Issuu on Google+


Film, muzyka, sztuka - to trzy magiczne słowa, które stały się podstawą rozpoczęcia projektu międzynarodowego w ramach Programu Młodzież.

NACZELNY

MOVIE

Jednak wydaliśmy numer wakacyjny. Nie byłem do tego przekonany, ponieważ w takie upały ludzie raczej gazet nie czytają. Staję jednak przed lustrem i mówię sobie: Łukasz, Magmę pewnie przeczytają. Przecież to o kulturze. Przecież to bez reklam politycznych. Przecież to jednak gazetka elitarna. Jaka by tam nie była. Próbuje się rozwijać. Próbuje zmieniać świat. No i tak się łudzę. Przecież wszyscy, którzy wprowadzali w życie wielkie zmiany musieli się łudzić, albo przynajmniej inni mówili im, że się łudzą. Każdego dnia staramy się stanąć twardo na ziemi. Staramy się odgonić od siebie wizje wielkich marzeń. Przecież to teraz takie niemodne. Takie niepopularne. Teraz liczy się czy masz pracę dobrze płatną, a jak nie masz tej pracy, to wszyscy życzliwi ludzie ci doradzą - wyjedź. Jak mówią słowa Muńka: “Znów dziś myślałem o emigracji. To jest melodia mojej generacji...” Jakoś nie czuję tego rytmu. Nie wiem, czy inni też mogą to powiedzieć, ponieważ słyszę często ten potworny wrzask młodych. Ledwo liceum skończone, a oni myślą, jakby tutaj się spakować. Muszę się jednak przyznać, że w środowisku, w jakm funkcjonuje, śmiało można napisać, że jest ono ściśle związane z kulturą, nikt o tym nie mówi. Ludzie zaangażowani, oddający swój czas, pracujący w domu kultury do godziny 1 w nocy, pracujący dla kultury, uczący się poprzez kulturę czują najprawdopodobniej, że wyjazd nie ma sensu. Właściciwie nigdy nie podnosiłem tego tematu. Ale widzę, że oni nie mają na to czasu. Nie mają, ponieważ czują, że żyją. Czują o wiele silniejsze więzi z tym krajem. Nie jestem psychologiem, ale tak mi to wygląda. Wygląda mi to na syndrom kultury. Ci ludzie mają więcej do powiedzenia i więcej do pomyślenia. Może nie są dentystami, ani budowniczymi, ale wiedzą co się kreci. Oczywiście trzeba się zastanowić, kto jest nienormalny? Ci od kultury czy ci co pakują walizy, aż kurz idzie? Właścicie i jednym i drugim można powiedzieć: róbcie, co chcecie. W końcu wolny kraj. Nikt Wam życia lepiej nie zaplanuje od was samych. No chyba, że będą to politycy. Oni zawsze mają rację. To taki żart na koniec. Ledwo polityczny.

|magma

Łukasz Kaźmierczak

Grupa zapaleńców z Cinema Clubu oraz inni uczestnicy, dzięki koordynatorce Ewelinie Knop, stworzyli 9 filmów krótko- i długometrażowaych, które zgromadziły w kinie Odra setki widzów. Projekt okazał się strzałem w dziesiątkę. Stworzyły go dwie grupy: z Senftenbergu pod kierownictwem Martina Fischera oraz z Nowej Soli pod kierownictwem Eweliny Knop. Był to typowy projekt oparty na współpracy transgranicznej dwóch grup. Zaangażował po stornie niemieckiej blisko 20 osób a po stronie Polskiej prawie 30. Mówimy tutaj tylko o tych, którzy odważyli się tworzyć filmy lub jakoś uczestniczyć przy realizacji całego przedsięwzięcia - mowi Ewelina - nie wliczam tutaj widzów, którzy oglądali nasze filmy oraz produkcje europejskie wyświetlane w kinie, ponieważ ich będzie o wiele więcej - kończy. Impreza finiszująca projekt odbyła się w kinie Odra. Widzowie mieli szansę zobaczyć wszystkie filmy, które powstały w ramach projektu oraz oglądnąć film “Edi”. Nie zabrakło również akcentu muzycznego. Uczestnicy bawili się do poźnych godzin nocnych przy rytmach O.N.L. Był również grill i czas na rozmowy w kuluarach. Projekt dał szansę rozwoju takim osobą jak: Konrad Paszkowski, Konrad Gramont, czy Anna Rybarczyk - mówi Łukasz Kaźmierczak, inicjator projektu - te osoby mogły stworzyć swoje pierwsze filmy. Mogły zrealizowac swoje zamiary. Nie mówię, że te wszystkie produkcje nie powstałyby, gdyby nie projekt, ponieważ kiedyś mogłyby powstać, ale nie wiadomo kiedy - dodaje Łukasz. Od czasu do czasu czułem się podczas tego projektu, jak rzecznik Programu Młodzież. Non stop starałem sie przypominać, aż do znudzenia, że to wszystko się dzieje dzięki ludziom z Nowej Soli i Senftenberbgu oraz dzięki Narodowej Agencji Programu Młodzież. Ten program daje ogromne możliwości młodym ludziom. Nie należy zpominać o tym, że kultura czy edukacja są bardzo zależne od kasy. Często jej brakuje, a Program Młodzież pomaga podjąć inicjatywy, o których moglibyśmy tylko pomarzyć - kończy. Ewelina Knop na pytanie, czy myśli o kolejnym projekcie, odpowiada lekkim uśmiechem. Póżniej stara się to wyjaśnić - To nie był prosty projekt. Od czasu do czasu dawał nam w

m l i F u m t z s kość. Wyjazdy Nowa Sól - Senftenberg, umiejętność posługiwania się językiem obcym czy kłótnie na planie filmowy oraz rozchorowany aktor, kiedy cała ekipa czeka na planie. To wymagało od nas wielkiego wysiłku. Teraz myślę przede wszystkim o poprawnym rozliczeniu projektu. Później pomyślę o jakimś seminarium za granicą, żeby naładować akumulatory i dopiero


, m a, k y uz ... a k tu NA ZDJĘCIU EWELINA KNOP I MARTIN FISCHER

wtedy będę mogła powiedzieć czy ruszymym z kolejnym projektem międzyarodowym - mówi. Ewelina chce się teraz zaangażować w realizację Magmy TV, która rusza od września. Podobnie jest z innymi uczestnikami projektu, którzy w znacznej części będą chcieli teraz odetchnąć i pobawić się w telewizję. Ten projekt nie będzie koordynowany przeze mnie.

Kierownictwo jest na głowie Michaliny Ratyniak. Będąc tylko uczestnikiem nie trzeba się zastanwiać nad formalnościami, raportami czy techniczną obługą przedsięwzięcia. Na pewno jest to mniejsza odpowiedzialność, chociaż zaangażowanie podobne- kończy Ewelina. Dziękuję wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do powstania tego projektu i jego

świetnej realizacji. Boję się wymieniać wszystkich z imienia i nazwiska, ponieważ mogę kogoś pominąć. Zatem po prostu dziękuję - dodaje Ewelina.

wa-wa

|magma


medale

medale Lubuskiego Animato Irena Kasprzak Irena Kasprzak jest instruktorem teatralnym w Nowosolskim Domu Kultury. Prowadzi Klub Literacki DE FACTO i SCENĘ „R”. Jest organizatorką konkursów literackich i poetyckich: „O STRZAŁĘ EROSA” - III edycje i trzy tomiki poetyckie z utworami laureatów z całej Polski, „O SZCZYPTĘ SOLI” - X edycji z okazji Dni Nowej Soli, „MOJE WAKACJE” - VI edycji. Jej podopieczni trzykrotnie reprezentowali województwo lubuskie na Centralnych Spotkaniach Laureatów Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego: w 2000 i 2003 r. był to Łukasz Kaźmierczak, który startował w kategorii „wywiedzione ze słowa” z tekstami Mariusza Urbanka i K. I. Gałczyńskiego, a w r. 2004 Natalia Dąbrowska w kategorii recytacja wystąpiła z utworami C. K. Norwida i Henryka Sienkiewicza. W tym samym konkursie, w finale wojewódzkim laureatami byli: Anna Rybarczyk - trzykrotnie w kat. „wywiedzione ze słowa”, Ewelina Knop, Karolina Stec, Natalia Dąbrowska i sześciokrotnie Łukasz Kaźmierczak. W Lubuskim

Konkursie Recytatorskim dla gimnazjalistów wielokrotnym laureatem SCENY „R” był Piotr Horelik, a finalistkami: Natalia Dąbrowska, Marta Korpan, Barbara Bal, Paulina Sroka, Justyna Sarama i Aleksandra Samborska. Irena K. corocznie organizuje w NDK cykl imprez PRO ARTE z dziedziny teatru i recytacji, spotkania z poetami: Krzysztof Fedorowicz i Jolanta Pytel-Marciniszyn z Zielonej Góry, Piotr Macierzyński z Łodzi i Agata Wojtkowiak z Nowej Soli, a także wieczory pn. „Poetom wolno wszystko mówić”. Na scenę NDK wraz z Grupą Teatralną „CHWILA” zaprasza teatry: „AVIS” Alicji Chyżak-Fitas z LO i „GODOT” Natalii Cichy z NASA. Jest fanką teatru „TERMINUS A QUO” Edwarda Gramonta, z którym zdobywała nagrody za monodramy i konkursy recytatorskie, a także nagrodę za kreację aktorską w spektaklu „Anna Livia gotha potwór” wg Jamesa Joyce’a. Była „prawą ręką” E. Gramonta przy organizacji kilkunastu edycji Ogólnopolskiego Turnieju Poetyckiego „O Pierścień Kingi”. 10 sierpnia br. przed NDK odbędzie się trzeci plener artystyczny z cyklu „Poetyckie znaki drogowe” prowadzony przez młodzież skupioną w pracowni literacko-teatralnej Ireny K.

Grażyna Graszka Grażyna Graszka jest artystką plastykiem w Nowosolskim Domu Kultury, gdzie prowadzi pracownię plastyczną MOZAIKA, w której rozwija zainteresowania plastyczne w środowisku amatorów, współpracuje ze szkołami i przedszkolami. Organizuje wystwy środowiskowe, utrzymuje twórczy kontakt z niemieckimi miastami partnerskimi. Maluje, rysuje, lepi w glinie, tworzy mozaiki. Wspólnie z młodzieżą zaprojektowała i wykonała duże mozaiki na budynkach Szkoły Podstwowej nr 8, Liceum Ogólnokształcącego, Muzeum Miejskiego i wewnątrz nowosolskiego szpitala. Oferta pracowni jest skierowana do wszystkich osób zainteresowanych sztukami plastycznymi i obejmuje różne techniki: linoryt, monotypia, kolaż, tekturografika, papieroplastyka, rzeźba w glinie i gipsie, malarstwo. Specjalnością pracowni MOZAIKA jest ceramika użytkowa i unikatowa, powstające tam dzieła są utrwalane w piecu do wypalania glinianych naczyń. Integralną cześcią pracowni i przedłużeniem jej działalności jest „Mała Galeria Plastyki”, która przedstawia aktualny dorobek pracowni w zakresie rzeźby, ceramiki, malarstwa i grafiki (z możli|magma wością sprzedaży prac). Galeria

grażyna graszka prezentuje również działalność plastyczną środowiska amatorów naszego regionu. Ponadto mgr sztuki, Grażyna Graszka udziela korekty i konsultacji kandydatom do szkół plastycznych. W Muzeum Miejskim, które jest niezwykle ważnym miejscem w Jej życiu, wystawia swoje prace malarskie: abstrakcje, pejzaże, portrety i akty. Artystka współpracowała z legendą polskiej animacji Alojzym Molem. W czasie wakacji odbywają się w Jej pracowni warsztaty ceramiczne, połączone z wypalaniem ceramiki w plenerze.

kaźmi


ora Kultury otrzymali:

W Kręgu nowosolskim DZyŃ! dzYń!

W królestwie pięknego Romana cisza. Wszyscy wyjechali … nad wodę, na słońce, na lody. Dzyń! Dzyń! To był ostatni dzwonek. Zaczęły się wakacje! Tymczasem w innej galaktyce…

Lubuskie dołem

Odwracam tabele, lubuskie na czele. Bezlitosna statystyka wskazuje, że gimnazjaliści z naszego województwa w tekstach końcowych zajęli trzecie miejsce… od końca. Być może brakuje im motywacji, bo przecież do średniej każdego przyjmą. Bo innych przyczyn na pewno nie ma. Zresztą, jak ktoś chce to SAM się nauczy – tak mówi statystyczny wyjątek.

Irena Kasprzak Łukasz Kaźmierczak Łukasz Kaźmierczak ma 23 lata i od urodzenia mieszka w Nowej Soli. Otrzymał Medal Lubuskiego Animatora Kultury za działalność kulturalną w naszym mieście. Wśród ostatnich osiągnięć wymienia się prowadze-

Uwiodła…

Oni spływali, ONA śpiewała (im na dowidzenia) ku radości publiczności. ONA, czyli Martyna Jakubowicz uwiodła śpiewem (nie)bywalców Teatralnej. Było magicznie i było klasycznie, tj. „w domach z betonu nie ma wolnej miłości” – cała sala śpiewa.

nie magazynu kulturalnego Magma oraz off teatru CHWILA, w którym jest reżyserem i senarzystą a od czasu do czasu również aktorem. Zaczynał swoją historię sceniczną jako uczeń Ireny Kasprzak, która opiekowała się nim artystycznie na Ogólnopolskich Konkursach Recytatorskich, gdzie Łukasz dwa razy zakwalifikował się do etapu centralnego. Teatr stowrzył, kiedy był jeszcze uczniem Elektryka. Pierwszym dziełem teatru były altenratywne jasełka, w których Łukasz grał Józefa z Anna Rybarczyk Maryję. Grupa otrzymała wtedy grand prix na Przeglądzie Grup Kolędniczych i Jasełkowych. W ubiegłym roku grupa Chwila zdobyła grand prix na Wojewódzkim Przeglądzie Teatrów Amatorskich w Zielonej Górze za spektakl „Metrosexual”. To dzieło zostało docenione również w Warszawie na Europejskim Tygodniu Młodzieży. Dwa lata temu teatr otrzymał nagrodę za spektakle: „Samowtór złośliwy” oraz „Uwaga orgazm!”. Od dwóch lat silnie angażuje się w pozyskiwanie funduszy z Unii Europejskiej na działalność kulturalną w Nowej Soli. Realizuje liczne projekty kulturalne i zakresu edukacji nieformalnej.

Łukasz ierczak

ewa

Miski jak maliny

„TO COŚ” miały tylko cztery nowosolanki. I właśnie owe cztery będą walczyły o tytuł 3miejskiej MISKI podczas Winobrania. Zanim zostały wybrane do wyborów, musiały zaprezentować się w ruchu, stawić czoła krzyżowemu ogniowi pytań – było trudno, bo musiały pokazać osobowość i inteligencję. I tak oto owe cztery: Anna Młynarczyk, Marta Kłosowska, Marzena Kajda, Katarzyna Błońska okazały się mieć TO COŚ!

Ku medalom…

Swe piersi ku medalom lubuskich animatorów kultury wypieli (przenośnia taka!) Irena Kasprzak (NDK – Scena R, De facto), Grażyna Graszka (NDK – Mozaika) i Łukasz Kaźmierczak (Chwila, Magma). Troje nowosolan odebrało medale podczas gali Dni Województwa Lubuskiego, na której wystąpiła również nowosolanka Klaudia Tyszkiewicz – laureatka Lubuskiego Konkursu Recytatorskiego. Jak donosi prasa Klaudia zebrała burzę oklasków za monolog, tj. formę recytacji o charakterze jednoosobowego teatru (zwanego „wywiedzione ze słowa”).

Cinema END!

Była impreza! Na początek „Edi” – cud, że młodzież z Niemiec nie uciekła po tej projekcji do domu. Potem było 8 filmików nakręconych podczas trwania projektu. Od parateatralnej „Aktorki z perłą”, przez paradokumentalny „Projecttail”, |magma


„Odkrywców nie trzeba reklamować” Wywiad z Filipem Musiałem - Liderem ONL Filip Kudela: Kto wpadł na pomysł powstania ONL i jaka jest geneza nazwy? Filip Musiał: Pomysł ONL to przedłużenie projektu z liceum, który nazywał się Malina of ska i miał charakter mniej poważny, lecz niektóre kawałki z obecnego repertuaru powstały pod tamtym szyldem. Nazwę wymyślił Andrzej - gitarzysta i kompozytor. Ja i on pozostaliśmy ze starego składu. ONL, czyli Odkrywcy Nieodkrytych Lądów, bo czujemy, że każdego dnia odkrywamy coś nowego (dla nas) i czegoś nieodkrytego poszukujemy.

Jak wygląda Wasza współpraca? Nasza współpraca polega na symbiozie, trzeba dać by dostać. Oczekujemy od członków zespołu zaangażowania, bo inaczej nic by z tego nie było. Choć czasem jest ciężko, wiadomo pracujemy, studiujemy i robimy masę rzeczy dodatkowo. Ale trzeba znaleźć czas by spotkać się, co najmniej dwa |magma razy w tygodniu na próbie, a

czasem częściej.

Co dokładnie robicie poza muzykowaniem? Jak już mówiłem wcześniej: studiujemy i pracujemy. Ja jestem studentem filologii polskiej, a poza tym uczestniczę w wielu projektach teatralno-filmowych. Od kliku lat współtworzę teatr Chwila - Mój kochany teatr. (śmiech) Basista to również filologia polska oraz pracownik Gazety Lubuskiej. Wokalistka - studentka socjologii i filologii polskiej, a gitarzysta (Andrzej) - student informatyki. Natomiast gitarzysta Piotras również studiuje informatykę i wraz z perkusistą, który jest uczniem liceum, są pracownikami firmy poligraficznej.

Jak ludzie reagują na Waszą muzykę i jak się zachowują na koncertach? Reggae jest wciąż muzyką niszową, więc na koncertach nie ma ogromu ludzi, ale ci, którzy już się tam znajdą reagują fantastycznie, bo z tą muzyką jest jak z reklamy Heinekena.

Muzyka to ciepło, miłość i puls - metafizyka umysłu i ciała. (śmiech)

Gdzie niebawem będzie można Was usłyszeć? Plany koncertowe rodzą się najczęściej w ostatniej chwili. Teraz pracujemy nad profesjonalnym zgraniem materiału i dograniem nowych kawałków, ale wszelkie aktualności ze świata ONL można przeczytać na naszej stronie, www.ONL.xp.pl

Czy zapatrujecie się na sytuacje polityczną i czy interesuje Was to? Na sytuacje polityczną się zapatrujemy. Ale nie piszę tekstów politycznych. Jakoś się tam nie odnajduję, choć ostatnio basista wyraził niezadowolenie z powodu braku tekstów politycznych, więc takowy tekst i piosenka wkrótce powstanie. Polityka jest wszędzie: ble, ble, ble (krzywi się) Polska to kraj politycznych nielotów!

Jakie są wasze plany na przyszłość? Tworzyć dalej to, co się kocha i kochać tylko tak, aby dać radę zmierzyć się z przyszłością. Kolejne nasze marzenie - zagrać na festiwalu Summerjam w Kolonii.

A może na koniec zareklamuj jakoś swój Band? Odkrywców nie trzeba reklamować. Czy Krzysztof Kolumb potrzebował reklamy?

Nie (śmiech), zatem dzięki za rozmowę Pozdrawiam. Ja również dziękuję.

Rozmawiał:

Filip Kudela

www.krzyk.info


W Kręgu nowosolskim (c.d.)

Parada paranoi W naszym kraju pewne zjawiska szybko stają się trendy. Wystarczy przywołać myślami afery, gdzie w rolach głównych występują nasi politycy czy polskie mecze, gdzie w rolach głównych przegrywają nasi zawodnicy. Moda rządzi się swoimi prawami i nie warto jej zmieniać. Usiłując wyprzedzić modę, powiadam, że hitem tej jesieni będą parady. Uliczna demonstracja znów powraca do łask! – informują analitycy. Któż by się spodziewał, że zdemokratyzowanemu społeczeństwu chce się jeszcze wychodzić na ulicę. Proszę bardzo: demonstrują górnicy, lekarze, studenci i uczniowie. Wszystko niby pięknie, ale ja mówię: mało. Wpadłem na całkiem niezły pomysł, otóż napiszę list otwarty do społeczeństwa. Niech wyjdą! Niech demonstrują, manifestują! W swoim liście powołuję się na olbrzymi autorytet, jakim jest powszechnie lubiany i szanowany Lepperth – człowiek, który zrewolucjonizował blokady uliczne. Czytam list kilka razy, wydaje się całkiem przekonywujący. Wysyłam i czekam na reakcje społeczeństwa. Z wielkim drżeniem włączam wieczorem wiadomości i co widzę... protestujących piekarzy, którzy zaskarżają rząd, że nie określił im jak ma wyglądać chleb, jaką ma posiadać barwę i jaki ma mieć smak. Piekarze grożą strajkiem, jeśli nie dostaną wytycznych gotowi są w ogóle nie produkować chleba. Rząd milczy. Liczyłem na większe poruszenie owej ludności, a tutaj tylko piekarze i to z takim błahym problemem, ale przypomniałem sobie, że

większość naszego społeczeństwa wyjechała. Mam dwa wyjścia: tłumaczyć ów list albo się poddać. Po godzinie przemyśleń, stwierdzam, że muszę polec. Przecież część naszej zacnej ludności polskiej, która wyemigrowała i tak nie będzie chciała wyjść demonstrować, bo żyje im się godnie. Szlag by to trafił! Musiałem znaleźć ludzi, którzy mają argumenty, ażeby manifestować. W czasie moich podróży pomiejskich odszukałem grupę niezadowolonych z życia mieszkańców. Stali pod żółtym supermarketem i czekali na leadera. Stanąłem, aby przyjrzeć się następującej scenie. Otóż boss tej marginesowej grupy mieszkańców wyszedł ze sklepu z dwoma butelkami piwa: „Sarmackie MOCNE”. Panowie zaczęli obalać trunek w stanie nadzwyczajnie szybkim. Przed moimi oczami rysował się obraz polskiej szlachty. Sarmacja! Polska! Ujrzałem swojego nowego wodza-premiera, wpadkę prezydenta, obrazę minister spraw zagranicznych, patriotyzm ministra edukacji i elokwencje ministra rolnictwa. Sarmacja! Uznałem, że nie warto dyskutować z polską szlachtą, zresztą z ich demonstracji mogłaby wyjść jedynie parada paranoi, którą i tak przeżywam każdego dnia, z czego jako Polak jestem cholernie dumny.

Konrad Paszkowski

a skończywszy na wielkiej, wielkiej, wielkiej premierze „Trzech ich było”. Na koniec grill i ONL. Skończył się już projekt kinowy, którego koordynatorką była Ewelina Knop. Czy wraz z nim skończył się rozwój nowosolskiej kinematografii?

Wiła wianki i …

…puszczała je do wody? Zbierała kwiaty paproci? A może po prostu była na FESTYNIE? Na scenie tańczą: Rewers, Jedynka, Iskierki, śpiewają: Basia Bal, Jarek Ławecki, Mariusz Wawrzyńczyk i gra Eliasz Gramont. A potem moda wg Anny Młynarczyk, najpiękniejsza miska wg sponsorów Agata Danielkiewicz i „Noc Kupały” wg TAQ. A potem to już tylko fajerwerki i impreza nakręcana przez didżejów… do rana.

Były takie dni…

Cofnijmy się do tych dni – DNI NOWEJ SOLI. Bo one wciąż w pamięci się kołaczą. Z Warzelnikiem zjeść beczkę soli i cały plener (nastolatki znaczy) buja się do bitów Lerka. Później plener (także starszyzna) buja się do rytmów schabowego Klepacza i całej FNS. Dzień później energetyczna kula (w płot) T. LOVE – fani dopisali, koncert minął szybko, bo był bardzo króciutki! W mózgu pozostały jedynie obciachowe teksty Muńka (mój najulubieńszy: DZIĘKUWA!). Dnia następnego królowała KAYAH – supermenka! Gejzer energii!!! Pokazała klasę! Poza wielkimi gwiazdami z wielkimi gażami wystąpili również lokalni piosenkarze: Basia Bal i Mariusz Wawrzyńczyk, nazywani również suportami. Na scenie bywał także nowosolski Krasnolud(ek?). Na samiuteńki koniuszek fajerwerki i do domu.

Anielka

MÓWI SIĘ… Jedna z teorii językoznawczych (mądrości uczonych głów) mówi, że błędy nie mają znaczenia, jeśli nie zaburzają komunikatu, tj. wszyscy rozumią*, o co chodzi. Z drugiej strony jest coś takiego jak „kultura języka”, która zwraca uwagę na poprawne posługiwanie się nim. I powstaje ten dylemat: gadać se cokolwiek i jakkolwiek, byle lud skumał o co biega, czy może mówić poprawnie??? W miarę możliwości wybieram drugą opcję. Skoro możemy używać języka i się nie kompromitować, to dlaczego nie korzystać z tej możliwości? Moja koleżanka załatwiała w urzędzie sprawy związane z rozpoczęciem stażu. Pani (a

właściwie młoda dziewczyna) pyta: DOKĄD? Koleżanka: ALE O CO PANI CHODZI? Pani: DOKĄD TEN STAŻ? Koleżanka patrzy na młodą urzędniczkę z niedowierzaniem. Nie wytrzymała, wybuchła! NIE MÓWI SIĘ DOKĄD, TYLKO GDZIE!!! Teraz urzędniczka patrzy z niedowierzaniem i spokojnie odpowiada: NO PRZECIEŻ PYTAŁAM – DOKĄD? Koleżanka załamała ręce. Rada nie rada odpowiedziała… Wybór należy do ciebie… dokąd i kąmpielisko?

* inaczej - rozumieją

Anka

|magma


Wakacje wokół miasta

Zamiast szczegółowego opisu jednego miejsca proponuję dziś dwie, złożone możliwości spędzenia czasu w terenie, zabrać trzeba rower lub pójść na wyprawę, ostatecznie może być wypad samojazdem, ale capiciarz w lesie to jak truskawki z pieprzem!

Podkowa Starorzecza

Zanim wyregulowano Odrę, jak większość rzek w środkowym i dolnym odcinku meandrowała ona między lewym a prawym brzegiem i przeskakiwała na inny tor pozosta-

wiając „bocznicę” czyli starorzecze; swojskie nazwy to Odrzysko albo Stara Odra. Jest to zakole wypełnione wodą i odcięte od głównego nurtu rzeki. Jedno z nich znajduje się w kompleksie leśnym miedzy Odrą, Przyborowem, Lipinami a Stanami. Ma kształt podkowy, jest schowane w lesie, a najlepiej znają je pewnie mieszkańcy Przyborowa, gdyż nad brzegiem zbudowano stoliki i ławki. Uroczy krajobraz nad „zatrzymaną rzeką” z naturalnymi fragmentami ekosystemu, zmienia się w ciągu roku. Rosną tu lasy łęgowe z wierzbami, topolami, jesionami, wiązami i olchami. Niż-

szą partię tworzą zalewane murawy i zbiorowiska szuwarowe, a także unikalne rośliny wodne. Brud w Odrze wyparł wiele gatunków flory i fauny, ale wciąż mogą pojawić się tu łabędzie, gęsi, oczywiście kaczki, bobry, zaskrońce, a nawet nocny motyl zwierzchnica trupia główka z wzorem na ciele przypominającym czaszkę czy wreszcie ryby takie jak: sum, węgorz, szczupak lub troć wędrowna. Gatunków łącznie z owadami jest multum, niektóre okazy nie pojawiają się przez wiele lat, dlatego nie wolno rzucać się na nie jak na łupy myśliwskie, tylko ukłonić się lekko. Dzi-

PRZEWODNIK PRĄDÓW TURYSTYCZ ELIASZA GRAMONTA (III) ka sieć leśnych ścieżek nadaje się jak najbardziej do jazdy rowerem. Podobny krajobrazy okolicy ciągnie się mnie więcej od Stanów na północy a Siedliskiem na południu. Do tematu atutu turystycznego jakim jest Odra wrócę mam nadzieję w innym odcinku „Przewodnika ..”.

Punkty widokowe

|magma

Nowa Sól jest płaska, leży na wylanym przez osady rzeczne fundamencie. Ale płaszczyzna ta otoczona jest wniesieniami, które również (w uproszczeniu) tworzą podkowę, otwartą na wschód w miejscu, gdzie leży nasze miasto. Wysokości względne przekraczają 100 m. Wokół jest sporo punktów widokowych, z których roztaczają się panoramy na zalesioną równinę, pola i charakterystyczne punkty jak kominy, bloki, maszty, wieże kościelne i inne, we wszystkich okolicznych miejscowościach. Ciąg wzgórz zaczyna się od północy, stroma i pocięta wąwozami Bukowa Góra to krawędź wypchnięta przez spychacz - lądolód kilkanaście tysięcy lat temu. Jest przyczółkiem Wału Zielonogórskiego z samą Zieloną Górą, przerzuconą obecnie jak siodło przez jego grzbiet. Mieszkańcy wysokich pięter blokowisk mogą dojrzeć stąd na północ m.in: Otyń, Nową Sól, Bytom Odrzański, kominy Huty Głogów, kościół w Solnikach, Kożuchów, a na południe: Czerwieńsk i Sulechów aż po horyzont – leśny wycinek tej panoramy widać z ulicy Wyszyńskiego w Zielonej Górze. Kulminacja Wału (221 m.n.p.m.)znajduje się koło wsi Wilkanowo na południowy – zachód od Zielonej Góry. Po drugiej stronie kotliny imitacją Przedgórza Sudeckiego (na wyrost!) mogą być Wzgórza Dalkowskie. Są starsze od zielonogórskich, a usypane zostały prawie 200 tysięcy lat temu podczas jednego z postojów czapy lodowej (stadiał Warty) w trakcie zlodowacenia środkowopolskiego. Więcej tu powierzchni bezleśnych na zboczach, które otwierają widoki na wspomniane wcześniej


obiekty z wieżowcami Zielonej Góry na horyzoncie. Nową Sól ukrytą w lesie najlepiej widać z okolic Solnik, Czciradza lub ciut wyżej, koło Cisowa kiedy Kożuchów leży u stóp. A na wschód i w stronę Wolsztyna rozlewa się leśny bezkres. Najciekawiej byłoby zaplanować sobie kilkanaście wypadów rowerowych w ciągu roku i objechać te tereny porównując widoki w najróżniejszych pojawach krajobrazu. Te dwie propozycje są proste, bogate jednak w treść przyrodniczą i dobrze jeśli kogoś zachęcą do przyrodniczych eksploracji.

ZNYCH Ukazują, że rzeczywiście mieszkamy w lesie, a w dzisiejszych czasach to nie takie normalne. Na pozór to nudne miejsce położone jest całkiem atrakcyjnie i tylko od nas zależy co będzie z tym dalej. Czy lasy zaleje beton, stal i plastik, a rzeka będzie „smródką”? Nie wy-

rośniemy chyba na potęgę turystyczną i nie doceniamy środowiska. Miejsca popularne i chronione często są paradoksalnie niszczone przez rzesze wycieczkowiczów. A my mamy nasze małe skarby w okolicy i dbajmy o nie. O tym, że nie śmiecimy nie muszę wspominać? Miłych wakacji życzę, a potem przyjdzie jesień – równie świetna pora na wyprawy. Zdjęcia lotnicze Nowej Soli pochodzą ze zbiorów Urzędu Miejskiego w Nowej Soli, dziękuję za ich udostępnienie.

Eliasz Gramont

|magma


Fajni są młodzi Konrad Paszkowski: Niebawem T.LOVE obchodzi 25-lecie. Patrząc z perspektywy czasu chciałbyś coś zmienić w tamtym okresie swojego życia? Przecież chciałeś zrezygnować, a jednak nagrałeś kolejną płytę z zespołem i dalej koncertujesz. Muniek Staszczyk: Niczego nie żałuję. To jest rock’n’roll, który dał mi tyle samo przyjemnych momentów, co nieprzyjemnych. Jakby nie patrzeć – muzyka jest moim życiem. Generalnie nie chciałem zrezygnować, trochę przeinaczyły to media. Nie było opcji, żeby zrezygnować, ewentualnie odpocząć.

Miałeś jakaś wizję, gdyby nie było tych koncertów i nagrywania płyt? Jakoś specjalnie nie. Nie myślałem o tym, bo od dzieciaka zajmowałem się muzyką i chciałem to robić. Jestem w tym szczęśliwy. Oczywiście mógłbym być nauczycielem, bo takie skończyłem studia. Ale…jakoś mnie to nie ciągnie.

Właściwie do takiego wywiadu, wstęp jest zbędny. Ale…wykrzeszę już coś z siebie. Moja rozmowa z Muńkiem miała być znacznie dłuższa. Przynajmniej tak zakładałem wymyślając pytania. Niestety, rozmawialiśmy przed koncertem, zadyma, mało czasu, hałas i jakoś tak to wszystko wyszło. Bądź co bądź, jest krótki zapis tej rozmowy, za co i tak jestem wdzięczny. 10|magma

O płycie „ I hate rock’n’roll” mówiłeś już sporo. Chciałbym się dowiedzieć, czy jakby powstawała przy innych realiach niż Polska, posiadałaby zupełnie inny wymiar? Chodzi mi tutaj o warstwę tekstową. Wiesz T.Love zawsze było związane z Polską i przy każdej płycie opisywaliśmy tą rzeczywistość, na każdej płycie ona się zmieniała. To nam towarzyszy od początku. Nawet jak nagrywaliśmy w Londynie płytę z ludźmi stamtąd i próbowałem tłumaczyć teksty Anglikom, to mówili, że jest to jakaś polska specyfika. A jeśli myślisz o zrobieniu kariery na zachodzie. Odpowiadam, że trzeba było w wieku 15 lat wyprowadzić się do Londynu.

Dużo mówisz o tej sytuacji politycznej w Polsce. Mówisz, że młodych ludzi to wkurza, ale co byś radził takim ludziom jak ja? Możesz zostać lub wyjechać. Na pewno masz większe możliwości niż dzieciaki z mojego rocznika, które w 80 latach nie mogły nigdzie wyjechać, bo nawet nie posiadały paszportu. Rozumiem, że to cię wkurwia. Mnie też to wkurza. Ale wiesz…jestem tutaj zakorzenio-

ny. Z jednej strony to ta Polska jest taka inspirująco-wkurzająca. Takie „Love&Hate” jak nazwa piosenki.

„Love&Hate” to także nazwa dokumentu, który ilustruje Wasze poczynania przy pracy nad nową płytą. Jak to się stało, że taki film w ogóle powstał? Chodził za nami facet z kamerą przez półtora roku, robi także duży film dokumentalny, który będzie w TVP2. Dokument o historii zespołu i jest to po prostu ciekawe dla fanów. Pokazanie tego od kuchni. Ukazanie, że praca nad płytą do łatwych robót nie należy. Robi to facet, który nie ma większego doświadczenia, normalny fan, który zgłosił się do nas mailowo.

Uważasz Siebie za postać kultową? Szanuję fanów, a jak fani mnie szanują, to oddaję to. Fajnie, że traktujemy siebie poważnie. Postać kultowa? Co to znaczy?

A autorytet? Nie czuję się autorytetem. Ludzie traktują poważnie to, co robimy – to jest OK.

Czujesz jeszcze więź z młodymi ludźmi. Masz świadomość, że mówisz ich głosem? A może raczej głosem dojrzałego faceta? Jasne, że czuję. Pokolenia się zmieniają, ale młodzi ludzie są na naszych koncertach i fajni są młodzi ludzie. (śmiech) A jak jeszcze nas słuchają, jest to tylko dla nas komplement. Nie prowadzę badań, ale gramy dla młodych, bo widzę ich wśród publiki, a to jest fajne. Rozmawiał:

Konrad Paszkowski

www.krzyk.info


o szczyptę soli magazyn literacki nr 1

Laureaci i jurorzy konkursu

OTO SZUFLADA? Wierzcie, albo nie, to jest właśnie SZUFLADA. Większa niż zwykle, bo jest ku temu dobra okazja. W tym roku odbył się jubileuszowy X KONKURS LITERACKI “O SZCZYPTĘ SOLI”, którego pomysłodawczynią i organizatorką jest Irena Kasprzak - Klub Literacki DE FACTO w NDK. Po raz dziesiąty lokalni i nie tylko lokalni twórcy pisali o Nowej Soli. Potem było spotkanie jury (A. Wojtkowiak, A.

Rybarczyk i I. Kasprzak), nagrody i nagrodzeni, podziękowania dla wieloletnich sponsorów i muzyka ŹREBIĘCIA TROJAŃSKIEGO KUCYKA. Z okazji tej dziesiątki rozrosła się SZUFLADA, w której publikujemy fragmenty trzech nagrodzonych (każdy w innej kategorii wiekowej) tekstów prozatorskich. Fragmenty, bo ogranicza nas miejsce. Prozę, bo jak dotąd prozy nie było, a ta jest naprawdę godna

uwagi. W następnym numerze SZUFLADA wróci do normalnych rozmiarów. Ukażą się też wiersze, które przyszły do nas kilkanaście chwil temu. Cały czas czekamy na wasze teksty. Piszcie!!! chwila@autograf.pl

11|magma


Ulotne chwile, niczym Czerwony Zeppelin (fragment) Był ciepły, majowy ranek 1907 roku, kiedy obudziły mnie pierwsze promienie słońca, sączące się spomiędzy ażurowych firanek. Po raz kolejny było mi dane przywitać nowy dzień. Dzień pełen mozolnej, męczącej pracy w Fabryce Nici Alfreda Grushwitz’a. Pośpiesznie ubrałam świeżo wykrochmalony, pachnący wiosną fartuch i zabrałam się do codziennej toalety. Zabierała mi ona mniej czasu niż moim „eleganckim koleżankom”. Byłam świadoma tego, że pracując w pocie czoła i tak będę wyglądać jak nieboskie stworzenie. Bawiły mnie przyjaciółki, które z wypiekami na twarzy śledziły każdy nowy numer „Żurnala” i zamiast przyuczać się do pożytecznego zawodu, wolały marnować czas na 12|magma zbytki i wykroje „eleganckich i

kobiecych strojów”. Zawsze nieco odstawałam od reszty rówieśników. Nigdy nie imponowali mi chłopcy, którzy w czasach mojej edukacji prześcigali się w pomysłach na najbardziej szalony i nieodpowiedzialny pomysł. Jednemu nawet przyszło do głowy, aby wspiąć się na Wieżę Ciśnień, pod nieobecność i z dala od oczu czujnych pracowników fabryki. Było to oczywiście absolutnie zabronione osobom niezatrudnionym, a co dopiero dzieciom. Los chciał, że już parę lat po tym zdarzeniu, wieża ta stała się przekleństwem tego młodocianego zawadiaki, gdyż Fabryka Nici została jego miejscem pracy, a Wieża Ciśnień kojarzyła mu się, nie z młodzieńczymi wygłupami, a ciężką, fizyczną pracą. Mieszkałam wówczas nieopodal Kościoła Św. Michała Archanioła. Do fabryki miałam kawał drogi. Niegdyś automobile nie były tak popularne, jak w późniejszym czasie, toteż codziennie pokonywałam drogę do miejsca pracy na piechotę. Lubiłam te przymusowe, codzienne spacery, o ile nie było dwudziestostopniowego mrozu i zasp po kolana. Codziennie powtarzałam ten sam rytuał: wychodziłam z domu wczesnym rankiem, szłam ulicą Odrzańską (wtedy Oderstrasse), mijałam restaurację „Seekante”. Pamiętam czasy, kiedy jeszcze wszystkim żyło się dostatnio. Wstępowałam wtedy do tej restauracji na śniadanie. Ponieważ właściciel był przyjacielem rodziny,

zawsze czekał na mnie suto zastawiony stół i gorąca czekolada. Następnie skręcałam w ulicę Moniuszki (Amtsstrasse), mijałam Ratusz. Nie potrafiłam się powstrzymać i zawsze zatrzymywałam się na moment, podziwiając tę neogotycką budowlę. To tutaj zazwyczaj spotykałam lodziarza- Ferdynanda. Uwielbiałam lody truskawkowe z jego budki. Często umilał mi czas, opowieściami o swoich, jakoby szlacheckich korzeniach i błękitnej krwi, płynącej w jego żyłach. Do dziś truskawki kojarzą mi się z młodością. Krótki odcinek drogi prowadził przez ulicę Garbarską, następnie skręt na Wróblewskiego (Brüderstrasse) i oto mogłam podziwiać przepiękną świątynię braci Morawskich. Budynek ten odznaczał się wysmukłą wieżyczką i zegarem. Od tego zegara zależało czy wstąpię do dużej, śnieżnobiałej sali modlitw, by podziękować Bogu za to co mam, czy pośpiesznie udam się w stronę ulicy Wrocławskiej (Bleslauerstrasse). Jeszcze tylko mijam Spichlerz Zbożowy i stąpam już równo wybrukowana Bleslauerstrasse. Idąc wzdłuż Hotelu i browaru (wszystko było własnością braci Morawskich) kieruję się ku fabryce, która zatrudniała wówczas ok. 2200 osób. Był to kolejny, żmudny i monotonny dzień. Cieszyłam się jednak, iż nie tracę czasu na leniuchowanie. Miałam 19 lat i swój wkład w budżet rodziny. Nikt nie narzekał na brak pracy czy biedę, ale ja byłam dumna z tego, że pracuję. Znajomi jawnie się ze mnie nabijali, jednak wiedziałam, że w głębi duszy mi zazdroszczą. Większość z nich nie kontynuowała nauki, liczyli na swoje szczęście i „czekali na mannę z nieba”, jak to zwykła mawiać moja ciotka. Ja natomiast myślałam o studiach. Chciałam na nie zarobić, więc w tajemnicy przed rodziną odkładałam pewną część moich dochodów. Wiedziałam, że nie mogę ujawnić swoich planów, ponieważ w pierwszych latach XX wieku, studia nie były czymś powszechnym i niezbędnym. Marzyła mi się medycyna. Nie miałam wyjścia- musiałam ciułać grosz do grosza. Ponadto pobierałam naukę łaciny u pewnego, sędziwego profesora. To również robiłam w tajemnicy. Źle mi było z tym, że oszukuję najbliższych, ale wizja niesienia pomocy chorym ludziom, przyćmiła nawet moje, szargane wątpliwościami, sumienie. (...)

Aleksandra Samborska

-II nagroda (kat. młodzieżowa) PG nr 3 Nowa Sól


Osiedle (fragment) Tu mieszkam. Takie skupisko domów nazwano osiedlem. Na moim osiedlu zbudowano kilkanaście bloków. Bloki zbudowane są z gotowych, betonowych elementów i składane jak klocki. Opowiadała mi o tym mama. W każdym bloku są klatki, ale nie dla zwierząt, tylko dla ludzi. Gdy byłam mała bloki były szare. Teraz je ocieplono i pomalowano. To jest ładne. Zawsze myślałam, że słowo “blok” oznacza papier do malowania, ale człowiek uczy się przez całe życie. Okazało się, że blok to wielorodzinny budynek, a pani na polskim powiedziała, że jeśli słowo ma kilka znaczeń to jest homonimem. W bloku mieszkają ludzie: mali, średni i duzi. Mali chodzą do przedszkola. Też tam chodziłam. To cudowne miejsce. Bawiliśmy się, jedliśmy i spaliśmy. Dzisiaj tęsknię za nim, ale wtedy od rana czekałam, kiedy mama po mnie przyjdzie. Człowiek jest dziwny, zawsze żałuje tego, co już było i czego nie umiał docenić. Średni ludzie idą do szkoły. Codziennie rano wyruszają trzy wężyki. Pierwszy wężyk – rozbrykany – idzie do „ósemki”, to podstawówka. Drugi wężyk – trochę złośliwy i napastliwy – to uczniowie gimnazjum. Mama mówi, że oni dojrzewają, dlatego tacy są. Trzeci wężyk – dostojni i poważni – to uczniowie liceów. W tej chwili należę do rozbrykanego wężyka, czeka mnie dojrzewanie, ale w końcu stanę się licealistką. Duzi ludzie chodzą do pracy, aby zarobić pieniądze. Nawet jak nie chcą to i tak chodzą, bo muszą. To nazywa się, że utrzymują rodzinę. Zawsze mnie to intryguje, na czym oni tak

trzymają tę rodzinę. Rano, gdy wszystkie wężyki i dorośli znikają, to na osiedlu nie jest wcale pusto. Zostają tu ci, którzy nigdzie nie chodzą, przeważnie siedzą na ławkach lub stoją pod sklepem. Czasami chwieją się, choć nie ma w ogóle wiatru. Mama mówi, że to niebieskie ptaki. Jednak nie przypominają niebieskich ptaków, jeśli to raczej czarne wrony, wcale nie są niebiescy. Obserwuję i widzę, że na osiedlu mieszkają nie tylko ludzie. Są jeszcze psy, koty, myszki, szczurki, świnki morskie, papugi, kanarki, myszoskoczki i …, czyli to wszystko co człowiek lubi hodować. Psy i koty są widoczne, bo wyprowadza się je na spacery. A najbardziej są widoczne ich odpady, zwłaszcza po zimie. To okropne, powinna być ubikacja dla psów, bo te kupki nie są najpiękniejsze. Osiedle to także drogi i dróżki. (…) dróżki prowadzą do lasku. Wszyscy mówią lasek. Nie wiem skąd się biorą takie zdrobnienia. Bo jest jeszcze rzeczka, każdy myśli, że to coś miłego. Wcale nie, rzeczka jest brudna, to jednak nie przeszkadza kaczkom. Kaczki są częścią osiedla. Ludzie o nie dbają i dokarmiają. (…) Do lasku ludzie chodzą na spacery, chłopcy budują tu swoje szałasy i potem w nich siedzą. Nie wiem, co jest w tym przyjemnego. W takim szałasie jest duszno, a oni tam siedzą. My dziewczyny chodzimy na plac zabaw, bo tam zawsze można spotkać kogoś ciekawego, zwłaszcza takiego jednego Maćka… Niestety, nic nie jest doskonałe i na plac, i do lasku często przychodzą te mamine „niebieskie patki”. (…)

Patrycja Silcer

– I nagroda (kat. dziecięca) PSP nr 8 Nowa Sól

Przesolony szkic literacki (fragment) Sól - to ponoć jedyna skała, nadająca się do jedzenia. Ale dlaczego, dobry Panie Boże, jedyna? Ileż by to uprościło spraw, gdyby do jedzenia nadawały się wszystkie inne skały. Jakież by można z tego robić potrawy.! Na zimno, na gorąco, mrożone, tłuczone, czy puree, mielone i topione. A tak, cóż za marnotrawstwo! Kto tak wymyślił, że tylko sól, pytam!? Ale podobno zmyślni Nowosolanie odkryli przed wiekami technikę warzenia wszystkich skał. Jednak warzą tylko sól. Nie wiadomo, dlaczego nie ważą się warzyć innych skał. Co prawda nikt dokładnie nie wie, czy faktycznie chodzi o ważenie, warzenie czy wożenie - ale to chyba wszystko jedno. Tak, czy siak, musisz jeść tylko sól. Innych skał już nie. A dlaczego? Bo ponoć brak odpowiedniego sprzętu. Znaczy się diamentowego aparatu żucia. Gdyby każdy miał w gębie nie słabiutką klawiaturkę zębową, ale mikro-piły tarczowe z diamentowymi koronkami, albo takie maciupkie młoty pneumatyczne z vidiowymi ostrzami, to co innego. Idziesz sobie na plażę, bierzesz koc i tylko samą połówkę, bo zakąski masz potąd. I od razu pogryziona. Wolisz coś konkretniejszego, pędzisz do

13|magma


Przesolony szkic literacki - c.d. żwirowni. Chcesz coś naprawdę treściwego wrzucić na ruszt - masz kamieniołomy. Idziesz, odłamujesz sobie i szamiesz… Granit, bazalt, kwarc, kredę, wapień, gnejs, piaskowce… No, ale jak już się zdrowo obeżresz, to coś przyrodzie oddać musisz. Ściągasz gacie, kucasz pod krzakiem, gałęzią od komarów zadek odpędzasz i… zostawiasz pamiątkę z czystego, zmielonego granitu, kwarcytu, skalenia. Pełna ekologia, a nie byle gie… A jakbyś jeszcze nadstawił pod ten, no mówcie, ten … tyłek jakąś formę w kształcie cegły, pustaka lub kratówki - masz gotowy materiał budowlany! Ileż by to problemów rozwiązało. Tu z jednej strony niby sobie tego… no… wiecie co: - srrr…sz, a z drugiej - chałupkę sobie stawiasz. Nowosolanie! Wzywam was po dobroci: - Jeśli macie opanowaną technologię warzenia innych skał, podarujcie ją ludzkości. A przynajmniej naszej wybranej nacyi. Przecież Polak, jak chce, to potrafi i nie kraść i nie pić. Wagą posługiwać się też nauczy. A i kultura jakby wzrosła w narodzie. Samych konkursów literackich można by ogłosić krocie: - „O szczyptę granitu”, „O szczyptę bazaltu”, gnejsu, wapienia… W każdej restauracji, w czasie zbiorowej konsumpcji, byłaby gotowa dyskoteka. Zgrzyty, świdrowania i łomoty byłyby takie, że techno wysiada. Pyły robiłyby za dymy, opary i smogi… To nie byle jakiś płacz i zgrzytanie zębów, jak diabelscy marketingowy reklamują Piekło. (…) Kończę, aby nikt nie powiedział: „Był w Nowej Soli, nażarł się soli i byle co pier…” To znaczy: - dozo… nara… i siemka… O sole mijo…

Fundatorzy nagród w 10 minionych konkursach

Zadowolone uczestniczki konkursu

Zdzisław Grabowski

– I nagroda (kat. dorośli) Konin

14|magma

Zespół Źrebię Trojańskiego Kucyka poczas rozmowy z Grzegorzem Potęgą


Sytuacja teoretycznie realna. Wszelka zbieżność zdarzeń i osób jestrealna. przypadkowa. Poczekalnia. Sytuacja teoretycznie Wszelka zbieżność zdarzeń i osób jest przypadkowa. Nieważne gdzie, grunt, że wPoczekalnia. poczekalni sami Nieważne gdzie, grunt,wchodzi że w poczekalni sami kobieta. mężczyźni. Nagle atrakcyjna mężczyźni. Nagle wchodzi atrakcyjna kobieta.

Skóra, fura i.... iPod Pyta o godzinę. Pytanie nie jest skierowane bezpośrednio do żadnego z samców. Pierwszy śmiałek wyciąga zwykły zegarek „wskazówkowy” podając godzinę. Na to drugi z panów zerka na przegub i podaje dokładnie tą samą godzinę tyle, że z zegarka elektronicznego. Na co następny ostentacyjnie wyciąga komórkę i odczytuje z niej godzinę. Nie mogąc tego zdzierżyć, pan w garniturze wyciąga swoją mega-hiper-super- wykitraną w kosmos komórkę z GPS-em, 6 milionami pikseli i kamerą internetową i co robi? Oczywiście podaje „mimochodem” godzinę. Ale mamy jeszcze jednego pana. Czymże nas zaskoczy? Ot, wyciąga ze skórzanego pokrowca laptopa i z miną zwycięzcy podaje co trzeba. Dama grzecznie dziękuje (temu od laptopa jakby bardziej) i wychodzi. Panowie powracają do swoich wcześniejszych zajęć. Tylko atmosfera w poczekalni jakby się zagęściła. Tak zwany podstęp...ekhm... to znaczy postęp techniki doprowadził do patowych sytuacji. Komórka nie jest już narzędziem do dzwonienia. Wykonywanie rozmów telefonicznych spadło już na drugi plan. Właściwie rozmawianie jako takie jest już dziś „passe”. Za to wysyłanie SMS-ów, rozmowy przez kamerę, czy przesyłanie sobie zdjęć jest „in”. Bo „jazzy” już nie jest „jazzy”. „Trendy” przeszło do la-

musa a „cool” jest już naprawdę „demode”. Sytuacja numero duo. Maj. Ptaszki śpiewają, szumi las, młodzież Wszechnowosolska tłumnie wyległa na ulice miasta. Czas Pierwszych Komunii. Ośmioletni człowiek zapytany o to, co chciałby dostać na Komunię, jeszcze parę lat temu, odpowiadał: „Rower” (ja należałam do tego pokolenia). Dziś rower nie jest już szczytem marzeń. Dziś szczytem marzeń dziecka w drugiej klasie podstawówki jest iPod. Nawet komórką wzgardzą na rzecz iPoda. Dla niewtajemniczonych, tudzież zacofanych wapniaków (do których zaliczam się osobiście): iPod to takie małe, płaskie pudełko, odtwarzające pliki eMPe3 (czyli po prostu muzykę). Cacko to kosztuje w zależności od funkcji (odtwarzanie muzyki, teledysków, zdjęć, filmów <?!>) 1000-5000 PLN. Tu taki apel do świeżo upieczonych rodziców: „postaw się, a zastaw się”, czyli radzę zacząć już odkładać na przyszłą komunię potomka. Sytuacja numer trzy (z życia wzięta). Czas akcji: maj 2006, miejsce akcji: autobus MZK w Zielonej Górze. Siedzę sobie wciśnięta gdzieś między starszą panią o rubensowskich kształtach, a damę w radioaktywnym makijażu, z budzącymi respekt tipsami. Któryś przystanek z rzędu (straciłam już rachubę, bo nie jest mi dane widzieć okna). Wsiada pani z

dzieckiem. Obrałam newralgiczny punkt obserwacji, tuż obok kasownika. Pani (wiek ok. 27 lat) i chłopczyk (więcej niż 5 bym mu nie dała). A cóż to berbeć trzyma w dłoni? Telefonik. Ładny telefonik. Też się takimi bawiłam jak byłam mała (zielony był, plastykowy i robił takie ‘bip bip”). Niesamowita replika prawdziwego telefonu, uderzające podobieństwo. Zaraz, zaraz... ale to JEST prawdziwy telefon! Ze zgrozą patrzę na swój zdezelowany, trzyletni antyk i na jego dzieło technologii, które z łatwością mieści mu się w maleńkiej rączce. Świat zdecydowanie zmierza w złym kierunku. Nie będzie morału. Nie będzie błyskotliwej pointy. Będzie pytanie retoryczne: czy w dobie rozmów interaktywnych, pozostanie jeszcze coś z mowy niewerbalnej, która jest ważniejsza od pustych frazesów? Czy już dziś, hasłem naszego pokolenia stanie się zwrot : „Talk to my phone, because face doesn’t listen” ?

Alexandra vel. mojra

15|magma


Michalina Ratyniak jest koordynatorką projektu pt. „Telewizja internetowa młodych Europejczyków”. W przedsięwzięciu będzie się zajmowała jego cześcią formalną oraz składem materiałów i prowadzeniem strony www. Katarzyna Ratyniak, jej siostra, będzie się natomiast próbowała, jako spikerka i dziennikarka telewizyjna. Zatem obie wchodzą na wizję i ruszają pełną parą. Projekt jest współfinansowany przez Program Młodzież.

Zakład Produkcji Kultury

Oprócz Michaliny i Kaśki w projekt zaangażowani są również: Anna Wróbel, Anna Rybarczyk, Wojciech Kruszewski oraz Arkadiusz Perłowski. Wszyscy oni stanowią grupę, która nazwała się “Zakład Produkcji Kultury”. Każda z osób ma przydzielony zakres obowiązków. Celem projektu jest zaangażowanie w działalność teleiwzyjną możliwie największej liczby osób. Nie chodzi przecież o to, żebyśmy tylko my się dobrze bawili - mówi Michalina - chcemy, żeby mozliwie najwięcej młodzieży z gimnazjów i szkół średnich do

16|magma

do publicznej dyskusji - mówi Ania. Od czasu nas przybyło i probowało być dziennikarzami do czasu takie uczty będą rejestrowane przez - dodaje koordynatorka. To dla mnie nowość naszą kamerę, żeby móc je publikowac lub ich - mówi Kaśka. Nigdy nie byłam dziennikarką, fregmenty na stronie www.

a co dopiero telewizyjną. To może być świetna zabawa - komentuje ueczstniczka. www.magma.nsol.pl Po takim adresem interntowym należy szukać telewizji. Na jednej stronie będą materiaNowatorska kontunuacja Magma TV jest kontunuacją kulturalnego ły pisane czyli takie , które były publikowane pisma o tej samej nazwie wydawanego przez w magazynie Magma, a po drugiej odwiedzaNowosolski Dom Kultury, skierowana jest jący będą mogli znaleźć materiały telewizyjny do ludzi aktywnych, z pasją, chcących robić - mowi Wojtek Kruszewski, który będzie się coś nowego i niesamowitego. Jest szansą na zajmował stroną techniczną projektu. To dozdobycie doświadczenia dziennikarskiego bry pomysł. Wszyscy chętni będą mogli odrai poznania podstawowych i bardziej wyrafi- zu przeglądać magazyn lub oglądać telewizję. nowanych technik tworzenia newsów tele- Bez szukania po internecie. W przyszłości wizyjnych, robienia wiadomosci, tworzenia może te strony podzielimy. Zależy to od tego, reportaży, filmów dokumentalnych, obróbki jak nasze inicjatywy będą się rozwijały. technicznej materiałów, itp. a wszystko za pomocą profesjonalnej kamery i w wspanialej Warsztaty telewizyjne już w atmosferze. Atutem przedsiewzięcia jest możliwość bezpłatnego uczestnictwa w tworzeniu sierpniu Internetowej Telewizji. Każdy zainteresowany Od 1.08 do 15.08 będą trwały warsztaty telema mozliwość pracy z kamerą i sprzętem do wizyjne, które zorganizują sobie sami uczestskładania materiałów filmowych to może nicy projektu. Nie stać nas na zaproszenie być doświadczenie na całe życie. Może uda jakieś sławy, ale stać nas na kupienie kilku nam się wyłowić jakiegoś Durczoka czy Lisa książek lub ściągnięcie materiałów z Internetu i na samokształcenie. Będziemy prowadzić - śmieje się Michalina. warsztaty od sierpnia. Każdy może do nas

Uczty intelektualne

Internetowa telewizja to jednak nie wszystko, co zaplanowali i przygotowali twórcy projektu. Comiesięczne Uczty Intelektualne to druga część tego niesamowitego przedsiewzięcia. W ich ramach organizowane bedą spotkania

w Nowosolskim Domu Kultury, gdzie po pre- przyjść. Warsztaty odbywać się będą w NDK zentacji nakręconych dzieł telewizyjnych na przy ulicy Piłsudskiego 49 w godzinach od dużym ekranie uczestnicy Uczty, bedą zachę- 17:30 do 20:00. Jeżeli nas nie będzie to procani do dyskusji o kulturze, sztuce, dziennikar- simy o telefon pod numerem 0509 327 371. stwie czy literaturze. Często motorem do dys- Możesz również wysłać sms-a. Warsztaty są kusji powinny być materiały zrobione przez darmowe - zachęca Michalina. uczestników telewizji internetowej. “Uczty p-ar/wa-wa nintelektualne” mają być najlepszą motywacją i zobowiązaniem do dalszego działania” - mowi Anna Rybarczyk, uczestniczka projektu. Chodziło nam o to, żeby swtorzyć możliwość młodym i starszym wypowiada się na różne tematy. Chcemy, żeby intelektualiści lub ci, którzy chcą nimi zostać, mieli miejsce


Moda na Grand Prix Dnia 23-24 maja 2006 r w Świebodzinie odbyła się Gala Teatrów Dziecięcych i Młodzieżowych Pro Arte 2006. Były to finały wojewódzkie. Z ponad 150 zespołów wyłoniono, we wcześniejszym etapie, 24. Realizatorami imprezy był Świebodziński Dom Kultury oraz Regionalne Centrum Animacji Kultury. Nową Sól reprezentowały dwa teatry: Teatr Iskierki ze Szkoły Podstawowej nr 8 w Nowej Soli ze spektaklem (musicalem) „Gwiazdą Chicago być” wg scenariusza Klaudii Tyszkiewicz oraz Teatr Szpila z Gimnazjum nr 3 w Nowej Soli ze spektaklem „Dzieci Płaczyboga” na podstawie poezji Bolesława Leśmiana. Po dwudniowych zmaganiach, decyzją szacownego jury, wyróżnieni zostali: Teatr „Wytrwali” z Kargowej, ze sztuką „Strach Czerwonego Kapturka”, żarski teatrzyk dziecięcy „Guliwer” z „Dzielnym ołowianym żołnierzykiem” (ukłony w stronę reżyserki i dzieciaków, które podbiły serca publiczności grą bez słów, oszczędnością środków i naturalnością), Teatr z Gorzowa Wielkopolskiego ze spektaklem „Szkolna wycieczka”, Psotki i Śmieszki ze Szkoły Podstawowej w Wieliławiu z bajką „Tymoteusz Rymcimci” (plus specjalne wyróżnienie dla odtwórczyni roli Tymoteusza) oraz dzieciaczki z Iłowej, które wytańczyły „Wiosną wszystko może się zdarzyć”. W tym roku postanowiono wyłonić sześciu laureatów. Tę szóstkę podzielono na tytuły Grand Prix. Przyznano trzy Małe Grand Prix, dwa Duże Grand Prix i jedno Wielkie Grand Prix. Oto one: Małe Grand Prix- Teatr Raz Dwa z Zielonej Góry za „Piratów” (plus nagroda za grę aktorską złożona na ręce głównego bohatera). Teatr Trach również z Zielonej Góry ze spektaklem „Novita” oraz „Do roboty” w wykonaniu Sowidrzałek z Drzonkowa. Duże Grand Prix przyszło w udziale żarskiemu teatrowi Heca za trawestację znanej bajki o wdzięcznym tytule „O sierotce Marysi i siedmiu ziomalach” (plus nagroda za kreację aktorską dla tytułowej Marysi vel.Merysi alias Mary Lou) oraz Teatrowi Jeszcze nie wiem z Zielonej Góry za sztukę „Zupa”. Wreszcie Wielkie Grand Prix zgarnęło Małe Conieco z Czarnowic za „Czarownice”. Prezentacje finałowe uważam za udane, pomimo drobnych niedociągnięć związanych z przesuwaniem terminu i niemożnością dowiedzenia się szczegółów. Brakowało mi pofestiwalowych konsultacji z jurorami oraz publiczności na widowni. Uważam, że poziom był wyrównany i każdy z teatrów pokazał się od najlepszej strony. Dziwi jednak niekonsekwencja jury, które w niektórych przypadkach było takie samo jak na powiatowym przeglądzie. Z uwagi na to mogli mieć porównanie z wcześniejszym występem, ponieważ oglądali przedstawienie po raz drugi. Spotkaliśmy się z przypadkiem, kiedy to dowiedziałyśmy się (tylko złożeniem losu, jak wcześniej wspomniałam, jako takich konsultacji nie było), że to, co poradził nam szanowny juror z Zielonej Góry na powiatach, okazało się nietrafne i było przysłowiowym gwoździem do trumny. Mam nadzieję, że w przyszłych latach nie powtórzą się takie sytuacje. Lubuska Gala Teatralna 2006 za nami, a ja niecierpliwie czekam na następną.

Alexandra

MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL XV OLSZTYŃSKIE NOCE BLUESOWE 6-8 LIPCA 2006

Jak to się stało, że w regionalnym magazynie kulturalnym próbuje się zainteresować czytelnika odległym od nas o prawie 500 km Olsztynem. Odpowiedź nasuwa się sama. Otóż organizatorzy tegorocznej jubileuszowej XV edycji Festiwalu OLSZTYŃSKIE NOCE BLUESOWEJ, postanowili zaprosić do udziału nowosolską formację BLACK & BLUES. Znalazła się ona w gronie ośmiu zespołów z całego kraju. Tę ósemkę typowali redaktorzy pisma TWÓJ BLUES. Oprócz B&B, na scenie pojawili się: SIÓDMA W NOCY, HARDWORKERS, DEVIL BLUES, BLUES DOCTORS, OUTSIDER, LOS AGENTOS i HIGHWAY. Zespoły wystąpiły w ramach dwóch programów: Ci, na których liczymy i odkrycie roku. Na Ziemi Lubuskiej istnieje kilka formacji grających tego typu muzykę, jednak nowosolska kapela wpadła w oko. Granie rozpoczęło się w piątkowe popołudnie, kiedy to o godzinie 15:00 na olsztyńską scenę wyszedł BLACK & BLUES. Nie wszystko było tak pięknie, bowiem w trakcie koncertu wyszły braki w nagłośnieniu. Ta sytuacja została mocno skrytykowana na forum dyskusyjnym http://www.blues.com.pl. Nowosolscy muzycy musieli grać na tzw. wyczucie. Koneserzy bluesa, którzy zjechali tu z całej Polski, doskonale bawili się przy dźwiękach sztandarowego utworu zespołu, jakim są “ZĘBY”. Ze sceny przy moście Jana, bo tam grali wszyscy ci, którzy będą wielkimi, wielokrotnie padała nazwa miasta NOWA SÓL. Stało się tak dzięki nowosolskiemu festiwalowi SOLÓWKA. Większość muzyków występowała w Nowej

Soli, bądź starała się o występ. Wysoki poziom festiwalu spowodował, że do Nowej Soli podchodzi się z wielkim szacunkiem i w świecie polskiego bluesa nie jesteśmy prowincją. Olsztyński festiwal to nie tylko występy odkryć roku. To także, a może przede wszystkim, koncerty gwiazd. W tym roku w olsztyńskim amfiteatrze zagrali: ABI WALLENSTEIN & OLD BLUES BAND (Niemcy/ Polska), HARRIET LEWIS & JAZZ BAND BALL ORCHESTRA (USA/ Polska), BOOGIE BOYS (Polska), NOCNA ZMIANA BLUESA ze SŁAWKIEM WIERZCHOLSKIM (Polska), OTIS GRAND BLUES BAND (Wielka Brytania), TORTILLA FLAT, ŚCIGANI i SZULERZY (Polska). Tegoroczny festiwal skąpany był w słońcu, dlatego w godzinach przedpołudniowych większość artystów można było spotkać na złocistej olsztyńskiej plaży nad jeziorem Krzywym, którego kryształowa woda osiągnęła temperaturę 26 stopni, co zachęcało do kąpieli i pozwalało na odpoczynek przed nocnym koncertowaniem. Festiwal został uznany przez czytelników pisma TWÓJ BLUES najważniejszym wydarzeniem bluesowym w naszym kraju. Cieszy fakt, że nowosolski zespół mógł w nim uczestniczyć.

Lech Bekulard Black&Blues Tadeusz Szechowski – harmonijka, wokal Andrzej Lipka – gitara Krzysztof Fiałka – bass Andrzej Szymerowski - perkusja

17|magma


Faceci w chustach Z Łukaszem Kaźmierczakiem, uczestnikiem międzynarodowego seminarium w Brukseli, rozmawia Anna Rybarczyk. Dlaczego właśnie Ciebie kopnął zaszczyt uczestnictwa w seminarium europejskim? Na prośbę Narodowej Agencji Programu Młodzież wysłałem aplikację i zostałem zakwalifikowany. Podobnie jak trzech innych facetów. Właściwie każdy mógł się zgłosić, kto kiedykolwiek miał styczność z Programem Młodzież. Na przykład był uczestnikiem lub koordynatorem projektu w ramach tego programu.

Ty pojechałeś tam jako koorynator projektu “Gazeta i teatr alternatywny...”, którego efektem jest do dziś wydawana Magma? Pojechałem tam jako inicjator wielu projektów. Oczywiście rozpoczęło się od Magmy i Grupy Teatralnej Chwila. Ale zaraz po rozliczeniu tego przedsięwzięcia, a nawet jeszcze w jego trakcie, zacząłem o Programie Młodzież rozpowiadać aktywistom z naszego miasta. Przecież dzięki mojemu zafascynowaniu Programem Młodzież powstał również projekt “Film, muzyka, sztuka...” Dzięki pomysłom młodych z naszego miasta powstał również projekt Magma TV. Byłem inicjatorem tych projektów i nieustannie się angażuję w ich realizację.

Co robiłeś przez siedem dni w Brukseli? Uczestniczyłem w zajęciach zorganizowanych przez trenerów z Brukseli, Niemiec, Polski. Zajęcia polegały przede wszystkim na pracy w grupach, które przy każdym zadaniu się zmieniały. Językiem urzędowym na seminarium był język angielski. Wspominam o tym, ponieważ było to niełatwe. Trzeba było pokonać wszelkie bariery. Każda osoba posługiwała się angielskim, który często przypominał jej język ojczysty dzięki użyciu specyficznego akcentu. Najbardziej poszkodowana była koleżanka z Anglii, której trudno było zrozumieć nasze odmiany języka. Zorganizowaliśmy również, w większej grupie, projekt, na który mieliśmy 24 godziny. To była nasza mision inposible. Daliśmy jednak radę.

Jaki to był projekt? Uważam, że okazał się najlepszym przedsięwzięciem spośród innych. W naszej grupie były osobowości z Turcji, Słowacji, Węgier i Polski. Postanowiliśmy zorganizować, wraz z wybranymi pratnerami lokal18|magma nymi, taniec na placu w cen-

trum marokańskiej dzielnicy Brukseli. Przygotowaliśmy trzy gwoździe programu: taniec turecki w rytmach Tarkana, śmieszny taniec Słowacki oraz jedną poiosenkę węgierską. Zarzuciliśmy na bioderka chusty a’la Turcja i ruszyliśmy na miasto wraz z setką widzów z naszego grona. Najpierw 5 godzin ćwiczyliśmy, a poźniej świetnie rzucaliśmy bioderkami. Było dużo śmiechu, a marokańczycy i nasi widzowie przygrywali nam na bębnach. To było świetne widowisko.

Dlaczego uważasz, że to był najlepszy pomysł? Ponieważ my, jako jedynyni, wyszliśmy na zewnątrz z naszym pokazem. Jako jedyni mocno zaangażowaliśmy w nasze działania partnerów lokalnych, jakich przydzielono nam w procesie selekcji. Otóż najpierw odbyliśmy w stowarzyszeniu marokańczyków warsztaty gry na , a później zaprosiliśmy ich z bębnami do centrum. Inne grupy robiły świetne przedstawienia, projekcje, filmy. Nie wychodziły jednak na zewnątrz. Można powiedzieć, że ryzykowaliśmy życiem. Dziwna grupa. Dziwni ludzie. Faceci w chustach na biodrach. Właścicie nie wiedzieliśmy, co może się wydarzyć. Chociaż wdaje mi się, że tam społeczeństwo jet bardziej tolerancyjne

A zajęcia teoretyczne czego dotyczyły? Zastanwialiśmy się na przykład, wraz z panią z Komisji Europejskiej, jak należy uznawać działalność młodych? Jakiej treści należy i czy w ogóle trzeba, wręczać im jakieś certyfikaty. Z drugiej strony zastanwialiśmy się na tym, jakie umiejętności można nabyć podczas realizacji projektów. A w międzyczasie szukaliśmy partnerów do działań międzynarodo-

wych. Reklamowaliśmy swoje kraje.

Co dał ci taki wylot do Brukselii? Przede wszystkim pokazał, że nie jesteśmy sami w swoich działaniach. Okazuje się, że nasza nowosolska działalność ma wymiar międzynarodowy. Że możemy być doceniani gdzieś dalej. Nie ważne wtedy stają się ignorujące postawy niektórych nowosolan wobec naszych działań. Zna się swoją wartość. Wie się, że magazyn podobny do Magmy powstaje na przykład w Szwecji oraz Hiszpanii. Mam nadzieję, że uda się nam nawiązać konakt i podjąć działania międzynarodowe. Teraz wiem, że one mogą rozwijać nas jeszcze bardziej. Oprócz naszych wpólnych przedsięwzięć poznajemy również inne kultury, inne podejścia do życia i uczymy się jezyków. To niesamowite.

Ale chyba nie odlecisz za daleko od Nowej Soli? W żadnym wypadku! Jak mówię o działaniach międzynarodowych to mam na myśli nowosolan, którzy będą mogli się w nie angażować i zdobywać Europę. Jak najbardziej dalej chcę się rozwijać tutaj, ale będę się starał nadawać naszym działaniom szerszy wymiar. Dotychczas z powodzeniem działamy lokalnie lub lekko wychylami głowę na Zachód, kiedy do współpracy zaprosiliśmy grupę z Senftenbergu. Może teraz warto byłoby wychylić głowę aż do Hiszpanii lub Szwecji? Kto wie.

Dzięki za rozmowę.


Rozmowa z Mariuszem Wawrzyńczykiem - wokalistą

i po maturze zamierzam pójść do szkoły wokalnej lub na historię, ewentualnie na prawo. Zobaczymy gdzie się dostanę. Muzyka jest moją największą pasją, bez niej praktycznie nie mógłbym żyć. Do sukcesów zaliczam także występ przed Krzysztofem Kiliańskim, przed Kayah oraz, po gwieździe Dni Nowej Soli, T.LOVE!!!

Co jest najistotniejsze w pracy z instruktorem?

Chcę być jak Beata!!! Irena Kasprzak: Mariusz, skąd się wziąłeś w Nowej Soli? Mariusz Wawrzyńczyk: Mieszkam w Kożuchowie. Śpiewam od ośmiu lat. Przez wiele lat w Zamku kożuchowskim u pana Jana Sampolińskiego, a od września 2005 w Nowosolskim Domu Kultury u pana Roberta Kajdanowicza. Chodzę do trzeciej klasy Liceum Ogónokształcącego w Nowej Soli.

Czy śpiewanie to Twoja jedyna pasja? Poza śpiewaniem interesuję się także historią

Moim zdaniem, najistotniejsze jest zrozumienie siebie nawzajem. Obranie odpowiedniej strategii, nawet, jeżeli się z nią nie zgadzamynależy słuchać uważnie instruktora, w moim przypadku p. Roberta, ponieważ on wie najlepiej, co należy zrobić w piosence i jak zaśpiewać, aby pokazać swoje warunki wokalne. Ważnym elementem pracy z instruktorem jest to, że podczas prób odkrywamy swoje nieuświadomione wcześniej możliwości, a to wpływa na pewność siebie.

Jakie piosenki preferujesz? Lubię polską muzykę rockową. Chętnie śpiewam ballady. Lubię, gdy moje śpiewanie sprawia ludziom przyjemność. Moim ulubionym

Tak w ogóle to opaski powstały z inicjatywy firmy NIKE, symbolizując protest przeciwko rasizmowi na stadionach sportowych. Jednak naprawdę modne stały się dzięki kolarzowi Lance Armstrong’owi, który wygrywając z nowotworem założył fundację. Jej znakiem rozpoznawczym była właśnie silikonowa bransoletka koloru żółtego.Wykonuje się je z elastomeru lub silikonu - dzięki temu są miękkie i elastyczne.

DO CZEGO SŁUŻĄ?

Osoby noszące opaski utożsamiają się z ideą, którą wyraża kolor (kolory, symbolizują poparcie dla różnych poglądów) np. Czarny - przeciwdziałanie gangom, Walka z Czerniakiem, żałoba Szary - walka z Cukrzycą, alergiami i Astmą Srebrny - walka z Cukrzycą u dzieci Biały - wspieranie adopcji, pokoju na świecie, prawa do życia, symbol nadzieji, walka z głodem Ciemnoniebieski - przeciwdzałanie maltretowaniu nieletnich, walka z Artretyzmem, walka o jakość wody, walka o wolność słowa, wspie-

Przede wszystkim jej energiczność i oczywiście wspaniały wokal!!! To jaką jest prywatnie osobą – bardzo miłą, ciepłą i otwartą na nowo poznane osoby. Wiem o tym, ponieważ niedawno miałem możliwość się z nią spotkać. Zespół Bajm nie jest tylko zespołem śpiewającym proste, lekkie i popowe pioseneczki, jest przede wszystkim zespołem rockowym, co doskonale pokazuje podczas koncertów na żywo. Beata potrafi rozbawić publiczność, staram się być taki jak ona. Słucham również IRY i Piaska.

Myślisz o zawodowym śpiewaniu? Oczywiście, że tak! Tylko najpierw chciałbym skończyć szkołę muzyczną. Chociaż wiem, że wcale nie muszę jej mieć, żeby być gwiazdą! Więc jeżeli się tak kiedyś zdarzy, że ktoś da mi szansę, na pewno ją wykorzystam.

Życzę Ci spełniena marzeń i dziękuję za rozmowę. rozmawiała:

Irena Kasprzak

Symbol pomocy czy modny akcent?

SKĄD SIĘ WZIĘŁY?

Co w niej cenisz najbardziej?

Sukcesy: I miejsce na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Licealisty we Wrocławiu (2005) I miejsce na Festiwalu Wokalnym Nasze Kolędowanie (2005) I miejsce na Wojewódzkim Przeglądzie Piosenki Polskiej Pro Arte 2006 I miejsce na Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki Ekologicznej “Ekopiosenka 2006” w Legnicy.

Bransoletki silikonowe Opaski na rękę to modny ostatnio gadżet. Noszą je sławni aktorzy, sportowcy, piosenkarze etc. Od niedawna moda ta dotarła również do Polski.

zespołem jest Bajm i jego wokalistka Beata Kozidrak.

ranie muzyki, wspieranie walki z piractwem muzycznym Jasnoniebieski - walka z rakiem prostaty, rozwój świadomości wyborczej, propagowanie zdrowia wśród mężczyzn. Ciemnozielony - walka z Depresją Maniakalną, propagowanie oddawania szpiku kostnego, walka z Białaczką, wspieranie działań na rzecz zdrowia psychicznego, popularyzacja przeszczepu tkanek. Jasnozielony - walka z Depresją, Dziecięcą Depresją, ochrona środowiska, walka z Rakiem nerek Zielony - zapobieganie urazom oczu, walka z Jaskrą, walka z chronicznym bólem układu kostnego i stawów, wspieranie poszukiwań zaginionych dzieci, popularyzacja Bezpieczeństwa i Higieny Pracy, walka o prawa pracownicze. Limonowy - walka z Chłoniakiem, Dystrofią mięśniową, popularyzacja oddawania i przeszczepu organów, popularyzacja bezpiecznego prowadzenia pojazdów, walka z piratami drogowymi Fioletowy - walka z przemocą w rodzinie oraz chorobą Hodgkin’a Burgundowy - walka z Mukowiscydozą Jasnopurpurowy - walka z bezdomnością, walka o prawa zwierząt i przeciw znęcaniu się nad nimi Jaskraworóżowy - walka z Rakiem piersi

Różowy - walka z Rakiem, Rakiem piersi, ochrona życia poczętego, wspieranie idei „Rodzić po Ludzku”, wspieranie porodów rodzinnych. Czerwony - walka z chorobami serca i AIDS Pomarańczowy - życie bez nałogu palenia tytoniu, wspieranie osób rzucających palenie Żółty - wspieranie walki z Rakiem, poparcie dla armii, poparcie działań militarnych Turkusowy - walka z Rakiem jajników Orchidea - walka z Rakiem jąder Brązowy - walka z Rakiem dwunastnicy, wspieranie działań antynikotynowych, walka z chorobami wywołanymi paleniem tytoniu Czarno – Biały – symbolizuje protest przeciwko rasizmowi na boisku i na ulicach

OBJAW MODY :

Obecnie zastosowanie opasek zdecydowanie wykroczyło poza pierwotną ideę. Umieszcza się na nich logo lub hasła reklamowe firm, nazwiska czołowych sportowców, cechy odzwierciedlające charakter osoby, która ją nosi, wizerunki postaci z kreskówek itp.

CZY WARTO NOSIĆ?

Ja uważam, że warto. Sama posiadam taka opaskę koloru żółtego. Jest ona z logiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jestem z tego dumna, że pomagałam zbierać pieniądze na chore dzieci, a pozatym wspieram duchowo osoby chore na różnego rodzaju nowotwory. Jeżeli wyrażacie jakieś poglady, a chcielibyście jakos to pokazać, to opaski w pełni się do tego nadają :-)

Dalaj Lama

19|magma


XII PRZYSvTANEK WOODSTOCK Kostrzyn n /Odrą 28 – 29.07.2006. Wystąpi ok. 60. wykonawców nie tylko z Polski, ale też z wielu krajów Europy i świata. Akademia Sztuk Przepięknych: warsztaty plastyczne, muzyczne i filmowe

Poniedziałki z Mikołajkiem – głośne czytanie książki Rene Goscinnego i Jena -Jacquesa Sempe “Nowe przygody Michałka” oraz wierszy o podróżach. Wtorki plastyczne – kolorowanie, rysowanie, wycinanki, a także filmy na DVD i wideo. Środy teatralne – poznawanie różnych form teatralnych: pantomimy, teatru jednego aktora, dramy, ćwiczenia ruchowe.

Będzie się działo... NOWOSOLSKI DOM KULTURY

LATO W SZKOŁACH Zajęcia sportowo-rekreacyjne, zajęcia komputerowe i praca w internecie dla dzieci ze szkół podstawowych i dla młodzieży gimnazjalnej w godz. 9.00 – 13.00: do 31.07. - PSP nr: 2, 3, 5 i PG nr 3, a od 3.08. do 28.08. - PSP nr: 6, 8, 1 i PG nr 1; Wycieczki rowerowe: Klub Rowerowy PG nr 1 i 2.

TEATR TERMINUS A QUO

KAWIARNIA “TEATRALNA” & NDK

ul. Parafialna 2 Oddział dla Dzieci Od poniedziałku do piątku w godz. 16.00 – 18.00

ul. Wojska Polskiego 12 Seanse filmowe dla dzieci i młodzieży: do 24.08. we wtorki i czwartki o godz. 14.00.

ul. Marszałka J. Piłsudskiego 65 Gry i zabawy dla dzieci ze szkół podstawowych, zajecia na kręgielni dla młodzieży gimnazjalnej: do 28.08. w poniedziałki i środy godz. 9.00 – 11.00.

Plener artystyczny pt. POETYCKIE ZNAKI DROGOWE: skwer przed NDK (De Facto i Scena “R” I. Kasprzak) 10.08. godz. 17.00 – 20.00

MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA

KINO “ODRA”

CENTRUM ZABAWOWE “MARTYNKA”

ul. Marszałka J. Piłsudskiego 49 Warsztaty TV MAGMA: pracownia I. Kasprzak 1 – 14. 08. godz. 17.30 - 21.00 Warsztaty ceramiczne: pracownia MOZIKA G. Graszki 1 -31.08. godz. 15.00-20.00

ul. Marszałka J. Piłsudskiego 49 Cykl czwartkowych koncertów plenerowych przed kawiarnią do 31.08., najbliższe to: CZAS NA GRASS – 20. 07. godz.19.00 EVENING STAR – 3.08. godz. 19.00

Boisko sportowe ul. Św. Barbary 2 Lato z piłką 2006 – rozgrywki piłki nożnej pięcioosobowej chłopców: do 31.07. w godz.10.00-14.00. Festyn rekreacyjno-sportowy POŻEGNANIE WAKACJI: 30.08. godz.10.00.

Czwartki konkursowe – konkurs na pocztówkę wakacyjną, na najładniej przeczytany wiersz, w sierpniu – nauka origami i wiązania węzłów żeglarskich. Piątki z podróżą – poznawanie krajów Unii Europejskiej: zabytki, znane postacie historyczne, pisarze, zwyczaje. W ostatni dzień lipca i sierpnia (tj. 31.07. i 31.08. 2006) – konkurs pięknego czytania.

ul. T. Kościuszki 33 – I p. NASA Przez całe wakacje Edward Gramont z aktorami Teatru pracuje nad nowymi premierami i przygotowuje się na wielką wrześniowopaździernikową imprezę : TRZYDZIEŚCI SPEKTAKLI NA TRZYDZIESTOLECIE TAQ. Występują w całej Polsce: Głogów, Świdnica, Myślibórz, Inowłódz – Festiwal w Krajobrazie. Opracowała:

Irena Kasprzak

MOSiR

WAKACYJNY KONKURS LITERACKI Klub Literacki DE FACTO zaprasza do udziału w VII Konkursie Literackim “MOJE WAKACJE”. Napiszcie o swoich wakacyjnych przygodach (prawdziwych lub fikcyjnych) wierszem, prozą, w formie komiksu lub dziennika, ważne, aby było literacko i ciekawie. Liczy się pomysł i fantazja. Autorzy najciekawszych prac otrzymają nagrody książkowe.

20|magma

REGULAMIN:

1. W konkursie mogą brać udział uczniowie szkół podstawowych, gimnazjaliści, licealiści i studenci bez względu na wiek. 2. Utwory: poezja - do 5 wierszy; proza (dowolna forma literacka: opowiadanie, esej, felieton, reportaż, itp.) - do trzech stron formatu A4, należy dostarczyć w trzech jednobrzmiących egzemplarzach maszynopisu. 3. Prace konkursowe należy podpisać godłem (pseudonimem, np.: “OKO”, “KOT”, “LAS” itp.), a swoje imię i nazwisko, wiek, adres, nr telefonu lub e-mail, umieścić w małej kopercie podpisanej tym samym godłem co praca i

dołączyć do zgłoszenia. 4. Teksty będą przyjmowane do 15 września 2006 r. Uroczysty Finał konkursu nastąpi 20 października br. 5. Najciekawsze prace zostaną zaprezentowane podczas Finału; organizator nie zwraca nadesłanych utworów i nie przesyła pocztą przyznanych przez jury konkursu nagród. 6. Kontakt z organizatorem: Irena Kasprzak, tel. 068/387-90-15 lub 068/458-5050; e-mail:defacto20@gazeta.pl Adres: Klub Literacki DE FACTO Nowosolski Dom Kultury ul. Marszałka J. Piłsudskiego 49 67-100 Nowa Sól


Tak to już jakoś jest, że ci, którzy zmotoryzowanymi nazywać się nie mogą, muszą poruszać się bardziej masowymi środkami lokomocji. Najczęściej korzystają z pociągów i autobusów.

Felieton o życiu

Niewolnica smrodu I czasami w takich gromadnych podróżach jest nawet ciekawie. Można dowiedzieć się wielu niesamowitych rzeczy. Poznać życie wewnętrzne tych lub owych. Niekiedy stać się mimowolnym słuchaczem, bo niektórzy mają taką tendencję, że chętnie opowiadają o swoim życiu, pierwszej lepszej, napotkanej osobie, co wynika z faktu, że prawdopodobieństwo spotkania się po raz drugi jest bardzo nikłe, to sobie nie żałują. Oki, to jeszcze zniosę. Lubię słuchać. Zresztą mówić też. Ale! Ale...historia, jaka przydarzyła mi się ostatnio, do najsmaczniejszych nie należy. Można napisać, że bywało lepiej w moim życiu... I tak...siedząc w zbiorowym pojeździe, spoglądając przez szybę na majowe słońce, moje oczy zauważyły kobietę. Kobieta normalna - na pierwszy rzut oka. Czarna spódnica, bluzka w kolorowe kropki, na ramieniu torebka. Włosy spięte w wdzięczny kucyk, lat ok. 50. Drugie spojrzenie mówiło, że zbliża się do mojego autobusu. Trzecie, informowało, że z tą normalnością to może tak nie do końca... Poruszała się niepewnymi krokami, aż czwarte ujęcie zapaliło główkową lampeczkę i stwierdziło, że kobitę nieco nosi, a nawet nosi mocniej. I wchodzi OWA do autobusu... Przez moją głowę przelatuje błyskawiczna myśl....oby nie usiadła koło mnie...Iiiiiiiiiiiiiiiiiii stało się....klapnęła, a raczej zwaliła się na siedzenie. Sam odór alkoholowy mógł mnie zadżumić, a co dopiero bliskie sąsiedztwo z ową. Przez chwilę poczułam się nieco oszołomiona. Babocha na zmianę to sapała, to osuwała się na siedzenie, dotykając przy tym mnie i naruszając granice mojego ja. A ja siedziałam, cierpiałam i czułam niemoc, i smród alkoholu mieszający się na zmianę ze smażonymi plackami i gnojem. W swojej niemocy pozwoliłam sobie tylko na ostentacyjne otwarcie okna. Taki mój bunt. Ona nawet się nie wzdrygnęła. Uciekać nie było gdzie, ponieważ nasz mega pojazd był załadowany po brzegi. I tak, w swojskich klimatach i doborowym towarzystwie, przyszło mi spędzić całe 40 minut, 40 minut cierpienia w smrodzie, 40 minut niebytu. Babsko wygramoliło się z autobusu tylko o jeden przystanek szybciej od mojego. I znów można było pocieszyć się majowym słońcem...

Ai,

Amigo! Na tapecie John Ernest Steinbeck, autor takich książek jak “Myszy i ludzie” oraz „Grona gniewu”. Ale nie o tym… Tym razem chciałam polecić „Tortills Flat”. O czym jest ta książka? „Jest to opowieść o Dannym, o przyjaciołach Danny’ego i o domu Danny’ego. Jest to również opowieść o tym, jak Danny, jego dom i jego przyjaciele stali się nierozerwalną całością: i jeśli w Tortilla Flat mówi się o domu Danny’ego, nie ma się na myśli drewnianego szkieletu niegdyś obitego bielonymi deskami i rosnącej przed nim wybujałej dziko róży kastylijskiej. Nie, gdy mówi się o domu Danny’ego, mówi się o całości, na którą składają się ludzie, ich radości i smutki, dobroć i słabości. Dom Danny’ego przypomina legendę o Okrągłym Stole, a jego mieszkańcy Rycerzy siedzących wokół Stołu.” To słowa samego Steinbecka, którymi rozpoczyna się ta powieść. „Tortills Flat” to fascynująca historia pełna emocji, ironii, gorzkiego humoru. To przeżycia grupy kalifornijskich kloszardów, których życie zdaje się toczyć wokół kolejnego galonu wina.

J.O. „Tortills Flat” (1935) John Ernest Steinbeck

Katarzyna Gizowska

www.papierowe myśli.pl Przez ponad 2 lata działałem w jednym z literackich vortali internetowych. Po pewnym czasie doszliśmy do wniosku z kolegą (Mateusz Płatos - przyp.), który też pisał dla tego serwisu, że warto założyć coś własnego, bardziej rozwojowego - opowiada Ludwik Mańczak - współtwórca vortu „papierowe myśli” (www.papierowemysli.pl). Przez blisko rok trwały prace nad skomplikowanym panelem administracyjnym. Starali się, żeby nazwa była oryginalna i jednocześnie związana z literaturą. Spośród kilku wariantów, zdecydowali się właśnie na „papierowe myśli”. Ekipę „papierowych... tworzą literaccy hobbyści z całej Polski, w przedziale wiekowym 17-30. Póki co, są jeszcze na etapie budowania solidnej grupy redakcyjnej, bo jak na razie regularnie pisze do vortalu 4-5 osób. A to za mało. Chcieliby, żeby codziennie pojawiały się w serwisie nowe materiały i do tego dążą, ale żeby do tego doszło, potrzeba ok. 10 ak-

tywnych redaktorów. Jak na razie notują średnio 150 odwiedzin dziennie. Chcieliby, aby w przyszłości było to 1000 odwiedzin. Realnie patrząc, do tej okrągłej liczby jest niedaleko, gdyż prowadzą zaawansowane rozmowy z największymi sklepami internetowymi Traffic Clubem i Merlinem, i wszystko wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach wypromują się nieco dzięki tym kontaktom. Skupiają się głównie na recenzjach książkowych, przede wszystkim są to nowości, choć nie tylko. Oprócz tego na ich stronach można przeczytać notki biograficzne poszczególnych autorów, teksty publicystyczne (reportaże, wywiady, felietony), jest także dział „twórczość”, w którym zamieszczana jest proza i poezja tworzona przez czytelników. Dostępny jest czat i forum, gdzie można podyskutować na przeróżne tematy. No i konkursy, w których wygrać można interesujące książki. - Najtrudniej jest zebrać grupę osób, którym będzie zależało na rozwoju vortalu. W kilka

osób ciężko utrzymać serwis na zadowalającym poziomie, nie mówię już nawet o zawartości merytorycznej, ale o częstotliwości aktualizacji, co jest niezmiernie istotne. Teoretycznie można i w kilka osób prowadzić vortal na niezłym poziomie, ale trzeba by siedzieć nad nim po kilka godzin dziennie. A jak wiadomo każdy ma jakieś obowiązki, poza tym są przecież w życiu przyjemniejsze formy spędzania wolnego czasu niż siedzenie pół dnia przed komputerem - informuje Ludwik. Współpracują z kilkunastoma wydawnictwami, które przesyłają swoje najnowsze pozycje do zrecenzowania, fundują nagrody na konkursy itp. Wszyscy, którzy lubią czytać książki, potrafią składnie pisać i chcą dołączyć do redakcji papierowe myśli, niech zgłaszają swój akces na ludwik@ papierowemysli.pl. Wprawdzie nie oferują wynagrodzenia finansowego, ale uczestnictwo w tym projekcie samo w sobie powinno być ciekawym doświadczeniem.

GZA

21|magma


Piłkarskie mistrzostwa świata dobiegły końca. Wiadomo, że miały wielu bohaterów. Istnieje wiele rozbieżnych zdań na temat każdego zawodnika i wiele teorii o najlepszych drużynach i zawodnikach. Stwierdziłem, że skoro wszyscy mają prawo układać swoją jedenastkę marzeń, ja również je posiadam i postanowiłem ułożyć Dream Team mistrzostw, a wybranych przez siebie piłkarzy postanowiłem w skrócie scharakteryzować. Bramkarz: Gianluigi Buffon – Włochy – Juventus Turyn Od kilku lat niewątpliwie jeden z najlepszych bramkarzy świata. Swoje wysokie umiejętności potwierdził w mistrzostwach, a zwłaszcza w finale. Przez cały mundial wpuścił zaledwie dwie bramki i to jedną po rzucie karnym, a drugą samobójczą autorstwa kolegi z drużyny Cristiano Zaccardo. Obrońcy:

W moim zestawieniu ¾ obrony to piłkarze włoskiego Juventusu. Potwierdza to tezę, że ta drużyna ma najlepszą obronę świata. Od kilku dobrych lat Lilian jest opoką Turyńczyków. W reprezentacji ma ponad sto występów i dwa gole (co ciekawe strzelone w jednym meczu). Mówi się o nim, że jest najbardziej elokwentnym i oczytanym piłkarzem francuskim. Na każde zgrupowanie kadry zabiera ze sobą książki.

były zwieńczeniem długiej kariery. 110 minuta finału była ostatnią chwilą w jego zawodowej karierze. Został wybrany najlepszym piłkarzem turniej. Te mistrzostwa były dla niego powrotem do wielkiej formy, której brakowało mu od bardzo długiego czasu. Najlepszy pomocnik w historii footballu. Andrea Pirlo – Włochy – A.C. Milan Genialny zawodnik. Znakomity w destrukcji, rozgrywaniu piłki, a przede wszystkim w sta-

11. turnieju Prawy: Miguel – Portugalia – Valencia C.F. Właściwie nigdy nie wyróżniał się w spotkaniach ligowych. Pierwszy raz dał o sobie znać podczas Euro 2004, kiedy to „wygryzł” z reprezentacji piłkarza Chelsea Londyn Paulo Ferreirę. Niestety nie mógł zagrać w meczu o trzecie miejsce z powodu kontuzji. Wsławił się przede wszystkim swoimi ofensywnymi akcjami i wspaniałym ciągiem na bramkę. Lewy: Gianluca Zambrotta – Włochy – Juventus Turyn Piłkarz wyjątkowo uniwersalny. Może grać na obu stronach obrony jak i zarówno pomocy. Bardzo ofensywnie usposobiony. Nie raz dawał o sobie znać obrońcom drużyn przeciwnych. Środkowi: Fabio Cannavaro – Włochy – Juventus Turyn Kapitan reprezentacji Włoch. Finał był jego setnym występem w reprezentacji. Jako jedyny burzy mit o tym, że niski stoper to zły stoper. Mierzy zaledwie 176 cm wzrostu i trzeba przyznać, że jak na stopera to faktycznie wyjątkowo niski wzrost. Jest jednak w tej chwili niewątpliwie najlepszym obrońcą świata. Drugi najlepszy piłkarz tych mistrzostw. Lilian Thuram – Francja – Ju22|magma ventus Turyn

Pomocnicy: Prawy: Frank Ribery – Francja – Olimpique Marsylia Ten zaledwie 23-letni zawodnik jest prawdziwym objawieniem tego mundialu. Grał niemal wszędzie na prawej lewej stronie, na środku, brał udział w akcjach ofensywnych jak i defensywnych. Często jest porównywany do legendarnego dzwonnika z Notrredame, a to ze względu na wygląd. Frank w wieku dwóch lat uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Wyleciał przez przednią szybę. Do dziś jego twarz szpecą dwie wielkie blizny i krzywe zęby. Lewy: Luis Figo – Portugalia – Inter Mediolan Te mistrzostwa były pięknym zwieńczeniem kariery tego wspaniałego zawodnika. Wszyscy myśleli, że to już koniec jego kariery i nic wielkiego już nie pokaże, ale był jednym z najlepszych zawodników ekipy portugalskiej. W swoim dorobku ma największe sukcesy zarówno drużynowe jak i indywidualne m. In. Złotą Piłkę magazynu France Football dla najlepszego piłkarza świata. Środkowi: Zinedine Zidane – Francja – Real Madryt Kolejny piłkarz, dla, którego te mistrzostwa

łych fragmentach gry. To on wykonywał rzuty rożne i wolne w reprezentacji. Został wybrany trzecim piłkarzem mundialu. Napastnicy: Miroslav Klose – Niemcy – Werder Brema Niemiec z polskimi korzeniami. Król strzelców turnieju i jeden z najlepszych strzelców w historii mistrzostw świata, łącznie zdobył już 10 goli. Znakomicie gra nogami i głową. Budzi zainteresowanie największych klubów świata. Luca Toni – Włochy – Fiorentina A.C. Mierzy 194 cm wzrostu i mimo tego jest bardzo szybki i zwrotny. Nadaje się do każdego stylu gry. Wyśmienicie gra głową. Ma za sobą znakomity sezon ligowy. Strzelił 31 goli i zdobył złote buty dla najlepszego strzelca ligowego Europy. W mistrzostwach strzelił tylko dwie bramki, ale był bardzo wyróżniającym się zawodnikiem.

Piotr Horelik


MITRELE-MIANKI

TO JUŻ LATO… No i znowu się porobiło! Tym razem lato. Lato! Lato? Lato… Na początek takie prawdziwe ze słońcem i upałami. A z latem łączy się drugie magiczne słowo: WAKACJE!!! I o to właśnie chodziło. Godziny spędzone z nosem w książce. Znaczy kucie, zakuwania, nauka, że aż mózg się lasuje. Albo czas od do w pracy i też mózg się lasuje. Ale… TATO!!! LATO!!! Jak zapewne każdy wie, latem szereg rytuałów, które muszą zostać spełnione, by lato można było uznać za udane i prawdziwe. Po pierwsze: lody. Gdy lato w pełni każdy lody polizywać musi. I nie ma znaczenia smak i kształt – tu wszystkie chwyty dozwolone. Liczy się radość w gębie i na gębie. Za to nie liczą się wcale, tj. ani trochę, kalorie – to wielce naukowa teoria. G. mówi, że jak się człowiek odchudza, to pić może wszystko, nawet kole i pifko. Pić trzeba i można, bo kalorie są rozwodnione. A lody to właściwie picie, bo jak się człowiek zagapi na chwilkę, to już nie ma lodów do polizywania, tylko do siorbania. Po drugie: słońce. Ze słońca trzeba korzystać. Wręcz należy strzaskać się na mahoń. Wedle jednej z naukowych teorii: dziewczyny lubią brąz. Więc przybieramy wszystkie te dziwaczne pozycje, aby słońce dotarło tu i ówdzie. Oczywiście nie wolno zapomnieć o filtrach i innych UV. Dlatego według rad G. zakupuję takowe w postaci przyspieszacza. Przyspieszacz to magiczne słowo, bo z nim i bezpiecznie, i szybko. Po trzecie: dyska. Dyska, dyskoteka, potańcówka, potupajka, balety – dla każdego coś. Ubierasz najwygodniejsze buty na świecie (obowiązkowo) i szalejesz na parkiecie aż do światu. Wyginasz ciało śmiało… wg najnowszej teorii naukowej. Następnego dnia nie czujesz nóg, albo czujesz ból nóg, albo czujesz, że nogi jeszcze tańczą. I mimo wszystko (znaczy: mino wszystko) mówisz: za tydzień też idę! Po czwarte: woda. Nie chodzi mi o 2 litry obowiązkowo dziennie, ale hektolitry basenowe, jeziorowe, rzeczne, morskie. Wdziewasz się w strój bikini i nura do wody. Pływasz i płyniesz. I nie straszne są fale, glony, glonojady. W kwestii wodnej dozwolone są także „gry i zabawy”. A niedozwolone jest sikanie do niej, a także picie jej – powody są jakby oczywiste. Po piąte: dobry humor i dobrzy ludzie. Na lato niezbędne jest wyposażenie się w dużą dawkę humoru, aby żyć kolorowo. No i drim tim, z którym i na lody, i do wody, i na słońce. Taki szalony drim tim na dobre i na złe. Do bombowej zabawy niezbędny. Po szóste: przebój. Przebój na lato jest pierwiastkiem koniecznym, by w pełni lata doznać. I w tej kategorii najlepiej spełniają się piosnki i piosneczki takiej Diody czy Margaryny. O zgrozo!!! Łatwe, lekkie i przyjemne. No cóż, jak słońce przygrzeje to różne głupoty nam w głowie. I to chyba wszystko. Albo prawie wszystko. Albo ważniejsze rzeczy. Miłego lata życzę…

Anka Rybarczyk

Wakacje w mieście – co robić w upał? Mrozów nie będzie, maluczcy oddychają sapiąc, powietrze ciężkie od wysokiej temperatury wlewa się przez jamy w ciele jak lawa. Czerwiec z lipcem przekonały słabych, że paradoksalnie lepiej siedzieć w pomieszczeniu z Temperaturą Pokojową niż prażyć się na ulicy. A przecież ile jest przyjemności w siedzeniu na podwórku podczas bezwzględnych upałów i w blasku bezwietrznej aury robić na drutach ciepły sweter. Po ścianie garażu pełznie ciepła smoła, pachnie asfalt, kura z korytarza w kurz skacze i dziobie spaloną ziemię. Pył tworzy na powiekach miraże. Jest ranek i jak krówka w mordzie, kończyny odmawiają sprężystości by unieść głowo – korpusotył i pobiegać gdzieś trochę – na gruzowisko po starych basenach, okrężną drogą w stronę działek by odsapnąć u kogoś w szklarni. Można powbiegać na wiadukt (innych pochyłości w mieście nie ma), oczywiście w kurtce zimowej by zachować zrównoważone moce na cześć części klimatu zdobiącego półrocze na antypodach roku. Ruch podczas lata jest konieczny. Rekreację dzielimy na bierną i czynną, co znowuż dla równowagi warte jest przypomnienia. Sól w ciepłym bulionie po wysiłku, wykrystalizuje wieczorne samopoczucie. Następnie kilka pompek na blaszanym dachu tuż przed obiadem kiedy Słońce stoi wysoko i już możemy jeść ziemniaki prosto z ogniska (najlepiej żeby tym zajął się ktoś wcześniej żeby zdrowo buchało ogniem, gdyby rodzina po obiedzie chciała przez nie poskakać). Gry i zabawy między 14 a 17 kiedy upał jest największy wieńczy Teleexpres – ustawiamy telewizor pod Słońce i oblewamy się oliwką dla dzieci. Odbłyski obrazu telewizji na kilku ciałach ogniskują się w gorącym powietrzu pod trzepakiem i mamy wrażenie trójwymiarowego Teleexpresu na naszym podwórku. Wieczorem wiadomo – jakiś nudny film by zasnąć i żeby szybko było jutro. Kiedy znudzi nam się podobny plan dnia, wiemy, że upał nie zelżeje, a wujek wróci akurat z Niemiec, możemy spakować się do napierdzianego malucha z zaspawanymi oknami i wybrać się na dwa tygodnie pod namiot nad zbiornik Żelazny Most koło Polkowic i tam oglądać fatamorgany. Enjoy!

Eliasz E-MIAL: chwila@autograf.pl * tel./fax: 068 387 9015 * (0) 509327371 * WYDAWCA: Nowosolski Dom Kultury przy ulicy Piłsudskiego 49, 67-100 Nowa Sól * REDAKTOR NACZELNY: Łukasz Kaźmierczak * Z-CA REDAKTORA NACZELNEGO: Anna Rybarczyk * DZIENNIKARZE: Katarzyna Gizowska, Konrad Gramont, Sabrina Stanulonis, Eliasz Gramont, Arkadiusz Perłowski, Konrad Paszkowski, Dagmara Stępień, Paulina Sieracka, Ewelina Knop, Irena Kasprzak, Piotr Horelik, Katarzyna Rybarczyk i inni. Skład komputerowy: Wojciech Kruszewski, okładka: Michalina Ratyniak. Kolportaż własny: (0) 509 327 371, Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam i ogłoszeń. Poglądy autorów tekstów nie zawsze są zgodne z poglądami redakcji * Zastrzegamy sobie prawo do skrótów i adiustacji listów oraz zmian tytułów w tekstach niezamównionych * Anonimy drukujemy wg własnego uznania * DRUK: Lubpress-Druk * Autorzy artykułów publikowanych w Magmie nie otrzymują wynagrodzenia za swoje dzieła a teksty przesłane na skrzynkę chwila@autograf.pl są traktowane jako publikacje zespołu redakcyjnego i żaden z autorów nie może mieć względem wydawcy roszczeń finansowych. Zasada ma zastosowanie do wszystkich numerów Magmy wydawanych przez Nowosolski Dom Kultury.

23|magma



Magma 11