Page 1

www.powiadaja-ze.cba.pl

RZEKA (opowiadanie wygrało konkurs „Otuleni natchnieniem 2009 ”)

A kiedy przyjdzie także po mnie Zegarmistrz światła purpurowy By mi zabełtać błękit w głowie To będę jasny i gotowy Spłyną przeze mnie dni na przestrzał Zgasną podłogi i powietrza Na wszystko jeszcze raz popatrzę I pójdę nie wiem, gdzie - na zawsze.

Tadeusz Woźniak – „Zegarmistrz światła”

O dobra rzeko, o mądra wodo Wiedziałaś gdzie stopy znużone prowadzić Gdy sił już było brak, było brak

Wojciech Jarociński – „Rzeka”

Zamknął oczy. Przepłynął nad tamą martwy jak worek. Później poniosło go zakolem rzeczki, gdzie czekała już na niego matka. Był pewien, że słyszy jej szept: Pośpiesz się, Kelvin. Pośpiesz się.

Graham Masterton – „Bestia pośpiechu”

Podaję Ci rękę, ty mówisz, że mało Podaję Ci usta, ty prosisz o więcej

1


www.powiadaja-ze.cba.pl

Oddaję Ci serce, oddaję Ci ciało Ty czekasz i mówisz, to mało, to mało

Maanam - "To tylko tango" Up a lazy river by the old mill run Lazy river in the noon day sun Linger a while in the shade of a tree Throw away your troubles, dream with me Ink Spots – “Up a lazy river”

1

Tata. Tata. Tata. Tata.

2

Nie powinnam odbierać, pomyślała Dorota, gdy tylko przyłożyła słuchawkę do ucha i usłyszała głos siostry. - Tak, w weekend siedzimy z Julką w domu. Nie mam ochoty jechać do miasta w tę zimnicę – mówiła po chwili znużonym głosem, jednocześnie patrząc przez okno na ogród. – Tak… możesz śmiało do nas wpaść… i ( błagam, powiedz, że się rozmyśliłaś) chyba coś upiekę, choć okropnie boli mnie głowa i chętnie przespałabym sobotę i niedzielę.

2


www.powiadaja-ze.cba.pl

Ania oczywiście nie zrozumiała tej aluzji. - Nie szkodzi! – odrzekła. – Kupię coś po drodze. Będzie super, zobaczysz. Pogadamy, pośmiejemy się i od razu poczujesz się lepiej. Musisz przestać myśleć o… - Poczekaj chwilę. Dorota przyłożyła słuchawkę do piersi i obejrzała się na korytarz, z którego dobiegały odgłosy telewizora włączonego w pokoju gościnnym. Mała Julka oglądała właśnie swoją ulubioną bajkę, Kubusia Puchatka, i pewnie siedziała jak zahipnotyzowana na kanapie. I co chwila wciskała cholerny guzik na pilocie odpowiedzialny za podwyższenie głośności. Raz za razem… Dorota zmarszczyła czoło i przymknęła oczy. Zwariuję z tym bólem głowy! - Julka! Julka, przycisz ten telewizor! Rozmawiam z ciocią Anią! Dziś tygrys jest trochę smutny – odpowiedział narrator bajki i kobieta pomyślała: taa. Ja też. W słuchawce usłyszała urywek słów Ani: -…i o tym też powinien wiedzieć. O tym, że potrzebujesz… Anna rozpędziła się i chyba nie dotarło do niej, że przez moment po drugiej stronie nikt jej nie słucha. Właśnie dlatego Dorota wolała być sama w ten weekend. Jej siostra zawsze za dużo i za szybko mówiła, jakby w naturaln y sposób pomijała procedurę „najpierw pomyśl-czy-mądrze-będzie-zadać-to-pytanie”. I pytania padały. Te najgorsze. Te, które są patykiem wetkniętym w gówno. Co dalej? Co teraz zrobisz ze swoim życiem? Nie uważasz, że to było niemądre? I najgorsze z kolekcji, to, którego Dorota wręcz nienawidziła: Powiesz córce prawdę? Pytaniapułapki zastawiane wokół kobiety, która po prostu chce mieć św ięty spokój. Pieprzone pole minowe ludzkiego niezrozumienia. Owinęła kabel wokół nadgarstka i zacisnęła aż do bólu . Chciała się uspokoić, otrzeźwić. Nagle naszła ją myśl: oby nigdy zamiast ręki, nie znalazła się tam twoja szyja. Znów zamknęła oczy. -… i sądzę, że… - Ania… Ania, przestań. Proszę. - Co? Kubuś szuka miodku. Może pocieszyć Tygrysa albo dalej szukać miodu. Siostra jej nie pomoże. Ona ją dobije. Może nawet się pokłócą? Nie, lepiej odwołać spotkanie i powiedzieć to, co chciało się powiedzieć. Ni e owijać w bawełnę. „Mam cię dość, mam dość twojego pieprzenia i tego spojrzenia, które usiłujesz uczynić pełnym niewiedzy co

3


www.powiadaja-ze.cba.pl

to tego, co się ze mną dzieje! Mam dość filmów, które ze mną ciągle oglądasz i liczysz na to, że oderwą mnie od rzeczywistości! Nie dzwoń do mnie! Nie martw się, nie będę tęsknić! Mam tego wszystkiego, kurwa, dość!”. Och, to takie proste. Wystarczy wprawić w drganie własne struny głosowe. Potem odłożyć słuchawkę, iść do pokoju i razem z Julią oglądać Kubusia. To takie proste. - Nie mogę teraz rozmawiać. Mam … ciasto w piekarniku. Nie. Jednak to cholernie trudne. - Jak to? Nic nie mówiłaś, że coś pieczesz. Miałaś się za to dopiero zabrać. – Anna zamilkła na chwilę, co było u niej niezwykłą rzadkością. - Doruś, posłuchaj mnie. Rodzi ny trzeba słuchać, rodzina wie, czego ci trzeba. A tylko ja ci zostałam. Posłuchaj… Kubuś postanowił szukać miodku, co jeszcze bardziej zasmuciło Tygrysa. - Zostaw mnie w spokoju – szepnęła Dorota (bardzo cicho; jej siostra na pewno tego nie usłyszała) i znów obejrzała się na kor ytarz. Telewizor był głośny tak jak przedtem. A co by się stało, gdyby Kubuś podjął inną decyzję i zajął się Tygrysem? – zapytał narrator. - Gówno. – Dorocie zadrżały wargi. Miała już tego wszystkiego naprawdę dość. - Co powiedziałaś? Doruś? – Czajnik postawiony na ogniu zaczynał powolutku gwizdać. – Mówiłaś coś? Znów przyłożyła słuchawkę do swetra. - Nie słyszałaś, o co cię prosiłam?! – Nagle wybuchła. - Przycisz tą pieprzoną bajkę! Mam przyjść i cię w tym wyręczyć?! Tym razem to był krzyk przepełniony wściekłością. Aż sama zdziwiła się i nagle zamilkła, wsłuchana w emocjonalne echo tego, co dobyło się z jej ust. Boże , co się ze mną dzieje? – pomyślała. – Głęboki wdech. Weź głęboki wdech . To tylko telewizor, czajnik i głos twojej kochanej siostrzyczki w słuchawce telefonu. To nie są powody do tego, by się tak zachowywać. Przecież… przecież przez chwilę miałaś ochotę tam pójść i sprać niewinne dziecko na kwaśne jabłko tylko za to, że ogląda Kubusia. Uspokój się. Uspokój… - Dorota, jesteś tam? Co się dzieje? – mówił do jej piersi telefon. Kubuś przekonał tygrysa, że nikt nie skacze tak wysoko, jak on . Obejrzała się , blada i niepewna . Pewnie siedzi tam ze łzami w oczach – pomyślała. – Przeze mnie! Jezu, jaka ja jestem głu pia! Na pewno doskonale poczuła to, co mną zawładnęło. Dzieci świetnie to czują. - Dorota? – pytała w kółko szara słuchawka. – Dorota, jesteś tam?

4


www.powiadaja-ze.cba.pl

Dziewczyna spojrzała na nią, jakby zastanawiała się, co jest ważniejsze: przyłożyć plastikowego śmiecia do ucha, czy zrobić kilka kroków do pokoju gościnnego i przytulić córkę. Szepnąć, że mama jest zmęczona i łatwo się złości, ale mała Julka nie jest niczemu winna. Telefon czy dziecko? Co za porąbany teleturniej życia! To jakieś szaleństwo. Zawahała się i powiedziała do siostry: - Naprawdę nie mogę teraz rozmawiać. I odłożyła słuchawkę. Gdy powtarzała w myślach usłyszane wcześniej: „poczekaj, nie kończ jeszcze… Dorota…. Dorota, dlaczego tak się zacho…”, zgasiła gaz pod czajnikiem, wzięła tamten głęboki wdech, na który się namawiała i powolnie wypuściła powietrze z ust. Dopiero tuż po tym dotarło do niej, że jej córka ściszyła telewizor. Nie. Nie ściszyła; wyłączyła go. W domu zrobiło się zupełnie cicho. - Julia? Para leniwie uchodziła z czajnika. Zdążyła osiąść na kuchennym oknie, rozmazała widok ogrodu. Cień rzucony przez Dorotę na białe płytki trwał chwilę w bezruchu, potem poruszył się lekko i zaczął sunąć obok lodówki. - Córeczko? Wpełzł na ścianę i okap. Może pobiegła na górę i zamknęła się w pokoju ? Boże, nie chciałam jej wystraszyć… - pomyślała Dorota, gdy szła korytarzem w stronę niedomkniętych drzwi salonu. Czuła się okropnie, zupełnie jak potwór, który w takich cichych, z pozoru pustych domach szuka ofiar takich jak pięcioletnie fanki Kubusia Pu chatka. Lecz ona była przyjacielem, a nie wrogiem. Prawda? Poczuła okropny chłód w sercu, gdy zrozumiała, że nie umie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Kolejne takie do kolekcji. Kolejna mina, na którą właśnie nadepnęła. Chwyciła zimną klamkę. - Kochanie, dlaczego jest tu tak cicho? Jul ka… Uchyliła drzwi. Salon faktycznie był pusty. Na ekranie trzydziestocalowego telewizora zobaczyła zatrzymany film , odtwarzany z kasety video. W samym centrum widniał Tygrysek szykujący się do najwyższego ze wszystkich skoków. Skoro Julka zatrzymała film, to musiała odejść sprzed telewizora, żeby coś zrobić. Chyba rzeczywiście poszła do swojego pokoju.

5


www.powiadaja-ze.cba.pl

Dorota nie wróciła się jednak na schody. Weszła do salonu, bo coś nie dawało jej spokoju. Dlaczego tutaj jest tak okropnie zimno? Zerknęła na Tygryska i podniosła pilot zostawiony na kanapie. Był jeszcze ciepły od rączki jej córki. Dorota w yłączyła pauzę. TYGRYS TAK SIĘ UCIESZYŁ, ŻE ZACZĄŁ SKAKAĆ PO CAŁYM LESIE! – ryknął narrator, aż dziewczyna wzdrygnęła się. TWOIM PRZYJACIOŁOM JEST MIŁO, GDY SIĘ O NICH TROSZCZYSZ! Ten chłód. Skąd? Spojrzała na drzwi prowadzące na taras… A TOBIE Z PEWNOŚCIĄ TAKŻE SPRAWIA TO WIELE RADOŚCI! …które były szeroko uchylone. - Julka? Zaczęła iść w ich stronę z coraz szybciej bijącym s ercem. Zatrzymała się i pomyślała: Wyszła na zewnątrz? W ten ziąb? Niby po co? Nagle wstrząsnął nią dreszcz. Poczuła, że zaczyna panikować. A wszystko przez jedno słowo, które podsunął jej umysł: rzeka. - O… o mój Boże… - Wybiegła na zewnątrz. Złych słów było jednak więcej. Gdyby stała jeszcze przez chwilę w salonie i obejrzała się na okno za telewizorem, zobaczyłaby napis wytarty czyimś palcem w szronie. Napis, który mówił przez szybę:

CHODŹ ZE MNĄ BĘDZIE ŚWIETNA ZABAWA

***

- No rzuć go w końcu! – Łukasz ponaglał starszego brata. - Zaraz. Muszę coś poprawić . Łukasz wsparł się stopami o najniższy ze szczebli metalowej barierki mostu i spojrzał w dół, na rwącą rzekę. - Przydałby się ktoś jeszcze. Urządzilibyśmy wyścig – powiedział Wojtek. - Myślisz? – Chłopiec uśmiechnął się i wpatrzył w wodę. – A nie możesz zrobić drugiego statku dla siebie? Dwa wystarczą do wyścigu. - A z czego mam ci go zrobić? Było pomyśleć i wziąć ze sobą więcej gazet! Zresztą i tak chyba długo się nie utrzyma. Na moj e oko papier jest za cienki. Słyszałem o sztuczce z woskiem, no wiesz, wystarczy trochę…

6


www.powiadaja-ze.cba.pl

- Rzucisz go czy nie? - Ja? To twój statek, głupku. Jestem za stary na takie rzeczy. - „Jestem za stary na takie rzeczy”! Lepiej powiedz, że nie chciałbyś przypadk iem ze mną przegrać! - O tak! Przegrać z takim dupkiem to rzeczywiście hańba! - Podał bratu statek. Obaj mieli niezły ubaw, gdy zauważyli, że na stożkowym maszcie widnieją jakieś wielkie, gołe cycki. - Jezu… co to za gazeta? Skąd ją wziąłeś? – zapytał Wojtek i od razu pomyślał o ostatniej szufladzie w biurku ojca . - Nie napalaj się. Przypadkiem użyłeś ostatniej strony Faktu. - Co za fart. - Głupi ma szczęście. - Rób swoje, Pyskaty Ryju. - A ty… - Och, zamknij się w końcu i rzucaj. Chcę zdążyć na obiad. Nie wziąłem dzisiaj śniadania do szkoły i jestem cholernie głodny. - Mówiłem już chyba, że jesteś głupkiem? No to dodaję kolejne słowo: niedorajda. – Łukasz wystawił język, a Wojtek uśmiechnął się szeroko. - Rzucaj. Dokończymy w domu. I „nie ma za co”, jeśli chodzi o budowę tego czegoś. Starszy brat przysunął się do barierki i obserwował statek w rękach Łukasza. Ten patrzył nań z fascynacją w oczach. W końcu przeniósł spojrzenie na ciemną, zgniłozieloną rzekę wijącą się tam w dole. Opuścił niż ej dłonie i czekał na dobry moment. Silny wiatr mógł znieść stateczek za bardzo na lewo. Może nawet na brzeg. Trzeba było wyczuć chwilę, w której się uspokoi i wtedy wypuścić zabawkę z rąk. - Jeszcze nie teraz… - Wiem, wiem . – Łukasz oblizał usta. Podmuch zgasł, a czupryny na ich głowach falowały słabiej. - Możesz go puścić – powiedział Wojtek. Łukasz obserwował, jak pomiędzy jego dłońmi statek z papieru robi się coraz mniejszy i mniejszy, lecąc w stronę wody… a potem ląduje na jakimś gałganie, k tóry wyłonił się nagle z pod mostu. - Co to? - Nie wiem. – Wojtek zmarszczył czoło. Kłoda drewna? Gałęzie owinięte w szmaty? A może jakiś śmieć?

7


www.powiadaja-ze.cba.pl

- Czekaj… czekaj… przypatrz się! Czy to nie jest… - Łukasz urwał zdanie. Za chwilę krzyknie, a potem obaj będą wzywać pomoc, lecz to nieistotne. Istotne jest to, co zobaczyli. Oczy przecież podają nam wszystkim pozór prawdy. Ciało dryfujące na powierzchni wody dziesięć metrów pod nimi obróciło się z brzucha na plecy i utopiło pod sobą papierowy statek. Bra cia ujrzeli blade zwłoki czarnowłosej dziewczynki, ubranej w podarte rajstopki i różowy sweterek. Miała otwarte oczy i wyraźnie się uśmiechała . Wojtek odniósł dziwne wrażenie, że gdyby jeszcze żyła, to zamiast błagać o ratunek, pomachałaby i krzyknęła z radością: - Jejku! Ale tu fajnie! Sztywna i zimna, kołysała się jak kłoda. Popłynęła dalej, martwa niczym worek. Istny człowiek-statek, tylko kto puszcza takie z nurtem? Spojrzenie dziewczynki opuściło ich i sunęło wzdłuż szarego nieba. I ten uśmiech. Wciąż był na jej twarzy. Uśmiechała się drwiąco do Boga.

3

Tamtego dnia właściciel stacji benzynowej miał mało klientów, ale nie d latego zwrócił uwagę na mężczyznę, który wszedł do sklepu. Wysoki, szczelnie opatulony , z szarą czapką naciągniętą na czoło, stanął za regałem słodyczy i przez chwilę otrzepywał kurtkę ze śniegu, jednocześnie zerkając na faceta za ladą. Ten zauważył, że gość bezmyślnie wziął pierwszą lepszą paczkę cukierków i przeszedł do następnego regału. Obrócony plecami do kontuaru, patrzył na okładki czasopism i tym razem chyba nie udawał zastanowienia. - Dzień dobry panu – powiedział bez przekonania sprzedawca i zmrużył oczy w stylu „coś-ty-za-jeden?”. Klient, nie odwróciwszy się, odrzekł cicho: - Dobry, dobry… Stał tak jeszcze przez chwilę, biorąc gazety z półki i za moment odkładając je na miejsce, aż w końcu wybrał jedną, włożył pod pachę i podszedł do pionowej lodówki. Otworzył ją i wyciągnął butelkę coli. - Zimny napój w taki ziąb? – zapytał sprzedawca z połową uśmiechu na tw arzy. Dostał wylewu nieufności i to pokiereszowało mu minę. Tutejsi patrzą sobie w oczy, uśmiechają się szeroko bez względu na to, jakie mają samopoczucie i wypluwają z siebie plastikowe „dobry dzień!”. Przejezdni też tak robią. Takie są cholerne zasady. Ten gość w ogóle nie odezwał się

8


www.powiadaja-ze.cba.pl

pierwszy, po prostu tu przyszedł, dziwny i zamyślony. Chce mnie okraść? – myślał pięćdziesięcioletni właściciel stacji. – Jezu, przecież to Polska, a nie jakiś pieprzony Teksas... Po chwili kasował paczkę trufli i coca -colę. - Gazeta… - mruknął, patrząc w ciemne oczy nieznajomego. - Proszę? - Trzyma pan pod pachą gazetę. Jeśli chce pan ją kupić, muszę ją skasować. Jakiś kretyn tak to wszystko urządził i nic na to nie poradzę – zaśmiał się, lecz w oczach miał ciągle to samo: brak zaufania i nieprzyzwoitą ciekawość. To przeciągłe skupienie, może oczekiwanie na to, że obserwowana osoba zrobi zaraz coś niezwykłego. Albo okropnego. - Racja… - Nad okrytą szalikiem brodą spękane, zaróżowione usta ułożyły się w zakłamany uśmiech. Tylko w spojrzeniu tego faceta była prawda – chciał stąd jak najszybciej wyjść z gazetą, puszką coca-coli i paczką trufli, na które nawet nie spojrzał. Uciekał przed czymś i sprzedawca czuł to teraz bardzo wyraźnie. Wziął gazetę i spojrzał na tema t numeru: „PIĘCIOLATKA ZNALEZIONA MARTWA W RZECE ”. Pociągnął nosem i skasował „ Miasteczkowego informatora”. - Paskuda sprawa – rzekł, wciąż trzymając go w rękach i patrząc na kolorową okładkę, na której widniało zdjęcie burmistrza otwierającego odnowioną bibliotekę. - Tak, słyszałem o tym – powiedział nieznajomy. – Mogę już ją wziąć? - Och, tak. Oczywiście. „Miasteczkowy informator” przesunął się po blacie pod ręką sprzedawcy i zatrzymał w połowie drogi. - Pan… pan jest stąd? Tym razem na dłuże j spotkały się ich spojrzenia. Kim ty jesteś, u diabła, że nie mogę przestać na ciebie patrzeć? Sprzedawca zmarszczył czoło. Teraz miał całkowitą pewność, że skądś zna tego człowieka. Wszystko przez te czarne oczy i postrzępione brwi, wystające z pod czapki. I głos. Gdzieś już go słyszał. Przycisnął gazetę, nie pozwalając mężczyźnie swobodnie jej zabrać. - Może pan ją puścić… Umysł usiłował podsunąć coś staremu, któremu zaciążyły w ustach dwa słowa: znam cię. Lecz skąd? Kto to, u licha, jest? - Rafał…– szepnął sprzedawca. – Rafał Wojnarski?

9


www.powiadaja-ze.cba.pl

Nieznajomy otworzył usta i chyba nie wiedział, co powiedzieć. Za chwilę zdziwi się jeszcze bardziej, gdy sprzedawca zerwie mu czapkę z głowy i zacznie śmiać się jak do starego, dobrego przyjaciela, lecz ten moment jes t najważniejszy. Moment usłyszenia swojego imienia i nazwiska z ust kogoś, kto należy do przeszłości. To jak zaklęcie czarnoksiężnika władającego czasem. Chwila ciszy a potem dwa uderzenia w bramy twojego umysłu: Rafał. Wojnarski. I nagle wraca wszystko, co miało już dla ciebie nie istnieć. Próbowałeś tego nie usłyszeć, wyjść stąd jak najszybciej i jeszcze przez jakiś czas być tylko szpiegiem, obserwatorem, kimś z zewnątrz. Lecz nie. Ty wciąż tutaj byłeś. Pamięć o tobie. Twoje duchowe kości pochowane na t ej jałowej ziemi, o której ciągle myślałeś. Grób straconego czasu. Nie uciekniesz. To mówił nieznajomemu umysł. Nie uciekniesz i doskonale o tym wiedziałeś. Przyszedłeś do otchłani i skoczyłeś, więc nie dziw się teraz, że spadasz. Gdy jego czapka znalazła się obok gazety na blacie, miał jeszcze szerzej otwarte usta i oczy. Pobladł i nie mógł wyrzucić z siebie choćby jednego słowa. Gotował się w nim gniew będący odruchem na głupi strach i nieporadność, lecz stary tego nie widział. Już ściskał nieznajomego, już mówił mu w szyję: - Miło cię widzieć! Kopę lat! Co cię do nas sprowadza? - Sprawy… rodzinne. W pewnym sensie nie było to kłamstwo. - Cholera, ile to czasu minęło? Siedem lat? Rafał zerknął na zegar ścienny, który wskazywał kwadrans po dwunastej. - Pięć – odpowiedział w zamyśleniu. – Tylko pięć lat. Sprzedawca pokiwał głową. - I co u ciebie? Bo u nas całkiem sporo się zmieniło. - Nie wątpię… - Wciąż patrzył na zegar. - A praca? Masz pracę? Pamiętam, że wyjeżdżałeś stąd z myślą o zosta niu policjantem. Udało się? Rafał spojrzał na niego. Ręka, którą trzymał wciąż unieruchomioną przez starego gazetę, zadrżała kilka razy, lecz sprzedawca tego nie zauważył. - Nie. Nie udało się. Nie zdałem testów. Stary pokiwał głową z nieco poważniejszą miną. - Widocznie nie tam twoje miejsce. – Uśmiechnął się. – Czyżbyś szukał go tutaj? Wracasz do nas?

10


www.powiadaja-ze.cba.pl

Rafał zabrał gazetę zdecydowanym ruchem (tak naprawdę wyszarpał ją, lecz to nie docierało do starego, bo był zbyt ucieszony tym niezwykłym spotkaniem) i włożył ją pod pachę. Spakował colę i trufle do reklamówki. - Raczej nie. Jestem tu tylko… przejazdem. - Och tak. Ludzie przychodzą i odchodzą . Moja córka też myśli o tym, by uciec do miasta. Ale po tobie widzę, że to się nie do końca sprawdza. – Milczał przez krótką chwilę. Pamiętasz w ogóle moją Różę? - Tak, pamiętam ją. - A Dorota? Odwiedzisz ją? - Nie wiem. - Powinieneś, bo… - Lepiej już pójdę. Sprzedawca westchnął i skinął głową. Poczuł wtedy skurcz w żołądku, bo dotarło do niego, że chyba otarł się o temat, którego lepiej nie poruszać. I tak powiedział o jedno słowo za dużo. Dorota. Rafał wziął siatkę i naciągnął czapkę na głowę. - A paliwo? Nie zapłaciłeś za paliwo. - Pieniądze leżą przed tobą. Stanowisko numer trzy. Masz wszys tko odliczone. - Wpadniesz jeszcze do mnie? Chłopak już szedł w stronę drzwi. Zatrzymał się i obejrzał, patrząc na starego z nad ramienia. Stał tak chwilę i w końcu powiedział cicho: - Nie sądzę. Gdy znalazł się na zewnątrz, odetchnął głęboko. Serce waliło mu jak szalone. Wrzucił gazetę do siatki i chwiejnym krokiem ruszył w stronę samochodu, który postawił pod dachem stacji – małego, szarego furgonu marki Volkswagen. W końcu usiadł za kierownicą i spojrzał w oczy w lusterku. Zamrugał nimi kilka razy , potem tarł dłońmi twarz . Z placami przyłożonymi do ust wpatrzył się w drogę. - Weź się w garść – wydukał przez kraty własnych dłoni. – No dalej, do cholery. Weź się w garść. Opuścił ręce i zerknął na sklep stacji benzynowej. - Nie wrócę – szepnął, gdy rozpinał kurtkę. – O nie. Nigdy w życiu. Zza spodni wyciągnął czeski pistolet CZ-85 kaliber 9 mm i położył go na siedzeniu obok. Broń była naładowana; w magazynku znajdowało się szesnaście naboi.

11


www.powiadaja-ze.cba.pl

Przekręcił kluczyk w stacyjce, zapalił silnik i odjecha ł w stronę miasteczka, wsłuchany w Up a Lazy River zespołu Ink Spots.

***

Na pierwszy rzut oka wszystko było takie samo. Sklep wędkarski Cyrankiewicza wciąż miał przekrzywiony napis nad drzwiami, zielona farba odpadała płatami z apteki niczym skóra z liniejącego węża. Wędkarze jechali poboczem na rowerach, zgarbieni i skuleni – tacy jak zwykle. Może mieli bardziej pomarszczone twarze, ale gumowe płaszcze i kapelusze idealnie ich zakonserwowały; okryły niczym dywan położony na pęknięciu w podłodze. Możesz tam stanąć, noga zapadnie ci się i usłyszysz dziwny trzask, ale wszystko wygląda przecież normalnie. Możesz zwolnić swój furgon, otworzyć okno i zapytać, gdzie w tym miasteczku da się czegoś napić, i na pewno powiedzą ci, żebyś jechał dalej tą drogą i potem skręcił w lewo, w stronę wzgórza. - Jest tam tani bar, z którego widać zegar na wieży kościoła – powiedziałby jeden z nich, mrużąc oczy przez wiatr. Może dodałby: - Rafał? Rafał Wojnarski? I wtedy znów przypomniałbyś sobie, że wróciłeś na stare śmieci. Tutaj już leżą twoje kości. Czekają na ciebie, jakbyś był chodzącym trupem szukającym spoczynku. Odór, który wokół siebie rozprzestrzeniasz, to pamięć o tobie. Właśnie to czują ludzie, gdy podchodzisz. Właśnie dlatego jeden z wędkarzy dziwnie zerkałby na ciebie przez opuszczoną szybę. Właśnie dlatego nie zwolniłeś i pojechałeś dalej. Nie chcesz być rozpoznany. Nie chcesz tych kości. Rafał spojrzał na zegarek. Było jakoś w pół do pierw szej. Przyśpieszył nieco i co chwila zerkał na broń leżącą obok. Odniósł wrażenie, że zupełnie zapomniał, co chce z nią zrobić. Kompletna pustka w głowie. Aż chciał się panicznie roześmiać. Po prawej zobaczył leniwie płynącą rzekę, która biegła wzdłuż miasteczka, a potem skręcała na wschód niedaleko starego tartaku. Doskonale to pamiętał. Często chodził nad brzeg i rzucał z kolegami kamienie do rwącej wody. O czym wtedy tak namiętnie rozmawiali? - O świrze, który się w niej utopił. – Pokiwał głową i zerknął w lusterko. – Teraz dołączył do niego jakiś dzieciak. Skręcił koło kościoła i pojechał prosto. Wzdłuż rzeki.

12


www.powiadaja-ze.cba.pl

- Wyobrażaliśmy sobie, że płynie pod prąd i łapie nasze kamienie. – Nagle roześmiał się, a w oczach zabłyszczały mu łzy. – Ten dureń, Lechowski, wmawiał małym dziecia kom, że karmimy trupa kamolcami. Spojrzał w lewo, na duży sklep spożywczy z podjazdem. Gdy Rafał był tu ostatni raz, pracowała w nim wielka, gruba baba, która podobno zakochała się w księdzu. Zaraz, kiedy to było? - Nie… gdy stąd odjeżdżałem, już od dawna nie żyła . Umarła jakoś w osiemdziesiątym szóst ym… Więc dlaczego o niej pomyślał? I o tych wyprawach nad rzekę? To wszystko to przecież jego dzieciństwo. Gdy upuszczał miasteczko, był już facetem i miał na koncie i nne zdarzenia, które powinny być świeższe w odmętach wspomnień… Na przykład pierwsza noc z Dorotą. - „Zaglądasz mi pod kieckę?” – udał głos wielkiej sprzedawczyni; pamiętał go jak dziś. – „Lepiej tego nie rób, bo jeszcze pod nią wejdziesz i już nigdy nie wrócisz do domu! Mam taki wielki zad, że się zgubisz między moimi nogami!” – Śmiał się, gdy po policzku łza spływała mu w stronę nieogolonej brody. Najbardziej rozbawiło go to, że nawet teraz pamiętał, jaką miał minę, gdy to usłyszał. Był przerażony. I chyba uciekł. Do dziś nie zrozumiał , czemu ta kobieta powiedziała mu coś takiego, gdy chc iał kupić paczkę lizaków. Może jego kumple robili jej jakieś kawały i spodziewała się czegoś również po nim. - Nie kupiłem tych pieprzonych lizaków. Po prostu zwiałem… - chichotał i na nagle przestał, gdy znów spojrzał na pistolet. – A potem poszliśmy nad rzekę. – Teraz śledził wzrokiem jej nurt. – Darek ciągle gadał o tym trupie, zupełnie, jakby rzeczywiście wierzył w to, że gość wciąż gdzieś tam jest. Ale przecież go wyłowili. – Zmarszczył czoło, oczy mu zmętniały. Chyba właśnie chwycił w dłoń jedną z ty ch kości, które tutaj po sobie zostawił. – Wyłowili go, a potem po prostu pochowali na cmentarzu . Była nawet afera z jego grobem. Pod napisem „Tutaj leży Albert Starostecki 1940-1981” ktoś dodał czerwoną farbą: „Obyś smażył się w piekle”. Kto to zrobił? - Jeden z nas to napisał. – Rafał miał szeroko rozwarte oczy i pobladł. Lewa dłoń znów mu zadrżała, zaciśnięta na kierownicy. – Grubas to napisał.

13


www.powiadaja-ze.cba.pl

Zwolnił i skręcił w głąb miasteczka. Myśl o topielcu nieco osłabła w jego głowie (sama rzeka znikła gdzieś z tyłu za furgonem), lecz wciąż błądził w przeszłości . Gdy wodził wzrokiem po budynkach, usłyszał w myślach drwiący śmiech Grubego. - Dałem popalić staremu świrowi! Należało mu się! - rechocze Gruby stojący nad brzegiem. Przed nim siedzi pozostałych trzech c hłopców i patrzą nań ze zdziwieniem. - Po co żeś to zrobił? – pyta jeden z nich, Piegowaty. – Porąbało cię? Jak ktoś się dowie, wszyscy możemy oberwać za to, że cię nie wydaliśmy! - Tchórzysz? – Gurby przekrzywia głowę i zbliża się do piegowatego. – No jak? Strach cię przeleciał, chudy smarku? - Nie nazywaj mnie tak! - Nie lubisz tego, prawda? Prawda, chudy smarku? - Dajcie spokój! – krzyknął Rafał siedzący za kierownicą i ten drugi Rafał, który tamtego dnia rzucał kamienie do rzeki. – On ma rację! - Nie wierzę… wszyscy jesteście dupami wołowymi? A ty, Tom -tom? Co ty na to? Najniższy z nich, Tomek Wachal, wstaje i patrzy na wszystkich po kolei ze zmarszczonym czołem. Po chwili mówi: - Mogłeś tego nie robić. – Rafał zmrużył oczy. Chyba tego dnia więzi spaja jące ich paczkę osłabły i każdy zaczął pracować na własny interes. Spotykali się coraz rzadziej, aż w końcu… - Aż w końcu każdy stał się w oczach reszty obcym człowiekiem. Kimś, do kogo nie powiesz „cześć”, bo nigdy nie grałeś z nim w piłkę i nie gadałeś o największych cyckach w szkole, prawda? Przestali być takimi osobami , a ja razem z nimi. Więc kim był, przyjeżdżając tutaj? - Nikim. – Pokręcił głową i znów spojrzał na broń. – Zupełnie nikim. Zobaczył budy nek tutejszej szkoły i zwolnił. Był już prawie na miejscu… tylko po co? Co ma zrobić za chwilę? Ręka zadrżała. Pociągnął nosem i zerknął nerwowo w lusterko. Cały czas miał wrażenie, że ktoś za nim jedzie. Zatrzymał się niedaleko boiska. Dokładnie tuż obok furtki prowadzącej na teren szkoły. Zgasił silni k. Zastygł w bezruchu tuż po tym, gdy jeszcze raz zerknął na zegarek. Pięć minut po trzynastej. Ona (kto?) zaraz wyjdzie ze szkoły, dziś o tej porze kończy pracę. Tak przynajmniej twierdziła jej koleżanka ( czyja?), gdy zadzwonił do niej przed przyjazdem. - Co ja robię? Pochylił się do fotelu obok, nie odrywając wzroku od drzwi szkoły i chwycił pistolet. Odbezpieczył go między kolanami.

14


www.powiadaja-ze.cba.pl

Ta pustka w głowie. Okropna. Zupełnie, jakby to nie on sterował swoim ciałem, tylko coś z zewnątrz. Zacisnął mocniej palc e na rękojeści. - Po co mi on? Po co to wszystko? I wtedy zobaczył Dorotę wychodzącą ze szkoły. Dłoń z CZ-85 automatycznie skierowała się w stronę drzwi i zawisła w oczekiwaniu, jakby zaraz miał wznieść lufę, wycelować i wypalić. - Jezusie przenajświętsz y… – Rafał nie mógł złapać tchu. – Wróciłem, czy tego chcę, czy nie chcę. Wróciłem jako świr – mówił szeptem. Dorota była już w połowie chodnika prowadzącego do furtki. Szła ubrana w szarką kurtkę i długą, czerwoną spódnicę. Słyszał, jak jej obcasy stukaj ą o płyty posypane piaskiem. I miał wrażenie, że to odgłos wskazówek wielkiego zegara w jego ciele, zegara, który ma wybić godzinę pociągnięcia za spust. - Nie – jęknął. – W magazynku nie ma szesnastu naboi. Jest tylko jeden. I… Boże, nie dla niej. Ostatkiem sił otworzył schowek i wrzucił do niego pistolet. W tym momencie Dorota przechodziła przez furtkę i zauważyła Rafała. Pewnie nie poznała go od razu, ale zwolniła i w jej oczach już było to, co niosło spojrzenie faceta ze stacji benzynowej. Poczuła zapach przeszłości. Coś w głowie Rafała… pustka znikła. Jakby poczuł się w większej części sobą. W większej części normalnym i szczęśliwym człowiekiem, choć już dawno temu przestał wierzyć w szczęście. - Rafał? Czarnoksiężnik czasu znów zapukał do drzwi um ysłu. Tym razem je wyważył. - Rafał, to ty? Rafał nawet nie wiedział, kiedy uchylił okno, by móc ją usłyszeć. Tylko pokiwał głową, a oczy zabłyszczały mu łzami. - Mogę… mogę wejść? Wpuścił do samochodu człowieka, kt óry miał przy sobie wszystkie jego kości, jakie tutaj leżały.

4

- Wojtek…. Wojtek, obudź się!

15


www.powiadaja-ze.cba.pl

Wojtek dźwignął głowę z poduszki i spojrzał na pochylonego nad nim brata. - Porąbało cię? Jezu, która jest godzina… - mruknął i zerknął na zegarek elektroniczny. – O matko. Kładź się, człowieku. Jes t druga nad ranem. Jutro muszę… - Wstawaj i pomóż mi. - Co? - Proszę cię. – Teraz dopiero Wojtek zauważył w oczach Łukasza łzy przerażenia. – Wstań. Podejdź ze mną do okna i powiedz, że niczego nie widzisz. Po chwili obaj znajdowali się na środku pokoju , czując pod stopami ciepły, włochaty dywan. Okno było jedno, bardzo szerokie i właśnie spływały po nim krople deszczu. Gdzieś na podwórzu tliła się mlecznym światłem niska lampa. Rzucała ich cienie na drugą stronę pomieszczenia i rozciągała je niczym czar ną gumę do żucia. - Co zobaczyłeś? – zapytał szeptem Wojtek. - Tam… tam ktoś jest. Puka w szybę i mówi coś do mnie. - Co? – Wojtek ruszył się z miejsca; szedł powoli w stronę okna. Jego brat został w tyle. - Woła. Chce, żebym gdzieś poszedł – dodał jeszcze ciszej. Deszcz stukał z cicha o szybę. Wojtek zbliżał się do niej z rozwartymi ustami. Miał minę jak dziecko po porażeniu mózgowym – gigantyczne, uformowane przez mięśnie twarzy pytanie: DLACZEGO? Dlaczego serce wali mi jak szalone? To na pewno gałąź go obudziła. Gałąź. Ciekawe skąd? Po tej stronie domu nie rosną żadne drzewa. Jego twarz rozświetlił błysk pioruna. W końcu chłopak przytknął czoło do zimnej szyby i stał tak przez chwilę, malując na niej oddechem chmurkę pary. - Łukasz? - zaczął, nie odrywając głowy od szkła. – Tutaj niczego nie ma. Obejrzał się na brata i zobaczył, jak ten porusza szczęką i wskazuje palcem na okno. Puk-puk. Coś zastukało za plecami Wojtka. Gdy obracał się, „DLACZEGO?” znów rosło na jego twarzy, a oczy rozwierały się powolutku. Rozświetlił je kolejny błysk pioruna, który rzucił do pokoju trzeci cień kogoś, kto był na zewnątrz. Ten Ktoś pukał w okno czołem. - O Boże. Dziewczynka zmoczona przez deszcz musiała gnić od wielu tygodni. Jej twarz wyglądała jak pęczniejący grzyb, przez który prześwituje blask błękitnego słońca… to jej oczy tak świeciły. Chłopak widział bielmo, które je pokrywa. Mówiła coś. Coś jak… - To chyba wasze.

16


www.powiadaja-ze.cba.pl

W ręce trzymała papierowy statek. Jej czarne usta wygięły się w demonicznym uśmiechu i tym razem uderzyła w szybę pięścią .

5

Chlap! Rafała obudził dziwny dźwięk, który albo był echem snu gasnącego w odmętach umysłu, albo faktycznie rozlegał się gdzieś w domu Doroty. Dźwięk. Nazwał go mokrym, gdy tylko otworzył oczy i wpatrzył się w sufit. Zauważył brak cieni drzew

rzuconych przez światło nocnej lampy na podwórzu . Zapamiętał je

dokładnie tuż przed zaśnięciem. I ten odruchowy ruch, który nastąpił później – obrócenie się w stronę ściany. Odkąd pamiętał, zawsze kładł się plecami do pokoju , w którym spał. Inaczej nie mógł zasnąć, bo zerkał na różne miejsca – pod biurko, w okno, w szparę między drzwiami szafy - i doszukiwał się w nich czegoś... czegoś, co jest wytworem wyobraźni, ale i tak człowiek obawia się tego w świecie rzeczywistym. Najbardziej nienawidził skraju łóżka, zwłaszcza, gdy ten pozostawał nie okryty. Rozkładał pościel jak najszerzej, a w pobliżu głowy umieszczał dodatkowe poduszki; chciał zapełnić przestrzeń przed sobą czym tylko się da, by widzieć jak najmniej szą część podłogi. Bał się, że Coś pełznie po niej akurat wtedy, gdy on zamyka oczy. Coś, co czeka na moment, gdy kolejny raz będziesz wodził wzrokiem, a potem pomyślisz „to idiotyczne” i znów twoje powieki opadną. Bo wtedy to Coś tutaj rządzi. Im dłużej będziesz nie p atrzył, tym więcej zdoła zrobić. Tym bardziej się zbliży, w końcu zaczniesz czuć jego zgniły zapach. Zorientujesz się, że kołdra naciągnęła się, bo… Dłonie pełznące po łóżku. Ten stwór na pewno miał sine, ludzkie dłonie. Możliwe, że składał się tylko z nic h i nienaturalnie długich ramion. Reszta mogła być kołtunem mroku lub czymkolwiek innym. Liczyły się tylko dłonie. Wznosiły się z rozcapierzonymi palcami, powoli , bardzo powoli. Dotykały skraju łóżka, wpijały w niego paznokcie i wdrapywały się centymetr z a centymetrem. Rafał nie chciał zamknąć oczu, bo wtedy Dłonie miały kolejny ruch. Nie chciał patrzeć, bo wolał ich nie widzieć. I na tym polegał potrzask. Potrzask własnego umysłu, nad którym ciężko jest zapanować, gdy wokół rozlega się cisza i gaśnie wszelkie mocne światło. Najprościej było się odwrócić i nie myśleć o tym, co MOŻE dziać się za twoimi plecami. Tak uważał w wieku dziesięciu lat. Sześć lat później, gdy rozpoczynał naukę w liceum – też. Teraz miał trzydziestkę na karku i wciąż robił to samo.

17


www.powiadaja-ze.cba.pl

Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają. Szczelnie chował dłonie i stopy pod kołdrę. Czasem podkulał kolana pod brzuch. Wierzył w dziwny przesąd, że to, co grasuje tam w dole, z chęcią odgryzie mu wystające palce rąk i nóg. Ten obyczaj również został mu aż do dziś… zaraz, zaraz. „To, co grasuje tam w dole”? Tam niczego nie ma. O tak, umiał to sobie powiedzieć, przecież był dorosły i wiedział, że potwory nie istnieją. Ale i tak ubezpieczał się. Gdy nie leżał twarzą do ściany, zamknięcie oczu na dłuższy czas zdawało się być wyrokiem śmierci wydanym wiele lat temu, gdy nie rozumiałeś, na czym polega wypełnienie pitu, w ogóle o tym nie myślałeś. O kursach walut też. Miałeś przecież swoje własne problemy; nocne problemy . Ale strach jest jak rozkosz – kusi tym samym. Ciekawością. Teraz Rafał też chciał rozejrzeć się po pokoju. Chlap! Powietrze było niezwykle ciężkie i wilgotne, a w pokoju panowała duchota . Brak cieni na suficie nie dawał mu spokoju. Wywnioskował, że ranek jest już bardzo blisko, skoro nocna lampa zgasła. A więc spał co najmniej kilka godzin. Chlap! Zdał sobie sprawę, że jak nigdy dotąd pragnie nie spojrzeć w lewo, lecz obrócić się z powrotem na bok i zasnąć. Wiedział jednak, że ten nie dokręcony kran nie da mu spokoju. No to wstań i idź go zakręcić – pomyślał. – Śmiało. Po chwili dotarło do niego, że na pięterku nie ma łazienki. Kuchni tym bardziej. Wszelkie krany znajdują się na parterze, więc trzeba by było mieć naprawdę dobry słuch, żeby… Chlap! Czy taki odgłos wydaje kropla spadająca do umywalki? Nie. Na pewno nie. Jedyne skojarzenie, jakie mu się nasunęło, to dźwięk, gdy boso wskakuje się do kałuży. Dokładnie coś takiego.

…c

hlap!

Teraz robił się coraz głośniejszy i wyraźniejszy, jakby ktoś podkręcał głośność w mózgu Rafała. Albo jakb y źródło odgłosu było coraz bliżej. Chłopak zastygł w bezruchu i poczuł, że zesztywniała mu twarz, a serce przyśpieszyło pracę. Nagle odgłosy rozległy się w szybszym tempie. Chlap-chlap. Chlap -chlap. Chlap -chlap. Coś zimnego skapnęło mu na

18


www.powiadaja-ze.cba.pl

lewą dłoń, która leżała na kołdrze. Przyjął z trudem do świadomości , że to lodowata woda. Wiedział, że kropli jest więcej, a pościel i kołdrę zdobi już mozaika mokrych znaczków… ale wciąż nie chciał spojrzeć w lewo. A jednocześnie zdawał sobie sprawę, że i tak to zrobi, b o człowiek zawsze musi spojrzeć. Nie miał już wątpliwości, że w centrum pokoju dzieje się coś nienormalnego. Instynktownie wyczuwał obok cykliczny ruch kończący się mokrym, nieprzyjemnym: Chlap! Jeśli nie umysł, to organizm płatał mu figle. Tymczasem dźwięki znów rozlegały się z większymi przerwami. Jezu, czy to jakiś sen? – pomyślał chłopak. Zauważył coś jeszcze: echo odgłosów było nienaturalnie mocne. Zupełnie, jakby pokój był niezwykle szczelnie zamknięty. I ta duchota… Nagle napadła go absurdalna myśl. To Rękostwór przyszedł raz na zawsze załatwić to, czego nigdy nie dokończył. Teraz gówno go obchodzi, czy ofiara ma zamknięte oczy, czy nie. Po prostu przyszedł i jest. Ten ostatni raz. Chlap! Rękostwór… to Rękostwór… jest tu i tym razem pokaże mi swo ją twarz, z której wyrastają te długie ramiona, zawsze próbujące zamknąć się na całym pieprzonym łóżku jak stalowa pułapka na niedźwiedzie…tym razem mnie zabije… to on… Boże… to on… Zrobił to. Spojrzał w lewo. Zamiast jakichkolwiek rąk, ujrzał jednak sto py. Drobne, złączone stópki, wznoszące się i opadające na wodę, która zalała podłogę pokoju na jakieś trzy centymetry. Chlap! W tej wielkiej kałuży siedziała mała istotka. Dziecko, a konkretnie dziewczynka, o długich, czarnych włosach. Mokrych włosach. O tak. Umysł Rafała ciągle podkreślał to słowo. Mokre włosy. Mokre. Wszystko jest mokre. Głowę miała przyciśniętą do kolan , za którymi splotła rączki (sine, ale zupełnie inne niż te, o których zawsze myślał Rafał) i kołysała się wahadłowymi ruchami na poś ladkach, rozbryzgując dookoła wodę. Ruch do tyłu, ruch do przodu i chlap! Tym razem mocniejsze, bo prysło Rafałowi w twarz. Rozwarł oczy i usta. Dziecko zastygło w bezruchu. Nie rozległo się już żadne chlap i to chyba coś oznaczało. Jakąś nową część tego spektaklu. Rączki zsunęły się z kolan i opadły bezwładnie do wody. Główka dziewczynki poruszyła się, a raczej przekrzywiła nieco w lewo i prawo. Zupełnie, jakby budziła się z jakiegoś transu. Najpierw ja, teraz ona - pomyślał chłopak. - Lubię pływać – nagle rozległ się cichy głos.

19


www.powiadaja-ze.cba.pl

Tak jak wcześniej, umysł Rafała nazwał go mokrym, lecz po chwili dodał jeszcze jedno słowo. Zgniły. - Bardzo lubię pływać. Niezwykle lubię pływać. Strasznie lubię pływać.

Dziewczynka rzęziła coraz głośniej. Brzmiało to jak mo wa kogoś, komu zatkano czymś krtań. Albo częściowo poderżnięto gardło. Przechyliła się do tyłu i znów opadła stópkami na wodę. Chlap! Podniosła główkę, a w gardle Rafała ugrzązł krzyk przerażenia. To na pewno nie był Rękostwór. Dziewczynka miała oczy powleczone bielmem, które fosforyzowało upiornym, błękitnym blaskiem. Rafał zobaczył skórę odłażącą płatami z czoła i policzków dziecka. Złuszczona i spękana, wyglądała bardziej jak podarta reklamówka naciągnięta na głowę pięciolatki. Pięciolatka. Gdy tylko o tym pomyślał, czarne, trupie usta posłały mu drwiący uśmiech. - Mamusia zawsze mówi, że to źle, gdy ktoś mówi „strasznie to lubię”. Ale ja naprawdę strasznie lubię pływać. – Uklękła i przekręciła głowę w ten ciekawski sposób, w jaki robią to pięcioletn ie dziewczynki. – A ty, tato? Lubisz pływać? Pokręcił głową. Nie mało to jednak oznaczać: - Nie, kochanie. Wolę jeździć samochodem. To miało być ciche, drżące: nie wierzę… nie wierzę… to jakiś koszmar… Lecz nic nie dobyło się z jego ust. Mógł tylko leżeć i patrzeć. I czekać na coś gorszego. - Nie martw się. – Zabrzmiało to bardziej jak bulgotanie i nagle z jej ust zaczęła cieknąć woda. – Nauczę cię. – Dziecko ruszyło w stronę łóżka chwiejnym krokiem. Wyciągnęła przed siebie dłonie i wciąż uśmiechała się. – Nauczęęęę cięęęę… - powtórzyła przeciągle, a z jej ust trysnął większy strumień wody wymieszanej z jakąś czarną breją i ochlapał kołdrę na piersi Rafała. Widział jej czarne, przegniłe zęby i skojarzył je z kratą zamontowaną na rurze, z której nieczystości uchodzą do rzeki. Z tej pięciolatki też uchodziły nieczystości. Ciekły już nie tylko ustami; widział maź wypływającą z jej uszu i kapiącą z pod spódniczki. – Oni mi pomogą… wszyscy nauczymy cię… - Wskazała na okno. Gdy na nie spojrzał, zrozumiał, skąd to echo i duchota. Stary świat znalazł się na dnie oceanu. Albo zalała go rzeka, która opuściła koryto. Niedaleko unosiły się poszarpane zwłoki mężczyzny, a tuż za nimi dryfował wrak samochodu. Czarna wołga miała otwarte wszystkie drzwi i coś właśnie ją opuszczało…Trup podpłynął bliżej i otworzył oczy. Uwolnił się z nich ten sam błękitny blask. Gość za czął walić zielonymi pięściami w szybę; śmiał się, rozpylając dookoła sieć bąbelków. Dziewczynka wchodziła już na łóżko. Na jego skraj. Powtarzała w kółko jedno słowo:

20


www.powiadaja-ze.cba.pl

- Tato… tato… tato… Za oknem było coraz bardziej tłoczno. Przy szybie unosiło się bia lutkie niemowlę otoczone psimi ciałkami. Szczenięta nagle ożyły i przytknęły nosy do szyby. Wszystkie świeciły oczyma i merdały ogonami. Niemowlę też zerkało na przerażonego mężczyznę w łóżku, wyciągając do niego rączki, jakby również chciało powiedzieć: - Tato… Na oknie pojawiła się pajęczyna pęknięć. Woda z zewnątrz zaczęła przeciekać do środka. - Tato… nauczę cię pływać… Rafał poczuł na szyi zaciskające się, obślizgłe, lodowate dłonie. Dziewczynka pochyliła się tuż nad nim i rozwarła usta. Breja ochlapała mu twarz. Błysk oczu dziewczynki stał się oślepiaj ący. A potem… Odgłos pękającego okna i ryk wody dostającej się do domu. I słowo. Słowo, które burzyło resztki rozsądku. Jedno słowo. Tata. Tata. Tata. Tata.

6

Koszmarem może być obraz. Czasem ich sieć. Zdjęcia, których nie chcemy widzieć, filmy, jakich lepiej nie oglądać. Wykrzywione cierpieniem twarze migoczące przez foliowe zasłony w szpitalnych pomieszczeniach. Bezuczuciowe, trupie lica na pogrzebach, ulepione z lodowatej gliny przez samą śmierć. Koszmarem może być człowiek. Na przykład ten, który przyzna się swoim dzieciakom, że gdy tylko Wisienka, stara suka ich babki rodzi kolejne szczeniaki, on pakuje je do worka i topi w pobliskiej rzece. Bo tak jest najprościej. One i tak nie cierpią, prawda? Przecież to tylko głupie zwierzęta. Być koszmarem. Być marą. Chodzącym snem, który nie chce się skończyć. Każdy z nas to potrafi – stać się swoją własną, w kółko powtarzającą się myślą: nie pozwoliłaś żyć swojemu dziecku. Wyrzuciłaś je do rzeki. Patrzyłaś, jak k urczy się, niknie, aż w końcu znika.

21


www.powiadaja-ze.cba.pl

Nikt nie wiedział, że Agata Olszeska, tutejsza barmanka, rzeczywiście to zrobiła. Zawsze krążyły wokół niej plotki, że poroniła. O czywiście, że tak. Poroniła, do ciężkiej cholery! Poroniła tuż nad brzegiem R zeki. Dlaczego to zrobiłam? Koszmarem może być pytanie bez odpowiedzi.

FRAGMENT ARTYKUŁU FRANCISZKA DOMAGALSKIEGO – „CICHA TRAGEDIA” („Miasteczko – z ostatniej chwili” - numer 7, lipiec, 1981)

Dziś rano wyłowiono z rzeki zwłoki pięćdziesięciolatka. Tutejsi ludzie twierdzą, że mężczyzna miał problemy na tle psychicznym i popełnił samobójstwo. - Czasem przychodził tu i pytał nas, kiedy umrze. Wtedy kończyły się wszystkie rozmowy, a każdy siedział z wzrokiem wlepionym w podłogę. Widzi pan, nikt nie wiedział, co powiedzieć. Tym bardziej zrobić. No i w końcu ten facet sam sobie odpowiedział na to pytanie… - mówi jeden z stałych klientów baru „U Olgierda”. (…)

Dlaczego?

FRAGMENT ARTYKUŁU ELŻBIETY ROCH – „NIESZCZĘŚLIWY WYPADKEK CZY NIESZCZĘŚLIWA SZESNASTOLATKA?” („Informator miasteczkowy” – numer 9, wrzesień, 1999)

Kolejny młody człowiek postanowił zakończyć swoje życie. Jak podają świadkowie, w ostatni piątek w południe widziano dziewczynę, która skoczyła z mostu do rzeki. Jej zwłoki wyłowiono z wody dwie godziny później. To już szósty taki przypadek w roku. Zszokowani mieszkańcy miasteczka nie wiedzą, co dzieje się z ich dziećmi. (…)

Dlaczego? Nikt nie powie reporterowi:

22


www.powiadaja-ze.cba.pl

- I dobrze, że gość się załatwił. Nie lubiłem tego typa i cieszę się , że teraz moje dzieciaki nie mogą spotkać go na ulicy. Pieprzony świr! Nikt nie zapyta: - Rzuciła się z mostu? Ta mała idiotka, która zawsze dostawała od nas lanie po lekcjach? Każdy zajmie się sobą i będzie żył dalej, bo tak jest najprościej. Najbezpieczniej. Najtaniej. Koszmarem może być czerwony napis na czyimś nagrobku: OBYŚ SMAŻYŁ SIĘ W PIEKLE. I śmiech twojego kumpla: - Dałem popalić staremu świrowi! Należał o mu się! Nie mogłeś mu uwierzyć, gdy to powiedział. Zawsze myślałeś, że wszystkie świństewka, jakie się wam zdarzają, głupstwa, psoty i błędy, to tylko taka gra. Gra dzieciństwa. A potem okazało się, że nic nie jest takie, za jakie to brałeś. Nawet ty sam. Koszmarem może być słowo. Jedno słowo. Tata. Koszmarem może być cykliczność tego słowa. Noc w noc je słyszysz i chcesz o nim zapomnieć, wymazać ze swojego słownika, ale to niemożliwe, bo z „tata” łączą się dźwięki i obrazy. Chlupot, odgłos bosych stóp kroczących w gigantycznej kałuży. Coraz głośniejszy. Widzisz rozsypujące się ciało kobiety, którą kiedyś dotykałeś w niezwykły sposób. Idzie do ciebie. Patrzysz na nią i nie możesz nic zrobić. Ta spękana twarz, balon wypełniony mętną wodą. Balon, który za każdym razem pęka tuż nad twoją twarzą. Noc w noc. Kiedyś całowałeś jej usta, a teraz… Zawsze zbliża się do twojego łóżka. Łóżka w motelu. Maty rozłożonej na stacji, do której nie dojechał zepsuty pociąg. Łóżka w mieszkaniu twojego kumpla. Łóżka w twoim domu. Łóżka w miejscu, do którego nie miałeś wracać, ale jednak zrobiłeś to. Pieprzona królowa nocy. Księżna Plusku Wody. Rękostwór mógłby być jej psem… I w końcu koszmarem jesteś ty. Tylko i wyłącznie ty. Wystarczy uznać, że wszystko jest twoją winą, nawet to, na co nie miałeś wpływu. To, co zrobiłeś tuż przed chwilą i co jeszcze zdążysz wyczynić. Wszystkie twoje uczucia to jedno wielkie gówno, na które sobie zasłużyłeś, prawda? Masz swoje cierpienie i nagle tylko ono jest widoczne. Coś trzeba z tym zrobić, coś trzeba skończyć (chcę zasnąć. Chcę w końcu spokojnie zasnąć ), przestawić (godzina. Spałem

23


www.powiadaja-ze.cba.pl

tylko godzinę ), zamknąć, rozerwać na strzępy, opluć, zdeptać, żeby… aby…

( chcę nie

istnieć) och… niech to szlag… Boże wszechmogący. Pomóż mi tej jeden jedyny r az. Zaznać spokoju? Spokój. Jezu, jakie to zabawne słowo! Śmiałeś się, gdy ładowałeś broń; już wtedy nie wiedziałeś, po co w ogóle bierzesz ją ze sobą. A teraz zbliża się moment wyboru. Ten wielki magnes, który poruszył cię i przyciągnął aż tutaj, do cme ntarzyska twoich (MARZEŃ, PIEPRZONYCH MARZEŃ, KTÓRE SIĘ NIE SPEŁNIŁY!!!) wspomnień, jest na wyciągnięcie ręki. Dalej, Elvisie! Idź i zaśpiewaj, do cholery! Zaśpiewaj kołysankę dla tego, co niszczy cię od środka! Rusz dupę, paranoiku. Zrób swoje. Przecież t o niedaleko stąd. Rzeka płynie jakieś sto kroków od tego domu. Pamiętasz?

7

Wszystko działo się błyskawicznie – Rafał wstał z łóżka, wprawdzie zlany zimnym potem, ale nie roztrzęsiony. Gdy szedł po spodnie, nie sprawdzał odruchowo stopami (tak jak zawsze), czy podłoga nie jest mokra, jeszcze wilgotna od koszmaru, który na pewno przyszedł i tej nocy. Nawet nie pamiętał dokładnie, o czym śnił. Wiedział tyko, że tym razem nie ujrzał Doroty, ale jej (nasze…) dziecko. Ale to było bez znaczenia. Czuł to, gdy naciągał na siebie jeansy. Bez znaczenia. Bo coś się zmieniło - pomyślał. - Rafał? – Schodząc po schodach, zastanawiał się tylko nad jednym: gdzie ja, do cholery, położyłem broń? – Rafał, błagam cię! Uwolnij mnie! Przeszedł przez przedpokój i zajrzał do kuchni. Na środku siedziała Dorota przywiązana do krzesła taśmą izolacyjną. Jej oczy świeciły w ciemnościach, na szczęście w żywy, normalny sposób, a nie błękitnym blaskiem. - Rafał… - Przez chwilę wpatrywała się w jego częściowo zalaną cieniem twarz, jakb y chciała rzucić zaklęcie wzrokiem. – Rafał, rozwiąż to. Proszę. - Ty nie weźmiesz w tym wszystkim udziału. Poruszył się i już miał iść, gdy usłyszał:

24


www.powiadaja-ze.cba.pl

- Nie rób tego! – Zaczynała płakać. – Wszystko można zmienić! Nie… nie odbieraj sobie życia! To bez sensu! Stał w korytarzu, wpatrzony w drzwi. Zwiesił po chwili głowę i odrzekł szeptem: - Kochanie, myślisz, że chcę się zabić? – Jakby czekał na odpowiedź, lecz sam chciał jej udzielić. – Nie zrobię tego, bo… ja już jestem martwy. - Rafał! Słyszała, jak zatrzaskuje za sobą drzwi.

8

Z tego, co mówiła mu wcześniej Dorota, wynikało, że Grubas został w miasteczku i zajął się warsztatem samochodowym swojego ojca. Rafał wiedział, gdzie jest ten warsztat i pojechał tam furgonem. O tej porze wszystko było zamknięte, lecz właściciel mieszkał w domu stojącym tuż obok. Żył tam samotnie. Broń. Wrzuciłem ją do schowka. Powietrze, niezwykle rześkie, wręcz uderzało do głowy. Łom wyciągnięty z bagażnika błyszczał w świetle gwiazd jak różdżka, z której można rzucić zak lęcie pozwalające wywarzyć nie tylko drzwi mieszkania, ale i drzwi do czyjegoś umysłu.

9

- Rafał… Rafał, ja zwariuję. On przychodzi co noc. - Kto? - Ten facet, który rzucił się do rzeki. Ten, na którego grobie Grubas wypisał te wszystkie bzdury. Przychodzi i wali głową w okno. Chce, żebym z nim poszedł. - Tom-tom, ja…

…Ja nie wiem, co powiedzieć.

10

Przychodzę do ciebie, umarły przyjacielu, bo jestem przypomnieniem. I tchnieniem z ust losu, które może zgasić tutejszego demona. Albo na jakiś czas nasycić jego głód.

25


www.powiadaja-ze.cba.pl

Wstawaj. Jeszcze raz razem pójdziemy nad tę przeklętą rzekę. Tym razem bez Tom -toma, choć kto wie… może go tam spotkamy?

11

Niektóre rzeczy się nie zmieniają. Ludzie też. Przynajmniej z wyglądu. Grubas zdawał się być taki, jak zawsze. Mo że nieco wyższy, a na głowie brakowało mu kilku włosów, ale to wciąż był on. Człowiek, który dał początek nowym ścieżkom i drogom, jakie wiodły… no właśnie. Do czego? Jestem na półmetku, pomyślał Rafał, gdy przykładał mu lufę do czoła i mówił w sposób, któ ry przyprawiał o dreszcze. - Przychodzę do ciebie, umarły przyjacielu… - zaczął, gdy tylko zaistniał nad mężczyzną leżącym w łóżku. „Zaistniał” to dobre słowo, bo przyszedł tak jak te okropne mary, które go odwiedzały od (od zawsze?). Jego twarz pojawiła się nagle gdzieś pośród ciemności i miała surowy wyraz. Oczy błyszczały obłędnie, skupione na przerażonym człowieku z przeszłości. Chłopak poczuł dreszcz na plecach, a serce zabiło mu mocniej. Czy to właśnie takie uczucie? Tak wygląda bycie zjawą? Nie. Z nas dwóch to on jest potworem. - Kim jesteś? – zapytał szeptem Grubas. Rafał zaśmiał się. - Purpurowym zegarmistrzem światła – odrzekł i dźwignął mężczyznę z łóżka. - Długo zastanawiałem się, po co mi ta broń. Do kogo chcę z niej wycelować… - Kim j esteś?! - …przez chwilę chciałem nawet zastrzelić niewinnego człowieka. Dziewczynę, którą kochałem i chyba nadal kocham. Mój pękający w szwach umysł usiłował znaleźć coś, co można rozdeptać i myśleć, że to koniec źródła zarazy. Trądu przeszłości. Ale tego wszystkiego tak po prostu nie da się wyleczyć… - Jezu, kim jesteś, człowieku?! Co ja ci zrobiłem?! - …bo całe to miasteczko jest chore. Całe, pierdolone miasteczko, wszystkie samolubne myśli każdego człowieka stąd. Teraz już wiem. Tutaj jest niecka, do której spływają wszystkie możliwe brudy. Czytasz o nich w gazecie i z uśmiechem zagryzasz ciastko. Potem popijasz je kawą. „Hej, kochanie, słyszałaś? Jakaś mała dziwka na własną rękę utopiła się w rzece”. „Tak? A to heca. Idziesz na nasz ulubiony serial?”. – Rafał przekrzywił głowę .

26


www.powiadaja-ze.cba.pl

- Czego… czego ode mnie chcesz? Po co tu przyszedłeś, świrze?! – Grubas oddychał coraz szybciej. - Świr? Oczywiście, że tak. Możesz mnie tak nazywać. Jeśli uda ci się mnie przeżyć, to napisz coś na moim nagrobku. Śmiało. Star y, mówię ci, mam nawet świetny pomysł! „OBYŚ SMAŻYŁ SIĘ W PIEKLE”. Co ty na to? Oczy grubasa rzuciły zaklęcie czarnoksiężnika władającego czasem. Zaklęcie, które brzmiało: Rafał Wojnarski?

12

- Gdy tylko Tatarkiewicz rozpoznał mnie na tej cholernej stacji benzynowej, zacząłem zastanawiać się, kogo jeszcze mogę tutaj spotkać. Na jawie. Nie w snach. Tak po prostu w rzeczywistości. I wiesz, o kim najpierw pomyślałem? O Tom -tomie. O Tomku Wachalskim, tym małym kurduplu, który zawsze robił cię w konia na bois ku. Pamiętam, jak się wściekałeś, że nie daje ci nawet powodu, żeby mu przyłożyć, bo po prostu jest szybszy i trafia do bramki z większych odległości. Gdybyś wpieprzył mu za to, wszyscy obrócilibyśmy się przeciwko tobie, prawda? Dziwię się, dlaczego tego nie zrobiliśmy. Może każdy się ciebie bał, bo zawsze musi być ktoś, kto wzbudza lęk? To taki mechanizm? Jak sądzisz? A może z początku pasowałeś do paczki, lecz z czasem zacząłeś zmieniać się… w inny sposób, niż my? Zawsze miałem cię za wredną, opasłą świ nię, ale myślałem, że wiem, jak daleko stawiasz sobie granice. Wredne, opasłe świnie też mają przecież uczucia, potrafią być zabawne, potrafią pogadać z tobą o dziewczynach, pomóc ci w lekcjach a na studniówce przypilnować cię, gdy się urżniesz. Miałem cię za kogoś takiego, jak Boga kocham. Ale ty… - Rafał przerwał i spojrzał na drogę oświetloną słabym światłem reflektorów furgonu. Grubas siedział za kierownicą z pistoletem wycelowanym w głowę. - Ja… ja nie wiem, o czym ty… - jęczał, lecz Rafał ciągnął da lej: - Coś ci się poprzestawiało. Pewne to zabawnie brzmi w moich ustach, teraz, gdy robię to, co robię. Możliwe, że nawet nie potrafisz dostrzec logiki w moich zachowaniu, w powrocie. Przez chwilę patrzył na spoconą twarz gościa za kierownicą. O tak, gościa za kierownicą, a nie kumpla z przeszłości.

27


www.powiadaja-ze.cba.pl

- Zapomniałeś? – zapytał Rafał. - Bo ja cały czas pamiętałem co się wydarzyło. Co ty zrobiłeś. Pamiętałem , tylko nie zdawałem sobie z tego sprawy. Ale to miasteczko… przyjechałem tu, i nagle wyrzygałem wszys tko i teraz widzę jak na dłoni to, czego nie mogłem strawić przez te wszystkie lata udręki. Przez te wszystkie nieprzespane noce i zmarnowane dni. Nawet nie wiesz, co przeżywałem. Noc w noc śnili mi się umarli, z których wylewa się breja. Mój dom wyglądał tak, jakby zalała go powódź, a ja siedziałem na pierdolonym łóżku i za każdym razem czekałem, aż oni… Dorota, dziecko, które okazało się moje, Tom -tom i inni idą w moim kierunku z wyciągniętymi rękami. – Przycisnął broń do skroni grubasa. – Za każdym razem rozrywali mnie na strzępy, a wokół przybywało wody. Słyszałem jej szum, czułem ją… była jak prawdziwa. Po tym jak budziłem się we własnych szczynach, biegałem po mieszkaniu i dotykałem wszystkiego. Sprawdzałem czy jest suche. Rozumiesz? - Jesteś chory – rzucił z pogardą Gruby. - Ja? A kto wrzucił kumpla do rzeki? - O czym ty, kurwa, gadasz? - Wciąż udajesz, że zapomniałeś. – Rafał pokręcił głową. – Ale ja teraz pamiętam. Pamiętam, co stało się z Tom -tomem. Nie martw się, umarły przyjacielu. Przypomnę ci. Tym jestem dzisiaj, tu i teraz. Jestem przypomnieniem. - Lecz się… Furgon wziął ostry zakręt i skręcił obok kościoła. Pruł główną drogą przez miasteczko. - Na początku wakacji w osiemdziesiątym drugim Tom -tom przyszedł do mnie, tak, jak zwykle – zaczął Rafał. - Matka otworzyła mu drzwi i wszedł do pokoju gościnnego, w którym oglądałem telewizję. Gdy tylko na niego spojrzałem, wiedziałem, że ma jakiś problem. Widzisz, zawsze mówił mi o swoich kłopotach. Ja mu o swoich nie, wolno dojrzewałem do dyskusji, a le on potrafił się otworzyć. Z nas wszystkich dojrzewał najszybciej i najszybciej dostrzegał najróżniejsze rzeczy. I to chyba była jego słabość – gdy widział, że nie wyczuwamy w czymś niebezpieczeństwa albo nie zwracamy uwagi na konsekwencje, które możemy przewidzieć, odzywał się pierwszy. – Przycisnął Grubemu broń do głowy jeszcze mocniej. - Wtedy ty nazywałeś go maminsynkiem, frajerem, tchórzem a my milczeliśmy. Nie dlatego, że się z tobą zgadzaliśmy; po prostu nie potrafiliśmy spojrzeć na życie tak, jak on. Byliśmy na to jeszcze za głupi. – Rafał zerknął na drogę. -Tamtego dnia mówił mi w pokoju na pięterku dziwne, nienormalne rzeczy. Z każdym słowem był coraz bardziej przerażony i coraz wyraźniej desperacko doszukiwał się w moim spojrzeniu zrozumienia. O powiedział mi coś, w co praktycznie nikt nie mógłby uwierzyć. Ale ja

28


www.powiadaja-ze.cba.pl

zaufałem mu. Gdybym miał usłyszeć taką historię z ust kogoś innego – nie uwierzyłbym. Ale jemu potrafiłem. Grubas zrobił się blady, a Rafał mówił dalej: - Z początku Tom-tom sądził, że m a jakieś zwidy. Ciągle gadał o tym trupie, wszędzie go widział… niektórzy niezwykle przejmują się śmiercią ludzi, których spotykali od zawsze na ulicy i koło domu. A samobójstwo było wtedy czymś… czymś, o czym mówi się szeptem, gdy spotkasz się z kumplami. Wielkie, dziwne coś prosto ze świata dorosłych. Tom -tom myślał, że to sny. Nerwy, głupi strach. Ale przestał tak sądzić, gdy któregoś dnia w miejscu, gdzie rzeka jest dosyć płytka (no wiesz, za wzgórzem, na którym stoi opuszczony tartak) wpadł mu do niej złoty zegarek na łańcuszku. Prezent od ojca, który wyjechał do Niemiec. Tom-tom próbował wyciągnąć błyskotkę i gonił ją wzdłuż koryta. Jak zapewne pamiętasz, w pewnym miejscu dno gwałtownie opada, robią się wielkie schody i nagle rzeka ma jakieś dwa metry głębokości. Tom-tom wleciał w takie miejsce i popłynął kawałek z nurtem. - Nie umiał pływać – szepnął Grubas. - O tak, nie umiał pływać. Gdyby w porę nie złapał korzenia drzewa wystającego z jakiegoś podtopionego wykrotu, byłoby już po nim. Gdy leżał ju ż brzuchem na wyboju, coś złapało go za kostkę i ugryzło boleśnie. Potem Tom -tom powie swojej matce, że to pies i, nie wiem, jakim cudem, nikt nie skapnie się, że to… Grubas spojrzał na dłuższy moment na Rafała. -…rana zadana zębami człowieka – dokończył chłopak. – Jakkolwiek to brzmi, trupsamobójca próbował wciągnąć naszego kumpla do wody . Pamiętam nawet, jak Tom -tom mówił, że gość wyglądał jakby był kiszką, do której napchano flaków. Wiesz, jak to określił? „Gdy złapał mnie za nogę i szarpał, skóra pękał a mu wzdłuż ramienia. Pękła mu też na czole i ze szpary trysnął oślepiający blask.”. W samochodzie zapanowała cisza. - Wiesz, jakiego koloru to blask, prawda? – zapytał Rafał. - Błękitny – odrzekł drżącym głosem Grubas. - Mieszkasz na drugim końcu miast eczka. Obejrzałem sobie twój dom. Na noc zaciągasz na okna rolety, na zewnątrz zamontowałeś kraty. Wszystkie drzwi są pozamykane na kilka zamków. Czego się boisz w tej małej mieścinie? – Rafał szturchnął CZ-85 szyję Grubasa. – Włamywaczy? - Błagam cię… przestań. - Zabiłeś go. Zabiłeś Tom -toma. Pamiętasz to? Znów spojrzeli na siebie.

29


www.powiadaja-ze.cba.pl

- Teraz już wiem, czemu rzucałem z nim kamienie do rzeki. Chciał mi pokazać to ustrojstwo. I zobaczyliśmy je za którymś razem. Wszyscy. Ty też. - Przestań! - Dokładnie w tym samym miejscu. Płytki nurt za wzgórzem, na którym stoi tartak. Staliśmy tam w nocy, a ty zacząłeś wyzywać go od idiotów i dzieciaków, które wierzą w bajki. Był tym przejęty i zdenerwował się. Powiedział, że nie wierzysz mu, bo jesteś głupim, zakłamanym grubasem, który żartuje sobie z kogo podpadnie. „Nawet z własnego ojca”. Tak powiedział. I co zrobiłeś? - Wepchnąłem go – szepnął z trwogą w głosie Grubas. -Wepchnąłeś go do rzeki i patrzyłeś, jak nie może się wydostać. - Ty stałeś obok! - I chciałem mu pom óc, ale zatrzymałeś mnie! - Nie zatrzymałem cię. Zobaczyliśmy to, co ciągnie go na dno i obaj baliśmy się pomóc. Rafał skierował broń nieco niżej, jakby osłabła mu ręka. - Więc teraz obaj zapłacimy – szepnął. – Damy tej rzece to, co jej się należy. - Oszalałeś? - Tego nie da się zniszczyć. Nie wiem, co to jest. Demon, szatan, który znalazł sobie legowisko na ziemi? Ale do niej trafiają wszelkie smutki, grzechy, słabości. Ta rzeka szepcze najprostsze rozwiązanie do ucha każdego człowieka, który spojrzy w jej toń w inny sposób, niż reszta. Wiesz, jak się patrzy na taką otchłań? Patrzy się na nią w zamyśleniu, czy nie lepiej byłoby spać, niż żyć tu i teraz. I ci ludzie skaczą. Albo topią innych. Gdy opuściłem to miasteczko, myślałem, że sny dopiero zaczęły m nie nawiedzać, ale teraz rozumiem, że… były od zawsze. Najpierw subtelne, wymalowane na twarzach osób, które jeszcze żyły. Potem te sny robiły się wyraźniejsze, słyszałeś o czymś cierpieniu, widziałeś je. Czas mijał. A potem… potem którejś nocy w moje okno zastukał martwy Tom-tom. Chuchnął na szybę i napisał palcem (od prawej do lewej strony, tak, że mogłem przeczytać): „chodź ze mną. Będzie świetna zabawa”. Sądzę, że niedawno taki napis przeczytał ktoś inny. Wiesz, kto? Grubas patrzył na drogę i mamrotał c oś pod nosem. - Moja córka – rzekł w zamyśleniu Rafał i znów przystawił broń do głowy Grubasa. – Mogłem jej pomóc, ale też nie umiałem pływać. Nie umiałem pływać w rzece życia i uciekłem stąd. Nie wiem, jak rozstałem się z Dorotą, jak porzuciłem wszystko (to już bez znaczenia), ale uciekłem stąd, bo nie chciałem pamiętać rzeczy, które mnie osaczyły. Ale one

30


www.powiadaja-ze.cba.pl

pojechały razem ze mną. I w końcu przyprowadziły mnie tutaj z powrotem, bym zapłacił. I zrobię to razem z tobą. - Daj spokój – powiedział drżącym głose m Gruby. – Daj spokój i zawróćmy. - Nie. - Rafał pokręcił głową. – Jedź nad rzekę. Jedź do tego przyczółka piekła. Chcę zobaczyć moją córeczkę.

13

Radiowóz zatrzymał się na moście. Z oddali migotało na przemian niebieskie i czerwone światło. Rafał zerknął na nie kilka razy zmrużonymi oczyma. Policjanci widzieli z daleka furgon zaparkowany na brzegu prostopadle do rzeki . Włączone reflektory rzucały trójkąt światła aż na drugi brzeg, a wraz z nim – dwa cienie mężczyzn stojących w wodzie. Jeden prowadził drugiego, wciskając mu lufę broni w kark. Z nieba spadł deszcz. Pośród chmur błyskały pioruny. W tym samym czasie Dorota leżąca na podłodze, wciąż przytwierdzona do krzesła, z komórką ściśniętą w wykręconej ręce (udało jej się zadzwonić pod 997) , odmawiała modlitwę za Rafała. Przerwała, gdy usłyszała pukanie w okno. Nie mogła się jednak odwrócić. Po chwili poczuła zimny powiew powietrza i jęczenie zawiasów okiennic. - Mamusiu? Mamusiu, chodź ze mną… - dobiegł ją cichy, cienki głosik. - Stój! Zatrzymaj się! – krzyczał jeden z policjantów. Deszcz bił coraz mocniej i zasłaniał powoli dziwną łuną to, co dzieje się w rzece. Chłopak brodzący w wodzie nie zwracał na nic uwagi. Patrzył w toń. I czekał na odzew. Po chwili gdzieś pośród fal zaczęły tlić się punkty błękitnego światła. - Ani kroku dalej! – głos z brzegu był już ledwo słyszalny. Coś przed Rafałem i Grubasem zachlupotało i poruszyło się powierzchnią wody. Rafał zobaczył… - Mówię po raz ostatni: stój! …twarz Tom-toma. Przegniła głowa wyłoniła się z wody i zamrugała oczami, jakby nadając błyskiem oczu jakąś wiadomość. Tom -tom nie miał ust – przez dziurę w brodzie widoczne były nieliczne, czarne jak noc zęby. - Boże… Boże… uciekajmy, ty idioto… uciekajmy! – krzyczał Grubas i chyba chciał uciec, ale ostatniej chwili poczuł, jak Rafał pcha go do przodu. Padły dwa strzały.

31


www.powiadaja-ze.cba.pl

Oczy Rafała. Rozwarte szeroko. Rzeka… rzeka coraz bliżej. Jego dłonie gdzieś z przodu, błądzące w powietrzu. I twarze. Coraz więcej twarzy, których oczy świecą jak latarnie postawione w najgłębszych czeluściach ziemi. Woda. Zimna, kojąca. Pożerająca ból. Dająca zapomnienie. Tata. Tata. Tata. Tata. Zegarmistrz światła czekający w toni wraz z błękitem, którym zabełta w twojej głowie. - Gdzie…gdzie jesteś, malutka? – Głos pośród fal. A potem… potem lodowata cisza. Rzeka nasyciła swój głód.

Pragniesz podzielić się wrażeniami po lekturze? Skontaktuj się ze mną za pomocą mojej strony internetowej

lub po prostu napisz wiadomość na: wojciech.a.rapier@gmail.com

Będę wdzięczny za wszelkie, nawet najkrótsze opinie!

32

Wojciech A. Rapier  

Opowiadanie grozy, ktre wygrao konkurs OTULENI NATCHNIENIEM 2009 zorganizowany przez forum WERYFIKATORIUM.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you