Issuu on Google+

Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Wadami Rąk „W Naszych Rękach”

2011 -1-


Ilustracje do poszczególnych bajek: Najmniejszy Anioł: Madzia l. 5 - Zgierz; Justyna l. 14 - Dębica, Iga l. 6 - Gdynia, Hania l. 5 - Łódź, Maciek l. 9 - Skierniewice, Madzia l. 6 - Łódź, Weronika l. 9 - Skierniewice, Wiktoria l. 8 - Skierniewice Pokrywka: Iga l. 6 - Gdynia, Zosia l. 7 - Łódź, Emilka l. 7 - Sonina Chłopiec o grafitowych stopach: Zosia l. 7 - Łódź, Magdalena l. 13 - Rzeszów Filip: Weronika l. 8 - Skierniewice, Mikołaj l. 8 - Skierniewice, Zosia l. 7 - Łódź, Julia l. 6 - Lublin, Joasia l. 7 i Tomek l. 10 - Kraków, Iga l. 6 - Gdynia Magiczna sztuczka: Ernest l. 9 - Skierniewice, Ola l. 8 - Skierniewice, Adam l. 7 - Skierniewice O tym, jak króliczek odnalazł szczęście: Piotrek l. 7 - Warszawa, Maja l. 7 - Skierniewice, Szymon l. 5 - Ząbki, Patrycja l. 9 - Skierniewice, Radhika l. 7 - Skierniewice Malusie palusie: Emilka l. 7 - Sonina, Zosia l. 7 - Łódź Paluszki: Kacper l. 9 - Skierniewice, Zosia l. 7 - Łodź Ilustracje na okładce i stronach tytułowych: Małgorzata Gomółka Skład, łamanie i opracowanie graficzne: Agnieszka Baran Druk i oprawa: Klaudia Druk ul. Obwodowa 25 88-100 Inowrocław tel. 52 357 69 10 www.klaudiadruk.pl Wydawca: Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Wadami Rąk „W Naszych Rękach” www.wnaszychrekach.pl www.wady-dloni.org.pl ISBN: 978-83-932880-0-7 -2-


Zarząd Stowarzyszenia W Naszych Rękach serdecznie dziękuje następującym Firmom i Organizacjom zaangażowanym przy projekcie „Bajki w naszych rękach”: Firmie VIGO-Ortho Polska – naszemu partnerowi za finansowe wsparcie wydania książki, Portalowi internetowemu „Niepełnosprawni.pl” za objęcie projektu patronatem medialnym, Mediatece START-META za nieodpłatne udostępnienie sali Kinoffej oraz innych przestrzeni Mediateki w dniu promocji książki, a także za promocję tego wydarzenia. Drukarni KLAUDIA-DRUK z Inowrocławia za przychylną ofertę finansową i profesjonalny druk książek. Dziękujemy również wszystkim uczestnikom konkursu na bajkę poruszającą temat rąk – to dzięki Waszemu licznemu udziałowi udało się wyłonić zwycięskie bajki, które zostały wydane w formie książki. Ponadto dziękujemy: członkom komisji konkursowej, korektorom (Natalii Januszkiewicz, Katarzynie Kwapińskiej, Aleksandrze Gołębiowskiej, Lidii Zielińskiej), zaprzyjaźnionemu psychologowi Magdzie Poniedziałek, która wspierała nas swoim doświadczeniem m.in. w pracach komisji konkursowej oraz na etapie tworzenia pytań pomocniczych do rozmów z dziećmi, Agnieszce Baran za przygotowanie projektu graficznego książki, Tatianie Marszałek i Maciejowi Krzyżańskiemu za wsparcie przy wyborze drukarni najbardziej przyjaznej naszej książce. Wszystkim Osobom, które nam kibicowały i w jakikolwiek sposób przyczyniły się do powstania niniejszej książki, chcemy wyrazić serdeczne podziękowanie. Bez Was byłoby nam o wiele trudniej. Na specjalne uznanie zasługują wszystkie Dzieci, które przygotowały piękne ilustracje do książki, rysowane nie tylko rączkami ale również sercem.

Zarząd Stowarzyszenia W Naszych Rękach

Osobiście pragnę jeszcze podziękować Dziewczynom, które w czasie powstawania książki szalenie mi pomagały rozmowami i spotkaniami: Natalii, Kasi, Agnieszce i Ewie. Posiadanie Waszej sympatii i wsparcia to dla mnie cenna nagroda. Mamie, Andrzejowi i Dzieciom za cierpliwość i wyrozumiałość oraz dodawanie odwagi i sił: stokrotne dzięki. Ewa -3-


-4-


-5-


-6-


Recenzja bajek psychoedukacyjnych wyłonionych w konkursie i przygotowanych do druku Poniższa recenzja dotyczy merytorycznych walorów tych utworów, a nie ich wartości artystycznej. Recenzowane bajki adresowane są do dzieci w wieku od 5 do 9 lat, napisane są prozą („Najmniejszy Anioł”, „Chłopiec o grafitowych stopach”, „Malusie Palusie”, „Magiczna sztuczka”) i wierszem („Filip”, „O tym, jak króliczek odnalazł szczęście”, „Pokrywka”, „Paluszki”). Mają za zadanie oddziaływać psychoedukacyjnie, czyli pomagać dzieciom z wadami rąk w interpretacji własnych problemów, jak również ich rówieśnikom w rozumieniu, z jakimi trudnościami borykają się inni. Ogromną zaletą tych bajek jest to, że upubliczniają problem inności fizycznej, co zmusza małych słuchaczy czy nieco starszych czytelników do określenia własnych zachowań. Inność fizyczna wyzwala ciekawość, zainteresowanie, może też spowodować obawę, lęk czy nawet prowadzić do odrzucenia. Reakcje emocjonalne dzieci decydują o ich zachowaniach w relacji z tymi, którzy charakteryzują się fizyczną innością. Dlatego otwarte mówienie o niepełnosprawności, określanie jej, stymuluje do przepracowania tego problemu intelektualnie czy nawet „odkrycia” jej pozytywnej roli. Upublicznienie również oswaja inność, pozbawia ją atmosfery tajemniczości, które sprzyja doznawaniu lęków. To, co nieznane, obce czy nietypowe u innych wzbudza strach u dzieci i nierzadko wyzwala negatywne reakcje emocjonalne. Jak wynika z tych rozważań, upublicznianie problemu jest ważne dla fizycznie zdrowych dzieci. Również dla tych, które charakteryzują się fizyczną niepełnosprawnością, ponieważ mówienie o tym oznacza, że inni też doświadczają podobnych problemów i nie ma w tym niczyjej winy, poza tym wada nie musi być obciążeniem, może hartować, uodparniać. Poczucie inności fizycznej może wzmacniać, sprzyjać kształtowaniu się pożądanych cech osobowości czy rozwijać zdolności, co ułatwia zaakceptowanie siebie. Mówienie „otwartym tekstem” o własnym problemie pozwala na wyrzucenie z siebie wzburzonych emocji, oswaja, umożliwia przepracowanie intelektualne, a w rezultacie prowadzi do pozytywnej zmiany sposobu myślenia o swojej niepełnosprawności, neutralizuje -7-


silne emocje i buduje dystans do wydarzeń. Upublicznianie problemu jest sposobem na przepracowanie intelektualne, które w konsekwencji kształtuje pozytywny obraz siebie. Kolejnym ważnym elementem jest zastosowanie w strukturze tych bajek racjonalnych argumentów, które stymulują dialog wewnętrzny, przekonują słuchaczy i czytelników o zasadności zmiany w sposobie rozumienia czy wyjaśniania zachowań zarówno innych jak i własnych wobec osób niepełnosprawnych fizycznie. Myślenie jest dialogowe, podczas tego procesu ważne są nowe argumenty, które dziecko odnajdzie w tekście i które wzbudzą jego zainteresowanie. Rozumienie czy wyjaśnianie sobie w procesie wewnętrznym przetwarzania informacji jest najpierw dialogowe, a później może przyjąć formę narracji. Argumenty racjonalne sprzyjają również rozwojowi empatii, czyli współodczuwaniu i rozumieniu tego, co czują inni. Poza tym, w tych krótkich historyjkach zastosowano i inne psychoedukacyjne sposoby, a mianowicie wzbudzanie pozytywnych emocji u czytelnika oraz odnoszenie się do systemu wartości. Omawiając poszczególne bajki warto zwrócić uwagę na wiek ich adresata. Utwór „Najmniejszy Anioł” to psychoedukacyjna opowieść adresowana do dzieci w wieku od 5 do 9 lat. Można ją czytać już najmłodszym, a i starsi znajdą argumenty zmuszające do zmiany w myśleniu o inności fizycznej poprzez zwrócenie uwagi na system wartości. „Malusie Palusie” też są adresowane do dzieci w wieku od około 5 do 9 lat. W bajce tej czytelnik znajdzie pozytywne znaczenie inności poprzez wskazanie, że każdy ma jakieś zdolności, którymi może się wykazać i w tym sposobem budować pozytywny obraz siebie. „Chłopiec o grafitowych stopach” to bajka dla nieco starszych dzieci w wieku od około 8 lat. W tej historyjce czytelnik znajdzie pochwałę zdolności i umiejętności u dziecka malującego stopami (mechanizm kompensacji) oraz wskazanie na rolę odwagi w obronie słabszego. „Magiczna sztuczka” to również bajka przeznaczona dla starszych dzieci w wieku od 8-9 lat. Jej przesłanie mówi o tym, że każdy może być czarodziejem; dawać radość innym obdarzając ich przyjaźnią. Historyjka ta adresowana jest przede wszystkim do rówieśników dzieci z niepełnosprawnością fizyczną.

-8-


Wierszem pisane „Filip” - to bajka dla najmłodszych, której celem jest zwrócenie uwagi na znaczenie akceptacji wśród rówieśników. Także zilustrowanie, że każdy ma inną rolę do spełnienia (jeden będzie jurorem a inny zawodnikiem), ale każdy jest ważny i potrzebny. „O tym, jak Króliczek odnalazł szczęście” to wierszowana historyjka dla najmłodszych. Bajka ta literalnie wyjaśnia przyczyny odrzucenia i odnosi się do przeżywanych emocji. Podkreśla wagę pomagania innym i to, że w ten sposób można uzyskać dystans do własnych problemów. „Paluszki” to historyjka dla starszych dzieci, 7-9 letnich. Zawarta jest w niej pochwała dobroci, szlachetności, a także tolerancji i zrozumienia. „Pokrywka” adresowana jest i do maluchów, i do uczniów edukacji wczesnoszkolnej. Odnosi się do tego, co jest niezauważalne w powierzchownym oglądzie i że to, co wydaje się być brakiem, może być zaletą. Można oczekiwać, że bajki te, w założeniach psychoedukacyjne, będą stymulowały dzieci do budowania wzajemnych, pozytywnych relacji w oparciu o zrozumienie i akceptację, a także pomogą zrozumieć, co tak naprawdę jest ważne w życiu i cenne w człowieku. Dr Maria Molicka

-9-


Tytułem wstępu - słów kilka o bajkach terapeutycznych Dla dorosłych opowiadanie bajek to zabawa, rozrywka. Dla dzieci słuchanie wymyślonych historii to sposób uczenia się, zdobywania wiedzy o świecie. Bajki potrafią zawładnąć dziecięcą wyobraźnią, oczarować. Dlaczego tak się dzieje? Na czym polega ta magiczna siła bajek? Co sprawia, że są tak pociągające dla dzieci na całym świecie? Pewnie chodzi o to, że te cudne opowieści pokrzepiają, pomagają dzieciom oswoić lęki i uporać się z problemami. W dziecięcych głowach kłębi się wiele uczuć i myśli, niektóre z nich wywołują niepokój, strach, poczucie winy, odrzucenia. Jeśli te uczucia i myśli są tak przykre i bolesne, że trudno o nich otwarcie mówić, a nawet myśleć - to jak się od nich uwolnić? Tu właśnie z pomocą przychodzą baśnie i bajki. W wielu wypadkach ich treść pokrywa się z dziecięcymi troskami i obawami. Trzeba pamiętać, że dziecku często trudno jest mówić o własnych problemach, czasem nie potrafi ich zwerbalizować lub rozpoznać. Ale słuchając, jak bohater bajki zmaga się z sytuacją podobną do jego własnej, pochłania tę historię tak, jak pije się zimną lemoniadę w upalny dzień. Nie musi się przyznawać wprost do swoich bolesnych uczuć, ale słuchając bajki może obserwować bohatera, który jak ono samo, staje w trudnych sytuacjach. Dowiaduje się, jak można z nich wybrnąć, zrozumieć je i rozwiązać - a to przynosi wielką ulgę. Słuchanie o przeżyciach kogoś podobnego do nas, kto reaguje jak my, ma takie same lęki i nadzieje - może być wielkim pocieszeniem. Pozwala wierzyć, że nie jesteśmy sami, że inni też czują się czasami bezradni i zagubieni. To szczególnie ważne dla tych, którzy myślą, że tylko oni mają takie problemy i czują się gorsi od innych ludzi. Słuchając tych opowiadań dzieci odbierają komunikaty, które potem jak echo powracają do nich i pomagają radzić sobie z kłopotami. Baśń niesie przesłanie, że życie nie zawsze bywa sprawiedliwe, że często sobie z nim nie radzimy i sprawy wymykają się spod kontroli. Ale jeśli stawimy temu czoła i nie poddamy się, to w końcu zwyciężymy. To bardzo ważna lekcja. Dzieciom potrzebna jest wiara w możliwość powodzenia, w szczęśliwe rozwiązanie. Inaczej nie podejmą próby, zrezygnują z wysiłku, nie osiągną zamierzonego celu. Bajki pozwalają przyswoić przekaz o nadziei, która istnieje, choć czasem trzeba o nią zawalczyć, pokonując własne słabości. - 10 -


Już samo czytanie dziecku bajki, przyjemna, uspokajająca bliskość mamy lub taty - ma działanie terapeutyczne. Wzmacnia więź pomiędzy dzieckiem a rodzicem, daje poczucie bezpieczeństwa. Gdy rozmawiamy z dziećmi poprzez bajkę, rozmawiamy w języku, który świetnie rozumieją i który do nich najlepiej przemawia, bo to język fantazji i wyobraźni. Jak piękna to może być rozmowa świadczy plon konkursu „Bajka w naszych rękach”. Wśród nagrodzonych prac znajdziemy bajkę pt. „Pokrywka”. Jestem pewna, że gdy przeczytamy ją dzieciom, one w lot odgadną o czym, tak naprawdę, opowiada ta historia. Zrozumieją, kim jest ten szary rondel z gołą głową, w świecie garnków, które noszą swe pokrywki, niczym najpiękniejsze kapelusze. Ucieszą się, że gdy kipi woda, para tańczy tylko nad tym rondelkiem, i będą wiedziały, że ten brak kapelusza, to jego zaleta, nie wada. Jeśli będziemy czytać dalej, dowiemy się, że nawet w niebie, wśród zwiewnej anielskiej braci, trafić się może jeden mały, bezskrzydły aniołek. A na ziemi gdzieś w gęstej trawie mieszka dzielny króliczek, któremu los zgotował równie przykrą niespodziankę. Ale co by to były za bajki, gdyby bohaterowie, ci w obłokach i ci na ziemi nie pokonali w końcu złego losu? Czytajmy więc te bajki, które leczą i pozwalają uwierzyć, że to co nas wyróżnia, czyni nas wyjątkowymi.

Renata Piątkowska autorka książek dla dzieci

- 11 -


Dlaczego powstała ta książka? Gdy Piotruś urodził się późną jesienią nad ranem, przez okno widziałam mgłę, bielusieńką jak mleko. Szczątkowe informacje otrzymywane od lekarzy na temat ręki Pitka, powodowały, że i w mojej głowie powstawała swojego rodzaju „mgła” zagubienia i niewiedzy. Jak to teraz będzie? Pytania pchały się nachalnie i nie dawały spokoju. Wszechogarniająca chęć poznania szybkich odpowiedzi. A te wcale nie chciały tak szybko przyjść... Marzenia o szczęściu dla naszego syna. Jak to będzie w przedszkolu, szkole? Wizje, jakie się pojawiały, chwilami przerażały. Docierały zdania znajomych o tym, że „dzieci potrafią być tak okrutne”... i moje wątpliwości, czy damy radę przejść przez dni, które miały dopiero nadejść. Daliśmy radę, oczywiście. Stopniowo nadchodziły „kamienie milowe” w postaci pójścia Pitka do przedszkola, a po paru latach do szkoły. Dużo obaw, nieco osłabiających typową radość wywołaną podobnymi wydarzeniami. Miesiącami chciałam wpaść na sposób, aby przełamywać ewentualne bariery między Pitkiem a jego kolegami ze zwyczajnymi rękami. W tym czasie stało się coś szalenie ważnego: udało się założyć Stowarzyszenie W Naszych Rękach. Teraz już w większej grupie wspieraliśmy się w trudniejszych chwilach, ale co równie ważne - próbowaliśmy optymistycznie patrzeć w przyszłość. Nie zakładać rąk w smutku, a „kombinować”, jak najlepiej wykorzystać wspólny zapał i pomysły. Zrobić coś „na plus” dla naszych dzieciaków - ten cel przyświecał coraz większej grupie osób. To było i jest świetne. Z takiego właśnie rozmyślania któregoś dnia zrodził się pomysł ogłoszenia konkursu na bajkę poruszającą temat wad rąk. Pomysł wynikał z czegoś bardzo prostego: szukaliśmy optymalnego sposobu dotarcia do dzieci. Bajka wydała się nam bardzo naturalnym narzędziem i dlatego poświęciliśmy jej dużo uwagi. Krok po kroku udawało się pokonywać kolejne cele: ogłoszenie i nagłośnienie konkursu, następnie wybór ośmiu bajek (wybór tym trudniejszy, że otrzymaliśmy prawie 200 utworów konkursowych), kolejno: przygotowania do druku i sam druk. Udawało się osiągać kolejne etapy i nie tracić wiary w powodzenie pomysłu. Dzięki wspólnej wierze grupy osób możecie Państwo - 12 -


dziś trzymać w rękach tą książkę. Dla nas: rodziców dzieciaków z innymi rączkami to nie są zwykłe utwory. Chcemy dzięki nim dotrzeć do znajomych i przyjaciół naszych dzieci. Liczymy ogromnie na wsparcie nauczycieli: pomóżcie nam prowadząc lekcje i rozmowy na temat „inności”, która tak naprawdę nie powinna kogoś przekreślać, ale stać się szansą na jego lepsze poznanie. Liczymy też na to, że „Bajki w naszych rękach” pomogą w wielu płaszczyznach - tak naprawdę są to opowieści o jakimś braku. Ktoś obok nas może nie mieć ręki, druga osoba marzy o przyjaźni czy miłości, a ktoś jeszcze inny o domu. Nie oznacza to jednak, że ów brak może nas skazywać na odrzucenie. Przez lata, jakie minęły od urodzenia Piotrusia, poznałam wielu rodziców w podobnej sytuacji. Razem z zarządem i członkami Stowarzyszenia W Naszych Rękach trzymamy za nich serdecznie i mocno kciuki, aby ich „mgły niezrozumienia i niewiedzy” powstałe po urodzeniu dzieci z innymi rękami, stawały się każdego dnia coraz słabsze. I niech stanie się tak również dzięki książce „Bajki w naszych rękach”. Miłej lektury! Ewa Fabisiak Prezes Stowarzyszenia W Naszych Rękach

- 13 -


- 14 -


Ewa Król

Najmniejszy Anioł

Utwór „Najmniejszy Anioł” to psychoedukacyjna opowieść adresowana do dzieci w wieku od 5 do 9 lat. Można ją czytać już najmłodszym, a i starsi znajdą argumenty zmuszające do zmiany w myśleniu o inności fizycznej poprzez zwrócenie uwagi na system wartości. (dr Maria Molicka) - 15 -


Pewnie już wiesz o tym, że daleko stąd jest takie miejsce, w którym mieszkają anioły. Każdy inaczej widzi Niebo Aniołów. I to jest w nim najpiękniejsze. Panuje tam nieustający rozgardiasz. Bo każdy anioł ma skrzydła pełne roboty. Co jakiś czas Tadeusz Anioł zwołuje nieopierzone jeszcze anioły do magazynu i daje każdemu po parze skrzydeł. Właśnie grupa aniołów skończyła 10 lat. To czas, by nabierać wprawy w anielskiej sztuce. Młode anioły są dość niewinne, by kochać całym sercem a zarazem dość już samodzielne, by wyruszyć na ziemię. Na wołanie Tadeusza Anioła dziewczęta i chłopcy ustawili się pod drewnianymi drzwiami magazynu zgodnie z tradycją: od największego do najmniejszego. Ile było tam oczekiwania! Na samym końcu stanął Najmniejszy Anioł. Tadeusz Anioł rozdawał skrzydła, zdejmując je z półek. Każdą parę układał delikatnie na plecach małych aniołów. I tak, para za parą, anioł za aniołem. Aż, kiedy dotarł na sam koniec kolejki, zdziwił się Tadeusz Anioł. Raz jeszcze przejrzał dokładnie wszystkie półki i w końcu poddał się. - ”Nie ma”- powiedział. - ”Nie ma”- powtórzyły anioły.

- 16 -


- ”Nie ma czego?”- zapytał najmniejszy. Słowa utknęły staremu aniołowi w gardle jak ciężkie kamienie. Ale nie mógł już dłużej ukrywać tego, co i tak już wszyscy zauważyli. - ”Nie ma już żadnej pary skrzydeł” - odpowiedział Tadeusz Anioł. - ”Zawsze są”odparł Najmniejszy Anioł i poszedł ich szukać. Kiedy wrócił z magazynu, nikt nie spojrzał mu w oczy. Starali się coś mówić, ale czymże są słowa bez skrzydeł? Odszedł płacząc. Wieczorem z daleka obserwował, jak jego przyjaciele z coraz większą wprawą szybują po niebie. Anioły były jeszcze bardzo młode i żaden nie wiedział, jak teraz rozmawiać z Najmniejszym, jak bawić się z nim. Dlatego Najmniejszy Anioł poszedł po radę do Pana Stanisława, który był jedynym człowiekiem w anielskim niebie. - 17 -


On wiedział już, co się stało, więc utulił malca, a potem zapytał: - ”Masz odwagę?” - ”Mam” - odparł anioł. - ”Masz rozum?” - „Mam” - odparł raz jeszcze. - ”Masz serce?” - pytał dalej. - ”Mam” - powiedział coraz bardziej zdziwiony chłopiec. - ”To masz skrzydła!”- wykrzyknął Pan Stanisław. Najmniejszy Anioł zerknął za siebie. Ale od słów nawet jedno piórko mu nie urosło. Odszedł więc. Ranek obudził się wcześnie. To właśnie teraz anioły miały odbyć swój pierwszy lot. Najmniejszy chciał ich pożegnać. Usiadł więc na skraju nieba i patrzył, jak jego rówieśnicy skaczą w przestrzeń rozprostowując skrzydła. Aż nagle usłyszał w sobie pierwsze pytanie: „Masz odwagę?” Czuł ją w sobie teraz i zrobił coś zarazem odważnego, jak i szalonego. Uchwycił się długiej sukienki przyjaciela i sfrunął razem z nim. Trudno opisać to, co czuł. Anioły, które frunęły teraz obok niego fikały koziołki, bawiły się i chwytały ptaki za skrzydła. Ale Najmniejszy musiał być uważny. Rozglądał się więc wokół. I wtedy zauważył coś, co najpierw go zainteresowało, a potem zaniepokoiło. Tuż obok przelatywał niewielki samolot. A właścwie krztusił się i kasłał usiłując złapać równowagę. - 18 -


Najmniejszy Anioł zaczął wołać przyjaciół, ale jego słaby głos ginął w świście wiatru. Wtedy usłyszał w sobie po raz drugi głos: „masz rozum?”. Skoczył więc na kadłub samolotu. Spojrzał jeszcze w przerażone oczy pilota i sięgnął do wszystkich swoich anielskich umiejętności. Powstrzymał awarię na tyle, by samolot mógł wylądować bezpiecznie na najbliższym lotnisku. Najmniejszy pomachał przyjaźnie zdumione-

mu pilotowi i zeskoczył na dach, nad którym przelatywali. Przez właz na jego szczycie wszedł do budynku. Przechodząc białym, cichym korytarzem domyślił się, że jest w szpitalu. Szedł więc spokojnie i kiedy mijał kolejne - 19 -


drzwi, usłyszał płacz. Drzwi skrzypnęły, kiedy wchodził do małego pokoju. Leżała tam dziewczynka, która zauważyła go dopiero, gdy usiadł na skraju łóżka. - ”Nie mogę zasnąć. Boję się, że już nigdy nie obudzę się po operacji”- zwierzyła się ufnie. Anioł był jeszcze taki młody i nie wiedział, co może powiedzieć ciężko choremu dziecku. Wtedy po raz trzeci usłyszał w sobie znajomy głos pytający go: „masz serce?”. -”Jeśli wypoczniesz, będziesz miała więcej siły, żeby wyzdrowieć. Będę więc siedział tu przy tobie i trzymał Cię za rękę tak długo, aż zaśniesz.”- obiecał. I tak się stało. Opowiedział dziewczynce wszystkie bajki, które znał, zaśpiewał wszystkie kołysanki, które pamiętał. I usnęła spokojnie. Zostawił na jej czole anielski pocałunek, który nazywają anielskim błogosławieństwem i poszedł dalej.

- 20 -


Jeszcze tego dnia pomógł staruszce znaleźć okulary, opatrzył małemu kociakowi zranioną łapkę i przeprowadził przez kładkę nad rwącą rzeką dwoje dzieci. Słońce z wolna zaczerwieniło się dając znać, ze zbliża się wieczór. To znak dla wszystkich małych aniołów, które po zachodzie muszą wracać do domu. Wtedy na ziemię zlatują doświadczeni, dorośli anielscy ratownicy. Najmniejszy ruszył więc tą samą drogą, którą przyszedł. Wszedł do budynku szpitala. Na znajomym korytarzu zatrzymał się. Znów zaskrzypiały drzwi, kiedy wchodził do pokoju. Dziewczynka spała uśmiechając się przez sen. Na stoliczku obok łóżka znalazł kartkę: „List do mojego Anioła. Operacja udała się. Postanowiłam wyzdrowieć. Dziękuję”.

- 21 -


Zabrał kartkę z sobą, na znak, że tu był i poszedł dalej wspinając się po schodach na dach. Właśnie nad budynkiem przelatywał samolot. Pilot wracał szczęśliwie do domu i tym razem nie zdziwił się widząc, jak na skrzydło samolotu wskakuje drobna postać. Jego oczy były radosne i wdzięczne. Już za chwilę Najmniejszy Anioł usłyszał szum skrzydeł: to jego przyjaciele wracali do domu. Jeden podfrunął blisko, żeby zabrać w podniebną podróż do domu bezskrzydłego anioła. To był naprawdę ciężki dzień. Wszystkie młode anioły opowiadały o tym, czego doświadczyły, a Najmniejszy czuł się jednym z nich. Zanim położył się spać, odwiedził Pana Stanisława. Staruszek czekał na niego w progu. Tym razem nie zapytał, tylko stwierdził: - ”Masz odwagę, masz rozum i masz serce”. - ”Mam skrzydła”- odpowiedział uśmiechając się Najmniejszy Anioł.

Przykładowe pytania pomocnicze do prowadzenia dyskusji z dziećmi

1. Jak się czuł najmniejszy Anioł, gdy okazało się, że nie ma dla niego skrzydełek w magazynie? 2. Co czuł, gdy widział, jak inne anioły skaczą w przestrzeń i odfruwają? 3. Jak najmniejszy anioł poradził sobie z brakiem skrzydeł? 4. Jak wg Was radzą sobie dzieci, które nie maja rączek? 5. Czy po całym dniu pracy najmniejszy anioł czuł się dobrze? Dlaczego? 6. Czy wg Was dzieci bez rączek lub z innym rączkami niż Wasze są takimi samymi dziećmi jak Wy? 7.Co zrobilibyście, aby w Waszym towarzystwie czuły się beztroskie i szczęśliwe? - 22 -


Robert Zboroch

Pokrywka

„Pokrywka” adresowana jest i do maluchów, i do uczniów edukacji wczesnoszkolnej. Odnosi się do tego, co jest niezauważalne w powierzchownym oglądzie i że to, co wydaje się być brakiem, może być zaletą. (dr Maria Molicka) - 23 -


W małej kuchni, w małym domu, W którym mieszka mała Ania Mnóstwo było różnych garnków Służących do gotowania. Jedne były bardzo duże, Kolorowe i błyszczące Inne były nieco mniejsze Z porcelany nietłukącej. W każdym garnku można było Ugotować coś pysznego Wszystkie te rondelki miały Ze sobą też coś wspólnego. Otóż tak jak każda piosnka Na początku ma przygrywkę Tak w tej oto małej kuchni Każdy garnek miał pokrywkę. To łączyło wszystkie garnki Wszystkie miały kapelusze Te największe, wielkie gary I rondelki, te nieduże. Po co były im pokrywki Czyżby kryły jakieś czary? Otóż dzięki kapeluszom Żaden z nich nie puszczał pary. Strasznie bały się jej garnki, Choć przenigdy nie widziały, Bo pokrywki każdy rondel Bardzo szczelnie otaczały. Był na półce jeden garnek Nigdy z półki się nie ruszał Inne mu wciąż dokuczały …Biedak nie miał kapelusza. Nie miał więc jak trzymać pary I nic w nim nie gotowano Stał na półce całkiem szary Dawno o nim zapomniano. - 24 -


Aż pewnego razu Ania Chciała wodę zagotować Wyciągnęła szary rondel Woda zaczęła parować. Wszystkie garnki wystraszone Tak jakby to były czary Chciały schować się za szafkę Tak się bały gęstej pary.

Jeden mówił do drugiego: „Zobacz, jaka piękna chmura Unosi się nad tym rondlem A wyglądał jak ponurak. Też chcę tworzyć takie kształty Kiedy we mnie kipi woda To, że nie ma kapelusza To zaleta, a nie szkoda.

Okazało się jednakże Że nie było wcale czego Gdy buchnęła gęsta para Nie stało się wszak nic złego. Para przybierała kształty, Jakich jeszcze nie widziały Żadne garnki w żadnej kuchni Rondle więc ją podziwiały.

Nigdy więcej już nie będę Śmiał się z tego że jest szary I że nie ma swej pokrywki, Bo nie boję się już pary”. Na to drugi odpowiedział: „Wiesz ,ja też trochę żałuję Przecież on potrafi cuda, Mnie to strasznie imponuje”.

- 25 -


Od tej pory wszystkie garnki Rondel szary podziwiały I gdy stały obok w szafce Kapelusze zdejmowały.

Przykładowe pytania pomocnicze do prowadzenia dyskusji z dziećmi

1. Czy garnek bez pokrywki dobrze czuł się wśród innych garnków? 2. Czy garnki przyjaźnie go traktowały? Czy były dla niego miłe? Dlaczego? 3. Co się wydarzyło, że ich nastawienie się zmieniło? 4. Czy warto przełamywać strach przed innością? 5. Garnek nie miał pokrywki, a gdyby do nas trafiło dziecko, które nie ma ręki, jak byście je przyjęli? 6. Co zrobilibyście, aby nie czuło się obco, aby nie czuło się wśród nas samotne?

- 26 -


Arkadiusz Przybysz

Chłopiec o grafitowych stopach

„Chłopiec o grafitowych stopach” to bajka dla nieco starszych dzieci w wieku od około 8 lat. W tej historyjce czytelnik znajdzie pochwałę zdolności i umiejętności u dziecka malującego stopami (mechanizm kompensacji) oraz wskazanie na rolę odwagi w obronie słabszego. (dr Maria Molicka) - 27 -


Na wycieczkę do Rzymu wyjechałem z dziadkiem. Zwiedzaliśmy tam muzea, zabytki, sklepy z antykami i ukryte w gąszczu alejek galerie. Wieczorami słuchaliśmy pięknych legend związanych z miastem, opowiadanych przez młodych artystów teatralnych. Spacerowaliśmy uroczymi uliczkami, robiliśmy zdjęcia, próbowaliśmy wielu dań we włoskich restauracjach i barach. Cieszyłem się pobytem swoich marzeń. Niestety, podczas gdy tych kilka dni przyniosło mi mnóstwo radości z życia, jednocześnie przydarzyło mi się coś przykrego. Na jednej z ulic, gdzie wystawione były małe stoiska z drobiazgami, w tłumie, ktoś ukradł mi aparat fotograficzny. Cały dzień chodziłem jak struty i nawet świetne włoskie lody nie były w stanie poprawić mi humoru. Dziadek wraz z przyjacielem - naszym przewodnikiem po Rzymie - starali się jak mogli, by poprawić mi nastrój, ale nic nie pomagało. Doszło do tego, że naburmuszony pokonywałem bez zainteresowania kolejne zakamarki miasta. W pewnym momencie dziadek z kolegą weszli do galerii, by zobaczyć wystawę prac malarskich jakiegoś młodego studenta Akademii Sztuk Pięknych. Mnie to jednak niezbyt interesowało, więc zostałem przed budynkiem. Kilka metrów dalej bawiła się grupa dzieci. Zacząłem przyglądać się, co robią. Jednak one się nie bawiły. Powoli i niepewnie, krok po kroku, zacząłem zbliżać się do dzieciaków. Kiedy byłem już wystarczająco blisko, zauważyłem, że na ziemi leży młodszy od nich chłopiec. Był brudny i zapłakany. - Co jest?! - krzyknąłem głośno, choć wiedziałem, że i tak mnie nie zrozumieją. Jednak siła mojego głosu podziałała, bo wszyscy rozbiegli się. Szybko podbiegłem do chłopaka, ale zanim zdążyłem go podnieść, jego mama była już przy nim. Coś do mnie mówiła, ale nic nie rozumiałem. Jeszcze przez chwilę stałem w miejscu, gdzie na ziemi odcisnął się ślad skulonego chłopca. Lekki podmuch wiatru rozwiał piach spod moich stóp sprawiając, że miejsce to zapomniało o bólu i smutku leżącego chłopca. - 28 -


Na drugi dzień, już w nieco lepszym humorze, poszedłem sam na stary plac, gdzie zawsze dzieje się coś ciekawego. Mijając kolejne stoiska i rozmawiających mieszkańców Rzymu, zauważyłem siedzącego pod ścianą tego samego chłopca co wczoraj. Stanąłem w pewnej odległości od niego, przyglądając się, co robi. On zaś małymi, brudnymi od grafitu stopami rysował po dużo większym od siebie kartonie, przyczepionym do własnej roboty sztalugi. Nic dziwnego, po prostu utalentowany dziesięciolatek, bo mniej więcej tyle miał lat. A jednak coś w nim było innego. W tym zamyśleniu nie zauważyłem, że nasz przewodnik po Rzymie stoi przy mnie. - Widzę, że przyglądasz się chłopakowi o grafitowych stopach! - stwierdził bez ogródek. - Tak! Zastanawiam się, bo coś w nim jest nie tak - przyznałem. - Dlaczego uważasz, że jest coś nie tak? - Bo nie rysuje ręką, a stopami jakby chciał... - w tej chwili zamilkłem, bo przyjrzałem się jego dłoniom, a tak naprawdę - 29 -


to nie wiedziałem jak to nazwać. On przecież nie miał ani jednego palca! - Widzisz - powiedział przewodnik - o chłopcu, co ma grafitowe stopy jest wiele opowieści, ale tylko jedna jest prawdziwa. Chłopak urodził się bez paluszków u jednej i drugiej rączki. Jego rodzice byli bardzo uczciwymi i dobrymi ludźmi, kochali swojego syna, a kiedy podrósł i potrafił już chodzić, zabierali go na długie spacery. Przyglądając się siedzącym wzdłuż uliczek artystom rysującym najpiękniejsze widoki miasta, chłopiec sam zapragnął chwycić za ołówek i coś narysować. Nie było to łatwe zadanie, a każda próba kończyła się niepowodzeniem. Wiele dni minęło, zanim chłopiec nauczył się posługiwać stopami tak jak ty swoimi dłońmi, a do tego czasu przesiadywał z uśmiechem w oknie swojej kamienicy i przyglądał się ukochanemu miastu. I całkiem nieźle mu to wychodzi. Rysunki są szczegółowe i mają swój charakter. A chłopak nie ma chwili wytchnienia, tak jest oblężony przez osoby chcące kupić od niego jakiś obrazek - opowiadał mój przewodnik. W pewnym momencie chłopak wstał, odwrócił się i zaczął iść w naszym kierunku. Kiedy już dotarł i stanął kilka metrów przede mną, z jego ust padły słowa, których w ogóle nie rozumiałem. Kolega mojego dziadka szybko wyjaśnił chłopcu, że nie jestem stąd, ale może tłumaczyć całą rozmowę. Chłopiec przystał na propozycję i zaczął jeszcze raz. - Wczoraj widziałeś, jak starszyzna z mojej szkoły chciała ode mnie wyłudzić pieniądze. Wiedzieli, że są w kieszeni i że nie dam sobie rady. Dzięki tobie udało mi się ich nie stracić. Chcę ci za to podziękować - przetłumaczył przyjaciel mojego dziadka. Chłopiec podał mi jeden ze swoich rysunków. - Jak ty to narysowałeś? - spytałem zdumiony. Przewodnik przetłumaczył moje pytanie, ale chłopiec pozostawił je bez odpowiedzi, jedynie uśmiechnął się i pokazał mi swoją grafitową stopę. Nigdy nie zapomnę tego widoku. - 30 -


A on odwrócił się i poszedł utrzymując ten uśmiech, zarażając nim innych. Po powrocie do hotelu wraz z przewodnikiem, opowiedziałem całe zdarzenia dziadkowi. Dziadek zaciekawiony powiedział. - Odpakuj, zobacz, co dla ciebie narysował! Szybko, ale delikatnie zerwałem szary papier, który krył w sobie dzieło grafitowego chłopca, a na nim ten sam obraz z moich oczu i myśli. Uliczka, na której po raz pierwszy spotkałem chłopca. Z odciśniętym śladem w piasku. A pod spodem napis po włosku: „Wchodź pomiędzy ludzi z pogodą ducha i ciesz się radością innych. Tym przezwyciężyć można najstraszniejsze emocje...” A na odwrocie cytat z jakiejś książki: „Życie to nie ilość wdechów czy wydechów, życie to chwile z uśmiechem, które zapierają dech w piersiach”. - 31 -


Kilka lat później spotkałem tego samego chłopca. O wiele starszego, siedzącego w tym samym miejscu, ubranego elegancko, ale nadal z grafitowymi stopami i uśmiechem na ustach. Choć w życiu ołówka dłońmi chwycić mu się nie udało.

Przykładowe pytania pomocnicze do prowadzenia dyskusji z dziećmi

1. Co zaskoczyło turystę w chłopcu o grafitowych stopach? 2. Jak radził sobie chłopiec o grafitowych stopach? Jakie miał nastawienie do ludzi? 3. Czy czuł się nieszczęśliwy, smutny? 4. Czy ułomności mają wpływ na podejście do życia? Czy w pełni sprawni mają wpływ na samopoczucie osób z wadami rąk? 5. W jaki sposób można pomóc takim ludziom jak chłopiec o grafitowych stopach?

- 32 -


Alicja Kowalska

Filip

„Filip” - to bajka dla najmłodszych, której celem jest zwrócenie uwagi na znaczenie akceptacji wśr ód rówieśników. Także zilustrowanie, że każdy ma inną rolę do spełnienia (jeden będzie jurorem a inny zawodnikiem), ale każdy jest ważny i potrzebny. (dr Maria Molicka) - 33 -


Motylek Filipek ze smutkiem spogląda, bo jego skrzydełko inaczej wygląda. Jest mniejsze i cieńsze, i takie słabiutkie, jest inne od wszystkich, jest bardzo malutkie. Już takie urosło i nie chce być inne, jest chore, dlatego jest dużo mniej zwinne. Filipek zapłakał, swe łezki ociera, na chore skrzydełko ze smutkiem spoziera i żal ma, bo przez nie pofrunąć nie może. A chciałby pofrunąć wysoko nad zboże. I marzy, że leci wysoko do góry, że skrzydła go niosą wysoko aż w chmury. Uśmiechnął się smutno – pomyślał – „Spróbuję”. Skrzydełkiem swym chorym trzepocze, wiruje i miał już nadzieję, bo wzbił się troszeczkę. Już marzył, że może doleci nad rzeczkę. Lecz sił mu zabrakło i upadł zmęczony. Skrzydełko zbyt małe miał z jednej strony, by móc pofrunąć i w górze szybować. Filipek zapłakał - już nie chciał próbować. - 34 -


Już nie chciał próbować, bo bardzo bolało i nigdy pofrunąć się nie udawało. Podkulił swe chore, malutkie skrzydełko i chęć miał się schować w najmniejsze pudełko. A łzy po policzkach ściekały mu strugą, rzęsiste kropelki jedna za drugą. Gdy siedząc samotnie wylewał smuteczki, usłyszał wesołe odgłosy znad rzeczki. Ciekawy tych głosów wstał, nasłuchuje i kroki swe wolno nad rzeczkę kieruje. Rozsunął zarośla, zagląda nieśmiało Czy chcecie usłyszeć, co tam się działo?

- 35 -


Nad rzeczką motylki bal urządziły i tańcząc wśród kwiatów, radośnie bawiły. Amelka wraz z Zuzią nektar rozdają, a Janek i Maciek piosenki śpiewają. Filipek zerkając ostrożnie zza trawy miał chęć się przyłączyć do wspólnej zabawy. Lecz wstydził się swego małego skrzydełka i znów popłynęła mu łezki kropelka. - Na pewno nie zechcą, bym bawił się z nimi pomyślał zerkając oczkami smutnymi. - I będą się śmiali z mojego skrzydełka, że zamiast pofrunąć, to skaczę jak pchełka. Spojrzał raz jeszcze na brać rozbawioną i wraca z powrotem z głową opuszczoną. - Zaczekaj! – usłyszał głos za plecami. - Czy nie chcesz pobawić się razem z nami? - Ja jestem Amelka, widziałam jak szedłeś, tylko dlaczego na bal nie przybiegłeś? - Bo ja… - wyjąkał Filipek speszony. - Ja nie chcę – wymyślił - bo jestem zmęczony. - No chodź! – Amelka wciąż nalegała. Za rękę Filipka lekko złapała i idąc prowadzi go prosto na bal, podając po drodze balowy szal. - Musisz go ubrać, to szal balowy, każdy ma taki szal kolorowy. A zaraz przyniosę nektaru szklaneczkę, jak jesteś zmęczony, to wypij troszeczkę. Filipek z wrażenia nic nie mógł powiedzieć. Amelka kazała mu czekać i siedzieć, a sama pobiegła po nektar dla niego mówiąc, że nie ma nic pyszniejszego. - 36 -


Rozglądnął się Filip - dokoła zabawa. Męczyła go w myślach kolejna obawa, że zaraz go inne motylki zobaczą i śmiejąc się z niego dokoła osaczą. Lecz wiele motylków go dobrze widziało i nic takiego się wcale nie stało. Odetchnął z ulgą, bo wstydził się bardzo i był przekonany, że inni nim wzgardzą, że będą dokuczać i drwić, bo jest inny, że gorszy i brzydszy, i dużo mniej zwinny. - 37 -


Tymczasem Amelka przybiegła z nektarem a za nią Różyczka z malutkim Michałem. - No chodźcie, już pora - krzyknęła Różyczka. - Poczekaj, niech Filip wypije choć łyczka. - Ale za chwilę się zaczną zawody! - Nie można przegapić takiej przygody! - Jakie zawody? - wykrztusił Filipek. - Zawody w wieszaniu tęczowych nitek. Kto wyżej na drzewie nitkę zawiesi, temu zabłyszczy medal na piersi.

- 38 -


Medal wstążeczką jest ozdobiony i napis na środku ma umieszczony: NAJLEPSZY MOTYLEK W WYSOKIM FRUWANIU I MISTRZ NAD MISTRZAMI W NITKOWYM WIESZANIU Filipek się cofnął i zbladł przestraszony. - Ja nie chcę – wyszeptał głosem ściszonym. - Nie umiem latać, bo mam inne skrzydło i przez nie wyglądam jak jakieś straszydło. Filipek rozłożył oba skrzydełka. - Zobaczcie, jaka różnica jest wielka. Amelka skrzydełko Filipka ogląda, podnosi do góry, dotyka, zagląda . -Nie martw się, nie płacz, coś poradzimy, na pewno samego cię nie zostawimy. A z tym straszydłem to przesadziłeś! Nie jesteś nim wcale i nigdy nie byłeś. - Amelka ma rację - dodała Różyczka, a Michaś wyciągnął z kieszeni pierniczka. - Proszę – powiedział - oddam go tobie, bo piernik najlepszy na smutek i zdrowie. - Już wiem, mam pomysł! - krzyknęła Amelka po wspólnych zawodach - zabawa w berka. A podczas zawodów pomożesz Tomkowi, on też dziś nie fruwa, bo skrzydło go mrowi. Wczoraj się potknął i wpadł w pokrzywę i teraz ma bąble na skrzydle straszliwe. Będziecie wspólnie oceniać fruwanie, to bardzo trudne i ciężkie zadanie. - Wspaniale! - wykrzyknął Filipek z radości. Amelkę aż objął, uścisnął z wdzięczności. I znów mu łezka spłynęła ukradkiem, lecz już nie ze smutku i nie przypadkiem tylko dlatego, że był szczęśliwy, a świat wokół niego był taki życzliwy. - 39 -


Amelka również była szczęśliwa. -Posłuchaj - rzekła - czasem tak bywa. Nie każdy zawsze jest zdrowy i silny, każdy z nas przecież jest bardzo inny. Zuzia na przykład ma okulary, jak ich nie włoży, to wpada w szuwary. I wcale przed nikim się tego nie wstydzi, bo dzięki nim lata i dobrze widzi. Karol się ciągle o wszystko potyka i z rąk mu wypada, wszystko wymyka. Co do nich weźmie, to zaraz stłucze i gapa jest taki, że zgubił klucze. Więc chyba już widzisz, że każdy jest inny i nic nie poradzisz, i nie czuj się winny. A najważniejsze, by sobie pomagać i nigdy nikomu krzywdy nie zadać. - 40 -


Filipek poczuł, że jest kochany, już nie był samotny i nie był niechciany. Wszystkie motylki go polubiły i nigdy ze skrzydła jego nie kpiły. A gdy Filipek ćwiczył fruwanie, to wiedział, że złego się nic nie stanie, bo inne motylki, gdy miał upadać, zaczęły poduszki na ziemi układać. I dzięki Amelce i innym motylkom cieszył się każdą spędzoną tu chwilką. Nikomu skrzydełko nie przeszkadzało i często się nawet tak przydarzało, że Filip o skrzydle sam zapominał i śmiać się sam z siebie wtedy zaczynał. A Wy umiecie tak jak Amelka? Pomagaj innym - Zaleta to wielka! Bo przyjaźń jest zawsze potrzebna każdemu. Tak samo Tobie jak i innemu. - 41 -


Przykładowe pytania pomocnicze do prowadzenia dyskusji z dziećmi

1. Dlaczego motylek o małym skrzydełku był smutny i nieszczęśliwy, zanim poznał inne motyle? 2. Dlaczego Filip nie chciał dołączyć do bawiących się motyli? 3. Jak się czuł, gdy widział bawiące się, radosne motyle? 4. Co czuł, gdy motyle zaproponowały mu ocenianie w konkursie lotów? 5. Filip miał inne skrzydełko, a gdyby do naszej klasy/grupy trafiło dziecko z inną rączką, jak wg Was czułoby się tutaj? 6. Jak moglibyśmy go powitać, jaką zabawę zaproponowalibyście, aby poczuło się wśród nas dobrze? - 42 -


Magdalena Szalpuk

Magiczna sztuczka

„Magiczna sztuczka” to bajka przeznaczona dla starszych dzieci w wieku od 8-9 lat. Jej przesłanie mówi o tym, że każdy może być czarodziejem; dawać radość innym obdarzając ich przyjaźnią. Historyjka ta adresowana jest przede wszystkim do rówieśników dzieci z niepełnosprawnością fizyczną. (dr Maria Molicka) - 43 -


Tomek siedział sam na brzegu piaskownicy na placu zabaw. Wyglądał na zamyślonego. - Zobacz, jaki biedny chłopiec – powiedziała mama. - Dlaczego biedny? – spytałem. - Bo nie ma dłoni. Na pewno jest nieszczęśliwy. Nie może się bawić jak inne dzieci. Chciałem ją spytać, czy nie można być szczęśliwym bez dłoni, ale zaczęła rozmawiać z koleżanką. A ja podszedłem do biednego chłopca. - Cześć. Co robisz? - Wymyślam magiczną sztuczkę – powiedział. - Co to za sztuczka? – spytałem. - Jeszcze nie wiem. Dopiero się wymyśla. - Mogę popatrzeć? - No pewnie – odpowiedział. – Możesz mi nawet pomóc. Umiesz zrobić samolot z papieru? Bo ja mam tutaj białe kartki…

- 44 -


- Jasne, że umiem! Zrobię dwa. Jeden dla ciebie, drugi dla mnie. Mój pomysł chyba bardzo mu się spodobał, bo uśmiechnął się, jakby wcale nie był nieszczęśliwym chłopcem. Uważnie przyglądał się ruchom moich dłoni, kiedy starannie zginałem skrzydła samolotu. - Gotowe! – powiedziałem i pokazałem mu samoloty. - Są takie piękne! Jak prawdziwe odrzutowce! – chłopiec był zachwycony. – Weź oba w dłonie i pobiegniemy razem przed siebie! – wykrzyknął radośnie. Uniosłem samoloty najwyżej jak tylko mogłem i biegliśmy razem po trawie. Świat jakby zniknął na chwilę. Były tylko te dwa samoloty na błękitnym niebie. I my. Roześmiani! Biegliśmy coraz szybciej i szybciej! I widziałem jak chłopcu wyrastają skrzydła! On nie biegł! On LATAŁ! A może tylko mi się wydawało… - 45 -


Zatrzymaliśmy się, żeby odpocząć. Miło było tak po prostu leżeć sobie na trawie i patrzeć, jak chmury płyną po niebie. - Pokażesz mi teraz magiczną sztuczkę? – spytałem. - Właśnie ją widziałeś. – odpowiedział z uśmiechem. - Jak to? - Nie mam dłoni, a puszczałem samoloty. Bo spotkałem ciebie.

Przykładowe pytania pomocnicze do prowadzenia dyskusji z dziećmi

1. Czy chłopiec bez dłoni był naprawdę nieszczęśliwy, tak jak sądziła pani, która podeszła do piaskownicy? 2. Na czym polegała magiczna sztuczka? 3. A Wy, macie jakieś pomysły na magiczną sztuczkę dla dzieci z innymi rączkami? 4. W jakich sytuacjach dzieci z „innymi” rączkami mogą czuć się źle? 5. Co możemy zrobić, aby czuły się szczęśliwe i potrzebne wśród nas? - 46 -


Anna Szczerba

O tym, jak króliczek odnalazł szczęście

„O tym, jak Króliczek odnalazł szczęście” to wierszowana historyjka dla najmłodszych. Bajka ta literalnie wyjaśnia przyczyny odrzucenia i odnosi się do przeżywanych emocji. Podkreśla wagę pomagania innym i to, że w ten sposób można uzyskać dystans do własnych problemów. (dr Maria Molicka) - 47 -


Dawno, dawno temu, w bajkowej krainie, gdzie wiecznie zielono i czas wolniej płynie, cudowne mieszkało królików małżeństwo, mieli piękny domek, a w drodze maleństwo. Wielka radość była, gdy syn się urodził mama przeszczęśliwa, tata dumny chodził. Prześliczny był Kicuś - jak go mama zwała, lecz była rzecz jedna, co go wyróżniała. A był to przypadek raczej dosyć rzadki Króliczek bez jednej urodził się łapki. Rodzina nie dała mu odczuć inności. Dorastał w spokoju, cieple i radości.

Kicuś był szczęśliwy, zdrowy i wesoły, problem się pojawił, gdy poszedł do szkoły. Bo tam, gdy poznawał zwierzątek bez liku, widział, że się różni od swych rówieśników. - 48 -


Miał wielu przyjaciół, którzy go kochali, braku jednej łapki nie zauważali. W życiu bywa różnie, więc i tacy byli, którzy się zeń śmiali, czasem głośno drwili.

Pewna Żmija, która innych za nic stale miała, wciąż z króliczka łapki na przerwach się śmiała. Choć lata mijały, Kicuś rozżalony czuł się bardzo mocno przez los pokrzywdzony. Z brakiem jednej łapki nie mógł się pogodzić. W końcu postanowił do szkoły nie chodzić. „Mamo, ja czuję się inny - raz powiedział więc rzucam tą szkołę! W domu będę siedział!” - 49 -


„Synku! - rzekła mama - Proszę cię, zmień zdanie!” Lecz na nic już było jej przekonywanie. „Co mam teraz zrobić?” - mama się martwiła. Do kogoś po radę pójść postanowiła. Była w lesie Sowa z mądrości swej znana, więc debatowały razem aż do rana. Świetne rozwiązanie przyszło im do głowy. Mama zaskoczyła Kicka tymi słowy: „Synku, ja rozumiem - chcesz siedzieć w ukryciu, lecz musisz coś przecież robić w swoim życiu. Uwielbiasz pomagać bliskim w potrzebie, Znalazłam więc fajną pracę dla ciebie! Potrafisz pocieszać, problemy rozwiązywać, Będziesz więc doradzać, na listy odpisywać. Znalazłam ci pracę w gazecie lokalnej, Możesz siedzieć w domu - wyjście idealne!” Króliczek szczęśliwy odpowiedział: „Zgoda!” I tak się zaczęła ta jego przygoda. Zaczął on poznawać zwierzątek problemy, nie podejrzewając, jak to go odmieni. Dostawał codziennie z problemami listy. Pragnął, by porady otrzymali wszyscy. Pierwsza do Króliczka napisała Kotka z żalem opisując los, jaki ją spotkał. Była bardzo ładna - modelką została, robiła karierę, dużo zarabiała. Chciała się zadawać tylko z bogatymi, o biednych myślała, że ci są gorszymi. - 50 -


Swych dawnych przyjaciół znać nie chciała Kotka, lecz los się odwrócił, gdy raz spadła z płotka. Pozostały blizny - był to problem wielki. Szybko się skończyła kariera modelki. Gdy czuła się lepsza, bliskich opuściła, jeden dzień wystarczył, by wszystko straciła. Ważna z tego listu wynikła nauka nie wygląd, lecz serce dobre mieć to sztuka. - 51 -


Piękno i uroda często przemijają, wierni przyjaciele na zawsze zostają. Króliczek zrozumiał przez list Kotki biednej, że nie jest kimś gorszym przez brak łapki jednej. Znowu innym razem Żmija napisała ta, co Króliczkowi w szkole dokuczała. Nie miała przyjaciół - w liście się żaliła, wszystkich wyśmiewała, wielu obraziła. Królik ją pocieszał i wnet się przyznała, że Żmija ta siebie za brzydką uznała. Brakło w jej rodzinie ciepła i miłości, była pełna żalu, smutku, nawet złości. Z historii tej ważna wypływa nauka każdy z nas w swym życiu akceptacji szuka. Ci, co szydzą z innych i ich wyśmiewają robią to, bo sami swe kompleksy mają. - 52 -


Kicuś wciąż pomagał, miesiące mijały, od zwierzątek listy ciągle napływały. Dzięcioły straciły raz wszystko w pożarze, Ropucha musiała samotnie się starzeć. Lis został bez domu, bo czynszu nie płacił, Skowronek w wypadku swych rodziców stracił. Córeczka Borsuka ciężko chorowała, Wilka przyjaciółka bardzo oszukała. Króliczek to czytał i nie mógł uwierzyć, jak wiele niektórzy potrafili przeżyć. Pomyślał, że każdy ma problemy w życiu, czasem ich nie widać - cierpi się w ukryciu.

- 53 -


Brakiem jednej łapki przestał się przejmować i tym, co posiada, zaczął się radować. Zrozumiał, że nie ma nic bardziej ważnego niż przyjaźń, rodzina i miłość bliźniego. Królik listy pisząc, wiele się nauczył. Zaczął kochać siebie i do szkoły wrócił. Odtąd już dzień każdy witał słowami: „Życie jest piękne, choć trudne czasami!”

Przykładowe pytania pomocnicze do prowadzenia dyskusji z dziećmi

1. Dlaczego króliczek nie chciał chodzić do szkoły? 2. Czy jego koledzy z klasy mogli coś zrobić, żeby nie rezygnował ze szkoły? 3. Dlaczego zdecydował tam wrócić? 4. Czy po powrocie czuł się szczęśliwy? Dlaczego? 5. Czy wygląd wpływa na to, jakimi jesteśmy ludźmi, czy warto się z nami przyjaźnić? 6. Gdyby do naszej klasy/grupy trafił taki „króliczek bez łapki”, co moglibyśmy zrobić, żeby nigdy nie chciał nas opuścić?

- 54 -


Iwona Laszczyk

Malusie palusie

„Malusie Palusie” (...) są adresowane do dzieci w wieku od około 5 do 9 lat. W bajce tej czytelnik znajdzie pozytywne znaczenie inności poprzez wskazanie, że każdy ma jakieś zdolności, którymi może się wykazać i w tym sposobem budować pozytywny obraz siebie. (dr Maria Molicka) - 55 -


W pewnym miasteczku, niedaleko mieszkał chłopczyk imieniem Staś. Był to bardzo wesoły malec. Uwielbiał wycieczki leśne, pikniki na trawie i zabawy na boisku. Cieszył się ogromną sympatią wśród dzieci. Gdy Staś skończył sześć lat, w trakcie zabawy na przyjęciu urodzinowym spostrzegł, że jego rączki są mniejsze niż dłonie jego kolegów. Pobiegł więc do mamusi spytać, dlaczego jego rączki nie rosną. Mamusia wzięła Stasia na kolana i powiedziała: - Syneczku, twoje rączki są stworzone do zadań specjalnych. To nasze kochane malusie palusie. Nie było za dużo czasu na rozmowy, bo zaraz przybiegł Karolek i już ciągnął Stasia do zabawy w chowanego. Szybko zamieniła się ona w zabawę w ganianego i tego dnia Staś zapomniał już wrócić do rozmowy z mamusią. Wakacje mijały na szalonych zabawach podwórkowych w gronie przyjaciół. Wreszcie nadszedł czas szkoły. Staś bardzo starannie przygotowywał się do swojej „zerówkowej” przygody. Odświętnie ubrany spotkał się ze swoimi nowymi przyjaciółmi. Pierwszego dnia szkoły działo się sporo rzeczy. Na powitanie dzieci przygotowano przyjęcie ze słodkimi niespodziankami. Przyszedł też klaun, który rozweselał dzieci swoimi sztuczkami. Później nadszedł czas na zajęcia plastyczne. Wszystkie dzieci zabrały się do malowania swoich pomysłów na nowy strój dla klauna. Obok Stasia przy stoliku siedział Wojtuś i Maciuś. Chłopcy najpierw przyglądali się Stasiowi, jak maluje swój obrazek, a potem spytali: - Czemu masz takie małe ręce? Staś spojrzał na swoje malusie palusie i powiedział: - Bo są do zadań specjalnych… - A jakie to zadania? – pytali dalej nowi koledzy. - No, jeszcze nie wiem… Mama mi tak powiedziała - odparł zmieszany Staś. - 56 -


- E tam, ja słyszałem, że zadania specjalne to robi komandos albo strażak! – powątpiewał Maciuś. - No ale ja dopiero będę strażakiem, jak urosnę… - próbował się tłumaczyć Staś. - A ręce też ci urosną? – nie dawał za wygraną Wojtuś. - No, nie wiem. Ale chyba nie, bo… – zamyślił się na chwilę Staś - bo są stworzone do zadań specjalnych – powtórzył raz jeszcze za mamusią. - E tam, – ciągnął swoje Maciuś – pewnie Ci się popsuły, i tyle! Staś zasmucił się słysząc te słowa, ale już nic się nie odzywał. Nie chciał dłużej rozmawiać na ten temat. Niebawem przyszła pora na obiadek, więc dzieci zajęły się pałaszowaniem smakołyków.

- 57 -


Wszyscy chcieli jak najszybciej skończyć, bo zaraz po obiadku zapowiedziano wyprawę do przyległego do szkoły parku. Szybko zjedli więc posiłek i ruszyli na wyprawę. Dzień był ciepły i słoneczny. Pogoda i panie nauczycielki pozwoliły na podwórkowe harce. Najpierw były gonitwy, a potem poszukiwania najpiękniejszych kolorowych liści i kasztanów. Kiedy dzieci zajęte były zbieraniem swojej kolekcji skarbów jesieni, panie odpoczywały na parkowych ławeczkach. Nagle, niedaleko ławeczki dał się słyszeć jakiś dziwny, piskliwy dźwięk. Najpierw cichy, ale później coraz głośniejszy i głośniejszy. Panie z zainteresowaniem wstały rozglądając się wokół, skąd też może się on wydobywać. Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że podejrzany głos dochodzi wprost z wnętrza jednego z drzew! Panie próbowały odgadnąć, kto się kryje wewnątrz na wpół spróchniałego pnia potężnego drzewa. Dzieciom wyobraźnia podsuwała najrozmaitsze pomysły: - To leśna wróżka! – krzyczała Sabinka. - To na pewno elf, proszę pani - wołał zakatarzony Krzyś.

- 58 -


- To Dzwoneczek! - wtórowała z uśmiechem Ania. Panie jednak zaniepokoił rozpaczliwy głosik z drzewa. Najwyraźniej wszystko wskazywało, że stworzonko, które wołało tak żałośnie, utknęło tam i nie może sobie samo poradzić wołając o pomoc. Panie obeszły pień dookoła i dostrzegły niewielką szparkę na wysokości kolan. - Czy to tędy dostał się nieproszony gość do wnętrza dębu? To chyba jedyne możliwe wyjaśnienie. Głos przy niej wydawał się donośniejszy, więc chyba potwierdzało to, iż wystraszone zwierzątko jest gdzieś blisko. Jednak szparka była tak mała, że Panie nie zdołały mu pomóc. Jak Filip z konopi wyskoczył Maciuś: - Proszę Pani! Proszę Pani! Jest z nami przecież Staś! Staś poczuł się lekko zawstydzony, bo nagle wszystkie oczy zwróciły się na niego. A Pani spytała: - A co Staś ma z tym wspólnego? - No proszę Pani! Staś będzie strażakiem! Pani nadal nie rozumiała, jakie to ma teraz znaczenie. Ale Staś zrozumiał euforię Maciusia. Podszedł do drzewa, ukucnął i wsunął swoje malusie palusie do niewielkiej szparki w drzewie. Po chwili, która wydawała się dla dzieci wiecznością, Staś wyciągnął ze środka maleńkiego łaciatego kotka. Jakiż zaczął się szczebiot zachwyconych znaleziskiem dziewczynek. Chłopcy przekrzykiwali się nawzajem. Każdy chciał kotka dotknąć, pogłaskać. Cały ten harmider próbowała opanować pani nauczycielka: - Dzieci! Spokojnie, weźmiemy kotka do szkoły i będziemy się nim opiekować w naszym kąciku przyrody. Stasiu, jak Ci się udało dostać do tego maleństwa? - Ja, ja… - zająkał się Staś zaskoczony pytaniem. - 59 -


- Ja wiem! – uprzedził Stasia Maciuś. - On ma rączki stworzone do zadań specjalnych! - Och! Rzeczywiście! - uśmiechnęła się Pani i pogłaskała Stasia po główce – Jak to dobrze, że jesteś z nami, nasz bohaterze! Wszystkie dzieci otoczyły Stasia, by choć przez moment znaleźć się w blasku bohatera. Nie tylko Maciuś był dumny ze swojego nowego przyjaciela. Pani podała kotka Stasiowi i powiedziała: - Wybawca kotka może w nagrodę nadać mu imię. Przeszczęśliwy Staś ze swoim kotkiem w maleńkich dłoniach, otoczony gromadą wesołych przyjaciół szepnął: - Nazwijmy go Mruczek, bo tak ładnie teraz mruczy. Wszystkim spodobało się to imię. Dziś Staś wrócił do domu tak uradowany i przejęty wydarzeniami ze szkoły, że aż język mu się plątał, bo nie nadążał z opowiadaniem wszystkich historii. Ale jedno cieszyło go najbardziej: - Wiesz mamusiu, mam rączki do zadań specjalnych … Dziś ocaliły małego kotka, a jak będę duży zostanę strażakiem! - Tak syneczku, masz wyjątkowe rączki i jeszcze wiele wspaniałych przygód czeka twoje malusie palusie.

Przykładowe pytania pomocnicze do prowadzenia dyskusji z dziećmi

1. Dlaczego Staś był zmieszany, gdy chłopcy wypytywali go o jego rączki? 2. Czy Stasiowi było dobrze wśród rówieśników? 3. Czy Staś poczuł się lepiej po uratowaniu kotka? Dlaczego? 4. Z czego Staś był najbardziej zadowolony? 5. Gdyby do naszej klasy/grupy trafiło dziecko z innymi rączkami, co moglibyśmy zrobić, aby czuło się wśród nas dobrze? 6. Czy wygląd rąk ma wpływ na to, jakim jest się człowiekiem? - 60 -


Agnieszka Budnik

Paluszki

„Paluszki” to historyjka dla starszych dzieci, 7-9 letnich. Zawarta jest w niej pochwała dobroci, szlachetności, a także tolerancji i zrozumienia. (dr Maria Molicka) - 61 -


Choć dzień dosyć był ponury, słonko skryło się za chmury, dwójka dzieci ze swą mamą na plac zabaw wyszła rano. Ewa i Piotrek foremki wzięli, piaskowe babki lepić zaczęli. Mama opodal na ławce siedziała, na dzieci swoje popatrywała. Po chwili przyszła dziewczynka mała, i w piaskownicy bawić się chciała. I zaraz pomysł wpadł im do głowy, żeby zbudować pałac piaskowy. Choć budowanie nietrudne było, dziewczynce jakoś nie wychodziło. Przyczynę tego odgadła mama, bo rączka była nie taka sama. Małe paluszki ciągle stulone, przy ciałku trzyma tak przykurczone. Rączka dziewczynki niewładna była, więc babki krzywo swe postawiła. Budowlę z piasku Piotr oszacował. „Do bani babki” - zawyrokował. Ewa na pałac krzywo spojrzała, więcej się bawić w piasku nie chciała. Popatrzył Piotrek na smutne minki, które na buziach miały dziewczynki. Robi się chłodno, chodźcie, biegamy i może w berka sobie zagramy. Dziewczynkom pomysł ten się spodobał. „Ja gonię pierwszy” - Piotrek zawołał. - 62 -


Patrzyła mama, jak dzieci biegały, one za chwilę się zatrzymały, postały w kółku, cicho szeptały, śmiechem wybuchły, znowu ganiały. Za każdym razem po berka zmianie, jest w kręgu stanie i głośne śmianie. Jednak musieli przerwać zabawę, bo deszczyk zaczął padać na trawę. Dziewczynka poszła do dziadzia swego, a do mamusi szedł Piotrek z Ewą. Gdy cała trójka do domu wracała, mama się Piotra tak zapytała: „Synku, czy tamta dziewczynka mała, od was w zabawie się odróżniała?” - 63 -


„Inna nie była, nieśmiała była i lepić babek nie potrafiła. Za to ta Ania szybciutko biega, jak jeden z mojej klasy kolega. I dużo śmiesznych kawałów zna, najbardziej śmiałem się chyba ja.” Patrzyła mama czule na dzieci, czuła, że w sercu słońce jej świeci. Dzieci z czystymi sercami były, żadnej różnicy nie zobaczyły. Choć może raczej i ją widziały, lecz wagi do niej nie przykładały.

Przykładowe pytania pomocnicze do prowadzenia dyskusji z dziećmi

1. Czy dzieciom przeszkadzało, że Ania ma inną rękę? 2. Co dzieci zrobiły, gdy okazało się, że Ania nie radzi sobie z lepieniem babek? 3. Dlaczego mamusia była dumna ze swoich dzieci? 4. Czy inna rączka Ani wpływały na jej zachowanie i chęci do zabawy? 5. Gdybyście wy spotkali Anię, jakie zabawy zaproponowalibyście? - 64 -


BAJKI W NASZYCH RĘKACH