Issuu on Google+

Debata ECHA www.facebook.com/echonowasol

o budżecie obywatelskim

Tadeusz 1/2014Gabryelczyk:1

O co chodzi z tą działką prezydencie?

Miasto podzieliło 930 tys. zł na działalność

egzemplarz bezpłatny

przeczytaj i daj sąsiadowi

organizacji pozarządowych. 1/2014 Co wynika z kolejnego rozdania?

- 4,4 mln złotych kosztować może wywiezienie hałdy odpadów ropopochodnych z Nowej Soli – informuje Małgorzata Szablowska, Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Zielonej Górze. Nowosolanka ucięła w ten sposób debaty o olbrzymich kosztach wiążących się z usunięciem hałdy trujących odpadów zalegających od lat na terenie Dozametu. Teraz trzeba tylko to zrobić. W końcu.

Można? Można! PROJEKT WSPÓŁFINANSOWANY PRZEZ SZWAJCARIĘ W RAMACH SZWAJCARSKIEGO PROGRAMU WSPÓŁPRACY Z NOWYMI KRAJAMI CZŁONKOWSKIMI UNII EUROPEJSKIEJ


2

1/2014

www.echo.nowasol24.pl

W konkursie na „Pozarządowca roku” chcemy uhonorować tych, którzy w sposób szczególny, poprzez swoją działalność społeczną, przyczynili się do rozwoju sektora pozarządowego w Nowej Soli.

Zgłoś kandydata do tytułu

nowosolskiego pozarządowca roku? Do 15 marca można zgłaszać kandydatury na „Pozarządowca roku”. Chcemy uhonorować tych, którzy w sposób szczególny poprzez swoją działalność społeczną przyczynili się do rozwoju sektora pozarządowego w Nowej Soli. Zgłoś swojego kandydata na nowosolskiego Pozarządowca Roku. Pozarządowiec? Któż to jest? W słowniku polskim nawet nie ma takiego słowa. Dlatego je wymyśliliśmy. Chodzi o działacza organizacji pozarządowej, czyli stowarzyszenia czy fundacji. W Nowej Soli funkcjonuje przeszło setka organizacji. Robią rzeczy wielkie, o których mało się mówi. Pomagają osobom niepełnosprawnym, organizują czas wolny dzieciom i młodzieży, prowadzą zajęcia sportowe, podejmują inicjatywy obywatelskie… I to często za przysłowiowe „dziękuję” nie oczekując nic w zamian. To oni tworzą świat, w którym żyjemy. Mówiąc krótko: zasługują na szczególne uznanie. Konkurs „Pozarządowiec roku” jest skierowany do wszystkich działaczy i wolontariuszy organizacji pozarządowych z terenu Nowej Soli. Chcemy uhonorować tych, którzy w sposób szczególny poprzez swoją działalność społeczną przyczynili się do rozwoju sektora pozarządowego. Organizatorem przedsięwzięcia jest Stowarzyszenie Forum Inicjatyw Nowosolskich w partnerstwie ze Stowarzyszeniem Europejskie Centrum Innowacji.

Konkurs odbywa się w 2 kategoriach: nagroda indywidualna i nagroda zespołowa. W pierwszym przypadku można zgłaszać osoby (wolontariuszy, członków organizacji), które przyczyniły się do rozwoju organizacji pozarządowej. W drugiej organizację pozarządową (fundacje, stowarzyszenia itp.). Aby zgłosić kandydata do konkursu wystarczy wejść na stronę internetową www.echo.nowasol24. pl. Stamtąd można pobrać formularz zgłoszeniowy. Następnie należy go wypełnić i przesłać na adres: ul. Wrocławska 31/25, 67-100 Nowa Sól. W tej chwili powołujemy kapitułę honorową. Do kapituły zapraszamy wszystkich chętnych członków stowarzyszeń z Nowej Soli. Zgłoszenia proszę przesyłać na e-mail: echonowasol@gmail.com. W treści proszę podać imię i nazwisko, nazwę organizacji pozarządowej oraz numer telefonu. Na zakończenie konkursu odbędzie się specjalna gala wręczenia upominkowych statuetek. Uhonorowana organizacja otrzyma bezpłatne doradztwo eksperta o wartości 5 tys. złotych w zakresie przygotowania wniosku o dofinansowanie oraz źródeł finansowania działalności. Zachęcamy!

W tym czymś, co dzisiaj nazywamy polityką, nie ma wybitnych jednostek. Z jakiegoś powodu selekcja do polityki jest negatywna, pewnie dlatego, że lubimy wybierać ludzi takich jak my sami. A potem dostajemy od nich dokładnie to, czego nieświadomie pragniemy dawkę środka usypiającego. No, może nie jest super, ale jakoś tam idzie, ktoś mniej więcej wie, co robić. Otóż przykra informacja na dziś brzmi, że obecnie nikt nie wie, co robić. A już na pewno nie oni.

prof. Marcin Król - filozof i historyk idei

Opr.red.

Zostań wolontariuszem ECHO!

Soluś i Lusia

poszukujemy:

fotografów, także fotografów amatorów, autorów tekstów, dziennikarzy i ludzi z fajnymi pomysłami

oferujemy:

umową wolontariacką, referencje, bezpłatne szkolenie dziennikarskie, możliwość zdobycia ciekawego doświadczenia

wymagamy:

otwartości na wyzwania, kreatywności, zmysłu do obserwacji i wyrażania swego zdania Najlepszym oferujemy docelowo możliwość pracy na umowę zlecenie Wydawca: Stowarzyszenie Forum Inicjatyw Nowosolskich Adres redakcji: 67-100 Nowa Sól, ul. Wrocławska 31/25 Redaktor naczelny: Wojciech Olszewski Kontakt: echonowasol@gmail.com www.echo.nowasol24.pl Nakład: 7000 egzemplarzy

Egzemplarz bezpłatny Redakcja nie zwraca niezamówionych tekstów a także zastrzega sobie prawo ich redagowania i skracania. Rozpowszechnianie materiałów redakcyjnych bez zgody wydawcy jest zabronione.

Skontakuj się z nami na facebooku lub poprzez e-mail: echonowasol@gmail.com


www.facebook.com/echonowasol

LICZBA MIESIĄCA

2202,54 Tyle złotych brutto na głowę mieszkańca Nowej Soli przypada w zestawieniu „Ranking Zamożności Samorządów 2012” opracowywanego przez pismo „Wspólnota”. Warto zauważyć, że w tym porównaniu „bogactwa” samorządów, które przygotowano sumując dochody poszczególnych samorządów - własne, udziały z podatków, subwencję ogólną - i przeliczając je na jednego mieszkańca, Nowa Sól spada od kilku lat w dół. I to znacznie. Wśród polskich miast powiatowych w 2009 roku zajmowaliśmy jeszcze 40 miejsce, by rok później spaść na 98. W podsumowaniu za 2012 rok nasze miasto było już na miejscu 128. Oznacza to, że w rozwoju wyprzedzają nas inne miejscowości. Gdy zestawi się listę zamożności wszystkich miast, Nowa Sól wypada słabiutko w porównaniu nawet z wieloma miejscowościami województwa lubuskiego, co obrazuje też dołączone zestawienie. Czy oznacza to, że w wyścigu polskich miast do dobrobytu jesteśmy wciąż wyprzedzani przez innych? Spójrzmy na zestawienie lubuskich miast zaprezentowane obok. Wartości dochodów budżetu w przeliczeniu na głowę mieszkańca stworzyły listę, na której - co być może dla wielu z nas jest zaskakujące - przeskoczyło Nową Sól kilka uboższych, w powszechnym przekonaniu, lubuskich miejscowości. Daje to sporo do myślenia. Warto zaznaczyć, że ten najbardziej stabilny ranking, uznawany za jeden z najbardziej prestiżowych rankingów w Polsce, daje znakomity obraz zamożności lub biedy w danym mieście czy gminie. Wzrost, lub spadek zamożności samorządu wynikający z czynników wewnętrznych jest zwykle dużo wolniejszy, zauważalny dopiero w wieloletniej perspektywie. Dlatego też zestawienie kwot mówi wiele również o gospodarności poszczególnych miast i gmin. „Ranking Zamożności Samorządów 2012” dla pisma samorządu terytorialnego przygotował profesor nauk ekonomicznych Paweł Swianiewicz - kierownik Zakładu Rozwoju i Polityki Lokalnej na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Ranking, jak czytamy w artykule „Wspólnoty”, ukazuje tempo rozwoju oraz świadczy o jakości decyzji inwestycyjnych i administracyjnych, podejmowanych przez włodarzy i rady gmin, miast, powiatów i województw. Metoda obliczania wskaźnika użytego w rankingu przy analizie źródeł dochodów budżetowych uwzględnienia tylko dochody własne i otrzymywane subwencje. Pod uwagę brane są dane podawane przez GUS, a metoda polega za zsumowaniu dochodów, jakie w danym roku uzyskał samorząd - w udziale w podatkach PIT płaconych przez mieszkańców miasta, CIT od firm zarejestrowanych na danym terenie, podatki lokalne od nieruchomości, czynności cywilnoprawnych, rolny oraz subwencje: wyrównawcza, oświatowa i równoważąca. Dochody są dzielone przez liczbę mieszkańców. Według autora metody, lepiej oddaje to rzeczywiste parametry „zamożności”. Pomija wpływy z dotacji, bo

Łęknica - 3664,48 zł Zielona Góra - 3509,30 zł Zbąszynek - 3469,45 zł Babimost - 3196,13 zł Kostrzyn nad Odrą - 3040,38 zł Dobiegniew - 3028,54 zł Ośno Lubuskie - 2975,24 zł Gorzów Wlkp - 2957,91 zł Sława - 2954,59 zł Lubniewice - 2833,90 zł Słubice - 2663,25 zł Skwierzyna - 2650,95 zł Nowe Miasteczko - 2528,55 zł Żary - 2526,95 zł Jasień - 2480,15 zł Międzyrzecz - 2442,19 zł Nowogród Bobrzański - 2398,02 zł Czerwieńsk - 2394,15 zł Sulęcin - 2368,47 zł Witnica - 2392,55 zł Cybinka - 2382,15 zł Kargowa - 2377,15 zł Iłowa - 2345,10 zł Gubin - 2325,36 zł Bytom Odrzański - 2322,72 zł Torzym - 2281,96 zł Trzciel - 2272,02 zł Szprotawa - 2268,07 zł Krosno Odrzańskie - 2249,31 zł Lubsko - 2238,51 zł Szlichtyngowa - 2228,71 zł Strzelce Krajeńskie - 2218,41 zł Małomice - 2208,11 zł Nowa Sól - 2202,54 zł Żagań - 2171,50 zł Kożuchów - 2016,21 zł w okresie intensywnego korzystania z funduszy unijnych dotacje te mają silny, ale jednak tylko chwilowy, wpływ na wielkość dochodów. Pomija w ten sposób wpływ wynikający z wielkiej dotacji inwestycyjnej potrafiącej wywindować chwilowo samorząd w rankingu i nie mający związku z trwałym wzrostem zamożności samorządu. Po drugie, do faktycznie zebranych dochodów dodano skutki zmniejszenia stawek, ulg i zwolnień w podatkach lokalnych. Chodzi o to, by porównywać faktyczną zamożność, a nie skutki podejmowanych w gminach autonomicznych decyzji odnoszących się do polityki fiskalnej.

Wojciech Olszewski

1/2014

3

Elżbieta Bielska-Kajzer

Po godzinach Co można robić po godzinach? Po godzinach można uciąć sobie drzemkę albo wybrać się do kina. (Ale nie w Nowej Soli, bo w naszym mieście nie ma kina, za to, raz w roku, mamy filmowy festiwal. ) Po godzinach można też wyruszyć na zimową, pieszą wycieczkę, pod kierunkiem niezawodnej Wiktorii Kolby. I obejrzeć dworzec kolejowy w Ciepielowie oraz ośnieżoną panoramę Wrociszowa. W powietrzu wiercą się srebrzyste szpileczki, a wędrowcy, na postoju w szczerym polu, piją mocną kawę i cieszą się słońcem. Po godzinach można też spotkać się na koncercie zespołu bluesowego z Polkowic, który tak się właśnie nazywa. Po Godzinach Blues Band tworzą: Michał Stępień (gitarzysta i wokalista), Mariusz Strózik (gitara solowa), Jan Chwastyk (gitara basowa), Grzegorz Pikulicki (perkusja). Zimową, wieczorową porą można sobie wyskoczyć do Kaflowego i posłuchać, przekomarzających się uroczo, gitar! Pod nogami skrzypi śnieg, z góry w dalszym ciągu prószy, a tymczasem, tam już czeka gorąca zupa w cenie biletu i nie tylko dobry zespół muzyczny, ale też zaangażowana i liczna publiczność. Była to dla mnie miła niespodzianka, ponieważ zaczęłam się już przyzwyczajać, że w dużej, przecież, Nowej Soli, nawet znane i uznane grupy muzyczne grają dla kilku, co najwyżej kilkunastu osób. Od jakiegoś czasu to się zmieniło, dzięki Robertowi Grygierowi, który z powodzeniem organizuje nie tylko występy kapeli muzycznych, ale i publiczność. Warto! Nawet, jeżeli trzeba osobiście zapraszać konkretnych ludzi. Myślę, że stopniowo, duża część nowosolskiej społeczności przekona się, że po godzinach, niekoniecznie trzeba siedzieć w domu i łykać to, co podaje telewizja. Jak się przekonałam, szczególnie fatalna w sobotnie wieczory. Wychodzę więc! Tym chętniej, że w TV właśnie namawiają mnie gorąco, żebym zaczęła zbierać sobie na własny pogrzeb. Podobno z ubezpieczenia w PZU mi nie wystarczy. To ja poproszę o najniższy standard pochówku, a teraz, póki żyję, wolę pójść na koncert niż dodatkowo odkładać. Tym bardziej, że nie bardzo jest z czego i trzeba wybierać. Wybieram życie w rozkwicie. Skromnym, takim, na jaki mnie stać, ale zawsze. Na polską telewizję nie mam co liczyć. Sami widzicie! W porze największej oglądalności przypominają mi o trumnie, a nie o życiu duchowym. Z drugiej strony, jakby policzyć te wszystkie trupy, które się ścielą w sobotnich telewizyjnych emisjach, to trudno się dziwić, że bardziej się myśli o tamtym świecie niż o tym. No i co mi z tego, że jestem jak Kloss, bo abonament im płacę od początku, od pierwszego dnia? No i co ja z tego mam?

Elżbieta Bielska-Kajzer


4

1/2014

www.echo.nowasol24.pl

- 4,4 mln złotych kosztować może wywiezienie hałdy odpadów ropopochodnych z Nowej Soli – informuje Małgorzata Szablowska, Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Zielonej Górze. Ta kwota wynika z projektu skonsultowanego przez WIOŚ z Zakładem Utylizacji Odpadów w Gorzowie Wielkopolskim. To zupełnie inne pieniądze, niż te o których się dotąd mówiło. Upadł mit o olbrzymich kosztach, czy upadną inne mity, o tym, że się nie da? Pani inspektor pokazała, że chcieć, to móc.

Można? Można! - Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska nie jest zobowiązany ustawą do działań, które spowodują fizyczne usunięcie odpadów niebezpiecznych z Nowej Soli. Niemniej rozumiejąc zagrożenie dla środowiska i zdrowia mieszkańców, WIOŚ wykonał liczne działania wykraczające poza jego kompetencje, a zmierzające do realnej pomocy w skutecznym rozwiązaniu wieloletniego problemu – mówi Małgorzata Szablowska. Wcześniej przez kilka miesięcy forsowała opinię, że zmierzać trzeba do jak najszybszego wywiezienia trujących odpadów zalegających na „Dozamecie” pozostawionych przez firmę Pol-Eko-Tech. Według przedstawionej propozycji likwidacja hałdy przebiegać może w etapach. Pierwszy – obejmować ma transport ok. 37 tysięcy ton odpadów kwaśnych smół na kwaterę ZUO w podgorzowskim Chróściku. Szacowany łączny koszt przedsięwzięcia wynosi ok. 4,4 mln zł. Transport odpadów odbyć się może ciężarówkami. Będzie wymagał 2200 kursów pojazdów o ładowności 25 ton. Operacja realizowana wyłącznie w zimie, bo to

wymuszają własności fizykochemiczne hałdy. Wywózka miałaby trwać ok 3,5 miesiąca. W ten sposób zlikwidowane zostanie bezpośrednie zagrożenie środowiska i zdrowia mieszkańców Nowej Soli. Kolejny etap działań obejmuje utylizacje odpadów, co szacowane jest na 22 mln zł przy uwzględnieniu najtańszego i najkorzystniejszego logistycznie procesu likwidacji odpadów. Miałoby się to odbyć

poprzez termiczne unieszkodliwienie w instalacji Zakładu Utylizacji Odpadów w Gorzowie Wielkopolskim. Warto zauważyć, że kwota ta znacząco odbiega od wariantu kosztów przedstawianego przez starostwo powiatowe w Nowej Soli sięgającego od 80 mln zł do 140 mln zł. Propozycja inspektoratu dotycząca hałdy została przedstawiona nowosolskiemu staroście, wskazanemu przez Naczelny Sąd Administracyjny jako organowi, który prowadzić ma działania egzekucyjne zmierzające do usunięcia hałdy pozostawionej przez Pol-Eko-Tech. „Studium możliwościowe utylizacji/unieszkodliwienia hałdy odpadów kwaśnych smół na terenie zakładowym Dozametu w Nowej Soli”, wraz kosztorysem likwidacji hałdy odpadów ropopochodnych zmagazynowanych na terenie miasta przewiduje wariant najbardziej optymalnego i najkorzystniejszego ekonomicznie rozwiązania problemu konsultowany przez WIOŚ od września 2013 roku z Zakładem Utylizacji Odpadów w Gorzowie Wielkopolskim. - Konsultacje projektu rozwiązania problemu hałdy odpadów na terenie „Do-

zametu” prowadzone przez WIOŚ z ZUO Sp. z o.o. w Gorzowie Wielkopolskim wynikały z potrzeby podjęcia pilnych i zdecydowanych działań zmierzających do jak najszybszego usunięcia odpadów – mówi Małgorzata Szablowska. To jej konsekwentne stanowisko, że priorytetem działań naprawczych w sprawie hałdy jest jak najszybsze usunięcie odpadów zagrażających środowisku naturalnemu z miejsca nieprzeznaczonego na ich magazynowanie, nadało rozpędu sprawie. - WIOŚ przedkładając informację o proponowanym rozwiązaniu pozostawia staroście nowosolskiemu decyzję o podęciu, bądź nie, dalszych starań o pozyskanie środków z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na realizację przedstawionego projektu wywiezienia hałdy w ramach krajowego programu likwidacji bomb ekologicznych. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Zielonej Górze deklaruje dalszą współpracę w działaniach zmierzających do usunięcia hałdy z terenu miasta – zapewnia M. Szablowska.

Wojciech Olszewski

Z prądem Odry

Spokojnie, to tylko awaria! Krzysztof Koziołek O planowanym zamknięciu fabryki Funai dowiedziałem się przypadkiem. Stałem akurat w niezwykle długaśnej kolejce po jabłka na miejskim targowisku. Nagle przez tłum pchający się w tę i nazad (pakowanie jabłek wymaga nie lada zwinności i zręczności, zawody strongmanów to przy tym niewinna rozrywka) przeszło coś w rodzaju pomruku zdziwienia. Jeszcze bardziej ja się zdumiałem, kiedy dotarł do mnie szept: „Zamykają strefę ekonomiczną”. Dwa kilo topazów i rubinów zapakowanych do torby w pocie czoła prawie mi z wrażenia wypadło na ziemię. Ale jakoś się ogarnąłem, walcząc z tłuszczą o kolejną porcję ligoli.

Od tej chwili jednak ręce robiły swoje, zaś uszy nastawiłem na odbiór i to w podwyższonej jakości. I słusznie, bo czego się przez kilka następnych minut dowiedziałem! Dyskusja, jaka rozgorzała, mogłaby się z pewnością toczyć w niejednym studiu niejednej telewizji śniadaniowej. Kilka osób – po pewności w głosie mniemam, że co najmniej z habilitacją z ekonomii stosowanej – zaczęło naszemu miastu wieścić gospodarczy Armageddon. Puenta – żeby Państwu oszczędzić szczegółów – była taka, że właściwie nazajutrz po zamknięciu fabryki telewizorów marki Funai, na okoliczne parcele powinny wjechać traktory i całą strefę zaorać. Innymi słowy, zdaniem naszych targowiskowych ekspertów, ucieczka Japończyków z Nowej Soli oznacza koniec świata. Gospodarczego oczywiście. Cóż, jak by nie grzebać w głowach, wszyscy doskonale pamiętamy medialny szum i autentyczną radość, kiedy okazało się, że zainwestują u nas Oni, Japończycy, papierek lakmusowy światowej gospodarki. Pamiętam te porównania, że są jak raki w wodzie: ich obecność

potwierdza jakość tejże gospodarczej wody, a za nimi w kolejce ustawiają się kolejni inwestorzy. A teraz Oni, Japończycy, papierek lakmusowy światowej gospodarki rakiem się wycofują. I co z tego?, spytam. Szkoda, bo szkoda być powinno nawet tych kilkudziesięciu miejsc pracy, jakie stracimy. Ale w skali całego miasta upadek jednego zakładu pracy wcale nie jest równoznaczny z tragedią czy nawet początkiem jakiegoś trendu. To już nie czasy twardego lądowania Dozametu czy Odry, kiedy na bruk lądowało kilka tysięcy ludzi. Dzisiaj, na szczęście dla nas wszystkich, plajta nawet dużej fabryki – a Funai po wcześniejszych redukcjach zatrudnienia żadnym potentatem już nie jest – nie oznacza początku końca. Proszę więc ekspertów zarówno targowiskowych, jak i tych lepszej maści, o powstrzymanie się od siania defetyzmu i rwania włosów z głów. Bo przecież czy to fluktuacja kadr, czy powstawanie i padanie podmiotów gospodarczych to normalna rzecz. To tak jak w sporcie. Pamiętacie lament, kiedy

Adam Małysz zawieszał narty na kołkach? Te głosy, że polskie skoki legną w gruzach. A co się okazało? Zza pleców Orła z Wisły wyskoczył Stoch, Kot, Murańka, Ziobro, Żyła... Życie pokazało, że gdy lider zniknął z czoła peletonu, pojawiło się miejsce dla jego zastępców i to już niejednego. Czego i my sobie, gospodarczo oczywiście, życzmy. Wracając do jabłek. Jeszcze większym szokiem od informacji o rejteradzie telewizorowych samurajów, była dla mnie wieść o złodziejach grasujących na targowisku. Podchodzi taki/taka (panie też się zdarzają) do stoiska, pachnąc perfumami i kłując w oczy modną odzieżą. Bierze reklamówkę, pakuje jabłek, aż się uszy w torbie urywają, po czym odchodzi jak gdyby nigdy nic. Na miejscu sprzedawcy, jakbym takiego zapał, to bym mu wszystkie skradzione jabłka wpakował do gęby, co do jednego, razem z ogryzkami i ogonkami, nie czekając, aż mu się je uda pogryźć. Dlaczego do gęby? Bo buzie to mają ludzie uczciwi.

Krzysztof Koziołek pisarz, dziennikarz, wydawca


www.facebook.com/echonowasol

1/2014

5

O co chodzi z kupnem tej działki prezydencie? Starosta nowosolski w Gazecie Lubuskiej 5 i 23 października 2012 roku ogłosił nieograniczony przetarg ustny na sprzedaż prawa własności nieruchomości stanowiących własność Skarbu Państwa. W dniach 6 i 7 listopada 2012 miało odbyć się 8 przetargów w tym dwa na działki numer 240/2 i 104 stanowiące ekologię - to jest las, parki, tereny otwarte, obszar rolniczej przestrzeni produkcyjnej: pola i łąki. Obie te działki są w gminie Kolsko. Działka 240/2 o powierzchni 0,0252 ha zlokalizowana jest między działkami 240/1, 257, 259 i 241 i może tylko powiększyć którąś z przyległych nieruchomości poprawiając stan jej zagospodarowania. Natomiast

Bulwersuje mnie to, że Wadim Tyszkiewicz, jako lider komitetu wyborczego, próbuje uchodzić za człowieka bardzo prawego, który działa w interesie mieszkańców, dla mieszkańców i przestrzega prawa. Natomiast jest to przykład dokładnie odwrotny. Nie wierzę w to, żeby pan prezydent nie miał wiedzy, jak jest to atrakcyjny zakup, który umożliwili pełniący funkcje z jego rekomendacji pracownicy starostwa, z panem starostą Józefem Suszyńskim na czele

zabudowa tej działki nie wchodzi w rachubę. Została ona sprzedana za 7134 zł brutto tj. 28,30 zł za metr kwadratowy. Natomiast druga działka ekologiczna o numerze 104 i powierzchni 0,6010 ha jest w rzeczywistości działką samodzielną pod zabudowę z nieograniczonym dostępem do akwenu wodnego – Jeziora Mesze. Jest działką siedliskową zabudowaną o symbolu B-R VI, która stanowiła w przeszłości część gospodarstwa rolnego przekazanego w 1975 r. na rzecz Skarbu Państwa. Sąsiednie działki stanowią zabudowę mieszkaniową. Ta działka została sprzedana prawie siedmiokrotnie taniej niż działka 240/2 – czyli za cenę 29 200 zł brutto to jest 4,86 zł za metr kwadratowy. Gdyby działka ekologiczna o numerze 104, która w rzeczywistości jest działką do zabudowy z dostępem do jeziora, została wyceniona i sprzedana w podobnej cenie jak działka 240/2 , to powin-

na kosztować około 170 000 zł. Należy zwrócić uwagę na treść ogłoszenia, które może wprowadzać potencjalnych nabywców w błąd. Jest to działka ekologiczna (czyli: las, parki, tereny otwarte, obszar rolniczej przestrzeni produkcyjnej, pola i łąki), natomiast jej walory użytkowe oraz możliwości inwestycyjne pozwalają podzielić tę działkę na kilka mniejszych działek pod zabudowę wypoczynkowo-kampingową, jak i budowę komercyjnego ośrodka wypoczynkowego, co pozwala wycenić ją na ponad 200 000 zł. Nabywcami tej rekreacyjno-budowlanej, atrakcyjnej pod każdym względem działki zostali małżonkowie Agnieszka i Wadim Tyszkiewicz. Do przetargu stanął również pracownik wydziału geodezji i gospodarki nieruchomościami w powiecie nowosolskim. Pan Wadim Tyszkiewicz od 2002 roku jest prezydentem mia-

sta Nowa Sól, a od 2006 roku założycielem komitetu wyborczego Wadim Tyszkiewicz, który sprawuje władzę w mieście i powiecie nowosolskim. W lipcu 2013 roku poinformowano mnie, że pan Wadim Tyszkiewicz kupił bardzo tanio działkę nad jeziorem i zarobi na tym około 200 tysięcy złotych. 30 sierpnia 2013 roku podczas XXXIX sesji rady powiatu nowosolskiego złożyłem pierwszą interpelację w tej sprawie. Interpelowałem jeszcze trzykrotnie. Na niektóre pytania uzyskałem odpowiedź w wyniku czego nabrałem podejrzeń, że mogło dojść do korupcji politycznej na szkodę Skarbu Państwa. Na pytanie dotyczące tego, jaka jest cena działki w kwocie brutto, a jaka w netto odpowiedź otrzymałem dopiero po ponad 50 dniach. A jest to ważne, bo ta działka była zwolniona z podatku VAT, co dla specjalistów może jest rzeczą oczywistą, ale dla przeciętnego mieszkańca na pewno nie.

Pan Wadim Tyszkiewicz w swoim oświadczeniu majątkowym podał, że nabył grunty 0,6010 ha od Skarbu Państwa za 30 tysięcy złotych. Choć faktycznie nabył je za 29 200 zł. Jako wieloletni włodarz miasta ma wiedzę, jak atrakcyjny jest to zakup. Na sesji rady powiatu w dniu 31 stycznia 2014 roku pan prezydent Wadim Tyszkiewicz zaproponował kupno tej działki za wartość 50% tego, co ja wyliczyłem, plus zwrot kosztów, które poniósł przy zagospodarowaniu tej działki. Oznacza to w praktyce, że w ciągu 13 miesięcy pan prezydent chce na tej działce uzyskać przychód 70 000 zł – to jest tyle, ile przeciętny mieszkaniec powiatu nowosolskiego uzyskuje w ciągu trzech lat. Mogę przypuszczać, że za kolejnych kilka miesięcy, pan prezydent będzie już mówił o kwocie 200 000 zł, to jest o realnej wartości tej działki nad Jeziorem Mesze. Pod względem etyczno-moralnym jest to bezwzględnie naganne. Jest to również naganne pod względem finansowym, ponieważ wszystkie szczeble samorządu borykają się z kłopotami finansowymi. Jednym ze sposobów zwiększenia dochodów budżetu jest rzetelne sprzedawanie nieruchomości, które samorządy mają do dyspozycji. W moim przekonaniu jest tu brak rzetelności. Bulwersuje mnie również to, że Wadim Tyszkiewicz, jako lider komitetu wyborczego, próbuje uchodzić za człowieka bardzo prawego, który działa w interesie mieszkańców, dla mieszkańców i przestrzega prawa. Natomiast jest to przykład dokładnie odwrotny. Nie wierzę w to, żeby pan prezydent nie miał wiedzy, jak jest to atrakcyjny zakup, który umożliwili pełniący funkcje z jego rekomendacji pracownicy starostwa, z panem starostą Józefem Suszyńskim na czele. Z przykrością muszę powiadomić mieszkańców, że w związku z wątpliwościami, które się u mnie zrodziły musiałem o tym przetargu w końcu stycznia poinformować Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Tadeusz Gabryelczyk radny powiatu nowosolskiego


6

1/2014

www.echo.nowasol24.pl W tym roku miasto podzieliło 930 tysięcy złotych na działalność organizacji pozarządowych. Co wynika z kolejnego rozdania publicznej kasy?

Elżbieta Bielska-Kajzer

Kasa na trzeci sektor

podzielona W orszaku króla Kacpra

Podjęłam noworoczne postanowienie. Będę żyć wolniej, spokojniej, subtelniej się poruszać. Będę patrzeć pod nogi i samej sobie na ręce. Prawie natychmiast po podjęciu postanowienia, zbiłam literatkę ze ślubnego serwisu sprzed lat. Wtedy przyszło mi do głowy, że tu muszą działać jakieś siły nieczyste i żadne deklaracje nie pomogą. Po prostu, człowiek w tym życiu musi swoje wypić, zbić i zjeść. Ktoś albo coś dba o to, żebyśmy wywiązali się z przydzielonego nam limitu i cześć! W ranach limitu nieprzewidzianych, przykrych okoliczności, w pierwszy dzień świąt zepsuła mi się lodówka. Na amen. Bez żadnej taryfy ulgowej. Dobrze, pomyślałam, po rozmowie z fachowcem, jak trzeba, to trzeba, kupię nową! Stoi teraz w kuchni, taka dziewicza, że boję się ją włączyć. Wiem, że prędzej czy później, koniec końców, to nastąpi, ale póki co, niech stoi! Taka nowa w Nowym Roku. Noworoczna! Już w 2014, na jednej z wycieczek, połączonych z ogniskiem, zrobiło się tak wiosennie, że na stosie omal nie spłonęły stare sanki. Stanęłam w ich obronie. Ujęła mnie uroda zimowego sprzętu i jego całkiem dobry stan. Naprawdę, mogą się jeszcze przydać! Choćby w marcu! Prośby wysłuchano. Sanki ocalały. Z wycieczki wracałam zadowolona, w poczuciu dobrze spełnionego, zimowego obowiązku, wbrew zielonym pączkom na gałęziach. Święto Trzech Króli powitałam w orszaku króla Kacpra, który, wraz z Melchiorem i Balatazarem, przemaszerował zielonogórskim deptakiem aż na rynek, do Szopki Betlejemskiej. Daliśmy radę, mimo że cały czas towarzyszył nam przystojny i energiczny diabeł, z legnickiego teatru Awatar. Diabeł górował, ponieważ chodził na szczudłach, ale na szczęście, nie miał szans, bo górowały również dwa anioły (też na szczudłach). Odwieczna walka dobra ze złem trwa. Nie tylko w średniowiecznych moralitetach. Najważniejsze, żeby zachować równowagę, doskonalić sztukę chodzenia na szczudłach, omijania pułapek, żeby złu nie dać się podejść. Król Kacper (w tej roli Edward Gramont) godnie reprezentował powiat nowosolski wraz z mocną ekipą TAQ i sympatykami. Teatr obchodzi właśnie 38-lecie istnienia. Okrągła rocznica tuż, tuż. Niniejszym, jako sympatyk, wyrażam życzenie, żeby w związku z jubileuszem, umieścić słup z ogłoszeniami o imprezach teatralnych w centrum miasta. Żeby kłuł w oczy. Nowosolanie często nie wiedzą, że coś ciekawego dzieje się w TAQ. Nie wszyscy siedzą w Internecie. A gdyby wiedzieli i zostali na plakatach zaproszeni, to być może, król Kacper miałby taki orszak, że miejsca na deptaku w Zielonej by zabrakło. Kto wie?!

Elżbieta Bielska-Kajzer

Wielkość wsparcia organizacji pozarządowych w 2014 r. Liczba chętnych do tortu pod nazwą program współpracy z organizacjami pozarządowymi rośnie z roku na rok. O ile w 2012 roku o dotację publiczną ubiegało się 31 organizacji, to w tym roku było ich 37. Wzrost o 20%. Tym razem pula środków zarezerwowanych przez urząd miasta była rekordowa w porównaniu do lat ubiegłych, bo wyniosła 930 tysięcy złotych. To dobra wiadomość dla trzeciego sektora, szczególnie, że publiczne finanse w ostatnich latach nie są w najlepszym stanie. Liczba udzielonych dotacji wyniosła 53 (w 2012 r. 47), a to oznacza, że średnia kwota udzielonej dotacji to 17,5 tys. złotych. Zainteresowanie publicznymi dotacjami z miasta jest duże ze względu na uproszczone procedury składania oferty, czy możliwość osobistego kontaktu z instytucją, która przekazuje środki. Kontrastuje to natomiast z zainteresowaniem organizacji pozarządowych konkursami ogłaszanymi na szczeblu krajowym, czy wojewódzkim. Warto w tym miejscu przypomnieć, że o środki np. z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich w 2012 roku ubiegały się tylko 4 organizacje z Nowej Soli. Liczbę organizacji zabiegających o środki z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki w ramach komponentu regionalnego wdrażanego przez Urząd Marszałkowski, można także policzyć na palcach jednej ręki. W tegorocznej edycji konkursu na dotację z urzędu miasta nie zmienił się natomiast podział na poszczególne obszary wsparcia. Ciągle prym wiedzie kultura fizyczna i turystyka. Na tę działkę przeznaczono 700 tys. złotych. Największymi beneficjentami pomocy okazali się Międzyszkolny Klub Spor-

towo-Turystyczny „Astra” (240 tys. zł), Miejski Klub Sportowy Arka (150 tys. zł), Uczniowski Klub Sportowy „Ósemka” (46 tys. zł), Kajakowy Klub Sportowy (78 tys. zł), Uczniowski Klub Sportowy ARES (65 tys. zł). Blado przy tych kwotach wyglądają dotacje na obszar pomoc społeczna i ochrona zdrowia. Tutaj kwota ogółem wyniosła 110 tys. złotych, a średnia wartość dotacji to 8,4 tys. złotych, podczas gdy na sport ta kwota to 24,1 tys. zł. Powiela się zatem tendencja, jak w wielu miastach (o czym można przeczytać w raportach Stowarzyszenia Klon Jawor), do większego wspierania sportu, niż pozostałych dziedzin aktywności społecznej. Niewiele lepiej wygląda wsparcie kultury: średnia wartość dotacji to 10,9 tys. zł przy łącznej puli 120 tys. zł. Wiele organizacji pozarządowych, co roku otrzymuje podobne wsparcie na takie same zadania. Po prostu stowarzyszenia okazują się rzetelnymi i zaufanymi partnerami w realizacji

zadań w obszarze pożytku publicznego. Niektóre miasta, w których powtarzała się ta sytuacja, postanowiły wprowadzić zasadę umów wieloletnich z organizacjami pozarządowymi. To spore ułatwienie. I dla urzędników i dla sprawdzonych organizacji. Podpisywana jest jedna umowa na okres kilku lat. Stowarzyszenia mają w ten sposób gwarancję w finansowaniu oraz zachowują płynność finansową, co jest bardzo ważne, szczególnie na przełomie lat budżetowych, kiedy środków jeszcze nie ma na rachunkach bankowych. Czy w przyszłym roku pula środków na nowosolski trzeci sektor ulegnie zwiększeniu? Czy w programie współpracy pojawią takie rozwiązania jak fundusz pożyczkowy, czy fundusz wkładów własnych? O tym dowiemy się już jesienią, przy okazji przymiarek budżetowych i konsultacji kolejnego rocznego programu współpracy.

Rafał Stasiński


www.facebook.com/echonowasol

Kto tu kogo

kontroluje? Niecałe trzysta lat temu, w roku 1748 pewien francuski filozof i prawnik, zwany Monteskiuszem stwierdził w swoim największym dziele, że „warunkiem zachowania wolności politycznej obywateli jest podział władz między różne, niezależne, wzajemnie dopełniające, hamujące i kontrolujące się podmioty”. Dokładnie dwieście lat później, zaraz po drugiej wojnie światowej, ukuło się przekonanie, że obok tych trzech monteskiuszowskich władz istnieje także czwarta, postawiona na równi z pozostałymi - są nią media. Według założeń socjologów i polityków spełnia ona funkcję kontrolną. Istnienie wolnej, niezależnej prasy jest więc elementem tzw. mechanizmów kontroli i równowagi, które mają uniemożliwiać którejkolwiek z władz podporządkowywania sobie którejkolwiek z pozostałych.

Zaburzony porządek

Kończąc tą krótką lekcję historii, przejdźmy do spraw bardziej przyziemnych, mianowicie sytuacji na naszym regionalnym, nowosolskim podwórku. W ostatnim czasie, przyglądając się temu, co dzieje się na rodzimej scenie politycznej, dochodzę do smutnego wniosku, że w Nowej Soli monteskiuszowski porządek jest, niestety, poważnie zaburzony. Prezydent, dzierżący w swoim ręku władzę wykonawczą, już od dawna sprawuje kontrolę nad wydawanym przez urząd miasta „Tygodnikiem Krąg”. Parafrazując znane powiedzenie: Tyszkiewicz jaki jest, każdy widzi. Dzięki swoim niewątpliwie ogromnym umiejętnościom menedżerskim cieszy się niezaprzeczalnym poparciem społecznym. W Nowej Soli buduje się kolejne drogi, powstają fabryki, a niedawno nawet doczekaliśmy się własnego statku, jako swo-

istej wisienki na torcie - w roli tortu występuje pięknie odremontowany port. Nasze miasto jest także ogólnopolskim liderem w pozyskiwaniu środków unijnych. I chwała panu prezydentowi za to!

Masz inne zdanie? Milcz!

Problem jednak w tym, że prezydent swój charakter, jak to się mówi, ma. Obserwując to, co dzieje się w nowosolskich mediach można dojść do smutnego wniosku: jeśli masz inne zdanie niż Tyszkiewicz, lepiej się nie wypowiadaj. Jakiekolwiek próby sprzeciwu wobec rządzącego skazane są na porażkę. Tyszkiewicz szczególnie upodobał sobie listy otwarte, artykuły i felietony, które raz po raz publikowane są w podległym mu „Kręgu”. Prowadzi on także swojego bloga oraz - od niedawna - fanpage na popularnym portalu społecznościowym. Jeśli prezydent uzna za stosowne, ze wszystkich stron do przestrzeni publicznej niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dociera prosty komunikat: oni kłamią! Nie zagłębiając się w szczegóły licznych sporów, nie chcąc brać udziału w małych nowosolskich „wojnach” i „wojenkach”, powstrzymam się od rozstrzygania owych kłótni nie opowiadając się za którąkolwiek stron.

Kłamcy, wszędzie kłamcy...

Problemem nie jest bowiem to, czy prezydent rację ma, czy też jej nie ma. Problemem jest to, że dzierży w swoich rękach dwie z czterech władz! Według wszelkich prawideł świata demokratycznego media służyć mają wolności obywateli, nie zaś władzy, która pragnie mieć monopol na prawdę. Zadziwiające, z jaką łatwością Tyszkiewiczowi przychodzi nazywanie

innych kłamcami. W ostatnich dniach na facebookowym profilu prezydenta oraz na jego blogu pojawiły się wpisy, w których autor stawia się w roli sędziego: bez mrugnięcia okiem rozstrzyga, kto jest kłamcą, a kto mówi prawdę, kto konfabuluje, kto zaś pamięta dobrze, kto pisze rzetelnie, a kto bajdurzy. I choć, tak jak wspomniałem powyżej, nie zagłębiam się w żaden z przywołanych przez Tyszkiewicza sporów, nie mogę sobie odmówić pewnego spostrzeżenia: czy to aby słuszne, by w roli oceniającego komu i co wolno mówić występował prezydent? Czy to nie przypadkiem media mają kontrolować władzę, a nie na odwrót?

Obserwując to, co dzieje się w nowosolskich mediach można dojść do smutnego wniosku: jeśli masz inne zdanie niż Tyszkiewicz, lepiej się nie wypowiadaj

Kłamstwo, opinia i racja

Naczelnemu „ECHA” Tyszkiewicz zarzucił publikowanie kłamstw. Gdy ten odpowiedział, że każdy ma prawo do własnej opinii, prezydent uznał, że Olszewskiemu kłamstwa zawarte w tekstach, które publikuje, nie przeszkadzają. Oczywiście nie wspomniał, że o tym, co jest kłamstwem a co prawdą zdecydował arbitralnie sam, i nie wspomniał też, że redaktor naczelny „ECHA” może mieć przecież własny pogląd na temat tego, co prawdą jest, a co nie jest.

1/2014

Wspomina następnie o kilku kolejnych tekstach, w których publikowane są wypowiedzi osób, które (delikatnie mówiąc) mają nieco inne stanowisko, niż to, które prezentuje Tyszkiewicz. Uznaje on, że nie powinny one zostać w ogóle opublikowane (sic!). A więc w wizji pana prezydenta rolą redaktora naczelnego jest opowiadanie się za jedną ze stron (najlepiej jego własną) i nie dopuszczanie do publikacji tekstów, w których ktoś prezentuje inną opinię podpartą faktami, które przecież interpretowane mogą być w sposób wszelaki. Moim skromnym zdaniem osoby, która ze wszystkich dogodności ustroju demokratycznego ceni sobie wolność, o tym, kto ma rację decydować powinni czytelnicy, każdy wedle własnego sumienia. Sytuacją absolutnie karygodną byłoby, gdyby dziennikarz prosząc którąś ze stron o wypowiedź oceniał, czy dana osoba ma rację, czy też jej nie ma. Dziennikarz ma informować, że takie stwierdzenie padło i to do czytelników należy rozstrzygnięcie sporu. Nie do pana prezydenta.

Brutalna rzeczywistość

Tymczasem zupełnie niedawno opublikowano raport Urzędu Statystycznego w Zielonej Górze prezentujący statystyki poszczególnych powiatów i gmin województwa lubuskiego z różnych dziedzin życia. Najciekawsza jest część dotycząca rynku pracy. Raport jest dla nas miażdżący. Lokuje nas bowiem w trójce lubuskich powiatów z najwyższym wskaźnikiem bezrobocia. Co gorsza, sytuacja w stosunku do poprzedniego roku się pogarsza. Jesteśmy zatem jednym z najbiedniejszych powiatów w jednym z najbiedniejszych województw. Brutalnych dla nas wskaźników w raporcie jest bardzo wiele.

7 Tymczasem w artykule opublikowanym w „Kręgu” autor poświęca ponad pół strony na przytaczanie statystyk i tłumaczenie co one oznaczają. Na końcu artykułu znalazło się także miejsce na lakoniczny komentarz Tyszkiewicza. Nie wspomniał on jednak o tym, że w mieście panuje bezrobocie, a w dodatku płace mamy jedne z najniższych w województwie (co ciekawe: mimo że od 25 do 40 procent mniej od średniej lubuskiej zarabiamy w większości branż, bardzo dobrze ma się administracja publiczna - urzędnicy w naszym powiecie mimo ogólnie panującej nędzy zarabiają aż o ponad 20 procent lepiej niż ich lubuscy koledzy!). Wspomniał natomiast o tym, że „w wielu pozycjach miasto Nowa Sól zajmuje dobrą czwartą pozycję (...) Na przykład jesteśmy na czwartym miejscu pod względem migracji za pracą”.

Strefy pracy

Prezydent chlubi się zatem tym, że do Nowej Soli za pracą przyjeżdża więcej mieszkańców Otynia, Kożuchowa i innych okolicznych miejscowości, niż mieszkańców Nowej Soli wyjeżdża do pracy w okolicznych gminach. Rzeczywiście, to ogromny sukces. Zwłaszcza, że okoliczne gminy są, według raportu, jednymi z biedniejszych w całym województwie. Jeśli to jedyne wnioski, do jakich doszedł prezydent Tyszkiewicz po lekturze raportu, to obawiam się, że nie czytał go uważnie. No, chyba że świadomie (lub jak pan prezydent lubi mawiać: nikczemnie) uniknął komentowania niewygodnych wskaźników. W kontekście jego wzmożonej ostatnio aktywności dziennikarsko-pijarowskiej wydaje się, że w dążeniu do opanowania czwartej władzy nieco zapomniał o pierwszej, tej ważniejszej. Na koniec warto powiedzieć coś optymistycznego, zatem: nie martwmy się! Tych dwudziestu pięciu procent bezrobocia nie powinniśmy brać na poważnie! Pracujących jest u nas bowiem zdecydowanie więcej. W końcu ciągle, mimo usilnych starań, największą nowosolską strefą nie jest ta ekonomiczna, tylko ta czarna.

Marcin Rychlik

Podziel się swoją opinią, napisz co myślisz, a tekst wyślij na adres: echonowasol@gmail.com


8

1/2014

www.echo.nowasol24.pl

W Pubie Kaflowy debatowaliśmy o budżecie obywatelskim. O tym, czy w Nowej Soli warto go wprowadzić i na ile byłby on przedsięwzięciem aktywizującym mieszkańców miasta. W spotkaniu wziął udział prezydent Nowej Soli, zatem była okazja nie tylko do teoretycznych rozważań. Rozmowa była długa. Publikujemy szeroki jej zapis

Obywatelu, czy

Wojciech Olszewski: Budżet obywatelski jest jednym z pomysłów na aktywizację obywateli, który funkcjonuje w Polsce od trzech lat. Chodzi o to by mieszkańcy mogli realnie współuczestniczyć w sprawowaniu władzy w mieście. Do tej pory prawie pięćdziesiąt miejscowości w kraju taki budżet obywatelski wprowadziło. Najczęściej mówi się o tym, że budżet obywatelski to 1% budżetu danej gminy. Dla jednych 1% to za mało, dla innych, to za dużo. Najczęściej obywatelskie projekty zgłaszane do budżetu dotyczą budowy chodników, placu zabaw, skwerów, ścieżek rowerowych. Przykłady się powtarzają. Doświadczenia z Zachodu pokazują jednak, że oczekiwania wobec budżetu obywatelskiego są większe. Wielu zastanawia się nad tym, jak kształtować wspólne porozumienie pomiędzy władzami miasta a mieszkańcami, aby nie inwestować tylko w chodniki, ale realizować wspólne przedsięwzięcia ważne dla ogółu mieszkańców. Nowa Sól jest jednym z większych miast województwa lubuskiego, jednak budżetu obywatelskiego nie ma. Z drugiej strony mamy taką sytuację, że mniejsze nawet miejscowości zaczynają taki budżet wprowadzać. Powstaje pytanie, czy w Nowej Soli warto budżet obywatelski realizować?

Stefan Niedźwiedź: Pytanie, czy będzie dobrze, gdy będziemy mieli budżet obywatelski, ma dwa dna. Z jednej strony jeden procent to jest małe piwo. Jeśli ktoś zamawia w barze małe piwo, to się nim nie napije.

Stefan Niedźwiedź: Pochodzę z Rawicza w wielkopolskiem. To małe miasto, ale dynamiczne. Tam się nikt nie boi nowych przedsięwzięć. Władza jest otwarta na inicjatywy ludzkie. To procentuje. Inicjatywa ludzka ma to do sie-

Stefan Niedźwiedź

Wojciech Olszewski: Nowa Sól jest jednym z większych miast województwa lubuskiego, jednak budżetu obywatelskiego nie ma. Z drugiej strony mamy taką sytuację, że mniejsze miejscowości zaczynają taki budżet wprowadzać. Powstaje pytanie, czy w Nowej Soli warto budżet obywatelski realizować?

bie, że spotyka się albo z dobrym albo złym przyjęciem. Pytanie, czy będzie dobrze, gdy będziemy mieli budżet obywatelski ma dwa dna. Z jednej strony 1 procent to jest małe piwo. Jeśli ktoś zamawia w barze małe piwo to się nim nie napije. Trzeba usiąść do flaszki [śmiech na sali]. Dajmy sobie może spokój z chodniczkami, bo chodniczki w Nowej Soli wyglądają nieźle. Może trzeba przyjąć większą sumę niż 1 procent, po to, by wyjść spoza ram własnego podwórka. Zrobienie na Pleszówku ogródka dla dzieci ma sens, ale to tylko ogródek. Chciałbym, żeby w ramach budżetu obywatelskiego, zrobić coś ważnego. Obawiam się, że jeśli każda grupa będzie starała się przeforsować swój pomysł, cała koncepcja budżetu może się rozproszyć na malutkie inwestycje, niewiele zmieniające. Jeden będzie chciał lampę, drugi ławeczkę, trzeci skwer. Nie twierdzę, że budżet obywatelski nie jest potrzebny. Ale trzeba do tego podejść z rozmysłem. Michał Filipek: Problem budżetu obywatelskiego jest związany z problemem braku zaangażowania społeczeństwa. Sami państwo widzicie, w jakim gronie się spotkaliśmy. Radni wywodzą się spośród z obywateli. Powinni występować na tym forum, jako reprezentanci obywateli.

Michał Filipek

Wadim Tyszkiewicz: Jestem przeciwnikiem budżetu obywatelskiego w Nowej Soli, chyba, że Państwo mnie do tego przekonacie. Ja nie mówię „nie”, bo nie. Uważam, że dziś nie jesteśmy do tego przygotowani z wielu powodów. Pierwszy podstawowy - to pieniądze. Gdybym był burmistrzem Polkowic, budżet obywatelski wprowadziłbym od razu. Wydzielamy 5 milionów złotych. Proszę: dzielcie sobie. W sytuacji gmin biedniejszych, do których, nie ma się, co czarować, zalicza się Nowa Sól, skąd mamy wziąć pieniądze? Czy mamy dzielić kredyt? Budżet obywatelski ma wiele wspólnego z referendami. W tej chwili przygotowywany jest prezydencki projekt ustawy, który

idzie w kierunku zmiany instytucji referendum. My samorządowcy jesteśmy tym bardzo zaniepokojeni, bo projekt prezydencki przewiduje, że 30 osób zbierze podpisy, ogłosi referendum, a jego wynik będzie wiążący dla władz. W takim przypadku będziemy się niczym innym zajmować jak tylko referendami. Jako wzór podaje się Szwajcarię. Tylko, że w Szwajcarii demokrację budowano 300 lat. Dziś w Polsce, jeśli odbywają się referenda, to przede wszystkim po to, by odwołać wójta, burmistrza, prezydenta. W Szwajcarii ostatnio odwołano mera 160 lat temu. U nas szokowe wprowadzenie mogłoby uczynić wiele szkód, bo populiści zaczęliby odgrywać ważną rolę.

Roman Wilant: Po to mieszkańcy wybrali radnych miejskich, aby w naszym imieniu zasiadając w radzie decydowali i proponowali przedsięwzięcia postulowane przez obywateli.

Wojciech Olszewski: W pobliskiej Zielonej Górze powstała lista kilkuset projektów do budżetu obywatelskiego. Aktywność obywa-


1/2014

www.facebook.com/echonowasol

9

chcesz decydować? Wadim Tyszkiewicz

są, dlaczego obywatele z tego narzędzia nie korzystają?

Roman Wilant: Wyjątkowo zgadzam się z panem prezydentem, co mnie dziwi. Ale zgadzam się z innych powodów. Po to mieszkańcy wybrali radnych miejskich, aby w naszym imieniu, zasiadając w radzie, decydowali i proponowali przedsięwzięcia postulowane przez obywateli. W tej chwili mamy kryzys demokracji bezpośredniej. Jest grupa radnych, którzy w ogóle nie interesuje się polityką. Do tego dochodzi kwestia braku ograniczeń w zakresie kadencyjności samorządu. Nie odświeżamy struktur samorządowych. Nie zmieniamy wójtów, burmistrzów, prezydentów. Teoretycznie jest to możliwe podczas wyborów samorządowych, ale w praktyce są stanowiska zajmowane ciągle przez te same osoby. Trudno w Bytomiu Odrzańskim wystartować na

Roman Wilant: Może w którymś momencie trzeba popatrzeć na miasto inaczej niż tylko przez pryzmat inwestowania. Może warto się zastanowić, co jest mieszkańcom potrzebne.

telska polega głównie na tym, by przekonać jak najwięcej ludzi do własnego projektu. To jest takie mini referendum. Wysyłanie jednak sms-ów nie daje nam odpowiedzi, które przedsięwzięcie jest rzeczywiście wartościowe. Czy nie warto byłoby zacząć realizować choćby drobne działania, by taką demokrację, która jest w Szwajcarii, budować dziś, a nie odkładać rzecz na jutro? Wadim Tyszkiewicz: My musimy się zdecydować, jaki rodzaj demokracji ma funkcjonować w Polsce. Czy demokracja bezpośrednia realizowana poprzez referenda, czy demokracja przedstawicielska? Dziś mamy demokrację przedstawicielską. Jestem prezydentem, za rok mieszkańcy

mogą mnie odwołać uznając, że jestem do niczego. Pozostaje jeszcze kwestia odpowiedzialności za podejmowane decyzje. To ja muszę wziąć za odpowiedzialność za budżet obywatelski. Większość inwestycji, które realizujemy ze środków unijnych, finansujemy z kredytów. Nie przeznaczamy środków na konsumpcję. Żeby stworzyć budżet obywatelski musielibyśmy zaciągnąć 1 mln złotych kredytu (…). Trzeba byłoby skreślić którąś z inwestycji np. remont Nowosolskiego Domu Kultury. Możemy w ramach budżetu obywatelskiego powiedzieć: skreślamy drogę na Pleszówku i te środki przekazujemy do dyspozycji mieszkańcom. Ja jestem jednak temu przeciwny, bo przez lata praco-

Wojciech Jachimowicz

waliśmy z radnymi i mieszkańcami by ustalić listę i kolejność realizacji inwestycji drogowych. To nieprawda, że dziś mieszkaniec nie ma prawa głosu. Mieszkaniec może przyjść do radnych, może przyjść do mnie i złożyć swoją propozycję. To niewiele różni się od aktywności obywatelskiej, której nie ma. Przypomnę, że 30 listopada 2007 roku została przegłosowana uchwała w radzie miasta (propozycje złożyło Stowarzyszenie Młody Samorząd), która pozwala grupie 250 mieszkańców wpisanych do rejestru wyborców, złożyć projekt do budżetu. Ani razu od 2007 roku nikt nie skorzystał z tej uchwały. Dlaczego? Siedem lat mija. Do budżetu można złożyć wniosek. Narzędzia

burmistrza, skoro obecny burmistrz rządzi już piątą kadencję, na 15 radnych ma 14 „swoich”. Trudno jest komukolwiek wystawić konkurencyjnego kandydata. Nasza debata o budżecie obywatelskim, który miałby wynosić 1 procent - nie wiadomo, z czego - jest troszeczkę biciem piany, bo co my możemy zrobić z tym milionem? Naprawdę niewiele. Obywatela nie interesuje, skąd pan prezydent weźmie pieniądze. On chce. Czy mieszkańcy nie powinni decydować o całym budżecie, czy o budowie dwóch statków? Czy jest to obywatelom potrzebne? Czy radni, gdyby podejmowali decyzję według własnego uznania, anonimowo, głosując, wciskając

guzik, to w którymś momencie okazałoby się, że nie musielibyśmy debatować na temat budżetu obywatelskiego, bo mielibyśmy zrobione to, co mieszkańcy chcą?

Wadim Tyszkiewicz: Na dziś nie stać nas na to by znaleźć milion złotych na, przepraszam za określenie, „zabawę: weźcie podzielcie to sobie”. Według mnie za pięć lat będzie można wprowadzić budżet obywatelski, nie mogę jednak dać głowy.

Wadim Tyszkiewicz: Lubi pan samochody? Roman Wilant: Lubię.

Wadim Tyszkiewicz: A chciałby pan kupić ferrari za 2 procent jego wartości?

Roman Wilant: Nie wiem, bo nie wiem, czy byłoby mnie stać, żeby to auto remontować i utrzymywać. Ja zadaję sobie inne pytania.

Wadim Tyszkiewicz: Cały problem polega na tym, że ja podejmując takie trudne decyzje i biorę za nie pełną odpowiedzialność. Kupuję statek za 2 procent jego wartości, co daje szanse rozwoju turystycznego miasta. To jest ryzyko. Może się nie udać. Jak się udaje to są brawa, a jak nie to mnie odwołują. Roman Wilant: My mieszkańcy próbujemy coś ruszyć, żeby w ogóle ktoś zaczął myśleć, bo nikomu się nic nie chce. Może w którymś momencie trzeba popatrzeć na miasto inaczej niż tylko przez pryzmat inwestowania. Może warto się zastanowić, co jest mieszkańcom potrzebne. Wadim Tyszkiewicz: Nie jestem przeciwko budżetom obywatelskim. Po prostu Nowej Soli na to nie stać.


10 Wojciech Olszewski: A może problem jest w tym, że mając za włodarza silnego lidera, wyrazistą osobowość, trudno jest o nawiązanie dialogu. Pan prezydent ma jasno określone cele i je realizuje. Dialog społeczny jest niepotrzebny. Trudno rozmawia się z ludźmi, którzy mają swoje sprecyzowane plany. Mamy przykład uchwały z 2007 roku o inicjatywie uchwałodawczej. Zadaję sobie pytanie, czy mieszkańcy nie skorzystali z inicjatywy uchwałodawczej, bo nie wiedzą o niej, czy wiedzą, że prezydent i tak zrealizuje swoje plany? Wadim Tyszkiewicz: Będę bronił swojego stanowiska. Popatrzmy na przebudowę Nowosolskiego Domu Kultury. Mamy 85% dofinansowania z Unii Europejskiej. Nie mamy wkładu własnego, dlatego musimy zaciągnąć kredyt. A ze strony radnego Daniel Roguskiego pada propozycja, żeby zagospodarować Trzeci Staw.

1/2014 letnich programach, niezwykle trudno jest mieszkańcom zrobić w tym wyłom i zaproponować własną koncepcję. Na ile my, jako miasto Nowa Sól, jesteśmy w stanie już dziś wprowadzić jakiś mechanizm, wyglądający jak budżet obywatelski, stwarzający szansę na realizację pewnych przedsięwzięć sugerowanych przez obywateli tego miasta? Pytanie polega też, na tym, jakie rzeczywiście mielibyśmy projekty, które byłyby podstawą do tego, by rozpocząć rozmowę o konieczności wprowadzenia budżetu obywatelskiego. Zastanówmy się, czy jest jakiś projekt, który mógłby stać się podstawą

www.echo.nowasol24.pl Roman Wilant: Jeżeli obywatele mają świadomość, że i tak tych pieniędzy nie dostaną, to się nie zbierają i nie organizują. Dlatego moglibyśmy stworzyć budżet np. od 2016 roku. W tym momencie obywatele zaczną się aktywizować. W budżecie nie będzie inwestycji, które być może wzbogacają Nową Sól, ale mieszkańcy, jako obywatele będą mieli tą pewność, że jeśli się postarają, to rzeczywiście będą mieli wpływ na to, co chcą zrobić. Pozwólmy mieszkańcom decydować o tym jednym procencie środków. Wadim Tyszkiewicz: W demokracji przedstawicielskiej decydują

aktywizacji mieszkańców. To stworzenie szans, aby mieszkańcy mogli wypowiedzieć się o sprawach miasta poza momentem głosowania wyborczego. Wojciech Jachimowicz: W sąsiedniej gminie jest wielka awantura o fundusz sołecki, czyli mały budżet obywatelski. Miejscowy burmistrz powiedział, że nie da pieniędzy. Sołtysi dobijają się o te środki. Mają plany, konkretne pomysły. Nie wiem, czy budżet obywatelski byłby dobry, czy zły, ale z pewnością pewne znamiona demokracji by nam przywrócił. Dajmy możliwość ludziom w mieście korzystania z budżetu

Wojciech Olszewski: Mieszkaniec nie ma szans na realizację swojego przedsięwzięcia, bo nie ma tej przewagi, by rozpoznać, na co można otrzymać środki unijne.

Wojciech Jachimowicz: Nie wiem, czy budżet obywatelski byłby dobry, czy zły, ale z pewnością pewne znamiona demokracji by nam przywrócił. Dajmy możliwość ludziom w mieście korzystania z budżetu obywatelskiego. Może to będzie grupa tak mała jak my się tutaj spotykamy. A może większa. Jest to jeden z etapów.

Wadim Tyszkiewicz: Ma szansę, ale ja będę starał się go przekonać do swojej decyzji, bo ja biorę za nią odpowiedzialność. Czy inwestować w Trzeci Staw, czy w Nowosolski Dom Kultury, na który możemy dostać 85% środków unijnych? Zagospodarowanie Trzeciego Stawu to inwestycja rzędu 2-3 milionów złotych, na której utrzymanie, zatrudnienie obsługi, zapewnienie bezpieczeństwa, trzeba będzie znaleźć pieniądze. Wojciech Olszewski: Skoro mamy inwestycje określone w wielo-

Wojciech Olszewski: Mówi Pan: „Budżet obywatelski tak, ale nie dzisiaj”. Jeśli nie dzisiaj, to kiedy? Jakie wskaźniki muszą być osiągnięte, żeby pana zdaniem stały się argumentem za przyjęciem budżetu obywatelskiego?

Wadim Tyszkiewicz: Przypis z podatku z nowych inwestycji, które napłynęły do nowosolskiej strefy przemysłowej to 3 mln 170 tys. Kwota zwolnienia 1 mln 496 tys. zł. Już w tej chwili mamy wpływy z podatku od firm, które weszły do Nowej Soli 1 mln 678 tys. zł. Uzbroiliśmy tereny, wybudowaliśmy drogi, w tej chwili mamy nowe miejsca pracy, rosną wpływy z PIT, CIT, z podatków. Jeszcze kilka lat i w Nowej Soli będzie coraz lepiej. Ale na dziś nie stać nas na to, by znaleźć milion złotych na, przepraszam za określenie, „zabawę weźcie podzielcie to sobie”. Według mnie za pięć lat będzie można wprowadzić budżet obywatelski, nie mogę jednak dać głowy. Jednak będę za tym, by budować drogi, stwarzać warunki dla inwestorów, nie będę robił fajerwerków przed wyborami. Wojciech Olszewski: Co przesądzi o tym, że budżet obywatelski będzie możliwy do wprowadzenia?

do tego, by domagać budżetu obywatelskiego.

Wadim Tyszkiewicz: W Zielonej Górze zrobiono budżet obywatelski. Według mnie, myślę, że kolega Janusz Kubicki się nie obrazi, jest to populistyczne. Wpłynęło 700 wniosków. Zrobiono głosowanie. Dziś rowerzyści się zmobilizowali i wybudowano ścieżki. Czy to jest właściwe? Może była jakaś ważniejsza inwestycja do zrealizowania? Ale zostało więcej sms-ów wysłanych, więcej podpisów. Rowerzyści cieszą się, że zgarnęli wszystko. Michał Filipek: I bardzo dobrze, bo pokazali, że społeczeństwo obywatelskie zadziałało. Wojciech Olszewski: To nam pokazuje, że pojawiają się, grupy interesów, które mają do zrealizowania swój konkretny cel.

Wadim Tyszkiewicz: Żeby stworzyć budżet obywatelski, musimy z czegoś zabrać. Co roku siadamy do dzielenia pieniędzy na kulturę, na sport. Przenosimy 300 zł z jednej pozycji na drugą. A my rozmawiamy o dodatkowym milionie złotych, który musimy skądś wziąć!

obywatele poprzez wybory. Mają radnych, mogą sami przyjść i zaproponować swoje pomysły. To czy rada to przyjmie, czy nie to kwestia demokracji i dochodzenia do kompromisu. Roman Wilant: Po to zebraliśmy się tutaj, bo coś w tej demokracji szwankuje. Jestem przeciwny budżetowi obywatelskiemu, ale wolałbym, żeby naprawić tę demokrację, żebyśmy nie musieli się spotykać się tutaj i rozmawiać o budżecie obywatelskim. Wojciech Olszewski: Sama idea budżetu obywatelskiego jest ideą

Michał Filipek: W Polsce obowiązuje demokracja przedstawicielska. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby była to demokracja z elementami bezpośrednimi, takimi jak budżet obywatelski.

Wojciech Olszewski

obywatelskiego. Może to będzie grupa tak mała jak my się tutaj spotykamy. A może większa. Jest to jeden z etapów.

Wadim Tyszkiewicz: Koledzy samorządowcy pytają mnie, dlaczego nie wprowadzam budżetu obywatelskiego? Odpowiadam im: Przykro mi, ja mam swój honor, swoje zdanie i zostanę przy nim. Oni mówili o tym, że tam gdzie są gminy wiejskie, sołectwa, tam ta demokracja jest rozbudowana. U nas jak Państwo widzicie ludzi nie ma. Jeżeli zbierze się 300 osób, to to już jest obywatelskie zaangażowanie? Chcemy wybudować drogę na południe, przedłużenie ulicy Przyszłości. Mamy szansę na pozyskanie 5 mln złotych, drugie 5 mln zł to wkład własny. Jak mamy rozmawiać o budżecie obywatelskim, jeśli musimy pożyczyć od banku tyle milionów na drogę? Gdybyśmy dziś przeprowadzili referendum i zapytali, co wybierasz: dom kultury, czy drogę, to 90% powie dom kultury. Ale droga na południe daje nam szansę pozyskania nowych inwestorów, terenów inwestycyjnych, które stworzą nowe miejsca pracy. Ja muszę myśleć strategicznie.

Wadim Tyszkiewicz: Rozwój gospodarczy. Dla mnie najważniejsza jest gospodarka. Jeśli mamy rozwiniętą gospodarkę, to są płacone podatki i mamy pieniądze na kulturę, sport, na wszystko wystarcza.

Stefan Niedźwiedź: Obawiam się, że jeśli każda grupa będzie starała się przeforsować swój pomysł, cała koncepcja budżetu może się rozproszyć na malutkie inwestycje, niewiele zmieniające. Jeden będzie chciał lampę, drugi ławeczkę, trzeci skwer.

Michał Filipek: Proces demokratyczny może być realizowany za pomocą budżetu obywatelskiego rokrocznie. Dlaczego nie dopuszczać w małej skali tej demokracji bezpośredniej? Mówimy o pewnym wyborze jednego pomysłu spośród wielu.


www.facebook.com/echonowasol Wadim Tyszkiewicz: Widzi pan, szukamy pomysłu. Gdybyśmy w budżecie obywatelskim wybierali 1 przedsięwzięcie spośród 10, ale nie zgłoszonych przez mieszkańców… Michał Filipek: Dlaczego nie?

Wadim Tyszkiewicz: Dlatego, że ktoś powie „ja chcę park na Pleszówku”, a ktoś inny „a ja uważam, że park Odry jest ważniejszy”...

Michał Filipek: Ale niech grupa mieszkańców przekona pozostałych do swojej koncepcji. Tak jak pan prezydent przekonuje do własnej osoby i swoich pomysłów. Pan prezydent podczas kampanii wyborczej będzie starał się przekonać mieszkańców, że plan, który pan przyjął jest słuszny i należy go absolutnie realizować. Grupa obywateli będzie starała się przekonać pozostałą grupę obywateli do tego, żeby te wymyślone przez nich pomysły były realizowane. Wadim Tyszkiewicz: Dobrze, zgadzam się z panem. Proszę mi jednak wskazać, którą inwestycję należy wykreślić po to żeby wygenerować środki na budżet obywatelski. Jak pan wskaże mi inwestycje do wykreślenia, zgodzę się na to, to może zróbmy wtedy referendum? Mamy sześćdziesiąt milionów złotych kredytu bezpośredniego.

Roman Wilant: Czy my nie jesteśmy tym ludem, który chce powiedzieć: Panie prezydencie wybraliśmy pana, proszę nam 1 procent odstąpić na budżet obywatelski?

Michał Filipek: Mamy dziś do czynienia z doktryną ultraliberalną. Posługujemy się wskaźnikami, cyferkami. Ameryka Południowa poszła trochę w inną stronę. Są kraje, które do konstytucji wpisały określenie stanu dobre życia. Starają się oceniać jak sami mieszkańcy ją określają, a nie. Co ma decydować o tym, że sytuacja w mieście jest dobra? Czy o sytuacji dobrej mówimy wtedy, kiedy wskaźniki ekonomiczne pną się w górę, a ludzie np. są niezadowoleni? Czy da się w tym momencie powiedzieć, że w mieście jest super? Wadim Tyszkiewicz: Jestem liberałem. Dla mnie najważniejsza jest bezwzględnie gospodarka. Jeśli mamy rozwiniętą gospodarkę, to są płacone podatki i mamy pienią-

dze na pozostałe sprawy. Pamiętam też o tym, żeby mieszkańcom żyło się dobrze. Bo nie jest sztuką postawić halę, zagonić pejczami ludzi do roboty, a w mieście, jak mówił klasyk, nie było niczego. Stąd promenada nadodrzańska, statki… Michał Filipek. To czegoś nie rozumiem. Paradygmat rozwoju gospodarki jest najważniejszy, ale pan prezydent nie pyta mieszkańców, czego chcą, tylko robimy statki, bo one są ekonomicznie uzasadnione. Jeśli chcemy w tej chwili zaproponować budżet obywatelski, to tak jakby pan powiedział, że nie chce nas pytać.

Wadim Tyszkiewicz: Ja tak nie powiedziałem. Pan może przyjść do mnie, na sesję, proszę złożyć propozycję, niech pan zbierze 250 podpisów… Michał Filipek: Proszę nie traktować tego, jako ataku, tylko jako próbę naświetlenia tego, że można trochę z innej perspektywy spojrzeć na temat miejskości i bycia w mieście. Wadim Tyszkiewicz: W Polsce obowiązuje demokracja przedstawicielska.

Michał Filipek: Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby była to demokracja z elementami bezpośrednimi, takimi jak budżet obywatelski.

Wadim Tyszkiewicz: Jeszcze raz powtarzam, co nie jest popularne i mogę przegrać przez to wybory, że dostaję władzę na cztery lata i chcę zrobić dla tego miasta najlepiej, jak potrafię. Jeżeli zrobię źle, proszę mnie odwołać. Można zrobić referendum odwoławcze. Ja obrałem taki kierunek: chcę wybudować fabryki, drogi, zrobić NDK, statki. Można dyskutować nad muzeum Odry, bo zaraz powiedzą, że jest to fanaberia prezydenta. Czy jest potrzebne muzeum Odry? W pewnym momencie możemy dojść do wniosku, że nic nie jest potrzebne, bo ważne, żeby było 5 placów zabaw, proste chodniki. Roman Wilant: Tutaj się zgadzamy, co do tego, że pan prezydent został wybrany demokratycznie i ma mandat do sprawowania władzy. Pytanie jest takie: Czy w ciągu tych czterech lat nie słucha pan ludu? Wadim Tyszkiewicz: Ale Państwa jest ośmiu. Zbierzcie pięćset podpisów…

Roman Wilant: Czy my nie jesteśmy tym ludem, który chce powiedzieć: Panie prezydencie wybraliśmy pana, proszę nam 1 procent odstąpić na budżet obywatelski?

Wadim Tyszkiewicz: Który jeden procent?

Roman Wilant: Jeden procent to nie jest dużo, choć oczywiście uważam, że radni są od tego by dysponować całym budżetem obywatelskim.

Wojciech Olszewski: W całej idei budżetu obywatelskiego chodzi o to, żeby pewne pomysły i plany poddać pod dyskusję. Budżet obywatelski nie ma być informacją, z czego mamy wziąć pieniądze. Instrument ten mógłby być takim samym kosztem funkcjonowania miasta jak szkoły, przedszkola. Być może taki symboliczny 1 procent (posługujmy się tym wyrażeniem jako uproszczeniem) trzeba zaplanować w budżecie i traktować go jako niezbędny koszt funkcjonowania miasta.

Wadim Tyszkiewicz: Obracamy się wokół 1 procent dochodów miasta. I tutaj możemy rozmawiać. Ja wolę złożyć mandat prezydenta miasta niż zaciągnąć kredyt na konsumpcję. Mimo wszystko, zrobienie parku, chodnika, to też jest konsumpcja. Dla mnie ważniejsza jest droga do nowych fabryk, które dadzą miejsca pracy i podatki na kulturę itd. niż konsumowanie czegoś, czego nie mamy. Jesteśmy zadłużeni, mamy kredyty, są ważniejsze cele niż szukanie nowych pomysłów. Nie stać nas na to.

Wadim Tyszkiewicz: Zawsze warto rozmawiać. Jeśli mówimy o kwotach to ja rzucam pomysł: 10 procent środków wolnych w budżecie. Nie jeden procent, tylko dziesięć. Pamiętajmy o tym, że przedszkola i szkoły, oświetlenie, opieka społeczna muszą być zapewnione. Na końcu zostały środki wolne. I teraz 10 procent tych środków wolnych dajemy na budżet obywatelski. Proszę bardzo.

Wojciech Olszewski: Rozumiem panie prezydencie. Organizując debatę obywatelską rozmawiamy o tym, czy powinien budżet obywatelski funkcjonować, abstrahując

1/2014 od tego, czy nas stać, czy nie stać. Wiemy już, że środków nie ma i nas na to nie stać. W zasadzie moglibyśmy się też rozejść, bo pan zdania nie zmieni, a my możemy sobie jedynie porozmawiać. Czy my chcemy stworzyć jakikolwiek mechanizm budżetu obywatelskiego już dzisiaj? Wadim Tyszkiewicz: Chcemy konsultacji społecznych, żeby władza miała informacje, czego chcą obywatele. Jestem jednak przeciwnikiem tego, żeby wąska grupa (doskonale wiemy, że zmobilizowanie 100-200 osób jest niezwykle trudne), decydowała o sprawach miasta.

Wojciech Olszewski: Konsultacje społeczne są elementem budżetu obywatelskiego, który jest pojęciem szerszym. To kwestia założenia sobie jakiegoś planu działania i współpracy w tym mieście.

Wadim Tyszkiewicz: Zawsze warto rozmawiać. Jeśli mówimy o kwotach, to ja rzucam pomysł: 10 procent środków wolnych w budżecie. Nie jeden procent, tylko dziesięć. Pamiętajmy o tym, że przedszkola i szkoły, oświetlenie, opieka społeczna muszą być zapewnione. Na końcu zostały środki wolne. I teraz 10 procent tych środków wolnych dajemy na budżet obywatelski. Proszę bardzo. Czy szukamy nowych pomysłów, skoro mamy listę 10 pomysłów na najbliższe 3-4 lata? To może wyrzućmy z listy jakąś inwestycje? Ja będę państwa przekonywał, że droga na południe jest potrzebna, że NDK wyremontować trzeba… Wojciech Jachimowicz: To nie jest przekonywanie, tylko już decyzja…

Wojciech Olszewski: Trudno dyskutować o wolnych środkach, kiedy obywatel nie wie, w którym momencie te środki się pojawią.

11 Wojciech Olszewski: A może problem jest w tym, że mając za włodarza silnego lidera trudno jest o nawiązanie dialogu. Pan prezydent ma jasno określone cele i je realizuje. Trudno rozmawia się z ludźmi, którzy mają swoje sprecyzowane plany. Mamy przykład uchwały z 2007 roku o inicjatywie uchwałodawczej. Zadaję sobie pytanie, czy mieszkańcy nie skorzystali z inicjatywy uchwałodawczej, bo nie wiedzą o niej, czy wiedzą, że prezydent i tak zrealizuje swoje plany?

Wojciech Olszewski: Padło wiele cennych wniosków i opinii. Można się z nimi zgadzać lub nie. Ale dyskusja przypomina mi błędne koło, albo dzielenie skóry na niedźwiedziu, którego nie ma i nie będzie przez dłuższy czas. Jeżeli zakładamy aktywizację obywateli miasta, większą niż tylko bierna obserwacja i komentarze, to widzę, że takich mechanizmów nie wypracujemy przez najbliższe lata, bo będziemy obracać się wokół kwot. Jeśli już padnie jakikolwiek pomysł ze strony mieszkańców, to dyskusja nie ma sensu, ponieważ kwota w potencjalnym budżecie obywatelskim to 0 złotych.

Wadim Tyszkiewicz: Na tym etapie stworzenie budżetu obywatelskiego jest prawie niemożliwe.

Wadim Tyszkiewicz: Jestem otwarty na dyskusje i konsultacje obywatelskie. To jest pierwszy krok do obywatelskich relacji.

Wadim Tyszkiewicz: Nie można dać czegoś, czego nie ma. To przypomina mi dyskusję, którą dziś prowadziłem przygotowując się do debaty z żoną. - Kup mi nowy samochód – prosi żona. Ale za co? – pyta mąż. - Kup nowy samochód, bo jestem obywatelką. – Nie mam tych środków. - To zaciągnij kredyt. - Ale ja nie mam zdolności kredytowej. - Kup samochód i nie obchodzi mnie, skąd weźmiesz pieniądze. To mniej więcej na tym poziomie toczy się dyskusja.

Wadim Tyszkiewicz: Muszę to skonsultować, ale nie mówię nie.

Wojciech Olszewski: Ale deklarowane teraz 10 procent z wolnych środków jest w rzeczywistosci równe zeru.

Roman Wilant: W przypadku przedszkoli znalazłem wiele wolnych środków, które można byłoby zaoszczędzić. Jest kwestia jak do tego się podejdzie i czy nie straci się na wizerunku. Byłoby to działanie niepopularne, ale stanowiłoby naprawę istniejącego systemu. Nie chodzi o zwalnianie nauczycieli, ale reorganizację przedszkoli. Czy jeśli znajdą się pieniądze w budżecie miasta zaoszczędzone przez obywateli to, czy zostaną przeznaczone na budżet obywatelski?


12

1/2014

www.echo.nowasol24.pl

Nie byłoby tylu bolączek rowerzystów w Nowej Soli, gdyby nie sami cykliści. To oni generują większość problemów, z jakimi muszą się borykać piesi, zmotoryzowani uczestnicy ruchu drogowego, jak też sami miłośnicy ekologicznych dwóch kółek.

Dwa kółka, jedna głowa

I zero pomyślunku

pojazdu „zahacza” o przestrzeń dla cyklistów. Inna rzecz, że łuk do skrętu na skrzyżowaniu Muzealnej z Wojska Polskiego został wyprofilowany po... kącie prostym. Chciałbym zobaczyć projektanta, jak w taki sposób skręca, czy to rowerem, autem lub autobusem. No, czołgiem się da. A jak już skręci, to co dalej? Zgodnie z prawem na ścieżkę po lewej stronie Wojska Polskiego wjechać nie można (bo nie ma znaku do tego uprawniającego), więc pozostaje na środku skrzyżowania włączyć się do ruchu i jechać jezdnią. W godzinach szczytu jest to manewr szalenie niebezpieczny.

Krzysztof Koziołek Oczami wyobraźni już widzę, jak kąciki ust czytających wstępniak mojego artykułu idą w górę niczym kurs franka szwajcarskiego a oczy biegną dalej, szukając potwierdzenia, że to tylko drobna złośliwość z mojej strony. Bynajmniej. Wcale, a wcale nie ironizuję! No ewentualnie tylko przez ułamek sekundy, parafrazując jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich cytatów, pisząc, że „Jak są rowery, to muszą być problemy z rowerzystami”.

Komfort życia przeciętniaka

Od kilku dobrych lat jestem kojarzony jako ten, który zajmuje się tematyką rowerową i próbuje – razem z grupą podobnych zapaleńców skupionych w stowarzyszeniu „Cykliści z Soli” – rozwiązać najbardziej palące problemy. Te najważniejsze można policzyć na palcach jednej ręki. Po pierwsze, wciąż nie najlepiej rozwinięta sieć połączeń komunikacyjnych (które tworzą drogi dla rowerów oraz ciągi pieszo-rowerowe). Po drugie, większość tej infrastruktury, która już jest do dyspozycji, niestety, pozostawia wiele do życzenia (że wspomnę tylko o nieszczęsnych wysokich krawężnikach). Po trzecie, nazwę to skrótowo: „komfort życia” przeciętnego rowerzysty w naszym mieście. Strasznie nie lubię określenia „przeciętny”, ale skoro nie można być adwokatem wszystkich rowerzystów: zarówno tych nastawionych kompromisowo, jak również tych, których sam nazywam żartobliwie „ekstremistami”, to pozostaje stać się na chwilę „przeciętniakiem”. Do celów niniejszej próby analizy powinno to w zupełności wystarczyć. Zacznijmy od kwestii infrastruktury. Kilka lat temu nowosolscy cykliści opracowali białą księgę, wskazując w niej słabe punkty tejże infrastruktury. Od tego czasu trochę się zmieniło, na szczęście na lepsze. Jednym z najważniejszych postulatów było połączenie w miarę zgrabnej sieci ścieżek wiodących z osiedla Konstytucji 3 Maja w kierunku portu i Parku Krasnala. Po remoncie części ul. 1 Maja, Muzealnej i Wróblewskiego taki ciąg niemalże został utworzony. Piszę „niemalże”, bo na króciutkim odcinku Wróblewskiego (od Wrocławskiej do Garbarskiej) nie ma

Lepsza wąska niż żadna

W tym przypadku nie ma mowy o tym, żeby piesi pomylili chodnik ze ścieżką rowerową. Dodatkowo wykonanie nawierzchni drogi dla rowerów z asfaltu gwarantuje komfort jazdy. (Zdjęcie zrobione w Toruniu.)

ani wydzielonej drogi dla rowerów, ani też ciągu pieszo-rowerowego. Projekt remontu przewidywał bowiem poprowadzenie ścieżki rowerowej tylko na pewnym odcinku, dalej na jezdni. „Cykliści z Soli”, którzy składali uwagi do tego projektu stwierdzili, że takie rozwiązanie tylko utrudni jazdę, więc lepiej, gdy ścieżki nie będzie wcale.

o szerokość przejazdu, która, co tu dużo mówić, jest mała. Problem w tym, że tylko tyle przestrzeni udało się wygospodarować w ramach przebudowy ulicy. W tym miejscu tekstu ja z kolei zbieram cięgi od „ekstremistów”, zdaniem których wszystkie nowo budowane drogi dla rowerów powinny być szerokie. A że obok zabraknie miejsca dla pieszych czy zmotoryzowanych? Trudno.

Wrócę na chwilę do wspomnianej szerokości ścieżki na Muzealnej. Na to akurat ja się nie skarżę, bo jestem za wdrażaniem tzw. reguły kompromisu. W czym to się przejawia? W inwestycjach polegających na budowie dróg od podstaw (np. nowa droga od szpitala do strefy, południowa obwodnica miasta) jestem za tym, aby rowerzyści twardo bronili swoich interesów: ścieżki mają mieć szerokość zgodną z przepisami i zdrowym rozsądkiem, kostka ma być niefazowana, piktogramy obowiązkowe, a łuki mają być łukami, a nie kątami prostymi. Inaczej jest w przypadku remontów. Z próżnego sam Salomon przecież nie naleje, ulice z gumy nie są i nie da się ich rozciągnąć. Zatem kierowcy, piesi i rowerzyści muszą się zmieścić, chyba, że ktoś się zgodzi zrezygnować ze swojego kawałka chodnika/jezdni. Ja uważam, że lepsza ścieżka wąska niż żadna. Chociaż lepszym rozwiązaniem jest ciąg pieszo-rowerowy. Dla niewtajemniczonych: to „normalny” chodnik, po którym mogą się poruszać zarówno piesi, jak i cykliści. Problem z tym rozwiązaniem jest tylko jeden: obie grupy użytkowników powinny siebie wzajemnie szanować.

Szacunek w jedną stronę

Dzięki odpowiedniemu oznakowaniu nie ma wątpliwości, że tym odcinkiem drogi dla rowerów na nowej trasie łączącej szpital ze strefą ekonomiczną cykliści mogą się poruszać w obu kierunkach.

Da się. Czołgiem Skoro wspomniałem o ul. Muzealnej, to drogowcom mocno się za nią od rowerzystów zbiera. Idzie przede wszystkim

Kolejna pięta achillesowa na Muzealnej, to zbytnia bliskość ścieżki rowerowej i miejsc parkingowych. Wielu kierowców – co naturalne - dojeżdża kołami auta do krawężnika, a w tym momencie przód

I w tym momencie dochodzimy – moim zdaniem, podkreślam - do głównego problemu nowosolskich rowerzystów: szacunku do innych (rowerzystów, pieszych i zmotoryzowanych) oraz wiedzy, a raczej jej braku o tym, jak się należy zachować na drodze, chodniku i ścieżce rowerowej. Zdecydowana większość nowosolskich rowerzystów chowała się chyba w afrykańskim buszu. Przepraszam za dosadność, ale takie są fakty. Większość rozbija się po chodnikach, jakby to była przestrzeń przeznaczona dla cyklistów. Wiem, że są takie ulice, na których ścieżek


1/2014

www.facebook.com/echonowasol nie ma, a jazda jezdnią oznacza ryzykowanie zdrowia i życia. Ale przecież jak już się jedzie chodnikiem, to pieszych powinno się traktować jako uprzywilejowanych i grzecznie im ustępować drogi. Żeby nie było, że pieszym słoma z butów nie wystaje: większość lezie po ścieżkach dla rowerów, chociaż tuż obok ma swój kawałek chodnika. Kolejny z grzechów głównych: przejeżdżanie rowerami przez pasy, nawet jeśli obok jest przejazd dla rowerów. Drogi rowerzysto, jeśli żądasz szacunku ze

13

strony przechodniów, to traktuj ich tak samo! Jeszcze większe niebezpieczeństwo stwarzają rowerzyści pchający się z uporem maniaka ścieżkami rowerowymi pod prąd. Ba, wielu uprawia sport ekstremalny i ignoruje znaki zakazu wjazdu na niektóre ulice (dla przykładu: Parafialna, Szkolna, Świętej Barbary, Kupiecka, Kołłątaja).

Zero tolerancji

Jeszcze słowo o „ekstremistach” (przypominam, że to nazwa z przymrużeniem

Sprawy newralgiczne

• stworzenie ścieżki dla rowerów na ul. Wrocławskiej (sławny „czerwony polbruk”) • poprawa bezpieczeństwa na wiadukcie na ul. Staszica (poprowadzenie rowerzystów chodnikiem) • oznakowanie istniejących ścieżek piktogramami • puszczenie ruchu rowerzystów „pod prąd” ulicami jednokierunkowymi (świetne rozwiązania w tym temacie stosuje Zielona Góra)

bezpłatna gazeta dla ciebie

Inny sposób na czytelny poinformowanie o ruchu odbywającym się w dwóch kierunkach. W Nowej Soli takich rozwiązań niestety brakuje.

oka, niech się nikt nie obraża!). Zgadzam się z ich żądaniami dotyczącymi zasady „zero tolerancji”. Ta tolerancja to chociażby niesławny „jeden centymetr”. Tyle bowiem wysokości może mieć krawężnik przy zjeździe/wjeździe ze ścieżki na jezdnię. O tym, że wysokie krawężniki to zmora nowosolskich rowerzystów, nikogo przekonywać nie muszę . Wiele jest takich miejsc, które trudno pokonać autem, co dopiero bicyklem. Pamiętam, jak kiedyś w imieniu cyklistów „odbierałem” rondo dra Tadeusza Pietka. I przedstawiciel wykonawcy próbował mi wmówić, że nie da się położyć krawężników i wylać asfaltu tak, żeby było idealnie równo. Da się, trzeba tylko umieć i chcieć. Z niecierpliwością czekam, aż ktoś z inwestorów (miasto, powiat, województwo) w warunkach przetargu zapisze warunek osadzenia krawężników na poziomie zerowym, a po-

tem ten obowiązek wyegzekwuje, sypiąc karami w razie niedotrzymania wytycznych. Wtedy się okaże, że jednak można. A jaki to będzie komfort życia! I to nie tylko dla rowerzystów, ale również dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich oraz osób z małymi dziećmi w wózkach. Marzę o takim dniu. Smutna jest ta nasza nowosolska rowerowa rzeczywistość. Nie dość, że za sąsiednią Zieloną Górą jesteśmy już lata świetlne (a jeszcze kilka lat temu przedstawiano nas zielonogórskim decydentom jako przykład do naśladowania!), to jeszcze sami sobie utrudniamy życie jak tylko możemy. Smutna to będzie konstatacja, ale jeśli mnie ktoś spyta, dlaczego w naszym mieście tak kiepsko jeździ się rowerem, to mu odpowiem za pewną panią minister: „Sorry, takich mamy rowerzystów”.

Krzysztof Koziołek

chcemy poznać twoją opinię chcemy prezentować twe zdanie chcemy zrozumieć chcemy stworzyć forum dialogu

co o tym myślisz? napisz! www.twitter.com/echonowasol www.facebook.com/echonowasol echonowasol@gmail.com www.echo.nowasol24.pl


14

1/2014

www.echo.nowasol24.pl

Każda organizacja pozarządowa boryka się z problemem braku pieniędzy. Okazuje się, że często dotacja z urzędu miasta, czy starostwa nie pozwala na rozwinięcie skrzydeł. Wyjściem z sytuacji jest rozpoczęcie działalności gospodarczej

Stowarzyszenie prawie jak firma Rafał Stasiński Spośród 90 organizacji z terenu Nowej Soli ujętych w Krajowym Rejestrze Sądowym tylko pięć prowadziło działalność gospodarczą. Tymczasem to jedno z doskonałych źródeł finansowania działalności i wypracowania kapitału żelaznego organizacji. Skąd tak małe zainteresowanie tą formą generowania pieniędzy w trzecim sektorze? Wielu działaczy sądzi, że organizacjom pozarządowym nie wypada działać jak przedsiębiorca, który kieruje się wyłącznie zyskiem. Organizacja powinna być non profit, powtarzają jak mantrę. Mówiąc inaczej, finansowanie organizacji ze sprzedaży produktów i usług to ich zdaniem po prostu wstyd, bo stowarzyszenie z założenia powinno opierać się na pracy społecznej członków. W końcu w ustawie prawo o stowarzyszeniach, jako główne źródła finansowania podano składki członkowskie, darowizny, spadki, zapisy, dochody z własnej działalności, z majątku stowarzyszenia oraz z ofiarności publicznej. I taki też zapis pojawia się w blisko 100% statutów organizacji. Rzadko, kto korzysta z ustawowego zapisu pozwalającego stowarzyszeniu prowadzić działalność gospodarczą, a dochód z niej przeznaczać na realizację celów statutowych. Niestety składki członkowskie, darowizny i dotacje publiczne to nie wszystko, bo niekiedy trzeba mieć sporą kwotę na wkład własny na przykład do projektu unijnego, czy na zakup rzeczy, usług, których żaden darczyńca krajowy, czy zagraniczny nie chce sfinansować. Ten wkład waha się od 2% wartości projektu do niekiedy 20%. W przypad-

Źródło: www.ngo.pl

ku projektu „Nowosolska gazeta obywatelska” wkład własny stowarzyszenia Forum Inicjatyw Nowosolskich i partnera to 14 743 zł, z czego 11 775 zł to wkład w postaci pracy wolontariuszy

Wielu działaczy sądzi, że organizacjom pozarządowym nie wypada działać jak przedsiębiorca, który kieruje się wyłącznie zyskiem. Finansowanie organizacji ze sprzedaży produktów i usług to ich zdaniem po prostu wstyd, bo stowarzyszenie z założenia powinno opierać się na pracy społecznej członków.

(na szczęście), a 2 968 zł to wkład własny finansowy. Skądś te środki trzeba brać. Nie czarujmy się, że ze składek wynoszących 2-10 zł miesięcznie, (które pokrywają niekiedy koszty administracyjne jak np. wynajęcie księgowej) uda się zebrać znaczą kwotę. Niektórzy myślą, że założenie działalności gospodarczej przez stowarzyszenie, czy fundację zamyka drogę do sięgania po fundusze unijne i krajowe. Otóż tak nie jest. Organizacja stając się przedsiębiorcą nadal działa niekomercyjnie, ponieważ wszystkie zyski przeznacza na działalność statutową, a nie jak to bywa np. w spółkach, na dywidendy dla udziałowców. Zresztą „ustawa stowarzyszeniowa” tego zabrania. W wielu konkursach (w ramach funduszy norweskich, szwajcarskich, Funduszu Inicjatyw Obywatelskich) instytucje nie wprowadzają żadnych ograniczeń dla organizacji pozarządowych prowadzących działalność gospodarczą. Czasem trzeba wypełnić rubrykę dotyczącą pomocy publicznej. Jeszcze inni mają obawy przed

skomplikowaną procedurą rozliczeń z urzędem skarbowym, składaniem dodatkowych sprawozdań do fiskusa i sądu, wystawianiem rachunków, czy faktur.

Organizacja, stając się przedsiębiorcą, nadal działa niekomercyjnie, ponieważ wszystkie zyski przeznacza na działalność statutową, a nie jak to bywa np. w spółkach, na dywidendy dla udziałowców.

Do tego dochodzi prowadzenie pełnej księgowości, wydzielenie kont analitycznych w księgach rachunkowych. Wielu też sądzi, że działalność gospodarcza organizacji równa się z opłacaniem składek z tytułu ubezpieczeń społecznych i rozliczeniami z

nielubianym ZUS-em. Jak zatem założyć działalność gospodarczą w już działającej organizacji? Na początku warto się zastanowić, co organizacja zamierza sprzedawać? Czy będą to towary, produkty, czy może szeroko rozumiane usługi? Dzięki temu łatwiej potem będzie odnaleźć interesujące nas rodzaje działalności wg EKD oraz sprofilować sprzedaż. Jeśli już członkowie podjęli decyzję o działalności gospodarczej w pierwszej kolejności należy zwołać walne zgromadzenie. Do statutu wprowadza się zapis o prowadzeniu działalności gospodarczej oraz jej zakresie. Potem należy wypełnić odpowiedni druk i zgłosić zmiany do KRS. Konieczna jest rejestracja działalności gospodarczej w rejestrze przedsiębiorców prowadzonym przez Sąd Rejonowy w Zielonej Górze. Trzeba uiścić opłatę w wysokości 600 złotych. W kręgach pozarządowych rozmawia się o zwolnieniu z tej opłaty organizacji, póki co płacić musimy. Po oficjalnym postanowieniu sądu o wpisie do rejestru przedsiębiorców możemy


www.facebook.com/echonowasol

1/2014 Za sprzedane towary, produkty czy usługi organizacja prowadząca działalność gospodarczą, może nie zapłacić ani złotówki podatku dochodowego, pod warunkiem, że jej celem statutowym jest działalność m.in. naukowa, oświatowa, kulturalna, w zakresie kultury fizycznej i sportu, a zyski przeznacza na te cele.

Źródło: www.ngo.pl

ruszać pełną parą z działalnością gospodarczą. Za sprzedawane usługi wystawiamy rachunki. Musimy pilnować limitu obrotów. Jeśli wysokość sprzedaży w całym roku

Stowarzyszenie prowadząc działalność gospodarczą nie musi ponosić wydatków na ZUS, oczywiście o ile nie zatrudnia pracowników na umowę o pracę, czy zlecenie. Jeśli w ciągu roku udało nam się sprzedać jakieś produkty lub nie udało się nic sprzedać, nie płaci do ZUS żadnej daniny.

przekroczy 150.000 złotych stajemy się podatnikiem podatku

VAT. Wówczas należy wystawiać faktury i odprowadzać należy podatek do fiskusa. Stowarzyszenie prowadząc działalność gospodarczą nie musi ponosić wydatków na ZUS, oczywiście o ile nie zatrudnia pracowników na umowę o pracę, czy zlecenie. Zatem nie ma stałych danin dla państwa. Jeśli w ciągu roku sprzedano towary czy usług lub nic nie sprzedano, do ZUS-u nie zapłacimy ani złotówki. W odróżnieniu do osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, które co miesiąc muszą uiszczać należne składki bez względu na wielkość sprzedaży. Organizacja prowadząc działalność gospodarczą w odróżnieniu do firm nie musi płacić podatku dochodowego w wysokości 19 procent, o ile wykaże, że cały dochód jest zwolniony z podatku. Jakie dochody są zwolnione z podatku? Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób prawnych zwolnione z podatku są dochody podatników, których celem statutowym jest działalność naukowa, naukowo-techniczna, oświatowa, w tym również polegająca na kształce-

niu studentów, kulturalna, w zakresie kultury fizycznej i sportu, ochrony środowiska, wspierania inicjatyw społecznych na rzecz budowy dróg i sieci telekomunikacyjnej na wsi oraz zaopatrzenia wsi w wodę, dobroczynności, ochrony zdrowia i pomocy spo-

Spośród organizacji pozarządowych z terenu Nowej Soli tylko 5 procent prowadzi działalność gospodarczą. Tymczasem to jedno z doskonałych źródeł finansowania działalności i wypracowania kapitału żelaznego organizacji.

łecznej, rehabilitacji zawodowej i społecznej inwalidów oraz kultu religijnego - w części przeznaczonej na te cele. Jeśli zatem sprzedamy usługę np. szkolenie

podatek należny wyniesie 0 zł. Zdarzają się takie sytuacje, że fundacje i stowarzyszenia, które co prawda deklarują, że działalności gospodarczej nie prowadzą, pobierają opłaty, pozyskują dochody z tytułu wynajmu, dzierżawy itp. Na przykład podczas festynów stowarzyszenia często sprzedają napoje, ciastka. I ta działalność, w myśl polskiego prawa, stanowi działalność gospodarczą (o ile nie jest działalnością odpłatną pożytku, o czym poniżej), która powinna być zarejestrowana w sądzie rejonowym i za którą winno odprowadzać się podatki, albo wykazywać w dokumentach przedkładanych do skarbówki, jako dochody zwolnione z podatku. Właśnie dla takich organizacji przygotowano pewien wytrych. Otóż mogą one wystawiać rachunki za sprzedane towary, czy usługi, nie prowadząc w ogóle działalności gospodarczej. To taki wyjątek w polskim prawie, o którym rzadko słyszeli księgowi, czy prawnicy. Działalność taka nosi nazwę odpłatnej działalności pożytku publicznego. Organizacja nie musi mieć statusu organizacji pożytku publicznego, aby mogła ją prowadzić. Działalnością odpłatną pożytku publicznego jest działalność powadzona przez stowarzyszenie, czy fundację w ramach jej działań statutowych mieszczących się w sferze pożytku publicznego (szczegóły w ustawie o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie), za które pobiera opłaty (wynagrodzenie) od beneficjentów oraz sprzedaż towarów lub usług wytworzonych lub świadczonych przez osoby bezpośrednio korzystające z działalności pożytku publicznego, w szczególności w zakresie rehabilitacji oraz przystosowania do pracy zawodowej osób

15 niepełnosprawnych oraz reintegracji zawodowej i społecznej osób zagrożonych wykluczeniem społecznym. Warto dodać, że sprzedaż podarowanych organizacji przedmiotów (np. odzieży) nie jest uznawana za działalność odpłatną. Działalność odpłatna pożytku publicznego staje się działalnością gospodarczą (wymagającą rejestracji), jeżeli pobierane przez organizację wynagrodzenie (opłata) jest wyższe od tego, jakie wynika z kosztów tej działalności lub jeżeli przeciętne wynagrodzenie osoby fizycznej zatrudnionej przy działalności odpłatnej, za okres ostatnich 3 miesięcy, przekroczy 3-krotność przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw ogłoszonego przez prezesa GUS. W przypadku prowadzenia działalności odpłatnej pożytku publicznego – kupujący, czyli podmiot, od którego pobieramy opłaty, wynagrodzenie za świadczone usługi, towar ma prawo żądać rachunku, potwierdzającego tę wpłatę. W takiej sytuacji organizacja może wystawić rachunek. VAT zależy od konkretnych sprzedawanych usług i towarów, ich kwalifikacji w ustawie o VAT oraz od tego, czy organizacja korzysta ze zwolnienia VAT ze względu na nieprzekroczenie wysokości przychodów opodatkowanych. Przychód z działalności odpłatnej pożytku publicznego służy wyłącznie prowadzeniu działalności pożytku publicznego (nieodpłatnej lub odpłatnej). Działalność odpłatna pożytku publicznego w przypadku OPP (czyli organizacji pożytku publicznego) powinna być wpisana do statutu. Natomiast w przypadku pozostałych organizacji wystarczy odpowiednia uchwała zarządu stowarzyszenia, przy czym działalność odpłatna nie może pokrywać się z zakresem prowadzonej działalności gospodarczej. Pozostaje mieć nadzieję, że trzeci sektor chętniej będzie sięgał po rozwiązania z gospodarki. Jedno jest pewne: środki publiczne dostępne, czy to w ramach programów współpracy z organizacjami pozarządowymi, czy funduszy unijnych będą raczej się kurczyć, wkład własny będzie się zwiększać, a liczba chętnych rosnąć. Jeśli teraz nie wypracujemy mechanizmów pozwalających na wypracowanie organizacjom pozarządowym własnych środków może powstać sieć organizacji, których działanie jest uzależnione od grantów administracji, co nie dobrze wróży organizacjom obywatelskim. Innym też, bo zarzucenie alternatywnych rozwiązań oznacza stagnację.


16

1/2014

www.echo.nowasol24.pl

ORGANIZACJE Z NOWEJ SOLI WALCZĄ O 1%. BĄDŹ LOKALNYM PATRIOTĄ. WYBIERZ JEDNĄ Z NICH! BO WARTO POMAGAĆ. KRS 0000032437 0000035891 0000044415 0000059089 0000082192 0000114028 0000126168 0000205254 0000235460 0000253405 0000274854 0000361605

NAZWA KAJAKOWY KLUB SPORTOWY NOWA SÓL NOWOSOLSKI KLUB KARATE KYOKUSHIN NOWOSOLSKIE ALTERNATYWNE STOWARZYSZENIE ARTYSTÓW - NASA STOWARZYSZENIE OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH “TACY SAMI” W NOWEJ SOLI MIĘDZYSZKOLNY KLUB SPORTOWO TURYSTYCZNY “ASTRA” MIEJSKI KLUB PIŁKARSKI “ARKA” W NOWEJ SOLI NOWOSOLSKIE STOWARZYSZENIE AMAZONEK “TĘCZA” STOWARZYSZENIE EDUKACYJNE “SPOŻYWCZAK” STOWARZYSZENIE DZIECI I MŁODZIEŻY NIEPEŁNOSPRAWNEJ “POMÓŻ NIE BĘDĘ SAM” STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ “CHORAŁ” NOWOSOLSKI UNIWERSYTET TRZECIEGO WIEKU FUNDACJA TWÓRCZOŚCI LUDOWEJ “CEPELIADA”

PORADNIK. JAK PRZEKAZAĆ JEDEN PROCENT ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO? 1. Kto może przekazać 1% podatku ? Podatnicy podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT 37 – przykład omówiony poniżej), podatnicy opodatkowani ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych, podatnicy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą i korzystający z liniowej, 19–procentowej stawki podatku.

pożytku publicznego. Niezwykle ważne jest poprawne wpisanie nazwy organizacji i numeru. Jeżeli błędnie wpiszemy numer KRS organizacji do formularza PIT, wówczas urząd skarbowy zwróci się do nas z prośbą o poprawienie tego błędu. Możesz to uczynić korespondencyjnie lub poprzez telefon albo e-mail (o ile podamy odpowiednie dane kontaktowe w zeznaniu).

2. Wypełnij zeznanie podatkowe PIT 37. Uwaga! Aby przekazać 1% na rzecz organizacji pozostali podatnicy powinni wypełnić następujące rubryki w zeznaniach podatkowych: PIT 28: rubryki 126, 127, 128, PIT 36: rubryki 205, 306, 307, PIT 36L: rubryki 105, 106, 107, PIT 38: rubryki 58, 59, 60.

5. Numery KRS nowosolskich organizacji znajdziesz w tabeli, w artykule. Pozostałe nr KRS możesz znaleźć na stronie www.pozytek.gov.pl (wykaz OPP 1%). Uwaga!!! Wykaz OPP uprawnionych do otrzymywania 1% za 2013 r. będzie aktualizowany jeszcze dwa razy. Zgodnie z przepisami, opublikowany być powinien najpierw do 15 lutego, a następnie do 15 marca 2014 r.

3. Zanim zdecydujesz się, komu dasz 1% podatku sprawdź, czym organizacja się zajmuje. W Internecie możesz znaleźć numer telefonu do organizacji oraz adres. Równie dobrze możesz przeczytać sprawozdanie z działalności, dostępne na stronie http://sprawozdaniaopp.mpips.gov.pl/Search. Ze sprawozdania dowiesz się, na co organizacja przeznacza środki, jak wygląda jej bilans. Natomiast na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości https://ems. ms.gov.pl/ możesz poznać władze organizacji czy cele działalności. Nie podejmuj decyzji spontanicznie, nie pozwól także, by elektroniczny program lub osoba pomagająca wypełnić PIT, zrobiła to za Ciebie. Tylko raz w roku możesz podarować część swojego podatku. Wykorzystaj to i pomóż tym, którzy tej pomocy potrzebują. 4. W pkt. 123 zeznania PIT 37 wpisujemy nr KRS organizacji pożytku publicznego. Jest to numer w Krajowym Rejestrze Sądowym, nadawany każdej organizacji

6. W pkt. 124 wpisujemy wartość 1% naszego podatku. Uwaga! Kwota ta nie może przekroczyć 1% z poz. 118, po zaokrągleniu do pełnych dziesiątek groszy w dół. 7. W pkt. J można podać informacje uzupełniające. Np. wtedy gdy organizacja zbiera środki m.in. na pomoc dla konkretnego dziecka np. „1% dla Dziecka XYZ”. W poz. 126 i 127 możemy wyrazić zgodę na przekazanie informacji o nas obdarowanej organizacji. 8. Co dzieje się dalej? Zapisany przez nas 1% będzie przekazany w III kwartale 2014 roku wybranej przez nas organizacji pożytku publicznego. 9. Co się stanie, jeśli wszystkie pola dotyczące organizacji pożytku publicznego zostawimy niewypełnione? Środki te zasilą dochody państwa.


ECHO - Nowosolska Gazeta Obywatelska 1/2014