Issuu on Google+


GDYBY DIABEŁ MÓGŁ SIĘ WYSPOWIADAĆ 

S

tary proboszcz przesiedział w konfesjonale aż do zapadnięcia zmroku, to jest do chwili, gdy ostatni penitent opuścił kościół. Postanowił poczekać jeszcze jakiś czas na wypadek, gdyby któryś ze spóźnionych wiernych zgłosił się do spowiedzi. Był bardzo zmęczony i mimo woli powieki same mu się zamykały. Wtem nagle oprzytomniał. Drzwi kościoła poruszyły się. Być może pchnął je wiatr, jako że wokół domu Bożego rozszalała się burza. Ale nie, to ktoś wszedł do kościoła. Jakaś sylwetka ludzka zarysowała się na przeciwległej ścianie. Przez kościół szedł mężczyzna. Jego kroki jakoś dziwnie było słychać na płytach posadzki, jakby jedną nogę miał drewnianą. Podniósł wysoko kołnierz płaszcza, tak że przez kratki konfesjonału kapłan nie mógł dojrzeć jego twarzy, a tylko dwoje oczu o ponurym wejrzeniu. Przybysz podszedł do konfesjonału i po krótkim wahaniu uklęknął. — Kiedy ostatni raz byłeś u spowiedzi? — zapytał ksiądz.

 131 


— Jeszcze nigdy nie skorzystałem z tego sakramentu — odparł mężczyzna stłumionym głosem. — Co to znaczy: nigdy? — Po prostu nigdy! — W takim razie, ile masz lat? — Nie wiem. Od dawna przestałem je liczyć. — Ale przecież musisz wiedzieć, w jakim mniej więcej jesteś wieku? — Jakieś pół wieczności. — Dobrze, powiedzmy, że masz siedemdziesiąt lat! Z czego chcesz się wyspowiadać? — Byłem pyszny — wyrzucił penitent. — I nic więcej? — nalegał zdziwiony ksiądz. — Na przestrzeni tych wszystkich lat tylko jeden jedyny raz byłeś pyszny? — Tak, tylko jeden jedyny raz. — I nic więcej? — Byłem zazdrosny. — Zazdrosny? — Tak jest, zazdrosny. Zazdrościłem wszystkim ludziom. — Jak to: wszystkim ludziom? — Najzwyczajniej wszystkim ludziom. — A przecież żyje tak wielu biednych, którzy z trudem wegetują. Jest także wielu chorych, którzy straszliwie cierpią, jak na przykład ślepi, trędowaci, umysłowo chorzy. Czy mimo wszystko masz im czego zazdrościć? — A jednak zazdroszczę im, i to bardzo. — Dziwne — powiedział ksiądz, kiwając głową. — Co jeszcze popełniłeś złego? — Kusiłem ludzi i cieszyłem się, gdy przeklinali Boga.

 132 


— Ilu ludzi skusiłeś i do jakich grzechów? — Tłumy, niezliczoną ilość! Do wszystkich grzechów, jakie tylko są możliwe! Tym, co najbardziej mnie cieszyło, było doprowadzenie niewinnej duszy dziecka do popełnienia grzechu ciężkiego. — Ależ to jest przerażające! — jęknął kapłan. — Czy masz jeszcze coś do wyznania? Czy może kradłeś? — Nie, nigdy! — Czy kłamałeś? — Tak, i to bardzo często. — Czy przeklinałeś? — Zawsze. — Czy opuszczałeś Mszę Świętą? — Nie mogę znieść widoku Hostii i Kielicha. — W takim razie na pewno nieczęsto bywałeś w kościele? — Owszem, bardzo często. — A więc co robiłeś w kościele? — Kusiłem ludzi. — W kościele? — Tak, w kościele. — Do czegóż? — W konfesjonale radziłem przemilczać grzechy ciężkie. — Czy zgrzeszyłeś przeciwko szóstemu przykazaniu? — Nie, nigdy — odpowiedział mężczyzna z pogardliwym uśmiechem. — Nawet myślami? — Nawet myślami! — Dziwne. Czy zabiłeś kogo?

 133 


— Nie. Jedynie podjudzałem innych do zbrodni i morderstwa. Również z mojej winy bardzo wielu ludzi utraciło życie w łasce. — Czy zgrzeszyłeś przeciw swojej matce? — Nigdy matki nie miałem. — Ale przecież każdy człowiek ma matkę! Możliwe, że twoja matka umarła zaraz po urodzeniu ciebie? — Nie, nigdy matki nie miałem. — Mam do czynienia z szaleńcem! — pomyślał ksiądz, którego dziwny ten penitent zaczął niepokoić. Co mógł mu jeszcze powiedzieć? — Czy przynajmniej żałujesz za grzechy? — zapytał w końcu kapłan. — Bóg mnie ciężko ukarał za mój pierwszy grzech. — Czy więc żałujesz? — Dlatego, że zostałem ukarany. — A nie z miłości do Boga? — Nie z miłości do Boga. Ja nie mogę kochać. — Nie możesz kochać? — Nie! To niemożliwe! Nienawidzę wszystkich ludzi i aniołów. Nienawidzę całego stworzonego świata. Nade wszystko zaś nienawidzę Boga! — Nienawidzisz Boga? — wyjąkał do głębi wstrząśnięty ksiądz. — Tak, nienawidzę Go. Jeśli mimo wszystko udzielisz mi rozgrzeszenia, będę Go miłował i nie przestanę Go wielbić. — Ale przede wszystkim musisz żałować za grzechy. Albowiem jeśli nie miłujesz Boga, nie mogę udzielić ci rozgrzeszenia. — Zadaj mi bardzo ciężką pokutę. Chcę ją wykonać. Jestem gotów dać ci dużo pieniędzy na ubogich, tyle milionów, ile

 134 


tylko zechcesz. Zbuduję ci nowy kościół, wspanialszą katedrę niż Bazylika św. Piotra w Rzymie! — Żaden człowiek nie posiada tak wielkiego majątku. — Ja zaś tak, ja go posiadam! — Ależ oczywiście to jest szaleniec! — pomyślał znowu proboszcz. Następnie powiedział: — Nawet gdybyś złożył u moich stóp wszystkie skarby świata, nie mógłbym ci udzielić rozgrzeszenia, ponieważ ty nie miłujesz Boga. Dlaczego tak strasznie Go nienawidzisz? Przecież Pan Bóg jest taki dobry i sprawiedliwy! — Wiem o tym. — Jego Jednorodzony Syn umarł za nas na krzyżu. — O tym też wiem. — A więc, dlaczego nienawidzisz Boga? — Bo ja sam chciałem być Bogiem! A On mnie strącił do piekła! — Kimże więc jesteś? — zapytał z nagła ksiądz. — Albowiem to, co mi dotychczas powiedziałeś, mógłby powiedzieć tylko szatan. — Ja jestem szatanem! Błagam cię, udziel mi rozgrzeszenia! — Nie mogę udzielić ci rozgrzeszenia. Mogę rozgrzeszyć nawet największego grzesznika, ale nie ciebie. — Przeczuwałem to. I to jest moja tragedia!... — Co takiego? — To, że nie mogę się wyspowiadać. Och, księże proboszczu — powiedział szatan, ciężko dysząc — jak bardzo zazdroszczę ludziom, że mogą się spowiadać! Najchętniej zamieniłbym się moim losem z losem ostatniego żebraka, z pierwszym lepszym zbrodniarzem, skazanym na śmierć. Oni wszyscy mogą się wyspowiadać, a ja, niestety, nie mogę tego uczynić! I dlate-

 135 


go właśnie im zazdroszczę. I dlatego też zachęcam ludzi przygotowujących się do spowiedzi, aby zatajali najcięższe grzechy! Jak bardzo cieszę się wtedy, gdy mi się to uda, albowiem czuję, że znalazłem kogoś, komu nie muszę już zazdrościć. Raz na sto lat próbuję się wyspowiadać, ale jeszcze nigdy żaden ksiądz nie udzielił mi rozgrzeszenia. A więc muszę iść dalej moją drogą, nienawidząc Boga i ludzi. Z westchnieniem trudnej do określenia rozpaczy mężczyzna podniósł się z klęczek i odszedł od konfesjonału, postukując swoją drewnianą nogą. Głęboko wstrząśnięty kapłan podniósł głowę. Dłonią przetarł oczy... Chyba rzeczywiście musiał śnić.... Jakiś młodzieniec, klęczący przed konfesjonałem, zbliżył się do kratek i wyznał grzechy. Przy jednym z najważniejszych przykazań zawahał się przez chwilę. — Czy wszystko wyznałeś? — zapytał kapłan. — Tak, wszystko. — Czy przypadkiem czegoś nie opuściłeś? Zastanów się jeszcze raz. Wiesz przecież, że świętokradzka spowiedź jest straszliwym nieszczęściem, i że spowiednik nie ma prawa nigdy o tym mówić, co usłyszał... A teraz powiedz mi, czy nie zataiłeś jakiegoś grzechu? — Skąd to ksiądz wie, księże proboszczu? — wyjąkał młody człowiek. — Miałem jakieś przeczucie. — Tak, coś jeszcze zataiłem — odrzekł penitent. — Wstydzę się wyznać ten grzech. — I następnie wyspowiadał się z bardzo ciężkiego upadku. — Chwała Bogu, że w końcu zdobyłeś się na szczerość — stwierdził wzruszony spowiednik. — Nie zapominaj nigdy, że dobra spowiedź jest olbrzymim dobrodziejstwem. Masz

 136 


tylko szczerze wyznać grzechy, a wyrok już znasz z góry, zanim nawet przystąpisz do konfesjonału. To jest akt uwolnienia od winy i obdarowania łaską. Oto czym jest odpuszczenie grzechów. Czego by nie dał diabeł za to, żeby się móc wyspowiadać. Wstrząśnięty tym młody człowiek odszedł od konfesjonału. Po chwili wyszedł zeń także ksiądz proboszcz i ukląkł przed ołtarzem. Obok konfesjonału jakiś stary mistrz malarski kilkaset lat temu namalował diabła. Kapłan spojrzał na obraz. Wydało mu się, że słyszy zgrzytanie zębów piekielnego ducha.


SPIS TREŚCI 

Dan, rybak z Kafarnaum . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Wielka grzesznica . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Dobry łotr . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Piotr i Judasz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Jawnogrzesznica . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Syn marnotrawny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Pierwszy grzech śmiertelny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Głos sumienia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Alert w piekle . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Cudowny rękopis . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Mały chińczyk Fu-Li . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Tragiczna wycieczka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Gdyby diabeł mógł się wyspowiadać . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Kradzież piłki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Antoś okrada swego patrona . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Luiza pokonuje diabła . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Łyżwy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Zbaw swoja duszę . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Zapieczętowane usta . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Lista grzechów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

5 15 27 39 49 54 72 78 85 104 110 125 131 138 151 164 167 178 193 205


Gdyby diabeł mógł się wyspowiadać