotych w Sanoku! Czy właśnie takiego rozwoju chcemy dla naszego miasta, dla naszych dzieci i wnuków? Czy na pewno chcemy mieć pod nosem tysiąc skazańców, co chwila wychodzących na przepustki? Całkiem niedawno lokalne media rozpisywały się o zagrożeniu jakie wystąpiło, gdy na terenie gminy Zagórz zamieszkał były niebezpieczny więzień. Pamiętam jak wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy pojawiła się informacja, że wyjechał z naszego regionu. Czy po wybudowaniu zakładu karnego w Sanoku nie będzie obaw o bezpieczeństwo? Po co kusić i prowokować los? Obecnie Sanok jest jednym z najbezpieczniejszych miast w regionie. Jakoś nie widać obiecywanych w kampanii wyborczej inwestorów i miejsc pracy dla sanoczan. Czy na pewno duży zakład karny przyniesie miastu same korzyści, miejsca pracy i rozwój? Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa na wszelkie zakupy produktów oraz usługi muszą być rozpisywane przetargi. Czy więźniowie nie zabiorą pracy wszystkim tym, którzy zajmują się obecnie chałupnictwem? Czy budowa więzienia oznaczać będzie nowe miejsca pracy dla mieszkańców? Ile w naszym mieście i powiecie jest osób z wykształceniem umożliwiającym pracę w służbie więziennej? Czy fachowy personel przypadkiem nie przyjedzie gdzieś z kraju, tak jak obecnie pracownicy zlikwidowanego w Sanoku aresztu śledczego przeniesieni zostali do innych placówek? Czy budowa więzienia nie ograniczy jeszcze bardziej rynku pracy w Sanoku? Wszak przyjadą też całe rodziny, a to może oznaczać, że np. żony funkcjonariuszy też

zienia będzie stanowiło groźbę napadu, rozboju, gwałtu czy rabunku. Moje poczucie bezpieczeństwa jako mieszkańca Posady, spadło do zera – pisze jeden z internautów. Inni nie kryją żalu i gniewu do burmistrza Tadeusza Pióry, że oszukał ich. Pytają go: – czy to jest wypełnienie obietnic wyborczych dotyczących Specjalnej Strefy Ekonomicznej i najazdu inwestorów? Miały być fabryki, będzie więzienie, miała być praca dla sanoczan, będzie praca dla więźniów, miały się poprawić warunki życia mieszkańców, będzie polepszenie warunków życia kryminalistów. Czy o to chodziło? Jeszcze inni twierdzą, że są dumni z sanockich muzeów, z Zdzisława Beksińskiego, z sanockich placówek kultury i wcale nie chcą, aby Sanok zaczął słynąć z więzienia. – Nie chcemy dołączyć do Wronek, Sztumu, Rawicza, Goleniowa czy Barczewa. Mamy inne ambicje! – mówią. Zwolennicy budowy więzienia w Sanoku nie zasypiają gruszek w popiele. Władze miasta rozpoczęły przygotowanie terenu pod inwestycję, deklarując wykonanie na swój koszt przyłącza kanalizacyjnego i sieci wodociągowej, a także wypłaszczenie terenu. Niestety, w planie nie znalazło się za-

danie przebudowy ulicy Stróżowskiej, na której po zakończeniu inwestycji ruch zwiększy się o ok. 800 pojazdów na dobę (66 na godzinę). Służby Więzienne błyskawicznie doprowadziły do likwidacji Aresztu Śledczego. 13 lutego br. Okręgowy Inspektorat Służb Więziennych w Rzeszowie przejął od Starostwa Powiatowego w Sanoku grunty pod budowę zakładu karnego. Jest to działka o powierzchni 11,5 ha. Prowadzone są prace dokumentacyjne. Rzekomo na jesień tego roku (zupełnie przypadkowo – podkr. aut.) planowane jest wbicie pierwszej łopaty i rozpoczęcie budowy. Demokraci Ziemi Sanockiej konsekwentnie podtrzymują, że w sprawie budowy więzienia w Sanoku powinni wypowiedzieć się mieszkańcy. – To my, sanoczanie winniśmy zdecydować, czy chcemy takiej „ozdoby” miasta, czy nie. Uważamy, że jest to zbyt odpowiedzialna decyzja, aby podejmowali ją burmistrz ze swoim zastępcą – twierdzą. Oczekują tu inicjatywy radnych, z których wielu uważa, iż wprowadzeni zostali w błąd w temacie więzienia. Powinni zatem domagać się poważnej debaty odnośnie przeprowadzenia szeroko zakrojonych konsultacji społecznych. Z referendum włącznie. Tymczasem w temacie cisza. A czas pędzi. Czy jest to gra na przeczekanie? Czy władza udaje, że nie ma tematu, że trzeba jeszcze za panowania „dobrej zmiany” rozpocząć budowę, a po niej choćby potop? Czy chce przejść do historii Sanoka jako ta, która więzienną inwestycją naznaczyła Sanoka na wieki? MARiAN STRuś

Po areszcie śledczym w centrum Sanoka pozostały budynki, mur więzienny i wieżyczki strażnicze. Jaki pomysł na zagospodarowanie tego terenu i obiektu mają władze miasta, tego sanoczanie jeszcze się nie dowiedzieli. Może trzeba je zdopingować organizując zburzenie muru i wieżyczki?

Głos Demokratów Ziemi Sanockiej w sprawie budowy więzienia w Sanoku Na wstępie pragniemy kategorycznie odrzucić zarzut upolitycznienia tematu, jakim „obrońcy więzienia” próbują nas obarczyć. To nie interes polityczny sprawił, że się nim zajmujemy. Jako Demokraci uznaliśmy, że sanoczanie mają prawo do decydowania o tak wyjątkowej inwestycji, a władze miasta nie mają prawa, aby bez konsultacji społecznych im ją narzucić. To mieszkańcy Sanoka zaczęli do nas docierać, domagając się, abyśmy im pomogli w uzyskaniu prawa współdecydowania o tym czy Sanok chce więzienia, czy też nie. Mówiąc, że nie mają do kogo się zwrócić, aby wyrazić swój sprzeciw przeciwko uszczęśliwianiu Sanoka na siłę, w nas – Demokratach Ziemi Sanockiej – dostrzegli taką nadzieję. Nasza odpowiedź była jednoznaczna: możecie na nas liczyć! Jakże obrzydliwie brzmi stawiany nam zarzut manipulowania, wykorzystywania sytuacji do walki wyborczej. My naprawdę nie manipulujemy. Domagamy się tylko tego, co władza powinna mieszkańcom zapewnić: współdecydowania o sprawach ważnych dla nich i dla miasta, w którym żyją, które kochają i z którym się utożsamiają. Jeśli poseł Ziemi Sanockiej Piotr Uruski mówi kłamiąc, że nasza akcja nie wzbudziła wśród sanoczan żadnego szerszego odzewu i jest wyłącznie próbą wywołania tematu przed wyborami, to dlaczego obawia się referendum? Pójdą sanoczanie do urn i jednoznacznie opowiedzą się za budową więzienia! I wszystko będzie jasne! O to właśnie prosimy. Wstrzymajcie działania! Pozwólcie sanoczanom zdecydować tak, jak podstawowe zasady demokracji tego wymagają! S


12

szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Spektakl nienawiści -To były koszmarne cztery lata, którychnicniejestw staniewymazaćz mejpamięci.Nawetsatysfakcja, że z wszystkich kilkunastu oskarżeń wytoczonych przeciwkomniezostałemoczyszczony–mówiWojciechBlecharczyk. Wybory samorządowe w 2014 roku przeżył dość mocno. O ile jednak ze spokojem przyjął samą przegraną, o tyle nie mógł pogodzić się z metodami walki, jakie stosowali w kampanii wyborczej jego przeciwnicy. Opluwanie i szkalowanie, stawianie bezpodstawnych zarzutów, z koronnym doprowadzeniem miasta do ruiny, wykorzystywanie do tych celów rozmaitych środków, z klepsydrami włącznie, wszystko to było na porządku dziennym. Twórcom i realizatorom tej obrzydliwej kampanii przyniosło sukces w postaci zwycięstwa różnicą 103 głosów, ale jednak zwycięstwa. Zakończeniem wyborczego spektaklu było uroczyste przekazanie władzy w mieście przez pełniącego dwanaście lat funkcję burmistrza W. Blecharczyka swemu następcy Tadeuszowi Piórze. Wszystko wskazywało na to, iż z tą chwilą zwycięzcy zakopią topory wojenne, którymi tak sprawnie posługiwali się podczas kampanii wyborczej i zajmą się miastem! Tymczasem okazało się, że zakończenie kampanii wyborczej wcale nie oznacza końca walki z poprzednią władzą. Można było nawet odnieść wrażenie, że dochodzi do jej eskalacji. Do ataku ruszyły życzliwe „dobrej zmianie” media lokalne, nagłaśniając ataki inicjowane przez sympatyzujących z ekipą rządzącą miejskich radnych. Grono zapiekłych przeciwników b. burmistrza poważnie zasilił jeden z sanockich przedsiębiorców Jan Fuks, który w krótkim czasie wytoczył przeciwko W. Blecharczykowi najcięższe armaty. Zarzucił mu niegospodarność i celowe działanie na szkodę miasta stwierdzając, że fakt popełnienia przezeń przestępstw nie budzi najmniejszych wątpliwości. Poletkiem, na którym były burmistrz miał dopuścić się działalności przestępczej, była m. in. spółka „Galeria Sanok”, w skład której wchodziła gmina miasta Sanoka. Z kolei inna spółka z udziałem gminy miasta, zwana potocznie hokejową, miała prowadzić do marnotrawienia publicznych pieniędzy. O rzekomym rozliczaniu przez nią „lewych” faktur mówił podczas jednej z sesji radny Wojciech Pruchnicki. Obydwie sprawy skierowane zostały do prokuratury, gdzie znalazły się pod lupą biegłych. Ataki przybierały na sile. Do grona koalicjantów przeciwko W. Blecharczykowi włączyło się Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, składając w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przezeń przestępstwa w postaci działania na szkodę miasta poprzez celowe zaniżanie opłat pobieranych za dzierżawę parkingu na Torsanie. „Jeśli zarzuty się potwierdzą, podejrzanym (zarzut skierowano również do dyr. MOSiR Damiana Delekty) grozi nawet trzy lata więzienia” – pisał jeden z lokalnych tygodników. Ośmieleni mocnym wejściem „Sokoła”, do gry wkroczyli także członkowie

W mieszkaniu p. Blecharczyków niczym w sądzie. Akta dokumentów związanych z kilkunastoma sprawami wytyczonymi b. burmistrzowi Sanoka przez jego następców z trudem mieszczą się na blacie dużego stołu. Oby historia ta już nigdy nie powtórzyła się i nie dotknęła nikogo. Nawet z wrogów, jeśli używać by słownictwa „dobrej zmiany”. sanockiego Ruchu Narodowego, zarzucając Wojciechowi Blecharczykowi złamanie art. 61 Konstytucji RP (prawo każdego obywatela do uzyskania informacji o działalności organów władzy publicznej) oraz art. 16 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Zaczęły się przesłuchania, rozprawy sądowe, nie było tygodnia, żeby domu p. Blecharczyków nie nawiedził listonosz, bądź mundurowy, z wezwaniem na policję, do prokuratury czy sądu. W Sanoku, Lesku, Brzozowie, Strzyżowie, Krośnie, Jaśle bądź Rzeszowie. Zazwyczaj w każdej sprawie po kilka razy. W kilku przypadkach prokuratury nie wszczynały śledztwa, stwierdzając, iż zarzuty nie mają pokrycia w rzeczywistości, bądź też nie noszą znamion przestęp-

Wydawało się, że po wygranych wyborach nastąpi koniec wojny i dojdzie do zawieszenia broni. Tak przynajmniej wyglądało podczas uroczystego przekazania władzy w mieście nowemu wybranemu burmistrzowi, który dziękował poprzednikowi za kawał ciężkiej pracy i widoczne gołym okiem dokonania. Nikt wtedy nie przypuszczał, że od następnego dnia zacznie się frontalny atak.

stwa. W kilku innych rozstrzygane były na korzyść W. Blecharczyka. Wśród nich były sprawy, które za sprawą powodów niczym bumerang wracały na wokandę. Jedną z głośniejszych była sprawa „Galerii Sanok”, ta, w której fakt popełnienia przestępstwa nie budził najmniejszych wątpliwości Jana Fuksa. Temida nie podzieliła jednak jego zdania, z czym nie zgodził się sam powód, w efekcie czego sprawa ponownie rozpatrywana była przez sąd. Zdaniem J. Fuksa działka pod „Galerię” wniesiona aportem przez gminę miasta Sanoka, wyceniona przez rzeczoznawcę na 3,2 mln. zł, była warta ok. 7 mln. zł. Sąd nie znalazł podstaw, aby uznać ten szacunek za wiarygodny i tak zakończyła się „galeryjna afera”, o której hu-

czały lokalne media. Mogła ona mieć swój ciąg dalszy, kiedy to po jakimś czasie burmistrz T. Pióro odsprzedał udziały miasta głównemu udziałowcowi P. Frącowi za kwotę … 3,2 mln. zł. Ale to nie spotkało się z reakcją Jana Fuksa (wtedy już powołanego na stanowisko audytora w Urzędzie Miejskim), choć były ku temu podstawy. Zdaniem ekspertów, sprzedaż udziałów przez gminę miejską winna była poprzedzić ponowna ich wycena. Grunt zabudowany obiektami „Galerii” ma wyższą wartość niż „goły” grunt, będący aportem miasta przy wejściu do spółki. Nikt jednak nie podjął tego wątku. W opinii społecznej sprawa „Galerii Sanok” była kompletnie niezrozumiała. Za współudział w budowie „Ga-

lerii” jednego burmistrza chce się wsadzić się za kratki, zarzucając mu działanie na szkodę miasta, podczas gdy odkupienie udziałów za tę samą kwotę przez jego następcę uznaje się jako sukces! Dwie różne miary, dwie oceny. A efekt był taki, że miasto wzbogaciło się o atrakcyjny obiekt handlowy z parkingami, nie wydając nań ani jednej złotówki! Sprawa „Galerii Sanok” była najdłuższą ze wszystkich, gdyż trwała ponad dwa lata. Umarzana pięciokrotnie, poprzez odwołania i zażalenia ponownie wracała do gry. Ostatecznie śledztwo zostało umorzone przez Prokuraturę Okręgową w Krośnie 20 marca 2017 roku wobec stwierdzenia, że czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego. Ten sam werdykt spotkał dwa inne oskarżenia, wcześniej umarzane kilkakrotnie. W pierwszym przypadku dotyczył on zarzucanego przekroczenia uprawnień przez burmistrza (W. Blecharczyka) i działania na szkodę interesu publicznego w związku z planowaną zamianą nieruchomości – stadionu przy ul. Żwirki i Wigury na stadion przy ul. Stróżowskiej. Drugi zarzut dotyczył działania na szkodę interesu publicznego w związku z przystąpieniem gminy miasta Sanoka do spółki „Ciarko PBS Bank Sanok” i niezgodnym z prawem finansowaniem klubu hokejowego KH Sanok. W pewnym momencie wróble w Sanoku zaczęły ćwierkać, że miasto (czytaj: Blecharczyk) weszło w spółkę „Karlików”. To wystarczyło, aby uruchomić „króliczą” machinę (wszak cały czas goniony był króliczek!). Do akcji wkroczyły organy ścigania. Efekt? Kolejne umorzenie sprawy! W mieście coraz częściej zaczęto zadawać pytanie: jak długo jeszcze będzie trwał ten obłędny spektakl? A także i inne – czy nie szkoda człowieka? Odpowiedź brzmiała: nie, nie ma litości. Gonimy dalej! W międzyczasie Prokuratura w Lesku skończyła śledztwo w sprawie celowego zaniżania czynszu za wynajem parkingu na Torsanie przez burmistrza i dyrektora MOSiR, czym mieli działać na szkodę miasta (art. 231 kk o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych). Prokurator uznał, że działania ich nie były niezgodne z prawem i definitywnie umorzył śledztwo. Czy to przypadkiem nie czas na zmianę strategii? Nie podejmuje „właściwych” wyroków Prokuratura, trzeba uruchomić inne kanały ataku. Może okażą się skuteczniejsze. Tym razem obszarem zainteresowania stały się umorzenia podatkowe byłego burmistrza. Wyniki audytu, zleconego przez T. Piórę Janowi Fuksowi, nie pozostawiały wątpliwości. Toteż nastąpiło błyskawiczne zgłoszenie o poważnych nieprawidłowościach na tym odcinku. Burmistrz Pióro skierował go do rzecznika finansów publicznych. Ten jednak tematu nie podjął. Nie przeszkadzało to audytorowi miejskiemu zgłosić sprawę do prokuratury. Może tu się uda? Niestety, prokuratura sprawę umorzyła. I kolejna sprawa, tym razem rozpoznawana przez organy śledcze w Jaśle, wniesiona przez niestrudzonego Jana Fuksa, który postanowił rozszyfrować, gdzie pracuje Wojciech Blecharczyk i czy tu przypadkiem nie ma jakiegoś przekrętu. Szybko odkrył, że pracuje w Polskiej Izbie Pracy Loyd SA i czerpie korzyści majątkowe z tejże firmy


szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Burmistrz Sanoka Tadeusz Pióro, który przez całą kadencję nie pogodził się z tym, że wielu mieszkańców z szacunkiem i uznaniem wyrażała się o jego poprzedniku! w postaci wysokich poborów i auta do dyspozycji, które wykorzystuje do własnych, prywatnych potrzeb. Sprawa została umorzona, gdyż było to kolejne wyimaginowane oskarżenie, które nie znalazło pokrycia w rzeczywistości. Niedługo trzeba było czekać na kolejną bombę! A stał się nią „Cyfrowy przekręt na ogólnopolską skalę!” jak określiły „komputerową aferę” lokalne media, złowieszczo ogłaszając, że sanocki magistrat będzie musiał oddać 3 miliony złotych za projekt o przeciwdziałaniu wykluczeniu cyfrowemu, realizowany w latach 2010-2014. „Zwrot pieniędzy pogrąży miasto!” – słyszało się wszędzie, przy każdej okazji. Co niektórzy z zadowoleniem zacierali ręce, przekonani, że oto kończy się czas „gonienia króliczka”, że wreszcie uda się go schwytać. Śledztwo wszczęte zostało 7 kwietnia 2015 roku na wniosek burmistrza T. Pióry skierowany do prokuratury. Badano czy przy realizacji i wdrażaniu projektu nie doszło do oszustwa i przekroczenia uprawnień przez włodarza miasta. W toku śledztwa przesłuchano wielu świadków, powołano biegłych. Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Krośnie „nie ma mowy o popełnieniu przestępstwa wyłudzenia pieniędzy, przekroczenia uprawnień czy niedopełnienia obowiązków przez urzędników”, więc sprawę umorzono. Taki jej finał musiał być wielkim rozczarowaniem w sanockim magistracie,

13

Inspiracja dla Sanoka: park kieszonkowy w Rynku

skoro władze miasta złożyły zażalenie do decyzji prokuratury. Zostało ono uwzględnione, w związku z czym „komputerowa karuzela” zaczęła kręcić się od nowa. Zatrzymała się w styczniu 2017 roku powtórnym umorzeniem śledztwa. Biegły z zakresu zagadnień informatycznych stwierdził, że nie było nieprawidłowości przy realizacji projektu. – „Z punktu widzenia prawa karnego nie stwierdzono okoliczności dających podstawę do stwierdzenia, iż działania przy realizacji projektu tzw. wykluczenia cyfrowego wyczerpały znamiona przestępstwa. Dlatego też postępowanie w tej sprawie umorzono. Umorzenie jest ostateczne” – informowała prokurator Beata Piotrowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krośnie. Prokurator zaznaczyła, że „projekt realizowany był w określonej procedurze, a działania urzędników poddane określonym procedurom, w związku z czym trudno mówić o tym, aby ich zachowanie było niedopełnieniem obowiązków lub przekroczeniem uprawnień. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że są określone okoliczności świadczące o tym, że urzędnicy dokładali należytej staranności przy realizacji projektu”. Po zakończeniu „afery” nikt nie miał wątpliwości czy chodziło o projekt „Wykluczenie cyfrowe” czy o wykluczenie Blecharczyka! Powoli zaczęła kończyć się amunicja. Duże „afery”, które miały doprowadzić b. burmistrza za kraty, bądź przynajmniej zakończyć się wyrokiem skazującym, nie przyniosły oczekiwanych plonów. Czyżby już nic nie było takiego, do czego można by się przyczepić? W grupie pościgowej nie było nikogo, kto by tak myślał. Ktoś z jej składu przypomniał sobie, że na ogrodzeniu stadionu „Wierchy” podczas kampanii wyborczej w 2014 roku wisiał baner zachęcający do głosowania na Blecharczyka. I co z tego, że przegrał wybory! To nieważne! Ważne, że wisiał, a z racji tego, że stadion należał do miasta, nie miał prawa wisieć! Ale i ten atak skończył się „spalonym”. Sprawa została umorzona. Osobnym tematem, którym postanowiono nękać wroga (począwszy od 2015 r.), stały się zarzuty internetowego hejtu, uprawianego rzekomo przez rodzinę W. Blecharczyka przeciwko nowej władzy. „Burmistrzówna hejtowała w internecie?” – głosił z pierwszej strony „Tygodnik Sanocki” (nr 33 z 14 sierpnia 2015 r.). Właśnie ona, córka b. burmistrza, mimo iż na portalu esanok ukazywało się dziesiątki wulgarnych, chamskich wpisów. Ale te inne nie znaczyły nic, gdyż nie krył się za nimi nikt, kto byłby związany z osobą W. Blecharczyka. O takim, a nie innym zapotrzebowaniu najlepiej świadczył fakt, że córce b. burmistrza przypisywano autorstwo nawet tych postów, które nie zostały napisane z jej komputera. Ruszyła machina sądownicza. Trzy pozwy

wniesione przez: Rafała J., Damiana B. i Romana B. okazały się jeszcze jedną próbą, która miała zakłócić spokój w rodzinie państwa Blecharczyków. Skuteczną. Powrócił koszmar przesłuchań, rozpraw, oczekiwania na wezwania. Dwie sprawy skończyły się porażką skarżących, trzecia, choć bliźniaczo podoba do poprzednich, przedłuża trwający już ponad trzy lata spektakl nienawiści. Nie ma zmiłuj się! xxxxxxxxx Właśnie mija cztery lata, odkąd siły polityczne skupione wokół PiS przystąpiły do bezpardonowej walki przeciwko Wojciechowi Blecharczykowi. Przyniosła im sukces w postaci zwycięstwa w wyborach samorządowych, ale też sromotną porażkę wizerunkową. Strach przed przeciwnikiem politycznym sprawił, że postanowili kontynuować walkę, aż do całkowitego wyeliminowania go z gry raz na zawsze. To im się nie udało. Zwycięzcą tego pojedynku został walczący sam przeciwko wszystkim W. Blecharczyk. Wygrał, bo był przekonany o swej uczciwości, o czystości sumienia. Był jeszcze jeden powód, dla którego nie dał się złamać. Tym czymś było wyjątkowe miejsce, jakie w jego sercu zajmuje Sanok. Zawsze chciał, aby ten pięknie się rozwijał, aby był chlubą jego mieszkańców, aby był zarządzany przez mądrych, szlachetnych i uczciwych ludzi. Wśród tych, którzy przez cztery lata z nim walczyli, nie dostrzegł takich. Stąd wzięli się Demokraci Ziemi Sanockiej, których był głównym pomysłodawcą i budowniczym. A on sam? Cztery lata upokorzeń, medialnych ataków, oszczerstw, poniżeń, podprawionych sosem nienawiści, mogło zniechęcić go do jakiejkolwiek działalności publicznej. Jednak ci, którzy go znają wiedzą, że nie tak łatwo go złamać, a już na pewno nie wtedy, gdy wie, że walczy o słuszną sprawę. A tego, że jego serce od lat bije dla Sanoka i Podkarpacia, zaprzeczyć nie sposób. Postanowił pozostać w grze i nie dać się odstawić na boczny tor. Namawiany przez różne środowiska do kontynuowania pracy społecznej, zdecydował się swą ogromną wiedzę i doświadczenie samorządowe wykorzystać działając na rzecz całego Podkarpacia. Chciałby, dzięki głosom wyborców, znaleźć się w składzie Sejmiku wojewódzkiego i działając w nim służyć regionowi. Marzy mu się, aby w wyniku wyborów, władzę w mieście i powiecie przejęli kandydaci wywodzący się z Demokratów Ziemi Sanockiej. Współpraca z nimi z pewnością przyniosłaby wymierne efekty. Batalia, przez którą przeszedł za sprawą swoich wrogów, jeszcze bardziej go zahartowała, kilkanaście wygranych spraw spowodowało, że może chodzić z wysoko podniesioną głową. I na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. MARiAN STRuś

Sanok mając znany wszem potencjał powinien mądrze wykorzystać wpływ kultury na jakość zarówno kapitału społecznego, jak również rozwoju miasta, obok oczywistego stawiania na lokalną gospodarkę. Artyści iosoby związane zkulturą to grupa kreatywna. W Lublinie np. Noc Kultury co roku zmienia oblicze miasta, zmienia je na ten jeden wyjątkowy wieczór, ale czasem jest impulsem trwałych zmian w przestrzeni i świadomości. Pozwala poczuć dumę z miasta. Sprawia, że niemożliwe staje się możliwe. Główna arteria zamienia się w zielony trawnik, zapomniana uliczka przenosi się w czasie o sto lat, muzycy grają koncerty zawieszeni na fasadzie zabytkowego budynku, pojawia

w sens takich działań. Sanok naprawdę nie zasłużył na poddawanie się dyktatowi bezmyślnej koterii, na dzieleniu Polaków na lepszy i gorszy sort, na łamanie demokracji i praworządności. Nie tak miało być i tak nie może być! – Nie zgadzamy się na łamanie Konstytucji, na wprowadzenie rządów autorytarnych, na mowę nienawiści, na podziały w społeczeństwie. Dlatego zapraszamy do współdziałania wszystkich tych, dla których ważne są wartości demokratyczne. Niech połączy nas wspólny cel: walka o demokratyczny, obywatelski samorząd, o naszą małą Ojczyznę, wolną od podziałów i niena-

wiści, prężnie rozwijającą się dla dobra swoich obywateli – mówił Bogusław Kmieć (KOD). „Demokraci Ziemi Sanockiej” zapewniali, że przystępują do tworzenia wspólnego programu wyborczego, a obszarami, na których zamierzają się skupić są: rozwój przedsiębiorczości, ochrona zdrowia, edukacja, infrastruktura komunalna, bezpieczeństwo, kultura oraz sport i turystyka. Podkreślali wagę i rangę jesiennych wyborów samorządowych, deklarując powołanie wspólnego komitetu wyborczego i wystawienie wspólnych kandydatów na różnych szczeblach wyborów oraz wskazanie jednego kandydata

na burmistrza miasta, który uzyska ich poparcie. Zadowolenia z faktu zjednoczenia się opozycji nie kryli goście konferencji. – Łączymy się, bo tego oczekują od nas obywatele. Chcemy Sanoka, który jest miastem nowoczesnym, tętniącym życiem, przyciągającym do siebie młodych ludzi i inwestorów. Chcemy burmistrza i starostę, których drzwi gabinetów są otwarte dla wszystkich, a nie tylko dla tych, którzy reprezentują ich opcję polityczną. Wierzę, że podpisana dziś uroczyście „Deklaracja Sanocka” jest krokiem do odzyskiwania pewności siebie, podniesienia głowy, do wiary,

Sanok potrzebuje zagospodarowania zielenią Rynku oraz uatrakcyjnienia Parku Miejskiego, aby był interesujący i przyjazny dla mieszkańców miasta. Parki kieszonkowe mają na celu stworzenie w przestrzeni miejskiej małych, przyjaznych terenów zielonych służących szeroko pojętej rekreacji. Na całym świecie cieszą się coraz większą popularnością. W dużych miastach o bardzo gęstej zabudowie ważną kwestią jest dbałość o tworzenie chociażby niewielkich przestrzeni zielonych, które mieszkańcom będą dawały możliwość odpoczynku, cienia i kontaktu z przyrodą. Dlaczego kieszonkowe? Ze względu na ich rozmiar, który przeważnie nie przekracza powierzchni 5000 m2. Zupełnie odwrotnie jest natomiast z ich funkcją, której przecenić się nie da. Idea parków kieszonkowych jest bowiem odpowiedzią na bardzo ważną kwestię dostępności terenów zielonych dla mieszkańców aglomeracji miejskich. Sytuacją idealną jest ta, w której każdy ma wokół siebie park, skwer, bądź inny teren zielony w odległości 5-15 minut spaceru od miejsca zamieszkania. Bardzo ciężko jest zrealizować taką tezę w odniesieniu do dużych powierzchniowo par-

ków z bogatą infrastrukturą rekreacyjną. Sanok potrzebuje zagospodarowania zielenią Rynku oraz uatrakcyjnienia Parku Miejskiego, aby był interesujący i bardziej przyjazny dla mieszkańców. Możliwe jest stworzenie przestrzeni, które odpowiednio zagospodarowane będą cieszyły oko i staną się miejscami, w których można wypocząć, spędzić przyjemnie czas z rodziną czy przyjaciółmi i w kolorowej, pachnącej kwiatami przestrzeni odpoczywać mniej lub bardziej aktywnie. Taka idea przyświeca właśnie naszemu pomysłowi Ogrodów Sanoka. Pomysły i inspiracje na zagospodarowanie są różne. Zgodnie z zamysłem park ma łączyć funkcję zabawową, wypoczynkową – tu zasadniczym elementem jest rozciągnięta nad ławkami pergola, która latem obrastać będzie roślinami, a w przestrzeni zasadzone zostaną drzewa – i przyrodniczą z karmnikami dla ptaków włącznie. Obsadzone drewnianymi ławkami, leżakami czy stołami oraz przestrzeń przeznaczona na leżakowanie. W parku miejskim można stworzyć na wzór wielu miejsc w Polsce i na świecie, ścieżki tematyczne. Od nazw kopca Mickiewicz, źródełka Chopina, pomnika Kościuszki czy Placu Harcerza. SN

Inkubator Start-upów Jednym z pomysłów na rozwój Sanoka jest stworzenie inkubatora Start- upów. Od ponad roku z sukcesami taki projekt działa w Rzeszowie. Współpraca samorządu, przedsiębiorców, szkół i uczelni pozwoliłaby na uruchomienie Inkubatora w naszym mieście. INTERNET daje nieograniczone możliwości.

Potrzebna jest przestrzeń biurowa, dostępny sprzęt np. biurka, monitory, laptopy, tablety, smartfony, duża tablica interaktywna itp. Warsztaty, szkolenia, coaching, konkursy. Inkubator to również szansa na to, że kapitał w postaci świetnie wyedukowanych ludzi lubiących spokój miast jak Sanok i mających pomysły oraz ambicje pozostania właSN śnie w naszym mieście.

Więcej kreatywności w kulturze się wieża ciśnień, architektura, która wiele lat temu zniknęła z mapy miasta. Czy w Sanoku mogłoby się również udać? Sądzę, że tak. Pierwsze edycje Nocy Kultury Galicyjskich miały właśnie taki cel. Obecnie przy mocno ograniczonym budżecie i słabym zainteresowaniu rządzących, wydarzenie trochę wyhamowało. Oby nie na długo!  Natomiast w Łomży od lat można cyklicznie uczestniczyć spektaklach i widowiskach plenerowych grup teatralnych z różnych stron świata w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Walizka”. W Sanoku kiedyś odbywał się wspaniały Collage Teatralny.... warto by wrócić do dobrych poSN mysłów, idei, przedsięwzięć.

Razem powalczymy o Sanok

dokończenie ze strony 1 Dlatego dziś meldujemy sanoczanom: mamy pomysły, pracujemy nad strategią, mamy też chęci i energię do działania – powiedział b. starosta sanocki Sebastian Niżnik. A tak argumentował potrzebę wspólnego działania Wojciech Blecharczyk, jeden z inicjatorów utworzenia frontu „Demokraci Ziemi Sanockiej”: Gdybym nie wierzył w rozsądek sanoczan, w ich umiejętność racjonalnego postrzegania rzeczywistości, machnąłbym na wszystko ręką. Skoro jednak postąpiłem inaczej, to znaczy, że wierzę

że na ulicach Sanoka widać będzie radość, a nie smutek i przygnębienie. Apeluję do mieszkańców Sanoka i Ziemi Sanockiej: przyłączajcie się do zawartego dziś porozumienia. Trzymam kciuki za Sanok i życzę powodzenia! – powiedziała europoseł Elżbieta Łukacijewska. MARiAN STRuś


14

szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Dlaczego musimy wygrać

O sile samorządu w lokalnej społeczności, o zbójeckich rządowych nagrodach i próbie cięć wynagrodzeńburmistrzówiwójtów, ozbliżającychsięwyborach,którew interesie Polski i małych ojczyzn trzeba wygrać, mówiono w Sanoku podczas Klubu Obywatelskiego, z udziałem wicemarszałek Sejmu RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. W debacie towarzyszyli jej: europoseł Elżbieta Łukacijewska oraz posłowie: Joanna Frydrych i Marek Rząsa. - Samorząd to jest coś, czego nie można przecenić. Jeżeli mówimy o państwie demokratycznym, to bez samorządu jest ono niemożliwe. Bez dobrego, pracowitego samorządu, umiejętnie korzystającego z dialogu i współpracy, miasto i społeczność lokalna nie będą się rozwijać. Większość zmian jakie dokonały się w Polsce, to zasługa właśnie samorządów. Dlatego wybory, które przed nami, są tak ważne. Nie możemy pozwolić na to, żeby samorządy pozostawały upartyjnione, upolitycznione. One mają pokazywać, że różni ludzie potrafią ze sobą rozmawiać i współpracować, działając na rzecz społeczności lokalnej. Wiemy też, że ich działania nie mogą być narzucane z Warszawy, czy z jednej ulic jej Śródmieścia. Jeśli chcemy, żeby pracowały one dobrze, to musimy to zmienić! – tymi słowami rozpoczęła debatę wicemarszałek KidawaBłońska. Aby odzyskać samorządy, trzeba wygrać jesienne wybory. Platforma Obywatelska była gwarantem tego, żeby samorządy działały dobrze. I nadal gwarantuje ich niezależność. – One chcą same o sobie decydować. Nie chcą mieć ludzi przywożonych w teczkach ani planów działania pochodzących z innych miast. Chcą być gospodarzami w swoich

miejscowościach i mieć poczucie wolności. Swoboda i wolność samorządów będą zależały od ludzi, którzy zostaną do nich wybrani. Powinni to być ludzie odważni, uczciwi, otwarci, bez kompleksów, umiejący współpracować i rozmawiać ze wszystkimi, ludzie reagujący na ludzką krzywdę – mówiła pani wicemarszałek Sejmu. Zapytana o próbę zamachu na wynagrodzenia samorządowców przez J. Kaczyńskiego, powiedziała: - Na pewno nie będziemy odbierać samorządowcom ich praw. Wynagrodzenia burmistrzów czy wójtów wyznaczają rady. Nie rozumiem, dlaczego o ich wysokości mieliby decydować posłowie, czyniąc to pod dyktando prezesa jednej z partii, gdy obowiązuje prawo samorządowe. - Dziś pan burmistrz nie wpuścił nas na Rynek, chociaż nie jest to jego Rynek, ani partii, z której się wywodzi. Nie dostajemy z Sanoka żadnych zaproszeń, gdy dzieją się tu jakieś ważne wydarzenia. Jest nam przykro z tego powodu, zwłaszcza, że mamy argumenty pozwalające nam z dumną głową chodzić po Sanoku. To za naszych czasów i

dzięki naszym staraniom w skansenie powstał Rynek Galicyjski, w szpitalu oddano nowy oddział kardiologii i uruchomiono lądowisko dla śmigłowców, Państwowa Szkoła Muzyczna wzbogaciła się o Salę koncertową, a Muzeum Historyczne o Galerię Beksińskiego. To za naszych czasów i przy naszym udziale zapadła rządowa decyzja o budowie i sfinansowaniu sanockiej obwodnicy. Dziś, za sprawą propagandy pis-owskiej, mało kto o tym pamięta, ale proponowałabym położyć na szalę tamte dokonania, a z drugiej strony osiągnięcia „dobrej zmiany”, w których dominują inwestycje kontynuowane, przygotowane przez poprzedników – mówiła europoseł Elżbieta Łukacijewska. W dyskusji nie mogło zabraknąć tematu budowy więzienia w Sanoku. Uczestnicy spotkania pytali o to swoich gości. – Sanok staje się bardzo ważną i liczącą się w kraju marką turystyczną. Ma wiele do zaoferowania w tej właśnie branży, jak również w kulturze. Czy budowa dużego więzienia podniesie tę markę, którą z takim trudem buduje? Mam wątpliwości.

Uważam, że decyzja w tej sprawie należy wyłącznie do mieszkańców i samorządów, przy czym wyjątkowość tej inwestycji jakby wymuszała na samorządzie szerokie konsultacje społeczne. Każde miasto buduje swój wizerunek. Stąd już na etapie podejmowania decyzji rozwojowych musi się o takich inwestycjach myśleć – oceniła wicemarszałek Kidawa-Błońska. Podobnego zdania była Elżbieta Łukacijewska. – Sanok zawsze był mi szczególnie bliski. Chciałabym, żeby słynął w kraju i poza jego granicami z przepięknego skansenu, z Muzeum Historycznego i jego skarbów w postaci Galerii Beksińskiego i niezwykłego zbioru ikon, a nie z więzienia. Uznano, że sanockie więzienie czy warszawskie pomniki to są właśnie owoce upolitycznienia samorządów. W Warszawie stało się to za sprawą „internowania” Placu Defilad, w Sanoku w wyniku osobistego zaangażowania się wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego. Podkreślano, że politycy nic nie mogą narzucać lokalnej społeczności. A jeśli to czynią, trzeba dawać temu odpór.

Remontu domu nie przeprowadza się dynamitem Już na pierwszy widok zapachniało „NOWOCZeSNĄ”. Sekretarz generalny Adam Szłapka w towarzystwie dwóch liderek lokalnych struktur „N” – Anny Skiby, szefowej podkarpackiej i Marzeny Marczak-Dziurawiec, szefowej organizacji z Sanoka, zdecydowanie kojarzyli się z tą właśnie partią. i jakże inna atmosfera! Pozbawiona jadu i nienawiści, a wypełniona niepokojem i troską o przyszłość kraju. Spotkanie rozpoczęło się od pytań, jakie nurtują dziś większość polskiego społeczeństwa. – Jaka jest szansa powstrzymać proces zawłaszczania poszczególnych dziedzin życia przez PiS? Czy prezydenckie weta to zapowiedź zmian, czy sprytny zabieg mający powstrzymać lawinę protestów? Jak odsunąć PiS od władzy? – to była pierwsza seria pytań, jakimi na „dzień dobry” powitano posła Adama Szłapkę. – Na mnie piorunujące wrażenie zrobiła demonstracja pod gmachem Sądu Najwyższego. Tysiące ludzi, świece, muzyka poważ-

Jeden z liderów Nowoczesnej Adam Szłapka był pierwszym gościem u sanockich Demokratów i ich sympatyków. Na zdjęciu w towarzystwie Anny Skiby – szefowej wojewódzkich struktur N i Marzeny Dziurawiec – przewodniczącej N w Sanoku. na i mądre, bez cienia polityki wystąpienia wybitnych naukowców. Ruszyły inne duże miasta, ruszyła Polska powiatowa, w tym Sanok. Wśród protestujących mnóstwo młodzieży. Polacy poczuli, że coś złego się w kraju dzieje. Jeżeli z taką determinacją będziemy walczyć, uważam, że jest szansa, aby powstrzymać złe zmiany. Jeśli prezydencki

projekt zawetowanych ustaw będzie zbliżony do pis-owskiego, protesty wybuchną z większą siłą. A gdy pojawią się zapowiadane: ustawa medialna i ustawa o organizacjach pozarządowych, to społeczny odpór będzie jeszcze większy. To jest nasza główna broń! – powiedział poseł. Zapytany co sądzi o zarzutach stawianych organizatorom pro-

testów, że wyprowadzają ludzi na ulicę, stwierdził: – Ludzi na ulicę wyprowadza nie kto inny, a Jarosław Kaczyński. To jego pomysły, mające swe odzwierciedlenie w antykonstytucyjnych projektach ustaw wyprowadzają społeczeństwo na ulicę. Z dużym niepokojem mówiono o sytuacji w kraju wywołanej polityką „dobrej zmiany”, o wyrządzającej wiele szkód polityce zagranicznej i nienormalnej sytuacji w polskiej armii. – Polskę dzieli głęboki rów, przy czym dzieli on nie tylko polityków, ale też zwykłych ludzi. Obawiam się, że jeżeli w miarę szybko nie podejmiemy się jego zasypywania, to na kilka pokoleń możemy się z niego nie wygrzebać. Celem działalności publicznej winno być nie tylko odsunięcie szkodników od władzy, ale po przejęciu władzy szybkie przystąpienie do zasypywania tego rowu. Pytanie tylko: jak to zrobić? Otóż nie można tego wypalić gorącym żelazem, lecz trzeba działać w oparciu o prawo i Konstytucję. Należy też wiedzieć, że remontu domu nie przeprowadza się dynamitem, co można odnieść do metod stosowanych przez obecną wła-

Jak na prawdziwą i szczerą debatę przystało, padło też pytanie: - czy już wiecie co będzie po PiS-ie? Czy w momencie wygrania wyborów, będziecie wiedzieli czym zająć się w pierwszej kolejności? Innymi słowy „the day after” (po wyborach). - Oczywiście przygotowujemy się do tego. Dziś mogę powiedzieć, że na pewno przywrócimy trójpodział władzy. Szybko doprowadzimy też do tego, że telewizja będzie prawdziwie telewizją publiczną, nie pis-owską. Zadbamy również, aby program „500 plus” nie tylko wspierał rodziny i zachęcał do rodzenia dzieci, ale wyposażony został w mechanizmy, które będą zachęcały kobiety do aktywności zawodowej. Opowiadamy się za pozostawieniem „500 plus”, ale nie może być ono zachętą do rezygnacji z pracy – mówiła wicemarszałek M. Kidawa-Błońska. Mówiono też o przygotowaniach do wyborów samorządowych. – Bardzo ucieszyła mnie wiadomość, iż w „moim” Sanoku, jako jednym z pierwszych miast na Podkarpaciu i w Polsce, opozycja do PiS zwarła szeregi i zjednoczyła się pod szyldem: Demokraci Ziemi Sanockiej. Z ogromną satysfakcją uczestniczyłam w akcie podpisania deklaracji współpracy, a teraz z zadowoleniem obserwuję aktywność Demokratów – mówiła europoseł Elżbieta Łukacijewska. Poseł Joanna Frydrych zwróciła uwagę na bardzo istotny aspekt związany z wyborami, dotyczący samej procedury ich przeprowadzenia. – Będzie to wymagało ogromnego naszego zaangażowania, które w kraju oceniamy na około sto tysięcy osób. Musimy być wszędzie, patrząc organizatorom wyborów na ręce. Musimy przypilnować, aby wszystko było uczciwie. Dlatego już przystąpiliśmy do projektu, który nazwaliśmy wolontariatem wolnych wyborów. Włączcie się do jego realizacji. Zgłaszajcie swój akces do udziału w przebiegu procesu wyborów. Deklaracje o przystąpieniu do tego projektu są w naszych biurach poselskich. Od Was będzie zależało, czy uda się nam stworzyć liczną i mocną ekipę – zaapelowała posłanka. MARiAN STRuś

dzę. Musimy zastanowić się co zostało zepsute i jak to naprawić, a także jakie zastosować bezpieczniki, aby w przyszłości to się nie powtórzyło – mówił poseł. Nie mogło zabraknąć też pytania odnośnie polityki dotyczącej uchodźców. Jeden z uczestników dyskusji wyraził obawę, że polityka, jaką przyjął PiS, może być elementem, który zapewni mu sukces wyborczy. – Politykę generowania strachu, jaką stosuje PiS, uważam za skrajnie nieetyczną. Myślę, że będą tym grali, wierząc, że da im powodzenie. Platforma Obywatelska w temacie uchodźców kluczy. Natomiast „Nowoczesna” ma tutaj sprecyzowane stanowisko: jeśli ludzie uciekają przed wojną, winniśmy im pomóc, jeśli Polska zobowiązała się do przyjęcia określonej liczby uchodźców, trzeba tych zobowiązań dotrzymać. Żegnając się z uczestnikami ciekawego, bardzo merytorycznego spotkania, Adam Szłapka zachęcał do przeczytania eseju wybitnego amerykańskiego znawcy historii Europy Środkowej i Wschodniej Timothy’ego Snydera pt. „O tyranii”. Jest to dwadzieścia lekcji z XX wieku, naznaczonego krwawym panowaniem nacjonalizmu, faszyzmu i komunizmu. – Dziś to powinna być w Polsce lektura obowiązkowa! – stwierdził na zakończenie.


szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

Sanok miastem kultury Hasło,któremiastojużwielelat temuobrałojakomottocharakteryzujące kierunek rozwoju jest bardzopopularne,alebodajrównie popularne jest przekonanie o jegożyczeniowości. Tak, wiele osób w Sanoku pragnie żyć w mieście, gdzie kultura żyje, rozwija się, tętni, gdzie się dzieje. Faktycznie jednak widzą opustoszałe ulice co pewien czas zasilane  efemerycznym  życiem turystów, którzy wędrują z punktu do punktu nie widząc miasta z jego całym bogatym dziedzictwem.

Czym jest kultura

To jest zasadnicze pytanie, żeby ustalić o czym jest mowa. Bardzo szeroko definiując kulturę, jej znamiona można by odnaleźć w każdej aktywności człowieka. To szczególnie ludzka umiejętność nadawania znaczenia światu, w którym się żyje. Człowiek jest twórczy, wszystko co robi – wytwarza, przetwarza, buduje  –  jest kulturą, począwszy od domostwa, przedmiotów codziennego użytku, życia rodzinnego, relacji, aż po dzieła różnych dziedzin sztuki.  Do niedawna mówiło się o tzw. kulturze wysokiej i niskiej, plebejskiej. Dziś już wiemy, że ten podział wynikał z hierarchii społecznej, która nakładała nam pewne okulary, zobowiązywała do hierarchizowania także w dziedzinie kultury, co sztucznie separowało, gettoizowało grupy społeczne, budowało postawy wyższościowe i ośmieszało te obszary kultury, które powstawały w środowiskach określanych jako niższe i gorsze. Tak właśnie ośmieszono kulturę tradycyjną podtrzymywaną i tworzoną na wsiach. Szczęśliwie dziś możemy swobodnie porzucić ten zhierarchizowany, podzielony obraz świata. Każda społeczność, niezależnie od statusu czy wykształcenia, tworzy kulturę – ważne, uniwersalne wartości, które inspirują, poruszają, budują wspólnotę. Co mamy na myśli mówiąc o kulturze w mieście? Prawdopodobnie wiele osób skonkretyzowałoby to sformułowanie do określonych działań: wydarzeń artystycznych: koncertów, spektakli. Tak, to też jest kultura, ważna jej część. Ale nie ilością, albo nie tylko ilością zorganizowanych koncertów i spektakli mierzy się tę cenną wartość. Zaryzykuję tezę, że miasto kultury to miejsce, gdzie kulturą się oddycha, gdzie staje się  ona  czymś codziennym, niezbędnym, oczywistym, częścią naszego życia. Co powinno się stać, żeby kultura stała się naszym środowiskiem życia i jak to sprawić?

Joanna Sarnecka i będziemy bezpieczni. Co zrobić, żeby kultura była naszym środowiskiem? Jest na to kilka sposobów:

1. Włączanie w kulturę

Animacja kultury jest dziedziną stosunkowo  nową, niemniej ma już za sobą kilka ważnych odkryć i wypracowane metody działania ze społecznościami. Celem animacji jest włączanie ludzi, angażowanie, animowanie tak, by nie byli bierni i nie stali poza kręgiem działania, ale by mogli go doświadczać, być współtwórcami, czuli się sprawczym podmiotem i – poprzez wspólne działania – budowali więzi. Dotyczy to wszystkich osób. Animator nie spocznie, póki nie odnajdzie: samotnego, starszego, niepełnosprawnego, bezdomnego człowieka, który  z dostępem do kultury może mieć problem. Bo przecież to, że ktoś ma takie a nie inne możliwości motoryczne, finansowe czy związane z pochodzeniem nie ma nic wspólnego z jego oczywistą potrzebą uczestnictwa w życiu, bycia wśród innych ludzi, doświadczania kontaktu ze sztuką, bycia twórczym. A – jeśli jesteśmy wspólnotą – powinniśmy czuć się zobowiązani, by zadbać o osoby, które same mogą mieć z tym problem. 

2. Więzi

Dziś, w zatomizowanym świecie wiele osób doświadcza samotności. Budowanie wspólnot wokół działań kulturalnych, twórczych, przede wszystkim wspólnych, jest sprawą nadrzędną. Instytucje kultury, organizacje pozarządowe i animatorzy powinni zewrzeć szyki i działać wspólnie na rzecz budowania więzi. To prawdziwa odpowiedź na współczesne wyzwania. Bo kultura to nie tylko wytwarzanie dóbr w istocie zbędnych do samego  przeżycia, zapełnianie wolnego czasu w bardziej lub mniej ambitny sposób, ale  wspólnota, a w zasadzie to nieustanne

ukierunkowanie działań  na jej budowanie.  Przy czym animacja tym różni się od modelu obowiązującego w PRL, z karykaturalną osobą kaowca, że nie ma tu specjalistów od kultury i odbiorców ich działań. Role są zmienne, animator jedynie tworzy przestrzeń do współdziałania, spotkania z twórcami i własnym twórczym potencjałem. Wielkim zadaniem instytucji kultury, które dysponują środkami i zapleczem, jest włączanie mieszkańców w procesy decyzyjne, otwieranie im możliwości działania, podchwytywanie i wspieranie oddolnych inicjatyw: zaproponowanych przeglądów, festiwali, spotkań, imprez, warsztatów.  Taki, partycypacyjny, model tworzenia kulturalnej przestrzeni to najważniejsze dziś zadanie instytucji kultury.

3. Konsekwencja 

Wszystkich tych zmian nie da się zrobić w jednej chwili. Jeden rok działania nie wystarczy, żeby dokonały się głębokie i trwałe zmiany. Ponieważ mówimy o sferze zwyczajów (jak spędzamy czas, jak się angażujemy) i potrzeb (sposób nawiązywania więzi), trzeba zakładać długofalową i konsekwentną pracę. Jedną z przyczyn braku owej niezbędnej konsekwencji jest system finansowania kultury poprzez jednorazowe, rozdawane w systemie corocznych konkursów granty. Każda organizacja pozarządowa co roku musi  od nowa  pozyskiwać środki na kolejne działania. Nie sprzyja to ich ciągłości, budowaniu długofalowej strategii. O wiele łatwiej jest  instytucjom, które dysponują budżetem. To zawsze pewna baza środków na realizację strategicznych działań, które oczywiście można i należy poszerzać i zasilać środkami zewnętrznymi.  Wspólne tworzenie strategii, zapraszanie szerokiego grona mieszkańców do udziału w wysłuchaniach publicznych, zgłaszania propozycji działań, pomysłów, potrzeb, to droga do zbudowania relacji i sięgnięcia do sfery prawdziwych potrzeb i doświadczeń. Sam ten proces pobudza do wspólnego namysłu, ale też wspiera poczucie współodpowiedzialności. Stanowi też dobrą okazję do międzysektorowego spotkania. Kilkuletnia strategia powinna być wdrażana i regularnie poddawana ocenie, ewentualnie modyfikowana w związku z nowymi rozpoznaniami,  nabywaną wiedzą i doświadczeniem. Warto na to poświęcić czas i energię, bo zaprocentuje to większym zaangażowaniem mieszkańców, aktywnością, satysfakcją. 

Strategia

Kultura to nie tylko czas wolny, spędzany aktywnie, z ludźmi, pośród inspirują-

Otwarcie galerii Beksińskiego cych bodźców i w poczuciu własnej sprawczości. Patrząc szerzej na umiejętności, które przynosi i rozwija kultura, na pierwszym miejscu plasuje się kreatywność – cecha dziś bardzo ceniona w różnych dziedzinach życia, także w biznesie. Najbardziej innowacyjne startupy współpracują z twórcami, wiedząc dobrze, że to oni potrafią wykreować wartościowe idee i wciąż szukać nowych, niestandardowych rozwiązań. Rozwój tych umiejętności to klucz do sukcesu w świecie przyszłości, gdzie to właśnie kreatywność a nie ilość zmagazynowanych w głowie informacji, będzie odgrywać kluczową rolę na rynku pracy. Z doświadczeń osoby prowadzącej warsztaty z dziećmi i młodzieżą zdaję sobie sprawę jaki problem  z kreatywnością mają  młodzi ludzie. Zarówno tradycyjny system wychowawczy, jak i system szkolny wywierają presję by być takim samym, nie wychylać się, czyli też myśleć standardowo i przyjmować schematyczne rozwiązania. Przy prostym kreatywnym ćwiczeniu pojawia się opór, ściana, bo trzeba przekroczyć pewną normę. Tym bardziej istotne jest tworzenie przestrzeni wolnej sztuki, wspieranie rozwoju tych istotnych, przyszłościowych umiejętności, budowanie edukacji nieformalnej, która staje się dla młodych ludzi okazją do doświadczania nauki inaczej, w sposób wolny, zaangażowany i twórczy. Bo nauka i sztuka są blisko siebie, wzajemnie się inspirują.

Dziedzictwo

Każdy z nas, by móc się rozwijać, powinien widzieć w swoim życiu ciągłość, zmianę od tego co przeszłe, po to, by zobaczyć co  dopiero przed nami.  Dzięki wyobraźni, twórczości, pamięci rodzinnej i zbiorowej, sięgamy poza swoje własne pamięciowe granice, w głąb czasów i daleko w przyszłość. Ta wyjątkowa umiejętność i możliwość pozwala nam lepiej rozumieć siebie, zachodzące procesy społeczne, ale także  wyobrazić sobie, co będzie potrzebne naszym dzieciom i wnukom, by podołały dynamicznym zmia-

Potrzeba uczestnictwa

Niejeden sfrustrowany animator czy przedstawiciel instytucji kultury przyzna: ludzie ciągle narzekają, że nic się nie dzieje, ale sami rzadko uczestniczą w wydarzeniach, które im się proponuje. Dlaczego tak jest? Prawdopodobnie jedną z przyczyn jest brak nawyku uczestnictwa. Żeby kultura stała się czymś oczywistym, musi być naszym, własnym, bliskim środowiskiem i wynikać z naszych faktycznych potrzeb. Powinna być miejscem, gdzie czujemy się u siebie, a nie obcym lądem, na który trzeba wyprawić się dobrze wyekwipowanym i odpowiednio przygotowanym. Prawdopodobieństwo, że wyruszymy na nieznane lądy, zaryzykujemy nasz cenny czas na eksperyment narażający nas na nudę czy niezrozumienie jest niewielkie. Raczej włączymy telewizor

15

Otwarcie dworu mieszczańskiego ze święcan w skansenie

nom i potrafiły odnaleźć się w świecie, który nadejdzie. Perspektywa czasowa to także ważny fundament naszej tożsamości. Ważnym zadaniem, które powinniśmy stawiać przed sobą myśląc o kulturze, to odnoszenie się do tych różnych perspektyw czasowych. To także można robić w sposób innowacyjny i adekwatny do dzisiejszych potrzeb, szukać nowego języka, by minione opowiadać w sposób zrozumiały i atrakcyjny dla młodych ludzi, którzy przecież już swoim życiem wychodzą poza ramy naszych perspektyw czasowych. Atrakcyjność nie jest jedyną funkcją przekazu. Przeszłość jest potrzebna, żeby rozumieć siebie dziś i szukać w niej ważnych treści, inspiracji do nowych twórczych działań. Mówiąc o kulturze w mieście, nie sposób wyobrazić sobie jej bez projektów odnoszących się do dziedzictwa, w tym – jak w przypadku Sanoka – dziedzictwa wielokulturowego. W dzisiejszym świecie, w którym migracje nieuchronnie konfrontują każdego z odmiennością, wielokulturowe dziedzictwo to zasób, zdobyte doświadczenie tego, że można żyć razem. Odnoszenie się do dziedzictwa tak, by faktycznie obecne było w teraźniejszości i służyło przyszłości nie może się sprowadzać do pomników, tablic, oznaczeń miejsc pamięci. To projekt społeczno-kulturowy, który powinien być obecny nie tylko w przestrzeni, ale przede wszystkim w świadomości. Sztuka współczesna daje znakomite możliwości dotarcia do ludzi, zaangażowania i zadawania niełatwych pytań, dzięki którym postąpimy choć krok w rozumieniu samych siebie. 

Sanok miastem kultury

Co możemy zrobić, by hasło „Sanok miastem kultury” nie było tylko wyblakłą naklejką na autobusach i miejskich słupach, ale faktycznie wyznaczało kierunek przemian społecznych? Z pewnością trzeba w nowy sposób popatrzeć na kulturę i jej znaczenie dziś i próbować ten innowacyjny model odważnie  i konsekwentnie  wdrażać. Zapraszać  różne środowiska, w tym  nowoczesny biznes, tworzyć miejsce na prezentacje  najnowszych osiągnięć nauki, wspierać artystów w budowaniu interdyscyplinarnych sieci, a mieszkańców w aktywności, w poczuciu zrozumienia i włączenia w tę nową, wciąż zmieniającą się rzeczywistość, z możliwością jej współtworzenia.  Jako ludzie zaangażowani w ten proces powinniśmy być liderami w uczestnictwie, odważnie próbującymi swoich sił, nie bojącymi się nowych wyzwań, otwarci i bliscy jesteśmy w stanie przełamać pewną sztuczność, który utrwalił obowiązujący do niedawna sztywny i nieadekwatny do współczesności model kulturalnych działań. Istotne jest także by pamiętać, że to, co wiemy dziś, jutro już nie zda już egzaminu. Nasza otwartość, czujność i obecność w tym, co się wydarza, może okazać się kluczowa.  JOANNA SARNeCKA


16

szukaj nas na fb: https://www.facebook.com/DemokraciSanok/

„Sosenki” – kłopotliwy skarb

„Stanpolskiegosportu,zwłaszczagierzespołowych,jestsmutnymodzwierciedleniem PrezydentRPAndrzejDuda stanupolskiegopaństwa”

A siatkówki żal…

Odwiedziliśmy „Sosenki” w dniu 20 czerwca, zastając bramę zamkniętą. Druga, od strony Olchowiec, też była zamknięta. Za to na parkingu przy skansenie natknęliśmy się na pięć camperów z tablicami rejestracyjnymi Francji i holandii. Czy ktoś coś z tego rozumie? Foto. autor

Miasto nie ma pomysłu na to co zrobić z najpiękniejszą enklawą zieleni o historycznej nazwie „Sosenki”. Mówi, że chce, aby to kultowe miejsce stało się rekreacyjnym rajem dla turystów i mieszkańców Sanoka, tymczasem nie robi nic, aby do tego doprowadzić. Nieprzemyślaną decyzją był przeprowadzony we wrześniu 2017 roku rozwód z firmą PePo, która przez trzy lata dzierżawiła Ośrodek Wypoczynkowo-Rekreacyjny „Sosenki”, z wielkim mozołem przywracając je do życia. Na mocy uchwały, obiekt przekazano pod zarząd Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Nie oznaczało to, że nagle „Sosenki” staną się siódmym cudem świata. Na tej samem sesji zarządzający miastem zastrzegali się, że w budżecie nie ma żadnych pieniędzy, które mogłyby dodać im blasku. Enigmatycznie mówiono, że miasto spróbuje szukać dla nich źródeł finansowania. Czy decydując się na odebranie ośrodka dzierżawcy, włączono w to myślenie rachunek ekonomiczny? Absolutnie! Zwracali na to uwagę niektórzy radni mówiąc, że dzięki dzierżawcom miejsce to żyje, przyjmuje turystów, pomału, ale systematycznie podnosi się z ruin, a do kasy miejskiej wpadają pieniądze w postaci podatków. Niestety, do nikogo nie przemawiały te argumenty. Tymczasem szybko okazało się, że chcąc tylko utrzymać ośrodek, pozwolić mu przetrwać, trzeba nań łożyć pieniądze. Wcale niemałe pieniądze. Stąd decyzja o przyznaniu MOSiR-owi na utrzymanie (podnoszenie standardu?) ośrodka 430 tysięcy złotych!

Po stronie wpływów rachunek ekonomiczny „Sosenek” pokazuje kwotę 10 tys. złotych. Czy tak ma wyglądać zarządzanie w mieście uznanym ostatnio za najlepiej zarządzane miasto w województwie? Część radnych jest całkowicie innego zdania. Mówią głośno o olbrzymim zadłużeniu miasta na kwotę ponad 70 mln złotych, o rozbuchanych inwestycjach, wreszcie o tym, że nie jest zadaniem miasta prowadzenie ośrodka wypoczynkowego. Wydatek 430 tysięcy złotych jest nie do obronienia! – Jeżeli mamy wydać 430 tysięcy, żeby osiągnąć przychód w wysokości 10 tys. złotych, to gratuluję takiego podejścia do sprawy! – mówił podczas sesji rady miasta radny Janusz Baszak. Mimo to burmistrz Tadeusz Pióro bronił decyzji zasilenia MOSiR-u kwotą 430 tys. zł. – Musieliśmy podjąć decyzję czy obiekt zamykamy, czy go uruchamiamy na kolejny sezon (2018). Cała rzecz polega na tym, że „Sosenki” znajdują się na liście europejskiego caravaningu. A to oznacza, że jeśli miasto nie zadba, aby one funkcjonowały, to mogą zostać wykreślone z tej listy. Ponowne ich wpisanie byłoby trudne do zrealizowania – wyjaśniał. Jeśli tak, to należałoby zadać pytanie: po co nam było jeść tę żabę? Po co rozstano się z dzierżawcą, który administrował ośrodek, dbał o jego wygląd, sukcesywnie doinwestowywał i na co dzień przyjmował turystów przemieszczających się camperami? Czy na pewno na tym polega dobre zarządzanie w najlepiej zarządzanym mieście przez najlepiej zarządzającego burmistrza w województwie? eMeS

Najazdu camperowców może nie było, ale wielu z nich korzystało z usług sanockiego autocampingu, chwaląc sobie to miejsce. Wtedy jednak „Sosenki” były zarządzane przez prywatnych dzierżawców, a nie przez uznanego za najlepszego zarządcę najlepiej zarządzanego miasta burmistrza.

Awans siatkarzy TSV Sanok do i ligi w maju 2016 roku trochę złagodził ból po utracie ekstraligi hokejowej. Był namiastką wielkości sanockiego sportu, pamiętającego pucharowe zwycięstwo piłkarzy Stali nad warszawską legią, dwa tytuły mistrza Polski oraz zdobyte dwa „Puchary Polski” hokeistów Ciarko PBS Sanok. W międzyczasie upadła piłkarska Stal, skończył się sen o wielkim hokeju w Sanoku, teraz nastąpił cichy pogrzeb seniorskiej piłki siatkowej. Czy to koniec wielkiego sportu w Sanoku? Przez cały ostatni sezon ambitny zespół młodych działaczy TSV walczył o utrzymanie I-ligowej wizytówki na powierzchni. Liczył, że dobre występy siatkarzy skruszą twarde serca potencjalnych sponsorów i uda im się uzupełnić budżet o brakujące dwieście tysięcy. Niestety, nie udało się. Mimo finansowych turbulencji na linii klub – zawodnicy, drużyna nie odpuściła, skutecznie walcząc o utrzymanie I ligi dla Sanoka. Niestety, na nikim nie zrobiło to wrażenia. Dziura finansowa uniemożliwiła rozliczenie się z zawodnikami, nie pozwalała też pozytywnie myśleć o kolejnym sezonie. W tej sytuacji zapadła decyzja o „sprzedaniu” I-ligowego miejsca zainteresowanemu jego kupnem klubowi. Była nim Gwardia Wrocław. Transakcję wyceniono na 100 tys. złotych (w sanockich kręgach mówi się o 50 tysiącach), a dokument umowy może okazać się historycznym dla sanockiego sportu. Po piłce nożnej, która po upadku musiała zaczynać od wiejskiej „A” klasy, przez hokej, który dzięki wsparciu niezastąpionej firmy CIARKO, mógł wrócić na lód i podjąć grę w II lidze słowackiej, po piłkę siatkową, której nie udało się zbudować drużyny seniorskiej. Wszyscy zawodnicy jak jeden mąż uciekli z tonącego okrętu TSV, a koła ratunkowego w postaci 200 tysięcy złotych nikt sanockiej siatkówce nie rzucił. Jakieś przekleństwo czy fatum? Sympatycy sanockiego sportu nie kryją rozżalenia, a nawet złości. – To jest katastrofa! – kwituje temat Adrian Herbut, radny miejski. – I-ligowa siatkówka to nie tylko osiągnięcie sportowe, nie tylko radość dla kibiców. To również znakomita promocja miasta i PWSZ, w której sanocki I-ligowiec

rozgrywa mecze. Przyjeżdżają na nie zawodnicy i kibice z różnych stron Polski, widzą uczelnię z fajnym zapleczem, sympatyczne miasteczko. Może część z nich pomyśli, że warto tu przyjechać i podjąć studia, bądź poleci go znajomym. Jest to proces szeroko zakrojonej promocji miasta, który właśnie upadł. Nikt go nie chciał dostrzec i docenić. Szkoda! – mówi, nie kryjąc żalu. Szkoda jest tym większa, że TSV jest przykładem klubu mądrze zarządzanego, klubu, który mocno postawił na szkolenie dzieci i młodzieży. Dziś sanockie TSV to druga siła w męskiej siatkówce młodzieżowej na Podkarpaciu, tuż po rzeszowskim AKS V LO. W ostatnim sezonie sanoczanie dotarli do ćwierćfinałów Mistrzostw Polski aż w trzech kategoriach: juniorów, kadetów i młodzików. To jest przyszłość tej dyscypliny w Sanoku! Czy z takim poświęceniem i zaangażowaniem będzie prowadzona praca w następnych latach? Oby, choć szkolenie na własne potrzeby, dla własnej drużyny występującej w I lidze, jest najlepszą motywacją dla pracy z młodzieżą. Gdy mowa o wycofaniu drużyny z I ligi, zewsząd słychać zarzuty kierowane pod adresem władz miasta, które – zdaniem wielu osób – winno przyjść klubowi z pomocą. – W minionym sezonie w Oświęcimiu hokejowa Unia otrzymała z miasta dotację w wysokości 960 tys. zł, w przyszłym będzie to już 1 mln. 170 tys. złotych. I jest to ekwiwalent za promocję miasta przez klub. W zawartej umowie czytamy: „Rolą spółki będzie kreowanie pozytywnego wizerunku Oświęcimia w mediach jako miasta stwarzającego warunki do rozwoju i upowszechniania spor-

tu. Hokeiści promują Oświęcim podczas meczów rozgrywek ekstraligi, a herb miasta będzie między innymi na koszulkach zawodników, banerach reklamowych i materiałach promocyjnych, stronie internetowej i portalach społecznościowych.” Tymczasem w Sanoku klub hokejowy musiał płacić za korzystanie z szatni, za media i wywóz śmieci ok. 15 tysięcy złotych. W minionym sezonie seniorzy otrzymali wsparcie od miasta w postaci kijów hokejowych za kwotę 8 tysięcy złotych. Widać, Sanok nie potrzebuje promocji poprzez sport, wszak niebawem ma ruszyć budowa wyczekiwanego z utęsknieniem więzienia. Ostatnio skapitulowała I-ligowa drużyna siatkarzy. Oby w najbliższym czasie ich losu nie podzielili hokeiści, tak jak to było w 2016 roku. A ten czarny scenariusz staje się coraz bardziej realny. Brawo sanocka „dobra zmiano”! – mówi, nie kryjąc złości Sebastian Królicki, sanoczanin, redaktor naczelny ogólnopolskiego portalu internetowego hokej. net Podczas niedawnej wizyty w Sanoku I-ligowego rywala siatkarzy TSV – Stali Nysa rozmawialiśmy z działaczami nyskiego klubu, pytając ich jak sobie radzą. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że świetnie, a wszystko dzięki finansowemu zaangażowaniu miasta. Blisko połowę budżetu klubu stanowi dotacja miasta, która wynosi ponad 800 tys. złotych. Dla porównania – wsparcie, jakie w całym sezonie otrzymał z miasta TSV, wyniosło 65 tys. zł, a cały budżet klubu był mniejszy niż wynosi dotacja dla Stali od miasta Nysa. Gdyby to było 265 tysięcy, nadal gralibyśmy w I lidze! MARiAN STRuś

Profile for wp7223

Demokratyczny Głos Sanoka  

Demokratyczny Głos Sanoka wydanie 1 - lipiec 2018

Demokratyczny Głos Sanoka  

Demokratyczny Głos Sanoka wydanie 1 - lipiec 2018

Profile for wp7223
Advertisement